Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Pożegnanie Jurka Marka

Pogrzeb Jurka Marka, naszego Przyjaciela odbędzie się w sobotę 27 sierpnia w Bielsku-Białej - Straconce ul. Złoty Potok 6a o godzinie 13.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

O Jurku Marku

Właśnie dotarła do mnie niezmiernie smutna wiadomość, dziś zmarł Jurek Marek. Absolwent stomatologii naszej uczelni z 1982 roku. Poznaliśmy się jesienią 1980 roku gdy w gronie innych studentów zakładaliśmy Niezależne Zrzeszenie Studentów. W ciągu następnych 15 miesięcy, aż do pamiętnego 13 Grudnia 1981 roku spotykaliśmy się prawie codziennie. Jurek był nie tylko jednym z założycieli NZS-u na Śląskiej Akademii Medycznej, był ważnym członkiem zarządu, dobrym duchem stwarzającym dystans w obliczu bieżących sporów. Jego kultura, wiedza historyczna, erudycja nieraz pomagały ostudzić emocje towarzyszące tym wydarzeniom. Nie bez powodu Służba Bezpieczeństwa nadała Jurkowi imię „Historyk”, śledzono Go uważnie. Tradycja rodzinna – Ojciec Jurka była podporucznikiem AK, który ukrywał się do 1956 roku, kiedy na kilka miesięcy trafił do komunistycznego więzienia, wywarła wpływ także na Jego życie.
Dlaczego tak wspaniały Człowiek tak szybko odszedł? Nieraz słyszy się, że nie ma ludzi niezastąpionych, być może w odniesieniu do funkcji publicznych jest to prawda, ale chyba nie obejmuje to obszaru prawdziwych relacji między ludźmi, tych niepodlegających wpływom bieżących interesów. Takich Osób jak Jurek nie da się zastąpić, a pamięć o Nim na zawsze w nas pozostanie.

wtorek, 16 sierpnia 2016

O polskich uczelniach

Polskie uczelnie w piątej setce listy szanghajskiej

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

O Polsce i Polakach

Dziś jest dzień wyjątkowy, rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Nie będę próbował rozważać czy to powstanie powinno w ogóle mieć miejsce, to temat dla historyków. Ale niezależnie od indywidualnych ocen Powstanie Warszawskie to jedna z podwalin ideowych współczesnej Polski. Bez pamięci o tym zrywie patriotyzmu, tak jak bez historycznego odwoływania do wydarzeń z minionych wieków - tych bardzo dawnych, jak bitwa pod Grunwaldem czy bliższych, jak powstania z XIX wieku, walki Orląt Lwowskich czy Bitwy Warszawskiej – Polska byłaby innym krajem. Krajem oderwanym od swych korzeni, pozbawiona oryginalnej, polskiej tożsamości, bezideową zbiorowością ludzką.
Wspaniałe widowisko wspólnego śpiewania piosenek z Powstania, w którym mogliśmy uczestniczyć w każdym polskim domu to kontynuacja podtrzymywania patriotyzmu, który dla niektórych Polaków jest tylko przeżytkiem z minionego czasu…
Naród, który zapomina o własnej historii musi zniknąć…

czwartek, 28 lipca 2016

O polskiej służbie zdrowia

Narodowa Służba Zdrowia – resort zdrowia publikuje szczegóły reformy

niedziela, 17 lipca 2016

Uwagi wcale niewakacyjne

Czy habilitacja zdoła się wydostać z siatki płac ?

sobota, 2 lipca 2016

Wakacje na blogu

W okresie letnich wakacji nie będę zamieszczał nowych tekstów na blogu o ile nie będą miały miejsca jakieś nadzwyczajne wydarzenia.
Życzę wszystkim Czytelnikom bloga udanego letniego wypoczynku.

piątek, 1 lipca 2016

Zawód lekarz: Podsumowanie


Przedstawione poglądy, opinie i przykłady wzięte z życia miały na celu wskazanie drogi, jaką powinien – w mojej ocenie – podążać lekarz dążący do doskonałości zawodowej. Czy komukolwiek z nas, lekarzy uda się uzyskać stan ideału? Pewnie nie jest to możliwe, wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy swe wady, słabości, gorsze dni. W zderzeniu z codziennym życiem nasze oczekiwania wyniesione z domu i kształtowane w czasie długich lat studiów wystawione są na trudną próbę. W obliczu choroby i śmierci nie jest łatwo zawsze opanować stres, a przecież możliwości lecznicze są ograniczone i natrafiamy na bariery nie do przekroczenia. A gdy na humanistyczny wymiar pracy lekarza nakłada się ogrom wymagań biurokratycznych, utrzymanie niezmiennie wysokiego poziomu etycznego i merytorycznego naprawdę bywa trudne. Ale starajmy się doskonalić, nie popadać w rutynę, tak by misja przyświecająca tej wspaniałej profesji mogła być jak najpełniej spełniona. Mam nadzieję, że opisane prawdziwe sytuacje będą pewną wskazówką dla młodych adeptów medycyny na ich drodze zawodowej kariery. Zakres wymagań stojących przed każdym lekarzem jest ogromny, to zawód naprawdę wyjątkowy, powinni go uprawiać najlepsi z najlepszych.
Moje opinie kierowane są głównie do lekarzy, szczególnie tych na początku ich drogi zawodowej, ale być może tekst dotarł także do pacjentów. Liczę, że opisany szeroki zakres wymagań stawianych lekarzom i trudności, na jakie trafiamy w życiu zawodowym uświadomi im jak czasem trudno być lekarzem. Może dzięki temu łatwiej będzie wybaczyć nam nasze niedoskonałości i błędy?

PS. Poniższe uwagi napisałem już po publikacji całego cyklu. Liczyłem na aktywny udział Czytelników i ich komentarze. Nadeszło ich sporo, ale znaczna część nie odnosiła się wprost to zawartości merytoryczmej poszczególnych rozdziałów. Może martwić dość powszechna krytyka postaw lekarzy, czyżby nasze środowisko było tak nisko oceniane przez pacjentów? Trudno to obiektywnie zweryfikować, być może wyraz swej dezabrobaty dawały osoby, które spotkały na swej drodze pewnego rodzaju lekarzy? Niemniej może warto zadać parę pytań dużej liczbie, losowo dobranych osób by uzyskać prawdziwy obraz lekarzy w oczach Polek i Polaków? Może to spostrzeżenie jest najważniejszą obserwacją wynikającą z publikowanego cyklu?

niedziela, 26 czerwca 2016

Światowy ranking uniwersytetów

graficzne przedstawienie najlepszych uczelni wyższych

piątek, 24 czerwca 2016

Zawód lekarz: część 28-ma: Dochody

Ten rozdział dodałem na samym końcu nie bez kozery. Nie sądzę, by wysokość dochodów lekarskich była samodzielnym warunkiem zadowolenia z pracy czy miarą jego sukcesu zawodowego. Niemniej do życia są każdemu człowiekowi są potrzebne pieniądze. Poczucie godziwego wynagrodzenia i uzyskiwana stablizacja życiowa z pewnością wspomaga poczucie sukcesu zawodowego. Niestety w życiu takie podejście do kwestii dochodów bywa zbyt często wypierane przez widzenie naszego zawodu tylko przez pryzmat wysokości dochodów. Przysłowiowa „kasa” nie może zastąpić tradycyjnych wartości, które nierozerwalnie wiążą się z naszym zawodem. Zamożny lekarz to niekoniecznie dobry lekarz. I odwrotnie, brak sukcesu mierzonego stanem konta nie powinno być jedyną miarą powodzenia zawodowego.
Inną, trudną do zaakceptowania kwestią to różnice dochodów między lekarzami z różnych specjalności lekarskich. Nie godzi się by w jednym szpitalu wynagrodzenia lekarzy różniły się wielokrotnie. Lobby niektórych specjalności wywalczyły sobie ogromne przywileje co odbywa się kosztem innych lekarzy i innych pracowników bo przecież sumaryczna pula pieniędzy jest ograniczona.
• Czy to jest usprawiedliwione?
• Czy prawo do wolnej konkurencji powinno przybierać takie formy dyskryminujące część przedstawicieli naszego zawodu?
Nie zgadzam się na tak rozumianą swobodę konkurencji, o ile wynagrodzenia pochodzą ze środków publicznych.

czwartek, 23 czerwca 2016

Z życia akademickiego w Zabrzu

Dziś odbyło się ostatnie posiedzenie Rady Wydziału w tym roku akademickim. Chciałbym zwrócić uwagę na dwa fakty dotyczące spraw dydaktycznych. Na ostatnim posiedzeniu Senatu uczelni zwiększono liczebność grup ćwiczeniowych z 5 do 6 osób. Niby zmiana mała, ale jakości ćwiczeń na pewno nie sprzyja. A przecież poziom dydaktyki to, obok nauki, podstawowy czynnik wpływający na ranking uczelni. Zgodnie z przekazanymi informacjami aż 79% członków Senatu opowiedziała się za tą niekorzystną zmianą.
I druga informacja dotycząca dydaktyki. Jak przekazał Dziekan Prof. M. Misiołek odsetek studentów wypełniających ankiety dotyczące dydaktyki nie sięga 10%.
• Czy takie ankiety mają sens?
• Czy dają wgląd w jakość dydaktyki?
To pytania retoryczne…
Ankiety wprowadzono przed wielu laty, jeszcze w czasie kadencji Rektor Prof. E. Małeckiej-Tendery. Kierunek właściwy, ale od początku odsetek respondentów był mały. Wielokrotnie zwracałem uwagę, że system należy zmienić a ocena powinna być dokonywana regularnie, po każdych zajęciach. I zawsze słyszałem odpowiedzi, że system się „dotrze” i z czasem liczba studentów wypełniających będzie się zwiększać. Tak się nie stało, w dzisiejszej formie ankiety nie mają sensu. Czy w ciągu tych lat nie można było dokonać zmian w systemie zbierania danych ankietowych?
Oba spostrzeżenia dotyczą dydaktyki, jak ma się dokonać postęp w zakresie dydaktyki w naszym wydziale w świetle tych informacji?

piątek, 17 czerwca 2016

Zawód lekarz, część 27-ma: Odpoczynek

To już (prawie) koniec naszej wspólnej perygrynacji przez meandry medycyny. Parę zdań należy się także drugiemu „dnu” pracy zawodowej. Niezbędna jest równowaga między obowiązkami zawodowymi a czasem wolnym, ktoś niegdyś stwierdził: „dobrze pracuje tylko ten, kto potrafi dobrze odpoczywać”. W przypadku tak odpowiedzialnego i stresującego zajęcia, jak praca lekarza umiejętność oderwania od spraw zawodowych nabiera szczególnego znaczenia. Nie można ciągle żyć sprawami pacjentów, nie sposób ciągle dyżurować, bez końca operować. Bez zachowania odpowiedniej, pewnie różnej dla każdego z nas, proporcji między pracą a czasem wolnym, poświęcanym na realizację hobby znajdziemy się na prostej drodze do zniechęcenia zawodem. A przecież nie chcemy być ofiarą zespołu wypalenia zawodowego, nieprawdaż?!

niedziela, 12 czerwca 2016

Co dalej z polskimi uczelniami medycznymi?

Poniżej prezentuję wyniki ankiety dotyczącej powstawania nowych wydziałów lekarskich w Polsce. Jak widać rozrzut opinii jest znaczny co wskazuje na potrzebę szerokiej dyskusji.

  • Czy taka dyskusja w ogóle miała miejsce?
  • Czy ktokolwiek przeprowadził wszechstronną analizę wiodącą do wybrania optymalnego kierunków rozwoju polskich uczelni medycznych?
  • Czy takie dyskusje toczono w gronie rektorów uczelni medycznych?
  • A może Ministerstwo Zdrowia ma taką wiedzę?

Nie posiadam takich informacji, gdyby taka analiza została przeprowadzona to jej efekt powinien być znany opinii publicznej, np. w formie publikacji w pismach medycznych i akademickich. Niestety obawiam, że takiej wszechstronnej analizy nie przeprowadzono, a to co dziś obserwujemy nie ma wiele wspólnego z realizacją szeroko rozumianego interesu społecznego.

Jak zwykle górą interesy partykularne, wygrywają ambicje lokalnych środowisk samorządowych lub akademickich czy też interesy czysto biznesowe.

piątek, 10 czerwca 2016

Zawód lekarz, część 26-ta: Rutyna

Jednym z naszych wrogów w pracy zawodowej jest rutyna. Wiele lat pracy, rozległa wiedza, szerokie doświadczenia są w stanie uśpić naszą czujność. Rutyna to nie czynnik warunkujący nasz sukces zawodowy, to nasza słabość. Musimy z nią walczyć, nie można nigdy być absolutnie wierzyć w swą nieomylność. Wbrew pozorom błędy lekarskie wcale nie dotyczą tylko początkujących lekarzy. Ci, jeszcze niepewni swej wiedzy ostrożnie stawiają diagnozy, szukają pomocy innych lekarzy, zlecają masę badań dodatkowych. Gdy lekarz czuje się pewnie w zawodzie jego myślenie jest modyfikowane zebranymi doświadczeniami, umyka fakt, iż ten tysięczny pacjent nie zechce naśladować przebiegiem choroby wszystkich innych.

sobota, 4 czerwca 2016

Parę refleksji i uwag czwartego czerwca

4 dzień czerwca to ważna data dla Polski i świata. Niezależnie od oceny czy dla Polski wybory z 1989 roku postrzegamy, jako przełom i zwiastun nadchodzącego przełomu i końca systemu totalitarnego czy też raczej pamiętamy o obaleniu rządu Jana Olszewskiego 3 lata później lub najważniejszy jest dla nas fakt ludobójstwa dokonanego w Pekinie przez władze chińskie to czwarty dzień tego miesiąca wymaga chwili skupienia i refleksji.
Skupię się na problemach świata akademickiego. Późne lata osiemdziesiąte były okresem wyczekiwania na koniec systemu nakazowo-rozdzielczego w polskich uczelniach. Od dekad czekaliśmy na usunięcie z murów uczelni organizacji partyjnych, wyrzucenie oddelegowanych funkcjonariuszy SB, powrót wymarzonej demokracji wewnątrzuczelnianej. Wówczas wydawało się, że takie zmiany niejako automatycznie wymuszą szybkie zmiany i nasze uczelnie zaczną błyskawicznie odrabiać stracone lata. Niestety, życie przyniosło ogromne rozczarowanie. Co prawda mamy demokrację, ale uczelnie wcale nie są lepsze. Śmiem wręcz twierdzić, że stan polskich szkół wyższych jest gorszy jak w okresie schyłkowej „komuny”. Trudno mi obiektywnie oceniać generalną sytuację w polskich uczelniach bo nie posiadam odpowiedniej wiedzy dlatego skupię się na naszej uczelni. W latach 80-tych mimo zapaści lat po stanie wojennym pracownicy identyfikowali się z macierzystą uczelnią. Uzyskanie etatu klinicznego było marzeniem wielu absolwentów. W uczelni mieliśmy wiele osób postrzeganych, jako autorytety i wzory do naśladowania. Kolejne dekady, kolejne ekipy rządzące uczelnią nie zbliżały nas do wymarzonego wizerunku uczelni. Niepodzielnie panował dyrektor, a potem kanclerz Sałaniewski, a dawne ideały gdzieś się ulotniły. Ale nawet w okresie Rektora Wilczoka, gdy w uczelni nie działo się dobrze, ciągle trwała wiara w lepszą przyszłość. Idee akademickie ciągle były obecne, a sam Rektor Wilczok z pewnością miał dalekosiężną wizję rozwoju uczelni. Okres od 2005 roku to kolejny etap regresu wartości akademickich, idee sięgnęły dna. Zarówno styl jak i treść merytoryczna działań władz nie miały wiele wspólnego z wyobrażeniami o nowoczesnej uczelni, w której na pierwszym planie są studenci i nauka. Ich miejsce zajęła biurokracja, procedury, bilanse itd.
• Kto dziś się z uczelnią tak naprawdę w pełni identyfikuje?
• Kto się bez reszty angażuje w pracę dydaktyczną i naukową?
Zostały chyba tylko nieliczne osoby, których wiara nie została doszczętnie zniszczona.
Ale to tylko jedna strona medalu, uczelnie nie funkcjonują w próżni, są fragmentem życia państwa. W czasach realnego socjalizmu uniwersytety były słusznie, z punktu widzenia władz komunistycznych, postrzegane, jako siedlisko wrogich systemowi poglądów i idei. Oczekiwano, że odzyskana wolność przeniesie rozkwit polskich szkół wyższych, że dla kolejnych rządów i parlamentów rozwój uczelni, badania naukowe będą priorytetem stanowiąc zarazem motor rozwoju kraju. Te oczywiste oczekiwania zupełnie nie zostały ziszczone, żaden rząd po 1989 roku nie postawił na naukę. Macie swą demokrację, rządźcie się sami! Ale to się nie sprawdziło, państwo się odwróciło od uczelni, a te zaczęły dryfować bez wytyczonego celu. Aktualnie panujący nihilizm jest wypadkową zaniechania ze strony szeroko rozumianej władzy oraz bierności środowisk akademickich. Dziś nie ma już wśród nas dawnych autorytetów zdolnych porwać tłumy i wytyczyć kierunki rozwoju. Ich miejsce zajęli administratorzy i biurokraci oczekujący li tylko na realizację pensum i napisania paru prac naukowych.
• Gdzie się podział etos?
• Gdzie wizja?
• Gdzie misja uczelni?
To gorzkie słowa, tym bardziej, że mam swój osobisty udział w życiu polskich uczelni. Od blisko 13 lat jestem profesorem, byłem przez dwie kadencje członkiem Senatu, trzykrotnie kandydowałem na stanowisko rektora naszej uczelni. To bardzo smutne być świadkiem upadku etosu akademickiego, obserwować z bliska zjazd po równi pochyłej.
• A może źle oceniam rzeczywistość?
• Może wcale nie jest tak źle i polska nauka i polskie uczelnie mają przed sobą piękną przyszłość?
Proszę o komentarze Czytelników.

piątek, 3 czerwca 2016

Zawód lekarz, cześć 25-ta: Szczęście

Nieraz mówimy o kimś „ale z niego szczęściarz”. Czy w odniesieniu do naszej pracy także ten czynnik mam jakieś znaczenie? Sądzę, że tak. Najpierw trzeba trafu by znaleźć się we właściwym miejscu i czasie. Zawsze marzyliśmy o okulistyce i właśnie teraz udostępniono nowe miejsca specjalizacyjne, co za szczęście! Możemy trafić na otwartego, przyjaznego szefa, albo na ordynatora chirurgii, któremu jakoś nie „pasujemy” do koncepcji i tylko okazjonalnie jesteśmy dopuszczani do stołu operacyjnego. Niemniej tak rozumiane szczęście musi być zawsze poparte solidną pracą, bez niej daleko nie zajedziemy. Sukces w życiu, pewnie w odniesieniu do naszego zawodu także to 10% talentu i 90% pracy. Konsekwencja (prawie) zawsze przyniesie nam powodzenie.

niedziela, 29 maja 2016

O polskim życiu uniwersyteckim

W czasie pewnego spotkania towarzyskiego konwersacja skierowała się w stronę bieżącego, polskiego życia politycznego. Niektórzy rozmówcy nie przebierając w słowach zaprezentowali swe poglądy. Niby normalna sytuacja, ale argumenty merytoryczne zostały zastąpione kategorycznymi stwierdzeniami oceniającymi ludzi władzy i podejmowane przez nich decyzje. Hasła i epitety, kalki i uproszczone, gdzieś zasłyszane lub przeczytane wypowiedzi całkowicie wyparły stanowiska poparte głębszą analizą wynikającą z indywidualnego toku rozumowania. Poraziła mnie łatwość wyrażania poglądów na poziomie propagandowym, bez absolutnego dopuszczania możliwości złej oceny zjawisk. Takie postawy przywodzą pewne znane powiedzonka: „lepiej się z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć” lub „mądry mówi - mylić się mogę, a głupi - głowę daję”.
Dlaczego piszę o tym na blogu poświęconym sprawom polskiej nauki? Sądzę, że takiego rodzaju dyskurs opanował także środowiska uniwersyteckie. Merytoryczna dyskusja została wyparta przez pseudo-dyskusję. Bliskie mi są różne wydarzenia z polskiego życia akademickiego, ale najbliższa jest „koszula ciału” zatem najważniejsze są dla mnie losy mego macierzystego wydziału. Czy przyszłość wydziału zabrzańskiego rysuje się w optymistycznych barwach? Jest wiele zagrożeń; powstają nowe uczelnie medyczne, idzie niż demograficzny, a samo miasto Zabrze trudno uznać za atrakcyjne miejsce do studiowania. Czym przyciągnąć najlepszą młodzież właśnie do nas? Musimy zapewnić, jak najlepsze warunki do studiowania, szybko poprawić bazę dydaktyczną, poziom prowadzonych zajęć musi być naprawdę wysoki. Gdzie są obiekty do uprawiania sportu przez studentów? A możliwości ich udziału w pracy naukowej w ramach Studenckich Kół Naukowych - czy są na pewno adekwatnie wykorzystane? Inna, kluczowa kwestia rzutująca na ranking wydziału to jakość pracy naukowej - czy jest ona na wystarczająco wysokim poziomie?
Pytań można postawić wiele, ale by próbować formułować odpowiedzi najpierw należy podjąć merytoryczną dyskusję. A tej brakuje, nie było jej w okresie przed wyborami nowych władz uczelni, nie ma jej także dziś. Jak mamy sprostać wyzwaniom współczesności skoro nie mamy planu działań wypracowanego przez całą społeczność akademicką? Proszę spojrzeć na kolejne numery uczelnianego Newslettera, znajdujemy tam masę informacji o życiu uczelni, ale sygnalizowanych treści warunkujących postęp tam nie znajdziemy. Opis rzeczywistości, swoisty fotoplastykon bieżących wydarzeń bez dogłębnej analizy to o wiele za mało, ta droga nie prowadzi do ewolucji w kierunku nowoczesnej, dobrej uczelni. Bez otwartej dyskusji nie mamy żadnych szans na przyszłość. A, jak piszę na początku tekstu, umiejętność dyskusji jest na katastrofalnym poziomie. Niestety, ta diagnoza dotyczy także środowisk uniwersyteckich.

środa, 25 maja 2016

Zawód lekarz, część 24-ta: Jak poinformować o zgonie?



To najtrudniejszy obowiązek w naszej pracy. Stawia nam najwyższe wyzwania dotyczące naszej kultury osobistej, taktu, wyczucia. Nie ma żadnej żelaznej zasady, każda sytuacja jest inna. Inaczej jest, gdy mamy do czynienia z pacjentem terminalnie chorym i rodzina od dawna zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji, a co innego gdy zgon nastąpił całkowicie niespodziewanie. Jeszcze trudniej jest powiedzieć rodzicom, że zmarło ich dziecko. Dla mnie osobiście najtrudniejsze zawsze były sytuacje, gdy zgon nastąpił nieoczekiwanie. Pamiętam pewien dyżur, na który przywieziono 75-letniego pacjenta z zapaleniem płuc. Stan ogólny był dobry, nie było, jak się wydawało, żadnych symptomów zagrożenia życia. Towarzyszyła mu córka, którą lekarz Izby Przyjęć poinformował o stanie zdrowia. Niestety, w ciągu weekendu pacjent zmarł i byłem świadkiem jak rodzina miała pretensje, że nie oceniono właściwie stanu pacjenta w czasie przyjęcia. Trudno stawiać jakiekolwiek formalne czy merytoryczne zarzuty lekarzowi Izby Przyjęć, niemniej pewna ostrożność przy formułowaniu oceny sytuacji byłaby pomocna.

piątek, 20 maja 2016

Zawód lekarz, cześć 23-cia: Jak komunikować się z pacjentem?


Ta umiejętność mogłaby zostać umieszczona w rozdziale „Kontakt z pacjentem”, ale problem jest nieco szerszy. Nie zawsze komunikujemy się z samym chorym, bywa, że naszym rozmówcą jest rodzina pacjenta. Te okoliczności dotyczą głównie pacjentów hospitalizowanych. Generalnie można założyć, że stan zdrowia takiego pacjenta, wymagającego diagnostyki szpitalnej jest poważniejszy niż pacjenta leczonego w trybie ambulatoryjnym. Często stajemy przed dylematem: jak informować pacjenta o jego stanie zdrowia? Odpowiedź wydaje się oczywista: należy mówić prawdę. W życiu codziennym nie jest to tak proste. Pacjent lub członek jego rodziny nie zawsze jest w stanie właściwie zrozumieć nasze słowa, a poza tym zwykle oczekuje się od nas pomyślnych informacji. Na podstawie moich obserwacji należy zachować pewną ostrożność i przedstawiać perspektywy stojące przed pacjentem w nieco bardziej pesymistycznej tonacji niż zbyt optymistycznej. Przecież tak naprawdę rzadko możemy mieć stuprocentową pewność co do rokowania i robienie nieuprawnionej nadziei może wywołać uzasadnione zarzuty ze strony pacjenta lub jego rodziny. Nie proponuję oczywiście celowej dezinformacji pacjenta by później zbierać pochwały za cudowne wybawienie z poważnej opresji; taka postawa czasem prezentowana przez lekarzy nie może uzyskać akceptacji. Najtrudniej dotrzeć z informacją dotyczącą osoby ciężko chorej, o niepewnym rokowaniu. Opowiem pewną historię. Do szpitala przyjęto 18-letnią dziewczynę, u której postawiono niedawno rozpoznanie poważnej choroby. Dotąd na nic nie chorowała, dla niej samej i rodziny był to szok, szczególnie, że była na parę miesięcy przed maturą. Matka tej dziewczyny była częstym gościem w szpitalu, wykazywała niezwykłą troskę o stan zdrowia córki. Pacjentkę prowadził ten sam lekarz, który woził inną młodą pacjentkę na konsultacje co wywołało później problem opisany w rozdziale „Kontakt z pacjentem”. Od początku, jako lekarz z powołania zaangażował się mocno w opiekę na pacjentką, prawie codziennie rozmawiał z jej matką czyniąc – jak się później okazało – nieuzasadnione nadzieje. Matka nie potrafiła przyjąć do wiadomości, że stan jej córki jest bardzo poważny, a lekarz nieco pochopnie podtrzymywał jej wiarę w wyzdrowienie. Gdy pacjentka zmarła rozpacz matki była ogromna, być może nieco inny, bardziej realistyczny sposób komunikowania mógłby lepiej ją przygotować na nieuchronny finał?

niedziela, 15 maja 2016

O polskich uczelniach medycznych

W ostatnim czasie docierają informacje o powstających wydziałach lekarskich w takich miastach, jak Rzeszów, Kielce, Zielona Góra, Warszawa czy Kraków, a w szeregu innych miejscowości trwają intensywne prace przygotowawcze by rozpocząć szkolenie przyszłych medyków. Słychać także informacje o ogromnych braku lekarzy sięgających w skali kraju 70 tysięcy. W wielu specjalnościach lekarskich średni wiek znacznie przekracza 50 lat; luka pokoleniowa wręcz zagraża bezpieczeństwu zdrowotnemu polskiego społeczeństwa. Nie próbując dociec dlaczego tak się stało dość oczywista wydaje się potrzeba działań zmierzających do zwiększenia liczby studentów medycyny. Jak uzdrowić sytuację? Można próbować zwiększać liczbę studentów w już istniejących uczelniach, tworzyć nowe wydziały lub też wykorzystywać obie te drogi. Trudno oczywiście liczyć na natychmiastowe efekty, a jednym z warunków jest dysponowanie środkami finansowymi.

Kwestie powstawania nowych wydziałów medycznych budzą ogromne emocje w już istniejących uczelniach medycznych. Rozrzut opinii jest ogromny; od totalnej krytyki do głosów wskazujących, że nowe wydziały to szansa także dla istniejących uczelni z powodu naturalnej konkurencji wymuszającej wprowadzanie reform. W ankiecie przedstawiam szereg pytań, proszę o zaznaczenie dowolnej liczby odpowiedzi zgodnie z posiadanym poglądem. Wyniki ankiety przedstawię 13 czerwca.

Create your own user feedback survey

piątek, 13 maja 2016

Zawód lekarz, część 22: Punktualność

Czas pracy lekarza regulują ogólne przepisy. Ale nie zawsze te formalne wymogi są najważniejsze, czasem decydują inne względy. Znaczenie punktualności ma innym wymiar w pracy ambulatoryjnej, a inny w warunkach szpitala. Czy lekarz może spóźnić się na operację? A na dyżur na Izbie Przyjęć? Do dobrego zwyczaju jest przekazywanie sobie dyżuru; znam sytuację, gdy jeden lekarz dyżurujący do 8 rano opuścił Izbę Przyjęć nie czekając na zmiennika, który dotarł po 10 minutach. Ale ciągu tych zaledwie 10 minut do Izby Przyjęć trafiło dwóch pacjentów w ciężkim stanie! W poradni raczej nie ma takiego ryzyka, ale do naszych obowiązków na pewno trzeba zaliczyć punktualność. To ważny, raczej niedoceniany fragment kreowania wizerunku lekarza. Nikt z nas nie lubi oczekiwać na otwarcie urzędu lub banku, w którym akurat mamy coś do załatwienia. Nie można akceptować innych standardów w naszej pracy, wręcz przeciwnie powinniśmy być wzorem do naśladowania.

wtorek, 10 maja 2016

Najlepszy dydaktyk roku

W ostatnim numerze Newslettera naszej uczelni (link poniżej) znajduje się informacja o wyborze najlepszego dydaktyka przez studentów Wydziału Nauk o Zdrowiu. To świetny pomysł, podobny wysunąłem w 2008 roku w moim programie wyborczym, gdy kandydowałem na stanowisko rektora SUM (link do programu poniżej).

Postuluję, by podobne konkursy zorganizować we wszystkich wydziałach. To studenci powinni nas oceniać, a taki tytuł to zaszczyt i honor dla wyróżnionego dydaktyka.

Numer 30. newslettera SUM
Program wyborczy 2008

piątek, 6 maja 2016

Zawód lekarz, część 21-sza: Organizacja pracy

Indywidualne starania lekarza by jak najlepiej wywiązywać się ze swych obowiązków nie są zależne tylko od niego samego. Są pewne okoliczności zewnętrzne, na które nie mamy wpływu. Do takich czynników należy np. wcześniej wzmiankowane znaczenie sprzętu do badań diagnostycznych. Dużą rolę odgrywa także organizacja pracy lekarskiej. To sfera dla managerów służby zdrowia, dyrekcji i pionów organizacyjnych przychodni i szpitali. Z pewnością istotne są także regulacje prawne obowiązujące w danym kraju. Nie chodzi przecież by lekarz wykonywał mnóstwo niepotrzebnych lub mało znaczących czynności, powinno nam zależeć by skupił się na najważniejszym zadaniu: leczeniu ludzi. Im więcej tej dodatkowej, biurokratycznej pracy wykona personel pomocniczy tym efektywniejsza będzie nasza praca. Dam dwa przykłady pomysłów na dobrą organizację pracy. Przed laty zostałem zaproszony przez Profesora Wojciecha Olszyńskiego z Saskatoon w Kanadzie do wygłoszenia paru wykładów dla tamtejszego środowiska lekarskiego. To było spore wyzwanie, szczególnie wykład dla lekarzy uniwersytetu i studentów wymagał długotrwałych przygotowań. W czasie tygodniowego pobytu w Kanadzie miałem także okazję podpatrzeć pracę Profesora w Jego prywatnej przychodni. Cała dokumentacja jest prowadzona elektronicznie, recepty są także wypisywane przy pomocy komputera, a następnie są wysyłane drogą elektroniczną do wskazanej przez pacjenta apteki. Proste i przyjazne, nieprawdaż? Ale najbardziej zdziwiła mnie możliwość podania drogiego leku w cenie 300 dolarów kanadyjskich już na pierwszej wizycie, za który pacjent dopiero później zapłaci. Co więcej, nie musi pokryć tego kosztu jednorazowo, ale ma na to 6 miesięcy. Przyjazna procedura, oszczędzająca dodatkowej wizyty i dająca szansę na podjęcie kosztownej terapii. Moja siostra Małgorzata od dwóch dekad pracuje w Australii, jako lekarz pierwszego kontaktu, tzw. General Practitioner (GP). Wielokrotnie wysyła do specjalistów swych pacjentów; podoba mi się sposób komunikowania między nią a specjalistami. Odbywa się to drogą poczty elektronicznej, w ciągu 2 tygodni od konsultacji jej pełny tekst jest przesyłany. To zabiera sporo czasu, ale dzięki takiemu systemowi jakość opieki na pewno wzrasta.

sobota, 30 kwietnia 2016

W odpowiedzi na komentarz Czytelnika

Odpowiadając anonimowemu (niestety) Czytelnikowi na komentarz z 29.04 godz. 20;20 muszę stwierdzić, podtrzymując stanowisko z tekstu z 28 kwietnia, że w moim przekonaniu zdecydowana większość lekarzy to uczciwi ludzi i solidni lekarze spełniający wymagania etyczne. Taka generalna krytyka środowiska lekarskiego, w dodatku ukryta za parawanem anonimowości, nie jest wiele warta. Znam wielu znakomitych, uczciwych, oddanych pacjentom lekarzy.
Ale jak mówi przysłowie-łyżka dziegciu zepsuje beczkę miodu-oddaje prawdziwy stan rzeczy…

piątek, 29 kwietnia 2016

Zawód lekarz, część 20-ta: Etyka, jako podstawa zawodu lekarza


O etyce lekarskiej napisano tomy. Stworzono Kodeks Etyki Lekarskiej szczegółowo opisujący jak powinniśmy się zachowywać w codziennej pracy zawodowej. Nie mam zamiaru powtarzać znanych określeń ani ex katedra prawić morały i wskazywać co jest dobre a co złe. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na dwa aspekty, dwa wymiary etyki w postępowaniu lekarskim. Pierwsza sprawa to indywidualne postępowanie lekarza, każdy swą postawą buduje własny wizerunek. Każdy z nas pracuje sam dla siebie i mozolnym trudem stara się wypracować własną pozycję zawodową i szacunek pacjentów. I drugi aspekt, odbiór społeczny naszych zachowań, jako grupy zawodowej. Ileż to razy słyszymy czy czytamy, że „lekarze to grupa przekupnych, chciwych osób” lub innymi, niepochlebnymi słowy opisuje się nasze środowisko. Śmiem twierdzić, że znaczna większość z nas, lekarzy spełnia podstawowe kryteria etyki zawodowej. Ale jest niezbyt liczna, ale dobrze zauważana przez pacjentów grupa lekarzy, którzy ewidentnie wykraczają poza te przyjęte powszechnie zasady. Ich wizerunek jest fatalny, ale, co gorsza, rzutuje to na całe środowisko lekarskie. Działania tych lekarzy powodują znaczące zaniżenie społecznej oceny lekarzy. Zatem dość oczywisty jest wniosek, że tacy lekarze powinni być szybko i skutecznie eliminowani z grona medyków. Tak się jednak nie dzieje, z ogromną szkodą dla całego środowiska. I nie mówię tu o błędach, jakie każdemu mogą się zdarzyć. Myślę o oszustach. Np. znam przykład, gdy lekarz w celu wyłudzenia kontraktu z NFZ wpisał do listy lekarzy przyjmujących w jego placówce „martwe dusze”, lekarzy, którzy nigdy tam nie pracowali. Ewidentne oszustwo w celu wyłudzenia pieniędzy!
I nic się nie stało, ten lekarza nadal pracuje w zawodzie. Gdzie był samorząd lekarski? Gdzie procedury karne?
W innej, głośnej na cały kraj historii dotyczącej znanego lekarza oskarżanego przez dziesiątki pacjentów o postawę całkowicie niezgodną z przyjętymi standardami i liczne malwersacje finansowe w jego obronie stanął konsultarnt wojewódzki w tej dziedzinie, znany profesor. W oficjalnym oświadczeniu w najlepszych słowach ocenił tego lekarza, ba, wręcz stawiał go za wzór do naśladowania. Nie dość, że po prostu kłamał, to jeszcze w ten sposób na szwank wystawił nie tylko własny wizerunek, ale godził w renomę macierzystej uczelni.
Albo będziemy skutecznie eliminować takich ludzi albo wszyscy będziemy odbiorcami negatywnych ocen społecznych. W wielu krajach np. skandynawskich, USA czy Wielkiej Brytanii standardy są zupełnie inne i środowisko lekarskie szybko i skutecznie pozbywa się „czarnych owiec”. Chcemy cieszyć się społeczną estymą, chcemy zaliczać się do elity społeczeństwa to nauczmy się dbać o własne interesy w odpowiedni sposób.

piątek, 22 kwietnia 2016

O modelu kariery uniwersyteckiej

Jaki powinien obowiązywać wzór kariery akademickiej w odniesieniu do osobistego awansu zawodowego? W ostatnich latach wiele osób uzyskało stopień doktora habilitowanego, mamy także sporo młodych profesorów. Naturalne jest, że ci ludzie szukają dla siebie drogi dalszego rozwoju, która w oczywisty sposób wiąże się z możliwościami objęcia samodzielnych stanowisk kierowniczych. A liczba tych stanowisk nie jest nieograniczona stąd powstaje pytanie jak powinna być regulowana kwestia obsadzania pozycji kierowniczych w uczelniach. Popatrzmy na inne obszary życia publicznego; Prezydent RP może swą zaszczytną funkcję pełnić przez dwie pięcioletnie kadencje, ale nie ma limitu dla czasu zajmowania stanowiska premiera, posła, senatora czy prezydenta miasta. Wracając na podwórko akademickie; tu czas piastowania funkcji rektora lub dziekana też jest ograniczony do dwóch kadencji.
• Zatem warto zadać pytanie czy funkcja kierownika katedry nie powinna być ograniczona czasowo?
• Czy dobrze jest, że w naszych realiach osoba, która uzyska takie stanowisko w zasadzie pełni je do końca pracy zawodowej?
• Czy na pewno zawsze jest ona w stanie sprostać wyzwaniom czasu?
• Czy nie należy dać szansy młodszym, dynamicznym kolegom?
W wielu krajach o wysoko postawionej nauce preferuje się wybór młodych osób, raczej w pobliżu 40-tki na stanowiska kierownicze, a byli szefowie pełnią nadal ważną rolę, jako konsultanci, eksperci i doradcy. Taki wzorzec wymiany pokoleń gwarantuje niezbędny rozwój i dynamikę uczelni bez odrzucania dorobku wcześniejszych liderów.
Proszę Czytelników o opinie w tym niezwykle ważnym obszarze, decydującym w znacznym stopniu o poziomie nauki i dydaktyki w każdej uczelni.

środa, 20 kwietnia 2016

Wyniki ankiety z 12 kwietnia

Wyniki ankiety z 12 kwietnia

piątek, 15 kwietnia 2016

Zawód lekarz, część 19-ta: Wyobraźnia i umiejętność przewidywania


Ten punkt mógłby śmiało być dołączony do rozdziału „wiedza” lub „doświadczenie”, ale zdecydowałem się go przedstawić osobno. Uważam, że wyobraźnia i umiejętność przewidywania to coś więcej niż tylko pochodna wiedzy i doświadczenia. To wypadkowa pewnych nabytych i wrodzonych cech lekarza. Można posiąść wiedzę, ale nie oznacza to automatycznie, że staniemy się wystarczająco przewidujący. Powinniśmy być jak szachiści, najlepsi z nich potrafią przewidzieć wszystkie możliwe warianty ruchów pionków i figur na szachownicy na około 20 posunięć naprzód. Dobry lekarz to ten, który potrafi dzięki wiedzy, doświadczeniu i wyobraźni przewidzieć najróżniejsze scenariusze. Szczególnie ważna jest umiejętność przewidzenia wystąpienia pogorszenia stanu chorego i podjęcia na czas odpowiednich kroków zapobiegawczych. Podam przykład takiego braku wyobraźni, który skończył się tragicznie. Na oddział przyjęto mężczyznę w średnim wieku w celu diagnostyki nadciśnienia tętniczego. Po paru dniach został on na weekend wypisany na przepustkę do domu. Los chciał, że w piątek wykonano mu rtg klatki piersiowej, a wynik nie został sprawdzony przed wypuszczeniem go do domu. W niedzielę nastąpił nagły zgon pacjenta. Okazało się, że wykonane badanie wykazało obecność tętniaka aorty o czym ani pacjent ani lekarz nie mieli pojęcia. Nie można mieć pewności jak by się potoczyły losy tego pacjenta gdyby został w szpitalu, ale brak umiejętności przewidywania, a także zwykłej sumienności jest oczywisty. Zawsze lepiej zachować nieco więcej ostrożności niż kierować się samymi optymistycznymi scenariuszami.

wtorek, 12 kwietnia 2016

O polskim życiu "akademickim"...

Niedawno miałem zamiar przedstawienia cyklu niedawnych komentarzy Czytelników dotyczących spraw akademickich. Takich komentarzy nadeszło zbyt wiele, że trudno je wszystkie ponownie prezentować. Dominującym nurtem jest krytyka drogi kariery akademickiej. Trudno mi dociec dlaczego neguje się sens rozwoju naukowego jednocześnie przeciwstawiając mu rozwój kompetencji czysto lekarskich. Te komentarze z marca można łatwo przeczytać na blogu, to przykra lektura.

  • Dlaczego tak wiele osób nie akceptuje w ogóle ścieżki zawodowej nakierowanej na naukę?
  • Czy dobry naukowiec nie może być równocześnie dobrym lekarzem?
  • A może to pokłosie obserwacji codziennego życia akademickiego będącego naszym udziałem?
  • Może po prostu słowo „kariera” akademicka nic nie znaczy, kariera, rozumiana, jako sukces będący wynikiem mozolnej pracy w istocie nie istnieje?
  • Może ci spośród nas, którzy osiągnęli pozycję w świecie nauki i tak nie znajdują uznania w macierzystych uczelniach i nie mają szans na uzyskanie samodzielnych stanowisk „należnych” tylko „swoim”?

Gdyby ta teza była prawdziwa to negacja sensu uprawiania nauki może być uznana za w pełni uzasadnioną.

Poniżej przedstawiam interaktywną ankietę, proszę o odpowiedzi do godziny dwudziestej 20 kwietnia. Wieczorem tego dnia zaprezentuję jej wyniki. Proszę zaznaczyć wszystkie odpowiedzi, które uznasz za właściwe.

piątek, 8 kwietnia 2016

Zawód lekarz, część 18-ta: Aparatura medyczna

W procesie diagnostycznym coraz większe znaczenie przypada różnego rodzaju badaniom, a zmniejsza się rola tradycyjnego badania fizykalnego. Nieraz w czasie ćwiczeń ze studentami boleję nad faktem, że ustalenie np. granic serca przy pomocy badania opukowego stwarza takie trudności. Wręcz słyszę, „po co mamy się tak męczyć skoro jest UKG?” Nie podzielam tego poglądu, nie zawsze mamy pełną dostępność do metod diagnostycznych i np. dobre badanie fizykalne w gabinecie lekarza rodzinnego to podstawa do wszelkich dalszych kroków. Ale od postępu nie uciekniemy, znaczenie sprzętu rośnie. Zatem możliwości wykonywania badań diagnostycznych przy zastosowaniu wszelkich, najnowszych dostępnych metod z pewnością ma duże znaczenie dla pracy lekarza. Ale nie tylko same urządzenia będą decydowały o jakości naszej pracy; musimy dokładnie poznać możliwości każdej maszyny, a uzyskiwane wyniki muszą być jasno i czytelnie opisywane. Nie zawsze opis badania obrazowego czy histopatologicznego jest w pełni zrozumiały dla lekarza zlecającego badanie. Stąd bardzo przydatne są cykliczne spotkania typu „kominków radiologicznych”, jakie dawniej na stałe były wpisane w nasz dzień pracy. Cyklicznie, raz na parę tygodni spotykali się radiolodzy z klinicystami by omawiać konkretne przypadki i przedstawiać obrazy badań rtg. Ścierały się wówczas różne punkty widzenia, jest zrozumiałe, że inaczej widzi problem lekarz prowadzący, a inny pogląd ma radiolog, który nie zna wielu szczegółów dotyczących chorego. Z pewnością taka forma komunikowania między klinicystami i diagnostami umożliwia prawidłowy tor postępowania diagnostycznego i leczniczego.