Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

sobota, 30 kwietnia 2016

W odpowiedzi na komentarz Czytelnika

Odpowiadając anonimowemu (niestety) Czytelnikowi na komentarz z 29.04 godz. 20;20 muszę stwierdzić, podtrzymując stanowisko z tekstu z 28 kwietnia, że w moim przekonaniu zdecydowana większość lekarzy to uczciwi ludzi i solidni lekarze spełniający wymagania etyczne. Taka generalna krytyka środowiska lekarskiego, w dodatku ukryta za parawanem anonimowości, nie jest wiele warta. Znam wielu znakomitych, uczciwych, oddanych pacjentom lekarzy.
Ale jak mówi przysłowie-łyżka dziegciu zepsuje beczkę miodu-oddaje prawdziwy stan rzeczy…

piątek, 29 kwietnia 2016

Zawód lekarz, część 20-ta: Etyka, jako podstawa zawodu lekarza


O etyce lekarskiej napisano tomy. Stworzono Kodeks Etyki Lekarskiej szczegółowo opisujący jak powinniśmy się zachowywać w codziennej pracy zawodowej. Nie mam zamiaru powtarzać znanych określeń ani ex katedra prawić morały i wskazywać co jest dobre a co złe. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na dwa aspekty, dwa wymiary etyki w postępowaniu lekarskim. Pierwsza sprawa to indywidualne postępowanie lekarza, każdy swą postawą buduje własny wizerunek. Każdy z nas pracuje sam dla siebie i mozolnym trudem stara się wypracować własną pozycję zawodową i szacunek pacjentów. I drugi aspekt, odbiór społeczny naszych zachowań, jako grupy zawodowej. Ileż to razy słyszymy czy czytamy, że „lekarze to grupa przekupnych, chciwych osób” lub innymi, niepochlebnymi słowy opisuje się nasze środowisko. Śmiem twierdzić, że znaczna większość z nas, lekarzy spełnia podstawowe kryteria etyki zawodowej. Ale jest niezbyt liczna, ale dobrze zauważana przez pacjentów grupa lekarzy, którzy ewidentnie wykraczają poza te przyjęte powszechnie zasady. Ich wizerunek jest fatalny, ale, co gorsza, rzutuje to na całe środowisko lekarskie. Działania tych lekarzy powodują znaczące zaniżenie społecznej oceny lekarzy. Zatem dość oczywisty jest wniosek, że tacy lekarze powinni być szybko i skutecznie eliminowani z grona medyków. Tak się jednak nie dzieje, z ogromną szkodą dla całego środowiska. I nie mówię tu o błędach, jakie każdemu mogą się zdarzyć. Myślę o oszustach. Np. znam przykład, gdy lekarz w celu wyłudzenia kontraktu z NFZ wpisał do listy lekarzy przyjmujących w jego placówce „martwe dusze”, lekarzy, którzy nigdy tam nie pracowali. Ewidentne oszustwo w celu wyłudzenia pieniędzy!
I nic się nie stało, ten lekarza nadal pracuje w zawodzie. Gdzie był samorząd lekarski? Gdzie procedury karne?
W innej, głośnej na cały kraj historii dotyczącej znanego lekarza oskarżanego przez dziesiątki pacjentów o postawę całkowicie niezgodną z przyjętymi standardami i liczne malwersacje finansowe w jego obronie stanął konsultarnt wojewódzki w tej dziedzinie, znany profesor. W oficjalnym oświadczeniu w najlepszych słowach ocenił tego lekarza, ba, wręcz stawiał go za wzór do naśladowania. Nie dość, że po prostu kłamał, to jeszcze w ten sposób na szwank wystawił nie tylko własny wizerunek, ale godził w renomę macierzystej uczelni.
Albo będziemy skutecznie eliminować takich ludzi albo wszyscy będziemy odbiorcami negatywnych ocen społecznych. W wielu krajach np. skandynawskich, USA czy Wielkiej Brytanii standardy są zupełnie inne i środowisko lekarskie szybko i skutecznie pozbywa się „czarnych owiec”. Chcemy cieszyć się społeczną estymą, chcemy zaliczać się do elity społeczeństwa to nauczmy się dbać o własne interesy w odpowiedni sposób.

piątek, 22 kwietnia 2016

O modelu kariery uniwersyteckiej

Jaki powinien obowiązywać wzór kariery akademickiej w odniesieniu do osobistego awansu zawodowego? W ostatnich latach wiele osób uzyskało stopień doktora habilitowanego, mamy także sporo młodych profesorów. Naturalne jest, że ci ludzie szukają dla siebie drogi dalszego rozwoju, która w oczywisty sposób wiąże się z możliwościami objęcia samodzielnych stanowisk kierowniczych. A liczba tych stanowisk nie jest nieograniczona stąd powstaje pytanie jak powinna być regulowana kwestia obsadzania pozycji kierowniczych w uczelniach. Popatrzmy na inne obszary życia publicznego; Prezydent RP może swą zaszczytną funkcję pełnić przez dwie pięcioletnie kadencje, ale nie ma limitu dla czasu zajmowania stanowiska premiera, posła, senatora czy prezydenta miasta. Wracając na podwórko akademickie; tu czas piastowania funkcji rektora lub dziekana też jest ograniczony do dwóch kadencji.
• Zatem warto zadać pytanie czy funkcja kierownika katedry nie powinna być ograniczona czasowo?
• Czy dobrze jest, że w naszych realiach osoba, która uzyska takie stanowisko w zasadzie pełni je do końca pracy zawodowej?
• Czy na pewno zawsze jest ona w stanie sprostać wyzwaniom czasu?
• Czy nie należy dać szansy młodszym, dynamicznym kolegom?
W wielu krajach o wysoko postawionej nauce preferuje się wybór młodych osób, raczej w pobliżu 40-tki na stanowiska kierownicze, a byli szefowie pełnią nadal ważną rolę, jako konsultanci, eksperci i doradcy. Taki wzorzec wymiany pokoleń gwarantuje niezbędny rozwój i dynamikę uczelni bez odrzucania dorobku wcześniejszych liderów.
Proszę Czytelników o opinie w tym niezwykle ważnym obszarze, decydującym w znacznym stopniu o poziomie nauki i dydaktyki w każdej uczelni.

środa, 20 kwietnia 2016

Wyniki ankiety z 12 kwietnia

Wyniki ankiety z 12 kwietnia

piątek, 15 kwietnia 2016

Zawód lekarz, część 19-ta: Wyobraźnia i umiejętność przewidywania


Ten punkt mógłby śmiało być dołączony do rozdziału „wiedza” lub „doświadczenie”, ale zdecydowałem się go przedstawić osobno. Uważam, że wyobraźnia i umiejętność przewidywania to coś więcej niż tylko pochodna wiedzy i doświadczenia. To wypadkowa pewnych nabytych i wrodzonych cech lekarza. Można posiąść wiedzę, ale nie oznacza to automatycznie, że staniemy się wystarczająco przewidujący. Powinniśmy być jak szachiści, najlepsi z nich potrafią przewidzieć wszystkie możliwe warianty ruchów pionków i figur na szachownicy na około 20 posunięć naprzód. Dobry lekarz to ten, który potrafi dzięki wiedzy, doświadczeniu i wyobraźni przewidzieć najróżniejsze scenariusze. Szczególnie ważna jest umiejętność przewidzenia wystąpienia pogorszenia stanu chorego i podjęcia na czas odpowiednich kroków zapobiegawczych. Podam przykład takiego braku wyobraźni, który skończył się tragicznie. Na oddział przyjęto mężczyznę w średnim wieku w celu diagnostyki nadciśnienia tętniczego. Po paru dniach został on na weekend wypisany na przepustkę do domu. Los chciał, że w piątek wykonano mu rtg klatki piersiowej, a wynik nie został sprawdzony przed wypuszczeniem go do domu. W niedzielę nastąpił nagły zgon pacjenta. Okazało się, że wykonane badanie wykazało obecność tętniaka aorty o czym ani pacjent ani lekarz nie mieli pojęcia. Nie można mieć pewności jak by się potoczyły losy tego pacjenta gdyby został w szpitalu, ale brak umiejętności przewidywania, a także zwykłej sumienności jest oczywisty. Zawsze lepiej zachować nieco więcej ostrożności niż kierować się samymi optymistycznymi scenariuszami.

wtorek, 12 kwietnia 2016

O polskim życiu "akademickim"...

Niedawno miałem zamiar przedstawienia cyklu niedawnych komentarzy Czytelników dotyczących spraw akademickich. Takich komentarzy nadeszło zbyt wiele, że trudno je wszystkie ponownie prezentować. Dominującym nurtem jest krytyka drogi kariery akademickiej. Trudno mi dociec dlaczego neguje się sens rozwoju naukowego jednocześnie przeciwstawiając mu rozwój kompetencji czysto lekarskich. Te komentarze z marca można łatwo przeczytać na blogu, to przykra lektura.

  • Dlaczego tak wiele osób nie akceptuje w ogóle ścieżki zawodowej nakierowanej na naukę?
  • Czy dobry naukowiec nie może być równocześnie dobrym lekarzem?
  • A może to pokłosie obserwacji codziennego życia akademickiego będącego naszym udziałem?
  • Może po prostu słowo „kariera” akademicka nic nie znaczy, kariera, rozumiana, jako sukces będący wynikiem mozolnej pracy w istocie nie istnieje?
  • Może ci spośród nas, którzy osiągnęli pozycję w świecie nauki i tak nie znajdują uznania w macierzystych uczelniach i nie mają szans na uzyskanie samodzielnych stanowisk „należnych” tylko „swoim”?

Gdyby ta teza była prawdziwa to negacja sensu uprawiania nauki może być uznana za w pełni uzasadnioną.

Poniżej przedstawiam interaktywną ankietę, proszę o odpowiedzi do godziny dwudziestej 20 kwietnia. Wieczorem tego dnia zaprezentuję jej wyniki. Proszę zaznaczyć wszystkie odpowiedzi, które uznasz za właściwe.

piątek, 8 kwietnia 2016

Zawód lekarz, część 18-ta: Aparatura medyczna

W procesie diagnostycznym coraz większe znaczenie przypada różnego rodzaju badaniom, a zmniejsza się rola tradycyjnego badania fizykalnego. Nieraz w czasie ćwiczeń ze studentami boleję nad faktem, że ustalenie np. granic serca przy pomocy badania opukowego stwarza takie trudności. Wręcz słyszę, „po co mamy się tak męczyć skoro jest UKG?” Nie podzielam tego poglądu, nie zawsze mamy pełną dostępność do metod diagnostycznych i np. dobre badanie fizykalne w gabinecie lekarza rodzinnego to podstawa do wszelkich dalszych kroków. Ale od postępu nie uciekniemy, znaczenie sprzętu rośnie. Zatem możliwości wykonywania badań diagnostycznych przy zastosowaniu wszelkich, najnowszych dostępnych metod z pewnością ma duże znaczenie dla pracy lekarza. Ale nie tylko same urządzenia będą decydowały o jakości naszej pracy; musimy dokładnie poznać możliwości każdej maszyny, a uzyskiwane wyniki muszą być jasno i czytelnie opisywane. Nie zawsze opis badania obrazowego czy histopatologicznego jest w pełni zrozumiały dla lekarza zlecającego badanie. Stąd bardzo przydatne są cykliczne spotkania typu „kominków radiologicznych”, jakie dawniej na stałe były wpisane w nasz dzień pracy. Cyklicznie, raz na parę tygodni spotykali się radiolodzy z klinicystami by omawiać konkretne przypadki i przedstawiać obrazy badań rtg. Ścierały się wówczas różne punkty widzenia, jest zrozumiałe, że inaczej widzi problem lekarz prowadzący, a inny pogląd ma radiolog, który nie zna wielu szczegółów dotyczących chorego. Z pewnością taka forma komunikowania między klinicystami i diagnostami umożliwia prawidłowy tor postępowania diagnostycznego i leczniczego.

piątek, 1 kwietnia 2016

Podsumowanie marca

Od dłuższego czasu nie zamieszczałem na blogu tekstów podsumowujących mijający miesiąc. W marcu zanotowałem dużą liczbę wejść (blisko 5000) oraz aktywność Czytelników mierzoną dużą liczbą nadesłanych komentarzy. Wydarzenia z marca skłoniły mnie do napisania paru zdań. Dwie sprawy skupiły uwagę Czytelników; chronologicznie były to wybory nowych władz Wydziału oraz odejście naszego kolegi doktor Daniel Sabata. Jego śmierć poruszyła wiele osób, nie mogłem być obecny na pogrzebie, ale wiem, że w ostatniej drodze Daniela towarzyszyło Mu bardzo liczne grono jego znajomych i przyjaciół. Daniela nie ma już wśród nas, ale może warto chwilę przystanąć i spróbować naśladować choć niektóre z Jego cech?
I druga sprawa, wybory władz. Chyba nie było dla większości pracowników zaskoczeniem wybór Prof. Misiołka na kolejną kadencję, ale pewną niespodzianką dla mnie była ogromna liczba komentarzy, jakie nadeszły od Czytelników bloga w nawiązaniu do tekstów marcowych. Znakomita z nich dotyczy najważniejszych spraw życia akademickiego. Fakt, iż wiele osób ciągle żyje sprawami uczelni powinno cieszyć, ale jednocześnie świadczy nie tylko o trosce, ale pokazuje także frustrację i rozczarowanie dotyczące naszego codziennego życia akademickiego. Szczególnie ważne są liczne głosy studentów, dziękuję za nie.
Dlaczego takie dyskusje i wymiana poglądów nie toczą się na niwie organów kolegialnych uczelni lub na łamach comiesięcznego wydania Newslettera? Dlaczego chowamy się za parawanem anonimowości komentatora na blogu? Żadna instytucja, a w szczególności uczelnia wyższa nie może funkcjonować bez otwartej dyskusji. Przecież dyskusja na tego rodzaju forum, jak blog nie zastąpi rzeczywistej wymiany poglądów, życie wirtualne nie może wyprzeć prawdziwej, żywej dyskusji między ludźmi. By taka dyskusja mogła mieć miejsce potrzeba woli ze strony władz oraz pracowników.
Czy taka wola istnieje? Patrząc na aktywność na blogu można zakładać, że pracownicy akademiccy widzą potrzebę dyskusji oraz zmian w życiu akademickim.
Zatem ruch należy do władz uczelni…

czwartek, 31 marca 2016

O polskich uczelniach medycznych przeczytane w prasie

NIK ocenia uczelnie medyczne: Studenci skarżą się na poziom zajęć praktycznych

piątek, 25 marca 2016

Życzę czytelnikom pogodnych
Świąt Wielkiej Nocy
oraz powodzenia
w życiu rodzinnym
i zawodowym

środa, 16 marca 2016

Msza żałobna za dr Daniela Sabata 19.03.2016 o godz. 11 w kościele NSPJ w Zabrzu Rokitnicy

wtorek, 15 marca 2016

Wspomnienie Profesor Bogny Drozdzowskiej o Danielu Sabacie

Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych…

19 września 2015 r. - sobota
Piękny wrześniowy dzień. Słońce świeci od rana, w godzinach wczesnopopołudniowych jest ponad 20 stopni. Wracam do domu spod Radomia. Dzwoni do mnie kolega z pracy i mówi, że Daniel miał zatrzymanie krążenia w trakcie zabiegu…
Przyjmuję to z obawą, ale nie traktuję poważnie. No, bo będzie wszystko dobrze. Sobotni wieczór. Oglądam z rodziną jakiś film, jest sympatycznie... Ten sam kolega dzwoni i mówi, że Daniel jest na OIOM-ie, że… a ja płaczę (z bezsilności, z bólu, z żalu, zadając sobie pytanie: dlaczego?) - bo przecież rozmawiałam z Nim 2 dni wcześniej w pracy (w czwartek 17 września) - cieszył się, że wreszcie będzie miał zabieg, który przyniesie jakieś rozwiązanie diagnostyczne. Pożegnaliśmy się do przyszłego tygodnia.

13.03.2016 r. - niedziela
Od tamtej soboty mija prawie pół roku. Trwam przez ten czas w zawieszeniu, bowiem Daniel jest w śpiączce; chociaż w śpiączce to jednak jest. Mimo posiadanej wiedzy medycznej gdzieś tam tli się iskierka nadziei, że może jednak jakoś się uda, jakoś to będzie.
Dr Daniel Sabat – osoba wyjątkowa, rzadko dziś spotykana, posiadająca w sobie mnóstwo pięknych cech. Człowiek uczynny, pomocny, koleżeński. Zawsze spokojny i opanowany, pogodny i uśmiechnięty. Lubiący swoją „patomorfologiczną” pracę, dokładny, rzeczowy, przywiązujący wagę do szczegółów. Zawsze znajdujący czas w razie potrzeby pomocy tak w sprawach zawodowych (tych związanych ze szpitalem oraz z uczelnią), jak i prywatnych. Na wszystkich naszych spotkaniach w Katedrze i Zakładzie Patomorfologii w Zabrzu zawsze z aparatem fotograficznym w ręce, żeby został ślad. Miłośnik historii medycyny i Wilna. Dla mnie od początku pracy w Katedrze i Zakładzie Patomorfologii w Zabrzu, a więc od 20 lat kolega – niezastąpiony kolega. Po prostu dobry Człowiek.

Godz. 21.15 - dostaję sms o treści: „Daniel właśnie odszedł na zawsze”...

Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych – i to prawda. Doktora Daniela Sabata nikt nie zastąpi. Bo czy są ludzie posiadający te wszystkie Jego cechy?
Dziękuję Ci, Danielu, że spotkałam Cię na swojej ścieżce życia
Bogna Drozdzowska

poniedziałek, 14 marca 2016

Słowa dr hab. Janusza Bursy o Danielu Sabacie

W pełni podzielam opinie prof. W. Pluskiewicza - dr D. Sabat był wspaniałym, uczciwym, rzetelnym Pracownikiem naszej Uczelni. Jego pasją była historia i dociekanie prawdy. Spokojny, zrównoważony, przemiły. Może nie wszyscy wiedzą, że spędzał dużo czasu (mając ku temu akredytację) w Wydziale IPN w Katowicach. Był członkiem tzw. Komisji Historycznej, powołanej przez Rektor Małecką dla wyjaśnienia kontaktów pracowników Uczelni ze służbami specjalnymi, również w niejasnych okolicznościach rozwiązanej. Przewodniczącym był prof. Grzegorz Opala.
Miałem zaszczyt współpracować z dr Danielem. Składam Mu wyrazy Wielkiego szacunku.

Wspomnienie o doktorze Danielu Sabacie

Wczoraj zmarł nasz kolega doktor Daniel Sabat. W wyniku powikłań po zabiegu chirurgicznym przeprowadzonym w warunkach ambulatoryjnych we wrześniu 2015 roku doszło do poważnego uszkodzenia mózgu i od tego czasu dr Sabat pozostawał w stanie śpiączki. To ogromna strata dla naszego środowiska.
Nieraz słyszymy opinie, że nie ma osób niezastąpionych, ale dr Sabat wyłamuje się spośród tego schematu. Jego postawa odbiegała od znanych standardów. Zawsze miał dla każdego czas, spokojny, zrównoważony, uśmiechnięty. Od lat prowadził studenckie koło naukowe, przez które przewinęło się setki studentów. Był także znawcą zagadnień historycznych, tych dotyczących np. Wileńszczyzny, ale głównie pasjonował się historią naszej uczelni. Ale wspominając Daniela najważniejszy dla mnie jest wspólnie spędzony czas podczas posiedzeń Senatu uczelni. W latach 2005-2012 obaj zasiadaliśmy w tym najważniejszym, wybieralnym organie kolegialnym akademickim. To był trudny czas, uczelnia przeżywała poważny kryzys ekonomiczny. Posiedzenia Senatu bywały burzliwe, a ówczesna Rektor Prof. E. Małecka-Tendera niezbyt przychylnie przyjmowała opinie niezgodne z jej poglądami. I chyba jedynym członkiem Senatu, którego krytyczne uwagi przyjmowała spokojnie był właśnie dr Sabat. Nigdy nie kierowały nim jakieś niejasne intencje, nie uczestniczył w żadnych „podchodach”, nie był związany z żadną grupą interesów. Zawsze motywowały Go tylko szlachetne intencje. Co więcej, zawsze był znakomicie przygotowany do posiedzenia i potrafił dostrzec nawet najmniejsze nieścisłości w przygotowanych dokumentach czy projektach uchwał. Jeśli zabierał głos to z reguły w miał rację wnosząc wartościowe zmiany do finalnych efektów pracy Senatu.
W dobie prymatu pieniądza, w czasie gonitwy za sukcesem takiego, skromnego zaangażowanego człowieka, bez reszty oddanego sprawom uczelni, dodatkowo obdarzonego ogromną kulturą osobistą trudno będzie zastąpić.

Będziemy o Tobie pamiętać, Danielu.

niedziela, 13 marca 2016

Daniel Sabat

Dziś zmarł Daniel Sabat.

piątek, 11 marca 2016

Zawód lekarz, część 17-ta: Możliwości rozwoju

Medycyna to jedna z najszybciej rozwijających się dziedzin nauki. W ciągu tygodnia przybywa więcej informacji niż w XIX wieku w okresie 10 lat! Nikt nie jest w stanie nadążyć za tym oszałamiającym postępem, stąd coraz szybsza specjalizacja w wąskich dziedzinach nauki. Dla każdego lekarza możliwość rozwoju zawodowego jest bardzo ważną kwestią. Na początku drogi zawodowej w trakcie przygotowywania się do egzaminu specjalizacyjnego ta potrzeba wydaje się oczywista, ale potem wcale nie znika wymóg nadążania za postępem wiedzy. Nie każdy szef rozumie taką potrzebę ustawicznego szkolenia, a wymagania by zrealizować kontrakt niejednemu przesłaniają cały świat. Zatem dobre miejsce pracy to takie skąd można czasem pojechać na kongres czy kurs, a lekarz chcący nadążać za postępem wiedzy nie był postrzegany, jako ktoś utrudniający codzienną pracę z pacjentem.

poniedziałek, 7 marca 2016

Wyniki ankiety z 2 lutego 2016

środa, 2 marca 2016

Kilka słów refleksji

Obserwacje otaczającego życia publicznego, tego z własnego „ogródka” jak i tego nazwijmy to „krajowego” teatru zdarzeń z okresu ostatnich dni i tygodni skłaniają do sformułowania paru zdań refleksji.

Udział w życiu publicznym to zaszczyt i zobowiązanie. To przywilej sprawowania władzy, ale i odpowiedzialność za własne słowa oraz, co znacznie ważniejsze, czyny. Osoby aspirujące do pełnienia takich eksponowanych stanowisk muszą spełniać wiele warunków dotyczących ich kompetencji, ale to nie wystarczy. Potrzebne są pewne dodatkowe cechy: opanowanie, kultura, umiejętność wsłuchiwania się w głos innych osób, zdolność do kompromisu, stosowanie w życiu reguł czystej gry, prawdomówność. Tych cech jest znacznie więcej, nie będę ich wszystkich wyliczał, pozwolę sobie wymienić kilka tych, które dyskredytują osoby chcące aspirować do miana lidera.
Działania zakulisowe, plotki, obmawiania za plecami, budowa grup wąskiego interesu, matactwa, używanie argumentów nie merytorycznych, niskie motywy działania nie biorące pod uwagę prawdziwego interesu grupowego czy wręcz posługiwanie się kłamstwem to niektóre cechy niegodne prawdziwego lidera czy też kandydata do takiej roli.

Na prawdziwy autorytet, na rzeczywiste uznanie pracuje się lata. Podważyć autorytet, zniweczyć uznanie społeczne można szybko, opinia publiczna nie akceptuje pewnych zachowań.

Noblesse oblige…

Hot news!

Dziekanem naszego Wydziału ponownie został Profesor Maciej Misiołek.
Gratulacje, Panie Profesorze!

niedziela, 28 lutego 2016

Ważny list Czytelnika dotyczący plagiatów

Plagiat i co dalej?


Mimo młodego wieku doświadczyłem praktycznego spotkania z etyką naukową, a konkretniej, z najbardziej powszechnym przykładem nierzetelności naukowej: plagiatem.

Zostałem splagiatowany. Przez doktora. Doktor splagiatował magistra. Ale nie tylko przez doktora. Przez studentkę również. I za każdym razem spotkałem się z brakiem znajomości etyki naukowej (bardziej odpowiednie w tym kontekście jest angielskie pojęcie publication ethics) przejawiającym się tym, iż osoby, które winny podjąć stosowne działania, podejmowały je opieszale albo wcale.

Na początku chciałbym przedstawić sprawę dr Daniela Wiśniewskiego z Instytutu Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu Opolskiego w Opolu. Aby nie pozostawać gołosłownym, oto linki: retraktowany artykuł oraz przeprosiny.

Po wykryciu plagiatu zgodnie z zasadami etyki naukowej poinformowałem dr Wiśniewskiego o swoich zastrzeżeniach, wysyłając jednocześnie plik z konkordancją zapożyczeń z mojego artykułu. Plagiator przyznał się do zarzucanego mu czynu, poinformował również redaktora o zaistniałej sytuacji.

Redaktor czasopisma nie wiedział, jak się zachować, ponieważ, jak wyjaśniał, był to pierwszy przypadek w historii czasopisma, gdzie doszło do takiego incydentu. Sprawa nagle nabrała tempa, gdy mając już dość czekania kolejnych tygodni bez jakichkolwiek działań redakcji, zapowiedziałem dochodzenie roszczeń na drodze sądowej od Wydawcy.

Drodzy Czytelnicy, proszę pamiętać, iż mimo ewidentnego plagiatu mojego artykułu, jak również przyznania się plagiatora do zarzucanego mu czynu plagiat był przez długi okres czasu dostępny do pobrania na stronie internetowej czasopisma oraz repozytorium Uniwersytetu w Białymstoku, co nie powinno mieć miejsca!

Artykuł został retraktowany w oparciu o wytyczne Committee on Publication Ethics (COPE) uznanych za wiodące wśród wydawców czołowych czasopism naukowych, które wykorzystałem w procesie retrakcji artykułu; opisałem redaktorowi naczelnemu wszystkie kroki, które należało podjąć oraz sporządziłem notę retrakcyjną.

Wodzony ciekawością postanowiłem zapoznać się z innymi pracami dr Wiśniewskiego, sądząc, iż być może splagiatował mnie w innym artykule. Ciekawość tym razem doprowadziła nie do piekła, lecz do interesującego odkrycia: na jednym plagiacie się nie skończyło! Autor splagiatował mnie również w tekście opublikowanym w Czechach [Wiśniewski, D. (2015). Przyczyny i skutki zagrożeń w globalnym społeczeństwie XXI w. W S. Neslušanová, M. Niklová, i E. Jarosz (Red.), Sociální pedagogika ve světle společenského, institucionálního a individuálního ohrožení (ss. 284–290). Brno: Institut mezioborových studií].

Co więcej, szukając dalszych zapożyczeń dostrzegłem, iż w każdym z trzech artykułów dr Wiśniewskiego dostępnych internetowo autor dopuszcza się nierzetelności naukowej. Sporządziłem recenzję z 3 artykułów autora dostępnych w Internecie, więc weryfikacja zarówno źródeł, z których korzystałem, jak również zapożyczeń nie sprawia żadnych trudności. Na marginesie sprawy: trochę czasu w weekend poświęciłem na znalezienie plagiatów oraz ich opisanie, ale mam nadzieję, że efekt był wart włożonego wkładu pracy. Co godne odnotowania, wśród ofiar plagiatora jest m.in. niedawno zmarły Śp. Ojciec Profesor Leon Dyczewski.

Po raz kolejny postąpiłem zgodnie z rekomendacjami COPE, kontaktując się z dwojgiem współredaktorów 22 lutego, a mianowicie dr Silvią Neslušanovą, PhD oraz doc. PhDr. Miriam Niklovą, PhD informując o plagiacie w redagowanym tomie, dołączając konkordancję zapożyczeń.

Zgodnie z przyjętymi zasadami etyki naukowej, redaktor powinien wszcząć dochodzenie w sprawie możliwych naruszeń, a tymczasem Pani Docent Niklová wprawiła mnie w zdumienie: mam się skontaktować z recenzentami tomu albo poinformować o zdarzeniu na forum naukowym w Polsce!

Szanowna Pani Docent, zgodnie z Pani sugestią, czynię to teraz, jednocześnie informując, iż zgodnie z publication ethics to Pani powinna podjąć stosowne działania, a nie kierować mnie do recenzentów czy stawiać w roli whistleblowera.

Tak jak wspominałem na wstępie, nie jest to jedyna sytuacja, w której styka się z plagiatem mojej pracy oraz brakiem stosownej reakcji osoby odpowiedzialnej za rozpowszechniany tekst.

Tym razem do plagiatu doszło na Uniwersytecie Jagiellońskim, sprawcą jest studentka, Agata Podosek, która dopuściła się plagiatu mojego tekstu w dwóch artykułach [Podosek, A. (2015). Pamięć ukryta w przestrzeni. ; Podosek, A. (2015b). The memory hidden in a space]. Dla studenta można być bardziej pobłażliwym, jednak w tym przypadku skala zapożyczeń robi wrażenie – to nie kilka zdań, ale całe partie tekstu. Oto zestawienie zapożyczeń dostępne do pobrania tutaj.

Skontaktowałem się z autorką drogą mailową, na co autorka odpowiedziała: „Gdybym wtedy miała czas to sprawdzić, pousuwać niektóre fragmenty, dodać więcej przypisów (…)”. Oj, nie mają czasu nasi studenci i naukowcy, nie mają… .

Plagiaty Agaty Podosek dostępne są na stronach internetowych Uniwersytetu Jagiellońskiego, a konkretnie na stronach Serwisu kompetencji międzykulturowych Instytutu Europeistyki UJ redagowanego przez dr Kingę Annę Gajdę. Dr Gajda w wiadomości mailowej z dn. 7 lutego adresowanej do mnie pisze, iż „(…) do wyjaśnienia sprawy dotyczącej plagiatu, artykuły p. Podosek zostały ściągnięte ze strony projektu” – słowa wymagają stosownego komentarza.

Po pierwsze, do momentu w którym piszę te słowa, tj. 28 lutego artykuły będące plagiatami są nadal dostępne do pobrania, naruszając zarówno etykę naukową, jak również moje prawa autorskie.

Po drugie, artykuły nie powinny zostać „ściągnięte” –artykuły będące plagiatem powinny zostać retraktowane. Retraktowane, Pani Doktor!


Możliwe, iż dr Gajda nie słyszała o retrakcji artykułu, więc 26 lutego wysłałem wiadomość mailową, w której piszę, iż artykuły Agaty Podosek winny zostać retraktowane. Co więcej, przesłałem link z przykładową notą retrakcyjną, aby dr Gajda mogła sprawnie retraktować artykuł. I co? I nic. Brak odpowiedzi, artykuły nadal dostępne do pobrania na witrynach Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Wcale mnie nie cieszy fakt wykrycia plagiatów. Raczej smuci, podobnie jak fakt nieznajomości obowiązujących procedur w przypadku wykrycia nierzetelności naukowej przez osoby odpowiedzialne za rozpowszechnianie publikacji.

Czy to właściwe, że ja, magister, wiem, jak należy postępować, podczas gdy ci, którzy piastują stanowiska, starsi wiekiem, tego nie wiedzą?

Dlaczego mimo wyraźnych wytycznych, którymi się dzielę, nie są prowadzone żadne działania albo są prowadzone opieszale?

Tomasz Burdzik
Uniwersytet Śląski w Katowicach
E-mail: tomasz.burdzik@gmail.com

piątek, 26 lutego 2016

Zawód lekarz, cześć 16-ta: Ortografia

Ortografia, no nie, czy warto iść tak szerokim wachlarzem wymagań stawianych lekarzom? Może tu można „odpuścić”? Absolutnie nie, lekarz nie ma prawa robić błędów ortograficznych. Czy można sobie wyobrazić słowo „rzeka” jako „żeka”? A „przerzut” jako „przeżót”? A może „chistoria horoby” przypada Ci, Czytelniku do gustu? Skalę zjawiska uświadomiły mi zajęcia ze studentami, którzy w czasie zajęć na V roku piszą historie choroby. Błędy ortograficzne występują w kilku procentach tych opracowań! Lekarz to zawód wyjątkowy i wymagania muszą być wyjątkowe. Czy można sobie wyobrazić podobne błędy w karcie wypisowej lub w opisie badania obrazowego? Analogicznie, jak w sentencji wyroku sądowego trudno byłoby za dobrą monetę przyjąć obecność podobnych błędów. Jak spowodować by takie fakty nie miały miejsca? Może warto, do wyników matury, dodać coś więcej, jako kryterium przyjęcia na studia medyczne?
PS. Osoby z tzw. dysleksją mogą realizować swe pasje zawodowe w wielu innych dziedzinach, byle nie tam gdzie wymagana jest znajomość języka polskiego na nieco wyższym poziomie niż podstawowy…

środa, 24 lutego 2016

Hot news

Profesor Janusz Skalski zajął drugie miejsce w konkursie na Krakowianina Roku w kategorii "Nauka".

Gratulacje, Januszu!

piątek, 19 lutego 2016

Zawód lekarz, część 15-ta: Kultura osobista

Ten punkt na liście warunków sprzyjających sukcesowi w pracy zawodowej może nieco zaskakiwać. Ale zgodnie z moimi obserwacjami to bardzo ważna kwestia. Wymagania stawiane nam, lekarzom są ogromne. Dotyczą one w pierwszej kolejności kompetencji czysto zawodowych, ale to nie wszystko. Lekarz musi swym zachowaniem i kulturą osobistą być wzorem do naśladowania. Używane słownictwo, stosunek do pacjenta, jakość stosowanych argumenty w relacji z chorym muszą być bez zarzutu. Zgodnie z moimi obserwacjami poziom kultury w polskim społeczeństwie stale obniża się. Niestety, środowisko lekarskie nie jest immunizowane na wpływ świata zewnętrznego. Nawet najlepszy lekarz niespełniający wymogów w zakresie kultury osobistej, zachowaniem przypominjący bardziej przysłowiowego „kibola” niż osoby ze szczytów hierarchii społecznej traci znaczną część swej wiarygodności. Kultura osobista to bardzo pojemne pojęcie, zależy w znacznym stopniu od wpływu domu rodzinnego, szkoły, a także świata zewnętrznego.
Opowiem dwie historie z życia wzięte; obie dotyczą tego samego lekarza. To był znakomity chirurg, mistrz skalpela. Pewna lekarka spotkała się z nim w czasie dyżuru na pogotowiu i poprosiła o konsultację z powodu podejrzenia zapalenia wyrostka robaczkowego. Chirurg zbadał dziecko, wykluczył appendicitis, a następnie w obecności małego pacjenta i jego rodziców zwyzywał lekarkę od idiotek. „Kto pani dał dyplom, co pani tu w ogóle robi!” krzyczał. Z tym panem miałem okazję spotkać się niebawem osobiście, gdy udałem się na pogotowie w celu podania anatoksyny przeciwtężcowej po głębokim skaleczeniu w ogrodzie. Wszystko by się normalnie odbyło, ale gdy lekarz zadał pytanie o mój zawód i uzyskał odpowiedź, że jestem lekarzem po prostu wyrzucił mnie z gabinetu. Usłyszałem, że mam sobie sam wypisać receptę i podać lek! Czy tak traktuje się kolegów, lekarzy? Cóż z tego, że to był świetny fachowiec skoro reprezentował opisany poziom kultury? Pewnie takich lekarzy nie jest dużo, ale jak wiadomo jedna łyżka dziegciu zepsuje beczkę miodu.

czwartek, 18 lutego 2016

Konkurs na Krakowianina roku - apel o głosowanie na kandydaturę Prof. Janusza Skalskiego

http://www.dziennikpolski24.pl/plebiscyt/karta/prof-janusz-skalski,32475,1520405,t,id,kid.html#glosuj

czwartek, 11 lutego 2016

Wspomnienie o Pani Profesor Bożenie Hager-Małeckiej

Z wielkim żalem przyjęliśmy wczoraj wiadomość o śmierci Pani Profesor Bożeny Hager-Małeckiej prof. zw. dr hab. n. med., doktora honoris causa Śląskiej Akademii Medycznej (obecnie Śląskiego Uniwersytetu Medycznego) w Katowicach.
W pamięci Jej uczniów- pediatrów, Pani Profesor była i pozostanie na zawsze nestorem polskiej pediatrii, niekwestionowanym twórcą Śląskiej Szkoły Pediatrycznej.
Pani Profesor była nie tylko wybitnym lekarzem, pracującym z wielkim powołaniem, ale
i naukowcem oraz społecznikiem. Cechowała Ją niezwykłą pracowitość i zaangażowanie w pracy, a przy tym wielka skromność. Przez wiele lat kierowała Katedrą i Kliniką Pediatrii w Zabrzu, a także pełniła funkcję specjalisty wojewódzkiego w dziedzinie pediatrii, starannie dbając o to, aby poziom leczenia dzieci w województwie śląskim był jak najwyższy. Pod Jej kierunkiem wykształciło się wiele pokoleń pediatrów. Zawsze miała na uwadze dobro dziecka. Dlatego też poświęcała swój cenny czas dodatkowo dla pracy w Sejmie. Wiedziała bowiem, że będąc posłem, choć bezpartyjnym, co nie było bez znaczenia w owych czasach, będzie miała większe szanse i możliwości wprowadzenia korzystnych dla dzieci zmian w zakresie opieki nad dzieckiem w Polsce. I nie myliła się. Pani Profesor udało się zdobyć fundusze i doprowadzić do wybudowania nowoczesnej części budynku pediatrii w Zabrzu, z którego korzysta do dnia dzisiejszego Klinika Hematologii Dziecięcej, Chirurgii Dziecięcej i Dializoterapii. To m.in. świadczy o wielkim zdeterminowaniu Pani Profesor i Jej wielkiej charyzmie. Potrafiła bowiem przekonać ówczesne władze do takiej inwestycji.
Niezwykle doceniamy także wizjonerskie myślenie o pediatrii Pani Prof. Bożeny Hager- Małeckiej, polegające na tym, że dziecko powinno mieć zapewnioną opiekę nie tylko ogólno- pediatryczną, ale przede wszystkim specjalistyczną i to na jak najwyższym poziomie. Temu właśnie podporządkowała swoje działania, próbując stworzyć nowoczesny, wielospecjalistyczny ośrodek leczenia dzieci. Było to myślenie wyprzedzające co najmniej o 20 lat naprzód dotychczasowe schematy myślenia na temat diagnostyki i leczenia dzieci. Pani Profesor stworzyła Oddział Intensywnej Terapii Dziecięcej, wydzieliła Oddział Hematologii Dziecięcej, stworzyła tzw. Szpital Dzienny dla Dzieci, pierwszy w Polsce, w którym można było diagnozować i leczyć te choroby u dzieci, które nie wymagają dłuższej niż jeden dzień hospitalizacji. Ponadto była inicjatorem powstania Oddziału Chirurgii Dziecięcej w ramach utworzonego Śląskiego Centrum Pediatrii w Zabrzu. Uważała bowiem, że opieka nad dzieckiem musi być zawsze kompleksowa. Swoimi działaniami stworzyła podwaliny pod nowoczesny pediatryczny ośrodek wielospecjalistyczny w Zabrzu, istniejący do dnia dzisiejszego. Wizja Pani Profesor sprawdziła się, o czym może świadczyć to, że w tym właśnie ośrodku powstało szereg oddziałów wysokospecjalistycznych, np. oddziały gastroenterologii dziecięcej, nefrologii i dializoterapii dziecięcej, endokrynologii dziecięcej. Wielu lekarzy - pediatrów, wychowanków Pani Profesor zdobyło specjalizację w w/w dziedzinach, a także w dziedzinie alergologii, pulmonologii dziecięcej, immunologii klinicznej czy reumatologii.
Pani Profesor prowadząc cotygodniowe zebrania naukowe nauczyła lekarzy, że trzeba się stale szkolić i pogłębiać swoją wiedzę oraz umiejętności praktyczne.
Słowa pani Profesor Bożeny Hager-Małeckiej, formułowane w latach 70-tych, które doskonale pamiętamy my, Jej wychowankowie tkwią nam w pamięci do dziś jak motto, że „dziecko, które trafi do Izby Przyjęć musi zostać zbadane przez pediatrę od stóp do głów bez względu na to czy otrzymało skierowanie do szpitala czy też nie”. Te słowa i to przesłanie nie straciło na znaczeniu do dziś.

Prof. dr hab. n.med. Katarzyna Ziora
Kierownik Katedry i Kliniki Pediatrii w Zabrzu


środa, 10 lutego 2016

Profesor Bożena Hager-Małecka nie żyje

Wczoraj w wieku 94 lat zmarła Profesor Bożena Hager-Małecka. To jedna z legend naszej uczelni, w czasie studiów spotkałem Panią Profesor i zdałem u Niej egzamin z pediatrii. Z całą pewnością wkład Pani Profesor w tworzenie podstaw nowoczesnej opieki lekarskiej nad najmłodszymi był ogromny i przyszłe pokolenia będą korzystać z Jej dalekosiężnych wizji.

O nauce słów kilka...

Chciałbym dziś podzielić się z Czytelnikami moimi najświeższymi spostrzeżeniami dotyczącymi publikowania prac naukowych. Dotąd opublikowałem 79 prac oryginalnych na łamach periodyków naukowych z tzw. Listy Filadelfijskiej. Pierwsza moja publikacja znalazła uznanie w czasopiśmie Ultrasound in Medicine and Biology w 1997 roku, zatem moje osobiste doświadczenia obejmują blisko dwie dekady. Kolejne badania publikowałem w różnych zagranicznych pismach zajmujących się zagadnieniami szeroko pojmowanego metabolizmu kostnego. Cykl publikowania zawsze był długi i trudny, poprawianie prac zgodnie z uwagami recenzentów było mozolne i pracochłonne. Niejedna praca była wysyłana wielokrotnie do różnych redakcji, ale korekty wprowadzane zgodnie z uwagami zawartymi w kolejnych recenzjach poprawiały jej poziom naukowy. Aż wreszcie otrzymywaliśmy list z upragnionym słowem: Accepted!
Opisuję ten pewnie znany wielu Czytelnikom proces z powodu ostatnich doświadczeń związanych z publikowaniem prac naukowych. Coraz częściej, już prawie jako reguła, pojawia się odpowiedź z redakcji, która odmawia wysłania pracy do recenzji. Zamiast merytorycznej oceny recenzentów otrzymujemy sztampową odpowiedź redaktora technicznego, że praca nie będzie poddana „peer review”. Zdarzyło mi się dwukrotnie, że praca wysłana wieczorem już o 8 rano następnego dnia była odrzucona! Czyżby redakcje pracowały całą dobę?!
Ostatnia wysłana praca w zamian za możliwość rozważenia oceny jakości pracy poprzez poddanie jej cyklowi oceny przez recenzentów otrzymała ofertę opublikowania pracy w bliźniaczym piśmie (oczywiście bez IF) za jedynie 1500 USD…Kwestia opłat pobieranych przez redakcje za publikowane prace zaczyna odgrywać coraz większą rolę. Wiele redakcji, także polskich czasopism, żąda wysokich kwot za publikowane artykuły. Tego zjawiska, przynajmniej w takiej skali dotąd nie obserwowałem. Mając odpowiednie środki finansowe można publikować prace, które niekoniecznie prezentują odpowiedni poziom naukowy.

Biznes przede wszystkim, pieniądz niszczy naukę…

piątek, 5 lutego 2016

Zawód lekarz, część 14-ta: Stres.

Stres towarzyszy nam codziennie, także w pracy. Musimy sobie jakoś z nim radzić, ale nie zawsze jest to łatwe. Ponadto, odporność na stres nie jest taka sama u każdego człowieka. Praca zawodowa, której celem jest ochrona najwyższego dobra, czyli zdrowia i życia człowieka naraża lekarzy na ciągły stres. Jak nie pozwolić stresowi zapanować nad nami, jak opanować nerwy? Nie sądzę, by była na to jedna, prosta recepta. Wydaje się jednak, że na jakąś część stresu towarzyszącego nam w pracy możemy mieć wpływ. Rosnące doświadczenie, zwiększająca się wiedza, świadomość, że na dyżurze lub obok w gabinecie jest bardziej doświadczony kolega mogący służyć pomocą w trudnych chwilach powinny skutecznie zmniejszać stres. Oceniając wpływ stresu na powodzenie w pracy lekarza nie można pominąć znaczenia miejsca i typu pracy. Inne narażenie na stres dotyczy neurochirurga, a inne lekarza rodzinnego. Pamiętam napięcie towarzyszące mi w czasie dyżurów w tzw. karetce reanimacyjnej, to były trudne godziny. Najtrudniej było opanować nerwy w momencie wyjazdu ze stacji pogotowia, nie wiedzieliśmy dokładnie, co zastaniemy na miejscu wypadku lub w domu pacjenta. Najbardziej stresujące były wyjazdy nocne oraz wypadki komunikacyjne. Niekoniecznie tłum zebrany na miejscu wypadku i uważnie obserwujący każdy nasz krok sprzyja utrzymaniu nerwów na wodzy. Ale musimy nauczyć się żyć ze stresem, musimy umieć go opanować, by móc spokojnie prowadzić skuteczne leczenie naszych pacjentów.

wtorek, 2 lutego 2016

Podsumowanie stycznia

W podsumowaniu stycznia nie sposób uniknąć problematyki wyborczej. Wybory władz uczelni zawsze stanowią ważne wydarzenie wyznaczając kierunki działań na 4 kolejne lata. Ta demokratyczna procedura jest ważnym prawem społeczności akademickiej i formą wyrażenia stanowiska dotyczącego generalnej oceny sytuacji w uczelni. Oczywiście najważniejszą rolę w życiu uczelni odgrywa Rektor. Dotąd urzędujący Rektor Prof. P. Jałowiecki otrzymał poparcie zdecydowanej większości głosujących elektorów. Pytanie czy ten fakt oznacza raczej poparcie tej kandydatury czy też wyraża ogólną akceptację sytuacji w uczelni.

Warto zadać parę pytań by uzyskać szerszy obraz. W poniższej ankiecie formułuję parę pytań, na początku marca zaprezentuję uzyskane wyniki ankiety. Proszę zaznaczyć odpowiedź „tak” lub „nie” dla dowolnej liczby odpowiedzi.

Create your own user feedback survey

piątek, 29 stycznia 2016

Zawód lekarz, część 13-ta: Dokumentacja

Kolejna „zmora” lekarzy to dokumentacja. Tu jednak – w przeciwieństwie do wielu pomysłów typu biurokratycznego – znaczenie medyczne, a także formalno-prawne prawidłowo prowadzonej dokumentacji jest bardzo ważne. Dotyczy to wielu obszarów, w pierwszej kolejności losu danego pacjenta. Skrupulatnie prowadzona historia choroby, codziennie lub prawie codziennie uzupełniane statusy, dokładnie wpisane wszystkie badania ułatwiają prowadzenie procesu diagnostyczno-terapeutycznego. Każda istotna czynność powinna być odnotowana; to, co zrobimy, ale nie wpiszemy do historii choroby w rzeczywistości nie istnieje. Szczególnie, gdy zmienia się lekarz prowadzący może bez problemu kontynuować leczenie. Dokumentacja jest przechowywana w archiwach szpitalnych przez wiele lat i sięgnięcie po wcześniejsze wyniki bywa bardzo przydatne. Inny, ważny i czasem niedoceniany aspekt roli dokumentacji dotyczy jej prawnego znaczenia. Dokumentacja lekarska służy celom orzeczniczym oraz sądowym. Stąd w interesie lekarza, niezależnie od wcześniej poruszanych powodów, leży sumienne dokumentowanie podejmowanych działań. Za brak prawidłowej dokumentacji można zostać dotkliwie ukaranym. Wymiar kary zależy od wagi uchybienia. Jeśli badamy pacjenta w Izbie Przyjęć i nie udokumentujemy odpowiednio naszych czynności, a u pacjenta odesłanego do domu wystąpi jakieś poważny problem, a nawet dojdzie do zgonu, lekarz ponosi odpowiedzialność karną. Za nieczytelną i niepełną dokumentację można także otrzymać karę finansową.