czwartek, 23 kwietnia 2015
A to Polska właśnie...
Na dzisiejszym posiedzeniu sporo uwagi poświęcono sprawom dydaktyki. Chciałbym kilka zdań poświęcić kwestii ostatniego roku studiów w tzw. nowym trybie. Nim przejdę do szczegółów przybliżę, na czym polega ta zmiana z tradycyjnego trybu studiowania medycyny w ciągu sześciu lat na tryb skrócony o rok (dla stomatologii 4 lata wobec dotychczasowych 5 lat). Studia medyczne od „zawsze” trwały 6 lat, po czym młodzi adepci medycyny odbywali staż podyplomowy. W okresie pełnienia funkcji Ministra Zdrowia przez Panią Ewę Kopacz dokonano rewolucyjnej zmiany; czas studiów skrócono o rok, ostatni, szósty rok będzie rokiem stażu. Nie wchodząc w merytoryczną dyskusję czy ta zmiana była korzystna dla jakości studiów w ogóle, ogromny problem stanowi ostatni roku stażu. Założono, że na TRZECH młodych adeptów medycyny przypadnie JEDEN pracownik dydaktyczny. Analogiczna liczba dla młodych dentystów ma wynosić DWÓCH stażystów na JEDNEGO nauczyciela. Już na początku wprowadzania decyzji o tej reformie fakt potrzeby zatrudnienia tak dużej pracowników budził ogromne emocje. Przykładowo, w moje macierzystej uczelni dzisiejszy III rok liczy około 200 studentów medycyny i do zapewnienia realizacji prawidłowego przebiegu stażu potrzeba jest 67 osób i to w każdej dyscyplinie medycznej! Tych osób po prostu nie ma, nie ma także wystarczającego miejsca w szpitalach klinicznych. Zadałem dziś pytanie Dziekanowi Prof. M. Misiołkowi jak ta sprawa będzie rozwiązana, a nastąpi to już jesienią 2017 roku, gdyż kończy się właśnie trzeci rok. Niestety, nie mamy takiej wiedzy, nie wiadomo, kto miałby zaopiekować się przyszłymi absolwentami. Nie ma żadnych, kompleksowych rozwiązań na uczelniach medycznych w kraju, na kolejne zapytania ze strony Konferencji Rektorów Uczelni Medycznych kierowane do Ministerstwa Zdrowia brak odpowiedzi.
Trudno pojąć, jak można było podjąć tak fundamentalną reformę bez wcześniejszego zapewnienia możliwości jej praktycznej aplikacji.
Trudno pojąć, jak można było podjąć tak fundamentalną reformę bez wcześniejszego zapewnienia możliwości jej praktycznej aplikacji.
niedziela, 19 kwietnia 2015
Ważne informacje z polskiego życia akademickiego
Przedstawiam w załączniku pierwszy numer biuletynu informacyjnego Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej - INFORMACJA. Zawiera on dwie podstawowe informacje o KKHP:
Działania KKHP dotyczą wszystkich dziedzin nauki i wszystkich uczelni. Ruch zainicjowany przez młodych Humanistów zajmuje się podstawowymi sprawami dla naszego środowiska i posiada dużą dynamikę, co jest podstawa do ewentualnych oczekiwanych sukcesów w realizacji przynajmniej części postulatów. Jeżeli uznacie, że program i działania KKHP warto poprzeć, proszę o zgłoszenie chęci udziału w działaniach KKHP poprzez wypełnienie krótkiego formularza dostępnego pod adresem:
https://docs.google.com/forms/d/1dH4vZsoHzjXebU2XMTfHzhyhTOA-H_A5FK6Qm2sdXiE
Jednym z podstawowych zadań KKHP jest dotarcie z informacjami o działaniach podejmowanych przez KKHP do jak największego grona wszystkich pracowników polskich Uczelni i także Instytutów PAN. W tym celu powstał biuletyn oraz przygotowywana jest nowa strona WWW KKHP. Byłoby pożyteczne aby każdy z was mógł się włączyć do prac nad upowszechnianiem biuletynu wśród pracowników waszej Uczelni lub Instytutu, poprzez rozesłanie go do wszystkich potencjalnie zainteresowanych osób. Proszę o opinie (także krytyczne) o przedstawionym biuletynie oraz jak oceniacie możliwość jego szerszego upowszechnienia, tak, by w razie potrzeby, cale nasze środowisko wiedziało o działaniach KKHP i miało szanse brać w nich udział.
Biuletyn KKHP - Informacja nr 1 (PDF)
"Co to jest KKHP? O co nam chodzi"
"Główne założenia i postulaty programowe. Dlaczego konieczna jest istotna korekta obowiązującego dziś systemu zarzadzania Nauka i Szkolnictwem Wyższym w Polsce oraz poziomu i sposobu ich finansowania?"
Działania KKHP dotyczą wszystkich dziedzin nauki i wszystkich uczelni. Ruch zainicjowany przez młodych Humanistów zajmuje się podstawowymi sprawami dla naszego środowiska i posiada dużą dynamikę, co jest podstawa do ewentualnych oczekiwanych sukcesów w realizacji przynajmniej części postulatów. Jeżeli uznacie, że program i działania KKHP warto poprzeć, proszę o zgłoszenie chęci udziału w działaniach KKHP poprzez wypełnienie krótkiego formularza dostępnego pod adresem:
https://docs.google.com/forms/d/1dH4vZsoHzjXebU2XMTfHzhyhTOA-H_A5FK6Qm2sdXiE
Jednym z podstawowych zadań KKHP jest dotarcie z informacjami o działaniach podejmowanych przez KKHP do jak największego grona wszystkich pracowników polskich Uczelni i także Instytutów PAN. W tym celu powstał biuletyn oraz przygotowywana jest nowa strona WWW KKHP. Byłoby pożyteczne aby każdy z was mógł się włączyć do prac nad upowszechnianiem biuletynu wśród pracowników waszej Uczelni lub Instytutu, poprzez rozesłanie go do wszystkich potencjalnie zainteresowanych osób. Proszę o opinie (także krytyczne) o przedstawionym biuletynie oraz jak oceniacie możliwość jego szerszego upowszechnienia, tak, by w razie potrzeby, cale nasze środowisko wiedziało o działaniach KKHP i miało szanse brać w nich udział.
Biuletyn KKHP - Informacja nr 1 (PDF)
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
piątek, 10 kwietnia 2015
O polskich uniwersytetach
Od dawna sporo mówi się o nowych funduszach europejskich, które dostępne miały być w latach 20124-2020. To dla kraju „na dorobku” jakim ciągle jest Polska to szansa na krok na drodze rozwoju. Niestety, minął już pierwszy kwartał 2015 roku, a żadne konkursy nie zostały rozpisane. Brak jest przepisów wykonawczych lub odpowiednich rozporządzeń choć z ekranu telewizyjnego płyną informacje jakoby program już był realizowany. Inny ważny, ale powszechnie niedostrzegany fakt dotyczy podziału puli pieniędzy na tą, którą będzie dysponował samorząd oraz pozostałe środki przeznaczone dla inwestorów indywidualnych. Znakomita większość dotacji rzędu 85% trafi do samorządu. Potrzeby inwestycji dla ogółu społeczeństwa np. w drogi czy rozwój infrastruktury są zrozumiałe, ale można postawić pytanie czy na pewno takie przeznaczenie dotacji spowoduje rozwój kraju? Czy to odpowiedni podział? A może właśnie postawienie na przedsiębiorców prywatnych to rzeczywista szansa na rozwój ekonomiczny kraju i nowe miejsca pracy?
Dlaczego piszę o tym na blogu akademickim? Także tu, w uniwersytetach przenikają się interesy nazwijmy to „publiczne” oraz prywatne. Jak powinien funkcjonować uniwersytet, jak ma spełniać swą misję? Czy powinien być oddzielony od świata prywatnych pieniędzy opierając się tylko na dotacjach państwowych? A może odwrotnie, należy jak najszerzej wprowadzać do życia szkół wyższych inwestorów prywatnych by wciągnąć je w obieg prawdziwego życia gospodarczego?
Te kwestie są niezmiernie ważne; nie opowiadam się za żadnym, konkretnym modelem, mam jednak głębokie przekonanie, że sukces wybranej drogi tylko wówczas będzie możliwy, gdy zostanie wprowadzony przy zrozumieniu i akceptacji społeczności akademickiej. Bez szerokiej dyskusji, bez przedstawienia „za” i „przeciw” nie ma mowy o uzyskaniu prawdziwego modelu prorozwojowego. Taka sytuacja miała miejsce w ostatnim czasie w naszej uczelni, gdzie do połączonych szpitali klinicznych planuje się wprowadzenie inwestora prywatnego. Czy ten krok będzie korzystny dla uczelni, jako całości i indywidualnego pracownika czas pokaże.
Czy na pewno statutowe funkcje uczelni nie będą zagrożone? A może wręcz odwrotnie, ten ruch to początek nowego, dynamicznego rozwoju?
Jednak brak szerokiej dyskusji w gremiach akademickich o tych nowatorskich działaniach musi niepokoić. W żadnej polskiej uczelni medycznej nie zdecydowano się na taki krok; w tej sytuacji oczywiste było oczekiwanie na wcześniejsze przedstawienie problemu.
Dlaczego piszę o tym na blogu akademickim? Także tu, w uniwersytetach przenikają się interesy nazwijmy to „publiczne” oraz prywatne. Jak powinien funkcjonować uniwersytet, jak ma spełniać swą misję? Czy powinien być oddzielony od świata prywatnych pieniędzy opierając się tylko na dotacjach państwowych? A może odwrotnie, należy jak najszerzej wprowadzać do życia szkół wyższych inwestorów prywatnych by wciągnąć je w obieg prawdziwego życia gospodarczego?
Te kwestie są niezmiernie ważne; nie opowiadam się za żadnym, konkretnym modelem, mam jednak głębokie przekonanie, że sukces wybranej drogi tylko wówczas będzie możliwy, gdy zostanie wprowadzony przy zrozumieniu i akceptacji społeczności akademickiej. Bez szerokiej dyskusji, bez przedstawienia „za” i „przeciw” nie ma mowy o uzyskaniu prawdziwego modelu prorozwojowego. Taka sytuacja miała miejsce w ostatnim czasie w naszej uczelni, gdzie do połączonych szpitali klinicznych planuje się wprowadzenie inwestora prywatnego. Czy ten krok będzie korzystny dla uczelni, jako całości i indywidualnego pracownika czas pokaże.
Czy na pewno statutowe funkcje uczelni nie będą zagrożone? A może wręcz odwrotnie, ten ruch to początek nowego, dynamicznego rozwoju?
Jednak brak szerokiej dyskusji w gremiach akademickich o tych nowatorskich działaniach musi niepokoić. W żadnej polskiej uczelni medycznej nie zdecydowano się na taki krok; w tej sytuacji oczywiste było oczekiwanie na wcześniejsze przedstawienie problemu.
czwartek, 2 kwietnia 2015
czwartek, 19 marca 2015
O pieniądzach słów kilka
W ostatnim czasie sporo uwagi poświęciłem problematyce dotyczącej grantów naukowych.
Duże zainteresowanie wielu Czytelników bloga tą sferą skłoniło mnie do zajęcia innym aspektem badań naukowych, rzadko poruszanym w komentarzach. Chodzi o pieniądze. W Polsce nieraz spotyka się niechęć mówienia o stronie finansowej, jakby nie bardzo „wypada” zajmować się tak przyziemnymi kwestiami. A szkoda, to ważne sprawy.
Badania naukowe tworzą ludzie, to oni muszą najpierw sformułować tezy badania i napisać projekt, ale bez pieniędzy nic nie zrobią. Nauka robi się coraz kosztowniejsza, coraz lepsza aparatura, wyrafinowane metody oznaczeń. Dawniej wszystko było łatwiejsze i tańsze. Ale koszt badań naukowych to także wynagrodzenia. Kiedyś, gdy nasze pensje były niewielkie także wynagrodzenia za prowadzenie badań było niskie. Dziś mamy inną sytuację: zarobki są znacznie wyższe i nic dziwnego, że i oczekiwania badaczy są wyższe. Ale – jak sądzę – wynagrodzenia nie są na odpowiednim poziomie. Oczekiwania, że naukowcy będę ochoczo pracować, za przysłowiowe „dobre słowo” są niczym nieuzasadnione. Znam pogląd pracownika działu nauki jednej z polskich uczelni medycznych, który wręcz stwierdził, „że granty to nie jest metoda dorobienia do pensji”. Można dyskutować, jakie powinny być wynagrodzenia, niemniej bez badaczy, ich pomysłów i zaangażowania badań po prostu nie będzie. Przed paru laty recenzowałem projekty europejskie w ramach programów ramowych i miałem możliwość wglądu w proponowane wynagrodzenia. Dla badaczy oscylowały w granicach 3-5 tysięcy Euro miesięcznie. Pewnie nikt w kraju nie oczekuje takiego poziomu, ale trudno oczekiwać zaangażowania w pracę bez godziwego wynagrodzenia.
Pozostaje także kwestia wysokości odsetka z sumy przyznanej na realizację grantu pobieranej przez macierzystą uczelnię. Na czym polega udział administracji uczelni? Grant pisze badacz, badacze go realizują, a korzyść dla uczelni związana jest z powstałymi publikacjami z jej afiliacją. Za co badacze płacą haracz uczelni?
Proszę o opinie.
Duże zainteresowanie wielu Czytelników bloga tą sferą skłoniło mnie do zajęcia innym aspektem badań naukowych, rzadko poruszanym w komentarzach. Chodzi o pieniądze. W Polsce nieraz spotyka się niechęć mówienia o stronie finansowej, jakby nie bardzo „wypada” zajmować się tak przyziemnymi kwestiami. A szkoda, to ważne sprawy.
Badania naukowe tworzą ludzie, to oni muszą najpierw sformułować tezy badania i napisać projekt, ale bez pieniędzy nic nie zrobią. Nauka robi się coraz kosztowniejsza, coraz lepsza aparatura, wyrafinowane metody oznaczeń. Dawniej wszystko było łatwiejsze i tańsze. Ale koszt badań naukowych to także wynagrodzenia. Kiedyś, gdy nasze pensje były niewielkie także wynagrodzenia za prowadzenie badań było niskie. Dziś mamy inną sytuację: zarobki są znacznie wyższe i nic dziwnego, że i oczekiwania badaczy są wyższe. Ale – jak sądzę – wynagrodzenia nie są na odpowiednim poziomie. Oczekiwania, że naukowcy będę ochoczo pracować, za przysłowiowe „dobre słowo” są niczym nieuzasadnione. Znam pogląd pracownika działu nauki jednej z polskich uczelni medycznych, który wręcz stwierdził, „że granty to nie jest metoda dorobienia do pensji”. Można dyskutować, jakie powinny być wynagrodzenia, niemniej bez badaczy, ich pomysłów i zaangażowania badań po prostu nie będzie. Przed paru laty recenzowałem projekty europejskie w ramach programów ramowych i miałem możliwość wglądu w proponowane wynagrodzenia. Dla badaczy oscylowały w granicach 3-5 tysięcy Euro miesięcznie. Pewnie nikt w kraju nie oczekuje takiego poziomu, ale trudno oczekiwać zaangażowania w pracę bez godziwego wynagrodzenia.
Pozostaje także kwestia wysokości odsetka z sumy przyznanej na realizację grantu pobieranej przez macierzystą uczelnię. Na czym polega udział administracji uczelni? Grant pisze badacz, badacze go realizują, a korzyść dla uczelni związana jest z powstałymi publikacjami z jej afiliacją. Za co badacze płacą haracz uczelni?
Proszę o opinie.
środa, 18 marca 2015
Ze świata polskiej medycyny
środa, 11 marca 2015
Kilka zdań refleksji
Niedawno, w czasie konferencji naukowej spotkałem osobę z polskiej uczelni medycznej, która w rozmowie stwierdziła, że prowadzi dwa granty Narodowego Centrum Nauki (NCN).
Na moje pytanie, czy natrafia na jakieś problemy z realizacją tego projektu usłyszałem, że zostały zatrudnione osoby do prowadzenia badań i wszystko idzie, jak należy.
Te informacje znajdują się w sprzeczności z wynikami ankiety, jakie niedawno przedstawiłem. Głosy Czytelników są raczej krytyczne wobec NCN-u i procesu uzyskiwania oraz realizacji grantów.
Skąd są takie różnice w ocenie rzeczywistości? Dlaczego są w kraju uczelnie, w których są prowadzone liczne badania finansowane przez NCN, a w innych prawie wcale nie ma takich badań?
Stawiam tezę, że jest to pochodną wielu czynników mających swe praźródła w bardzo odległej przeszłości. W jednych uczelniach od dekad dbano o rozwój naukowy, tworzono zespoły badawcze, a lokalne zwyczaje i zasady działania np. w sferze administracji „od zawsze” nastawione były na pomoc badaczom. Niezwykle ważna jest polityka kadrowa; kierownikami katedr muszą być entuzjaści nauki. Drugi warunek personalny to dobór „szeregowych” pracowników nauki, tych na początku drogi. No i atmosfera w uczelni, wzajemne szanowanie się pracowników i wsparcie ze strony władz uczelni dla aktywnych na niwie nauki. Pewnie tych warunków sukcesów w prowadzeniu badań jest więcej, ale – w mojej ocenie – są to zawsze przyczyny mocno zakorzenione w lokalnej społeczności.
Z tych powodów żadne apele, próby działań doraźnych nic nie dadzą, co obserwujemy także w naszej uczelni. Nauka została trwale zepchnięta na margines, stała się obszarem nielubianym i niechcianym. Odwrócenie tego „zaklętego” kręgu będzie wymagało mnóstwa czasu i wysiłku. Odbudowanie etosu nauki nie nastąpi szybko, nie pomoże nawet najlepsze finansowanie. Tu trzeba odbudować zaufanie, stworzyć zespoły badawcze, zbudować nowe relacje międzyludzkie. Na to trzeba dekad.
I najważniejszy warunek, zawsze w tego typu sytuacji, którą określmy mianem „impasu” pierwszy krok należy do osób (osoby?) z kręgu władzy.
Musi nadejść czytelny sygnał: idą zmiany.
Nie drobne reformy, nie kosmetyczne korekty. Nie stanie się to natychmiast, odbudowa zaufania musi potrwać. Gdy pracownicy uwierzą, że istotnie „idzie nowe” zaczną działać.
Tylko czy władza wie, że takie kroki są konieczne, że bez ich podjęcia na zawsze zostaniemy tam, gdzie dziś jesteśmy?
W ostateczności uczelnie bez badań na odpowiednio wysokim poziomie staną się szkołami zawodowymi. Ale wówczas z ich nazwy zniknie bezpowrotnie słowo „Uniwersytet”.
niedziela, 1 marca 2015
Wyniki ankiety
Przedstawiam wyniki ankiety dotyczącej poglądów dotyczących grantów badawczych.
| Odpowiedź | Głosów | Procent |
| uważam, że konkursy nie są oparte na uczciwych zasadach | 18 | 52,94% |
| procent, jaki zabiera uczelnia z kwoty na realizację grantu jest za duży | 13 | 38,24% |
| uczelnia nie zapewnia wystarczającej pomocy przy ich przygotowaniu | 12 | 35,29% |
| uważam, że nie NCN nie zapewnia kompetentnych recenzentów | 11 | 32,35% |
| wynagrodzenie nie jest adekwatne do wysiłku potrzebnego do napisania i prowadzenia grantu | 10 | 29,41% |
| uważam, że konkursy nie są anonimowe | 10 | 29,41% |
| nie mam na to czasu, bo moje obciążenie pracą dydaktyczna jest zbyt duże | 10 | 29,41% |
| nie mam zespołu osób do jego realizacji | 10 | 29,41% |
| moja kariera w uczelni w żaden sposób nie zależy od sukcesów w tej kwestii | 9 | 26,47% |
| nie mam na to czasu, bo moje obciążenie pracą z pacjentami jest zbyt duże | 8 | 23,53% |
| uczelnia nie zapewnia sprawnej realizacji grantu | 8 | 23,53% |
| nie wiem jak to zrobić | 7 | 20,59% |
| nie znam zasad przygotowania i realizacji grantu | 6 | 17,65% |
| nie mam pomysłu na temat projektu | 3 | 8,82% |
| w ogóle mnie to nie interesuje | 2 | 5,88% |
piątek, 20 lutego 2015
Krakowianin roku
Profesor Janusz Skalski zdobył 15816 głosów co dało trzecie miejsce w konkursie na Krakowianina roku. Najwięcej głosów 19399 zdobył Prof. Paweł Olko.
Serdeczne gratulacje!
Serdeczne gratulacje!
czwartek, 19 lutego 2015
Krakowianin roku
Z przyjemnością informuję, że Prof. Janusz Skalski jest zdecydowanym liderem wyborów Krakowianina roku, zebrał już blisko 15.000 głosów!
Panie Profesorze, trzymamy kciuki!
Panie Profesorze, trzymamy kciuki!
środa, 11 lutego 2015
W ostatnim czasie dotarły informacje dotyczące wyników konkursów Narodowego Centrum Nauki (NCN) i skuteczności pracowników naszej uczelni w zakresie pozyskiwania grantów.
Sądzę, że słabe wyniki są pochodną wielu czynników stąd prezentuję interaktywną ankietę dotyczącą tego problemu. Liczę na aktywny udział wielu Czytelników bloga, gdyż pozwoli on na uzyskanie poglądu opartego na spojrzeniu szerszego grona pracowników naukowych.
Ankieta będzie aktywna do końca lutego, po zakończeniu zbierania odpowiedzi przedstawię jej wyniki.
Proszę zaznaczyć dowolną liczbę odpowiedzi.
Sądzę, że słabe wyniki są pochodną wielu czynników stąd prezentuję interaktywną ankietę dotyczącą tego problemu. Liczę na aktywny udział wielu Czytelników bloga, gdyż pozwoli on na uzyskanie poglądu opartego na spojrzeniu szerszego grona pracowników naukowych.
Ankieta będzie aktywna do końca lutego, po zakończeniu zbierania odpowiedzi przedstawię jej wyniki.
Proszę zaznaczyć dowolną liczbę odpowiedzi.
Create your free online surveys with SurveyMonkey , the world's leading questionnaire tool.
poniedziałek, 2 lutego 2015
środa, 28 stycznia 2015
W odpowiedzi Czytelnikowi
Opowiadając poprzedniemu Czytelnikowi na komentarz z 13;05 zwracam uwagę, że właśnie fakt podjęcia przewodu habilitacyjnego w innej niż macierzystej uczelni pokazuje, że coś jest "nie tak". Mając solidny dorobek naukowy (IF 30, 107 cytacji, wsp. h=7) nie powinno być problemu z habilitację. Ważne, że zwyciężyła ocena oparta na obiektywnych kryteriach.
Wojciech Pluskiewicz
Wojciech Pluskiewicz
wtorek, 27 stycznia 2015
Hot news
Na dzisiejszym posiedzeniu Rady Wydziału w Zabrzu w tajnym głosowaniu zapadła decyzja o nadaniu stopnia doktora habilitowanego kandydatowi z Lublina. To bardzo dobra wiadomość, przeważyła ocena merytoryczna, a dodatkowe opinie osób trzecich ingerujących w ten proces nie zostały wzięte pod uwagę. Nie podaję nazwiska habilitanta, bo nie mam od niego stosownego upoważnienia, ale przecież w tej spraswie chodzi o zasady obowiązujące w świecie nauki.
czwartek, 15 stycznia 2015
Refleksje o nauce
Dzisiejsze posiedzenie Rady Wydziału, a także ostatnie spotkanie tego gremium z minionego roku skłoniły mnie do napisania paru zdań refleksji o nauce, a bardziej precyzyjnie o zasadach awansu naukowego. Jak wiemy ta problematyka, jako że każdy z nas, naukowców wcześniej lub później staje w obliczu kolejnego kroku na swej drodze rozwoju naukowego, zawsze była uznawana za kluczową.
Jak powinien przebiegać awans naukowy?
Jakie kryteria powinny decydować o uzyskiwaniu kolejnych stopni naukowych oraz tytułu naukowego?
Zawsze uważałem – bieżące wydarzenia mnie w tym zakresie utwierdzają, że kryteria muszą być absolutnie jednoznaczne i niezmienne. W mojej opinii kandydat musi spełnić wymagania, np. mieć, co najmniej X prac oryginalnych, skumulowany IF co najmniej Y, być pierwszym autorem Z razy, mieć XX cytacji oraz wsp. h co najmniej XY. Te kryteria powinny być ustalone na wiele lat, a do dyskusji pozostaje tylko ich wysokość. Sądzę, że w różnych dziedzinach nauki te kryteria będą różne. Kandydat spełniający te kryteria automatycznie uzyskuje awans. Taka droga rozwoju kariery czyni ją odporną na najróżniejsze zewnętrzne, pozamerytoryczne wpływy (nie biorę tu pod uwagę możliwe problemy z przeprowadzaniem badań, ich finansowaniem itd., to jest osobny problem).
Masz dorobek, spełniasz kryteria, jesteś doktorem lub doktorem habilitowanym.
A jakie są ostatnie moje doświadczenia?
Praktyka daleko odbiega od opisanego „idealnego” obrazu. Na poprzednim posiedzeniu RW zadałem pytanie dotyczące pracy habilitacyjnej w czasie kolokwium, a wobec braku prawidłowej odpowiedzi oceniłem ją niedostatecznie. Na dzisiejszym posiedzeniu usłyszeliśmy, że nie wolno zadawać pytań z zakresu pracy habilitacyjnej w czasie kolokwium. Skoro ocenili ją recenzenci to wystarcza.
Dlaczego opinie innych osób miałby ograniczać możliwość wypowiedzi?
To jakieś totalne nieporozumienie, kandydat do uzyskania stopnia doktora habilitowanego musi być przygotowany do naukowej dyskusji, a swoją pracę habilitacyjną musi mieć w „małym palcu”. Kolokwium to czas otwartej i niczym nieskrępowanej dyskusji naukowej.
Amicus Plato sed magis amica Veritas.
Dziś zostaliśmy jeszcze bardziej zaskoczeni przy okazji kolejnej habilitacji, toczącej się w tzw. nowym trybie. Z relacji członków komisji habilitacyjnej dowiedzieliśmy się, że do komisji wpłynęły pisma od osób trzecich i były brane pod uwagę obok ustawowo obowiązujących dokumentów dotyczących dorobku kandydata. Jak wyraźnie powiedziano, decyzja komisji została podjęta przy uwzględnieniu nieuprawnionych, pozamerytorycznych opinii. RW nie podjęła decyzji w sprawie, mamy spotkać się ponownie niebawem.
To kolejny przykład nieprawidłowości w polskiej nauce, dowód na możliwości wpływania na gremia decyzyjne.
Próby ograniczania dyskusji, manipulacje dotyczące pracy komisji habilitacyjnej – czy tak powinien wyglądać świat polskiej nauki?
Jak powinien przebiegać awans naukowy?
Jakie kryteria powinny decydować o uzyskiwaniu kolejnych stopni naukowych oraz tytułu naukowego?
Zawsze uważałem – bieżące wydarzenia mnie w tym zakresie utwierdzają, że kryteria muszą być absolutnie jednoznaczne i niezmienne. W mojej opinii kandydat musi spełnić wymagania, np. mieć, co najmniej X prac oryginalnych, skumulowany IF co najmniej Y, być pierwszym autorem Z razy, mieć XX cytacji oraz wsp. h co najmniej XY. Te kryteria powinny być ustalone na wiele lat, a do dyskusji pozostaje tylko ich wysokość. Sądzę, że w różnych dziedzinach nauki te kryteria będą różne. Kandydat spełniający te kryteria automatycznie uzyskuje awans. Taka droga rozwoju kariery czyni ją odporną na najróżniejsze zewnętrzne, pozamerytoryczne wpływy (nie biorę tu pod uwagę możliwe problemy z przeprowadzaniem badań, ich finansowaniem itd., to jest osobny problem).
Masz dorobek, spełniasz kryteria, jesteś doktorem lub doktorem habilitowanym.
A jakie są ostatnie moje doświadczenia?
Praktyka daleko odbiega od opisanego „idealnego” obrazu. Na poprzednim posiedzeniu RW zadałem pytanie dotyczące pracy habilitacyjnej w czasie kolokwium, a wobec braku prawidłowej odpowiedzi oceniłem ją niedostatecznie. Na dzisiejszym posiedzeniu usłyszeliśmy, że nie wolno zadawać pytań z zakresu pracy habilitacyjnej w czasie kolokwium. Skoro ocenili ją recenzenci to wystarcza.
Dlaczego opinie innych osób miałby ograniczać możliwość wypowiedzi?
To jakieś totalne nieporozumienie, kandydat do uzyskania stopnia doktora habilitowanego musi być przygotowany do naukowej dyskusji, a swoją pracę habilitacyjną musi mieć w „małym palcu”. Kolokwium to czas otwartej i niczym nieskrępowanej dyskusji naukowej.
Amicus Plato sed magis amica Veritas.
Dziś zostaliśmy jeszcze bardziej zaskoczeni przy okazji kolejnej habilitacji, toczącej się w tzw. nowym trybie. Z relacji członków komisji habilitacyjnej dowiedzieliśmy się, że do komisji wpłynęły pisma od osób trzecich i były brane pod uwagę obok ustawowo obowiązujących dokumentów dotyczących dorobku kandydata. Jak wyraźnie powiedziano, decyzja komisji została podjęta przy uwzględnieniu nieuprawnionych, pozamerytorycznych opinii. RW nie podjęła decyzji w sprawie, mamy spotkać się ponownie niebawem.
To kolejny przykład nieprawidłowości w polskiej nauce, dowód na możliwości wpływania na gremia decyzyjne.
Próby ograniczania dyskusji, manipulacje dotyczące pracy komisji habilitacyjnej – czy tak powinien wyglądać świat polskiej nauki?
piątek, 9 stycznia 2015
Podsumowanie roku
Co przyniósł miniony rok? Czy w polskim świecie akademickim zaszły jakieś ważne zmiany? Trudno o uogólnienia, nie sposób obserwować wszystkie wydarzenia. Spróbuję zastanowić się czy w naszej uczelni jakieś zdarzenia wymagają osobnego omówienia.
Na początku roku uwagę wielu osób skupiło powołanie w naszej uczelni studiów podyplomowych z homeopatii. Dotąd w polskich uczelniach medycznych nie było takiego kierunku, gdyż homeopatia nie wchodzi do kanonu dziedzin medycyny, jako nauki opierającej się na dowodach naukowych. Czy to był błąd? Osobiście uważam liczne głosy krytyczne za jak najbardziej uzasadnione, „rozdrabianie” poważnej uczelni medycznej (a chyba za taką chcemy uchodzić) na takie działania to poważny błąd. Nie przekonują mnie argumenty natury ekonomicznej; jak mówi starożytne przysłowie „pecunia non olent”, ale ta maksyma nie może być stosowana w uczelni chlubiącej się mianem „uniwersytetu”.
Podstawowym obowiązkiem każdej uczelni są dydaktyka i praca badawcza. Patrząc na naszą uczelnię trudno o optymizm w tych obszarach. Nie widać nowych, młodych pracowników w naszym gronie, a bez nich nie ma mowy o właściwej pracy uczelni, jako całości. Coraz więcej jednostek uczelni składa się z prawie samych profesorów i doktorów habilitowanych oraz wykładowców. Co prawda sporo osób prowadzi pracę badawczą w ramach Studium Doktoranckiego, ale ilu doktorantów ma szanse uzyskać etat naukowo-dydaktyczny? Polityka kadrowa cieniem kładzie się na przyszłości uczelni, komu mamy przekazać przysłowiową „pałeczkę”? Polityka kadrowa to także jedna z podstawowych przyczyn coraz większej zapaści w sferze dydaktyki. Czy można uwierzyć w wysoki poziom dydaktyki przy obciążeniu sięgającym 300, 400 lub większej liczbie godzin w roku akademickim? Niezależnie od zbyt dużej liczby godzin brak jest czytelnego systemu oceny jakości pracy dydaktycznej. Prowadzenie kontroli przez komisje wydziałowe to tylko „zasłona dymna”, działania nic niewnoszące. Jedyną możliwością wiarygodnej oceny jest ciągłe wypełnianie ankiet przez odbiorców naszej pracy, czyli studentów. Jak dotąd tylko parę procent studentów wypełnia ankiety, a dostęp do systemu mają tylko raz w semestrze.
Tylko czy wprowadzenie ciągłego systemu oceny byłoby dobrze odebrane przez kadrę? Ocena po KAŻDYCH zajęciach dotycząca nie tylko szeregowych pracowników, ale także profesorów?
A przecież to jest takie proste do wprowadzenia, a osoby wyróżniające się powinny być nagradzane zarówno finansowo, jak przy pomocy innych instrumentów.
Oczywiście otwarte pozostaje pytanie czy poruszane słabości są tylko kwestią niewłaściwej polityki władz naszej uczelni czy też niewesoła sytuacja polskich uczelni jest pochodną stosunku władz RP do problemów uczelni wyższych i szkolnictwa oraz obszaru badań naukowych. Władze Polski, wszystkie bez wyjątku rządy i parlamenty, patrząc od roku 1989 do dziś, niezależnie od opcji politycznej, ten obszar traktowały lekceważąco lub tylko markowały swe zainteresowanie. Więcej, w zasadzie zlikwidowano szkolnictwo zawodowe, a otwarto „zielone” światło dla setek pseudo-wyższych uczelni szkolących nikomu niepotrzebnych „magistrów”. Oszukano miliony młodych Polaków mamiąc ich świetlaną przyszłością, a przy okazji spowodowano ogromne problemy dla gospodarki pozbawiając jej potrzebnych fachowców w licznych dziedzinach. Jednym z efektów tych działań jest masowa emigracja milionów młodych Polaków.
Tylko czy można nadal mówić, że za wszystko są odpowiedzialni mityczni „Oni”?
A może brak zainteresowania władz kraju wynika właśnie z obstrukcji środowisk akademickich, w istocie wcale niezainteresowanych wprowadzaniem rzeczywistych zmian? Obawiam się, że choć prawda zawsze jest gdzieś pośrodku, iż to właśnie partykularne interesy środowiska akademickiego, szczególnie grona profesorskiego to podstawowa przyczyna zapaści polskich uczelni. Jest demokracja, skoro uczelnie same nie są zainteresowane zmianami to dlaczego rząd miałby na „siłę” nas uszczęśliwiać?
Od pewnego czasu widać pewne próby reform w zakresie organizacji i finansowania pracy badawczej, ale są one spóźnione, niemrawe i nietrafione społecznie wobec braku szacunku do pracy nauczyciela akademickiego i naukowca. Łatwo było zdeprecjonować etos słów nauka i naukowiec, odbudować go będzie bardzo trudno.
Cóż z tego, że w 2015 roku nakłady na naukę wzrosną o 690 mln, czyli o 10%, gdy nauka jest oderwana od praktyki i w niewielkim stopniu wpływa na rozwój kraju. Wcale pieniądze nie są najważniejsze, podstawą sukcesu są ludzie.
Nam w Polsce potrzebna jest wizja, a nie kolejne administracyjne decyzje.
Wizja, która poruszy umysły młodych ludzi i przyciągnie ich do uniwersytetów i politechnik.
Wizja, która zostanie rozwinięta poprzez wprowadzenie różnych regulacji podatkowych, organizacyjnych, legislacyjnych, które uczynią z nauki koło zamachowe gospodarki i rozwoju Polski.
PS. W minionym roku największą uwagą Czytelników mierzoną liczbą komentarzy cieszyły się teksty z 21.05 (34 komentarze), 27.03 (33), 2.04 (29), 4.07, 24.10 i 4.12 (po 24), 11.07 (21) i 21.03 (20).
Na początku roku uwagę wielu osób skupiło powołanie w naszej uczelni studiów podyplomowych z homeopatii. Dotąd w polskich uczelniach medycznych nie było takiego kierunku, gdyż homeopatia nie wchodzi do kanonu dziedzin medycyny, jako nauki opierającej się na dowodach naukowych. Czy to był błąd? Osobiście uważam liczne głosy krytyczne za jak najbardziej uzasadnione, „rozdrabianie” poważnej uczelni medycznej (a chyba za taką chcemy uchodzić) na takie działania to poważny błąd. Nie przekonują mnie argumenty natury ekonomicznej; jak mówi starożytne przysłowie „pecunia non olent”, ale ta maksyma nie może być stosowana w uczelni chlubiącej się mianem „uniwersytetu”.
Podstawowym obowiązkiem każdej uczelni są dydaktyka i praca badawcza. Patrząc na naszą uczelnię trudno o optymizm w tych obszarach. Nie widać nowych, młodych pracowników w naszym gronie, a bez nich nie ma mowy o właściwej pracy uczelni, jako całości. Coraz więcej jednostek uczelni składa się z prawie samych profesorów i doktorów habilitowanych oraz wykładowców. Co prawda sporo osób prowadzi pracę badawczą w ramach Studium Doktoranckiego, ale ilu doktorantów ma szanse uzyskać etat naukowo-dydaktyczny? Polityka kadrowa cieniem kładzie się na przyszłości uczelni, komu mamy przekazać przysłowiową „pałeczkę”? Polityka kadrowa to także jedna z podstawowych przyczyn coraz większej zapaści w sferze dydaktyki. Czy można uwierzyć w wysoki poziom dydaktyki przy obciążeniu sięgającym 300, 400 lub większej liczbie godzin w roku akademickim? Niezależnie od zbyt dużej liczby godzin brak jest czytelnego systemu oceny jakości pracy dydaktycznej. Prowadzenie kontroli przez komisje wydziałowe to tylko „zasłona dymna”, działania nic niewnoszące. Jedyną możliwością wiarygodnej oceny jest ciągłe wypełnianie ankiet przez odbiorców naszej pracy, czyli studentów. Jak dotąd tylko parę procent studentów wypełnia ankiety, a dostęp do systemu mają tylko raz w semestrze.
Tylko czy wprowadzenie ciągłego systemu oceny byłoby dobrze odebrane przez kadrę? Ocena po KAŻDYCH zajęciach dotycząca nie tylko szeregowych pracowników, ale także profesorów?
A przecież to jest takie proste do wprowadzenia, a osoby wyróżniające się powinny być nagradzane zarówno finansowo, jak przy pomocy innych instrumentów.
Oczywiście otwarte pozostaje pytanie czy poruszane słabości są tylko kwestią niewłaściwej polityki władz naszej uczelni czy też niewesoła sytuacja polskich uczelni jest pochodną stosunku władz RP do problemów uczelni wyższych i szkolnictwa oraz obszaru badań naukowych. Władze Polski, wszystkie bez wyjątku rządy i parlamenty, patrząc od roku 1989 do dziś, niezależnie od opcji politycznej, ten obszar traktowały lekceważąco lub tylko markowały swe zainteresowanie. Więcej, w zasadzie zlikwidowano szkolnictwo zawodowe, a otwarto „zielone” światło dla setek pseudo-wyższych uczelni szkolących nikomu niepotrzebnych „magistrów”. Oszukano miliony młodych Polaków mamiąc ich świetlaną przyszłością, a przy okazji spowodowano ogromne problemy dla gospodarki pozbawiając jej potrzebnych fachowców w licznych dziedzinach. Jednym z efektów tych działań jest masowa emigracja milionów młodych Polaków.
Tylko czy można nadal mówić, że za wszystko są odpowiedzialni mityczni „Oni”?
A może brak zainteresowania władz kraju wynika właśnie z obstrukcji środowisk akademickich, w istocie wcale niezainteresowanych wprowadzaniem rzeczywistych zmian? Obawiam się, że choć prawda zawsze jest gdzieś pośrodku, iż to właśnie partykularne interesy środowiska akademickiego, szczególnie grona profesorskiego to podstawowa przyczyna zapaści polskich uczelni. Jest demokracja, skoro uczelnie same nie są zainteresowane zmianami to dlaczego rząd miałby na „siłę” nas uszczęśliwiać?
Od pewnego czasu widać pewne próby reform w zakresie organizacji i finansowania pracy badawczej, ale są one spóźnione, niemrawe i nietrafione społecznie wobec braku szacunku do pracy nauczyciela akademickiego i naukowca. Łatwo było zdeprecjonować etos słów nauka i naukowiec, odbudować go będzie bardzo trudno.
Cóż z tego, że w 2015 roku nakłady na naukę wzrosną o 690 mln, czyli o 10%, gdy nauka jest oderwana od praktyki i w niewielkim stopniu wpływa na rozwój kraju. Wcale pieniądze nie są najważniejsze, podstawą sukcesu są ludzie.
Nam w Polsce potrzebna jest wizja, a nie kolejne administracyjne decyzje.
Wizja, która poruszy umysły młodych ludzi i przyciągnie ich do uniwersytetów i politechnik.
Wizja, która zostanie rozwinięta poprzez wprowadzenie różnych regulacji podatkowych, organizacyjnych, legislacyjnych, które uczynią z nauki koło zamachowe gospodarki i rozwoju Polski.
PS. W minionym roku największą uwagą Czytelników mierzoną liczbą komentarzy cieszyły się teksty z 21.05 (34 komentarze), 27.03 (33), 2.04 (29), 4.07, 24.10 i 4.12 (po 24), 11.07 (21) i 21.03 (20).
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Apel o poparcie
Apel do Wszystkich Lekarzy!
Lekarze POZ, którzy nie podpisali kontraktów z NFZ na 2015 rok, przeżywają obecnie bardzo trudne chwile. Są czarnym charakterem w mediach, podważa się ich kompetencje i moralność, straszy kontrolami i represjami.
Lekarze innych specjalizacji przygotowali list poparcia dla działań lekarzy POZ i zbierają pod nim podpisy wszystkich polskich lekarzy. W ciągu zaledwie doby udało się zebrać ponad 1000 lekarskich podpisów!
Podpisanie się zajmuje tylko chwilę.
List znajduje się pod adresem:
konsylium24.pl/petycjapoz2015
Prosimy, przekażcie informację o liście poparcia wszystkim znajomym lekarzom. Pokażmy, że w obliczu zagrożenia i lekceważenia, jako lekarze potrafimy być silni, potrafimy być razem, potrafimy się zjednoczyć.
Serdecznie pozdrawiamy,
Lekarze z Konsylium24.pl.
Lekarze POZ, którzy nie podpisali kontraktów z NFZ na 2015 rok, przeżywają obecnie bardzo trudne chwile. Są czarnym charakterem w mediach, podważa się ich kompetencje i moralność, straszy kontrolami i represjami.
Lekarze innych specjalizacji przygotowali list poparcia dla działań lekarzy POZ i zbierają pod nim podpisy wszystkich polskich lekarzy. W ciągu zaledwie doby udało się zebrać ponad 1000 lekarskich podpisów!
Podpisanie się zajmuje tylko chwilę.
List znajduje się pod adresem:
konsylium24.pl/petycjapoz2015
Prosimy, przekażcie informację o liście poparcia wszystkim znajomym lekarzom. Pokażmy, że w obliczu zagrożenia i lekceważenia, jako lekarze potrafimy być silni, potrafimy być razem, potrafimy się zjednoczyć.
Serdecznie pozdrawiamy,
Lekarze z Konsylium24.pl.
czwartek, 1 stycznia 2015
sobota, 27 grudnia 2014
Składki na samorząd lekarski
Koleżanki i Koledzy!
Uprzejmie informujemy, że mimo sprzeciwu oraz intensywnych działań podejmowanych przez Śląską Izbę Lekarską, z dniem 1 stycznia 2015 r., zgodnie z uchwałą nr 27/14/VII Naczelnej Rady Lekarskiej z dnia 5 września 2014 r., będzie obowiązywać składka członkowska w podwyższonej wysokości tj:
– 60 zł miesięcznie dla lekarza i lekarza dentysty
– 10 zł miesięcznie dla lekarza stażysty.
Więcej: http://www.izba-lekarska.org.pl/aktualnosci/1088-komunikat_dotyczacy_skladek
Uprzejmie informujemy, że mimo sprzeciwu oraz intensywnych działań podejmowanych przez Śląską Izbę Lekarską, z dniem 1 stycznia 2015 r., zgodnie z uchwałą nr 27/14/VII Naczelnej Rady Lekarskiej z dnia 5 września 2014 r., będzie obowiązywać składka członkowska w podwyższonej wysokości tj:
– 60 zł miesięcznie dla lekarza i lekarza dentysty
– 10 zł miesięcznie dla lekarza stażysty.
Więcej: http://www.izba-lekarska.org.pl/aktualnosci/1088-komunikat_dotyczacy_skladek
Taki list na adres poczty elektronicznej otrzymałem 15 grudnia. To dobrze, że nasza Izba Lekarska podjęła działania w tej sprawie, niemniej faktem jest, że składka rośnie o 50%. Trudno nie znając szczegółowo problematyki działania samorządu lekarskiego ocenić czy zwiększenie składek jest uzasadnione. Warto wrócić do początków funkcjonowania samorządu lekarskiego na początku lat 90-tych. Wówczas oczekiwania środowiska lekarskiego w związku w reaktywacją idei samorządności zawodu lekarza były ogromne. Początki były trudne, należało wszystko od podstaw zorganizować, a osób pamietających okres międzywojenny działania samorządu lekarskiego nie było zbyt wiele. Jedną z pierwszych decyzji wtedy podjętych była wysokość składek członkowskich. Postanowiono, że na okres „rozruchu” będą one stanowić 2% pensji, a później zostaną zmniejszone do 1%. Wg mojej wiedzy ta obietnica nigdy nie została zrealizowana. Nie znam aktualnej wysokości średniej pensji lekarza zatrudnionego na etacie, czyli na umowę o pracę (bez wliczania dyżurów), ale nie sądzę by wynosiła ona 6000 zł.
• Stawiam zatem pytanie czy w istocie składka 60 zł miesięcznie jest uzasadniona?
• A może jest tak, że w ciągu ponad dwóch dekad funkcjonowania samorządu stojące przed nim zadania tak się rozrosły, iż podwyżka składek była nieuchronna?
Liczę na głosy Czytelników, lekarzy.
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Życzę Czytelnikom bloga dużo zdrowia,
Świąt spędzonych w spokoju wraz z rodziną
oraz powodzenia w realizacji planów na nadchodzący rok
Świąt spędzonych w spokoju wraz z rodziną
oraz powodzenia w realizacji planów na nadchodzący rok
sobota, 20 grudnia 2014
Komentarz innego Czytelnika
Pewnie komentarze nadsyłają Ci, co piszą prace lub próbują przynajmniej.
Faktem jest, że jak praca nie jest zwieńczeniem umowy, to powstaje bez jakiegokolwiek wsparcia uczelni - takie drobiazgi, jak pokrycie kosztów samej publikacji (jeśli wymagane) czy korekty językowej byłyby ułatwieniem. Ale ich nie ma. W tej sytuacji podawanie afiliacji przez niektórych może chyba być postrzegane jak... dopisywanie współautora, który nie kiwnął palcem.
Oczywiście są też argumenty "za", o których pisał autor bloga.
Faktem jest, że jak praca nie jest zwieńczeniem umowy, to powstaje bez jakiegokolwiek wsparcia uczelni - takie drobiazgi, jak pokrycie kosztów samej publikacji (jeśli wymagane) czy korekty językowej byłyby ułatwieniem. Ale ich nie ma. W tej sytuacji podawanie afiliacji przez niektórych może chyba być postrzegane jak... dopisywanie współautora, który nie kiwnął palcem.
Oczywiście są też argumenty "za", o których pisał autor bloga.
Odpowiedź
W odpowiedzi na pytanie Czytelnika z 20 grudnia 14:42 do poprzedniego tekstu prezentuję mój pogląd. Należy podać afiliację, gdyż wskazuje ona na miejsce zatrudnienia autora. Fakt, iż praca była poza uczelnią i nie była przez nią finansowana nic nie zmienia. Poza tym są jeszcze argumenty natury praktycznej: jeśli afiliacja nie zostanie podana praca po jej opublikowaniu nie będzie mogła być wliczona do dorobku naukowgo pracownika uczelni lub nie będzie mogła być brana pod uwagę przy konkursach na nagrodę naukową rektora uczelni. W moim dorobku naukowym większość prac spełnia opisane kryteria, a afiliacja zawsze była podawana. To zresztą leży w osobistym interesie autora by być identyfikowanym z szkołą wyższą o cenzusie uniwersyteckim.
W razie innych pytań lub wątpliwości w tej sprawie proszę o wykorzystanie mego adresu poczty elektronicznej.
Wojciech Pluskiewicz
W razie innych pytań lub wątpliwości w tej sprawie proszę o wykorzystanie mego adresu poczty elektronicznej.
Wojciech Pluskiewicz
piątek, 19 grudnia 2014
APEL W SPRAWIE PAKIETU ONKOLOGICZNEGO
Okręgowa Rada Lekarska w Katowicach apeluje do Prezesa Rady Ministrów o wstrzymanie wprowadzenia w życie pakietu onkologicznego.
Rada zaznacza, że pakiet onkologiczny w obecnym kształcie jest niedopracowany, zarówno ze względów organizacyjnych jak i finansowych. Nie zostały uwzględnione zgłaszane postulaty medycznych środowisk specjalistycznych w tworzeniu przepisów regulujących funkcjonowanie pakietu, a także nie przeprowadzono żadnego programu pilotażowego.
Więcej: http://www.izba-lekarska.org.pl/aktualnosci/1091-apel_w_sprawie_pakietu_onkologicznego
Rada zaznacza, że pakiet onkologiczny w obecnym kształcie jest niedopracowany, zarówno ze względów organizacyjnych jak i finansowych. Nie zostały uwzględnione zgłaszane postulaty medycznych środowisk specjalistycznych w tworzeniu przepisów regulujących funkcjonowanie pakietu, a także nie przeprowadzono żadnego programu pilotażowego.
Więcej: http://www.izba-lekarska.org.pl/aktualnosci/1091-apel_w_sprawie_pakietu_onkologicznego
środa, 17 grudnia 2014
O reformie polskiego systemu opieki zdrowotnej
16 grudnia 2014 roku w siedzibie Śląskiej Izby Lekarskiej odbyło się spotkanie dr. Jacka Kozakiewicza, prezesa ORL w Katowicach z dr. Mariuszem Wójtowiczem, prezesem Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia Województwa Śląskiego - PZ. Głównym tematem spotkania były kwestie związane z pakietem onkologicznym, który wchodzi w życie z dniem 1 stycznia 2015 r.
http://www.izba-lekarska.org.pl/aktualnosci/1090-komunikat_w_sprawie_pakietu_onkologicznego
http://www.izba-lekarska.org.pl/aktualnosci/1090-komunikat_w_sprawie_pakietu_onkologicznego
wtorek, 16 grudnia 2014
Polak potrafi
Uniwersytet Medyczny w Łodzi - jako członek największego w UE konsorcjum Innolife - został zwycięzcą naboru Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii. To pozwoli uczelni na ubieganie się o środki na rozwój projektów z puli liczącej ok. miliard euro.
Na konferencji prasowej prorektor UM ds. nauki prof. Lucyna Woźniak poinformowała, że Europejski Instytut Innowacji i Technologii (EIT) jest agendą UE z siedzibą w Budapeszcie.
Instytucja prowadzi nabory do strategicznych partnerstw publiczno-prywatnych znanych jako Wspólnoty Wiedzy i Innowacji (Knwoledge and Innovation Communities - KIC). W poprzednich latach powołany został m.in. KIC klimatyczny oraz dotyczący laboratoriów europejskich, w których testowane są innowacje.
Łódzki Uniwersytet Medyczny jest regionalnym partnerem konsorcjum KIC Innolife, specjalizującym się w innowacjach na rzecz zdrowia i aktywnego starzenia. Uczelnia zaprosiła do współpracy przy tej inicjatywie Instytut Medycyny Pracy w Łodzi oraz firmę Ericpol.
KIC Innolife skupia ponad 140 partnerów, którymi są wiodące ośrodki naukowe, uniwersytety, przedsiębiorstwa oraz organizacje pozarządowe z 14 państw Europy. Wśród kluczowych uczestników tego partnerstwa znajdują się światowe koncerny m.in. Roche, Sanofi Aventis, Philips Electronics, Intel Corporation, a także Towarzystwo Maxa Plancka, Instytut Karolinska, Imperial College w Londynie, uniwersytety w Uppsali, Gent, Cambridge i Oxford.
- KIC Innolife to największe konsorcjum jakie do tej pory powstało w UE. Skupia instytucje, miasta, laboratoria, szpitale i koncerny, w których testowane są innowacyjne przedsięwzięcia i projekty przede wszystkim z obszaru nauki i edukacji, które mają poprawić jakość życia współczesnego społeczeństwa - podkreśliła prof. Woźniak.
Projekty prowadzone w ramach KIC Innolife w 25 proc. finansowane są z budżetu EIT, w 75 proc. - z funduszy UE, m.in. strukturalnych i Horizon 2020. - Wszystkie środki na projekty badawcze i innowacyjne przydzielane są na drodze konkursu. Spodziewamy się, że pierwsze z nich zostaną ogłoszone w połowie przyszłego roku - zaznaczyła prof. Woźniak.
Prorektor dodała, że budżet KIC Innolife w roku 2016 ma wynieść niespełna 90 mln euro, a w 2018 r prawie 200 mln euro. Członkowie konsorcjum wnoszą składki, z których finansowany będzie zarząd przedsięwzięcia.
W KIC Innolife działa sześć tzw. centrów doskonałości, ulokowanych w Skandynawii, krajach Beneluksu, Niemczech, Hiszpanii, Francji oraz Wielkiej Brytanii i Irlandii. Obok nich powołano sieć regionalnych klastrów "Innostars", w których podmioty akademickie, medyczne i naukowe współdziałają z biznesem - jednym z nich jest łódzkie partnerstwo UM, IMP oraz Ericpolu. "Innostars" działają też na Węgrzech, w Chorwacji, Portugalii, Słowenii i w Walii.
Władze UM chcą, aby strukturalnym wkładem uczelni w KIC Innolife był rozwój innowacyjnego kampusu farmacji (BRAin). "Wokół już istniejącego budynku farmacji powstaną nowe obiekty, w których prowadzone będą badania interdyscyplinarne z udziałem naszych partnerów, znajdzie się tu też miejsce dla Instytutu Biologii Medycznej PAN i akcelerator innowacyjności" - zaznaczyła prof. Woźniak.
Dyrektor IMP prof. Konrad Rydzyński podkreślił, że decyzja EIT oznacza dla polskich partnerów Innolife wejście do elitarnego grona. "Daje też dostęp do olbrzymich pieniędzy, bo szacuje się, że w pierwszej fazie do rozdzielenia będzie około miliarda euro. To naprawdę duże kwoty, ale trzeba umieć po nie sięgnąć - musi być dobry pomysł, dobry sposób na jego przedstawienie, realizację i wdrożenie - zaznaczył.
Obok Instytutu Medycyny Pracy partnerem UM będzie również łódzka firma Ericpol. Dyrektor ds. programów Ericpol Telecom dr Marek Gajowniczek wyjaśnił, że firma od lat współpracuje z organizacjami naukowymi i prowadzi program "Ericpol Science Ekosystem". "Większość naszej pracy to praca badawczo-rozwojowa; wiemy, że innowacje powstają poprzez sieć współpracujących ludzi. Innolife jest właśnie taką siecią" - podkreślił.
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Nagrody rektorskie
Dziś, jak co roku o tej porze odbyła się uroczystość wręczenia nagród rektorskich w trzech kategoriach: nauce, dydaktyce i osiągnieciach organizacyjnych. Dla mnie zawsze najważniejsze były nagrody naukowe, jako wynikające z precyzyjnie zdefiniowanych wymagań. Grono osób nagrodzonych nie jest nigdy zbyt liczne; chciałbym zwrócić uwagę na pewne znamienne fakty. Otóż w zasadzie co roku nagradzane są te same osoby. Sądzę, że gdyby oszacować, jaki stanowią one odsetek wszystkich pracowników naukowo-dydaktycznych to okazałoby się, iż to tylko niewielka część zatrudnionych. Gratulując nagrodzonym nie sposób zapytać gdzie są inni pracownicy. Ta dysproporcja demonstruje, że dorobek naukowy uczelni tworzy relatywnie nieliczna grupa osób. A należy zwrócić uwagę, że coraz trudniej jest publikować w dobrych, renomowanych pismach o zasięgu międzynarodowym. Wymagania redakcji rosną, oczekuje się ciekawych, dobrze udokumentowanych wyników badań. Do tego potrzeba niemałych środków finansowych oraz, co ważniejsze, zapalonych naukowców. Jak widać jednak nie brakuje entuzjastów pracy badawczej, niemniej na dłuższą metę niezbędne jest zaangażowanie większej liczby pracowników.
Czekamy na „młody narybek”, bez dopływu nowej kadry nie można liczyć ciągle na aktywność tej samych osób.
Czekamy na „młody narybek”, bez dopływu nowej kadry nie można liczyć ciągle na aktywność tej samych osób.
czwartek, 4 grudnia 2014
Świat medycyny w mediach
Wczorajsze informacje w mediach zdominowały sprawy dotyczące medycyny.
Na pierwszym miejscu stawiam losy chłopczyka, którego przed 3 dniami znaleziono w okolicy Krakowa. Temperatura jego ciała wynosiła zaledwie +12 stopni, co z zasadzie przekreślało szanse na powrót do życia. Ale znakomity zespół pracowników szpitala uniwersyteckiego w Prokocimiu zdziałał cuda, cała Polska z napięciem czekała na kolejne wieści o zdrowiu chłopca. Dla mnie, pracownika wydziału lekarskiego w Zabrzu, szczególnie miło było oglądać relacje przekazywane przez naszego dawnego kolegę, Profesora Janusza Skalskiego. To właśnie Profesor kieruje zespołem osób ratujących to małe życie; należy gratulować kompetencji, zaangażowania i wiary w sukces jemu oraz innym pracownikom szpitala.
Tę wiadomość określę, jako dobry, optymistyczny wymiar medycyny.
Ale wczoraj mieliśmy jeszcze drugą, nazwijmy ją, złą, szkodliwą informację.
Otóż pokazano historię mężczyzny, któremu odmówiono przyjęcia do szpitala w Janowie Lubelskim. Krótko potem ten pacjent zmarł, a relacja członków rodziny była przejmująca.
Dlaczego określam tę informację, jako złą? Otóż dziennikarze programu Info w wiadomościach emitowanych o godzinie 22 nie przebierając w słowach oskarżyli lekarza o spowodowanie śmierci pacjenta, jednoznacznie wskazując winnego. A przecież nie mogą mieć w tej sprawie żadnej rzetelnej wiedzy, pomijając kwestię kompetencji w sferze medycyny. To jest skandaliczna sytuacja, niestety często obserwowana w polskich mediach w odniesieniu do relacji dotyczących tego typu dramatycznych wydarzeń. Niebywała łatwość sądu, bezpodstawne, bo niepoparte żadnymi dowodami oskarżenia stoją w głębokiej sprzeczności z etyką zawodu dziennikarza, który powinien zachować bezstronność.
To niebezpieczna socjotechnika, to celowe szkalowanie lekarzy.
• Dlaczego nasze środowisko zostało zepchnięte na tak negatywny margines życia społecznego?
• Dlaczego nie potrafimy się bronić?
• Jak można zgodzić się na tak jawne atakowanie całego środowiska lekarskiego?
Sądzę, że – przynajmniej częściowo – wina leży po naszej stronie. Nasz głos jest słabo słyszalny, nie potrafimy skutecznie domagać się respektowania naszych racji, czasem w imię źle pojętej lojalności zawodowej bronimy innych lekarzy, którzy sprzeniewierzyli się zasadom etyki, a obrona dobrego imienia na sądowej wokandzie to raczej ewenement niż norma.
Gdybyśmy – jako całość środowiska, łącznie z organami samorządu lekarskiego – odpowiednio dbali o własny wizerunek i dobre imię dziennikarze zastanowili by się długo przed rzucaniem takich oskarżeń.
Opisana sprawa wymaga oczywiście wyjaśnienia, a w razie udowodnienia błędu w postępowaniu lekarza wyciagnięcia stosownych konsekwencji.
Na pierwszym miejscu stawiam losy chłopczyka, którego przed 3 dniami znaleziono w okolicy Krakowa. Temperatura jego ciała wynosiła zaledwie +12 stopni, co z zasadzie przekreślało szanse na powrót do życia. Ale znakomity zespół pracowników szpitala uniwersyteckiego w Prokocimiu zdziałał cuda, cała Polska z napięciem czekała na kolejne wieści o zdrowiu chłopca. Dla mnie, pracownika wydziału lekarskiego w Zabrzu, szczególnie miło było oglądać relacje przekazywane przez naszego dawnego kolegę, Profesora Janusza Skalskiego. To właśnie Profesor kieruje zespołem osób ratujących to małe życie; należy gratulować kompetencji, zaangażowania i wiary w sukces jemu oraz innym pracownikom szpitala.
Tę wiadomość określę, jako dobry, optymistyczny wymiar medycyny.
Ale wczoraj mieliśmy jeszcze drugą, nazwijmy ją, złą, szkodliwą informację.
Otóż pokazano historię mężczyzny, któremu odmówiono przyjęcia do szpitala w Janowie Lubelskim. Krótko potem ten pacjent zmarł, a relacja członków rodziny była przejmująca.
Dlaczego określam tę informację, jako złą? Otóż dziennikarze programu Info w wiadomościach emitowanych o godzinie 22 nie przebierając w słowach oskarżyli lekarza o spowodowanie śmierci pacjenta, jednoznacznie wskazując winnego. A przecież nie mogą mieć w tej sprawie żadnej rzetelnej wiedzy, pomijając kwestię kompetencji w sferze medycyny. To jest skandaliczna sytuacja, niestety często obserwowana w polskich mediach w odniesieniu do relacji dotyczących tego typu dramatycznych wydarzeń. Niebywała łatwość sądu, bezpodstawne, bo niepoparte żadnymi dowodami oskarżenia stoją w głębokiej sprzeczności z etyką zawodu dziennikarza, który powinien zachować bezstronność.
To niebezpieczna socjotechnika, to celowe szkalowanie lekarzy.
• Dlaczego nasze środowisko zostało zepchnięte na tak negatywny margines życia społecznego?
• Dlaczego nie potrafimy się bronić?
• Jak można zgodzić się na tak jawne atakowanie całego środowiska lekarskiego?
Sądzę, że – przynajmniej częściowo – wina leży po naszej stronie. Nasz głos jest słabo słyszalny, nie potrafimy skutecznie domagać się respektowania naszych racji, czasem w imię źle pojętej lojalności zawodowej bronimy innych lekarzy, którzy sprzeniewierzyli się zasadom etyki, a obrona dobrego imienia na sądowej wokandzie to raczej ewenement niż norma.
Gdybyśmy – jako całość środowiska, łącznie z organami samorządu lekarskiego – odpowiednio dbali o własny wizerunek i dobre imię dziennikarze zastanowili by się długo przed rzucaniem takich oskarżeń.
Opisana sprawa wymaga oczywiście wyjaśnienia, a w razie udowodnienia błędu w postępowaniu lekarza wyciagnięcia stosownych konsekwencji.
piątek, 28 listopada 2014
Film absolwenta naszej uczelni
Dziś na blogu prezentuję wyjątkowy film nakręcony w Rokitnicy przez absolwenta naszej uczelni (film otrzymałem drogą poczty elektronicznej 28 listopada). Autor pokazuje jak wygląda budynek dawnego akademika męskiego, w którym znajdowało się także Studium Wojskowe i klub Czarny Kot. Sentymentalne nuty tego filmu są oczywiste – lubimy wracać do czasów młodości, ale najważniejszy jest dzisiejszy stan tego ogromnego budynku. Wielu z nas pamięta czasy, gdy Rokitnica kipiała życiem, a setki studentów codziennie przewijały się przez kampus.
Jak mogło dojść do takiej degradacji tego centrum akademickiego?
Przyczyn jest z pewnością wiele, nie mam intencji stawiania zarzutów czy oskarżeń – dzięki naszemu Koledze pokazuję jak jest dziś.
Czy kiedykolwiek uda się odbudować Rokitnicę? Niestety, upływ czasu jest bezlitosny, destrukcja materii jest aż nadto dobitnie widoczna na tym filmie.
A poza tym, czy w dobie „Katowico-centryzmu” (przepraszam z neologizm) naszej uczelni można wierzyć w odwrócenie biegu czasu?
Jak mogło dojść do takiej degradacji tego centrum akademickiego?
Przyczyn jest z pewnością wiele, nie mam intencji stawiania zarzutów czy oskarżeń – dzięki naszemu Koledze pokazuję jak jest dziś.
Czy kiedykolwiek uda się odbudować Rokitnicę? Niestety, upływ czasu jest bezlitosny, destrukcja materii jest aż nadto dobitnie widoczna na tym filmie.
A poza tym, czy w dobie „Katowico-centryzmu” (przepraszam z neologizm) naszej uczelni można wierzyć w odwrócenie biegu czasu?
poniedziałek, 24 listopada 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)