piątek, 28 czerwca 2013
O systemie głosowania elektronicznego
Wczoraj odbyło się ostatnie przed wakacjami posiedzenie Rady Wydziału w Zabrzu. Mimo iż nie było kolokwium habilitacyjnego ze względu na bardzo liczne głosowania posiedzenie trwało dość długo. Głosowania odbywały się drogą elektroniczną i o tym systemie chciałbym napisać parę zdań. Na poprzednim spotkaniu RW gorącą dyskusję wywołała kwestia przyporządkowania każdemu członkowi RW konkretnego, numerowanego pilota do głosowania. Ten system nie gwarantuje anonimowości głosowań dotyczących spraw personalnych. Dziekan Prof. M. Misiołek poinformował nas, że ta sprawa była przedmiotem długich dyskusji w gronie rektorskim i dziekańskim. Jednocześnie przyznał, że ten system nie gwarantuje anonimowości głosowania i, jak stwierdził „włamać się można nawet do Pentagonu”. Swe zdanie wspierające dotychczasowy system imiennego przydziału pilotów uzasadniał faktem, iż w części głosowań biorą udział tylko samodzielni pracownicy nauki, a w innych cała RW. Prof. M. Rokicki zasugerował, żeby problem rozwiązać w taki sposób, by podzielić pulę pilotów na dwie części; jedną dla doktorów habilitowanych i profesorów, drugą dla pozostałych członków RW i w obu przydzielać piloty losowo, bez identyfikacji odbiorcy.
Niestety, Dziekan zignorował tę propozycję.
Uważam, że ta sytuacja jest nie do zaakceptowania, a anonimowość głosowań personalnych to absolutnie nieodzowny warunek prawidłowego funkcjonowania uczelni. W dawniej stosowanym systemie anonimowość była stuprocentowa, czego nie zapewnia – przy takiej organizacji przydziału pilotów – nowy system głosowania elektronicznego.
Niestety, Dziekan zignorował tę propozycję.
Uważam, że ta sytuacja jest nie do zaakceptowania, a anonimowość głosowań personalnych to absolutnie nieodzowny warunek prawidłowego funkcjonowania uczelni. W dawniej stosowanym systemie anonimowość była stuprocentowa, czego nie zapewnia – przy takiej organizacji przydziału pilotów – nowy system głosowania elektronicznego.
poniedziałek, 24 czerwca 2013
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Tysięczny tekst
Poprzedni tekst był tysięcznym jaki ukazał się na blogu. To dobra okazja do pewnych podsumowań. Blog istnieje od lutego 2008 roku, ale dopiero 24 czerwca 2008 roku założyłem licznik wejść. Od tego czasu zanotowałem 359.777 wejść, co daje średnio prawie 200 wejść dziennie. Odwiedzający blog z Internetem łączyli się w 94 krajach świata, a najwięcej wejść (oczywiście poza Polską) było z USA (1475), Niemiec (1325) i Wielkiej Brytanii (993). Najbardziej intryguje mnie aż 216 wejść z Tuvalu, małego państewka zagubionego gdzieś na Pacyfiku. Tą drogą proszę o kontakt tego Czytelnika lub Czytelników.
Ciekawie przedstawia się także geografia statystyki Czytelników bloga z Polski; najwięcej wejść, nie licząc Górnego Śląska, było z województw małopolskiego i dolnośląskiego, a w klasyfikacja miast wygląda następująco: Gliwice, Katowice, Kraków, Wrocław i Warszawa.
Najwięcej wejść bo aż 1475 miał tekst „Densytometr” z 24.06.2010, a kolejne teksty cieszące się największą uwagą to post z 13.11.2012 („Ważna decyzja Trybunału Konstytucyjnego” z 915 odsłonami) i „Najnowsze wyniki wyborów” z 19.04.2012 (520). Nadeszło łącznie ponad 4000 komentarzy, a 196 nie opublikowałem z powodu ich niestosownej treści, używanego w nich słownictwa lub naruszenia dóbr osób trzecich.
Dziękuję wszystkim Czytelnikom oraz komentatorom za ich udział w kształtowaniu opinii publicznej, tak potrzebnej dla prawidłowego biegu spraw w uczelniach. Jestem przekonany, że niezależne obszary dyskusji są ważnym elementem demokracji akademickiej.
Ciekawie przedstawia się także geografia statystyki Czytelników bloga z Polski; najwięcej wejść, nie licząc Górnego Śląska, było z województw małopolskiego i dolnośląskiego, a w klasyfikacja miast wygląda następująco: Gliwice, Katowice, Kraków, Wrocław i Warszawa.
Najwięcej wejść bo aż 1475 miał tekst „Densytometr” z 24.06.2010, a kolejne teksty cieszące się największą uwagą to post z 13.11.2012 („Ważna decyzja Trybunału Konstytucyjnego” z 915 odsłonami) i „Najnowsze wyniki wyborów” z 19.04.2012 (520). Nadeszło łącznie ponad 4000 komentarzy, a 196 nie opublikowałem z powodu ich niestosownej treści, używanego w nich słownictwa lub naruszenia dóbr osób trzecich.
Dziękuję wszystkim Czytelnikom oraz komentatorom za ich udział w kształtowaniu opinii publicznej, tak potrzebnej dla prawidłowego biegu spraw w uczelniach. Jestem przekonany, że niezależne obszary dyskusji są ważnym elementem demokracji akademickiej.
środa, 12 czerwca 2013
niedziela, 9 czerwca 2013
Wspomnienie o Profesorze Edmundzie Rogali
25 maja zmarł Profesor Edmund Rogala, były kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych i Alergologii w Zabrzu, Prorektor ds. klinicznych w latach 1984-1990. To smutna wiadomość dla wielu osób, które spotkały Profesora na swej drodze życiowej.
Jako były pracownik tej kliniki chciałbym napisać parę słów wspomnień.
Pracę zawodową pod kierunkiem Profesora Rogali rozpocząłem w 1982 roku. To był trudny czas; Polska była rozdarta po okresie „festiwalu wolności” z lat 1980-1981. Dla mnie osobiście to był także okres próby, bo właśnie zbliżał się czas końca studiów. Już wiosną 1982 roku, gdy byłem na VI roku medycyny zwróciłem się z zapytaniem do Profesora czy mógłbym liczyć na zatrudnienie w Jego klinice. Nawet nie marzyłem o etacie akademickim, bo dla osób z przeszłością aktywnej działalności w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów zatrudnienie w uczelni było raczej wykluczone. Profesor okazał mi przychylność, zarekomendował mnie ówczesnemu dyrektorowi Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu dr Z. Tyczyńskiemu, który obiecał mi etat szpitalny. Niestety, gdy ponownie zgłosiłem się jesienią celem złożenia stosownych dokumentów przed rozpoczęciem pracy okazało się, że nie ma dla mnie miejsca. Dopiero parę lat temu dowiedziałem się, że zablokowanie etatu było efektem działań tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa dr Jerzego Nożyńskiego (TW Anatom). Ale wówczas ponownie pomocną dłoń wyciągnął do mnie Profesor Rogala, który pomógł uzyskać etat w Zespole Opieki Zdrowotnej w Zabrzu z oddelegowaniem do kliniki. Profesor z pewnością wiedział o przyczynach zablokowania etatu szpitalnego, ale nie wahał się pójść drogą „pod prąd” ówczesnego czasu. Te wydarzenia ukierunkowały całe moje późniejsze życie zawodowe. Pod kierunkiem Profesora pracowałem 17 lat, aż do Jego przejścia na emeryturę. Zawsze pogodny, elegancki i dystyngowany znakomicie uosabiał wizerunek prawdziwego profesora medycyny. W Klinice Alergologii, jak się wówczas nazywała kierowana przez Niego jednostka zebrał się młody zespół lekarski oraz czworo adiunktów dr med. B. Rogala, J. Dwornicki, K. Zawisza i J. Jarząb. To był inspirujący czas dla młodego adepta medycyny stawiającego dopiero pierwsze kroki na drodze zawodowej. Profesor w swej klinice realizował konsekwentny program działań obejmujący pracę zawodową i naukową. Wszystko miało swój czas i porządek. Dzień zaczynał się od raportu, w czasie którego lekarz dyżurny zdawał bardzo precyzyjną i dokładną relację z przebiegu dyżuru. Na każdym odcinku, męskim i kobiecym regularnie odbywały się wizyty profesorskie. Profesor skrupulatnie badał pacjentów, ale także oczekiwał od nas, lekarzy prowadzących, szczegółowej wiedzy o stanie zdrowia naszych chorych. Oglądał, ba, sprawdzał historie choroby, pytał nas o wyniki badań i plany dalszej diagnostyki. Teraz, z perspektywy lat można docenić ten trud ukierunkowany na stworzenie prawidłowych warunków rozwoju zawodowego, choć wtedy niejednokrotnie czuliśmy dużą presję. Podobnie poważnie traktowano w klinice pracę naukową. W każdy czwartek odbywały się zebrania naukowe. Punktualnie o godzinie 10 jedna osoba przedstawiała jakiś problem medyczny w salce biblioteki kliniki. Nieobecność nie wchodziła w grę, to było najważniejsze wydarzenie tygodnia. Profesor nie akceptował czytania z kartek, a do dobrego tonu było wygłoszenie tekstu bez pomocy wcześniejszych notatek. Czasem ktoś przygotował przeźrocza, a o prezentacjach multimedialnych nikt wówczas nie słyszał. To była dobra szkoła wystąpień publicznych, co niejednemu z wychowanków Profesora przydało się później w życiu. Regularnie odbywały się także tzw. „Zaduszki”, czyli analiza zgonów przy udziale patomorfologa, a dyskusje i spory z doktorami Majewskim czy Kowalskim trudno zapomnieć.
W pracy pod kierunkiem Profesora Rogali zdarzały się także epizody humorystyczne. Kiedyś na profesorskiej wizycie pacjent na pytanie skierowane do pacjenta: czy Pan pali? ten całkiem poważnie odpowiedział oburzony, że na sali chorych nie pali…Profesor zachował spokój i opanowanie. Cenną cechą Profesora, ważną dla każdej osoby sprawującej funkcję kierowniczą, była umiejętność łatwego nawiązywania kontaktu z innymi ludźmi, od portiera poprzez pacjenta aż do personelu pielęgniarskiego i lekarzy w klinice.
Praca pod kierunkiem Profesora Rogali dawała solidne podstawy dla dalszego rozwoju zawodowego i naukowego. Mnóstwo osób uzyskało I i II stopień specjalizacji w chorobach wewnętrznych, a także alergologii. O jakości pracy naukowej świadczą uzyskane stopnie i tytuły naukowe; 6 osób związanych z kliniką uzyskało tytuły naukowe profesora, dwie stopień doktora habilitowanego, a liczba doktoratów jest długa.
29 maja na uroczystościach pogrzebowych zebrało się liczne grono byłych współpracowników Profesora, pracowników uczelni, pacjentów. W imieniu władz uczelni głos zabrał Prorektor Prof. J. Duława, a z grona dawnych pracowników kliniki Profesora pożegnał Prof. J. Jarząb. Odszedł kolejny z naszych Nauczycieli, wychowanek i absolwent Śląskiej Akademii Medycznej.
Jako były pracownik tej kliniki chciałbym napisać parę słów wspomnień.
Pracę zawodową pod kierunkiem Profesora Rogali rozpocząłem w 1982 roku. To był trudny czas; Polska była rozdarta po okresie „festiwalu wolności” z lat 1980-1981. Dla mnie osobiście to był także okres próby, bo właśnie zbliżał się czas końca studiów. Już wiosną 1982 roku, gdy byłem na VI roku medycyny zwróciłem się z zapytaniem do Profesora czy mógłbym liczyć na zatrudnienie w Jego klinice. Nawet nie marzyłem o etacie akademickim, bo dla osób z przeszłością aktywnej działalności w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów zatrudnienie w uczelni było raczej wykluczone. Profesor okazał mi przychylność, zarekomendował mnie ówczesnemu dyrektorowi Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu dr Z. Tyczyńskiemu, który obiecał mi etat szpitalny. Niestety, gdy ponownie zgłosiłem się jesienią celem złożenia stosownych dokumentów przed rozpoczęciem pracy okazało się, że nie ma dla mnie miejsca. Dopiero parę lat temu dowiedziałem się, że zablokowanie etatu było efektem działań tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa dr Jerzego Nożyńskiego (TW Anatom). Ale wówczas ponownie pomocną dłoń wyciągnął do mnie Profesor Rogala, który pomógł uzyskać etat w Zespole Opieki Zdrowotnej w Zabrzu z oddelegowaniem do kliniki. Profesor z pewnością wiedział o przyczynach zablokowania etatu szpitalnego, ale nie wahał się pójść drogą „pod prąd” ówczesnego czasu. Te wydarzenia ukierunkowały całe moje późniejsze życie zawodowe. Pod kierunkiem Profesora pracowałem 17 lat, aż do Jego przejścia na emeryturę. Zawsze pogodny, elegancki i dystyngowany znakomicie uosabiał wizerunek prawdziwego profesora medycyny. W Klinice Alergologii, jak się wówczas nazywała kierowana przez Niego jednostka zebrał się młody zespół lekarski oraz czworo adiunktów dr med. B. Rogala, J. Dwornicki, K. Zawisza i J. Jarząb. To był inspirujący czas dla młodego adepta medycyny stawiającego dopiero pierwsze kroki na drodze zawodowej. Profesor w swej klinice realizował konsekwentny program działań obejmujący pracę zawodową i naukową. Wszystko miało swój czas i porządek. Dzień zaczynał się od raportu, w czasie którego lekarz dyżurny zdawał bardzo precyzyjną i dokładną relację z przebiegu dyżuru. Na każdym odcinku, męskim i kobiecym regularnie odbywały się wizyty profesorskie. Profesor skrupulatnie badał pacjentów, ale także oczekiwał od nas, lekarzy prowadzących, szczegółowej wiedzy o stanie zdrowia naszych chorych. Oglądał, ba, sprawdzał historie choroby, pytał nas o wyniki badań i plany dalszej diagnostyki. Teraz, z perspektywy lat można docenić ten trud ukierunkowany na stworzenie prawidłowych warunków rozwoju zawodowego, choć wtedy niejednokrotnie czuliśmy dużą presję. Podobnie poważnie traktowano w klinice pracę naukową. W każdy czwartek odbywały się zebrania naukowe. Punktualnie o godzinie 10 jedna osoba przedstawiała jakiś problem medyczny w salce biblioteki kliniki. Nieobecność nie wchodziła w grę, to było najważniejsze wydarzenie tygodnia. Profesor nie akceptował czytania z kartek, a do dobrego tonu było wygłoszenie tekstu bez pomocy wcześniejszych notatek. Czasem ktoś przygotował przeźrocza, a o prezentacjach multimedialnych nikt wówczas nie słyszał. To była dobra szkoła wystąpień publicznych, co niejednemu z wychowanków Profesora przydało się później w życiu. Regularnie odbywały się także tzw. „Zaduszki”, czyli analiza zgonów przy udziale patomorfologa, a dyskusje i spory z doktorami Majewskim czy Kowalskim trudno zapomnieć.
W pracy pod kierunkiem Profesora Rogali zdarzały się także epizody humorystyczne. Kiedyś na profesorskiej wizycie pacjent na pytanie skierowane do pacjenta: czy Pan pali? ten całkiem poważnie odpowiedział oburzony, że na sali chorych nie pali…Profesor zachował spokój i opanowanie. Cenną cechą Profesora, ważną dla każdej osoby sprawującej funkcję kierowniczą, była umiejętność łatwego nawiązywania kontaktu z innymi ludźmi, od portiera poprzez pacjenta aż do personelu pielęgniarskiego i lekarzy w klinice.
Praca pod kierunkiem Profesora Rogali dawała solidne podstawy dla dalszego rozwoju zawodowego i naukowego. Mnóstwo osób uzyskało I i II stopień specjalizacji w chorobach wewnętrznych, a także alergologii. O jakości pracy naukowej świadczą uzyskane stopnie i tytuły naukowe; 6 osób związanych z kliniką uzyskało tytuły naukowe profesora, dwie stopień doktora habilitowanego, a liczba doktoratów jest długa.
29 maja na uroczystościach pogrzebowych zebrało się liczne grono byłych współpracowników Profesora, pracowników uczelni, pacjentów. W imieniu władz uczelni głos zabrał Prorektor Prof. J. Duława, a z grona dawnych pracowników kliniki Profesora pożegnał Prof. J. Jarząb. Odszedł kolejny z naszych Nauczycieli, wychowanek i absolwent Śląskiej Akademii Medycznej.
Józef Wieczorek laureatem Nagrody Kongresu Mediów Niezależnych przyznawanej za obronę prawdy w mediach
piątek, 7 czerwca 2013
Posiedzenie Rady Wydziału w Zabrzu
Na kolejnym posiedzeniu Rady Wydziału w Zabrzu omawiano wiele spraw; trzy w mojej ocenie wymagają krótkiego omówienia.
Przed rozpoczęciem obrad odebraliśmy urządzenia do głosowania elektronicznego i oddelegowany pracownik uczelni przystąpił do instruktażu stosowania tej metody. Od dawna postulowałem wprowadzenie tej metody w celu usprawnienia i skrócenia obrad. System jest prosty i łatwy w obsłudze; jest jednak pewne „ale”. Otóż każdemu członkowi RW przypisano pilota do głosowania o stałym numerze, co oznacza, że można zidentyfikować sposób głosowania, także w sprawach personalnych. Podniosłem ten problem, co wywołało dość ożywioną dyskusję. Co prawda osoba prowadząca szkolenie zapewniała o „szczelności” systemu i nawet pokazano nam stosowne oświadczenie firmy, która opracowała system, ale niektórzy dyskutanci nie dali temu wiary.
A sprawa jest łatwa do rozstrzygnięcia; należy po prostu przy odbiorze urządzenia przydzielać je losowo, bez przypisywania numeru konkretnej osobie. Wg obietnicy Dziekana Prof. M. Misiołka ta sprawa ma być rozstrzygnięta w najbliższej przyszłości, a dzisiejsze głosowania miały tylko charakter testowy.
Druga ważna sprawa dotyczyła planów uruchomienia studiów na wydziale lekarsko-dentystycznym dla studentów anglojęzycznych. To duża szansa dla wydziału, ale i wyzwanie. Pytanie, czy mamy wystarczającą kadrę, dysponującą czasem dla prowadzenia zajęć z tymi studentami w świetle już dziś dużego obciążenia dydaktyką, czy liczba osób płynnie władających językiem angielskim jest odpowiednia, no i kwestia jakości bazy dydaktycznej nie mówiąc już o konieczności dostosowania akademików do oczekiwań studentów zagranicznych. Jest aprobata RW dla tej idei, ale droga do jej realizacji jest trudna i pewnie nie tak bliska.
Trzecia kwestia to sprawa sprecyzowania wymagań stawianych kandydatom do stopni naukowych oraz tytułu naukowego. To bardzo dobry kierunek, stałe zasady oceny dorobku naukowego są konieczne; 1 maja opublikowałem ankietę dotyczącą tej sprawy. Problem przedstawił Prof. A. Gabriel, który zaprezentował propozycje wydziałowej komisji ds. nauki. Ta propozycja jest oparta, wg podanej informacji, na zasadach obowiązujących w CM UJ ze zmniejszeniem wymogu wartości wskaźnika IF z 10 do 7,2 punktu. W dyskusji przedstawiłem moją propozycję, opartą na wynikach ankiety (jej wyniki zaprezentowałem na blogu 2 czerwca). Poniżej tego tekstu zamieszczam tekst prezentacji jaką przedstawiłem na posiedzeniu RW. Problematyka dotycząca oceny dorobku i kryteriów awansu wywołała żywą dyskusję, część zabierających głos przychylała się do poglądu o konieczności stworzenia zasad wolnych od subiektywnych ocen, inni optowali za utrzymaniem przy ocenie kandydata także innych kryteriów, nie pozostających w związku z dorobkiem naukowym. Dziekan M. Misiołek zapowiedział dalsze prace, zaprosił mnie do współpracy by na następnym posiedzeniu RW zaprezentować nową propozycję.
Przed rozpoczęciem obrad odebraliśmy urządzenia do głosowania elektronicznego i oddelegowany pracownik uczelni przystąpił do instruktażu stosowania tej metody. Od dawna postulowałem wprowadzenie tej metody w celu usprawnienia i skrócenia obrad. System jest prosty i łatwy w obsłudze; jest jednak pewne „ale”. Otóż każdemu członkowi RW przypisano pilota do głosowania o stałym numerze, co oznacza, że można zidentyfikować sposób głosowania, także w sprawach personalnych. Podniosłem ten problem, co wywołało dość ożywioną dyskusję. Co prawda osoba prowadząca szkolenie zapewniała o „szczelności” systemu i nawet pokazano nam stosowne oświadczenie firmy, która opracowała system, ale niektórzy dyskutanci nie dali temu wiary.
A sprawa jest łatwa do rozstrzygnięcia; należy po prostu przy odbiorze urządzenia przydzielać je losowo, bez przypisywania numeru konkretnej osobie. Wg obietnicy Dziekana Prof. M. Misiołka ta sprawa ma być rozstrzygnięta w najbliższej przyszłości, a dzisiejsze głosowania miały tylko charakter testowy.
Druga ważna sprawa dotyczyła planów uruchomienia studiów na wydziale lekarsko-dentystycznym dla studentów anglojęzycznych. To duża szansa dla wydziału, ale i wyzwanie. Pytanie, czy mamy wystarczającą kadrę, dysponującą czasem dla prowadzenia zajęć z tymi studentami w świetle już dziś dużego obciążenia dydaktyką, czy liczba osób płynnie władających językiem angielskim jest odpowiednia, no i kwestia jakości bazy dydaktycznej nie mówiąc już o konieczności dostosowania akademików do oczekiwań studentów zagranicznych. Jest aprobata RW dla tej idei, ale droga do jej realizacji jest trudna i pewnie nie tak bliska.
Trzecia kwestia to sprawa sprecyzowania wymagań stawianych kandydatom do stopni naukowych oraz tytułu naukowego. To bardzo dobry kierunek, stałe zasady oceny dorobku naukowego są konieczne; 1 maja opublikowałem ankietę dotyczącą tej sprawy. Problem przedstawił Prof. A. Gabriel, który zaprezentował propozycje wydziałowej komisji ds. nauki. Ta propozycja jest oparta, wg podanej informacji, na zasadach obowiązujących w CM UJ ze zmniejszeniem wymogu wartości wskaźnika IF z 10 do 7,2 punktu. W dyskusji przedstawiłem moją propozycję, opartą na wynikach ankiety (jej wyniki zaprezentowałem na blogu 2 czerwca). Poniżej tego tekstu zamieszczam tekst prezentacji jaką przedstawiłem na posiedzeniu RW. Problematyka dotycząca oceny dorobku i kryteriów awansu wywołała żywą dyskusję, część zabierających głos przychylała się do poglądu o konieczności stworzenia zasad wolnych od subiektywnych ocen, inni optowali za utrzymaniem przy ocenie kandydata także innych kryteriów, nie pozostających w związku z dorobkiem naukowym. Dziekan M. Misiołek zapowiedział dalsze prace, zaprosił mnie do współpracy by na następnym posiedzeniu RW zaprezentować nową propozycję.
czwartek, 6 czerwca 2013
O polskich uczelniach
Chciałbym kilka słów napisać, jako komentarz do ostatniego posiedzenia Rady Wydziału. Jak wspominałem wcześniej od kilku miesięcy z powodu prowadzenia ćwiczeń nie brałem udziału w obradach RW. Ten czasowy dystans stwarza lepszą możliwość dostrzeżenia pewnych faktów. Przede wszystkim zdumiała mnie mała liczba obecnych osób; przecież obawiano się, że po przywróceniu do składu RW wszystkich samodzielnych pracowników nauki sala obrad będzie pękać w szwach. To poważny problem, jak RW ma podejmować swe decyzje przy nieobecności tak wielu osób? Są członkowie RW, którzy w zasadzie nigdy się nie pojawiają, chyba gdy mają do załatwienia swoje sprawy. Usprawiedliwieniem nieobecności jest urlop, udział w konferencji naukowej lub prowadzenie zajęć dydaktycznych. Naszym OBOWIĄZKIEM jest obecność. Ale sama obecność to za mało, tworzenie nowej jakości musi być oparte na otwartej dyskusji. Ale chętnych do zabierania głosu jest niewielu. Patrząc na posiedzenia RW z perspektywy blisko roku pracy nowych władz widać istotne różnice względem dwóch wcześniejszych kadencji. Dziekan Prof. M. Misiołek sprawnie prowadzi obrady, nie ma miejsca na typowe dla poprzednich lat pozamerytoryczne dyskusje. Ale to niestety nie przełom z powodu niskiej aktywności członków RW.
Dlaczego tak się dzieje? Sądzę, że jest to konsekwencja ogólnej sytuacji polskich uczelni. Regres trwa od lat. Obniżanie finansowania nauki, coraz większe możliwości zarobkowania w innych miejscach niż macierzyste uczelnie (np. w innych, zwykle niepublicznych uczelniach) doprowadziły do sytuacji, że nasze życie nie kręci się wokół własnej uczelni, która stała się swoistym dodatkiem do innych aktywności. Ewolucja zjawisk społecznych prowadzących do deprecjacji znaczenia nauki i szkolnictwa wyższego jest faktem, ale życie nie zna próżni. Dążenie do spełnienia życiowych aspiracji jest naturalne dla każdego człowieka i w efekcie procesu, który zarysowałem widzimy odwracanie się od uczelni.
Bez zmian na poziomie krajowym nie ma żadnych szans na odwrócenie tego trendu, ale to potrzeba zmian o fundamentalnym charakterze. Nie chodzi wcale – przynajmniej w pierwszym etapie – o zwiększenie nakładów na szkolnictwo wyższe i naukę. Najpierw należy zmienić zasady funkcjonowania uczelni idące w kierunku podniesienia ich poziomu w zakresie dydaktyki i nauki. Bez tych działań, będących wspólnym dziełem rządu i Sejmu oraz środowisk uniwersyteckich, będziemy skazani bezterminowo na rolę tła dla świata.
Stawiam pytania:
-Czy klasa polityczna, rozumiana jako rząd i Sejm + Senat jest w stanie podjąć odpowiednie reformy?
-Czy środowiska polskich uczelni są gotowe by wziąć udział, jako równorzędny partner dla klasy politycznej, w prawdziwej reformie polskich uczelni?
Dlaczego tak się dzieje? Sądzę, że jest to konsekwencja ogólnej sytuacji polskich uczelni. Regres trwa od lat. Obniżanie finansowania nauki, coraz większe możliwości zarobkowania w innych miejscach niż macierzyste uczelnie (np. w innych, zwykle niepublicznych uczelniach) doprowadziły do sytuacji, że nasze życie nie kręci się wokół własnej uczelni, która stała się swoistym dodatkiem do innych aktywności. Ewolucja zjawisk społecznych prowadzących do deprecjacji znaczenia nauki i szkolnictwa wyższego jest faktem, ale życie nie zna próżni. Dążenie do spełnienia życiowych aspiracji jest naturalne dla każdego człowieka i w efekcie procesu, który zarysowałem widzimy odwracanie się od uczelni.
Bez zmian na poziomie krajowym nie ma żadnych szans na odwrócenie tego trendu, ale to potrzeba zmian o fundamentalnym charakterze. Nie chodzi wcale – przynajmniej w pierwszym etapie – o zwiększenie nakładów na szkolnictwo wyższe i naukę. Najpierw należy zmienić zasady funkcjonowania uczelni idące w kierunku podniesienia ich poziomu w zakresie dydaktyki i nauki. Bez tych działań, będących wspólnym dziełem rządu i Sejmu oraz środowisk uniwersyteckich, będziemy skazani bezterminowo na rolę tła dla świata.
Stawiam pytania:
-Czy klasa polityczna, rozumiana jako rząd i Sejm + Senat jest w stanie podjąć odpowiednie reformy?
-Czy środowiska polskich uczelni są gotowe by wziąć udział, jako równorzędny partner dla klasy politycznej, w prawdziwej reformie polskich uczelni?
niedziela, 2 czerwca 2013
Wyniki ankiety
W ankiecie z 1 maja br. dotyczącej zasad awansu naukowego wzięło udział 65 osób. Poniżej przedstawiam wyniki.
W odpowiedzi na dwa zadane pytania dotyczące kryteriów awansu naukowego:
1. Czy potrzebne są czytelne i precyzyjne kryteria oceny kandydata do stopni naukowych?
- 95% respondentów odpowiedziało TAK,
2. Czy potrzebne są czytelne i precyzyjne kryteria oceny kandydata do tytułu naukowego?
- 94% respondentów odpowiedziało TAK.
3. pytanie dotyczyło wybrania najważniejszego kryterium oceny dorobku naukowego – tu rozrzut odpowiedzi był duży:
- Liczba publikacji – 5%
- Liczba publikacji oryginalnych – 11%
- Wartość dorobku wyrażoną w punktach ministerialnych - 4%
- Liczba publikacji, w których kandydat jest pierwszym autorem lub autorem seniorem – 22%
- Wartość współczynnika IF – 23%
- Wartość współczynnika Hirscha – 17%
- Liczba cytacji – 17% .
Wyniki ankiety jednoznacznie wskazują, że istnieje potrzeba przyjęcia czytelnych zasad awansu naukowego. Aktualnie stosowane kryteria są dość dowolnie interpretowane, a rozrzut dorobku osób ubiegających się o stopnie naukowe i tytuł naukowy jest ogromny i trudny do zaakceptowania.
Do dyskusji pozostaje oczywiście, jakie kryteria powinny być najważniejsze; najpewniej optymalna byłby jakiś wspólny algorytm ujmujący przynajmniej pewne kryteria przy założeniu minimalnego dorobku dla każdego z punktów. Np. mogę sobie wyobrazić, że kandydat do stopnia doktora powinien mieć np. co najmniej 2-3 publikacje, a kandydat do stopnia doktora habilitowanego, co najmniej 30 publikacji (w tym 20 oryginalnych publikacji), być w co najmniej 10. z nich pierwszym lub ostatnim autorem, mieć IF>15, wsp. Hirscha co najmniej 5 (tzn. pięć prac cytowanych po 5x) oraz 100 cytacji.
Dla aspirujących do tytułu naukowego profesora należałoby ten dorobek w przybliżeniu podwoić.
Można także nadać każdemu z kryteriów względną wartość (np. dla wsp. Hirscha 17%, a dla wartości IF 23%) i postawić warunek uzyskania 100% dla rozpoczęcia procedury awansowej.
I tak osoba mająca IF=15 otrzymywałaby 23% przy kryterium IF=15 punktów, a osoba z IF=30 uzyskiwałaby 46%. Analogicznie można postąpić z innymi kryteriami, by móc wyrównać szanse w różnych specjalnościach medycznych różniących się np. wartością IF czasopism (np. przy IF np. 5 można uzupełnić dorobek w innych kategoriach: odpowiednia liczba publikacji, cytacji i wartość wsp. Hirscha).
W odpowiedzi na dwa zadane pytania dotyczące kryteriów awansu naukowego:
1. Czy potrzebne są czytelne i precyzyjne kryteria oceny kandydata do stopni naukowych?
- 95% respondentów odpowiedziało TAK,
2. Czy potrzebne są czytelne i precyzyjne kryteria oceny kandydata do tytułu naukowego?
- 94% respondentów odpowiedziało TAK.
3. pytanie dotyczyło wybrania najważniejszego kryterium oceny dorobku naukowego – tu rozrzut odpowiedzi był duży:
- Liczba publikacji – 5%
- Liczba publikacji oryginalnych – 11%
- Wartość dorobku wyrażoną w punktach ministerialnych - 4%
- Liczba publikacji, w których kandydat jest pierwszym autorem lub autorem seniorem – 22%
- Wartość współczynnika IF – 23%
- Wartość współczynnika Hirscha – 17%
- Liczba cytacji – 17% .
Wyniki ankiety jednoznacznie wskazują, że istnieje potrzeba przyjęcia czytelnych zasad awansu naukowego. Aktualnie stosowane kryteria są dość dowolnie interpretowane, a rozrzut dorobku osób ubiegających się o stopnie naukowe i tytuł naukowy jest ogromny i trudny do zaakceptowania.
Do dyskusji pozostaje oczywiście, jakie kryteria powinny być najważniejsze; najpewniej optymalna byłby jakiś wspólny algorytm ujmujący przynajmniej pewne kryteria przy założeniu minimalnego dorobku dla każdego z punktów. Np. mogę sobie wyobrazić, że kandydat do stopnia doktora powinien mieć np. co najmniej 2-3 publikacje, a kandydat do stopnia doktora habilitowanego, co najmniej 30 publikacji (w tym 20 oryginalnych publikacji), być w co najmniej 10. z nich pierwszym lub ostatnim autorem, mieć IF>15, wsp. Hirscha co najmniej 5 (tzn. pięć prac cytowanych po 5x) oraz 100 cytacji.
Dla aspirujących do tytułu naukowego profesora należałoby ten dorobek w przybliżeniu podwoić.
Można także nadać każdemu z kryteriów względną wartość (np. dla wsp. Hirscha 17%, a dla wartości IF 23%) i postawić warunek uzyskania 100% dla rozpoczęcia procedury awansowej.
I tak osoba mająca IF=15 otrzymywałaby 23% przy kryterium IF=15 punktów, a osoba z IF=30 uzyskiwałaby 46%. Analogicznie można postąpić z innymi kryteriami, by móc wyrównać szanse w różnych specjalnościach medycznych różniących się np. wartością IF czasopism (np. przy IF np. 5 można uzupełnić dorobek w innych kategoriach: odpowiednia liczba publikacji, cytacji i wartość wsp. Hirscha).
środa, 29 maja 2013
Pożegnanie Profesora Edmunda Rogali
Dziś odbył się pogrzeb Profesora Edmunda Rogali, mojego pierwszego Nauczyciela medycyny. Po nabożeństwie żałobnym w imieniu władz uczelni kilka zdań wygłosił Prorektor Prof. J. Duława, który w ciepłych słowach pożegnał Profesora zaliczając Go do grona znakomitych mistrzów medycyny. Potem zabrał głos Prof. Jerzy Jarząb, wychowanek Profesora. W nieco dłuższej, pełnej emocji wypowiedzi zawarł parę faktów z życia zmarłego, opisał Jego zasługi, a także odniósł się do 30 lat wspólnej pracy w Katedrze i Klinice Chorób Wewnętrznych i Alergologii. Sądzę, że te ciepłe słowa podzielało wielu obecnych wychowanków i uczniów Profesora Edmunda Rogali.
Pod kierownictwem Profesora pracowałem blisko 20 lat; w najbliższym czasie napiszę o tych latach specjalny tekst.
Pod kierownictwem Profesora pracowałem blisko 20 lat; w najbliższym czasie napiszę o tych latach specjalny tekst.
poniedziałek, 27 maja 2013
Uroczystości pogrzebowe Profesora Edmunda Rogali
Przed chwilą uzyskałem informację, że msza święta w intencji Profesora Edmunda Rogali odbędzie się w środę 29 maja o godzinie 11 w kościele pod wezwaniem Św. Anny w Zabrzu ul. 3-Maja, a uroczystości pogrzebowe na cmentarzu przy ulicy Czołgistów w Zabrzu.
niedziela, 26 maja 2013
Zmarł Profesor Edmund Rogala
Wczoraj zmarł Profesor Edmund Rogala, były kierownik Katedry Chorób Wewnętrznych i Alergologii w Zabrzu. Pod Jego kierunkiem zdobywałem kolejne stopnie zawodowe i naukowe w latach 1982-2001. Grono licznych współpracowników Profesora ze smutkiem przyjęło wiadomość o Jego śmierci.
sobota, 25 maja 2013
Układ zamknięty
Chyba tylko raz zdarzyło mi się kiedyś przedstawić na blogu moją opinię dotyczącą obrazu filmowego. Drugą taką okazję stworzyło powstanie filmu „Układ zamknięty” Ryszarda Bugajskiego. Opowiedziano w nim historię opartą na autentycznych wydarzeniach z początku bieżącego stulecia (2003 r.). By nie odebrać atrakcyjności odbioru filmu osobom, które jeszcze go nie widziały streszczę go w paru zdaniach. Akcja toczy się w Gdańsku (w rzeczywistości te wydarzenia miały miejsce w Krakowie) w środowisku biznesowym. Trzech wspólników otwiera nowoczesną fabrykę, co wzbudza zainteresowanie osób z kręgu władzy szukających na nich „haków”. Prokurator, brawurowo wykreowany przez Janusza Gajosa i naczelnik urzędu skarbowego, w którego postać wcielił się Kazimierz Kaczor osaczają bohaterów stosując przy tym brutalne metody znane raczej dla walki z mafią. Te działania, jak się potem okaże, nie mają żadnego uzasadnienia, a ich jedynym motywem była chęć przejęcia atrakcyjnego przedsięwzięcia biznesowego. Dzięki uporowi jednego dziennikarza udaje się zdemaskować ten niecny plan, ale dokonane w międzyczasie kroki prawne nie zostały anulowane. Nasi bohaterowie spędzają parę miesięcy w więzieniu, tracą dorobek życia, a potem latami walczą o swe prawa i dobre imię., natomiast przestępcze działania prokuratora i innych zamieszanych osób nigdy nie zostały osądzone. Ba, niektórzy nikczemni spiskowcy awansowali w hierarchii zawodowej.
Końcowa konkluzja filmu jest porażająca; w państwie mieniącym się mianem państwa prawa urzędnicy piastujący wysokie funkcje publiczne bezkarnie dopuścili się przekrętu na dużą skalę.
Piszę o tych wydarzeniach, bo wiodąca oś filmu – opis układu ludzi władzy znajdujących się niejako poza zasięgiem prawa – wcale nie ogranicza się do tego przykładu. Oczywiście nieuczciwi ludzie chętnie podążający drogami poza prawem trafiają się w każdym kraju, ale tam muszą liczyć się, że dosięgnie ich ręka sprawiedliwości. U nas jest dokładnie odwrotnie; ile to razy słyszeliśmy, że ukarano np. sprzedawczynię, która nie wbiła do kasy fiskalnej należności za bułkę wartą 50 groszy, a malwersanci i łapówkarze z udowodnionymi przestępstwami liczonymi w milionach unikają kary. Nawet – jak pokazał niedawny, kuriozalny wyrok sądu – można wziąć łapówkę i zostać uznanym za osobę niewinną.
Kwestia odpowiedzialności za swe czyny nie dotyczy tylko przestępstw natury kryminalnej, idzie o poszanowanie prawa w ogóle. Przykładów sytuacji, w których zasady prawa były przekraczane nie brak także w życiu polskich uczelni.
Szkody społeczne tego rodzaju bezprawnych działań są ogromne i daleko wykraczają poza bezpośredni zakres decyzji. Prowadzą do atrofii dyskusji, odwracanie się od życia publicznego w ogóle, ucieczkę w sferę prywatności. Takie postawy widzimy wokół, bierność stała się wręcz normą, a osoby aktywne, dyskutujące i zadające nieraz trudne pytania są rzadko spotykane i wręcz niemile widziane.
Prawdziwi Bohaterowie filmu stworzyli Stowarzyszenie „Niepokonani”, które broni osób pokrzywdzonych przez aparat państwowy. W krótkim okresie udokumentowali 2000 (DWA TYSIĄCE) spraw, w których doszło do nadużycia władzy. Te dane jednoznacznie sugerują, że takich przykładów jest w skali kraju wielokrotnie więcej. To przejaw paraliżu państwa, które nie jest w stanie dopilnować interesu zwykłych obywateli, bezbronnych wobec różnego rodzaju działań „układu” znajdującego się poza zasięgiem prawa.
Końcowa konkluzja filmu jest porażająca; w państwie mieniącym się mianem państwa prawa urzędnicy piastujący wysokie funkcje publiczne bezkarnie dopuścili się przekrętu na dużą skalę.
Piszę o tych wydarzeniach, bo wiodąca oś filmu – opis układu ludzi władzy znajdujących się niejako poza zasięgiem prawa – wcale nie ogranicza się do tego przykładu. Oczywiście nieuczciwi ludzie chętnie podążający drogami poza prawem trafiają się w każdym kraju, ale tam muszą liczyć się, że dosięgnie ich ręka sprawiedliwości. U nas jest dokładnie odwrotnie; ile to razy słyszeliśmy, że ukarano np. sprzedawczynię, która nie wbiła do kasy fiskalnej należności za bułkę wartą 50 groszy, a malwersanci i łapówkarze z udowodnionymi przestępstwami liczonymi w milionach unikają kary. Nawet – jak pokazał niedawny, kuriozalny wyrok sądu – można wziąć łapówkę i zostać uznanym za osobę niewinną.
Kwestia odpowiedzialności za swe czyny nie dotyczy tylko przestępstw natury kryminalnej, idzie o poszanowanie prawa w ogóle. Przykładów sytuacji, w których zasady prawa były przekraczane nie brak także w życiu polskich uczelni.
Szkody społeczne tego rodzaju bezprawnych działań są ogromne i daleko wykraczają poza bezpośredni zakres decyzji. Prowadzą do atrofii dyskusji, odwracanie się od życia publicznego w ogóle, ucieczkę w sferę prywatności. Takie postawy widzimy wokół, bierność stała się wręcz normą, a osoby aktywne, dyskutujące i zadające nieraz trudne pytania są rzadko spotykane i wręcz niemile widziane.
Prawdziwi Bohaterowie filmu stworzyli Stowarzyszenie „Niepokonani”, które broni osób pokrzywdzonych przez aparat państwowy. W krótkim okresie udokumentowali 2000 (DWA TYSIĄCE) spraw, w których doszło do nadużycia władzy. Te dane jednoznacznie sugerują, że takich przykładów jest w skali kraju wielokrotnie więcej. To przejaw paraliżu państwa, które nie jest w stanie dopilnować interesu zwykłych obywateli, bezbronnych wobec różnego rodzaju działań „układu” znajdującego się poza zasięgiem prawa.
wtorek, 21 maja 2013
O badaniach klinicznych
Eksperci: wciąż za mało badań klinicznych w Polsce
wczoraj, 15:23
Badania kliniczne są motorem postępu w medycynie, przyczyniają się do poprawy opieki medycznej i wydłużenia życia ludzi – przypominają eksperci z okazji Międzynarodowego Dnia Badań Klinicznych, obchodzonego 20 maja. Ich zdaniem w Polsce prowadzi się ich za mało.
Lekarze, badacze i przedstawiciele firm farmaceutycznych dyskutowali o tym w poniedziałek w Warszawie podczas konferencji pt. "Badania kliniczne – za i przeciw".
Jak ocenił Tomasz Kowalczyk z Premier Research, firmy zajmującej się organizacją i prowadzeniem badań klinicznych, Polska ma potencjał do prowadzenia badań klinicznych. Wynika to m.in. z tego, że mamy dużą liczbę mieszkańców – ok. 38 mln (34. miejsce na świecie pod względem liczby ludności), podczas gdy np. Węgry i Czechy łącznie mają tylko 10 mln, czyli cztery razy mniej.
REKLAMA
Mimo to, z przedstawionych przez Kowalczyka danych serwisu ClinicalTrials.gov amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia, wynika, że na koniec 2011 r. w Polsce prowadzone były 272 badania, podczas gdy w Czechach - 185, a na Węgrzech - 188. Najnowsze dane europejskiego rejestru EU Clinical Trials Register wskazują, że różnice te są jeszcze większe. Liczba badań (w tym badań niekomercyjnych) rozpoczętych w 2012 r. na Węgrzech wynosiła 573, w Czechach - 401, a w Polsce – 359.
Zdaniem ekspertów, oznacza to, że mamy potencjał do prowadzenia badań klinicznych, ale go nie wykorzystujemy.
- Mamy szereg wyspecjalizowanych placówek medycznych skupionych wokół wielkich miast (jak Warszawa, Wrocław, Kraków, Poznań, Szczecin, Gdańsk, Lublin, Bydgoszcz, Rzeszów), co zapewnia w miarę równomierny dostęp pacjentów – podkreślił Kowalczyk. Według Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) mamy 800 szpitali i 16 600 zakładów ambulatoryjnej opieki zdrowotnej, co stanowi olbrzymią pulę do robienia badań.
Wśród czynników, które czynią Polskę atrakcyjną dla sponsorów badań klinicznych Patryk Mikucki, dyrektor Warszawskiego Centrum Operacyjnego Badań Klinicznych Astra Zeneca, wymienił też m.in. niskie koszty prowadzenia badań, wysoką jakość pracy badaczy i pozostałego personelu medycznego, a także szybką i skuteczną rekrutację pacjentów.
Teresa Brodniewicz z MTZ Clinical - firmy prowadzącej badania kliniczne na zlecenie - oceniła, że sponsorzy badań klinicznych napotykają w Polsce na wiele utrudnień, w tym natury prawnej, które przyczyniają się do ograniczenia tego rynku w naszym kraju.
Zaznaczyła, że aby zarejestrować badanie kliniczne w Polsce trzeba złożyć średnio 31 dokumentów do Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, a do komisji bioetycznej – średnio 22 dokumenty. Dla porównania, w Kanadzie należy złożyć jedynie 12 dokumentów do agencji Therapeutic Product Directorate.
Zwróciła też uwagę na potrzebę stworzenia centralnego systemu rejestracji uczestników badań klinicznych. Dzięki niemu - według niej - czują się oni bezpieczniej, bo mają poczucie, że państwo ma większy nadzór nad badaniem, a po drugie, może to pomóc wychwycić sytuację, w której pacjent uczestniczy w dwóch czy trzech badaniach klinicznych, co czasem się zdarza.
Zdaniem uczestników konferencji istotny problem stanowi ogólnie niska świadomość społeczna na temat badań klinicznych w Polsce. Wiele mediów - zaznaczyła Brodniewicz - przedstawia je stereotypowo, jako doświadczenia na "królikach". Tymczasem uczestnicy badań oceniają, że dzięki nim mają lepszy dostęp do nowoczesnych technologii i poczucie lepszej opieki medycznej.
Międzynarodowy Dzień Badań Klinicznych jest obchodzony 20 maja dla upamiętnienia pierwszego nowożytnego badania klinicznego przeprowadzonego przez Szkota Jamesa Linda, lekarza okrętowego na statku Królewskiej Marynarki Wojennej - HMS Salisbury. 20 maja 1747 r. rozpoczął on trwający sześć dni eksperyment wśród 12 marynarzy mający wykazać, który z dostępnych wówczas środków może zapobiegać i leczyć szkorbut.
Podzielił ich na sześć par i zastosował: cydr, wodę morską, mieszaninę czosnku, musztardy i chrzanu, roztwór octu, słaby roztwór kwasu siarkowego oraz cytrusy – 2 pomarańcze i jedną cytrynę. Skuteczne okazały się tylko cytrusy, które są bogatym źródłem witaminy C.
wczoraj, 15:23
Badania kliniczne są motorem postępu w medycynie, przyczyniają się do poprawy opieki medycznej i wydłużenia życia ludzi – przypominają eksperci z okazji Międzynarodowego Dnia Badań Klinicznych, obchodzonego 20 maja. Ich zdaniem w Polsce prowadzi się ich za mało.
Lekarze, badacze i przedstawiciele firm farmaceutycznych dyskutowali o tym w poniedziałek w Warszawie podczas konferencji pt. "Badania kliniczne – za i przeciw".
Jak ocenił Tomasz Kowalczyk z Premier Research, firmy zajmującej się organizacją i prowadzeniem badań klinicznych, Polska ma potencjał do prowadzenia badań klinicznych. Wynika to m.in. z tego, że mamy dużą liczbę mieszkańców – ok. 38 mln (34. miejsce na świecie pod względem liczby ludności), podczas gdy np. Węgry i Czechy łącznie mają tylko 10 mln, czyli cztery razy mniej.
REKLAMA
Mimo to, z przedstawionych przez Kowalczyka danych serwisu ClinicalTrials.gov amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia, wynika, że na koniec 2011 r. w Polsce prowadzone były 272 badania, podczas gdy w Czechach - 185, a na Węgrzech - 188. Najnowsze dane europejskiego rejestru EU Clinical Trials Register wskazują, że różnice te są jeszcze większe. Liczba badań (w tym badań niekomercyjnych) rozpoczętych w 2012 r. na Węgrzech wynosiła 573, w Czechach - 401, a w Polsce – 359.
Zdaniem ekspertów, oznacza to, że mamy potencjał do prowadzenia badań klinicznych, ale go nie wykorzystujemy.
- Mamy szereg wyspecjalizowanych placówek medycznych skupionych wokół wielkich miast (jak Warszawa, Wrocław, Kraków, Poznań, Szczecin, Gdańsk, Lublin, Bydgoszcz, Rzeszów), co zapewnia w miarę równomierny dostęp pacjentów – podkreślił Kowalczyk. Według Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) mamy 800 szpitali i 16 600 zakładów ambulatoryjnej opieki zdrowotnej, co stanowi olbrzymią pulę do robienia badań.
Wśród czynników, które czynią Polskę atrakcyjną dla sponsorów badań klinicznych Patryk Mikucki, dyrektor Warszawskiego Centrum Operacyjnego Badań Klinicznych Astra Zeneca, wymienił też m.in. niskie koszty prowadzenia badań, wysoką jakość pracy badaczy i pozostałego personelu medycznego, a także szybką i skuteczną rekrutację pacjentów.
Teresa Brodniewicz z MTZ Clinical - firmy prowadzącej badania kliniczne na zlecenie - oceniła, że sponsorzy badań klinicznych napotykają w Polsce na wiele utrudnień, w tym natury prawnej, które przyczyniają się do ograniczenia tego rynku w naszym kraju.
Zaznaczyła, że aby zarejestrować badanie kliniczne w Polsce trzeba złożyć średnio 31 dokumentów do Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, a do komisji bioetycznej – średnio 22 dokumenty. Dla porównania, w Kanadzie należy złożyć jedynie 12 dokumentów do agencji Therapeutic Product Directorate.
Zwróciła też uwagę na potrzebę stworzenia centralnego systemu rejestracji uczestników badań klinicznych. Dzięki niemu - według niej - czują się oni bezpieczniej, bo mają poczucie, że państwo ma większy nadzór nad badaniem, a po drugie, może to pomóc wychwycić sytuację, w której pacjent uczestniczy w dwóch czy trzech badaniach klinicznych, co czasem się zdarza.
Zdaniem uczestników konferencji istotny problem stanowi ogólnie niska świadomość społeczna na temat badań klinicznych w Polsce. Wiele mediów - zaznaczyła Brodniewicz - przedstawia je stereotypowo, jako doświadczenia na "królikach". Tymczasem uczestnicy badań oceniają, że dzięki nim mają lepszy dostęp do nowoczesnych technologii i poczucie lepszej opieki medycznej.
Międzynarodowy Dzień Badań Klinicznych jest obchodzony 20 maja dla upamiętnienia pierwszego nowożytnego badania klinicznego przeprowadzonego przez Szkota Jamesa Linda, lekarza okrętowego na statku Królewskiej Marynarki Wojennej - HMS Salisbury. 20 maja 1747 r. rozpoczął on trwający sześć dni eksperyment wśród 12 marynarzy mający wykazać, który z dostępnych wówczas środków może zapobiegać i leczyć szkorbut.
Podzielił ich na sześć par i zastosował: cydr, wodę morską, mieszaninę czosnku, musztardy i chrzanu, roztwór octu, słaby roztwór kwasu siarkowego oraz cytrusy – 2 pomarańcze i jedną cytrynę. Skuteczne okazały się tylko cytrusy, które są bogatym źródłem witaminy C.
niedziela, 19 maja 2013
Majowe reminiscencje
Zbigniew Kopczyński to przewodniczący Niezależnego Zrzeszenia Studentów Politechniki Ślaskiej z 1981 roku. Od "zawsze" był aktywny na polu działalności społecznej w kraju, a od paru lat jest także wnikliwym obserwatorem i komentatorem wydarzeń polskiego życia publicznego. Zapraszam do uważnego przeczytania poniższego tekstu.
Różowa biało-czerwona
Różowa biało-czerwona
czwartek, 16 maja 2013
Z życia akademickiego w Zabrzu
Od stycznia br. nie uczestniczyłem w obradach Rady Wydziału w Zabrzu, gdyż miałem w tym czasie zajęcia dydaktyczne. Z tego powodu nie było możliwości by relacjonować bieżące wydarzenia z życia wydziału. Jeden z członków RW zwrócił mi nawet uwagę, że na blogu brak jest bieżących informacji. To fakt, dawniej, jako członek Senatu byłem bliżej aktualnych wydarzeń i znacznie częściej je komentowałem. Zawsze uważałem, że sprawozdanie z posiedzenia Senatu powinno być jednym z pierwszych punktów obrad RW. Jako członek Senatu w latach 2005-2012 zdaję sobie sprawę jak istotne decyzje tam zapadają. Dlatego przy akceptowaniu programu dzisiejszej RW złożyłem wniosek by sprawozdanie z Senatu przesunąć na początek posiedzenia, co spotkało się z aprobatą Dziekana Prof. M. Misiołka. Taki wniosek złożyłem także z tego powodu, iż od studentów dowiedziałem się o planach zmian w regulaminie studiów umożliwiających ich kontynuowanie bez zdania wszystkich egzaminów i chciałem u „źródła” zweryfikować te informacje. Taki system warunkowego dopuszczenia na dany rok od lat obowiązuje na wielu, może większości polskich uczelni. Od lat studenci podejmowali próby wprowadzenia tych zmian także u nas, ale zawsze natrafiali na stanowczy opór.
W sprawozdaniu z Senatu przedstawiono zarys tej rewolucyjnej zmiany filozofii studiowania na naszej uczelni. Istotnie od następnego roku akademickiego dopuszczalne ma być warunkowe zaliczenie roku, ale mają niebawem zostać określone pewne ograniczenia. Trzeba uznać racje, że bez zdania egzaminu np. z anatomii czy fizjologii kontynuowanie studiów nie może mieć miejsca, gdyż to są filary nauk medycznych. Nie ujmując znaczenia żadnej dziedzinie nauczania medycyny takie podejście do sprawy jest jak najbardziej uzasadnione.
Konkludując, mam nadzieję, że odtąd wydarzenia bieżące będące odzwierciedleniem wyników obrad Senatu będą jednym z pierwszych punktów obrad każdej RW.
W sprawozdaniu z Senatu przedstawiono zarys tej rewolucyjnej zmiany filozofii studiowania na naszej uczelni. Istotnie od następnego roku akademickiego dopuszczalne ma być warunkowe zaliczenie roku, ale mają niebawem zostać określone pewne ograniczenia. Trzeba uznać racje, że bez zdania egzaminu np. z anatomii czy fizjologii kontynuowanie studiów nie może mieć miejsca, gdyż to są filary nauk medycznych. Nie ujmując znaczenia żadnej dziedzinie nauczania medycyny takie podejście do sprawy jest jak najbardziej uzasadnione.
Konkludując, mam nadzieję, że odtąd wydarzenia bieżące będące odzwierciedleniem wyników obrad Senatu będą jednym z pierwszych punktów obrad każdej RW.
Ku pamięci bohatera narodowego
Koncert „Tadka” oraz specjalny pokaz spektaklu Sceny Faktu Teatru Telewizji „Śmierć rotmistrza Pileckiego” w 65. rocznicę zamordowania rotmistrza Witolda Pileckiego – Katowice, 25 maja 2013
25 maja 2013 r. przypada 65 rocznica śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego. Aby uczcić Jego pamięć, Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach oraz kino „Światowid” zapraszają na koncert „Tadka” z utworami z płyty „Niewygodna prawda” oraz specjalny pokaz spektaklu Sceny Faktu Teatru Telewizji „Śmierć rotmistrza Pileckiego”, który odbędzie się 25 maja 2013 r. o godz. 15.30 w kinie „Światowid” w Katowicach (ul 3 Maja 7).
Witold Pilecki (1901–1948) całe swoje życie poświęcił ojczyźnie, walce o wolność i godność człowieka. W 1918 r. uczestniczył w akcji rozbrajania Niemców, a w 1920 r. walczył z bolszewikami. W 1939 r. brał udział w kampanii wrześniowej, a następnie zaangażował się w działalność konspiracyjną. W 1940 r. pozwolił się ująć Niemcom, by w ten sposób dostać się do Auschwitz (jako więzień nr 4859), aby zbierać informacje o obozie, m.in. o zagładzie Żydów i utworzyć tam ruch oporu. W 1943 r. zbiegł z Auschwitz, a w 1944 r. wziął udział w powstaniu warszawskim, po którym trafił do niemieckiej niewoli. Po wojnie powrócił do okupowanego przez Sowietów kraju, gdzie podjął działania konspiracyjne. Aresztowany przez UB został skazany na śmierć i zamordowany w 1948 r. Rotmistrz Pilecki przeszedł do historii głównie jako „ochotnik do Auschwitz”.
W programie:
Więcej informacji o uroczystości w kinie „Światowid”:
tel. 32 258 74 32, mail: kino@swiatowid.katowice.pl.
25 maja 2013 r. przypada 65 rocznica śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego. Aby uczcić Jego pamięć, Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach oraz kino „Światowid” zapraszają na koncert „Tadka” z utworami z płyty „Niewygodna prawda” oraz specjalny pokaz spektaklu Sceny Faktu Teatru Telewizji „Śmierć rotmistrza Pileckiego”, który odbędzie się 25 maja 2013 r. o godz. 15.30 w kinie „Światowid” w Katowicach (ul 3 Maja 7).
Witold Pilecki (1901–1948) całe swoje życie poświęcił ojczyźnie, walce o wolność i godność człowieka. W 1918 r. uczestniczył w akcji rozbrajania Niemców, a w 1920 r. walczył z bolszewikami. W 1939 r. brał udział w kampanii wrześniowej, a następnie zaangażował się w działalność konspiracyjną. W 1940 r. pozwolił się ująć Niemcom, by w ten sposób dostać się do Auschwitz (jako więzień nr 4859), aby zbierać informacje o obozie, m.in. o zagładzie Żydów i utworzyć tam ruch oporu. W 1943 r. zbiegł z Auschwitz, a w 1944 r. wziął udział w powstaniu warszawskim, po którym trafił do niemieckiej niewoli. Po wojnie powrócił do okupowanego przez Sowietów kraju, gdzie podjął działania konspiracyjne. Aresztowany przez UB został skazany na śmierć i zamordowany w 1948 r. Rotmistrz Pilecki przeszedł do historii głównie jako „ochotnik do Auschwitz”.
W programie:
- multimedialna prezentacja pieśni patriotycznych
- koncert „TADKA” z utworami z płyty „Niewygodna prawda”
- prelekcja Krzysztofa Trackiego… o Rotmistrzu Witoldzie Pileckim - wystąpienie historyka
- Scena Faktu Teatru Telewizji „Śmierć rotmistrza Pileckiego”
Więcej informacji o uroczystości w kinie „Światowid”:
tel. 32 258 74 32, mail: kino@swiatowid.katowice.pl.
sobota, 11 maja 2013
Ranking polskich uczelni 2013
Poniżej przedstawiam ranking polskich uczelni medycznych wg Rzeczpospolitej i Perspektyw Anno 2013. Nasza uczelnia plasuje się w dole tabeli, podobnie jak w latach ubiegłych. Zaniedbania i różne "wpadki" wizerunkowe jakie się zdarzały w naszej uczelni w ostatnich latach spychają nas do grona najsłabszych polskich uczelni medycznych, a przecież nawet te najlepsze odbiegają znacząco o najlepszych uczelni europejskich i światowych. Niestety, nie widać światełka w tunelu dla polskich uniwersytetów, świat ucieka coraz szybciej. Potrzebujemy prawdziwych reform, a nie pozorowanych zmian i prężenia muskułów. Z finansowaniem nauki na poziomie znacznie poniżej 1% PKB na zawsze pozostaniemy tylko tłem dla zagranicznych uczelni.
Miejsce | Uczelnia | 2012 | 2013 | Wskaźnik |
1 | Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego | 1 | 3 | 100,00 |
2 | Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu | 2 | 1 | 94,95 |
3 | Warszawski Uniwersytet Medyczny | 4 | 4 | 91,16 |
4 | Gdański Uniwersytet Medyczny | 6 | 5 | 91,01 |
5 | Uniwersytet Medyczny w Łodzi | 3 | 7 | 85,48 |
6 | Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu | 7 | 10 | 85,21 |
7 | Uniwersytet Medyczny w Białymstoku | 5 | 2 | 83,46 |
8 | Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach | 8 | 9 | 79,85 |
9 | Uniwersytet Medyczny w Lublinie | 9 | 6 | 79,31 |
10 | Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie | 10 | 8 | 72,17 |
11 | Collegium Medicum UMK im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy | 11 | 11 | 61,62 |
piątek, 3 maja 2013
Wyniki ankiety o dyskusji
Przedstawiam wyniki ankiety z 3 kwietnia dotyczącej jawności i anonimowości dyskusji prowadzonych na blogu.
Uzyskane odpowiedzi dają pewien obraz i pozwalają na zrozumienie, dlaczego dyskusja nie toczy się przy otwartej kurtynie.
Poszczególne pytania uzyskały następującą liczbę odpowiedzi TAK
• Biorę udział w dyskusji na blogu – 73,5%
• Brak ujawniania danych personalnych wpływa na jakość dyskusji – 79,6%
• Nie ujawniam swych, gdyż obawiam się reakcji przełożonych – 59,2%
• Nie ujawniam swych, gdyż obawiam się reakcji władz uczelni – 79,6%
• Nie ujawniam swych, gdyż obawiam się reakcji osób trzecich – 38,8%
Cieszy, że ¾ Czytelników deklaruje udział w dyskusjach na blogu. Aż 4 na 5 dyskutantów podziela pogląd, że anonimowość dyskusji negatywnie wpływa na jej jakość. Interesujące dane przynoszą trzy kolejne pytania; okazuje się, że najwięcej obaw budzi ewentualna reakcja władz uczelni i aż 80% osób biorących udział w dyskusjach tym względem motywuje potrzebę zachowania anonimowości. To bardzo znamienna sytuacja wskazująca na poważne zachwiania relacji na linii władze uczelni – pracownicy. Oczywiście dalszych badań wymaga ustalenia dlaczego tak powszechna jest obawa przed reakcją władz uczelni; czy wynika to z obserwacji losów innych pracowników, którzy publicznie prezentowali swe poglądy (np. Prof. Opala) lub osobistych doświadczeń. Niezależnie od przyczyn tego stanu rzeczy brak otwartej dyskusji to przeszkoda na drodze przekształcenia naszej uczelni w nowoczesną, wiodącą uczelnię medyczną w kraju. Interesująca inicjatywa Rektora P. Jałowieckiego prezentująca w Newsletterze różne informacje dotyczące uczelni to przykład jednokierunkowego przepływu treści od władzy do pracowników. Brak jest ścieżki w odwrotnym kierunku.
Potrzebę otwartej dyskusji toczonej na poziomie całej uczelni (czego nie dają dyskusje toczone w Senacie i Radach Wydziału nieznane ogółowi pracowników) uważam za kluczowy warunek rozwoju uczelni.
środa, 1 maja 2013
O nauce
Nie brałem udziału w ostatnim posiedzeniu Rady Wydziału w Zabrzu, gdyż przebywałem w tym czasie na kongresie naukowym. Jednak dotarły do mnie informacje dotyczące dyskusji w sprawie prowadzenia procedur nadania stopnia doktora habilitowanego trzem pracownikom uczelni. Istotą sporu był ich dorobek naukowy, mierzony znanymi kryteriami stosowanymi powszechnie (liczba publikacji, wartość współczynnika IF, cytacje itd.). Część dyskutantów, w tym Dziekan Prof. M. Misiołek postulowali by wstrzymać procedurę w celu zwiększenia dorobku; inni optowali za utrzymaniem tych punktów programu. Oczywiście, jako że nie byłem obecny nie mam możliwości zaprezentowania mego osobistego poglądu, ale problem oceny dorobku naukowego od dawna wymaga – w mojej ocenie – zupełnie nowego podejścia. Dotychczasowe kryteria, mało precyzyjnie określające wymagania stawiane kandydatom aspirującym do uzyskania kolejnych stopni naukowych i tytułu naukowego profesora powinny być ściśle określone. Do dyskusji pozostaje jakie wymagania należy spełnić, a dla różnych dziedzin nauki kryteria powinny być osobno sprecyzowane. Dziś (czego egzemplifikacją jest opisany spór) o dopuszczeniu kandydata decydują w znacznym stopniu względy pozamerytoryczne. Sądzę, że takie kryteria powinny być jednolite dla wszystkich uczelni danego typu w całej Polsce. Drugim istotnym czynnikiem jest ich stabilność; dany kandydat musi na wiele lat przed podejściem do danej procedury wiedzieć, że w czasie przygotowań zasady nie ulegną zmianie.
W celu uzyskania poglądów Czytelników bloga poniżej sformułowałem parę pytań w ankiecie. Pod koniec miesiąca podsumuję jej wyniki, proszę o aktywny udział.
W celu uzyskania poglądów Czytelników bloga poniżej sformułowałem parę pytań w ankiecie. Pod koniec miesiąca podsumuję jej wyniki, proszę o aktywny udział.
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Ankieta
3 kwietnia zamieściłem interaktywną ankietę dotyczącą anonimowości dyskusji na blogu. Dotąd wypełniło ją 47 osób. Za parę dni podsumuję wyniki ankiety i proszę Czytelników o zabranie głosu w tej ważnej sprawie.
piątek, 26 kwietnia 2013
niedziela, 21 kwietnia 2013
Gdy po powrocie z Rzymu, gdzie uczestniczyłem w obradach kongresu dotyczącego osteoporozy zaglądnąłem do Internetu ku memu zdziwieniu zauważyłem tekst dotyczący właśnie osteoporozy. Widać, że czasem wydarzenia z kręgu nauki przenikają do opinii publicznej.
Specjaliści: grozi nam epidemia złamań kości z powodu osteoporozy
Grozi nam epidemia różnego rodzaju złamań kości, jeśli nie zaczniemy wykrywać i skutecznie leczyć osteoporozy – zaalarmowali specjaliści podczas europejskiego kongresu poświęconego osteoporozie, który rozpoczął się w Rzymie.
Prezes europejskiego oddziału Międzynarodowej Fundacji Osteoporozy (IOF), John A. Kanis powiedział, że liczba złamań osteoporotycznych jedynie w latach 2001-2007 zwiększyła się o 30-100 proc. w poszczególnych krajach Unii Europejskiej.
Głównym powodem tak licznych złamań jest starzenie się społeczeństw, ale także lekceważenie tej podstępnej i groźnej choroby, jaką jest osteoporoza. Wiele osób się nie leczy, gdyż nie odczuwa żadnych dolegliwości. Tymczasem terapia polega przede wszystkim na zapobieganiu skutkom tej choroby, czyli złamaniom kości.
Osteoporoza objawia się niską masą kostną i upośledzoną mikroarchitekturą tkanki kostnej, co zwiększa łamliwość kości. Atakuje wszystkie kości człowieka, ale najczęściej dochodzi do złamania kręgów kręgosłupa, kości przedramienia, nadgarstków oraz bioder.
Złamania kręgów kręgosłupa u wielu osób są pierwszym objawem choroby, ale wtedy jest ona już mocno zaawansowana. Z przedstawionego na kongresie raportu wynika, że w poszczególnych krajach europejskich zdarzają się one u 10-24 proc. osób po 50. roku życia. Prawdopodobnie jest ich przynajmniej o jedną trzecią więcej, gdyż wiele przypadków nie jest wykrywanych.
Aż 60 proc. złamań kręgosłupa nie powoduje poważniejszych dolegliwości lub przebiega bezobjawowo. Osłabione kręgi się jednak zapadają i następuje zmniejszenie wzrostu nawet o 4 cm. Dochodzi również do następnych złamań, jeszcze groźniejszych, gdyż każde złamanie zwiększa ryzyko kolejnego aż dziesięciokrotnie.
Najbardziej niebezpieczne są złamania szyjki kości udowej. Na skutek powikłań po takim urazie, takich jak zapalenie płuc i choroba zakrzepowo-zatorowa, w ciągu roku umiera 20 proc. kobiet i 25 proc. mężczyzn. Spośród tych chorych, którzy przeżyli krytyczny rok, aż 30 proc. wymaga stałej opieki medycznej. Połowa z nich nigdy już nie będzie chodzić samodzielnie.
Międzynarodowa Fundacja Osteoporozy alarmuje, że w Europie osteoporoza jest już częstszą przyczyną niepełnosprawności niż nowotwory (z wyjątkiem raka płuc). Kobiety po 45. roku życia cierpiące na zaawansowaną osteoporozę dłużej przebywają w szpitalu na skutek powikłań tej choroby aniżeli z powodu cukrzycy, zawału serca czy raka piersi.
Skutkiem złamań związanych z osteoporozą są również: lęk i depresja oraz izolacja społeczna. Na depresję cierpi 40 proc. kobiet dotkniętych tą chorobą, a 41 proc. odczuwa znaczne pogorszenie jakości życia. Na różnego rodzaju bóle narzeka ponad 50 proc. chorych z tego powodu kobiet, aż 26 proc. odczuwa je przez ponad 10 godzin dziennie.
Prof. Maria Luisa Brandi z uniwersytetu we Florencji podkreśliła, że tego wszystkiego można uniknąć, trzeba tylko przeprowadzić wykrywające osteoporozę badanie densytometryczne i ocenić ryzyko osteoporozy.
czwartek, 18 kwietnia 2013
O nauce i pieniądzach
O 2 dni przebywam z Rzymie i biorę udział w światowym kongresie dotyczącym osteoporozy i choroby zwyrodnieniowej. To duże spotkanie z liczbą uczestników przekraczającą 4000. Trudno oczywiście opisywać szczegółowo treść wykładów, ale warto skreślić parę zdań ogólniejszej refleksji. Na kongresy tej rangi jeżdżę od blisko dwóch dekad i obserwuję niepokojące zjawisko. Na treści spotkań z natury rzeczy nakierowanych na prezentację informacji naukowych coraz większy wpływ wywierają czynniki, nazwijmy je, biznesowe. Sesje są „szyte” pod firmy farmaceutyczne, zwykle te pełniące rolę głównych sponsorów. Znani naukowcy, pretendujący do miana światowych autorytetów, na kolejnych sesjach pod niebiosa wychwalają coraz to inne leki. Czasu na dyskusje zwykle jest bardzo mało. Przewagę sfer biznesowych widać także po wysokości opłat zjazdowych; nigdy nie były one niskie, ale kwoty zbliżone do 1000 Euro należy uznać za skandalicznie wygórowane. Gdy dodamy, że lista wykładowców (przynajmniej na kongresach z mojej dziedziny) od lat się w zasadzie nie zmienia to uzyskujemy raczej pesymistyczny obraz przemożnego wpływu świata przemysłu farmaceutycznego na świat nauki. Stare prawidło, że „zły pieniądz wypiera dobry pieniądz” wkracza na dobre także do innych sfer życia…
niedziela, 14 kwietnia 2013
O nagrodzie Nobla - tekst nadesłany przez Czytelnika bloga
Dziwne "polskie obyczaje" czyli "kto nasz a kto obcy"?
Polskie źródła podają, że jest tylko sześciu polskich laureatów Nagrody Nobla: Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont, Maria Skłodowska-Curie (znana na świecie jako Marie Curie), Lech Wałęsa, Czesław Miłosz i Wisława Szymborska.
Bardzo dziwne! Polska zapomniała o... dziewięciu innych polskich laureatach nagrody Nobla!
Chociaż oficjalny spis noblistów wymienia tych dziewięciu mężczyzn, jako polskich noblistów, to Polska, która przecież wśród krajów europejskich ma najmniejszą liczbę noblistów w stosunku do liczby ludności, oficjalnie się do tych dziewięciu nie przyznaje.
Warto przypomnieć polskich noblistów, o których ich ojczyzna Polska nie pamięta:
1) Tadeusz Reichstein (1897-1996) urodzony we Włocławku chemik, w 1950 roku otrzymał nagrodę Nobla z medycyny i fizjologii za odkrycie kortyzonu.
2) Izaak Singer (Isaac Bashevis Singer) (1904-1991) urodzony w Leoncinie niedaleko Warszawy, w Polsce mieszkał do 1935 roku, w 1978 roku otrzymał nagrodę Nobla z literatury.
3) Józef (Joseph) Rotblat (1908-2005) urodzony w Warszawie, w 1938 roku na Uniwersytecie Warszawskim otrzymał doktorat z fizyki, dwa lata później wyjechał do Wielkiej Brytanii, w 1995 roku otrzymał pokojową nagrodę Nobla za wysiłki w celu zredukowania broni jądrowej.
Józef Rotblat całe życie mówił po polsku i podkreślał, że jest Polakiem z brytyjskim paszportem. Protestował przeciwko zapisywaniu jego imienia jako "Joseph".
4) Mieczysław Biegun (Menachem Begin) (1913-1992) urodzony w Brześciu nad Bugiem, opuścił Polskę w 1940 roku, został szóstym premierem Izraela, w 1979 roku otrzymał pokojową nagrodę Nobla za podpisanie traktatu pokojowego z Egiptem.
5) Leonid Hurwicz, urodzony w 1917 roku, od 1919 roku mieszkał w Warszawie, gdzie ukończył studia prawnicze, w 1940 roku wyjechał do USA, w 2007 roku otrzymał Nagrodę Nobla z ekonomii.
6) Szymon Perski (Szimon Peres) urodzony w 1923 roku w Wiszniewie
(województwo wileńskie), wyjechał z Polski w 1934 roku, został
dziewiątym prezydentem Izraela, w 1994 roku otrzymał pokojową Nagrodę
Nobla.
7) Jerzy Szarpak (Georges Charpak) urodzony w 1924 roku w Dąbrowicy
(województwo wołyńskie), wyjechał do Francji w 1931 roku, otrzymał nagrodę Nobla z fizyki w 1992 roku.
8) Andrzej Wiktor Schally (Andrew Viktor Schally), urodzony w 1926 roku w Wilnie, syn generała Kazimierza Schally, szefa gabinetu prezydenta RP Mościckiego, po wybuchu II wojny świat. wyjechał z Polski, otrzymał nagrodę Nobla z medycyny w 1977 roku.
Schally pochodził z żydowsko-szwedzko-francusko-polskiej rodziny o nieokreślonej przynależności religijnej. Według rasowych kryteriów nazizmu był tzw. "mieszańcem" i groziła mu śmierć. Ocalał z masakry holokaustu ukrywając się w Rumunii w środowisku polskich Żydów.
9) Roald Hoffman, urodzony w 1937 roku w Złoczowie (województwo lwowskie), wyemigrował do USA w 1949 roku, otrzymał nagrodę Nobla z chemii w 1981 roku, od 1965 roku do dzisiaj pracuje na Cornell University w USA.
Dlaczego Polska nie uważa tych noblistów za Polaków? Ośmiu z nich (z jedynym wyjątkiem Reichsteina) posiadało obywatelstwo polskie i zdobywało w Polsce wykształcenie. Język polski był dla nich językiem macierzystym lub drugim najważniejszym.
Trzeba pamiętać, że Skłodowska-Curie nigdy nie miała polskiego obywatelstwa (początkowo była obywatelką Rosji, potem Francji) a Polskę opuściła na zawsze w wieku 24 lat. Czesław Miłosz przez wiele lat posiadał tylko obywatelstwo litewskie, a pisał głównie w języku
angielskim. Wiele jego wypowiedzi wskazuje, że uważał się za Litwina, mówiącego po polsku.
Dlaczego Polska przyznaje się do Skłodowskiej i Miłosza, a nie przyznaje się do Reichsteina, Singera, Rotblata, Szarpaka, Hurwicza, Perskiego, Bieguna, Schally'ego i Hoffmana?
Polska jest niechlubnym wyjątkiem, bo na przykład Niemcy szczycą się wszystkimi swoimi laureatami Nobla, z których wielu było niemieckimi Żydami. Bardzo dużo laureatów Nobla jest zaliczanych jednocześnie do dwóch narodowości, na przykład Skłodowska-Curie do francuskiej i polskiej. Oficjalny spis laureatów Nobla nie zawiera kategorii "Żydzi", a
nagrodzonych klasyfikuje według kraju pochodzenia lub/i zamieszkania. Dlaczego w takim razie Polska nie uznaje na przykład Perskiego i Bieguna za polsko-izraelskich noblistów?
Polskie źródła podają, że jest tylko sześciu polskich laureatów Nagrody Nobla: Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont, Maria Skłodowska-Curie (znana na świecie jako Marie Curie), Lech Wałęsa, Czesław Miłosz i Wisława Szymborska.
Bardzo dziwne! Polska zapomniała o... dziewięciu innych polskich laureatach nagrody Nobla!
Chociaż oficjalny spis noblistów wymienia tych dziewięciu mężczyzn, jako polskich noblistów, to Polska, która przecież wśród krajów europejskich ma najmniejszą liczbę noblistów w stosunku do liczby ludności, oficjalnie się do tych dziewięciu nie przyznaje.
Warto przypomnieć polskich noblistów, o których ich ojczyzna Polska nie pamięta:
1) Tadeusz Reichstein (1897-1996) urodzony we Włocławku chemik, w 1950 roku otrzymał nagrodę Nobla z medycyny i fizjologii za odkrycie kortyzonu.
2) Izaak Singer (Isaac Bashevis Singer) (1904-1991) urodzony w Leoncinie niedaleko Warszawy, w Polsce mieszkał do 1935 roku, w 1978 roku otrzymał nagrodę Nobla z literatury.
3) Józef (Joseph) Rotblat (1908-2005) urodzony w Warszawie, w 1938 roku na Uniwersytecie Warszawskim otrzymał doktorat z fizyki, dwa lata później wyjechał do Wielkiej Brytanii, w 1995 roku otrzymał pokojową nagrodę Nobla za wysiłki w celu zredukowania broni jądrowej.
Józef Rotblat całe życie mówił po polsku i podkreślał, że jest Polakiem z brytyjskim paszportem. Protestował przeciwko zapisywaniu jego imienia jako "Joseph".
4) Mieczysław Biegun (Menachem Begin) (1913-1992) urodzony w Brześciu nad Bugiem, opuścił Polskę w 1940 roku, został szóstym premierem Izraela, w 1979 roku otrzymał pokojową nagrodę Nobla za podpisanie traktatu pokojowego z Egiptem.
5) Leonid Hurwicz, urodzony w 1917 roku, od 1919 roku mieszkał w Warszawie, gdzie ukończył studia prawnicze, w 1940 roku wyjechał do USA, w 2007 roku otrzymał Nagrodę Nobla z ekonomii.
6) Szymon Perski (Szimon Peres) urodzony w 1923 roku w Wiszniewie
(województwo wileńskie), wyjechał z Polski w 1934 roku, został
dziewiątym prezydentem Izraela, w 1994 roku otrzymał pokojową Nagrodę
Nobla.
7) Jerzy Szarpak (Georges Charpak) urodzony w 1924 roku w Dąbrowicy
(województwo wołyńskie), wyjechał do Francji w 1931 roku, otrzymał nagrodę Nobla z fizyki w 1992 roku.
8) Andrzej Wiktor Schally (Andrew Viktor Schally), urodzony w 1926 roku w Wilnie, syn generała Kazimierza Schally, szefa gabinetu prezydenta RP Mościckiego, po wybuchu II wojny świat. wyjechał z Polski, otrzymał nagrodę Nobla z medycyny w 1977 roku.
Schally pochodził z żydowsko-szwedzko-francusko-polskiej rodziny o nieokreślonej przynależności religijnej. Według rasowych kryteriów nazizmu był tzw. "mieszańcem" i groziła mu śmierć. Ocalał z masakry holokaustu ukrywając się w Rumunii w środowisku polskich Żydów.
9) Roald Hoffman, urodzony w 1937 roku w Złoczowie (województwo lwowskie), wyemigrował do USA w 1949 roku, otrzymał nagrodę Nobla z chemii w 1981 roku, od 1965 roku do dzisiaj pracuje na Cornell University w USA.
Dlaczego Polska nie uważa tych noblistów za Polaków? Ośmiu z nich (z jedynym wyjątkiem Reichsteina) posiadało obywatelstwo polskie i zdobywało w Polsce wykształcenie. Język polski był dla nich językiem macierzystym lub drugim najważniejszym.
Trzeba pamiętać, że Skłodowska-Curie nigdy nie miała polskiego obywatelstwa (początkowo była obywatelką Rosji, potem Francji) a Polskę opuściła na zawsze w wieku 24 lat. Czesław Miłosz przez wiele lat posiadał tylko obywatelstwo litewskie, a pisał głównie w języku
angielskim. Wiele jego wypowiedzi wskazuje, że uważał się za Litwina, mówiącego po polsku.
Dlaczego Polska przyznaje się do Skłodowskiej i Miłosza, a nie przyznaje się do Reichsteina, Singera, Rotblata, Szarpaka, Hurwicza, Perskiego, Bieguna, Schally'ego i Hoffmana?
Polska jest niechlubnym wyjątkiem, bo na przykład Niemcy szczycą się wszystkimi swoimi laureatami Nobla, z których wielu było niemieckimi Żydami. Bardzo dużo laureatów Nobla jest zaliczanych jednocześnie do dwóch narodowości, na przykład Skłodowska-Curie do francuskiej i polskiej. Oficjalny spis laureatów Nobla nie zawiera kategorii "Żydzi", a
nagrodzonych klasyfikuje według kraju pochodzenia lub/i zamieszkania. Dlaczego w takim razie Polska nie uznaje na przykład Perskiego i Bieguna za polsko-izraelskich noblistów?
wtorek, 9 kwietnia 2013
O Polsce
Wielu z nas wczoraj spędziło wieczór przed telewizorem z uwagą śledząc filmy o katastrofie 10 kwietnia 2010 roku. Po ich emisji odbyła się dyskusja z udziałem kilku osób. Niestety, końcowa konkluzja nie jest zbyt optymistyczna; wydarzenia nas przerosły. Gdy wszystko w życiu dobrze się układa można czasem odnieść wrażenie, że życie toczy się w właściwym kierunku, a ludzie kontrolują bieg spraw. Dopiero gdy dojdzie do jakiejś poważnej, kryzysowej sytuacji widać, że byliśmy w błędzie. Nie zajmując stanowiska dotyczącego przyczyn wydarzeń z 10 kwietnia, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że głęboki kryzys państwa trwa. Sposób wyrażania argumentów, poziom emocji, agresja, unikanie odpowiedzi na wiele trudnych pytań są porażające. Zamiast szukać porozumienia „ponad podziałami” trwa festiwal narodowej kłótni. To smutne, że nie potrafimy wznieść się wyżej, tam, gdzie rozstrzygają się tak ważne kwestie. Sądzę, że ta sprawa na wiele lat zatruje polskie życie społeczne, cieniem kładąc się na liczne, inne ważne cywilizacyjne problem kraju.
środa, 3 kwietnia 2013
W ostatnich miesiącach blog przeżywał „oblężenie” Czytelników, a liczba odsłon w marcu przekroczyła 8000. Tak duże zainteresowanie obserwowałem ostatnio w czasie wyborów rektorskich. Najpierw żywą dyskusję wywołała sprawa Prof. G. Opali, później uwagę skupiła kwestia listu Pani Ziółkowskiej z Biblioteki Głównej oraz niespotykana wcześniej sytuacja związana z rezygnacją z pełnienia funkcji Prorektora ds. klinicznych przez Prof. W. Króla. Przywołuję te wydarzenia, gdyż komentarze do tekstów opisujących te zdarzenia miały pewien wspólny mianownik; dyskusja była całkowicie anonimowa. Co ciekawsze, komentujący parokrotnie nawzajem zarzucali sobie ukrywanie pod anonimem, ale sami nie byli skorzy do ujawniania swej tożsamości…A szczytem obłudy był list skierowany do mnie przez pewnego profesora z Wydziału Lekarskiego w Katowicach, który chciał bym na blogu zamieścił list zawierający personalne uwagi dotyczące paru osób wymienionych z nazwiska, ale swoje autorstwo chciał ukryć! Oczywiście tego typu tekstów nie publikuję.
Bardzo żałuję, że dyskusja toczy się anonimowo. To jest sprzeczne z ideą akademickości w ogóle. Powaga uczelni, mianującej się uniwersytetem, gdy jej pracownicy chowają się za parawanem anonimowości jest znacząco nadszarpnięta. Nie do końca rozumiem ten mechanizm; mogę pojąć, że adiunkt w przeddzień habilitacji obawia się o jej powodzenie, mogę uznać chęć ukrycia nazwiska przez pracowników administracji lub pionu technicznego by uniknąć niechybnego odwetu za słowa krytyki. Ale w uczelni pracuje mnóstwo profesorów, osób o uznanym dorobku i pozycji w świecie nauki. To od tej grupy osób można wymagać czegoś więcej, noblesse oblige…
Aby uzyskać jakieś bardziej obiektywne dane poniżej zamieszczam parę pytań; proszę o wypełnienie ankiety, której wyniki – mam nadzieję – pozwolą na zrozumienie dlaczego dyskusja prowadzona na blogu nie toczy się przy otwartej kurtynie.
Bardzo żałuję, że dyskusja toczy się anonimowo. To jest sprzeczne z ideą akademickości w ogóle. Powaga uczelni, mianującej się uniwersytetem, gdy jej pracownicy chowają się za parawanem anonimowości jest znacząco nadszarpnięta. Nie do końca rozumiem ten mechanizm; mogę pojąć, że adiunkt w przeddzień habilitacji obawia się o jej powodzenie, mogę uznać chęć ukrycia nazwiska przez pracowników administracji lub pionu technicznego by uniknąć niechybnego odwetu za słowa krytyki. Ale w uczelni pracuje mnóstwo profesorów, osób o uznanym dorobku i pozycji w świecie nauki. To od tej grupy osób można wymagać czegoś więcej, noblesse oblige…
Aby uzyskać jakieś bardziej obiektywne dane poniżej zamieszczam parę pytań; proszę o wypełnienie ankiety, której wyniki – mam nadzieję – pozwolą na zrozumienie dlaczego dyskusja prowadzona na blogu nie toczy się przy otwartej kurtynie.
czwartek, 28 marca 2013
wtorek, 26 marca 2013
Wybory w Śląskim Uniwersytecie Medycznym
Dziś Kolegium Elektorów wybrało na stanowisko Prorektora ds. szpitali klinicznych dr hab. Damiana Czyżewskiego, torakochirurga z Zabrza. Gratuluję wyboru na to odpowiedzialne stanowisko życząc sukcesów w przyszłej pracy. W obliczu nieuchronnych zmian jakie nastąpią w najbliższej przyszłości w funkcjonowaniu szpitali klinicznych tę funkcję prorektora z pewnością należy zaliczyć do najtrudniejszych w uczelniach medycznych. Aby udało nam się, jako uczelni, przejść z powodzeniem okres reform, niezbędne jest wsparcie pracowników uczelni, zakładając, że kierunek zmian zapewni sukces w wymiarze ogólnouczelnianym, a także w kontekście indywiualnych szans rozwoju zawodowego pojedynczego pracownika.
poniedziałek, 25 marca 2013
Emerytowani Profesorowie
Zapraszam do przeczytania ostatniego tekstu. Traktuje on o losach emerytowanych profesorów w różnych krajach. Jest on szczególnie ważny w konktekście losów Prof. Grzegorza Opali. Może okres przedświąteczny skłoni do zastanowienia niektóre osoby odpowiedzialne za zaistniałą sytuację i ta smutna historia będzie miała inny, bardziej optymistyczny koniec?
PAUza akademicka nr 203
PAUza akademicka nr 203
Subskrybuj:
Posty (Atom)