Czytelniku, bądź współautorem bloga!

Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.



Zapraszam Czytelników bloga do nadsyłania informacji dotyczących osiągnięć i sukcesów pracowników lub absolwentów naszej Uczelni. Mogłyby to być krótkie "newsy" lub nieco dłuższe teksty na podany adres poczty elektronicznej.

Zachęcam do podpisywania wypowiedzi przez jej autora; przy braku takiej zgody list opublikuję anonimowo niemniej proszę o dane autora do mojej wiadomości.

środa, 27 maja 2020

Po uważnej lekturze ostatniego listu Profesora Szewieczka doszedłem do wniosku, że warto pokusić się by na blogu zamieszczać informacje dotyczące osiągnięć i sukcesów pracowników lub absolwentów naszej Uczelni. Mogłyby to być krótkie "newsy" lub nieco dłuższe teksty w myśl poglądu, że "cudze chwalicie, swego nie znacie".

Z przyjemnością zapraszam Czytelników bloga do współpracy i nasyłania takich informacji na podany adres poczty elektronicznej.

Zachęcam do autoryzowania wypowiedzi; przy braku takiej zgody list opublikuję anonimowo niemniej proszę o dane autora do mojej wiadomości.

niedziela, 24 maja 2020

List Profesora Jana Szewieczka

Szanowny Panie Profesorze,
Drogi Wojtku,

Wiele gorzkich i krytycznych ocen pojawia się na Twoim blogu. Podobnie, jak w społeczeństwie. Perspektywa spojrzenia na życie jest ważna. Tak, uczciwe dostrzeganie zła i przeciwstawianie się mu jest konieczne. Ale nie mniej ważne jest dostrzeganie dobra: zarówno w sobie samym, jak i w innych ludziach, w naszym życiu. Frustracja zniechęca. Dobro motywuje do pracy. Zachowanie właściwej proporcji oceny jest kwestią rzetelności, tej samej, która tak bardzo potrzebna jest w nauce.
Pada wiele krytycznych słów na temat naszej uczelni. Ale uczelnię tworzą ludzie. Wielu, których geniusz naukowy połączony z pracowitością zasługuje na podziw. Wspomnę jedynie Profesora Kornela Gibińskiego i kolejne pokolenia Jego wybitnych uczniów, wśród nich – Profesora Franciszka Kokota i Jego znakomitą „szkołę” z Profesorem Władysławem Grzeszczakiem i Tobą – Jego uczniem. Wielu swoim zaangażowaniem i poświęceniem tworzyło fundamenty dydaktyki. Mistrzowie dla studentów. Nie wszyscy mieli znaczące osiągnięcia naukowe – ci szczególnie często pozostają w cieniu. Wielu innych swoją niedocenianą pracą organizacyjną i pomocniczą zapewnia funkcjonowanie uczelni. Myślę o rektoracie i dziekanatach, ale też – szczególnie ciepło – o bibliotece. Nie tracąc z pola widzenia spraw wymagających naprawy, powinniśmy dostrzegać to, co wartościowe. Współtworzymy tę uczelnię. Większość ludzi, których znam, pracuje z wielkim zaangażowaniem. Wyrazem takiego zaangażowania w sprawy uczelni jest przecież także Twój blog. Warto poświęcać więcej uwagi przeszłym i obecnym osiągnięciom. Konkretnym ludziom, konkretnym osiągnięciom. Także – rozsianym po świecie absolwentom naszej uczelni. Ich osiągnięcia to przecież także dziedzictwo tej uczelni. Powinniśmy to robić z myślą o studentach, którzy – jak sądzę – mają prawo do dumy ze swojej Alma Mater, podobnie jak my. Dziedzictwo jest wartością, ale także zobowiązuje. Studenci powinni wiedzieć, że są za uczelnię współodpowiedzialni. Szczególnie dotyczy to kształtowania poziomu dydaktyki – studenci są jej podmiotem, a nie przedmiotem.

Kilka słów o życiu społecznym. Zbyt często rywalizacja między stronnictwami politycznymi przybiera charakter bezwzględnej walki. Jest to wyniszczające dla społeczeństwa. W rywalizacji potrzebna jest uczciwości i dobra wola – dostrzeganie dobra również po stronie przeciwnika. Chcę wspomnieć wielką pracę Prof. Łukasza Szumowskiego i jego zespołu, która wielu ludzi uchroniła od śmierci. Pamiętam jego zmęczenie w pierwszych tygodniach epidemii, a dziś z przykrością obserwuję cyniczne ataki na niego.
Życzę nam wszystkim jak najszybszego ustąpienia epidemii i powrotu do normalnego życia. Jednak, kiedy spotykają mnie trudności, zastanawiam się, co Opatrzność chce mi powiedzieć. Trudności są wyzwaniem i zadaniem. Szansą na poprawienie czegoś, przewartościowanie, umocnienie. Obyśmy tej szansy nie zmarnowali.

Serdecznie pozdrawiam
Jan Szewieczek

piątek, 22 maja 2020

O dydaktyce słów parę

Do ostatniego tekstu nadeszło wiele komentarzy dotyczących dydaktyki. Dziękuję za uwagi Czytelników. Sytuacja epidemiczna wymusiła zmianę systemu prowadzenia zajęć dydaktycznych. Generalnie nie jestem zwolennikiem prowadzenia zajęć w trybie internetowym, ale być może to jest dobry moment by się zastanowić jak wykorzystać zebrane doświadczenia w celu poprawy jakości pracy dydaktycznej. Nie sądzę by było to możliwe do wykonania przez nas samych. Sami się nie ocenimy, tkwimy w procesie dydaktycznym; jest niezbędne spojrzenie z zewnątrz. Jest potrzebna solidna, profesjonalna analiza przeprowadzona przez ludzi niezwiązanych z naszym uniwersytetem. Bez zebrania szeroko zakrojonych, wnikliwych danych dających wgląd w dydaktykę - tę dzisiejszą i tą sprzed pandemii - od wszystkich uczestników procesu dydaktycznego (przede wszystkim studentów oraz pracowników dydaktycznych) nie ma szans na uzyskanie obrazu sytuacji. Takie dane powinny pomóc w modyfikacji procesu dydaktycznego prowadzącej do poprawy jego jakości.
To jest oczywiście zadanie, którego mogą się podjąć tylko władze uczelni. To wymaga odważnych decyzji oraz pewnych nakładów finansowych.

poniedziałek, 18 maja 2020

O Ustawie 2.0 i koronawirusie

Co oznacza słowo „Uniwersytet”? Pewnie encyklopedyczna definicja nie jest w stanie pomieścić wszystkich aspektów tak pojemnego pojęcia. Niewątpliwie ludzie, którzy byli kiedyś studentami (a tych są przecież miliony) oraz ci, którzy są pracownikami uczelni dysponują osobistymi doświadczeniami. Dla mnie Uniwersytet to miejsce, w którym trwa nieustająca praca twórcza idąca dwoma głównymi nurtami: dydaktycznym i naukowym. Oba te podstawowe obszary mają jeden podstawowy wspólny mianownik: człowieka. W szkole wyższej wszystko obraca się wokół ludzi. Dydaktyka to student, żywy, młody i dociekliwy umysł. A nauka nie składa się przecież tylko z laboratoriów, urządzeń diagnostycznych, programów komputerowych; nauka to pomysły badawcze, a te tworzą ludzie. To ludzie tworzą zespoły badawcze, wykonują tysiące czynności, piszą publikacje. Zatem nieco upraszczając; uniwersytet to człowiek z całą swoją barwnością, intelektualną ciekawością tajemnic świata. W swej codziennej działalności uniwersytet to tygiel ludzi, idei, spotkań, dyskusji, nigdy niekończących się sporów intelektualnych.

Czy można zatem w myśl tej wizji wyobrazić sobie uniwersytet bez ludzi? To nie jest możliwe, nie ma ludzi, nie ma uniwersytetu.
W ostatnim czasie polskie szkoły wyższe otrzymały dwa ciosy trafiające w najczulsze miejsce czyli ludzkie kontakty.
Pierwszym była Ustawa 2.0 która zlikwidowała rady wydziału. Rady wydziału „od zawsze” stanowiły bardzo ważne miejsce w życiu uczelni. Tam zapadały ważne decyzje, ale było to także forum dyskusji i wymiany poglądów. A poza samymi obradami plenarnymi to było także miejsce spotkań kuluarowych, miejscem gdzie osoby z różnych katedr i zakładów po prostu mieli okazję by się poznać, porozmawiać i czasem zaplanować wspólne badania naukowe. Niestety, muszę stosować czas przeszły, ustawodawca widać nie miał wiedzy jaką różnoraką rolę odgrywały rady wydziału. Potrzeby zmian w uczelniach nie musiały uderzać w odwieczne obyczaje, w esencję życia uniwersyteckiego czyli kontakty między pracownikami. Być może w małych uczelniach można się obyć bez rad wydziału bez szkody do funkcjonowania uniwersytetu, ale w większych organizmach tej wyrwy nie sposób zastąpić.
Proces atomizacji trwa w najlepsze.

A drugie uderzenie nazywa się COVID-19. Życie przeniosło się do sieci. Studentów nauczamy w systemie e-learningowym, wiele innych ważnych decyzji zapada w drodze spotkań przy pomocy ekranu komputera. To była konieczność by jakoś zrealizować nasze zadania. Ale czy można wyobrazić sobie by tak miało na stałe wyglądać nasze życie? Szczególnie w uniwersytecie medycznym to jest wykluczone, jak nauczyć studentów badania pacjentów bez osobistego, bezpośredniego kontaktu? Życie bez personalnych kontaktów, bez żywego przekazu wiedzy to karykatura prawdziwego pojęcia „Uniwersytet”. A docierają głosy, że warto wykorzystać bieżące doświadczenia i część naszej aktywności przenieść na stałe do świata wirtualnego. To w mojej ocenie bardzo szkodliwe pomysły, godzące w sam sens szkoły wyższej. Szkoły wyższej, rozumianej, jako miejsce twórcze, miejsce wymiany poglądów, miejsce burzy mózgów, miejsce spotkania żywych ludzi.

Oczywiście, jeśli podążać tropem najnowszej historii polskich uniwersytetów od 1989 roku to droga właściwa. To kierunek przemianowania polskich uczelni w szkoły zawodowe.

Czy są jeszcze szanse na odwrócenie tego procesu? Osobiście obawiam się, że jest już za późno, pociąg historii wypchał nasz świat akademicki na tory dalekie od drogi do rozwoju niezależnej myśli i tworzenia nauki na poziomie światowym.

poniedziałek, 11 maja 2020

Bieżące pytania

W ciągu kilku dni wykonano tysiące testów diagnostycznych w kierunku koronawirusa u górników śląskich kopalń. Taka potrzeba powstała wobec stwierdzenia w tej grupie licznych przypadków COVID-19.
Jak wiemy od wielu tygodni pracownicy systemu ochrony zdrowia domagają się powszechnych badań dla nich by chronić zarówno samych pracowników jak i pacjentów. Takich badań się nie wykonuje rutynowo u lekarzy, pielęgniarek i ratowników i innych pracowników z pierwszej linii działań.

Stąd moje pytania:
Czy górnicy są "lepsi" od nas?
Kto pokrył koszt tych badań?

środa, 6 maja 2020

Parę uwag o polskiej nauce

Mój blog jest platformą informacyjno-dyskusyjną skupiającą swą uwagę na problemach życia akademickiego. Niemniej czasem „wypuszczam” się nieco poza tematykę polskiej nauki. Bywa, że zamieszczam teksty innych autorów. Ostatnio syn Tomasz podesłał mi znakomity tekst Prof. Andrzeja Szahaja, filozofa z Uniwersytetu w Toruniu. W mojej opinii to jest niezwykle trafna, syntetyczna diagnoza kształtowania fundamentalnych zasad funkcjonowania polskiego społeczeństwa od przełomu 1989 roku aż po rok 2020. To był bardzo ważny okres w historii Polski, okres budowania na nowego ładu społecznego po blisko pół wieku panowania systemu będącego zaprzeczeniem wszelkiej normalności i moralności. Systemu, w którym pojęcia wolność, demokracja, sprawiedliwość nie istniały albo były tylko nic nie znaczącymi frazesami. Musieliśmy podjąć wysiłek pracy „u podstaw” tak, by rozpocząć długą drogę budowy III RP, kraju, w którym swe miejsce do życia z poczuciem sprawiedliwości społecznej i szansami na osobisty sukces powinien móc znaleźć każdy mieszkaniec krainy między Odrą a Bugiem i Sanem.
Autor – elegancko unikając wchodzenia w detale „kuchni” politycznej, bez personalizacji opisywanych zjawisk – trafia w samo sedno zdefiniowania dzisiejszego stanu Polski. Co prawda pozornie istotą przedstawianych problemów jest świat polityki, ale to nie polityka jest osią toku myśli Autora. Centralną myślą jest wpływ etyki na politykę. Zaprezentowaną ocenę zjawisk dotyczących życia politycznego i społecznego, które obserwujemy od wiosny 1989 roku do wiosny 2020 roku pozwolę sobie tak skonkludować:
„Sprzeniewierzenie się zasadom etyki wyrażanej zapewnieniem powszechnie akceptowanej sprawiedliwości społecznej zaprowadziło Polskę w krąg krajów o ogromnych nierównościach społecznych, kraju, w którym prymat dzierżą ludzie władzy, która w swej istocie nie służy zwykłym obywatelom będąc raczej trampoliną do uzyskiwania osobistych korzyści relatywnie wąskiej grupie osób orbitujących wokół aparatu władzy”.

Dlaczego odnoszę się do tej analizy zjawisk społecznych na blogu dotyczącym świata nauki?

Wielokrotnie próbowałem analizować problemy uniwersyteckie, prezentowałem wydarzenia z mojej własnej uczelni, ale także te mające szerszy wymiar. Niestety, moja ocena stanu polskiej nauki i jej perspektyw na przyszłość jest bardzo pesymistyczna. Dotyczy to zarówno konkretnych problemów (w tym spraw macierzystej uczelni) jak i zjawisk ogólnych rzutujących na szanse rozwojowe polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego. Dziś, po uważnej lekturze tekstu Profesora Szahaja skłaniam się do tezy, że fatalny stan polskiej nauki można (prawie) wprost wpisać z sekwencję wydarzeń opisanych w kontekście życia politycznego. Uczelnie nie są oderwane od ogólnych trendów społecznych stanowiąc jego część. Generalne zasady funkcjonowania polskich uniwersytetów, wzorzec zachowań osób pełniących funkcje kierownicze, a także model kariery akademickiej wpisują się w tak celnie opisane przez Profesora ogólne reguły.
Może warto – co może być szczególnie przydatne młodszym pracownikom uczelni – przypomnieć jak wyglądały polskie szkoły wyższe na progu epokowej zmiany końca panowania „najlepszego” z systemów społeczno-politycznych, tzw. realnego socjalizmu. Koniec lat 80-tych zwiastował nadejście nowego. Pojęcia „swobody akademickie” czy „wolność słowa” miały wyprzeć na zawsze słowa „egzekutywa”, „cenzura” czy „sekretarz partii”. Oczekiwania i nadzieje były ogromne. Aż nadeszły nowe porządki, zniknęli uczelniani ubecy nadzorujący pracę dziekanów i rektorów, zniknęły koszmarki typu nomenklatury a nowe władze dziekańskie i rektorskie wybierały demokratycznie wyłaniane kolegia elektorskie. Oczywiste wydawało się wówczas, że skoro jesteśmy gospodarzami we własnym domu to jest tylko kwestią czasu by polskie uczelnie uzyskały jeśli nie światowy to przynajmniej solidny europejski poziom. Nikt rozsądny nie oczekiwał cudów „od zaraz”, reformy musiały potrwać, ale głęboko wierzyliśmy we wspólny sukces w jakiejś możliwej do zaakceptowania przyszłości.

Przeskoczmy trzy dekady do roku 2020.

-Czy polskie uczelnie doszlusowały do świata?
-Czy mamy kadrę i środki materialne by prowadzić badania na poziomie gwarantującym ich regularne publikowanie w czołowych periodykach naukowych?
Tak nie jest, najlepsze polskie uczelnie plasują się gdzieś w czwartej lub piątej setce w globalnych rankingach. Finansowanie na poziomie poniżej 0,5% PKB jest skandalicznie niskie.
Przypuszczam, że dystans do najlepszych uczelni na świecie od lat 80-tych się wręcz zwiększył.

Dostrzegam bezpośrednie przełożenie tak celnie opisanych przez Profesora zjawisk na świat nauki. Szkolnictwo wyższe nie daje szans na szybkie efekty, wymagana jest żmudna, mrówcza praca. Tu nie zdarzają się fajerwerki, cudowne odkrycia znikąd. Dlatego świat uniwersytecki jest obcym obszarem dla szeroko rozumianej klasy politycznej, światem, w którym trudno o tak upragniony ich bieżący sukces osobisty. Korzyści społeczne mające nadejść po dekadach ciężkiej pracy nikogo nie interesują.
To jedna praprzyczyna porażki polskiej nauki, nazwijmy ją polityczną.

Ale jest i druga, choć blisko związana z modelem życia politycznego. W polskich uniwersytetach ukształtowała się dominująca postawa ludzka nie motywowana ambicjami badawczymi, chęcią odkrywania „terra incognita”, pasją i pracowitością. Analogicznie jak świecie polityki czy samorządu decydujący głos, największe wpływy uzyskały osoby niekoniecznie na to zasługujące. Kariera przede wszystkim, wszystkie chwyty dozwolone. Prawdziwi liderzy, wybitne indywidualności, potencjalni odkrywcy są szybko sprowadzani na ziemię przez reguły codziennej szarzyzny. Albo wejdą w utarte przez pół wieku socrealizmu tory pokory i zaakceptują utrwaloną hierarchię władzy, ale muszą zniknąć ze świata nauki. Niejeden czytający te słowa powie: znam ludzi, którzy nie dali się wciągnąć w te grę, szli własną drogą i osiągnęli sukces. To prawda, ale to rzadkie przypadki, to droga zastrzeżona dla fanatyków nauki, osób o twardym charakterze i nieprzeciętnej odporności psychicznej.
Generalnie nie ma zbyt wiele miejsca w polskich uczelniach miejsca dla tego rodzaju ludzi.
My sami, pracownicy polskich uczelni mamy swój znaczący udział dotyczący dzisiejszego stanu polskich uczelni, nie daliśmy rady, nie sprostaliśmy wyzwaniom czasu.
Polityka nakryła nas czapką, etyka nauki została wyparta przez „etykę” władzy...

Dziś polskimi uczelniami rządzi wszechwładna biurokracja (którą współtworzą także pracownicy polskich uczelni), karty rozdają kanclerze, bezimienni prawnicy czy urzędnicy różnego szczebla.
Ważne są sprawozdania, raporty i inne dokumenty nie dotykające zwykle najistotniejszych kwestii.
Poziom pracy badawczej i jakość dydaktyki zepchnięto na dalszy plan.
A że Polska bez własnej, silnej nauki na zawsze pozostanie krajem drugoplanowym, tłem dla świata, konsumentem obcej myśli, krajem zależnym idei obcego pochodzenia jest przedmiotem troski niewielu osób.

sobota, 2 maja 2020

Trafna diagnoza polskiej rzeczywistości

Prof. Andrzej Szahaj: Kapitalizm drobnego druku.
Niesprawiedliwość a demoralizacja

środa, 29 kwietnia 2020

Konferencja online - COVID19 - jak wykorzystac doswiadczenie?

Witam,
Zapraszam do udzialu w telekonferencji poswieconej COVID19, Sroda, 29 kwietnia, godz. 16 - 18 czasu Chicago (poczatek o 23.00 czasu polskiego)

https://us02web.zoom.us/j/89149180355

Bardzo prosze o przekazanie informacji o konferencji do Panstwa Znajomych i adresatow. Mam nadzieje ze uda sie przeprowadzic konferencje dla wielu uczestnikow. Jest wielka okazja, by dowiedziec sie ciekawych rzeczy i jednoczesnie byc dumnym z misji polskich lekarzy, oficerow Wojska Polskiego.

Program Konferencji obejmuje trzy 10-15 min prezentacje po ktorych wykladowcy beda odpowiadali na przeslanie podczas konferencji pytania.

Wykladowcy to lekarze - czlonkowie Polskiej Misji Medycznej, ktora przybyla do Chicago 23 kwietnia w efekcie bezposrednich rozmow miedzy Prezydentami Polski I USA.
Plan Konferencji:
1. Problemy i rozwiazania w walce z COVID19 we Wloszech - Dr. Robert Ryczek
2. Reorganizacja systemu Emergency w czasie pandemii - Dr. Jakub Klimkiewicz
3. ECMO w leczeniu pacjentow z COVID - Prof. Miroslaw Czuczwar
4. Odpowiedzi na przeslanie przez chat pytania.

Celem misji w ktorej uczestnicza lekarze, ratownicy medyczni i pielegniarki z Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie jest podzielenie sie doswiadczeniami z partnerami amerykanskimi z walki z COVID19 w polnocnych Wloszech.
Gopodarzem Misji w USA sa Illinois National Guards, a uczestnicy zapoznaja sie z systemem przygotowan I reagowania na pandemie w USA, wlacznie z dzialalnoscia szpitali, osrodkow opieki, osrodkow reagowania kryzysowego oraz nowo powstalych szpitali polowych. .
Jak do tej pory, jest to pierwsza (I jedyna) grupa lekarzy, ktorzy pojawili sie w USA od czasu rozwiniecia epidemii we Wloszech, Hiszpanii i innych krajach Europy.

Zapraszamy - prosze o ewentualne przetestowanie lacznosci przez zoom.us przed konferencja. Z uwagi o liczbe uczestnikow, wszystkie mikrofony beda wylaczone umozliwiajc czysty przekaz ze strony wykladowcow.
Podlaczenie do konferencji nie wymaga oplat ani innych dodatkowych czynnpsci.
Planowane jest nagrywanie wykladu ktory pozniej bedzie dostepny na stronie Zwiazku Lekarzy Polskich w Chicago, www.ZLPCHICAGO.ORG

Dziekuje I do zobaczenia/uslyszenia.
Marek Rudnicki, MD

wtorek, 28 kwietnia 2020

Parę słów o nauce

W cieniu pandemii miało miejsce ważne wydarzenie dla polskiego świata nauki. Prezydent RP A. Duda powołał nowego Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Został nim Wojciech Murdzek. Wcześniej nowy minister przez 12 lat był prezydentem Świdnicy i posłem VIII i IX kadencji Sejmu.
Jak widzimy stanowisko ministra objął były samorządowiec, dziś polityk.

Czy nauka to resort jak każdy inny, którym można kierować bez jakiegokolwiek doświadczenia w tym obszarze?

Nie sądzę, nauka to niezwykle "wrażliwy" teren. Tu do kierowania trzeba wizjonera, osoby mogącej wytyczać kierunki rozwoju na dekady. Nie kwestionując dobrej woli nowego ministra czy jego innych kompetencji np. kierowniczych czy administracyjnych to nie wyobrażam sobie by było możliwe wytyczanie nowych horyzontów.
A nowe perspektywy, śmiałe wizje są potrzebne nie tylko samym naukowcom, to absolutnie niezbędny warunek rozwoju państwa. Państwa niezależnego od obcej myśli, państwa silnego intelektem własnych elit, w tym liderów w świecie nauki.
Na blogu wielokrotnie poruszałem strategiczne znacznie nauki dla Polski. O znaczeniu każdego kraju nie świadczy liczba obcych montowni, galerii handlowych, stadionów piłkarskich i aquaparków.
Obawiam się, że kryzys, który właśnie się zaczyna za sprawą pandemii obnaży zaniedbania polskiej nauki rzutujące na poziom rozwoju cywilizacyjnego kraju.

czwartek, 23 kwietnia 2020

Dziś i jutro

Dziś sprawy akademickie zeszły na dalszy plan, świat zmaga się z pandemią.
Warto mimo natłoku presji bieżących wydarzeń przez chwilę z pewnej oddali spojrzeć na obecną sytuację.
Czy pamiętasz Czytelniku 4 czerwca 1989? co się wówczas wydarzyło? Z naszej, polskiej perspektywy to był dzień ważnych wyborów Polek i Polaków, pierwsze po II wojnie światowej częściowo wolne wybory. Jak powiedziała Joanna Szczepkowska: "4 czerwca w Polsce skończył się komunizm".
Ale przecież w skali globalnej 4 czerwca to dzień masakry na Placu Niebiańskiego Spokoju, tego dnia wojsko chińskie dokonało tam masakry protestujących studentów, domagających się swobód obywatelskich i demokracji. Zginęło wiele tysięcy ludzi.
I co zrobił świat? Nic, przez trzy kolejne dekady trwa proces inkorporowania Chin (pardon Chińskiej Republiki Ludowej) do cywilizowanego świata. Krwawy reżim w najlepsze prowadzi globalną ekspansję. Chiny wcale nie ukrywają chęci zdominowania świata.
O ostatnie miesiące są tego najlepszym przykładem, ChRL wyeksportowała swój "najlepszy" produkt, jego nazwa to COVID-19.

Współczesny świat zamarł w bezruchu. Ale mamy Chiny, dostarczą nam maseczek, wadliwych testów do badań diagnostycznych, vivat Chiny! Nowy rodzaj wojny, wojna biologiczna, ale może jeszcze bardziej trafnym określeniem jest "wojna cywilizacyjna". Wojna o panowanie nad światem.
To być może ostatni moment by zapobiec światowej katastrofie, by nie dać się przerobić na chińskich najemników. Dziś połączony potencjał Europy, USA, Kanady, Australii i wielu innych krajów pozwala na zatrzymanie chińskiej ekspansji, jej efekty dziś odczuwa każdy z nas.

Tylko czy to jest jeszcze możliwe? Czy wolny świat jest w stanie przejrzeć na oczy? Czy demokracja może skutecznie walczyć z bezwzględnym reżimem?

Jest takie powiedzenie, że historia nigdy się nie powtarza. Lenin kiedyś powiedział, że kapitalistów powiesimy na sznurze, który sami wyprodukują i nam sprzedadzą. To się nie udało w latach 20-tych ubiegłego stulecia dzięki zwycięstwu militarnemu w bitwie warszawskiej.
A dziś jest coraz bliżej podporządkowania świata zachodnich demokracji interesom bezwzględnego reżimu chińskiego.

niedziela, 19 kwietnia 2020

Apel o nadsyłanie relacji związanych z epidemią

Docierają różne relacje pracowników opieki zdrowotnej dotyczące ich bieżących doświadczeń związanych z epidemią.
Wczoraj zadzwonił do mnie znajomy chirurg, jego relacja jednoznacznie pokazuje, że tak naprawdę w obliczu problemu epidemiologicznego dyrekcja szpitala zostawiła go samemu sobie. Wiele dramatycznych wypowiedzi można znaleźć w sieci.
Sądzę, że ważne jest by zbierać takie relacje. To da w przyszłości możliwość uzyskania szerszej oceny wydarzeń. To ma znaczenie nie tylko dokumentacyjne, ale może być pomocne w przygotowaniu zasad działania na przyszłość w podobnych sytuacjach.
Proszę o nadsyłanie swoich uwag na mój adres poczty elektronicznej podany na blogu i wyrażenie zgody na publikację relacji na blogu z podaniem nazwiska autora lub anonimowo. Jeśli autor nie życzy sobie publikacji tekstu proszę o taką informację.

piątek, 17 kwietnia 2020

O niewidzialnym wrogu, który rzucił świat na kolana



Trzykrotnie zabrałem głos w sprawie pandemii – 22.03, 31.03 i 7.04. Od początku miałem wątpliwości czy na pewno przyjęto najbardziej właściwą strategię działań.

To był i ciągle jest ogromny dylemat: ratować życie ludzkie czy ratować świat od katastrofy cywilizacyjnej?

W pierwszym odruchu każdy powie: życie to wartość najważniejsza, musimy go bronić za wszelką cenę. I tak w zasadzie działa cały świat – poza Szwecją. Nie ma dyskusji, życie każdego człowieka jest warte podjęcia działań w jego obronie. Ale kroki paraliżujące funkcjonowanie całych państw wcale nie muszą oznaczać, że uzyskamy oczekiwany efekt.
Po pierwsze, paraliż państwa to także paraliż systemu opieki zdrowotnej, co nieuchronnie musi spowodować trudności z otrzymaniem opieki z innych przyczyn. Już dochodzą informacje – nie tylko z Polski – o mniejszej liczbie udarów i zawałów. Przecież to niemożliwe, ci pacjenci nie docierają po prostu do szpitali. Jak długo można leczyć pacjentów „przez telefon”?
Po drugie, paraliż gospodarki musi spowodować problemy z bieżącym finansowaniem systemu opieki bo środków do dyspozycji będzie mniej.
Po trzecie, wytrzymałość personelu nie jest nieograniczona. Jest nas za mało, ochrona przeciwwirusowa jest niewystarczająca i należy założyć, że pracowników medycznych będzie ubywało.

Stąd pytanie czy nie należało poważnie wziąć pod uwagę innych scenariuszy. Czasu na zastanowienie było dużo, już przecież na początku roku było wiadomo, że pandemia jest wysoce prawdopodobna. Było co najmniej 5-6 tygodni na rozważenie możliwych sposobów działania. Od takich analiz są „think tanki”, a decyzje podejmują w imieniu całych społeczeństw ludzie aktualnie sprawujący władzę. To nie może być działanie pod presją chwili, bez solidnej analizy. Nie sztuką jest podjąć taką lub inną decyzję bez przewidywania jej konsekwencji – tych bieżących i tych dotyczących przyszłości milionów ludzi. To jak w szachach, początkujący adept królewskiej gry planuje najwyżej kilka ruchów, mistrz przewiduje swe ruchy na 15 posunięć, arcymistrz na ponad 20. A wobec „niewidzialnego” wroga świat zaczął podejmować błyskawiczne decyzje. Gdyby rzeczywiście w skali globalnej istniała współpraca można by znacznie wcześniej podjąć działania zapobiegawcze. Nie należy także pominąć doświadczeń z przeszłości, było zagrożenie epidemią SARS czy Ebola, był czas na wprowadzenie modeli działań zaradczych.
Ale „money, money, money” jak zawsze górą, chciwość człowieka nie zna granic…

Dziś na zmianę drogi na jakiej się znajdujemy już za późno. Podjęta obrona życia ludzkiego w swej istocie wcale nie musi oznaczać powodzenia tej misji, natomiast z pewnością doprowadzi do zapaści cywilizacyjnej, pewnie tym większej im dane państwo jest biedniejsze. Ale dobie globalizacji wszyscy odczują efekt COVID-19.

Pytanie na koniec: czego ta brutalna, tragiczna lekcja nauczy ludzkość?

czwartek, 16 kwietnia 2020

List Profesora Ryszarda Brusa

SZANOWNY PANIE PROFESORZE,


Czytam Pański blog przeciętnie 1 - 2 razy w miesiącu. Jak na emerytowanego pracownika SUM (od 12 lat) jest on dla mnie źródłem informacji czym żyje Uczelnia, z którą byłem związany przez 48 lat i 4 miesiące.

W Pańskim wpisie z dnia 26.03. br. przeczytałem opis strajków studenckich przed stanem wojennym i cytat:

"Nie pamiętam, kto był pomysłodawcą by zorganizować cykl wykładów dla strajkujących studentów".

To pragnę wyjaśnić. Od dnia 01. 09. 1980 r w wyborach powołano nowe Władze Uczelni. Na Wydziale zabrzańskim Dziekanem został Prof. Szczepański, mnie zaś powołano na stanowisko Prodziekana ds. Studenckich. I od jesieni 1981 roku Dziekanat został zalany falą strajkujących studentów. Jednym z liderów Niezależnego Zrzeszenia Studentów na wydziale był Roman Cichoń, student, który jednocześnie pracował w Kole Naukowym Katedry Farmakologii pod moim bezpośrednim kierunkiem. Miałem z Nim doskonałe relacje, co chyba może potwierdzić dziś Prof. Cichoń, znakomity i ceniony kardiochirurg.
Na jednym z posiedzeń Kolegium Dziekańskiego dyskutowaliśmy o bieżących sprawach studenckich w tym o ich wolnym czasie na korytarzach Dziekanatu. Wpadliśmy na pomysł by zorganizować studentom jakieś zajęcia, np. wykłady. Pomysł został zaakceptowany a Dziekan Prof. Szczepański zlecił mi realizację tego pomysłu.

Niebawem wygłosiłem pierwszy wykład, nie pamiętam jego tematu. Pomysł "chwycił". Od tego momentu prawie codziennie zapraszałem naszych mądrych, wybitnych ludzi z uczelni by spotkali się ze studentami i przedstawili coś sensownego na naukowe i inne tematy.

Tak to przebiegało aż do 8 grudnia kiedy zakończył się strajk studencki.

To tyle krótkich refleksji na wspomniany temat.

Z poważaniem,

RYSZARD BRUS, emerytowany Profesor SUM (od 01. 10. 2008 r.).

sobota, 11 kwietnia 2020

Jeden trefny pacjent rozwali cały szpital

https://kobieta.onet.pl/jeden-trefny-pacjent-rozwali-caly-szpital/ey9ezxg

czwartek, 9 kwietnia 2020

Życzę Czytelnikom bloga
zdrowych i bezpiecznych
Świąt Wielkiej Nocy

wtorek, 7 kwietnia 2020

Głos eksperta

Profesor Robert Flisiak pisze:

- Nie miejcie złudzeń. Koronawirus zawita i zanim się rozpędzi, padną wątłe zakaźne zespoły lekarsko-pielęgniarskie wykończone absurdalnymi skierowaniami z SOR i awanturami z ekipami karetek systemowych. Czy są ochotnicy gotowi ich zastąpić? - pyta prof. dr hab. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, w „Menedżerze Zdrowia”.

Tekst prof. Roberta Flisiaka:
- W dniu, w którym piszę te słowa, Polska jest już krajem o średniej liczbie rozpoznawanych dziennie zakażeń SARS-CoV-2. Ale czy jest to prawdziwa liczba zakażeń? Oczywiście, że nie. Co gorsze, nie wiemy, czy jest ich dwa czy trzy razy więcej. Każdy z nas zna przykłady osób, które pomimo objawów choroby nie zostały zbadane. Niektóre z nich w sposób zdyscyplinowany pozostawały w izolacji, ale część zapewne nie wytrzymała. Jednak nawet ci, którzy pozostali przez dwa tygodnie w izolacji, mogą być nadal źródłem zakażenia, o czym wie każdy lekarz monitorujący chorych w oddziale chorób zakaźnych. Do tego dochodzą bezobjawowi nosiciele rozsiewający zakażenie. Tymczasem w wielu województwach izolatoria dla o bezobjawowych zakażonych są fikcją, a osoby oczekujące na wyniki odsyłać trzeba do izolacji domowej. Czy można wierzyć w to, że w Polsce nagle tak poprawiły się warunki mieszkaniowe, że każda taka osoba ma własne lokum? Wprawdzie wzrosła liczba laboratoriów, ale realizacja zalecenia WHO, które w skrócie brzmi „test, test, test” jest niemożliwa, bo wąskim gardłem (nomen omen) pozostają punkty pobierania próbek. Ale co gorsze aktualne działania ministerstwa wskazują na brak woli zwiększania ich liczby. Czyżby z obawy, że przełożyłoby się to na zwiększenie liczby rozpoznanych zakażeń? Czemu służą absurdalne stwierdzenia, że testowanie w kwarantannie jest zbędne, gdy jest oczywistym, że jest to najłatwiejszy sposób zlokalizowania potencjalnych zakażonych? Dlaczego wzorem Koreańczyków, którym udało się ograniczyć epidemię, nie otwieramy punktów pobierania próbek w każdym możliwym miejscu? Przecież wiadomo, że jedynym sposobem opanowania epidemii jest izolacja zakażonych, ale żeby ich izolować, trzeba ich wykryć, a żeby wykryć, trzeba testować.

Tymczasem praktycznie głównymi miejscami testowania stały się izby przyjęć oddziałów chorób zakaźnych, które dodatkowo są obciążone niebywałym ruchem chorych kierowanych z „podejrzeniem” COVID-19. Niestety, rozpoznanie to stało się tak modne, że jest podstawowym u chorych zagrożonych zawałem, z wieloletnim POChP, z urazami głowy czy z ostrym brzuchem. Tak naprawdę wystarczy stwierdzenie gorączki powyżej 37 stopni Celsjusza lub kaszlnięcie, aby natychmiast kierować do oddziału zakaźnego.
Ilu Polaków musi umrzeć tylko dlatego, że ktoś uznał w swej bezlitosnej głupocie albo co gorsze z premedytacją, że od dzisiaj ból za mostkiem jest efektem działania koronawirusa? Gdzie się podziały lata studiów, nauki do specjalizacji i zbierania doświadczeń medycznych?

Wciąż są SOR-y, które nie wpuszczają karetek na podjazd bez uprzedniego zmierzenia ciepłoty ciała. Trudno mi zrozumieć lekarzy ryzykujących życie pacjenta w takiej sytuacji. Niestety, to nie jest tylko niewiedza, ale także brak instynktu samozachowawczego. Jak można być tak naiwnym i myśleć, że „zaraza” przejdzie bokiem. Przecież widać po tym, co się dzieje w Europie, że kraje z nieporównalnie lepszą jakością opieki zdrowotnej mają codziennie tysiące zachorowań i setki zgonów. Zadajcie sobie pytanie, jakie są powody, by Polska miała nie przechodzić tego, co obserwujemy we Włoszech, Hiszpanii, Francji czy nawet w Niemczech. Czy jesteśmy lepiej przygotowani? Czy mamy pod dostatkiem sprzętu ochrony osobistej? Magazyny są pełne respiratorów? A może mamy więcej lekarzy i pielęgniarek?

Jeżeli policzymy, to nietrudno dojść do wniosku, że wkrótce codziennie będzie rozpoznawanych w Polsce kilka tysięcy zakażeń i kilkaset zgonów z powodu SARS-CoV-2. A to znaczy, że wszystkie szpitale będą „covidowe”. Czy myślicie, że wtedy małe izby przyjęć oddziałów i klinik chorób zakaźnych przyjmą wszystkich chorych? Czy naprawdę sądzicie, że da się tam umieścić wszystkich potrzebujących? Czy sądzicie, że tych kilka respiratorów prowizorycznie zainstalowanych w salach nie przystosowanych do funkcji OIT uratuje ich życie?

Nie miejcie złudzeń.

Zanim COVID-19 się rozpędzi, padną wątłe zakaźne zespoły lekarsko-pielęgniarskie wykończone absurdalnymi skierowaniami z SOR i awanturami z ekipami karetek systemowych. Czy są ochotnicy, którzy są gotowi ich zastąpić?

Niestety, COVID-19 zawita wkrótce do każdego szpitala. I to niekoniecznie przez SOR, przychodząc z pacjentem. Jak uczy doświadczenie, nierzadko koronawirus wchodzi z personelem i to może tym, który dzisiaj tak „dzielnie” broni bramy szpitalnej. Bo przecież jeżeli ktoś irracjonalnie zachowuje się w pracy, dlaczego ma postępować mądrze w domu, w sklepie, na ulicy gdzie może też być złapany przez wirusa. Jeszcze się łudzicie, że ten natłok chorych przyjmą szpitale jednoimienne, te z niewyszkolonym i niezabezpieczonym personelem? Kto i kiedy miał ich przygotować, skoro nie było tam doświadczonych zakaźników i epidemiologów? Jeżeli jeszcze nie utworzyliście w każdym szpitalu oddziału obserwacyjnego, w którym pacjenci podejrzani o zakażenie będą mogli poczekać w warunkach izolacji na wykluczenie SARS-CoV-2 w pobliżu specjalisty (chirurga, ginekologa) i jeżeli nie zaczęliście wcześniej rozsądnie myśleć o zabezpieczeniu personelu, to już po was. Jutro lub pojutrze zostaniecie zaskoczeni eksplozją zakażeń, która w ciągu dnia zamieni wasz szpital w zakaźny albo w zakażony. Nie miejcie złudzeń, że da się przenieść wszystkich chorych łącznie ze „strażnikami bram SOR-u” do oddziałów zakaźnych. Tam, jak mawiał klasyk, już nie będzie niczego...

Lata beztroski kolejnych rządów i ministrów zdrowia zrobiły swoje.

Niedofinansowanie służby zdrowia jest niczym przy brakach w chorobach zakaźnych. Przez całe lata uznawano, że to specjalność skazana na zapomnienie, bo przecież to nie średniowiecze... Skoro SARS, MERS, „świńska” grypa czy ebola przeszły obok, to znaczy, że nic nam już nie zagrozi. Wnioski o uznanie specjalności choroby zakaźne za deficytową były lekceważone przez kolejnych ministrów. Teraz gdy jest ponad 20 specjalności uznanych za deficytowe, a chorób zakaźnych nadal wśród nich nie zobaczycie, należy utworzyć w trybie pilnym kategorię specjalności superdeficytowych, w której powinno być miejsce wyłącznie dla chorób zakaźnych. Jeśli nie, to za kilka lat, gdy przyjdzie kolejna epidemia, nas, zakaźników i naszych oddziałów będzie już o połowę mniej. Czy wystarczą wtedy e-wizyty w POZ?

Pozostaje mieć nadzieję, że rządzący uczą się na błędach. Jako prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych nie proszę o nic nadzwyczajnego. Oczekuję tylko deklaracji zmiany podejścia do ginącej specjalności, na której opiera się obrona przed tą pandemią i następnymi, które są nieuchronne. Proszę o […].

Tekst w całości opublikujemy w „Menedżerze Zdrowia” 3-4/2020. Czasopismo można zamówić na stronie: www.termedia.pl/mz/prenumerata..

Oklaski dla pracowników służby zdrowia

Dziś wiele mówi się o pracownikach służby zdrowia. Z okazji światowego święta płyną gratulacje do pracowników systemu opieki. Dziś w dobie pandemii to jest szczególnie ważne. Wiele osób w mediach w spektakularny sposób wyraża swą wdzięczność dla lekarzy i innych pracowników opieki zdrowotnej, widzimy polityków i zwykłych ludzi. Tak, to absolutna prawda, oddanie i odpowiedzialność naszego środowiska jest ogromna.
Szkoda jednak, że pomija się mniej medialną stronę codziennej pracy. Pandemia pokazała jak słaby jest nasz system, w jak trudnych przychodzi nam pracować. Wieloletnie zaniedbania ciągnące się od czasów tzw. socjalizmu wcale nie zostały nadrobione w ostatnich trzech dekadach. Jak to możliwe, że ten tak ważny społecznie obszar jest zauważany tylko w czasach nadzwyczajnych wydarzeń?
Za taki stan rzeczy odpowiadają wszystkie rządy od 1990 roku.
Nie potrzeba nam oklasków w świetle fleszy, obywatele oczekują prawdziwych reform. A pamiętajmy, po pandemii zostanie nam wykonanie ogromnej pracy. Już dziś pacjenci - poza tymi z COVID-19 - są pozostawieni sami sobie. Cena jaką zapłacimy za ten stan, mierzona zagrożeniem zdrowotnym Polek i Polaków jest i będzie wysoka.
Cenę jak zawsze zapłacą zwykli obywatele.

sobota, 4 kwietnia 2020

Bieżące pytania

Przed paroma dniami zadzwonił do mnie znajomy z prośbą o pomoc w zalezieniu lekarza, specjalisty. Udało mi się dotrzeć do kompetentnego lekarza, ale niestety była możliwa tylko porada telefoniczna. Ten lekarz zasugerował wykonanie pewnych laboratoryjnych badań dodatkowych oraz zdjęcia klatki piersiowej. Okazało się, że aktualnie nie jest to możliwe, nawet w trybie badania płatnego.

A wczoraj inna osoba się do mnie zwróciła z zapytaniem co ma zrobić bo niezbędnie potrzebuje leku p-bólowego a jej poradnia rodzinna jest zamknięta i nie ma nawet możliwości wystawienia e-recepty.

Nasuwa się pytanie: co mają zrobić osoby pilnie wymagające pomocy lekarskiej?
Czy na pewno działania związane z epidemią COVID-19 muszą prowadzić do paraliżu całego systemu opieki zdrowotnej?
To stwarza zagrożenie zdrowia i życia dla ogromnej liczby pacjentów pilnie potrzebujących pomocy lekarskiej.

Proszę o uwagi i własne spostrzeżenia.

czwartek, 2 kwietnia 2020

Noblistka Olga Tokarczuk o pandemii

Szanowni Państwo,
w związku z toczącą się w internecie dyskusją wokół mojego felietonu opublikowanego w „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i kontrowersjami narosłymi z powodu faktu, że cytowane są jego wyrwane z kontekstu fragmenty, postanowiłam udostępnić Państwu całość oryginalnego tekstu w języku polskim.
Zapraszam do lektury :)
Olga Tokarczuk

Okno
Z mojego okna widzę białą morwę, drzewo, które mnie fascynuje i było jednym z powodów, dlaczego tu zamieszkałam. Morwa jest hojną rośliną - całą wiosnę i całe lato karmi dziesiątki ptasich rodzin swoimi słodkimi i zdrowymi owocami. Teraz jednak morwa nie ma liści, widzę więc kawałek cichej ulicy, po której rzadko ktoś przechodzi, idąc w kierunku parku. Pogoda we Wrocławiu jest prawie letnia, świeci oślepiające słońce, niebo jest błękitne, a powietrze czyste. Dziś podczas spaceru z psem, widziałam jak dwie sroki przeganiały od swojego gniazda sowę. Spojrzałyśmy sobie z sową w oczy z odległości zaledwie metra.
Mam wrażenie, że zwierzęta też czekają na to, co się wydarzy.
Dla mnie już od dłuższego czasu świata było za dużo. Za dużo, za szybko, za głośno.
Nie mam więc „traumy odosobnienia” i nie cierpię z tego powodu, że nie spotykam się z ludźmi. Nie żałuję, że zamknęli kina, jest mi obojętne, że nieczynne są galerie handlowe. Martwię się tylko, kiedy pomyślę o tych wszystkich, którzy stracili pracę. Kiedy dowiedziałam się o zapobiegawczej kwarantannie, poczułam coś w rodzaju ulgi i wiem, że wielu ludzi czuje podobnie, choć się tego wstydzi. Moja introwersja długo zduszana i maltretowana dyktatem nadaktywnych ekstrawertów, otrzepała się i wyszła z szafy.
Patrzę przez okno na sąsiada, zapracowanego prawnika, którego jeszcze niedawno widywałam, jak wyjeżdżał rano do sądu z togą przewieszoną przez ramię. Teraz w workowatym dresie walczy z gałęzią w ogródku, chyba wziął się za porządki. Widzę parę młodych ludzi, jak wyprowadzają starego psa, który od ostatniej zimy ledwie chodzi. Pies chwieje się na nogach, a oni cierpliwie mu towarzyszą, idąc najwolniejszym krokiem. Śmieciarka z wielkim hałasem odbiera śmieci.
Życie toczy się, a jakże, ale w zupełnie innym rytmie. Zrobiłam porządek w szafie i wyniosłam przeczytane gazety do pojemnika na papier. Przesadziłam kwiaty. Odebrałam rower z naprawy. Przyjemność sprawia mi gotowanie.
Uporczywie wracają do mnie obrazy z dzieciństwa, kiedy było dużo więcej czasu i można było go „marnować”, godzinami gapiąc się przez okno, obserwując mrówki, leżąc pod stołem i wyobrażając sobie, że to jest arka. Albo czytając encyklopedię.
Czy aby nie jest tak, że wróciliśmy do normalnego rytmu życia? Że to nie wirus jest zaburzeniem normy, ale właśnie odwrotnie – tamten hektyczny świat przed wirusem był nienormalny?
Wirus przypomniał nam przecież to, co tak namiętnie wypieraliśmy - że jesteśmy kruchymi istotami, zbudowanymi z najdelikatniejszej materii. Że umieramy, że jesteśmy śmiertelni.
Że nie jesteśmy oddzieleni od świata swoim „człowieczeństwem” i wyjątkowością, ale świat jest rodzajem wielkiej sieci, w której tkwimy, połączeni z innymi bytami niewidzialnymi nićmi zależności i wpływów. Że jesteśmy zależni od siebie i bez względu na to, z jak dalekich krajów pochodzimy, jakim językiem mówimy i jaki jest kolor naszej skóry, tak samo zapadamy na choroby, tak samo boimy się i tak samo umieramy.
Uświadomił nam, że bez względu na to, jak bardzo czujemy się słabi i bezbronni wobec zagrożenia, są wokół nas ludzie, którzy są jeszcze słabsi i potrzebują pomocy. Przypomniał, jak delikatni są nasi starzy rodzice i dziadkowie i jak bardzo należy im się nasza opieka.
Pokazał nam, że nasza gorączkowa ruchliwość zagraża światu. I przywołał to samo pytanie, które rzadko mieliśmy odwagę sobie zadać: Czego właściwie szukamy?
Lęk przed chorobą zawrócił więc nas z zapętlonej drogi i z konieczności przypomniał o istnieniu gniazd, z których pochodzimy i w których czujemy się bezpiecznie. I nawet gdyśmy byli, nie wiem jak wielkimi podróżnikami, to w sytuacji takiej, jak ta, zawsze będziemy przeć do jakiegoś domu.
Tym samym objawiły się nam smutne prawdy – że w chwili zagrożenia wraca myślenie w zamykających i wykluczających kategoriach narodów i granic. W tym trudnym momencie okazało się, jak słaba w praktyce jest idea wspólnoty europejskiej. Unia właściwie oddała mecz walkowerem, przekazując decyzje w czasach kryzysu państwom narodowym. Zamknięcie granic państwowych uważam za największą porażkę tego marnego czasu – wróciły stare egoizmy i kategorie „swoi” i „obcy”, czyli to, co przez ostatnie lata zwalczaliśmy z nadzieją, że nigdy więcej nie będzie formatowało nam umysłów. Lęk przed wirusem przywołał automatycznie najprostsze atawistyczne przekonanie, że winni są jacyś obcy i to oni zawsze skądś przynoszą zagrożenie. W Europie wirus jest „skądś”, nie jest nasz, jest obcy. W Polsce podejrzani stali się wszyscy ci, którzy wracają z zagranicy.
Fala zatrzaskiwanych granic, monstrualne kolejki na przejściach granicznych dla wielu młodych ludzi były zapewne szokiem. Wirus przypomina: granice istnieją i mają się dobrze.
Obawiam się też, że wirus szybko przypomni nam jeszcze inną starą prawdę, jak bardzo nie jesteśmy sobie równi. Jedni z nas wylecą prywatnymi samolotami do domu na wyspie lub w leśnym odosobnieniu, a inni zostaną w miastach, żeby obsługiwać elektrownie i wodociągi. Jeszcze inni będą ryzykować zdrowie, pracując w sklepach i szpitalach. Jedni dorobią się na epidemii, inni stracą dorobek swojego życia. Kryzys, jaki nadchodzi, zapewne podważy te zasady, które wydawały się nam stabilne; wiele państw nie poradzi sobie z nim i w obliczu ich dekompozycji obudzą się nowe porządki, jak to często bywa po kryzysach. Siedzimy w domu, czytamy książki i oglądamy seriale, ale w rzeczywistości przygotowujemy się do wielkiej bitwy o nową rzeczywistość, której nie potrafimy sobie nawet wyobrazić, powoli rozumiejąc, że nic już nie będzie takie samo, jak przedtem. Sytuacja przymusowej kwarantanny i skoszarowania rodziny w domu może uświadomić nam to, do czego wcale nie chcielibyśmy się przyznać: że rodzina nas męczy, że więzi małżeńskie dawno już zetlały. Nasze dzieci wyjdą z kwarantanny uzależnione od internetu, a wielu z nas uświadomi sobie bezsens i jałowość sytuacji, w której mechanicznie i siłą inercji tkwi. A co, jeśli wzrośnie nam liczba zabójstw, samobójstw i chorób psychicznych?
Na naszych oczach rozwiewa się jak dym paradygmat cywilizacyjny, który nas kształtował przez ostatnie dwieście lat: że jesteśmy panami stworzenia, możemy wszystko i świat należy do nas.
Nadchodzą nowe czasy.

wtorek, 31 marca 2020

Co będzie potem?

Dziś naszą uwagę przykuwa pandemia COVID-19. Informacje płynące ze świata są zatrważające, a to przecież dopiero początek problemu w skali globalnej. 22 marca zabrałem głos w tej sprawie zastanawiając się do będzie dalej. Nie nadeszły żadne komentarze, nie zmam także żadnych poważnych symulacji możliwych scenariuszy na przyszłość. Nie widziałem także żadnej dyskusji w mediach próbującej rozważać co dalej.

A szkoda, bo to są kluczowe kwestie.

Nie chodzi o precyzyjne diagnozy, takie nie są dziś możliwe ale bieżącym działaniom muszą towarzyszyć analizy dotyczące przyszłości. Zastanówmy się, eksperci od epidemiologii i chorób zakaźnych są zgodni, że zachoruje większość ludzi, rzędu 60-90%. Jeśli w Polsce dziś mamy potwierdzone rozpoznanie u 2000 osób ale ich rzeczywista ilość jest na pewno znacznie większa. Załóżmy zatem,że mamy 10x więcej chorych co daje 20000 zarażonych. Mimo wielu ograniczeń życia publicznego liczba chorych rośnie wykładniczo i z prawie 100% pewnością można sądzić, że gdyby nie te zakazy liczba chorych byłaby znacznie większa. I tu dochodzimy do pytania: kiedy będzie można wrócić do normalnego życia? Mamy przykład Chin, gdzie życie powoli wraca do normy i w zasadzie nie ma nowych zachorowań. Ale tam zastosowano drakońskie metody i wprowadzono absolutną izolację w niewielkiej skali w odniesieniu do całego kraju. Można przypuszczać, że to umożliwiło opanowanie sytuacji. Nie da się takich metod zastosować wobec całego społeczeństwa i całego państwa. W mojej ocenie niezależnie od momentu zakończenia "narodowej kwarantanny" znaczący odsetek Polek i Polaków będzie potencjalnie źródłem zakażenia COVID-19. Co więcej, im później dojdzie do powrotu do normalnego życia tym tych ludzi będzie więcej. Nieuchronną konsekwencją musi być wzrost zachorowań.

Jak sobie z tym poradzić?
Jakie wprowadzić regulacje na etap przejściowy?
Jak znaleźć równowagę między oczywistym bezpieczeństwem zdrowotnym obywateli a stanem państwa, jako całości, a szczególnie stanem ekonomii?

O tym musimy myśleć i dyskutować już dziś szukając najlepszych dróg wyjścia z tej dramatycznej sytuacji.
Chodzi o dobro każdego z nas.

piątek, 27 marca 2020

Apel Naczelnej Rady Lekarskiej



W imieniu środowiska lekarskiego, kierując się troską o stan zdrowia wszystkich mieszkańców naszego kraju, Naczelna Rada Lekarska apeluje do Prezesa Rady Ministrów o wprowadzenie na terenie Rzeczypospolitej Polskiej stanu klęski żywiołowej z powodu rozszerzającej się epidemii koronawirusa COVID-19.
Rosnące statystki zakażeń wskazują, że nasz kraj znajduje się w fazie dynamicznego rozszerzania się epidemii. Najbliższe 30 dni okażą się kluczowe w walce z wirusem. Wprowadzenie stanu klęski żywiołowej na ten okres rozszerzy możliwości zastosowania środków prawnych ograniczających do niezbędnego minimum wszelkie przejawy aktywności publicznej, zawodowej i społecznej, która w krytycznym okresie epidemii może powodować nie tylko istotne zwiększenie zagrożenia dla życia i zdrowia obywateli, ale także przedłużenie epidemii.
Doświadczenia innych krajów, w których epidemia rozpoczęła się wcześniej niż w Polsce, wskazują, że aby całkowicie wygasić jej ogniska, ograniczenia zgromadzeń, zakazy organizacji imprez masowych powinny być utrzymane tak długo, jak długo stwierdzane będą nowe przypadki zachorowań. W tym stanie rzeczy Państwo Polskie nie będzie mogło zapewnić swoim obywatelom bezpieczeństwa życia i zdrowia podczas egzaminów ósmoklasisty, egzaminów maturalnych, a także wyborów prezydenckich, co w sposób oczywisty powinno prowadzić do ich odłożenia w czasie. Walka o zdrowie i życie obywateli naszego kraju w czasie epidemii wymaga poświęceń od wielu lekarzy i lekarzy dentystów, a także wsparcia i odpowiedzialnych decyzji rządzących w imię obrony wartości najwyższych dla naszego istnienia.
W najnowszej historii naszego kraju jest wiele budujących przykładów, kiedy polityczne i partyjne cele ustępowały miejsca obronie życia i zdrowia obywateli. O to i my, lekarze, apelujemy. Codziennie walczymy o każdego pacjenta i wiemy, ilu nieszczęściom można zapobiec. Nasza lekarska powinność nakazuje nam nie tylko leczyć, ale i zapobiegać. Dlatego nasz apel jest wołaniem o uniknięcie niepotrzebnych narażeń, cierpień i strat.

czwartek, 26 marca 2020

Zajęcia dydaktyczne

Dziś zajmowałem się sprawą zajęć dydaktycznych realizowanych w systemie wymuszonym przez obecną sytuację. Przesłałem studentom prezentację wykładu, który miałem wygłosić przed paru dniami. Jestem także gotowy na udzielenie odpowiedzi na ewentualne pytania.
To całkiem nowa, przymusowa sytuacja.

W listopadzie i grudniu 1981 roku także zaistniały wyjątkowe okoliczności dotyczące zajęć dydaktycznych. Po spacyfikowaniu przez ZOMO (dla młodszych Czytelników tłumaczę: Zmilitaryzowane Oddziały Milicji Obywatelskiej) protestu studentów Wyższej Szkoły Pożarnictwa wybuchły solidarnościowe strajki studenckie w całej Polsce. Protest trwał prawie do 13 grudnia 1981 czyli wprowadzenia stanu wojennego. To były trzy niezapomniane tygodnie, czas nie tylko protestu wobec siły i bezwzględności władz, ale także czas budowania więzów wewnątrz-uczelnianych na dotąd nieznanym poziomie. Fantastyczna więź studencka jaka wówczas nas połączyła w myśl wspólnej idei przełożyła się także na niebywałą formę zajęć dydaktycznych. W Dziekanacie w Zabrzu przebywało kilkuset studentów i po kilku dniach organizacji życia strajkowego nadszedł czas by wrócić do świata nauki. Nie pamiętam kto był pomysłodawcą by zorganizować cykl wykładów dla strajkujących studentów. Początkowo były to pojedyncze wykłady a po paru dniach to były wykłady zajmujące wiele godzin dziennie. Wykładali nasi najlepsi profesorowie, panowała fantastyczna atmosfera, tworzyła się nigdy wcześniej nieznana więź między kadrą nauczycieli akademickich a studentami. Życie czasem samo podsuwa nowatorskie scenariusze, przed prawie czterema dekadami to był "Uniwersytet Strajkowy" a dziś cykl zajęć w systemie internetowym.

To dla nas wszystkich czas próby, musimy dać radę!

środa, 25 marca 2020

Ważny apel

Warszawa, 25 marca 2020 r.
Szanowni Państwo,
W odpowiedzi na potrzeby lekarzy i lekarzy dentystów, wynikające z rozwijającej się sytuacji epidemicznej w Polsce, w dniu 19 marca 2020 r. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej podjęło uchwałę o stworzeniu funduszu, mającego na celu wsparcie finansowe lekarzy i lekarzy dentystów oraz ich rodzin. Pieniądze będą przeznaczone m.in. na zakup środków ochrony osobistej lekarzy i lekarzy dentystów oraz na cele wskazane przez darczyńców.
Fundusz jest dowodem naszego solidaryzmu środowiskowego i izbowego w tym trudnym czasie. O jego rozdysponowanie, tak aby pomoc trafiała do najbardziej potrzebujących, zadba specjalny zespół.
Fundusz może być wspierany przez donatorów. Miło nam zakomunikować, że mamy już pierwszego. Zapadła decyzja Fundacji Dominiki Kulczyk o przekazaniu 20 mln zł na wsparcie walki z koronawirusem. Kwota ta zasili nasz powstały fundusz i będzie przeznaczona na zakup sprzętu do diagnostyki genetycznej real time PCR w celu wykrycia zakażenia koronawirusem, a także na ekwipunek ochronny dla personelu medycznego (maski z filtrem N95, kombinezony ochronne oraz na środki antyseptyczne).
Fundusz ma tzw. charakter celowy i będzie zasilany z następujących źródeł:
2 mln zł przeznaczy Naczelna Izba Lekarska,
1,3 mln zł pochodzić będzie z odpisu składki za marzec przekazywanej do Naczelnej Izby Lekarskiej przez Okręgowe Izby Lekarskie,
wpłat darczyńców.

Wszyscy, którzy chcą pomóc mogą to uczynić poprzez wpłatę darowizny na konto Fundacji - dane do przelewu:
Fundacja Lekarze Lekarzom
ul. Jana III Sobieskiego 110
00-764 Warszawa
Nr konta: PKO SA 31 1240 6263 1111 0010 4779 2541
Pamiętaj, ze możesz pomóc rozliczając swój PIT przekazując 1% podatku na Fundacje Lekarze Lekarzom.
Nr KRS Fundacji Lekarze Lekarzom: 0000409693

Naczelna Izba Lekarska
ul. Sobieskiego 110
00-764 Warszawa
tel.: 22 559 13 00


wtorek, 24 marca 2020

Angielscy naukowcy o koronawirusie

Estimating excess 1- year mortality from COVID-19 according to underlying conditions and age in England: a rapid analysis using NHS health records in 3.8 million adults

poniedziałek, 23 marca 2020

Tekst nieznanego autora z Niemiec

"Przechodniu, powiedz Sparcie ..."

Przechodniu , powiedz Polsce -
ze jej córki i synowie rozsiani po całym świecie
o Niej nie zapomnieli ... Chociaż ich nie ma tam dziś w tym ważnym czasie dla ich bliskich, przyjaciół, Rodaków...
Dziesiątki polskich lekarzy, pielęgniarek i personelu medycznego,
którzy z różnych względów i w różnym czasie - rozsypali się po całym świecie,
dziś w tych dniach przenosi swe myśli i uczucia do Polski, do polskich pacjentów,
samemu zaś niosąc posługę medyczną pacjentom polskim na emigracji, pacjentom europejskim i światowym
w imię humanizmu i solidarności - globalnej jedności - tak jakby to byli Polacy w Kraju.
Każdy z nich nie cofnie się przed ryzykiem utraty zdrowia czy życia - taki to już polski charakter, i los.
Za naszą i Waszą wolność, tu za Wasze i nasze - zdrowie i życie.
Leczymy pacjentów tutaj - myślami jesteśmy przy polskich pacjentach i przy naszych kolegach po fachu w Polsce.
Ludzkie życie i zdrowie jest wspólną wartością poza granicami i barierami...
Polska może byś dumna ze swoich córek i synów - w Kraju, i na emigracji.
Przechodniu, powiedz Polsce...
Mamy nadzieję, że wszyscy przeżyjemy ten czas próby i walk...

(Autor nieznany, 22 marca 2020)

niedziela, 22 marca 2020

O sytuacji bieżącej i przyszłości

Nastał w Polsce i na świecie nadzwyczajny czas. Nikt z żyjących ludzi nie doświadczył tego rodzaju paraliżu. Życie zamarło, dosłownie. Starsi Czytelnicy pamiętają stan wojenny z grudnia 1981 roku, wówczas także skończyła się pewna epoka, a czas wolności niesiony przez przemiany zapoczątkowane w sierpniu 80 roku dobiegł końca. Ale wtedy był znany wróg: Jaruzelski, komuniści, SB, ZOMO. A dziś czai się jakiś niewidzialny wirus...

Udało mi się wczoraj wyskoczyć do Szczyrku. Miasto robi przygnębiające wrażenie, prawie nie widać ludzi na ulicach, wszystkie lokale gastronomiczne zamknięte, parkingi puste. Dojechałem po południu ale zdążyłem przed zmrokiem wyjść na nartach turowych na Małe Skrzyczne. Nie spotkałem żadnego narciarza, mimo wspaniałych, zimowych warunków pierwszego dnia wiosny. Dziś trasę powtórzyłem, rano było podobnie pusto ale gdy zjeżdżałem w południe w dolinę w świetle wiosennych promieni słońca beskidzkie zbocza nieco ożyły i pojawiło się paru wielbicieli nart i pieszych wędrówek.

Opisuję me własne wrażenia w odniesieniu do tak dramatycznych, bieżących wydarzeń. Być może ktoś czytający te słowa zna powieść „Ostatni brzeg” (tytuł angielski „On the beach” Nevila Shute). Akcja toczy się w Australii, gdzie trwa oczekiwanie na falę radioaktywną nieuchronnie zbliżającą się od strony Kalifornii po wybuchu wojny atomowej. Bohaterowie powieści starają się jak najlepiej przeżyć ostatnie chwile życia. Jest jakiś podobieństwo ich sytuacji do stanu w jakim się znajdujemy; nie wiemy co nas czeka, panuje niepewność i strach. To są uzasadnione postawy, ale przecież nie jesteśmy w sytuacji powieściowych postaci fikcji literackiej. Pandemia nie będzie trwała wiecznie, życie wróci na swe tory. Oczywiście dziś nikt nie może przewidzieć kiedy to nastąpi i jak dużych spustoszeń dokona wirus. Niemniej już dziś musimy spojrzeć dalej, co będzie potem? Przecież zatrzymanie życia społecznego nie może trwać w nieskończoność, to jest niemożliwe. Pewnego dnia zaczniemy marsz ku normalności, a wirus będzie nam nadal towarzyszył (chyba, że zostanie opracowana szczepionka, ale to raczej możliwe dopiero za rok). A życie nie może czekać rok na jego kontynuację. Trzeba będzie wyważyć koszt życia ludzkiego (włoski scenariusz jest druzgocący) i koszt ogólnospołeczny. To będzie niezwykle trudna decyzja, kiedy przywrócić państwo do „życia”?

Sadzę, jednak, że już dziś należy o tym rozmawiać bo życie nie znosi próżni, nie da się go na dłużej zatrzymać.

Dla mnie takim malutkim optymistycznym sygnałem byli ludzie, którzy wbrew wszystkiemu pojawili się dziś na zboczach Skrzycznego...

widok z Beskidów
widok z Beskidów

czwartek, 19 marca 2020

Hot news!

Rektorem został Prof. dr hab. Tomasz Szczepański, który otrzymał 308 głosów.

Prof. dr hab. Andrzej Więcek otrzymał 176 głosów.

Gratulacje!

środa, 18 marca 2020

Wybory rektorskie

Jutro wybory nowego Rektora naszej uczelni. Trudno apelować by udać się do urny bo głosujemy przez internet.
Musimy wybrać najlepszego kandydata na trudny nadchodzący czas stąd tak ważna jest jak najwyższa liczba osób głosujących.
Nowy Rektor powinien mieć jak największy mandat społeczny a ten wyraża się liczbą oddanych na niego głosów.
Wynik wczorajszego głosowania na Przewodniczącego Uczelnianego Kolegium Elektorów został podany bez podania liczby głosów na obu kandydatów.
Uważam, że bardzo ważne będzie podanie wyniku jutrzejszego głosowania z ujęciem także liczby głosów oddanych na obu kandydatów.

poniedziałek, 16 marca 2020

Apel do Czytelników bloga

Sytuacja w Polsce jest nadzwyczajna. Nieco przypomina - zachowując oczywiście odpowiednie proporcje - czas po wprowadzeniu wojennego 13 grudnia 1981. Zdławiono wówczas polski zryw wolnościowy i stanęliśmy wobec całkowitej niewiadomej dotyczącej przyszłości. Dobrze pamiętam te chwile, byłem wówczas na VI studiów. Dziś także mamy podobny czas, nigdy w dobie współczesnej nie stanęliśmy wobec takiego wyzwania, jako naród i kraj.

Dlatego apeluję by zakończyć bieżącą dyskusję dotyczącą spraw naszej Uczelni. Wrócimy do niej po powrocie do normalnego życia.

Mimo zgłaszanych wątpliwości i uwag należy dokonać wyboru rektora. Być może wobec wyzwań jakie stwarza epidemia potrzeba zapewnienia ciągłości władzy jest nawet większa niż w zwykłych okolicznościach.

sobota, 14 marca 2020

Co dalej z wyborami?

Na blog nadchodzą głosy Czytelników, którzy apelują o odwołanie wyborów rektora SUM. Każde działanie ludzkie może generować negatywne skutki. Decyzja o wyborach bez konieczności osobistego spotkania ma zmniejszać ryzyko infekcji. Stąd decyzja o takim trybie wyborów wydaje się logiczna, niemniej np. konieczność dalekiej podróży po odbiór kodu do dokonania może stwarzać dodatkowe zagrożenie. I jest zrozumiałe, że te osoby w wyborach nie będą uczestniczyć.

Czy zatem należy odwołać wybory? Przecież stan zagrożenia epidemiologicznego może trwać nawet wiele tygodni i co wtedy? Może lepiej jednak wybrać nowego rektora akceptując zmniejszenie liczby elektorów?

Proszę o głosy w tej ważnej sprawie.