Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

niedziela, 29 maja 2016

O polskim życiu uniwersyteckim

W czasie pewnego spotkania towarzyskiego konwersacja skierowała się w stronę bieżącego, polskiego życia politycznego. Niektórzy rozmówcy nie przebierając w słowach zaprezentowali swe poglądy. Niby normalna sytuacja, ale argumenty merytoryczne zostały zastąpione kategorycznymi stwierdzeniami oceniającymi ludzi władzy i podejmowane przez nich decyzje. Hasła i epitety, kalki i uproszczone, gdzieś zasłyszane lub przeczytane wypowiedzi całkowicie wyparły stanowiska poparte głębszą analizą wynikającą z indywidualnego toku rozumowania. Poraziła mnie łatwość wyrażania poglądów na poziomie propagandowym, bez absolutnego dopuszczania możliwości złej oceny zjawisk. Takie postawy przywodzą pewne znane powiedzonka: „lepiej się z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć” lub „mądry mówi - mylić się mogę, a głupi - głowę daję”.
Dlaczego piszę o tym na blogu poświęconym sprawom polskiej nauki? Sądzę, że takiego rodzaju dyskurs opanował także środowiska uniwersyteckie. Merytoryczna dyskusja została wyparta przez pseudo-dyskusję. Bliskie mi są różne wydarzenia z polskiego życia akademickiego, ale najbliższa jest „koszula ciału” zatem najważniejsze są dla mnie losy mego macierzystego wydziału. Czy przyszłość wydziału zabrzańskiego rysuje się w optymistycznych barwach? Jest wiele zagrożeń; powstają nowe uczelnie medyczne, idzie niż demograficzny, a samo miasto Zabrze trudno uznać za atrakcyjne miejsce do studiowania. Czym przyciągnąć najlepszą młodzież właśnie do nas? Musimy zapewnić, jak najlepsze warunki do studiowania, szybko poprawić bazę dydaktyczną, poziom prowadzonych zajęć musi być naprawdę wysoki. Gdzie są obiekty do uprawiania sportu przez studentów? A możliwości ich udziału w pracy naukowej w ramach Studenckich Kół Naukowych - czy są na pewno adekwatnie wykorzystane? Inna, kluczowa kwestia rzutująca na ranking wydziału to jakość pracy naukowej - czy jest ona na wystarczająco wysokim poziomie?
Pytań można postawić wiele, ale by próbować formułować odpowiedzi najpierw należy podjąć merytoryczną dyskusję. A tej brakuje, nie było jej w okresie przed wyborami nowych władz uczelni, nie ma jej także dziś. Jak mamy sprostać wyzwaniom współczesności skoro nie mamy planu działań wypracowanego przez całą społeczność akademicką? Proszę spojrzeć na kolejne numery uczelnianego Newslettera, znajdujemy tam masę informacji o życiu uczelni, ale sygnalizowanych treści warunkujących postęp tam nie znajdziemy. Opis rzeczywistości, swoisty fotoplastykon bieżących wydarzeń bez dogłębnej analizy to o wiele za mało, ta droga nie prowadzi do ewolucji w kierunku nowoczesnej, dobrej uczelni. Bez otwartej dyskusji nie mamy żadnych szans na przyszłość. A, jak piszę na początku tekstu, umiejętność dyskusji jest na katastrofalnym poziomie. Niestety, ta diagnoza dotyczy także środowisk uniwersyteckich.

środa, 25 maja 2016

Zawód lekarz, część 24-ta: Jak poinformować o zgonie?



To najtrudniejszy obowiązek w naszej pracy. Stawia nam najwyższe wyzwania dotyczące naszej kultury osobistej, taktu, wyczucia. Nie ma żadnej żelaznej zasady, każda sytuacja jest inna. Inaczej jest, gdy mamy do czynienia z pacjentem terminalnie chorym i rodzina od dawna zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji, a co innego gdy zgon nastąpił całkowicie niespodziewanie. Jeszcze trudniej jest powiedzieć rodzicom, że zmarło ich dziecko. Dla mnie osobiście najtrudniejsze zawsze były sytuacje, gdy zgon nastąpił nieoczekiwanie. Pamiętam pewien dyżur, na który przywieziono 75-letniego pacjenta z zapaleniem płuc. Stan ogólny był dobry, nie było, jak się wydawało, żadnych symptomów zagrożenia życia. Towarzyszyła mu córka, którą lekarz Izby Przyjęć poinformował o stanie zdrowia. Niestety, w ciągu weekendu pacjent zmarł i byłem świadkiem jak rodzina miała pretensje, że nie oceniono właściwie stanu pacjenta w czasie przyjęcia. Trudno stawiać jakiekolwiek formalne czy merytoryczne zarzuty lekarzowi Izby Przyjęć, niemniej pewna ostrożność przy formułowaniu oceny sytuacji byłaby pomocna.

piątek, 20 maja 2016

Zawód lekarz, cześć 23-cia: Jak komunikować się z pacjentem?


Ta umiejętność mogłaby zostać umieszczona w rozdziale „Kontakt z pacjentem”, ale problem jest nieco szerszy. Nie zawsze komunikujemy się z samym chorym, bywa, że naszym rozmówcą jest rodzina pacjenta. Te okoliczności dotyczą głównie pacjentów hospitalizowanych. Generalnie można założyć, że stan zdrowia takiego pacjenta, wymagającego diagnostyki szpitalnej jest poważniejszy niż pacjenta leczonego w trybie ambulatoryjnym. Często stajemy przed dylematem: jak informować pacjenta o jego stanie zdrowia? Odpowiedź wydaje się oczywista: należy mówić prawdę. W życiu codziennym nie jest to tak proste. Pacjent lub członek jego rodziny nie zawsze jest w stanie właściwie zrozumieć nasze słowa, a poza tym zwykle oczekuje się od nas pomyślnych informacji. Na podstawie moich obserwacji należy zachować pewną ostrożność i przedstawiać perspektywy stojące przed pacjentem w nieco bardziej pesymistycznej tonacji niż zbyt optymistycznej. Przecież tak naprawdę rzadko możemy mieć stuprocentową pewność co do rokowania i robienie nieuprawnionej nadziei może wywołać uzasadnione zarzuty ze strony pacjenta lub jego rodziny. Nie proponuję oczywiście celowej dezinformacji pacjenta by później zbierać pochwały za cudowne wybawienie z poważnej opresji; taka postawa czasem prezentowana przez lekarzy nie może uzyskać akceptacji. Najtrudniej dotrzeć z informacją dotyczącą osoby ciężko chorej, o niepewnym rokowaniu. Opowiem pewną historię. Do szpitala przyjęto 18-letnią dziewczynę, u której postawiono niedawno rozpoznanie poważnej choroby. Dotąd na nic nie chorowała, dla niej samej i rodziny był to szok, szczególnie, że była na parę miesięcy przed maturą. Matka tej dziewczyny była częstym gościem w szpitalu, wykazywała niezwykłą troskę o stan zdrowia córki. Pacjentkę prowadził ten sam lekarz, który woził inną młodą pacjentkę na konsultacje co wywołało później problem opisany w rozdziale „Kontakt z pacjentem”. Od początku, jako lekarz z powołania zaangażował się mocno w opiekę na pacjentką, prawie codziennie rozmawiał z jej matką czyniąc – jak się później okazało – nieuzasadnione nadzieje. Matka nie potrafiła przyjąć do wiadomości, że stan jej córki jest bardzo poważny, a lekarz nieco pochopnie podtrzymywał jej wiarę w wyzdrowienie. Gdy pacjentka zmarła rozpacz matki była ogromna, być może nieco inny, bardziej realistyczny sposób komunikowania mógłby lepiej ją przygotować na nieuchronny finał?

niedziela, 15 maja 2016

O polskich uczelniach medycznych

W ostatnim czasie docierają informacje o powstających wydziałach lekarskich w takich miastach, jak Rzeszów, Kielce, Zielona Góra, Warszawa czy Kraków, a w szeregu innych miejscowości trwają intensywne prace przygotowawcze by rozpocząć szkolenie przyszłych medyków. Słychać także informacje o ogromnych braku lekarzy sięgających w skali kraju 70 tysięcy. W wielu specjalnościach lekarskich średni wiek znacznie przekracza 50 lat; luka pokoleniowa wręcz zagraża bezpieczeństwu zdrowotnemu polskiego społeczeństwa. Nie próbując dociec dlaczego tak się stało dość oczywista wydaje się potrzeba działań zmierzających do zwiększenia liczby studentów medycyny. Jak uzdrowić sytuację? Można próbować zwiększać liczbę studentów w już istniejących uczelniach, tworzyć nowe wydziały lub też wykorzystywać obie te drogi. Trudno oczywiście liczyć na natychmiastowe efekty, a jednym z warunków jest dysponowanie środkami finansowymi.

Kwestie powstawania nowych wydziałów medycznych budzą ogromne emocje w już istniejących uczelniach medycznych. Rozrzut opinii jest ogromny; od totalnej krytyki do głosów wskazujących, że nowe wydziały to szansa także dla istniejących uczelni z powodu naturalnej konkurencji wymuszającej wprowadzanie reform. W ankiecie przedstawiam szereg pytań, proszę o zaznaczenie dowolnej liczby odpowiedzi zgodnie z posiadanym poglądem. Wyniki ankiety przedstawię 13 czerwca.

Create your own user feedback survey

piątek, 13 maja 2016

Zawód lekarz, część 22: Punktualność

Czas pracy lekarza regulują ogólne przepisy. Ale nie zawsze te formalne wymogi są najważniejsze, czasem decydują inne względy. Znaczenie punktualności ma innym wymiar w pracy ambulatoryjnej, a inny w warunkach szpitala. Czy lekarz może spóźnić się na operację? A na dyżur na Izbie Przyjęć? Do dobrego zwyczaju jest przekazywanie sobie dyżuru; znam sytuację, gdy jeden lekarz dyżurujący do 8 rano opuścił Izbę Przyjęć nie czekając na zmiennika, który dotarł po 10 minutach. Ale ciągu tych zaledwie 10 minut do Izby Przyjęć trafiło dwóch pacjentów w ciężkim stanie! W poradni raczej nie ma takiego ryzyka, ale do naszych obowiązków na pewno trzeba zaliczyć punktualność. To ważny, raczej niedoceniany fragment kreowania wizerunku lekarza. Nikt z nas nie lubi oczekiwać na otwarcie urzędu lub banku, w którym akurat mamy coś do załatwienia. Nie można akceptować innych standardów w naszej pracy, wręcz przeciwnie powinniśmy być wzorem do naśladowania.

wtorek, 10 maja 2016

Najlepszy dydaktyk roku

W ostatnim numerze Newslettera naszej uczelni (link poniżej) znajduje się informacja o wyborze najlepszego dydaktyka przez studentów Wydziału Nauk o Zdrowiu. To świetny pomysł, podobny wysunąłem w 2008 roku w moim programie wyborczym, gdy kandydowałem na stanowisko rektora SUM (link do programu poniżej).

Postuluję, by podobne konkursy zorganizować we wszystkich wydziałach. To studenci powinni nas oceniać, a taki tytuł to zaszczyt i honor dla wyróżnionego dydaktyka.

Numer 30. newslettera SUM
Program wyborczy 2008

piątek, 6 maja 2016

Zawód lekarz, część 21-sza: Organizacja pracy

Indywidualne starania lekarza by jak najlepiej wywiązywać się ze swych obowiązków nie są zależne tylko od niego samego. Są pewne okoliczności zewnętrzne, na które nie mamy wpływu. Do takich czynników należy np. wcześniej wzmiankowane znaczenie sprzętu do badań diagnostycznych. Dużą rolę odgrywa także organizacja pracy lekarskiej. To sfera dla managerów służby zdrowia, dyrekcji i pionów organizacyjnych przychodni i szpitali. Z pewnością istotne są także regulacje prawne obowiązujące w danym kraju. Nie chodzi przecież by lekarz wykonywał mnóstwo niepotrzebnych lub mało znaczących czynności, powinno nam zależeć by skupił się na najważniejszym zadaniu: leczeniu ludzi. Im więcej tej dodatkowej, biurokratycznej pracy wykona personel pomocniczy tym efektywniejsza będzie nasza praca. Dam dwa przykłady pomysłów na dobrą organizację pracy. Przed laty zostałem zaproszony przez Profesora Wojciecha Olszyńskiego z Saskatoon w Kanadzie do wygłoszenia paru wykładów dla tamtejszego środowiska lekarskiego. To było spore wyzwanie, szczególnie wykład dla lekarzy uniwersytetu i studentów wymagał długotrwałych przygotowań. W czasie tygodniowego pobytu w Kanadzie miałem także okazję podpatrzeć pracę Profesora w Jego prywatnej przychodni. Cała dokumentacja jest prowadzona elektronicznie, recepty są także wypisywane przy pomocy komputera, a następnie są wysyłane drogą elektroniczną do wskazanej przez pacjenta apteki. Proste i przyjazne, nieprawdaż? Ale najbardziej zdziwiła mnie możliwość podania drogiego leku w cenie 300 dolarów kanadyjskich już na pierwszej wizycie, za który pacjent dopiero później zapłaci. Co więcej, nie musi pokryć tego kosztu jednorazowo, ale ma na to 6 miesięcy. Przyjazna procedura, oszczędzająca dodatkowej wizyty i dająca szansę na podjęcie kosztownej terapii. Moja siostra Małgorzata od dwóch dekad pracuje w Australii, jako lekarz pierwszego kontaktu, tzw. General Practitioner (GP). Wielokrotnie wysyła do specjalistów swych pacjentów; podoba mi się sposób komunikowania między nią a specjalistami. Odbywa się to drogą poczty elektronicznej, w ciągu 2 tygodni od konsultacji jej pełny tekst jest przesyłany. To zabiera sporo czasu, ale dzięki takiemu systemowi jakość opieki na pewno wzrasta.

sobota, 30 kwietnia 2016

W odpowiedzi na komentarz Czytelnika

Odpowiadając anonimowemu (niestety) Czytelnikowi na komentarz z 29.04 godz. 20;20 muszę stwierdzić, podtrzymując stanowisko z tekstu z 28 kwietnia, że w moim przekonaniu zdecydowana większość lekarzy to uczciwi ludzi i solidni lekarze spełniający wymagania etyczne. Taka generalna krytyka środowiska lekarskiego, w dodatku ukryta za parawanem anonimowości, nie jest wiele warta. Znam wielu znakomitych, uczciwych, oddanych pacjentom lekarzy.
Ale jak mówi przysłowie-łyżka dziegciu zepsuje beczkę miodu-oddaje prawdziwy stan rzeczy…

piątek, 29 kwietnia 2016

Zawód lekarz, część 20-ta: Etyka, jako podstawa zawodu lekarza


O etyce lekarskiej napisano tomy. Stworzono Kodeks Etyki Lekarskiej szczegółowo opisujący jak powinniśmy się zachowywać w codziennej pracy zawodowej. Nie mam zamiaru powtarzać znanych określeń ani ex katedra prawić morały i wskazywać co jest dobre a co złe. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na dwa aspekty, dwa wymiary etyki w postępowaniu lekarskim. Pierwsza sprawa to indywidualne postępowanie lekarza, każdy swą postawą buduje własny wizerunek. Każdy z nas pracuje sam dla siebie i mozolnym trudem stara się wypracować własną pozycję zawodową i szacunek pacjentów. I drugi aspekt, odbiór społeczny naszych zachowań, jako grupy zawodowej. Ileż to razy słyszymy czy czytamy, że „lekarze to grupa przekupnych, chciwych osób” lub innymi, niepochlebnymi słowy opisuje się nasze środowisko. Śmiem twierdzić, że znaczna większość z nas, lekarzy spełnia podstawowe kryteria etyki zawodowej. Ale jest niezbyt liczna, ale dobrze zauważana przez pacjentów grupa lekarzy, którzy ewidentnie wykraczają poza te przyjęte powszechnie zasady. Ich wizerunek jest fatalny, ale, co gorsza, rzutuje to na całe środowisko lekarskie. Działania tych lekarzy powodują znaczące zaniżenie społecznej oceny lekarzy. Zatem dość oczywisty jest wniosek, że tacy lekarze powinni być szybko i skutecznie eliminowani z grona medyków. Tak się jednak nie dzieje, z ogromną szkodą dla całego środowiska. I nie mówię tu o błędach, jakie każdemu mogą się zdarzyć. Myślę o oszustach. Np. znam przykład, gdy lekarz w celu wyłudzenia kontraktu z NFZ wpisał do listy lekarzy przyjmujących w jego placówce „martwe dusze”, lekarzy, którzy nigdy tam nie pracowali. Ewidentne oszustwo w celu wyłudzenia pieniędzy!
I nic się nie stało, ten lekarza nadal pracuje w zawodzie. Gdzie był samorząd lekarski? Gdzie procedury karne?
W innej, głośnej na cały kraj historii dotyczącej znanego lekarza oskarżanego przez dziesiątki pacjentów o postawę całkowicie niezgodną z przyjętymi standardami i liczne malwersacje finansowe w jego obronie stanął konsultarnt wojewódzki w tej dziedzinie, znany profesor. W oficjalnym oświadczeniu w najlepszych słowach ocenił tego lekarza, ba, wręcz stawiał go za wzór do naśladowania. Nie dość, że po prostu kłamał, to jeszcze w ten sposób na szwank wystawił nie tylko własny wizerunek, ale godził w renomę macierzystej uczelni.
Albo będziemy skutecznie eliminować takich ludzi albo wszyscy będziemy odbiorcami negatywnych ocen społecznych. W wielu krajach np. skandynawskich, USA czy Wielkiej Brytanii standardy są zupełnie inne i środowisko lekarskie szybko i skutecznie pozbywa się „czarnych owiec”. Chcemy cieszyć się społeczną estymą, chcemy zaliczać się do elity społeczeństwa to nauczmy się dbać o własne interesy w odpowiedni sposób.

piątek, 22 kwietnia 2016

O modelu kariery uniwersyteckiej

Jaki powinien obowiązywać wzór kariery akademickiej w odniesieniu do osobistego awansu zawodowego? W ostatnich latach wiele osób uzyskało stopień doktora habilitowanego, mamy także sporo młodych profesorów. Naturalne jest, że ci ludzie szukają dla siebie drogi dalszego rozwoju, która w oczywisty sposób wiąże się z możliwościami objęcia samodzielnych stanowisk kierowniczych. A liczba tych stanowisk nie jest nieograniczona stąd powstaje pytanie jak powinna być regulowana kwestia obsadzania pozycji kierowniczych w uczelniach. Popatrzmy na inne obszary życia publicznego; Prezydent RP może swą zaszczytną funkcję pełnić przez dwie pięcioletnie kadencje, ale nie ma limitu dla czasu zajmowania stanowiska premiera, posła, senatora czy prezydenta miasta. Wracając na podwórko akademickie; tu czas piastowania funkcji rektora lub dziekana też jest ograniczony do dwóch kadencji.
• Zatem warto zadać pytanie czy funkcja kierownika katedry nie powinna być ograniczona czasowo?
• Czy dobrze jest, że w naszych realiach osoba, która uzyska takie stanowisko w zasadzie pełni je do końca pracy zawodowej?
• Czy na pewno zawsze jest ona w stanie sprostać wyzwaniom czasu?
• Czy nie należy dać szansy młodszym, dynamicznym kolegom?
W wielu krajach o wysoko postawionej nauce preferuje się wybór młodych osób, raczej w pobliżu 40-tki na stanowiska kierownicze, a byli szefowie pełnią nadal ważną rolę, jako konsultanci, eksperci i doradcy. Taki wzorzec wymiany pokoleń gwarantuje niezbędny rozwój i dynamikę uczelni bez odrzucania dorobku wcześniejszych liderów.
Proszę Czytelników o opinie w tym niezwykle ważnym obszarze, decydującym w znacznym stopniu o poziomie nauki i dydaktyki w każdej uczelni.

środa, 20 kwietnia 2016

Wyniki ankiety z 12 kwietnia

Wyniki ankiety z 12 kwietnia

piątek, 15 kwietnia 2016

Zawód lekarz, część 19-ta: Wyobraźnia i umiejętność przewidywania


Ten punkt mógłby śmiało być dołączony do rozdziału „wiedza” lub „doświadczenie”, ale zdecydowałem się go przedstawić osobno. Uważam, że wyobraźnia i umiejętność przewidywania to coś więcej niż tylko pochodna wiedzy i doświadczenia. To wypadkowa pewnych nabytych i wrodzonych cech lekarza. Można posiąść wiedzę, ale nie oznacza to automatycznie, że staniemy się wystarczająco przewidujący. Powinniśmy być jak szachiści, najlepsi z nich potrafią przewidzieć wszystkie możliwe warianty ruchów pionków i figur na szachownicy na około 20 posunięć naprzód. Dobry lekarz to ten, który potrafi dzięki wiedzy, doświadczeniu i wyobraźni przewidzieć najróżniejsze scenariusze. Szczególnie ważna jest umiejętność przewidzenia wystąpienia pogorszenia stanu chorego i podjęcia na czas odpowiednich kroków zapobiegawczych. Podam przykład takiego braku wyobraźni, który skończył się tragicznie. Na oddział przyjęto mężczyznę w średnim wieku w celu diagnostyki nadciśnienia tętniczego. Po paru dniach został on na weekend wypisany na przepustkę do domu. Los chciał, że w piątek wykonano mu rtg klatki piersiowej, a wynik nie został sprawdzony przed wypuszczeniem go do domu. W niedzielę nastąpił nagły zgon pacjenta. Okazało się, że wykonane badanie wykazało obecność tętniaka aorty o czym ani pacjent ani lekarz nie mieli pojęcia. Nie można mieć pewności jak by się potoczyły losy tego pacjenta gdyby został w szpitalu, ale brak umiejętności przewidywania, a także zwykłej sumienności jest oczywisty. Zawsze lepiej zachować nieco więcej ostrożności niż kierować się samymi optymistycznymi scenariuszami.

wtorek, 12 kwietnia 2016

O polskim życiu "akademickim"...

Niedawno miałem zamiar przedstawienia cyklu niedawnych komentarzy Czytelników dotyczących spraw akademickich. Takich komentarzy nadeszło zbyt wiele, że trudno je wszystkie ponownie prezentować. Dominującym nurtem jest krytyka drogi kariery akademickiej. Trudno mi dociec dlaczego neguje się sens rozwoju naukowego jednocześnie przeciwstawiając mu rozwój kompetencji czysto lekarskich. Te komentarze z marca można łatwo przeczytać na blogu, to przykra lektura.

  • Dlaczego tak wiele osób nie akceptuje w ogóle ścieżki zawodowej nakierowanej na naukę?
  • Czy dobry naukowiec nie może być równocześnie dobrym lekarzem?
  • A może to pokłosie obserwacji codziennego życia akademickiego będącego naszym udziałem?
  • Może po prostu słowo „kariera” akademicka nic nie znaczy, kariera, rozumiana, jako sukces będący wynikiem mozolnej pracy w istocie nie istnieje?
  • Może ci spośród nas, którzy osiągnęli pozycję w świecie nauki i tak nie znajdują uznania w macierzystych uczelniach i nie mają szans na uzyskanie samodzielnych stanowisk „należnych” tylko „swoim”?

Gdyby ta teza była prawdziwa to negacja sensu uprawiania nauki może być uznana za w pełni uzasadnioną.

Poniżej przedstawiam interaktywną ankietę, proszę o odpowiedzi do godziny dwudziestej 20 kwietnia. Wieczorem tego dnia zaprezentuję jej wyniki. Proszę zaznaczyć wszystkie odpowiedzi, które uznasz za właściwe.

piątek, 8 kwietnia 2016

Zawód lekarz, część 18-ta: Aparatura medyczna

W procesie diagnostycznym coraz większe znaczenie przypada różnego rodzaju badaniom, a zmniejsza się rola tradycyjnego badania fizykalnego. Nieraz w czasie ćwiczeń ze studentami boleję nad faktem, że ustalenie np. granic serca przy pomocy badania opukowego stwarza takie trudności. Wręcz słyszę, „po co mamy się tak męczyć skoro jest UKG?” Nie podzielam tego poglądu, nie zawsze mamy pełną dostępność do metod diagnostycznych i np. dobre badanie fizykalne w gabinecie lekarza rodzinnego to podstawa do wszelkich dalszych kroków. Ale od postępu nie uciekniemy, znaczenie sprzętu rośnie. Zatem możliwości wykonywania badań diagnostycznych przy zastosowaniu wszelkich, najnowszych dostępnych metod z pewnością ma duże znaczenie dla pracy lekarza. Ale nie tylko same urządzenia będą decydowały o jakości naszej pracy; musimy dokładnie poznać możliwości każdej maszyny, a uzyskiwane wyniki muszą być jasno i czytelnie opisywane. Nie zawsze opis badania obrazowego czy histopatologicznego jest w pełni zrozumiały dla lekarza zlecającego badanie. Stąd bardzo przydatne są cykliczne spotkania typu „kominków radiologicznych”, jakie dawniej na stałe były wpisane w nasz dzień pracy. Cyklicznie, raz na parę tygodni spotykali się radiolodzy z klinicystami by omawiać konkretne przypadki i przedstawiać obrazy badań rtg. Ścierały się wówczas różne punkty widzenia, jest zrozumiałe, że inaczej widzi problem lekarz prowadzący, a inny pogląd ma radiolog, który nie zna wielu szczegółów dotyczących chorego. Z pewnością taka forma komunikowania między klinicystami i diagnostami umożliwia prawidłowy tor postępowania diagnostycznego i leczniczego.

piątek, 1 kwietnia 2016

Podsumowanie marca

Od dłuższego czasu nie zamieszczałem na blogu tekstów podsumowujących mijający miesiąc. W marcu zanotowałem dużą liczbę wejść (blisko 5000) oraz aktywność Czytelników mierzoną dużą liczbą nadesłanych komentarzy. Wydarzenia z marca skłoniły mnie do napisania paru zdań. Dwie sprawy skupiły uwagę Czytelników; chronologicznie były to wybory nowych władz Wydziału oraz odejście naszego kolegi doktor Daniel Sabata. Jego śmierć poruszyła wiele osób, nie mogłem być obecny na pogrzebie, ale wiem, że w ostatniej drodze Daniela towarzyszyło Mu bardzo liczne grono jego znajomych i przyjaciół. Daniela nie ma już wśród nas, ale może warto chwilę przystanąć i spróbować naśladować choć niektóre z Jego cech?
I druga sprawa, wybory władz. Chyba nie było dla większości pracowników zaskoczeniem wybór Prof. Misiołka na kolejną kadencję, ale pewną niespodzianką dla mnie była ogromna liczba komentarzy, jakie nadeszły od Czytelników bloga w nawiązaniu do tekstów marcowych. Znakomita z nich dotyczy najważniejszych spraw życia akademickiego. Fakt, iż wiele osób ciągle żyje sprawami uczelni powinno cieszyć, ale jednocześnie świadczy nie tylko o trosce, ale pokazuje także frustrację i rozczarowanie dotyczące naszego codziennego życia akademickiego. Szczególnie ważne są liczne głosy studentów, dziękuję za nie.
Dlaczego takie dyskusje i wymiana poglądów nie toczą się na niwie organów kolegialnych uczelni lub na łamach comiesięcznego wydania Newslettera? Dlaczego chowamy się za parawanem anonimowości komentatora na blogu? Żadna instytucja, a w szczególności uczelnia wyższa nie może funkcjonować bez otwartej dyskusji. Przecież dyskusja na tego rodzaju forum, jak blog nie zastąpi rzeczywistej wymiany poglądów, życie wirtualne nie może wyprzeć prawdziwej, żywej dyskusji między ludźmi. By taka dyskusja mogła mieć miejsce potrzeba woli ze strony władz oraz pracowników.
Czy taka wola istnieje? Patrząc na aktywność na blogu można zakładać, że pracownicy akademiccy widzą potrzebę dyskusji oraz zmian w życiu akademickim.
Zatem ruch należy do władz uczelni…

czwartek, 31 marca 2016

O polskich uczelniach medycznych przeczytane w prasie

NIK ocenia uczelnie medyczne: Studenci skarżą się na poziom zajęć praktycznych

piątek, 25 marca 2016

Życzę czytelnikom pogodnych
Świąt Wielkiej Nocy
oraz powodzenia
w życiu rodzinnym
i zawodowym

środa, 16 marca 2016

Msza żałobna za dr Daniela Sabata 19.03.2016 o godz. 11 w kościele NSPJ w Zabrzu Rokitnicy

wtorek, 15 marca 2016

Wspomnienie Profesor Bogny Drozdzowskiej o Danielu Sabacie

Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych…

19 września 2015 r. - sobota
Piękny wrześniowy dzień. Słońce świeci od rana, w godzinach wczesnopopołudniowych jest ponad 20 stopni. Wracam do domu spod Radomia. Dzwoni do mnie kolega z pracy i mówi, że Daniel miał zatrzymanie krążenia w trakcie zabiegu…
Przyjmuję to z obawą, ale nie traktuję poważnie. No, bo będzie wszystko dobrze. Sobotni wieczór. Oglądam z rodziną jakiś film, jest sympatycznie... Ten sam kolega dzwoni i mówi, że Daniel jest na OIOM-ie, że… a ja płaczę (z bezsilności, z bólu, z żalu, zadając sobie pytanie: dlaczego?) - bo przecież rozmawiałam z Nim 2 dni wcześniej w pracy (w czwartek 17 września) - cieszył się, że wreszcie będzie miał zabieg, który przyniesie jakieś rozwiązanie diagnostyczne. Pożegnaliśmy się do przyszłego tygodnia.

13.03.2016 r. - niedziela
Od tamtej soboty mija prawie pół roku. Trwam przez ten czas w zawieszeniu, bowiem Daniel jest w śpiączce; chociaż w śpiączce to jednak jest. Mimo posiadanej wiedzy medycznej gdzieś tam tli się iskierka nadziei, że może jednak jakoś się uda, jakoś to będzie.
Dr Daniel Sabat – osoba wyjątkowa, rzadko dziś spotykana, posiadająca w sobie mnóstwo pięknych cech. Człowiek uczynny, pomocny, koleżeński. Zawsze spokojny i opanowany, pogodny i uśmiechnięty. Lubiący swoją „patomorfologiczną” pracę, dokładny, rzeczowy, przywiązujący wagę do szczegółów. Zawsze znajdujący czas w razie potrzeby pomocy tak w sprawach zawodowych (tych związanych ze szpitalem oraz z uczelnią), jak i prywatnych. Na wszystkich naszych spotkaniach w Katedrze i Zakładzie Patomorfologii w Zabrzu zawsze z aparatem fotograficznym w ręce, żeby został ślad. Miłośnik historii medycyny i Wilna. Dla mnie od początku pracy w Katedrze i Zakładzie Patomorfologii w Zabrzu, a więc od 20 lat kolega – niezastąpiony kolega. Po prostu dobry Człowiek.

Godz. 21.15 - dostaję sms o treści: „Daniel właśnie odszedł na zawsze”...

Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych – i to prawda. Doktora Daniela Sabata nikt nie zastąpi. Bo czy są ludzie posiadający te wszystkie Jego cechy?
Dziękuję Ci, Danielu, że spotkałam Cię na swojej ścieżce życia
Bogna Drozdzowska

poniedziałek, 14 marca 2016

Słowa dr hab. Janusza Bursy o Danielu Sabacie

W pełni podzielam opinie prof. W. Pluskiewicza - dr D. Sabat był wspaniałym, uczciwym, rzetelnym Pracownikiem naszej Uczelni. Jego pasją była historia i dociekanie prawdy. Spokojny, zrównoważony, przemiły. Może nie wszyscy wiedzą, że spędzał dużo czasu (mając ku temu akredytację) w Wydziale IPN w Katowicach. Był członkiem tzw. Komisji Historycznej, powołanej przez Rektor Małecką dla wyjaśnienia kontaktów pracowników Uczelni ze służbami specjalnymi, również w niejasnych okolicznościach rozwiązanej. Przewodniczącym był prof. Grzegorz Opala.
Miałem zaszczyt współpracować z dr Danielem. Składam Mu wyrazy Wielkiego szacunku.

Wspomnienie o doktorze Danielu Sabacie

Wczoraj zmarł nasz kolega doktor Daniel Sabat. W wyniku powikłań po zabiegu chirurgicznym przeprowadzonym w warunkach ambulatoryjnych we wrześniu 2015 roku doszło do poważnego uszkodzenia mózgu i od tego czasu dr Sabat pozostawał w stanie śpiączki. To ogromna strata dla naszego środowiska.
Nieraz słyszymy opinie, że nie ma osób niezastąpionych, ale dr Sabat wyłamuje się spośród tego schematu. Jego postawa odbiegała od znanych standardów. Zawsze miał dla każdego czas, spokojny, zrównoważony, uśmiechnięty. Od lat prowadził studenckie koło naukowe, przez które przewinęło się setki studentów. Był także znawcą zagadnień historycznych, tych dotyczących np. Wileńszczyzny, ale głównie pasjonował się historią naszej uczelni. Ale wspominając Daniela najważniejszy dla mnie jest wspólnie spędzony czas podczas posiedzeń Senatu uczelni. W latach 2005-2012 obaj zasiadaliśmy w tym najważniejszym, wybieralnym organie kolegialnym akademickim. To był trudny czas, uczelnia przeżywała poważny kryzys ekonomiczny. Posiedzenia Senatu bywały burzliwe, a ówczesna Rektor Prof. E. Małecka-Tendera niezbyt przychylnie przyjmowała opinie niezgodne z jej poglądami. I chyba jedynym członkiem Senatu, którego krytyczne uwagi przyjmowała spokojnie był właśnie dr Sabat. Nigdy nie kierowały nim jakieś niejasne intencje, nie uczestniczył w żadnych „podchodach”, nie był związany z żadną grupą interesów. Zawsze motywowały Go tylko szlachetne intencje. Co więcej, zawsze był znakomicie przygotowany do posiedzenia i potrafił dostrzec nawet najmniejsze nieścisłości w przygotowanych dokumentach czy projektach uchwał. Jeśli zabierał głos to z reguły w miał rację wnosząc wartościowe zmiany do finalnych efektów pracy Senatu.
W dobie prymatu pieniądza, w czasie gonitwy za sukcesem takiego, skromnego zaangażowanego człowieka, bez reszty oddanego sprawom uczelni, dodatkowo obdarzonego ogromną kulturą osobistą trudno będzie zastąpić.

Będziemy o Tobie pamiętać, Danielu.

niedziela, 13 marca 2016

Daniel Sabat

Dziś zmarł Daniel Sabat.

piątek, 11 marca 2016

Zawód lekarz, część 17-ta: Możliwości rozwoju

Medycyna to jedna z najszybciej rozwijających się dziedzin nauki. W ciągu tygodnia przybywa więcej informacji niż w XIX wieku w okresie 10 lat! Nikt nie jest w stanie nadążyć za tym oszałamiającym postępem, stąd coraz szybsza specjalizacja w wąskich dziedzinach nauki. Dla każdego lekarza możliwość rozwoju zawodowego jest bardzo ważną kwestią. Na początku drogi zawodowej w trakcie przygotowywania się do egzaminu specjalizacyjnego ta potrzeba wydaje się oczywista, ale potem wcale nie znika wymóg nadążania za postępem wiedzy. Nie każdy szef rozumie taką potrzebę ustawicznego szkolenia, a wymagania by zrealizować kontrakt niejednemu przesłaniają cały świat. Zatem dobre miejsce pracy to takie skąd można czasem pojechać na kongres czy kurs, a lekarz chcący nadążać za postępem wiedzy nie był postrzegany, jako ktoś utrudniający codzienną pracę z pacjentem.

poniedziałek, 7 marca 2016

Wyniki ankiety z 2 lutego 2016

środa, 2 marca 2016

Kilka słów refleksji

Obserwacje otaczającego życia publicznego, tego z własnego „ogródka” jak i tego nazwijmy to „krajowego” teatru zdarzeń z okresu ostatnich dni i tygodni skłaniają do sformułowania paru zdań refleksji.

Udział w życiu publicznym to zaszczyt i zobowiązanie. To przywilej sprawowania władzy, ale i odpowiedzialność za własne słowa oraz, co znacznie ważniejsze, czyny. Osoby aspirujące do pełnienia takich eksponowanych stanowisk muszą spełniać wiele warunków dotyczących ich kompetencji, ale to nie wystarczy. Potrzebne są pewne dodatkowe cechy: opanowanie, kultura, umiejętność wsłuchiwania się w głos innych osób, zdolność do kompromisu, stosowanie w życiu reguł czystej gry, prawdomówność. Tych cech jest znacznie więcej, nie będę ich wszystkich wyliczał, pozwolę sobie wymienić kilka tych, które dyskredytują osoby chcące aspirować do miana lidera.
Działania zakulisowe, plotki, obmawiania za plecami, budowa grup wąskiego interesu, matactwa, używanie argumentów nie merytorycznych, niskie motywy działania nie biorące pod uwagę prawdziwego interesu grupowego czy wręcz posługiwanie się kłamstwem to niektóre cechy niegodne prawdziwego lidera czy też kandydata do takiej roli.

Na prawdziwy autorytet, na rzeczywiste uznanie pracuje się lata. Podważyć autorytet, zniweczyć uznanie społeczne można szybko, opinia publiczna nie akceptuje pewnych zachowań.

Noblesse oblige…

Hot news!

Dziekanem naszego Wydziału ponownie został Profesor Maciej Misiołek.
Gratulacje, Panie Profesorze!

niedziela, 28 lutego 2016

Ważny list Czytelnika dotyczący plagiatów

Plagiat i co dalej?


Mimo młodego wieku doświadczyłem praktycznego spotkania z etyką naukową, a konkretniej, z najbardziej powszechnym przykładem nierzetelności naukowej: plagiatem.

Zostałem splagiatowany. Przez doktora. Doktor splagiatował magistra. Ale nie tylko przez doktora. Przez studentkę również. I za każdym razem spotkałem się z brakiem znajomości etyki naukowej (bardziej odpowiednie w tym kontekście jest angielskie pojęcie publication ethics) przejawiającym się tym, iż osoby, które winny podjąć stosowne działania, podejmowały je opieszale albo wcale.

Na początku chciałbym przedstawić sprawę dr Daniela Wiśniewskiego z Instytutu Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu Opolskiego w Opolu. Aby nie pozostawać gołosłownym, oto linki: retraktowany artykuł oraz przeprosiny.

Po wykryciu plagiatu zgodnie z zasadami etyki naukowej poinformowałem dr Wiśniewskiego o swoich zastrzeżeniach, wysyłając jednocześnie plik z konkordancją zapożyczeń z mojego artykułu. Plagiator przyznał się do zarzucanego mu czynu, poinformował również redaktora o zaistniałej sytuacji.

Redaktor czasopisma nie wiedział, jak się zachować, ponieważ, jak wyjaśniał, był to pierwszy przypadek w historii czasopisma, gdzie doszło do takiego incydentu. Sprawa nagle nabrała tempa, gdy mając już dość czekania kolejnych tygodni bez jakichkolwiek działań redakcji, zapowiedziałem dochodzenie roszczeń na drodze sądowej od Wydawcy.

Drodzy Czytelnicy, proszę pamiętać, iż mimo ewidentnego plagiatu mojego artykułu, jak również przyznania się plagiatora do zarzucanego mu czynu plagiat był przez długi okres czasu dostępny do pobrania na stronie internetowej czasopisma oraz repozytorium Uniwersytetu w Białymstoku, co nie powinno mieć miejsca!

Artykuł został retraktowany w oparciu o wytyczne Committee on Publication Ethics (COPE) uznanych za wiodące wśród wydawców czołowych czasopism naukowych, które wykorzystałem w procesie retrakcji artykułu; opisałem redaktorowi naczelnemu wszystkie kroki, które należało podjąć oraz sporządziłem notę retrakcyjną.

Wodzony ciekawością postanowiłem zapoznać się z innymi pracami dr Wiśniewskiego, sądząc, iż być może splagiatował mnie w innym artykule. Ciekawość tym razem doprowadziła nie do piekła, lecz do interesującego odkrycia: na jednym plagiacie się nie skończyło! Autor splagiatował mnie również w tekście opublikowanym w Czechach [Wiśniewski, D. (2015). Przyczyny i skutki zagrożeń w globalnym społeczeństwie XXI w. W S. Neslušanová, M. Niklová, i E. Jarosz (Red.), Sociální pedagogika ve světle společenského, institucionálního a individuálního ohrožení (ss. 284–290). Brno: Institut mezioborových studií].

Co więcej, szukając dalszych zapożyczeń dostrzegłem, iż w każdym z trzech artykułów dr Wiśniewskiego dostępnych internetowo autor dopuszcza się nierzetelności naukowej. Sporządziłem recenzję z 3 artykułów autora dostępnych w Internecie, więc weryfikacja zarówno źródeł, z których korzystałem, jak również zapożyczeń nie sprawia żadnych trudności. Na marginesie sprawy: trochę czasu w weekend poświęciłem na znalezienie plagiatów oraz ich opisanie, ale mam nadzieję, że efekt był wart włożonego wkładu pracy. Co godne odnotowania, wśród ofiar plagiatora jest m.in. niedawno zmarły Śp. Ojciec Profesor Leon Dyczewski.

Po raz kolejny postąpiłem zgodnie z rekomendacjami COPE, kontaktując się z dwojgiem współredaktorów 22 lutego, a mianowicie dr Silvią Neslušanovą, PhD oraz doc. PhDr. Miriam Niklovą, PhD informując o plagiacie w redagowanym tomie, dołączając konkordancję zapożyczeń.

Zgodnie z przyjętymi zasadami etyki naukowej, redaktor powinien wszcząć dochodzenie w sprawie możliwych naruszeń, a tymczasem Pani Docent Niklová wprawiła mnie w zdumienie: mam się skontaktować z recenzentami tomu albo poinformować o zdarzeniu na forum naukowym w Polsce!

Szanowna Pani Docent, zgodnie z Pani sugestią, czynię to teraz, jednocześnie informując, iż zgodnie z publication ethics to Pani powinna podjąć stosowne działania, a nie kierować mnie do recenzentów czy stawiać w roli whistleblowera.

Tak jak wspominałem na wstępie, nie jest to jedyna sytuacja, w której styka się z plagiatem mojej pracy oraz brakiem stosownej reakcji osoby odpowiedzialnej za rozpowszechniany tekst.

Tym razem do plagiatu doszło na Uniwersytecie Jagiellońskim, sprawcą jest studentka, Agata Podosek, która dopuściła się plagiatu mojego tekstu w dwóch artykułach [Podosek, A. (2015). Pamięć ukryta w przestrzeni. ; Podosek, A. (2015b). The memory hidden in a space]. Dla studenta można być bardziej pobłażliwym, jednak w tym przypadku skala zapożyczeń robi wrażenie – to nie kilka zdań, ale całe partie tekstu. Oto zestawienie zapożyczeń dostępne do pobrania tutaj.

Skontaktowałem się z autorką drogą mailową, na co autorka odpowiedziała: „Gdybym wtedy miała czas to sprawdzić, pousuwać niektóre fragmenty, dodać więcej przypisów (…)”. Oj, nie mają czasu nasi studenci i naukowcy, nie mają… .

Plagiaty Agaty Podosek dostępne są na stronach internetowych Uniwersytetu Jagiellońskiego, a konkretnie na stronach Serwisu kompetencji międzykulturowych Instytutu Europeistyki UJ redagowanego przez dr Kingę Annę Gajdę. Dr Gajda w wiadomości mailowej z dn. 7 lutego adresowanej do mnie pisze, iż „(…) do wyjaśnienia sprawy dotyczącej plagiatu, artykuły p. Podosek zostały ściągnięte ze strony projektu” – słowa wymagają stosownego komentarza.

Po pierwsze, do momentu w którym piszę te słowa, tj. 28 lutego artykuły będące plagiatami są nadal dostępne do pobrania, naruszając zarówno etykę naukową, jak również moje prawa autorskie.

Po drugie, artykuły nie powinny zostać „ściągnięte” –artykuły będące plagiatem powinny zostać retraktowane. Retraktowane, Pani Doktor!


Możliwe, iż dr Gajda nie słyszała o retrakcji artykułu, więc 26 lutego wysłałem wiadomość mailową, w której piszę, iż artykuły Agaty Podosek winny zostać retraktowane. Co więcej, przesłałem link z przykładową notą retrakcyjną, aby dr Gajda mogła sprawnie retraktować artykuł. I co? I nic. Brak odpowiedzi, artykuły nadal dostępne do pobrania na witrynach Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Wcale mnie nie cieszy fakt wykrycia plagiatów. Raczej smuci, podobnie jak fakt nieznajomości obowiązujących procedur w przypadku wykrycia nierzetelności naukowej przez osoby odpowiedzialne za rozpowszechnianie publikacji.

Czy to właściwe, że ja, magister, wiem, jak należy postępować, podczas gdy ci, którzy piastują stanowiska, starsi wiekiem, tego nie wiedzą?

Dlaczego mimo wyraźnych wytycznych, którymi się dzielę, nie są prowadzone żadne działania albo są prowadzone opieszale?

Tomasz Burdzik
Uniwersytet Śląski w Katowicach
E-mail: tomasz.burdzik@gmail.com

piątek, 26 lutego 2016

Zawód lekarz, cześć 16-ta: Ortografia

Ortografia, no nie, czy warto iść tak szerokim wachlarzem wymagań stawianych lekarzom? Może tu można „odpuścić”? Absolutnie nie, lekarz nie ma prawa robić błędów ortograficznych. Czy można sobie wyobrazić słowo „rzeka” jako „żeka”? A „przerzut” jako „przeżót”? A może „chistoria horoby” przypada Ci, Czytelniku do gustu? Skalę zjawiska uświadomiły mi zajęcia ze studentami, którzy w czasie zajęć na V roku piszą historie choroby. Błędy ortograficzne występują w kilku procentach tych opracowań! Lekarz to zawód wyjątkowy i wymagania muszą być wyjątkowe. Czy można sobie wyobrazić podobne błędy w karcie wypisowej lub w opisie badania obrazowego? Analogicznie, jak w sentencji wyroku sądowego trudno byłoby za dobrą monetę przyjąć obecność podobnych błędów. Jak spowodować by takie fakty nie miały miejsca? Może warto, do wyników matury, dodać coś więcej, jako kryterium przyjęcia na studia medyczne?
PS. Osoby z tzw. dysleksją mogą realizować swe pasje zawodowe w wielu innych dziedzinach, byle nie tam gdzie wymagana jest znajomość języka polskiego na nieco wyższym poziomie niż podstawowy…

środa, 24 lutego 2016

Hot news

Profesor Janusz Skalski zajął drugie miejsce w konkursie na Krakowianina Roku w kategorii "Nauka".

Gratulacje, Januszu!

piątek, 19 lutego 2016

Zawód lekarz, część 15-ta: Kultura osobista

Ten punkt na liście warunków sprzyjających sukcesowi w pracy zawodowej może nieco zaskakiwać. Ale zgodnie z moimi obserwacjami to bardzo ważna kwestia. Wymagania stawiane nam, lekarzom są ogromne. Dotyczą one w pierwszej kolejności kompetencji czysto zawodowych, ale to nie wszystko. Lekarz musi swym zachowaniem i kulturą osobistą być wzorem do naśladowania. Używane słownictwo, stosunek do pacjenta, jakość stosowanych argumenty w relacji z chorym muszą być bez zarzutu. Zgodnie z moimi obserwacjami poziom kultury w polskim społeczeństwie stale obniża się. Niestety, środowisko lekarskie nie jest immunizowane na wpływ świata zewnętrznego. Nawet najlepszy lekarz niespełniający wymogów w zakresie kultury osobistej, zachowaniem przypominjący bardziej przysłowiowego „kibola” niż osoby ze szczytów hierarchii społecznej traci znaczną część swej wiarygodności. Kultura osobista to bardzo pojemne pojęcie, zależy w znacznym stopniu od wpływu domu rodzinnego, szkoły, a także świata zewnętrznego.
Opowiem dwie historie z życia wzięte; obie dotyczą tego samego lekarza. To był znakomity chirurg, mistrz skalpela. Pewna lekarka spotkała się z nim w czasie dyżuru na pogotowiu i poprosiła o konsultację z powodu podejrzenia zapalenia wyrostka robaczkowego. Chirurg zbadał dziecko, wykluczył appendicitis, a następnie w obecności małego pacjenta i jego rodziców zwyzywał lekarkę od idiotek. „Kto pani dał dyplom, co pani tu w ogóle robi!” krzyczał. Z tym panem miałem okazję spotkać się niebawem osobiście, gdy udałem się na pogotowie w celu podania anatoksyny przeciwtężcowej po głębokim skaleczeniu w ogrodzie. Wszystko by się normalnie odbyło, ale gdy lekarz zadał pytanie o mój zawód i uzyskał odpowiedź, że jestem lekarzem po prostu wyrzucił mnie z gabinetu. Usłyszałem, że mam sobie sam wypisać receptę i podać lek! Czy tak traktuje się kolegów, lekarzy? Cóż z tego, że to był świetny fachowiec skoro reprezentował opisany poziom kultury? Pewnie takich lekarzy nie jest dużo, ale jak wiadomo jedna łyżka dziegciu zepsuje beczkę miodu.