Apel o pomoc dla naszego Kolegi Doktora Romana Kuźniewicza

https://www.siepomaga.pl/roman-kuzniewicz

środa, 17 marca 2010

1 marca br. w auli Kazimierza Lepszego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach odbyła się debata nad projektem pt.: Strategia rozwoju szkolnictwa wyższego 2010-2020 - projekt środowiskowy.

Gospodarzami spotkania byli w podwójnych rolach prof. dr hab. n. med. Ewa Małecka-Tendera – Rektor Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, Przewodnicząca Konferencji Rektorów Akademii Medycznych i prof. dr hab. Wiesław Banyś – Rektor Śląskiego Uniwersytetu pełniący także funkcję Przewodniczącego Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich. Gościem spotkania i głównym referentem był prof. dr hab. Jerzy Woźnicki. Spotkania takie odbyły się już w wielu polskich miastach uniwersyteckich –Katowice zamykały pierwszą publiczną rundę. Wśród zaproszonych gości byli rektorzy uczelni śląskich, posłowie, przedstawiciele władz samorządowych i biznesu. Z naszej uczelni rozpoznałam tylko Panią Dziekan prof. dr hab. J. Lewin-Kowolik wraz z osoba towarzyszącą, przewodnicząca NSZZ Solidarność mgr D. Gojny – Ucińską. Bardzo merytoryczny głos w dyskusji zabrał Pan prof. dr hab. Zbigniew Herman. Ostatnie rzędy wypełnili studenci. Z przykrością muszę stwierdzić, że wiele miejsc w auli było pustych.

Trudno jest w paru słowach streścić prawie dwugodzinne wystąpienie prof. dr hab. J. Woźnickiego dlatego odsyłam zainteresowanych do pełnego tekstu. Autorzy opracowania oceniając stan obecny proponują zmiany w trzech obszarach:

  1. działalności edukacyjno – uczelnianej,
  2. działalności naukowej,
  3. współdziałania z ich otoczeniem.

Obecny stan szkolnictwa wyższego i nauki oceniony przez wyspecjalizowany ośrodek uzyskał ocenę 3,5 przy skali 1:10, natomiast rektorzy ocenili go jako nie satysfakcjonujący.

Poniżej krótko wymieniam postulowane zmiany w poszczególnych obszarach:

Ad 1.

  • Należy zmniejszyć wskaźnik scholaryzacji (obecnie wynosi 1:2) kosztem wzrostu rangi nauki,
  • nakłady na szkolnictwo powinny być przeliczane na liczbę studentów, a nie jako % PKB,
  • swoboda uczelni w ustalaniu programów nauczania, ale z równoczesnym nadzorowaniem efektów nauczania przez Komisję Akredytacyjną,
  • kariera akademicka:
    1. zapewnienie jej stabilności czyli tak jak jest to obecnie,
    2. dla wybitnych zatrudnienie na stanowisku profesora nadzwyczajnego bez uzyskiwania habilitacji (dla tej grupy uprawnienia do doktoryzowania będzie opiniować i zatwierdzać CK ds. stopni i tytułów),
  • jednolity nadzór wszystkich uczelni przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa, a np. Ministerstwo Zdrowia będzie tylko nadzorowało szkolenie podyplomowe i szpitale kliniczne.

Ad 2.

  • zgodnie z zapowiedzią Premiera D. Tuska do 2013 roku środki finansowe na szkolnictwo wyższe i naukę mają wzrosnąć do 2% PKB. Projektodawcy uważają, że takie samo finansowanie nauki powinno być z środków pozabudżetowych,
  • rozdział środków finansowych na działanie podmiotowe do przedmiotowego powinien ulec zmianie z 2:1 na 1:2,
  • za 6 lat powinna być wprowadzona powszechna odpłatność za studia w wysokości 25% kosztów,
  • państwo powinno zapewnić studentom powszechny dostęp do bankowych kredytów,
  • uczelnia na działalność będzie miała fundusze z budżetu oraz z czesnego,
  • krytyczny stosunek do propozycji rektora jako menadżera, ale dopuszcza się takie rozwiązanie :nadzorowanie uczelni przez senat (misja) i radę powierniczą (zarządzanie zasobami) z nowa wizją organów uczelni, zwiększoną kompetencją rektora wybieranego opcjonalnie z udziałem „research committee” i rady powierniczej,
  • zwiększenie zadań Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego i Nauki, Państwowej Komisji Akredytacyjnej, rozwój misji konferencji rektorów, zmiana zadań CKK,
  • uczelnie flagowe to przede wszystkim uczelnie, w których dominuje nauka, należy je stworzyć,
  • uniwersytety stanowe (te będą poza siecią), mają mieć swoją tożsamość prawną umocowaną w ustawie o szkolnictwie wyższym. Celem takiej uczelni będzie kształcenie studentów, którzy równocześnie będą uczestniczyć w badaniach naukowych.

Bardzo liczyłam na burzliwą dyskusję, ale po długim wystąpieniu prof. J. Woźnickiego czas na nią był ograniczony.

prof. dr hab. Aleksandra Kochańska - Dziurowicz

poniedziałek, 15 marca 2010

Czy lider jest skazany na samotność?

Czy pełnienie funkcji kierowniczej w dużej instytucji skazuje na samotność?

Władza z pewnością jest „narkotykiem”, ale to także wielkie wyzwanie. Jak pogodzić interes instytucji, jako całości z oczekiwaniami indywidualnego pracownika; jak nie narazić się na zarzut, iż „miejsce siedzenia zmienia punkt widzenia”; jak wznieść się ponad partykularny interes grup osób i poprowadzić społeczność, której przyszłość została nam powierzona, ku sukcesowi?

Sądzę, że uniwersytety to miejsca szczególne, to obszar niczym (poza oczywistymi zasadami prawa, obyczaju i przyzwoitości) nieskrępowanej demokracji, wolności słowa, swobodnej dyskusji. Tylko tam, gdzie te zasady są realizowane uniwersytet przekształca się w UNIWERSYTET.

Ale, co wspólnego ma pytanie o samotność lidera? Bardzo wiele, w uczelni niekwestionowanym liderem jest rektor, od niego w decydującym stopniu zależy, jak wygląda życie uniwersyteckie, to on kształtuje jego atmosferę i klimat. Relacja między liderem, a pracownikami może mieć charakter jednokierunkowy (władza wydaje polecenia, podwładny je wykonuje) lub partnerski (równorzędny, lider słucha, rozmawia, jest blisko zwykłego pracownika).

W pierwszym wypadku lider jest sam, wyobcowany, otoczony tylko grupą najbliższych współpracowników.

W drugim wariancie jest prawdziwym przywódcą, a dla pracowników nie jest tylko szefem, ale także partnerem, czasem przyjacielem, nigdy nie zostaje sam.

W znakomitym opracowaniu Maxa De Pree „Przywództwo jest sztuką” autor proponuje pięć zasad warunkujących powodzenie na trudnej drodze przewodzenia:

  • Szacunek wobec ludzi
  • Zrozumienie tego, iż polityka i praktyka powinny być wtórne w stosunku do naszych przekonań
  • Akceptacja praw wynikających z pracy
  • Zrozumienie roli i relacji wynikających z zawartych umów i przymierzy
  • Uświadomienie sobie, że relacje liczą się bardziej niż struktury

W „Posłowiu” swej znakomitej książki autor pisze:

„Przewodzenie jest o wiele bardziej sztuką, przekonaniem, czy postawą emocjonalną niż listą spraw, którą należy wykonać. W ostatecznym rachunku widoczne oznaki doskonałego przywództwa wyrażają się bowiem w praktyce”.

piątek, 12 marca 2010

Jeszcze o bibliotekarstwie

Ostatnie wydarzenia dotyczące konkursu na stanowisko dyrektora Biblioteki Głównej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego (lub raczej brak takiego konkursu) skłoniły mnie do większego zainteresowania problematyką tego segmentu uczelni wyższej w ogóle. Słowo biblioteka jest mocno zakorzenione w naszej świadomości, ale kojarzy nam się raczej z miejscem gdzie wypożyczamy książki niż z prawdziwym obliczem współczesnej biblioteki. Nauka bez pomocy bibliotekarzy nie może istnieć, ale nie mamy wystarczającej świadomości tego faktu. To pewnie z tego lekceważącego stosunku do tej grupy pracowników oraz niedocenianiu roli biblioteki w pracy naukowej i dydaktycznej wynika plan władz uczelni wyłonienia kustosza, a nie pełnoprawnego dyrektora. Dziś dostęp do prasy naukowej w coraz większym stopniu zależy od funkcjonowania baz danych bibliograficznych, a tu już fachowa pomoc jest niezbędna. Każdy z nas ma dostęp do Internetu, możemy pracować w domu, niektórzy pracują nawet na urlopie.

Ale czasem trzeba usiąść przy komputerze w bibliotece uczelni, zapraszam do odbycia fascynującej przygody, odwiedźmy bibliotekę w Zabrzu. To swoista podróż w czasie. Mały, dziwny monitor, gdzie jest łącze dla USB? Parę minut czekamy na uruchomienie komputera, a potem mamy masę czasu na dalszy postęp pracy tego starodawnego sprzętu. Wychodzimy z biblioteki naładowani złością, że niewiele zrobiliśmy, ale byliśmy w muzeum bez konieczności uiszczania opłaty. To też coś! Chętnych do odwiedzenia biblioteki na Wydziale w Zabrzu informuję, że nie muszą się śpieszyć, w bieżącym roku nasza uczelnia przewiduje zakup tylko 27 nowych komputerów dla naszych bibliotek, każdy zdąży!

czwartek, 11 marca 2010

Jaka jest rola związku zawodowego?

Historia związków zawodowych jest długa, geneza ich powstania wiąże się z konfliktami na linii właściciel (lub zarządzający daną instytucją) – pracownicy. W ciągu dziesięcioleci związki ewoluowały, a ich oblicze i praktyka funkcjonowania są odmienne w różnych punktach globu. Mimo postępu cywilizacyjnego nigdzie z życia społecznego nie zniknęły związki zawodowe. Zastanawiając się nad rolą organizacji związkowej warto odwołać się do opinii znawców; tam, gdzie pracodawca potrafi wypracować właściwe relacje z pracownikami, szanuje ich i godziwie wynagradza, związki albo wcale nie istnieją lub odgrywają rolę marginalną. Nie jest łatwo osiągnąć stan wzajemnego zaufania, kluczowa jest postawa właściciela lub osoby stojącej na czele danej instytucji, niemniej ważne jest także by pracownicy potrafili odpowiednio docenić swego szefa. Życie ciągle przynosi niespodzianki, konflikt jest wpisany w naszą codzienność, a kultura organizmu społecznego jest wówczas poddawana ocenie. Tam, gdzie pracownik jest tylko podwładnym mającym posłusznie realizować polecenia lidera jest naturalny obszar dla działania związku zawodowego.

Te uwagi formułuję po wczorajszym spotkaniu nowego zarządu NSZZ „Solidarność” SUM. Nie będę pisał o poruszanych sprawach (informacje o pracy związku można znaleźć na stronie internetowej), ale nie sposób nie skonstatować, że ta organizacja odgrywa w naszej uczelni bardzo ważną rolę. To jedyna znana mi struktura, która stanowi przeciwwagę dla działań władz uczelni. I choć liczba członków związku nie jest zbyt duża to z całkowitą pewnością można stwierdzić, iż szerokie kręgi pracowników w uczelni właśnie w „Solidarności” upatrują swego obrońcy, mediatora i rzecznika.

To smutne i zdumiewające, że 30 lat od powstania związku „Solidarność” pamiętnej jesieni 1980 roku, nadal w naszym życiu społecznym przeważa atmosfera konfliktu, a słowa kompromis, wzajemny szacunek, dialog to pojęcia tak rzadko spotykane…

środa, 10 marca 2010

Wieści z wrocławskiej Akademii Medycznej

Ginekolodzy z Dyrekcyjnej: nie możemy dłużej milczeć

poniedziałek, 8 marca 2010

Pierwsza rocznica śmierci Profesora Religi

Mija rok od śmierci Profesora Zbigniewa Religi. Był to człowiek, obok którego nie sposób było przejść obojętnie. Zapisał swoją chwalebną kartę w historii polskiej kardiochirurgii i na trwale wpisał się do annałów Śląskiej Akademii Medycznej.

Z dzisiejszego wydania tygodnika „Wprost” dowiadujemy o nieznanych dotąd losach Profesora, śledzonego wiele lat przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa.

Tak SB niszczyło Religę

O narciarstwie alpejskim

Dziś parę zdań o I Mistrzostwach w SUM w narciarstwie alpejskim, które wczoraj odbyły się na stokach Skrzycznego. O samej imprezie wiedziałem od dawna od czołowego narciarza wśród studentów w naszej uczelni, Piotra Zagórskiego, ale nie miałem kompletnie czasu i możliwości by się do niej choć trochę przygotować. Ale nie można było stracić okazji na chwilę zabawy na śniegu. Zima dopisała, rano na Śląsku było parę stopni mrozu, ale świeciło słońce. W Szczyrku natomiast absolutnie panowała zima, a na Hali Jaworzyna było -13, padał śnieg i mocno wiało! Na zawody wybrałem się z synem, 8-letnim Maćkiem, któremu półgodzinna jazda archaiczną kolejką krzesełkową dała się mocno we znaki, było przeraźliwie zimno! Ale po kubku gorącej czekolady jakoś udało mi się go przekonać do wyjścia z przytulnego schroniska. Zalodzoną trasą FIS (dla wielu znaną, jako trasa „męska) dojechaliśmy do startu znajdującego się blisko Dolin. Zgromadziła się tam grupa startujących z dr T. Wieczorkiem. Okazało się, że Maciek był jedynym dzieckiem. Dominowali studenci i całkiem niedawni absolwenci. Tylko nieliczne twarze były mi znajome, a spośród samodzielnych pracowników naukowych była obecna tylko niezawodna Prof. V. Skrzypulec. Trasa nie była może zbyt trudna, ale same wyniki nie były chyba najważniejsze. Najlepsi studenci pozostawili mnie daleko w tyle, Maciek (poza konkurencją) także dojechał do mety.

Szkoda, że tak mało osób wzięło udział w zawodach, a przecież setki pracowników naszej uczelni jeżdżą na nartach. Może przestraszyli się zimowej aury albo informacja była niedostateczna? Zamiast uczelnianego święta sportowego mieliśmy raczej kameralne spotkanie na śniegu.

I na koniec smutna refleksja dotycząca samego Szczyrku; to miejsce, przynajmniej pod względem narciarskim, zatrzymało się w rozwoju na etapie wczesnych lat 80-tych. Szczyrk, niegdyś mekka polskiego narciarstwa zjazdowego, to kraina totalnej porażki w zakresie sportów zimowych. Starodawne wyciągi, raczej nieznane tu ratraki, zalodzone trasy, pusto...

A do tego katastrofa ekologiczna, całe hektary pozbawione lasu robią przygnębiające wrażenie.

Niezgoda rujnuje, zgoda buduje, tę uniwersalną prawdę w pełni można odnieść do tej znakomitej narciarskiej góry, jaką jest (było) Skrzyczne.

maciek Pluskiewicz
Maciek Pluskiewicz, lat 8,5, najmłodszy uczestnik

piątek, 5 marca 2010

Nie słabnie zainteresowanie śląskiej prasy Uniwersytetem Medycznym

Z inspektora NIK-u na dyrektora kliniki

czwartek, 4 marca 2010

Z życia w Śląskiem Uniwersytecie Medycznym

Dziś zajmę się historią dotyczącą Biblioteki Głównej naszej uczelni. Dodajmy, przygnębiającą i pesymistyczną.

Gdy przed rokiem Dyrektor Biblioteki Głównej dr nauk humanistycznych Jerzy Dyrda odchodził z pracy w uczelni wielu z nas, którym bliskie jest dobro Uniwersytetu odczuwało to jak bolesną stratę. Ówczesnego Dyrektora miałem okazję poznać w czasie posiedzeń Senatu, kulturalny, kompetentny, zawsze wyważony w swoich opiniach. Odszedł z uczelni z własnej woli, jestem przekonany, że w innych okolicznościach mógłby nadal pracować z nami. Niebawem potem zadałem na posiedzeniu Senatu pytanie kto będzie nowym dyrektorem Biblioteki Głównej, a w odpowiedzi usłyszałem, że ta kwestia niebawem zostanie rozstrzygnięta. Niestety, do dziś nie mamy dyrektora, a do końca lutego 2010 te obowiązki pełniła mgr Ewa Pawłowska. W styczniu ponownie zadałem pytanie dotyczące obsady stanowiska dyrektora (wiedząc o bliskim odejściu mgr E. Pawłowskiej, co zresztą było wiadome od listopada 2009) i w odpowiedzi z ust Pani Rektor Prof. Ewy Małeckiej-Tendery usłyszałem, że niebawem zostanie rozpisany konkurs. I tak się stało, 15 lutego 2010 taka komisja konkursowa została powołana. Gdy przed trzema dniami zobaczyłem odpowiednie zarządzenie oczom nie wierzyłem. Konkurs nie dotyczy STANOWISKA Dyrektora Biblioteki Głównej tylko ma wyłonić kandydata na stanowisko kustosza z powierzeniem funkcji Dyrektora Biblioteki Głównej. Drugie kuriozum to brak w składzie jakiegokolwiek członka Rady Bibliotecznej. Co prawda, nie ma konieczności powoływania takiego członka komisji, ale po co w ogóle powoływać Radę Biblioteczną skoro się ją jawnie lekceważy? Po co cała ta farsa, po co udawać szanownie zasad demokracji akademickiej, po co tracić czas, lepiej powołać dyspozycyjnego „kustosza” i zapomnieć o mrzonkach idealistów wierzących w sens działania pro publico bono…

Zatem wcale nie mamy mieć nowego dyrektora, ale kustosza pełniącego obowiązki wybranego bez udziału osoby będących najbliżej spraw biblioteki.

Tak się złożyło, że wczoraj odbyło się posiedzenie Rady Bibliotecznej (której jestem członkiem). Podniosłem kwestię tego „konkursu” proponując by Rada zajęła w tej sprawie stanowisko. Przyjęliśmy jednogłośnie wniosek, w którym domagamy się by w składzie komisji konkursowej znalazł się jej członek oraz postulujemy by konkurs był rozpisany na stanowisko Dyrektora Biblioteki, a nie kustosza.

Teraz ruch należy do Pani Rektor, to ważny test przestrzegania zasad akademickich oraz dobrych obyczajów życia uniwersyteckiego.

środa, 3 marca 2010

Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce - Badania naukowe

Poziom nauki można łatwo ocenić, służą do tego liczne instrumenty. Autorzy opracowania dość pobieżnie zajęli się sprawami nauki. Nim przejdę do tych fragmentów, których mi brak kilka zdań ogólnych. Nauka polska ma się źle, nawet bardzo źle. Nasza inwencja twórcza jest słaba. A przecież mamy w kraju bardzo liczne grono naukowców, przy średniej europejskiej 972 naukowców na 100.000 mieszkańców mamy ich 987!

Miarą naszej aktywności jest liczba publikacji – statystyczny polski naukowiec publikuje co 5 lat! Tak, to nie pomyłka! 100.000 polskich badaczy publikuje 20.000 prac, z których wiele zamieszczana jest w periodykach lokalnych, bez szans na cytacje. A to właśnie cytacje stanowią podstawowe kryterium oceny, plasujemy się na 38 miejscu w świecie i 19 na 22 państwa europejskie. Gdyby przeliczyć te dane na liczbę mieszkańców to okazałoby się, że nasze rzeczywiste miejsce jest znacznie odleglejsze.

Wśród 6300 najczęściej cytowanych autorów na świecie jest tylko dwóch Polaków, a Węgrów jest 7, Duńczyków 32, Włochów 86. Większość - 4098 miejsc okupują Amerykanie.

Bardzo mało mamy także patentów.

Obraz nauki polskiej jak widać z tego zestawienia jest bardzo czarny (choć znam wielu bardzo zadowolonych z siebie osób uważających się za „tuzów” światowej nauki).

Autorzy zupełnie pominęli wiele ważnych spraw:

  • Nie ma słowa o procesie tworzenia „nauki”, budowaniu zespołów badawczych
  • Nie oceniono zasad podziału środków finansowych na badania
  • Nie ma mowy o kształtowaniu liderów nauki

wtorek, 2 marca 2010

Karuzela stanowisk w Śląskim Uniwersytecie Medycznym

Dzisiejsze wydanie dodatku Katowickiego Gazety Wyborczej (patrz link poniżej) informuje o powołaniu nowego dyrektora w Szpitalu Klinicznym nr 5. No cóż, nic nowego pod słońcem, lukratywne i prestiżowe stanowisko dyrektora szpitala klinicznego w naszej uczelni to istotnie „gorący” stołek…

Kontrolował szpital, teraz będzie w nim dyrektorem

poniedziałek, 1 marca 2010

Podsumowanie lutego

Luty był miesiącem, w którym dużo uwagi poświęciłem pewnym fragmentom programu reform szkolnictwa wyższego Minister Kudryckiej. Zaprezentowałem także nowe zdjęcia z cyklu "Śląski Uniwersytet Medyczny w obiektywie". Prawie cały luty przebywałem na urlopie zatem z oczywistych powodów trudno bym śledził i relacjonował bieżące wydarzenia.

Na dwa posty chciałbym zwrócić uwagę: pierwszy dotyczy sprawy wyboru dr med. M. Hamankiewicza na Prezesa Rady Lekarskiej (31 stycznia, komentarz tego wydarzenia nie zmieścił się w tekście podsumowującym styczeń); drugi to informacja o ośrodku badawczym w Rokitnicy (8 lutego).

Gratulując naszemu koledze sukcesu nie sposób było przewidzieć tak negatywnych reakcji czytelników wobec idei samorządności lekarskiej w ogóle. Być może te niechętne izbie komentarze to wyraz zawiedzionych oczekiwań środowiska lekarskiego wobec samorządu? Jak jest możliwe, że by gdy po latach gwałcenia przez władze komunistyczne tej idei nie potrafiliśmy tak ukształtować samorządu by spełniał on nasze oczekiwania? Gdzie podziała sie wizja "społeczeństwa" obywatelskiego? Do tej problematyki postaram sie niebawem powrócić.

Obiekt w Rokitnicy stoi gotów do spełniania swej misji od dawna. Ta skandaliczna sytuacja wymaga szybkich decyzji, w myśl dobrze rozumianego interesu publicznego oraz, jak to celnie spuentował jeden z komentujących, do rozważenia jest także podjęcie odpowiednich kroków prawnych w celu wyjaśnienia jak jest możliwe takie marnotrawstwo grosza publicznego. Liczba i temperatura komentarzy była wysoka, brak zgody na taki stan rzeczy był powszechny.

Będę relacjonował dalszy bieg tej bulwersującej sprawy.

I na koniec sprawa niezwykle ważna. Chodzi o spór na linii Związek Zawodowy NSZZ „Solidarność” – Rektor naszej uczelni. Związek od dawno krytycznie odnosi się do wielu decyzji władz uczelni, swe stanowisko prezentuje na stronie internetowej (http://solidarnosc-sum.ovh.org). Ja także wielokrotnie służyłem swą pomocą i prezentowałem związkowy punkt widzenia. W każdej społeczności, a w uczelni aspirującej do miana uniwersytetu w szczególności taka różnica poglądów jest naturalna; prowadzić ona powinna do lepszego funkcjonowania całej instytucji. Nawet najostrzejsza dyskusja i całkowicie odmienne poglądy nie usprawiedliwiają sprowadzenia wzajemnych relacji do płaszczyzny personalnej. Nie byłem obecny na ostatnim posiedzeniu Senatu, nie mogę zaprezentować mojej oceny i odnieść się do sporu na linii Związek – władze. Niemniej informacje jakie dotarły do mnie są niepokojące, zamiast merytorycznej dyskusji na argumenty górę biorą emocje, epitety, wzajemne pretensje. To sytuacja absolutnie niedopuszczalna, nie wolno pod żadnym pozorem sprowadzać dyskusji do płaszczyzny pozamerytorycznej, a wolność słowa i swoboda wyboru realizacji celów statutowych związku w kraju demokratycznym nie może podlegać ograniczeniom.

piątek, 26 lutego 2010

Śląski Uniwersytet Medyczny w obiektywie – część 11.

Równocześnie rozpoczęto prace projektowe i budowlane dla potrzeb Wydziału Farmaceutycznego. Do tego budynku (ul. Ostrogórska) mieliśmy się wprowadzić w 1980 roku. W miarę pozyskiwania pieniędzy budowla ta rozrastała się i przed dużym budynkiem widoczny jest niższy, w którym miały być zlokalizowane sale wykładowe. Jak SUM rozwiązuje problem tej inwestycji ostatnio opisano: Jak SUM lekceważy sosnowiec

Należy tylko postawić sobie pytanie: ile rocznie uczelnię kosztuje utrzymanie tego obiektu?


sosnowiec

środa, 24 lutego 2010

Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce – Kształcenie

Kształcenie to, obok prowadzenia badań naukowych, podstawowy kierunek aktywności uczelni wyższych. Niewątpliwie jakość procesu dydaktycznego oraz dostępność do studiów dla młodych ludzi stanowią podstawowe kryteria oceny całego procesu dydaktycznego. Autorzy opracowania szeroko omawiają te zagadnienia odnosząc się do analogicznych danych krajów OECD. Za ważne spostrzeżenia uznaję:

  • Wysoki odsetek skolaryzacji (liczby studiujących do niestudiujących) wynoszący w Polsce 31% trudno porównywać z danymi z innych krajów wobec aż 52% studiujących w trybie zaocznym, zupełnie nieznanym w innych krajach; oznacza to iż w rzeczywistości w kraju studiuje mało osób
  • Zbyt dużo mamy studentów handlu czy zarządzania
  • Mało bo tylko 6% stanowią studenci kierunków zdrowie i opieka społeczna przy średniej 13% w innych krajach
  • Niska jakość kształcenia, szczególnie w uczelniach niepublicznych
  • Zbyt mało pracowników dydaktycznych przypadających na jednego studenta

Ciekaw jestem jakie propozycje sformułują autorzy raportu w części dotyczącej postulowanych kierunkach zmian. Sądzę, że w tej części brak jest zupełnie uwzględnienia znaczenia elementu oceny procesu dydaktycznego przez studentów (ankietowanie) oraz oceny jakości relacji na linii student-pracownik. Dopóty, dopóki te stosunki będą pozbawione prawdziwego porozumienia, a dominować będą relacje jednokierunkowe trudno mówić o partnerstwie i uzyskiwaniu wysokiej jakości kształcenia.

wtorek, 23 lutego 2010

Z życia wrocławskiej AM

Kto nastaje na honor rektora Akademii Medycznej

poniedziałek, 22 lutego 2010

Ważny komentarz dotyczący najbliższego posiedzenia Senatu

Proponowane przez Kolegium Rektorskie zmiany do statutu Śląskiej Akademii Medycznej !! [taki jest jeszcze tytuł statutu ( 20 Luty 2010)–patrz strona internetowa Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, przy okazji zmian w statucie zwróciliśmy uwagę na poprawienie tego tytułu - otrzymaliśmy odpowiedź, że nasza uwaga jest bezzasadna), (pismoAGS/0002/0721/2/10 z dnia 29.I.2010) można rozpatrywać w kategoriach jako:
  1. istotnych dla samodzielnych pracowników nauki ubiegających się w ramach postępowania konkursowego o stanowiska kierownicze,
  2. istotnych dla przyszłych kierowników jednostek organizacyjnych Uniwersytetu, które zgodnie z Ustawą o zakładach opieki zdrowotnej
    (Dziennik Ustaw nr.14, poz.89 z 2007) zaliczane są do zakładów opieki zdrowotnej (tj. klinik, oddziałów klinicznych i innych jednostek zoz),
  3. porządkujące procedurę postępowania w nadawaniu akademickiego tytułu honorowego doktora honoris causa,
  4. wynikające z zmian organizacyjnych w Uniwersytecie.

Ad 1. Propozycja Kolegium Rektorskiego (Kol. Rek.):
„Oceny kandydatów/kandydata/ dokonuje komisja powołana przez Rektora, w skład której wchodzą: Dziekan - jako przewodniczący oraz pięciu członków powołanych przez właściwą Rade Wydziału” oraz: Ocena poszczególnych kandydatów (kandydata) dokonywana jest w głosowaniu tajnym przy obecności wszystkich członków komisji. Uznaje się, że kandydat otrzymał pozytywną opinię, jeżeli uzyskał co najmniej 4 głosy „za”.

Propozycja Zakładowej Organizacji Związkowej NSZZ”Solidarność”(Związek):

„Oceny kandydatów/kandydata/ dokonuje komisja powołana przez Rektora, w skład której wchodzą: Dziekan-jako przewodniczący oraz sześciu członków powołanych przez właściwą Rade Wydziału” oraz: Ocena poszczególnych kandydatów (kandydata) dokonywana jest w głosowaniu tajnym przy obecności wszystkich członków komisji. Uznaje się, że kandydat otrzymał pozytywną opinię, jeżeli uzyskał co najmniej 4 głosy „za”.

Nasze uzasadnienie:

Tworzone zapisy prawne na szczeblu Uniwersytetu (Statut) powinny być zgodne z intencją zmian przewidywanych w nowej ustawie o szkolnictwie wyższym, która przewiduje, że konkurs na stanowisko kierownicze może się odbyć, jeżeli przystępują do niego przynajmniej dwaj kandydaci. Stanowisko
Kierownicze będzie można sprawować tylko przez dwie kadencje. Proponowany przez Kol. Rek. zapis spowoduje, że większość konkursów będzie nierozstrzygniętych. Aby otrzymać pozytywną ocenę komisji liczącej 6 osób trzeba aż uzyskać 66,67% głosów.

Odpowiedź JM Rektor:

„Celem wprowadzenia nowelizacji tego zapisu była eliminacja zgłaszanych, w tym przez związki zawodowe, wątpliwości interpretacyjnych do dotychczasowej treści -Tak to jest prawda: w tej sprawie było wystosowane pismo do JM Rektor i sama na stronie internetowej związku i blogu prof. W. Pluskiewicza poruszałam ten temat.

Dalej czytamy:
Zawarta w piśmie propozycja utrzymania 7 osobowego składu komisji przy jednoczesnym obniżeniu progu wymaganych głosów „ zupełnie wypacza sens wprowadzania szczególnie (restrykcyjnego) trybu głosowania w odniesieniu do pozostałych zapisów Statutu”.
Propozycja Związku na tym etapie postępowania została odrzucona (zgodnie z opinią należy dodać, tajnych radców prawnych). Dalsze losy tego zapisu przesądzi głosowanie Senatorów na najbliższym Senacie. Jestem ciekawa ilu będzie odważnych aby się sprzeciwić?
Czym przegłosowany przez proponowany zapis Kol. Rek i radców prawnych będzie skutkować:
  • zaostrzeniem kryterium wyboru kandydata z wymaganych 57,1% głosów
    (przy 7 członkach komisji) do 66,67% (przy 6 członkach komisji),
  • w wielu przypadkach nie rozstrzygnięciem lub wydłużaniem się procedur konkursowych,
  • odstraszeniem kandydatów z innych uczelni (instytutów naukowych),
  • wzmocnienie władzy rektora, gdyż konkursy zamienią się na powoływanie na kierownicze stanowiska. Czy o to walczyliśmy ?

Ad 2. Propozycje Kol. Rek.

„Kandydata na kierownika katedry/zakładu/kliniki/oddziału klinicznego wyłania się w drodze konkursu ogłoszonego przez Dziekana za zgodą Rektora (tak było do tej pory i ten zapis jest prawidłowy,) a teraz jest uzupełniony przez propozycję: ”za wyjątkiem konkursów na kierowników jednostek posadowionych w zakładach opieki zdrowotnej. W takich przypadkach konkurs ogłasza Rektor na wniosek Dziekana”.

Propozycja Związku

Aby można było zająć konstruktywne stanowisko w proponowanej zmianie wystąpiliśmy z zapytaniem: Jakie jednostki organizacyjne w strukturze Uniwersytetu projektodawca zalicza do zakładów opieki zdrowotnej skoro nie są nimi katedry (§60 Statut), nie są też zakłady/kliniki/oddziały kliniczne (§61) co pozostaje w sprzeczności z Ustawą o zakładach opieki zdrowotnej (Dz. Ust. Nr 14 poz.89 z 2007 r.).
Uważamy, że jeżeli projektodawca dokładnie nie sprecyzuje dla jakich innych zakładów opieki zdrowotnej tworzy zapis prawny (podobno diabeł tkwi w szczegółach) to w zależności od potrzeb raz konkurs ogłasza Dziekan za zgodą
Rektora, a raz Rektor na wniosek Dziekana. W drugim przypadku zmniejszone są uprawnienia Dziekana, a to wymaga odpowiednich korekt w Statucie, których projektodawca nie przewidział.

Komentarz ogólny:

Organizacja związkowa (nie dysponująca radcami prawnymi) miała tydzień czasu, aby ustosunkować się do proponowanych zmian w Statucie, natomiast odpowiedź otrzymaliśmy po trzech tygodniach.
Nie zostałam upoważniona do ustosunkowania się propozycji w zmianach statutu proponowanych przez ZNP Pracowników Śląskiego Uniwersytetu Medycznego i Szpitali Klinicznych – cieszę się, że poruszona została sprawa ogłaszania konkurs na stanowiska kierownicze. Nie umniejszam zasług w tej kwestii, ale pojawienie się ogłoszeń na stronie internetowej konkursów na stanowiska kierownicze to też nasza zasługa, gdyż między innymi w piśmie skierowanym do Minister Zdrowia Pani Ewy Kopacz ( S-5-10 z dnia 19 stycznia br.) wśród zgłaszanych wielu nieprawidłowości jakie są w Uniwersytecie na pierwszym miejscu była sprawa ogłaszania Konkursów.

prof. dr hab. n med. Aleksandra Kochańska – Dziurowicz
w-ce przewodnicząca NSZZ ”Solidarność” ŚUM w Katowicach


Dokumenty źrodłowe znajdują się na stronie NSZZ Solidarność ŚUM

piątek, 19 lutego 2010

Śląski Uniwersytet Medyczny w obiektywie – część 10.

Są to akademiki zlokalizowane niedaleko koło budynku na Ostrogórskiej, to tutaj miał być Campus Farmacji. W budynkach tych szczególnie drugim do niedawna mieścił się dziekanat i kilka katedr. Po zagospodarowaniu budynku przy ul. Jedności (nowej wizytówki Wydziału) zostały tu przeniesione katedry z budynków przy ul. Narcyzów aby polepszyć warunki przestrzenne.


campus farmacjii

środa, 17 lutego 2010

Śląski Uniwersytet Medyczny w obiektywie – część 9.

Wydział Farmaceutyczny przy ul. Jagiellońskiej 4 w Sosnowcu. Jest to pierwszy obiekt mającym być tymczasowym pomieszczeniem wydziału, do którego wprowadziliśmy się w 1973 roku i jesteśmy w nim nadal. Był on projektowany dla szkoły pielęgniarskiej, a miasto przekazało go Śląskiej Akademii Medycznej. Prawie wszystkie jednostki Wydziału były zlokalizowane w budynku "matce". Pojedyncze jednostki znalazły swoje miejsce w maleńkim budynku przy ul. Jagiellońskiej nr 40 i w wygospodarowanych pomieszczeniach budynków mieszkalnych przy ul. Jagiellońskiej 11 i przy ul. Akacjowej.


wydział farmaceutyczny

poniedziałek, 15 lutego 2010

Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce - Finansowanie szkolnictwa wyższego

Poziom i jakość finansowania jakiejkolwiek działalności ludzkiej w znacznym stopniu determinuje jej wyniki. Ale na pewno same pieniądze nie są warunkiem wystarczającym do uzyskania sukcesu, potrzeba także precyzyjnego systemu monitorowania sposobu wydatkowania środków finansowych oraz wprowadzenie zasad rzeczywiście motywujących do efektywnej pracy. Dotąd w Polsce nie dość, że poziom finansowania jest niski to panuje system antymotywacyjny.

W kolejnym rozdziale opracowania autorzy dokonali systematycznego przeglądu i krytycznej oceny zasad finansowania szkolnictwa wyższego w Polsce. Zapraszam do jego uważnego przeczytania oraz udziału w dyskusji.

Dla mnie najważniejsze wydają się następujące kwestie:

  • Niski poziom finansowania
  • Brak systemu motywacyjnego w działalności naukowej
  • Brak bezpośredniego wsparcia finansowania liderów w nauce
  • Całkowity brak przełożenia jakości w procesie kształcenia na wielkość dotacji (przykładem mogą być pozorowane działania dotyczące oceny dydaktyków przez studentów prowadzone w naszej uczelni)

sobota, 13 lutego 2010

Podsumowanie konkursu na Blog Roku 2009

Mój blog otrzymał łącznie 680 głosów, za co wszystkim dziękuję. W ten sposób zebrana kwota zostanie przekazana na cel charytatywny.

W kategorii blogów profesjonalnych mój blog został ostatecznie sklasyfikowany na 3. miejscu.

piątek, 12 lutego 2010

Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce - Pracownicy uczelni

Uczelnie bez pracowników nie mogą istnieć, to oni decydują o obliczu każdej szkoły, kształtują jej wizerunek. W rozdziale opracowania grupy ekspertów szczegółowo omówiono wiele problemów dotyczących pracowników polskich uczelni. Opisane negatywne zjawiska można dostrzec także w naszej uczelni. W ekspertyzie skupiono się na pracownikach naukowo-dydaktycznych stanowiących 57% ogółu wszystkich zatrudnionych, ale trzeba pamiętać, że nowoczesna uczelnia bez profesjonalnej kadry wspierającej nas, naukowców nie może prawidłowo funkcjonować.

Za najważniejsze problemy poruszone w opracowaniu uważam:

  • Luka pokoleniowa, obserwuje się zmniejszanie się proporcji asystenci/profesorowie, średni wiek pracownika jest coraz wyższy. Sam kiedyś analizowałem średni wiek najmłodszego pracownika w moim szpitalu, jest on bliski 40 lat! Kto ma stanowić siłę pociągową?
  • Wysoki, średni wiek profesorów
  • Zatrudnienie na kilku uczelniach, w pogoni z pieniądzem (niestety, zwykle uzasadnionym) cierpi poziom dydaktyki i nauki
  • Wiek uzyskiwania tytułu profesorskiego jest ciągle zbyt wysoki (choć się obniża)
  • Zaledwie 14% osób uzyskuje habilitację do 40-tki, a 1/3 po 50-tce, kiedy mają zrealizować swe ambicje naukowe?
  • Płace są niskie, to powoduje frustracje, wielozatrudnienie, emigrację, ucieczkę do innych sektorów
  • Mała jest mobilność naukowców, model kariery od studiów do profesury w jednej uczelni to standard, ale w Europie tak nie jest (nie mówiąc o Stanach), ta sytuacja sprzyja tworzeniu lokalnych układów, koterii itd., na pewno nie jest prorozwojowa.

Czekam na Państwa opinie.

środa, 10 lutego 2010

Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce - Wewnętrzny ład akademicki

Rozpoczynam tym tekstem dyskusję dotyczącą polskich uczelni wyższych. Dokument „Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce”, który udostępniłem na blogu przed tygodniem stanowi cenne źródło informacji na temat polskiego szkolnictwa wyższego. To dobrze, że taki dokument powstał, to będzie podstawa sformułowania kolejnego – opisującego co należy uczynić by polskie uniwersytety podniosły się z dzisiejszego stanu. Takie działania to znak, że świadomość konieczności dokonania fundamentalnych reform to realizacja polskiej racji stanu, bo bez dobrego szkolnictwa wyższego i sektora badawczego miejsce Polski w świecie będzie coraz odleglejsze.

Uczelnie wyższe tradycyjnie cieszą się dużą autonomią. Wielu z nas pamięta czasy gdy każdy wydział miał swego „anioła” stróża = funkcjonariusza służby bezpieczeństwa. W tym miejscu nie mogę nie opisać pewnego wydarzenia sprzed lat. W roku akademickim 1980/1981, w czasach festiwalu Solidarności, jako student V roku Wydziału Lekarskiego brałem udział w posiedzeniach Kolegium Dziekańskiego. Gdy po raz pierwszy się tam znalazłem Dziekan oraz Prodziekani cierpliwie tłumaczyli mi zasady funkcjonowania tego gremium, pokazywali na czym będzie polegać moja rola. Ale w czasie posiedzenia pojawił się także nieznany mi osobnik, który, jak można było się łatwo zorientować, był świetnie we wszystkim zorientowany. Swobodny i pewny siebie. Po jego wyjściu zapytałem Dziekana, Profesora Kłaptocza kto to jest. Tym pytaniem wywołałem absolutną konsternację! Panowie Profesorowie o pomoc zwrócili się do Pani Kierownik Dziekanatu mgr Kopeć, która wyjaśniła mi, że to jest kapitan Obtułowicz, nasz „opiekun”, „przyjaciel studentów”, nasz „anioł stróż”. O ile pamiętam, a działo się to prawie 30 lat temu, nie padło słowo, że jest to ubek. Niemniej moje pytanie dało pewien efekt, gdyż na moje stanowcze żądanie, że jako przedstawiciel studentów nie życzę sobie by ten pan uczestniczył w posiedzeniach kolegium więcej go tam nie widziałem (ale więcej przesiadywał w gabinecie Pani Kierownik Dziekanatu…).

Ten epizod przytaczam by przypomnieć jaki niegdyś się działo, gdy tylko nominalnie uczelnie były demokratyczne i wolne. Nikt dziś nie wyobraża sobie powrotu do dawnych wzorców, ale trzeba zastanowić się czy polskie uczelnie dobrze wykorzystały szanse po 1989 roku.

Zapraszam do uważnej lektury rozdziału dokumentu pt. „Wewnętrzny ład uczelni”.

W mojej ocenie zasady funkcjonowania uniwersytetów muszą ulec zasadniczym zmianom, a podstawowe kierunki zmian powinny m. inn., obejmować:

  • Istotne zmniejszenie liczebności organów decyzyjnych np. rad wydziału
  • Opracowanie zasad doboru osób zasiadających w niektórych gremiach w taki sposób, by wyeliminować możliwość manipulacji w myśl realizowania partykularnych interesów
  • Zatrudnienie osób o profesjonalnym przygotowaniu w zarządzaniu takim organizmem jak szkoła wyższa
  • Większa i systemowo określona zasada odpowiedzialności osób pełniących jednoosobowe funkcje w uczelniach
  • Zapewnienie ciągłości strategii rozwojowej uczelni, gdyż maksymalny okres dwóch kadencji czyli 8 lat jest zbyt krótki na realizację celów długofalowych
  • Przestrzeganie obowiązującego prawa

Zapraszam do dyskusji, jak Czytelnicy widzą kierunki zmian.

wtorek, 9 lutego 2010

Podsumowanie konkursu na blog roku 2009

Dzisiaj zakończyła się piąta edycja konkursu na blog roku. Zgłosiło się do niej znacznie mniej kandydatów w porównaniu do roku ubiegłego gdy wybieraliśmy spośród 9138 blogów. Niemniej emocje były, wyłoniono zwycięzców. Co prawda wyniki głosowań sms-owych tylko częściowo odzwierciedlają preferencje internautów, a tak naprawdę o wszystkim decydują jurorzy to i tak warto brać udział w tego typu inicjatywie. To znakomita okazja do poinformowania potencjalnych czytelników o blogu i rozszerzenie kręgu odbiorców.

Wszystkim, którzy oddali na mnie swój głos serdecznie dziękuję za wsparcie.

Zapraszam do aktywnego uczestniczenia w wymianie poglądów na moim blogu.

poniedziałek, 8 lutego 2010

Śląski Uniwersytet Medyczny w obiektywie – część 8.

Budynek na zdjęciu znajduje się w Zabrzu – Rokitnicy. Kontrastuje ze wszystkimi innymi obiektami w tym kompleksie uczelni. Ma się w nim mieścić międzyuczelniane centrum badawcze, inicjatorem jego powstania był prof. T. Krzemiński z Katedry Farmakologii w Zabrzu. Nakłady finansowe na remont budynku wraz ze znajdującym się w nim wyposażeniu sięgnęły kwoty blisko 3 mln.

Niestety, mimo iż prace zostały dawno zakończone nadal stoi on bezużytecznie.

Jak jest możliwe by nasze wspólne pieniądze były w taki sposób marnowane?

Przecież wyasygnowano z publicznych środków tak dużą sumę by prowadzić badania naukowe. Zewsząd słyszymy o skandalicznie niskim poziomie finansowania polskiej nauki, tu mamy inny, bulwersujący przykład: nakłady poniesiono, ale inwestycja pozostaje martwa.


studium

sobota, 6 lutego 2010

Zamiatania pod dywan ciąg dalszy...

Sprawa prof. Andrzejaka: Dziwne sprawozdanie komisji

piątek, 5 lutego 2010

Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce

Poniżej przedstawiam interesujący dokument. Stanowi on pierwszy etap pracy grupy ekspertów powołany przez Minister Nauki Prof. B. Kudrycką. Nim przystępuje się do jakiegokolwiek działania reformatorskiego wpierw trzeba postawić diagnozę, co dla nas, lekarzy jest oczywiste. Zachęcam do uważnego przeczytania tego opracowania, od przyszłego tygodnia rozpocznę dyskusję dotyczącą niektórych rozdziałów. Z pewnością stan polskich uczelni jest wypadkową regulacji systemowych (ustalanych na poziomie centralnym dla całego kraju) oraz zasad panujących w konkretnej uczelni. Są lepsze i gorsze szkoły wyższe, wiara w moc odgórnych rozporządzeń nie może zatrzymać miejscowych działań, których nikt za nas nie podejmie.

Dzisiejszy stan polskiego szkolnictwa wyższego jest zły, a warunkiem powodzenia jest czynny udział w procesie reform szerokich kręgów osób.


Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce

środa, 3 lutego 2010

Czy tak powinno wyglądać finansowanie nauki?

W Polsce 13 proc. budżetu nauki idzie na granty dla naukowców



Polska Agencja Prasowa - 03-01-2010 10:30

"Nauka w Polsce jest tragicznie niedofinansowania. Z budżetu wydajemy na nią w Polsce na jednego mieszkańca 5-10-krotnie mniej niż w krajach +starej+ Unii" - powiedział prof. Żylicz i podkreślił, że tylko 13 proc. budżetu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego przeznacza się na granty dla naukowców. W jego ocenie to zdecydowanie za mało, dlatego - jak mówił - "wszystkie nowe środki, jakie dostanie nauka z budżetu państwa powinny być przeznaczone bezpośrednio na system grantowy". Według prof. Żylicza, trudności polskiej nauki wynikające ze słabego finansowania projektów badawczych pogłębia dodatkowo fakt, że najwięcej dotacji otrzymują starsi naukowcy, którzy często wygrywają je ze względu na niesprawiedliwy sposób ich przyznawania. "W polskim systemie budżetowego finansowania projektów badawczych mamy dwa typy grantów: granty promotorskie oraz tzw. projekty własne (w tym habilitacyjne). W przypadku grantów promotorskich doktoranci konkurują miedzy sobą. W przypadku projektów własnych młodzi uczeni startują w tym samym konkursie, co wszyscy pozostali wnioskodawcy, a więc ich osiągnięcia są porównywane z osiągnięciami starszych, dużo bardziej doświadczonych uczonych. Są więc na przegranej pozycji, mimo, że w swojej kategorii mogą być świetni" - tłumaczy prof. Żylicz.
Jak przypomniał, dotychczasową sytuację młodych badaczy mają zmienić propozycje rządu zawarte w pakiecie pięciu projektów ustaw (m.in. ustawa o zasadach finansowania nauki oraz ustawa o Narodowym Centrum Nauki), które - zgodnie z zapowiedzią resortu - mają wejść w życie w połowie przyszłego roku (obecnie projekty te są omawiane w sejmowej podkomisji ds. nauki i szkolnictwa wyższego).

wtorek, 2 lutego 2010

Etyka w nauce – spotkanie w Klubie im. Irka Kwietnia

Irek był niezwykłym człowiekiem, innym od znanych mi ludzi. Chodził własnymi ścieżkami, zawsze niezależny, ale przecież był tak blisko spraw wielu osób. Przed laty, w stanie wojennym odmówił złożenia przysięgi wojskowej, za co spotkała Go surowa kara – skierowano Go do zasadniczej służby wojskowej. Do dziś, a od Jego nagłej śmierci minęło pół roku nieraz łapię się na tym, że chcę do Niego zadzwonić, zadać pytanie, na które tylko On mógłby znać odpowiedź. Grupa Jego przyjaciół stworzyła Klub Dyskusyjny Jego Imienia; dotąd odbyło się parę udanych spotkań. Przedmiotem uwagi były problemy życia publicznego. Tym razem z mojej inicjatywy tematem obrad były sprawy nauki polskiej, a bardziej precyzyjnie, etyki w nauce, choć pewnie lepiej byłoby rzec: braku etyki w nauce. Jak zwykle korzystaliśmy z gościnności gospodarzy Klubu Niezależnych Stowarzyszeń Twórczych „Marchołt” w Katowicach ul. Warszawska 37.

Naszymi gośćmy byli dr med. Marek Wroński z Forum Akademickiego oraz dr med. J. Pająk i dr med. Z. Półtorak z Wrocławia. Spotkanie zaszczycił swą obecnością Prof. Leszek Paradowski, były rektor Akademii Medycznej z Wrocławia.

Wykład „Nierzetelność naukowa w Polsce – podsumowanie ostatniego 10-lecia” wygłosił dr n. med. Marek Wroński, ekspert od patologii nauki z Warszawy, a dr med. Jarosław Pająk relacjonował wydarzenia związane z zarzutami o popełnienie plagiatu przez aktualnego Rektora wrocławskiej AM w wykładzie „Rektor Andrzejak – historia plagiatu”.

Marek Wroński to człowiek-instytucja. Spędził 18 lat w Stanach Zjednoczonych i tam, przed parunastu laty zetknął się ze zjawiskiem plagiatu. Czynnie przyczynił się do zdemaskowania działalności dr hab. Jendryczki ze Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach. Poświęcił temu długie miesiące, a po powrocie do Polski nadal prowadzi aktywną działalność zmierzającą do pokazywania patologii w polskiej nauce. W swym wykładzie zaprezentował zarówno „casus Jendryczko” jak i wiele innych przykładów oszustw naukowych. Skala zjawiska jest porażająca! Ale czy to tylko my, Polacy lubimy „iść na skróty” i kraść czyjąś pracę? Oczywiście nie, na całym świecie nie brak oszustów, także plagiatorów = złodziei. Zasadnicza różnica między naszymi realiami, a sytuacją w krajach cywilizowanych polega na tym, iż tam funkcjonuje cały system przeciwdziałania takim praktykom. Nowoczesne instrumenty techniczne w znacznym stopniu pozwalają na wykrycie w zarodku próby oszustwa naukowego, a gdy ktoś zostanie przyłapany to oznacza zwykle koniec jego kariery naukowej. Ogrom nieprawidłowości w polskiej nauce i to na każdym poziomie poczynając od licencjatów, a na profesorach kończąc nie znajduje adekwatnej reakcji. Ale działalność doktora Wrońskiego i wielu innych osób to iskierka nadziei, że coś się jednak zmienia. Od 2005 roku plagiat jest ścigany z urzędu, a niedawne odebranie prof. Krajewskiemu tytułu profesorskiego to już dowód, że oszuści nie mogą spać spokojnie. Ale prawo prawem, wprowadzanie go w życie nie jest łatwe, zbyt wiele osób jest zainteresowanych utrzymaniem status quo. Dla plagiatu nie ma przedawnienia (poprzednia interpretacja prawa po 10 latach zakładała przedawnienie), co na Centralnej Komisji wymógł swą konsekwentną postawą dr Wroński.

Druga przedstawiana sprawa, zarzuty o popełnienie plagiatu przez rektora dużej, publicznej uczelni to smutny przykład atrofii przyzwoitości, ale także braku skuteczności różnych organów państwowych i instytucji publicznych. Nie rozstrzygając o winie (od tego jest niezawisły sąd), jak można się zgodzić by od listopada 2008 roku cała sprawa nie została definitywnie rozstrzygnięta? W pierwszej kolejności to kompromitacja uczelni wrocławskiej, dalej całego wrocławskiego środowiska akademickiego, polskich uczelni medycznych, Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych, Ministerstwa Nauki i Zdrowia. Dr Pająk, który zapłacił osobiście wysoką cenę za swe działania i już nie pracuje w uczelni wrocławskiej przedstawił wydarzenia chronologicznie. Mimo, iż pojawiła się szansa na wyjaśnienie całej sprawy, nadal tak się „gra” by nic nie wyjaśnić. Pat trwa, kompromitacja zatacza coraz szersze kręgi. Po latach wróciliśmy na łono cywilizacji europejskiej, nasi rodacy piastują najwyższe, europejskie godności, jesteśmy solą Starego Kontynentu!

A tak naprawdę, nasza nauka to ścisły „ogon” europejski, a kryteria etyczne (stosowanej, nie tej zapisanej w kodeksach etyki) w polskiej nauki przystają raczej do norm cywilizacji pierwotnych. Inni, spoza Polski uważnie się nam przyglądają, nikt o zdrowych zmysłach nie weźmie do projektów europejskich partnerów z kraju, gdzie nie przestrzega się podstawowych zasad etycznych w nauce. Za nieodpowiedzialność wielu osób, niewypełnianie obowiązków przez różne instytucje państwowe przyjdzie nam, polskim naukowcom zapłacić wysoką cenę.

Ale kogo to obchodzi? Urban triumfuje, rząd się wyżywi…

Tak jak przed laty sprawa dr Jendryczki na lata hańbą okryła polskie środowisko naukowe, tak teraz podejrzenia o plagiat rektora Andrzejaka cieniem okrywają każdego polskiego badacza. A na renomę pracuje się długo, dobre imię traci się w jednej chwili.

Zdechłe ryby płyną z prądem (Hugo Steinhaus).

A całość wydarzeń pokazuje ignorancję i bezradność instytucji państwowych, lekceważących znaczenie nauki i szkolnictwa wyższego.

Czy kraj, który na naukę przeznacza JEDNĄ TRZECIĄ PROCENTA dochodu narodowego to kraj poważny?

Sabotowanie polskiej nauki trwa od 1945 roku, końca nie widać.

poniedziałek, 1 lutego 2010

Samorząd lekarski – sukces czy porażka środowiska lekarskiego?

Gdy przed dwudziestu laty reaktywowano po półwieczu samorząd lekarski towarzyszyły temu wydarzeniu wielkie emocje i nadzieje. Lata poniżania naszego zawodu przez umyślne działania władz komunistycznych miały się wreszcie skończyć, a o naszych sprawach mieliśmy zacząć decydować sami. Dotąd tematyka związana z działalnością Izb Lekarskich rzadko gościła na blogu. W niedzielę wieczorem dotarła do mnie informacja o wyborze dr med. Macieja Hamankiewicza, członka Śląskiej Izby Lekarskiej na stanowiska nowego Prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej. Niezwłocznie zamieściłem krótką informację o tym fakcie. Zadzwoniłem także do nowego Prezesa z gratulacjami. Przed laty, gdy wytoczyłem proces wydawnictwu Polpresse o bezprawne wykorzystanie mego nazwiska w reklamie leku stosowanego w osteoporozie dr Hamankiewicz znalazł czas by zjawić się w sądzie w charakterze świadka (proces notabene wygrałem). Zamieszczając informację o wyborze nowego prezesa nie przypuszczałem, że wywoła ona tak negatywne reakcje. I nie idzie tu wcale o samą osobę dr Hamankiewicza, ale o miejsce Izby Lekarskiej w ogóle. W pracach Izby w zasadzie nie biorę udziału, kiedyś, przed wielu laty byłem delegatem na zjazd regionalny, moje kontakty ze Śląską Izbą sprowadzają się do okazjonalnej współpracy z biuletynem Pro Medico, którego redakcja użycza mi swych łam na relacje z wypraw rowerowych lub narciarskich.

Dlaczego Czytelnicy, jak mniemam lekarze, tak negatywnie oceniają działalność Izby? Czy naprawdę tak bardzo zawiodła ona oczekiwania środowiska medycznego? Skoro nam się nie podoba to co się dzieje, dlaczego nie staramy się włączyć do działania? Czyżby to jeden z przejawów naszego nieprzygotowania do funkcjonowania w społeczeństwie obywatelskim; dominuje postawa roszczeniowa z nieśmiertelnym podziałem na „my” i „oni”. Ale dziś ci mityczni „Oni” pochodzą nie z nadania komitetu partii, ale z demokratycznego wyboru.

Sądzę, że te pytania i zastrzeżenia komentujących powinny dać wiele do myślenia nowym władzom, także nowemu Prezesowi. W jego dobrą wolę, kompetencje i chęć pozytywnego działania nie wątpię, ale warto pochylić się nad poglądami krytyków i kontestatorów idei samorządu lekarskiego w ogóle.

Dla mnie ta krytyka to symptom znacznie szerszego zjawiska, generalnego niezadowolenia z biegu spraw publicznych w Polsce. Coraz powszechniejsza jest postawa, które określam, jako „emigrację wewnętrzną” nowego typu. W mrocznych latach stanu wojennego pojęcie emigracji wewnętrznej głęboko zakorzeniło się w świadomości społecznej, było formą protestu wobec przemocy i deptaniu ludzkiej godności. Dziś możemy zobaczyć współczesną mutację tego zjawiska, wycofujemy się w krąg rodziny, przyjaciół, własnych spraw. Nie rozumiemy otaczającego świata, nie akceptujemy go, stoimy z boku.

Taka postawa jest także typowa dla pracowników mojej uczelni, Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Zanik inwencji, niechęć do działania, pesymizm i kontestacja. Z pewnością takie zjawiska, społecznie niezwykle niepokojące mają bardzo skomplikowane podłoże. Nie można udawać, że ich nie ma, ale droga do przywrócenia wiary w sens uczestniczenia w życiu samorządu lekarskiego, uczelni, rady miejskiej i wielu, wielu innych instytucji jest długa i trudna.

Jeśli jej nie rozpoczniemy może być tylko gorzej.

Podsumowanie stycznia

Początek roku był rzeczywiście świąteczny i Czytelnicy byli myślami raczej bliżej wakacji niż pracy. Liczba wejść była umiarkowana, ale w kolejnych dniach i tygodniach wszystko wróciło do normy obserwowanej w roku ubiegłym. Kilka tematów szczególnie zainteresowało Czytelników.

Najwięcej komentarzy wpłynęło do tekstu „Sens bloga” (13 stycznia), a uzasadnienie potrzeby dalszego prowadzenia bloga przedstawione przez komentujących było bardzo przekonujące. Jest zastanawiające, że nadal, w kraju o braku (? - patrz tekst z 29) cenzury prewencyjnej, jest takie zapotrzebowanie na wolne, niczym nieskrępowane słowo. Z tym tekstem korespondował tekst z 8 stycznia „Pesymizm, optymizm, realizm”, który komentowało 8 osób.

Nauka nadal dla wielu z nas jest ważna o czym świadczą liczne głosy (9) w reakcji na tekst „Katastrofa naukowa…” z 25 stycznia. Nauka to obszar bardzo wrażliwy na wszelkie działania restrykcyjne, wolność prowadzenia badań (w granicach obowiązującego prawa) to podstawowy warunek powodzenia w tej mierze. Dlatego choć z uznaniem należy przyjąć próby zmian podjęte w czasie styczniowego posiedzenia Senatu (patrz blog z 28), to można zdać pytanie: jak można było dopuścić do takiego regresu, przecież negatywne zjawiska nie zaczęły się w ostatnim czasie i są pochodną wielu czynników narastających przez długi czas?

Potrzebujemy rzeczywistych, konstruktywnych działań, żadne zaklęcia, apele i markowane ruchy nie pomogą. A „materia” jest skomplikowana, nauka jest wrażliwa na wszelkie ograniczenia i nadmiar regulacji.

I na koniec ciągle ciągnie się sprawa Prof. Dzielickiego, prezentowane dokumenty (20), niestosowna interpretacja wyroku Trybunału Konstytucyjnego przez Dziekana Wydziału Prof. W. Króla (22) oraz zaskakująca, trudna do zrozumienia decyzja o odwołaniu programu telewizyjnego (29) świadczą, że konflikt nie został zakończony. Trudno jest pojąć jak jest możliwe, że nie da się uzyskać społecznie korzystnego rozwiązania, a Profesor nie robi tego co umie najlepiej – operować chorych w klinice, którą sam stworzył.