czwartek, 24 września 2026
Ostatni tekst na blogu
Każda działalność człowieka ma początek i koniec. Dotyczy to także mojego bloga.
Pierwszy tekst został opublikowany w lutym 2008 roku w reakcji na atak przypuszczony na mnie przez Rektor E. Małecką-Tenderę w okresie przed wyborami rektorskimi. Zebrały się wówczas trzy komisje senackie by rozpocząć działania mające na celu zdyskredytowanie mnie jako kandydata na funkcję rektora uczelni. Wniosek skierowano do Komisji Dyscyplinarnej, ale ta się zebrała dopiero w lipcu, już po wyborach i oddaliła wniosek, jako bezpodstawny. Niemniej akcja się „udała”, Pani Rektor wygrała wybory…
O tego czasu, przez okres ponad 18 lat blog był forum dyskusji i wymiany poglądów dotyczących spraw życia akademickiego. Czasem publikowałem także teksty wykraczające poza świat uniwersytecki. W tych latach zanotowałem blisko 1,7 miliona wejść na blog, opublikowałem 2794 teksty, do których Czytelnicy nadesłali 6684 komentarze. Imponująca jest lista krajów, z których zaglądano na blog. Było ich 123, najwięcej było Czytelników z USA (2360), Niemiec (2130) i Wielkiej Brytanii (1724). Co ciekawe, na 14-tym miejscu plasuje się Tuvalu z liczbą wejść wynoszącą 250! Na blog ktoś zaglądał nawet z Afryki (40 wejść).
Ale czas prowadzenia bloga dobiega końca. To naturalna kolej rzeczy, niemniej ostatnie wydarzenia wymagają szerszego opisania. Koniec mojej działalności akademickiej nie jest po prostu pochodną osiągnięcia wieku emerytalnego. Wydarzenia ostatniego czasu są zdumiewające i chciałbym je zaprezentować Czytelnikom bloga.
17 grudnia 2025 roku zadzwonił do mnie Dyrektor Szpitala nr 1 w Zabrzu dr med. D. Budziński informując, że podjął decyzję o likwidacji Poradni Chorób Metabolicznych w Zabrzu. Żadnych rzeczywistych powodów tej decyzji nie było.
Poradnia ta powstała w 2001 roku z mojej inicjatywy i przez ćwierć wieku skorzystało z niej tysiące pacjentów. Poradnia była immanentną częścią Zakładu Chorób Metabolicznych Kości, który powstał z mojej inicjatywy w 2001 roku. To była pierwsza tego rodzaju jednostka w polskich uczelniach medycznych. Było to także miejsce, gdzie studenci mogli zobaczyć, jak wygląda zwykła praca lekarska. Poradnia była także kopalnią danych wykorzystywanych w licznych projektach badawczych.
Likwidacja poradni stworzyła potrzebę uzyskania przeze mnie innej formy prawnej niezbędnej do prowadzenia zajęć dydaktycznych w szpitalu, a więc otrzymałem od Dyrektora szpitala zgodę na wolontariat na rok akademicki 2025/26 r.
Na rok akademicki 2026/2027, który miał być moim ostatnim rokiem pracy w Uczelni uzyskałem nominację Rektora na kierowanie Zakładem Chorób Metabolicznych Kości.
Gdy w czerwcu tego roku ponownie wystąpiłem z podaniem o wolontariat na nadchodzący rok akademicki 2026/27 Dyrektor odmówił mi zgody bez podania przyczyny. Nie bo nie, i basta!
Ta sytuacja spowodowała brak możliwości prowadzenia zajęć dydaktycznych w powiązaniu z pacjentem. Moje zajęcia dydaktyczne (głównie ćwiczenia) prowadziłem ze studentami ostatnich lat kierunku lekarskiego i dla prawidłowości procesu dydaktycznego potrzeba kontaktu z pacjentem jest oczywista. Sprowadzenie formy zajęć do wykładów czy seminariów jest sprzeczne z ideą zajęć typu klinicznego, czyli ćwiczeń z udziałem pacjentów poradni lub oddziału szpitalnego.
Zwróciłem się z prośbą do Rektora Profesora T. Szczepańskiego o pomoc w uzyskaniu wolontariatu, ale Rektor odmówił interwencji.
Warto dodać, że wolontariat nie generuje żadnych kosztów dla szpitala i uczelni a moja sytuacja formalno-prawna jest identyczna jak przed paroma miesiącami, gdy uzyskałem wolontariat.
W styczniu br byłem godzien wolontariatu, w czerwcu już nie…
W tej sytuacji zostałem de facto pozbawiony możliwości prowadzenia zajęć ze studentami. Należy podkreślić, zajęć mających sens i dających studentom odpowiednie korzyści merytoryczne. Padła co prawda propozycja bym zajęcia prowadził w Centrum Symulacji Medycznej, ale to chybiona oferta. Nie ma mowy by studenci ostatnich lat mogli zdobywać wiedzę kliniczną przy pomocy fantomów! Bez żywego człowieka, bez rozmowy z pacjentem, bez badania fizykalnego właściwe szkolenie studentów ostatnich lat, niebawem lekarzy, nie jest możliwe.
W tym miejscu warto zastanowić się co oznacza pojęcie: pracownik naukowo-dydaktyczny. Najprostsza odpowiedź brzmi: to osoba prowadząca badania naukowe oraz zajęcia dydaktyczne. W mojej ocenie istotą, misją takiego pracownika jest umiejętność powiązania tych dwóch obszarów, nauki i dydaktyki. Nauka zawsze mnie fascynowała, formułowanie hipotez badawczych i praktyczne poszukiwanie najlepszych rozwiązań w celu optymalnego prowadzenia procesu diagnostycznego i leczniczego zajmowało ważne miejsce w mojej działalności w Uczelni czego efektem jest obszerny dorobek naukowy, w tym 143 prace naukowe opublikowane w periodykach z tzw. Listy Filadelfijskiej. Sumaryczny Impact Factor wynosi ponad 420, liczba cytacji zbliża się do 3000 a wsp. H=27. Ale przecież nauka to nie tylko proces kończący się opublikowaniem wyników badań, to także podstawa naszej pracy z pacjentami.
I tu docieramy do dydaktyki, dobry nauczyciel akademicki to taki, który czerpiąc wiedzę ze swej praktyki lekarskiej wzbogaconej o wartości poznawcze będące efektem jego pracy naukowej prowadzi szkolenie studentów na możliwie wysokim poziomie. Nauka i dydaktyka wzajemnie się uzupełniają. Lubiłem spotkania z młodymi ludźmi, przyszłymi lekarzami, dyskusje z nimi, czasem nawet spory. Opracowałem autorski program nauczania dotyczący chorób metabolicznych kości, za który notabene otrzymałem przed laty dydaktyczną nagrodę rektorską.
Ale to właśnie zostało przerwane jedną decyzją administracyjną…
Nie po to przez dekady prowadziłem aktywne życie w uczelni by na koniec drogi akademickiej być oddelegowanym do obsługi fantomów.
I tak zamiast pracować do końca, czyli jeszcze jeden rok akademicki z pracy w uczelni de facto zwolnił mnie Dyrektor szpitala.
Na koniec kilka słów o początkach mojej pracy zawodowej. Studia skończyłem w 1982 roku, roku stanu wojennego. 30.04.1982 roku udałem się do ówczesnego Dyrektora Szpitala w Zabrzu dr med. Z. Tyczyńskiego i otrzymałem zgodę na etat szpitalny. Nawet nie marzyłem o etacie klinicznym, gdyż jako aktywny działacz Niezależnego Zrzeszenia Studentów nie miałem na to żadnych szans. Ale gdy w wrześniu tego roku zgłosiłem się do szpitala celem podpisania umowy okazało się, że pracy dla mnie nie ma. Nie miałem pojęcia, dlaczego otrzymałem przysłowiowy „wilczy bilet” skoro wiosną moja osoba została zaaprobowana. Dopiero po latach w mojej teczce dokumentów uzyskanej w Instytucie Pamięci Narodowej zobaczyłem wpis donosiciela TW. Anatom, czyli mojego kolegi z grupy studenckiej J. Nożyńskiego. Poniżej zamieszczam ten wpis a także pierwszą stronę mojej teczki osobowej z archiwów Służby Bezpieczeństwa. Donos okazał się bardzo skuteczny, a w Uczelni zacząłem pracować dopiero w połowie lat 90-tych, już w innej epoce.
I tak historia zatoczyła koło: na początku kłody pod nogi rzuciła mi „Esbecja”, w czasie kampanii przed wyborami rektorskimi Pani Rektor zastosowała wobec mnie niegodne metody, a koniec drogi akademickiej pracę przerwał Dyrektor szpitala.
Wydawało mi się zawsze, że mam niezłą wyobraźnię, ale takiego scenariusza bym chyba nie był w stanie wymyśleć. Na początku dorosłej drogi zawodowej „nogę mi podstawił” TW. Anatom, donosiciel Służby Bezpieczeństwa, a na jej koniec z pracy w Uczelni wyrzucił mnie Dyrektor przy pomocy skandalicznej decyzji administracyjnej, niemającej żadnego uzasadnienia merytorycznego.
Trafnie obrazuje tę sytuację fraszka I. Krasickiego „Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły…”.
Na koniec chciałbym podziękować wszystkim Czytelnikom bloga za jego odwiedzanie i tak liczne komentarze. Za wspólne 18 lat!
Blog kończy stałą, regularną działalność, ale być może czasem wieloletni nawyk lub jakieś nadzwyczajne wydarzenie skłoni mnie do napisania paru zdań…
Subskrybuj:
Posty (Atom)