środa, 21 października 2026
poniedziałek, 19 października 2026
O Polsce
Coś trudno mi się oderwać od 18-tu lat pisania na blogu. Tym razem moją uwagę przykuwają wydarzenia ogólnopolskie. Zresztą zdarzało mi się czasem zajmować takimi problemami. Jednak wydaje mi się, że bieżąca chwila jest warta szczególnej uwagi choć nie będę poruszać spraw bieżących, jako samych sobie. To tylko pretekst do szerszej refleksji.
Idzie o aktualny spór o Trybunał Konstytucyjny. Nie jestem prawnikiem, nie wiem jak należy w tej kwestii działać. Ale jako myślący i krytyczny obywatel wiem, że dotarliśmy do „muru”, że stan dzisiejszy jest niedopuszczalny, absolutnie nieakceptowalny. To paraliż jednej z najważniejszych instytucji państwa. Niemniej ta sytuacja nie zaistniała wczoraj, miesiąc temu czy nawet przed rokiem. To permanentny kryzys instytucji państwa. To kryzys, który tak naprawdę zaczął się do rozpadu tworu nazwanego PO-PiS przed jego faktycznym poczęciem. Dziś zbieramy „owoce” ówczesnego klinczu ale w istocie nie chodzi o spór polityczny. Chodzi o Państwo Polskie, o jego przyszłość. Partiom politycznym nie idzie o interes państwa, o interes publiczny, o dobro obywateli. Politycy walczą o władzę i o nic więcej (no, poza interesem własnym, sukcesem osobistym oraz stanem własnego konta). Dlaczego tak się dzieje, ktoś powie: tak jest wszędzie, polityka to brudny interes. Być może ale mnie interesuje Polska. Klasa polityczna jest taka jak społeczeństwo. Politycy to nie są liderzy, wizjonerzy, ludzie realizujący misję. Ich programy i deklaracje stoją w prawie całkowitej sprzeczności z czynami. Tylko prawdziwe elity wyłaniane w naturalnym procesie rozwoju państwa są w stanie podołać zadaniu by prowadzić państwo w dobrym kierunku. Mówi się, historia lubi się powtarzać. Spójrzmy na Polskę, niegdyś przed wiekami w mądrych głowach zakiełkowała idea Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ta śmiała wizja uczyniła z małego państwa polskiego, z europejskiego średniaka potęgę na skalę kontynentu. Nastał złote wieki dla Polski aż siedemnasty wiek przyniósł czas kryzysu. Wrogie nam państwa, głównie Szwecja i Turcja zaczęły nagryzać słabszą niż wcześniej Polskę. Zaczęła się tworzyć coraz groźniejsza państwowość rosyjska. Wówczas jeszcze od nas zdecydowanie słabsza. Do tego doszły problemy wewnętrzne związane z brakiem pomysłu na prawdziwe związanie z Rzeczypospolitą ludności Rusi co skutkowało powstaniami kozackimi. I wówczas przyszła szansa, w 1657 roku podpisano Umowę Hadziacką i powstała Rzeczypospolitej Trzech Narodów, z trzecią częścią w postaci Rusi. Ale sprawy poszły za daleko, wrogowie zewnętrzni i różne partykularne interesy wewnętrzne nie dały nam czasu na zwarcie szeregów, na wprowadzenie ładu w kraju; po 2 latach po tym nowym tworze państwowym nie pozostał ślad. Przywołuję te wydarzenia nie bez kozery. Analogie z bieżącymi wydarzeniami są aż nadto widoczne ale o tym się nie mówi, to niewygodne i niepolityczne. Słuszny jest pogląd, że ostatnie 30 to najlepszy czas dla Polek i Polaków. Urośliśmy jako państwo ale sukces jest także udziałem obywateli. Ale to już czas przeszły, choć w powszechnym mniemaniu taki stan będzie trwał bez końca. Jesteśmy już po drugiej stronie wahającej się historycznej koniunktury. Kilka czynników nam sprzyjało, w tym środki europejskie czy dobra światowa koniunktura. Ale w głównej mierze sukces jest pochodną energii, przedsiębiorczości i pracowitości Polaków. Dziś jednak do głosu coraz bardziej dochodzi zachłanności aparatu państwa, coraz wyższe podatki, brak podnoszenia progów podatkowych i liczne przykłady uderzania w sektor małego biznesu, podstawy sukcesu. To tylko kilka przykładów opresyjności aparatu państwowego skutecznie rzucający kłody pod dalszy rozwój. Przykłady podważania podwalin polskiej prosperity, którą nie tworzą rządy i politycy, dobrobyt budują ludzie codzienną pracą.
Ale są także inne zagrożenia, w tym te najgorsze – wojenne, są u granic państwa. Państwo o zdrowych podstawach ma znacznie większe szanse na przetrwanie czasu niepokojów ale nie państwo bez prawdziwych Ojców Narodu (przepraszam za górnolotne słowa) u steru. W kraju, w którym trwa walka o każdy szczegół, gdy nawet najdrobniejsza sprawa przeradza się w walkę na przysłowiową „śmierć i życie” nie ma mowy o dbaniu o wspólne dobro. Partykularne interesy różnych grup górują na interesem publicznym. Dwa przykłady, ciągle istnieje KRUS co powoduje, że miliony ludzi de facto nie płaci składek na ubezpieczenia społeczne, w tym zdrowotne! Nie można tego zmienić by nie zrazić sobie rolników, to jakaś aberracja intelektualna! I druga sprawa, lobby węglowe skutecznie przed dekady paraliżowało rozwój nowoczesnych dróg rozwoju energetyki a brak energii w najbliższym czasie wydaje się nieuchronny. O obstrukcji dotyczącej sfery nauki nie będę osobno pisał, bez wyjątku wszystkie rządy od 1989 roku sabotowały jej rozwój.
Nie łudźmy się, to nie tylko Rosja nam źle życzy, Polska ze swoim potencjałem to łakomy kąsek dla wielu możnych tego świata. Obawiam się, że jest za późno na opamiętanie, wzajemne animozje, może wręcz nienawiść odbierają resztki rozsądku. Idzie czas nieuchronnego pasma porażek, trudny czas dla nas wszystkich. Kiedyś wrogie cele realizowano przy pomocy przekupionych szlachciców, mieliśmy liberum veto, w demokracji jednostka mogła skutecznie sabotować uchwały sejmowe. We współczesnej dobie manipulacja opinią publiczną jest banalnie prosta. Pyk, pyk, paru zagranicznych trolli skutecznie ogłupia i skłóca…
Zamiast społeczeństwa obywatelskiego mamy zatomizowane, podzielone społeczeństwo. Mamy wręcz wrogie nawzajem „plemiona”!
To dalekie sprawy, spójrzmy na naszą Uczelnię (pardon, Waszą, mnie z niej usunięto). Od 2005 roku gdy po raz pierwszy kandydowałem na stanowisko Rektora byłem uważnym uczestnikiem i obserwatorem życia Uczelni. Najpierw był czas panowania Rektor Tenderowej, która twardą ręką rządziła wraz z Kanclerz Kuraszewską, potem karty rozdawała ta ostatnia ale po jej usunięciu przez ekipę Rektora Szczepańskiego nadal nie widzę żadnych istotnych zmian. A czy nie ma tu ludzi z wizją, wiedzą i charakterem zdolnym do zmian jakościowych? Z pewnością są, ale to nie oni mają decydujący głos. Prawdziwych reform nie widać, nie ma prawdziwej dyskusji, nie ma ścierania się poglądów, szukania kompromisu i dróg rozwoju. To także pokłosie fatalnej Ustawy o Nauce i Szkolnictwie Wyższym, tzw. Konstytucja 2.0 dla Nauki autorstwa Gowina i PiS-u. To nie Konstytucja, to wyrok dla polskich uniwersytetów. Przypadek? Błąd? Nie sądzę, to zaplanowana gra by jeszcze bardziej osłabić polska naukę i łatwiej prowadzić swoją polityczną grę. Po co komu niezależne szkoły wyższe, zbyt duża swoboda intelektualna, niezależność poglądów stoją w sprzeczności z praktyką polityczną naszej światłej „klasy politycznej”. Uczelniami tak naprawdę jednoosobowo rządzą rektorzy, którym organy przedstawicielskie, w tym Senat w istocie są zbędne. Zachowano je li tylko dla zachowania pozorów demokracji akademickiej. Stan uczelni to emanacja szerszego kontekstu, kryzysu społecznego, który nie jest uzmysławiany przez obywateli Polski.
sobota, 10 października 2026
Post scriptum
czwartek, 24 września 2026
Ostatni tekst na blogu
środa, 12 sierpnia 2026
O systemie opieki zdrowotnej, niekończąca się historia...
niedziela, 12 lipca 2026
Katastrofa
wtorek, 7 lipca 2026
Festiwalu pustosłowia ciąg dalszy...
niedziela, 21 czerwca 2026
A to Polska właśnie
czwartek, 11 czerwca 2026
Rozdwojenie jaźni
sobota, 23 maja 2026
Wspomnienie o Profesorze Damianie Kaweckim
środa, 6 maja 2026
A to Polska właśnie...
czwartek, 23 kwietnia 2026
Jeszcze kilka słów po pobycie w Ołomuńcu
czwartek, 16 kwietnia 2026
Do niedawna program Erasmus kojarzył mi się li tylko z wymianą studencką. Mój syn Maciej, który w tym roku kończy medycynę V rok spędził w Rzymie. Ale dopiero przy okazji próby nawiązania współpracy naukowej z Uniwersytetem w Ołomuńcu dowiedziałem się, że ten program a właściwie jego wersja zwana Erasmus+ obejmuje pracowników naukowo-dydaktycznych. I tak trafiłem do Ołomuńca.
Mój tygodniowy pobyt obejmował zajęcia ze studentami anglojęzycznymi oraz wykłady dla lekarzy. Niezależnie od tej części miałem okazję korzystając z uprzejmości Profesora P. Horaka zwiedzić obiekty uczelni. Cały wydział lekarski znajduje się w jednym miejscu, zaczynając od obiektów, w których odbywają się zajęcia z nauk podstawowych aż po długą listę klinik. To duży teren, nieco pofałdowany co przypomina nieco naszą Rokitnicę. Budynki pochodzą z różnych czasów, niektóre mają sporo lat ale widać dynamiczny rozwój. Najbardziej efektownie prezentuje się budynek mieszczący oddział intensywnej terapii. W budowie jest ogromny gmach, który będzie niebawem przeznaczony na oddziały zabiegowe. Ale nawet starsze budynki stwarzają dobre wrażenie. Klinika Profesora Horaka obejmująca internę, reumatologię i endokrynologię mieści się w budynku sprzed wielu lat ale z pewnością spełnia swoje zadania. Jednego dnia Profesor zaprosił mnie na lunch do stołówki, z której korzystają pracownicy. Do wyboru jest 6 zestawów obiadowych, za które się płaci niewielkie kwoty. Jadalnia mieści co najmniej 100 osób, ale sprawia całkiem dobre wrażenie, adekwatne do miejsca i przeznaczenia.
W rozmowie Profesor stwierdził, że wszystko nieźle działa a współpraca z dyrekcją szpitala układa się bardzo dobrze. Kontrastuje to nieco ze znanymi mi realiami gdy można czasem odnieść wrażenie, że nauka „przeszkadza” zarządzającym szpitalem...
Podsumowując, znane powiedzenie „podróże kształcą” jest jak najbardziej aktualne i trafne. Warto z bliska przyglądać się innym i podpatrywać dobre wzorce.
Oczywiście niezależnie od warstwy dydaktycznej liczę, że zapoczątkowana współpraca naukowa zaowocuje w przyszłości wartościowymi wspólnymi publikacjami po realizacji wstępnie zaplanowanych projektów badawczych.
Poniżej zamieszczam kilka zdjęć z Profesorem Horakiem i dr n. med. E. Tabor, która również brała udział w programie Erasmus+ oraz obiekty kampusu.
sobota, 11 kwietnia 2026
Kilka uwag bieżących

niedziela, 5 kwietnia 2026
Komentarz Czytelnika bloga do poprzedniego tekstu
Panie Profesorze, jak zwykle mocny tekst, który w dodatku trafia w punkt. Polska to dziś Titanic. Widać już tę górę lodową, wiemy, że uderzenie nas zniszczy, ale mimo to płyniemy dalej. Żeby uniknąć zderzenia, należałoby gwałtownie skręcać, ale my tego nie robimy..., choć – z drugiej strony – może i tak za późno...
Problem w tym, że władzę w Polsce od prawie 40 lat sprawują w większości ludzie, którzy myślą tylko o tym, żeby wygrać kolejne wybory. Układ PoPis-u kompletnie się nie sprawdził. Kolejne rządy doprowadziły nasz kraj niemal do bankructwa. Większość ludzi jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, bo jakoś to wszystko jeszcze się kręci, ale prawda jest taka, że system leży i kwiczy. Rządzący się przecież wyżywią (tak to zdaje się ujął kiedyś Jerzy Urban – „Rząd się wyżywi” – mam jeszcze przed oczami tę jego wypowiedź i ten szyderczy uśmiech od jednego jego wielkiego ucha do drugiego jego wielkiego ucha).
Zwykły obywatel zostanie z prawdziwym zderzeniem z rzeczywistością. Np. ostatnio jeden ze szpitali wyznaczył termin wizyty kontrolnej (po poważnej chorobie) mojego dziecka na… 2029 rok. A to przecież przykład jeden z wielu, a przykłady mogłyby dotyczyć każdej innej sfery życia codziennego (obecnie wyliczane emerytury dla osób, które uczciwie przepracowały całe swoje życie zawodowe to niecałe 3000 zł na rękę).
Zgadzam się z Autorem – skoro politycy nie potrafią (nie chcą lub nie mogą?) dobrze rządzić, to może czas zacząć od naszego własnego środowiska? Może to u nas musi się znaleźć tych „kilku sprawiedliwych”, których należałoby promować? Potrzebujemy ludzi – przepraszam za kolokwializm – z jajami, prawdziwych państwowców, którzy nie będą patrzeć na własne portfele i stołki, tylko będą podejmować decyzje, które uratują nasz kraj, nawet jeśli im samym się to nie będzie opłacać. Tylko tyle i aż tyle...
Jeśli lekarze, naukowcy, ludzie, którzy mają jakiś autorytet nie wypromują liderów, którym autentycznie chce się działać bezinteresownie i nie wymuszą zmian, to nikt tego za nas nie zrobi. Może czas przestać prosić polityków o łaskę. Albo weźmiemy to na klatę i zaczniemy działać bezinteresownie dla Polski, albo ten statek po prostu zatonie...
A idzie ku temu, to uznaję za pewnik. W Wielką Sobotę przy święceniu pokarmów zobaczyłem coś, w co bym nie uwierzył, gdyby mi to ktoś opowiadał. W kościele z koszykiem do święcenia była pewna młoda para, ale nie z dzieckiem, tylko z psem – przepraszam, z „psieckiem”.
Inny przykład: w ostatnich dniach spłonął Krzyż Papieski. Wedle ustaleń policji przyczyną był… samozapłon od rozłożonych w pobliżu palących się zniczy. Może i tak było, tego nie podważam, dziwi mnie tylko, że miało to miejsce akurat w dzisiejszych czasach, które są przesycone - co najmniej - laicyzmem i niechęcią do Kościoła, a Krzyż ten nie uległ samozapłonowi ani razu od prawie 50 lat, odkąd istnieje. Znamienna jest jeszcze jedna rzecz: to właśnie przed tym Krzyżem Jan Paweł II wypowiedział słynne słowa: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”. W tym kontekście ten samozapłon nabiera zupełnie innego znaczenia... Jeśli ustalenia policji są słuszne, to symbolika tego zdarzenia jest porażająca. Może sytuacja faktycznie nie jest już do naprawienia, choć próbować trzeba, choćby po to, żeby móc powiedzieć, że zrobiło się wszystko, co można było i być w porządku przed samym sobą.
czwartek, 2 kwietnia 2026
wtorek, 31 marca 2026
A to Polska właśnie...
sobota, 21 lutego 2026
18 lat bloga
W życiu człowieka są ważne momenty, na pewno jedną z takich chwil jest osiągniecie wieku 18-tu lat czyli wiek uważany za granicę dojrzałości. Piszę o tym nie bez kozery, dziś właśnie mój blog uzyskał ten wiek, 21 lutego 2008 roku ukazał się pierwszy post. Dziś, z odległej perspektywy z niedowierzaniem patrzę wstecz gdyż wówczas nie sądziłem, że blog przetrwa aż tak długi czas. Od 18-tu lat blog stał się integralną częścią mojego życia choć aktywność bieżąca jest nieporównanie mniejsza niż dawniej. Dzisiejszy tekst traktuję, jako podsumowanie tych lat. W tym celu niezbędny jest opis genezy powstania bloga i cofnięcie się nawet parę lat wstecz przed rozpoczęciem jego działania.
W 2005-tym roku po raz pierwszy kandydowałem w wyborach rektorskich. W pierwszej turze w szranki stanął także Profesor Andrzej Więcek. Trzy tury nie przyniosły rozstrzygnięcia ale w każdej z nich rosła moja przewaga. Uzyskanie wymaganej większości 50% + 1 głosu było w praktyce nie możliwe wobec faktu, iż nieco ponad 60 elektorów skreślało obu kandydatów co stanowiło około 20% całego Kolegium Elektorskiego. Regulamin wyborczy zakładał, że w przypadku braku rozstrzygnięcia w pierwszym terminie w ciągu tygodnia Kolegium Elektorskie ponownie dokonuje wyboru Rektora. To oczywiste regulacje niemniej regulamin dopuszczał także zgłoszenie nowych kandydatur i wówczas do grona kandydujących dołączyła Pani Profesor Ewa Małecka-Tendera. To zdumiewający zapis, czy ktoś może sobie wyobrazić by w wyborach Prezydenta miasta lub RP ktoś mógł zgłosić swoją kandydaturę po nierozstrzygniętej pierwszej turze?! Dziś nie ma możliwości wskazania kto stał za manewrem blokującym wybór w pierwszym terminie niemniej w moim przekonaniu oczywisty był interes Pani Profesor. W czwartej turze najmniej głosów dostał Profesor Więcek a w kolejnej dokonano wyboru Pani Profesor, która uzyskała 151 głosów elektorskich czyli najmniejszą wymaganą liczbę.
Kolejne 3 lata były w mojej ocenie bardzo złym czasem dla Uczelni, kierował nią tandem: Pani Rektor i Kanclerz B. Kuraszewska metodami dalekimi od norm akademickich. Stąd moja decyzja o ponownym kandydowaniu. To oczywiście była trudna decyzja, kandydowanie przeciwko Rektorowi w pierwszej kadencji to ryzykowna decyzja i wiele osób mi odradzało start. Wówczas nie zdawałem sobie jak bardzo zagrażam interesom różnych osób i nie spodziewałem się tak brutalnych ataków na moją osobę. Przykładowo; długie miesiące otrzymywałem anonimowe sms-y prowokujące mnie do różnych działań. Nie mogłem podjąć kroków prawnych bo wówczas nie istniały dziś obowiązujące zasady ścigania stalkingu. Jesienią 2007 roku w Bibliotece Głównej przeprowadzono bardzo szczegółową analizę mojego dorobku naukowego w celu wykazania autoplagiatów co oczywiście się nie udało. Wobec tego Pani Rektor Małecka-Tendera sięgnęła po przysłowiową broń atomową i zwołała specjalne posiedzenie 20 lutego 2008 roku, co 21 lutego opisałem w pierwszym tekście bloga. Tekst zamieszczam poniżej.
Oczywiście celem tych działań był atak na mnie, jako kontrkandydata w wyborach. Byłem na tym specjalnym posiedzeniu, jako członek Senackiej Komisji Nauki. Obecni byli także członkowie Komisji Rozwoju Uczelni i Rozwoju Kadry. Pamiętam świetnie iż wiele osób głośno wyrażało dezaprobatę a nawet oburzenie przyjętą metodą ataku na kontrkandydata. Pani Rektor wydelegowała Profesora Więcka, jako prowadzącego to spotkanie, sama nie zdecydowała się stanąć twarzą w twarz ze zgromadzonymi pracownikami uczelni. Świetnie pamiętam jak prowadzący spotkanie zacytował zdanie Pani Rektor: spotkanie zwołano z powodu działalności profesora Pluskiewicza, gdyż jego działalność stała się groźna dla całej uczelni... Siedzący obok mnie jeden z Profesorów tak podsumował wydarzenia: „to jak na procesie Chodorkowskiego…” trafna uwaga dotycząca sytuacji. Tylko jaki był wspólny mianownik mojej działalności i Chodorkowskiego, czołowego rosyjskiego oligarchy?!
I procedura ruszyła, przesłuchiwał mnie Profesor E. Kucharz, pełniący funkcję rzecznika dyscyplinarnego SUM. Oczywiście nie chodziło ustalenie prawdy tylko o pokazanie mnie w złym świetle, o zniesławienie mojej osoby, jako kontrkandydata na kilka tygodni przez elekcją. Komisja się zabrała na początki lipca (wybory były w kwietniu) i w ogóle nie podjęła się procedowania bo nie było żadnych zarzutów spełniających ustawowe wymogi. Ale manewr się udał, Pani Rektor ponownie została wybrana, o ile pamiętam uzyskała 171 głosów a za mną opowiedziało się 131 osób.
Wspaniale metody, godne miana akademickich…
Pierwszy tekst bloga.
Uchwałą Rady Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym w Zabrzu z 7 lutego 2008 zostałem kandydatem Wydziału w nadchodzących wyborach.
Należy zatem postawić pytania o związek tych działań z powyższym faktem.
Nim postawię te pytania chciałbym poinformować o pewnych ważnych okolicznościach bardzo istotnych dla całej sprawy. Otóż 26 kwietnia 2007 roku odbyło się Zgromadzenie Plenarne Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Wyższych. Przyjęto wówczas „Kodeks Dobrych Praktyk w Szkołach Wyższych”. W rozdziale „Dobre praktyki w działaniach rektora” znajdują się zapisy:
Punkt 12. – Kampania wyborcza: W celu przeciwdziałania niegodnej licytacji niewykonalnych i szkodliwych dla uczelni obietnic, składanych przez kandydatów na stanowisko rektora różnym grupom wyborców, w tym także studentom, rektor w okresie trwania kampanii szczególnie aktywnie upowszechnia rzetelne informacje o stanie uczelni, jej osiągnięciach, perspektywach i ograniczeniach. Nie nadużywa też swego stanowiska w kampanii wyborczej nowych władz uczelni ani wobec kontrkandydata (gdy sam kandyduje ponownie ani wtedy, gdy definitywnie kończy swe urzędowanie. W szczególności nie wykorzystuje dostępnych tylko jemu informacji do zwiększenia szans wyborczych własnych lub preferowanego przez siebie kandydata. Reguła ta obowiązuje, o ile ma ona zastosowanie w świetle obowiązujących regulacji statutowych.
SUM nie należy do grona sygnatariuszy.
Jest faktem, że oficjalna kampania jeszcze się w SUM nie rozpoczęła (wg harmonogramu wyborczego ma trwać 2 dni robocze!), ale podjęte wobec mnie kroki stoją w sprzeczności z dobrymi obyczajami akademickimi precyzyjnie opisanymi przez Kodeks.
Jako osoba, której dobre imię zostało narażone na szwank, odwołuję się do głosu całej społeczności akademickiej naszej uczelni.
- Czy podjęte działania nie stanowią próby ingerencji w wynik przyszłych wyborów?
- Czy podjęte działania dobrze służą wizerunkowi Uczelni?
- Dlaczego Nasza Uczelnia nie podpisała Kodeksu?
- Czy brak Naszej Uczelni wśród sygnatariuszy Kodeksu oznacza przyzwolenie na nie szanowanie powszechnie stosowanych reguł w życiu akademickim w Polsce?
Do pierwszego tekstu nadeszły 22 komentarze, zamieszczam je poniżej.
Anonimowy
Mam nadzieję, że Panu się uda. Postawa tego damskiego duetu jest hańbiąca dla naszej uczelni a stosowane metody przypominają najgorsze czasy PRL-u. Należy przerwać panowanie dynastii krewnych, znajomych i powinowatych. Do głosu niech wreszcie dojdzie mądrość, wiedza i umiejętności.
4 marca 2008 21:58
Anonimowy
Panie Profesorze życzę wygranej. 5 marca 2008 00:09
Anonimowy
Az chciałoby się zacytować z "seksmisji": "ja tu widzę niezły burdel" patrząc na nasza Uczelnie. Ciekawe ile osób wie, ze nie sygnowaliśmy Kodeksu i ile jeszcze takich spraw wyjdzie. Dobrze, ze ktoś odważył się w końcu o tym pisać :)
Życzę powodzenia w wyborach. 5 marca 2008 09:07
Anonimowy
Sytuacja chyba jednak jest gorsza niż hańbiąca. To katastrofa w sferze zarządzania. Stara konstrukcja została zdemontowana, nowa to kosztowna, zjadająca własny ogon biurokracja Rektoratu.
5 marca 2008 09:43
Anonimowy
Czy podjęte działania nie stanowią próby ingerencji w wynik przyszłych wyborów? To pytanie retoryczne. To w sposób oczywisty, nieczysta gra. Ale niektórzy działają w myśl zasady cel uswięca środki. Proszę się nie dać sprowokować Panie Kolego.
5 marca 2008 10:57
Anonimowy
Trudno mówić o przestarzałym modelu dydaktycznym. W kategoriach współczesnych to my nie mamy w ogóle modelu dydaktycznego. Może na "nowych wydziałach" jest lepiej, nie wiem. Liczę na Pańskie zwycięstwo nie tylko w najbliższych wyborach, ale też w działaniu w następnych czterech latach.
5 marca 2008 17:06
Anonimowy
Panie Profesorze zgadzam się z Panem. Nasza Akademia zmieniła nazwę na Uniwersytet, a nim nie jest. Fasada przemalowana,w środku rządzi strach, osobiste ambicje i emocje. Debat zabroniono. Nie ma sporów merytorycznych. Nie wolno mieć innego zdania. Inne poglądy oznaczają napiętnowanie i wejście w grupę śmiertelnych wrogów obecnych władz. I to nie jest uniwersytet. Procedury administracyjne są fatalnie rozdmuchane,lęk przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji przez pracowników administracji skutkuje kilkunastoma pieczątkami na dowolnym piśmie co praktycznie prowadzi do paraliżu wielu spraw. Władze nie są zainteresowane rozwojem naukowym uczelni, tylko cichym posłuszeństwem Klaskaczy by budować własne królestwo. Anonim
5 marca 2008 22:21
Anonimowy
Ciekawe co słychać w sprawie zapowiadanej uchwały Senatu na temat dyrektora Szpitala Okulistycznego z ulicy Ceglanej? Tak przy okazji, najprościej byłoby skierować wniosek do Rzecznika Dyscyplinarnego (to chyba prerogatywa Rektora). Rzecznik przeprowadziłby postępowanie wyjaśniające i niechybnie skierowałby sprawę do Senackiej Komisji Dysyplinarnej. Uchwała Senatu, tak naprawdę, ma zastąpić aktywność Rektora.
6 marca 2008 15:00
Anonimowy
Ciekawe jest również stanowisko Dziekana Wydziału Lekarskiego w Zabrzu który obrał kurs "popieram Panią Rektor" , czyżby obiecano mu 'złote góry' gdzieś tam na ul. Warszawskiej ?
6 marca 2008 15:49
Anonimowy
Próby dezawuowania Pańskiej osoby to typowy dla polityki sposób walki z przeciwnikiem, walki nastawionej na jego wyniszczenie. Ale przecież Uniwersytet to nie miejsce na uprawianie polityki. To faktycznie metoda niegodziwa. Może się Pan pocieszyć, stosowana jest nie tylko w stosunku do Pana. Widać jednak, że daje sobie Pan z tym radę, spokój i rzeczowa argumentacja - to jedyne wyjście.
7 marca 2008 08:13
Anonimowy
Poczytajcie w Wyborczej z czwartku (06.03.08): Uniwersytet medyczny chce nowych szpitali. Śląski Uniwersytet Medyczny chce przejąć od samorządu województwa trzy szpitale, choć nie stać go ani na ich remontowanie, ani pomoc w oddłużaniu. Tymczasem tylko najbardziej upragniony przez uczelnię Szpital św. Barbary w Sosnowcu ma prawie 60 mln zł długu. Cały artykuł z komentarzami pod skrótem jak niżej. http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,82943,4998103.html
8 marca 2008 11:23
Anonimowy
Doskonały pomysł z tym skrótem do Wyborczej. Tekst niczego sobie. Ciekawe, dlaczego tych pomysłów nie dyskutuje się na Radach Wydziałów, czy w Senacie. Także nic na ten temat nie wiemy z protokołów Kolegiów rektorsko-dziekańskich. A może Dziekan Wydziału Lekarskiego w Zabrzu uchyli rąbka tajemnicy. Komentarze do artykułu też niezłe. Poniżej jeden cytat. „Cudownie! SUM weźmie 3 zadłużone i generujące nowy dług szpitale i doda do swoich starych długów za ACM; oczywiście nie będzie ich w stanie zrestrukturyzować, bo jest nieruchawym molochem; w międzyczasie odejdzie większość asystentów i adiunktów, bo w normalnej lekarskiej robocie zarobią dużo więcej niż w SUM-ie; na koniec zostanie dużo zadłużonych klinik i profesorowie bez asystentów.”
8 marca 2008 11:48
Anonimowy
Z ta uchwałą Senatu w sprawie pani Profesor OKULISTKI to jakaś przedziwna sprawa. W każdej uczelni i każdym przedsiębiorstwie czy urzędzie, hańbiące daną instytucję zachowania, osoby nawet super prominentnej i wcześniej zasłużonej, skutkuje usunięciem jej ze stanowiska. Postawa aktualnej władzy Uniwersytetu jest zupełnie niezrozumiała. Albo czegoś się boi albo spłaca długi. Strach się bać.
9 marca 2008 13:05
Anonimowy
Degrengolada uczelni widoczna jest również z zewnątrz. Ośrodki będące niegdyś wiodące w aspekcie diagnostyczno leczniczym, w obecnym reżimie straciły całkowicie swój charakter medyczny. Samorządy będą wolały dofinansowywać ośrodki nieakademickie , bowiem tam otrzymają usługę. Pacjentom studenci i badania naukowe (najczęściej niestety mało odkrywcze nawet jeśli zgodne ze standardami EBM) są niepotrzebne
10 marca 2008 14:24
Anonimowy
Proszę w kampanii nie zapominać o absolwentach i byłych pracownikach Śl.AM. Obecnie nie szanuje się nawet własnych nauczycieli i wyrzuca na śmietnik dawne autorytety. Dawni studenci natomiast czują coraz mniejszy związek z uczelnią. Obecni nie mają tradycji ani nowych praktyk.
10 marca 2008 14:31
Anonimowy
Szanowny Panie Profesorze, gratuluję!!! Boją się Pana! Życzę wygranej. Ps: Proszę jednak pamiętać, że prawdziwe wyzwanie nastąpi po 1-szym września 2008 i będziemy obserwowali realizację Pańskich zamierzeń. Nasza uczelnia nie może sobie pozwolić na kolejny nieudany eksperyment.
11 marca 2008 21:59
Anonimowy
Niech wreszcie nadejdzie NOWE, zanim rozpacz pochłonie to, co można jeszcze uratować. Panie Profesorze czas na Pana. Podziwiam odwagę, ale nie można pozwolić ani na jeden dzień rządów tej starej ekipy
16 marca 2008 22:28
Anonimowy
Nie moge doczekać się wyborów. Mam nadzieję, że wielu przejrzało na oczy. Z obietnic sie nie wyżyje a te składane przez obecne władze są puste jak one same. Nareszcie zbliża sie koniec.
16 marca 2008 22:30
Anonimowy
Postawmy na odważnych. Postawmy na rozsądnych. Postawmy na Polską Naukę. Dosyć miernoty i poniżania Dosyć dopisywania sie do cudzych prac i tolerowania miernoty, tylko dlatego, że korzenie swe zapuściła w rodzinie profesorskiej. Czekamy na Pana jak na jutrzenkę nadzieii.
16 marca 2008 22:35
Anonimowy
A tak wygląda akcja przed wyborcza w Politechnice Łódzkiej. Co na to władze Rektorskie SUM!? Centrum Komputerowe PŁ w porozumieniu z Komisją Wyborczą przekazuje poniższą informację od kandydata na Rektora PŁ prof. Stanisława Bieleckiego. ================================================================ Szanowni Państwo Uprzejmie informuję, że kandyduję na Rektora Politechniki Łódzkiej kadencji 2008/2012. Pragnę zachęcić do zapoznania się z moim programem wyborczym i innymi materiałami, opublikowanymi na stronie internetowej,dostępnej pod adresem: http://www.sbielecki.p.lodz.pl/. oo I tak o wszystkich kandydatach
17 marca 2008 16:55
Anonimowy
Drogi Wojtku. Jestem przekonany, ze takt i mądrość wezmą górę i Ty zostaniesz Rektorem. Pozdrowienia Daniel Kutkowski
22 marca 2008 20:01
Anonimowy
Życzę wygranej w pięknym stylu i przeciwstawnym do "stylu" obecnie panujących.
8 kwietnia 2008 22:18
Blog początkowo miał być platformą informacyjną mojej kampanii wyborczej w wyborach rektorskich a w kolejnych latach blog stał się częścią mojego życia, codzienną obserwacją wydarzeń, głównie ze świata nauki. Po 2012 i trzecich przegranych wyborach nadal był forum informacyjnym i płaszczyzną dyskusyjną choć oczywiście z mniejszą intensywnością. Najwyraźniej z powodu braku prawdziwej dyskusji dotyczącej spraw uniwersyteckich forum internetowe stanowiło i nadal stwarza takie możliwości.
Na koniec kilka liczb: liczba wejść na blog 1.391.872, liczba tekstów 1779, liczba komentarzy 6681.
Chciałbym podziękować wszystkim Czytelnikom bloga, za słowa wsparcia, komentarze i merytoryczne słowa krytyki. Za wspólne 18 lat!
niedziela, 15 lutego 2026
LEK i LDEK bez jawnej bazy pytań
W projekcie nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, który wkrótce trafi do procedowania, znalazł się zapis, zgodnie z którym w lekarskim egzaminie końcowym (LEK) i lekarsko-dentystycznym egzaminie końcowym (LDEK) nie będzie jawnej bazy pytań. – Uczenie się 70 proc. pytań z bazy na pamięć przeczy idei egzaminu końcowego – stwierdził prof. Mariusz Klencki, dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w Ministerstwie Zdrowia.
- Ministerstwo Zdrowia chce rezygnacji z jawnej bazy pytań do końcowego egzaminu lekarskiego
- W odpowiedzi na pytanie „Menedżera Zdrowia” przedstawiciel resortu wskazał, że taki zapis znalazł się już w projekcie nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty
- Prof. Mariusz Klencki, dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w Ministerstwie Zdrowia, podkreślił, że nie oznacza to, że nie będzie więcej dostępu do treści pytań po egzaminie, bowiem zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego pytania powstające za pieniądze publiczne są informacją publiczną, która podlega udostępnieniu
- Dyrektor przypomniał, jaki był cel egzaminu końcowego i dlaczego rezygnacja z wykorzystywania jawnej bazy pytań jest tak istotna
- Przedstawiciel resortu zdrowia wymienił też inne korzyści płynące z niejawności pytań egzaminacyjnych
9 lutego podczas spotkania dla mediów u wiceminister zdrowia Katarzyny Kęckiej „Menedżer Zdrowia” zapytał o zapowiadaną rezygnację z jawnej, publicznie dostępnej bazy pytań (obecnie 70 proc. pytań), znanej już przed lekarskim egzaminem końcowym (LEK) i lekarsko-dentystycznym egzaminem końcowym (LDEK). Jej ujawnienie ma ułatwić młodym adeptom sztuki lekarskiej przygotowanie się do egzaminu końcowego.
O co chodziło w egzaminie końcowym?
Prof. Mariusz Klencki, dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w Ministerstwie Zdrowia, w odpowiedzi na pytanie „Menedżera Zdrowia” podkreślił, że dyskusje wokół udostępniania bazy pytań, które pojawiają się na egzaminie końcowym, toczą się już od lat.
– Mamy za sobą wyrok Trybunału Konstytucyjnego, zgodnie z którym pytania powstające za pieniądze publiczne są informacją publiczną. Co do tego nie ma wątpliwości. Jednak co innego stwierdzenie, że jest to informacja publiczna, a co innego pytanie, czy ona podlega udostępnieniu i na jakich zasadach – zaznaczył.
Dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych zwrócił uwagę, że w całej dyskusji o jawności pytań do egzaminu końcowego chodzi o to, że egzamin ten składa się w 70 proc. z tzw. publicznie dostępnej bazy, która zawiera około dwóch tysięcy pytań. – To nie jest żaden problem, żeby do tego się przygotować – ocenił.
Nie taki był cel LEK
Mariusz Klencki przypomniał przy tym, jaki był cel egzaminu końcowego.
– Ten egzamin od swojego początku nie służył głównie temu, żeby nie dopuścić do zawodu osób do tego nieprzygotowanych, chociaż taki efekt też miał, ale to dotyczyło poniżej 1 proc. absolwentów. On głównie służył do tego, żeby zrobić obiektywny ranking młodych lekarzy do postępowania kwalifikacyjnego na miejsce specjalizacyjne, czyli żeby ci najlepiej zdający mogli wybierać specjalizacje w piewrszej kolejności – wyjaśnił.
– Odkąd ponad dwie trzecie pytań jest jawnych, ten ranking nie działa, ponieważ w każdym postępowaniu zdarza się że 30–40 osób bezpośrednio ze sobą konkurujących ma taki sam wynik LEK. Stąd ten egzamin przestaje być jakąkolwiek miarą i narzędziem do selekcji. To właśnie jest ten powód, dla którego samorząd lekarski podziela nasze stanowisko i postuluje, żeby utajnić bazę pytań – dodał dyrektor.
Prof. Klencki podkreślił również, że dodatkowo samorządowi zależy na tym, żeby ograniczyć kształcenie kadr lekarskich na nowo otwartych kierunkach lekarskich.
– Ta zmiana też się z tym wiąże, ponieważ panuje powszechne przekonanie, że nowe kierunki mogą sobie nie poradzić z zapewnieniem odpowiedniej jakości kształcenia. I w tym wypadku rzeczywiście po utajnieniu puli pytań egzamin końcowy mógłby zacząć taką funkcję intensywniej spełniać – wskazał.
Polska to bogaty kraj?
Dyrektor zwrócił przy okazji uwagę na inny problem, jakim jest w ogóle waga dobrze zwalidowanych pytań egzaminacyjnych.
– Muszę przyznać, że takie podejście do pytań egzaminacyjnych wskazuje na to, że Polska jest bardzo bogatym krajem. Dlaczego tak myślę? – zapytał.
Otóż – jak wskazał – dlatego, że w Stanach Zjednoczonych, wbrew temu, co się czasami publicznie usiłuje mówić, pytania są tajne.
– Poza tym Amerykanie wykorzystują te pytania wielokrotnie, a na koniec jeszcze sprzedają je takim krajom jak Polska, po to, by te mogły je wykorzystać przy nauce i weryfikacji wiedzy młodych lekarzy czy studentów. Pamiętajmy, że dobre pytanie to bardzo cenny zasób. Takie dobre pytanie jest niezwykle trudne do napisania. Co więcej, powinno być ono zwalidowane, co u nas w ogóle jest niemożliwe, ze względu na wspomniany wyrok Trybunału Konstytucyjnego – tłumaczył.
Dlatego – jak zaznaczył – nie myślimy w ogóle w kategoriach walidacji pytań.
– Chodzi nam o to, żeby zlikwidować wspomnianą jawną bazę pytań, które stanowią 70 proc. pytań egzaminu końcowego. Wszystko po to, żeby zdający nie wiedzieli, na jakie pytania będą musieli odpowiadać na egzaminie – podsumował Mariusz Klencki.
LEK nie jak egzamin
- w lutym 2021 r. było to 98,3 proc.
- we wrześniu 2021 r. – 97,79 proc.,
- w lutym 2022 r. – 97,45 proc.,
- we wrześniu 2022 r. – 98,83 proc.,
- w lutym 2023 r. – 97,10 proc.,
- we wrześniu 2023 r. – 99,22 proc.,
- w lutym 2024 r. – 97,86 proc.
Wcześniej było zdecydowanie gorzej – we wrześniu 2020 r. wskaźnik wyniósł 76,96 proc.
Źródło: https://www.termedia.pl/mz/LEK-i-LDEK-bez-jawnej-bazy-pytan,65929.html

.jpg)




