O Niezależnym Zrzeszeniu Studentów

Zapraszam do lektury książki o Niezależnym Zrzeszeniu Studentów w naszej Uczelni w latach 1980-81. To był niezwykle dynamiczny okres polskie...

niedziela, 31 maja 2009

Konflikt wokół Szpitala Okulistycznego

Czy można sobie wyobrazić by w jakiejkolwiek instytucji nie występowały konflikty?

Nie ma takiej możliwości; w każdej zbiorowości ludzkiej zdarzają się różnice zdań, a różne grupy pracowników mają rozbieżne cele i priorytety. W oczywistym interesie każdej zbiorowości jest jak najszybsze i najlepsze rozwiązywanie zaistniałej sytuacji konfliktowej. Kto powinien odgrywać w tych działaniach kluczową rolę? Z pewnością decydujący głos, ale i odpowiedzialność spada na lidera (lub liderów) instytucji lub przedsiębiorstwa. Jest zrozumiałe, że osiągnięcie celu (czytaj: rozwiązanie konfliktu) wymaga szerokiej współpracy różnych stron, w tym koniecznie przedstawicieli grup pracowników. Każdy konflikt to test dla lidera, sprawdzian jego umiejętności koncyliacyjnych, weryfikacja zdolności do przekonania oponentów do swych racji nie na drodze wydawania poleceń czy rozkazów, ale w drodze rozmów, negocjacji i dyskusji.

W celu uzyskania satysfakcjonującego kompromisu niezbędnym warunkiem jest obustronne zaufanie, przy czym za najważniejsze uważam zaufania pracowników do lidera.

W uczelni liderem jest rektor, to on musi rozwiązywać problemy.

W ostatnim czasie w Śląskim Uniwersytecie Medycznym poważny konflikt dotyczy losów szpitala okulistycznego na ul. Ceglanej w Katowicach.

Poniżej przestawiam dokumentację dotyczącą tej sprawy w chronologicznym porządku. W celu lepszego zorientowania się w sprawie na początku zamieszczam list skierowany do mnie.

Zastanówmy się, czy ten konflikt jest rozwiązywany wg wyżej opisanych reguł…


30.05.2009
Wielce Szanowny Panie Profesorze,

Pozwalam sobie przesłać Panu Profesorowi niektóre dokumenty dające pewien obraz istoty sporu załogi SPSK nr5 ŚUM z władzami ŚUM dotyczącego przyszłości szpitala.

7.04.2009 r. związki zawodowe działające w SPSK nr5 będące przedstawicielami ogółu załogi szpitala wystosowały oficjalne pismo do J.M. Rektora ŚUM informujące o niepokojach załogi co do przyszłości szpitala. Związki zawodowe wyraziły prośbę o uwzględnienie głosu załogi w formułowaniu planów dot. naszego szpitala. (zał. nr1)

W odpowiedzi J.M. Rektora z 20.04.2009 r. czytamy, że przyszłość szpitala leży wyłącznie w gestii władz, a załodze odmawia się prawa jakiegokolwiek głosu w dyskusji o przyszłości szpitala. (zał. nr 2).

25.05.2009r załoga na walnym zebraniu, przy poparciu 4 zw. Zawodowych wybrała Komitet Obrony Szpitala jako jedynego przedstawiciela do reprezentowania stanowiska załogi w rozmowach z dyrekcją i władzami ŚUM. (zał. nr3)

W odpowiedzi dyrekcja SPSK nr 5 podważyła legalność Komitetu (zał. nr 4). Ekspertyza prawnicza podważa jednoznacznie stanowisko dyrekcji.

Z inicjatywy ustępującej Dyrektor Doroty Puki w dniu 28.05. 09. Odbyło się spotkanie medycznych autorytetów naszego szpitala z kierownikiem Kliniki P. Prof. W. Romaniuk. Spotkanie było poświęcone tylko jednemu zagadnieniu – czy redukcja infrastruktury okulistycznej po ewentualnej restrukturyzacji szpitala nie spowoduje zmniejszenia poziomu świadczeń medycznych wynikających z kontraktu z NFZ. Spotkanie zakończyło się konkluzją Kierownika Kliniki, iż potrzebuje Ona 2 – 3 tygodnie na rzeczywiste rozpoznanie sytuacji, czy istnieją jakiekolwiek rezerwy organizacyjne szpitala, które mogłyby dać takowe gwarancje!!! Ze spotkania została sporządzona oficjalna notatka streszczająca istotę problemu, sygnowana podpisami uczestników dyskusji w tym podpisem P. Prof. Romaniuk, Dyr. Puki i jej zastępcy mgr Leszczyńskiej (zał. nr 5). O szokujących wynikach spotkania została bezzwłocznie poinformowana cała załoga oraz członkowie zbierającej się w tym dniu Rady Społecznej Szpitala. Mimo posiadanych informacji członkowie rady społecznej szpitala podjęli decyzję pozytywnie opiniującą wniosek ŚUM o zmianie statutu szpitala!

W związku z powyższym załoga szpitala podjęła decyzję o skierowaniu wniosku do prokuratury w związku z domniemaniem popełnienia przestępstwa z tytułu naruszenia art. 231 KK. O nastrojach panujących wśród załogi i braku woli władz ŚUM do rozmów został poinformowany Wojewoda Śląski Pan Zygmunt Łukaszczyk (zał. nr 9). Wobec eskalacji nastroju niepokoju wśród załogi dnia 29.05.2009r. odbyło się walne zebranie związków zawodowych działających przy SPSK nr5 ŚUM. Na zebraniu postanowiono jednogłośnie o wejściu w spór zbiorowy z dyrekcją SPSK nr5 ŚUM oraz o bezzwłocznym rozpoczęciu protestu głodowego przedstawicieli załogi.

Z poważaniem
Przewodniczący Komitetu Obrony Szpitala
Marek Czekaj

pismo do rektora 1
pismo do rektora 2
odpowiedz rektora 1
odpowiedz rektora 2
zawiadomienie o utworzeniu komitetu
podważenie legalności komitetu
spotkanie lekarzy z prof. Romaniuk
pismo do prof. Okopienia
zaproszenie pani rektor do rozmów
protokół zebrania o wszczęciu sporu zbiorowego
pismo do wojewody śląskiego
notatka z rozmowy telefonicznej

środa, 27 maja 2009

Korespondencja z 36-tego Sympozjum European Calcified Tissue Society (ECTS), Wiedeń 23-27.05.09

Sympozja z tego cyklu to najważniejsze spotkania badaczy zajmujących się problematyką związaną z szeroko rozumianą gospodarką kostną ustroju jakie odbywają się w Europie. Swe wyniki prezentują nie tylko lekarze, ale także, a może nawet przede wszystkim biolodzy, genetycy, biofizycy, biochemicy i szereg innych naukowców z dziedzin podstawowych. Jest także grupa Polaków, ale na tle paru tysięcy uczestników nie jest ona duża. Jak zwykle prym wiodą Amerykanie i Brytyjczycy, ale sympozjum ściąga badaczy z całego globu.

Z naszej uczelni jest obecna dr hab. J. Folwarczna, która przedstawia dwa plakaty.

Tradycją ECTS zawsze była sesja Hot Topics na koniec obrad. Do tej prestiżowej sesji kwalifikuje się te spośród nadesłanych prac, które uzyskały najwyższe oceny recenzentów (każde streszczenie oceniało pięciu spośród nich). W tym roku takiego zaszczytu dostąpiła nasza praca dotycząca bardzo aktualnego problemu oceny ryzyka złamań.

Pełny tekst prezentacji w angielskiej wersji językowej można przeczytać w linku poniżej.

http://docs.google.com/EmbedSlideshow?id=dghwgbs6_77863cchc3&size=l

wtorek, 26 maja 2009

Hot news

Moim czytelnikom przekazuję tekst, który został przesłany do Polskiej Agencji Prasowej.


Katowice 25 -05-2009r


Komunikat Komitetu Obrony Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego Nr 5
Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach


SPSK Nr 5 SUM
40-952 Katowice
ul. Ceglana 35

Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny Nr 5 w Katowicach powstał w 1990r. Organem założycielskim Szpitala jest Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach. Szpital, przez lata kierowany przez Prof. Gierek-Łapińską, stał się w krótkim czasie wiodącym ośrodkiem okulistycznym w kraju i Europie. Rocznie udziela kilkadziesiąt tysięcy porad i wykonuje około 10 tyś operacji okulistycznych dla pacjentów nie tylko z terenów Śląska, ale i całego kraju. Sytuacja finansowa przez te wszystkie lata plasowała go w ścisłej czołówce Szpitali Publicznych. Bilans finansowy był zawsze dodatni.

Organ założycielski podjął w tym roku decyzję o restrukturyzacji szpitala. Utraci on Status jednostki monospecjalistycznej. Na jego terenie zostaną implantowane Kliniki niezabiegowe kosztem ilości łóżek okulistycznych.
Pięciuset osobowa załoga SPSK Nr 5 SUM jest przekonana, iż podjęte przez organ założycielski kroki doprowadzą do utraty wizerunku Szpitala jako wiodącego ośrodka i nie godzi się z polityką organu założycielskiego.

Rozpoczynająca się akcja protestacyjna nie obejmuje żadnych postulatów socjalno-płacowych. Jest ukierunkowana jedynie na ochronę Szpitala i jest prowadzona w interesie dziesiątków tysięcy pacjentów w Polsce.

Załoga nie planuje strajku rozumianego jako odejście od łóżek pacjentów, ale nie wyklucza kroków ostatecznych aż do protestu głodowego włącznie.


Przewodniczący Komitetu Obrony SPSK Nr 5 SUM w Katowicach
Marek Czekaj

Plagiaty

Słabość natury ludzkiej dotyczy wszystkich nacji niezależnie od długości i szerokości geograficznej. Środowiska naukowe są szczególnie narażone na pokusę popełnienia kradzieży cudzej własności intelektualnej. By zwalczać ten proceder można stosować wiele metod, otwierając link poniżej warto zapoznać się z działaniami tam opisanymi.

Temat dla środowisk medycznych jest bardzo aktualny, wobec zarzutów o plagiat postawionych Rektorowi Akademii Medycznej we Wrocławiu. Przypomnę, a pisałem o sprawie wielokrotnie, mimo, że od postawienia zarzutów minęło blisko 10 miesięcy nadal brak rzetelnego orzeczenia czy zarzuty są prawdziwe czy też bezpodstawne.

My, w ówczesnej Śląskiej Akademii Medycznej także nie poradziliśmy sobie z zarzutami o plagiat postawione dr hab. A. Jendryczce. Sprawa nigdy nie została w pełni wyjaśniona.

Może warto podkreślać używając słowo „plagiat”, że to jest po prostu KRADZIEŻ!

Polskie uczelnie walczą z plagiatami

poniedziałek, 25 maja 2009

list

piątek, 22 maja 2009

Z życia Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym w Zabrzu

Wczoraj odbyło się posiedzenie Rady Wydziału w Zabrzu, które trwało 6 godzin. Do końca dotrwało niewiele osób. Chciałbym napisać słów parę o dwóch sprawach: nauce na wydziale i konkursach na nowe stanowiska. Prodziekan ds. Nauki dr hab. Andrzej Gabriel przedstawił ranking naukowy katedr wydziału za rok 2008 oraz niewiarygodne dane dotyczące niewykorzystanych środków na badania za ten rok. 30% przyznanych środków na badania statutowe i 50% na badania własne nie zostało wykorzystanych!

Jak to jest możliwe, by najpierw aplikować o pieniądze na badania, a potem ich nie wykorzystać?

Dlaczego ci sami ludzie przed paru laty walczyli o możliwość prowadzenia badań, a dziś odwracają się od nauki?

Później Dziekan prof. dr hab. Wojciech Król poinformował nas o konkursach na stanowiska od nowego roku akademickiego. W zasadzie dostępne będą tylko miejsca dla wykładowców i parę zaledwie miejsc dla asystentów i adiunktów. Wykładowca nie jest zobligowany do pracy naukowej, nie jest pracownikiem naukowym.

Czego możemy zatem oczekiwać w przyszłości?

Dydaktyka w coraz większym stopniu opierać się będzie na niedoświadczonych wykładowcach, a liczba osób prowadzących badania naukowe będzie spadać.

Erozja dwóch podstawowych filarów uczelni jest coraz większa…

Bajka Ignacego Krasickiego jest ciągle aktualna: „ …wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjedli …”

czwartek, 21 maja 2009

SPROSTOWANIE

Nauka w Śląskim Uniwersytecie Medycznym

W tekście z 8 maja dotyczącym posiedzenia Rad Wydziału naszej uczelni poruszyłem sprawę dorobku naukowego wyrażonego liczbą punktów IF. Przedstawiłem także graficzną ilustrację wyników. Niestety, do danych wkradł się błąd za co przepraszam zarówno obecnych na posiedzeniu 8 maja, jak i czytelników bloga.

Dla wyników dotyczących roku 2006 w zestawieniu ująłem punkty IF nie tylko dla prac pełnotekstowych, ale także abstraktów. Ta pomyłka spowodowała, że zawyżyłem dorobek za rok 2006, a jego zmniejszenie w następnych latach było większe niż jest rzeczywiście. Niemniej nadal widać, że nasze wyniki są słabsze niż w roku 2006, a największy regres notują wydziały lekarskie. Niewielki spadek zanotował Wydział Farmaceutyczny, stabilny jest dorobek Wydziału Zdrowia Publicznego, a Wydział Opieki jako jedyny notuje stały postęp.

Skorygowane wyniki zamieszczam pod tekstem.

Najbardziej musi niepokoić kryzys obu wydziałów lekarskich, w końcu to największe wydziały decydują o obliczu uczelni, także w zakresie nauki.

Największy spadek aktywności naukowej dotyczy wydziału zabrzańskiego, co martwi mnie w szczególności, jako pracownika tego wydziału. Odzwierciedla to głęboką zapaść macierzystej części uczelni, która może nie jest łatwo dostrzegalna przez obserwatorów z zewnątrz (tj. spoza wydziału), ale jest świetnie uświadamiana przez nas, pracowników.

Nauka to, obok dydaktyki, najważniejszy obszar aktywności w szkołach wyższych. Te dwie sfery w decydującym stopniu ważą na pozycji każdego uniwersytetu. Jakkolwiek nie można twierdzić, że wartość IF to jedyne i absolutne kryterium poziomu nauki to pozostaje ona podstawowym, obok liczby cytowań, elementem oceny.

Poniżej przedstawiam także dane ze stron internetowych innych uczelni medycznych (nie wszystkie uczelnie publikują takie informacje). Jak widać nasi koledzy z Poznania, Gdańska i Szczecina nie notują regresu w zakresie dorobku naukowego (poza niewielkim spadkiem w Gdańsku) w analogicznym okresie.

To porównanie pokazuje, że istnieją głębsze, lokalne przyczyny tak znacznego obniżenia liczby publikacji zamieszczanych na łamach periodyków z tzw. Listy Filadelfijskiej.

Z pewnością Czytelnicy mają swe zdanie w tej kwestii, czekam na komentarze.


if sum 1
if sum 2
if sum 3
if sum 4
if sum 5
if sum 6
if sum 7
impact factor slajd 1
impact factor slajd 2
impact factor slajd 3

środa, 20 maja 2009

Czy Polska zostanie bez osób z wyższym wykształceniem?

Kraje naszego regionu, a Polska w szczególności od dawna była zagrożona emigracją. Miliony naszych rodaków szukało lepszej przyszłości w Europie i za oceanem, a polska diaspora liczy dziesiątki milionów osób. O ile zjawisko emigracji było uzasadnione w czasach zaborów czy biedy II Rzeczpospolitej, a także w czasie półwiecza rządów komunistów to pewien niepokój musi budzić obserwacja tego zjawiska w ostatnim dwudziestoleciu. Polska otrzymała od losu kolejną szansę i doszlusowanie do grona najbardziej rozwiniętych państw świata wymaga podjęcia wspólnego wysiłku. Potrzebna jest praca każdego z nas, ale kluczowa rola przypada ludziom z wyższym wykształceniem. To oni tworzą lwią część dochodu narodowego, są motorem postępu. Widzimy jak wielu naszych znajomych, kolegów czy sąsiadów opuściło Polskę. Zawody medyczne, a w szczególności lekarze i stomatolodzy są bardzo poszukiwane w świecie. Emigracja czasowa może być w przyszłości korzystna, wracający wnoszą swe doświadczenia i wiedzę nabyte za granicą. Ale gdy emigracja ma charakter trwały to nasi rodacy pomnażają dobrobyt innych krajów, a my już dziś odczuwamy braki w kadrowe w niektórych dziedzinach.

Zapraszam do lektury artykułu z Rzeczpospolitej dostępnego poniżej.


Wykształceni Polacy emigrują z kraju

poniedziałek, 18 maja 2009

Ranking Szkół Wyższych – analiza szczegółowa

Przyglądając się jakiejkolwiek sprawie zawsze warto dokonać analizy szczegółowej. Nie inaczej jest w przypadku rankingu szkół wyższych. Autorzy rankingu brali pod uwagę cztery podstawowe aspekty: prestiż, siła naukowa, warunki studiowania oraz umiędzynarodowienie. W każdej z głównych kategorii ujęto szereg czynników. Nie sposób omówić wszystkie z nich, zatem wybrałem z każdej kategorii te, które wydały mi się najważniejsze.

Były to:

  • Prestiż – ocena przez kadrę akademicką i preferencje pracodawców
  • Siła naukowa – potencjał naukowy (ocena parametryczna), publikacje, cytowania
  • Warunki studiowania – dostępność dla studentów kadr wysokokwalifikowanych, zbiory elektroniczne, możliwości rozwijania zainteresowań naukowych
  • Umiędzynarodowienie – programy studiów prowadzone w językach obcych, nauczyciele akademiccy z zagranicy, wykłady w językach obcych

Dane szczegółowe dotyczą 9. uczelni bo CM UJ i Uniwersytetu w Toruniu nie są ujęte osobno.

Lokata SUM:

  • Prestiż – 6
  • Siła naukowa – 7
  • Warunki studiowania - 6
  • Umiędzynarodowienie – 2

Martwić musi odległe, siódme miejsce w klasyfikacji liczby cytowań, bo tak naprawdę ta wartość tworzy siłę naukową każdej szkoły wyższej.

Generalny obraz jest dość pesymistyczny, w żadnej kategorii nie jesteśmy liderem, a dobrze plasujemy się tylko w kategorii umiędzynarodowienie, w której wyprzedza nas tylko uczelnia z Poznania. Dla mnie, jako pracownika Wydziału Zabrzańskiego martwi asymetria w zakresie tzw. umiędzynarodowienia, pracownicy tego wydziału niestety nie prowadzą zajęć w języku angielskim.

Ciekawe czy wyniki rankingu spowodują podjęcie przez władze naszej uczelni działań naprawczych…

piątek, 15 maja 2009

Konferencja naukowa Studenckiego Towarzystwa Naukowego

Miałem ostatnio okazję uczestniczyć w charakterze jurora w konferencji STN-u. Odbywała się ona w Zabrzu – Rokitnicy, kolebce naszej uczelni. Zawsze miło wspominam czasy pierwszych dwóch lat studiów, gdy Rokitnica tętniła życiem. Tłumy studentów mijały się w biegu na kolejne zajęcia, wymieniano informacje o asystentach, zaliczeniach, podręcznikach. W bibliotece przy wejściu do kompleksu szukano książek, a najpilniejsi godzinami wkuwali w „ryjcach” (dla niewtajemniczonych, sale do nauki w akademikach). Wtedy naprawdę odczuwało się atmosferę wyższej uczelni, a życie studenckie toczyło się także w Czarnym Kocie, Omedze i w barze nieśmiertelnej „Adeli” (proszę sobie wyobrazić, że Pani Adela jest teraz moją pacjentką!). W ostatnich latach Rokitnica stopniowo umiera, gdzieniegdzie przemknie się jakieś zabłąkany student, „Adeli” nie ma, kluby zamknięte…

Dlatego z przyjemnością patrzyłem na dawny campus znowu przywrócony życiu choć na parę dni. Sesja, w której uczestniczyłem była ciekawa, młodzi ludzie dobrze prezentowali ciekawe wyniki badań, nieźle radzili sobie także w dyskusji. Pewnie niejeden z nich marzy o karierze akademickiej tylko czy to będzie możliwe? A nawet gdyby udało im się uzyskać etat w uczelni to tylko ci, którzy znajdą wsparcie finansowe w rodzicach mają szanse rzetelnie zająć się swą karierą. Nauka jest zachłanna, wymaga poświęcenia i czasu, a z asystenckiej pensji wyżyć trudno..

Przyjechałem do Rokitnicy 11 maja by zaglądnąć na „stare kąty”, po święcie studenckim ani śladu, znowu sennie, cicho, smutno…rzeczywistość skrzeczy…

środa, 13 maja 2009

Ranking polskich uczelni wg Rzeczpospolitej

Jak zwykle od 2000 roku wiosną ukazał się na łamach Rzeczpospolitej ranking polskich uczelni. Nim przejdę do jego ogólnego omówienia warto przytoczyć słowa Minister Nauki prof. Barbary Kudryckiej z wywiadu w tym samym wydaniu Rzeczpospolitej: „Obie uczelnie (Uniwersytety Warszawski i Jagielloński) są wyjątkowo silne. To sztandarowe polskie uniwersytety…”. To prawda, obie uczelnie z byłej i aktualnej stolicy wiodą prym w Polsce, ale są bardzo przeciętne z globalnego punktu widzenia. Rozważając pozycję jakiejkolwiek polskiej uczelni pamiętajmy, że nasze szkolnictwo wyższe i nauka znajduje się w głębokim impasie od 1945 roku i nic, niestety, nie wskazuje by w nadchodzących latach dało się jakiejkolwiek polskiej uczelni „wskoczyć” choćby do pierwszej setki uczelni na świecie. Od odzyskania niepodległości w 1989 roku stoimy w miejscu czyli się cofamy.

Zacznijmy od rankingu uczelni medycznych, SUM zajmuje miejsce 9, podobnie jak w 2007 roku (w 2008 uzyskaliśmy miejsce 4.). Za nami tylko uczelnie łódzka i bydgoska. W rankingu wszystkich polskich uczelni spadliśmy na miejsce 24. wobec 16. przed rokiem. Pewne wyobrażenie o pozycji SUM daje także informacja o miejscach innych śląskich uczelni. Politechnika Śląska zajmuje wysokie 12. miejsce, dwa miejsca za nami umieszczono Uniwersytet Śląski, Akademia Ekonomiczna to 36. miejsce, a AWF-u nie ma w pierwszych 90. polskich uczelniach. W pierwszej dziesiątce są po dwie uczelnie wrocławskie, krakowskie i poznańskie, trzy warszawskie oraz jedna z Torunia. Górny Śląsk blado wypada na tle innych ośrodków.

Na ocenę każdej uczelni składa się szereg kategorii: prestiż, siła naukowa, warunki studiowania oraz umiędzynarodowienie. Te główne kategorie są pochodną wielu elementów. Niezbędna jest szczegółowa analiza wyników rankingu, niebawem zaprezentuję moje uwagi.

Ranking, z punktu oceny pozycji naszej uczelni nie jest optymistyczny, szczególnie w obliczu nadchodzącego rangowania polskich uczelni przez Ministerstwo Nauki.

wtorek, 12 maja 2009

HOT NEWS!

Czytelinku, kup dzisiejsze wydanie Rzeczpospolitej, znajdziesz najnowszy ranking polskich uczelni! Mój komentarz zamieszczę jutro.

poniedziałek, 11 maja 2009

O nauce słów parę

Kontynuując rozważania dotyczące nauki, mając w pamięci skalę regresu naszej aktywności naukowej warto zastanowić się, jak są w naszej uczelni realizowane badania naukowe. Każdy z nas ma swe własne doświadczenia; teraz chciałbym nawiązać do dyskusji zainicjowanej przez prof. S. Wosia na posiedzeniu Rad Wydziału SUM. Nie wiem nawet, czy można tę wymianę zdań uznać za dyskusję bowiem prof. Woś i dr hab. M. Deja przedstawili własny pogląd, a władze swoje stanowisko. By przybliżyć czytelnikom tą sprawę najpierw kilka słów wstępu. Przed paru laty w klinikach prowadzonych przez prof. Wosia i prof. Bochenka rozpoczęto realizację programu naukowego koordynowanego przez Duke University (USA), a finansowanego przez National Institute of Health (NIH) w USA. Narodowe Instytuty Zdrowia USA to instytucja rządowa, a finansowanie badań pochodzi bezpośrednio z budżetu Stanów Zjednoczonych. Partnerem od strony formalnej była nasza uczelnia, bo tylko z uniwersytetami realizuje się takie programy. By uprzedzić pytania: nie było to badanie kliniczne leku tylko program czysto naukowy. Pod koniec ubiegłego roku władze uczelni zerwały zawartą umowę z Duke i poinformowały badaczy, by kontynuowali program w ramach szpitala, w zasadzie nie motywując tej decyzji w sposób zrozumiały, przynajmniej na bazie prawa polskiego i europejskiego.

Prof. Woś i dr hab. Deja nie zgadzali się z tą decyzją i stali na stanowisku, że badanie należy kontynuować bez zmian.

Emocjonalna wymiana zdań nic nie wniosła bowiem rzeczywista dyskusja musi prowadzić do zbliżenia stanowisk i rozwiązania kwestii. Gdy kończy się tylko na wymianie poglądów jest w istocie stratą czasu. Jednak tak bym do końca nie określił tej dyskusji; uczestnikom spotkania dała ona wiedzę, jak traktowana jest nauka w Śląskim Uniwersytecie Medycznym. Szacowna instytucja z USA zaprasza przeciętny polski uniwersytet do współpracy do prestiżowego projektu. Efektem jego realizacji są zarówno spore pieniądze, jak i będą liczne, znakomite publikacje z udziałem naszych pracowników, nie mówiąc o zyskach wizerunkowych. Trudno jest pojąć, dlaczego zasady realizacji projektu zmienia się pod koniec jego trwania, czy dopiero teraz doszło do zmian w polskim prawie? Czy, nawet gdyby tak było, prawo może działać wstecz? Brak porozumienia pokazuje smutną rzeczywistość, w tej uczelni MUSISZ zgadzać się ze stanowiskiem władz, bo władza się nigdy nie myli. A gdzie etos badań naukowych, gdzie troska o poziom dyskusji, gdzie akademickość…

Wolność badacza nie może być ograniczana metodami administracyjnymi i wszelkie tego typu akcje to sygnał do środowiska naukowego: bądźcie potulni, słuchajcie pokornie władzy, a spotka was nagroda.

piątek, 8 maja 2009

Z życia Śląskiego Uniwersytetu Medycznego

Dziś odbyło się wspólne posiedzenie wszystkich Rad Wydziału naszej uczelni. Z założenia tego typu spotkania są cenne, szczególnie gdy stanowią okazję do merytorycznej dyskusji. Poruszono parę ważnych spraw; byliśmy pod dużym wrażeniem projektu kompleksu do e-learningu, ale dyskusja dotyczyła głównie spraw nauki. Od dość dawna wiadomo, że nie jest dobrze w tym zakresie, ale skala regresu jest znacznie większa niż się na zdawało. Dyskusja zainicjowana przez prof. S.Wosia pokazała „state of art.” nauki w uczelni. To jest osobny temat, poruszę go niebawem.

By jednak móc dyskutować o nauce w SUM trzeba poznać obiektywne dane. Taką skalą naszej aktywności na niwie nauki są zbierane punkty wg Impact Factor. Na stronie internetowej SUM takie dane są dostępne i poniżej przedstawiam dane dotyczące prac pełnotekstowych za lata 2006-2008.

Sytuacja nie jest zła, jest dramatyczna, nauka w SUM po prostu zanika. I nie widać by był jakiś pomysł na odwrócenie tego trendu. Tylko otwarta dyskusja, poprzedzona wnikliwymi analizami może zahamować staczanie się na koniec stawki polskich uczelni medycznych. Nie są mi znane takie działania władz SUM, dzisiejsza dyskusja w żaden sposób upoważnia do optymistycznego spojrzenia w przyszłość…


dorobek slajd 1
dorobek slajd 2
dorobek slajd 3
dorobek slajd 4

środa, 6 maja 2009

O pensjach słów kilka

Nie pracujemy tylko dla pieniędzy, ale to wysokość zarobków w decydującym stopniu określa pozycję społeczną każdego z nas. Dlatego warto spojrzeć na najnowsze ustalenia Ministerstwa Zdrowia dotyczące płac młodych lekarzy i porównać je z pensjami asystentów w naszej uczelni. Czy można się dziwić, że młodzi ludzie nie szturmują naszej uczelni?

Porównanie z pensją profesorską w Śląskim Uniwersytecie Medycznym (patrz blog z 19 stycznia 2009) także pokazuje jak wysoko jest wyceniana jest nasza praca.


Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie wysokości zasadniczego wynagrodzenia miesięcznego lekarzy i lekarzy dentystów odbywających specjalizacje w ramach rezydentury


ROZPORZĄDZENIE
MINISTRA ZDROWIA 1)

z dnia 23 kwietnia 2009 r.
w sprawie wysokości zasadniczego wynagrodzenia miesięcznego lekarzy i lekarzy dentystów odbywających specjalizacje w ramach rezydentury


Na podstawie art. 16 ust. 1hb ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty (Dz. U. z 2008 r. Nr 136, poz. 857 oraz z 2009 r. Nr 6, poz. 33, Nr 22, poz. 120 i Nr 40, poz. 323) zarządza się, co następuje:

§ 1.

Wysokość zasadniczego wynagrodzenia miesięcznego lekarza i lekarza dentysty odbywającego specjalizację w ramach rezydentury wynosi;
1) w pierwszych dwóch latach rezydentury - 3 170 zł;
2) po dwóch latach rezydentury - 3 458 zł.

§ 2.

Wysokość zasadniczego wynagrodzenia miesięcznego lekarza i lekarza dentysty odbywającego specjalizację w ramach rezydentury, w dziedzinach medycyny, o których mowa w przepisach wydanych na podstawie art. 16 ust. 5 ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty, wynosi:
1) w pierwszych dwóch latach rezydentury - 3 602 zł;
2) po dwóch latach rezydentury - 3 890 zł.

§ 3.

Rozporządzenie wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.

MINISTER ZDROWIA





1) Minister Zdrowia kieruje działem administracji rządowej - zdrowie, na podstawie § 1 ust. 2 rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów z dnia 16 listopada 2007 r. w sprawie szczegółowego zakresu działania Ministra Zdrowia (Dz. U. Nr 216, poz. 1607).

wtorek, 5 maja 2009


poniedziałek, 4 maja 2009

Zaufanie

W każdym przedsiębiorstwie, w każdej instytucji potrzebne jest zaufanie między kierownictwem, a pracownikami. Zaufanie to warunek normalnego funkcjonowania, musi być dwukierunkowe; pracownicy wiedzą, że kierownictwo działa w dobrej wierze na ich rzecz, a nie tylko dla „swoich”, natomiast władza ma pewność, że ich podwładni akceptują i rozumieją podejmowane działania i decyzje. Im instytucja jest większa tym trudniej o takie obustronne zrozumienie i zaufanie. Jak uzyskać porozumienie, czy w ogóle warto się trudzić, może lepiej, by władze skupiły się na pozytywnym działaniu niż trudzić się i zabiegać o zrozumienie? Z drugiej strony, jak zbudować zaufanie kierownictwa do pracowników?

Nie inaczej jest w uczelniach, wydaje się nawet, że w szkołach wyższych w szczególny sposób powinno się dbać o zaufanie. Spróbuję uzasadnić dlaczego uniwersytety, politechniki i inne typy szkół wymagają specjalnej troski i specjalnych działań.

Jak zmierzyć sukces uczelni? Zależy on od jakości pracy z natury o charakterze twórczym, dydaktyka wymaga inwencji, ale dopiero nauka stwarza prawdziwe wyzwania dla pełnej swobody, nieskrępowanej niczym działalności intelektualnej i twórczej. Kiedy możemy liczyć na pełną ekspresję tych możliwości? Czy liczą się tylko dobrze wyposażone laboratoria i granty? Z pewnością to za mało, człowiek swe możliwości pokazuje wtedy, gdy jest w pracy u „siebie”, gdy jest traktowany jako partner, któremu się ufa, nie jak ktoś, kto ma wykonać zadania narzucone z góry. Po co się starać, gdy nikt tego nie oczekuje, gdy władza wie wszystko lepiej? A nauka nie toleruje przymusu, biurokracji, ręcznego sterowania.

Przyjrzymy się naszej uczelni; co z tego, że długi naszej uczelni spadają, że mamy środki na badania, skoro brakuje chętnych, by je wykorzystywać. I nie dziwi troska Dziekana Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym Profesora Wojciecha Króla, który na jednym z ostatnich posiedzeń Rady Wydziału stwierdził, że nauka „pikuje” w dół. Dlaczego ma być inaczej, skoro brak zaufania, wiary w lepszą przyszłość, a na dokładkę brak nam młodych pracowników zawsze stanowiących „siłę pociągową”. Realizujemy nasze obowiązki, dydaktyka idzie (nie wolno zapomnieć o prawidłowym wpisaniu godzin zajęć!), nikt nie pyta się o jej jakość (pozorowana akcja ankietowania nic nie zmienia), nawet piszemy prace naukowe (tyle by dostać akceptację co 4 lata). Po co się wychylać, po co zadawać pytania, nikt nie oczekuje od nas partnerstwa, inicjatywy...

Smutne wzorce, a na salonach chlubimy się przynależnością do Europy.

Nic się nie zmieni tak długo, jak nie zbudujemy autentycznego obustronnego zaufania, ale zawsze (poza czasem rewolucji, a tej nikt nie chce) pierwszy krok należy do lidera instytucji, krok autentyczny, nie pozorny, nie obliczony na doraźne efekty PR-owskie...

Piszę te słowa wspominając sytuację, która miała miejsce w szpitalu w Nowej Soli. W tym szpitalu pracuje mój pierwszy doktorant, ordynator Oddziału Rehabilitacji dr n. med. Franciszek Pietraszkiewicz. Otóż w tym szpitalu przed laty miało miejsce spotkanie Dyrektor Szpitala Pani Osińskiej z pielęgniarkami na temat zaległości, jakie wyniknęły ze słynnej ustawy „203”. W tym czasie sytuacja, notabene świetnie zarządzanego szpitala, nie była zbyt dobra i Dyrektor Osińska, uznając roszczenia pracownicze, zaapelowała o cierpliwość i obiecała w późniejszym terminie wypłacić pielęgniarkom należne kwoty. Trudno uwierzyć, ale pracownicy ZAUFALI i poczekali, i otrzymali w późniejszym terminie to, co im się należało. W setkach innych szpitali pielęgniarki były zmuszone sięgać po pomoc sądów. Ale w tym szpitalu (byłem tam parę razy, znam Panią Dyrektor) dzięki latom pracy udało się zbudować takie relacje, że pracodawca UFA pracownikom, i co jeszcze ważniejsze, pracownicy UFAJĄ pracodawcy.

Dość tych bajek, zejdźmy na ziemię…

niedziela, 3 maja 2009

Tradycja narodowa, tradycja akademicka

Korzystając z pięknej pogody wybrałem się dziś wczesnym rankiem na rower. Trasa wiodła ulicami Zabrza i Gliwic, przejechałem 30 km. Ku mojemu zdumieniu i smutkowi tylko na nielicznych domach powiewały flagi narodowe. Przecież to nasze najstarsze Święto Narodowe, czyżby tradycje zupełnie zanikały? Mogę zrozumieć, że wczoraj z okazji Święta Flagi, jako że tradycja liczy tu tylko 5 lat większość z nas zapomniała o powieszeniu flagi, ale dziś 3 Maja…

Blog poświęcony jest sprawom uniwersyteckim, moja uwaga często skupia się na zagadnieniach dotyczących tradycji akademickiej. Zestawienie z brakiem poszanowania tradycji narodowej skłania do zastanowienia się dlaczego my, Polacy, mamy taki lekceważący stosunek do tradycji w ogóle. Brak przestrzegania zasad w życiu akademickim najpewniej jest pochodną zjawisk społecznych, uczelnie nie są wyizolowaną wyspą.

czwartek, 30 kwietnia 2009

Czy to na pewno przełom?

Od jesieni ubiegłego roku, czyli prawie cały rok akademicki ciągnie się sprawa zarzutów wobec Rektora wrocławskiej AM. Ta niebywała historia oskarżenia urzędującego rektora o popełnienie plagiatu dotąd nie została rozstrzygnięta. Pisałem o tym parokrotnie upatrując w braku decyzji powziętych w oparciu o wnikliwą analizę zagrożenia dla wiarygodności całego polskiego środowiska akademickiego. Dlatego z nadzieją oczekiwaliśmy na dalsze kroki sygnalizowane przed kilkoma dniami. Otwierając link poniżej można zapoznać się ze stanowiskiem Centralnej Komisji (CK). Na pierwszy rzut oka można by sądzić, że to przełom, ale tak nie jest. To są niestety działania pozorowane, z założenia będą nieskuteczne i wcale nie zbliżą do finału sprawy. CK kieruje habilitację Rektora Andrzejaka do ponownego rozpatrzenia przez Radę Wydziału. Tylko po co? Wiadomo, że nawet gdyby zarzut plagiatu się potwierdził to habilitacji nie można odebrać z powodu przedawnienia (swoją drogą niezły bubel prawny, nieprawdaż?). Po drugie, Rada Wydziału nie jest organem śledczym i nie będzie jej łatwo podjąć trafne decyzje. A nawet gdyby udało się jej wykazać winę rektora to, co dalej? Można liczyć tylko na jego honor… Oczywiście inaczej byłoby, gdyby rektora uniewinniono, wtedy biada jego oskarżycielom.

Osią zrozumienia, o co idzie w całej sprawie jest uświadomienie, co oznacza słowo plagiat. Według Małego Słownika Języka Polskiego (PWN, 1968 r.) to słowo zdefiniowano: „kradzież literacka, artystyczna, naukowa, przywłaszczenie cudzego utworu, pomysłu twórczego, dosłowne zapożyczenia z cudzych dzieł podane jako oryginalne i własne”.

Mamy zatem do czynienia z podejrzeniem o kradzież, choć innego typu niż potoczne rozumienie tego słowa. CK podejmując taką decyzję oddala od siebie decyzję, ale przecież to nie CK jest powołana do przestrzegania w Polsce prawa. Ta wstydliwa sprawa długo będzie kładła się cieniem na polskim środowisku akademickim, nie mówiąc już o prestiżu wrocławskiej uczelni o 300-letniej historii…

Badanie habilitacji rektora Akademii Medycznej

środa, 29 kwietnia 2009

Uzupełnienie do wpisu z 23.04.09

Chciałbym podzielić się uwagami dotyczącymi wpisu sprzed paru dni. Moje stanowisko zostało poddane krytyce ze strony innych Senatorów. Sądzę, że wynika to z niepełnego zrozumienia moich intencji zaprezentowanych w tekście z 23 kwietnia. By móc ocenić głosowanie w czasie posiedzenia Senatu dotyczącego zniesienia (dla mnie jest to równoznaczne z likwidacją) należy spojrzeć na wydarzenia w Wydziale zabrzańskim w dłuższej perspektywie czasowej. Od dawna ten wydział boryka się z obiektywnymi trudnościami lokalowymi, mamy tylko jeden duży szpital kliniczny, który wymaga ogromnych nakładów. Z listy klinik wydziału zniknęły kliniki ginekologii, neurochirurgii, chirurgii szczękowo-twarzowej i ostatnio klinika okulistyki. Do Katowic mają zostać przeniesione kliniki endokrynologii i alergologii. Przyszłość innych klinik posadowionych w Szpitalu Św. Barbary w Sosnowcu jest niepewna. Przekonanie o zagrożeniu istnienia wydziału lekarskiego jest powszechne, a w ostatnim okresie takie poglądy spotykałem wielokrotnie. Zatem można by sądzić, że na posiedzeniu Rady Wydziału w głosowaniu dotyczącym losów kliniki okulistyki powinniśmy zaprotestować przeciwko utracie kolejnej kliniki. Tak się jednak nie stało, tylko 10 osób się wstrzymało od głosu na ponad 100 osób głosujących. Mamy do czynienia z oczywistą sprzecznością między poglądami na przyszłość wydziału i wynikami głosowania. Dlaczego tak się dzieje? Jest kilka możliwości:

  • Większość uważa, że tak naprawdę wydział nie jest zagrożony.
  • Przeważa pogląd o poważnym zagrożeniu, ale to odległa przyszłość i nie ma powodu by dziś wszczynać alarm.
  • Sądzimy, że przyszłość jest niepewna, ale nic nie można już zrobić.

Senatorowie z naszego wydziału zaprezentowali w głosowaniu w Senacie stanowisko zbliżone do stanowiska całego wydziału. Pisząc 23.04: „Nie mogę zgodzić się z bierną postawą moich koleżanek i kolegów z wydziału, przecież zostaliśmy wybrani by reprezentować w Senacie interesy wydziału, a nie bliżej nieokreślonych sił i interesów” nie miałem zamiaru komukolwiek zarzucać bezpośredniego udziału w „rozbiorze” wydziału, nie mam najmniejszych wątpliwości w dobre intencje Senatorów, ale stanowisko całego Senatu (przy podobnym wcześniejszym stanowisku Rady Wydziału) skutkuje zmniejszaniem się wydziału. I bardzo chciałbym wierzyć deklaracjom Dziekana, który na apel profesora A. Sieronia zapewnił, że uczyni wszystko by klinikę okulistyki w przyszłości reaktywować. Wiemy jednak, że zburzyć coś jest łatwo, a odbudować bardzo trudno - dlatego w czasie obu głosowań wstrzymałem się od głosu.

Warto zastanowić się także dlaczego Senatorowie z innych wydziałów także byli „za”. Przypomina mi to głosowanie sprzed ponad trzech lat, gdy uczelnia stała przed szansą otrzymania na budowę nowego szpitala klinicznego w Zabrzu kwoty około pół miliarda złotych. Wtedy zaledwie 5 lub 6 Senatorów głosowało za budową szpitala.

Mając świadomość różnic ciężaru gatunkowego obu tych głosowań mają one wspólny mianownik; idzie o przyszłość uczelni. My, Senatorowie powinniśmy troszczyć się o całą uczelnię, nie tylko o własny wydział. Brak nowoczesnego szpitala w Zabrzu osłabia nie tylko nasz wydział, ale całą uczelnię.

A słaby jeden wydział to osłabienie uczelni…

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

A może Zabrze jednak jest miastem akademickim?

Na moim blogu piszę o różnych wydarzeniach, które uznaję za ważne. Niestety, to co jest istotne, czy to w sferze życia akademickiego czy też dotyczy innych płaszczyzn zwykle tyczy spraw, które oceniam krytycznie. Czy w ogóle można sobie wyobrazić by taki blog mógł istnieć w kraju o ustabilizowanej na odpowiednim poziomie cywilizacji? Pewnie nie, a ile mógłby istnieć, jego „temperatura” byłaby znacznie niższa.

Dlatego z nieukrywaną przyjemnością chciałbym parę zdań napisać o wykładzie Profesora Marka Rudnickiego. Profesor jest absolwentem naszej uczelni, tu zdobywał swe szlify zawodowe, był doświadczonym chirurgiem gdy w 1990 roku, w wieku 40 lat wyemigrował do USA. Już ta informacja pokazuje, że mamy do czynienia z człowiekiem nietuzinkowym, kto w tym wieku i na tym etapie życia, gdy raczej liczymy na stabilizację porywa się na trudne zadanie rozpoczęcia kariery zawodowej w tak wymagającym miejscu świata, jak Stany Zjednoczone. Marek Rudnicki podjął to wyzwanie i dziś jest profesorem chirurgii w szpitalu uniwersyteckim w Chicago.

Profesor jest obecnie profesorem wizytującym w naszej uczelni i 24 kwietnia wygłosił wykład dotyczący studiów medycznych oraz szkolenia młodych lekarzy w USA. Z założenia wykład był skierowany do studentów, ale było obecnych także kilku samodzielnych pracowników z mego wydziału. Profesor, którego dotąd znałem tylko ze zdjęć (choć nasze drogi życiowe skrzyżowały się w czasie tzw. pierwszej „Solidarności” w 1980-81 roku) okazał się znakomitym mówcą, wręcz showmanem, a przy pozornie luźniej formie wykładu przekazał nam mnóstwo informacji dotyczących szkolenia medycznego w USA. Profesjonalizm tego systemu, którego podwaliny powstały blisko 100 lat temu, były w harmonii z profesjonalizmem wykładowcy. Trudno byłoby szczegółowo omawiać treść wykładu, ale nie sposób oprzeć się wrażeniu, że czeka nas długa droga…

Po wykładzie odbyła się dyskusja, studenci zadali wiele pytań dotyczących różnych kwestii szczegółowych.

Zadałem dwa pytania:

  • jak zostanie potraktowany student, który sfałszuje podpis lub dokona podobnego czynu? Odpowiedź: natychmiast zostanie z uczelni usunięty. Wiem, że taka sprawa miała miejsce w naszej uczelni przed paru laty i student nie został z uczelni usunięty.
  • Jak wygląda ocena wykładowców przez studentów? Odp.: jest ciągła, po zakończeniu cyklu zajęć, student przekazuje dziekanowi kilkustronicową ocenę swych wykładowców. Jak wygląda ta kwestia u nas wiemy dobrze.

Te przykłady pokazują jak daleko nam do standardów amerykańskich, tam lekarz należy do autentycznej elity społeczeństwa (z adekwatną pozycją materialną), podpis lekarza (i studenta medycyny także) jest święty, a odstępstwo od reguł kończy się surową karą.

Rozglądnijmy się wokół, jakie są nasze standardy… i jaka jest społeczna pozycja lekarza…

czwartek, 23 kwietnia 2009

Z życia Senatu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego

Wczoraj odbyło się kolejne posiedzenie Senatu. Mimo obszernego programu przebiegło ono bardzo sprawnie, może dzięki małej liczbie osób zabierających głos?

Chciałbym podzielić się z Czytelnikami bloga na temat tylko jednego punktu posiedzenia. Punkt 6. posiedzenia brzmiał: „Uchwała Senatu w sprawie zniesienia Katedry i Oddziału Klinicznego Chorób Oczu Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym w Zabrzu”. Była to kontynuacja decyzji Rady Wydziału w Zabrzu, którą komentowałem niedawno. Zlikwidowano kolejną klinikę tego wydziału, po chirurgii szczękowo-twarzowej, neurochirurgii, ginekologii. W kolejce, wg informacji prasowych, do przeniesienia do Katowic czekają endokrynologia i alergologia. Proszę sobie wyobrazić, że NIKT z grona Senatorów mego wydziału nie zaprotestował przeciw tej propozycji. Można pomyśleć, po prostu nikt nie chciał podejmować dyskusji, ale pozostawało przecież głosowanie, w którym można wyrazić swe zdanie.

Głosowanie Senatu było JEDNOGŁOŚNE.

Jako jedyny obecny się wstrzymałem od głosu.

Nie mogę zgodzić się z bierną postawą moich koleżanek i kolegów z wydziału, przecież zostaliśmy wybrani by reprezentować w Senacie interesy wydziału, a nie bliżej nieokreślonych sił i interesów. A może inni uważają, że wszystko jest w porządku i stopniowa likwidacja katedr i klinik to naturalny proces, albo wcale się z tym nie zgadzają, ale nie widzą już sensu zabierania głosu pod „prąd” oczekiwaniom władz uczelni i pogodzili się z naszą smutną przyszłością.

środa, 22 kwietnia 2009

Warto zapoznać się z tekstem poniżej. W końcu nasze bezpieczeństwo w uczelni zależy w jakimś stopniu od profesjonalizmu firmy chroniących obiekty SUM i znajdujących się w nich ludzi. Pamiętajmy o tych, którzy nas chronią.

Takie rzeczy tylko w... ochronie ;)

Społeczeństwo obywatelskie w uniwersytecie

Od lat sporo uwagi poświęca się w dyskusjach publicznych tzw. społeczeństwu obywatelskiemu. Od 1989 roku minęło 20 lat i jest to wystarczająco długi czas, jak na ewolucje zjawisk społecznych by się zastanowić czy w Polsce rzeczywiście dokonała się zmiana jakościowa. Dla mnie pojęcie „społeczeństwo obywatelskie” to społeczeństwo świadome swych praw dotyczących życia publicznego, aktywne na różnych płaszczyznach, bacznie obserwujące osoby sprawujące władzę, uczestniczące w wyborach do władz i samorządu lokalnego. To bardzo ogólne i niezwykle trudne do obiektywnej oceny aspekty. Do napisania paru zdań skłoniła mnie rozmowa, jaką niedawno odbyłem z pewną absolwentką naszej uczelni. Można by sądzić, że młode pokolenie, nie obarczone balastem półwiecza trwania „najlepszego z systemów” powinno aktywnie uczestniczyć w życiu publicznym. Podam kilka przykładów z tej rozmowy; pewnego razu zajęcia były fatalnie zorganizowane i grupa opisała całą sytuację, udała się do Dziekana, ale nic nie wskórała, wręcz przeciwnie, została zlekceważona. Gdy podobna sytuacja zdarzyła się jakiś czas później nie było chęci dochodzenia swoich praw bo i po co, szkoda zachodu. Kiedy indziej grupa dziekańska została tak fatalnie potraktowana przez asystenta, że w całości podpisała się pod listem do Dziekana. Pismo złożyli do szefa katedry, leży tam do dziś…

Te przykłady pokazują, że studenci wcale nie stanowią awangardy społeczeństwa, nie są aktywni, nie uczestniczą w kształtowaniu życia uniwersytetu w takim stopniu, jak powinni. Czy oznacza to iż nie obchodzi ich, jak wyglądają studia? Nie sądzę, większość zdaje sobie sprawę, że jakość nauczania znacząco wpłynie na ich losy zawodowe, ale zasady panujące w naszej uczelni nie sprzyjają aktywnym, pytającym, niepokornym. Młodzieńcze ideały szybko ustępują pragmatyzmowi, „ticho budiesz, dalsze budiesz”. Studenci patrzą na nas, pracowników uczelni, słuchają naszych dyskusji na posiedzeniach Rad Wydziału, Senatu. I, poza sporadycznymi przypadkami, milczą. Czyżby nie mieli własnych poglądów i pomysłów? Dlaczego się nie odzywają?

W moim przekonaniu jakość dyskusji w SUM nie sprzyja otwartym postawom. Skoro Dziekan może bez skrupułów „ustawiać” profesora w czasie posiedzenia Rady Wydziału, jak możemy oczekiwać by student odważył się wygłosić jakiś niepopularny sąd. Studenci tak się angażują i takimi będą dla nas partnerami, jak my ich traktujemy. To my, pracownicy uczelni pokazujemy im drogę, nasze postawy i zachowania modyfikują postawy studentów. Z jednej strony mówimy o kluczowym znaczeniu dydaktyki, a z drugiej strony wprowadzamy pozorowane działania naprawcze w postaci ankietowania, które w zasadzie nie jest prowadzone. Gdy studenci na posiedzeniu Senatu w czasie dyskusji na temat dydaktyki słyszą z ust Dziekana, że „przykręcimy” im śrubę to po co się odzywać?

Te smutne przykłady nie dotyczą tylko uczelni, studenci kończą naukę i w życiu nadal będą bierni, ostrożni, skupieni na swym własnym życiu. Taki model „społeczeństwa obywatelskiego” obywateli zamkniętych w swych domach, podczas gdy świat wokół idzie szybko naprzód dzięki publicznej aktywności swych obywateli. A za takie spaczone ukształtowanie życia społecznego zapłacimy w przyszłości wszyscy, pociąg cywilizacji jedzie szybko naprzód i nie będzie czekał na maruderów…

wtorek, 21 kwietnia 2009

HOT NEWS!

Doczekaliśmy się wreszcie informacji dotyczącej postępu wyjaśniania zarzutów popełnienia plagiatu przez Rektora AM we Wrocławiu. Co prawda, to jeszcze nie decyzje, ale może niebawem doczekamy się także decyzji.
Może polska demokracja jednak potrafi sobie poradzić z tego typu trudnymi sprawami?
Czekamy na wiosenny podmuch optymizmu...

Habilitacja rektora AM do kontroli

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

W odpowiedzi na komentarz

Dziękuję za kolejny, wnikliwy komentarz. Można oczywiście dyskutować o granicach wolności jednostki, w tym także wolności słowa. Zawsze bliższa była mi opcja jak najszerszej wolności wypowiedzi. Nie oznacza to zgody ze wszelkimi, nieraz szkodliwymi poglądami czy działaniami. Idzie jednak o to by podjąć z ich głosicielami merytoryczną dyskusję, by decydowały argumenty, a nie działania jako żywo przypominające metody smutnych panów z Mysiej (dla przypomnienia, znajdował się tam Główny Urząd Cenzury PRL-u). Zamiast frontalnego ataku w kraju demokratycznym należało zorganizować dyskusję merytoryczną; czy wyobrażają sobie Państwo jaką publiczność zgromadziła by debata telewizyjna Prezydent Wałęsa – Zyzak? Ale takich pomysłów nie ma, niestety.

Przypomina mi to sytuację z kwietnia 2008 roku, gdy dopiero w przeddzień wyborów rektorskich w Śląskim Uniwersytecie Medycznym udało się zorganizować debatę wyborczą. I chyba nikogo nie muszę przekonywać, że to nie ja byłem jej niechętny…

Piotr Leśniak nie szczędzi gorzkich słów naszej uczelni medycznej, nie sposób się nie zgodzić tymi ocenami, ale muszę jednak stanąć w obronie pracowników SUM. Skoro 45% w 2005 i 41% w 2008 elektorów opowiedziała się za moją kandydaturą to wierzę w lepszą przyszłość. Jestem optymistą, gdyby było inaczej nie podjął by się kandydowania, a później prowadzenia tego bloga.

Jak realizuje się wolność naukowa w „przywiślańskim” kraju...

Wolność prowadzenia badań naukowych to absolutny warunek możliwości realizowania się pracownika naukowego. Jedynym ograniczeniem są przesłanki natury prawnej (trudno byłoby zaakceptować np. prowadzenie badań na ludziach bez zgody komisji bioetycznej). My, badacze możemy, ba, powinniśmy, wręcz musimy podążać tropem prawdy. Cały postęp ludzkości jest pochodną dążenia do poznania „istoty” rzeczy. Nieraz w historii świata badacze płacili cenę za niezależność myślenia, by przypomnieć tragiczny los Giordana Bruno na tle innego Włocha, Galileusza. Przed wiekami „opłacało” się płynąc z prądem (choć, jak powiedział Hugo Steinhaus „tylko zdechłe ryby płyną z prądem”) by nie natknąć się na rafę Świętej Inkwizycji.

Wydarzenia ostatnich dni dały nam całkiem niezły obraz jak sprawy wolności słowa, wolności badacza, wolności prowadzenia badań naukowych są realizowane w Polsce. Przypomnijmy, w Polsce, nie w PRL-u (młodszym czytelnikom podaję tłumaczenie: PRL=Polska Rzeczpospolita Ludowa, obszar między Nysą Łużycką i Odrą a Bugiem rządzony do 1989 roku przez polskich komunistów w przymierzu z Rosją Sowiecką), kraju należącym do Unii Europejskiej, chlubiącym się swą 1000-letnią historią, tradycjami demokratycznymi, kraju pierwszej w Europie konstytucji.

Pewien młody człowiek, student UJ postanowił napisać pracę magisterską. Zwykła procedura na końcu studiów. Pech polegał na tym, że ten ambitny człowiek postanowił zmierzyć się z trudnym tematem i jako młody historyk postanowił napisać biografię legendarnej postaci, Lecha Wałęsy. Dziennik Rzeczpospolita opisała jego działania, usiłował spotkać się z Noblistą osobiście, ale nie dostąpił tego zaszczytu. Swą pracę oparł zatem na dostępnych mu dokumentach. Pracy nie czytałem, nie mam zatem prawa oceniać jej zawartości. Jednak jako myślący obywatel tego kraju szanuję niezależność intelektualną, prawo do głoszenia własnych poglądów, dowodzenia racji, WOLNOŚCI SŁOWA po prostu.

A jak ta wolność jest realizowana? Na Wydział Historii UJ wysłano kontrolę ministerialną! Czy mogą sobie państwo to wyobrazić; na szacowny Uniwersytet Jagielloński (rok założenia 1364, tak dla przypomnienia) partia o istnieniu ponad 100 razy krótszym wysyła kontrolę! I gdyby zaistniało podejrzenie popełnienia przestępstwa, wolna droga, ale nie idzie przecież o tego typu okoliczność, dopuszczono się zamachu na narodowe dobro, na symbol, na legendę, na....

Wystarczy...

  • wolność tak, ale reglamentowana,

  • prawda tak, ale zgodna z oczekiwaniami suwerena

  • postęp tak, ale tylko do tyłu

  • nie ma zgody na anarchię, wypaczenia, nigdy więcej liberum veto...

Wróćmy na chwilę z pułapu krajowego na poziom Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, na tle tych informacji warto zastanowić się jak wygląda realizacja wolności słowa w naszej uczelni, jak wygląda dyskusja, jakie argumenty są stosowane w rozstrzyganiu naturalnych sporów spotkanych w każdej zbiorowości ludzkiej, w końcu jak szanuje się tu obyczaje akademickie.

Gdzie my jesteśmy, czy na pewno jesteśmy w Europie, czy też mamy z pokorą czekać na wizytę Księcia Konstantego...

czwartek, 16 kwietnia 2009

Z życia Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym w Zabrzu

9-go kwietnia br. odbyło się posiedzenie Rady Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym w Zabrzu. W czasie tego posiedzenia miało miejsce parę wydarzeń wartych uwagi choć, niestety, nie były one optymistyczne ani miłe.

W dość długim i bardzo emocjonalnym wystąpieniu swe losy w uczelni w ostatnich dwóch latach opisał Profesor Józef Dzielicki. Trudno byłoby szczegółowo przytaczać treść wypowiedzi Pana Profesora, ale jedno można powiedzieć z całkowitą pewnością: ta sprawa to porażka całej społeczności akademickiej naszej uczelni, pokazała brak umiejętności prowadzenia logicznej, merytorycznej dyskusji i negatywnie rzutuje na wizerunek uczelni. Czy naprawdę trzeba spory rozstrzygać w sądzie? Czy nie ma w Polsce miejsca na różne zdania i poglądy, czy koniecznie musimy tracić czas na spory podczas gdy świat podąża naprzód?

Rozglądnijmy się wokół, jak wygląda codzienność naszej uczelni - wspaniała, przyjazna atmosfera, proste procedury, biurokracja stosowana tylko w koniecznym zakresie, przestrzeganie obyczajów akademickich…

Inna smutna sprawa dotyczyła, jak to określono, „zniesienia” Katedry i Oddziału Klinicznego Okulistyki w Sosnowcu na naszym wydziale. To „sprytny” zabieg socjologiczny, zamiast słowa „likwidacja” mamy „zniesienie”. Czy naprawdę władze uczelni sądzą, że mają do czynienia z grupą ludzi nie rozumiejących, jak krok po kroku kasuje się nasz wydział? Aczkolwiek Dziekan - Profesor Wojciech Król obiecał, że doprowadzi do „wskrzeszenia” tej jednostki. Łatwo jest coś zburzyć, trudno się buduje. Dziesięć osób się wstrzymało w głosowaniu, byłem jedną z nich, bo tylko tak mogłem zaprotestować przeciwko stopniowej likwidacji mego wydziału.

Trzecia kwestia dotyczyła sprawy personalnej. Niedawno odbył się konkurs na stanowisko kierownika Katedry i Zakładu Chirurgii Stomatologicznej w Bytomiu. Komisja Wydziałowa nie wyłoniła zwycięzcy (w głosowaniu był wynik remisowy). Jedynym kandydatem był dr hab. n. med. Rafał Koszowski – dotychczasowy kierownik tejże jednostki. W takiej sytuacji Dziekan powinien odwołać się do stanowiska całej Rady Wydziału, ale tak się nie stało.

Ale czy można akceptować, by Dziekan bez zasięgnięcia opinii Rady Wydziału sam decydował o wyniku konkursu? Dziekan jest osobą z wyboru, odpowiada przed Radą Wydziału, nie ma prawa nią manipulować. Ale to nie koniec, usłyszeliśmy, że konkurs zostanie ponownie rozpisany (tu Dziekan nie miał wyboru, to jest przymus, gdyż w pierwszym konkursie zgłosił się kandydat spełniający kryteria), a tymczasem mianuje tymczasowego szefa katedry na okres 3 miesięcy. Nie można dopuścić do bezkrólewia, to jasne, ale Dziekan na tymczasowego kierownika zaproponował… adiunkta dr n. med. Czyli jest w Katedrze pracownik samodzielny (doktor habilitowany), a Dziekan proponuje by szefem był adiunkt? Na moje pytanie zwracające uwagę na nienormalność takiej sytuacji usłyszeliśmy, że nic na to nie poradzi i sam nie rozumie tego co się dzieje wokół. Absurd w pełniej krasie – czy Dziekan nie wie co robi i nie rozumie własnych decyzji?!

środa, 15 kwietnia 2009

Dziękuję za liczne komentarze Piotrowi Leśniakowi

Dziś porusza on kwestię treści zawartych w komentarzach dotyczących sprawy rotmistrza Pileckiego (patrz wczorajszy i dzisiejszy link). Nie zawsze zamieszczając materiały na blogu w pełni się z nimi identyfikuję, ale moim celem jest pokazywanie różnych poglądów, szczególnie gdy dotyczą ważnych spraw. Za taką uważam historię rotmistrza Pileckiego, zapomnianego polskiego bohatera. A jak wiadomo, narody, które zapominają o swej historii źle kończą. Dlatego warto poznać poglądy innych osób nawet gdy ich stanowisko jest nam obce. Dyskutujmy przy użyciu argumentów, a nasze życie publiczne z pewnością na tym zyska.

Ciąg dalszy sprawy Rotmistrza Pileckiego

http://bukojer.salon24.pl/506973.html