Czytelniku, bądź współautorem bloga!

Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.



Zapraszam Czytelników bloga do nadsyłania informacji dotyczących osiągnięć i sukcesów pracowników lub absolwentów naszej Uczelni. Mogłyby to być krótkie "newsy" lub nieco dłuższe teksty na podany adres poczty elektronicznej.

Zachęcam do podpisywania wypowiedzi przez jej autora; przy braku takiej zgody list opublikuję anonimowo niemniej proszę o dane autora do mojej wiadomości.

niedziela, 22 grudnia 2019

Czytelnikom bloga życzę
Świąt Bożego Narodzenia
spędzonych z rodziną
i wiele pomyślności
w 2020 roku.

wtorek, 17 grudnia 2019

Ważne informacje z życia uczelni

16.12 po raz pierwszy zebrały się niedawno wybrane gremia kolegialne (Rada Dziedziny i Rady Dyscyplin) powołane zgodnie z zapisami Ustawy 2.0. To ważne wydarzenie, gdyż Senat musi zatwierdzić decyzje organizacyjne by można podjąć dalsze działania reformujące naszą uczelnię. To będzie długi, trudny proces.
Z pewnością kluczowym czynnikiem powodzenia działań reformatorskich będzie aktywność wszystkich pracowników uczelni i zrozumienie na czym w istocie polega reforma polskich szkół wyższych. Bez udziału szeregowych pracowników nie ma szans na sukces.

Uwagi zawarte w poniżej zamieszczonym artykule pokazują jak skomplikowaną materią jest nauka.

O ewaluacji jakości badań naukowych.
Czy, gdzie i jak warto publikować?

czwartek, 12 grudnia 2019

O plagiatach

Dziś parę zdań o plagiatach. Plagiat, czyli przepisywanie fragmentów publikacji lub zapożyczenie z innych tworów ludzkiego umysłu (tekst literacki, utwór muzyczny) jest stary jak "świat". Zdarza się pod każdą szerokością geograficzną bo natura ludzka jest wszędzie podobna. Dla nas, pracowników naukowych słowo plagiat (lub autoplagiat czyli nieuprawnione zapożyczenie z własnej pracy) kojarzy się z pracą naukową. Tak się składa, że chyba największa globalna afera plagiatowa miała miejsce w naszej uczelni. Pewien młody, ambitny i prężny doktor habilitowany był niezwykle „płodnym” autorem. Ale miał pecha, "wytropił" go doktor Marek Wroński (dziś dr hab). Skala zjawiska, a także inwencja tego pana były porażające, plagiator potrafił np. zamienić słowa macica na stercz, odpowiednio skorygować tytuł i wysłać tak spreparowaną pracę, jako własne, oryginalne badanie! Sprawa pełnej krasie wyszła na światło dzienne na parę tygodni przed nominacją profesorską i udało się zatrzymać procedurę. Kompromitacja polskiej nauki była blisko! Ten "sprytny naukowiec" odszedł z uczelni (lub został z niej usunięty, nie mam wiedzy w tej sprawie), nie wiem także czy został pozbawiony stopnia doktora i doktora habilitowanego, ale wiem, że pracował w innej szkole wyższej. W każdym bądź razie z powodu tej afery plagiatowej w Londynie spotkali się redaktorzy wiodących pism naukowych z całego świata i podjęto wówczas kroki mające zapobiegać skutecznie tego typu sytuacjom. Od tego czasu, a działo się to przed około 20 laty każda publikacja nadesłana do szanującego się pisma musi przejść przez sita specjalnego programu antyplagiatowego. Można by rzec, świetnie, jest skuteczny bat oszustów.

Ale życie bywa bardziej kolorowe niż nam się wydaje i potrafi kroić zdumiewające scenariusze.

Już parę razy spotkałem opinię, że gdy wysłana praca jest błyskawicznie zwracana z redakcji to może oznaczać, iż nie przeszła przez test antyplagiatowy. Mi się nieraz zdarzało, że publikacje wracały do mnie nawet w parę godzin lub ciągu doby od ich wysłania. Ale nigdy nikt nie zarzucił mi popełnienia plagiatu lub autoplagiatu. Aż do września br. gdy z pewnej redakcji otrzymałem żądanie usunięcia z pracy obszernych fragmentów pracy. Zaznaczono te fragmenty, np. za plagiat uznano nazwiska autorów, ich afiliację, powtarzające się pojedyncze słowa, zdania opisujące metody statystyczne itd. Po prostu kuriozum!
Proszę spojrzeć na załącznik.

Pytanie: czy o to chodziło?
Czy bezmyślny program komputerowy może tak daleko ingerować w codzienne życie?
W mojej opinii to jest absolutnie niedopuszczalne.
Proszę o komentarze i/lub własne doświadczenia w opisanej materii.

SQI-Cl-Ex-All-30-05-19-docx-splitted.pdf

niedziela, 8 grudnia 2019

O jakości nauki

Dziś chciałbym napisać kilka słów nauce w odniesieniu do metod oceny dorobku naukowego. Każdy z nas, pracowników naukowych lub naukowo-dydaktycznych podlega okresowej ocenie przez macierzystą uczelnię. Ocena indywidualnego dorobku naukowego to podstawa przy aplikowaniu o stopnie naukowe i tytuł naukowy profesora.

Istnieje wiele kryteriów oceny np.:
  • liczba publikacji,
  • liczba publikacji z pierwszym autorstwem,
  • liczba prac oryginalnych,
  • liczba prac opublikowanych na tzw. Liście Filadelfijskiej,
  • wartość sumaryczna punktacji wg Ministerstwa,
  • skumulowana wartość współczynnika Impact Factor,
  • liczba cytacji,
  • liczba cytacji z pominięciem autocytacji,
  • liczba cytacji z pominięciem autocytacji i cytacji wszystkich współautorów.

Te parametry odzwierciedlają przede wszystkim cechy ilościowe dorobku naukowego choć np. indeks cytowań to wskaźnik mówiący także o jakości dorobku. Od 2007 gdy J. Hirsch opublikował swój indeks nazwany od jego nazwiska indeksem h to właśnie ten wskaźnik jest najczęściej stosowaną metodą dla oceny indywidualnego dorobku naukowego. To wskaźnik ilościowo-jakościowy. Ciągle poszukuje się innych metod oceny dorobku, metod zdolnych do oceny cech jakościowych.

Zespól autorski składający się z Prof. B. Drozdzowskiej, dr hab. P. Adamczyka i dr K. Nogi oraz piszącego te słowa opracował całkiem nowy wskaźnik nazwany Scientific Quality Index (SQI).

Na wartość SQI składają się dwa parametry:
  • odsetek publikacji z liczbą cytacji co najmniej 10 w odniesieniu do liczby wszystkich publikacji (parametr nr 1),
  • średnia liczba cytacji na publikację (parametr nr 2).

W obliczeniu obu parametrów bierze się pod uwagę także publikacje bez cytacji. Cytacje własne i wszystkich współautorów nie są brane pod uwagę. Niezbędne dane są dostępne w bazie Scopus.

SQI jest parametrem bardziej zależnym od cech jakościowych dorobku niż indeks h. Analizę wykorzystującą SQI wykorzystano w kilku opublikowanych pracach. Wśród nich najważniejsza jest publikacja zamieszczona w Scientometrics. W tej pracy poddano analizie dorobek 480 autorów, po 40 światowych liderów z 12 różnych dziedzin medycyny. Porównano wyniki przy zastosowaniu SQI i indeksu h. Wykazano, że SQI jest metodą bardziej zależną od jakości dorobku niż indeks h. Co więcej, SQI jest jedynym wskaźnikiem, który może maleć jeśli jakość dorobku będzie spadać. Np. jeśli nowe prace nie będą wystarczająco często cytowane to oba parametry będą maleć i finalna wartość SQI zmniejszy się. Inne w/w parametry bibliometryczne nigdy nie maleją wobec czego nie mogą służyć do monitorowania jakości w czasie.

Zdajemy sobie sprawę, że SQI nie jest wskaźnikiem doskonałym np. nie nadaje się do oceny początkujących naukowców. Niemniej SQI wnosi on nowe dane w zakresie oceny jakościowej dorobku naukowego, a możliwość obserwowania zmian jakościowych w czasie to unikalna cecha odróżniająca SQI od innych wcześniej stosowanych metod. Dobre wyniki wg SQI są udziałem osób pracujących systematycznie pracujących i utrzymujących stały poziom jakości nowych publikacji. Każdorazowe obniżenie aktywności i jakości pracy musi odbić się na indywidualnej ocenie.

Od 16 marca, gdy nasza praca zastała opublikowana online zanotowano ponad 1100 ściągnięć.

W trakcie są opracowania dorobku naukowego globalnych liderów z wielu innych dziedzin nauk medycznych i te wyniki będziemy sukcesywnie publikować.

Zapraszam do lektury i nadsyłania komentarzy, pdf pracy jest pod tekstem.

Pobrania pracy SQI

Link do pobrania treści pracy "Scientific Quality Index: a composite size‐independent metric compared with h‐index for 480 medical researcher"s

niedziela, 1 grudnia 2019

Podsumowanie miesiąca

Dawniej, gdy na blogu było działo się znacznie więcej miałem zwyczaj kreślić kilka słów podsumowania minionego miesiąca. Wobec ożywienia w listopadzie i największej liczbie tekstów w roku piszę parę słów.

Listopad to był przede wszystkim miesiąc Profesora Jana Szewieczka.

Jego pięć listów opisujących różne aspekty otaczającego nas świata to wspaniały przykład erudycji, poziomu intelektualnego wypełnionego treściami humanistycznymi i wnikliwej oceny rzeczywistości jaki spotyka się niezwykle rzadko.
Niech te listy skłonią nas do zastanowienia i refleksji. Spróbujmy tak zmieniać otaczający nas świat by była możliwa realizacja szczytnej, tak ważnej społecznie misji jaką niesie słowo "Uniwersytet".

sobota, 30 listopada 2019

Pisze Profesor Szewieczek

Szanowny Panie Profesorze,

Drogi Wojtku,

Pisałem już o tym, co mnie niepokoi i co w naszym życiu publicznym mnie boli. Dzisiaj o tym, czego mi brakuje: debaty. Prawdziwej debaty. To, co dominuje w przestrzeni publicznej, to anty-debata. Debata powinna być konstruktywna, otwarta, uczciwa i równoprawna. Konstruktywna – ukierunkowana na identyfikację i rozwiązywanie problemów społecznych. (Anty-debata ukierunkowana jest na deprecjonowanie przeciwnika). Otwarta – zakładająca gotowość poznania poglądów innych rozmówców i zrozumienia ich stanowiska. (Anty-debata to agresywna prezentacja własnego stanowiska, połączona z zagłuszeniem rozmówcy). Uczciwa – opierająca się według najlepszej wiedzy każdego z uczestników o argumentację zgodną z prawdą. (Anty-debata to naginanie interpretacji faktów do potrzeb, posługiwanie się niesprawdzonymi informacjami lub wręcz kłamstwami – modnymi dziś fake newsami, to również przypisywanie rozmówcy nieprawdziwych wypowiedzi lub intencji). Równoprawna – oparta o akceptowane przez wszystkich uczestników założenie, że żaden głos nie jest mniej wartościowy. Pogląd studenta jest nie mniej ważny, niż pogląd profesora, a pogląd podwładnego – tak samo istotny, jak pogląd szefa. (Anty-debata to a priori dominacja któregoś uczestnika lub walka o dominację). Debata jest potrzebna i wartościowa.
Rozmawialiśmy Wojtku niedawno o Twoim blogu. „Jesteśmy trochę jak błędni rycerze”. Ale powiedziałeś też, że nasze refleksje mogą mieć sens. Podzielam tą opinię. Jeżeli dotrą na przykład do kogoś, kto również uważa, że przestrzeń publiczna nie musi być wypełniona anty-debatami, które wcale nie są narzędziem politycznego sukcesu, to przekona się, że nie jest osamotniony.
Nie chodzi mi jednak o „debatę o debacie”. Myślę, że potrzebna jest debata o uniwersytecie. Nawiązuję tu do Twoich, wielokrotnie wyrażanych poglądów. Universitas magistrorum et scholarium. Wspólnota nauczycieli i uczniów. Czy dzisiaj jest uniwersytet? Czy nadal jest potrzebny? Czy spełnia swoją rolę? Jesteśmy w samym centrum reformy szkolnictwa wyższego i nauki, realizowanej pod kierunkiem wicepremiera i Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosława Gowina. Jaki wpływ ma ta reforma na funkcjonowanie uniwersytetów, a szczególnie naszego?
Swoją refleksję chciałbym rozpocząć od tego, co jest największą wartością uniwersytetu. Bez której nie ma on racji istnienia. Tą wartością jest młodzież studencka. Kiedy myślę o niej, powracają wspomnienia z okresu studiów w latach 1972-1978. Strasznie dawno. Powraca też wspomnienie pewnego szczególnego dnia: 4 czerwca 1989 roku. Pierwszego dnia wolności. Nie byłem jeszcze wtedy nauczycielem akademickim. Uczestniczyłem w pracach komisji wyborczej w naszym szpitalu. Trudno opisać wzruszenie i radość z wielkiego, bezkrwawego zwycięstwa nad totalitarnym systemem narzuconym przez potężny Związek Radziecki. Ta radość mieszała się niestety z głębokim smutkiem. Plac Niebiańskiego Spokoju. Wiadomości o krwawym stłumieniu manifestacji studentów w obronie demokracji. I jeszcze czas obecny. Hongkong. Los studentów, którzy w obronie demokracji odważyli się przeciwstawić wielkiej potędze. Nasi studenci nie muszą na szczęście dla obrony demokracji ryzykować życia. Ale czy to znaczy, że wiodą beztroskie i szczęśliwe życie? Że nie muszą upominać się o swoje prawa? Czy w ramach wspólnoty uniwersyteckiej my, nauczyciele akademiccy, w autentyczny sposób troszczymy się o ich wykształcenie? Czy szanujemy ich godność? Czy jesteśmy gotowi wspierać ich, także w problemach życiowych wykraczających poza nasze zwykłe obowiązki?
Wbrew spotykanym czasem poglądom uważam, że współczesna młodzież studencka jest dojrzała, mądra i odpowiedzialna. Ogarnięci codziennym pośpiechem tracimy nieraz z oczu to, co jest najważniejsze. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Taka będzie nasza przyszłość.

Z wyrazami szacunku

Jan Szewieczek

piątek, 29 listopada 2019

W odpowiedzi Czytelnikowi komentującemu tekst Hot News

Anonimowy pisze...
Bynajmniej to dziwne, bo dane bibliometryczne są dostępne na stronie Biblioteki SUM. I z tego wynika, że co najmniej trzy osoby zatrudnione w wydziale medycznym SUM, mają dorobek większy za 4 ostatnie lata niż przynajmniej 3 osoby, które weszły w skład Rady.

29 listopada 2019 10:05

Nie każdy potencjalny członek Rady Dziedziny lub Rady Dyscypliny może się w niej znaleźć. Po pierwsze, niektóre osoby piastujące w uczelni inne funkcje np. prorektora są automatycznie wykluczone możliwości zasiadania w tych gremiach, a po drugie każdy kandydat musi wyrazić pisemną zgodę.
Powtórzę po raz drugi, szkoda, że informacje o tych kryteriach nie były opisane na stronie internetowej SUM, ale z drugiej strony czy zawsze należy szukać "drugiego dna"?!

czwartek, 28 listopada 2019

Ważny głos Czytelnika dotyczący bieżącego funkcjonowania naszej Uczelni

Anonimowy pisze...
Niezwykle ciekawym i mobilizującym do dalszej pracy naukowej pracowników Uniwersytetu, zwłaszcza tych młodych była tegoroczna forma zgłaszania osiągnięć do nagród JM Rektora. Przesłany b późnym popołudniem w piątek 22.11 na adres klinik i zakładów mail informował (najczęściej dopiero w poniedziałek 25.11} zainteresowanych, że następnego dnia tj. 26.11 odbędzie się posiedzenie komisji ds nagród. Dotychczas dysponowaliśmy kilkunastoma dniami pozwalającymi na zebranie wszystkich dokumentów potrzebnych do złożenia wniosku. Wiele osób z ważnym, również dla Uniwersytetu dorobkiem pozbawiono szans na nagrodę, a może także i czegoś więcej?

28 listopada 2019 22:32

środa, 27 listopada 2019

Hot news!

Na stronie internetowej uczelni są informacje dotyczące Rady Dziedziny i Rad Dyscypliny.
Podano skład osobowy tych nowych, ważnych gremiów.

A poniżej odpowiadam anonimowemu komentatorowi do tekstu z 24.11:

Anonimowy Anonimowy pisze...
Sukces! Pojawiły się składy Rad na stronie www.
Standardowo bez jakiegokolwiek wyjaśnienia co do kryteriów doboru - "krewni i znajomi".
Mierni, bierni ale wierni... tacy którzy się łaszą

27 listopada 2019 17:37

Kryterium dla członków Rady Dziedziny był dorobek naukowy wyrażony wartością Impact Factor,
a dla Rad Dyscyplin był dorobek naukowy wyrażony wartością Impact Factor za ostatnie 4 lata.
Zgadzam się, że kryteria wyboru powinny jawne i znane społeczności by tego rodzaju niestosowne
insynuacje nie miały pożywki...

poniedziałek, 25 listopada 2019

O Pani Profesor Bognie Pogorzelskiej-Stronczak

20 listopada 2019 r., w wieku 90 lat zmarła
prof. dr hab. n. med. Bogna Pogorzelska-Stronczak
Absolwentka pierwszego rocznika studentów naszej Uczelni

Emerytowany Kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Szczękowo-Twarzowej w Zabrzu
Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym SUM w Katowicach
profesor zwyczajny Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach
Prodziekan Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym w Zabrzu
w latach 1981 – 1987

Dyrektor Specjalistycznej Lecznicy Stomatologicznej w Bytomiu SUM w Katowicach
Funkcje tę pełniła w latach 1999 – 2006

Kurator Katedry i Zakładu Chirurgii Stomatologicznej
Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym SUM w Katowicach
w latach 2000 – 2001

odznaczona m.in.: Krzyżem Kawalerskim OOP, Krzyżem Oficerskim OOP, Złotym Krzyżem Zasługi, Złotą Odznaką PTS, Odznaką Orderem Honorowym „Laur 50-lecia ŚAM”

Żegnamy wybitnego specjalistę, wspaniałego lekarza, szlachetnego i prawego Człowieka. Szanowaną i cenioną przez współpracowników i młodzież nauczyciela akademickiego, cieszącą się autorytetem w środowisku medycznym.

Uroczystość pogrzebowa odbędzie się w dniu 02.12.2019 r. o godz. 10.00 na Cmentarzu Centralnym w Gliwicach, ul. Kozielska

niedziela, 24 listopada 2019

Dziś uwagi Profesora Jana Szewieczka o polskim życiu publicznym

Poniżej zamieszczam kolejną - jak zawsze interesującą - wypowiedź Profesora Szewieczka.

Pozwolę sobie na słowo od siebie: uwagi dotyczące zjawisk dotyczących skali krajowej można łatwo przenieść na poziom uczelni. Na szczęście nie jesteśmy "bombardowani" taką dawką propagandy jak nam serwują media (co świetnie punktuje Profesor) niemniej nie ma w naszej uczelni dyskusji o fundamentalnych problemach. Nowa Ustawa 2.0 weszła w życie a my, pracownicy nadal nie mamy wiedzy o tym jak będzie funkcjonowała uczelnia w przyszłości. Ta dyskusja powinna się toczyć od jesieni 2018 (Ustawa 2.0 została uchwalona w lecie 2018) do wiosny 2019 tak byśmy mogli się jak najlepiej przygotować do nowych zasad. Proszę pomyśleć dopiero w listopadzie powołano do życia Radę Dziedziny i Rady Dyscyplin. A czas leci, życie nie stoi w miejscu...

Szanowny Panie Profesorze,
Drogi Wojtku,

W poprzednim tekście pisałem o tym, co mnie niepokoi. Lękam się zrujnowania naszej kruchej demokracji, zbudowanej dzięki ofiarności wielu ludzi, w większości nieznanych opinii społecznej. Ale sytuacja w Wielkiej Brytanii pokazuje, że również dojrzała demokracja może zapędzić się w kozi róg, kiedy zostanie potraktowana jako cel sam w sobie.
Dzisiaj chciałbym napisać o tym, co mnie boli.
„Oto kładę dzisiaj przed tobą życie i śmierć, pomyślność i niepomyślność... Wybierzcie życie...” To „dzisiaj” z Księgi Powtórzonego Prawa pozostaje niezmiennie aktualne.
W celu działania na rzecz dobra wspólnego tworzone są nieformalne i formalne grupy wpływu, w szczególności partie polityczne. Trudno nieraz zrozumieć, czym różnią się ich programy. Wyraźniejsze różnice dotyczą reprezentowanych grup społecznych, a bardziej jeszcze – założeń i wartości, na których partie opierają swoje programy. Czyli interpretacji słów: „wybierzcie życie”. O kompromis najłatwiej w przypadku różnic programowych. Trudniej w przypadku rozbieżnych interesów różnych grup. Najtrudniej w przypadku różnic dotyczących fundamentalnych wartości. Zapewne, dlatego powstają w społeczeństwie tak głębokie podziały polityczne. Ale szacunek jest możliwy i nic nie usprawiedliwia jego braku.
Partie nie mogą funkcjonować bez komunikacji ze społeczeństwem. Informacje medialne powinny być prawdziwe i uporządkowane zgodnie z hierarchią znaczenia, a interpretacja wyodrębniona, obiektywna i kompetentna. Można wtedy mówić o „czwartej władzy”, tworzącej demokratyczną kontrolę nad władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądownicza. Warunkiem jest niezależność mediów od trzech pierwszych form władzy oraz grup interesu. Nie słyszałem o kraju, w którym taki model funkcjonowałby w sposób idealny. Ale słusznie oczekujemy tego od polskiej telewizji publicznej. Najwidoczniej założono jednak, że społeczeństwo nie jest zdolne do zrozumienia i zinterpretowania źródłowych informacji. Dlatego otrzymujemy dietetyczną papkę, przyrządzoną ze zmiksowanych fragmentów informacji, interpretacji, przypuszczeń, czasem plotek, przyprawioną zgodnie z politycznym zapotrzebowaniem. Mimo całej życzliwości dla rządu, potrawa taka przyprawia o mdłości. A rządowi i rządzącej partii wcale nie służy: blokuje informacyjny feedback oraz odstręcza tych, którzy wahają się, komu udzielić poparcia. Konkurencyjna telewizja, reprezentująca opozycję, nie jest niestety lepsza. Obydwie „kuchnie” prześcigają się w politycznej nachalności. Trzecia telewizyjna „kuchnia” w tym wyścigu na szczęście trochę odstaje. Smutno patrzeć na ekspertów, którzy nie potrafią ukryć stronniczości. Nawet słuchacz niezorientowany w przedmiocie zorientuje się, że taki ekspert w rzeczywistości występuje w roli publicysty, kiedy kieruje pod adresem jednej ze stron sporu wyłącznie krytykę albo pełną akceptację. Tymczasem nie zdarza się, aby osoba, projekt lub zdarzenie było całkowicie białe albo zupełnie czarne.
„Restauracje telewizyjne” mają zapewne swoje grupy smakoszy, stałych bywalców. Ale wydaje się, że chcąc pozyskać większą popularność, należałoby rozważyć zmianę menu, zwłaszcza głównych „dań” informacyjnych i publicystycznych. Chciałbym, oglądając kiedyś w polskiej telewizji publicznej taki program pomyśleć sobie: „dzięki Bogu, nikt mną nie próbuje manipulować”. W odniesieniu do telewizji niepublicznych nie śmiem nawet o tym marzyć, ale kto wie? Cuda się zdarzają. Gdyby Pan Profesor słyszał coś na ten temat, będę wdzięczny za wiadomość.

Z wyrazami szacunku
Jan Szewieczek

O naszej uczelni

W dzisiejszym świecie kluczową rolę w zakresie przekazu informacji odgrywają media elektroniczne. Tą drogą błyskawicznie docierają informacje do odbiorców znajdujących się w jakimkolwiek zakątku świata.
Tak niestety nie dzieje się w SUM. Ważne informacje nie trafiają na stronę wwww.sum.edu.pl.

Dwa przykłady z minionego tygodnia: Senat wreszcie, z wielomiesięcznym opóźnieniem zatwierdził skład nowych organów w uczelni Rady Dziedziny i Rad Dyscypliny, ale o tym nie ma ani słowa na stronie internetowej.
I druga sprawa, 20.11 zmarła Prof. Bogna Pogorzelska-Stronczak, emerytowany pracownik uczelni, kierownik Katedry Chirurgii Szczękowo-Twarzowej, piastująca w latach 1981-1987 funkcję Prodziekana ds. stomatologii. Pani Profesor była absolwentką pierwszego rocznika studentów Śląskiej Akademii Medycznej. Nie znajdziemy odpowiedniej informacji na stronie SUM.

sobota, 23 listopada 2019

Profesor Jan Szewieczek o polskich sprawach

Szanowny Panie Profesorze,

Drogi Wojtku,

Dziękuję za dobre słowa, na które chciałbym zasłużyć. Moja ukochana Żona była jedyną osobą, która zgłosiła disagreement do mojego ostatniego tekstu. Staś ukończył już 8 miesięcy. Prawda. Wiem o tym. Nie chciałem nikogo wprowadzić w błąd. Chodziło mi o jego spojrzenie, nie o dokładny wiek. Ale słusznie, należy być dokładnym.
Jeżeli pozwolisz, chciałbym podzielić się refleksją na temat demokracji. Wspomniałeś o naszej aktywności w Senacie od 2005 roku. Senat to taki nasz uczelniany parlament. Był to dla uczelni trudny czas. Nasz „statek” dryfował, tonął. Pani Rektor musiała podejmować trudne i kontrowersyjne decyzje. Konieczność demokratycznego procedowania zmian nie ułatwiała sterowania uczelnią; w odległej perspektywie okazała się chyba jednak zbawienna. Ty, Profesor i kontrkandydat w wyborach na stanowisko rektora, stanowiłeś „twardą”, chociaż merytoryczną opozycję. Chyba masz taki gen opozycjonisty i nadstawiania karku w imię idei. Ja byłem zwykłym doktorem, reprezentującym wydział, który miał być zlikwidowany. Ale sądziłem, że moim obowiązkiem jest przedstawianie stanowiska, które uważałem za optymalne dla wydziału i uczelni. Nie zawsze było to in line z przedstawianymi projektami. Więc nie dziwiłem się, że szacunek Pani Rektor dla mnie mieszał się czasem z wyraźną irytacją. Mój wieloletni kolega, przełożony i przyjaciel (chociaż przyjaźń nasza bywała „szorstka”), Profesor Jan Duława, cieszący się autorytetem zarówno u władz, jak i w środowisku uczelni, obawiał się czasem, abym nie przebrał miarki. Brał ryzyko na siebie i mówił mi: „ty tego nie mów, ja to powiem”. Profesor Duława, poza tym, że jest wybitnym lekarzem, jest też (właśnie on) humanistą, poetą i znawcą etyki oraz szerzej – filozofii. Obserwowałem ciekawe zjawisko, kiedy Profesor zabierał w Senacie głos. Obydwie strony sporu były równocześnie przekonane, że podzielił ich stanowisko, albo równocześnie przekonane, że wyraził dezaprobatę. Jednak podobne zjawisko zgodności opinii stron sporu, na przykład w odniesieniu do wyroków sądu, zdarza się raczej rzadko. Zwykle jedna ze stron z wyrokiem się zgadza, a druga go kontestuje.
W latach osiemdziesiątych (poprzedniego tysiąclecia!) pracowałem jako lekarz zakładowy w nieistniejącej już kopalni węgla Kleofas. Brałem udział w akcjach ratowniczych. Pamiętam paniczny lęk, kiedy wyposażony w aparat ucieczkowy czołgałem się przez zrujnowany tąpnięciem chodnik, by dotrzeć do górnika, która – jak się okazało – już nie żył. Ubiegając się w ubiegłym roku o przyznanie emerytury, zwróciłem się do ZUS o uwzględnienie okresu zatrudnienia w szczególnych warunkach. Zakwestionowałem też sposób obliczania łącznej liczby dni okresów składkowych i nieskładkowych. ZUS nie uwzględnił mojego odwołania. Osiem lat pracy w górnictwie – to zbyt krótko. Uznałem, że nie jest to sprawiedliwe i odwołałem się do sądu. Przygotowałem pismo procesowe (tak jak umiałem), a znajoma pani prawnik stwierdziła, że może być. W piśmie tym pozwoliłem sobie między innymi zakwestionować konstytucyjność rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 2011 roku. Powołałem się na artykuł 2. Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Rozprawę prowadził Pan Sędzia Sądu Okręgowego w Katowicach Krzysztof Hejosz, który moje odwołanie oddalił. W obszernym, ustnym i pisemnym uzasadnieniu stwierdził, że „wątpliwości, które odwołujący podniósł, ... z punktu widzenia czysto poznawczego są interesujące”, ale „sąd nie może wyjść poza granice wyznaczone zakresem samego odwołania oraz treścią zaskarżonej decyzji”. Nieznający mnie sędzia prowadził rozprawę z szacunkiem, a nawet, powiedziałbym, sympatią (praca lekarza rozwija zmysł odbioru sygnałów niewerbalnych), a ja przyjąłem ten wyrok również z szacunkiem, a nawet, co ciekawe, z satysfakcją. Po pierwsze – uzasadnienie było logiczne, po drugie – miałem poczucie, że w sprawie mojej emerytury zrobiłem wszystko, co należy.
Dlaczego o tym piszę? Otóż martwi mnie, kiedy przedstawiciele środowiska prawniczego, w tym wybitni i szanowani sędziowie przedstawiają opinie, z których wynika, że teraz każdy może zakwestionować wyrok wydany przez polski sąd w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, gdyż ich zdaniem, ta, czy inna ustawa jest niekonstytucyjna, ten, czy inny organ władzy sądowniczej powołano z naruszeniem konstytucji, ten, czy inny sędzia wybrany został w sposób nieważny. Myślę, że fundamentem demokracji jest społeczna zgoda na przestrzeganie uzgodnionych reguł, bez względu na to, czy skutki są dla mnie w danym momencie korzystne, czy nie. Mogę mieć taką czy inną opinię i mogę ją wyrażać, ale nie mogę przekraczać granic, które wynikają z reguł demokracji i ukształtowanego w oparciu o nią prawa. Wyrok sądu może mi się podobać lub nie, ale muszę uznać jego ważność, nie rezygnując z prawa do odwołania się. Kwestionowanie porządku prawnego poprzez przyznanie sobie prawa do orzekania o konstytucyjności ustaw lub ważności wyboru sędziów podważa fundament demokracji. Drogą do zmian jest przekonanie większości społeczeństwa o słuszności swoich poglądów i uzyskanie poparcia w wyborach. Tragicznych przykładów alternatywy dla porządku demokratycznego jest w otaczającym świecie aż nadto.

Z wyrazami szacunku
Jan Szewieczek

P.S. Dziś trochę krytycznie o opozycji, następnym razem, jeżeli Bóg pozwoli, poświęcę kilka refleksji (też krytycznych) rządzącym, również w kontekście demokracji. Mam takiego życiowego pecha, że co zmiana władzy, to mnie „wiatr historii” pcha w stronę opozycji. Ale Ty chyba też masz tego pecha.

czwartek, 21 listopada 2019

Ważny głos Profesora Jana Szewieczka, humanisty, etyka, lekarza

Szanowny Panie Profesorze,

Drogi Wojtku,

Bardzo cenię Twoją determinację w tworzeniu nieformalnej platformy dyskusji akademickiej. Dlatego ośmielam się podzielić jeszcze inną refleksją. Mój najmłodszy wnuk, półroczny Staś, ma oczy wyrażające ciągłe zadziwienie otaczającym go światem. Muszę przyznać, że również ja, jego blisko 70-letni dziadek, też ciągle się dziwię. Może to taki gen zadziwienia?
Wspominałem, że cenię rozmowy ze studentami. Są inspirujące. Dzisiaj, podczas wykładu dla studentów wydziału lekarskiego padły pytania dotyczące stanu terminalnego i eutanazji. Tak się składa, że w szpitalu właśnie poproszono mnie o opracowanie procedury opieki nad chorym w stanie terminalnym. Wiele razy rozmawialiśmy w gronie koleżanek i kolegów nad tym niezwykle trudnym i ważnym tematem. Zacząłem analizować akty prawne, w których spodziewałem się znaleźć zapisy dotyczące opieki terminalnej. I tu moje zadziwienie: w polskim prawie (o randze ustawy lub rozporządzenia Ministra Zdrowia) nie znalazłem niczego na temat stanu terminalnego, opieki terminalnej, terapii daremnej. Ale, może się mylę? Będę wdzięczny za poprawienie mnie.
Kodeks Etyki Lekarskiej określa, że „w stanach terminalnych lekarz nie ma obowiązku podejmowania i prowadzenia reanimacji lub uporczywej terapii i stosowania środków nadzwyczajnych. Decyzja o zaprzestaniu reanimacji należy do lekarza i jest związana z oceną szans leczniczych.” Ale co oznaczają pojęcia „stan terminalny” i „uporczywa terapia” – tego Kodeks nie określa.
Zawód lekarza był zawsze zawodem trudnym i niebezpiecznym, na przykład z powodu narażenia na kontakty z agresywnymi pacjentami, a bardziej jeszcze – kontakty ze śmiertelnie groźnymi patogenami – z czego mało kto zdaje sobie sprawę. Dzisiaj dochodzi do tego zagrożenie penalizacją wszelkich decyzji lekarza, które w jakikolwiek sposób można poddać w wątpliwość. Obarczenie lekarza odpowiedzialnością za podjęcie decyzji o odstąpieniu od procedury, która w oczywisty sposób jest terapią daremną (to określenie jest właściwsze od „terapii uporczywej”), bez stworzenia podstaw prawnych, jest nieporozumieniem. Człowiek ma prawo godnie umrzeć, kiedy jego życie dogaśnie. Bez szarpania, reanimowania, wożenia do szpitala, podłączania do respiratora i stosowania innych procedur, przedłużających umieranie, a nie życie. A takie sytuacje nie należą do rzadkości i będzie ich coraz więcej.
Oto pewna (powiedzmy, że hipotetyczna) historia, ilustrująca problem. U pewnej starszej kobiety pojawiły się objawy wskazujące na rozpoczęcie się agonii. Chora przebywała w domu, otoczona kochającą rodziną. Poproszono więc doświadczonego lekarza. „Bądźcie przy niej i pozwólcie spokojnie odejść”. Ktoś jednak zatroskany, czy na pewno nie da się babci uratować, wezwał zespół pomocy doraźnej. Przyjechało dwóch młodych ratowników. Podali katecholaminy, podłączyli kroplówkę. Ciśnienie wzrosło, chorą zabrano do szpitala. Ktoś powiadomił o sukcesie telewizję. Publicznie napiętnowano postawę lekarza, który stracił pracę. Z uznaniem przedstawiono wzorową postawę ratowników. Chora przeżyła jeszcze trzy dni. Zmarła w szpitalu, w nocy, w samotności (w izolatce). (O tym telewizja już nie informowała, to było przecież bez znaczenia w świetle faktu uratowania chorej życia przez młodych ratowników). Wszyscy mają poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Poza starym lekarzem, który nie chciał starej kobiecie przedłużać umierania. Na pewno nie odważy się więcej podjąć decyzji o odstąpieniu od reanimacji, ani on, ani ci, którzy oglądali ten program w telewizji.
Jestem profesorem medycyny i pewnie o moim losie będą kiedyś decydowali moi obecni studenci. Kiedy stanie się oczywiste, że nadszedł schyłek mojego życia, chciałbym, aby pozwolono mi spokojnie odejść. „Odłożyć łyżkę” – jak mawiał ksiądz Jan Kaczkowski. W obecności rodziny, w obecności księdza – jeśli będzie to możliwe. Bez szarpania, bez reanimowania, bez ratowania „za wszelką cenę”, bez dokładania cierpienia.
Istnieją dobrze opracowane „Wytyczne postępowania wobec braku skuteczności podtrzymywania funkcji narządów (terapii daremnej) u pacjentów pozbawionych możliwości świadomego składania oświadczeń woli na oddziałach intensywnej terapii” profesora Andrzeja Küblera i współpracowników. Istnieje „Nowa Karta Pracowników Służby Zdrowia” Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia. Są przygotowane materiały, poświęcone stanom terminalnym i problemowi terapii daremnej, na których można się oprzeć. Wydaje się, że bez względu na przekonania religijne, przeważająca część społeczeństwa oraz środowiska lekarskiego podziela pogląd, że człowiek ma prawo do godnej śmierci, co oznacza również zaoszczędzenie mu daremnej terapii. Myślę, że konieczne jest włączenie tych zagadnień na przykład do „Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta”. W praktyce klinicznej zawsze będą pojawiały się wątpliwości dotyczące stwierdzenia stanu terminalnego. Jednak wyposażenie lekarza w solidne wsparcie prawne oraz pogłębione kształcenie w tym zakresie uchroniłoby wielu chorych przed przedłużaniem cierpienia umierania w imię źle pojętego obowiązku walki o życie „za wszelką cenę”.

Z wyrazami szacunku
Jan Szewieczek

P.S. Na pytanie o eutanazję odpowiedziałem, że jest ona w Polsce prawnie niedozwolona oraz, że jest sprzeczna z podstawowymi zasadami opieki paliatywnej. A także, że odstąpienie od terapii daremnej nie ma nic wspólnego z eutanazją – są to dwa błędne bieguny źle pojętej opieki paliatywnej.

niedziela, 17 listopada 2019

List Profesora Jana Szewieczka

Publikuję poniżej list jaki przesłał mi Profesor Jan Szewieczek. Tekst ważny i bardzo aktualny na wielu płaszczyznach. Profesor porusza problemy dotyczące medycyny, w szczególności geriatrii, bardzo ważnej i zaniedbanej dziedziny medycyny. Pisze o jakości procesu dydaktycznego przez pryzmat humanistycznego wymiaru medycyny. I jestem przekonany, że Profesor w codziennej pracy zawodowej i dydaktycznej realizuje opisywane, wysokie oczekiwania społeczne jakie mamy wobec lekarza i nauczyciela akademickiego.

Profesora znam od 2005 roku gdy zasiadałem w Senacie naszej uczelni. To były trudne, burzliwe czasy, gdy nie było łatwo publicznie wypowiadać poglądy odmienne od prezentowanych przez ówczesną Rektor Prof. E. Małecką-Tenderę. Ale Profesor zawsze prezentował najwyższe standardy akademickie przedstawiając swe poglądy w sposób wyważony, uzasadniając je merytorycznie. Takie osoby są niezmiernie ważne w dyskusji publicznej, ale jakże rzadko spotykane. Dziś, nie tylko w świecie polityki, poważna, merytoryczna dyskusja pozbawiona personalnej nuty prawie całkowicie zniknęła.


środa, 13 listopada 2019

Przeczytane w mediach

Dziś portal Onet.pl informuje, że w czasie 4 lat rządów PiS-u średnie wynagrodzenie wzrosło o 21%.
A wynagrodzenia pracowników naukowo-dydaktycznych wzrosły o kilka procent.
Co więcej, wg moich informacji budżet na przyszły rok nie przewiduje wzrostu płac w szkołach wyższych.
Równania w dół ciąg dalszy.
Komu są potrzebne uniwersytety?!

NIHIL NOVI SUB SOLE...

Z życia kraju

Ciekawe było wczorajsze wydarzenie z Senatu: nastąpiła zmiana na stanowisku Marszałka Senatu i chirurga Stanisława Karczewskiego zastąpił inny chirurg Profesor Tomasz Grodzki.
Może to dobry znak dla nauki? Może nowy Marszałek coś dobrego uczyni dla polskiej nauki i medycyny?

niedziela, 10 listopada 2019

Apel o wsparcie dla Polaków na Kresach

Szanowni Państwo

Nasza Fundacja Pomaganie Łączy Ludzi wraz z Towarzystwem Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Bytomiu organizuje świąteczną pomoc dla rodaków na kresach,proszę o rozpowszechnienie tej wiadomości, poniżej treść oraz plakat w załączniku.
z poważaniem

Wiesław Nowakowski

„Jedynie prawdziwy człowiek zauważy potrzeby innego człowieka. Jedynie człowiek wielkiego serca wyciągnie doń pomocną dłoń”. Tymi słowami zwracamy się z prośbą o pomoc w organizowanej akcji świątecznej. Po raz drugi nasza fundacja „Pomaganie Łączy Ludzi” w Knurowie wspólnie z Towarzystwem Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Bytomiu pod patronatem „Lwowskiej Fali” z Radia Katowice organizuje pomoc naszym rodakom na dawnych ziemiach Rzeczypospolitej. Nasze akcje: „NIECH ZAŚWIECI GWIAZDKA DLA POLAKÓW NA WSCHODZIE” i „PODARUJ PACZKĘ POLAKOM NA KRESACH” łączy ten sam cel, pomoc rodakom na Kresach. Wyruszymy wspólnym transportem w pierwszych dniach grudnia do naszych rodaków z Mościsk, Strzelczysk, Łanowic, Biskowic, Wojutycz, Sambora, Lwowa, być może również do innych miejscowości w przypadku zebrania większej ilości darów. Będziemy zbierać słodycze dla dzieci, produkty żywnościowe lub gotowe paczki w których mogą się znajdować: kawa, herbata, kakao, owoce i warzywa w puszkach, konserwy mięsne i rybne, wędliny w hermetycznym opakowaniu, środki czystości, art. papiernicze (np. kredki, flamastry, piórniki) nie możemy zapomnieć o kartkach z życzeniami.
Produkty można dostarczyć do 27 listopada do:
– siedziby fundacji, ul. Szpitalna 3 w Knurowie,
– wszystkich szkół, przedszkoli i bibliotek na terenie Gminy Pilchowice,
– Biblioteki Publicznej w Gierałtowicach, ul. Ogrodowa 47,
– siedziby Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Bytomiu ul. Moniuszki 13

Przyjmujemy też wpłaty pieniężne na ten cel na konto: BANK SPÓŁDZIELCZY W SOŚNICOWICACH: 24 8460 0008 2001 0004 1957 0001
z dopiskiem „PODARUJ PACZKĘ RODAKOM NA KRESACH”

Wpłaty z zagranicy: POLUPRPL PL24846000082001000419570001

Bardzo liczymy na Państwa pomoc w organizowanej akcji.
Z góry dziękujemy za każdą darowiznę czy przekazaną złotówkę.
Fundacja „Pomaganie Łączy Ludzi”
Knurów ul. Szpitalna 3, telefon:793 401 606
www.pomaganielaczyludzi.pl
e-mail: fundacjapl70@gmail.com

czwartek, 7 listopada 2019

O polskiej nauce

Informacja podana na blogu 30-tego października dotycząca rozstrzygnięcia konkursu na wyłonienie polskich uczelni o statusie „uczelni badawczych” wzbudziła spore zainteresowanie Czytelników. Nauka to ważny, wręcz kluczowy element funkcjonowania uczelni. Z tego powodu warto na chwilę się pochylić na tym problemem, także w kontekście wyłonienia wiodących polskich uczelni.
Nim przejdę do tej kwestii chciałbym jednak wcześniej przedstawić parę ogólnych uwag prezentujących moją drogę życiową przez pryzmat doświadczeń w działalności naukowej. Sądzę, że zawsze praca dotycząca jakiejkolwiek dziedziny ludzkiej aktywności daje osobistą wiedzę dającą podstawę do formułowania wiarygodnych ocen.

W mojej uczelni, Śląskim Uniwersytecie Medycznym pracuję od 1994 roku. Studia na wydziale lekarskim w Zabrzu ukończyłem w 1982 roku, roku stanu wojennego. Dla osób czynnie zaangażowanych w działalność w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów co było przez ówczesne władze komunistyczne postrzegane, jako wyraz postawy antypaństwowej nie było miejsca w uczelniach. Dlatego w latach 1982-1984 byłem zatrudniony w Zespole Opieki Zdrowotnej a od 1984 w Państwowym Szpitalu Klinicznym nr 1 w Zabrzu. Od początku pracy zawodowej w 1982 roku docent Edmund Rogala, ówczesny szef Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych i Alergologii przyjął mnie na wolontariat. Od godziny 8 do 11 pracowałem na oddziale jako asystent, a później przyjmowałem pacjentów w różnych zabrzańskich poradniach podległych ZOZ-owi. Jeździłem także w karetce pogotowia ratunkowego, a po uzyskaniu specjalizacji z chorób wewnętrznych w 1989 roku także w karetce „R”. To była dobra szkoła życia i nauki zawodu: solidne szkolenie na oddziale + medycyna uprawiana w poradniach rejonowych i zakładowych oraz w pogotowiu. W tych latach siłą rzeczy uczestniczyłem w działalności naukowej, gdyż w każdy czwartek w jednostce kierowanej przez docenta a niedługo potem profesora Rogalę odbywały się zebrania naukowe. Każdy z nas, lekarzy musiał kilka razy w roku przedstawiać wybrane tematy naukowe. Ale na tym moja aktywność naukowa się kończyła, nie brałem udziału w realizacji projektów badawczych, nie prowadziłem także zajęć dydaktycznych. Ale Profesor Rogala wielokrotnie namawiał mnie bym zajął się pracą naukową do czego się wcale nie paliłem. Efektem tych działań miało być uzyskanie stopnia doktora. Dojrzałem do takiej decyzji dopiero w styczniu 1992 roku. Profesor podsunął mi temat dotyczący osteoporozy, gdyż na oddziale leczyło się wielu pacjentów z astmą oskrzelową stosujących glikokortykosteroidy i wtórna osteoporoza była poważnym problemem. Wziąłem się ostro do pracy i w już w marcu 1993 roku obroniłem pracę doktorską. I tak Profesor Rogala pokierował moim dalszym życiem z czego wówczas sobie kompletnie nie zdawałem sprawy. W czasie realizacji badań do doktoratu przekonałem się, że nauka może być fascynującym zajęciem i rzuciłem się w wir pracy badawczej. Moje wysiłki zostały dostrzeżone, a że komunistyczne macki już nie działały w 1994 roku zostałem pracownikiem uczelni na stanowisku adiunkta (nigdy nie byłem asystentem). A dalej sprawy się szybko potoczyły; w 2000 uzyskałem stopień doktora habilitowanego, a w grudniu 2003 roku nadano mi tytuł naukowy profesora. Od 2001 roku prowadzę pierwszy w polskich uczelniach medycznych Zakład Chorób Metabolicznych Kości, który powstał z mojej inicjatywy w ramach Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Diabetologii i Nefrologii kierowanej przez Profesora W. Grzeszczaka. Znalazłem tu sprzyjające miejsce do dalszego rozwoju naukowego i kontynuowałem tę pasję. W latach 1997-2019 opublikowałem 101 prac oryginalnych na łamach periodyków o światowym zasięgu z tzw. Listy Filadelfijskiej. Dziś moje prace mają 1616 cytacji a współczynnik h=23 (wg bazy Scopus z 7.11.2019). 21 osób uzyskało pod moją opieką stopień doktora nauk medycznych.

Te doświadczenia uzyskane w pracy badawczej dają mi możliwość odniesienia się do bieżących wydarzeń dotyczących nauki.
Generalnie, pomysł by wyróżnić najlepsze polskie uczelnie i nadać im status „uczelni badawczych” uznaję za dobry. Wyróżnionym uczelniom należą się gratulacje, choć tak naprawdę wzrost finansowania o 10% przy tak skandalicznie niskim bazowym poziomie finansowania pozostanie prawie niezauważalny. To tylko malutki kroczek we właściwym kierunku. Wielokrotnie pisałem o nauce; to niezwykle skomplikowana materia. Naukę tworzą przede wszystkim ludzie, a środki finansowe, aparatura i wsparcie służb administracyjnych to dopełnienie ich pasji i pomysłów badawczych.

Same pieniądze nic nie znaczą. Człowiek jest najważniejszy.

Motorem postępu zawsze są młodzi, ambitni ludzie A tych nam najbardziej brakuje. Naukę powinny „robić” zespoły badawcze, w których musi być miejsce dla początkujących, ambitnych adeptów nauki, a na ich czele powinni stać prawdziwi liderzy wytyczający szerokie horyzonty poznawcze.
Najbardziej nam brakuje całościowego systemu organizacji pracy naukowej. Systemu zdolnego do wykreowania liderów, na których powinna opierać się praca badawcza. Dziś mamy system biurokratyczny, dla którego najważniejsza jest procedura i dobrze wypełnione tony sprawozdań. Nie ma systemu motywacyjnego, a samą pasją badawczą nie da się utrzymać rodziny.
Ścieżka kariery naukowej musi zapewniać sukces nie tylko w sferze prestiżu ale także w skali materialnej. Dziś nie ma takich możliwości, indywidualny dorobek naukowy z żaden sposób nie przekłada się na wynagrodzenie w uczelni. A przecież sukces wybranych uczelni badawczych to suma sukcesów poszczególnych osób. Czy ci badacze, którzy mają dziesiątki a nawet setki publikacji zarabiają więcej niż ich koledzy z dorobkiem wielokrotnie mniejszym? Nie, na ich konta wpływają takie same kwoty. Ten przykład pokazuje, że pozornie trafiona, światła idea tworzenia instytucjonalnych liderów nauki polskiej w skali krajowej w istocie pomija najważniejszy czynnik, człowieka.
Proponowane działania nie zastąpią ścieżki indywidualnej kariery.
Mamy pracować coraz lepiej, coraz efektywniej, zarywać noce, pracować w weekendy zamiast odpoczywać li tylko w imię szczytnego celu. To się nie może udać, idee tworzone w imię biurokratycznego a nie humanistycznego pojmowania świata prowadzą donikąd.

I na koniec kilka słów odpowiedzi na anonimowe (niestety) komentarze Czytelników (z 31.10 godz. 20;12 i 1.11 godz. 12.39).
Nie można zrzucać winy na aktualne władze SUM. Nauka to proces, ciąg zdarzeń liczony w dekadach. Dzisiejsza sytuacja to efekt błędów z wielu, wielu lat. Fatalnej polityki na poziomie kraju, ale także błędów w samej uczelni Pamiętam jak przed laty ówczesny najpierw Prorektor ds. Nauki a potem Rektor Prof. Tadeusz Wilczok usiłował nadać nauce odpowiednią rangę. Ale było to za mało, potrzebne są działania obliczone na dekady, wsparte zmianami prawa stanowionego w Sejmie RP. Bez zmian ustawodawczych nawet najlepsze pomysły tworzone na „dole” nie mają większych szans na wcielenie w życie.

I tu docieramy do sedna sprawy: nauka i szerzej szkolnictwo wyższe nie znajduje się w obszarze zainteresowania polskiej klasy politycznej. Trzy dekady od 1989 roku to wystarczająco długi okres by skonstatować, że nie dziś najmniejszych widoków na rzeczywisty skok jakościowy polskiej nauki. Tak jak jesteśmy tłem dla świata (traktując problem całościowo bo przecież są przykłady indywidualnych spektakularnych sukcesów) tak będzie nadal, a nasze najlepsze uniwersytety nie mają szans na wskoczenie choćby do pierwszej setki w globalnych rankingach.

środa, 6 listopada 2019

Zbiórka na rzecz Włodzimierza Bukowskiego

Witajcie!! Umarł Wołodia Bukowski. Starsi z nas pamiętają doskonale jego genialną książkę "I powraca wiatr", młodsi powinni kojarzyć "Moskiewski proces". Tak czy inaczej był to człowiek wybitny- wspaniały rosyjski antykomunista, człowiek, który był przyjacielem Polski i Polaków. Umarł w Anglii, rzec można w zapomnieniu, bo z Rosją Putina było mu nie po drodze. Poniżej przesyłam maila, którego dostałem od mojego przyjaciela Adama Borowskiego, który przyjaźnił się z Bukowskim. Myślę, że jesteśmy Wołodii coś winni, za jego antykomunizm, lata więzień i psychuszek. Oddajmy mu tą ostatnią przysługę i wykupmy wspólnie kawałek ziemi na grób na cmentarzu w Londynie. Wołodia zasługuje na to jak nikt inny.

Liczę na Was
Przemek Miśkiewicz

Drodzy Przyjaciele, Szanowni Państwo, jak wiecie zmarł Władimir Bukowski. Jego wielkość i zasługi są powszechnie znane wśród ludzi interesujących się polityką i walką o prawa człowieka.
Wraz sekretarzem i przyjacielem Wołodii Pawłem Stroiłowem oraz z grupą jego przyjaciół rozpoczynam zbiórkę funduszy na wykupienie miejsca pochówku dla Wołodii na prestiżowym cmentarzu w Londynie oraz na pomnik nagrobny. W tym celu przy koncie Fundacji Obchodów 100. rocznicy Odzyskania przez Polskę Niepodległości założyłem subkonto.
Wierzę, że Wołodia Bukowski ma w Polsce wielu przyjaciół którzy dołożą swoją cegiełkę by spoczął w prestiżowym miejscu. Zbiórka będzie trwała do końca bieżącego miesiąca.

Każdy kto prześle datek w kwocie 100 zł otrzyma ciekawą książkę Oficyny Wydawniczej Volumen.
Fundacja Obchodów 100. Rocznicy Odzyskania przez Polskę Niepodległości 02-052 Warszawa ul. Dantyszka 20 m 36.

Santander Bank Polska SA
konto: 28 1090 1870 0000 0001 4370 1521
z dopiskiem: Dla Wołodii

środa, 30 października 2019

Hot News: przeczytane w Biuletynie Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku

Aktualności
UMB wśród 20 najlepszych polskich Uczelni 30.10.2019 15:09
Autor: Administrator UMB

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego rozstrzygnęło dziś wynik I-wszego konkursu „Inicjatywa doskonałości– uczelnia badawcza”. Uniwersytet Medyczny w Białymstoku znalazł się w najlepszej 20 polskich uczelni wyższych. Podczas gali na Zamku Królewskim w Warszawie, wicepremier Minister Nauki Jarosław Gowin powiedział, że konkurs jest jedną z najważniejszych inicjatyw przewidzianych w Konstytucji dla Nauki. Jego celem jest wyłonienie i wsparcie uczelni, które otrzymają status uniwersytetu badawczego, a także będą w stanie skutecznie konkurować z najlepszymi ośrodkami akademickimi w Europie i na świecie.
Spośród 20 najlepszych uczelni w Polsce (wśród których jako jedyny Uniwersytet z Polski Wschodniej znalazł się UMB) uprawnionych do startu w konkursie wyłoniono 10. W latach 2020–2026 będą one otrzymywać subwencję zwiększoną o 10%. Pozostałe uczelnie, które wzięły udział w konkursie, ale nie zostały w nim wyłonione, także otrzymają wsparcie finansowe– subwencję zwiększoną o 2%.
W przypadku UMB ta kwota wyniesie prawdopodobnie kilkanaście mln złotych w okresie 6 lat.

Uczelniami badawczymi zostały:
Uniwersytet Warszawski
Politechnika Gdańska
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu
Akademia Górniczo-Hutnicza im. Stanisława Staszica w Krakowie
Uniwersytet Jagielloński
Politechnika Warszawska
Gdański Uniwersytet Medyczny
Politechnika Śląska
Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu
Uniwersytet Wrocławski.

Międzynarodowa Komisja Konkursowa pod przewodnictwem prof. Lauritza Holm-Nielsena, oceniała plany rozwoju stanowiące kluczowy element wniosków składanych przez uczelnie. Obejmowały one cele oraz działania, które podniosą poziom badań naukowych i jakości kształcenia, a w efekcie przyczynią się do podniesienia międzynarodowego znaczenia placówki.
„Wszystkie 20 uczelni to zwycięzcy. Wszystkie startujące placówki spełniły restrykcyjne warunki udziału w konkursie, związane z jakością prowadzonych badań naukowych i zróżnicowaniem profilu działalności” ‒ zaznaczył premier Jarosław Gowin. Pozostałe szkoły wyższe, które wzięły udział w konkursie, ale nie zostały w nim wyłonione to (alfabetycznie):
Politechnika Łódzka
Politechnika Wrocławska
Uniwersytet Gdański
Uniwersytet Łódzki
Uniwersytet Medyczny w Białymstoku
Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu
Uniwersytet Medyczny w Łodzi
Uniwersytet Pedagogiczny im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie
Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu
Uniwersytet Śląski.

„Dyskusje w środowisku akademickim pokazują, że wszystkie 20 uczelni zyskało na prestiżu dzięki wyróżnieniu, jakim była możliwość udziału w tym programie. Ponadto, na wielu uczelniach perspektywa udziału w konkursie była bodźcem do analizy własnych słabych i mocnych stron” ‒ podkreślił premier Gowin.
Każda z 20 uczelni była oceniona przez 15 wybitnych ekspertów. Wśród nich znalazły się osoby, które pełniły funkcję rektorów, prezydentów lub prorektorów czołowych uczelni europejskich, m.in. Uniwersytetu w Getyndze, Uniwersytetu w Amsterdamie, Uniwersytetu w Aarhus, Uniwersytetu w Manchesterze czy Uniwersytetu w Southampton. Członkami zespołu byli również naukowcy, którzy cieszą się autorytetem w międzynarodowym środowisku naukowym. Dobór ekspertów został dokonany w taki sposób, aby zapewnić udział w zespole reprezentantów każdej dziedziny nauki.
We wnioskach ocenianych przez ekspertów uczelnie przedstawiły m.in. analizę własnego potencjału oraz plany rozwoju obejmujące cele i działania dotyczące przede wszystkim:
zwiększenia wpływu działalności naukowej uczelni na rozwój światowej nauki
wzmocnienia współpracy badawczej z ośrodkami naukowymi o wysokiej renomie w skali międzynarodowej
podniesienia jakości kształcenia studentów i doktorantów
poprawy polityki kadrowej na uczelni
podniesienia jakości zarządzania uczelnią.

Uczelnie były również zobowiązane do wskazania priorytetowych obszarów badawczych, w obrębie których będą prowadzić zintensyfikowaną działalność naukową.
Wnioski przedstawione przez uczelnie były oceniane pod kątem:
poziomu merytorycznego
istotności założonych celów dla podniesienia międzynarodowego znaczenia działalności uczelni
adekwatności opisywanych działań do założonych celów
potencjału uczelni.

Ocena miała charakter ekspercki. W ocenie kryteriów dotyczących celów i potencjału wzięto dodatkowo pod uwagę wskaźniki mierzące przede wszystkim jakość działalności naukowej prowadzonej przez uczelnie.
Raporty końcowe będą zawierały ocenę wniosku, w tym końcową punktację, wraz z uzasadnieniem.

Jak rozmawiać z pacjentem?

Ten problem pośrednio wiąże się z rowerem. Jakoś ta moja pasja przypadkowo skłania mnie ostatnio do pisania tekstów. Gdy w sobotę minionego weekendu wracałem rowerem do domu zatrzymałem się koło sklepu w jednej z miejscowości Podbeskidzia. Przypadkowo byłem świadkiem rozmowy mężczyzny z innym mieszkańcem narzekającego na szpital w Katowicach. Z ciekawości zapytałem go o jaki szpital chodzi. Zagadnięty człowiek okazał się bardzo rozmowny. Gdy zorientował się, że jestem lekarzem zapytał "Czy zna pan profesora X?" zapytał na początku. "Oczywiście, to świetny specjalista" odpowiedziałem. "Ale on nie miał dla mnie czasu, a lekarz prowadzący też nic konkretnego mi nie powiedział" stwierdził ten pacjent. I ciągnął "Z lekarzami trudno wygrać, ale chyba podam ich do sądu".
Piszę o tym zaskakującym spotkaniu bo nie mam wątpliwości, że opieka na tym oddziale jest na dobrym poziomie. Ale jak sądzę, zawiodła komunikacja z pacjentem. Nawet najlepsza opieka lekarska nie poparta rozmową z pacjentem może prowadzić do nieporozumień i konfliktów. Wydaje się, że ten ważny aspekt nam nieraz umyka. To poważny błąd, mogący mieć poważne konsekwencje.

niedziela, 27 października 2019

Dziś o zdrowiu inaczej

Na blogu rzadko piszę o problemach dotyczących zdrowia człowieka. Ale zjawisko, które dziś opisuję od dawna "chodzi mi po głowie". Od lat jeżdżę dużo na rowerze i chciałbym przedstawić mój pogląd dotyczący tego popularnego sportu w odniesieniu do spraw zdrowia. Rower zawsze był popularnym sportem, ale ostatnich dekadach obserwujemy dynamiczny przyrost liczby rowerzystów. Ale ten renesans dwóch kółek to także rozwój technologiczny; nowe kolorowe stroje, świetne systemy oświetlenia, coraz lżejszy sprzęt, no na koniec doczekaliśmy się wreszcie czego specjalnego, prawdziwej rewolucji.
To ROWER ELEKTRYCZNY.
Rower elektryczny wygląda prawie identycznie jak zwykły rower, ma tylko dodany silnik elektryczny przez co jest znacznie cięższy.
Jadąc takim rowerem trzeba pedałować, ale silnik wspomaga człowieka i bez większego wysiłku można pokonać dotąd nieosiągalne podjazdy. Pięknie, prawda? Zdobycze ludzkiej myśli pozwalają przesuwać granice ludzkich możliwości...
Często jeżdżę po Beskidach; raz przemierzając halę Jaworzynka narciarską trasą "Ondraszek" usłyszałem niecodzienne dźwięki i po chwili przemknęła koło mnie dwudziestoparoletnia kobieta...Dziś na Skrzycznem większość rowerzystów to amatorzy "elektryków".
Ale jest i druga strona medalu, aspekt zdrowotny. Każdy sport z założenia ma poprawiać kondycję fizyczną. Ruch może zastąpić wiele leków, ale żaden lek nie zastąpi ruchu. Zatem udawanie aktywności fizycznej nieuchronnie prowadzi do negatywnych skutków zdrowotnych. Postęp technologiczny uderza w istotę sportu, rozumianego jako połączenie korzyści zdrowotnej z przyjemnością. Po co się męczyć skoro można mieć samą przyjemność bez potu i trudu? Czas na kolejne innowacje, czekam na elektryczne narty i elektryczną rakietę tenisową. No bo chyba nigdy nie powstanie elektryczne pływanie...
Ale efekt tych zmian zwyczajów będzie w mojej opinii nieuchronny dla zdrowia. Jak będą wyglądały naczynia dzisiejszych 30-latków za dwie, trzy dekady? A ich serca? Koło zatoczy krąg, sport z założenia pozytywnie oddziałujący na zdrowie ludzkie okaże się w istocie szkodliwy!
PS. Dziś wracając z wyjazdu na Skrzyczne spotkałem w centrum Szczyrku znajomego lekarza, notabene profesora naszej uczelni. Był na rowerze i wywiązała się dyskusja. Mój rozmówca miał nieco inny pogląd i zwrócił uwagę na korzyści z korzystania roweru elektrycznego przez osoby starsze, które nie byłby same jeździć po górach. To prawda, to grupa właściwych użytkowników "elektryków". W moim tekście zawracam uwagę na fakt ułatwiania sobie życia przez młodych, sprawnych ludzi co uważam ze zjawisko szkodliwe ze zdrowotnego punktu widzenia.

niedziela, 20 października 2019

Autor bloga z dr hab. Piotrem Adamczykiem na Górze Świętej Anny 20-tego października

Autor bloga z dr hab. Piotrem Adamczykiem na Górze Świętej Anny 20-tego października

wtorek, 15 października 2019

O Profesorze Władysławie Nasiłowskim

Uniwersytet jest instytucją, której najważniejszą rolę odgrywają ludzie. Studenci tworzą najbardziej barwną grupę osób w każdej uczelni; im swoją wiedzą i doświadczeniem służą pracownicy naukowo-dydaktyczni. Do uczelni napływają ciągle nowe roczniki, przez mury uczelni przewijają się pokolenia studentów. Ale kadra trwa na swoim miejscu pracy znacznie dłużej przekazując studentom nie tylko wiedzę ale wskazując im także zasady etyki i postępowania godnego przyszłego lekarza, farmaceuty, ratownika medycznego czy pielęgniarki. Każdy z nas, absolwentów zetknął się z wieloma nauczycielami akademickimi, ale w pamięci na lata pozostają wspomnienia tylko o niektórych spośród nich. To są nasi Mistrzowie, osoby wyznaczające standardy, ludzie wytyczający kierunki działań. To tacy właśnie ludzie tworzą historię uniwersytetu, nadają mu sens. Pamięć o takich Profesorach trwa przez pokolenia.

Jednym z takich wybitnych postaci jest Profesor Władysław Nasiłowski.

W niedzielę 13 października w Katedrze Chrystusa Króla w Katowicach została wręczona nagroda Lux ex Silesia Prof. dr hab. n. med. Prof. HC Władysławowi Nasiłowskiemu. To niezwykle prestiżowe wyróżnienie przyznawane tylko jednemu Kandydatowi przez księdza Arcybiskupa Wiktora Skworca Metropolitę Katowickiego. Poniżej przedstawiam treść laudacji jaką na cześć Profesora wygłosił Prof. Grzegorz Opala.

Profesora Nasiłowskiego poznałem w burzliwych latach 80-tych gdy powstawały NSZZ Solidarność i Niezależne Zrzeszenie Studentów. Miałem zaszczyt poznania plejady wybitnych Profesorów: m. in. J. Zielińskiego, S. Szczykę, T. Ginko, Z. Hermana. Do tego grona z pewnością należy zaliczyć Profesora Nasiłowskiego. Jego postawa, kultura osobista, wiedza stawiają Go w szeregu najwybitniejszych pracowników w historii naszej uczelni. Pamiętam jak w maju 1981 roku brałem udział, jako student w historycznych, pierwszych w pełni demokratycznych wyborach władz uczelni gdy osobą przede mną wrzucającą swój głos do urny był właśnie Profesor. Wspominam także przypadkowe spotkanie z Profesorem na nartach w Szczyrku niedługo po wprowadzeniu stanu wojennego. Wymieniliśmy parę zdań; pamiętam bardzo dobrze jak w odpowiedzi na moją pesymistyczną ocenę szans Polski na przyszłość Profesor potrafił w kilku zdaniach wlać we mnie otuchę twierdząc, że to tylko chwilowe załamanie a prawda musi niebawem zwyciężyć. I miał Pan Profesor rację, za parę lat do historii przeszedł system komunistyczny.

Całe pokolenia lekarzy wspominają Profesora, jako wspaniałego nauczyciela etyki i członka Komisji Bioetycznej uczelni.

Panie Profesorze, dziękujemy za lata Pana obecności w społeczności akademickiej, dziękujemy za wytyczanie najwyższych standardów postawy człowieka. Jest Pan i na zawsze pozostanie wzorem do naśladowania.


czwartek, 10 października 2019

Hot news!

Dziś dotarła do nas fantastyczna wiadomość o przyznaniu literackiej Nagrody Nobla Oldze Tokarczuk. To wspaniała sprawa, polska pisarka weszła na szczyt w swej dziedzinie.
Jak dziwnie toczą się ludzkie myśli; gdy pisałem dzisiejszy tekst o braku nauki w dyskusji toczonej przed nadchodzącymi wyborami nie wiedziałem o tak prestiżowym wyróżnieniu dla Olgi Tokarczuk.
Automatycznie nasuwa się myśl: kiedy polski naukowiec dostanie Nobla?
A ostatnie nagrody naukowe tej miary trafiły do naszej Rodaczki Marii Skłodowskiej-Curie. Bardzo, bardzo dawno temu...
To świetnie, że nasi pisarze i poeci znajdują uznanie w świecie, ale chciałoby się zobaczyć wśród laureatów polskiego naukowca, ale czy to jest w ogóle możliwe w możliwym do przewidzenia czasie?

Obserwacja bieżąca

Pewnie wielu Czytelników śledzi kampanię przed wyborami do Sejmu i Senatu RP. Nic dziwnego, każde wybory parlamentarne są ważne bo wpływają na życie każdego z nas.

Mnie zastanawia fakt kompletnego braku dyskusji o szkołach wyższych i szerzej nauce. To potwierdza wielokrotnie powtarzany przez mnie pogląd, że ten obszar został skutecznie zmarginalizowany i wparty ze świadomości społecznej.
Dla przeciętnego obywatela RP słowa: "Uniwersytet" czy "Badania naukowe" to nic nie znaczące pojęcia.

Jesteśmy świadkami upadku cywilizacyjnego bo bez polskiej nauki, bez oryginalnej, polskiej myśli naukowej na zawsze pozostaniemy krajem "postkolonialnym"....

środa, 2 października 2019

Ważny głos dotyczący sytuacji w polskich uczelniach


czwartek, 26 września 2019

Ostatnie posiedzenie Rady Wydziału w Zabrzu

Dziś w Zabrzu odbyło się ostatnie posiedzenie Rady Wydziału w Zabrzu. Nowa Ustawa o szkolnictwie wyższym nie przewiduje istnienia takiego organu. To z punktu widzenia funkcjonowania uczelni rewolucyjna zmiana. Czy nowe organy takie jak Rada Dyscypliny i Rada Dziedziny spełnią oczekiwania wypełniając lukę czas pokaże. Niemniej to będą organy ogólnouczelniane zatem osłabi się komunikacja wewnątrz samego wydziału. Od początku analizując wprowadzane przez Ustawę 2.0 zmiany brak regularnych spotkań pracowników wydziału uważałem za bardzo niekorzystne. Uniwersytet to ludzie, muszą się spotykać, muszą mieć okazję na wymianę poglądów, tworzenie planów działań i współpracy. Od dawna towarzyszył mi pomysł, który zakiełkował po pobycie w Saaskatoon w Kanadzie. Przed paru laty zostałem zaproszony na tygodniowy pobyt w Kanadzie przez Profesora Wojciecha Olszyńskiego. Profesor to znana osoba nie tylko w Kanadzie, znakomity badacz zagadnień z zakresu osteoporozy i innych chorób metabolicznych kości, autor wielu znakomitych publikacji naukowych. Miałem w czasie tego pobytu parę wykładów, w tym wykład dla pracowników i studentów wydziału lekarskiego tamtejszego uniwersytetu.

To był ciekawy, pracowity tydzień, ale najbardziej inspirujący był mój udział w posiedzeniu naukowej grupy roboczej na tym uniwersytecie. Ta grupa skupiała osoby z różnych dziedzin nauki powiązanych wspólnym obszarem zainteresowań badawczych z zakresu chorób układu szkieletowego. Obecnych było kilkanaście osób z podstawowych dziedzin nauki i dyscyplin klinicznych. Omawiano bieżące sprawy, realizowane projekty badawcze, plany na przyszłość. To była wielka przyjemność być świadkiem jak może wyglądać praca naukowa, jak tworzyć sprawne, wielodyscyplinarne zespoły badawcze.

Dziś w obliczu zmian w polskich uczelniach pomysł odżył i na posiedzeniu RW zaproponowałem by stworzyć na wydziale podobny zespół, jako formę wypełnienia tworzącej się luki. A przy okazji taka współpraca powinna być ze wszech miar korzystna tak dla członków zespołu jak i uczelni.
Czułem się powołany do zabrania głosu, tym bardziej, że jestem osobą o najdłuższym stażu członkowskim w tym gremium. W latach 1980/1981 jako student medycyny miałem zaszczyt być członkiem RW. Zachowało się zaproszenie z 8.12.1981 i załączam je. Oczywiście, to posiedzenie się nie odbyło w powodu wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia 1981.
Dziś po 38 latach mam szansę na zaincjowanie nowej formy działalności naukowej.

Zapraszam do udziału.
Chętnych proszę o zgłoszenia na mój adres internetowy: osteolesna@poczta.onet.pl.
Mam nadzieję na licznych chętnych, czekam na ambitnych ludzi!


Na posiedzeniu RW odbyło się pożegnanie ustępujących władz Wydziału z Dziekanem Prof. M. Misiołkiem. Głos zabrał Rektor Prof. P. Jałowiecki zarysowując zmiany zgodne z literą nowej Ustawy. Rektor ogłosił także nominację na funkcję Dziekana nowego Wydziału Medycznego w Zabrzu dla dr hab. A. Grzanki.
Serdeczne gratulacje i powodzenia w trudnym dziele wprowadzania zmian w uczelni!
Żegnaj Rado Wydziału!

posiedzenie rady wydziału WZ z 1981

sobota, 21 września 2019

Ważny apel Prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej

Warszawa, 19.09.2019 r.


Szanowni Państwo,

w obecnej kampanii wyborczej, jak nigdy w ciągu ostatnich trzydziestu lat, mówi się o dramatycznej sytuacji w polskiej ochronie zdrowia. Czyżby politycy zauważyli, że nie ma już zgody Polaków na brak bezpieczeństwa zdrowotnego?
Samorząd lekarski od ponad dwóch dekad informuje o narastających problemach kadrowych, finansowych i organizacyjnych. Wielokrotnie alarmowaliśmy, że system jest niewydolny, że pacjenci umierają w kolejkach. Głos środowisk zawodów medycznych w tej sprawie wybrzmiewał już wiele razy. W ostatnim czasie szczególnie aktywnie zwracaliśmy się z naszymi apelami o poprawę sytuacji do gremiów odpowiedzialnych za kształt systemu ochrony zdrowia w Polsce, jego finansowanie, organizację i rozwój kadr. Dawaliśmy konkretne propozycje rozwiązań.
Otwarci na dialog, z nadzieją przyjęliśmy deklarację Ministerstwa Zdrowia o współpracy i cyklicznych spotkaniach z Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej. Pierwsze, które odbyło się przed rozpoczęciem parlamentarnej kampanii wyborczej, okazało się jak na razie jedynym. Kolejne, zaplanowane na dzisiaj, po przesłaniu do Ministerstwa Zdrowia listy najpilniejszych, bardzo konkretnych spraw do omówienia i problemów do rozwiązania, zostało odwołane.
Nie ma zgody lekarzy na skrajne niedofinansowanie, które pogarsza jakość opieki nad pacjentami i bezpieczeństwo chorych, przeciążenie kadr, coraz gorszy dostęp do specjalistów i leczenia, postępującą degradację polskich szpitali i pogłębiające się ich zadłużanie, przedwczesne zgony, brak edukacji zdrowotnej, a w konsekwencji pogarszający się stan zdrowia polskiego społeczeństwa. Na problemy te zwróciliśmy uwagę już 22 sierpnia br., kiedy to podczas pierwszego w historii wspólnego spotkania przedstawicieli wszystkich samorządów zawodów medycznych, samorządów lokalnych, pracodawców ochrony zdrowia, lekarskich związków zawodowych i organizacji pacjenckich, sformułowaliśmy list otwarty do Prezydenta RP, Premiera RP, Ministra Zdrowia i liderów partii politycznych.
Unikanie poważnego dialogu, ruchy pozorne, działania doraźne i niespójne deklaracje składane pod presją kalendarza wyborczego już wywołują radykalizację i zmuszają do podejmowania akcji, by władza i politycy wreszcie zauważyli, że nie ma zgody na dalszą zapaść w ochronie zdrowia. Wspólnie domagajmy się zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia, jasnego ustalenia poziomu tych nakładów w relacji do PKB i ścieżki dojścia do poprawy. Domagajmy się razem zmniejszenia dystansu do innych krajów europejskich, jeśli chodzi o dostępność do opieki medycznej i jakość leczenia.
Jako prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, reprezentujący wszystkich lekarzy w Polsce, apeluję do ugrupowań politycznych, aby w poczuciu odpowiedzialności za zdrowie i życie obywateli wreszcie wzięli odpowiedzialność za składane obietnice i podjęli konkretne działania w celu naprawy systemu ochrony zdrowia i zwiększenia bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli Rzeczpospolitej. Konieczne jest podniesienie standardów stanowienia prawa, prowadzenia odpowiedzialnej dyskusji merytorycznej, dojrzałych negocjacji w wypracowaniu społecznego, ponadpartyjnego konsensu dla zdrowia.
Niepokoi fakt, że kampania wyborcza wokół zdrowia i licytacja obietnic ma charakter populistyczny. Nie dajmy się zwieść dobrze brzmiącym deklaracjom. Rozliczajmy obietnice wyborcze, pytając, kiedy i w jaki sposób będą zrealizowane, skąd wziąć pieniądze. Zacznijmy wymagać spełniania obietnic.
Życie i zdrowie Polaków zasługuje na więcej, niż dostawaliśmy dotychczas. Najwyższy czas, by kredyt zaufania, który politycy dostają podczas kolejnych wyborów, w końcu zaczęli spłacać.

Andrzej Matyja

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej

piątek, 20 września 2019

O Polsce

Tekst „Wrześniowa zagadka” był bezpośrednio zainspirowany informacją medialną o planowanym wzroście minimalnego wynagrodzenia do 2600 zł brutto. To był tylko pretekst by spojrzeć na wynagrodzenia pracowników uczelni. Podane liczby: 3300, 3600, 4750, 5500, 6750 i 7500 dotyczą wynagrodzeń w SUM odpowiednio dla: asystenta bez doktoratu, asystenta z doktoratem, adiunkta, adiunkta habilitowanego, profesora nadzwyczajnego i zwyczajnego. Te stawki obowiązują od początku 2019 roku, a wyrównanie zostanie wypłacone razem z poborami październikowymi.
Dziękuję za komentarze Czytelników, którzy generalnie trafnie odczytali „zagadkę”.
Jaki jest koń każdy widzi.

Publikacja tej łatwej, jak się okazało, zagadki było tylko pretekstem do szerszego spojrzenia na stan polskiej nauki. Dochody pracowników są ważne, ale to jest przecież emanacja ogólnej sytuacji świata uniwersyteckiego. Niskie dochody, słabe finansowanie badań naukowych, brak systemu motywacyjnego=słaby uniwersytet. Szkoły wyższe nie są odosobnioną wyspą, oderwaną od realiów życia. Oczywiście, są lepsze i słabsze uczelnie. Ale generalnie nie mamy w Polsce uczelni na światowym, ba, nawet europejskim poziomie. Rankingi są bezwzględne, a miejsca w 5 lub 6 setce najlepszych polskich uczelni w skali globalnej są druzgocące. Od lat próbuję zrozumieć dlaczego polska nauka tak źle funkcjonuje. Pisałem o tych sprawach wielokrotnie i z reguły te analizy wzbudzały spore zainteresowanie Czytelników wyrażające się liczbą nadsyłanych komentarzy. Ale wydaje mi się, że nigdy te rozważania nie ujęły wystarczająco szeroko problemu. Spróbuję nakreślić moją ocenę w kontekście zmian jakie dokonały się w Polsce w ostatnich trzech dekadach, od przełomu 1989 roku. To bardzo długi czas, prawie dwukrotnie dłuższy niż czas trwania II Rzeczypospolitej (licząc od podpisania pokoju w Rydze w 1921 do 1939 roku). Tak długa perspektywa czasowa pozwala nie tylko na sensowną ocenę biegu spraw, ale także daje podstawę do próby przewidywania wydarzeń w przyszłości.
Jak zmieniła się Polska w okresie 3 dekad? To dziś inny kraj, z siermiężnego, szarego krajobrazu polskich miast i wsi doby panowania „najlepszego” z systemów społecznych – realnego socjalizmu wokół widzimy zupełnie inną rzeczywistość. Odnowione miasta, nowe drogi, kolorowe sklepy, nowoczesne stacje benzynowe, obiekty rekreacyjne, place zabaw dla dzieci, ścieżki rowerowe. Polska widziana oczami turysty spoza kraju to dynamiczny, rozwijający się kraj, nie różniący się zbytnio od innych krajów europejskich. Można by sądzić, Polska jest na dobrym torze rozwoju. Ale ten obraz to tylko zewnętrzna szata i nie daje wglądu w prawdziwą rzeczywistość. Istotna jest treść dotycząca tkanki społecznej. Prawdziwe powodzenie każdego kraju wyraża się nie tylko nazwijmy to umownie „ubiorem”, obrazem zewnętrznym, ale podstawami, na których opiera się rozwój cywilizacyjny. W mojej ocenie absolutnie koniecznym warunkiem trwałego rozwoju jest system edukacji, którego finalnym, kluczowym sektorem są szkoły wyższe i badania naukowe. Popatrzmy na Finlandię, która w parę dekad z zacofanego kraju dokonała skoku cywilizacyjnego dzięki postawieniu na rozwój nauki. A druga skrajność, jej sąsiad Rosja pozostała na obrzeżach współczesnego świata w aspekcie poziomu rozwoju cywilizacyjnego.

Gdzie jest Polska?

Nasz kraj dokonał ogromnego skoku rozwojowego o czym wspomniałem wcześniej. Ale podstawy na jakich stoimy nie są trwałe i co gorsze, nie opierają się na rodzimych, silnych fundamentach. Rozwój oparty o inwestycje zagraniczne (głównie montownie), popyt wewnętrzny napędzany przez wszechobecne sklepy wielkopowierzchniowe i niezliczone obiekty typu multipleksów i aquaparków to blichtr zasłaniający prawdziwe oblicze kraju. Nie mamy prawie własnych, oryginalnych marek, wynalazczość jest na bardzo niskim poziomie, a nauka to tło dla świata. Start-upy mogą stworzyć młodzi, dynamiczni, wykształceni ludzie. Polskie firmy mogą powstać na bazie polskich wynalazków i własnych pomysłów, a nie zagranicznych licencji. Bez nich na zawsze pozostaniemy na etapie średniego rozwoju. Dziś w dobie ogólnej prosperity powierzchowna ocena nie daje możliwości uświadomienia sobie zagrożeń przyszłości.
Dlaczego tak wygląda polska rzeczywistość? Dlaczego mozolne budowanie trwałych podstaw rozwoju zostało zastąpione przez działania w znacznym stopniu obliczone na realizowanie bieżących potrzeb i stwarzanie dobrych warunków codziennego życia? Ale bieżące sprawy nie mogą wypierać myślenia prorozwojowego, myślenia na dekady naprzód. Nie widzę takiego sposobu myślenia w kategoriach ogólnego interesu publicznego.
Powtarza się stara, rzymska maksyma: Chleba i igrzysk!
A trafnym, niestety, przykładem braku takich działań jest obszar nauki, to margines życia kraju z finansowaniem na poziomie 0,5% PKB!

Za stan państwa odpowiadają rządzący. Od 30 lat mieliśmy wiele rządów z wielu opcji politycznych i światopoglądowych. I to ci konkretni, znani nam ludzie są odpowiedzialni za dzisiejszy stan Polski. Dlaczego tak nami rządzą? Rządzący nie biorą się znikąd, to Polki i Polacy, to emanacja polskiego społeczeństwa. Spójrzmy wstecz na polską historię. 17 i 18 wiek to stopniowy upadek potężnej niegdyś I RP, potem długi czas braku istnienia polskiej państwowości, krótki epizod II RP zakończony hekatombą II wojny. A dalej pół wieku komunistycznego zniewolenia i odcięcia od wolnego świata. Świat kształtują ludzie, ich horyzonty intelektualne, konsekwencja i wola działania mogą zmienić obraz rzeczywistości. Społeczeństwo polskie w istocie nie ma elit zdolnych do pokierowania sprawami państwowymi na miarę oczekiwań by wskoczyć na wyższy poziom rozwoju cywilizacyjnego. Wydarzenia minionych wieków kształtują dzisiejsze, polskie sprawy.
Model dynamicznie rozwijającego się kraju w propagandowej wersji nie jest w pełni prawdziwy. Prędzej lub później brak trwałych podstaw powodzenia ujawni się. Obawiam się, że model Polski, kraju montowni, wielkich sklepów, mediów znajdujących się w obcych rękach dbających o niepolskie interesy będzie trwał przez dekady. Wzorzec społeczny nastawiony na zabawę i konsumpcję będzie dominował.

A nauki jak nie ma tak nie będzie...

środa, 11 września 2019

Wrześniowa zagadka

Proszę o odgadnięcie co oznaczają poniższe liczby:

2600
3300
3600
4750
5500
6750
7500

Czekam na odzew Czytelników.

piątek, 6 września 2019

Prośba o wsparcie

Dzień dobry,

Przesyłam informację o naszej akcji "Światełko dla Lwowa". Proszę o rozpropagowanie wśród znajomych.
z poważaniem
Wiesław Nowakowski

Już wkrótce będziemy obchodzić dzień pamięci o naszych zmarłych. W Polsce dzień Wszystkich Świętych -1 listopada jest szczególnie uroczysty. W tym dniu zapalamy znicze na grobach nie tylko naszych bliskich zmarłych, ale na wszystkich mogiłach zapomnianych, opuszczonych
i bezimiennych.

Wiele grobów rodaków i bliskich z naszych rodzin jest obecnie poza granicami Polski. Podobnie jak w latach ubiegłych nasza fundacja „Pomaganie Łączy Ludzi” rozpoczyna po raz kolejny akcję „Światełko dla Lwowa” polegająca na zbieraniu zniczy oraz pieniędzy na zakup zniczy i ich transport do Lwowa i Mościsk.

Na wielu nekropoliach poza granicami Polski zapłoną symboliczne lampki. Tam pochowani są wybitni poeci, pisarze, artyści, żołnierze i zwykli Polacy.

Pamiętając o naszych rodakach, tych którzy tworzyli kulturę na naszych Kresach i tych,którzy walczyli o wolność Polski, o uczniach, gimnazjalistach i studentach, którzy bronili swojego zawsze wiernego Lwowa, o żołnierzach Wojska Polskiego, którzy nie chcieli wpuścić wroga na nasze Kresy prosimy o wsparcie naszej akcji.

Fundacja Pomaganie Łączy Ludzi
ul. Szpitalna 3, Knurów 44-194
tel. 793 401 606
Nr konta: Bank Spółdzielczy w Sośnicowicach
24 8460 0008 2001 0004 1957 0001

Wpłaty z zagranicy: POLUPRPL PL24846000082001000419570001

Zbieramy również znicze, które można dostarczyć od 10 września do:
- siedziby fundacji, ul. Szpitalna 3 w Knurowie,
- wszystkich szkół, przedszkoli i bibliotek na terenie Gminy Pilchowice,
- Biblioteki Publicznej w Gierałtowicach, ul. Ogrodowa 47

środa, 4 września 2019

W odpowiedzi Studentowi

Studentowi, który przesłał komentarz do postu z 2.09 odpowiadam krótko: medycyna to wyjątkowa droga przez życie.
Niełatwa, odpowiedzialna, nieraz wyboista, ale fascynująca. Bo człowiek jest fascynujący, każdy jest inny i warto się nad nim pochylić.
A że zdrowie jest najważniejsze to czy można wątpić, że uprawianie medycyny jest interesujące?!

Zapraszam także do lektury cyklu tekstów o zawodzie lekarza opublikowanym na blogu od 7.10.2015 co tydzień.
Mam nadzieję, że uwagi doświadczonego lekarza będą niosły słowa zachęty i wsparcia.

poniedziałek, 2 września 2019

Parę uwag przed rychłym rozpoczęciem roku akademickiego

W mojej ocenie aktualna sytuacja w polskich uczelniach nie jest dobra. Wynika to z wielu czynników, a podstawowy problem to brak czytelnej informacji dotyczącej zasad funkcjonowania uczelni w przyszłości. Gdy do tego dodamy beznadziejnie niskie finansowanie nauki nie sięgające nawet 0,5% PKB co przekłada się na brak optymistycznych perspektyw tak w odniesieniu do indywidualnych pracowników jak i szkół wyższych traktowanych jako całość musi generować erozję pojęcia „akademickość”. Nic nie dadzą zaklęcia i tworzenie atmosfery „skoku” jakościowego związanego z Ustawą 2.0. W mojej ocenie żadnego skoku rozwojowego nie będzie. Zamiast zmian na lepsze mamy perspektywę zamieszania i bliżej nieznanych zmian. I nawet skrupulatne przeczytanie nowej ustawy nie daje wiedzy co będzie dalej. Jak zawsze „diabeł” tkwi w szczegółach, ustawa określa ogólne kierunki działań a dopiero jej adaptacja w codziennym życiu da wgląd jak będą funkcjonowały polskie uczelnie. A tej wiedzy nie mamy bo nie możemy jej dziś posiadać.

Sytuacja w uczelniach medycznych jest dodatkowo komplikowana stanem opieki zdrowotnej. Sądzę, że przysłowiowy Kowalski nie zdaje sobie sprawy ze skali kryzysu systemu opieki zdrowotnej. Braki kadrowe dotyczące wielu zawodów medycznych najbardziej widać w odniesieniu do pielęgniarek i lekarzy. Zamykane są oddziały a funkcjonowanie wielu szpitali jest ograniczane z powodu braku personelu. Niski poziom finansowania systemu opieki zdrowotnej pogłębia kryzys i jest jedną z przyczyn braków kadrowych.

Uczelnia medyczna skupia w sobie dwa byty: działania typowo akademickie czyli dydaktykę i naukę oraz działalność leczniczą. Harmonijne współdziałanie między uniwersytetem a szpitalem to nieodzowny warunek prawidłowej realizacji misji uczelni medycznej. Opisany wyżej bardzo skrótowo aktualny stan nie daje w mojej ocenie wielkich szans na działania, które mogłyby prowadzić do satysfakcjonującego spełniania misji uczelni medycznych.

To uwagi ogólne, ale zawsze najlepiej rzeczywistość oddają prawdziwe sytuacje. Poniżej krótkie relacje rozmów z dwoma pracownikami uczelni medycznej. Obie osoby mają tytuł profesora i są kierownikami klinik. Obie przez lata wykazały się pracowitością, konsekwencją, talentem czego efektem jest ich dzisiejsza pozycja zawodowa. Sądzę, że zasługują na miano entuzjastów, a może nawet pasjonatów zawodu.

Relacja pierwsza.

Odkąd objąłem szefostwo kliniki pracuję jak nigdy wcześniej. Muszę dyżurować co parę dni bo nie ma kto pracować. Zajęć dydaktycznych mamy ze dwa razy ponad pensum. A dyrekcja szpitala wcale nie pomaga realizować te zadania. Dla mnie sprawa mej dalszej pracy w SUM jest prosta: następnego dnia po osiągnięciu wieku emerytalnego już mnie tu nie będzie”

Relacja druga.

Zastanawiam się czy nie pójść na emeryturę, mam dość tego wszystkiego wokół. Tu się na da normalnie pracować, lekarzy coraz mniej, pielęgniarki się kolejno zwalniają, a obowiązki uczelniane chcą nas w tak małym zespole po prostu „zabić” stwierdził mój rozmówca z emfazą. Nie wiem co będzie dalej, nie wiem co zrobię, ale tak na dłuższą metę nie da się żyć i pracować

Proszę pomyśleć, ktoś kto przez dziesiątki lat pracował na swój sukces, włożył masę pracy i wysiłku w rozwój kariery naukowej i zawodowej po latach obejmuje kierownictwo jednostki uczelni. To powinno być zwieńczenie kariery, ale kierowanie zespołem to także pole do dalszego rozwoju. Taka pozycja to szansa na realizację własnych planów naukowych, które nie zawsze mogły być wcześniej spełnione. Wierzę - znając te osoby, że ich ambicje i potencjał intelektualny dają realną podstawę do stworzenia dynamicznych zespołów naukowych i zapewnienie wysokiego poziomu opieki lekarskiej.
Jak jest możliwe, że takie wartościowe jednostki dziś prezentują taką skrajnie pesymistyczną postawę?

W mojej ocenie to bardzo dobitny, smutny dowód na skalę kryzysu w jakim są polskie szkoły wyższe, a uczelnie medyczne w szczególności.
Co zrobić by odwrócić ten negatywny trend? Na szeroko rozumianą władzę nie można liczyć, nauka jest na marginesie życia społecznego.

Prezydent, Sejm, Senat, rząd; no cóż, na konieczne działania z tej strony liczyć niestety nie możemy. Nie jest to zresztą nowa sytuacja; od przełomu 1989 roku nigdy nauka nie była obiektem rzeczywistego zainteresowania władz Polski.

Tylko my sami możemy próbować zmieniać świat wokół. Jeśli nadal będziemy biernie czekać na lepszą przyszłość skażemy się sami na dalszą marginalizację. Niebawem przedstawię własne pomysły dotyczące aktywności nas, pracowników uczelni.

W międzyczasie proszę o opinie i komentarze.

niedziela, 25 sierpnia 2019

Wakacyjna migawka z Rokitnicy, kolebki Uczelni

Rokitnica

wtorek, 20 sierpnia 2019

Kilka słów wyjaśnienia

Blogger absolwent.sum pisze...

W Gliwicach będzie budowany szpital z 12 oddziałami, 21 przychodniami, 2 SORami.

http://www.rynekzdrowia.pl/Inwestycje/Gliwice-do-2024-r-zostanie-wybudowany-nowy-szpital,197450,3.html

W Zabrzu cisza....

Może czas zgłosić zaginięcie Dziekana i Prodziekanów Wydziału w Zabrzu?

Jak Państwo sądzą?

20 sierpnia 2019 17:38

Powyżej tekst komentarza anonimowego Czytelnika bloga do poprzedniego tekstu. Wymaga on kilku zdań wyjaśnienia.

Przed wielu laty, w roku 2006 lub 2007 była szansa na budowę nowego szpitala klinicznego w Zabrzu. Właśnie kończyły się inwestycje w Łodzi i Wrocławiu gdzie powstały nowe szpitale kliniczne i były środki rządowe na 3 nowe szpitale uniwersyteckie. Powstał wówczas pomysł by zbudować nowy szpital dla Zabrza. Trudno mi dziś sobie przypomnieć kto był spiritus movens tej idei. By rozpocząć proces inwestycyjny - na tym etapie to były wstępne analizy potrzeb i możliwości - była niezbędna zgoda Senatu uczelni. Byłem wówczas jego członkiem i mam bezpośrednią wiedzę w tej kwestii. Otóż Pani Rektor Prof. dr hab. Ewa Małecka-Tendera osobiście "dopilnowała" by Senat zagłosował przeciw temu pomysłowi! Czy ktoś myślący w kategoriach interesu społecznego (uczelni, ale także mieszkańców Zabrza) może zrozumieć taką postawę?! Mogę tylko snuć domysły, że obawa, że "gorszy", skazany na banicję wydział w Zabrzu wyprzedzi wydział katowicki lub obawa o kolejną porażkę którą uosabiał szpital Gliwice-Zabrze (dziś już nieistniejący ogromny gmach w Zabrzu-Maciejowie, który miał być w zamyśle Rektora Religi nowym szpitalem wydziału) spowodowały, że na tym bardzo wstępnym etapie przymiarek uczelnia wycofała się.
Gwoli prawdy o tej decyzji; spośród 5 osób, członków Senatu, którzy głosowali za budową szpitala byli poprzedni Dziekan Wydziału w Zabrzu Prof. Lech Poloński i ówczesny Dziekan Prof. W.Król. Ja oczywiście także byłem za. Nie pamiętam kto jeszcze głosował za rozpoczęciem tego procesu inwestycyjnego. Głosowanie było jawne.
Decyzje o takich inwestycjach mają podłoże polityczne, stąd próba oskarżania władz wydziału są nie na miejscu. Decyzje zapadają na innym poziomie. Wypada tylko zazdrościć Gliwicom, ale przy okazji warto poinformować, że w Gliwicach po wojnie nie powstało ani jedno łóżko szpitalne, nie licząc Instytutu Onkologii służącego całej południowej Polsce i szpitala ginekologicznego utworzonego w 1980/81 w budynku mającym mieścić nowy gmach PZPR. To był tak naprawdę szpital NSZZ "Solidarność", która wyrwała budynek komunistom.

niedziela, 18 sierpnia 2019

Ranking Szanghajski uczelni wyższych


Ranking najlepszych szkół wyższych na świecie. Jest dziewięć uczelni z Polski

Dziewięć polskich uczelni znalazło się wśród tysiąca najlepszych szkół wyższych świata - wynika z opublikowanej w połowie sierpnia Listy Szanghajskiej (ARWU). Tym razem najlepszą polską uczelnią jest Uniwersytet Jagielloński, który uplasował się w czwartej setce. Uniwersytet Warszawski znalazł się w piątej setce.
Najlepsza polska uczelnia rankingu ARWU to Uniwersytet Jagielloński - zajął miejsca w czwartej setce.

Najlepsza polska uczelnia rankingu ARWU to Uniwersytet Jagielloński - zajął miejsca w czwartej setce.

Ranking najlepszych szkół wyższych na świecie - Academic Ranking of World Universities (ARWU) - znany również jako Lista Szanghajska, publikowany jest od 2003 r. Przygotowuje go Uniwersytet Jiao Tong w Szanghaju.

Najlepsze uczelnie świata

W tym roku najlepszą uczelnią świata tradycyjnie już został ogłoszony amerykański Harvard. Zaraz po nim w zestawieniu znalazł się Stanford. A na trzecim miejscu jest brytyjski Cambridge.

Polskie uczelnie wśród tysiąca najlepszych szkół wyższych świata:

Polskich uczelni trzeba szukać w zestawieniu dużo niżej. Najlepsza polska uczelnia to Uniwersytet Jagielloński, który zajął miejsca w czwartej setce (zajął miejsca między 301 - 400. Krakowska uczelnia wróciła do czwartej setki po trzech latach spadku w rankingu.

W piątej setce znalazł się z kolei Uniwersytet Warszawski (miejsca 401 - 500), który w poprzednich latach zajmował miejsca w wyższej setce.

Dokładne miejsca uczelni rankingu znane są tylko w przypadku 100 najlepszych szkół wyższych świata. Pozostałe placówki wymieniane są w grupach liczących 50 czy 100 uczelni.

Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie jest w siódmej setce, a w ósmej: Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Warszawski Uniwersytet Medyczny. Dalej są kolejno: Politechnika Warszawska (9. setka) oraz: Śląski Uniwersytet Medyczny, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz Politechnika Wrocławska (10. setka).

niedziela, 11 sierpnia 2019

Kilka słów podsumowania

Dziękuję aktywnemu i wnikliwemu Komentatorowi podpisującemu się Absolwent. Z pewnością materia nie jest ani łatwa. Uczelnie to skomplikowane organizmy i ich prawidłowe funkcjonowanie wymaga spełnienia wielu warunków. Sądzę, że generalnie należy oddzielić kwestie dotyczące działania uczelni w systemie funkcjonowania państwa od działań dostosowujących je do nowe ustawy. W pierwszej kwestii, w mojej opinii kryzys pojęcia akademickość jest oczywisty, środowisko jest słabe, zatomizowane, bierne. To jest w znacznym stopniu pochodną polityki państwa od 1989 wobec nauki, zepchniętej na margines. I druga sprawa, obecna reforma. Jej przebieg (abstrahując od sensowności wprowadzanych zmian) skupia jak w soczewce słabość polskich szkół wyższych. Wydaje się, że inicjatywa zawsze powinna być po stronie władz uczelni, ale my, pracownicy powinniśmy być dla niej aktywnym, wymagającym partnerem. Tak jednak nie jest. Zatem w jakimś sensie odpowiedzialność spada na każdego z nas, członków społeczności akademickiej. Nie oznacza to, iż wszędzie jest taka sama sytuacja i nie posiadam wystarczającej wiedzy by kusić się o jakieś analizy. Ale dane przytaczane przez Absolwenta pokazują, że są szkoły wyższe lepiej i gorzej działające.
Nie idzie o wskazywanie winnych, ale o szukanie dróg poprawy.

sobota, 10 sierpnia 2019

Diagnoza Czytelnika, pesymistyczna ale niestety prawdziwa

Anonimowy pisze...
Jak widać 30 lat "wolności" skutecznie spacyfikowało polskie uniwersytety. Takich efektów (braku dyskusji, patologi i tumiwisizmu) nie miała nawet komuna. Dlaczego wolny rynek nie doprowadził do rozwoju uczelni?

Z pewnością nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ale brak rozliczenia z poprzednią epoką, której klony radośnie powstały na uczelniach, bum edukacyjny (liczy się ilość a nie jakość) i notoryczne niedofinansowanie są jednymi z wielu przyczyn obecnego marazmu i braku dyskusji. Ci, którzy chcieli i mogli dyskutować już dawno opuścili mury uniwersytetów często ze względu na środowisko, które dyskutantów "prześladuje".

Przez 30 lat uczelnie nigdy nie były istotne w działaniach polityków. Nie był to ważny elektorat i nawet gdyby strajkowały to nie uzyskałyby popracia społecznego. Już na początku transformacji Prof. Balcerowicz stwierdził, że lepiej technologie kupić niż tworzyć własne. W efekcie nie mamy własnych elit, nie mamy własnych produktów, nie mamy własnej nauki i kultury. Wszystko przyjmujemy z "cudownego" Zachodu ponieważ jest lepsze, nowocześniejsze. Możemy składać nowoczesne samochody ale tworzyć je od postaw - to już zbyt wysoki poziom jak na polskie warunki. Dyskusja nie istnieje a nieliczne fora internetowe służą "wylewaniu żalów". Czy to jest jeszcze niezależne państwo? Czy państwo, które nie tworzy elit jest w stanie się obronić przed ekonomiczną eksploatacją naszych zasobów? Takie Rzeczypospolitej stanie jakie młodzieży chowanie!

9 sierpnia 2019 16:25 Usuń

piątek, 9 sierpnia 2019

W odpowiedzi Czytelnikowi na wczorajszy komentarz

Anonimowy pisze...
Hmmm, ale podczas posiedzeń Rady Wydziału WLZ władze dziekańskie nie podjęły tematu jednego z najważniejszych, jeżeli nie najważniejszego konkursu wynikającego wprost z Ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce?


Przeglądnąłem teksty zamieszczone na blogu w ostatnim roku akademickim i doliczyłem się dziewięciu moich tekstów nawiązujących do braku dyskusji dotyczącej nowej Ustawy i ogóle braku dyskusji akademickiej. Tylko raz Prorektor ds. nauki Prof. T. Szczepański przedstawiał na posiedzeniu Rady Wydziału informacje dotyczące zagadnień z obszaru nauki. My, pracownicy naukowo-dydaktyczni jesteśmy jak dzieci we mgle, nie mamy pojęcia jak będzie funkcjonowała uczelnia od nowego roku akademickiego.
I marne jest pocieszenie, że podobnie dzieje się w innych uczelniach.
Brak informacji, brak dyskusji w mojej ocenie czytelnie pokazują, że polskie szkoły wyższe już tylko z nazwy można uznać za Uniwersytety...

Czy na pewno odpowiada nam rola szkół(ek) zawodowych?!

czwartek, 8 sierpnia 2019

W odpowiedzi Czytelnikowi na komentarz do dzisiejszego tekstu

Anonimowy pisze...
Szanowny Panie Profesorze,

czy mógłby Pan wyjaśnić dlaczego SUM nie spełnia kryteriów uczelni badawczej wg zapisów ustawy "Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce"?

Przyznam, że ciężko mi zrozumieć, że jedna z największych uczelni medycznych w Polsce nie bierze udziału w konkursie "Inicjatywa doskonałości - uczelnie badawcze".


8 sierpnia 2019 18:36

Niestety nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. To pytanie należy skierować do władz SUM.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

O nauce w środku sezonu urlopowego słów parę

Ostatnio dwukrotnie otrzymałem pewien typ odpowiedzi z zagranicznej redakcji po wysłaniu pracy do recenzji. Otóż prace nie były odrzucane, ale nie zostały także wysyłane do pełnej recenzji. Redakcje proponowały ich transfer do "zaprzyjaźnionego" pisma, jako potencjalnego, odpowiedniego periodyku do opublikowania naszej pracy. I może sam fakt nie byłby taki dziwny, wręcz naganny gdyby ta wskazana redakcja nie pobierała opłaty rzędu 1000-1500 Euro!
Czy na pewno obszar nauki powinien być rynkiem jak każdy inny? Rozumiem, popyt stwarza chęć zarabiania i widać znajdują się chętni skoro proceder trwa.
Ale czy to jest dobry kierunek? Jeśli w tle są pieniądze, jako wstępny warunek publikowania, jakość badań i poziom publikacji musi się obniżać.
Nie ma cudów, pecunia non olent...

piątek, 12 lipca 2019

Uwagi wcale niewakacyjne

Sądzę, że warto spróbować podsumować wydarzenia ostatniego roku. Od uchwalenia Ustawy 2.0 latem minionego roku polskie uczelnie stały się poligonem (terminologia wojskowa jest użyta nieprzypadkowo) doświadczalnym. Trwał wyścig z czasem by dostosować uczelnie do nowych zasad funkcjonowania. Mimo zrealizowania tych zadań np. powołania Rady Uczelni istnieje ogromny obszar, który można określić mianem "terra incognita". Tak naprawdę nie wiemy co będzie dalej, jak będziemy pracować. To jest absolutnie zdumiewająca sytuacja; skomplikowany organizm jakim jest uczelnia (u uczelnia medyczna w szczególności) zostaje poddany rozległej operacji. Ale operatorzy nie wiedzą co się stanie po wykonaniu pewnego etapu licząc, że "jakoś to będzie". Czy ktoś o zdrowych zmysłach rozpocznie poważną operację chirurgiczną bez zaplanowania wszystkich etapów?
Wytnijmy serce, a potem pomyślimy jak je zastąpić - czy tak działa odpowiedzialny kardiochirurg?
A tak dziś wygląda polska uczelnia, stare struktury usunięto, a nowe po omacku usiłują szukać dróg działania.
A my, pracownicy uczelni oraz studiujący zostaniemy wciągnięci w wir wydarzeń, nieznanych i zapewne zaskakujących.

Nie neguję potrzeby wprowadzania zasadniczych reform w polskich uczelniach. Polska nauka jest tłem dla świata. Ale reformy nie mogą prowadzić do sukcesu bez spełnienia co najmniej dwóch kluczowych warunków:

- Po pierwsze muszą być precyzyjnie określone zasady zmian a pracownicy muszą je znać, zrozumieć i zaakceptować. Znamy z historii wiele psedo-reform, eksperymentów na żywym organizmie. Wbrew zasadom życia społecznego nie da się osiągnąć zamierzonych celów.
- I druga sprawa, postęp w każdej dziedzinie życia, a w uniwersytecie w szczególności opiera się na pracy ludzi, ich motywacji i zaangażowaniu. Bez czytelnego i stabilnego systemu motywacyjnego skierowanego do pracowników uczelni nie ma żadnych, absolutnie żadnych szans na opuszczenie przez polską naukę niechlubnego miejsca w ogonie nauki światowej. A bez zwiększenia finansowania polskiej nauki - po wprowadzeniu systemu motywacyjnego - na zawsze zostaniemy tam gdzie dziś się znajdujemy.

Okres "smuty" polskiej nauki, ubranej w nowe fatałaszki będzie trwał...

wtorek, 9 lipca 2019

O jakości pracy naukowej

Poniżej przedstawiam wywiad ze mną opublikowany w ostatnim numerze Newslettera SUM. Dotyczy on nowego wskaźnika oceniającego jakość pracy naukowej, który został opracowany przez pracowników naszej uczelni. W celu zademonstrowania praktycznej aplikacji tego wskaźnika nazwanego Scientific Quality Index (SQI) dokonano analizy dorobku naukowego liderów z naszej uczelni przy zastosowaniu indeksu h oraz SQI.

Zapraszam do dyskusji.

Scientific Quality Index - nowy wskaźnik dorobku naukowego indywidualnego badacza

piątek, 5 lipca 2019

W odpowiedzi Czytelnikowi

"O statystyce słów kilka"

Anonimowy pisze...
Panie Profesorze, może napisałby Pan jakieś informacje o Planach Kapitałowych? Myślę, że spora część z naszych pracowników nie będzie chciała w tym uczestniczyć. Jak będziemy mogli się z tego wypisać na naszej uczelni?

Odpowiadam po zasięgnięciu informacji w dziale płac SUM: uczelnia przystępuje do tego programu dopiero w 2021 roku, zatem dziś nie ma żadnych informacji dotyczących tej sprawy.

piątek, 28 czerwca 2019

O statystyce słów kilka

Właśnie spostrzegłem, że minęło 11 lat od wprowadzenia licznika wejść na blog. Blog działa od 19 lutego 2008, ale statystykę wejść prowadzę od 24 czerwca 2008. W tym czasie zanotowałem 544.906 wejść czyli średnio dziennie było ponad 135 wejść.
Aż trudno uwierzyć, że projekt planowany na okres wyborów rektora uczelni będzie trwał tak długo.
Było to możliwe dzięki nieustającemu zainteresowaniu Czytelników za co serdecznie dziękuję!

czwartek, 27 czerwca 2019

Post scriptum

Napisałem dziś do członka naszej Rady Wydziału:

"Smutna ta RW, życie gdzieś wyparowało....tylko dokąd?!"

i nadeszła odpowiedź:

Drogi Wojtku,
nie wiem dlaczego tak się dzieje? Ludzi nie interesuje już nic. Tylko własne interesy. A przecież było inaczej. Trzeba reagować, ale możliwości nie są wielkie.
Pozdrawiam

No właśnie, gdzie są dawne spory, emocje, gdzie się podziało zainteresowanie uczelnią, wspólnymi sprawami? Oczywiście, nie wszystko co było kiedyś należy uznać za dobre, niemniej wówczas toczyło się życie. A dziś nasza uczelnia to nijaka, amorficzna struktura...

Jak odbudować etos akademickości, jak tchnąć nowe życie?!

Mam pewne pomysły, ale o tym po wakacjach...

Koniec roku akademickiego

Koniec roku akademickiego blisko. To był ważny rok, ostatni rok funkcjonowania polskich uczelni na starych zasadach. Od nowego roku akademickiego będziemy już pracować zgodnie z zasadami nowej Ustawy 2.0. Dziś w mojej ocenie nie sposób stwierdzić czy generalna sytuacja w polskich uczelniach istotnie ulegnie poprawie lub - jak mówią krytycy tej ustawy - czeka nas okres "smuty" i bałaganu.
Jedno mogę jednak stwierdzić z całą pewnością: nie posiadamy wiedzy jak będzie wyglądało życie uczelni, nie odbywały się żadne spotkania informacyjne i nie toczyła się w uczelni dyskusja. Wobec niepewnej przyszłości zajmujemy postawę nieufną. Skoro nie wiemy jak ma wyglądać przyszłość to dlaczego mamy prezentować optymizm? To naturalna postawa ludzka.

Brak dyskusji w uczelni uważam za duży błąd, który negatywnie będzie rzutował na życie akademickie w przyszłości.

Na wakacje nie zamykam bloga, ale z pewnością "ruch" na nim będzie mniejszy.
Życzę udanego odpoczynku Czytelnikom bloga.

piątek, 14 czerwca 2019

Czy brak komentarzy to objaw kryzysu uniwersytetu?

Do ostatniego tekstu nadeszły 2 komentarze. A przecież nowe regulacje zawarte w nowym Statucie są kluczowe dla przyszłości każdego z nas. Wszyscy jesteśmy zajęci, jest sesja, ale czy to wyjaśnia brak zainteresowania?
Sądzę, że to jednak jest raczej objaw kryzysu pojęcia "akademickość" a bierność i rezygnacja zajęły miejsce dyskusji, nieodzownej dla realizacji misji uniwersytetu...

czwartek, 6 czerwca 2019

Dyskusja o Statucie

Zachęcam do uważnego przeczytania nowego Statutu i podjęcia dyskusji dotyczącej zapisów tego ważnego dokumentu. Poniżej zamieszczam moje uwagi "na gorąco".

Generalnie odnoszę wrażenie, że zapisy Statutu są bardzo ogólne i w wielu miejscach brak jest istotnych informacji szczegółowych.
Przykładowo, w Ustawie 2.0 jest określona precyzyjnie liczba godzin dydaktycznych do realizacji przez pracownika w ciągu roku akademickiego. Wynosi ona 240 godzin a dla profesora tytularnego 180 godzin. Nie wiem dlaczego brak jest takich informacji w Statucie. Zgodnie zasadami prawa, Ustawa, jako akt wyższego rzędu jest ważniejsza niż Statut. W moim przekonaniu oznacza to, iż liczba godzin dydaktycznych powinna być zgodna z Ustawą. Brak tych regulacji budzi moje podejrzenie, że będą podjęte próby zmuszania nas do prowadzenia większej liczby godzin dydaktycznych co jest powszechną praktyką obok ciągłego zwiększania wielkości grup ćwiczeniowych. Jak to wpływa na jakość dydaktyki? Z całą pewnością negatywnie.

Nie ma także żadnych szczegółowych informacji dotyczących zasad i metod oceny jakości pracy naukowej, choć jest cały osobny rozdział dotyczący tego zagadnienia.

W przyszłym roku akademickim nie będzie już Rad Wydziałów co wprost wynika z zapisu Ustawy 2.0. Dla mnie w jakimś sensie to koniec uczelni w dotychczasowym kształcie. Rada Wydziału to było ważne miejsce nie tylko w celu podejmowania różnych decyzji, ale miejsce spotkania ludzi tworzących uczelnie. Miejsce dyskusji plenarnych, ale także kuluarowych. Miejsce, w którym mogli poznać się przedstawiciele różnych katedr, nieraz odległych od siebie.
Gdzie będzie toczyć się dyskusja? W świecie wirtualnym? Gdzieś w mediach społecznościowych?

Ustawodawca albo nie miał bladego pojęcia co oznaczają słowa: Uniwersytet lub dyskusja uniwersytecka
albo
- co gorsza -
celowo doprowadza do dezintegracji środowiska akademickiego. Wartości akademickie przetrwały smutny czas komuny by dziś zostać sprowadzone do wymiaru biurokratycznego...