czwartek, 18 października 2012

Rozmowa z lekarzem z Zabrza

Niedawno odbyłem rozmowę z jednym z lekarzy pracującym niegdyś w szpitalu w Zabrzu-Zaborzu. Ten szpital od 8 lat stoi pusty, jeszcze za czasów rządów Rektora T. Wilczoka zapadła decyzja o przejęciu obiektu przez uczelnię. Niestety, życie pokazało, że ta decyzja była kompletnie chybiona. Nie chcę dziś ferować jednoznacznych ocen i wskazywać winnych tej skandalicznej decyzji; nie ulega żadnej wątpliwości, że doprowadzono do ruiny nieźle prosperujący szpital tak potrzebny mieszkańcom Zabrza. Niemniej zbulwersowała mnie informacja jaką otrzymałem od mego rozmówcy; otóż w obliczu chęci pozbycia się szpitala przez ówczesne władze samorządowe miasta pracujący w nim lekarze powołali spółkę „Lekarze z Zaborza” i zadeklarowali chęć wykupienia szpitala. Tak się jednak nie stało, a świetna kadra lekarska rozpierzchła się po świecie.
Zastanówmy się: do wyboru były dwie opcje – przekazanie szpitala Akademii Medycznej za symboliczną złotówkę lub oddanie w ręce lekarzy. Wybrano fatalne w skutkach rozwiązanie, a sprawa nadal jest nierozwiązana i budynek dawnego szpitala stoi opuszczony. My, jako uczelnia okazaliśmy się kompletnie nieodpowiedzialni za własne decyzje, a postawa władz samorządowych niepotrafiących zadbać o interes mieszkańców miasta także jest trudna do zaakceptowania. Zgodnie z własnymi doświadczeniami wiem, że ta sprawa bardzo negatywnie odbiła się na wizerunku uczelni, szczególnie wśród mieszkańców Zabrza.

czwartek, 11 października 2012

List Czytelnika

Panie Profesorze,

Zdziwił mnie skład wydziałowej komisji ds. nauki. Wg mojego zdania powinny się tam znaleźć osoby z czołówki naukowej wydziału. Przed wakacjami takie zestawienie przedstawiono członkom RW w Zabrzu, uszeregowane wg liczby cytacji i współczynnika Hircha. Niestety, trudno wśród składu dostrzec osoby z pierwszej dziesiątki tego rankingu. Przynajmniej niektórzy spośród nich powinni swą wiedzą i doświadczeniem służyć sprawom nauki na wydziale, nie tylko jako aktywni autorzy publikacji naukowych.

niedziela, 7 października 2012

Wyniki sesji jesiennej Lekarskiego Egzaminu Państwowego (LEP) i Lekarsko-Dentystycznego Egzaminu Państwowego (LDEP)

Na stronie www.cem.edu.pl znajdziemy wyniki ostatniej, jesiennej sesji egzaminacyjnej LEP-u i LDEP-u. Nie są one dobre dla naszych absolwentów wydziałów lekarskich, ale znacznie lepiej – podobnie jak w minionych sesjach – wypadli absolwenci Wydziału Lekarskiego w Katowicach zajmując 6-te miejsce wśród wydziałów lekarskich, a za byłymi studentami z Zabrza znaleźli się tylko koledzy z Lublina. Nasi absolwenci Wydziału Lekarsko-Dentystycznego plasują się z połowie stawki na 6. miejscu.

Zachęcam do szczegółowego zapoznania się z tymi wynikami.

czwartek, 4 października 2012

Inauguracja roku akademickiego

Pierwszy raz od wielu lat nie mogę osobiście wziąć udziału w inauguracji roku akademickiego, gdyż prowadzę w tym tygodniu zajęcia ze studentami. Zwracam się z prośbą do pracowników, którzy będą obecni na inauguracji o komentarze i opinie. Niezwłocznie zamieszczę je na blogu.

poniedziałek, 1 października 2012

Inauguracja roku akademickiego w Krakowie

Nauka w Polsce wymaga reanimacji – pikieta ‘S’ na inaugurację roku akademickiego na UJ

czwartek, 27 września 2012

Migawka z życia akademickiego w Zabrzu

Dziś odbyło się pierwsze po wakacjach posiedzenie Rady Wydziału w Zabrzu. Jako Dziekan po raz pierwszy prowadził ją Prof. Maciej Misiołek. Kilkakrotnie, gdy w minionej kadencji przewodniczył obradom w zastępstwie Dziekana Prof. Wojciecha Króla dał się poznać z jak najlepszej strony. Tak było i dziś; prowadzenie było sprawne, wprowadzono pewne modyfikacje w systemie głosowania i nie było żadnych, tak typowych w ciągu ostatnich dwóch kadencji, przydługich monologów, uszczypliwych uwag wobec innych członków RW i niepotrzebnego rozwlekania obrad.
Czyżby „akademickość” znowu wróciła do Zabrza?
Wierzę, że to był dobry początek „nowego rozdania”.

sobota, 22 września 2012

Przeczytane w Annales Academiae Medicae Silesiensis



Ostatnio w moje ręce wpadł numer Annales Academiae Medicae Silesiensis (2012; 66, 3: 63-72). Wśród zamieszczonych w nim artykułów zainteresował mnie tekst autorstwa Beaty Prudel „Wkład Kresowiaków w powstanie i rozwój Śląskiej Akademii Medycznej”. Na początku tekstu autorka wprowadza czytelników w polskie powojenne realia wskazując na ogromny niedobór fachowych pracowników w systemie ochrony zdrowia. Brakowało przede wszystkim lekarzy, a ta sytuacja z wielu powodów była szczególnie odczuwalna na Górnym Śląsku. Stąd idea powstania w tym rejonie akademii medycznej była tak ważna. Autorka opisała jak istotną rolę w tworzeniu uczelni odegrali Polacy pochodzący ze wschodnich rubieży II RP (nie przepadam za określeniem „Kresy” czy „Kresowiacy”, gdyż to sugeruje, że te tereny były jakąś peryferyjną, czyli gorszą częścią Polski). W dwóch tabelach ujęła organizatorów Śl.AM-u i pozostałych pracowników niebędących założycielami naszej uczelni. To bardzo ciekawa lektura; lista tych osób jest imponująca. Śmiem twierdzić, że bez Polaków z dawnych polskich terenów nasz uczelnia nie mogłaby w ogóle powstać. Tylko niektórych spośród nich miałem możność osobiście spotkać, np. Prof. Prof. Tadeusza Ginko, Jerzego Zielińskiego czy Romana Wawryka. Inne nazwiska to dla mnie i młodszych absolwentów legendy minionego czasu. Znacznie więcej osób, z którymi spotkałem się osobiście zawiera druga tabela. Jest tu także mój były szef, Prof. Edmund Rogala, Rektor Prof. Zbigniew Herman i wielu, wielu innych zasłużonych pracowników uczelni. Znajduje się tam także Prof. Andrzej Wiczkowski, do niedawna Prodziekan na Wydziale w Zabrzu, urodzony w 1943 roku w Stanisławowie. Ta ostatnia informacja była dla mnie szczególnie interesująca, gdyż moje korzenie mojej rodziny także znajdują się na Wschodzie, a w tym roku w czasie wakacji te tereny przemierzałem rowerem startując właśnie ze Stanisławowa. To piękne miasto, a centrum robi naprawdę bardzo dobre wrażenie.
Gratuluję Autorce interesującego artykułu, choć pewnie nie wszystkie osoby z terenów dawnej Polski znaleźli się w zestawieniu, np. brakuje Lwowiaka dr med. Jerzego Dwornickiego, z którym miałem przyjemność pracować przez wiele lat w Klinice Chorób Wewnętrznych i Alergologii w Zabrzu.
Pamięć o ludziach, którzy wnieśli swój wkład w rozwój uczelni jest bardzo ważna, patrząc naprzód należy kultywować pamięć o naszych Nauczycielach i życiowych Przewodnikach.

poniedziałek, 17 września 2012

O bibliotece w Zabrzu


Dziś odwiedziłem bibliotekę uczelni w Zabrzu. Gdy wszedłem do sali czytelni byłem miło zaskoczony nowym wystrojem. Jasne regały robią dobre wrażenie. Ale to nie była inwestycja w bibliotekę; po prostu przeniesiono tu meble z Katowic, jako efekt translokacji Biblioteki Głównej z Poniatowskiego na Warszawską. Niestety ciągle potrzeby wydziału zabrzańskiego są na dalszym planie, czekamy na zmianę tego stanu rzeczy.

czwartek, 13 września 2012

O polskiej nauce

Ostatni ranking światowych uczelni, który przedstawiam poniżej, skłania do napisania paru zdań. Jak „od zawsze” pierwsze miejsca zajmują uczelnie amerykańskie i brytyjskie. Nikt o zdrowych zmysłach nie oczekuje by polskie uczelnie mogły plasować się na czołowych pozycjach, ale ich bardzo odległe miejsca są trudne do akceptacji. Od transformacji ustrojowej roku 1989 minie niebawem ćwierć wieku (!), ale trudno dostrzec jakiś istotny postęp w świecie polskich uczelni. Pojęcie „zawód-naukowiec” jest całkowicie abstrakcyjne, z nauki nie da się wyżyć. To obszar dla pasjonatów (fanatyków?) lub osób mających inne źródła utrzymania. Ciągle mówi się o gruntownych reformach systemu polskiej nauki, ale to są niestety bajki. Bez kompleksowych, fundamentalnych zmian nic się nie zmieni, czyli będziemy tłem dla świata. By takie zmiany miały szanse trzeba spełnienia paru warunków:

  • Klasa polityczna, jako dysponent środków finansowych musi wreszcie pojąć, że bez nowoczesnej nauki i dobrego poziomu szkolnictwa wyższego nie mamy szans na prawdziwy rozwój cywilizacyjny,
  • Środowiska uniwersyteckie muszą zgodzić się na prawdziwe, nie tylko kosmetyczne zmiany,
  • Musimy przyciągnąć do nauki młodych ludzi, bez których ambicji i zaangażowania nic nie zrobimy,
  • Musimy zapewnić odpowiedni klimat społeczny, tak by taka reforma była do zaakceptowana przez polską opinię publiczną,
  • Na końcu musimy wysupłać na ten cel niemałe środki finansowe i zadbać by były one właściwie wydatkowane. 

100 najlepszych Uniwersytetów Świata. Bez Polski.

wtorek, 11 września 2012

Realny stan polskiej nauki

Klęska Polski. Znów jesteśmy w ogonie Europy

sobota, 8 września 2012

O współczesnej Polsce

Ślepe i głuche społeczeństwo obywatelskie – to jest właśnie to

wtorek, 4 września 2012

List Czytelnika

Panie Profesorze,

Miałam nadzieję, że nagminna praktyka opóźniania wypłat wynagrodzeń w naszej uczelni się skończy wraz z objęciem władzy przez nowego rektora. Niestety, jest 4 września, godzina 11, a pieniędzy nie ma. Czy tak trudno jest „puścić” przelewy rano pierwszego możliwego dnia czyli w bieżącym miesiącu 3?
Czyżby miało się u nas dziać jak dawniej, gdy pracownik był tu nikim?!

czwartek, 30 sierpnia 2012

Nowa kadencja

Wakacje dobiegają końca, jesień zbliża się nieuchronnie. Nadchodzi ważny, wręcz przełomowy czas dla naszej uczelni. 1 września władzę obejmie nowy Rektor Prof. dr hab. Przemysław Jałowiecki. Każdy obserwator wydarzeń w naszej uczelni w ciągu minionych 7 lat miał możliwość wyrobienia sobie własnych poglądów dotyczących tego okresu, ale już czas by przestać oglądać się wstecz. Należy skupić się na przyszłości bo nadchodzące miesiące i lata będą czasem ważnych decyzji na dekady określających funkcjonowanie polskich uczelni medycznych. Od jakości zarządzania, od mądrości władz będzie zależeć miejsce naszej uczelni w polskim świecie uniwersyteckim. Ale to nie wystarczy; powodzenie podejmowanych działań w znacznym, a może nawet decydującym stopniu zależeć będzie od zaangażowania szerokich kręgów pracowników. Aktywność każdego z nas jest pilnie potrzebna.
Dajmy przysłowiowe „sto dni” spokoju nowym władzom. Jestem przekonany, że wielu pracowników uczelni oczekuje nie zmian kosmetycznych, ale takich które istotnie pchną nas na tory rozwoju. Ale jeszcze bardziej pragniemy nowego stylu sprawowania władzy, dyskusji na argumenty, poszanowania partnera, nawet gdy prezentuje on poglądy odmienne od naszych. Ważne by pojęcie „akademickość” wypełnić treścią, ale także formą godną tego słowa.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

O Szpitalu Klinicznym nr 5

Po kontroli w NFZ: Tego kontraktu miało nie być

sobota, 25 sierpnia 2012

O pewnej historii z Gdańska

Jak rektor GUMed limuzynę kupował

środa, 22 sierpnia 2012

List od Czytelnika

Panie Profesorze, z góry przepraszam za anonim, powiem tylko, że jestem etatowym pracownikiem SUM. Interesuje mnie pewna nowa sprawa... otóż w zeszłym tygodniu zainstalowano nam na komputerach (jednostka w Katowicach) program szpiegujący - Axcence nVision. Program ten ma wiele modułów, m.in. moduł inwentaryzacyjny, pod taką też przykrywką został zainstalowany. Problem jest tylko taki, że moduł widoczny na naszych komputerach nazywa się nVision User Agent, i służy do całkowitego inwigilowania
treści, wyświetlanych na monitorach. Np. całej historii przeglądanych stron www lub (!) podglądania pracy w czasie rzeczywistym, co pozwala na czytanie korespondencji.
Zgodnie z prawem pracodawca może zainstalować taki program, ale MUSI poinformować o tym pracownika. Tutaj oczywiście wszystko stało się po cichu i pod przykrywką modułu służącego do inwentaryzacji. Paranoja. Zastanawiam się, jak szeroka była skala instalacji programu przez informatyków? Nasi informatycy, lojalnie i po cichu, poinformowali nas o tym, że komputery mamy szpiegowane i nie polecają nam nawet sprawdzenia prywatnej poczty w przerwie śniadaniowej. W jakiej rzeczywistości my pracujemy?

Pozdrawiam

czytelnik bloga


niedziela, 19 sierpnia 2012

Polskie szpitale

W ostatnim czasie przez krótki czas przebywałem w Instytucie Onkologii w Gliwicach. Bywałem tam nieraz w przeszłości; znam stary i nowy budynek Instytutu. Ale za każdym razem z podobnym zdumieniem przyglądam się wnętrzom IO porównując je do innych szpitali. Tam czuje się powiew nowoczesności, porządnie wyglądające korytarze i poczekalnie nawet poważnie chorych mogą natchnąć optymistycznymi myślami. Mimo woli zawsze porównuje się je z innymi, znanymi z codziennej pracy. Różnica np. między szpitalem klinicznym nr 1 w Zabrzu, a IO jest ogromna. Nie oznacza to, iż my tam, w SK-1 źle leczymy, ale dystans między tymi miejscami jest uderzający.
Nie mam prostej odpowiedzi dlaczego są tak duże różnice między szpitalami w Polsce. Można sądzić, że przyczyn jest wiele (finansowanie centralne, wysokość kontraktów z NFZ, jakość zarządzania, wsparcie lokalnego samorządu), ale mimo tych oczywistych przesłanek trudno jest zaakceptować tak drastyczne różnice szpitali funkcjonujących w podobnym, publicznym systemie finansowania opieki zdrowotnej. Nie mamy ubezpieczeń prywatnych lub innych instrumentów finansowych lub prawnych uzasadniających tak duże różnice między szpitalami.
Mam czasem wrażenie, że na końcu wśród polskich plasują się szpitale uniwersyteckie. To jest bardzo poważny problem; szpitale, które powinny stanowić wzór dla innych nie spełniają swej roli, jako punktu odniesienia. Wg mojej wiedzy nie widać jakoś szans by odwrócić ten niekorzystny trend; wymaga to zarówno konkretnego wsparcia ze strony państwa jak i wysiłku lokalnych społeczności. Oby na naszym, śląskim podwórku, w naszej uczelni udało się znaleźć pomysły wiodące nas na drogę postępu, tak by nasze szpitale były godne miana szpitali XXI wieku.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Granty dla doświadczonych naukowców

Wśród osób, które uzyskały te granty nie ma niestety naukowców z naszej uczelni. Tylko cztery uczelnie medyczne uzyskały takie granty: po dwa uniwersytety z Gdańska, Szczecina i CM UJ, jeden przyznano UM z Łodzi.

Lista projektów Nauk o Życiu dla doświadczonych

piątek, 10 sierpnia 2012

Polska rzeczywistość akademicka

Indywidualista na uczelni

wtorek, 7 sierpnia 2012

O kolebce uczelni

Korzystając z letniej pogody wybrałem się niedawno z synem na przejażdżkę rowerem do campusu naszej uczelni w Rokitnicy. Skorzystałem ze ścieżki rowerowej, która biegnie dawnym torem tramwajowym. W latach gdy studiowałem studenci gremialnie korzystali z tego środka lokomocji w drodze na zajęcia. W tym czasie Rokitnica tętniła życiem studenckim, a do Adeli ustawiały się długie kolejki (dla niewtajemniczonych: bar dla studentów od imienia prowadzącej go pani popularnie nazywano barem u Adeli). Chciałem pokazać memu synowi miejsce gdzie niegdyś studiowałem.
Część po lewej strony ulicy wygląda nieźle; przystrzyżona trawa i żywopłoty, część budynków przykryta nowym dachem, a ozdobą jest budynek na środku całkowicie wyremontowany. Niestety, z tyłu za akademikiem straszy zarośnięty trawą kort tenisowy oraz inne, zaniedbane budynki.
Znacznie gorzej przedstawia się druga część z budynkiem dawnego Studium Wojskowego i akademika męskiego, a ogromny obiekt stoi pusty i opuszczony. Z otoczeniem kontrastuje wspaniale wyremontowany niewielki budynek przeznaczony na centrum badawcze Katedry Farmakologii.
Nie ma śladu po dawnych klubach Czarny Kot i Omega.
Trudno o jednoznaczne oceny kolebki naszej uczelni, widać pewne starania o przywrócenie do życia campusu rokitnickiego, ale ogólne wrażenie nie jest zbyt optymistyczne.
Trudno takiej uczelni jak nasza konkurować z uczelniami medycznymi znajdującymi się w takich miastach, jak Warszawa, Kraków, Wrocław czy Poznań. Tam oprócz zalet samych uczelni do studiowania przyciąga atrakcyjność tych miast. W Zabrzu nie dysponujemy takimi atutami zatem by móc się utrzymać w gronie interesujących miejsc do studiowania medycyny musimy zaoferować coś więcej: dobre warunki studiowania, kluby czy obiekty sportowe, nie zapominając o profesjonalnej, oddanej pracy dydaktycznie kadrze.
Jeśli tego nie zrozumiemy na dłuższą metę nie wytrzymamy konkurencji innych uczelni, szczególnie w świetle idącego niżu demograficznego.

sobota, 4 sierpnia 2012

Wspomnienie

Wczoraj minęła 9-ta rocznica tragicznego wypadku w czasie jazdy na rowerze mego Taty, Karola Pluskiewicza. Byłem wówczas z Nim na tej wycieczce, natychmiast po upadku był głęboko nieprzytomny, zmarł po blisko dwóch miesiącach śpiączki.
To był wybitny lekarz, człowiek oddany bez reszty swoim pacjentom. Nie było dla niego straconych sytuacji, zawsze autentycznie angażował się w sprawy pacjentów. Jak bardzo było to oceniane przez pacjentów pokazała liczba osób obecnych w czasie ceremonii pogrzebowej. Do dziś spotykam pacjentów, którzy korzystali z wiedzy mego Taty. Wszystkie te osoby bez wyjątku wspominają Go, jako wspaniałego lekarza i człowieka.
Po śmierci Taty zrodziła się myśl, by nadać Jego imię jakiejś uliczce w dzielnicy Łabędy. 46 lat pracy na rzecz tej lokalnej społeczności to dobra rekomendacja dla tej idei. Zebrano ponad kilkaset podpisów, głównie pacjentów, ale także ze środowiska lekarzy gliwickich, zorganizowano w dzielnicy Gliwic - Czechowicach specjalną tzw. białą niedzielę, a blisko 20 osób napisało specjalne wspomnienia dokumentujące zasługi mego Taty. Udało się znaleźć małą, bezimienną uliczkę w Łabędach, na której nie ma żadnych domów. Nadanie jej imienia dr Karola Pluskiewicza nie pociągnęłoby żadnych kosztów. Niestety, bezduszność lokalnej biurokracji samorządowej okazała się nie do pokonania. Szkoda, bo wraz z odejściem pokolenia pacjentów pamięć o Nim zniknie.

czwartek, 2 sierpnia 2012

O nepotyzmie ciąg dalszy

Na froncie walki z nepotyzmem akademickim

wtorek, 31 lipca 2012

Jeszcze o pracy w polskich uczelniach

Rodziny na uczelniach? To nie problem numer jeden

poniedziałek, 30 lipca 2012

Nepotyzm w polskich uczelniach

Uczelnie rozbijają rodziny. Przez Ministerstwo Nauki

czwartek, 26 lipca 2012

Wieści z Wrocławia

Akademia Medyczna walczy o pieniądze na długi klinik

poniedziałek, 23 lipca 2012

Ważny komentarz Czytelnika do tekstu "Polka potrafi"

A ja bym z innej beczki;
ostatnio na stronie wrocławskiej AM pojawił się ranking pt. "Wykaz pracowników AM Wrocław z najwyższym współczynnikiem IF" osoba z najwyższą ilością pkt: 160 IF czyli 26 prac.
Jest to świetny wynik. To fakt. Ale zawsze zastanawiało mnie co się może za tym kryć? 26 prac w rok czyli praca co 2 tygodnie! (nie liczymy wakacji, świąt, choroby itd.) Każdy kto napisał chociaż jedną porządną prace wie ile trzeba włożyć wysiłku oraz czasu. Oczywiście, jest na to gotowa odpowiedź - kierownik zespołu! ale czy naprawdę Kierownik Zespołu powinien się dopisywać do każdej z prac? Przecież bierze pieniądze (pensję) właśnie za to aby pomagać - uczyć - młodych asystentów pisać! Mam wrażenie, że jest to temat skrzętnie pomijany w dyskusjach - a rozmów nieoficjalnych z młodymi pracownikami naukowo-dydaktycznymi mogę stwierdzić, że takie postepowanie wyjątkowo łamie kręgosłup moralny i zniechęca do dalszej pracy. Jest to po prostu nieuczciwe. A przecież bez problemu na każdej uczelni medycznej można spotkać osoby posiadające 500-600 albo więcej prac (+ wystąpienia – drugie 400 - 500!) I nie są to osoby w wieku matuzalemowym.
Mam nadzieje, że komentarz ten sprowokuje szerszą dyskusję

środa, 18 lipca 2012

Polka potrafi

Przeglądając ostatnio stronę SUM spotkała mnie miła niespodzianka. Otóż wśród moich prac, które znajdują się na tzw. Liście Filadelfijskiej spostrzegłem dwie nowe pozycje. Były to dwie prace opublikowane w Endokrynologii Polskiej w 2011 roku. Przy tych publikacjach widnieje informacja: IF=1,239. To bardzo dobra wiadomość dla mnie osobiście, ale to przede wszystkim sukces redakcji tego periodyka z Panią Redaktor Naczelną Prof. Beatą Kos-Kudłą. Przed paru laty prawie nie było polskich czasopism medycznych indeksowanych na tej liście. Niektórym pismom udało się uzyskać prestiżową wartość IF, a wśród nich od niedawna jest Endokrynologia Polska. Warto zauważyć wysoki wskaźnik IF jak na pierwszy rok, którym przypisano Endokrynologii Polskiej współczynnik IF. Rzadko zdarza się by był on wyższy niż 1, zwykle oscyluje wokół 0,5.

Gratulacje Pani Profesor!
Gratulacje dla całego zespołu redakcyjnego!

Pośrednio, z tytułu faktu zatrudnienia Editor-in-Chief w naszej uczelni, część splendoru spływa także na SUM, ale nie zmienia to faktu, że nie posiadamy pisma naukowego ze współczynnikiem IF afiliowanego przez uczelnię.

piątek, 13 lipca 2012

Letnia migawka

Ostatnie upały dały się nam nieźle w kość; pewni ci będący na urlopie byli zachwyceni, ale dla pracujących osób to był trudny czas. W Polsce ciągle klimatyzacja (nie licząc samochodów) to rzadkość. Mam zwyczaj by wcześnie rano robić zakupy w pobliskiej piekarni i przed tygodniem, około 5.30 podjechałem tam rowerem by jeszcze przed poranną przejażdżką kupić pieczywo. Mimo wczesnej pory temperatura w piekarni była bardzo wysoka; zapytałem się sprzedawczyni dlaczego w tak dobrej piekarni nie ma klimatyzacji. „Prosiliśmy szefa parę razy, ale bez skutku” usłyszałem w odpowiedzi. Zasugerowałem by także klienci firmy wypowiedzieli się w tej sprawie, a ekspedientka zgodziła się ze mną, że taka forma nacisku mógłby okazać się skuteczna. Nie zastanawiając się długo – jeszcze przed rozpoczęciem przemierzania zaplanowanej trasy – przygotowałem petycję do właściciela tej sieci piekarni, podpisałem ją, nawet zbudziłem moją żonę by także wsparła ja swym podpisem i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku ponownie pojawiłem się w piekarni zostawiając petycję. Spotkałem tam paru klientów; pierwszy stwierdził po przeczytaniu petycji, że nie będzie się mieszał do „takich spraw”, a kolejny stwierdził, że on robi zakupy rano i wcale nie jest tak gorąco…
Dziś ponownie zawitałem w to samo miejsce, listy nie spostrzegłem. Nieobecna była ta sama sprzedawczyni co przed tygodniem, a na moje pytanie gdzie jest lista obecna ekspedientka nabrała wody w usta. Przyznała, że lista została natychmiast zniszczona by nie drażnić szefa. Na moją uwagę, że może pokazanie, że np. 100 klientów także sądzi, że klimatyzacja jest potrzebna, mogłoby pomóc w jej założeniu zobaczyłem na twarzy całkowitą niewiarę oraz swego rodzaju obawę przed takim zademonstrowaniem zdania innego niż szefa.
Ta drobna sprawa jest dobrą ilustracją szerszego zjawiska, które wielokrotnie opisywałem w kontekście wydarzeń w naszej uczelni. Niechęć do wyrażania własnych poglądów, obawa przed uczestniczeniem w jakichkolwiek działaniach by nie narazić się na zarzut nielojalności ze strony pracodawcy widać nie są typowe tylko w uczelniach. Zamiast społeczeństwa obywatelskiego rozwój społeczny poszedł w kierunku odwrotnym, nie ma komunikacji społecznej, dawny podział na „my” i „oni” nawet się utrwalił. To zły prognostyk dla Polski na przyszłość, bez otwartej dyskusji i prezentowania własnych poglądów czy interesów trudno liczyć na szybki rozwój cywilizacyjny.

poniedziałek, 9 lipca 2012

O polskim życiu społecznym

Konflikty są immanentną częścią życia. Spieramy się w pracy, w domu, czasem na ulicy, ba, nawet na plaży czy stoku narciarskim dochodzi do „spięć” między ludźmi. Jednak z szerszego punktu widzenia najistotniejsze są spory dotyczące ważnych problemów życia publicznego. Sposób rozwiązywania tego typu spraw obrazuje jaki jest poziom kultury danego środowiska, konkretnej społeczności czy całego państwa. W naszej uczelni ostatnie lata były okresem wyjątkowej arogancji władzy w obliczu sytuacji konfliktowych, rzeczowa rozmowa, polegająca na wymianie zdań i argumentów była prawie niemożliwa.
Argumenty siły zastąpiły siłę argumentów.
Ostatnie tygodnie były okresem, gdy narastał konflikt wokół zasad wypisywania recept i kar grożących lekarzom za popełniane błędy. To było zresztą pokłosie niezałatwienia tych spraw przy okazji konfliktu na linii lekarze-Ministerstwo Zdrowia z początku bieżącego roku. Obserwowane różne ruchy, ze obu stron konfliktu, pokazują jak niski jest w Polsce poziom komunikacji społecznej. Zamiast siąść do stołu by uzyskać trwały, oparty na logicznych przesłankach kompromis, mamy festiwal oświadczeń, wypowiedzi, stanowisk. Przecież taki konflikt nie służy nikomu, doprowadza do niepotrzebnej eskalacji emocji, szkodzi pacjentom. Nie mam przekonania, że my, strona lekarska, wykorzystaliśmy wszystkie instrumenty jakie posiadamy. A druga strona, nazwijmy ją umownie „rządowa” wcale nie sprawia wrażenia gotowej na wypracowanie kompromisu.
Pat trwa, cierpią pacjenci, lekarze są w kleszczach sprzecznych interesów; to jest niestety kolejny przykład paraliżu państwa polskiego, które nie potrafi szybko i skutecznie rozwiązywać problemów społecznych.

piątek, 6 lipca 2012

Idą wakacje...

Rok akademicki 2011/2012 mamy za sobą (pomijając jesienną sesję poprawkową). Był to ważny, wyborczy rok. Nowe władze staną niebawem w obliczu poważnych wyzwań z gruntowną reformą studiów na wydziałach lekarskich. Ale właśnie zaczęły się wakacje i dziś myśli większości z nas kierują się raczej ku kurortom morskim lub górskim niż krążą wokół spraw akademickich. Wszyscy potrzebujemy oddechu i nabrania sił, tych mentalnych i tych fizycznych by powrócić do obowiązków w uczelni po letnich wakacjach.
Na czas wakacji nie przewiduję formalnego zamknięcia bloga, ale teksty będę zamieszczał raczej okazjonalnie. Niemniej od nowego roku akademickiego z pewnością funkcja bloga ulegnie istotnym modyfikacjom. Moja aktywność zmniejszy się, nie będę członkiem Senatu zatem nie będzie możliwości relacjonowania treści obrad najwyższego organu kolegialnego. Sądzę jednak, patrząc na spore zainteresowanie Czytelników, że jakaś forma komunikacji w Internecie jest nadal potrzebna. Korzystając z dość dobrze ugruntowanej pozycji bloga zapraszam wszystkie osoby, którym bliskie są sprawy ze sfery życia akademickiego do nadsyłania informacji mogących zainteresować szersze grono osób. Z pewnością z uwagą przeczytamy o wydarzeniach z obrad Senatu oraz innych miejsc naszej uczelni. Cenny będzie także każdy komentarz.