Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

wtorek, 7 kwietnia 2020

Głos eksperta

Profesor Robert Flisiak pisze:

- Nie miejcie złudzeń. Koronawirus zawita i zanim się rozpędzi, padną wątłe zakaźne zespoły lekarsko-pielęgniarskie wykończone absurdalnymi skierowaniami z SOR i awanturami z ekipami karetek systemowych. Czy są ochotnicy gotowi ich zastąpić? - pyta prof. dr hab. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, w „Menedżerze Zdrowia”.

Tekst prof. Roberta Flisiaka:
- W dniu, w którym piszę te słowa, Polska jest już krajem o średniej liczbie rozpoznawanych dziennie zakażeń SARS-CoV-2. Ale czy jest to prawdziwa liczba zakażeń? Oczywiście, że nie. Co gorsze, nie wiemy, czy jest ich dwa czy trzy razy więcej. Każdy z nas zna przykłady osób, które pomimo objawów choroby nie zostały zbadane. Niektóre z nich w sposób zdyscyplinowany pozostawały w izolacji, ale część zapewne nie wytrzymała. Jednak nawet ci, którzy pozostali przez dwa tygodnie w izolacji, mogą być nadal źródłem zakażenia, o czym wie każdy lekarz monitorujący chorych w oddziale chorób zakaźnych. Do tego dochodzą bezobjawowi nosiciele rozsiewający zakażenie. Tymczasem w wielu województwach izolatoria dla o bezobjawowych zakażonych są fikcją, a osoby oczekujące na wyniki odsyłać trzeba do izolacji domowej. Czy można wierzyć w to, że w Polsce nagle tak poprawiły się warunki mieszkaniowe, że każda taka osoba ma własne lokum? Wprawdzie wzrosła liczba laboratoriów, ale realizacja zalecenia WHO, które w skrócie brzmi „test, test, test” jest niemożliwa, bo wąskim gardłem (nomen omen) pozostają punkty pobierania próbek. Ale co gorsze aktualne działania ministerstwa wskazują na brak woli zwiększania ich liczby. Czyżby z obawy, że przełożyłoby się to na zwiększenie liczby rozpoznanych zakażeń? Czemu służą absurdalne stwierdzenia, że testowanie w kwarantannie jest zbędne, gdy jest oczywistym, że jest to najłatwiejszy sposób zlokalizowania potencjalnych zakażonych? Dlaczego wzorem Koreańczyków, którym udało się ograniczyć epidemię, nie otwieramy punktów pobierania próbek w każdym możliwym miejscu? Przecież wiadomo, że jedynym sposobem opanowania epidemii jest izolacja zakażonych, ale żeby ich izolować, trzeba ich wykryć, a żeby wykryć, trzeba testować.

Tymczasem praktycznie głównymi miejscami testowania stały się izby przyjęć oddziałów chorób zakaźnych, które dodatkowo są obciążone niebywałym ruchem chorych kierowanych z „podejrzeniem” COVID-19. Niestety, rozpoznanie to stało się tak modne, że jest podstawowym u chorych zagrożonych zawałem, z wieloletnim POChP, z urazami głowy czy z ostrym brzuchem. Tak naprawdę wystarczy stwierdzenie gorączki powyżej 37 stopni Celsjusza lub kaszlnięcie, aby natychmiast kierować do oddziału zakaźnego.
Ilu Polaków musi umrzeć tylko dlatego, że ktoś uznał w swej bezlitosnej głupocie albo co gorsze z premedytacją, że od dzisiaj ból za mostkiem jest efektem działania koronawirusa? Gdzie się podziały lata studiów, nauki do specjalizacji i zbierania doświadczeń medycznych?

Wciąż są SOR-y, które nie wpuszczają karetek na podjazd bez uprzedniego zmierzenia ciepłoty ciała. Trudno mi zrozumieć lekarzy ryzykujących życie pacjenta w takiej sytuacji. Niestety, to nie jest tylko niewiedza, ale także brak instynktu samozachowawczego. Jak można być tak naiwnym i myśleć, że „zaraza” przejdzie bokiem. Przecież widać po tym, co się dzieje w Europie, że kraje z nieporównalnie lepszą jakością opieki zdrowotnej mają codziennie tysiące zachorowań i setki zgonów. Zadajcie sobie pytanie, jakie są powody, by Polska miała nie przechodzić tego, co obserwujemy we Włoszech, Hiszpanii, Francji czy nawet w Niemczech. Czy jesteśmy lepiej przygotowani? Czy mamy pod dostatkiem sprzętu ochrony osobistej? Magazyny są pełne respiratorów? A może mamy więcej lekarzy i pielęgniarek?

Jeżeli policzymy, to nietrudno dojść do wniosku, że wkrótce codziennie będzie rozpoznawanych w Polsce kilka tysięcy zakażeń i kilkaset zgonów z powodu SARS-CoV-2. A to znaczy, że wszystkie szpitale będą „covidowe”. Czy myślicie, że wtedy małe izby przyjęć oddziałów i klinik chorób zakaźnych przyjmą wszystkich chorych? Czy naprawdę sądzicie, że da się tam umieścić wszystkich potrzebujących? Czy sądzicie, że tych kilka respiratorów prowizorycznie zainstalowanych w salach nie przystosowanych do funkcji OIT uratuje ich życie?

Nie miejcie złudzeń.

Zanim COVID-19 się rozpędzi, padną wątłe zakaźne zespoły lekarsko-pielęgniarskie wykończone absurdalnymi skierowaniami z SOR i awanturami z ekipami karetek systemowych. Czy są ochotnicy, którzy są gotowi ich zastąpić?

Niestety, COVID-19 zawita wkrótce do każdego szpitala. I to niekoniecznie przez SOR, przychodząc z pacjentem. Jak uczy doświadczenie, nierzadko koronawirus wchodzi z personelem i to może tym, który dzisiaj tak „dzielnie” broni bramy szpitalnej. Bo przecież jeżeli ktoś irracjonalnie zachowuje się w pracy, dlaczego ma postępować mądrze w domu, w sklepie, na ulicy gdzie może też być złapany przez wirusa. Jeszcze się łudzicie, że ten natłok chorych przyjmą szpitale jednoimienne, te z niewyszkolonym i niezabezpieczonym personelem? Kto i kiedy miał ich przygotować, skoro nie było tam doświadczonych zakaźników i epidemiologów? Jeżeli jeszcze nie utworzyliście w każdym szpitalu oddziału obserwacyjnego, w którym pacjenci podejrzani o zakażenie będą mogli poczekać w warunkach izolacji na wykluczenie SARS-CoV-2 w pobliżu specjalisty (chirurga, ginekologa) i jeżeli nie zaczęliście wcześniej rozsądnie myśleć o zabezpieczeniu personelu, to już po was. Jutro lub pojutrze zostaniecie zaskoczeni eksplozją zakażeń, która w ciągu dnia zamieni wasz szpital w zakaźny albo w zakażony. Nie miejcie złudzeń, że da się przenieść wszystkich chorych łącznie ze „strażnikami bram SOR-u” do oddziałów zakaźnych. Tam, jak mawiał klasyk, już nie będzie niczego...

Lata beztroski kolejnych rządów i ministrów zdrowia zrobiły swoje.

Niedofinansowanie służby zdrowia jest niczym przy brakach w chorobach zakaźnych. Przez całe lata uznawano, że to specjalność skazana na zapomnienie, bo przecież to nie średniowiecze... Skoro SARS, MERS, „świńska” grypa czy ebola przeszły obok, to znaczy, że nic nam już nie zagrozi. Wnioski o uznanie specjalności choroby zakaźne za deficytową były lekceważone przez kolejnych ministrów. Teraz gdy jest ponad 20 specjalności uznanych za deficytowe, a chorób zakaźnych nadal wśród nich nie zobaczycie, należy utworzyć w trybie pilnym kategorię specjalności superdeficytowych, w której powinno być miejsce wyłącznie dla chorób zakaźnych. Jeśli nie, to za kilka lat, gdy przyjdzie kolejna epidemia, nas, zakaźników i naszych oddziałów będzie już o połowę mniej. Czy wystarczą wtedy e-wizyty w POZ?

Pozostaje mieć nadzieję, że rządzący uczą się na błędach. Jako prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych nie proszę o nic nadzwyczajnego. Oczekuję tylko deklaracji zmiany podejścia do ginącej specjalności, na której opiera się obrona przed tą pandemią i następnymi, które są nieuchronne. Proszę o […].

Tekst w całości opublikujemy w „Menedżerze Zdrowia” 3-4/2020. Czasopismo można zamówić na stronie: www.termedia.pl/mz/prenumerata..

Oklaski dla pracowników służby zdrowia

Dziś wiele mówi się o pracownikach służby zdrowia. Z okazji światowego święta płyną gratulacje do pracowników systemu opieki. Dziś w dobie pandemii to jest szczególnie ważne. Wiele osób w mediach w spektakularny sposób wyraża swą wdzięczność dla lekarzy i innych pracowników opieki zdrowotnej, widzimy polityków i zwykłych ludzi. Tak, to absolutna prawda, oddanie i odpowiedzialność naszego środowiska jest ogromna.
Szkoda jednak, że pomija się mniej medialną stronę codziennej pracy. Pandemia pokazała jak słaby jest nasz system, w jak trudnych przychodzi nam pracować. Wieloletnie zaniedbania ciągnące się od czasów tzw. socjalizmu wcale nie zostały nadrobione w ostatnich trzech dekadach. Jak to możliwe, że ten tak ważny społecznie obszar jest zauważany tylko w czasach nadzwyczajnych wydarzeń?
Za taki stan rzeczy odpowiadają wszystkie rządy od 1990 roku.
Nie potrzeba nam oklasków w świetle fleszy, obywatele oczekują prawdziwych reform. A pamiętajmy, po pandemii zostanie nam wykonanie ogromnej pracy. Już dziś pacjenci - poza tymi z COVID-19 - są pozostawieni sami sobie. Cena jaką zapłacimy za ten stan, mierzona zagrożeniem zdrowotnym Polek i Polaków jest i będzie wysoka.
Cenę jak zawsze zapłacą zwykli obywatele.

sobota, 4 kwietnia 2020

Bieżące pytania

Przed paroma dniami zadzwonił do mnie znajomy z prośbą o pomoc w zalezieniu lekarza, specjalisty. Udało mi się dotrzeć do kompetentnego lekarza, ale niestety była możliwa tylko porada telefoniczna. Ten lekarz zasugerował wykonanie pewnych laboratoryjnych badań dodatkowych oraz zdjęcia klatki piersiowej. Okazało się, że aktualnie nie jest to możliwe, nawet w trybie badania płatnego.

A wczoraj inna osoba się do mnie zwróciła z zapytaniem co ma zrobić bo niezbędnie potrzebuje leku p-bólowego a jej poradnia rodzinna jest zamknięta i nie ma nawet możliwości wystawienia e-recepty.

Nasuwa się pytanie: co mają zrobić osoby pilnie wymagające pomocy lekarskiej?
Czy na pewno działania związane z epidemią COVID-19 muszą prowadzić do paraliżu całego systemu opieki zdrowotnej?
To stwarza zagrożenie zdrowia i życia dla ogromnej liczby pacjentów pilnie potrzebujących pomocy lekarskiej.

Proszę o uwagi i własne spostrzeżenia.

czwartek, 2 kwietnia 2020

Noblistka Olga Tokarczuk o pandemii

Szanowni Państwo,
w związku z toczącą się w internecie dyskusją wokół mojego felietonu opublikowanego w „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i kontrowersjami narosłymi z powodu faktu, że cytowane są jego wyrwane z kontekstu fragmenty, postanowiłam udostępnić Państwu całość oryginalnego tekstu w języku polskim.
Zapraszam do lektury :)
Olga Tokarczuk

Okno
Z mojego okna widzę białą morwę, drzewo, które mnie fascynuje i było jednym z powodów, dlaczego tu zamieszkałam. Morwa jest hojną rośliną - całą wiosnę i całe lato karmi dziesiątki ptasich rodzin swoimi słodkimi i zdrowymi owocami. Teraz jednak morwa nie ma liści, widzę więc kawałek cichej ulicy, po której rzadko ktoś przechodzi, idąc w kierunku parku. Pogoda we Wrocławiu jest prawie letnia, świeci oślepiające słońce, niebo jest błękitne, a powietrze czyste. Dziś podczas spaceru z psem, widziałam jak dwie sroki przeganiały od swojego gniazda sowę. Spojrzałyśmy sobie z sową w oczy z odległości zaledwie metra.
Mam wrażenie, że zwierzęta też czekają na to, co się wydarzy.
Dla mnie już od dłuższego czasu świata było za dużo. Za dużo, za szybko, za głośno.
Nie mam więc „traumy odosobnienia” i nie cierpię z tego powodu, że nie spotykam się z ludźmi. Nie żałuję, że zamknęli kina, jest mi obojętne, że nieczynne są galerie handlowe. Martwię się tylko, kiedy pomyślę o tych wszystkich, którzy stracili pracę. Kiedy dowiedziałam się o zapobiegawczej kwarantannie, poczułam coś w rodzaju ulgi i wiem, że wielu ludzi czuje podobnie, choć się tego wstydzi. Moja introwersja długo zduszana i maltretowana dyktatem nadaktywnych ekstrawertów, otrzepała się i wyszła z szafy.
Patrzę przez okno na sąsiada, zapracowanego prawnika, którego jeszcze niedawno widywałam, jak wyjeżdżał rano do sądu z togą przewieszoną przez ramię. Teraz w workowatym dresie walczy z gałęzią w ogródku, chyba wziął się za porządki. Widzę parę młodych ludzi, jak wyprowadzają starego psa, który od ostatniej zimy ledwie chodzi. Pies chwieje się na nogach, a oni cierpliwie mu towarzyszą, idąc najwolniejszym krokiem. Śmieciarka z wielkim hałasem odbiera śmieci.
Życie toczy się, a jakże, ale w zupełnie innym rytmie. Zrobiłam porządek w szafie i wyniosłam przeczytane gazety do pojemnika na papier. Przesadziłam kwiaty. Odebrałam rower z naprawy. Przyjemność sprawia mi gotowanie.
Uporczywie wracają do mnie obrazy z dzieciństwa, kiedy było dużo więcej czasu i można było go „marnować”, godzinami gapiąc się przez okno, obserwując mrówki, leżąc pod stołem i wyobrażając sobie, że to jest arka. Albo czytając encyklopedię.
Czy aby nie jest tak, że wróciliśmy do normalnego rytmu życia? Że to nie wirus jest zaburzeniem normy, ale właśnie odwrotnie – tamten hektyczny świat przed wirusem był nienormalny?
Wirus przypomniał nam przecież to, co tak namiętnie wypieraliśmy - że jesteśmy kruchymi istotami, zbudowanymi z najdelikatniejszej materii. Że umieramy, że jesteśmy śmiertelni.
Że nie jesteśmy oddzieleni od świata swoim „człowieczeństwem” i wyjątkowością, ale świat jest rodzajem wielkiej sieci, w której tkwimy, połączeni z innymi bytami niewidzialnymi nićmi zależności i wpływów. Że jesteśmy zależni od siebie i bez względu na to, z jak dalekich krajów pochodzimy, jakim językiem mówimy i jaki jest kolor naszej skóry, tak samo zapadamy na choroby, tak samo boimy się i tak samo umieramy.
Uświadomił nam, że bez względu na to, jak bardzo czujemy się słabi i bezbronni wobec zagrożenia, są wokół nas ludzie, którzy są jeszcze słabsi i potrzebują pomocy. Przypomniał, jak delikatni są nasi starzy rodzice i dziadkowie i jak bardzo należy im się nasza opieka.
Pokazał nam, że nasza gorączkowa ruchliwość zagraża światu. I przywołał to samo pytanie, które rzadko mieliśmy odwagę sobie zadać: Czego właściwie szukamy?
Lęk przed chorobą zawrócił więc nas z zapętlonej drogi i z konieczności przypomniał o istnieniu gniazd, z których pochodzimy i w których czujemy się bezpiecznie. I nawet gdyśmy byli, nie wiem jak wielkimi podróżnikami, to w sytuacji takiej, jak ta, zawsze będziemy przeć do jakiegoś domu.
Tym samym objawiły się nam smutne prawdy – że w chwili zagrożenia wraca myślenie w zamykających i wykluczających kategoriach narodów i granic. W tym trudnym momencie okazało się, jak słaba w praktyce jest idea wspólnoty europejskiej. Unia właściwie oddała mecz walkowerem, przekazując decyzje w czasach kryzysu państwom narodowym. Zamknięcie granic państwowych uważam za największą porażkę tego marnego czasu – wróciły stare egoizmy i kategorie „swoi” i „obcy”, czyli to, co przez ostatnie lata zwalczaliśmy z nadzieją, że nigdy więcej nie będzie formatowało nam umysłów. Lęk przed wirusem przywołał automatycznie najprostsze atawistyczne przekonanie, że winni są jacyś obcy i to oni zawsze skądś przynoszą zagrożenie. W Europie wirus jest „skądś”, nie jest nasz, jest obcy. W Polsce podejrzani stali się wszyscy ci, którzy wracają z zagranicy.
Fala zatrzaskiwanych granic, monstrualne kolejki na przejściach granicznych dla wielu młodych ludzi były zapewne szokiem. Wirus przypomina: granice istnieją i mają się dobrze.
Obawiam się też, że wirus szybko przypomni nam jeszcze inną starą prawdę, jak bardzo nie jesteśmy sobie równi. Jedni z nas wylecą prywatnymi samolotami do domu na wyspie lub w leśnym odosobnieniu, a inni zostaną w miastach, żeby obsługiwać elektrownie i wodociągi. Jeszcze inni będą ryzykować zdrowie, pracując w sklepach i szpitalach. Jedni dorobią się na epidemii, inni stracą dorobek swojego życia. Kryzys, jaki nadchodzi, zapewne podważy te zasady, które wydawały się nam stabilne; wiele państw nie poradzi sobie z nim i w obliczu ich dekompozycji obudzą się nowe porządki, jak to często bywa po kryzysach. Siedzimy w domu, czytamy książki i oglądamy seriale, ale w rzeczywistości przygotowujemy się do wielkiej bitwy o nową rzeczywistość, której nie potrafimy sobie nawet wyobrazić, powoli rozumiejąc, że nic już nie będzie takie samo, jak przedtem. Sytuacja przymusowej kwarantanny i skoszarowania rodziny w domu może uświadomić nam to, do czego wcale nie chcielibyśmy się przyznać: że rodzina nas męczy, że więzi małżeńskie dawno już zetlały. Nasze dzieci wyjdą z kwarantanny uzależnione od internetu, a wielu z nas uświadomi sobie bezsens i jałowość sytuacji, w której mechanicznie i siłą inercji tkwi. A co, jeśli wzrośnie nam liczba zabójstw, samobójstw i chorób psychicznych?
Na naszych oczach rozwiewa się jak dym paradygmat cywilizacyjny, który nas kształtował przez ostatnie dwieście lat: że jesteśmy panami stworzenia, możemy wszystko i świat należy do nas.
Nadchodzą nowe czasy.

wtorek, 31 marca 2020

Co będzie potem?

Dziś naszą uwagę przykuwa pandemia COVID-19. Informacje płynące ze świata są zatrważające, a to przecież dopiero początek problemu w skali globalnej. 22 marca zabrałem głos w tej sprawie zastanawiając się do będzie dalej. Nie nadeszły żadne komentarze, nie zmam także żadnych poważnych symulacji możliwych scenariuszy na przyszłość. Nie widziałem także żadnej dyskusji w mediach próbującej rozważać co dalej.

A szkoda, bo to są kluczowe kwestie.

Nie chodzi o precyzyjne diagnozy, takie nie są dziś możliwe ale bieżącym działaniom muszą towarzyszyć analizy dotyczące przyszłości. Zastanówmy się, eksperci od epidemiologii i chorób zakaźnych są zgodni, że zachoruje większość ludzi, rzędu 60-90%. Jeśli w Polsce dziś mamy potwierdzone rozpoznanie u 2000 osób ale ich rzeczywista ilość jest na pewno znacznie większa. Załóżmy zatem,że mamy 10x więcej chorych co daje 20000 zarażonych. Mimo wielu ograniczeń życia publicznego liczba chorych rośnie wykładniczo i z prawie 100% pewnością można sądzić, że gdyby nie te zakazy liczba chorych byłaby znacznie większa. I tu dochodzimy do pytania: kiedy będzie można wrócić do normalnego życia? Mamy przykład Chin, gdzie życie powoli wraca do normy i w zasadzie nie ma nowych zachorowań. Ale tam zastosowano drakońskie metody i wprowadzono absolutną izolację w niewielkiej skali w odniesieniu do całego kraju. Można przypuszczać, że to umożliwiło opanowanie sytuacji. Nie da się takich metod zastosować wobec całego społeczeństwa i całego państwa. W mojej ocenie niezależnie od momentu zakończenia "narodowej kwarantanny" znaczący odsetek Polek i Polaków będzie potencjalnie źródłem zakażenia COVID-19. Co więcej, im później dojdzie do powrotu do normalnego życia tym tych ludzi będzie więcej. Nieuchronną konsekwencją musi być wzrost zachorowań.

Jak sobie z tym poradzić?
Jakie wprowadzić regulacje na etap przejściowy?
Jak znaleźć równowagę między oczywistym bezpieczeństwem zdrowotnym obywateli a stanem państwa, jako całości, a szczególnie stanem ekonomii?

O tym musimy myśleć i dyskutować już dziś szukając najlepszych dróg wyjścia z tej dramatycznej sytuacji.
Chodzi o dobro każdego z nas.

piątek, 27 marca 2020

Apel Naczelnej Rady Lekarskiej



W imieniu środowiska lekarskiego, kierując się troską o stan zdrowia wszystkich mieszkańców naszego kraju, Naczelna Rada Lekarska apeluje do Prezesa Rady Ministrów o wprowadzenie na terenie Rzeczypospolitej Polskiej stanu klęski żywiołowej z powodu rozszerzającej się epidemii koronawirusa COVID-19.
Rosnące statystki zakażeń wskazują, że nasz kraj znajduje się w fazie dynamicznego rozszerzania się epidemii. Najbliższe 30 dni okażą się kluczowe w walce z wirusem. Wprowadzenie stanu klęski żywiołowej na ten okres rozszerzy możliwości zastosowania środków prawnych ograniczających do niezbędnego minimum wszelkie przejawy aktywności publicznej, zawodowej i społecznej, która w krytycznym okresie epidemii może powodować nie tylko istotne zwiększenie zagrożenia dla życia i zdrowia obywateli, ale także przedłużenie epidemii.
Doświadczenia innych krajów, w których epidemia rozpoczęła się wcześniej niż w Polsce, wskazują, że aby całkowicie wygasić jej ogniska, ograniczenia zgromadzeń, zakazy organizacji imprez masowych powinny być utrzymane tak długo, jak długo stwierdzane będą nowe przypadki zachorowań. W tym stanie rzeczy Państwo Polskie nie będzie mogło zapewnić swoim obywatelom bezpieczeństwa życia i zdrowia podczas egzaminów ósmoklasisty, egzaminów maturalnych, a także wyborów prezydenckich, co w sposób oczywisty powinno prowadzić do ich odłożenia w czasie. Walka o zdrowie i życie obywateli naszego kraju w czasie epidemii wymaga poświęceń od wielu lekarzy i lekarzy dentystów, a także wsparcia i odpowiedzialnych decyzji rządzących w imię obrony wartości najwyższych dla naszego istnienia.
W najnowszej historii naszego kraju jest wiele budujących przykładów, kiedy polityczne i partyjne cele ustępowały miejsca obronie życia i zdrowia obywateli. O to i my, lekarze, apelujemy. Codziennie walczymy o każdego pacjenta i wiemy, ilu nieszczęściom można zapobiec. Nasza lekarska powinność nakazuje nam nie tylko leczyć, ale i zapobiegać. Dlatego nasz apel jest wołaniem o uniknięcie niepotrzebnych narażeń, cierpień i strat.

czwartek, 26 marca 2020

Zajęcia dydaktyczne

Dziś zajmowałem się sprawą zajęć dydaktycznych realizowanych w systemie wymuszonym przez obecną sytuację. Przesłałem studentom prezentację wykładu, który miałem wygłosić przed paru dniami. Jestem także gotowy na udzielenie odpowiedzi na ewentualne pytania.
To całkiem nowa, przymusowa sytuacja.

W listopadzie i grudniu 1981 roku także zaistniały wyjątkowe okoliczności dotyczące zajęć dydaktycznych. Po spacyfikowaniu przez ZOMO (dla młodszych Czytelników tłumaczę: Zmilitaryzowane Oddziały Milicji Obywatelskiej) protestu studentów Wyższej Szkoły Pożarnictwa wybuchły solidarnościowe strajki studenckie w całej Polsce. Protest trwał prawie do 13 grudnia 1981 czyli wprowadzenia stanu wojennego. To były trzy niezapomniane tygodnie, czas nie tylko protestu wobec siły i bezwzględności władz, ale także czas budowania więzów wewnątrz-uczelnianych na dotąd nieznanym poziomie. Fantastyczna więź studencka jaka wówczas nas połączyła w myśl wspólnej idei przełożyła się także na niebywałą formę zajęć dydaktycznych. W Dziekanacie w Zabrzu przebywało kilkuset studentów i po kilku dniach organizacji życia strajkowego nadszedł czas by wrócić do świata nauki. Nie pamiętam kto był pomysłodawcą by zorganizować cykl wykładów dla strajkujących studentów. Początkowo były to pojedyncze wykłady a po paru dniach to były wykłady zajmujące wiele godzin dziennie. Wykładali nasi najlepsi profesorowie, panowała fantastyczna atmosfera, tworzyła się nigdy wcześniej nieznana więź między kadrą nauczycieli akademickich a studentami. Życie czasem samo podsuwa nowatorskie scenariusze, przed prawie czterema dekadami to był "Uniwersytet Strajkowy" a dziś cykl zajęć w systemie internetowym.

To dla nas wszystkich czas próby, musimy dać radę!

środa, 25 marca 2020

Ważny apel

Warszawa, 25 marca 2020 r.
Szanowni Państwo,
W odpowiedzi na potrzeby lekarzy i lekarzy dentystów, wynikające z rozwijającej się sytuacji epidemicznej w Polsce, w dniu 19 marca 2020 r. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej podjęło uchwałę o stworzeniu funduszu, mającego na celu wsparcie finansowe lekarzy i lekarzy dentystów oraz ich rodzin. Pieniądze będą przeznaczone m.in. na zakup środków ochrony osobistej lekarzy i lekarzy dentystów oraz na cele wskazane przez darczyńców.
Fundusz jest dowodem naszego solidaryzmu środowiskowego i izbowego w tym trudnym czasie. O jego rozdysponowanie, tak aby pomoc trafiała do najbardziej potrzebujących, zadba specjalny zespół.
Fundusz może być wspierany przez donatorów. Miło nam zakomunikować, że mamy już pierwszego. Zapadła decyzja Fundacji Dominiki Kulczyk o przekazaniu 20 mln zł na wsparcie walki z koronawirusem. Kwota ta zasili nasz powstały fundusz i będzie przeznaczona na zakup sprzętu do diagnostyki genetycznej real time PCR w celu wykrycia zakażenia koronawirusem, a także na ekwipunek ochronny dla personelu medycznego (maski z filtrem N95, kombinezony ochronne oraz na środki antyseptyczne).
Fundusz ma tzw. charakter celowy i będzie zasilany z następujących źródeł:
2 mln zł przeznaczy Naczelna Izba Lekarska,
1,3 mln zł pochodzić będzie z odpisu składki za marzec przekazywanej do Naczelnej Izby Lekarskiej przez Okręgowe Izby Lekarskie,
wpłat darczyńców.

Wszyscy, którzy chcą pomóc mogą to uczynić poprzez wpłatę darowizny na konto Fundacji - dane do przelewu:
Fundacja Lekarze Lekarzom
ul. Jana III Sobieskiego 110
00-764 Warszawa
Nr konta: PKO SA 31 1240 6263 1111 0010 4779 2541
Pamiętaj, ze możesz pomóc rozliczając swój PIT przekazując 1% podatku na Fundacje Lekarze Lekarzom.
Nr KRS Fundacji Lekarze Lekarzom: 0000409693

Naczelna Izba Lekarska
ul. Sobieskiego 110
00-764 Warszawa
tel.: 22 559 13 00


wtorek, 24 marca 2020

Angielscy naukowcy o koronawirusie

Estimating excess 1- year mortality from COVID-19 according to underlying conditions and age in England: a rapid analysis using NHS health records in 3.8 million adults

poniedziałek, 23 marca 2020

Tekst nieznanego autora z Niemiec

"Przechodniu, powiedz Sparcie ..."

Przechodniu , powiedz Polsce -
ze jej córki i synowie rozsiani po całym świecie
o Niej nie zapomnieli ... Chociaż ich nie ma tam dziś w tym ważnym czasie dla ich bliskich, przyjaciół, Rodaków...
Dziesiątki polskich lekarzy, pielęgniarek i personelu medycznego,
którzy z różnych względów i w różnym czasie - rozsypali się po całym świecie,
dziś w tych dniach przenosi swe myśli i uczucia do Polski, do polskich pacjentów,
samemu zaś niosąc posługę medyczną pacjentom polskim na emigracji, pacjentom europejskim i światowym
w imię humanizmu i solidarności - globalnej jedności - tak jakby to byli Polacy w Kraju.
Każdy z nich nie cofnie się przed ryzykiem utraty zdrowia czy życia - taki to już polski charakter, i los.
Za naszą i Waszą wolność, tu za Wasze i nasze - zdrowie i życie.
Leczymy pacjentów tutaj - myślami jesteśmy przy polskich pacjentach i przy naszych kolegach po fachu w Polsce.
Ludzkie życie i zdrowie jest wspólną wartością poza granicami i barierami...
Polska może byś dumna ze swoich córek i synów - w Kraju, i na emigracji.
Przechodniu, powiedz Polsce...
Mamy nadzieję, że wszyscy przeżyjemy ten czas próby i walk...

(Autor nieznany, 22 marca 2020)

niedziela, 22 marca 2020

O sytuacji bieżącej i przyszłości

Nastał w Polsce i na świecie nadzwyczajny czas. Nikt z żyjących ludzi nie doświadczył tego rodzaju paraliżu. Życie zamarło, dosłownie. Starsi Czytelnicy pamiętają stan wojenny z grudnia 1981 roku, wówczas także skończyła się pewna epoka, a czas wolności niesiony przez przemiany zapoczątkowane w sierpniu 80 roku dobiegł końca. Ale wtedy był znany wróg: Jaruzelski, komuniści, SB, ZOMO. A dziś czai się jakiś niewidzialny wirus...

Udało mi się wczoraj wyskoczyć do Szczyrku. Miasto robi przygnębiające wrażenie, prawie nie widać ludzi na ulicach, wszystkie lokale gastronomiczne zamknięte, parkingi puste. Dojechałem po południu ale zdążyłem przed zmrokiem wyjść na nartach turowych na Małe Skrzyczne. Nie spotkałem żadnego narciarza, mimo wspaniałych, zimowych warunków pierwszego dnia wiosny. Dziś trasę powtórzyłem, rano było podobnie pusto ale gdy zjeżdżałem w południe w dolinę w świetle wiosennych promieni słońca beskidzkie zbocza nieco ożyły i pojawiło się paru wielbicieli nart i pieszych wędrówek.

Opisuję me własne wrażenia w odniesieniu do tak dramatycznych, bieżących wydarzeń. Być może ktoś czytający te słowa zna powieść „Ostatni brzeg” (tytuł angielski „On the beach” Nevila Shute). Akcja toczy się w Australii, gdzie trwa oczekiwanie na falę radioaktywną nieuchronnie zbliżającą się od strony Kalifornii po wybuchu wojny atomowej. Bohaterowie powieści starają się jak najlepiej przeżyć ostatnie chwile życia. Jest jakiś podobieństwo ich sytuacji do stanu w jakim się znajdujemy; nie wiemy co nas czeka, panuje niepewność i strach. To są uzasadnione postawy, ale przecież nie jesteśmy w sytuacji powieściowych postaci fikcji literackiej. Pandemia nie będzie trwała wiecznie, życie wróci na swe tory. Oczywiście dziś nikt nie może przewidzieć kiedy to nastąpi i jak dużych spustoszeń dokona wirus. Niemniej już dziś musimy spojrzeć dalej, co będzie potem? Przecież zatrzymanie życia społecznego nie może trwać w nieskończoność, to jest niemożliwe. Pewnego dnia zaczniemy marsz ku normalności, a wirus będzie nam nadal towarzyszył (chyba, że zostanie opracowana szczepionka, ale to raczej możliwe dopiero za rok). A życie nie może czekać rok na jego kontynuację. Trzeba będzie wyważyć koszt życia ludzkiego (włoski scenariusz jest druzgocący) i koszt ogólnospołeczny. To będzie niezwykle trudna decyzja, kiedy przywrócić państwo do „życia”?

Sadzę, jednak, że już dziś należy o tym rozmawiać bo życie nie znosi próżni, nie da się go na dłużej zatrzymać.

Dla mnie takim malutkim optymistycznym sygnałem byli ludzie, którzy wbrew wszystkiemu pojawili się dziś na zboczach Skrzycznego...

widok z Beskidów
widok z Beskidów

czwartek, 19 marca 2020

Hot news!

Rektorem został Prof. dr hab. Tomasz Szczepański, który otrzymał 308 głosów.

Prof. dr hab. Andrzej Więcek otrzymał 176 głosów.

Gratulacje!

środa, 18 marca 2020

Wybory rektorskie

Jutro wybory nowego Rektora naszej uczelni. Trudno apelować by udać się do urny bo głosujemy przez internet.
Musimy wybrać najlepszego kandydata na trudny nadchodzący czas stąd tak ważna jest jak najwyższa liczba osób głosujących.
Nowy Rektor powinien mieć jak największy mandat społeczny a ten wyraża się liczbą oddanych na niego głosów.
Wynik wczorajszego głosowania na Przewodniczącego Uczelnianego Kolegium Elektorów został podany bez podania liczby głosów na obu kandydatów.
Uważam, że bardzo ważne będzie podanie wyniku jutrzejszego głosowania z ujęciem także liczby głosów oddanych na obu kandydatów.

poniedziałek, 16 marca 2020

Apel do Czytelników bloga

Sytuacja w Polsce jest nadzwyczajna. Nieco przypomina - zachowując oczywiście odpowiednie proporcje - czas po wprowadzeniu wojennego 13 grudnia 1981. Zdławiono wówczas polski zryw wolnościowy i stanęliśmy wobec całkowitej niewiadomej dotyczącej przyszłości. Dobrze pamiętam te chwile, byłem wówczas na VI studiów. Dziś także mamy podobny czas, nigdy w dobie współczesnej nie stanęliśmy wobec takiego wyzwania, jako naród i kraj.

Dlatego apeluję by zakończyć bieżącą dyskusję dotyczącą spraw naszej Uczelni. Wrócimy do niej po powrocie do normalnego życia.

Mimo zgłaszanych wątpliwości i uwag należy dokonać wyboru rektora. Być może wobec wyzwań jakie stwarza epidemia potrzeba zapewnienia ciągłości władzy jest nawet większa niż w zwykłych okolicznościach.

sobota, 14 marca 2020

Co dalej z wyborami?

Na blog nadchodzą głosy Czytelników, którzy apelują o odwołanie wyborów rektora SUM. Każde działanie ludzkie może generować negatywne skutki. Decyzja o wyborach bez konieczności osobistego spotkania ma zmniejszać ryzyko infekcji. Stąd decyzja o takim trybie wyborów wydaje się logiczna, niemniej np. konieczność dalekiej podróży po odbiór kodu do dokonania może stwarzać dodatkowe zagrożenie. I jest zrozumiałe, że te osoby w wyborach nie będą uczestniczyć.

Czy zatem należy odwołać wybory? Przecież stan zagrożenia epidemiologicznego może trwać nawet wiele tygodni i co wtedy? Może lepiej jednak wybrać nowego rektora akceptując zmniejszenie liczby elektorów?

Proszę o głosy w tej ważnej sprawie.

czwartek, 12 marca 2020

Ważne pytanie Czytelnika

Anonimowy pisze...
Głosowania wyborcze na rektora naszej uczelni przez internet są pomysłem który należałoby zaskarżyć. Przecież wszystkie komputery mają swoje numery i są rozpoznawalne, a więc nie jest to absolutnie głosowanie tajne. Dziwne, że prawnicy tego od razu nie zakwestionowali. Dużo złych rzeczy dzieje się wokół wyborów, a wirus jest dobrym pretekstem.

12 marca 2020 15:49

To ważne pytanie, jak jest zagwarantowana anonimowość głosowania?

Przypomina mi się sytuacja sprzed paru lat gdy wprowadzano do Rad Wydziału i Senatu głosowania przy pomocy pilotów. Pierwotnie każdorazowo pilot miał być przydzielany imiennie co mogło umożliwiać identyfikację głosującego i sprawdzać jak głosował. Po protestach wprowadzono system losowego przydzielania pilotów co gwarantowało rzeczywistą anonimowość.

Konkludując, wprowadzenie internetowego wyboru Rektora musi gwarantować anonimowość.

środa, 11 marca 2020

Hot news

Poniżej zamieszczam komunikat Rektora SUM.
Trudno oceniać czy taka decyzja była konieczna, patrząc na bieżącą sytuację epidemiologiczną można sądzić, że zawieszenie zajęć jest nieco na wyrost. Z drugiej strony jest pogląd by "dmuchać na zimno" i wyprzedzać ewentualne zagrożenia.
Czas pokaże co się będzie dalej działo.

Uprzejmie informujemy, że zgodnie z Zarządzeniem nr 42/2020 z dnia 11.03.2020 r. Rektora Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach w sprawie przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się koronawirusa SARS-COV-2 wśród członków wspólnoty Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach z dniem 11 marca 2020 r. od godziny 10.00 do dnia 29 marca br. zostaje zawieszone prowadzenie zajęć dydaktycznych dla studentów i doktorantów.
Ponadto:
1) odwołano wszelkie konferencje i imprezy/wydarzenia organizowane przez SUM oraz zewnętrzne organizowane przez jednostki Uczelni,
2) zawieszono zagraniczne wyjazdy służbowe oraz udział w konferencjach krajowych pracowników, studentów i doktorantów SUM,
3) wstrzymano przyjazdy do SUM gości zagranicznych,
4) wprowadzono zakaz odwiedzin w Domach Studenckich przez osoby odwiedzające oraz wstrzymano zakwaterowanie nowych osób.
Uprzejmie prosimy o zapoznanie się z treścią zarządzenia oraz o bieżące monitorowanie strony internetowej Uczelni i zapoznawanie się z wydawanymi na bieżąco komunikatami.

wtorek, 10 marca 2020

Bez tytułu

Nie otrzymałem żadnych komentarzy dotyczących wczorajszej debaty. Wiem od jednego z uczestników, że nie frekwencja nie była zbyt duża.

No cóż, takie czasy...

Skoro społeczność akademicka nie wykazuje zainteresowania tak ważną kwestią jak wybór rektora to jak patrzeć z optymizmem w przyszłość?
Sam rektor niewiele może zdziałać, jest konieczna aktywność i współdziałanie wielu osób.

poniedziałek, 9 marca 2020

Prośba o komentarze

Dziś debata kandydatów na stanowisko Rektora SUM. Niestety, nie mogłem być obecny.
Proszę o uwagi i komentarze jej uczestników.

poniedziałek, 2 marca 2020

Ważne pytania dotyczące wyborów

Zamy daty debaty wyborczej - 9.03 i wyborów rektora - 19.03.
Niestety, nadal brak informacji dotyczących godzin tych ważnych wydarzeń.
Każdy z nas ma wiele innych obowiązków, prowadzimy zajęcia dydaktyczne, leczymy pacjentów nieraz czekających na termin przyjęcia wiele miesięcy.
Jak mamy zaplanować obecność skoro godziny są ciągle nieznane?

czwartek, 20 lutego 2020

Debata wyborcza

Na stronie uczelni Uczelniana Komisja Wyborcza zamieściła wczoraj komunikat o debacie kandydatów na stanowisko rektora SUM 9 marca. To dobra wiadomość, debata jest bardzo ważna. Wyznaczono termin nadsyłania pytań do obu kandydatów informując także, że będzie także możliwość zadawania pytań w czasie trwania debaty o ile będzie wystarczy czasu.
Wyrażam pogląd, że pytania z sali są najważniejszą częścią debaty. Bez nich debata straci autentyczność, niezbędna jest wymiana poglądów na "żywo". Mam nadzieję, że każdy z obecnych będzie miał szansę na zadanie pytania i uzyskanie wyczerpującej odpowiedzi od obu kandydatów.

środa, 19 lutego 2020

Dzień nauki polskiej

W drodze do pracy z radio dowiedziałem się, że po raz pierwszy obchodzimy dziś Dzień Nauki Polskiej. Odczytuję to raczej w kategorii innych dni poświęconych jakiemuś tematowi. Niedawno np. był Dzień Kota, miłe, nieprawdaż?!
Po co ustanawiać taki dzień, skoro nauka polska jest w głębokiej zapaści? Mamy co prawda nową Ustawę, która ma w zamyśle jej twórców wyprowadzić naukę na szerokie wody, ale od mieszania herbata się nie robi słodsza...

To już czwarta dekada, licząc od 1989 roku gdy nauka jest zepchnięta na margines polskiej rzeczywistości.

To plasuje Polskę w gronie krajów post-kolonialnych, krainie montowni obcych koncernów, podwykonawców dla niepolskich marek, sklepów wielkopowierzchniowych i akwaparków...Jakoś nie dostrzegam żadnego światełka w tunelu...

A może moje pesymistyczne wnioski są błędne?
Proszę o komentarze wskazujące silne strony polskiej nauki.

czwartek, 6 lutego 2020

Wybory rektorskie

Znamy kandydatów na stanowisko Rektora naszej Uczelni.
Sądzę, że kolejnym, ważnym etapem jest debata wyborcza.

To bardzo istotny etap realizacji istoty pojęcia "akademickość". Pamiętam gdy przed laty kandydowałem trzykrotnie na to stanowisko (2005, 2008 i 2012) debaty wyborcze wzbudzały naprawdę duże zainteresowanie i gromadziły setki uczestników. Tak licznie przybyli pracownicy uczelni mieli możliwość poznania kandydatów by móc wybrać najlepszego w ich opinii kandydata. Bez poznania stanowiska kandydatów dotyczących wielu kluczowych kwestii trudno o wybór oparty na racjonalnych podstawach. A czas jaki nadchodzi jest wyjątkowy: tworzą się nowe zasady funkcjonowania polskich uczelni i musimy mieć przekonanie, że osoba piastująca stanowisko rektora sprosta wyzwaniom przyszłości.

W moim najgłębszym przekonaniu bez prezentacji programów obu kandydatów, bez debaty, bez otwartej dyskusji, bez wymiany poglądów wybory tracą swój sens, jako wyraz demokracji akademickiej.

sobota, 1 lutego 2020

Odszedł Jan Jurkiewicz

Dzisiaj rano zmarł nagle Janek Jurkiewicz. To były działacz Niezależnego Zrzeszenia Studentów i osoba bardzo zasłużona w okresie po wprowadzeniu stanu wojennego i w okresie po 1989 roku. Pogrzeb we wtorek 4 lutego. Najpierw o 9:30 msza w kościele Podwyższenia Krzyża ul. Daszyńskiego 2 w Gliwicach. Pożegnanie i wyprowadzenie zwłok o 11:00 z kaplicy Cmentarza Lipowego ul. Poniatowskiego w Gliwicach. Czynimy starania, aby Wojewoda przekazał na cmentarzu Rodzinie przyznaną mu przez Prezydenta Polonię Restitutę, której Janek nie zdążył odebrać. Wielu z Was słyszało ostatnie publiczne wystąpienie Janka, kiedy w naszym imieniu dziękował za przyznane nam Krzyże Wolności i Solidarności. A tym co nie mieli okazji słyszeć: Janek przypomniał nam oczywiste rzeczy. O nadrzędności wartości za, które razem walczyliśmy i, którym powinniśmy być wierni i dziś. Bo i dziś są trudne czasy, i dziś trzeba dokonywać wyborów. Janek swoim słowem i życiem pokazał nam, która to jest droga. Że trzeba być wiernym nawet, gdy trzeba zapłacić za to wysoką cenę. To wcale nie jest takie proste. A Janek taki był! Odszedł KTOŚ WIELKI, A JEDNOCZEŚNIE BARDZO SKROMNY.
Załączam, dzięki uprzejmości IPN, zdjęcia Janka z uroczystości wręczenia Krzyży Wolności i Solidarności




PS. Proszę o rozpowszechnienie informacji o dacie pogrzebu.

wtorek, 28 stycznia 2020

Hot news, wyniki wyborów do Senatu SUM zamieszczone na stronie Uczelni

Grupa: Profesorowie i profesorowie SUM

Wydział Nauk Medycznych w Zabrzu:

Grzanka Alicja
Czuba Zenon
Jochem Jerzy
Gąsior Mariusz
Kasperczyk Sławomir
Zalejska-Fiolka Jolanta
Kos-Kudła Beata
Tanasiewicz Marta

Wydział Nauk Farmaceutycznych w Sosnowcu:

Stojko Jerzy
Olczyk Paweł
Wrześniok Dorota
Komosińska-Vassev Katarzyna

Wydział Nauk Medycznych w Katowicach:

Francuz Tomasz
Więcek Andrzej
Ziaja Jacek
Gawlik Aneta
Jarosz-Chobot Przemysława
Hartleb Marek
Markowski Jarosław
Kowalska Małgorzata
Wydział Nauk o Zdrowiu w Katowicach:

Plinta Ryszard
Sieroń Karolina
Wydział Nauk o Zdrowiu w Bytomiu:

Skrzypek Michał


Grupa pozostałych nauczycieli akademickich oraz pracowników niebędących nauczycielami akademickimi

Wydział Nauk Medycznych w Zabrzu:

Żywiec Joanna
Jaroszewicz Jerzy
Bodzek Piotr

Wydział Nauk Farmaceutycznych w Sosnowcu:

Kabała-Dzik Agata
Wydział Nauk Medycznych w Katowicach:

Boryczka Grzegorz
Waluga Marek
Barański Kamil

Wydział Nauk o Zdrowiu w Katowicach:

Bąk-Sosnowska Monika

Wydział Nauk o Zdrowiu w Bytomiu:

Domagalska Joanna
Administracja:

Chabior Marcin
Samborska-Kozak Jolanta


Przewodnicząca Uczelnianej Komisji Wyborczej
Dr hab. n. med. Jolanta Zalejska-Fiolka, prof. SUM


czwartek, 23 stycznia 2020

Wybory Rektora SUM

List prof. Tomasza Szczepańskiego

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Hot news-korekta komunikatu na stronie SUM

w terminie określonym Kalendarzem Wyborów złożone zostały 3 rekomendacje na Rektora tj.:
prof. dr hab. n. med. Tomasza Szczepańskiego do Rady Uczelni przez ustępującego Rektora,
prof. dr hab. n. med. Tomasza Szczepańskiego do Rady Dyscypliny Nauk Medycznych przez grupę pracowników, o której mowa w § 53 ust. 2 pkt 2 Statutu Uczelni,
prof. dr hab. n .med. Andrzeja Więcka do Rady Dyscypliny Nauk Medycznych przez grupę pracowników, o której mowa w § 53 ust. 2 pkt 1 Statutu Uczelni.

Hot news - przeczytane na stronie SUM

W terminie określonym Kalendarzem Wyborów złożone zostały 3 rekomendacje na Rektora tj.:

a) dr hab. n. med. Tomasza Szczepańskiego do Rady Uczelni przez ustępującego Rektora,
b) dr hab. n. med. Tomasza Szczepańskiego do Rady Dyscypliny Nauk Medycznych przez grupę pracowników, o której mowa w § 53 ust. 2 pkt 2 Statutu Uczelni,
c) dr hab. n .med. Andrzeja Więcka do Rady Dyscypliny Nauk Medycznych przez grupę pracowników, o której mowa w § 53 ust. 2 pkt 1 Statutu Uczelni.

niedziela, 19 stycznia 2020

Wybory 2020

Zgodnie z komunikatem nr 5 Przewodniczącej Uczelnianej Komisji Wyborczej do 16.01 był czas na składanie dokumentów dotyczących kandydatów na stanowisko Rektora naszej Uczelni. Niestety, jak dotąd nie zostały podane do wiadomości publicznej nazwiska kandydatów.
Społeczność akademicka czeka na te informacje.

środa, 1 stycznia 2020

Podsumowanie roku

Od paru lat nie podsumowuję minionego roku na blogu, ale sądzę, że warto skreślić dziś parę słów.
Liczba postów była największa od 2013 roku, nadeszło wiele celnych komentarzy Czytelników.
Wydaje się, że ruch na blogu wynikał głównie z faktu zainteresowania związanego z Ustawą 2.0.
Dziękuję za aktywność i zainteresowanie trwające już ponad dekadę.

Nadchodzą wybory nowych władz naszej Uczelni.
Mam nadzieję, że znajdzie się miejsce dla debat wyborczych. Nie widzę w kalendarzu wyborczym zamieszczonym na stronie stronie internetowej uczelni informacji o planowanej debacie kandydatów do objęcia funkcji Rektora.
Wyrażam pogląd, że taka debata (lub debaty) jest konieczna, mamy prawo poznać plany kandydatów. Otwarta dyskusja, „przesłuchanie” kandydatów przez społeczność akademicką to nasze niezbywalne prawo.