wtorek, 31 marca 2026
A to Polska właśnie...
sobota, 21 lutego 2026
18 lat bloga
W życiu człowieka są ważne momenty, na pewno jedną z takich chwil jest osiągniecie wieku 18-tu lat czyli wiek uważany za granicę dojrzałości. Piszę o tym nie bez kozery, dziś właśnie mój blog uzyskał ten wiek, 21 lutego 2008 roku ukazał się pierwszy post. Dziś, z odległej perspektywy z niedowierzaniem patrzę wstecz gdyż wówczas nie sądziłem, że blog przetrwa aż tak długi czas. Od 18-tu lat blog stał się integralną częścią mojego życia choć aktywność bieżąca jest nieporównanie mniejsza niż dawniej. Dzisiejszy tekst traktuję, jako podsumowanie tych lat. W tym celu niezbędny jest opis genezy powstania bloga i cofnięcie się nawet parę lat wstecz przed rozpoczęciem jego działania.
W 2005-tym roku po raz pierwszy kandydowałem w wyborach rektorskich. W pierwszej turze w szranki stanął także Profesor Andrzej Więcek. Trzy tury nie przyniosły rozstrzygnięcia ale w każdej z nich rosła moja przewaga. Uzyskanie wymaganej większości 50% + 1 głosu było w praktyce nie możliwe wobec faktu, iż nieco ponad 60 elektorów skreślało obu kandydatów co stanowiło około 20% całego Kolegium Elektorskiego. Regulamin wyborczy zakładał, że w przypadku braku rozstrzygnięcia w pierwszym terminie w ciągu tygodnia Kolegium Elektorskie ponownie dokonuje wyboru Rektora. To oczywiste regulacje niemniej regulamin dopuszczał także zgłoszenie nowych kandydatur i wówczas do grona kandydujących dołączyła Pani Profesor Ewa Małecka-Tendera. To zdumiewający zapis, czy ktoś może sobie wyobrazić by w wyborach Prezydenta miasta lub RP ktoś mógł zgłosić swoją kandydaturę po nierozstrzygniętej pierwszej turze?! Dziś nie ma możliwości wskazania kto stał za manewrem blokującym wybór w pierwszym terminie niemniej w moim przekonaniu oczywisty był interes Pani Profesor. W czwartej turze najmniej głosów dostał Profesor Więcek a w kolejnej dokonano wyboru Pani Profesor, która uzyskała 151 głosów elektorskich czyli najmniejszą wymaganą liczbę.
Kolejne 3 lata były w mojej ocenie bardzo złym czasem dla Uczelni, kierował nią tandem: Pani Rektor i Kanclerz B. Kuraszewska metodami dalekimi od norm akademickich. Stąd moja decyzja o ponownym kandydowaniu. To oczywiście była trudna decyzja, kandydowanie przeciwko Rektorowi w pierwszej kadencji to ryzykowna decyzja i wiele osób mi odradzało start. Wówczas nie zdawałem sobie jak bardzo zagrażam interesom różnych osób i nie spodziewałem się tak brutalnych ataków na moją osobę. Przykładowo; długie miesiące otrzymywałem anonimowe sms-y prowokujące mnie do różnych działań. Nie mogłem podjąć kroków prawnych bo wówczas nie istniały dziś obowiązujące zasady ścigania stalkingu. Jesienią 2007 roku w Bibliotece Głównej przeprowadzono bardzo szczegółową analizę mojego dorobku naukowego w celu wykazania autoplagiatów co oczywiście się nie udało. Wobec tego Pani Rektor Małecka-Tendera sięgnęła po przysłowiową broń atomową i zwołała specjalne posiedzenie 20 lutego 2008 roku, co 21 lutego opisałem w pierwszym tekście bloga. Tekst zamieszczam poniżej.
Oczywiście celem tych działań był atak na mnie, jako kontrkandydata w wyborach. Byłem na tym specjalnym posiedzeniu, jako członek Senackiej Komisji Nauki. Obecni byli także członkowie Komisji Rozwoju Uczelni i Rozwoju Kadry. Pamiętam świetnie iż wiele osób głośno wyrażało dezaprobatę a nawet oburzenie przyjętą metodą ataku na kontrkandydata. Pani Rektor wydelegowała Profesora Więcka, jako prowadzącego to spotkanie, sama nie zdecydowała się stanąć twarzą w twarz ze zgromadzonymi pracownikami uczelni. Świetnie pamiętam jak prowadzący spotkanie zacytował zdanie Pani Rektor: spotkanie zwołano z powodu działalności profesora Pluskiewicza, gdyż jego działalność stała się groźna dla całej uczelni... Siedzący obok mnie jeden z Profesorów tak podsumował wydarzenia: „to jak na procesie Chodorkowskiego…” trafna uwaga dotycząca sytuacji. Tylko jaki był wspólny mianownik mojej działalności i Chodorkowskiego, czołowego rosyjskiego oligarchy?!
I procedura ruszyła, przesłuchiwał mnie Profesor E. Kucharz, pełniący funkcję rzecznika dyscyplinarnego SUM. Oczywiście nie chodziło ustalenie prawdy tylko o pokazanie mnie w złym świetle, o zniesławienie mojej osoby, jako kontrkandydata na kilka tygodni przez elekcją. Komisja się zabrała na początki lipca (wybory były w kwietniu) i w ogóle nie podjęła się procedowania bo nie było żadnych zarzutów spełniających ustawowe wymogi. Ale manewr się udał, Pani Rektor ponownie została wybrana, o ile pamiętam uzyskała 171 głosów a za mną opowiedziało się 131 osób.
Wspaniale metody, godne miana akademickich…
Pierwszy tekst bloga.
Uchwałą Rady Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym w Zabrzu z 7 lutego 2008 zostałem kandydatem Wydziału w nadchodzących wyborach.
Należy zatem postawić pytania o związek tych działań z powyższym faktem.
Nim postawię te pytania chciałbym poinformować o pewnych ważnych okolicznościach bardzo istotnych dla całej sprawy. Otóż 26 kwietnia 2007 roku odbyło się Zgromadzenie Plenarne Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Wyższych. Przyjęto wówczas „Kodeks Dobrych Praktyk w Szkołach Wyższych”. W rozdziale „Dobre praktyki w działaniach rektora” znajdują się zapisy:
Punkt 12. – Kampania wyborcza: W celu przeciwdziałania niegodnej licytacji niewykonalnych i szkodliwych dla uczelni obietnic, składanych przez kandydatów na stanowisko rektora różnym grupom wyborców, w tym także studentom, rektor w okresie trwania kampanii szczególnie aktywnie upowszechnia rzetelne informacje o stanie uczelni, jej osiągnięciach, perspektywach i ograniczeniach. Nie nadużywa też swego stanowiska w kampanii wyborczej nowych władz uczelni ani wobec kontrkandydata (gdy sam kandyduje ponownie ani wtedy, gdy definitywnie kończy swe urzędowanie. W szczególności nie wykorzystuje dostępnych tylko jemu informacji do zwiększenia szans wyborczych własnych lub preferowanego przez siebie kandydata. Reguła ta obowiązuje, o ile ma ona zastosowanie w świetle obowiązujących regulacji statutowych.
SUM nie należy do grona sygnatariuszy.
Jest faktem, że oficjalna kampania jeszcze się w SUM nie rozpoczęła (wg harmonogramu wyborczego ma trwać 2 dni robocze!), ale podjęte wobec mnie kroki stoją w sprzeczności z dobrymi obyczajami akademickimi precyzyjnie opisanymi przez Kodeks.
Jako osoba, której dobre imię zostało narażone na szwank, odwołuję się do głosu całej społeczności akademickiej naszej uczelni.
- Czy podjęte działania nie stanowią próby ingerencji w wynik przyszłych wyborów?
- Czy podjęte działania dobrze służą wizerunkowi Uczelni?
- Dlaczego Nasza Uczelnia nie podpisała Kodeksu?
- Czy brak Naszej Uczelni wśród sygnatariuszy Kodeksu oznacza przyzwolenie na nie szanowanie powszechnie stosowanych reguł w życiu akademickim w Polsce?
Do pierwszego tekstu nadeszły 22 komentarze, zamieszczam je poniżej.
Anonimowy
Mam nadzieję, że Panu się uda. Postawa tego damskiego duetu jest hańbiąca dla naszej uczelni a stosowane metody przypominają najgorsze czasy PRL-u. Należy przerwać panowanie dynastii krewnych, znajomych i powinowatych. Do głosu niech wreszcie dojdzie mądrość, wiedza i umiejętności.
4 marca 2008 21:58
Anonimowy
Panie Profesorze życzę wygranej. 5 marca 2008 00:09
Anonimowy
Az chciałoby się zacytować z "seksmisji": "ja tu widzę niezły burdel" patrząc na nasza Uczelnie. Ciekawe ile osób wie, ze nie sygnowaliśmy Kodeksu i ile jeszcze takich spraw wyjdzie. Dobrze, ze ktoś odważył się w końcu o tym pisać :)
Życzę powodzenia w wyborach. 5 marca 2008 09:07
Anonimowy
Sytuacja chyba jednak jest gorsza niż hańbiąca. To katastrofa w sferze zarządzania. Stara konstrukcja została zdemontowana, nowa to kosztowna, zjadająca własny ogon biurokracja Rektoratu.
5 marca 2008 09:43
Anonimowy
Czy podjęte działania nie stanowią próby ingerencji w wynik przyszłych wyborów? To pytanie retoryczne. To w sposób oczywisty, nieczysta gra. Ale niektórzy działają w myśl zasady cel uswięca środki. Proszę się nie dać sprowokować Panie Kolego.
5 marca 2008 10:57
Anonimowy
Trudno mówić o przestarzałym modelu dydaktycznym. W kategoriach współczesnych to my nie mamy w ogóle modelu dydaktycznego. Może na "nowych wydziałach" jest lepiej, nie wiem. Liczę na Pańskie zwycięstwo nie tylko w najbliższych wyborach, ale też w działaniu w następnych czterech latach.
5 marca 2008 17:06
Anonimowy
Panie Profesorze zgadzam się z Panem. Nasza Akademia zmieniła nazwę na Uniwersytet, a nim nie jest. Fasada przemalowana,w środku rządzi strach, osobiste ambicje i emocje. Debat zabroniono. Nie ma sporów merytorycznych. Nie wolno mieć innego zdania. Inne poglądy oznaczają napiętnowanie i wejście w grupę śmiertelnych wrogów obecnych władz. I to nie jest uniwersytet. Procedury administracyjne są fatalnie rozdmuchane,lęk przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji przez pracowników administracji skutkuje kilkunastoma pieczątkami na dowolnym piśmie co praktycznie prowadzi do paraliżu wielu spraw. Władze nie są zainteresowane rozwojem naukowym uczelni, tylko cichym posłuszeństwem Klaskaczy by budować własne królestwo. Anonim
5 marca 2008 22:21
Anonimowy
Ciekawe co słychać w sprawie zapowiadanej uchwały Senatu na temat dyrektora Szpitala Okulistycznego z ulicy Ceglanej? Tak przy okazji, najprościej byłoby skierować wniosek do Rzecznika Dyscyplinarnego (to chyba prerogatywa Rektora). Rzecznik przeprowadziłby postępowanie wyjaśniające i niechybnie skierowałby sprawę do Senackiej Komisji Dysyplinarnej. Uchwała Senatu, tak naprawdę, ma zastąpić aktywność Rektora.
6 marca 2008 15:00
Anonimowy
Ciekawe jest również stanowisko Dziekana Wydziału Lekarskiego w Zabrzu który obrał kurs "popieram Panią Rektor" , czyżby obiecano mu 'złote góry' gdzieś tam na ul. Warszawskiej ?
6 marca 2008 15:49
Anonimowy
Próby dezawuowania Pańskiej osoby to typowy dla polityki sposób walki z przeciwnikiem, walki nastawionej na jego wyniszczenie. Ale przecież Uniwersytet to nie miejsce na uprawianie polityki. To faktycznie metoda niegodziwa. Może się Pan pocieszyć, stosowana jest nie tylko w stosunku do Pana. Widać jednak, że daje sobie Pan z tym radę, spokój i rzeczowa argumentacja - to jedyne wyjście.
7 marca 2008 08:13
Anonimowy
Poczytajcie w Wyborczej z czwartku (06.03.08): Uniwersytet medyczny chce nowych szpitali. Śląski Uniwersytet Medyczny chce przejąć od samorządu województwa trzy szpitale, choć nie stać go ani na ich remontowanie, ani pomoc w oddłużaniu. Tymczasem tylko najbardziej upragniony przez uczelnię Szpital św. Barbary w Sosnowcu ma prawie 60 mln zł długu. Cały artykuł z komentarzami pod skrótem jak niżej. http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,82943,4998103.html
8 marca 2008 11:23
Anonimowy
Doskonały pomysł z tym skrótem do Wyborczej. Tekst niczego sobie. Ciekawe, dlaczego tych pomysłów nie dyskutuje się na Radach Wydziałów, czy w Senacie. Także nic na ten temat nie wiemy z protokołów Kolegiów rektorsko-dziekańskich. A może Dziekan Wydziału Lekarskiego w Zabrzu uchyli rąbka tajemnicy. Komentarze do artykułu też niezłe. Poniżej jeden cytat. „Cudownie! SUM weźmie 3 zadłużone i generujące nowy dług szpitale i doda do swoich starych długów za ACM; oczywiście nie będzie ich w stanie zrestrukturyzować, bo jest nieruchawym molochem; w międzyczasie odejdzie większość asystentów i adiunktów, bo w normalnej lekarskiej robocie zarobią dużo więcej niż w SUM-ie; na koniec zostanie dużo zadłużonych klinik i profesorowie bez asystentów.”
8 marca 2008 11:48
Anonimowy
Z ta uchwałą Senatu w sprawie pani Profesor OKULISTKI to jakaś przedziwna sprawa. W każdej uczelni i każdym przedsiębiorstwie czy urzędzie, hańbiące daną instytucję zachowania, osoby nawet super prominentnej i wcześniej zasłużonej, skutkuje usunięciem jej ze stanowiska. Postawa aktualnej władzy Uniwersytetu jest zupełnie niezrozumiała. Albo czegoś się boi albo spłaca długi. Strach się bać.
9 marca 2008 13:05
Anonimowy
Degrengolada uczelni widoczna jest również z zewnątrz. Ośrodki będące niegdyś wiodące w aspekcie diagnostyczno leczniczym, w obecnym reżimie straciły całkowicie swój charakter medyczny. Samorządy będą wolały dofinansowywać ośrodki nieakademickie , bowiem tam otrzymają usługę. Pacjentom studenci i badania naukowe (najczęściej niestety mało odkrywcze nawet jeśli zgodne ze standardami EBM) są niepotrzebne
10 marca 2008 14:24
Anonimowy
Proszę w kampanii nie zapominać o absolwentach i byłych pracownikach Śl.AM. Obecnie nie szanuje się nawet własnych nauczycieli i wyrzuca na śmietnik dawne autorytety. Dawni studenci natomiast czują coraz mniejszy związek z uczelnią. Obecni nie mają tradycji ani nowych praktyk.
10 marca 2008 14:31
Anonimowy
Szanowny Panie Profesorze, gratuluję!!! Boją się Pana! Życzę wygranej. Ps: Proszę jednak pamiętać, że prawdziwe wyzwanie nastąpi po 1-szym września 2008 i będziemy obserwowali realizację Pańskich zamierzeń. Nasza uczelnia nie może sobie pozwolić na kolejny nieudany eksperyment.
11 marca 2008 21:59
Anonimowy
Niech wreszcie nadejdzie NOWE, zanim rozpacz pochłonie to, co można jeszcze uratować. Panie Profesorze czas na Pana. Podziwiam odwagę, ale nie można pozwolić ani na jeden dzień rządów tej starej ekipy
16 marca 2008 22:28
Anonimowy
Nie moge doczekać się wyborów. Mam nadzieję, że wielu przejrzało na oczy. Z obietnic sie nie wyżyje a te składane przez obecne władze są puste jak one same. Nareszcie zbliża sie koniec.
16 marca 2008 22:30
Anonimowy
Postawmy na odważnych. Postawmy na rozsądnych. Postawmy na Polską Naukę. Dosyć miernoty i poniżania Dosyć dopisywania sie do cudzych prac i tolerowania miernoty, tylko dlatego, że korzenie swe zapuściła w rodzinie profesorskiej. Czekamy na Pana jak na jutrzenkę nadzieii.
16 marca 2008 22:35
Anonimowy
A tak wygląda akcja przed wyborcza w Politechnice Łódzkiej. Co na to władze Rektorskie SUM!? Centrum Komputerowe PŁ w porozumieniu z Komisją Wyborczą przekazuje poniższą informację od kandydata na Rektora PŁ prof. Stanisława Bieleckiego. ================================================================ Szanowni Państwo Uprzejmie informuję, że kandyduję na Rektora Politechniki Łódzkiej kadencji 2008/2012. Pragnę zachęcić do zapoznania się z moim programem wyborczym i innymi materiałami, opublikowanymi na stronie internetowej,dostępnej pod adresem: http://www.sbielecki.p.lodz.pl/. oo I tak o wszystkich kandydatach
17 marca 2008 16:55
Anonimowy
Drogi Wojtku. Jestem przekonany, ze takt i mądrość wezmą górę i Ty zostaniesz Rektorem. Pozdrowienia Daniel Kutkowski
22 marca 2008 20:01
Anonimowy
Życzę wygranej w pięknym stylu i przeciwstawnym do "stylu" obecnie panujących.
8 kwietnia 2008 22:18
Blog początkowo miał być platformą informacyjną mojej kampanii wyborczej w wyborach rektorskich a w kolejnych latach blog stał się częścią mojego życia, codzienną obserwacją wydarzeń, głównie ze świata nauki. Po 2012 i trzecich przegranych wyborach nadal był forum informacyjnym i płaszczyzną dyskusyjną choć oczywiście z mniejszą intensywnością. Najwyraźniej z powodu braku prawdziwej dyskusji dotyczącej spraw uniwersyteckich forum internetowe stanowiło i nadal stwarza takie możliwości.
Na koniec kilka liczb: liczba wejść na blog 1.391.872, liczba tekstów 1779, liczba komentarzy 6681.
Chciałbym podziękować wszystkim Czytelnikom bloga, za słowa wsparcia, komentarze i merytoryczne słowa krytyki. Za wspólne 18 lat!
niedziela, 15 lutego 2026
LEK i LDEK bez jawnej bazy pytań
W projekcie nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, który wkrótce trafi do procedowania, znalazł się zapis, zgodnie z którym w lekarskim egzaminie końcowym (LEK) i lekarsko-dentystycznym egzaminie końcowym (LDEK) nie będzie jawnej bazy pytań. – Uczenie się 70 proc. pytań z bazy na pamięć przeczy idei egzaminu końcowego – stwierdził prof. Mariusz Klencki, dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w Ministerstwie Zdrowia.
- Ministerstwo Zdrowia chce rezygnacji z jawnej bazy pytań do końcowego egzaminu lekarskiego
- W odpowiedzi na pytanie „Menedżera Zdrowia” przedstawiciel resortu wskazał, że taki zapis znalazł się już w projekcie nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty
- Prof. Mariusz Klencki, dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w Ministerstwie Zdrowia, podkreślił, że nie oznacza to, że nie będzie więcej dostępu do treści pytań po egzaminie, bowiem zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego pytania powstające za pieniądze publiczne są informacją publiczną, która podlega udostępnieniu
- Dyrektor przypomniał, jaki był cel egzaminu końcowego i dlaczego rezygnacja z wykorzystywania jawnej bazy pytań jest tak istotna
- Przedstawiciel resortu zdrowia wymienił też inne korzyści płynące z niejawności pytań egzaminacyjnych
9 lutego podczas spotkania dla mediów u wiceminister zdrowia Katarzyny Kęckiej „Menedżer Zdrowia” zapytał o zapowiadaną rezygnację z jawnej, publicznie dostępnej bazy pytań (obecnie 70 proc. pytań), znanej już przed lekarskim egzaminem końcowym (LEK) i lekarsko-dentystycznym egzaminem końcowym (LDEK). Jej ujawnienie ma ułatwić młodym adeptom sztuki lekarskiej przygotowanie się do egzaminu końcowego.
O co chodziło w egzaminie końcowym?
Prof. Mariusz Klencki, dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w Ministerstwie Zdrowia, w odpowiedzi na pytanie „Menedżera Zdrowia” podkreślił, że dyskusje wokół udostępniania bazy pytań, które pojawiają się na egzaminie końcowym, toczą się już od lat.
– Mamy za sobą wyrok Trybunału Konstytucyjnego, zgodnie z którym pytania powstające za pieniądze publiczne są informacją publiczną. Co do tego nie ma wątpliwości. Jednak co innego stwierdzenie, że jest to informacja publiczna, a co innego pytanie, czy ona podlega udostępnieniu i na jakich zasadach – zaznaczył.
Dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych zwrócił uwagę, że w całej dyskusji o jawności pytań do egzaminu końcowego chodzi o to, że egzamin ten składa się w 70 proc. z tzw. publicznie dostępnej bazy, która zawiera około dwóch tysięcy pytań. – To nie jest żaden problem, żeby do tego się przygotować – ocenił.
Nie taki był cel LEK
Mariusz Klencki przypomniał przy tym, jaki był cel egzaminu końcowego.
– Ten egzamin od swojego początku nie służył głównie temu, żeby nie dopuścić do zawodu osób do tego nieprzygotowanych, chociaż taki efekt też miał, ale to dotyczyło poniżej 1 proc. absolwentów. On głównie służył do tego, żeby zrobić obiektywny ranking młodych lekarzy do postępowania kwalifikacyjnego na miejsce specjalizacyjne, czyli żeby ci najlepiej zdający mogli wybierać specjalizacje w piewrszej kolejności – wyjaśnił.
– Odkąd ponad dwie trzecie pytań jest jawnych, ten ranking nie działa, ponieważ w każdym postępowaniu zdarza się że 30–40 osób bezpośrednio ze sobą konkurujących ma taki sam wynik LEK. Stąd ten egzamin przestaje być jakąkolwiek miarą i narzędziem do selekcji. To właśnie jest ten powód, dla którego samorząd lekarski podziela nasze stanowisko i postuluje, żeby utajnić bazę pytań – dodał dyrektor.
Prof. Klencki podkreślił również, że dodatkowo samorządowi zależy na tym, żeby ograniczyć kształcenie kadr lekarskich na nowo otwartych kierunkach lekarskich.
– Ta zmiana też się z tym wiąże, ponieważ panuje powszechne przekonanie, że nowe kierunki mogą sobie nie poradzić z zapewnieniem odpowiedniej jakości kształcenia. I w tym wypadku rzeczywiście po utajnieniu puli pytań egzamin końcowy mógłby zacząć taką funkcję intensywniej spełniać – wskazał.
Polska to bogaty kraj?
Dyrektor zwrócił przy okazji uwagę na inny problem, jakim jest w ogóle waga dobrze zwalidowanych pytań egzaminacyjnych.
– Muszę przyznać, że takie podejście do pytań egzaminacyjnych wskazuje na to, że Polska jest bardzo bogatym krajem. Dlaczego tak myślę? – zapytał.
Otóż – jak wskazał – dlatego, że w Stanach Zjednoczonych, wbrew temu, co się czasami publicznie usiłuje mówić, pytania są tajne.
– Poza tym Amerykanie wykorzystują te pytania wielokrotnie, a na koniec jeszcze sprzedają je takim krajom jak Polska, po to, by te mogły je wykorzystać przy nauce i weryfikacji wiedzy młodych lekarzy czy studentów. Pamiętajmy, że dobre pytanie to bardzo cenny zasób. Takie dobre pytanie jest niezwykle trudne do napisania. Co więcej, powinno być ono zwalidowane, co u nas w ogóle jest niemożliwe, ze względu na wspomniany wyrok Trybunału Konstytucyjnego – tłumaczył.
Dlatego – jak zaznaczył – nie myślimy w ogóle w kategoriach walidacji pytań.
– Chodzi nam o to, żeby zlikwidować wspomnianą jawną bazę pytań, które stanowią 70 proc. pytań egzaminu końcowego. Wszystko po to, żeby zdający nie wiedzieli, na jakie pytania będą musieli odpowiadać na egzaminie – podsumował Mariusz Klencki.
LEK nie jak egzamin
- w lutym 2021 r. było to 98,3 proc.
- we wrześniu 2021 r. – 97,79 proc.,
- w lutym 2022 r. – 97,45 proc.,
- we wrześniu 2022 r. – 98,83 proc.,
- w lutym 2023 r. – 97,10 proc.,
- we wrześniu 2023 r. – 99,22 proc.,
- w lutym 2024 r. – 97,86 proc.
Wcześniej było zdecydowanie gorzej – we wrześniu 2020 r. wskaźnik wyniósł 76,96 proc.
Źródło: https://www.termedia.pl/mz/LEK-i-LDEK-bez-jawnej-bazy-pytan,65929.html
wtorek, 10 lutego 2026
O likwidacji Poradni Chorób Metabolicznych Kości
Poniżej prezentuję fragment artykułu w Gazety Wyborczej z 7 lutego. Powstał on z powodu likwidacji Poradni Chorób Metabolicznych Kości, która często jest określana, jako poradnia osteoporozy. Mimo jej funkcjonowania przez 25 lat i służenia wielu celom została nagle zlikwidowana. Przez ten okres tysiące pacjentów uzyskało pomoc, setki studentów miało możliwość poznania realiów pracy lekarskiej. Dzięki danym zbieranym w poradni powstały liczne publikacje naukowe. Warto wspomnieć, że poradnia powstała w związku z powołaniem Zakładu Chorób Metabolicznych Kości, pierwszej tego rodzaju jednostki w polskich uczelniach medycznych.
Nagła decyzja Dyrektora D. Budzińskiego o likwidacji przekazana mi drogą telefoniczną 18 grudnia nie była poprzedzona żadną rozmową. Nie było jakichkolwiek informacji, iż występują jakiekolwiek zagrożenia czy problemy. Trudno w ogóle komentować tego rodzaju działania, nie dość, że odbiegają od zwyczajowo przyjętych norm życia społecznego to jednoznacznie godzą w interes publiczny na wielu płaszczyznach. Poniżej we fragmencie artykułu prasowego są moje szczegółowe uwagi.
A wnioski każdy Czytelnik może sam wyciągnąć...
Prof. dr hab. n. med. Wojciech Pluskiewicz. - Od 25 lat pracowałem w poradni osteoporozy, której powstanie zainicjowałem. Znaczną część pacjentów stanowili mieszkańcy Zabrza oraz innych miejscowości Górnego Śląska. Niestety, poradnia została zlikwidowana decyzją Dyrektora Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu dr med. D. Budzińskiego bez podania merytorycznych przyczyn. - poinformował naszą redakcję prof. Pluskiewicz. Jak dodaje, telefon w tej sprawie dostał dopiero w grudniu z krótką informacją, że poradnia jest do zamknięcia. Kiedy zapytał, co dalej z pacjentami, usłyszałem tylko, żeby się nie martwił.
- W ten sposób pozbawiono pomocy w zakresie osteoporozy około 800 osób rocznie. Pacjenci czekają na swoje wizyty i porady i nawet jest już pełna lista pacjentów na 2026 rok - mówi lekarz. I dodaje. - Moim zdaniem, jest to także jest sprzeczne z interesem uczelni, jej funkcją dydaktyczną i naukową. Poczułem się w obowiązku, żeby o tym poinformować, bo zapisani do mnie pacjenci nagle stracili wizyty, a to przecież nie jest tak, że mnie się nie chce pracować. To nie była moja decyzja - uważa lepiej: stwierdza prof. Pluskiewicz.
Profesor zdecydował się też odpowiedzieć na to, co przedstawiła dyrekcja szpitala. - Jeśli chodzi o brak dostępności dla osób niepełnosprawnych, to ten warunek powinna spełnić dyrekcja szpitala, która ma obowiązek realizować medyczne zadania. Co do braku lekarzy, to dwie lekarki zdeklarowały chęć pracy już od wielu miesięcy, ale skoro dyrekcja nie zapewniła wolnych gabinetów, nie było to możliwe. Mam też wątpliwości co do awarii urządzenia. Aparat densytometr będący własnością SUM działa, jest sprawny. Jego właścicielem nie jest dyrektor, tylko uczelnia - mówi prof. Pluskiewicz.
Podkreśla, że poradnia powstała w 2001 roku jako integralna część Zakładu Chorób Metabolicznych Kości. Nie wymaga i nigdy nie wymagała wsparcia w postaci oddziału. Jej rola to nie tylko leczenie pacjentów ale także dydaktyka oraz działalność naukowa.
- Szpital kliniczny nie jest zwykłym szpitalem, ma wiele zadań społecznych do spełnienia, stąd arbitralne decyzje administracyjne, nie poprzedzone jakimikolwiek rozmowami, godzą w interes nie tylko pacjentów, ale tak polskiej nauki są niedopuszczalne. Mój zakład to pierwsza tego typu placówka w polskich uczelniach medycznych, mój dorobek naukowy i pozycja w świecie nauki to dorobek 25 lat pracy. I dokąd teraz mają udać się pacjenci? Nie podano żadnego konkretnego rozwiązania. Jednak to nie dyrektor spotyka się z pacjentami, to jest moja rola i w ostatecznym rachunku to ja odpowiadam za zdrowie ludzkie. Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie. Można oczywiście metodami, które stosuje Dyrektor wszystko zanegować i wymazać z realnego życia. Tylko czy na pewno taka jest rola osób pełniących funkcje publiczne? - uważa prof. Pluskiewicz.
czwartek, 29 stycznia 2026
Wczoraj w mediach
sobota, 24 stycznia 2026
Przeczytane na stronie internetowej Uczelni
W związku z Komunikatem Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich z dnia 7.02.2025 r. w sprawie: rekomendowanych działań mających na celu eliminowanie nierzetelnych praktyk publikacyjnych, uprzejmie informuję, że Senat Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach w dniu 17.12.2025 r., Uchwałą Nr 87/2025 przyjął Politykę publikacyjną Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.
Przyjęta polityka publikacyjna stanowi element działań podejmowanych przez Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach na rzecz podnoszenia jakości i transparentności dorobku naukowego oraz wspierania zasad rzetelności badawczej.
Nauka to nasz podstawowy zakres działań obok prowadzenia zajęć dydaktycznych. Z tego powodu z pewnością ważne są działania wspierające prowadzenie badań naukowych, których finalnym wyrazem są publikacje naukowe. Stąd z zainteresowaniem przeczytałem powyższą informację oraz Uchwałę Senatu z 17.12.2025.
Mam jednak poważną wątpliwość w skuteczność tego rodzaju inicjatyw, tak na poziomie krajowym, jak i uczelnianym. Przecież sukces badawczy jest pochodną jakości naszej pracy (wiedzy, inwencji, zaangażowania i wielu innych czynników) wspartej poziomem organizacyjnym uczelni, w tym niezbędnego finansowania. Bez spełnienia powyższych warunków – a należy pamiętać, że w dobie współczesnej koszt publikacji w renomowanym piśmie naukowym to kwota rzadko mniejsza niż 10.000 zł tego rodzaju uchwały należy postrzegać, jako apele i pobożne życzenia nie mające żadnego przełożenia na faktyczną skuteczność w pracy naukowej.
Źródło: Komunikat w sprawie polityki publikacyjnej ŚUMwtorek, 6 stycznia 2026
W zamian za podsumowanie roku
No i mamy roku 2026. W skali globalnej zaczął się od bezprecedensowego wydarzenia czyli akcji USA w Wenezueli. A o czym warto wspomnieć w odniesieniu do minionego roku? Wydaje się, że takim najważniejszą sprawą jest kwestia finansowania systemu służby zdrowia. Finansowanie tego obszaru "od zawsze" stanowiło ogromny problem i zawsze było za mało środków. Przed laty była szansa na stworzenie modelu, który w konkurencyjny sposób miał zapewnić stabilność. Kasy chorych miały ze sobą konkurować, ale rząd lewicy szybko ponownie wprowadził model centralistyczny czyli wróciliśmy do sterowania zarządzaniem ze stolicy. Od początku było oczywiste, że to się nie uda, że wiara w mądrość władzy to socjalistyczna utopia. Należy także pamiętać, że szybki postęp medycyny powoduje odpowiedni wzrost kosztów, mamy coraz droższe urządzenia diagnostyczne, nowe leki i kosztowane operacje. To ogromne wyzwanie, konieczny jest system zdolny sprostać wyzwaniom współczesności. Tego nie jest w stanie dokonać klasa polityczna, to przerasta ich jej wyobraźnię. Tu musi być presja społeczna, musi działać społeczeństwo obywatelskie. Tu dochodzę do sedna: czy w minionym roku obserwowaliśmy działania mogące całkowicie zmienić system? Bo przecież dosypywanie środków nie ma sensu, zawsze można "przejeść"każdą kwotę. Czy jakiekolwiek gremium naprawdę zainicjowało działania naprawcze? Takiej inicjatywy nie było ze strony samorządu lekarskiego czy środowiska uniwersyteckiego. Co robi Konferencja Rektorów Uczelni Medycznych? Czy ktoś zna jakąś inną poważną inicjatywę obywatelską, która mogłaby przełamać impas i zmusić tzw. klasę polityczną do działania?
Zamiast tego mamy niekończące się spory, obrzucanie się inwektywami, walkę podjazdową; wszystko to jest gorszący spektakl medialny na użytek bieżących interesów politycznych niemających nic wspólnego z misją przypisaną osobom pełniącym funkcje publiczne...
Czyli nihil novi sub sole...
wtorek, 16 grudnia 2025
Z życia SUM
Dziś w budynku Dziekanatu w Zabrzu odbyła się miła uroczystość wręczenia nagród rektorskich. Od czasu gdy Rektorem był Profesor T. Wilczok nadano uroczystą formę z tej okazji. Przeważają liczebnie nagrody naukowe, bo nauka to esencja naszej działalności. Na sali Rady Wydziału zebrało się mnóstwo osób. To dobrze się spotkać, niektórych nie widziałem od lat. To efekt nieodpowiedzialnych rządów PiS (dla niewtajemniczonych to nazwa partii, która firmowała tzw. reformę nauki przez wprowadzenie tzw. Konstytucji dla Nauki) i skutecznej oraz z pewnością celowej dezintegracji środowisk akademickich. Co więcej, nagrody otrzymało wiele osób, których w ogóle nie znam; to kolejny przykład rozkładu tkanki społecznej. Reforma poza zburzeniem dotychczasowej struktury uniwersyteckiej nic nie dały, no może poza zagwarantowaniem regresu...A winnych nie widać...
wtorek, 9 grudnia 2025
Ze strony internetowej Uczelni
Na stronie internetowej uczelni zamieszczono informację dotyczącą światowego rankingu uczelni uniwersyteckich. Nasza Uczelnia znajduje się wśród 45 polskich uczelni ujętych w rankingu na miejscu 13 spośród nich. Przedstawiono to jako świetny wynik. SUM został sklasyfikowany na miejscach 1201-1500...Czy zatem jest się z czego cieszyć i czym chwalić?! Nie sądzę, to w mojej ocenie fatalny wynik, wskazujący nasze prawdziwe miejsce na mapie światowej nauki. Nie czarujmy się, miejsce w ogonie, na peryferiach nauki...jak zresztą wszystkich polskich szkół wyższych będących w istocie tłem dla szybko uciekającego świata. I żadne zaklęcia czy propagandowe triki tego nie zmienią. Bez długofalowego programu gruntownych reform należy raczej oczekiwać dalszego regresu niż poprawy stanu polskiej nauki. A tego nie widać na horyzoncie, nauka to margines polskiego życia publicznego...
piątek, 14 listopada 2025
O smutnej Polsce...
Obserwacja bieżących wydarzeń nie napawa optymizmem. Dziś parę zdań na temat decyzji Prezydenta RP blokującej podpisania nominacji 46-ciu sędziom. Warto przytoczyć zasady obowiązujące w świecie nauki dotyczące etapów kariery uniwersyteckiej. Zaczyna się ona od uzyskania stopnia magistra a kończy na tytule naukowym czyli profesurze. Przejście całej drogi wymaga ogromu pracy a prawidłowość całego procesu nadzoruje wiele specjalnie powołanych organów czy komisji. Na końcu głos należy do Centralnej Komisji, która przedstawia wniosek do podpisania Prezydentowi RP. Bez tego podpisu profesura się nie należy. I tu wracam do ostatniej decyzji odmawiającej sędziom awansu zawodowego. Podpis Prezydenta to formalne działanie, nie ma nic wspólnego z oceną merytoryczną. Te osoby spełniły wszelkie kryteria awansu i uzyskały akceptację odpowiednich organów nadzorujących cały proces. Taka interpretacja funkcji publicznej to sprzeniewierzenie się elementarnym zasadom dotąd obowiązujących w Polsce. Można sobie wyobrazić sytuację, że niebawem odmowa spotka osobę aplikującą o tytuł naukowy, która będzie prezentowała światopogląd różny od Prezydenta. Proponuję wrócić do mego tekstu z 11-tego czerwca...
środa, 12 listopada 2025
Wspomnienie o doktorze habilitowanym Januszu Bursie
10-tego listopada odszedł nasz Kolega, doktor habilitowany Janusz Bursa. To wielka strata dla społeczności akademickiej. Znaliśmy się od wielu lat i współpracowaliśmy na różnych polach. Janusz był jedną z bliskich mi osób w czasie moich zabiegów o wybór na stanowisko rektora Uczelni. Zawsze zaangażowany, dociekliwy, uczciwy do bólu. To rzadkie cechy. Janusz był godnym kontynuatorem misji Jego Nauczyciela i Mentora doktora Wojciecha Grzywny. Jedną z jego „obsesji” zawodowych była etyka lekarska stąd Jego wieloletnia działalność w Sądzie Lekarskim Naczelnej Izby Lekarskiej. W tym samym okresie byliśmy członkami Senatu SUM. Nie był to łatwy czas, ludzie pokroju Janusza w ówczesnym świecie kreowanym przez Rektor E. Małecką-Tenderę i kanclerz Kuraszewską nie byli zbyt mile widziani. Podobna rola uczciwego i niezłomnego dyskutanta, dla którego nie było straconych spraw przypadła także Doktorowi Danielowi Sabatowi i obaj byli jednymi z najważniejszych członków Senatu, stojących na straży wartości akademickich i etyki lekarskiej. Dziś gdy Janusza nie ma już wśród nas ostatnim wyrazem naszej pamięci o Nim jest udział w uroczystościach pogrzebowych, które odbędą się 14 listopada o godzinie 12 na cmentarzu centralnym w Gliwicach ul. Kozielska 120.
czwartek, 6 listopada 2025
Rocznica 40-tu lat od pierwszego udanego przeszczepu serca w Polsce
Dziś w Teatrze Nowym w Zabrzu miało miejsce wyjątkowe spotkanie. 5 listopada 1985 roku zespół pod kierunkiem Profesora Zbigniewa Religi przeprowadził operację pierwszego udanego przeszczepienia serca w Polsce. W teatrze zebrało się mnóstwo ludzi z kręgów akademickich, pracowników naszej Uczelni, znakomitości ze świata kardiochirurgii, kardiologii a także przedstawicieli rządu, władz samorządowych a także pacjentów oraz studentów. To było prawdziwe święto akademickie, wspominano wyjątkowego człowieka, który w pełni zasłużył na miano ojca polskiej kardiochirurgii. Jako pierwszy głos zabrał Rektor Profesor Szczepański a potem przemawiało wiele osób. Niezwykle ciekawy był film o Profesorze, nakręcony przy wsparciu władz miasta Zabrze. Po nim na scenę zaproszony znakomitości z kręgu kardiochirurgii a moderatorem dyskusji był Profesor Janusz Skalski, kardiochirurg, który 17 lat pracował w Zabrzu. To był świetny powrót do dawnych lat, swoista historia polskiej kardiochirurgii w pigułce.
Licznym osobom, uczestnikom dawnych wydarzeń wręczono dyplomy z okazji tej rocznicy a galę zakończył występ chóru studentów naszej uczelni.
Spotkanie prowadziła Dziekan Profesor Alicja Grzanka wraz ze studentem szóstego roku wydziału lekarskiego.
I na koniec uwaga o szerszym zakresie. Po "reformie" szkolnictwa wyższego autorstwa Ministra Gowina i tsunami pandemii życie akademickie jakie znaliśmy od "zawsze" nie istnieje. Nie spotykamy się, nie dyskutujemy, ba, nie znamy się osobiście. Dzisiejsze spotkanie było takim powrotem na chwilę do normalności.
Może jeszcze kiedyś uda się odwrócić fatalny bieg spraw w polskich uniwersytetach?!
czwartek, 23 października 2025
Ustawa kagańcowa?!
Gorący temat ostatnich dni to wymóg podpisywania przez pracowników Uczelni "UMOWY O ZAKAZIE KONKURENCJI". W tym dokumencie każdy pracownik zobowiązuje iż nie będzie pracował w innych polskich uczelniach. Jest także możliwość ubiegania się o zgodę na dodatkowe zatrudnienie niemniej nie wiadomo czy taką zgodę wyrazi pracodawca. Wg posiadanej wiedzy podobne dokumenty przedstawiono do podpisu pracownikom w innych uczelniach zatem jest to inicjatywa ogólnopolska. Idea jest czytelna, pracodawca chce chronić interes uczelni ale są pewne wątpliwości: czy można żądać lojalności pracowników gdy płace w polskich uczelniach są na tak niskim poziomie? Dziś od jednego z pracowników uczelni usłyszałem określenie "Ustawa kagańcowa". Dla wielu pracowników naszej uczelni, głównie nie będących lekarzami, taki zakaz uderzy w ich realne dochody. Stąd warto postawić pytanie: czy to żądanie jest na pewno "fair" wobec pracowników?
piątek, 10 października 2025
O znikajacym uniwersytecie
Warto na początku roku akademickiego chwilę zatrzymać się i zastanowić się jak aktualnie wyglądają polskie uczelnie. Od lat słyszymy od polityków jak ważna jest nauka i szkolnictwo w ogóle ale świat jaki widzimy wokół jest zupełnie inny. Ocena z poziomu ministerialnego stołka diametralnie odbiega od odczuć pracowników szkół wyższych. Oczywiście trudno wrzucać wszystkie rodzaje uczelni do jednego worka, stąd zajmę się tekście tylko uczelniami medycznymi. Skupię się na kryteriach awansu zawodowego. Obszarem, który odgrywa wiodącą rolę jest nauka. Trzeba publikować, prowadzić granty. To nie jest łatwe, konkurencja w przypadku artykułów jest ogromna, stajemy do rywalizacji z autorami z całego świata. Ale i tak ten obszar wydaje się być bardziej sprawiedliwy niż aplikowanie o granty. O patologiach tego systemu pisałem wielokrotnie, dziś chciałbym się skupić na innym zagadnieniu.
Niezbędnym warunkiem sukcesu jest posiadanie dorobku naukowego. Wiem doskonale jak trudno go uzyskać, od pomysłu na badanie do finalnego efektu czyli akceptacji publikacji trzeba lat. Wielu lat pracy, dziesiątków a czasem setek godzin pracy, od przygotowania projektu aż po przygotowywanie manuskryptu. Nie tylko pomysły się liczą, w cenie jest pracowitość, systematyczność i konsekwencja. A przy wysyłaniu do redakcji przydaje się cierpliwość bo rzadko udaje się uzyskać akceptację przy pierwszym podejściu. Szczypta szczęścia też jest potrzebna, w końcu recenzentowi z przysłowiowego drugiego końcu świata musi nasza praca się spodobać! Kluczowe pytanie: jak zdobyć znaczący dorobek naukowy? Odpowiedź wydaje się prosta i oczywista ale wcale sukces nie musi być pochodną pracy i talentu. Obserwuję coraz powszechniejsze praktyki nie mające nic wspólnego z wcześniej opisaną ścieżką. Liczy się spryt, liczy się cwaniactwo, w cenie są coraz bardziej wyrafinowane kombinacje. Tworzą się grupy wsparcia zwane „spółdzielniami”, np. w grupie 10 osób każda przygotowuje jedną pracę a pozostałe osoby są dopisywane. W ten prosty sposób można w relatywnie krótkim czasie zdobyć 10 publikacji. Co gorsza, takie praktyki są stosowane już wśród studentów, demoralizacja idzie od góry. Jest cały szereg metod by wzbogacić dorobek naukowy bez faktycznego wkładu własnego intelektu. Pomysłowość ludzka nie zna granic, ale to patologiczna wersja cech intelektu. To wyraz kryzysu etycznego świata uniwersyteckiego, staliśmy się miejscem „wyścigu szczurów” podobnie jak wielkie korporacje biznesowe. Ocena pracownika opiera się na analizie danych statystycznych. Brak rozmów z kandydatami na różne stanowiska umożliwiają kariery osób w istocie bez przygotowania i bez zasad. To musi się odbić na jakości całego świata uniwersyteckiego, zresztą już dziś widzimy patologiczne zjawiska wokół siebie. Czy jest możliwe odwrócenie tego trendu? Z pewnością tak, ale to wymaga systemowych, odejścia od podejścia biurokratycznego na rzecz oceny rozmów z kandydatami. Konieczne jest także karanie oszustów, jeśli kombinator pozostaje bez kary to jest jasne zachęta dla jego naśladowców. I tak powoli (a może wcale nie tak powoli) upada etos akademicki i staczają się polskie uczelnie...Jak wcześniej wspomniałem skupiam się na ocenie procesu tworzenia dorobku naukowego ale przecież praca naukowa nie jest oderwana od innych obszarów działania uczelni. Jeśli dopuścimy do demoralizacji i naruszania zasad etyki w jednej sferze to automatycznie podkopujemy fundamenty szeroko rozumianego etosu akademickiego. Życie nie zna próżni, jeśli cwaniactwo i kombinacje się sprawdzają, jako skuteczna ścieżka kariery to dlaczego w innych punktach zasady etyki i zwykłej przyzwoitości miałyby być górą? Upadają wartości, znikają autorytety, wizja kariery i kryjącej się za nią „mamony” przesłania wszystko a znany nam świat uniwersytetu, wyjątkowego miejsca na ziemi znika na naszych oczach...
czwartek, 11 września 2025
O tempora, o mores
Odbyłem dziś rozmowę ze znajomym profesorem z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Osiągnął w tym roku wiek emerytalny i zakończył pracę w uczelni. Na moje pytanie czy nie jest mu żal odchodzić z pracy usłyszałem, że nie, towarzyszy mu raczej uczucie ulgi. To jest zdumiewające zjawisko, dawniej pracę w uczelni traktowano jako coś godnego, zaszczyt, wręcz honor i wyróżnienie. Dziś jest zupełnie inaczej, gdzieś "wyparowały" dawne walory pracy akademickiej. Wydaje mi się, iż to jest zjawisko powszechne, a przynależność pracowników uczelni do elity intelektualnej to echa minionej epoki. Czasem trudno jest pojąć meandry ewoluowania społecznych zmian, niemniej jedno uznaję za pewnik: to znak regresu znaczenia uniwersytetu i nauki w ogóle. To objaw zmniejszania roli wiedzy i wartości intelektualnych z życia społecznego, wręcz ich rugowanie. Prymat dzierżą cwaniactwo, spryt, siła, "kasa" i wszechogarniająca głupota...
niedziela, 27 lipca 2025
Uwagi wcale niewakacyjne
W każdej recenzji kluczowa kwestia to autentyczna wiedza recenzenta w obszarze nauki, w którym znajduje się wniosek. Kluczowa jest zawsze jakość wniosku mierzona jego wartością merytoryczną. Drugim warunkiem jest sumienność i uczciwość recenzenta, który musi uważnie i skrupulatnie zapoznać się z wnioskiem o finansowanie. To wymaga czasu, inaczej nie da się solidnie wykonać tego zadania.
Przedstawiam poniżej fragment recenzji wniosku o finansowanie. W moim głębokim przekonaniu to przykład rażącej niekompetencji recenzenta co rzutuje na możliwości rozwoju młodego naukowca.
Najpierw odniosę się kluczowej kwestii – pierwszy fragment recenzji na czerwono. Podstawowym celem projektu było opracowanie modelu zdolnego do oceny ryzyka złamań u pacjentów z cukrzycą typu 2. Nie ma takiego narzędzia diagnostycznego opracowanego dla tej grupy osób. Autor recenzji mija się z prawdą i podważa sens wniosku. Zajmuję się osteoporozą od 33 lat, a problem oceny ryzyka złamań jest od lat najważniejszym w moich własnych badaniach. Opracowałem oryginalny algorytm do oceny ryzyka złamań nazwany POL-RISK (www.ryzyko-zlaman. pl). W Polsce mamy 3 miliony pacjentów z cukrzycą i algorytm dedykowany tej grupie pilnie potrzebny, z czego najwyraźniej autor recenzji nie zdaje sobie sprawy.
I druga uwaga, wyróżniona na zielono i czerwono. Niby recenzent chwali wnioskodawcę za dobry dorobek uzyskany w krótkim czasie ale wskazuje na brak współpracy międzynarodowej. A niby skąd taki naukowiec ma mieć taką współpracę na tym etapie rozwoju? To argument chybiony i nieuczciwy.
Konkludując, opisuję działania niekompetentnego i nieuczciwego recenzenta, który pozbawia szans na finansowanie wartościowego projektu naukowego.
Following the panel discussion, it was determined that the feasibility of the project was well supported by the presented research plan, but the potential risks and their management were not discussed.
Based on a comparison with other PIs, the qualifications of the Principal Investigator were assessed as a young scientist with a good publication record for a relatively short academic activity but with limited international scientific collaborations. Therefore, after a thorough consideration of the Expert Team’s assessment across all evaluated criteria, the panel concluded that the proposal should not be recommended for the second stage of evaluation.
środa, 11 czerwca 2025
Demokracja a socjotechnika
piątek, 6 czerwca 2025
Z kart historii
Szanowny Panie Profesorze,
Jakiś czas temu na blogu zamieścił Pan wpis pt.: „O autorytetach wczoraj i dziś”. Dopełniając wpis przesyłam Panu fragment ciekawych wspomnień profesora Tadeusza Ginki, traktujący na temat wspomnianych przez Pana ważnych wydarzeń z pamiętnego 23 października 1980 roku. Wiadomość przesyłam tą drogą, ponieważ na blogu nie doszukałem się opcji dodawania załączników.
Pozdrawiam serdecznie
Paweł Bojko
Fragment wspomnień udostępniony na zasadzie prawa cytatu (art. 29 ustawy Prawo autorskie i prawa pokrewne).
sobota, 31 maja 2025
Obserwacje bieżące
czwartek, 29 maja 2025
W odpowiedzi na dzisiejsze komentarze Czytelników
Z życia Uczelni
piątek, 23 maja 2025
Czy Rosja należy do państw cywilizowanych?
niedziela, 18 maja 2025
O autorytetach wczoraj i dziś
piątek, 16 maja 2025
O pracy naukowej
W dzisiejszej dobie praca naukowa to w znacznej mierze wyścig o uznanie recenzentów. Bez ich anonimowej, przychylnej opinii nie można uzyskać grantu na finansowanie badań naukowych. A same badania naukowe są wtedy coś warte, gdy zostaną opublikowane w dobrym piśmie naukowy by dotrzeć do odbiorców naszej pracy. Tu także sukces jest uwarunkowany oceną zewnętrznych recenzentów.
Jak widać bez akceptacji naszych działań ani rusz. Pytanie czy na pewno zawsze anonimowa recenzja obiektywnie ocenia naszą pracę. Tak z pewnością nie jest w każdym przypadku co może być pochodną braku odpowiedniej wiedzy i rzetelności recenzenta, ale może być także wyrazem niestosownej złośliwości. Ileż to razy w mojej pracy naukowej otrzymywałem recenzje pozbawione sensu merytorycznego! A mam w dorobku 137 prac opublikowanych w pismach z tzw. Listy Filadelfijskiej. Trudno mi precyzyjnie policzyć, ale z pewnością średnia liczba recenzji na jedną publikację oscyluje wokół 3-4, bo tyle było redakcji, do których wysłałem pracę. Zwykle są dwie recenzje, rzadko jedna lub trzy. Oznacza to, iż łącznie trafiło do mnie w przybliżeniu od 822 do 1096 recenzji!
Ważna jest cierpliwość, wiara we własne siły i oczywiście jakość naszej pracy. Nieraz udaje się szybko opublikować pracę o umiarkowanej wartości a świetna publikacja krąży od redakcji do redakcji. Mój osobisty rekord do 15 podejść do kolejnych redakcji. Sądzę, że element szczęścia odgrywa pewną rolę choć im jakość wysyłanych prac jest wyższa tym ten czynnik ma mniejsze znaczenie. Pamiętam pewną publikację, która najpierw trafiła do pisma Ultrasound in Medicine and Biology, została odrzucona, ale merytoryczne uwagi pozwoliły na jej znaczącą poprawę. I tak się powtórzyło jeszcze 3x, różne redakcje odrzucały publikację, ale wskazywały na jej słabe punkty i pomagały na dokonanie odpowiednich korekt. Aż finalnie praca trafiła ponownie do Ultrasound in Medicine and Biology i została przyjęta do druku. Ale to była de facto inna publikacja niż jej pierwsza wersja, nawet tytuł został zmieniony. To optymistyczny przykład pozytywnego wkładu recenzentów, niespotkany zbyt często.
Inny pozytywny przykład to praca, która została zrecenzowana, ale autor recenzji miał bardzo wiele uwag a sama recenzja liczyła 5 lub 6 stron! Korekta pracy wymagała ogromnej pracy, ale efekt był pozytywny. IF tego pisma nie jest wysoki, ale sama publikacja najwyraźniej została doceniona przez jej odbiorców, bo liczba cytowań wynosi 249 czyli jest to ważna pozycja mego dorobku jako tzw. Highly Cited Paper (Panoramic-based mandibular indices in relation to mandibular bone mineral density and skeletal status assessed by dual energy X-ray absorptiometry and quantitative ultrasound. B. Drozdzowska, W. Pluskiewicz, B. Tarnawska Dentomaxillofacial Radiology, Volume 31, Issue 6, 1 November 2002, Pages 361–367.)
Nieco inna sytuacja dotyczy grantów, gdyż konkursy są rozpisywane cyklicznie co 6 lub 12 miesięcy i niepowodzenie znacząco wpływa na nasze możliwości badawcze. Tu niekompetentne recenzje godzą we wnioskodawców bardzo mocno. Ten temat omówię szerzej osobno.
Tu stawiam pytanie:
co można zrobić by system anonimowej oceny zapewniał jak najbardziej obiektywną oceny?
W mojej opinii jak najbardziej istnieje pole do działań by uzyskać jak najbardziej obiektywne finalne oceny pracy naukowej. Odpowiedzialność spada na redaktorów naczelnych pism naukowych. Jeśli „kawa na ławę” widać niekompetencję recenzenta należy zrezygnować z jego usług. W redakcjach powinny działać niezależne systemy oceny jakości by eliminować niekompetentnych lub po prostu złośliwych recenzentów. To leży w interesie autorów publikacji ale także samych redakcji aspirujących do miana poważnych, renomowanych pism naukowych. Opisane niewłaściwe działania recenzentów mogą uniemożliwić publikację wartościowych danych naukowych lub odwrotnie, promować publikacje słabe. A przecież w interesie redakcji jest publikowanie prac, które uzyskają wysoki wskaźnik cytacji bo ranking pisma mierzy się właśnie średnią liczbą cytacji, jako wskaźnik Impact Factor (IF).
Recenzent rekomenduje odrzucenie (rejection) artykułu ale pisze, cytuję: The authors presented an interesting original article...large number of patients, and the modern research technique using ultrasonography supports the attractiveness and innovation of the work.
Uwagi w dalszej części recenzji w żaden sposób nie można uznać za dyskwalifikujące, to wewnętrzna sprzeczność. Co najważniejsze, autor recenzji nie odnosi się w ogóle do meritum czyli wyników, skupiając się na kwestiach drugo- lub trzeciorzędnych.
To jak ze szkolnego dowcipu: nauczyciel mówi do ucznia, Jasiu, bardzo dobrze, pała!
Dear Editor I would like to recommend this manuscript for rejection. After careful consideration of this manuscript I recognised that does not fulfill criteria for acceptance for publishing in our journal.
Review 1:
The authors presented an interesting original article on bone parameters in twins. The study was carried out on a large number of patients, and the modern research technique using ultrasonography supports the attractiveness and innovation of the work. I noticed several elements that could be improved:
- lines 18-19 - I suggest the aim of the study be included in the introduction as a paragraph;
- line 24 - was the bioethics committee approval really obtained in 2003? This seems to be a transcript error. Please verify;
- lines 39-40 - 'Each of them had weight and height measured with the use of certified medical devices.' please describe the measuring devices in more detail;
- line 51 - the experienced person should be described, including who they are, their education, courses, and specialisation. Initials are not advisable here;
- line 52 - was the statistical analysis performed using specialised software? Then describe what kind of software it was, specify the version used and the manufacturer along with the country;
- line 152 - there should be a period, not a semicolon;
- line 182 - I suggest expanding the conclusion and adding information on the possible molecular mechanisms responsible for the results presented and the need for further research.
wtorek, 13 maja 2025
Relacja ze strajku studenckiego 1981 roku
Jeśli inny Czytelnik bloga zechce napisać swoją relację z tego okresu z przyjemnością ją opublikuję.
Z obawy przed interwencją z zewnątrz zabarykadowaliśmy drzwi prowadzące do szkoły mieszczącej się w tym samym budynku. Kilka dni później doszło do pacyfikacji w Szkole Pożarniczej. Niebawem doszło do dyskusji na sali Rady Wydziału czy w tej sytuacji jest sens dalej strajkować i po burzliwych dyskusjach zapadła decyzja, że kończymy strajkować. Obawialiśmy się prześladowań ze strony Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej ale generalnie nic takiego się nie działo. Przy okazji przypadkowego przesłuchania na Komendzie Milicji w Katowicach po kradzieży samochodu mojej mamy milicjanci przeszukali mieszkanie mojego brata i znaleźli legitymację NZS-u, której nigdy nie odzyskałem.
W latach po studiach byłem aktywny udział na wielu polach zawodowych i pozazawodowych ale to już inna bajka.





