Coś trudno mi się oderwać od 18-tu lat pisania na blogu. Tym razem moją uwagę przykuwają wydarzenia ogólnopolskie. Zresztą zdarzało mi się czasem zajmować takimi problemami. Jednak wydaje mi się, że bieżąca chwila jest warta szczególnej uwagi choć nie będę poruszać spraw bieżących, jako samych sobie. To tylko pretekst do szerszej refleksji.
Idzie o aktualny spór o Trybunał Konstytucyjny. Nie jestem prawnikiem, nie wiem jak należy w tej kwestii działać. Ale jako myślący i krytyczny obywatel wiem, że dotarliśmy do „muru”, że stan dzisiejszy jest niedopuszczalny, absolutnie nieakceptowalny. To paraliż jednej z najważniejszych instytucji państwa. Niemniej ta sytuacja nie zaistniała wczoraj, miesiąc temu czy nawet przed rokiem. To permanentny kryzys instytucji państwa. To kryzys, który tak naprawdę zaczął się do rozpadu tworu nazwanego PO-PiS przed jego faktycznym poczęciem. Dziś zbieramy „owoce” ówczesnego klinczu ale w istocie nie chodzi o spór polityczny. Chodzi o Państwo Polskie, o jego przyszłość. Partiom politycznym nie idzie o interes państwa, o interes publiczny, o dobro obywateli. Politycy walczą o władzę i o nic więcej (no, poza interesem własnym, sukcesem osobistym oraz stanem własnego konta). Dlaczego tak się dzieje, ktoś powie: tak jest wszędzie, polityka to brudny interes. Być może ale mnie interesuje Polska. Klasa polityczna jest taka jak społeczeństwo. Politycy to nie są liderzy, wizjonerzy, ludzie realizujący misję. Ich programy i deklaracje stoją w prawie całkowitej sprzeczności z czynami. Tylko prawdziwe elity wyłaniane w naturalnym procesie rozwoju państwa są w stanie podołać zadaniu by prowadzić państwo w dobrym kierunku. Mówi się, historia lubi się powtarzać. Spójrzmy na Polskę, niegdyś przed wiekami w mądrych głowach zakiełkowała idea Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ta śmiała wizja uczyniła z małego państwa polskiego, z europejskiego średniaka potęgę na skalę kontynentu. Nastał złote wieki dla Polski aż siedemnasty wiek przyniósł czas kryzysu. Wrogie nam państwa, głównie Szwecja i Turcja zaczęły nagryzać słabszą niż wcześniej Polskę. Zaczęła się tworzyć coraz groźniejsza państwowość rosyjska. Wówczas jeszcze od nas zdecydowanie słabsza. Do tego doszły problemy wewnętrzne związane z brakiem pomysłu na prawdziwe związanie z Rzeczypospolitą ludności Rusi co skutkowało powstaniami kozackimi. I wówczas przyszła szansa, w 1657 roku podpisano Umowę Hadziacką i powstała Rzeczypospolitej Trzech Narodów, z trzecią częścią w postaci Rusi. Ale sprawy poszły za daleko, wrogowie zewnętrzni i różne partykularne interesy wewnętrzne nie dały nam czasu na zwarcie szeregów, na wprowadzenie ładu w kraju; po 2 latach po tym nowym tworze państwowym nie pozostał ślad. Przywołuję te wydarzenia nie bez kozery. Analogie z bieżącymi wydarzeniami są aż nadto widoczne ale o tym się nie mówi, to niewygodne i niepolityczne. Słuszny jest pogląd, że ostatnie 30 to najlepszy czas dla Polek i Polaków. Urośliśmy jako państwo ale sukces jest także udziałem obywateli. Ale to już czas przeszły, choć w powszechnym mniemaniu taki stan będzie trwał bez końca. Jesteśmy już po drugiej stronie wahającej się historycznej koniunktury. Kilka czynników nam sprzyjało, w tym środki europejskie czy dobra światowa koniunktura. Ale w głównej mierze sukces jest pochodną energii, przedsiębiorczości i pracowitości Polaków. Dziś jednak do głosu coraz bardziej dochodzi zachłanności aparatu państwa, coraz wyższe podatki, brak podnoszenia progów podatkowych i liczne przykłady uderzania w sektor małego biznesu, podstawy sukcesu. To tylko kilka przykładów opresyjności aparatu państwowego skutecznie rzucający kłody pod dalszy rozwój. Przykłady podważania podwalin polskiej prosperity, którą nie tworzą rządy i politycy, dobrobyt budują ludzie codzienną pracą.
Ale są także inne zagrożenia, w tym te najgorsze – wojenne, są u granic państwa. Państwo o zdrowych podstawach ma znacznie większe szanse na przetrwanie czasu niepokojów ale nie państwo bez prawdziwych Ojców Narodu (przepraszam za górnolotne słowa) u steru. W kraju, w którym trwa walka o każdy szczegół, gdy nawet najdrobniejsza sprawa przeradza się w walkę na przysłowiową „śmierć i życie” nie ma mowy o dbaniu o wspólne dobro. Partykularne interesy różnych grup górują na interesem publicznym. Dwa przykłady, ciągle istnieje KRUS co powoduje, że miliony ludzi de facto nie płaci składek na ubezpieczenia społeczne, w tym zdrowotne! Nie można tego zmienić by nie zrazić sobie rolników, to jakaś aberracja intelektualna! I druga sprawa, lobby węglowe skutecznie przed dekady paraliżowało rozwój nowoczesnych dróg rozwoju energetyki a brak energii w najbliższym czasie wydaje się nieuchronny. O obstrukcji dotyczącej sfery nauki nie będę osobno pisał, bez wyjątku wszystkie rządy od 1989 roku sabotowały jej rozwój.
Nie łudźmy się, to nie tylko Rosja nam źle życzy, Polska ze swoim potencjałem to łakomy kąsek dla wielu możnych tego świata. Obawiam się, że jest za późno na opamiętanie, wzajemne animozje, może wręcz nienawiść odbierają resztki rozsądku. Idzie czas nieuchronnego pasma porażek, trudny czas dla nas wszystkich. Kiedyś wrogie cele realizowano przy pomocy przekupionych szlachciców, mieliśmy liberum veto, w demokracji jednostka mogła skutecznie sabotować uchwały sejmowe. We współczesnej dobie manipulacja opinią publiczną jest banalnie prosta. Pyk, pyk, paru zagranicznych trolli skutecznie ogłupia i skłóca…
Zamiast społeczeństwa obywatelskiego mamy zatomizowane, podzielone społeczeństwo. Mamy wręcz wrogie nawzajem „plemiona”!
To dalekie sprawy, spójrzmy na naszą Uczelnię (pardon, Waszą, mnie z niej usunięto). Od 2005 roku gdy po raz pierwszy kandydowałem na stanowisko Rektora byłem uważnym uczestnikiem i obserwatorem życia Uczelni. Najpierw był czas panowania Rektor Tenderowej, która twardą ręką rządziła wraz z Kanclerz Kuraszewską, potem karty rozdawała ta ostatnia ale po jej usunięciu przez ekipę Rektora Szczepańskiego nadal nie widzę żadnych istotnych zmian. A czy nie ma tu ludzi z wizją, wiedzą i charakterem zdolnym do zmian jakościowych? Z pewnością są, ale to nie oni mają decydujący głos. Prawdziwych reform nie widać, nie ma prawdziwej dyskusji, nie ma ścierania się poglądów, szukania kompromisu i dróg rozwoju. To także pokłosie fatalnej Ustawy o Nauce i Szkolnictwie Wyższym, tzw. Konstytucja 2.0 dla Nauki autorstwa Gowina i PiS-u. To nie Konstytucja, to wyrok dla polskich uniwersytetów. Przypadek? Błąd? Nie sądzę, to zaplanowana gra by jeszcze bardziej osłabić polska naukę i łatwiej prowadzić swoją polityczną grę. Po co komu niezależne szkoły wyższe, zbyt duża swoboda intelektualna, niezależność poglądów stoją w sprzeczności z praktyką polityczną naszej światłej „klasy politycznej”. Uczelniami tak naprawdę jednoosobowo rządzą rektorzy, którym organy przedstawicielskie, w tym Senat w istocie są zbędne. Zachowano je li tylko dla zachowania pozorów demokracji akademickiej. Stan uczelni to emanacja szerszego kontekstu, kryzysu społecznego, który nie jest uzmysławiany przez obywateli Polski.
.jpg)





