O Niezależnym Zrzeszeniu Studentów

Zapraszam do lektury książki o Niezależnym Zrzeszeniu Studentów w naszej Uczelni w latach 1980-81. To był niezwykle dynamiczny okres polskie...

czwartek, 12 lutego 2009

Środowiska akademickie w całym kraju z uwagą śledzą wydarzenia we Wrocławiu dotyczące zarzutów o popełnienie plagiatu przez rektora Akademii Medycznej prof. R. Andrzejaka. Jest to historia bez precedensu i wymaga zatem podjęcia odpowiednich kroków. Stanowczych kroków, mieszczących się w granicach obowiązującego prawa.

Rektor każdej uczelni jest jej niekwestionowanym liderem, posiada ogromne prerogatywy w zakresie kierowania szkołą. Warunkiem właściwego realizowania misji uczelni jest demokratyczny wybór rektora przez społeczność akademicką. Tak dzieje się we wszystkich szkołach wyższych i rektor Andrzejak także uzyskał mandat społeczny. Problem powstaje wtedy, gdy w działalności rektora (bieżącej lub dotyczącej przeszłości) pojawią się rysy, oskarżenia, poważne zarzuty. Czy taka sytuacja oznacza, że dana osoba jest automatycznie uznana za winną? Oczywiście nie, sam zarzut nie przesądza sprawy, o winie decyduje postępowanie wyjaśniające. Niemniej należy postawić pytania:

  • Czy osoba z poważnymi zarzutami (a podejrzenie o plagiat spełnia takie kryteria) jest nadal wiarygodnym liderem?

  • Czy jej mandat wyborczy jest nadal aktualny?

  • Jakie należy podjąć kroki by sprawa została jak najszybciej wyjaśniona?

W interesie środowiska medyków wrocławskich leży ustalenie, jaka jest prawda i podjęcie odpowiednich decyzji. Według mojej wiedzy do dziś nie znamy stanu faktycznego.

A są odpowiednie reguły prawne. Ustawa o Szkolnictwie Wyższym ustala, że rektora może odwołać organ, który go powołał.

By móc jednak podjąć takie działania należy zbadać sprawę.

Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułu Naukowego z powodu przedawnienia domniemanego przestępstwa nie ma możliwości podjęcia działań (swoją drogą, jak jest możliwy taki knot prawny, by plagiat ulegał przedawnieniu?).

Najbardziej powinno być zainteresowane samo środowisko uczelni wrocławskiej, to w końcu ono wybrało rektora. Można powołać komisję, która zbada zasadność zarzutów. Rektor powinien w tej sprawie oddać się do dyspozycji Senatu. Wymaga tego powaga urzędu rektora, ale także zwykła ludzka przyzwoitość i honor.

Takie kroki w uczelni wrocławskiej nie zostały podjęte.

Wyniki takich działań mogą być tylko dwa: albo rektor okaże się niewinny lub też zarzuty się potwierdzają. Rektor pozostaje na swym stanowisku lub odchodzi w niesławie. Nie sposób akceptować stanu przejściowego, jest to zabójcze dla uczelni, ale pośrednio kładzie się cieniem także na całym środowisku akademickim w kraju.

Cała sprawa to poważny egzamin dojrzałości demokracji (na poziomie uczelni), ale także sprawdzian funkcjonowania państwa: czy właściwy minister odpowiedzialny za medyczne szkolnictwo wyższe spełnia swe konstytucyjne obowiązki?

Według posiadanej wiedzy środowisko AM, jak również władze państwowe nie poradziły sobie z sytuacją.

Jak mawiał Churchill, demokracja nie jest doskonała, ale nic lepszego nie wymyślono…

Gorzko to brzmi, nasza demokracja przegrywa, niestety…

A żeby uświadomić sobie, że nie jest to sprawa lokalna przypomnę podobną sprawę z Akademii Medycznej w Katowicach. Wtedy zarzuty o plagiat dotyczyły jednego z samodzielnych pracowników naukowych. Sprawa była głośna w kraju i zagranicą, bo spisywano całe fragmenty prac obcojęzycznych. Sam kilkakrotnie przy okazji spotkań naukowych w kraju i zagranicą przy rutynowej wymianie wizytówek usłyszałem: „ to pan jest z tej uczelni słynnej z plagiatów…”. Nie było przyjemne być w taki sposób identyfikowanym.

Czy chciałby ktoś z czytających te słowa doświadczyć takiego przyjęcia?

Czy polskie środowisko uniwersyteckie może pozwolić na taką kompromitację?!

wtorek, 10 lutego 2009

Przez ostatni tydzień, który spędziłem na urlopie nie miałem dostępu do internetu. Nie mogłem zatem zamieścić komentarzy, które zostały w tym czasie nadesłane. W dodatku moja komórka odmówiła "współpracy" i byłem odcięty od bieżących wydarzeń. Ważne sprawy porusza artykuł (link poniżej).

Zapraszam do jego przeczytania.

http://portier.pl.tl/Kl%26%23261%3Btwa-Doliny-W%26%23281%3B%26%23380%3By.htm

poniedziałek, 9 lutego 2009

Obiecuję, że to ostatni tekst dotyczący ostatniego posiedzenia Senatu SUM tj. z dnia 28 stycznia br. Tym razem moje stanowisko było zgodne ze stanowiskiem większości, choć w dyskusji zgłaszałem pewne wątpliwości i uwagi. Przedmiotem dyskusji było wprowadzenie systemu oceny pracowników pod kątem jakości dydaktyki. System taki istniał dotąd w formie „papierowej” (choć pytani w minionych latach przeze mnie studenci raczej mieli o nim blade pojęcie), a teraz ma być oparty na zasadzie wysyłania danych drogą elektroniczną. Z pewnością jest to postęp, ale parę spraw budzi wątpliwości.

Ocena ma być dokonywana na końcu semestru; uważam, że należy oceniać każdego prowadzącego bezpośrednio po zajęciach. Nie bardzo wierzę w możliwość rzetelnej oceny po paru miesiącach.

Przedstawiciel studentów podniósł potrzebę stworzenia odpowiednich zabezpieczeń by nikt nie mógł ingerować w nadesłane oceny.

System ma być na razie wprowadzany „próbnie”, ale okres proponowany okres 2 lat wydaje się zbyt długi. Aby wprowadzona kontrola jakości nauczania mogła rzeczywiście promować najlepszych dydaktyków trzeba wprowadzić także jakieś formy nagrody dla najlepszych i kary dla tych, którzy niezbyt się przejmują zajęciami.

Mimo tych zastrzeżeń należy się cieszyć, że idziemy w dobrym kierunku by poprawić poziom dydaktyki w naszej uczelni.

środa, 4 lutego 2009

Posiedzenie Senatu SUM z 28 stycznia br., choć rekordowo krótkie, obfitowało w interesujące momenty. O sposobie prowadzenia dyskusji informowałem w tekście bloga z 30 stycznia, a teraz parę zdań o przedmiocie wspomnianej dyskusji, w czasie której jednego z dyskutantów nie dopuszczono do głosu. Sprawa dotyczyła zmiany nazwy kliniki prowadzonej przez Profesora G. Opalę. Dotąd w Centralnym Szpitalu Klinicznym istniały dwie kliniki: Neurologii oraz Neurologii i Neurologii Wieku Podeszłego. Na wcześniejszym posiedzeniu Rada Wydziału Lekarskiego w Katowicach podjęła decyzję o likwidacji obu klinik i powołaniu w ich miejsce jednej. W prawie jednogłośnym głosowaniu, bez głosów sprzeciwu (przy paru głosach wstrzymujących się) określono nazwę nowej kliniki, jako Kliniki Neurologii i Neurologii Wieku Podeszłego.

Zatem przy tak czytelnym stanowisku Rady Wydziału trudno jest zrozumieć dlaczego na posiedzeniu Senatu forsowano zmianę nazwy kliniki na Klinikę Neurologii, pomijając dalszą część? Jakie nowe fakty pojawiły się między posiedzeniami Rady Wydziału i Senatu? Czy można zmienić poglądy? Oczywiście tak, ale zmiana stanowiska wymaga przytoczenia argumentów merytorycznych. Nie są nimi stwierdzenia, że nie ma w Polsce kliniki o takiej nazwie; że taka nazwa może budzić zastrzeżenia Komisji Akredytacyjnej; że sprawa jest „niebezpieczna”. By dodać smaczku całej sprawie, za parę dni mija 10-ciolecie istnienia Kliniki Neurologii i Neurologii Wieku Podeszłego, a Senat w timingu godnym lepszej sprawy zaserwował prawie równoczesną likwidację dotychczasowej nazwy kliniki.

Przypomina mi to seryjne likwidacje kolejnych klinik w Zabrzu, ale to już opowieść na inną bajkę…

Gwoli uzupełnienia dodam, że paru Senatorów sprzeciwiło się tej decyzji, a kilku innych wstrzymało się od głosu.

poniedziałek, 2 lutego 2009

23 stycznia br. w Dzienniku zamieszczono wywiad z dr Markiem Migalskim, politologiem z Uniwersytetu Śląskiego, znanym komentatorem bieżących wydarzeń politycznych. Przedmiotem rozmowy były trudności, na jakie napotkał dr Migalski na drodze do uzyskania stopnia doktora habilitowanego. W praktyce uzyskanie habilitacji zostało zablokowane. Nie czuję się kompetentny by oceniać dorobek naukowego dr Migalskiego, niemniej zastosowane wobec niego metody przypominają mi moją własną historię sprzed 27 lat.

Czyżby niezależność myślenia i głośne wypowiadanie własnych, niewygodnych dla innych poglądów było tak samo groźne jak w 1982 roku?

To zestawienie „przypadków” pokazuje, że Polska nie zmieniła się tak bardzo od czasów początku stanu wojennego.

Ale są i pozytywne zmiany w Polsce: za wypowiedziane słowa nie idzie się do więzienia, a Internet daje możliwość swobodnego głoszenia własnych poglądów w obronie własnego dobrego imienia, co sam uczyniłem zakładając blog przed blisko rokiem w obliczu bezprecedensowych działań podjętych wobec mojej osoby.

Studia na Wydziale Lekarskim skończyłem w 1982 roku w najgorszym okresie stanu wojennego. Jako przyszłą specjalizację wybrałem internę wobec czego zwróciłem się do kierownika Kliniki Alergologii doc. Edmunda Rogali z zapytaniem o możliwość podjęcia pracy. Spotkanie odbyło się 30.04.1982 roku, docent Rogala zaproponował mi etat szpitalny. O etacie asystenckim nawet nie śmiałem marzyć, w ówczesnych czasach zdobyć etat „kliniczny” było szczytem marzeń każdego absolwenta. Ale uzyskanie etatu szpitalnego także otwierało szanse na szybkie uzyskanie specjalizacji i rozwój naukowy. Po rozmowie z docentem Rogalą udałem się do dyrektora szpitala klinicznego, który potwierdził mi otrzymanie etatu. W czasie tych rozmów byłem jeszcze studentem i miałem się zgłosić jesienią z dyplomem lekarskim w celu załatwienia odpowiednich formalności. Tak też uczyniłem, ale gdy pełen dobrych myśli we wrześniu 1982 roku przyniosłem dokumenty okazało się, że nie ma dla mnie żadnego etatu! Wytłumaczono mi, że zaszła pomyłka i etat mi wcale nie był obiecany. Warto wspomnieć, że od jesieni 1982 roku w tym szpitalu stworzono 5 nowych miejsc pracy, ale „nie dla psa kiełbasa”.

Na szczęście macki Służby Bezpieczeństwa nie sięgały wszędzie; w porozumieniu z docentem Rogalą udałem się do dyrektora Zespołu Opieki Zdrowotnej w Zabrzu i uzyskałem tzw. etat Z0Z-owski. W jego ramach zostałem oddelegowany do pracy w Klinice Alergologii, a popołudniami pracowałem w poradniach zabrzańskich. Dzięki takiemu fortelowi niejako tylnymi drzwiami jednak znalazłem się w murach szpitala klinicznego, w którym pracuję do dziś. Etat w uczelni uzyskałem w 1994 roku.

Poniżej zamieszczam dokumenty z mojej teczki, którą otrzymałem z IPN-u.

Pierwsza strona to początek teczki; nadano mi kryptonim: „Murzyn”.

Ostatni akapit drugiego dokumentu wskazuje, że zablokowanie mi etatu klinicznego nie było przypadkowe i wiązało się z działalnością SB. We wrześniu 1982 roku nie miałem pojęcia dlaczego nie uzyskałem pracy, dziś wszystko jest jasne.

Nie wątpię, że także sprawa dr Migalskiego zakończy się pozytywnie, ale postawić należy pytanie czy nadal nasze realia życia publicznego mają wyznaczać standardy z czasów minionej, haniebnej epoki?!

http://www.dziennik.pl/opinie/article302695/Migalski_Jestem_dojna_krowa.html


piątek, 30 stycznia 2009

Często przydaje mi się „Kodeks Dobre Praktyki w Szkołach Wyższych”, dlatego mam go zawsze pod ręką, by mógł mi służyć w potrzebie.

W Preambule Kodeksu czytamy: „Podstawową wartością etosu akademickiego jest prawda. Uczelnie są powołane po to, by jej rzetelnie poszukiwać …, w realizacji tych celów uczelnie muszą być instytucjami otwartymi…”.

Te zdania odnoszą się do wszystkich sfer życia uniwersyteckiego, sądzę jednak, że w sposób szczególny należy pojęcia „rzetelność” i „otwartość” stosować w dyskusjach prowadzonych w organach kolegialnych uczelni. Trudno sobie bowiem wyobrazić dążenie do prawdy bez nieskrępowanej, otwartej i rzetelnej dyskusji.

Chciałbym zatem, w nawiązaniu do ostatniego posiedzenia Senatu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, zapytać pracowników naszej uczelni, a także innych czytelników bloga:

  • Czy można akceptować niedopuszczenie do głosu członka organu kolegialnego uczelni, argumentując, że jego wcześniejsze kilkuminutowe wystąpienie wyczerpuje temat?
  • Czy ucięta w ten sposób dyskusja nie podważa podjętych decyzji?

Przecież każdy uczestnik posiedzenia Senatu lub Rady Wydziału może użyć argumentów zmieniających pogląd innych obecnych i w ten sposób zmienić końcowy werdykt.

czwartek, 29 stycznia 2009

W nawiązaniu do sprawy prof. Drewsa poruszanej na blogu 11. grudnia ubieglego roku warto otworzyć poniższy link.

http://blogjw.wordpress.com/2008/12/12/list-otwarty-do-rektora-uniwersytetu-medycznego-w-poznaniu/

środa, 28 stycznia 2009

W nawiązaniu do spraw wrocławskich (patrz post z dn. 22. stycznia) zapraszam do zapoznania się z poniższymi tekstami.

http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,6208837,Profesor_popelnil_plagiat__Ocenil_to_jego_kolega.html

http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,6208845,Profesor_Ludwik_Turko__To_konflikt_interesow.html

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Wśród wielu poruszanych spraw na posiedzeniu Rady Wydziału 22 stycznia br. jedna wydaje mi się szczególnie ważna. Chodzi o aplikację pracowników uczelni o uczelniane granty na badania naukowe określane, jako badania własne i statutowe. Od Dziekana usłyszeliśmy bulwersujące informacje; otóż z zeszłego roku została nam niewykorzystana kwota 2 milionów złotych na badania naukowe! Przyczyna jest banalnie prosta: nie zgłoszono wystarczającej liczby wniosków. Trudno jest to pojąć, powszechnie bowiem wiadomo, że sumy z budżetu państwa przeznaczane na naukę są znikome i naturalna powinna być ostra rywalizacja o ograniczoną pulę pieniędzy.

Przed paru laty, za czasów gdy Rektorem mojej uczelni był prof. Tadeusz Wilczok całkowicie wstrzymano finansowanie nauki. Przez okres około 3 lat w ogóle nie można było uzyskać środków na badania naukowe z puli uczelnianej. Ta nienormalna sytuacja była powszechnie krytykowana w uczelni. Później, po objęciu stanowiska Rektora przez prof. Ewę Małecką-Tenderę sytuacja finansowania nauki ulegała stopniowej poprawie. Znów mogliśmy prowadzić badania naukowe w ramach badań własnych i statutowych.

  • Co się zatem stało, że teraz zapał do prowadzenia badań tak osłabł?

  • Czy już nie chcemy zajmować się nauką?

  • A może osiągnęliśmy w naszej uczelni tak wysoki poziom, że nie musimy zabiegać o nowe środki?

  • A może mamy dość pieniędzy z grantów ministerialnych i unijnych?

Spróbuję na te pytania odpowiedzieć.

Zacznę od dwóch ostatnich pytań: nasz ranking naukowy nie jest zbyt dobry, a grantów ministerialnych i unijnych mamy mało.

Badania naukowe prowadzą zespoły ludzkie. Na ich czele zawsze stoi lider, zwykle doktor habilitowany lub profesor. To on zwykle wytycza drogę jaką będziemy podążać, ale realizacja projektu badawczego należy do jego współpracowników. Trzeba tu „koni pociągowych”, entuzjastów, którzy nie patrząc na zegarek by śpieszyć do prywatnego gabinetu będą realizowali program krok o kroku.

Ale tych młodych ludzi w naszej uczelni już prawie nie ma.

Z mojej uczelni odeszło grono adiunktów, doświadczonych dydaktyków. Ich brak w procesie dydaktycznym widzimy w wynikach LEP-u (patrz blog z 27.10.08). Niestety, ich miejsca nie zajęli absolwenci na etatach asystenckich, a luka pokoleniowa osiągnęła katastrofalne rozmiary.

W ten sposób skutecznie zostały podkopane fundamenty dwóch podstawowych obszarów działań uczelni: dydaktyki oraz nauki.

czwartek, 22 stycznia 2009

Dziś zakończył się etap głosowania na blogi w poszczególnych kategoriach. Otrzymałem największą liczbę głosów – 526. Następne blogi otrzymały 129 i 99 głosów.

Wszystkim, którzy oddali na mnie głos bardzo dziękuję. Ostatecznych zwycięzców wyłonią jurorzy.

Ciekawe są wyniki głosowań w innych grupach blogów. Zdecydowanie prym wiodły blogi „polityczne”. Wygrał blog znanego ze świata polityki redaktora Michalkiewicza (1988 głosów!), a 3 inne blogi z tej kategorii uzyskały poparcie większe od mojego.

Polacy to jednak „zwierzęta polityczne”. W końcu na polityce, zdrowiu i sporcie zna się każdy, a nie jest łatwo skupić uwagę czytelników na relatywnie wąskich zagadnieniach.

Zagadnienia dotyczące etyki życia akademickiego były wielokrotnie poruszane na łamach mego blogu.

W końcu pierwotną przyczyną powstania blogu były działania podjęte wobec mnie w lutym 2008 roku (patrz pierwszy tekst).

Nie ulega wątpliwości, że szanowanie etosu akademickiego jest dla pozycji społecznej środowisk akademickich niemniej ważne niż poziom finansowania czy podstawy prawne regulujące nasze działania.

Interesujące informacje dotyczące Akademii Medycznej z Wrocławia można uzyskać otwierając poniższy link.

http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=72&w=90132280&v=2&s=0

środa, 21 stycznia 2009

Jutro dobiega etap konkursu na blog roku 2008 polegający na wysyłaniu sms-ów. Mój blog został zgłoszony do kategorii „blog profesjonalny”. Wśród 243 konkurentów uzyskałem dotąd największe poparcie za co wszystkim głosującym na mnie dziękuję.

Proszę o dalsze wsparcie bym także jutro mógł zobaczyć się na czele stawki.

Niezależnie jednak od końcowego wyniku konkursu otrzymanie tak znaczącego poparcia zmobilizuje mnie do aktywności w przyszłości; widać, że istnieje powszechna potrzeba jawności, rzetelnej informacji i dyskusji na tematy dotyczące polskiego życia uniwersyteckiego.

poniedziałek, 19 stycznia 2009

W nawiązaniu do informacji dotyczących siatki płac pracowników nauki, o czym pisałem niedawno, chciałbym pokazać, jak w praktyce wygląda sprawa wynagradzania w Śląskim Uniwersytecie Medycznym na moim przykładzie.

Warto porównać moje zarobki z „widełkami” ministerialnymi… (patrz blog z dn. 16.01.09)

Przypominam z mego CV parę informacji:

  • Mam 51 lat
  • Czas pracy: 27 lat
  • Stanowisko w Śląskim Uniwersytecie Medycznym w Katowicach: kierownik zakładu, profesor nadzwyczajny
  • Tytuł naukowy: profesor medycyny (od 5 lat)
  • Inne informacje: patrz obok

PS. pozycja ROR to kwota, która wpłynęła na moje konto

Prof.zw.dr hab. n.med Józef DzielickiZabrze 15.12.2008


Prof.dr n.med.Wojciech Pluskiewicz
Kierownik Zakładu Chorób Metabolicznych Kości
Członek Senatu SUM



     Uprzejmie informuję, że w dniu 03.11.2008 zostałem zmuszony przez dyrektora SK1 A.Drybańskiego do opuszczenia mojego gabinetu, w dniu tym równocześnie zdjęto wizytówkę z gabinetu. W dniu 12.12.2008 dokonano eksmisji wszystkich rzeczy znajdujących się w gabinecie oraz zmieniono zamek w drzwiach.

     Oczywiście dla podkreślenia efektu “władzy” i upokorzenia tzw. przeciwnika wszystko odbywa się na oczach salowych, pielęgniarek oraz lekarzy dla których jeszcze niedawno byłem autorytetem i szanowanym profesorem oraz przełożonym.

     O tym, niezgodnym z wszystkimi zasadami akademickimi oraz prawem postępowaniu powiadamiałem wielokrotnie Rektora SUM oraz Dziekana Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym w Zabrzu. Dziekana - również jako Przewodniczącego Rady Społecznej. Interweniowałem również na forum Senatu SUM, kiedy byłem jego członkiem. Aprobata takich działań dyrektora Szpitala Klinicznego SUM to kompromitacja akademickich zasad niespotykana dotychczas w SlAM (SUM) nawet w okresie terroru dyktatorów zwanym totalitaryzmem.










PS.Klinikę tworzyłem od “zera”,pracuję 42 lata. A Drybański rozpoczął pracę 07.05.2007

piątek, 16 stycznia 2009

Po co pracujemy w uniwersytetach, politechnikach i innych typach szkół wyższych? Odpowiedź wydaje się prosta: by wykładać i prowadzić badania naukowe. To jest oczywista wykładnia naszych obowiązków zawodowych. Powinniśmy dążyć by wypełniać te zadania najlepiej jak potrafimy. Tak by nasz uniwersytet był jak najlepszy, bo przecież przyjemnie jest pracować w dobrej, szanowanej instytucji.

To obowiązki pracownicze; przejdźmy teraz na drugą stronę, do pracodawcy. W interesie władz uczelni jest pozyskiwanie dobrego pracownika i jego motywowanie do jak najlepszej pracy. Jak to uzyskać? Wiele zależy od podstawowych możliwości danej uczelni (baza dydaktyczna, pracownie naukowe itd.), ale wszyscy potrzebujemy do życia pieniędzy i we współczesnym świecie miarą życiowego sukcesu (może niestety?) jest wielkość wynagrodzenia.

Zamieszczam tabelę płac dla różnych grup pracowników akademickich.

Warto sprawdzić na jakim końcu widełek się znajdujemy.


wtorek, 13 stycznia 2009

Szanowni Czytelnicy,

Dziś od godziny 15 rozpoczęło się głosowanie w konkursie na blog roku 2008.

Głosowanie trwać będzie do 22 stycznia.

Krótki opis konkursu można znaleźć otwierając link pod zdjęciem.

Mój blog bierze udział w kategorii „profesjonalne”.

Liczę na Wasze głosy.

Należy wysłać na nr 7144 sms o treści: B00076

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Na ostatnim posiedzeniu Senatu naszej Uczelni jego członkowie zostali poinformowani przez JM Rektor o dyskusji dotyczącej Kodeksu Dobrych Praktyk w Szkołach Wyższych w czasie grudniowej konferencji KRASP (Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich). Bardzo dobrze się stało, iż sprawa Kodeksu na obradach tak ważnego gremium została poruszona przez Rektora SUM. Wielokrotnie odwoływałem się na zapisów Kodeksu w nawiązaniu do wydarzeń w naszej Uczelni, a ostatnio Kodeks był przedmiotem uwagi spotkań JM Rektor z członkami Rad Wydziału. Należy z zadowoleniem przyjąć sam fakt dyskusji, co jest podstawą akademickości w ogóle, ale niepokoi brak przyjęcia Kodeksu przez większość polskich uczelni. Trudno jest zrozumieć dlaczego KRASP w kwietniu 2007 roku przyjął Kodeks, ale nie nastąpiło powszechne wprowadzenie Kodeksu w życie. Skoro rektorzy dokument podpisali logiczną konsekwencją powinno być rozpoczęcie procedury przyjęcia Kodeksu w uczelniach.

W ostatnim okresie mieliśmy w kraju wiele wydarzeń skłaniających do zastanowienia się nad kształtem życia polskich uczelni wyższych. Podstawowe pytanie dotyczy relacji zapisów prawa np. w Ustawie o Szkolnictwie Wyższym z praktyką życia w uczelniach. Czy wszystko da się precyzyjnie przewidzieć i zapisać w odpowiednich dokumentach prawnych? Czy życie uniwersyteckie powinno być ściśle uregulowane czy należy jednak pozostawić jakiś margines dowolności? Dura lex sed lex, ale nie ulega wątpliwości, że istota uczelni polega właśnie na ich wolności i wewnętrznej demokracji. Bez tych przymiotów polskie uczelnie pozostałyby tylko ściśle regulowanymi przepisami szkołami. Ale czy na pewno nasze uniwersytety prawidłowo wykorzystują swe szanse? Czy są oazą wolności, otwartej dyskusji, kuźnią rozwoju intelektualnego emanującego na całe społeczeństwo?

Podam parę znanych mi przykładów z kilku polskich uczelni pokazujących, że tak niestety nie jest.

  • po obronie jednego z doktoratów usłyszeliśmy od recenzenta z innej uczelni relację o pewnym pracowniku nauki, który usłyszał od swego przełożonego (profesora): jeśli pojedzie pan wygłosić ten wykład to może pan szukać sobie nowej pracy…

  • w innej uczelni tak długo trzymano pewnemu doktorowi dokumenty w czasie przewodu habilitacyjnego, aż jego znacznie słabszy kolega już wcześniej „namaszczony” na kierownika jednostki został doktorem habilitowanym i kierownikiem…

  • w innym końcu Polski rektor nie wyraził zgody na wyjazd na stypendium naukowe do znakomitego ośrodka w USA młodemu pracownikowi nauki, który na takie dictum po prostu zwolnił się z pracy i pojechał w świat…

  • jeszcze gdzie indziej recenzent pisze dwie sprzeczne recenzje w przewodzie habilitacyjnym i obie wysyła do jednej uczelni…

  • a w innym uniwersytecie rektorowi postawiono zarzuty o plagiat…

  • a wracając na nasze podwórko, sprawa plagiatów, która tak bardzo zaszkodziła naszemu wizerunkowi zakończyła się tak naprawdę niczym…

Te przykłady, a pewnie Czytelnicy bloga znają mnóstwo innych podobnych przypadków, pokazują, że dokumenty typu Kodeksu są niezmiernie potrzebne. Nie mają one zastępować prawa, ale być wskazówką co oznacza pojecie „etos akademicki”. Przyzwoitość, rzetelność, otwartość, poszanowanie praw innych ludzi i wiele innych pojęć to nie terminy prawnicze, ale bez nich życie uczelni byłoby tylko mizerną karykaturą.

A na pytanie dlaczego większość polskich uczelni nie wprowadziła Kodeksu w życie najlepiej odpowie sprawdzenie na jakim miejscu w globalnym rankingu uczelni są polskie uniwersytety. W pierwszych paru setkach nie ma polskich uczelni i opisane przykładowe sytuacje (wraz z innymi przyczynami np. niskim poziomem finansowania nauki) skutecznie spychają nas na margines współczesnego świata.

Pełny tekst Kodeksu jest dostępny na stronie KRASP-u.

piątek, 9 stycznia 2009

Życie to jest jednak najlepszy reżyser! sprawa "wrocławska" toczy się szybko. Podaję linki do artykułów dotyczących Akademii Medycznej we Wrocławiu.
Zwykłem komentować bieżące wydarzenia, ale tym razem pióro odmówiło współpracy...

http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,6139701,Przedawnienie_ratuje_profesury_na_Medycznej.html

http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=72&w=89512134

środa, 7 stycznia 2009

Nie sądziłem, że będę pisał o sprawach odległych od życia akademickiego. Przecież mój blog jest platformą (nomen omen) dyskusji na tematy dotyczące spraw uczelni wyższych. Ale czasem nie sposób przejść obojętnie obok innych wydarzeń.

Taką spektakularną i bardzo niepokojącą sytuacją jest konflikt dotyczący gazu z Rosji. Zaczęło się dość niewinnie i mogło wydawać się, że - podobnie jak przed paru laty - strony konfliktu szybko dojdą do porozumienia. Ale tym razem to nie jest już tylko konflikt na linii Gazprom - Naftohaz, pardon, Rosja-Ukraina, ale krąg ofiar jest znacznie szerszy. Coraz nowe państwa alarmują, że brak dostaw gazu zagraża wręcz ich bytowi i gospodarce. Dziś rano gaz przestał płynąć także do Polski.

Co to oznacza chyba nie jest tak trudne do pojęcia dla średnio inteligentnego człowieka. Ze strony rządowej słyszymy z ust vice-premiera o „elastycznym reagowaniu”, a np. dzisiejszy popołudniowy informacyjny program telewizyjny wcale nie zaczyna się od tych informacji, bo ważniejszy jest news o… choince z lodu w górach, ale przecież gaz, obok ropy, to podstawowe paliwo energetyczne. Dziś gaz, jutro ropa, przedwczoraj Ukraina, wczoraj Słowacja, dziś Polska. Kto następny? A za oknami sroga zima, termin ataku został dobrze wybrany…

A my, pracownicy uniwersytetu w końcu nie jesteśmy na pustkowiu, żyjemy w społeczeństwie, ogrzewamy nasze domy gazem, jeździmy samochodami. Nasze osobiste powodzenie jest pochodną sukcesu państwa jako całości np. zatrzymanie produkcji w fabrykach stosujących gaz to mniejsze wpływy do budżetu i w konsekwencji zagrożenie zmniejszeniem dotacji także na nasze pensje i badania naukowe.



Dziś przedstawiam tekst, który nie wyszedł spod mojego pióra. Jestem przekonany, że trafnie opisuje on aktualny stan nauki polskiej. Nie jest to obraz optymistyczny, ale nawet Nowy Rok nie może przesłaniać nam prawdy.

Amicus Plato sed magis amica veritas…

Zachęcam do lektury i komentarzy:

http://www.ii.uni.wroc.pl/~jma/potiomkinowski.phtml

Uzyskałem zgodę autorów na zamieszczenie ich wypowiedzi w moim blogu.

poniedziałek, 5 stycznia 2009

W Nowym Roku chciałbym podzielić się uwagami dotyczącymi wydarzeń jeszcze z minionego roku. 17 grudnia w charakterze recenzenta odwiedziłem Uniwersytet Medyczny w Poznaniu. Z tym miastem wiążą się losy mojej rodziny, gdyż w 1957 roku studia medyczne ukończył tam mój Ojciec. Z zainteresowaniem oczekiwałem na spotkanie z profesorami z Poznania. I nie zawiodłem się, to było bardzo ciekawe i emocjonujące spotkanie.

Ale po kolei; samochód zostawiłem na parkingu kliniki przy ul. Polnej skąd blisko było do miejsca obrony. Po 100 metrach spaceru ku memu zdumieniu zobaczyłem okazały budynek stomatologii wraz z centrum kongresowym. Wspaniałe, nowoczesne gmachy. Z daleka przypomina Wydział Prawa Uniwersytetu Śląskiego poszerzony o centrum kongresowe. W środku przestronne korytarze, szkło, aluminium.

Zazdrość…

Niespodzianka czekała także tuż przed obroną pracy doktorskiej, ceremonię nadzoruje „mistrz” pomagający ubierać togi i ustawiający orszak wg ściśle określonej kolejności. Prawdziwy porządek poznański!

Sam przebieg przewodu doktorskiego nie odbiegał normy, ale nikt nie nosił pod pachą rzutnika…

Po obronie zostałem zaproszony do zwiedzenia gmachu, po którym oprowadziła mnie niezmiernie miła i gościnna Pani Profesor Honorata Shaw.

A w czwartek przyszło mi doznać kolejnego szoku, wróciłem do SK-1 w Zabrzu…

Załączam parę zdjęć z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.





niedziela, 21 grudnia 2008

Z okazji zbliżających się Świąt oraz Nowego Roku składam wszystkim czytelnikom bloga serdeczne życzenia.

środa, 17 grudnia 2008

Zbliża się koniec roku, czas na podsumowania.

W ciągu 10 miesięcy istnienia bloga zamieściłem na nim 66 tekstów. Choć powodem założenia bloga były sprawy uczelniane, to tylko w niewiele ponad połowie wszystkich moich wypowiedzi przedmiotem uwagi była nasza uczelnia. Chciałbym by jeszcze w większym stopniu był on platformą informacyjno-dyskusyjną na tematy dotyczące szeroko rozumianego życia akademickiego. Z tego powodu tak cenne są wszystkie komentarze.

Chciałbym Czytelnikom bloga zaproponować także inne możliwości wymiany myśli. Z przyjemnością opublikuję teksty przysłane na moją skrzynkę (adres jest pod zdjęciem).

Opublikuję każdy tekst sygnowany nazwiskiem lub pseudonimem albo anonimowo.

Otaczający nas świat dostarcza nieprzebranych tematów, a każdy głos w dyskusji jest bardzo ważny. W ten sposób możemy wspólnie opisywać ważne obszary życia uniwersyteckiego i pośrednio je kształtować (polepszać!).

poniedziałek, 15 grudnia 2008

Czym jest uczelnia medyczna bez szpitali klinicznych? Tu odbywa się najważniejszy etap całego procesu dydaktycznego, poprzedzony mozolnymi latami „wkuwania” anatomii, biochemii, fizjologii, histologii i szeregu innych przedmiotów. W murach szpitali uniwersyteckich zdobywamy podstawową wiedzę kliniczną, by dalej doskonalić się od zakończenia studiów aż do końca życia zawodowego. Tu po raz pierwszy stykamy się z ludzkim cierpieniem, uświadamiamy sobie jak trudna i odpowiedzialna będzie w przyszłości nasza praca. Widzimy jak chorzy wracają do zdrowia, ale obserwujemy także porażki. Nieraz przyjdzie nam spotkać chorych w ostatnich chwilach życia.

Szpitale to wizytówka każdej uczelni medycznej, jej chluba, ale czasem niestety także powód wielu problemów. Trudne rozliczenia z NFZ, długi, braki sprzętowe, dekapitalizacja starych obiektów, emigracja najlepszych pracowników to codzienne problemy.

Część z nich może rozwiązać budowa nowego szpitala, dlatego prezentuję Czytelnikom bloga przykład wykorzystania nowoczesnej technologii w budownictwie szpitalnym. Prezentacja była przedstawiona na konferencji „Szpital uniwersytecki” 1.12.2007 w Zabrzu (patrz blog z 1.12.2008).

Zapraszam!


Budowa szpitala Centre Hospitalier Universitaire de Nancy


Budowa szpitala Royal Orthopaedic Hospital w Birmingham


Projekt Cadolto w Rosji

czwartek, 11 grudnia 2008

Życie jest najlepszym reżyserem i dotyczy to także szkół wyższych. Nieraz kreuje takie sytuacje, których by nie wymyślił najbardziej twórczy umysł. Taka właśnie kuriozalna sprawa została opisana na łamach wrocławskiego wydania Gazety Wyborczej.

Otóż do tutejszej akademii medycznej nadeszły dwie recenzje dotyczące jednej habilitacji. Nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu każda habilitacja wymaga sporządzenia czterech recenzji, ale w tym przypadku obie opinie zostały sporządzone przez tego samego profesora. Gdyby przez pomyłkę został wysłany ten sam tekst to można by położyć to na karb roztargnienia zapracowanego naukowca, ale dostarczono dwie różne recenzje! I to całkowicie sprzeczne; jedna znakomita, druga negatywna.

W artykule cytowane są wypowiedzi osób zaangażowanych, w tym autora habilitacji, autora recenzji i przedstawiciela Centralnej Komisji ds. Tytułu i Stopni Naukowych.

Cała sprawa jest groteskowa, ale nie dla przyszłego (niedoszłego?) habilitanta.

Jak mogło dojść do takiej kompromitacji?! Czy to „wypadek” przy pracy, a może coś więcej?

Pozostawiam to do rozważań czytelników.

wtorek, 9 grudnia 2008

Ostatnie wydarzenia we wrocławskiej AM z uwagą są obserwowane w polskich środowiskach uniwersyteckich. Oskarżenie Rektora uczelni o popełnienie plagiatu to wydarzenie bez precedensu. Na stronie internetowej AM zostały opublikowane oświadczenia Rektora uczelni oraz Senatu. Wszyscy wyrażają wolę wyjaśnienia sprawy tak poważnych zarzutów.

Znaczenie poruszanych zarzutów wykracza daleko poza mury uczelni wrocławskiej, podobnie jak zarzuty o plagiat postawione przed laty jednemu z samodzielnych pracowników naszej uczelni. Wówczas reputacja naszej uczelni została narażona na szwank, tym bardziej, że odzyskanie dobrego imienia warunkuje szybka i sprawiedliwa reakcja odpowiednich gremiów, a takiego stanowiska nie udało się podjąć. Do dziś zdarza się nam usłyszeć niemiłe stwierdzenia: „to pan jest ze Ślam-u, tej uczelni słynnej z plagiatów…”. Na renomę pracuje się długie lata, reputację można stracić w parę chwil!

Uczelnia wrocławska, według mojego głębokiego przekonania, stoi w obliczu poważnego kryzysu. Co należy uczynić? Jak zachowają się gremia profesorskie, co uczyni kolegium elektorów? A lokalna i krajowa opinia publiczna czeka na dalszy bieg wydarzeń.

Wbrew pozorom sprawa nie musi być aż tak trudna, gdyż AM z Wrocławia przyjęła Kodeks -Dobre Praktyki w Szkołach Wyższych.

W preambule Kodeksu czytamy: „Podstawową wartością etosu akademickiego jest prawda”; w uczelni obowiązują, według Kodeksu m.in. zasady: służby publicznej, bezstronności w sprawach publicznych, legalizmu, przejrzystości. Jak te fundamenty etosu akademickiego pogodzić z zarzutami o plagiat? W końcowym fragmencie Kodeksu dotyczącym działań rektora i senatu czytamy: „…stanowisko rektora wymaga nie tylko zarządzania…ale – być może w jeszcze większym stopniu – przewodzeniu swemu środowisku uczelnianemu. W tym sensie rektor jest strażnikiem etosu…”.

W naszej uczelni w roku 1980, na początku roku akademickiego doszło do bezprecedensowego odwołania ze stanowiska Rektora prof. J. Jonka. Zebrały się wtedy na wspólnym posiedzeniu Rady Wydziału i tajnym głosowaniu wybrano nowego Rektora prof. Zbigniewa Hermana. Była to reakcja naszego środowiska akademickiego stawiające tamę wcześniejszemu modelowi uczelni kierowanej z komitetu partii. Zwyciężyła tradycja akademicka. Obserwowałem te wydarzenia jako student piątego roku.

Jak widać z tego przykładu sprzed blisko 30 lat, etos akademicki tłumiony od 1945 roku, nie dał się stłamsić. Byli wśród nas tacy Wielcy Profesorowie, jak T. Ginko, Z. Górka, Z. Herman, F. Kokot, S. Szyszko, J. Zieliński i wielu, wielu innych.

Zobaczymy, jak fundamentalne zasady demokracji, przejrzystości i sprawiedliwości sprawdzają się w czasach współczesnych. Dziś naszą uwagę skupia Wrocław, ale jutro może to być inna uczelnia…

Nie zajmuję oczywiście żadnego stanowiska dotyczącego faktycznej winy rektora z uczelni wrocławskiej, ale będę obserwował z uwagą dalszy bieg zdarzeń.

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Na stronie Akademii Medycznej w Gdańsku znajdujemy bieżące informacje dotyczące budowanego tam całkiem nowego szpitala klinicznego.

Warto popatrzeć na postęp prac budowlanych, bo może kiedyś i do nas uśmiechnie się los (albo weźmiemy go w swoje ręce…).







Więcej pod adresem http://www.amg.gda.pl/4589.html

piątek, 5 grudnia 2008

Z przyczyn niezależnych zmuszony jestem wycofać dokument dotyczący podwyżek dla pracowników naszej uczelni zamieszczony 3 grudnia.

Jest on dostępny na stronie: www.solidarnosc-sum.ovh.org

środa, 3 grudnia 2008

OCENZUROWANO
Chcesz zobaczyć usunięty tekst? Kliknij link poniżej:

http://www.solidarnosc-sum.ovh.org/files/pismo podwyzki 2008.pdf

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Rok temu, dokładnie 1 grudnia odbyła się w Zabrzu konferencja „Szpital uniwersytecki”. Ideą tego spotkania było pokazanie roli szpitala klinicznego (uniwersyteckiego) w życiu uczelni medycznej. Do udziału w Konferencji w charakterze wykładowców zaproszono specjalistów z różnych dziedzin; określono miejsce szpitala na rynku świadczeń zdrowotnych (dr n. med. Tomasz Romańczyk), omówiono zasady finansowania inwestycji (dr Maria Węgrzyn), przedstawiono nowoczesne metody budowy szpitali (Remigiusz Cichocki), kończąc na prezentacji dotyczącej zarządzania szpitalami (prof. Aldona Frąckiewicz-Wronka) oraz szpitalnego systemu informatycznego (prof. Ewa Piętka).

Znakomitym uzupełnieniem tych wykładów tematycznych było wystąpienie dr hab. Piotra Czauderny, pełnomocnika rektora Akademii Medycznej w Gdańsku ds. budowy nowego szpitala klinicznego. Przedstawił on historię z tej uczelni prowadzącą do sukcesu w postaci rozpoczęcia budowy szpitala klinicznego (zdjęcia z wbudowania kamienia węgielnego z udziałem Premiera D. Tuska i Minister Zdrowia E. Kopacz przedstawiłem na blogu przed paroma miesiącami).

Należą się gratulacje całemu środowisku z Gdańska, coś, co mogło wydawać się niemożliwe czasem jednak udaje się…

Nim zaproszę Czytelników bloga do zapoznania się z materiałami konferencyjnymi parę refleksji dotyczących naszej uczelni. Wydział zabrzański od lat czeka na szpital akademicki z prawdziwego zdarzenia. Najpierw panaceum miało być Akademickie Centrum Medyczne, a gdy ta szansa zgasła otrzymaliśmy nową ofertę wychodzącą naprzeciw ówczesnym działaniom Dziekana Wydziału profesora Wojciecha Króla zmierzającym do budowy w Zabrzu całkiem nowego szpitala. Jesienią 2006 roku była szansa rozpoczęcia procedury budowy zupełnie nowego szpitala klinicznego w Zabrzu za kwotę oscylującą wokół PÓŁ MILIARDA ZŁOTYCH. Warunkiem była oczywiście zgoda uczelni wyrażona decyzją Senatu.

Niestety, decyzja była negatywna, za budową głosowało 5 osób!

Czy można sobie wyobrazić bardziej kuriozalną decyzję?! Skarb Państwa w osobie Ministra Zdrowia wyraża chęć pomocy instytucji publicznej jaką jest uczelnia, a ta DOBROWOLNIE REZYGNUJE! No cóż, pociąg z pieniędzmi minął Zabrze, a „nasze” miliony wsparły inną uczelnię.

Tę decyzję Senatu uważam za największy błąd minionej kadencji!

Taka szansa rozwojowa może się już drugi raz nie powtórzyć, a zainteresowanym poznaniem stanu dzisiejszej bazy klinicznej Wydziału zapraszam do odwiedzenia Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu.


Program konferencji "Szpital uniwersytecki"