50 137
To jest liczba wejść od 15 lipca 2009, co daje liczbę 263 osób dziennie, dziękuję za zainteresowanie.
W ostatnim okresie najwięcej Czytelników śledziło dochody kanclerzy uczelni medycznych, ale wczorajsza liczba odwiedzających blog przekraczająca pół tysiąca pokazuje, że warto sięgnąć do informacji z przeszłości. Nie sposób zrozumieć teraźniejszości bez wiedzy dotyczącej najnowszej historii.
wtorek, 20 października 2009
niedziela, 18 października 2009
Powrót do przeszłości – o tajnym współpracowniku Służby Bezpieczeństwa, lekarzu z Zabrza
Na blogu prezentowałem małe fragmenty mej teczki prowadzonej przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa (patrz 2.02.09). Byłem obserwowany od jesieni 1980 do 1.08.1985. Znaczna część informacji na mój temat pochodziła od TW (tajnego współpracownika) o pseudonimie Anatom. Usiłowałem go zidentyfikować, ale okazało się, że jego teczka nie znajduje się w ocalałych zasobach SB. Szukałem Anatoma parę lat i otrzymałem odpowiedź od Prezesa IPN J. Kurtyki, że nie można zidentyfikować tej osoby z powodu zniszczenia jego teczki personalnej. Z analizy dokumentów jakie SB zebrała na mój temat wynikało, że Anatom to ktoś z Zabrza, najpewniej lekarz pracujący, przynajmniej do połowy lat dziewięćdziesiątych w SK-1 w Zabrzu. I gdy wydawało się, że nigdy nie uda się zdemaskować Anatoma szczęście się do mnie uśmiechnęło. Dzięki wieloletnim staraniom o ujawnienie tożsamości Anatoma sporo osób wiedziało o istnieniu takiego TW i ktoś przeglądając archiwa IPN przypadkowo trafił na dokument rejestracji Anatoma, jako TW. Dowiedziałem się o tym od mego przyjaciela, który wysłał mi sms-a w czasie urlopu letniego. Przytoczę jego treść: „Zrób sobie chwilę przerwy, odpręż się, usiądź i koniecznie wypij sznapsa bo wkrótce otrzymasz wiadomość z tajnych archiwów bezpieki”. Za moment przyszedł drugi sms z danymi Anatoma.
Uważam, że moim obowiązkiem jest ujawnienie posiadanej informacji. Każdy sam oceni postawę Anatoma, notabene byłego studenta z mojej grupy dziekańskiej z czasów studenckich. Obok dokumentów otrzymanych z IPN przedstawiam także jeden z licznych donosów jakie na mnie złożył Anatom.
Anatom donosił nie tylko na mnie, załączam także kserokopie donosów na Profesora Zbigniewa Religę, byłego Rektora naszej uczelni oraz dr med. Zenona Halabę, pierwszego przewodniczącego Niezależnego Zrzeszenia Studentów Śląskiej Akademii Medycznej z 1980 roku.
Kliknięcie na poniższe miniatury spowoduje powiększenie tekstu. Tajny Współpracownik ANATOM
Donos Anatoma na Wojciecha Pluskiewicza (kryptonim MURZYN)
Donos Anatoma na profesora Religę (kryptonim UNIKAT)
Donos Anatoma na doktora Halabę (kryptonim NEGAT)
sobota, 17 października 2009
piątek, 16 października 2009
Z posiedzenia Rady Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-dentystycznym
Ważnym punktem posiedzenia Rady Wydziału z 15 października br. była dyskusja dotycząca pracy naukowej. Wyniki naukowe to podstawowy czynnik brany pod uwagę przy ocenie każdej szkoły wyższej. Na zaproszenie Dziekana Wydziału Prof. W. Króla kwestie dotyczące pracy naukowej przedstawił Prorektor ds. Nauki Prof. J. Duława. Po tym wystąpieniu, obejmującym m. in. zestawienie dla poszczególnych wydziałów punktacji wg skali IF i liczbę wniosków oraz grantów naukowych Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, wywiązała się dyskusja. Nie wchodząc w szczegóły, obraz jaki się wyłania jest dość pesymistyczny. Zainteresowanie prowadzeniem badań naukowych wśród pracowników jest coraz mniejsze, część środków przeznaczanych na naukę pozostaje niewykorzystanych, jest coraz mniej młodych pracowników nauki, a praktyka prowadzenia grantów naukowych natrafia na szereg trudności natury organizacyjno-biurokratycznych. Znamienne były kwestie podniesione przez Prof. W. Grzeszczaka i Prof. A. Sieronia. Pierwszy z nich zapytał Prorektora co ma uczynić z drogim sprzętem do prowadzenia badań naukowych, który znajduje się w katedrze w sytuacji potrzeby wkroczenia serwisu. Urządzenia do prowadzenia badań naukowych zostały w ostatnich latach mocą rozporządzenia wewnątrzuczelnianego przekazane przez uczelnię szpitalom klinicznym, a te z kolei nie są zainteresowane prowadzeniem badań naukowych. Prof. A. Sieroń podniósł problemy z prowadzeniem grantów we współpracy innymi uczelniami i niemożność przekazania do jego kliniki sprzętu do prowadzenia badań.
Na oba pytania nie padły satysfakcjonujące odpowiedzi.
Nie wchodząc w szczegóły dotyczące kwestii podnoszonych przez dyskutantów, widać wyraźny kryzys w zakresie nauki. Oczywiście problem jest bardzo złożony, np. niektóre regulacje prawne obowiązujące w kraju mogą stwarzać pewne trudności, ale nie sposób nie odnieść wrażenia, że wiele obszarów będących w gestii uczelni nie funkcjonuje prawidłowo.
- Jak władze uczelni mogły przekazać urządzenia do prowadzenia badań szpitalom klinicznym?
- Gdzie jest młoda kadra naukowa?
- Gdzie podziała się atmosfera naukowa?
- Jak odbudować etos nauki?
Na koniec posiedzenia Rady Wydziału zapytałem Dziekana o status klinik alergologii i endokrynologii po ich translokacji do Katowic, gdyż wg doniesień prasowych działają one nielegalnie. Dziekan Prof. W. Król stwierdził, że cała sprawa służy tylko zwiększaniu nakładu Gazety Wyborczej, a kliniki funkcjonują jak najbardziej w zgodzie z obowiązującym prawem. Obecny na sali Prorektor ds. Klinicznych Prof. P. Jałowiecki potwierdził opinię Dziekana.
środa, 14 października 2009
O mobbingu w polskich uczelniach
wtorek, 13 października 2009
Ciekawe spostrzeżenia czytelnika
Wracając jeszcze do inauguracji. Otóż wszystkie upadajace "demokracje wschodu" zawsze umiały zapewnić sobie wiwatujące na ich cześć tłumy poparcia. Pokazuje to telewizja. Im większy kolos na słomianych nogach, tym większe rzesze wiwatujących na caść rządzących tłumów poparcia. Taka jest prawidłowość. Tymczasem baczny obserwator zauważy, że grono samodzielnych pracowników nauki oraz pomocniczych było mocno uszczuplone, oficjalnych gości jakby drugi garnitur, dużo natomiast nieznanych twarzy (młodzieży i ich rodzin) nieświadomych tej szarej i smutnej rzeczywistości, o której wspominał Pan Profesor.
poniedziałek, 12 października 2009
Wyniki Lekarskiego Egzaminu Państwowego, wrzesień 2009
Wyniki wrześniowego egzaminu młodych lekarzy przedstawia tabela poniżej. Obok ostatnich danych zamieszczam także analogiczne wyniki z wiosny br. oraz jesieni 2008. Suma lokat poszczególnych uczelni z trzech ostatnich egzaminów uśrednia ocenę i umożliwia bardziej obiektywne spojrzenie na poziom dydaktyki w polskich uczelniach medycznych (ostatnia kolumna). Zdecydowanie liderem jest uczelnia gdańska (sumaryczna wartość lokat 5), za nią ze sporą stratą plasuje się UM ze stolicy (10), nieco gorsze są Wrocław (13), Szczecin (14) i UJ (16), grupę średniaków tworzą Lublin (19), Bydgoszcz (19), nasza uczelnia (20) i Poznań (21), a zdecydowanie najsłabsi są koledzy z Łodzi (29) i Białegostoku (32).
Pozycja naszej uczelni jest niestety bliżej końca niż początku stawki.
Wróćmy do bieżących wyników; Gdańsk ciągle na czele (jak oni to robią?!), my na 7. miejscu (2. miejsca gorzej niż wiosną), niezmiennie najsłabsi są młodzi lekarze z Łodzi i Białegostoku. Warto zwrócić uwagę na mniejsze niż w poprzednich egzaminach różnice między uczelniami, pierwszą i przedostatnią uczelnię dzieli zaledwie 6 punktów. Od reszty odstaje tylko Białystok, traci do lekarzy z Łodzi aż 6 punktów!
Uczelnia | Jesień 09 | Wiosna 09 | Jesień 08 | Suma lokat za 3. egzaminy | Miejsce za 3. egzaminy |
Gdańsk | 138 | 143,3 | 148,3 | 5 | 1 |
Warszawa | 136,8 | 141,2 | 144,9 | 10 | 2 |
UJ | 136,7 | 138,8 | 144,8 | 16 | 5 |
Bydgoszcz | 136,1 | 138,5 | 145,3 | 19 | 6/7 |
Wrocław | 135,4 | 138,7 | 152,9 | 13 | 3 |
Lublin | 135,2 | 139,6 | 141,9 | 19 | 6/7 |
Katowice | 134,1 | 139 | 144 | 20 | 8 |
Poznań | 133,7 | 138,5 | 146,6 | 21 | 9 |
Szczecin | 133,8 | 141,2 | 149,6 | 14 | 4 |
Łódź | 132 | 138,6 | 137,2 | 29 | 10 |
Białystok | 126,2 | 130,8 | 138 | 32 | 11 |
niedziela, 11 października 2009
Rokitnica w jesiennych barwach
Dziś w południe udało mi się „złapać” chwilę bez deszczu i wybrałem się na krótką przejażdżkę rowerową do kolebki naszej uczelni w Rokitnicy. Mieszkam w Zabrzu-Mikulczycach i do bram kampusu mam zaledwie 6 km. Spory odcinek przejechałem nowozbudowaną ścieżką rowerową, a dopiero ostatni fragment drogi po górę pokonałem zwykłą drogą. Na terenie uczelni pusto, sennie, gdzieniegdzie stoją samochody. Ale trudno liczyć na inny obraz w niedzielne południe. Mimo to barwy jesieni dodają temu miejscu, bliskiemu wielu z nas, niekłamanego uroku i spokoju. Ciągle wierzę, że ten kompleks znów stanie się barwną, autentyczną wizytówką naszej uczelni…
sobota, 10 października 2009
Wizjonerstwo czy mrzonki?
Kolejny raz inspiracją dla mnie jest pracownik naszej uczelni, tym razem z Wydziału Lekarskiego w Katowicach. Ostatnio to właśnie nasi koledzy z Katowic są mi pomocni, rozmowa z windzie opisana niedawno miała miejsce w CSK w Katowicach.
Ale do rzeczy, rozmawiałem z Panem „X” z Katowic na temat inauguracji i usłyszałem pogląd, który z pozoru na początku był wręcz obrazoburczy i pozostawał w sprzeczności z moją dotychczasową opinią. Otóż mój rozmówca stwierdził, że pomysł budowy centrum dydaktycznego w Katowicach jest szkodliwy i powinien być odrzucony. Po raz pierwszy o tej idei usłyszałem na majowym spotkaniu Rad Wydziałów, wtedy z uznaniem podszedłem do tej wizjonerskiej idei.
Mój interlokutor stwierdził: „…w uczelni brak wszystkiego, poczynając od najprostszych elementów pracy biurowej, a kończąc na mizerii pracy klinicznej. Rokitnica umiera lub raczej już umarła, zakłady teorii medycyny w Ligocie ledwo zipią pod pręgierzem azbestu, CSK to kolos na glinianych nogach, kliniki w Ochojcu są w okowach NIK-u, SK-1 w Zabrzu to ruina, a tu ktoś snuje nierealne plany? Toż to czysta propaganda, pomysł chwalebny, ale nie tu, nie w tej smutnej rzeczywistości, najpierw należy zapewnić funkcjonowanie uczelni na przyzwoitym poziomie, a potem bierzmy się za tego typu inwestycje”.
Muszę przyznać, że początkowo słuchałem ze zdziwieniem tego wywodu, ale jakże był on trafny. Przecież gdyby nawet uwierzyć w dobre intencje pomysłodawców, to czy można zaakceptować w jednym składzie sto Trabantów i jednego Mercedesa? Nawet najlepszy koń pociągowy nic nie zdziała, najpierw zbudujmy solidne podstawy, potem przyjdzie czas na takie awangardowe pomysły.
Gdzie są niedawno roztaczane wizje nowoczesnego ośrodka akademickiego w Rokitnicy? Gdzie pieniądze Unijne?
Po co mnożyć propagandowe byty?
czwartek, 8 października 2009
Czy Rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu Ryszard Andrzejak popełnił plagiat? (cześć 2.)
Dziś publikuję drugą część dokumentów dotyczących podejrzeń stawianych Rektorowi Andrzejakowi.
Dokument 8
Dokument 9
Dokument 10
Dokument 11
Dokument 12
Dokument 13
Dokument 14
środa, 7 października 2009
Usłyszane w windzie szpitala klinicznego w Katowicach
Windą jedzie dwóch profesorów medycyny, jeden nich mówi:
„Myślałem, że najgorsze co mnie w życiu spotkało już minęło bezpowrotnie i nigdy się nie powtórzy, w końcu czasy komuny mamy za sobą tyle lat, a tu nas się traktuje jak gdyby komuna wróciła”.
Drugi z rozmówców pokiwał głową ze zrozumieniem i skonstatował:
„No tak, mamy leczyć jak za króla Ćwieczka, a do tego stać na baczność przed obliczem najjaśniejszego dyrektora…takie czasy, ale nic nie trwa wiecznie, przetrzymaliśmy komunę, wytrzymamy i teraz!”
wtorek, 6 października 2009
Ważny komentarz czytelnika
Cały czas zastanawiam się czym jest Senat tej uczelni? Pani rektor przeniosła kliniki na Ceglaną bez uchwały senatu, dziś upomniało się o taką uchwałę Ministerstwo Zdrowia. Domyślam się, że teraz pani rektor szybko zwoła posiedzenie senatu i zażąda od senatorów takiej uchwały. I co zrobi szanowne grono profesorskie zasiadające w senacie- czy dalej będą utwierdzać nas wszystkich w przekonaniu, że są tylko marionetkami w rękach tej kobiety, których zdanie tak właściwie się nie liczy, że potrzebni są tylko ze względów formalnych. Ciekawe, że tak istotne zmiany na uczelni przeprowadzono bez wiedzy i zdania senatorów!!!!! Pani rektor myślała że się uda? Widać nic dla niej nie znaczycie, nie musi się z Wami liczyć, sami pozwalacie się tak traktować, jak bezwolna masa, która nie ma własnego zdania. Pamiętajcie Państwo tylko, że na zawsze bierzecie odpowiedzialność za to co się na tej uczelni dzieje. Wybraliście takiego rektora- pokażcie teraz, że macie własne zdanie i nie należy tego zdania pomijać w istotnych dla uczelni sprawach!!!!!!!! Już cała Polska wie, że na tej uczelni wszystko dzieje się od końca- najpierw przenosi się kliniki a dopiero potem pyta senat o zdanie. WSTYD!!!!!!!!!!!!!!
poniedziałek, 5 października 2009
O Pani Profesor Danucie Sońcie-Jakimczyk
Profesorowie w Polsce cieszą się wysokim prestiżem społecznym, a w tej grupie najwyższym szacunkiem darzymy chyba profesorów medycyny. Każdy z nas, lekarzy lub studentów medycyny spotkał na swej drodze takich profesorów, którzy w pełni na ten tytuł zasługiwali. To byli i są Profesorowie - przez duże „P”. W moich czasach studenckich na takie miano z pewnością zasłużyli Państwo Profesorowie: Grudzińska, Szyszko, Ginko, Herman, Nasiłowski, Zieliński. Spotkanie z każdym z nich to była prawdziwa „przygoda” intelektualna.
Dziś chciałbym parę zdań napisać o Pani Profesor Danucie Sońcie-Jakimczyk. Pani Profesor w moim najgłębszym przekonaniu należała do takich osób, obok których nie sposób przejść obojętnie. Zawsze opanowana, pogodna, dystyngowana, raczej rzadko publicznie zabierała głos, ale każda Jej wypowiedź miała odpowiedni ciężar gatunkowy. Nigdy nie podnosiła głosu. Jej zaangażowanie w sprawy dzieci z chorobami onkologicznymi było autentyczne i powszechnie znane. Wydaje mi się, że spełnić wysokie wymagania Pani Profesor nie było łatwo (nigdy razem nie pracowaliśmy), ale gdy ktoś uzyskał swą pracą uznanie mógł liczyć na wsparcie i pomoc. Dostąpiłem zaszczytu recenzowania ostatniej pracy doktorskiej, jaka powstała pod kierunkiem Pani Profesor i miałem możliwość zaobserwowania zaangażowania i wsparcia dla doktorantki.
Ktoś się może zapytać, dlaczego używam czasu przeszłego?
Profesorowie cieszą się przywilejem pracy do 70 roku życia. Nie znam żadnego przypadku by profesor medycyny zrezygnował z pracy i przeszedł na emeryturę wcześniej. Pani Profesor nie osiągnęła jeszcze wieku emerytalnego dla tej grupy. Jak to jest możliwe by ktoś tego formatu, lekarz o takiej renomie, wręcz pasjonat zawodu dobrowolnie zrezygnował z pracy klinicznej? To dla nas wszystkich wielka strata, odchodzi wspaniały człowiek.
Dla mnie jest to kolejny dowód na głęboki kryzys, w jakim znajduje się uczelnia, przecież Pani Profesor musiała mieć poważne powody, by zakończyć swą pracę akademicką. Jak można było dopuścić do przedwczesnej emerytury Pani Profesor Sońty-Jakimczyk? Dlaczego władze uczelni nie potrafiły (nie chciały?) zatrzymać Jej w murach uczelni?
sobota, 3 października 2009
Podsumowanie września
Wrzesień na blogu był dość ożywionym miesiącem mimo jego jeszcze nieco wakacyjnego charakteru. Największe zainteresowanie wzbudziła informacja o zarobkach Kanclerzy polskich uczelni medycznych (15 komentarzy). Notowałem rekordowe zainteresowanie, a liczba odwiedzających 28 września przekroczyła 400 osób. Nic dziwnego, na tle naszych zarobków pewnie niejeden szeregowy zjadacz chleba, ale i niejeden zasłużony dla uczelni pracownik mógł doznać szoku i poczuć się obywatelem drugiej, trzeciej lub jeszcze niższej kategorii…
A w maju, na posiedzeniu Rad Wydziału usłyszeliśmy, że pensja podstawowa Pani Kanclerz wynosi 5700 zł…cóż za cudowne mnożenie się pieniędzy…
Duże zainteresowanie czytelników wzbudziła informacja o blokowaniu dostępu do mego bloga w SK-1 w Zabrzu (12 komentarzy). Tu warto tylko sprostować uzasadnienie dyrekcji szpitala, że Internet nie służy rozrywce; doprawdy zaliczenie mego bloga do kategorii rozrywka chyba świadczy o podstawowym braku umiejętności czytania tekstów w języku polskim. Komediantem nie jestem z całą pewnością …prawdziwa cnota krytyk się nie boi…cenzura górą (na razie). Ale do naszych domów (dotąd) władza dyrekcji nie sięga…, czyli i tak kula trafia w płot!
Sporo uwagi Czytelnicy poświęcili tekstom dotyczącym spraw nauki (4 i 16). To świadczy, że mimo zawirowań zewnętrznych, także tych pozauczelnianych, nadal nauka jest nam bliska. Wolność badawcza, myślenie twórcze, kreatywność to ciągle bliskie nam pojęcia. To dobrze, to powiew optymizmu. Chciałbym także uzupełnić, że przytoczenie recenzji miało pokazać, że nie można akceptować w jednej opinii dwóch sprzecznych tez: albo publikować albo odrzucić. Nie dyskutuję poglądu autora tej recenzji, ale logika i rzetelność wymaga sprecyzowania swego stanowiska (recenzuję wiele prac, głównie z pism zagranicznych np. Bone, Journal of Clinical Densitometry, Osteoporosis International, mam zatem wystarczające doświadczenie osobiste by wiedzieć jakie wymogi musi spełniać recenzja pracy naukowej).
piątek, 2 października 2009
Inauguracja roku akademickiego
Wczorajsza inauguracja roku akademickiego zgromadziła wyjątkowo duże audytorium. Całe spotkanie było dość dynamiczne, trwało niecałe 2 godziny. W czasie uroczystości usłyszeliśmy wiele informacji dotyczących naszej uczelni i postronny, bliżej niezorientowany słuchacz mógłby odnieść wrażenie, że Śląski Uniwersytet Medyczny to wiodąca uczelenia medyczna w skali co najmniej krajowej. Choć daleki jestem od krytyki wszystkiego co nas otacza w uczelni to zaliczenie w jej dzisiejszej kondycji i kształcie do grupy liderów polskich wyższych szkół medycznych to zwykła propaganda sukcesu. Ciągle przedstawia się nam plany, projekty, zamierzenia, ale codzienność jest szara i smutna.
Na koniec interesujący wykład dotyczący zagadnień dotyczących diety wygłosiła Pani Profesor M. Wardas. Dla mnie szczególnie znaczące było stwierdzenie Pani Profesor, że w krajach gdzie młodzież powszechnie pije duże ilości coca-coli zaburzających wchłanianie wapnia występuje zwiększone zagrożenie osteoporozą, czyli chorobą którą zajmuję się w pracy zawodowej i naukowej.
Dla uświadomienia sobie gdzie jest nasze rzeczywiste miejsce na mapie polskich uczelni warto otworzyć link poniżej...
Infrastruktura szkolnictwa wyższego - lista projektów wybranych do dofinansowania
niedziela, 27 września 2009
O dochodach kanclerzy polskich uczelni medycznych
Poniżej przedstawiam zestawienie dochodów kanclerzy polskich uczelni medycznych w procentowym odniesieniu do dochodu Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej w 2008 roku (296.591 złotych).
Dane Pani Kanclerz naszej uczelni otrzymałem drogą listowną (w odpowiedzi na list z 21.05.09 opublikowany na blogu 25.05.09), Kanclerz Uniwersytetu Medycznego w Warszawie udzieliła mi odpowiedzi telefonicznie, a pozostali Kanclerze informacje o swych dochodach przekazali pocztą elektroniczną. Kanclerz z Łodzi nie odpowiedział na zapytanie, mimo iż w rozmowie telefonicznej obiecał udostępnić dane. Kierowane dwukrotne drogą elektroniczną zapytania pozostały bez odpowiedzi. Z Kanclerzem uczelni lubelskiej nie udało mi się skontaktować, a wydziały lekarskie w Krakowie, Bydgoszczy i Olsztynie wchodzą w skład uniwersytetów i trudno o bezpośrednie porównania z uczelniami medycznymi.
Najedź myszą na poniższy obraz, żeby zobaczyć go w większm rozmiarze
piątek, 25 września 2009
czwartek, 24 września 2009
środa, 23 września 2009
Kryzys zamyka lekarzom drogę do specjalizacji
Tak brzmiał tytuł z Dziennika – Gazeta Prawna z 22 września. Na stronie tytułowej dziennikarka opisuje dramatyczną sytuację w jakiej znajdują się rzesze młodych adeptów sztuki medycznej. Zgodnie z prawem Ministerstwo Zdrowia powinno na 21 dni przed dniem zakończenia aplikowania o etaty rezydenckie określić ich liczbę. Niestety, taka lista nie została w ustawowym terminie ogłoszona. Dla młodych lekarzy to dramatyczna sytuacja, co robić? Czekać? A może jednak wyemigrować i leczyć Niemców, Norwegów lub Anglików? W artykule oraz komentarzu redakcyjnym jako winnego zaistniałej sytuacji wskazuje się kryzys. Ta pozornie słuszna teza wymaga bardziej zdecydowanego komentarza. Nie idzie bowiem o jedną z setek czy tysięcy pozycji budżetu państwa, cena tego typu nieodpowiedzialnej decyzji i cięcie kosztów przez ministra finansów stwarza zagrożenie bezpieczeństwa zdrowotnego Polek i Polaków. Zagrożenie to nie dotyczy jutra ani nawet najbliższych lat, ale w wieloletniej perspektywie polityka w zakresie ochrony zdrowia prowadzona od dekad (a w zasadzie od 1945 roku) prowadzi donikąd. Brak systemowych zmian i niski poziom finansowania spycha nas na ostatnie lokaty na mapie cywilizowanego świata. Znamy statystyki dotyczące np. raka szyjki macicy stawiające nas na szarym końcu Europy i nie tylko Starego Kontynentu.
Ale kogo to obchodzi? Przypomina mi się słynne stwierdzenie J. Urbana, rzecznika prasowego rządu na początku lat 80-tych: „rząd się wyżywi”. Arogancja i bezczelność godna czasu pogardy dla człowieka, ale dziś podobna postawa klasy politycznej wyrażana postawą ministra finansów budzi mój najgłębszy sprzeciw.
Gdzie my żyjemy? Czy to Polska właśnie?
W trakcie pisania tego tekstu otrzymałem list od Czytelnika, zamieszczam poniżej Jego komentarz i link.
Liczba miejsc dla lekarzy i lekarzy dentystów, którzy rozpoczną specjalizację na podstawie postępowania kwalifikacyjnego przeprowadzonego w terminie 1– 31 października 2009 r.
Najświeższy komentarz Czytelnika - młodego lekarza Wszyscy jednogłośnie mówią: "Potrzeba lekarzy !". Widać jednak, że ministerstwo próbuje upiec dwie pieczenie na jednym ogniu w dodatku oszczędzając na finansach. Zapytają jak to mało miejsc, przecież są. Są. Ale nie dla STAŻYSTÓW. Etatowcy (nowi) też nie zdążą znaleźć sobie miejsc etatowych bo do 30 września trzeba złożyć dokumenty. Staż kończy się 31 października. Czyli specjalizacje będą dla starych etatowców, którzy ich jeszcze nie otworzyli. Duża grupa będzie zmuszona do zmiany kierunku w którym będą się specjalizować (vide Med. Rodzinna) do czasu uzyskania etatu, bo świeży etat po stażu to trudna sprawa - ewentualnie wolontariat do czasu otrzymania etatu. Kopaczowa zrobiła to w białych rękawiczkach - "Przecież miejsca są" - powie. "To źli dyrektorzy Was nie chcą". I na koniec: etatowa specjalizacja trwa dłużej - czyli mamy tanią siłę roboczą na parę następnych lat. Pozdrawiam i przepraszam za "żółć" |
Czy Rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu Ryszard Andrzejak popełnił plagiat?
Jest kolejny dowód na plagiat rektora AM
To pytanie po raz pierwszy publicznie zostało postawione w listopadzie 2008 roku, czyli niebawem od tej chwili minie rok. Ta bulwersująca sprawa ogniskowała na sobie uwagę wrocławskiego środowiska naukowego, ale była przedmiotem zainteresowania także w całym kraju. Waga gatunkowa tych zarzutów jest ogromna; rektor dużej, publicznej uczelni został oskarżony o plagiat, jeden z najpoważniejszych zarzutów jakie można postawić naukowcowi. Gdy takie podejrzenie dotyczy tak ważnej osoby to konieczność jak najszybszego rozstrzygnięcia jest oczywista. I nie tylko w interesie środowiska wrocławskiego, ta sprawa cieniem kładzie się na wiarygodności całego polskiego środowiska akademickiego. Tak jak przed laty afera plagiatowa dr hab. A. Jendryczki z naszej uczelni hańbą okryła polski świat nauki.
Kilkakrotnie pisałem o sprawie Rektora Andrzejaka i nadal oczekuję, podobnie jak cały polski świat uniwersytecki, na czytelny sygnał: winny lub niewinny.
Od dziś będę etapami publikował dokumenty dotyczące sprawy w chronologicznym porządku. Dzięki temu każdy Czytelnik będzie mógł ocenić fakty, a nie tylko zasłyszane opinie i wyrwane z kontekstu fragmenty całości.
Odstępstwem od porządku chronologicznego będzie niedawna publikacja prasowa, którą przytaczam na początku.
Dokument 1
Dokument 2
Dokument 3
Dokument 4
Dokument 5
Dokument 6
Dokument 7
wtorek, 22 września 2009
poniedziałek, 21 września 2009
Wyniki LEP-u dla stomatologów, wrzesień 2009
Wyniki są interesujące, mamy grupę liderów: Szczecin, Warszawa, Lublin, potem parę punktów mniej mają absolwenci z pozostałych uczelni, poza młodymi stomatologami z Krakowa, którzy tracą 3 punkty do przedostatniego Poznania. Warto też zauważyć, które uczelnie notują postęp, które regres, w końcu 3 uczelnie w tym nasi absolwenci nie zmienili swej lokaty. Zastanawia słaba pozycja renomowanych uczelni z Krakowa i Poznania.
Nasi absolwenci to ciągle „średniacy”, na szczęście opuściliśmy ostatnie miejsce z roku ubiegłego, ale nie widać dalszego marszu w górę klasyfikacji.
Dentyści Punkty/miejsce | Dentyści Punkty/miejsce | Zmiana lokaty | |
Szczecin | 143,1 | 143,4/4 | +3 |
Warszawa | 142,5 | 145,3/3 | +1 |
Lublin | 143,1 | 138,8/7 | +4 |
Wrocław | 137,4 | 151,3/1 | -3 |
Gdańsk | 134,1 | 141,2/5 | b.z. |
Katowice | 133,4 | 141,1/6 | b.z. |
Białystok | 133,2 | 136,8/10 | +3 |
Łódź | 133,2 | 139,8/8 | b.z. |
Poznań | 133,0 | 146,3/2 | >-7 |
Kraków | 130,1 | 136,8/8 | -2 |
piątek, 18 września 2009
Śląski Uniwersytet Medyczny w obiektywie (nr 2.)
Nadal zostajemy w Zabrzu, w SK-1. Dziś prezentuję zdjęcie budynku neurologii. Aż trudno uwierzyć, że tu mieści się Katedra i Klinika Neurologii macierzystego Wydziału naszej uczelni…
czwartek, 17 września 2009
środa, 16 września 2009
Recenzja artykułu poglądowego dokonana przez anonimowego recenzenta
„Manuskrypt systematyzuje informacje na temat [...]. W sposób prosty i rzeczowy w oparciu o literaturę podkreśla ryzyko poszczególnych [...]., zwracając uwagę na [...]. jako niedoceniany problem związany ze zwiększeniem ryzyka [...]. Artykuł jest poprawny merytorycznie przy czym zawiera powszechnie znane informacje dotyczące [...]. Trudno doszukać się w nim elementów nowości jak również elementów osobistej pracy twórczej autora. Jeśli Redakcja uznaje celowość zamieszczenia usystematyzowanych informacji o [...] to stoi przed możliwością zamieszczenia go w formie nadesłanej. Druga alternatywa to odrzucenie artykułu. Realizacja drugiej, ambitniejszej alternatywy wiąże się z ilością nadesłanych prac tzw. portfelem redakcyjnym i oczekiwaniami czytelników (tu nazwa pisma)”. |
W celu uniemożliwienia ewentualnej identyfikacji autora z zaznaczonych miejscach zamiast słów znajdujących się w oryginalnym tekście są puste miejsca.
Ciekaw jestem jak się ta recenzja podoba Czytelnikom bloga, czekam na komentarze.
poniedziałek, 14 września 2009
Sala wykładowa
Informuję, że mój wydział nie posiada sali wykładowej.
Władze uczelni usiłują co prawda nam wmówić, że rolę sali wykładowej może pełnić sala sekcyjna w Katedrze Patomorfologii, ale każdy kto zna tę salę uzna to za pomysł całkowicie chybiony.
Śląski Uniwersytet Medyczny w obiektywie (nr 1.)
Od dziś zaczynam nowy cykl: Śląski Uniwersytet Medyczny w obiektywie. Warto spojrzeć na budynki i wnętrza naszej uczelni. Sądzę, że wielu z nas zna ją tylko pobieżnie, ja także. Zacznę od mego Wydziału i szpitala, w którym pracuję.
Zdjęcie przedstawia budynek SK-1 w Zabrzu gdzie będzie się mieścić w przyszłości Oddział Intensywnej Opieki Medycznej oraz sale operacyjne. Bardzo nam brakowało tego obiektu. Jego budowa została zaplanowana przez poprzednią dyrekcję szpitala i w znacznej części już wtedy zgromadzono środki finansowe na tę inwestycję. Trudno dziś orzec kiedy nastąpi otwarcie obiektu, ale chyba ten moment nie jest taki bliski bo prawdziwe wyzwanie, także finansowe, to wyposażenie w sprzęt.
niedziela, 13 września 2009
Modo sovietico w Ameryce...
W polskim świecie nauki ciągle spotykamy wzorce z minionej epoki, gdy otwartość, merytoryczna dyskusja oraz swoboda wypowiedzi była ograniczana i manipulowana na różne sposoby. Nie dotyczyło to bynajmniej tylko sfery nauk społecznych czy historii, ale obejmowało także nauki medyczne. Dobrym przykładem z mojego własnego doświadczenia odzwierciedlającym realia minionej epoki jest historia dotycząca wykładu jaki wygłosiłem przed laty w ramach spotkań naukowych Towarzystwa Internistów Polskich. Zgodnie z moimi kompetencjami mówiłem o osteoporozie, a po wykładzie dostałem się po ostrzał pytań ówczesnego konsultanta wojewódzkiego w zakresie chorób wewnętrznych prof. Jana Duławy. Dyskusja była momentami gorąca, ale dotyczyła meritum wykładu. Następnego dnia jeden z moich starszych kolegów, kierując się zapewne uczciwymi pobudkami, zwrócił mi uwagę, że nie mogę sobie pozwolić, jako młody adiunkt, na tak otwartą dyskusję z konsultantem wojewódzkim. „Złamie Pan sobie karierę” usłyszałem od skądinąd życzliwego mi człowieka.
To było w 1995 roku i wcale nie uważałem wtedy (dziś zresztą myślę dokładnie tak samo) bym zachował się niestosowanie lub przekroczył jakieś umowne granice społeczne. Dyskusja po moim wykładzie była prawdziwą wymianą poglądów, ale wtedy to nie było wcale normą. Sam parokrotnie byłem świadkiem gdy padało z sali niewygodne dla wykładowcy pytanie to tzw. autorytet w danej dziedzinie karcił pytającego mówiąc: „Kolego, zadaje Pan takie oczywiste pytanie, co pan robił na studiach?” Albo stosowano inny sposób na unikniecie odpowiedzi polegający na udawaniu, że pytanie nie padło! Nic zatem dziwnego, że znakomita część audytorium jak ognia unikała zabierania głosu w obawie przed ośmieszeniem.
Brałem udział w dziesiątkach kongresów zagranicznych i dotąd nie byłem świadkiem tego typu zachowania wykładowcy. Aż do 12 września 2009. Od 11.09 biorę udział dorocznej konferencji ASMBR (American Society for Bone and Mineral Research) w Denver. Na jednej z sesji dotyczącej bardzo ważnych zagadnień oceny ryzyka złamań prowadzonej przez jednego z guru światowej osteoporozy prof. J. Kanisa zadałem mu pytanie. Chodziło o to, że w algorytmie oceny ryzyka złamań zwanym FRAX (prof. Kanis jest głównym autorem tej koncepcji) nie jest uwzględniona rola upadków i zasugerowałem, że należy w przyszłości wzbogacić FRAX o te informacje. Najpierw profesor wcale nie chciał odpowiedzieć udając, że nie rozumie pytania, ale po chwili w paru zdaniach stwierdził, że nie ma takiej potrzeby by ten czynnik ujmować. W ten sposób zaprzeczył wynikom dziesiątków znanych badań w oczywisty sposób mijając się z obiektywnym stanem wiedzy. W imię własnej nieomylności i doskonałości skopiował znane wzorce znane nam świetnie z polskiego podwórka. To było niewiarygodne, na tak znakomitym kongresie, bodaj najlepszym na świecie, cofnęliśmy się do minionej epoki. Ten przykład pokazuje, że nigdzie na świecie nie ma patentu na stały poziom dyskusji, że takie sytuacje mogą się trafić nawet w Stanach, a brak poszanowania zasad akademickich może dotyczyć osób z krajów tak długiej tradycji uniwersyteckiej jak Wielka Brytania, z której pochodzi prof. Kanis.
Ciekaw jestem jakie doświadczenia dotyczące dyskusji na współczesnych kongresach naukowych mają Czytelnicy bloga, czekam na komentarze.