O Niezależnym Zrzeszeniu Studentów

Zapraszam do lektury książki o Niezależnym Zrzeszeniu Studentów w naszej Uczelni w latach 1980-81. To był niezwykle dynamiczny okres polskie...

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Ankieta

3 kwietnia zamieściłem interaktywną ankietę dotyczącą anonimowości dyskusji na blogu. Dotąd wypełniło ją 47 osób. Za parę dni podsumuję wyniki ankiety i proszę Czytelników o zabranie głosu w tej ważnej sprawie.

piątek, 26 kwietnia 2013

Ważna informacja

W imieniu grupy robotniczej str. 1W imieniu grupy robotniczej str. 2

niedziela, 21 kwietnia 2013

Gdy po powrocie z Rzymu, gdzie uczestniczyłem w obradach kongresu dotyczącego osteoporozy zaglądnąłem do Internetu ku memu zdziwieniu zauważyłem tekst dotyczący właśnie osteoporozy. Widać, że czasem wydarzenia z kręgu nauki przenikają do opinii publicznej.

Specjaliści: grozi nam epidemia złamań kości z powodu osteoporozy

Grozi nam epidemia różnego rodzaju złamań kości, jeśli nie zaczniemy wykrywać i skutecznie leczyć osteoporozy – zaalarmowali specjaliści podczas europejskiego kongresu poświęconego osteoporozie, który rozpoczął się w Rzymie.

Prezes europejskiego oddziału Międzynarodowej Fundacji Osteoporozy (IOF), John A. Kanis powiedział, że liczba złamań osteoporotycznych jedynie w latach 2001-2007 zwiększyła się o 30-100 proc. w poszczególnych krajach Unii Europejskiej.
Głównym powodem tak licznych złamań jest starzenie się społeczeństw, ale także lekceważenie tej podstępnej i groźnej choroby, jaką jest osteoporoza. Wiele osób się nie leczy, gdyż nie odczuwa żadnych dolegliwości. Tymczasem terapia polega przede wszystkim na zapobieganiu skutkom tej choroby, czyli złamaniom kości.
Osteoporoza objawia się niską masą kostną i upośledzoną mikroarchitekturą tkanki kostnej, co zwiększa łamliwość kości. Atakuje wszystkie kości człowieka, ale najczęściej dochodzi do złamania kręgów kręgosłupa, kości przedramienia, nadgarstków oraz bioder.
Złamania kręgów kręgosłupa u wielu osób są pierwszym objawem choroby, ale wtedy jest ona już mocno zaawansowana. Z przedstawionego na kongresie raportu wynika, że w poszczególnych krajach europejskich zdarzają się one u 10-24 proc. osób po 50. roku życia. Prawdopodobnie jest ich przynajmniej o jedną trzecią więcej, gdyż wiele przypadków nie jest wykrywanych.
Aż 60 proc. złamań kręgosłupa nie powoduje poważniejszych dolegliwości lub przebiega bezobjawowo. Osłabione kręgi się jednak zapadają i następuje zmniejszenie wzrostu nawet o 4 cm. Dochodzi również do następnych złamań, jeszcze groźniejszych, gdyż każde złamanie zwiększa ryzyko kolejnego aż dziesięciokrotnie.
Najbardziej niebezpieczne są złamania szyjki kości udowej. Na skutek powikłań po takim urazie, takich jak zapalenie płuc i choroba zakrzepowo-zatorowa, w ciągu roku umiera 20 proc. kobiet i 25 proc. mężczyzn. Spośród tych chorych, którzy przeżyli krytyczny rok, aż 30 proc. wymaga stałej opieki medycznej. Połowa z nich nigdy już nie będzie chodzić samodzielnie.
Międzynarodowa Fundacja Osteoporozy alarmuje, że w Europie osteoporoza jest już częstszą przyczyną niepełnosprawności niż nowotwory (z wyjątkiem raka płuc). Kobiety po 45. roku życia cierpiące na zaawansowaną osteoporozę dłużej przebywają w szpitalu na skutek powikłań tej choroby aniżeli z powodu cukrzycy, zawału serca czy raka piersi.
Skutkiem złamań związanych z osteoporozą są również: lęk i depresja oraz izolacja społeczna. Na depresję cierpi 40 proc. kobiet dotkniętych tą chorobą, a 41 proc. odczuwa znaczne pogorszenie jakości życia. Na różnego rodzaju bóle narzeka ponad 50 proc. chorych z tego powodu kobiet, aż 26 proc. odczuwa je przez ponad 10 godzin dziennie.
Prof. Maria Luisa Brandi z uniwersytetu we Florencji podkreśliła, że tego wszystkiego można uniknąć, trzeba tylko przeprowadzić wykrywające osteoporozę badanie densytometryczne i ocenić ryzyko osteoporozy.

czwartek, 18 kwietnia 2013

O nauce i pieniądzach

O 2 dni przebywam z Rzymie i biorę udział w światowym kongresie dotyczącym osteoporozy i choroby zwyrodnieniowej. To duże spotkanie z liczbą uczestników przekraczającą 4000. Trudno oczywiście opisywać szczegółowo treść wykładów, ale warto skreślić parę zdań ogólniejszej refleksji. Na kongresy tej rangi jeżdżę od blisko dwóch dekad i obserwuję niepokojące zjawisko. Na treści spotkań z natury rzeczy nakierowanych na prezentację informacji naukowych coraz większy wpływ wywierają czynniki, nazwijmy je, biznesowe. Sesje są „szyte” pod firmy farmaceutyczne, zwykle te pełniące rolę głównych sponsorów. Znani naukowcy, pretendujący do miana światowych autorytetów, na kolejnych sesjach pod niebiosa wychwalają coraz to inne leki. Czasu na dyskusje zwykle jest bardzo mało. Przewagę sfer biznesowych widać także po wysokości opłat zjazdowych; nigdy nie były one niskie, ale kwoty zbliżone do 1000 Euro należy uznać za skandalicznie wygórowane. Gdy dodamy, że lista wykładowców (przynajmniej na kongresach z mojej dziedziny) od lat się w zasadzie nie zmienia to uzyskujemy raczej pesymistyczny obraz przemożnego wpływu świata przemysłu farmaceutycznego na świat nauki. Stare prawidło, że „zły pieniądz wypiera dobry pieniądz” wkracza na dobre także do innych sfer życia…

niedziela, 14 kwietnia 2013

O nagrodzie Nobla - tekst nadesłany przez Czytelnika bloga

Dziwne "polskie obyczaje" czyli "kto nasz a kto obcy"?

Polskie źródła podają, że jest tylko sześciu polskich laureatów Nagrody Nobla: Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont, Maria Skłodowska-Curie (znana na świecie jako Marie Curie), Lech Wałęsa, Czesław Miłosz i Wisława Szymborska.
Bardzo dziwne! Polska zapomniała o... dziewięciu innych polskich laureatach nagrody Nobla!

Chociaż oficjalny spis noblistów wymienia tych dziewięciu mężczyzn, jako polskich noblistów, to Polska, która przecież wśród krajów europejskich ma najmniejszą liczbę noblistów w stosunku do liczby ludności, oficjalnie się do tych dziewięciu nie przyznaje.

Warto przypomnieć polskich noblistów, o których ich ojczyzna Polska nie pamięta:

1) Tadeusz Reichstein (1897-1996) urodzony we Włocławku chemik, w 1950 roku otrzymał nagrodę Nobla z medycyny i fizjologii za odkrycie kortyzonu.

2) Izaak Singer (Isaac Bashevis Singer) (1904-1991) urodzony w Leoncinie niedaleko Warszawy, w Polsce mieszkał do 1935 roku, w 1978 roku otrzymał nagrodę Nobla z literatury.

3) Józef (Joseph) Rotblat (1908-2005) urodzony w Warszawie, w 1938 roku na Uniwersytecie Warszawskim otrzymał doktorat z fizyki, dwa lata później wyjechał do Wielkiej Brytanii, w 1995 roku otrzymał pokojową nagrodę Nobla za wysiłki w celu zredukowania broni jądrowej.
Józef Rotblat całe życie mówił po polsku i podkreślał, że jest Polakiem z brytyjskim paszportem. Protestował przeciwko zapisywaniu jego imienia jako "Joseph".

4) Mieczysław Biegun (Menachem Begin) (1913-1992) urodzony w Brześciu nad Bugiem, opuścił Polskę w 1940 roku, został szóstym premierem Izraela, w 1979 roku otrzymał pokojową nagrodę Nobla za podpisanie traktatu pokojowego z Egiptem.

5) Leonid Hurwicz, urodzony w 1917 roku, od 1919 roku mieszkał w Warszawie, gdzie ukończył studia prawnicze, w 1940 roku wyjechał do USA, w 2007 roku otrzymał Nagrodę Nobla z ekonomii.
6) Szymon Perski (Szimon Peres) urodzony w 1923 roku w Wiszniewie
(województwo wileńskie), wyjechał z Polski w 1934 roku, został
dziewiątym prezydentem Izraela, w 1994 roku otrzymał pokojową Nagrodę
Nobla.

7) Jerzy Szarpak (Georges Charpak) urodzony w 1924 roku w Dąbrowicy
(województwo wołyńskie), wyjechał do Francji w 1931 roku, otrzymał nagrodę Nobla z fizyki w 1992 roku.

8) Andrzej Wiktor Schally (Andrew Viktor Schally), urodzony w 1926 roku w Wilnie, syn generała Kazimierza Schally, szefa gabinetu prezydenta RP Mościckiego, po wybuchu II wojny świat. wyjechał z Polski, otrzymał nagrodę Nobla z medycyny w 1977 roku.
Schally pochodził z żydowsko-szwedzko-francusko-polskiej rodziny o nieokreślonej przynależności religijnej. Według rasowych kryteriów nazizmu był tzw. "mieszańcem" i groziła mu śmierć. Ocalał z masakry holokaustu ukrywając się w Rumunii w środowisku polskich Żydów.

9) Roald Hoffman, urodzony w 1937 roku w Złoczowie (województwo lwowskie), wyemigrował do USA w 1949 roku, otrzymał nagrodę Nobla z chemii w 1981 roku, od 1965 roku do dzisiaj pracuje na Cornell University w USA.

Dlaczego Polska nie uważa tych noblistów za Polaków? Ośmiu z nich (z jedynym wyjątkiem Reichsteina) posiadało obywatelstwo polskie i zdobywało w Polsce wykształcenie. Język polski był dla nich językiem macierzystym lub drugim najważniejszym.
Trzeba pamiętać, że Skłodowska-Curie nigdy nie miała polskiego obywatelstwa (początkowo była obywatelką Rosji, potem Francji) a Polskę opuściła na zawsze w wieku 24 lat. Czesław Miłosz przez wiele lat posiadał tylko obywatelstwo litewskie, a pisał głównie w języku
angielskim. Wiele jego wypowiedzi wskazuje, że uważał się za Litwina, mówiącego po polsku.
Dlaczego Polska przyznaje się do Skłodowskiej i Miłosza, a nie przyznaje się do Reichsteina, Singera, Rotblata, Szarpaka, Hurwicza, Perskiego, Bieguna, Schally'ego i Hoffmana?

Polska jest niechlubnym wyjątkiem, bo na przykład Niemcy szczycą się wszystkimi swoimi laureatami Nobla, z których wielu było niemieckimi Żydami. Bardzo dużo laureatów Nobla jest zaliczanych jednocześnie do dwóch narodowości, na przykład Skłodowska-Curie do francuskiej i polskiej. Oficjalny spis laureatów Nobla nie zawiera kategorii "Żydzi", a
nagrodzonych klasyfikuje według kraju pochodzenia lub/i zamieszkania. Dlaczego w takim razie Polska nie uznaje na przykład Perskiego i Bieguna za polsko-izraelskich noblistów?



wtorek, 9 kwietnia 2013

O Polsce

Wielu z nas wczoraj spędziło wieczór przed telewizorem z uwagą śledząc filmy o katastrofie 10 kwietnia 2010 roku. Po ich emisji odbyła się dyskusja z udziałem kilku osób. Niestety, końcowa konkluzja nie jest zbyt optymistyczna; wydarzenia nas przerosły. Gdy wszystko w życiu dobrze się układa można czasem odnieść wrażenie, że życie toczy się w właściwym kierunku, a ludzie kontrolują bieg spraw. Dopiero gdy dojdzie do jakiejś poważnej, kryzysowej sytuacji widać, że byliśmy w błędzie. Nie zajmując stanowiska dotyczącego przyczyn wydarzeń z 10 kwietnia, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że głęboki kryzys państwa trwa. Sposób wyrażania argumentów, poziom emocji, agresja, unikanie odpowiedzi na wiele trudnych pytań są porażające. Zamiast szukać porozumienia „ponad podziałami” trwa festiwal narodowej kłótni. To smutne, że nie potrafimy wznieść się wyżej, tam, gdzie rozstrzygają się tak ważne kwestie. Sądzę, że ta sprawa na wiele lat zatruje polskie życie społeczne, cieniem kładąc się na liczne, inne ważne cywilizacyjne problem kraju.

środa, 3 kwietnia 2013

W ostatnich miesiącach blog przeżywał „oblężenie” Czytelników, a liczba odsłon w marcu przekroczyła 8000. Tak duże zainteresowanie obserwowałem ostatnio w czasie wyborów rektorskich. Najpierw żywą dyskusję wywołała sprawa Prof. G. Opali, później uwagę skupiła kwestia listu Pani Ziółkowskiej z Biblioteki Głównej oraz niespotykana wcześniej sytuacja związana z rezygnacją z pełnienia funkcji Prorektora ds. klinicznych przez Prof. W. Króla. Przywołuję te wydarzenia, gdyż komentarze do tekstów opisujących te zdarzenia miały pewien wspólny mianownik; dyskusja była całkowicie anonimowa. Co ciekawsze, komentujący parokrotnie nawzajem zarzucali sobie ukrywanie pod anonimem, ale sami nie byli skorzy do ujawniania swej tożsamości…A szczytem obłudy był list skierowany do mnie przez pewnego profesora z Wydziału Lekarskiego w Katowicach, który chciał bym na blogu zamieścił list zawierający personalne uwagi dotyczące paru osób wymienionych z nazwiska, ale swoje autorstwo chciał ukryć! Oczywiście tego typu tekstów nie publikuję.

Bardzo żałuję, że dyskusja toczy się anonimowo. To jest sprzeczne z ideą akademickości w ogóle. Powaga uczelni, mianującej się uniwersytetem, gdy jej pracownicy chowają się za parawanem anonimowości jest znacząco nadszarpnięta. Nie do końca rozumiem ten mechanizm; mogę pojąć, że adiunkt w przeddzień habilitacji obawia się o jej powodzenie, mogę uznać chęć ukrycia nazwiska przez pracowników administracji lub pionu technicznego by uniknąć niechybnego odwetu za słowa krytyki. Ale w uczelni pracuje mnóstwo profesorów, osób o uznanym dorobku i pozycji w świecie nauki. To od tej grupy osób można wymagać czegoś więcej, noblesse oblige…

Aby uzyskać jakieś bardziej obiektywne dane poniżej zamieszczam parę pytań; proszę o wypełnienie ankiety, której wyniki – mam nadzieję – pozwolą na zrozumienie dlaczego dyskusja prowadzona na blogu nie toczy się przy otwartej kurtynie.

czwartek, 28 marca 2013

życzenia

wtorek, 26 marca 2013

Wybory w Śląskim Uniwersytecie Medycznym

Dziś Kolegium Elektorów wybrało na stanowisko Prorektora ds. szpitali klinicznych dr hab. Damiana Czyżewskiego, torakochirurga z Zabrza. Gratuluję wyboru na to odpowiedzialne stanowisko życząc sukcesów w przyszłej pracy. W obliczu nieuchronnych zmian jakie nastąpią w najbliższej przyszłości w funkcjonowaniu szpitali klinicznych tę funkcję prorektora z pewnością należy zaliczyć do najtrudniejszych w uczelniach medycznych. Aby udało nam się, jako uczelni, przejść z powodzeniem okres reform, niezbędne jest wsparcie pracowników uczelni, zakładając, że kierunek zmian zapewni sukces w wymiarze ogólnouczelnianym, a także w kontekście indywiualnych szans rozwoju zawodowego pojedynczego pracownika.

poniedziałek, 25 marca 2013

Emerytowani Profesorowie

Zapraszam do przeczytania ostatniego tekstu. Traktuje on o losach emerytowanych profesorów w różnych krajach. Jest on szczególnie ważny w konktekście losów Prof. Grzegorza Opali. Może okres przedświąteczny skłoni do zastanowienia niektóre osoby odpowiedzialne za zaistniałą sytuację i ta smutna historia będzie miała inny, bardziej optymistyczny koniec?

PAUza akademicka nr 203

niedziela, 24 marca 2013

O Uniwersytecie Medycznym w Łodzi

Uniwersytet zwalnia profesorów

piątek, 22 marca 2013

Ważny list Czytelnika

Szanowny Panie Profesorze

  1. Pragnę serdecznie pogratulować sukcesu. Jakiego? Bo oto rzecznik Rektora zwraca się z prośbą o umieszczenie informacji na Pana blogu. To kuriozum, ale ważne!
    Wszyscy pamiętamy, z jaką konsekwencją i zaangażowaniem "tępiono" Pana i Pana blog. Przecież straszono postępowaniem sądowym. Wskazywano iż działa Pan permanentnie na niekorzyść Uczelni, że ją Pan oczernia itp. itd.
  2. Czy to zwiastun zmian w Uczelni? Nie bądźmy naiwni: fakt - styl się zmienił, ale system ten sam! To przecież kontynuacja władzy. Ta sama piaskownica.
  3. Sprawę tzw. "prof. Opali" uznaję za karygodną i wyrazem braku szacunku dla Wybitnych Jednostek w Uczelni, a równocześnie potwierdzającą tezę przedstawiona w punkcie 2.
  4. Rezygnacja ze stanowiska Prorektora. To całkowita kompromitacja Uczelni, a zwłaszcza Rektora. Nie znajduje tu zastosowania domena: wybaczcie, bo nie wiedzą co czynią. W świetle przedstawionych w trakcie posiedzenia Rady Wydziału w Zabrzu w dniu 21 marca 2013r. informacji przez Rektora oraz prof. M. Zembalę, pojawiają się następujące wątpliwości, jak sądzę, nurtujące niemal wszystkich:
    1. Jak to możliwe, by Rektor, rekomendując osobę prof. W. Króla na funkcję prorektora, nie wiedział, że jest on prezesem spółki, której założycielem, przy udziale pracowników SUM, jest Miasto Zabrze?
    2. Funkcjonowanie spółki i jej program był przedmiotem posiedzenia Rady Wydziału - to były informacje jawne. Widać nie wzbudziły zainteresowania.
    3. Dlaczego Prorektor zrezygnował z pełnienia funkcji (mając na uwadze liczne konsekwencje, w tym konieczność wyborów), skoro w świetle wyjaśnień prof. Zembali, nie miał z tego jakichkolwiek korzyści materialnych i nie uczestniczył w posiedzeniach zarządu?
    4. Dlaczego prof. Zembala uznał, że dla przejrzystości sprawy, koniecznym jest odwołanie prof. W. Króla z funkcji prezesa spółki, skoro zrezygnował z obowiązków wynikających z stanowiska prorektora.
      Bardziej wnikliwi obserwatorzy, podkreślali splot wydarzeń: rezygnacja Papieża w Rzymie i Króla w Katowicach. Przypadek?

Można zaryzykować stwierdzenie: "umarł król, niech żyje król".
Jestem daleki od obrony byłego dziekana i prorektora ze względu na styl jego zarządzania, liczne manipulacje, tzw. "knucie", ale uważam, że "król stał się kozłem - ofiarnym".


czwartek, 21 marca 2013

Rzecznik prasowy Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach informuje

Szanowny Pan
prof. dr hab. n. med. Wojciech Pluskiewicz



Szanowny Panie Profesorze,


W związku z ukazaniem się na blogu Pana Profesora w dniu 1 marca 2013 r. listu prof. Grzegorza Opali dotyczącego jego „zatrudnienia do 30 września 2013 r.” ,
uprzejmie proszę o zamieszczenie na blogu informacji JM Rektora SUM prof. dr hab. n. med. Przemysława Jałowieckiego
dotyczącej przebiegu zatrudnienia w związku z przejściem na emeryturę prof. dr hab. n.med. Grzegorza Opali , którą przesyłam w załączniku.


Z wyrazami szacunku

Agata Kalafarska
Rzecznik prasowy
Śląskiego Uniwersytetu Medycznego
w Katowicach

List JM Rektora Jałowieckiego str1
List JM Rektora Jałowieckiego str2

wtorek, 19 marca 2013

Wyniki ankiety dotyczącej nauki

9 lutego sformułowałem w ankiecie kilka pytań dla Czytelników bloga. Intencją przygotowania tej ankiety było zebranie jak najbardziej reprezentatywnych danych dotyczących działalności naukowej pracowników naszej uczelni.
Poniżej przedstawiam podsumowanie wyników tej ankiety.

Wyniki ankiety umożliwia stworzenie „statystycznego” obrazu pracownika uczelni w odniesieniu do pracy naukowej.

To osoba zainteresowana pracą naukową, ale nie mająca na nią zbyt dużo czasu oraz nie dysponująca odpowiednimi środkami finansowymi.

Warto zauważyć, że tylko 83 osoby wzięły udział w ankiecie, co – wobec dużej liczby odwiedzających blog w ostatnim czasie pokazuje, że tak naprawdę zainteresowanych nauką nie jest zbyt wielu. Ankieta wskazuje, że istnieje pewien potencjał zainteresowania nauką, ale nauka nie stanowi, niestety, obszaru naszych podstawowych działań w uczelni. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele, niemniej wypadkową tych okoliczności jest zepchnięcie nauki na dalszy plan. W dłuższej perspektywie rozwojowej uczelni ten stan rzeczy z pewnością odbije się na naszej pozycji w rankingach polskich uczelni.



1. Jestem pasjonatem pracy naukowej

Created with Raphaël020406080100TakNie5725

2. Praca naukowa jest dla mnie głównym obszarem działań w uczelni

Created with Raphaël01020304050TakNie3845

3. Praca naukowa zajmuje mi – wyrażając to w % czasu pracy w uczelni

Created with Raphaël0510152025< 10%10 - 30%30 - 50%> 50%16182117

4. Lubię pracę naukową, ale nie mam na nią czasu

Created with Raphaël01020304050TakNie4328

5. Lubię pracę naukową, ale nie mam na nią środków finansowych

Created with Raphaël020406080100TakNie5019

6. Nie lubię pracy naukowej

Created with Raphaël020406080100TakNie760

7. Uważam, że praca naukowa to strata czasu

Created with Raphaël020406080100TakNie959

piątek, 15 marca 2013

Oświadczenie Prezydium KRASP

Przedstawiam poniżej tekst oświadczenia KRASP-u. Dotyczy ono niezwykle ważnej kwestii - dyskusji w uczelniach. Niestety, oświadczenie nie zawiera informacji o przyczynach jego powstania. O ile ktoś z Czytelników posiada taką wiedzę proszę o nadesłanie komentarzy opisujących problemy w prowadzeniu otwartej, uniwersyteckiej dyskusji.

Oświadczenie KRASP

poniedziałek, 11 marca 2013

Ankieta dotycząca pracy naukowej

9 lutego zamieściłem interaktywną ankietę dotyczącą pracy naukowej. Zebrałem już sporo opinii i chciałbym niebawem podsumować wyniki tej ankiety. Proszę o aktywny udział i odpowiedzi na pytania ankiety do 15 marca.

sobota, 9 marca 2013

A to Polska właśnie...

Bardzo dziwna Polska Komisja Akredytacyjna

wtorek, 5 marca 2013

Hot news

Zgodnie z uchwałą 1/2013 Uczelnianej Komisji Wyborczej z dnia 4 marca 2013 r., konieczne jest przeprowadzenie wyborów uzupełniających do Uczelnianego Kolegium Elektorów z grupy nauczycieli akademickich nie będących profesorami i doktorami habilitowanymi oraz wyborów na funkcję Prorektora ds. Klinicznych.
Zgodnie z zapisem statutowym wyboru należy dokonać w ciągu miesiąca od dnia zakończenia pełnienia tej funkcji przez Prof. dr hab. n. med. Wojciecha Króla.


piątek, 1 marca 2013

W ostatnim czasie nie pisałem osobnych tekstów, jako podsumowanie wydarzeń poszczególnych miesięcy. Ale w odniesieniu do minionego miesiąca kilka zdań należy skreślić. Mam na myśli dyskusję dotyczącą Prof. Grzegorza Opali oraz liczne komentarze dotyczące pracy Profesora w naszej uczelni. W lutym byłem na dłuższym urlopie i tylko okazjonalnie miałem dostęp do sieci i wówczas publikowałem kolejne komentarze. Niestety, wiele komentarzy w odniesieniu do stosowanego słownictwa, doboru argumentów, czy wręcz interpretacji faktów jest trudnych do przyjęcia w świecie wyższych uczelni.

Nie ingerowałem w treść tych komentarzy, nie cenzurowałem ich, bo nie tak widzę rolę mego bloga, jako niezależnego forum informacyjnego i dyskusyjnego.

Ta dyskusja pokazuje jak nisko upadła nasza uczelnia, w jak głębokim znalazła się kryzysie. Umiejętność prowadzenia dyskusji, toczenia merytorycznego sporu to fundament uniwersytetu; gdy jego miejsce zajmują argumenty innego autoramentu uniwersytet zamienia się w miejsce niegodne tego miana. Na szczęście wśród licznych głosów są także głosy wyważone, których autorzy w sposób logiczny i bez niepotrzebnej agresji opisują swe stanowisko (np. z 11.02 godz. 21:06 czy z 18.02. godz. 17:16). Dziękuję im za tę godną postawę. Szkoda, że dyskusje na blogu toczą się anonimowo; podpisy pod wypowiedziami znacząco by zwiększyły ich wagę.

Mam nadzieję, że całość dyskusji spowoduje, że w przyszłości różnice spojrzenia na otaczający świat będą przyczynkiem do wymiany poglądów, którą będzie można nazwać akademicką.

Poniżej zamieszczam list Profesora Grzegorza Opali.

Szanowny Panie Profesorze,

uprzejmie proszę o zamieszczenie mojej korespondencji z załącznikami. Temat dyskusji dotyczący czasu zatrudnienia jest ważny, ale w wyrażaniu poglądów należy odnosić się do faktów. Do konkursu przystąpiłem by dokończyć realizację programu, który przedstawiłem przed zatrudnieniem w 2011 roku do 30 września 2013 roku. Czas zatrudnienia reguluje ustawa, przytaczam odpowiedni zapis. Wg tego zapisu są zatrudniani wszyscy profesorowie. Proszę o przywołanie mojego imienia i nazwiska.

Łączę wyrazy szacunku i uznania
Grzegorz Opala

list

Stan prawny

Wskazać należy, iż zgodnie z art. 127 par. 2. ustawy prawo o szkolnictwie wyższym stosunek pracy mianowanego nauczyciela akademickiego posiadającego tytuł naukowy profesora, zatrudnionego na stanowisku profesora nadzwyczajnego lub zwyczajnego w uczelni publicznej, wygasa z końcem roku akademickiego, w którym ukończył on siedemdziesiąty rok życia.

wtorek, 26 lutego 2013

List otwarty do Pracowników naukowych SUM od kierownika Działu Bibliografii i Dokumentacji Biblioteki Głównej

Szanowny Panie Profesorze,

Uprzejmie proszę o zamieszczenie mojego listu na Pana blogu. Nie widzę innej możliwości przekazania informacji Pracownikom naszej Uczelni. Z góry dziękuję za życzliwość
Z poważaniem
Krystyna Ziółkowska
Dział Bibliografii i Dokumentacji Biblioteki Głównej

Pozwalam sobie skorzystać z uprzejmości Prof. W. Pluskiewicza, ponieważ Jego blog jest często przez Państwa czytany i stąd mam nadzieję, że przynajmniej część pracowników naukowych SUM przeczyta ten list.

W ciągu ostatnich dni usłyszałam szereg uwag świadczących o tym, że niektórzy z pracowników naszej Uczelni mają zastrzeżenia odnośnie do przeprowadzanej przez nasz dział punktacji publikacji oraz analizy cytowań. Uwagi te nie dotarły do mnie wprost, lecz pośrednio, niemniej nie można ich zbagatelizować. Podobno jednym z zarzutów jest zbyt duża „restrykcyjność” z naszej strony w punktowaniu dorobku naukowego. Może są jeszcze inne, o których nie wiem, ale zbliża się czas podsumowania dorobku naszej Uczelni za ostatnie 4 lata, dlatego chciałabym trochę oczyścić atmosferę wokół bibliografii i bibliometrii i wyjaśnić, na czym polega nasza praca.

1. Punktacja publikacji.

W przypadku artykułów w czasopismach kierujemy się punktacją wykazaną w bazie JCR odrębną dla każdego roku (czyli IF) a w kwestii punktacji ministerialnej stosujemy się do zaleceń MNiSW według wskazanych list czasopism z lat: 2009, 2010 i 2011-2012. Tu mamy jasne wytyczne i do nich się stosujemy. Są podobno opinie, że nie przyznajemy punktów listom do redakcji czy komentarzom. To nie jest prawda. Te publikacje traktujemy tak jak artykuły, zgodnie z punktacją danego czasopisma, niezależnie od tego, czy znajdują się one w numerach głównych czy suplementach (nawiasem mówiąc MNiSW nie traktuje jednakowo regularnych numerów i suplementów). Punktów nie mają tylko sprawozdania z konferencji, referaty zjazdowe zamieszczone w pamiętnikach zjazdowych, tłumaczenia artykułów, recenzje oraz streszczenia. Tym pracom nikt w kraju punktów nie przyznaje. Decyzją Prorektora ds. Nauki nie zamieszczamy w bibliografii ani w cytowaniach tych publikacji, w których nazwisko autora z naszej Uczelni występuje w liście badaczy (appendix). Pismo w tej kwestii jest dostępne w naszej dokumentacji dla każdego autora, który chciałby sprawdzić zasadność takiego postępowania.
W przypadku objętości rozdziałów stanowisko MNiSW jest jasne: punktowane są te fragmenty prac zbiorowych, które mają objętość co najmniej 0,5 arkusza wydawniczego. W najprostszym przeliczeniu jest to 10 stron wydrukowanego formatu A4. Zalecenie wprowadzono teraz, ale działa 4 lata wstecz, czyli jest obligatoryjne w ankiecie jednostek naukowych za lata 2009-2012. To duże zaskoczenie, że dowiadujemy się o tym 4 lata od ukazania się prac w 2009 r. i że objętość prac humanistycznych traktowana jest na równi z pracami w naukach medycznych, ale jestem tylko bibliotekarką i nie mam tu nic do powiedzenia. Od 2008 r w naszej bibliografii punkty ma każdy rozdział o objętości co najmniej 5 stron. Taka była decyzja Kolegium Rektorskiego i nie została ona zmieniona do dzisiaj. Do oceny jednostki podamy wszystkie rozdziały mające punkty w naszej bibliografii.
W ocenie MNiSW publikacjami nie są skrypty ani podręczniki. W naszej bibliografii te wydawnictwa zawsze miały punkty przysługujące „książce polskiej” i traktowane były i są jako realny, nie podlegający dyskusji dorobek naukowy każdego autora i współautora. To tyle wyjaśnień co do zarzutu „restrykcyjności”.

2. Cytowania.

Biblioteka SUM przeprowadza analizę cytowań w oparciu o Web of Science (SCI) i jako
jedyna uczelnia medyczna w kraju mamy bazę cytowań połączoną z bazą bibliograficzną.
Daje to nam możliwość dokładnego prześledzenia cytowań wszystkich publikacji naszych
pracowników według Cited Reference Search a nie tylko według zawężonej metody
„Author Finder” zalecanej przez MNiSW. Może dlatego w 2012 r, podczas analizy ankiety KNOW MNiSW zarzuciło nam „ zbyt dużą liczbę cytowań”. Według oceny „specjalistów” z ministerstwa liczba cytowań wykazana przez nas dla jednego wydziału przekraczała ilość cytowań znalezionych przez w/w specjalistów dla całej naszej Uczelni. I mogło tak być, jeśli w wyszukiwarkę wpisał ktoś „silesian medical university” i wcisnął enter.
A jak w tej sytuacji odnaleźć publikacje mające afiliację „Śląskie Centrum Chorób Serca”? Z taką afiliacją bardzo często spotykam się w codziennej pracy rejestrując publikacje naszych pracowników w czasopismach kardiologicznych i kardiochirurgicznych. Jedyną rzetelną ale i pracochłonną metodą jest prześledzenie cytowań według listy publikacji autora, niezależnie od tego, na którym jest miejscu w pracach współautorskich.
Każdy pracownik naszej Uczelni ma przeprowadzaną analizę cytowani całego dorobku naukowego, niezależnie od różnych miejsc pracy przed zatrudnieniem w SUM.

Web of Science a Scopus.

Są to dwie różne bazy cytowań. Web of Science jest zalecana przez MNiSW i te dane będą brane pod uwagę w najbliższej ocenie jednostek naukowych. Scopus nie. Nasza Uczelnia od lat korzysta z Web of Science (dawniej SCI) i ma program umożliwiający transfer cytowań na naszą stronę internetową, ale jest to program autorski dotyczący konkretnej bazy i tylko do niej dostowane możliwości techniczne. Nie mamy możliwości technicznych ani prawa jako użytkownik systemu Expertus do transferu danych ze Scopusa na stronę bibliografii SUM. Dlatego nie możemy łączyć cytowań z bazy Web of Science z cytowaniami z bazy Scopus na naszej stronie internetowej.

Częstotliwość cytowań.

Władze Uczelni: rektor, prorektorzy, dziekani i prodziekani mają analizę cytowań przeprowadzaną co 3 miesiące. Są to 23 osoby, których dorobek naukowy to kilkaset publikacji do analizy, dziesiątki godzin pracy. Pozostali pracownicy SUM analizowani są co ok. 10 miesięcy. Wyjątki stanowią pracownicy ubiegający się o stopień doktora habilitowanego albo tytuł naukowy profesora. Tych pracowników analizujemy poza kolejnością.
Ale nie wszystkie godziny pracy Działu Bibliografii i Dokumentacji przeznaczone są na bibliografię , bibliometrię i cytowania. Trzech pracowników działu od października 2012 roku zostało zobligowanych do pełnienia dyżurów w Dziale Obsługi Użytkownika a konkretnie w czytelni czasopism. Dyżury są całotygodniowe, w systemie dwuzmianowym. To również powoduje opóźnienia w analizie cytowań i bibliografii. Trudno w tym samym czasie robić cytowania, uzupełniać bibliografię, udzielać informacji czytelnikom oraz wykonywać odbitki kserograficzne z czasopism, czyli równocześnie być efektywnym pracownikiem dwóch różnych działów. Od października 2012 roku do lutego 2013 roku na prace nie związane z bibliografią, bibliometrią i cytowaniami nasz dział poświęcił blisko 340 godzin.

Szanowni Państwo, być może nie wszystko wyjaśniłam, może są jeszcze zastrzeżenia i wątpliwości. Jeśli są jakieś błędy na stronie „bibliografia i bibliometria” prosimy o uwagi. Wszystko poprawiamy na bieżąco.

Bardzo dziękuje tym Czytelnikom, którzy wytrwali do końca tego listu.
Dziękuje za cierpliwość.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie
Krystyna Ziółkowska

piątek, 15 lutego 2013

O polskim systemie szkolnictwa wyższego (?)

Prywatne szkoły wyższe w Polsce: obiecujące początki i smutna rzeczywistość

sobota, 9 lutego 2013

Nauka to, obok pracy dydaktycznej, podstawowy kierunek aktywności akademickiej. Nauka to bardzo specjalny obszar; wymaga skupienia, poświęcenia uwagi, dużego zaangażowania osobistego, cierpliwości bo od pomysłu do końcowego sukcesu droga daleka. Ponadto praca naukowa jest zwykle realizowana w zespołach zatem niezbędne są zdolności organizacyjne i umiejętność współpracy z innymi ludźmi. Pracy naukowej nie da się raczej realizować w „biegu”, przy okazji innych działań.

Tak skrótowo zarysowane wymagania stawiane badaczowi pokazują, że nauka to bardzo wymagająca dziedzina.

Chciałbym w poniższej ankiecie zadać kilka pytań Czytelnikom bloga. Intencją przygotowania tej ankiety było zebranie jak najbardziej reprezentatywnych danych dotyczących działalności naukowej pracowników naszej uczelni. Proszę o aktywny udział, a za trzy tygodnie pokuszę się o podsumowanie tej ankiety.

Create your free online surveys with SurveyMonkey, the world's leading questionnaire tool.

poniedziałek, 4 lutego 2013

W życiu ważne są różne wartości i ich wymienienie stworzyłoby długą listę. Osobna kwestia to hierarchia ich znaczenia; tu z pewnością jest miejsce dla różnych punktów widzenia. Niezależnie od uznawanej hierarchii można zaryzykować tezę, że bez istnienia pojęcia „wartość” życie człowieka nie może istnieć. Pojęcie wartości ewoluowało wraz z rozwojem cywilizacji; inne sprawy były istotne dla człowieka pierwotnego, inne wartości kierują naszym życiem dzisiaj. Wydaje się jednak, że pewne zachowania ludzkie nie uległy zmianie mimo postępu cywilizacyjnego i są niezależne także od innych czynników np. religii czy obowiązującej obyczajowości. Do takich pojęć należy pojęcie „zaufanie”. Zaufanie może mieć wymiar czysto osobisty (tym obszarem nie będę się zajmował) i ogólniejszy.

Zajmę się dziś znaczeniem zaufania w życiu społecznym.

Możemy ufać lub nie ufać szefowi w pracy, urzędnikowi na poczcie lub w innym urzędzie państwowym, sołtysowi, burmistrzowi, prezydentowi miasta. Takie ujęcie ogranicza znaczenie tego pojęcia do konkretnej osoby, z którą się stykamy lub której działalność obserwujemy z dystansu. Ale istnieje także szerszy aspekt znaczenia zaufania, gdy odnosimy je do grup osób np. dziennikarzy, polityków, samorządowców czy lekarzy.
Po co jest nam potrzebne zaufanie?

Jestem przekonany, że bez zaufania trudno budować jakiekolwiek zdrowe relacje między ludźmi; jeśli nie ufamy swemu przełożonemu raczej nie będziemy solidnie pracować, trudno nam będzie załatwić w urzędzie najprostszą sprawę, gdy uznamy, że urzędnik chce nas oszukać lub zmanipulować. Brak zaufania wyklucza lub co najmniej utrudnia porozumienie między ludźmi. Wiara w dobrą wolę drugiego człowieka jest niezbędna każdemu z nas, a ciągła podejrzliwość może łatwo przerodzić się w obsesję. Te przykłady odnoszą się do spersonifikowanego aspektu zaufania, ale chciałbym zająć się przede wszystkim roli zaufania w życiu społecznym w odniesieniu do grup osób, reprezentujących np. pewne zawody. Przykładem totalnego braku zaufania jest pogląd, że „prasa kłamie”, a dziennikarze to tylko tuba wyrażająca poglądy grup nacisku czy biznesu. Gdy słyszymy, że adwokaci to „skorumpowana, przekupna grupa cynicznych graczy” wykorzystujących ludzi w trudnej sytuacji życiowej oznacza to, że nie mamy w danym momencie na myśli konkretnej osoby, ale nie ufamy ogółowi palestry. Analogiczne poglądy zdarza się słyszeć w odniesieniu do polityków, samorządowców, działaczy sportowych.

Dlaczego mamy do czynienia z tak głęboką erozją pojęcia „zaufanie”? Czy dziś ewolucja życia społecznego poszła w takim kierunku, że tradycyjne wartości, jak uczciwość, solidność, fachowość, rzetelność zostały wyparte przez ich anty-pojęcia i nikomu nie można ufać? Gdyby tak istotnie było zrozumiałe są działania obronne ukierunkowane na ochronę nas wobec nieuczciwych, niegodnych zaufania partnerów.

Ale w grę wchodzi także inny scenariusz skutecznie niweczący zaufanie w wymiarze społecznym. Można postawić tezę, że pewne sposoby pokazywania zjawisk z otaczającego nas świata mogą w długiej perspektywie czasowej skutecznie modyfikować nasze wcześniejsze wyobrażenia. Gdy jesteśmy na co dzień bombardowani informacjami o ludzkiej nieuczciwości, chciwości, a do grona bohaterów (zwanych często celebrytami) współczesnego świata urastają różnego autoramentu kreatury i cwaniacy to mimowolnie naszym odruchem wobec świata otaczającego jest nieufność i rezerwa. Dobre uczynki to nie jest news, gdy przysłowiowy kowal zabije drwala lub matka porzuci swe dziecko albo przekupny policjant zostanie złapany na gorącym uczynku to te informacje trafiają na czołówki gazet i są wymieniane na początku każdej audycji informacyjnej. Takim przykładem szkodliwego działania jest żałosny serial o Madzi i jej wyrodnej matce. Powtarzany setki, tysiące razy news musi wywołać negatywne, mimowolne reakcje. Stare metody manipulacji społecznej nakazują by powtarzać pewne zdania tak długo, aż tak głęboko zapadną w świadomość społeczną, że zaczną żyć własnym życiem. Pamiętają Państwo jak za czasów komuny skutecznie obrażano osoby prowadzące prywatną działalność gospodarczą? To byli badylarze, prywaciarze, epigoni kapitalizmu, chciwcy wykorzystujący uczciwych, prostych ludzi. Zbudowano ich trwały społecznie, jednoznacznie negatywny wizerunek. Do dziś słychać echa tych metod socjotechnicznych; osoby, które uzyskały sukces w działalności biznesowej są dość powszechnie oceniane co najmniej podejrzliwie. Z założenia uważamy, że ich sukces musi być pochodną nieczystych kroków, nie wierzymy zbytnio w czystość i uczciwość ich działań.

Inną przyczyną wpływającą na ograniczenie zaufania to niestabilność przepisów prawa. Takim przykładem z obszaru naszego działania są ciągle zmieniające się zasady kontraktowania usług medycznych z NFZ. Znam wiele przykładów NZOZ-ów czy szpitali, które nakładem poważnych środków przystosowały się do wymagań płatnika, po czym albo wcale nie uzyskały kontraktu lub też w kolejnym konkursie bez podania przyczyn umowa nie została przedłużona. To podważa zaufanie do instytucji zaufania publicznego, nie mówiąc o groźbie bankructwa. Z rozmów z kolegami pracującymi w Norwegii wiem, że tam gdy norweski odpowiednik polskiego NFZ-u planuje znaczącą zmianę warunków umowy z podmiotem świadczącym usługi medyczne musi na 5 lat wcześniej o tym zamiarze poinformować. Oczywiście, każda relacja ma dwie strony, instytucja płacąca za usługi wymaga solidności i uczciwości.

Mnie z oczywistych względów najbardziej interesuje kwestia zaufania wobec lekarzy. Ta grupa zawodowa z racji ciążącego na niej obowiązku troski o ludzkie życie i zdrowie pełni w społeczeństwie doniosłą rolę. Pacjent styka się z konkretnym przedstawicielem naszego zawodu i na tej podstawie wyrabia sobie własne poglądy. Każdy z nas współtworzy w codziennej pracy nasz wspólny wizerunek. Niestety, obserwowane zjawiska społeczne skutecznie niweczą wysiłek wielu osób rzetelnie wypełniających obowiązki. Takim przykładem skutecznego podważenia zaufania do zawodu lekarza jest niechęć pacjentów do uczestniczenia w badaniach klinicznych. Od dobrych paru lat prasa sporo uwagi poświęca problematyce badań klinicznych eksponując tylko ich ciemne strony. Dziennikarze prawie zupełnie pomijają fakt, iż bez badań klinicznych postęp medycyny został by zatrzymany i nowe leki nigdy by nie powstały. Ważny jest tylko efekt bieżącego artykułu i sprzedaż danego tytułu prasowego. Kogo to obchodzi, że w ten sposób podcina się gałąź, na której siedzimy, a nowy lek może uratować życia także temu nieodpowiedzialnemu dziennikarzowi. Nie twierdzę, że nie zdarzają się nadużycia i przekręty, ale to nie jest przecież powszechna praktyka, a trudno uogólniać, że firmy farmaceutyczne i badacze to z założenia grupa oszustów. Efekt tych działań jest taki, że coraz trudniej jest prowadzić badania kliniczne bo potencjalni pacjenci nam po prostu nie ufają.

Erozja zaufania osiągnęła niebezpieczny społecznie pułap, godzący w wiele różnych ważnych obszarów.

Jak odwrócić ten trend? Na to pytanie nie ma jednej, prostej odpowiedzi. Obawiam się, że tradycyjne wartości wyznaczające kierunki życia społecznego zostały tak poważnie podważone, że odwrócenie biegu spraw będzie bardzo trudne. Niemniej, każdy z nas może swoimi codziennymi działaniami współtworzyć atmosferę społecznego zaufania. Nasza rola, lekarzy jest w tym zakresie bardzo istotna.

czwartek, 31 stycznia 2013

Jeszcze o Niezależnym Zrzeszeniu Studentów

Dzięki staraniom oddziału śląskiego Instytutu Pamięci Narodowej powstała książka o NZS-ie w śląskich uczelniach. Autorem jest pracownik IPN-u Tomasz Kurpierz, który z dociekliwością i starannością zawodowego historyka zebrał interesujący materiał. Książka jest od paru dni dostępna w oddziale IPN w Katowicach ul. Józefowska 102, a osobą odpowiedzialną za dystrybucję jest Pan Tomasz Gonet, tel. 322070127.

wtorek, 29 stycznia 2013

O Niezależnym Zrzeszeniu Studentów

Niezależne Zrzeszeniu Studentów (NZS) powstało na fali niezadowolenia społecznego jesienią 1980 roku. Od początku było solą w oku ówczesnych władz komunistycznych, które za wszelką cenę usiłowały zablokować rejestrację NZS-u i dopiero ogólnopolski strajk studencki na początku 1981 roku zmusił je do oficjalnego uznania legalności tej organizacji. W 1980 roku byłem studentem V roku Wydziału Lekarskiego i od początku brałem udział w tworzeniu i działaniu NZS-u. Zadzierzgnięte wówczas przyjaźnie trwają do dziś. Ze środowiska NZS-u wywodzi się wiele znanych osób polskiego życia publicznego np. Marek Jurek, Jan Rokita czy Bogdan Klich (były minister Obrony Narodowej).

Niedawno podjęto ciekawą inicjatywę zmierzającą do integracji osób niegdyś związanych z NZS-em. Zachęcam do zapoznania się z tym materiałem i aktywnego udziału w planowanym przedsięwzięciu.

Środowisko NZS

sobota, 26 stycznia 2013

O polskiej medycynie

Konkursowa fuszerka z rakiem w tle. W efekcie od miesiąca „mniej” chorzy na białaczkę czekają na znalezienie dawcy

czwartek, 17 stycznia 2013

Ważne informacje jeszcze z minionego roku

Była turystyka transplantacyjna i lobbing za pobraniami szpiku zagranicą, zamiast w kraju. Druzgocący wyrok dla Fundacji DKMS-Polska

czwartek, 10 stycznia 2013

O polskich uczelniach medycznych

Prezentuję dziś interesujące zestawienie dotyczące struktury zatrudnienia i zarobków pracowników polskich uczelni medycznych przygotowane przez Sekcję Nauki Zarządu Głównego NSZZ „Solidarność”. To bardzo interesujący dokument dający wgląd sprawy organizacji uczelni oraz sprawy pracownicze. Największe zdziwienie mogą budzić duże różnice między uczelniami tak w zakresie odsetkowej liczby pracowników poszczególnych grup jak i ich dochodów. Przykładowo, mamy najmniej profesorów, bo tylko 5,56%, a lider w tej kategorii UM Łódź ma ich aż 11,34%. Rozpiętość zarobków w tej grupie jest ogromna; średnia pensja zasadnicza profesora w CM UJ to zaledwie 4207 zł, u nas 4940 zł, ale w UM Szczecin ta kwota wynosi aż 6300 zł. Sumaryczne zarobki przekraczają 11.000 w Szczecinie i Łodzi, u nas to jest kwota 8719 zł. Mniej zarabiają tylko profesorowie z Torunia. Nieco lepiej wygląda kwestia dochodów pomocniczych pracowników nauki, a w tej grupie plasujemy się na 5 miejscu w kraju. Bardzo źle wypada porównanie dotyczące liczby pracowników administracji, z odsetkiem 45,3% całości pracowników zajmujemy ostatnie miejsce w kraju. Liderem z 36,1% udziałem administracji w całości pracujących jest UM w Łodzi.
Oczywiście przyczyn tych różnic jest wiele, niemniej taka analiza daje ciekawy wgląd w kulturę organizacyjną uniwersytetów medycznych (proporcje grup pracowników), jakość kadry oraz ich dochody. Należy pamiętać, że dochody uczelni są wypadkową dotacji budżetowej oraz naszej własnej aktywności np. przy pozyskiwaniu grantów badawczych co pewnie tłumaczy relatywnie wysokie dochody profesorów z CM UJ mimo niskiego uposażenia zasadniczego.

Jak widać skala zadań stojących przed nami jest ogromna byśmy jako uczelnia dołączyli do krajowych liderów patrząc na uczelnię jako całość. Pochodną niezbędnych reform będzie także wzrost indywidualnych dochodów.

Zachęcam do szczegółowej analizy oraz komentarzy zorientowanych na działania naprawcze.

Uczelnie medyczne

środa, 2 stycznia 2013

Podsumowanie roku 2012

Jak w paru zdaniach podsumować cały rok? 365 dni to wystarczająco długi czas, by zmieściło się w nim mnóstwo ważnych wydarzeń. Spróbuję zastanowić się, jakie wydarzenia w polskich uczelniach, a szczególnie w naszej Alma Mater należy uznać za najważniejsze. Na pierwszym miejscu wypada postawić fakt wyboru nowych władz na 4-letnią kadencję. Czasy idą trudne, problemów czekających na rozwiązanie jest wiele. Jak działać by polskie uczelnie odbiły się od dna, a polskie badania naukowe stanowiły nie tylko tło dla świata? Szczególnie uczelnie medyczne, które muszą przeorganizować system szkolenia na wydziałach lekarskich z sześciu na pięć lat, stają wobec poważnego wyzwania. Obawiam się - pamiętając sposób wprowadzenia tej „reformy” na przekór opinii środowisk akademickich - że efektem tych zmian będzie regres i obniżenie poziomu nauczania medycyny.
Patrząc na wydarzenia minionego roku z perspektywy naszej uczelni nie sposób sformułować generalnego wniosku dotyczącego wyników wyborów. Przed wyborami głosy krytyki padały ze strony wielu osób, co mogło wywoływać wrażenie, że społeczność akademicka oczekuje daleko idących zmian. Wyniki głosowania pokazały, że wygrała opcja zachowawcza. Nie sądzę, by taki wynik wyborczy jednoznacznie wskazywał, że nie oczekujemy na zmiany poprawiające stan uczelni i wpływające na naszą indywidualną sytuację w miejscu pracy. Rzecz w tym, iż zderzyły się dwie sprzeczne racje: widzimy potrzebę zmian i jednocześnie nie bardzo wierzymy, by były one możliwe. Tak potrzebne nam czytelne i przejrzyste kroki reformatorskie nie mogą się zrealizować. Dobrym przykładem rodzaju zmian, jakie obserwujemy w uczelni jest inicjatywa stworzenia przez jej władze Newslettera rozsyłanego drogą poczty elektronicznej do pracowników uczelni. To ciekawy pomysł, odmienny od wcześniejszej, całkowicie pasywnej ścieżki informacyjnej, ale to nadal metoda jednokierunkowej komunikacji: władza → pracownicy. Bez stworzenia stałego kanału przekazywania poglądów pracowników do władzy nie można liczyć na jakościowy skok w uczelni. Dopiero dopuszczenie do głosu szerokich gremiów pracowniczych daje szansę na istotny skok jakościowy w naszej uczelni. Warto zadać pytanie czy jesteśmy gotowi do takiej współpracy z władzami uczelni?
W kontekście wydarzeń minionego roku istotna dla mnie jest kwestia dalszego prowadzenia bloga. Jego rola wobec zaistniałej sytuacji i mojego wycofania się z aktywności na polu organizacyjnym w uczelni powinna być znacznie mniejsza. Od czerwca zamieszczam kilkakrotnie mniej teksów niż dawniej, ale ku memu zdziwieniu liczba czytelników zmniejszyła się tylko nieznacznie. Jak widać przez miniowe lata to wolne forum informacyjne na dobre zakorzeniło się i zdobyło swoich stałych czytelników także w kręgach władz uczelni, czego dowodem jest np. błyskawiczna reakcja Pani Rzecznik Szpitala Klinicznego nr 5 na artykuł z Rzeczpospolitej, jaki niedawno zamieściłem.
Liczba wejść na blog w ciągu minionego roku zbliżyła się do 100.000, a rekord ponad 3000 wejść zanotowałem w dniu wyborów rektora uczelni. Średnio zanotowałem 266 wejść dziennie. Jak widać nadal istnieje głód wolnego słowa, zatem nadal będę kontynuował swą działalność w dotychczasowej formie.

wtorek, 1 stycznia 2013

Liczba wejść na blog w ostatnich latach