Czytelniku, bądź współautorem bloga!
Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.
czwartek, 16 maja 2013
Z życia akademickiego w Zabrzu
Od stycznia br. nie uczestniczyłem w obradach Rady Wydziału w Zabrzu, gdyż miałem w tym czasie zajęcia dydaktyczne. Z tego powodu nie było możliwości by relacjonować bieżące wydarzenia z życia wydziału. Jeden z członków RW zwrócił mi nawet uwagę, że na blogu brak jest bieżących informacji. To fakt, dawniej, jako członek Senatu byłem bliżej aktualnych wydarzeń i znacznie częściej je komentowałem. Zawsze uważałem, że sprawozdanie z posiedzenia Senatu powinno być jednym z pierwszych punktów obrad RW. Jako członek Senatu w latach 2005-2012 zdaję sobie sprawę jak istotne decyzje tam zapadają. Dlatego przy akceptowaniu programu dzisiejszej RW złożyłem wniosek by sprawozdanie z Senatu przesunąć na początek posiedzenia, co spotkało się z aprobatą Dziekana Prof. M. Misiołka. Taki wniosek złożyłem także z tego powodu, iż od studentów dowiedziałem się o planach zmian w regulaminie studiów umożliwiających ich kontynuowanie bez zdania wszystkich egzaminów i chciałem u „źródła” zweryfikować te informacje. Taki system warunkowego dopuszczenia na dany rok od lat obowiązuje na wielu, może większości polskich uczelni. Od lat studenci podejmowali próby wprowadzenia tych zmian także u nas, ale zawsze natrafiali na stanowczy opór.
W sprawozdaniu z Senatu przedstawiono zarys tej rewolucyjnej zmiany filozofii studiowania na naszej uczelni. Istotnie od następnego roku akademickiego dopuszczalne ma być warunkowe zaliczenie roku, ale mają niebawem zostać określone pewne ograniczenia. Trzeba uznać racje, że bez zdania egzaminu np. z anatomii czy fizjologii kontynuowanie studiów nie może mieć miejsca, gdyż to są filary nauk medycznych. Nie ujmując znaczenia żadnej dziedzinie nauczania medycyny takie podejście do sprawy jest jak najbardziej uzasadnione.
Konkludując, mam nadzieję, że odtąd wydarzenia bieżące będące odzwierciedleniem wyników obrad Senatu będą jednym z pierwszych punktów obrad każdej RW.
W sprawozdaniu z Senatu przedstawiono zarys tej rewolucyjnej zmiany filozofii studiowania na naszej uczelni. Istotnie od następnego roku akademickiego dopuszczalne ma być warunkowe zaliczenie roku, ale mają niebawem zostać określone pewne ograniczenia. Trzeba uznać racje, że bez zdania egzaminu np. z anatomii czy fizjologii kontynuowanie studiów nie może mieć miejsca, gdyż to są filary nauk medycznych. Nie ujmując znaczenia żadnej dziedzinie nauczania medycyny takie podejście do sprawy jest jak najbardziej uzasadnione.
Konkludując, mam nadzieję, że odtąd wydarzenia bieżące będące odzwierciedleniem wyników obrad Senatu będą jednym z pierwszych punktów obrad każdej RW.
Ku pamięci bohatera narodowego
Koncert „Tadka” oraz specjalny pokaz spektaklu Sceny Faktu Teatru Telewizji „Śmierć rotmistrza Pileckiego” w 65. rocznicę zamordowania rotmistrza Witolda Pileckiego – Katowice, 25 maja 2013
25 maja 2013 r. przypada 65 rocznica śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego. Aby uczcić Jego pamięć, Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach oraz kino „Światowid” zapraszają na koncert „Tadka” z utworami z płyty „Niewygodna prawda” oraz specjalny pokaz spektaklu Sceny Faktu Teatru Telewizji „Śmierć rotmistrza Pileckiego”, który odbędzie się 25 maja 2013 r. o godz. 15.30 w kinie „Światowid” w Katowicach (ul 3 Maja 7).
Witold Pilecki (1901–1948) całe swoje życie poświęcił ojczyźnie, walce o wolność i godność człowieka. W 1918 r. uczestniczył w akcji rozbrajania Niemców, a w 1920 r. walczył z bolszewikami. W 1939 r. brał udział w kampanii wrześniowej, a następnie zaangażował się w działalność konspiracyjną. W 1940 r. pozwolił się ująć Niemcom, by w ten sposób dostać się do Auschwitz (jako więzień nr 4859), aby zbierać informacje o obozie, m.in. o zagładzie Żydów i utworzyć tam ruch oporu. W 1943 r. zbiegł z Auschwitz, a w 1944 r. wziął udział w powstaniu warszawskim, po którym trafił do niemieckiej niewoli. Po wojnie powrócił do okupowanego przez Sowietów kraju, gdzie podjął działania konspiracyjne. Aresztowany przez UB został skazany na śmierć i zamordowany w 1948 r. Rotmistrz Pilecki przeszedł do historii głównie jako „ochotnik do Auschwitz”.
W programie:
Więcej informacji o uroczystości w kinie „Światowid”:
tel. 32 258 74 32, mail: kino@swiatowid.katowice.pl.
25 maja 2013 r. przypada 65 rocznica śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego. Aby uczcić Jego pamięć, Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach oraz kino „Światowid” zapraszają na koncert „Tadka” z utworami z płyty „Niewygodna prawda” oraz specjalny pokaz spektaklu Sceny Faktu Teatru Telewizji „Śmierć rotmistrza Pileckiego”, który odbędzie się 25 maja 2013 r. o godz. 15.30 w kinie „Światowid” w Katowicach (ul 3 Maja 7).
Witold Pilecki (1901–1948) całe swoje życie poświęcił ojczyźnie, walce o wolność i godność człowieka. W 1918 r. uczestniczył w akcji rozbrajania Niemców, a w 1920 r. walczył z bolszewikami. W 1939 r. brał udział w kampanii wrześniowej, a następnie zaangażował się w działalność konspiracyjną. W 1940 r. pozwolił się ująć Niemcom, by w ten sposób dostać się do Auschwitz (jako więzień nr 4859), aby zbierać informacje o obozie, m.in. o zagładzie Żydów i utworzyć tam ruch oporu. W 1943 r. zbiegł z Auschwitz, a w 1944 r. wziął udział w powstaniu warszawskim, po którym trafił do niemieckiej niewoli. Po wojnie powrócił do okupowanego przez Sowietów kraju, gdzie podjął działania konspiracyjne. Aresztowany przez UB został skazany na śmierć i zamordowany w 1948 r. Rotmistrz Pilecki przeszedł do historii głównie jako „ochotnik do Auschwitz”.
W programie:
- multimedialna prezentacja pieśni patriotycznych
- koncert „TADKA” z utworami z płyty „Niewygodna prawda”
- prelekcja Krzysztofa Trackiego… o Rotmistrzu Witoldzie Pileckim - wystąpienie historyka
- Scena Faktu Teatru Telewizji „Śmierć rotmistrza Pileckiego”
Więcej informacji o uroczystości w kinie „Światowid”:
tel. 32 258 74 32, mail: kino@swiatowid.katowice.pl.
sobota, 11 maja 2013
Ranking polskich uczelni 2013
Poniżej przedstawiam ranking polskich uczelni medycznych wg Rzeczpospolitej i Perspektyw Anno 2013. Nasza uczelnia plasuje się w dole tabeli, podobnie jak w latach ubiegłych. Zaniedbania i różne "wpadki" wizerunkowe jakie się zdarzały w naszej uczelni w ostatnich latach spychają nas do grona najsłabszych polskich uczelni medycznych, a przecież nawet te najlepsze odbiegają znacząco o najlepszych uczelni europejskich i światowych. Niestety, nie widać światełka w tunelu dla polskich uniwersytetów, świat ucieka coraz szybciej. Potrzebujemy prawdziwych reform, a nie pozorowanych zmian i prężenia muskułów. Z finansowaniem nauki na poziomie znacznie poniżej 1% PKB na zawsze pozostaniemy tylko tłem dla zagranicznych uczelni.
| Miejsce | Uczelnia | 2012 | 2013 | Wskaźnik |
| 1 | Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego | 1 | 3 | 100,00 |
| 2 | Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu | 2 | 1 | 94,95 |
| 3 | Warszawski Uniwersytet Medyczny | 4 | 4 | 91,16 |
| 4 | Gdański Uniwersytet Medyczny | 6 | 5 | 91,01 |
| 5 | Uniwersytet Medyczny w Łodzi | 3 | 7 | 85,48 |
| 6 | Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu | 7 | 10 | 85,21 |
| 7 | Uniwersytet Medyczny w Białymstoku | 5 | 2 | 83,46 |
| 8 | Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach | 8 | 9 | 79,85 |
| 9 | Uniwersytet Medyczny w Lublinie | 9 | 6 | 79,31 |
| 10 | Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie | 10 | 8 | 72,17 |
| 11 | Collegium Medicum UMK im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy | 11 | 11 | 61,62 |
piątek, 3 maja 2013
Wyniki ankiety o dyskusji
Przedstawiam wyniki ankiety z 3 kwietnia dotyczącej jawności i anonimowości dyskusji prowadzonych na blogu.
Uzyskane odpowiedzi dają pewien obraz i pozwalają na zrozumienie, dlaczego dyskusja nie toczy się przy otwartej kurtynie.
Poszczególne pytania uzyskały następującą liczbę odpowiedzi TAK
• Biorę udział w dyskusji na blogu – 73,5%
• Brak ujawniania danych personalnych wpływa na jakość dyskusji – 79,6%
• Nie ujawniam swych, gdyż obawiam się reakcji przełożonych – 59,2%
• Nie ujawniam swych, gdyż obawiam się reakcji władz uczelni – 79,6%
• Nie ujawniam swych, gdyż obawiam się reakcji osób trzecich – 38,8%
Cieszy, że ¾ Czytelników deklaruje udział w dyskusjach na blogu. Aż 4 na 5 dyskutantów podziela pogląd, że anonimowość dyskusji negatywnie wpływa na jej jakość. Interesujące dane przynoszą trzy kolejne pytania; okazuje się, że najwięcej obaw budzi ewentualna reakcja władz uczelni i aż 80% osób biorących udział w dyskusjach tym względem motywuje potrzebę zachowania anonimowości. To bardzo znamienna sytuacja wskazująca na poważne zachwiania relacji na linii władze uczelni – pracownicy. Oczywiście dalszych badań wymaga ustalenia dlaczego tak powszechna jest obawa przed reakcją władz uczelni; czy wynika to z obserwacji losów innych pracowników, którzy publicznie prezentowali swe poglądy (np. Prof. Opala) lub osobistych doświadczeń. Niezależnie od przyczyn tego stanu rzeczy brak otwartej dyskusji to przeszkoda na drodze przekształcenia naszej uczelni w nowoczesną, wiodącą uczelnię medyczną w kraju. Interesująca inicjatywa Rektora P. Jałowieckiego prezentująca w Newsletterze różne informacje dotyczące uczelni to przykład jednokierunkowego przepływu treści od władzy do pracowników. Brak jest ścieżki w odwrotnym kierunku.
Potrzebę otwartej dyskusji toczonej na poziomie całej uczelni (czego nie dają dyskusje toczone w Senacie i Radach Wydziału nieznane ogółowi pracowników) uważam za kluczowy warunek rozwoju uczelni.
środa, 1 maja 2013
O nauce
Nie brałem udziału w ostatnim posiedzeniu Rady Wydziału w Zabrzu, gdyż przebywałem w tym czasie na kongresie naukowym. Jednak dotarły do mnie informacje dotyczące dyskusji w sprawie prowadzenia procedur nadania stopnia doktora habilitowanego trzem pracownikom uczelni. Istotą sporu był ich dorobek naukowy, mierzony znanymi kryteriami stosowanymi powszechnie (liczba publikacji, wartość współczynnika IF, cytacje itd.). Część dyskutantów, w tym Dziekan Prof. M. Misiołek postulowali by wstrzymać procedurę w celu zwiększenia dorobku; inni optowali za utrzymaniem tych punktów programu. Oczywiście, jako że nie byłem obecny nie mam możliwości zaprezentowania mego osobistego poglądu, ale problem oceny dorobku naukowego od dawna wymaga – w mojej ocenie – zupełnie nowego podejścia. Dotychczasowe kryteria, mało precyzyjnie określające wymagania stawiane kandydatom aspirującym do uzyskania kolejnych stopni naukowych i tytułu naukowego profesora powinny być ściśle określone. Do dyskusji pozostaje jakie wymagania należy spełnić, a dla różnych dziedzin nauki kryteria powinny być osobno sprecyzowane. Dziś (czego egzemplifikacją jest opisany spór) o dopuszczeniu kandydata decydują w znacznym stopniu względy pozamerytoryczne. Sądzę, że takie kryteria powinny być jednolite dla wszystkich uczelni danego typu w całej Polsce. Drugim istotnym czynnikiem jest ich stabilność; dany kandydat musi na wiele lat przed podejściem do danej procedury wiedzieć, że w czasie przygotowań zasady nie ulegną zmianie.
W celu uzyskania poglądów Czytelników bloga poniżej sformułowałem parę pytań w ankiecie. Pod koniec miesiąca podsumuję jej wyniki, proszę o aktywny udział.
W celu uzyskania poglądów Czytelników bloga poniżej sformułowałem parę pytań w ankiecie. Pod koniec miesiąca podsumuję jej wyniki, proszę o aktywny udział.
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Ankieta
3 kwietnia zamieściłem interaktywną ankietę dotyczącą anonimowości dyskusji na blogu. Dotąd wypełniło ją 47 osób. Za parę dni podsumuję wyniki ankiety i proszę Czytelników o zabranie głosu w tej ważnej sprawie.
piątek, 26 kwietnia 2013
niedziela, 21 kwietnia 2013
Gdy po powrocie z Rzymu, gdzie uczestniczyłem w obradach kongresu dotyczącego osteoporozy zaglądnąłem do Internetu ku memu zdziwieniu zauważyłem tekst dotyczący właśnie osteoporozy. Widać, że czasem wydarzenia z kręgu nauki przenikają do opinii publicznej.
Specjaliści: grozi nam epidemia złamań kości z powodu osteoporozy
Grozi nam epidemia różnego rodzaju złamań kości, jeśli nie zaczniemy wykrywać i skutecznie leczyć osteoporozy – zaalarmowali specjaliści podczas europejskiego kongresu poświęconego osteoporozie, który rozpoczął się w Rzymie.
Prezes europejskiego oddziału Międzynarodowej Fundacji Osteoporozy (IOF), John A. Kanis powiedział, że liczba złamań osteoporotycznych jedynie w latach 2001-2007 zwiększyła się o 30-100 proc. w poszczególnych krajach Unii Europejskiej.
Głównym powodem tak licznych złamań jest starzenie się społeczeństw, ale także lekceważenie tej podstępnej i groźnej choroby, jaką jest osteoporoza. Wiele osób się nie leczy, gdyż nie odczuwa żadnych dolegliwości. Tymczasem terapia polega przede wszystkim na zapobieganiu skutkom tej choroby, czyli złamaniom kości.
Osteoporoza objawia się niską masą kostną i upośledzoną mikroarchitekturą tkanki kostnej, co zwiększa łamliwość kości. Atakuje wszystkie kości człowieka, ale najczęściej dochodzi do złamania kręgów kręgosłupa, kości przedramienia, nadgarstków oraz bioder.
Złamania kręgów kręgosłupa u wielu osób są pierwszym objawem choroby, ale wtedy jest ona już mocno zaawansowana. Z przedstawionego na kongresie raportu wynika, że w poszczególnych krajach europejskich zdarzają się one u 10-24 proc. osób po 50. roku życia. Prawdopodobnie jest ich przynajmniej o jedną trzecią więcej, gdyż wiele przypadków nie jest wykrywanych.
Aż 60 proc. złamań kręgosłupa nie powoduje poważniejszych dolegliwości lub przebiega bezobjawowo. Osłabione kręgi się jednak zapadają i następuje zmniejszenie wzrostu nawet o 4 cm. Dochodzi również do następnych złamań, jeszcze groźniejszych, gdyż każde złamanie zwiększa ryzyko kolejnego aż dziesięciokrotnie.
Najbardziej niebezpieczne są złamania szyjki kości udowej. Na skutek powikłań po takim urazie, takich jak zapalenie płuc i choroba zakrzepowo-zatorowa, w ciągu roku umiera 20 proc. kobiet i 25 proc. mężczyzn. Spośród tych chorych, którzy przeżyli krytyczny rok, aż 30 proc. wymaga stałej opieki medycznej. Połowa z nich nigdy już nie będzie chodzić samodzielnie.
Międzynarodowa Fundacja Osteoporozy alarmuje, że w Europie osteoporoza jest już częstszą przyczyną niepełnosprawności niż nowotwory (z wyjątkiem raka płuc). Kobiety po 45. roku życia cierpiące na zaawansowaną osteoporozę dłużej przebywają w szpitalu na skutek powikłań tej choroby aniżeli z powodu cukrzycy, zawału serca czy raka piersi.
Skutkiem złamań związanych z osteoporozą są również: lęk i depresja oraz izolacja społeczna. Na depresję cierpi 40 proc. kobiet dotkniętych tą chorobą, a 41 proc. odczuwa znaczne pogorszenie jakości życia. Na różnego rodzaju bóle narzeka ponad 50 proc. chorych z tego powodu kobiet, aż 26 proc. odczuwa je przez ponad 10 godzin dziennie.
Prof. Maria Luisa Brandi z uniwersytetu we Florencji podkreśliła, że tego wszystkiego można uniknąć, trzeba tylko przeprowadzić wykrywające osteoporozę badanie densytometryczne i ocenić ryzyko osteoporozy.
czwartek, 18 kwietnia 2013
O nauce i pieniądzach
O 2 dni przebywam z Rzymie i biorę udział w światowym kongresie dotyczącym osteoporozy i choroby zwyrodnieniowej. To duże spotkanie z liczbą uczestników przekraczającą 4000. Trudno oczywiście opisywać szczegółowo treść wykładów, ale warto skreślić parę zdań ogólniejszej refleksji. Na kongresy tej rangi jeżdżę od blisko dwóch dekad i obserwuję niepokojące zjawisko. Na treści spotkań z natury rzeczy nakierowanych na prezentację informacji naukowych coraz większy wpływ wywierają czynniki, nazwijmy je, biznesowe. Sesje są „szyte” pod firmy farmaceutyczne, zwykle te pełniące rolę głównych sponsorów. Znani naukowcy, pretendujący do miana światowych autorytetów, na kolejnych sesjach pod niebiosa wychwalają coraz to inne leki. Czasu na dyskusje zwykle jest bardzo mało. Przewagę sfer biznesowych widać także po wysokości opłat zjazdowych; nigdy nie były one niskie, ale kwoty zbliżone do 1000 Euro należy uznać za skandalicznie wygórowane. Gdy dodamy, że lista wykładowców (przynajmniej na kongresach z mojej dziedziny) od lat się w zasadzie nie zmienia to uzyskujemy raczej pesymistyczny obraz przemożnego wpływu świata przemysłu farmaceutycznego na świat nauki. Stare prawidło, że „zły pieniądz wypiera dobry pieniądz” wkracza na dobre także do innych sfer życia…
niedziela, 14 kwietnia 2013
O nagrodzie Nobla - tekst nadesłany przez Czytelnika bloga
Dziwne "polskie obyczaje" czyli "kto nasz a kto obcy"?
Polskie źródła podają, że jest tylko sześciu polskich laureatów Nagrody Nobla: Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont, Maria Skłodowska-Curie (znana na świecie jako Marie Curie), Lech Wałęsa, Czesław Miłosz i Wisława Szymborska.
Bardzo dziwne! Polska zapomniała o... dziewięciu innych polskich laureatach nagrody Nobla!
Chociaż oficjalny spis noblistów wymienia tych dziewięciu mężczyzn, jako polskich noblistów, to Polska, która przecież wśród krajów europejskich ma najmniejszą liczbę noblistów w stosunku do liczby ludności, oficjalnie się do tych dziewięciu nie przyznaje.
Warto przypomnieć polskich noblistów, o których ich ojczyzna Polska nie pamięta:
1) Tadeusz Reichstein (1897-1996) urodzony we Włocławku chemik, w 1950 roku otrzymał nagrodę Nobla z medycyny i fizjologii za odkrycie kortyzonu.
2) Izaak Singer (Isaac Bashevis Singer) (1904-1991) urodzony w Leoncinie niedaleko Warszawy, w Polsce mieszkał do 1935 roku, w 1978 roku otrzymał nagrodę Nobla z literatury.
3) Józef (Joseph) Rotblat (1908-2005) urodzony w Warszawie, w 1938 roku na Uniwersytecie Warszawskim otrzymał doktorat z fizyki, dwa lata później wyjechał do Wielkiej Brytanii, w 1995 roku otrzymał pokojową nagrodę Nobla za wysiłki w celu zredukowania broni jądrowej.
Józef Rotblat całe życie mówił po polsku i podkreślał, że jest Polakiem z brytyjskim paszportem. Protestował przeciwko zapisywaniu jego imienia jako "Joseph".
4) Mieczysław Biegun (Menachem Begin) (1913-1992) urodzony w Brześciu nad Bugiem, opuścił Polskę w 1940 roku, został szóstym premierem Izraela, w 1979 roku otrzymał pokojową nagrodę Nobla za podpisanie traktatu pokojowego z Egiptem.
5) Leonid Hurwicz, urodzony w 1917 roku, od 1919 roku mieszkał w Warszawie, gdzie ukończył studia prawnicze, w 1940 roku wyjechał do USA, w 2007 roku otrzymał Nagrodę Nobla z ekonomii.
6) Szymon Perski (Szimon Peres) urodzony w 1923 roku w Wiszniewie
(województwo wileńskie), wyjechał z Polski w 1934 roku, został
dziewiątym prezydentem Izraela, w 1994 roku otrzymał pokojową Nagrodę
Nobla.
7) Jerzy Szarpak (Georges Charpak) urodzony w 1924 roku w Dąbrowicy
(województwo wołyńskie), wyjechał do Francji w 1931 roku, otrzymał nagrodę Nobla z fizyki w 1992 roku.
8) Andrzej Wiktor Schally (Andrew Viktor Schally), urodzony w 1926 roku w Wilnie, syn generała Kazimierza Schally, szefa gabinetu prezydenta RP Mościckiego, po wybuchu II wojny świat. wyjechał z Polski, otrzymał nagrodę Nobla z medycyny w 1977 roku.
Schally pochodził z żydowsko-szwedzko-francusko-polskiej rodziny o nieokreślonej przynależności religijnej. Według rasowych kryteriów nazizmu był tzw. "mieszańcem" i groziła mu śmierć. Ocalał z masakry holokaustu ukrywając się w Rumunii w środowisku polskich Żydów.
9) Roald Hoffman, urodzony w 1937 roku w Złoczowie (województwo lwowskie), wyemigrował do USA w 1949 roku, otrzymał nagrodę Nobla z chemii w 1981 roku, od 1965 roku do dzisiaj pracuje na Cornell University w USA.
Dlaczego Polska nie uważa tych noblistów za Polaków? Ośmiu z nich (z jedynym wyjątkiem Reichsteina) posiadało obywatelstwo polskie i zdobywało w Polsce wykształcenie. Język polski był dla nich językiem macierzystym lub drugim najważniejszym.
Trzeba pamiętać, że Skłodowska-Curie nigdy nie miała polskiego obywatelstwa (początkowo była obywatelką Rosji, potem Francji) a Polskę opuściła na zawsze w wieku 24 lat. Czesław Miłosz przez wiele lat posiadał tylko obywatelstwo litewskie, a pisał głównie w języku
angielskim. Wiele jego wypowiedzi wskazuje, że uważał się za Litwina, mówiącego po polsku.
Dlaczego Polska przyznaje się do Skłodowskiej i Miłosza, a nie przyznaje się do Reichsteina, Singera, Rotblata, Szarpaka, Hurwicza, Perskiego, Bieguna, Schally'ego i Hoffmana?
Polska jest niechlubnym wyjątkiem, bo na przykład Niemcy szczycą się wszystkimi swoimi laureatami Nobla, z których wielu było niemieckimi Żydami. Bardzo dużo laureatów Nobla jest zaliczanych jednocześnie do dwóch narodowości, na przykład Skłodowska-Curie do francuskiej i polskiej. Oficjalny spis laureatów Nobla nie zawiera kategorii "Żydzi", a
nagrodzonych klasyfikuje według kraju pochodzenia lub/i zamieszkania. Dlaczego w takim razie Polska nie uznaje na przykład Perskiego i Bieguna za polsko-izraelskich noblistów?
Polskie źródła podają, że jest tylko sześciu polskich laureatów Nagrody Nobla: Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont, Maria Skłodowska-Curie (znana na świecie jako Marie Curie), Lech Wałęsa, Czesław Miłosz i Wisława Szymborska.
Bardzo dziwne! Polska zapomniała o... dziewięciu innych polskich laureatach nagrody Nobla!
Chociaż oficjalny spis noblistów wymienia tych dziewięciu mężczyzn, jako polskich noblistów, to Polska, która przecież wśród krajów europejskich ma najmniejszą liczbę noblistów w stosunku do liczby ludności, oficjalnie się do tych dziewięciu nie przyznaje.
Warto przypomnieć polskich noblistów, o których ich ojczyzna Polska nie pamięta:
1) Tadeusz Reichstein (1897-1996) urodzony we Włocławku chemik, w 1950 roku otrzymał nagrodę Nobla z medycyny i fizjologii za odkrycie kortyzonu.
2) Izaak Singer (Isaac Bashevis Singer) (1904-1991) urodzony w Leoncinie niedaleko Warszawy, w Polsce mieszkał do 1935 roku, w 1978 roku otrzymał nagrodę Nobla z literatury.
3) Józef (Joseph) Rotblat (1908-2005) urodzony w Warszawie, w 1938 roku na Uniwersytecie Warszawskim otrzymał doktorat z fizyki, dwa lata później wyjechał do Wielkiej Brytanii, w 1995 roku otrzymał pokojową nagrodę Nobla za wysiłki w celu zredukowania broni jądrowej.
Józef Rotblat całe życie mówił po polsku i podkreślał, że jest Polakiem z brytyjskim paszportem. Protestował przeciwko zapisywaniu jego imienia jako "Joseph".
4) Mieczysław Biegun (Menachem Begin) (1913-1992) urodzony w Brześciu nad Bugiem, opuścił Polskę w 1940 roku, został szóstym premierem Izraela, w 1979 roku otrzymał pokojową nagrodę Nobla za podpisanie traktatu pokojowego z Egiptem.
5) Leonid Hurwicz, urodzony w 1917 roku, od 1919 roku mieszkał w Warszawie, gdzie ukończył studia prawnicze, w 1940 roku wyjechał do USA, w 2007 roku otrzymał Nagrodę Nobla z ekonomii.
6) Szymon Perski (Szimon Peres) urodzony w 1923 roku w Wiszniewie
(województwo wileńskie), wyjechał z Polski w 1934 roku, został
dziewiątym prezydentem Izraela, w 1994 roku otrzymał pokojową Nagrodę
Nobla.
7) Jerzy Szarpak (Georges Charpak) urodzony w 1924 roku w Dąbrowicy
(województwo wołyńskie), wyjechał do Francji w 1931 roku, otrzymał nagrodę Nobla z fizyki w 1992 roku.
8) Andrzej Wiktor Schally (Andrew Viktor Schally), urodzony w 1926 roku w Wilnie, syn generała Kazimierza Schally, szefa gabinetu prezydenta RP Mościckiego, po wybuchu II wojny świat. wyjechał z Polski, otrzymał nagrodę Nobla z medycyny w 1977 roku.
Schally pochodził z żydowsko-szwedzko-francusko-polskiej rodziny o nieokreślonej przynależności religijnej. Według rasowych kryteriów nazizmu był tzw. "mieszańcem" i groziła mu śmierć. Ocalał z masakry holokaustu ukrywając się w Rumunii w środowisku polskich Żydów.
9) Roald Hoffman, urodzony w 1937 roku w Złoczowie (województwo lwowskie), wyemigrował do USA w 1949 roku, otrzymał nagrodę Nobla z chemii w 1981 roku, od 1965 roku do dzisiaj pracuje na Cornell University w USA.
Dlaczego Polska nie uważa tych noblistów za Polaków? Ośmiu z nich (z jedynym wyjątkiem Reichsteina) posiadało obywatelstwo polskie i zdobywało w Polsce wykształcenie. Język polski był dla nich językiem macierzystym lub drugim najważniejszym.
Trzeba pamiętać, że Skłodowska-Curie nigdy nie miała polskiego obywatelstwa (początkowo była obywatelką Rosji, potem Francji) a Polskę opuściła na zawsze w wieku 24 lat. Czesław Miłosz przez wiele lat posiadał tylko obywatelstwo litewskie, a pisał głównie w języku
angielskim. Wiele jego wypowiedzi wskazuje, że uważał się za Litwina, mówiącego po polsku.
Dlaczego Polska przyznaje się do Skłodowskiej i Miłosza, a nie przyznaje się do Reichsteina, Singera, Rotblata, Szarpaka, Hurwicza, Perskiego, Bieguna, Schally'ego i Hoffmana?
Polska jest niechlubnym wyjątkiem, bo na przykład Niemcy szczycą się wszystkimi swoimi laureatami Nobla, z których wielu było niemieckimi Żydami. Bardzo dużo laureatów Nobla jest zaliczanych jednocześnie do dwóch narodowości, na przykład Skłodowska-Curie do francuskiej i polskiej. Oficjalny spis laureatów Nobla nie zawiera kategorii "Żydzi", a
nagrodzonych klasyfikuje według kraju pochodzenia lub/i zamieszkania. Dlaczego w takim razie Polska nie uznaje na przykład Perskiego i Bieguna za polsko-izraelskich noblistów?
wtorek, 9 kwietnia 2013
O Polsce
Wielu z nas wczoraj spędziło wieczór przed telewizorem z uwagą śledząc filmy o katastrofie 10 kwietnia 2010 roku. Po ich emisji odbyła się dyskusja z udziałem kilku osób. Niestety, końcowa konkluzja nie jest zbyt optymistyczna; wydarzenia nas przerosły. Gdy wszystko w życiu dobrze się układa można czasem odnieść wrażenie, że życie toczy się w właściwym kierunku, a ludzie kontrolują bieg spraw. Dopiero gdy dojdzie do jakiejś poważnej, kryzysowej sytuacji widać, że byliśmy w błędzie. Nie zajmując stanowiska dotyczącego przyczyn wydarzeń z 10 kwietnia, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że głęboki kryzys państwa trwa. Sposób wyrażania argumentów, poziom emocji, agresja, unikanie odpowiedzi na wiele trudnych pytań są porażające. Zamiast szukać porozumienia „ponad podziałami” trwa festiwal narodowej kłótni. To smutne, że nie potrafimy wznieść się wyżej, tam, gdzie rozstrzygają się tak ważne kwestie. Sądzę, że ta sprawa na wiele lat zatruje polskie życie społeczne, cieniem kładąc się na liczne, inne ważne cywilizacyjne problem kraju.
środa, 3 kwietnia 2013
W ostatnich miesiącach blog przeżywał „oblężenie” Czytelników, a liczba odsłon w marcu przekroczyła 8000. Tak duże zainteresowanie obserwowałem ostatnio w czasie wyborów rektorskich. Najpierw żywą dyskusję wywołała sprawa Prof. G. Opali, później uwagę skupiła kwestia listu Pani Ziółkowskiej z Biblioteki Głównej oraz niespotykana wcześniej sytuacja związana z rezygnacją z pełnienia funkcji Prorektora ds. klinicznych przez Prof. W. Króla. Przywołuję te wydarzenia, gdyż komentarze do tekstów opisujących te zdarzenia miały pewien wspólny mianownik; dyskusja była całkowicie anonimowa. Co ciekawsze, komentujący parokrotnie nawzajem zarzucali sobie ukrywanie pod anonimem, ale sami nie byli skorzy do ujawniania swej tożsamości…A szczytem obłudy był list skierowany do mnie przez pewnego profesora z Wydziału Lekarskiego w Katowicach, który chciał bym na blogu zamieścił list zawierający personalne uwagi dotyczące paru osób wymienionych z nazwiska, ale swoje autorstwo chciał ukryć! Oczywiście tego typu tekstów nie publikuję.
Bardzo żałuję, że dyskusja toczy się anonimowo. To jest sprzeczne z ideą akademickości w ogóle. Powaga uczelni, mianującej się uniwersytetem, gdy jej pracownicy chowają się za parawanem anonimowości jest znacząco nadszarpnięta. Nie do końca rozumiem ten mechanizm; mogę pojąć, że adiunkt w przeddzień habilitacji obawia się o jej powodzenie, mogę uznać chęć ukrycia nazwiska przez pracowników administracji lub pionu technicznego by uniknąć niechybnego odwetu za słowa krytyki. Ale w uczelni pracuje mnóstwo profesorów, osób o uznanym dorobku i pozycji w świecie nauki. To od tej grupy osób można wymagać czegoś więcej, noblesse oblige…
Aby uzyskać jakieś bardziej obiektywne dane poniżej zamieszczam parę pytań; proszę o wypełnienie ankiety, której wyniki – mam nadzieję – pozwolą na zrozumienie dlaczego dyskusja prowadzona na blogu nie toczy się przy otwartej kurtynie.
Bardzo żałuję, że dyskusja toczy się anonimowo. To jest sprzeczne z ideą akademickości w ogóle. Powaga uczelni, mianującej się uniwersytetem, gdy jej pracownicy chowają się za parawanem anonimowości jest znacząco nadszarpnięta. Nie do końca rozumiem ten mechanizm; mogę pojąć, że adiunkt w przeddzień habilitacji obawia się o jej powodzenie, mogę uznać chęć ukrycia nazwiska przez pracowników administracji lub pionu technicznego by uniknąć niechybnego odwetu za słowa krytyki. Ale w uczelni pracuje mnóstwo profesorów, osób o uznanym dorobku i pozycji w świecie nauki. To od tej grupy osób można wymagać czegoś więcej, noblesse oblige…
Aby uzyskać jakieś bardziej obiektywne dane poniżej zamieszczam parę pytań; proszę o wypełnienie ankiety, której wyniki – mam nadzieję – pozwolą na zrozumienie dlaczego dyskusja prowadzona na blogu nie toczy się przy otwartej kurtynie.
czwartek, 28 marca 2013
wtorek, 26 marca 2013
Wybory w Śląskim Uniwersytecie Medycznym
Dziś Kolegium Elektorów wybrało na stanowisko Prorektora ds. szpitali klinicznych dr hab. Damiana Czyżewskiego, torakochirurga z Zabrza. Gratuluję wyboru na to odpowiedzialne stanowisko życząc sukcesów w przyszłej pracy. W obliczu nieuchronnych zmian jakie nastąpią w najbliższej przyszłości w funkcjonowaniu szpitali klinicznych tę funkcję prorektora z pewnością należy zaliczyć do najtrudniejszych w uczelniach medycznych. Aby udało nam się, jako uczelni, przejść z powodzeniem okres reform, niezbędne jest wsparcie pracowników uczelni, zakładając, że kierunek zmian zapewni sukces w wymiarze ogólnouczelnianym, a także w kontekście indywiualnych szans rozwoju zawodowego pojedynczego pracownika.
poniedziałek, 25 marca 2013
Emerytowani Profesorowie
Zapraszam do przeczytania ostatniego tekstu. Traktuje on o losach emerytowanych profesorów w różnych krajach. Jest on szczególnie ważny w konktekście losów Prof. Grzegorza Opali. Może okres przedświąteczny skłoni do zastanowienia niektóre osoby odpowiedzialne za zaistniałą sytuację i ta smutna historia będzie miała inny, bardziej optymistyczny koniec?
PAUza akademicka nr 203
PAUza akademicka nr 203
niedziela, 24 marca 2013
piątek, 22 marca 2013
Ważny list Czytelnika
Szanowny Panie Profesorze
Można zaryzykować stwierdzenie: "umarł król, niech żyje król".
Jestem daleki od obrony byłego dziekana i prorektora ze względu na styl jego zarządzania, liczne manipulacje, tzw. "knucie", ale uważam, że "król stał się kozłem - ofiarnym".
- Pragnę serdecznie pogratulować sukcesu. Jakiego? Bo oto rzecznik Rektora zwraca się z prośbą o umieszczenie informacji na Pana blogu. To kuriozum, ale ważne!
Wszyscy pamiętamy, z jaką konsekwencją i zaangażowaniem "tępiono" Pana i Pana blog. Przecież straszono postępowaniem sądowym. Wskazywano iż działa Pan permanentnie na niekorzyść Uczelni, że ją Pan oczernia itp. itd. - Czy to zwiastun zmian w Uczelni? Nie bądźmy naiwni: fakt - styl się zmienił, ale system ten sam! To przecież kontynuacja władzy. Ta sama piaskownica.
- Sprawę tzw. "prof. Opali" uznaję za karygodną i wyrazem braku szacunku dla Wybitnych Jednostek w Uczelni, a równocześnie potwierdzającą tezę przedstawiona w punkcie 2.
- Rezygnacja ze stanowiska Prorektora. To całkowita kompromitacja Uczelni, a zwłaszcza Rektora. Nie znajduje tu zastosowania domena: wybaczcie, bo nie wiedzą co czynią. W świetle przedstawionych w trakcie posiedzenia Rady Wydziału w Zabrzu w dniu 21 marca 2013r. informacji przez Rektora oraz prof. M. Zembalę, pojawiają się następujące wątpliwości, jak sądzę, nurtujące niemal wszystkich:
- Jak to możliwe, by Rektor, rekomendując osobę prof. W. Króla na funkcję prorektora, nie wiedział, że jest on prezesem spółki, której założycielem, przy udziale pracowników SUM, jest Miasto Zabrze?
- Funkcjonowanie spółki i jej program był przedmiotem posiedzenia Rady Wydziału - to były informacje jawne. Widać nie wzbudziły zainteresowania.
- Dlaczego Prorektor zrezygnował z pełnienia funkcji (mając na uwadze liczne konsekwencje, w tym konieczność wyborów), skoro w świetle wyjaśnień prof. Zembali, nie miał z tego jakichkolwiek korzyści materialnych i nie uczestniczył w posiedzeniach zarządu?
- Dlaczego prof. Zembala uznał, że dla przejrzystości sprawy, koniecznym jest odwołanie prof. W. Króla z funkcji prezesa spółki, skoro zrezygnował z obowiązków wynikających z stanowiska prorektora.
Bardziej wnikliwi obserwatorzy, podkreślali splot wydarzeń: rezygnacja Papieża w Rzymie i Króla w Katowicach. Przypadek?
Można zaryzykować stwierdzenie: "umarł król, niech żyje król".
Jestem daleki od obrony byłego dziekana i prorektora ze względu na styl jego zarządzania, liczne manipulacje, tzw. "knucie", ale uważam, że "król stał się kozłem - ofiarnym".
czwartek, 21 marca 2013
Rzecznik prasowy Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach informuje
Szanowny Pan
prof. dr hab. n. med. Wojciech Pluskiewicz
Szanowny Panie Profesorze,
W związku z ukazaniem się na blogu Pana Profesora w dniu 1 marca 2013 r. listu prof. Grzegorza Opali dotyczącego jego „zatrudnienia do 30 września 2013 r.” ,
uprzejmie proszę o zamieszczenie na blogu informacji JM Rektora SUM prof. dr hab. n. med. Przemysława Jałowieckiego
dotyczącej przebiegu zatrudnienia w związku z przejściem na emeryturę prof. dr hab. n.med. Grzegorza Opali , którą przesyłam w załączniku.
Z wyrazami szacunku
Agata Kalafarska
Rzecznik prasowy
Śląskiego Uniwersytetu Medycznego
w Katowicach
prof. dr hab. n. med. Wojciech Pluskiewicz
Szanowny Panie Profesorze,
W związku z ukazaniem się na blogu Pana Profesora w dniu 1 marca 2013 r. listu prof. Grzegorza Opali dotyczącego jego „zatrudnienia do 30 września 2013 r.” ,
uprzejmie proszę o zamieszczenie na blogu informacji JM Rektora SUM prof. dr hab. n. med. Przemysława Jałowieckiego
dotyczącej przebiegu zatrudnienia w związku z przejściem na emeryturę prof. dr hab. n.med. Grzegorza Opali , którą przesyłam w załączniku.
Z wyrazami szacunku
Agata Kalafarska
Rzecznik prasowy
Śląskiego Uniwersytetu Medycznego
w Katowicach

wtorek, 19 marca 2013
Wyniki ankiety dotyczącej nauki
9 lutego sformułowałem w ankiecie kilka pytań dla Czytelników bloga. Intencją przygotowania tej ankiety było zebranie jak najbardziej reprezentatywnych danych dotyczących działalności naukowej pracowników naszej uczelni.
Poniżej przedstawiam podsumowanie wyników tej ankiety.
Wyniki ankiety umożliwia stworzenie „statystycznego” obrazu pracownika uczelni w odniesieniu do pracy naukowej.
To osoba zainteresowana pracą naukową, ale nie mająca na nią zbyt dużo czasu oraz nie dysponująca odpowiednimi środkami finansowymi.
Warto zauważyć, że tylko 83 osoby wzięły udział w ankiecie, co – wobec dużej liczby odwiedzających blog w ostatnim czasie pokazuje, że tak naprawdę zainteresowanych nauką nie jest zbyt wielu. Ankieta wskazuje, że istnieje pewien potencjał zainteresowania nauką, ale nauka nie stanowi, niestety, obszaru naszych podstawowych działań w uczelni. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele, niemniej wypadkową tych okoliczności jest zepchnięcie nauki na dalszy plan. W dłuższej perspektywie rozwojowej uczelni ten stan rzeczy z pewnością odbije się na naszej pozycji w rankingach polskich uczelni.
1. Jestem pasjonatem pracy naukowej
2. Praca naukowa jest dla mnie głównym obszarem działań w uczelni
3. Praca naukowa zajmuje mi – wyrażając to w % czasu pracy w uczelni
4. Lubię pracę naukową, ale nie mam na nią czasu
5. Lubię pracę naukową, ale nie mam na nią środków finansowych
6. Nie lubię pracy naukowej
7. Uważam, że praca naukowa to strata czasu
Poniżej przedstawiam podsumowanie wyników tej ankiety.
Wyniki ankiety umożliwia stworzenie „statystycznego” obrazu pracownika uczelni w odniesieniu do pracy naukowej.
To osoba zainteresowana pracą naukową, ale nie mająca na nią zbyt dużo czasu oraz nie dysponująca odpowiednimi środkami finansowymi.
Warto zauważyć, że tylko 83 osoby wzięły udział w ankiecie, co – wobec dużej liczby odwiedzających blog w ostatnim czasie pokazuje, że tak naprawdę zainteresowanych nauką nie jest zbyt wielu. Ankieta wskazuje, że istnieje pewien potencjał zainteresowania nauką, ale nauka nie stanowi, niestety, obszaru naszych podstawowych działań w uczelni. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele, niemniej wypadkową tych okoliczności jest zepchnięcie nauki na dalszy plan. W dłuższej perspektywie rozwojowej uczelni ten stan rzeczy z pewnością odbije się na naszej pozycji w rankingach polskich uczelni.
1. Jestem pasjonatem pracy naukowej
2. Praca naukowa jest dla mnie głównym obszarem działań w uczelni
3. Praca naukowa zajmuje mi – wyrażając to w % czasu pracy w uczelni
4. Lubię pracę naukową, ale nie mam na nią czasu
5. Lubię pracę naukową, ale nie mam na nią środków finansowych
6. Nie lubię pracy naukowej
7. Uważam, że praca naukowa to strata czasu
piątek, 15 marca 2013
Oświadczenie Prezydium KRASP
Przedstawiam poniżej tekst oświadczenia KRASP-u. Dotyczy ono niezwykle ważnej kwestii - dyskusji w uczelniach. Niestety, oświadczenie nie zawiera informacji o przyczynach jego powstania. O ile ktoś z Czytelników posiada taką wiedzę proszę o nadesłanie komentarzy opisujących problemy w prowadzeniu otwartej, uniwersyteckiej dyskusji.
poniedziałek, 11 marca 2013
Ankieta dotycząca pracy naukowej
9 lutego zamieściłem interaktywną ankietę dotyczącą pracy naukowej. Zebrałem już sporo opinii i chciałbym niebawem podsumować wyniki tej ankiety. Proszę o aktywny udział i odpowiedzi na pytania ankiety do 15 marca.
sobota, 9 marca 2013
wtorek, 5 marca 2013
Hot news
Zgodnie z uchwałą 1/2013 Uczelnianej Komisji Wyborczej z dnia 4 marca 2013 r., konieczne jest przeprowadzenie wyborów uzupełniających do Uczelnianego Kolegium Elektorów z grupy nauczycieli akademickich nie będących profesorami i doktorami habilitowanymi oraz wyborów na funkcję Prorektora ds. Klinicznych.
Zgodnie z zapisem statutowym wyboru należy dokonać w ciągu miesiąca od dnia zakończenia pełnienia tej funkcji przez Prof. dr hab. n. med. Wojciecha Króla.
Zgodnie z zapisem statutowym wyboru należy dokonać w ciągu miesiąca od dnia zakończenia pełnienia tej funkcji przez Prof. dr hab. n. med. Wojciecha Króla.
piątek, 1 marca 2013
W ostatnim czasie nie pisałem osobnych tekstów, jako podsumowanie wydarzeń poszczególnych miesięcy. Ale w odniesieniu do minionego miesiąca kilka zdań należy skreślić. Mam na myśli dyskusję dotyczącą Prof. Grzegorza Opali oraz liczne komentarze dotyczące pracy Profesora w naszej uczelni. W lutym byłem na dłuższym urlopie i tylko okazjonalnie miałem dostęp do sieci i wówczas publikowałem kolejne komentarze. Niestety, wiele komentarzy w odniesieniu do stosowanego słownictwa, doboru argumentów, czy wręcz interpretacji faktów jest trudnych do przyjęcia w świecie wyższych uczelni.
Nie ingerowałem w treść tych komentarzy, nie cenzurowałem ich, bo nie tak widzę rolę mego bloga, jako niezależnego forum informacyjnego i dyskusyjnego.
Ta dyskusja pokazuje jak nisko upadła nasza uczelnia, w jak głębokim znalazła się kryzysie. Umiejętność prowadzenia dyskusji, toczenia merytorycznego sporu to fundament uniwersytetu; gdy jego miejsce zajmują argumenty innego autoramentu uniwersytet zamienia się w miejsce niegodne tego miana. Na szczęście wśród licznych głosów są także głosy wyważone, których autorzy w sposób logiczny i bez niepotrzebnej agresji opisują swe stanowisko (np. z 11.02 godz. 21:06 czy z 18.02. godz. 17:16). Dziękuję im za tę godną postawę. Szkoda, że dyskusje na blogu toczą się anonimowo; podpisy pod wypowiedziami znacząco by zwiększyły ich wagę.
Mam nadzieję, że całość dyskusji spowoduje, że w przyszłości różnice spojrzenia na otaczający świat będą przyczynkiem do wymiany poglądów, którą będzie można nazwać akademicką.
Poniżej zamieszczam list Profesora Grzegorza Opali.

Nie ingerowałem w treść tych komentarzy, nie cenzurowałem ich, bo nie tak widzę rolę mego bloga, jako niezależnego forum informacyjnego i dyskusyjnego.
Ta dyskusja pokazuje jak nisko upadła nasza uczelnia, w jak głębokim znalazła się kryzysie. Umiejętność prowadzenia dyskusji, toczenia merytorycznego sporu to fundament uniwersytetu; gdy jego miejsce zajmują argumenty innego autoramentu uniwersytet zamienia się w miejsce niegodne tego miana. Na szczęście wśród licznych głosów są także głosy wyważone, których autorzy w sposób logiczny i bez niepotrzebnej agresji opisują swe stanowisko (np. z 11.02 godz. 21:06 czy z 18.02. godz. 17:16). Dziękuję im za tę godną postawę. Szkoda, że dyskusje na blogu toczą się anonimowo; podpisy pod wypowiedziami znacząco by zwiększyły ich wagę.
Mam nadzieję, że całość dyskusji spowoduje, że w przyszłości różnice spojrzenia na otaczający świat będą przyczynkiem do wymiany poglądów, którą będzie można nazwać akademicką.
Poniżej zamieszczam list Profesora Grzegorza Opali.
Szanowny Panie Profesorze,
uprzejmie proszę o zamieszczenie mojej korespondencji z załącznikami. Temat dyskusji dotyczący czasu zatrudnienia jest ważny, ale w wyrażaniu poglądów należy odnosić się do faktów. Do konkursu przystąpiłem by dokończyć realizację programu, który przedstawiłem przed zatrudnieniem w 2011 roku do 30 września 2013 roku. Czas zatrudnienia reguluje ustawa, przytaczam odpowiedni zapis. Wg tego zapisu są zatrudniani wszyscy profesorowie. Proszę o przywołanie mojego imienia i nazwiska.
Łączę wyrazy szacunku i uznania
Grzegorz Opala
uprzejmie proszę o zamieszczenie mojej korespondencji z załącznikami. Temat dyskusji dotyczący czasu zatrudnienia jest ważny, ale w wyrażaniu poglądów należy odnosić się do faktów. Do konkursu przystąpiłem by dokończyć realizację programu, który przedstawiłem przed zatrudnieniem w 2011 roku do 30 września 2013 roku. Czas zatrudnienia reguluje ustawa, przytaczam odpowiedni zapis. Wg tego zapisu są zatrudniani wszyscy profesorowie. Proszę o przywołanie mojego imienia i nazwiska.
Łączę wyrazy szacunku i uznania
Grzegorz Opala

Stan prawny
Wskazać należy, iż zgodnie z art. 127 par. 2. ustawy prawo o szkolnictwie wyższym stosunek pracy mianowanego nauczyciela akademickiego posiadającego tytuł naukowy profesora, zatrudnionego na stanowisku profesora nadzwyczajnego lub zwyczajnego w uczelni publicznej, wygasa z końcem roku akademickiego, w którym ukończył on siedemdziesiąty rok życia.
Wskazać należy, iż zgodnie z art. 127 par. 2. ustawy prawo o szkolnictwie wyższym stosunek pracy mianowanego nauczyciela akademickiego posiadającego tytuł naukowy profesora, zatrudnionego na stanowisku profesora nadzwyczajnego lub zwyczajnego w uczelni publicznej, wygasa z końcem roku akademickiego, w którym ukończył on siedemdziesiąty rok życia.
wtorek, 26 lutego 2013
List otwarty do Pracowników naukowych SUM od kierownika Działu Bibliografii i Dokumentacji Biblioteki Głównej
Szanowny Panie Profesorze,
Uprzejmie proszę o zamieszczenie mojego listu na Pana blogu. Nie widzę innej możliwości przekazania informacji Pracownikom naszej Uczelni. Z góry dziękuję za życzliwość
Z poważaniem
Krystyna Ziółkowska
Dział Bibliografii i Dokumentacji Biblioteki Głównej
Uprzejmie proszę o zamieszczenie mojego listu na Pana blogu. Nie widzę innej możliwości przekazania informacji Pracownikom naszej Uczelni. Z góry dziękuję za życzliwość
Z poważaniem
Krystyna Ziółkowska
Dział Bibliografii i Dokumentacji Biblioteki Głównej
Pozwalam sobie skorzystać z uprzejmości Prof. W. Pluskiewicza, ponieważ Jego blog jest często przez Państwa czytany i stąd mam nadzieję, że przynajmniej część pracowników naukowych SUM przeczyta ten list.
W ciągu ostatnich dni usłyszałam szereg uwag świadczących o tym, że niektórzy z pracowników naszej Uczelni mają zastrzeżenia odnośnie do przeprowadzanej przez nasz dział punktacji publikacji oraz analizy cytowań. Uwagi te nie dotarły do mnie wprost, lecz pośrednio, niemniej nie można ich zbagatelizować. Podobno jednym z zarzutów jest zbyt duża „restrykcyjność” z naszej strony w punktowaniu dorobku naukowego. Może są jeszcze inne, o których nie wiem, ale zbliża się czas podsumowania dorobku naszej Uczelni za ostatnie 4 lata, dlatego chciałabym trochę oczyścić atmosferę wokół bibliografii i bibliometrii i wyjaśnić, na czym polega nasza praca.
1. Punktacja publikacji.
W przypadku artykułów w czasopismach kierujemy się punktacją wykazaną w bazie JCR odrębną dla każdego roku (czyli IF) a w kwestii punktacji ministerialnej stosujemy się do zaleceń MNiSW według wskazanych list czasopism z lat: 2009, 2010 i 2011-2012. Tu mamy jasne wytyczne i do nich się stosujemy. Są podobno opinie, że nie przyznajemy punktów listom do redakcji czy komentarzom. To nie jest prawda. Te publikacje traktujemy tak jak artykuły, zgodnie z punktacją danego czasopisma, niezależnie od tego, czy znajdują się one w numerach głównych czy suplementach (nawiasem mówiąc MNiSW nie traktuje jednakowo regularnych numerów i suplementów). Punktów nie mają tylko sprawozdania z konferencji, referaty zjazdowe zamieszczone w pamiętnikach zjazdowych, tłumaczenia artykułów, recenzje oraz streszczenia. Tym pracom nikt w kraju punktów nie przyznaje. Decyzją Prorektora ds. Nauki nie zamieszczamy w bibliografii ani w cytowaniach tych publikacji, w których nazwisko autora z naszej Uczelni występuje w liście badaczy (appendix). Pismo w tej kwestii jest dostępne w naszej dokumentacji dla każdego autora, który chciałby sprawdzić zasadność takiego postępowania.
W przypadku objętości rozdziałów stanowisko MNiSW jest jasne: punktowane są te fragmenty prac zbiorowych, które mają objętość co najmniej 0,5 arkusza wydawniczego. W najprostszym przeliczeniu jest to 10 stron wydrukowanego formatu A4. Zalecenie wprowadzono teraz, ale działa 4 lata wstecz, czyli jest obligatoryjne w ankiecie jednostek naukowych za lata 2009-2012. To duże zaskoczenie, że dowiadujemy się o tym 4 lata od ukazania się prac w 2009 r. i że objętość prac humanistycznych traktowana jest na równi z pracami w naukach medycznych, ale jestem tylko bibliotekarką i nie mam tu nic do powiedzenia. Od 2008 r w naszej bibliografii punkty ma każdy rozdział o objętości co najmniej 5 stron. Taka była decyzja Kolegium Rektorskiego i nie została ona zmieniona do dzisiaj. Do oceny jednostki podamy wszystkie rozdziały mające punkty w naszej bibliografii.
W ocenie MNiSW publikacjami nie są skrypty ani podręczniki. W naszej bibliografii te wydawnictwa zawsze miały punkty przysługujące „książce polskiej” i traktowane były i są jako realny, nie podlegający dyskusji dorobek naukowy każdego autora i współautora. To tyle wyjaśnień co do zarzutu „restrykcyjności”.
2. Cytowania.
Biblioteka SUM przeprowadza analizę cytowań w oparciu o Web of Science (SCI) i jako
jedyna uczelnia medyczna w kraju mamy bazę cytowań połączoną z bazą bibliograficzną.
Daje to nam możliwość dokładnego prześledzenia cytowań wszystkich publikacji naszych
pracowników według Cited Reference Search a nie tylko według zawężonej metody
„Author Finder” zalecanej przez MNiSW. Może dlatego w 2012 r, podczas analizy ankiety KNOW MNiSW zarzuciło nam „ zbyt dużą liczbę cytowań”. Według oceny „specjalistów” z ministerstwa liczba cytowań wykazana przez nas dla jednego wydziału przekraczała ilość cytowań znalezionych przez w/w specjalistów dla całej naszej Uczelni. I mogło tak być, jeśli w wyszukiwarkę wpisał ktoś „silesian medical university” i wcisnął enter.
A jak w tej sytuacji odnaleźć publikacje mające afiliację „Śląskie Centrum Chorób Serca”? Z taką afiliacją bardzo często spotykam się w codziennej pracy rejestrując publikacje naszych pracowników w czasopismach kardiologicznych i kardiochirurgicznych. Jedyną rzetelną ale i pracochłonną metodą jest prześledzenie cytowań według listy publikacji autora, niezależnie od tego, na którym jest miejscu w pracach współautorskich.
Każdy pracownik naszej Uczelni ma przeprowadzaną analizę cytowani całego dorobku naukowego, niezależnie od różnych miejsc pracy przed zatrudnieniem w SUM.
Web of Science a Scopus.
Są to dwie różne bazy cytowań. Web of Science jest zalecana przez MNiSW i te dane będą brane pod uwagę w najbliższej ocenie jednostek naukowych. Scopus nie. Nasza Uczelnia od lat korzysta z Web of Science (dawniej SCI) i ma program umożliwiający transfer cytowań na naszą stronę internetową, ale jest to program autorski dotyczący konkretnej bazy i tylko do niej dostowane możliwości techniczne. Nie mamy możliwości technicznych ani prawa jako użytkownik systemu Expertus do transferu danych ze Scopusa na stronę bibliografii SUM. Dlatego nie możemy łączyć cytowań z bazy Web of Science z cytowaniami z bazy Scopus na naszej stronie internetowej.
Częstotliwość cytowań.
Władze Uczelni: rektor, prorektorzy, dziekani i prodziekani mają analizę cytowań przeprowadzaną co 3 miesiące. Są to 23 osoby, których dorobek naukowy to kilkaset publikacji do analizy, dziesiątki godzin pracy. Pozostali pracownicy SUM analizowani są co ok. 10 miesięcy. Wyjątki stanowią pracownicy ubiegający się o stopień doktora habilitowanego albo tytuł naukowy profesora. Tych pracowników analizujemy poza kolejnością.
Ale nie wszystkie godziny pracy Działu Bibliografii i Dokumentacji przeznaczone są na bibliografię , bibliometrię i cytowania. Trzech pracowników działu od października 2012 roku zostało zobligowanych do pełnienia dyżurów w Dziale Obsługi Użytkownika a konkretnie w czytelni czasopism. Dyżury są całotygodniowe, w systemie dwuzmianowym. To również powoduje opóźnienia w analizie cytowań i bibliografii. Trudno w tym samym czasie robić cytowania, uzupełniać bibliografię, udzielać informacji czytelnikom oraz wykonywać odbitki kserograficzne z czasopism, czyli równocześnie być efektywnym pracownikiem dwóch różnych działów. Od października 2012 roku do lutego 2013 roku na prace nie związane z bibliografią, bibliometrią i cytowaniami nasz dział poświęcił blisko 340 godzin.
Szanowni Państwo, być może nie wszystko wyjaśniłam, może są jeszcze zastrzeżenia i wątpliwości. Jeśli są jakieś błędy na stronie „bibliografia i bibliometria” prosimy o uwagi. Wszystko poprawiamy na bieżąco.
Bardzo dziękuje tym Czytelnikom, którzy wytrwali do końca tego listu.
Dziękuje za cierpliwość.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie
Krystyna Ziółkowska
W ciągu ostatnich dni usłyszałam szereg uwag świadczących o tym, że niektórzy z pracowników naszej Uczelni mają zastrzeżenia odnośnie do przeprowadzanej przez nasz dział punktacji publikacji oraz analizy cytowań. Uwagi te nie dotarły do mnie wprost, lecz pośrednio, niemniej nie można ich zbagatelizować. Podobno jednym z zarzutów jest zbyt duża „restrykcyjność” z naszej strony w punktowaniu dorobku naukowego. Może są jeszcze inne, o których nie wiem, ale zbliża się czas podsumowania dorobku naszej Uczelni za ostatnie 4 lata, dlatego chciałabym trochę oczyścić atmosferę wokół bibliografii i bibliometrii i wyjaśnić, na czym polega nasza praca.
1. Punktacja publikacji.
W przypadku artykułów w czasopismach kierujemy się punktacją wykazaną w bazie JCR odrębną dla każdego roku (czyli IF) a w kwestii punktacji ministerialnej stosujemy się do zaleceń MNiSW według wskazanych list czasopism z lat: 2009, 2010 i 2011-2012. Tu mamy jasne wytyczne i do nich się stosujemy. Są podobno opinie, że nie przyznajemy punktów listom do redakcji czy komentarzom. To nie jest prawda. Te publikacje traktujemy tak jak artykuły, zgodnie z punktacją danego czasopisma, niezależnie od tego, czy znajdują się one w numerach głównych czy suplementach (nawiasem mówiąc MNiSW nie traktuje jednakowo regularnych numerów i suplementów). Punktów nie mają tylko sprawozdania z konferencji, referaty zjazdowe zamieszczone w pamiętnikach zjazdowych, tłumaczenia artykułów, recenzje oraz streszczenia. Tym pracom nikt w kraju punktów nie przyznaje. Decyzją Prorektora ds. Nauki nie zamieszczamy w bibliografii ani w cytowaniach tych publikacji, w których nazwisko autora z naszej Uczelni występuje w liście badaczy (appendix). Pismo w tej kwestii jest dostępne w naszej dokumentacji dla każdego autora, który chciałby sprawdzić zasadność takiego postępowania.
W przypadku objętości rozdziałów stanowisko MNiSW jest jasne: punktowane są te fragmenty prac zbiorowych, które mają objętość co najmniej 0,5 arkusza wydawniczego. W najprostszym przeliczeniu jest to 10 stron wydrukowanego formatu A4. Zalecenie wprowadzono teraz, ale działa 4 lata wstecz, czyli jest obligatoryjne w ankiecie jednostek naukowych za lata 2009-2012. To duże zaskoczenie, że dowiadujemy się o tym 4 lata od ukazania się prac w 2009 r. i że objętość prac humanistycznych traktowana jest na równi z pracami w naukach medycznych, ale jestem tylko bibliotekarką i nie mam tu nic do powiedzenia. Od 2008 r w naszej bibliografii punkty ma każdy rozdział o objętości co najmniej 5 stron. Taka była decyzja Kolegium Rektorskiego i nie została ona zmieniona do dzisiaj. Do oceny jednostki podamy wszystkie rozdziały mające punkty w naszej bibliografii.
W ocenie MNiSW publikacjami nie są skrypty ani podręczniki. W naszej bibliografii te wydawnictwa zawsze miały punkty przysługujące „książce polskiej” i traktowane były i są jako realny, nie podlegający dyskusji dorobek naukowy każdego autora i współautora. To tyle wyjaśnień co do zarzutu „restrykcyjności”.
2. Cytowania.
Biblioteka SUM przeprowadza analizę cytowań w oparciu o Web of Science (SCI) i jako
jedyna uczelnia medyczna w kraju mamy bazę cytowań połączoną z bazą bibliograficzną.
Daje to nam możliwość dokładnego prześledzenia cytowań wszystkich publikacji naszych
pracowników według Cited Reference Search a nie tylko według zawężonej metody
„Author Finder” zalecanej przez MNiSW. Może dlatego w 2012 r, podczas analizy ankiety KNOW MNiSW zarzuciło nam „ zbyt dużą liczbę cytowań”. Według oceny „specjalistów” z ministerstwa liczba cytowań wykazana przez nas dla jednego wydziału przekraczała ilość cytowań znalezionych przez w/w specjalistów dla całej naszej Uczelni. I mogło tak być, jeśli w wyszukiwarkę wpisał ktoś „silesian medical university” i wcisnął enter.
A jak w tej sytuacji odnaleźć publikacje mające afiliację „Śląskie Centrum Chorób Serca”? Z taką afiliacją bardzo często spotykam się w codziennej pracy rejestrując publikacje naszych pracowników w czasopismach kardiologicznych i kardiochirurgicznych. Jedyną rzetelną ale i pracochłonną metodą jest prześledzenie cytowań według listy publikacji autora, niezależnie od tego, na którym jest miejscu w pracach współautorskich.
Każdy pracownik naszej Uczelni ma przeprowadzaną analizę cytowani całego dorobku naukowego, niezależnie od różnych miejsc pracy przed zatrudnieniem w SUM.
Web of Science a Scopus.
Są to dwie różne bazy cytowań. Web of Science jest zalecana przez MNiSW i te dane będą brane pod uwagę w najbliższej ocenie jednostek naukowych. Scopus nie. Nasza Uczelnia od lat korzysta z Web of Science (dawniej SCI) i ma program umożliwiający transfer cytowań na naszą stronę internetową, ale jest to program autorski dotyczący konkretnej bazy i tylko do niej dostowane możliwości techniczne. Nie mamy możliwości technicznych ani prawa jako użytkownik systemu Expertus do transferu danych ze Scopusa na stronę bibliografii SUM. Dlatego nie możemy łączyć cytowań z bazy Web of Science z cytowaniami z bazy Scopus na naszej stronie internetowej.
Częstotliwość cytowań.
Władze Uczelni: rektor, prorektorzy, dziekani i prodziekani mają analizę cytowań przeprowadzaną co 3 miesiące. Są to 23 osoby, których dorobek naukowy to kilkaset publikacji do analizy, dziesiątki godzin pracy. Pozostali pracownicy SUM analizowani są co ok. 10 miesięcy. Wyjątki stanowią pracownicy ubiegający się o stopień doktora habilitowanego albo tytuł naukowy profesora. Tych pracowników analizujemy poza kolejnością.
Ale nie wszystkie godziny pracy Działu Bibliografii i Dokumentacji przeznaczone są na bibliografię , bibliometrię i cytowania. Trzech pracowników działu od października 2012 roku zostało zobligowanych do pełnienia dyżurów w Dziale Obsługi Użytkownika a konkretnie w czytelni czasopism. Dyżury są całotygodniowe, w systemie dwuzmianowym. To również powoduje opóźnienia w analizie cytowań i bibliografii. Trudno w tym samym czasie robić cytowania, uzupełniać bibliografię, udzielać informacji czytelnikom oraz wykonywać odbitki kserograficzne z czasopism, czyli równocześnie być efektywnym pracownikiem dwóch różnych działów. Od października 2012 roku do lutego 2013 roku na prace nie związane z bibliografią, bibliometrią i cytowaniami nasz dział poświęcił blisko 340 godzin.
Szanowni Państwo, być może nie wszystko wyjaśniłam, może są jeszcze zastrzeżenia i wątpliwości. Jeśli są jakieś błędy na stronie „bibliografia i bibliometria” prosimy o uwagi. Wszystko poprawiamy na bieżąco.
Bardzo dziękuje tym Czytelnikom, którzy wytrwali do końca tego listu.
Dziękuje za cierpliwość.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie
Krystyna Ziółkowska
piątek, 15 lutego 2013
sobota, 9 lutego 2013
Nauka to, obok pracy dydaktycznej, podstawowy kierunek aktywności akademickiej. Nauka to bardzo specjalny obszar; wymaga skupienia, poświęcenia uwagi, dużego zaangażowania osobistego, cierpliwości bo od pomysłu do końcowego sukcesu droga daleka. Ponadto praca naukowa jest zwykle realizowana w zespołach zatem niezbędne są zdolności organizacyjne i umiejętność współpracy z innymi ludźmi. Pracy naukowej nie da się raczej realizować w „biegu”, przy okazji innych działań.
Tak skrótowo zarysowane wymagania stawiane badaczowi pokazują, że nauka to bardzo wymagająca dziedzina.
Chciałbym w poniższej ankiecie zadać kilka pytań Czytelnikom bloga. Intencją przygotowania tej ankiety było zebranie jak najbardziej reprezentatywnych danych dotyczących działalności naukowej pracowników naszej uczelni. Proszę o aktywny udział, a za trzy tygodnie pokuszę się o podsumowanie tej ankiety.
Tak skrótowo zarysowane wymagania stawiane badaczowi pokazują, że nauka to bardzo wymagająca dziedzina.
Chciałbym w poniższej ankiecie zadać kilka pytań Czytelnikom bloga. Intencją przygotowania tej ankiety było zebranie jak najbardziej reprezentatywnych danych dotyczących działalności naukowej pracowników naszej uczelni. Proszę o aktywny udział, a za trzy tygodnie pokuszę się o podsumowanie tej ankiety.
Create your free online surveys with SurveyMonkey, the world's leading questionnaire tool.
poniedziałek, 4 lutego 2013
W życiu ważne są różne wartości i ich wymienienie stworzyłoby długą listę. Osobna kwestia to hierarchia ich znaczenia; tu z pewnością jest miejsce dla różnych punktów widzenia. Niezależnie od uznawanej hierarchii można zaryzykować tezę, że bez istnienia pojęcia „wartość” życie człowieka nie może istnieć. Pojęcie wartości ewoluowało wraz z rozwojem cywilizacji; inne sprawy były istotne dla człowieka pierwotnego, inne wartości kierują naszym życiem dzisiaj. Wydaje się jednak, że pewne zachowania ludzkie nie uległy zmianie mimo postępu cywilizacyjnego i są niezależne także od innych czynników np. religii czy obowiązującej obyczajowości. Do takich pojęć należy pojęcie „zaufanie”. Zaufanie może mieć wymiar czysto osobisty (tym obszarem nie będę się zajmował) i ogólniejszy.
Zajmę się dziś znaczeniem zaufania w życiu społecznym.
Możemy ufać lub nie ufać szefowi w pracy, urzędnikowi na poczcie lub w innym urzędzie państwowym, sołtysowi, burmistrzowi, prezydentowi miasta. Takie ujęcie ogranicza znaczenie tego pojęcia do konkretnej osoby, z którą się stykamy lub której działalność obserwujemy z dystansu. Ale istnieje także szerszy aspekt znaczenia zaufania, gdy odnosimy je do grup osób np. dziennikarzy, polityków, samorządowców czy lekarzy.
Po co jest nam potrzebne zaufanie?
Jestem przekonany, że bez zaufania trudno budować jakiekolwiek zdrowe relacje między ludźmi; jeśli nie ufamy swemu przełożonemu raczej nie będziemy solidnie pracować, trudno nam będzie załatwić w urzędzie najprostszą sprawę, gdy uznamy, że urzędnik chce nas oszukać lub zmanipulować. Brak zaufania wyklucza lub co najmniej utrudnia porozumienie między ludźmi. Wiara w dobrą wolę drugiego człowieka jest niezbędna każdemu z nas, a ciągła podejrzliwość może łatwo przerodzić się w obsesję. Te przykłady odnoszą się do spersonifikowanego aspektu zaufania, ale chciałbym zająć się przede wszystkim roli zaufania w życiu społecznym w odniesieniu do grup osób, reprezentujących np. pewne zawody. Przykładem totalnego braku zaufania jest pogląd, że „prasa kłamie”, a dziennikarze to tylko tuba wyrażająca poglądy grup nacisku czy biznesu. Gdy słyszymy, że adwokaci to „skorumpowana, przekupna grupa cynicznych graczy” wykorzystujących ludzi w trudnej sytuacji życiowej oznacza to, że nie mamy w danym momencie na myśli konkretnej osoby, ale nie ufamy ogółowi palestry. Analogiczne poglądy zdarza się słyszeć w odniesieniu do polityków, samorządowców, działaczy sportowych.
Dlaczego mamy do czynienia z tak głęboką erozją pojęcia „zaufanie”? Czy dziś ewolucja życia społecznego poszła w takim kierunku, że tradycyjne wartości, jak uczciwość, solidność, fachowość, rzetelność zostały wyparte przez ich anty-pojęcia i nikomu nie można ufać? Gdyby tak istotnie było zrozumiałe są działania obronne ukierunkowane na ochronę nas wobec nieuczciwych, niegodnych zaufania partnerów.
Ale w grę wchodzi także inny scenariusz skutecznie niweczący zaufanie w wymiarze społecznym. Można postawić tezę, że pewne sposoby pokazywania zjawisk z otaczającego nas świata mogą w długiej perspektywie czasowej skutecznie modyfikować nasze wcześniejsze wyobrażenia. Gdy jesteśmy na co dzień bombardowani informacjami o ludzkiej nieuczciwości, chciwości, a do grona bohaterów (zwanych często celebrytami) współczesnego świata urastają różnego autoramentu kreatury i cwaniacy to mimowolnie naszym odruchem wobec świata otaczającego jest nieufność i rezerwa. Dobre uczynki to nie jest news, gdy przysłowiowy kowal zabije drwala lub matka porzuci swe dziecko albo przekupny policjant zostanie złapany na gorącym uczynku to te informacje trafiają na czołówki gazet i są wymieniane na początku każdej audycji informacyjnej. Takim przykładem szkodliwego działania jest żałosny serial o Madzi i jej wyrodnej matce. Powtarzany setki, tysiące razy news musi wywołać negatywne, mimowolne reakcje. Stare metody manipulacji społecznej nakazują by powtarzać pewne zdania tak długo, aż tak głęboko zapadną w świadomość społeczną, że zaczną żyć własnym życiem. Pamiętają Państwo jak za czasów komuny skutecznie obrażano osoby prowadzące prywatną działalność gospodarczą? To byli badylarze, prywaciarze, epigoni kapitalizmu, chciwcy wykorzystujący uczciwych, prostych ludzi. Zbudowano ich trwały społecznie, jednoznacznie negatywny wizerunek. Do dziś słychać echa tych metod socjotechnicznych; osoby, które uzyskały sukces w działalności biznesowej są dość powszechnie oceniane co najmniej podejrzliwie. Z założenia uważamy, że ich sukces musi być pochodną nieczystych kroków, nie wierzymy zbytnio w czystość i uczciwość ich działań.
Inną przyczyną wpływającą na ograniczenie zaufania to niestabilność przepisów prawa. Takim przykładem z obszaru naszego działania są ciągle zmieniające się zasady kontraktowania usług medycznych z NFZ. Znam wiele przykładów NZOZ-ów czy szpitali, które nakładem poważnych środków przystosowały się do wymagań płatnika, po czym albo wcale nie uzyskały kontraktu lub też w kolejnym konkursie bez podania przyczyn umowa nie została przedłużona. To podważa zaufanie do instytucji zaufania publicznego, nie mówiąc o groźbie bankructwa. Z rozmów z kolegami pracującymi w Norwegii wiem, że tam gdy norweski odpowiednik polskiego NFZ-u planuje znaczącą zmianę warunków umowy z podmiotem świadczącym usługi medyczne musi na 5 lat wcześniej o tym zamiarze poinformować. Oczywiście, każda relacja ma dwie strony, instytucja płacąca za usługi wymaga solidności i uczciwości.
Mnie z oczywistych względów najbardziej interesuje kwestia zaufania wobec lekarzy. Ta grupa zawodowa z racji ciążącego na niej obowiązku troski o ludzkie życie i zdrowie pełni w społeczeństwie doniosłą rolę. Pacjent styka się z konkretnym przedstawicielem naszego zawodu i na tej podstawie wyrabia sobie własne poglądy. Każdy z nas współtworzy w codziennej pracy nasz wspólny wizerunek. Niestety, obserwowane zjawiska społeczne skutecznie niweczą wysiłek wielu osób rzetelnie wypełniających obowiązki. Takim przykładem skutecznego podważenia zaufania do zawodu lekarza jest niechęć pacjentów do uczestniczenia w badaniach klinicznych. Od dobrych paru lat prasa sporo uwagi poświęca problematyce badań klinicznych eksponując tylko ich ciemne strony. Dziennikarze prawie zupełnie pomijają fakt, iż bez badań klinicznych postęp medycyny został by zatrzymany i nowe leki nigdy by nie powstały. Ważny jest tylko efekt bieżącego artykułu i sprzedaż danego tytułu prasowego. Kogo to obchodzi, że w ten sposób podcina się gałąź, na której siedzimy, a nowy lek może uratować życia także temu nieodpowiedzialnemu dziennikarzowi. Nie twierdzę, że nie zdarzają się nadużycia i przekręty, ale to nie jest przecież powszechna praktyka, a trudno uogólniać, że firmy farmaceutyczne i badacze to z założenia grupa oszustów. Efekt tych działań jest taki, że coraz trudniej jest prowadzić badania kliniczne bo potencjalni pacjenci nam po prostu nie ufają.
Erozja zaufania osiągnęła niebezpieczny społecznie pułap, godzący w wiele różnych ważnych obszarów.
Jak odwrócić ten trend? Na to pytanie nie ma jednej, prostej odpowiedzi. Obawiam się, że tradycyjne wartości wyznaczające kierunki życia społecznego zostały tak poważnie podważone, że odwrócenie biegu spraw będzie bardzo trudne. Niemniej, każdy z nas może swoimi codziennymi działaniami współtworzyć atmosferę społecznego zaufania. Nasza rola, lekarzy jest w tym zakresie bardzo istotna.
Zajmę się dziś znaczeniem zaufania w życiu społecznym.
Możemy ufać lub nie ufać szefowi w pracy, urzędnikowi na poczcie lub w innym urzędzie państwowym, sołtysowi, burmistrzowi, prezydentowi miasta. Takie ujęcie ogranicza znaczenie tego pojęcia do konkretnej osoby, z którą się stykamy lub której działalność obserwujemy z dystansu. Ale istnieje także szerszy aspekt znaczenia zaufania, gdy odnosimy je do grup osób np. dziennikarzy, polityków, samorządowców czy lekarzy.
Po co jest nam potrzebne zaufanie?
Jestem przekonany, że bez zaufania trudno budować jakiekolwiek zdrowe relacje między ludźmi; jeśli nie ufamy swemu przełożonemu raczej nie będziemy solidnie pracować, trudno nam będzie załatwić w urzędzie najprostszą sprawę, gdy uznamy, że urzędnik chce nas oszukać lub zmanipulować. Brak zaufania wyklucza lub co najmniej utrudnia porozumienie między ludźmi. Wiara w dobrą wolę drugiego człowieka jest niezbędna każdemu z nas, a ciągła podejrzliwość może łatwo przerodzić się w obsesję. Te przykłady odnoszą się do spersonifikowanego aspektu zaufania, ale chciałbym zająć się przede wszystkim roli zaufania w życiu społecznym w odniesieniu do grup osób, reprezentujących np. pewne zawody. Przykładem totalnego braku zaufania jest pogląd, że „prasa kłamie”, a dziennikarze to tylko tuba wyrażająca poglądy grup nacisku czy biznesu. Gdy słyszymy, że adwokaci to „skorumpowana, przekupna grupa cynicznych graczy” wykorzystujących ludzi w trudnej sytuacji życiowej oznacza to, że nie mamy w danym momencie na myśli konkretnej osoby, ale nie ufamy ogółowi palestry. Analogiczne poglądy zdarza się słyszeć w odniesieniu do polityków, samorządowców, działaczy sportowych.
Dlaczego mamy do czynienia z tak głęboką erozją pojęcia „zaufanie”? Czy dziś ewolucja życia społecznego poszła w takim kierunku, że tradycyjne wartości, jak uczciwość, solidność, fachowość, rzetelność zostały wyparte przez ich anty-pojęcia i nikomu nie można ufać? Gdyby tak istotnie było zrozumiałe są działania obronne ukierunkowane na ochronę nas wobec nieuczciwych, niegodnych zaufania partnerów.
Ale w grę wchodzi także inny scenariusz skutecznie niweczący zaufanie w wymiarze społecznym. Można postawić tezę, że pewne sposoby pokazywania zjawisk z otaczającego nas świata mogą w długiej perspektywie czasowej skutecznie modyfikować nasze wcześniejsze wyobrażenia. Gdy jesteśmy na co dzień bombardowani informacjami o ludzkiej nieuczciwości, chciwości, a do grona bohaterów (zwanych często celebrytami) współczesnego świata urastają różnego autoramentu kreatury i cwaniacy to mimowolnie naszym odruchem wobec świata otaczającego jest nieufność i rezerwa. Dobre uczynki to nie jest news, gdy przysłowiowy kowal zabije drwala lub matka porzuci swe dziecko albo przekupny policjant zostanie złapany na gorącym uczynku to te informacje trafiają na czołówki gazet i są wymieniane na początku każdej audycji informacyjnej. Takim przykładem szkodliwego działania jest żałosny serial o Madzi i jej wyrodnej matce. Powtarzany setki, tysiące razy news musi wywołać negatywne, mimowolne reakcje. Stare metody manipulacji społecznej nakazują by powtarzać pewne zdania tak długo, aż tak głęboko zapadną w świadomość społeczną, że zaczną żyć własnym życiem. Pamiętają Państwo jak za czasów komuny skutecznie obrażano osoby prowadzące prywatną działalność gospodarczą? To byli badylarze, prywaciarze, epigoni kapitalizmu, chciwcy wykorzystujący uczciwych, prostych ludzi. Zbudowano ich trwały społecznie, jednoznacznie negatywny wizerunek. Do dziś słychać echa tych metod socjotechnicznych; osoby, które uzyskały sukces w działalności biznesowej są dość powszechnie oceniane co najmniej podejrzliwie. Z założenia uważamy, że ich sukces musi być pochodną nieczystych kroków, nie wierzymy zbytnio w czystość i uczciwość ich działań.
Inną przyczyną wpływającą na ograniczenie zaufania to niestabilność przepisów prawa. Takim przykładem z obszaru naszego działania są ciągle zmieniające się zasady kontraktowania usług medycznych z NFZ. Znam wiele przykładów NZOZ-ów czy szpitali, które nakładem poważnych środków przystosowały się do wymagań płatnika, po czym albo wcale nie uzyskały kontraktu lub też w kolejnym konkursie bez podania przyczyn umowa nie została przedłużona. To podważa zaufanie do instytucji zaufania publicznego, nie mówiąc o groźbie bankructwa. Z rozmów z kolegami pracującymi w Norwegii wiem, że tam gdy norweski odpowiednik polskiego NFZ-u planuje znaczącą zmianę warunków umowy z podmiotem świadczącym usługi medyczne musi na 5 lat wcześniej o tym zamiarze poinformować. Oczywiście, każda relacja ma dwie strony, instytucja płacąca za usługi wymaga solidności i uczciwości.
Mnie z oczywistych względów najbardziej interesuje kwestia zaufania wobec lekarzy. Ta grupa zawodowa z racji ciążącego na niej obowiązku troski o ludzkie życie i zdrowie pełni w społeczeństwie doniosłą rolę. Pacjent styka się z konkretnym przedstawicielem naszego zawodu i na tej podstawie wyrabia sobie własne poglądy. Każdy z nas współtworzy w codziennej pracy nasz wspólny wizerunek. Niestety, obserwowane zjawiska społeczne skutecznie niweczą wysiłek wielu osób rzetelnie wypełniających obowiązki. Takim przykładem skutecznego podważenia zaufania do zawodu lekarza jest niechęć pacjentów do uczestniczenia w badaniach klinicznych. Od dobrych paru lat prasa sporo uwagi poświęca problematyce badań klinicznych eksponując tylko ich ciemne strony. Dziennikarze prawie zupełnie pomijają fakt, iż bez badań klinicznych postęp medycyny został by zatrzymany i nowe leki nigdy by nie powstały. Ważny jest tylko efekt bieżącego artykułu i sprzedaż danego tytułu prasowego. Kogo to obchodzi, że w ten sposób podcina się gałąź, na której siedzimy, a nowy lek może uratować życia także temu nieodpowiedzialnemu dziennikarzowi. Nie twierdzę, że nie zdarzają się nadużycia i przekręty, ale to nie jest przecież powszechna praktyka, a trudno uogólniać, że firmy farmaceutyczne i badacze to z założenia grupa oszustów. Efekt tych działań jest taki, że coraz trudniej jest prowadzić badania kliniczne bo potencjalni pacjenci nam po prostu nie ufają.
Erozja zaufania osiągnęła niebezpieczny społecznie pułap, godzący w wiele różnych ważnych obszarów.
Jak odwrócić ten trend? Na to pytanie nie ma jednej, prostej odpowiedzi. Obawiam się, że tradycyjne wartości wyznaczające kierunki życia społecznego zostały tak poważnie podważone, że odwrócenie biegu spraw będzie bardzo trudne. Niemniej, każdy z nas może swoimi codziennymi działaniami współtworzyć atmosferę społecznego zaufania. Nasza rola, lekarzy jest w tym zakresie bardzo istotna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


