- Pacjentka: Tak, nie zaszczepiłam się, bo to jest moja sprawa.
- Lekarz: Ależ to nie jest tylko sprawa osobista, szczepienie znacząco zmniejsza ryzyko zachorowań w skali społecznej.
- Pacjentka: Nie będę się szczepić jakąś niezbadaną substancją!
- Lekarz: Szczepionki były poddane wszechstronnym badaniom, a osoby negujące konieczność szczepień przyczyniają się do tworzenia nowych mutacji. A poza tym należy pamiętać, że to zwiększa liczbę zgonów, brak szczepień wprost przekłada się na ich liczbę.
- Pacjentka: A czy pan nie jeździ samochodem? Przecież każdego dnia może pan kogoś zabić...
wtorek, 25 stycznia 2022
Migawka z gabinetu lekarskiego
niedziela, 23 stycznia 2022
A to Polska właśnie...
sobota, 15 stycznia 2022
Akademickie podsumowanie roku
Są tylko dwie opcje:
- istnieją takie zasady zapewniające stabilny rozwój,
- takie żelazne zasady nie istnieją.
Ale te ogólne uwagi zamieszczone na blogu skupionym od 2008 roku na problemach polskiej nauki miały służyć właśnie, jako swoista trampolina do naszego uniwersyteckiego świata. Jestem głęboko przekonany, że bez silnej nauki nigdy nie zbudujemy naprawdę silnego, zdolnego do spełniania wyzwań teraźniejszości i przyszłości państwa polskiego. I taka sama spójna, zgodna współpraca niezbędna w realizacji wielu zadań państwa musi odnosić się także do celów nauki. Mało tego, efekty działań w tym obszarze będą widoczne po wielu, wielu latach, po dekadach. Żadne cudowne sposoby nie istnieją. Mozolna codzienna praca wpisana w model rozwojowy nakreślony na poziomie państwa przy aktywnej współpracy środowiska uniwersyteckiego to droga do tworzenia podwalin państwa, trwałych i silnych. Myślę, że porażka dotycząca szczepień a właściwie ich odrzucenia przez blisko połowę Polek i Polaków to najbardziej bolesny i tragiczny bo okupiony śmiercią tysięcy obywateli wyraz zacofania cywilizacyjnego naszej ojczyzny. Porażka systemu edukacji, wręcz jego klęska.
Jak zatem podsumować miniony rok? To był kolejny rok pandemii, rok nauki hybrydowej lub częściej tylko zdalnej, drugi rok paraliżu normalnego życia. I być może da się realizować niektóre ludzkie cele bez osobistych spotkań i dyskusji ale w naszym świecie to nie jest możliwe. Efekty, bardzo negatywne już widać w zachowaniu ludzi. W tym trudnym czasie władze naszej uczelni podjęły kroki zmierzające do większego niż dotąd wspierania aktywności naukowej. Wsparcie osób składających granty badawcze czy finansowanie kosztów publikowania prac naukowych to cenne działania. Ale to tylko początek drogi. By naprawdę ruszyć w kierunku rozwoju trzeba czegoś więcej, szerokiej akceptacji społecznej dla nauki, współpracy na poziomie politycznym i odpowiednio wysokich nakładów na naukę. Z finansowaniem nauki na poziomie 0,5% PKB daleko nie zajdziemy.
Nie widzę niestety żadnych znaków zrozumienia roli nauki tak na poziomie świadomości społecznej jak i na poziomie szeroko rozumianej klasy politycznej. Jeśli nauka nie zostanie wyłączona z bieżącego sporu politycznego na zawsze pozostaniemy odbiorcami cudzej myśli, konsumentami obcych towarów, krajem średniego rozwoju z montowniami obcych koncernów. Nigdy nie przebijemy szklanego sufitu.
Ale za taki stan rzeczy nie można obarczać tylko ludzi sprawujących władzę w Polsce od 1989 roku (to już 33 lata!) ale także nasze własne środowisko akademickie. Czy na pewno zrobiliśmy wszystko co należało? Czy wystarczająco głośno artykułowaliśmy konieczność rozwoju nauki?
Nie sądzę by tak właśnie było, my pracownicy polskich uczelni mamy swój własny „wkład” w aktualny stan polskiej nauki.
Niemniej nigdy nie jest za późno, zawsze można działać. I tu wracamy do tekstu z 6 stycznia, w pierwszej kolejności potrzebna jest współpraca, zgodne działania ponad bieżącymi podziałami.
czwartek, 6 stycznia 2022
Zamiast podsumowania roku
Właśnie wymieniłem parę uwag o polskich sprawach z kolegą, który pracuje daleko od Polski, aż na Falklandach. Poniżej wymienię kilka ważnych, bieżących problemów:
- mamy w kraju dramatyczną liczbę zgonów, jedną z największych w skali globalnej, liczonej w odniesieniu do liczby mieszkańców
- liczba zgonów nadprogramowych też plasuje nas na końcu
- mamy największą liczbę zgonów od 1945 roku, a w minionym roku liczba mieszkańców Polski zmniejszyła się o ponad 150.000
- za granicą wschodnią pożary: Białoruś puka do naszych drzwi przy pomocy migrantów, Rosja prowadzi wojnę z Ukrainą i szykuje jej ogromną eskalację
- na Zachodzie otwarty konflikt z UE, którego końca nie widać
- na południu konflikt z Czechami, końca także nie widać
- w kraju szaleje inflacja, błyskawiczne ubożenie społeczeństwa to fakt
- ceny gazu i prądu dla firm (wzrost 3-5x) nieuchronnie spowodują ich masowe bankructwa a co za tym idzie szybki wzrost bezrobocia
Wystarczy, tą listę można by jeszcze poszerzyć ale nie o to chodzi.
Czas jest trudny, być może nadchodzą wyzwania jakich nie doświadczyliśmy, jako kraj od zakończenia wojny.
I cóż się dzieje?
Czy ludzie odpowiedzialni za nasze wspólne losy zwarli szeregi, zakopali "topory wojenne", oddalili drobne spory i wspólnie działają byśmy jako kraj w całości przeszli ten czas z jak najmniejszymi stratami?
Tak się nie dzieje, obserwujemy raczej wojnę polityczną, brutalny, wręcz żałosny spektakl szeroko rozumianej klasy politycznej. Czy ci ludzie nie widzą tego co się dzieje wokół?!
Nie takie chciałbym pisać podsumowania...
sobota, 1 stycznia 2022
Smutna noworoczna migawka
środa, 29 grudnia 2021
Wspomnienie o Profesorze Władysławie Grzeszczaku
O istnieniu Profesora po raz pierwszy dowiedziałem się w 1991 roku gdy objął po Profesorze Janie Sroczyńskim Katedrę Chorób Wewnętrznych w Zabrzu. Studiowałem na wydziale zabrzańskim i nasze drogi wcześniej się nie skrzyżowały. Pojawienie się nowego szefa spowodowało istną rewolucję. To była nie tylko zmiana pokoleń ale także stylu działania. Władysław Grzeszczak, wówczas 38-letni doktor habilitowany zburzył w pozytywnym sensie spokój panujący w tej jednostce uczelni. Pamiętam jaki „popłoch” wywołał wśród pracowników katedry gdy zapraszał ich na indywidualne rozmowy dotyczące planów rozwoju naukowego. Stabilną i przewidywalną rzeczywistość zajęły wizje dynamicznego rozwoju kreowane przez nowego kierownika. Nie wszyscy ówcześni pracownicy katedry byli gotowi do wskoczenia na tory tego nowego sposobu myślenia i działania. Ale ci, którzy w nauce upatrywali swą życiową szansę w pełni ją wykorzystali. Profesor stworzył dynamiczny, ambitny zespół naukowy. Nie było rzeczy niemożliwych, nie było wyzwań, których nie należało podejmować.
Ten okres znam tylko z opowieści, gdyż wówczas nie byłem pracownikiem uczelni i pracowałem na etacie szpitalnym w drugiej katedrze interny w Zabrzu kierowanej przez Profesora Rogalę. Nie prowadziłem zajęć dydaktycznych, nie zajmowałem się badaniami naukowymi. Dopiero po uzyskaniu stopnia doktora medycyny w 1993 roku i otrzymaniem rok później etatu w uczelni z pewnym opóźnieniem zaczął się mój prawdziwy rozwój naukowy. A gdy w 2000 roku uzyskałem stopień doktora habilitowanego powstał pomysł by założyć pierwszy na polskich uczelniach medycznych zakład chorób metabolicznych. Umówiłem się z Profesorem Grzeszczakiem na spotkanie i przedstawiłem Mu swą wizję dalszego rozwoju naukowego. Zostało to przyjęte z entuzjazmem, dosłownie w ciągu paru minut ustaliśmy zasady współpracy. „Panie docencie, jutro w sprawie powołania zakładu pójdzie pismo do rektora” Profesor oznajmił na koniec spotkania. I tak się stało, szybko powstała nowa jednostka i od 2001 zacząłem nowy rozdział życia zawodowego.
To był cały Profesor; ta rozmowa oddaje kwintesencję Jego cech: błyskotliwej inteligencji, umiejętności komunikowania się, szybkości podejmowania decyzji i skutecznego działania. To bardzo rzadko spotykany zestaw cech obecnych u jednego człowieka stąd określenie Profesora, jako osobą wybitną jest jak najbardziej trafne.
W życiu Profesora wszystko toczyło się swym trybem aż do wiosny 2019 gdy w wyniku masywnego procesu zapalnego doszło do powstania niewydolności oddechowej. Sprawy wyglądały bardzo źle ale los dał Mu drugą szansę. Niebawem po udanej transplantacji nowe płuca podjęły pracę i już jesienią Profesor wrócił do pracy tak samo dynamiczny i aktywny jak dawniej. Powstał na nowo jak Feniks z popiołów. Cały On, nigdy się nie poddawał, zawsze wierzył w swą dobrą gwiazdę.
Życie Profesora było pasmem aktywnych działań i licznych sukcesów czego efektem jest fantastyczna spuścizna naukowa. I choć to pewnie jest najważniejszy wkład Profesora w rozwój myśli ludzkiej nie należy zapomnieć, że pozostawił po sobie wspomnienie wspaniałego, przyjaznego innym ludziom człowieka. Człowieka, który nie znał słów zazdrość czy zawiść, wolnego od jakiejkolwiek małostkowości. Poprzeczka została powieszona wysoko, nie będzie łatwo w przyszłości sprostać tak wysoko powieszonym standardom.
Pożegnaliśmy dziś w licznym gronie uczestników uroczystości pogrzebowych, w tym Rektora Uczelni Profesora Tomasza Szczepańskiego i wielu członków naszej społeczności akademickiej wybitnego naukowca, lekarza i wspaniałego Człowieka.
Żegnaj Profesorze!
Dziękujemy za wspólnie spędzone lata!
poniedziałek, 27 grudnia 2021
Pogrzeb Profesora Grzeszczaka
piątek, 24 grudnia 2021
czwartek, 23 grudnia 2021
Zmarł profesor Grzeszczak
Profesor Grzeszczak, lekarz o wyjątkowej charyzmie, był absolwentem Śląskiej Akademii Medycznej (dziś Śląskiego Uniwersytetu Medycznego). Był uczniem wielkiej sławy prof. Franciszka Kokota. Sam już w 1993 roku otrzymał tytuł profesora nadany przez prezydenta RP.
Prof. Grzeszczak był człowiekiem wielu aktywności m.in. autorem 7 książek, członkiem rad naukowych wielu specjalistycznych czasopism jak np. „ Nefrologia i Dializoterapia Polska" , „ Przegląd Lekarski", czy „Nefrologia i Nadciśnienie Tętnicze". W sumie opublikował ponad 800 prac w czasopismach krajowych i zagranicznych!
Był opiekunem pond 50 przewodów doktorskich. Czterej jego uczniowie otrzymali tytuł profesora. Jego zasługi dotyczące leczenie cukrzycy w Polsce są nieocenione.
Oto co powiedział kiedyś o profesorze Grzeszczaku jego uczeń prof. Krzysztof Strojek, specjalista chorób wewnętrznych, diabetologii i hipertensiologii, konsultant krajowy w dziedzinie diabetologii:
-Pan Profesor, przychodząc do kliniki, postawił sobie za cel stworzenie najsilniejszego ośrodka diabetologicznego w Polsce. Udało mu się to w pełnym zakresie. Wychował całą rzeszę doktorów, doktorów habilitowanych, profesorów. Pracownicy naszej kliniki opublikowali wiele artykułów w renomowanych czasopismach naukowych. Profesor dawał każdemu pełną możliwość rozwoju, nigdy niczego nikomu nie zabraniał, nie hamował. Jedyną cechą, która w jego oczach nie znajdowała uznania, była mała chęć do pracy i brak parcia w kierunku własnego rozwoju. Tego pan Profesor nie tolerował. (źródło „Świat Lekarza".).
Rodzinie Pana Profesora składamy szczere wyrazy współczucia.
środa, 22 grudnia 2021
wtorek, 21 grudnia 2021
Odszedł Andrzej Rozpłochowski
piątek, 17 grudnia 2021
środa, 15 grudnia 2021
środa, 8 grudnia 2021
Etyka w czasie pandemii
Poniżej zamieszczam ankietę, proszę Czytelników o przekazanie opinii zaznaczając dowolną liczbę opcji. Wyniki opublikuję przed Świętami. Create your own user feedback survey
sobota, 27 listopada 2021
O zawodzie lekarza
środa, 24 listopada 2021
niedziela, 21 listopada 2021
O polskich uczelniach medycznych i systemie opieki zdrowotnej
Zawodówka dla lekarzy, czyż to nie brzmi imponująco?!
Są szkoły zawodowe dla dekarzy czy murarzy stąd czy nie mogą działać także szkoły dla lekarzy! Zawód jak każdy inny!
Ale to niestety nie był żart i proces legislacyjny trwa na dobre. Nie są znane, nam pracownikom uczelni medycznych oraz pracownikom medycznym szczegóły jak to miałoby wyglądać niemniej nikt kto nieco zna nasze realia nie uwierzy, że można w ten sposób wykształcić nowe pokolenia zdolne do podjęcia wyzwań przyszłości czyli dobrze leczyć Polki i Polaków. A gdy dodamy jeszcze, że szykuje się skasowanie stażu podyplomowego, trwa w najlepsze proces ograniczania dostępu do miejsc specjalizacyjnych oraz wykreślenie naszego zawodu z listy tzw. wolnych zawodów to przyszłość polskiego systemu szkolenia i systemu opieki zdrowotnej (traktując je wspólnie, jako wzajemnie od siebie zależne) rysuje się w czarnych barwach.
Ja nie widzę żadnych innych kolorów...
Czy poniższe zdjęcie to memento przyszłości?! Obyśmy się opamiętali bo szkody będą odczuwalne przez lata...
czwartek, 18 listopada 2021
A to Polska właśnie...
poniedziałek, 8 listopada 2021
Dyplomatorium, akademickie święto
Ostatnie lata w polskich uczelniach to okres „Wielkiej Smuty”. Pozwoliłem sobie sięgnąć do tego terminu z historii Rosji by uświadomić Czytelnikom jak trudne mamy czasy. Najpierw cios w podstawy tradycyjnego funkcjonowania polskich uczelni przyniosła Ustawa 2.0. Lekkomyślnie zburzono dotąd znane zasady działania polskich uczelni a ich efektem jest daleko posunięta dezintegracja tradycyjnych zwyczajów i więzi międzyludzkich. Metody technokratyczne nie zastąpią kontaktów między ludźmi, uniwersytety to nie fabryki mające „produkować” prace naukowe oraz szkolić studentów. Więcej, szybciej, co niekoniecznie znaczy lepiej.
I drugi cios, zadany przez pewien chiński produkt, koronawirusa w system uczelni. Długie miesiące zajęć zdalnych odcisnęły swe piętno na każdym z nas. Jak wrócić do normalności?!
Przed nami długa droga, pandemia minie ale Ustawa chyba niestety zostanie z nami na dłużej...
Tym bardziej należy docenić dzisiejsze święto akademickie, znów powiało normalnością, znów mogliśmy poczuć, że słowo Uniwersytet to nie tabelki, punkty, sprawozdania i rankingi, ale to coś znacznie więcej, to Człowiek, to wartości humanistyczne.
Na zaproszenie absolwentów wykład wygłosiła Profesor Bogna Drozdzowska, kierownik Katedry i Zakładu Patomorfologii.
niedziela, 24 października 2021
Przeczytane w prasie
Jeśli Czytelnicy mają jakieś bardziej szczegółowe informacje w tej sprawie proszę o komentarze.
niedziela, 17 października 2021
A to Polska właśnie...
poniedziałek, 11 października 2021
- Jak dziś wygląda polska rzeczywistość?
- Co zajmuje uwagę naszych rodaków?
- Jak wyrażamy swoje poglądy?
- Jakich w tym celu używamy słów?
- Kogo bieżące wydarzenia kreują na liderów?
No cóż, w naszej zgodnej opinii polska rzeczywistość jest nijaka i płaska, uwagę Polek i Polaków zajmują sprawy bardzo dalekie od kluczowych obszarów życia, ich poglądy są wyrażane zdawkowo i powierzchownie, są zbitką zasłyszanych gdzieś w sieci opinii, językiem ulicy a nie językiem przynajmniej zbliżonym do literackiego (ze znaczącym udziałem słów dawniej postrzeganych jako niecenzuralne), a nowych liderów ze swoją postawą lumpów i słownictwem przystającym raczej do półświatka trudno uznać za osoby zdolne do kreowania rzeczywistości uznającej wartości akademickie za coś godnego jakiejkolwiek uwagi.
Podsumowując ten pewnie za długi ustęp; jak formułować uwagi dotyczące nauki wobec takich realiów?! To chyba zadanie dla Don Kichota…
wtorek, 5 października 2021
Akademicki falstart
piątek, 17 września 2021
Kilka uwag bieżących
wtorek, 14 września 2021
Pandemiczna migawka
wtorek, 31 sierpnia 2021
O polskiej rzeczywistości uniwersyteckiej
Taka informacja znajduje się na stronie naszej Uczelni. Podobne zaproszenie otrzymałem przed paru miesiącami drogą poczty elektronicznej. I nie byłoby w tym nic dziwnego, ale w mojej ocenie sytuacja jednak nie jest normalna i wymaga kilku zdań komentarza.
Jak rozumiem intencją inicjatorów było zebranie wartościowych materiałów naukowych co samo w sobie jest godne wsparcia. Niemniej odmówiłem udziału w tym przedsięwzięciu, gdyż warunkiem przyjęcia tekstu do druku jest wniesienie opłaty w wysokości 350 zł.
Najwyraźniej ktoś niewłaściwie interpretuje rzeczywistość; zamiast zaproponować honorarium autorskie wydawca żąda wniesienia opłaty. My, naukowy jesteśmy traktowani w tej konkretnej sytuacji, jako źródło dochodu. To nie jest do zaakceptowania. Praca naukowa, jak zresztą każda działalność zawodowa, szczególnie jeśli dotyczy własności intelektualnej powinna być odpowiednio wynagradzana.
Opisana sytuacja wpisuje się w ogólną sytuację polskiej nauki. Naukowiec to ktoś taki kto ma pracować i nie pytać o nic, a o pieniądze broń Boże! Najlepiej jak zrealizuje kilkaset godzin dydaktycznych w trakcie roku akademickiego, a nauką zajmie się wieczorami w domu, w weekendy w czasie nominalnie wolnym od zajęć zawodowych.
Nie ma zgody na tak rozumianą misję naukową, ta droga prowadzi donikąd i z pewnością zniechęci młodych ludzi do wybrania drogi tzw. „kariery akademickiej”...
niedziela, 15 sierpnia 2021
O współczesnym świecie
Od dawna zbierałem się do napisania tego tekstu, ale odsuwałem ten moment z wielu powodów. Najważniejszym problemem jest fakt nierozumienia istoty problemu: dlaczego ludzie nie chcą się szczepić na COVID-19?
To zjawisko od początku było dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Dziś, z perspektywy blisko 8 miesięcy od początku stosowania szczepień spróbuję jakoś opisać tę zdumiewającą historię.
Wszyscy pamiętamy z jakim napięciem obserwowaliśmy doniesienia medialne dotyczące postępu prac nad szczepionkami. Na początku pandemii, gdy świat został zaskoczony skalą problemu główną metodą walki był lockdown, metoda o rodowodzie sięgającym średniowiecza. Izolacja była metodą walki z różnymi epidemiami. Współcześnie dołożono także nakaz utrzymywania dystansu i noszenia maseczek. Dawniej pandemie czy epidemie trwały tak długo, aż wszyscy mieszkańcy zostali zarażeni; część (nieraz to było nawet 30% populacji) umierała a reszta albo wyzdrowiała lub jakimś zrządzeniem losu uniknęła zakażenia. Czas trwania epidemii był długi i sięgał 3 a nawet 5 lat. Współczesna medycyna dawała nadzieję na inny scenariusz i znaczące skrócenie czasu jej trwania. Oczywiście nie było i nie ma leku, bo skąd miałby nagle powstać szczególnie wobec najpewniej laboratoryjnego pochodzenia koronawirusa. Na początku nikt sobie nie wyobrażał możliwości szybkiego opracowania skutecznej szczepionki, ale szybko okazało się, że istnieje gotowa technologia przygotowana już przed wielu laty gdy pojawił się wirus SARS-COV1. To stworzyło szanse podjęcia de facto prawie natychmiastowych działań. Ruszył wyścig z czasem, ten czynnik był kluczowy, gdyż każdego dnia choroba zbierała śmiertelne żniwo. W Polsce w szczytowym okresie pandemii umierało dziennie blisko 1000 osób zarażonym chińskim wirusem. Liczba zgonów związanych z pandemią w Polsce to ponad 75000, ale do tego należy dodać tzw. zgony nadmiarowe dotyczące osób, które nie miały zapewnionej opieki medycznej z powodu zaangażowania personelu medycznego w ratowanie ofiar pandemii. Należy także, jako możliwą przyczynę tych zgonów brać pod uwagę niechęć do udania się do szpitala z powodu strachu przed zakażeniem. Liczba takich nieprzewidzianych statystycznie zgonów była największa od 1945 roku, a Polska zajmuje jedno z ostatnich miejsc pod tym względem w Europie. Można zatem łączną liczbę ofiar pandemii szacować na ponad 100.000 osób. Całkiem spore miasto.
Gdy późną jesienią gruchnęła wieść o bliskim końcu prac nad skuteczną szczepionką pojawiła się realna szansa na powstrzymanie pandemii i rychłym powrocie do normalności. Oczywiście by osiągnąć ten cel odporność musi osiągnąć znaczący odsetek społeczeństwa, rzędu co najmniej 70-80%. Wówczas mamy uzyskać tzw. odporność populacyjną. Odporność uzyskują także ozdrowieńcy, ale trwałość tej ochrony wydaje się być słabsza i krótsza niż po szczepionce. Na początku dostępność szczepionek nie była zbyt duża, ale już od drugiego kwartału sytuacja uległa szybkiej poprawie. De facto każdy chętny może się zaszczepić. W Polsce co najmniej jedną dawkę otrzymało ponad 35 mln osób czyli blisko 100% populacji ale pełną odporność uzyskało około 17 mln obywateli. Zatem do postulowanej odporności populacyjnej droga jest daleka.
Tu powstaje pytanie:
- Dlaczego co drugi zaszczepiony Polak lub Polka nie otrzymał drugiej dawki?
I kolejne pytania:
- Dlaczego jest tak duża niechęć do szczepień?
- Kto rozpowszechnia różnego rodzaju szkodliwe treści nie mające absolutnie żadnego uzasadnienia w świetle dowodów naukowych?
- Dlaczego takie informacje trafiają na tak podatny grunt?
- I chyba najtrudniejsze pytanie; jak jest możliwe, że jest niemała grupa lekarzy niechętna szczepieniom, ba, wręcz aktywnie zniechęcająca do nich pacjentów?
Należy także, analizując niechęć do szczepień, zwrócić uwagę na fakt ich już dość długiego stosowania; 8 miesięcy powinien przekonać sceptyków, że nikomu nie wyrosły prorokowane dodatkowe kończyny, a poza nikłym odsetkiem poważnych działań ubocznych szczepienia przynoszą same korzyści zdrowotne.
Jak wiemy niechęć do szczepień nie jest bynajmniej tylko polskim wynalazkiem, to zjawisko światowe. Dziś w dobie internetu przepływ informacji (i dezinformacji) jest błyskawiczny.
Od zawsze można było rozróżniać ludzi na podstawie różnorodnych kryteriów: światopoglądu, religii, wykształcenia, rasy czy miejsca zamieszkania. COVID-19 dokonał podziału na zupełnie dwie nowe grupy: szczepiących się i przeciwników szczepień. To zdumiewające zjawisko, wymykające się z tradycyjnego toru myślenia opartego na zasadach wiedzy i logiki. W jednym kręgu znaleźli się ludzie z różnych środowisk, prezentujące różne poglądy polityczne, wyznanie czy na końcu wykształcenie (nie traktując tego czynnika jako najmniej istotnego).
A przecież każdy z nas (lub prawie każdy) zna osobę, która zmarła po zakażeniu koronawirusem lub przynajmniej zna osobę, która miała ciężki przebieg zakażenia. Ja sam znałem osobiście 6 osób, które zmarły (nie licząc moich pacjentów). I nie wszyscy byli obarczeni innymi chorobami.
Musimy zatem odrzucić śmiałą tezę sformułowaną publicznie przez pewną celebrytkę, że w szpitalach nie ma chorych, są statyści…spuśćmy nad nią łaskawie zasłonę milczenia...
Ale szczepienie, czy raczej jego brak ma jeszcze jeden wymiar, daleko wykraczający poza indywidualne stanowisko czy poglądy. Wirus rozprzestrzenia się drogą kropelkową od człowieka do innego człowieka. Oznacza to, iż osoby niezaszczepione stanowią pas transmisji choroby; niezaszczepienie się szkodzi innym ludziom, z reguły tym, którzy są narażeni bo nie otrzymali ochrony w postaci szczepionki lub obarczonych chorobami współistniejącymi. Tu dochodzimy do poczucia odpowiedzialności za drugiego człowieka, do poczucia przynależności do społeczeństwa, którego ogólny interes musi górować na wyimaginowaną wolnością jednostki. To w pierwszej kolejności kwestia zdrowia i życia ludzkiego, ale pamiętajmy, że izolacja to także terapia szokowa dla życia społecznego w jego licznych wymiarach np. edukacji, zburzenia więzów społecznych nie zapominając o szkodach ekonomicznych, także tych w skali indywidualnej. Wielu ludzi straciło z powodu pandemii dorobek życia.
Jak jest możliwe by własne ego było ważniejsze niż dobro ogólne?!
Sądzę, że niezbędne są bardzo wnikliwe badania, które mogły by pomóc poznać przyczyny opisanego zjawiska. To ważne także dla przewidywania możliwych zachowań ludzkich w przyszłości.
Wyobraźmy sobie taką hipotetyczną (mam nadzieję!) sytuację. Polska znalazła się w przededniu wojny atomowej i władze wydały polecenie udania się do schronów przeciwatomowych ale połowa obywateli nie stosuje się do tego polecenia...bo np. nie wierzy w siłę destrukcji takiej broni. Hiroshima? Nagasaki? Nie było tam żadnej hekatomby nuklearnej, to wymysł propagandy!
Obawiam się, że takiego rodzaju scenariusze wobec skali aktualnie obserwowanej ignorancji intelektualnej są niestety jak najbardziej możliwe.
Jako Appenedix to tekstu przytaczam dwie prawdziwe rozmowy z moimi pacjentami.
Pewnego razu do gabinetu weszła kobieta z nastoletnią córką. Po zrealizowaniu celu wizyty zadałem pytanie o szczepienie. „Tak, jestem zaszczepiona” odpowiedziała pacjentka. „A córka?” padło drugie pytanie. „Nie, bo i po co, młodzież lekko przechodzi COVID, a poza tym nie chcę by córka była bezpłodna” odparła zdecydowanie pacjentka. „Ale córka może zarazić inne osoby np. pani mamę”. „Nie, mama także jest po szczepieniu”. Pozostał mi już tylko jeden argument: „Córka może zarazić inną starszą osobę, która może nawet umrzeć”. Na takie pytanie nie padła odpowiedź, pacjentka nieco obrażona opuściła gabinet.
I druga sytuacja. Pewnego razu w gabinecie miałem młodego 31-letniego pacjenta. Jego także zapytałem o szczepienie. Odpowiedź była negatywna wobec czego podjąłem rozmowę by dociec skąd taka opinia. Padło wiele argumentów, których nie będę cytował bo to był stek przeczytanych lub zasłyszanych kompletnie irracjonalnych twierdzeń. Gdy żadne moje medyczne argumenty nie znajdowały zrozumienia zapytałem mego rozmówcę czy posiada medyczne wykształcenie. „Nie” padła krótka odpowiedź wobec czego zapytałem czy na pewno czuje się wystarczająco kompetentny by prowadzić taką rozmowę z lekarzem, profesorem medycyny?
Nie wyobrażam sobie sytuacji bym np. z astronomem prowadził spór dotyczący jakiegoś trudnego problemu dotyczącego odległej galaktyki...a znawców medycyny mamy wokół miliony…
sobota, 31 lipca 2021
O nauce wakacyjną porą
piątek, 16 lipca 2021
Quo vadis nauko?!
Trudno o optymizm, chyba, że uznamy jego urzędową wersję za emanację realnej rzeczywistości...


niedziela, 4 lipca 2021
Dramatyczne pytanie
muszę na cito znaleźć lekarza na konsultacje internistyczne do nas do pracy, dyżury na soboty i niedziele. I to nie jedną osobę. Interna u nas zamknięta...stawka godzinowa do negocjacji. Wiem, że będzie trudno kogoś znaleźć, ale może akurat ktoś się znajdzie?
To zapytanie przesłane przez pracownika szpitala w Rybniku. Dramatyczne pytanie.
Jak jest możliwe by w dużym mieście zamykano ważny oddział szpitalny?
Czy to niegospodarność dyrekcji, a może wygórowane oczekiwania pracowników, a może zupełnie inne przesłanki?!
Nie znam odpowiedzi na te pytania.
Wiem jednak, że taka sytuacja absolutnie nie ma prawa się w ogóle zdarzyć.
Gdzie jest nadzór organu założycielskiego szpitala?
Czy ktokolwiek zdaje sobie sprawę z zagrożeń zdrowotnych dla mieszkańców pozbawionych konstytucyjnych praw do opieki medycznej?!


