wtorek, 31 sierpnia 2010

Smutna rocznica

Wczoraj odbyły się uroczystości rocznicowe z okazji 30-lecia powstania „Solidarności”. Historia tego związku zawodowego, a raczej ruchu społecznego to niezwykle ważny kawałek współczesnej Polski, ale i Europy. Bez tego zrywu trudno wyobrazić sobie, by losy Europy Środkowej i Wschodniej potoczyły w tak dynamicznym tempie; można śmiało stwierdzić, że to właśnie „Solidarność” stanowiła „zapalnik” podłożony pod system sowiecki. Losy „Solidarności” wplotły się we współczesną historię naszego kraju. To nasz polski wkład w historię powszechną. „Solidarność” to nasza ikona narodowa, tym cenniejsza, że mimo zawirowań w czasie mrocznego czasu stanu wojennego, doprowadziła do zakończenia okupacji sowieckiej i odzyskania niepodległości. „Solidarność” to rodzaj narodowej świętości.

Dlatego ze smutkiem obserwowałem wczorajsze wydarzenia; brak obecności Lecha Wałęsy, gwizdy, spory. Sprzeczajmy się w domu, w czasie święta świętujmy. Niestety - legenda „Solidarności’ została zmarnowana. Tak, jak przed laty cały świat podziwiał naszą pokojową rewolucję, tak dziś obserwuje w milczeniu, jak bieżące sprawy przesłoniły chwalebną przeszłość. Niemcy znakomicie „sprzedają” obalenie muru berlińskiego, Czesi chlubią się aksamitną rewolucją, a my się kłócimy. Na naszych oczach zaprzepaszczono szansę, która może się już nigdy nam nie trafić, by na trwale wpisać się do wydarzeń o skali historycznej. Ta umiejętność destrukcji nie dotyczy zresztą tylko historii „Solidarności”; w USA Barack Obama swą konkurentkę do godności prezydenta Hillary Clinton uczynił sekretarzem stanu, w Niemczech powołano tzw. wielką koalicję rządową, a Czesi i Słowacy potrafili się nawet pokojowo rozstać, by rozpocząć odrębne byty państwowe. U nas spory przesłaniają dobro publiczne; zamiast dyskusji i działań na rzecz dobra wspólnego dominuje dbałość o interes partyjny, grupy interesów, tego lub innego lobby.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Poniższy list otrzymałem od studenta naszej uczelni. Publikuję go wraz z treścią ogłoszenia z nadzieją, że w roku akademickim 2010/2011 te zasady ulegną zmianie.

Szanowny Panie Profesorze,

Przesyłam Panu zdjęcie zarządzenia Pani Dziekan Kowalik, które wprawiło nas [studentów WLK] w niemałe osłupienie. Nasz dziekanat rozpisuje nam zajęcia, np. na święto Bożego Ciała, którego termin widocznie jest dla niego nie do przewidzenia. Według Pani Dziekan musimy je potem odrabiać.

Czy taka decyzja jest zgodna z przepisami obowiązującymi na naszej
uczelni?

Z poważaniem,
student



Zarządzenie dziekana WLK

środa, 25 sierpnia 2010

Z życia wrocławskiej uczelni medycznej

Akademia Medyczna im. Piastów Śląskich we Wrocławiu

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Poniżej pokazuję komentarze jakie nadeszły w ostatnim czasie. Tu memu zdziwieniu ogromne zainteresowanie i emocje wzbudzają bieżące sprawy oraz przyszłe losy Wydziału Zabrzańskiego. Co jeszcze bardziej zdumiewające, uwagi Czytelników nadeszły do moich tekstów tylko częściowo odnoszących się do życia wydziału. Obraz jest, niestety, bardzo czarny. Nawet gdy mamy inny pogląd trudno pozostać obojętnym wobec tak druzgocącej krytyki. W tekstach dokonałem poprawek literowych, poza tym są identyczne z komentarzami zamieszczonymi na blogu.

Warto zastanowić się skąd taka ożywiona dyskusja, w dodatku w środku wakacji. Jak celnie zauważyli komentujący (do listu studenta 8.08. godz.23.40 i 9.08 godz.20.43) zastrzeżenia można mieć nie tylko w odniesieniu do tego wydziału.

Zatem czy tylko w Zabrzu tak źle się studiuje?

Czekam na dalsze opinie.

Komentarze do tekstu podsumowującego lipiec

Anonimowy pisze...

Poza poniżej opisanymi kwestiami, należy skupić się na najważniejszym, tj. warunkach studiowania na SUM dla studentów, a szczególnie na Wydziale Lek. w Zabrzu. Warunki są bardzo złe, wręcz tragiczne, baza dydaktyczna nie modernizowana od ponad pół wieku. Właściwie, to można być zaskoczonym, ze są chętni do studiowania na ww. Taka sytuacja była by nie do przyjęcia w innym cywilizowanym kraju Europy. Zaprośmy kogoś spoza Polski, mógłby nie uwierzyć, ze tam kształci sie przyszłych lekarzy. Może rzeczywiście warto postawić jasno sprawę: generalny remont, albo po prostu zamkniecie wydziału. Bolesna prawda, ale coraz bardziej realna.

2 sierpnia 2010 22:04

Anonimowy pisze...

Ludzie chcą w Zabrzu studiować bo mimo mizerii materialnej w porównaniu do Katowic i tak tu się lepiej studiuje, jest lepsza atmosfera, nie ma wrogości wobec studentów jaką spotyka się na wydziale katowickim.

3 sierpnia 2010 21:51

Anonimowy pisze...

Nie ma wrogości? Proszę zapytać studentów 5 roku o brak wrogości ze strony Dziekana.

4 sierpnia 2010 07:49

Anonimowy pisze...

Likwidacja wydziału w Zabrzu jest ekonomicznie, demograficznie i lokalnie uzasadniona. Mamy kryzys gospodarczy, państwo nie stać na wydatki z budżetu na podwójny wydział sum, kształcimy zbyt dużo lekarzy, niż demograficzny, brak pracy dla nowych kadr, za mało specjalizacji, fatalne warunki lokalowe i bytowe dla studentów w Zabrzu. Taka zmiana (zamkniecie wydziału) może dla uczelni być bardzo korzystna, skorzystają na tym studenci i naukowcy.

4 sierpnia 2010 15:23

Anonimowy pisze...

Czyżby to co "ludzie mówili" o polityce władz w ostatnich 5 latach miało okazać się prawdą. Polityka niszczenia okazuje się być skuteczna. Polak jednak potrafi......zniszczyć dorobek poprzedników. Ale niszcząc korzenie (Wydział Zabrzański) prowadzą do upadku całą uczelnię.

4 sierpnia 2010 17:13

Anonimowy pisze...

Lekarzy jest "zbyt dużo" bo aby żyć godnie, na poziomie nie uwłaczającym statusowi i wykształceniu harują na wielu etatach.
Niestety jest ich zbyt mało i zarabiają w większości podle.

5 sierpnia 2010 12:16

Anonimowy pisze...

Dokładnie, tłumy absolwentów byle jak wykształconych, którzy walczą o przetrwanie w najbiedniejszym kraju Europy. A może naprawdę nie ma sensu reanimować wydziału w Zabrzu ? szczerze mówiąc dwuwydziałowa (2xlek) uczelnia w takim kraju jak Polska jest całkowicie bezsensownym pomysłem, rodem z epoki komunizmu, gdzie kształcono byle jak, aby tylko karierowicze mieli miejsce zatrudnienia. Popatrzcie na wyniki LEP i LDEP, jedne z najgorszych w kraju. Szkoda pieniędzy podatnika, jeden, dobrze doposażony dydaktycznie wydział lek. w Katowicach ze zwiększoną liczba studentów na lek. zapewni w zupełności kadry na Śląsku w przyszłości. Może w końcu ktoś podejmie odważną decyzję, szkoda tylko, ze tak późno, szkoda tych studentów, którym wydaje się, ze studiują na wysokim poziomie. Może czas porównać warunki studiowania w Zabrzu do innych wydziałów naszym kraju.

5 sierpnia 2010 17:07

Anonimowy pisze...

czy są jakieś obiektywne wskaźniki mówiące o zapotrzebowaniu na lekarzy na Śląsku ??? a może całe to kształcenie medyków leci siłą rozpędu od czasów 'realnego socjalizmu' ???

5 sierpnia 2010 19:55

Anonimowy pisze...

Trzeba wziąć pod uwagę, że na WL Zabrze studiuje masa studentów spoza województwa. Podkarpacie czy Małopolska, tam wielu wraca po studiach.

7 sierpnia 2010 09:58

Anonimowy pisze...

Całkowicie popieram, likwidacja wydziału zabrzańskiego będzie z korzyścią dla wszystkich, a głównie studentów i absolwentów.

7 sierpnia 2010 12:49

Anonimowy pisze...

To, że Rokitnica była kolebką SUM nie znaczy, że ma trwać wiecznie, odwrotnie, jeżeli warunki studiowania przypominają te z lat powojennych, to czas na jej zamknięcie, tak jest na całym świecie. A czesne za akademik kosmiczne, w porównaniu z zakwaterowaniem. Współczuję studentom.

7 sierpnia 2010 15:49

Anonimowy pisze...

Niedokończony i niszczejący budynek ACM w Zabrzu pokazuje jak kończą się próby utrzymania nadmiernie rozbudowanych instytucji.

7 sierpnia 2010 22:23

Anonimowy pisze...

Wątpliwe, aby wydział w Zabrzu był dla studentów, to raczej wyłącznie miejsce realizacji ambicji naukowych i kierowniczych, a odbija się to na studencie. Na innych uczelniach liczy się tez kreatywność, tutaj raczej jest ona celowo niszczona i uczelnię kończy bezwolny absolwent, który nie daje sobie rady na rynku pracy.

9 sierpnia 2010 15:15

Komentarze do tekstu Hot news o podwyżkach

Anonimowy pisze...

Co do ostatniego wątku, to częściowo przerost kadry i zbyt duża liczba wydziałów powoduje tak niskie wynagrodzenia. Dla wielu Zabrze to tylko przetrwanie do emerytury.

7 sierpnia 2010 20:40

Anonimowy pisze...

Młody człowiek w przesłanym emailu do Pana Profesora zastanawia się, czy warto studiować na wydziale lek. w Zabrzu. Jeżeli tak zrobi, za pięć lat po studiach, jak dostanie się na etat otrzyma pierwszą wypłatę równą połowie średniej krajowej. Przez całe dalsze życie będzie ciągle naiwnie wierzył, że doktorat i specjalizacja poprawią jego statut materialny. O dalszych etapach kariery naukowej niech lepiej szybko zapomni. W tym czasie jego kolega po szkole zawodowej zacznie budowę własnego domu i będzie miał perspektywy na lepszą przyszłość. Na SUM jeżeli nie na tzw. pleców, będzie tylko coraz bardziej sfrustrowanym pracownikiem (jeżeli wydział w Zabrzu będzie jeszcze istniał(.

8 sierpnia 2010 14:30


Komentarze do listu studenta

Anonimowy pisze...

Gdyby wszyscy nauczający na sum byli tak jak Profesor, wtedy nauka tutaj miała by sens. Niestety, takich osób jest dosłownie kilka. Ten młody absolwent, jak większość z nas, jest nadal niepoprawnym optymistą i ciągle wierzy że będzie lepiej, tak jak my co najmniej od 1990 roku. Prawda jest taka, że będzie coraz gorzej i nie ma sensu oszukiwać młodych ludzi i samych siebie. Nikt nie wyda kilkuset tysięcy złotych na całkowitą modernizację wydziału w Zabrzu. Takich pieniędzy nigdy nie było nie ma i nie będzie w biednym kraju jakim jest Polska. Niech ten młody człowiek skorzysta z komputerów dla studentów w Zabrzu, które mają ponad 10 lat i właściwie nie można z nich korzystać, wtedy pozna prawdę, nich przejedzie się do Rokitnicy i na Traugutta. Pierwsze wrażenie jest najważniejsze, potem to tylko oszukiwanie samych siebie.

A LEP ? jakoś go zda, a potem przyjdzie prawdziwa konkurencja na rynku pracy w całym kraju. Wtedy zobaczy, że Zabrze nie dało mu tego o czym pragnął. Dostać się na studia to najmniejszy problem, najważniejsze to wybrać dobrą uczelnię, więc jeszcze ma czas na podjęcie decyzji, która zadecyduje o całym jego przyszłym życiu.

8 sierpnia 2010 14:23

Anonimowy pisze...

Ja natomiast (absolwent wydziału zabrzańskiego AD 2006), sugerowałbym raczej (przykro mi to pisać) poszukać innej uczelni. Być może czasy świetności wrócą ale póki co nic nie wskazuje na to, żeby właśnie ten wydział był kluczowy dla uczelni, działania władz idą raczej w kierunku jego demontażu.

Mimo, iż od momentu opuszczenia przeze mnie murów uczelni upłynęło już parę lat, ciągle sporo znajomych studiuje, przez pewien czas miałem też zajęcia ze studentami. Informacje które płyną nie nastrajają pozytywnie i nie pozwalają niestety powiedzieć że to jest dobre miejsce do studiowania. Wśród afer, kłótni, i ewidentnej niechęci "międzywydziałowej" ciężko o miłą atmosferę sprzyjającą rozwojowi naukowemu.

Pozdrawiam i życzę powodzenia :)

8 sierpnia 2010 14:50

Anonimowy pisze...

Dziwię się bardzo, że ktokolwiek wybiera studiowanie w Zabrzu. Jest tyle lepszych uniwersytetów medycznych, które dbają o studenta. Nawet wydział lekarski w Katowicach wydaje się być lepszy.

8 sierpnia 2010 15:36

Anonimowy pisze...

"Czasy świetności" nigdy już nie wrócą, Zabrze zatrzymało się w latach 60-tych ubiegłego wieku. To jak było kiedyś to już tylko legenda przekazywania z pokolenia na pokolenie. Zrozumcie to młodzi ludzie.

8 sierpnia 2010 15:39

Anonimowy pisze...

A ja widzę jeden plus tych lat spędzonych na ŚUM. Mając ciągle pod górkę i niejednokrotnie mówiąc kolokwialnie dostanie się w tyłek człowiek nabiera dystansu do siebie, Polski i całej medycyny. Wydaje mi się, że będzie to procentowało na przyszłość. Lepszej szkoły życia moim zdaniem kolega w naszym kraju nie znajdzie. Więc pod tym względem polecam ŚUM i WL Zabrze:) Głowa do góry kolego. Trzymam za Ciebie kciuki i za innych przyjętych studentów na nowy rok akademiki :)

Starszy kolega z WL Zabrze

8 sierpnia 2010 16:00

Anonimowy pisze...

Też jestem studentką i mogę powiedzieć, że studiowanie tutaj to na pewno nie kształcenie charakteru, ale niszczenie osobowości studenta, wtłaczanie niepotrzebnej wiedzy teoretycznej przez pierwsze lata. Do dobrego wykonywania zawodu w klinice na pewno nie przygotują. Może to zamierzone działanie, niczego nie nauczyć, aby nie mieć konkurencji.

8 sierpnia 2010 21:05

Anonimowy pisze...

Tu się dobrze studiuje ? ktoś ma poczucie humoru...Dobrze to studiuje się w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Gdańsku, itp.

8 sierpnia 2010 22:48

Anonimowy pisze...

Jak wynika z opinii p. rektor może przyjąć meldunek "zadanie zostało wykonane". Zabrze zniszczone, ale w Katowicach nie lepiej.....

8 sierpnia 2010 23:40

Anonimowy pisze...

Zabrze jest sobie same winne, tylko nikt tego nie zauważa.

9 sierpnia 2010 10:12

Anonimowy pisze...

Studiowanie w Zabrzu to moja porażka życiowa.

9 sierpnia 2010 15:10

Anonimowy pisze...

Trochę dziwna ta nagła nagonka na Wydział w Zabrzu. A niby w Katowicach to jest doskonale???

Ktoś tu chyba próbuje upiec jakąś PR-ową pieczeń....

9 sierpnia 2010 20:43


Komentarze do tekstu o podwyżkach

Anonimowy pisze...

Co do ostatniego wątku, to częściowo przerost kadry i zbyt duża liczba wydziałów powoduje tak niskie wynagrodzenia. Dla wielu Zabrze to tylko przetrwanie do emerytury.

7 sierpnia 2010 20:40

Anonimowy pisze...

Młody człowiek w przesłanym emailu do Pana Profesora zastanawia się, czy warto studiować na wydziale lek. w Zabrzu. Jeżeli tak zrobi, za pięć lat po studiach, jak dostanie się na etat otrzyma pierwszą wypłatę równą połowie średniej krajowej. Przez całe dalsze życie będzie ciągle naiwnie wierzył, że doktorat i specjalizacja poprawią jego statut materialny. O dalszych etapach kariery naukowej niech lepiej szybko zapomni. W tym czasie jego kolega po szkole zawodowej zacznie budowę własnego domu i będzie miał perspektywy na lepszą przyszłość. Na SUM jeżeli nie na tzw. pleców, będzie tylko coraz bardziej sfrustrowanym pracownikiem (jeżeli wydział w Zabrzu będzie jeszcze istniał).

8 sierpnia 2010 14:30

środa, 18 sierpnia 2010

A to Polska właśnie, duży, europejski, cywilizowany kraj...

Akademia Medyczna im. Piastów Śląskich we Wrocławiu

Ryszard Andrzejak nie ustąpi z funkcji rektora AM

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

PŁATNE STUDIA MEDYCZNE

Medycyna, obok prawa i architektury zawsze były obiektem pożądania absolwentów szkół średnich. Dlaczego tak było, jest i pewnie będzie? Przyczyn jest wiele, podobnie dzieje się w innych krajach. Medycyna i prawo to obszary niezwykle silnie oddziaływujące na funkcjonowanie każdego państwa, i oczywiste są dążenia by ludzie tych profesji byli jak najlepiej przygotowani do pełnienia odpowiedzialnych funkcji w społeczeństwie. W naszych realiach poziom studiów prawniczych został skutecznie zdeprecjonowany, studia dzienne, zaoczne, wieczorowe. A jaka jest jakość polskiego prawa (i prawników) widzimy codziennie…
Wróćmy do medycyny; prestiż studiów medycznych oraz zawodu lekarza, mimo dziesiątków lat usilnych starań władz komunistycznych, ciągle jest w Polsce wysoki. Wszędzie w cywilizowanym świecie poziom wymagań wobec kandydatów na studentów medycyny jest wysoki, wręcz wyśrubowany. Np. w Australii tylko maturzyści z wynikiem ponad 95% mają szanse na studia medyczne. Niedawno Prof. Marek Rudnicki, Visiting Professor w naszej uczelni, w wykładzie dla studentów opisał, jak wysokie progi trzeba pokonać, by wejść do elitarnego grona studentów medycyny w USA. To dość oczywiste, w końcu zdrowie jest najważniejsze. W latach, gdy studiowałem i jeszcze długo później medycynę można było studiować tylko w systemie studiów dziennych. Zresztą nikt sobie wówczas nie wyobrażał, by móc studiować medycynę w innym systemie. Dopiero stosunkowo niedawno wprowadzono system studiów „niestacjonarnych” (czytaj: płatnych). Początkowo ci studenci byli zbierani w osobne grupy, ale już od dość długiego czasu wymieszano studentów „dziennych” i „niestacjonarnych”. Nie studiują osobno, bo z organizacyjnych powodów nie jest to możliwe. Z perspektywy wieloletnich obserwacji jednoznacznie wynika, że poziom tej grupy studentów jest wyraźnie niższy niż pozostałych. Nie oznacza to oczywiście automatycznie, że wszyscy studenci studiujący w tym trybie są słabsi niż ich koledzy, ale średnia jest nieubłagana. Wynika to z prostego faktu, iż byli oni słabiej przygotowani do studiowania medycyny osiągając słabsze wyniki w egzaminach wstępnych lub ostatnio w czasie egzaminu dojrzałości.
Co z faktu dopuszczenia do studiów medycznych osób o słabszym przygotowaniu oznacza dla polskiej medycyny i szerzej, polskiego społeczeństwa? Może, skoro brakuje lekarzy, ta metoda zwiększenia dostępności do zawodu jest nieunikniona? Nie sądzę, by przyjęte zasady służyły interesowi społecznemu. Nie idzie przecież o ilość, ale o jakość. Efekty takich trudnych do pojęcia działań będziemy odczuwać przez dziesięciolecia.
Do napisania tych uwag skłoniła mnie informacja o limitach przyjęć zawarta w poniższej tabeli. Jak co roku te limity określa Minister Zdrowia. W niektórych uczelniach nawet ponad 30% studentów przyszłego pierwszego roku to studenci płacący za naukę! W naszej uczelni na 450 miejsc mamy do dyspozycji 130 miejsc płatnych. To musi nieuchronnie powodować równanie w dół. Ta polityka jest społecznie szkodliwa, a pozorna korzyść w postaci zastrzyku finansowego jest złudna.
Na koniec przytoczę uwagi, jakie słyszałem przed laty z ust mego przełożonego, Profesora Edmunda Rogali. Pod kierunkiem Profesora stawiałem swe pierwsze kroki w medycynie i internie. Często mawiał, by stawiać studentom wysokie wymagania, bo kiedyś w bliżej nieokreślonej przyszłości możemy trafić do nich, jako pacjenci. Profesor obserwując nas przez wiele lat mawiał także, że, gdyby w przyszłości miał znaleźć się w roli pacjenta, to chciałby, by jego lekarzem była dr Alicja Grzanka. Ala była zawsze i jest wzorem sumienności, dokładności, wiedzy i zaangażowania w pracy. Znakomita studentka, zwyciężczyni ogólnopolskiej konferencji Studenckich Kół Naukowych także, jako lekarz prezentowała (i tak jest nadal) najwyższy poziom merytoryczny i etyczny.

piątek, 13 sierpnia 2010

Niezależna opinia dotycząca podejrzenia o plagiat popełniony przez Rektora AM z Wrocławia - czy wreszcie koniec sprawy?

Rektor akademii popełnił plagiat

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

O byłym pracowniku uczelni

Hołowiecki Jerzy s. Kazimierza, ur. 8.05.1937 - Kontakt Operacyjny

niedziela, 8 sierpnia 2010

Szanowny Panie Prof. Pluskiewicz,

Od tego roku mam przyjemność spełnić swoje marzenie i rozpocząć studia medyczne. Wybrałem właśnie Wydział lekarski z oddziałem lekarsko-dentystycznym w Zabrzu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.
Dosyć nie dawno trafiłem na bloga, który Pan prowadzi, informujący o sprawach bieżących wyżej wymienionego wydziału. Napiszę krótko, zależy mi na dobrze napisanym LEP-ie. Wiem, że jeszcze nie zacząłem studiów i trudno jest mówić już teraz o tym egzaminie, ale wybór uczelni też ma jakiś na egzamin (Przynajmniej tak mi się wydaje). Słyszałem od studentów tego wydziału, że uczelnia w tym roku zaczęła działać w kierunku lepszego przygotowywania studentów do LEP-u. Czytając Pana blog mam wrażenie, ze nie jest obojętny Panu los tego wydziału, ale wydaje się Pan być obiektywny w ocenie. Ośmielam się więc prosić Profesora by, jeśli tylko znajdzie choć trochę czasu, odpisał krótko czy są szanse, że w Zabrzańskim wydziale Lekarskim będzie lepiej?
 
Z wyrazami szacunku,

Student kierunku Lekarskiego w Zabrzu



Ten list otrzymałem 29 lipca. Poniżej zamieszczam odpowiedź.

Jestem absolwentem wydziału zabrzańskiego. Ukończyłem go dość dawno, bo w 1982 roku. To był trudny czas stanu wojennego, gdy życie nie tylko uczelni, ale całego kraju zamarło. Ale ten smutny czas poprzedził wspaniały okres zrywu czasów „Solidarności”. Wolność dosłownie zalała kraj, a uczelnie były w awangardzie zmian na lepsze. Byłem wówczas, jesienią 1980 roku studentem V roku medycyny i wir rewolucyjnych zmian wciągnął mnie na dobre. Byłem jednym z założycieli Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Nie było łatwo pogodzić studia z intensywną działalnością w NZS-ie, ale to był niezapomniany okres dla wielu z nas. Tak naprawdę dopiero wtedy poznałem mą uczelnię, zrozumiałem co znaczy być studentem. Atmosfera była wspaniała, gdzieś zniknęły sztuczne bariery dzielące nas, studentów od kadry naukowo-dydaktycznej. W tych parunastu miesiącach „festiwalu” wolności bywałem także w innych wydziałach uczelni i muszę jednoznacznie stwierdzić, że to właśnie wydział w Zabrzu był centrum uczelni, tu była najlepsza atmosfera, tu działy się najważniejsze rzeczy. Wtedy zobaczyliśmy, że kolebka uczelni nadal jest miejscem dynamicznym, wiodącym.
Dlaczego, próbując odpowiedzieć młodemu człowiekowi, studentowi pierwszego roku, cofam się tak daleko w przeszłość? Czynię to jak najbardziej świadomie, gdyż nadal uważam Zabrze za kluczowe dla całej uczeni. I choć ostatnie lata nie napawają zbytnim optymizmem, czemu daję wyraz na blogu, to jestem absolutnie przekonany, że czasy świetności tu wrócą. Bo każda instytucja to przede wszystkim ludzie, to oni tworzą jej jakość. A ci są w Zabrzu i Bytomiu, są zaangażowani, otwarci. Dobrze wybrałeś, to ciągle jest niezłe miejsce do studiowania.
Co do LEP-u. To dobrze, że już dziś o tym myślisz, to dobry znak na przyszłość dla Ciebie. Podjęte ostatnio działania władz wydziału na pewno dadzą pozytywny efekt, ale wynik każdego zdającego to wypadkowa obiektywnych warunków oraz indywidualnej pracy studenta. Wierzę, że sobie poradzisz, ale czeka Cię 6 lat ciężkiej pracy.

Do zobaczenia na zajęciach

Pozdrawiam
Wojciech Pluskiewicz

czwartek, 5 sierpnia 2010

Hot news!

Dziś w Rektoracie odbyły się rozmowy dotyczące podwyżek płac w naszej uczelni. Brały w nich udział Pani Rektor Prof. dr hab. n. med. E. Małecka-Tendera, Kanclerz mgr B. Kuraszewska oraz przedstawiciele NSZZ „Solidarność” i Związku Nauczycielstwa Polskiego. O tej podwyżce słyszymy od wielu miesięcy, pracownicy uczelni czekają na poprawę swej sytuacji finansowej. Śledząc dotychczasowy bieg spraw (patrz strona internetowa NSZZ „Solidarność”) można było odnieść wrażenie, że do porozumienia na linii władze uczelni – związki zawodowe jest daleko, a stanowiska obu stron są całkowicie rozbieżne. Dzisiejsze rozmowy pokazały, że w zasadniczych kwestiach uzyskano porozumienie i podwyżka wreszcie stanie się faktem. Oczywiście, jest jeszcze sporo do zrobienia nim konkretne kwoty wpłyną na konta pracowników, ale najważniejsze iż ustalono zasady współpracy i teraz pozostają do opracowania kwestie szczegółowe.
To bardzo dobra wiadomość dla pracowników uczelni.

środa, 4 sierpnia 2010

Brud i brak mydła w katowickim szpitalu

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Podsumowanie lipca

W tym roku wcale nie miało być lata, roztaczano wizje katastroficznych zmian klimatycznych po wybuchu wulkanu na Islandii. Nic takiego nie nastąpiło, w lipcu wybuchło prawdziwie tropikalne lato. Temperatury ponad 35 stopni skutecznie zaburzają działalność człowieka. Trudno było zatem oczekiwać, by w tych okolicznościach duży ruch panował na blogu, tym bardziej, że sam przebywałem na urlopie. Niemniej liczba 160 wejść dziennie nie jest mała.
Duże zainteresowanie wzbudziła informacja o nowych zasadach podejmowania pracy dodatkowej w uczelni. Czytelnicy wyrazili swe zaniepokojenie tymi regulacjami w 9 komentarzach. Życie pokaże, jak to rozporządzenie będzie funkcjonować.
Znaczące zainteresowanie wywołał tekst dotyczący polskiej nauki, natomiast mniejsze zainteresowanie wzbudziła informacja o wynikach ostatniego konkursu na granty ministerialne. Niezły wynik pracowników naszej uczelni (choć nie wszystkich wydziałów) powinien, w mej ocenie, zwrócić większą uwagę Czytelników. Otrzymałem natomiast anonimowy komentarz do tego tekstu, w którym autor usiłuje zupełnie niepotrzebnie sprowadzać dyskusję prowadzoną pro publico bono na poziom wycieczek personalnych.
Sporo uwagi, biorąc pod uwagę liczbę komentarzy odwiedzających blog, zwrócił tekst o nadchodzących nowych regulacjach prawnych polskiej nauki. Oby tym razem kierunek zmian prowadził nas w kierunku zmian na lepsze. Pożyjemy, zobaczymy.

środa, 28 lipca 2010

Ważne informacje dotyczące polskich uczelni

23 lipca br. Senat RP poparł nowelę dotyczącą przepisów wprowadzających reformę nauki.

W odpowiednim czasie zamieszczę na blogu ich treść.

Senatorowie jednomyślnie poparli nowelizację. Ich zdaniem, ustawa, którą wcześniej uchwalił Sejm, nie budzi zastrzeżeń.

Nowelizacja wprowadza porządkujące zmiany o charakterze techniczno-legislacyjnym. Jej celem jest uwzględnienie w ustawie lustracyjnej konsekwencji związanych z nowymi przepisami ustaw reformujących system nauki. Koryguje podwójną numerację i wprowadza do katalogu osób pełniących funkcje publiczne dyrektora Narodowego Centrum Nauki, jego zastępców oraz zastępców dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. To oznacza, że będą musiały składać oświadczenia lustracyjne, a w przypadku stwierdzenia ich niezgodności z prawdą, osoby te zostaną pozbawione pełnionych przez nie funkcji publicznych.

Pakiet pięciu rządowych ustaw przyjętych przez Sejm w marcu - o zasadach finansowania nauki, o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, o Narodowym Centrum Nauki, o instytutach badawczych, o Polskiej Akademii Nauk - oraz poselskiej ustawy wprowadzającej przepisy przejściowe, zakładają m.in. decentralizację finansowania nauki i związanie jej z sektorem gospodarczym, powołanie Narodowego Centrum Nauki i likwidację najgorzej ocenianych jednostek naukowych.

Narodowe Centrum Nauki ma być instytucją, która w otwartych konkursach przyznawać będzie pieniądze na realizację przez naukowców najambitniejszych projektów w dziedzinie badań podstawowych (czyli badań teoretycznych). O granty na badania (w tym także zakup niezbędnej aparatury) będą się mogły ubiegać instytuty naukowe, zespoły badawcze i naukowcy prowadzący indywidualne projekty.

Narodowe Centrum Nauki ma działać od kolejnego roku akademickiego - 2010/11.

Najważniejszym jego organem będzie 24-osobowa Rada złożona z wybitnych uczonych. Rada przygotuje konkurs na dyrektora zarządzającego Centrum i będzie wraz z nim decydować o dyscyplinach, w których ogłaszane będą konkursy. Rada ma być wyłoniona do końca 2010 r.

Ustawy reformujące system polskiej nauki wejdą w życie 1 października 2010 r. NNO

poniedziałek, 26 lipca 2010

Podejrzenie o plagiat we Wrocławiu, niekończąca się historia...

Czy Andrzejak jest naprawdę niezbędny?

Plagiat na AM - gdzie wyniki rady?

sobota, 24 lipca 2010

W odpowiedzi na anonim Czytelnika

Do poniedziałkowego tekstu dotyczącego naukowych grantów ministerialnych nadszedł dziś anonimowy komentarz. W odpowiedzi słów kilka.
Blog jest forum służącemu komentowaniu zjawisk natury ogólnej. Nikomu nie zabieram głosu, nie zamykam nikomu ust, głosy krytyczne wobec każdego, mnie nie wyłączając, są publikowane (zatrzymuję tylko treści obraźliwe i niecenzuralne). Zachęcam do podpisywania się - w końcu prawdziwa cnota krytyk się nie boi…(I. Krasicki).
Nie prowadzę aktualnie żadnego grantu, przed paru laty aspirowałem o ich uzyskanie, ale gdy jeden z projektów został zatrzymany przez Panią Rektor Prof. dr hab. n. med. E. Małecką-Tenderę zrezygnowałem z tych starań. Był to projekt, który uzyskał dobre oceny recenzentów, ale nie uzyskał finansowania. Po wprowadzeniu korekt ponownie miał zostać wysłany na konkurs ministerialny, bez podania przyczyn Pani Rektor odmówiła jego podpisania. Termin minął, praca wielu ludzi została zmarnowana.
Należy pamiętać, że granty naukowe służą przede wszystkim prowadzeniu badań naukowych stanowiących podstawę tworzenia dobrych publikacji naukowych. Dopiero te ostatnie wpływają w istotny sposób na ranking uczelni. Od 2005 roku opublikowałem w czasopismach z Listy Filadelfijskiej 20 prac pełno tekstowych z łącznym współczynnikiem IF wynoszącym 48,570.

piątek, 23 lipca 2010

O uczelni przeczytane w lokalnej prasie

"To co się dzieje w szpitalu na Ceglanej to skandal"

poniedziałek, 19 lipca 2010

Granty w 39 konkursie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego

W ostatnich tygodniach przebywałem na urlopie, tylko okazjonalnie miałem dostęp do internetu. Udało mi się jednak spojrzeć na wyniki ostatniego, 39 konkursu ministerialnego na granty naukowe. Miła niespodzianka, pracownicy naszej uczelni uzyskali finansowanie 14 projektów. W zestawieniu z wynikami poprzednich edycji konkursów ministerialnych to znakomita wiadomość. 6 wniosków z Wydziału Lekarskiego w Katowicach, 5 z Wydziału Farmaceutycznego z Oddziałem Medycyny Laboratoryjnej oraz 3 wnioski z Wydziału Opieki Zdrowotnej uzyskało uznanie recenzentów.

Dość duża, w odniesieniu do poprzednich konkursów, była także liczba wniosków wynosząca 38.

Nie ma niestety projektów finansowanych z Wydziałów Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym w Zabrzu oraz Zdrowia Publicznego. 3 wnioski z Zabrza oraz 2 z Bytomia przepadły w postępowaniu konkursowym. Ta niepokojąca dysproporcja między wydziałami musi zastanawiać i martwić. Dlaczego pracownicy z Zabrza i Bytomia mają zerowe konto? To bardzo źle wróży tym wydziałom w perspektywie następnych lat; wszak cykl powstawania publikacji jest długi i można przewidywać, że dzisiejsza słabość wyrażająca się brakiem grantów odbije się zmniejszeniem dorobku naukowego.

Niebawem przedstawię wyniki innych uczelni medycznych.

poniedziałek, 12 lipca 2010

O pracy dodatkowej pracowników naszej uczelni

Niedawno na stronie uczelni ukazało się poniższe zarządzenie; chciałbym napisać parę zdań w tej sprawie.

Zarządzenie Nr 60/2010 z dnia 25.06.2010 r. Rektora Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach w sprawie: wprowadzenia Wniosku o uzyskanie zgody na dodatkowe zatrudnienie u więcej niż jednego dodatkowego pracodawcy lub prowadzenie działalności gospodarczej łącznie z jednym dodatkowym zatrudnieniem w ramach stosunku pracy.

Przypuszczam, że motywem powstania tego zarządzenia była chęć mobilizacji do lepszej (czytaj: efektywniejszej) pracy pracowników uczelni. To generalnie dobry kierunek, należy starać się tak kierować uczelnią, by jej efektywność była, jak największa. Zatem trudno a priori negować zamysł skłonienia nas do bardziej wytężonej pracy; końcowa ocena uczelni jest wypadkową pracy każdego z nas. Regulacje ustawowe pozwalają na pracę w tylko jednym dodatkowym miejscu pracy (poza uczelnią) bez zgody pracodawcy, czyli rektora.

Jak uczynić, by pracownicy dobrze pracowali? Należy stworzyć im dobre warunki pracy, zadbać o przyjazną atmosferę, dobrze wynagradzać. Niezbędna jest także umiejętność takiego kierowania instytucją przez jej lidera, by pracownik był partnerem, by dać mu maksymalnie dużą swobodę działania i pole do inicjatywy. O tych fundamentalnych zasadach sukcesu każdej instytucji, a uniwersytetu w szczególności, pisałem wielokrotnie.

Tylko zatem czy próba administracyjnej regulacji podjęta w w/w rozporządzeniu wychodzi naprzeciw oczekiwaniom społeczności akademickiej? Czy tędy droga? Czy w ten sposób pójdziemy do przodu?

Absolutnie nie - to kolejna próba objęcia nas siecią wszechobecnej biurokracji, przenosimy się coraz bardziej w Orwellowski świat, w którym „policja myśli” zabiera obywatelom resztki wolności i chęci do życia. Rozliczajmy z efektów; jeden podoła licznym obowiązkom i świetnie wywiąże się z pracy dydaktycznej publikując wiele artykułów naukowych, inny mając tylko obowiązki w uczelni nie będzie sobie radził. Zamiast pracować mamy wypełniać coraz to nowe, niepotrzebne nikomu wymagania.

Czego możemy się spodziewać w efekcie wprowadzenia tego rozporządzenia?

Niektórzy zrezygnują z pracy w uczelni, inni porzucą dodatkowe zatrudnienie (czy to automatycznie doprowadzi, że zaczną seryjnie pisać prace naukowe, bardzo wątpię), niektórzy znajdą alternatywne wyjście np. zawrą umowy cywilno-prawne zamiast umowy o pracę. Poza tym każda tego typu regulacja daje dodatkowe narzędzie nacisku na pracownika ze strony pracodawcy. Wiara w moc zarządzeń, podpisów, podań, list etc. jest najlepszą drogą do atrofii ludzkiej myśli i inicjatywy, a w efekcie końcowym – upadku firmy.

Dobry pracodawca (podobnie, jak dobre państwo) tak taki, którego pracownik prawie nie widzi, taki, który tylko z oddali monitoruje całość, a nie wprowadza metody „ręcznego sterowania”.

poniedziałek, 5 lipca 2010

Nauka polska z perspektywy światowej – parę słów o kongresie ECTS (European Cacified Tissue Society), 26-30.06.2010

Niedawno brałem udział w kolejnym, 36 kongresie ECTS. Te doroczne spotkania naukowe gromadzą tysiące badaczy z całego świata zajmujących się szeroko rozumianą tematyką dotyczącą gospodarki mineralnej człowieka. Spektrum tematyczne jest niezwykle szerokie, zaczynając od badań podstawowych, a kończąc na wynikach badań klinicznych. Każdy znajdzie tam coś dla siebie, w licznych sesjach plenarnych i prezentacjach plakatowych. Nie zamierzam relacjonować Czytelnikom bloga szczegółów dotyczących kongresu; mam ogólne uwagi dotyczące nauki. W Glasgow było sporo Polaków, większość spośród nich znam osobiście. Nie oznacza to, że nasz udział był automatycznie adekwatnie duży po względem merytorycznym. Tak, jak na innych kongresach międzynarodowych stanowimy tło dla liderów europejskiej i światowej nauki, czasem prezentujemy wyniki swych badań, ale niezmiernie rzadko zdarza się uzyskać możliwość prezentacji ustnej, nie mówiąc o wykładzie plenarnym czy prowadzeniu sesji.

Dlaczego, dwie dekady po przełomie w 1989 roku, nadal nasz wkład w naukę światową jest tak marny? Przyczyn jest wiele, na pierwszym miejscu wcale nie stawiam niskiego poziomu finansowania badań naukowych. Sądzę, że podstawowa przyczyna naszej słabości to brak reform strukturalnych systemu nauki polskiej. Tak, jak dawniej dominuje system feudalny, awans naukowy zależy w znaczącym stopniu od czynników pozamerytorycznych, a prawdziwe talenty naukowe się marnują, szybko odchodzą od realizowania badań naukowych widząc, że i tak ich słabsi koledzy umiejący wkraść się w łaski hegemona zawsze będą górą. Sam znam wiele takich przykładów, poczynając od odmowy przyznania etatu dla najlepszej studentki z mojego roku, by dać go przeciętnemu absolwentowi, synowi bardzo znanego profesora (był to rok 1982), a kończąc na rozproszeniu potencjału wielu świetnych młodych ludzi niegodzących się na dzisiejsze, mętne obowiązujące zasady w polskim życiu naukowym.

Patrząc realnie na podejmowane ostatnio próby reformy nauki polskiej niestety jestem pesymistą. Powodzenie tych działań zależy od paru kluczowych czynników: autentycznej chęci ze strony środowiska akademickiego (same deklaracje to za mało), zdolności świata polityki do zawarcia umowy ponad podziałami partyjnymi oraz na końcu realnego i dość szybkiego zwiększania nakładów na naukę. Ostatnie spory na linii Ministerstwo Nauki – Rektorzy wcale nie nastrajają optymistycznie. A w zrozumienie ze strony dysponentów budżetu, że bez nauki pozostaniemy zaściankiem Europy nie bardzo wierzę.

czwartek, 1 lipca 2010

Podsumowanie czerwca

Czerwiec to miesiąc przedwakacyjny, gdy nasze myśli błądzą gdzieś po południowych plażach, a skupienie na sprawach uczelni jest nieco mniejsze niż zwykle w czasie roku akademickiego. Do tego dochodzi sesja generująca dodatkowe obowiązki (notabene, całkowicie pomijane w rozliczeniu dydaktycznym - taka współczesna praca społeczna). Zatem nie należy oczekiwać, by takie forum, jak mój blog w tym gorącym czasie był zbyt często oblegany. Ale czerwiec 2010 roku to był okres sporego zainteresowania Czytelników. Zanotowałem prawie 250 wejść dziennie.

Za najciekawsze wydarzenia uznaję tekst zamieszczony 10 czerwca - był to krytyczny wobec mnie komentarz. Prawdziwa cnota krytyk się nie boi, tę wypowiedź zamieściłem, jako regularny post. Wzbudził on duże emocje, a spora liczba komentarzy daje wyraz skali zainteresowania.

Za ważne uznaję także informacje o próbie oszustwa w czasie posiedzenia RW w Katowicach, gdy Dziekan usiłowała zatuszować brak quorum. To niedopuszczalna sytuacja, ciekawe czy będą tego dalsze konsekwencje. Wiele banalnych zarzutów było podstawą kierowania spraw do Rzecznika Dyscyplinarnego, ta próba nie była błahostką, poczyniła ją ważna osoba władz uczelni, w dodatku w obecności Pani Rektor.

Pożyjemy, zobaczymy.

Sporym zainteresowaniem cieszyły się relacje z posiedzeń RW w Zabrzu oraz tekst o zaufaniu w uczelni. Pod koniec miesiąca z uwagą czytano informacje o działaniach dyrektora SK-1 dr med. A. Drybańskiego; destrukcja w pełnej krasie, widać tego oczekują władze uczelni od dyrektora tego szpitala skoro brak jakiejkolwiek reakcji…

Nie zawieszam blogu na czas lata, ale liczba tekstów będzie mniejsza, tym bardziej, że w lipcu przebywam na urlopie.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Z życia Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu

Dziś parę słów o pozornie błahym problemie. Idzie o decyzję dyrektora szpitala dr med. A. Drybańskiego likwidującą punkt gastronomiczny znajdujący się w budynku Pediatrii. To miejsce funkcjonowało wiele lat, służyło głównie małym pacjentom i odwiedzającym je osobom. Niebawem ma zacząć funkcjonować kawiarnia w budynku Izby Przyjęć, ale trudno uznać dotąd istniejący barek za konkurencję. Budynek nie jest połączony z Izbą Przyjęć zatem jego likwidacja oznacza w praktyce brak dostępu do jakiegokolwiek punktu gastronomicznego dla chorych dzieci. Kilkaset osób podpisało protest w tej sprawie. Bezskutecznie.

Co Czytelnicy sądzą o postępowaniu dyrektora?

Poniżej przedstawiam dokumenty w tej sprawie.

Pismo 1
Pismo 2
Pismo 3

czwartek, 24 czerwca 2010

Densytometr

Po raz pierwszy poruszam na blogu sprawę densytometru, urządzenia do badania szkieletu. Historia jest bardzo długa, ale skupię się tylko na ostatnim okresie. Dla wiadomości Czytelników, którzy przecież nie muszą posiadać wiedzy o tego typu maszynach informuję, że densytometr służy do pomiarów masy kostnej u pacjentów z różnymi schorzeniami. Jest to podstawowe narzędzie badawcze np. u pacjentów z powszechną chorobą cywilizacyjną jaką jest osteoporoza. Wykorzystanie densytometru daje także ogromne możliwości badawcze. Densytometr, o którym piszę został zakupiony przez moją uczelnię z przeznaczeniem do badan naukowych. Jest to nowoczesny sprzęt umożliwiający wszechstronny rozwój badawczy.

Jego koszt to 216.000 zł.

Przetarg został rozstrzygnięty pod koniec ubiegłego roku, następnie służby techniczne szpitala wykonały prace przygotowujące pomieszczenie pracowni, a na początku marca przedstawiciel dystrybutora dokonał montażu urządzenia oraz przeszkolił techniczkę. W celu jak najszybszego uruchomienia pracowni densytometrycznej bezpośrednio po zakończeniu montażu zwróciłem się do dyrektora Szpitala Klinicznego nr 1 z pismem, w którym sformułowałem wiele szczegółowych pytań organizacyjnych. Niestety, nie otrzymałem odpowiedzi. Formułowałem zatem następne pisma, zawiadamiając o sprawie Prof. W. Grzeszczaka, kierownika Katedry, Dziekana Prof. W. Króla, Rektor uczelni Prof. E. Małecką-Tenderę oraz Prorektora ds. Nauki Prof. J. Duławę. Odbyłem także rozmowę z Prorektorem ds. Klinicznych Prof. P. Jałowieckim. Zawiadomiłem także NFZ, gdyż wygasła w międzyczasie umowa na badania densytometryczne z pracownią w Katowicach dla pacjentów Poradni Chorób Metabolicznych w Zabrzu. Całą korespondencję w chronologicznej kolejności przedstawiam poniżej. Publikuję także protokół przekazania aparatu do użytku z 4.03.2010.

Z powodu konieczności wykonywania badań densytometrycznych u moich pacjentów, wobec całkowitego lekceważenia ich prawa do opieki lekarskiej, na początku czerwca, 3 miesiące od instancji aparatu zacząłem wysyłać pacjentów do gabinetu Dyrektora SK-1 ze skierowaniami na wykonanie badań.

Po rozmowie z Prof. P. Jałowieckim, który obiecał po rozmowie z Dyrektorem, że w ciągu dwóch tygodni pracownia ruszy uzbroiłem się w cierpliwość. Niestety, densytometr nadal jest nieczynny. Od 23 czerwca pacjentów kieruję do Dyrektora SK-1 odpowiedzialnego bezpośrednio za zapewnienie dostępności do densytometrii dla moich chorych.

Może pacjenci coś wskórają?

Cała ta skandaliczna historia ma wiele aspektów:

  • Marnuje się publiczne środki
  • Blokuje się badania naukowe
  • Naraża się zdrowie pacjentów poradni, którzy są pozbawieni możliwości wykonywania badań densytometrycznych
  • Uniemożliwia się pacjentom hospitalizowanym w SK-1 przeprowadzanie badań densytometrycznych
  • Misja systemu opieki zdrowotnej nie jest realizowana
  • Biegnie gwarancja aparatu

Jest także szerszy problem; samodzielności dyrektorów szpitali klinicznych w zarządzaniu szpitalami. Szpital akademicki to nie jest zwykły szpital; realizuje się w nim, obok leczenia chorych, dydaktykę oraz są prowadzone badania naukowe. Dyrektorów, jako organ założycielski, powołuje Rektor uczelni. Zatem do Rektora należy nadzór nad działaniami dyrektorów, zawiadamiając Panią Rektor Prof. E. Małecką-Tenderę liczyłem na pomoc w tej skandalicznej sprawie. Czy dyrektor może sabotować pracę naukową, zaburzać proces dydaktyczny i utrudniać prowadzenie terapii?

4. marca 2010 r.
Protokół przekazania densytometru


4. marca 2010 r.
Pismo do dyrektora Drybańskiego ws. densytometru


22. marca 2010 r.
Prośba o odpowiedź na pismo z dnia 4. marca


13. kwietnia 2010 r.
Prośba o odpowiedź na pismo z dnia 4. marca


20. kwietnia 2010 r.
Ponowna prośba o odpowiedź na pismo z dnia 4. marca


10. maja 2010 r.
Pismo Prorektora ds. Nauki do dyrektora Drybańskiego


10. maja 2010 r.
Pismo Prorektora ds. Nauki do mnie


12. maja 2010 r.
Pismo do dyrektora Drybańskiego informujące o wygaśnięciu umowy ze Śląskim Centrum Osteoporozy


17. maja 2010 r.
Pismo dyrektora Drybańskiego do Prorektora ds. Nauki (1. strona)

Pismo dyrektora Drybańskiego do Prorektora ds. Nauki (2. strona)

1. czerwca 2010 r.
Pismo do dyrektora Drybańskiego z prośbą wskazania pracowni densytometrycznej, do której należy wysyłać pacjentów


4. czerwca 2010 r.
Odpowiedź dyrektora Drybańskiego na pismo z dnia 1. czerwca

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Przytaczam dokumenty dotyczące sprawy podejrzenia o plagiat Rektora Andrzejaka z Wrocławia.
Oprócz samego meritum, zdumiewa także metoda, jaką zastosowano. Jak jest możliwa bezstronna ocena w macierzystej uczelni? To z założenia poddaje w wątpliwość jakość postępowania, w mojej ocenie należało nowy proces habilitacyjny pzreprowadzić w innej uczelni. Ale takie w Polsce mamy zwyczaje, niestety. A na marginesie, to po co w ogóle "nowa habilitacja"? Po prostu trzeba rzetelnie sprawdzić czy był plagiat i szybko zamknąć tę smutną i skandaliczną historię.

Upubliczniona dokumentacja w sprawie przewodu habilitacyjnego

piątek, 18 czerwca 2010

Hot news

Jeden z Czytelników wysłał mi dziś poniższy komentarz przytaczając moje własne zdania. Niestety nie wiem dlaczego nadal obiekt stoi nieczynny, w postępowaniu konkursowym ta kwestia była poruszana i wszystkim zależało by zakończyć tę nienormalną sytuację. Niemniej członkowie komisji nie rozumieli przyczyn stanu faktycznego. Zatem, choć może powinienem wiedzieć więcej, mój udział w pracach komisji nie zmienił mej wiedzy. Jedno jest pewne, impas trwa nadal.

Cytat z dnia 1 marca 2010:

"Obiekt w Rokitnicy stoi gotów do spełniania swej misji od dawna. Ta skandaliczna sytuacja wymaga szybkich decyzji, w myśl dobrze rozumianego interesu publicznego oraz, jak to celnie spuentował jeden z komentujących, do rozważenia jest także podjęcie odpowiednich kroków prawnych w celu wyjaśnienia jak jest możliwe takie marnotrawstwo grosza publicznego. Liczba i temperatura komentarzy była wysoka, brak zgody na taki stan rzeczy był powszechny.

Będę relacjonował dalszy bieg tej bulwersującej sprawy. "

Czy możemy więc liczyć na to, że Pan Profesor ze względu na udział w pracach komisji naświetli tę sprawę? Wczorajsza sytuacja na Radzie Wydziału pokazała, że nikt nic nie wie i w najlepsze kwitnie "spychactwo" problemów...

czwartek, 17 czerwca 2010

Z życia Wydziału Zabrzańskiego

Dziś odbyło się ostatnie przed wakacjami posiedzenie Rady Wydziału. Trwało jak zwykle długo, bo 6 godzin. Parę spostrzeżeń; na początku zwróciłem się do Dziekana Prof. dr hab. W. Króla z wnioskiem, by do programu posiedzenia włączyć głosowanie dotyczące wyników postępowania konkursowego w sprawie wyboru kierownika Katedry i Kliniki Chirurgii Dziecięcej, Traumatologii i Wad Rozwojowych. Ta komisja obradowała przed paru miesiącami, a jej wynik, zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, pozwala na kontynuowanie procedury (pisałem o tym na blogu, treść orzeczenia także była publikowana). Zaapelowałem, by przed końcem roku akademickiego zakończyć tą kompromitującą sprawę; niestety Dziekan zasłaniając się opinią prawników uczelnianych odmówił wniesienia tej sprawy na posiedzenie. Przy tym padały także argumenty pozamerytoryczne, nie mające nic wspólnego z problemem. Dziekan posunął się nawet do groźby pod moim adresem…
Impas trwa, prawo nie jest przestrzegane, akademickość w naszej uczelni jest na dnie…

Warto zauważyć, że odbyła się długa dyskusja dotycząca wyników postępowania konkursowego w sprawie wyłonienia kandydata na kierownika Katedry Farmakologii. Komisja w głosowaniu tajnym wskazała na Prof. T. Krzemińskiego (uzyskał 4 głosy, a jego kontrkandydat Prof. P. Nowak otrzymał 2 głosy poparcia). Dyskusja, choć jej potrzeby nie sposób negować, nie była w pełni merytoryczna, zamiast argumentów zbyt wiele było emocji i pozamerytorycznych uwag. Groźby, pomówienia, aluzje osobiste i połajanki doprawdy nie tworzą atmosfery do twórczej wymiany poglądów. RW zagłosowała 52 do 48 przeciw zatwierdzeniu wyniku komisji konkursowej. Teraz głos należy do Senatu, głosowanie w tej sprawie odbędzie się jeszcze w czerwcu.

RW przyjęła wniosek, w którym zwracamy się do Pani Rektor Prof. E. Małeckiej-Tendery z prośbą o precyzyjne określenie zasad rozliczania godzin dydaktycznych, które nie mogły odbyć z powodu godzin rektorskich. Liczymy na ostateczne rozstrzygnięcia tej kwestii.

środa, 16 czerwca 2010

Tajwan, a polskie uczelnie medyczne

HANIA'S BLOG: Na Tajwanie wraca sprawa polskich uczelni medycznych

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Uczelnia w obiektywie: Opuszczony i zaniedbany obiekt w Katowicach-Ligocie

To chyba ostatnie zdjęcie z tego cyklu. Przedstawia budynek, w którym niegdyś znajdowała się Klinika Endokrynologii Dziecięcej. Dziś znajduje się w opłakanym stanie, ruina. Jak jest możliwe by miało miejsce takie marnotrawstwo dobra publicznego?

rotunda od przodu

rotunda od tyłu

ściana rotundy

piątek, 11 czerwca 2010

O posiedzeniu Rady Wydziału w Zabrzu

Wczorajsze posiedzenie odbyło się w iście „afrykańskiej” temperaturze, tylko niektórzy panowie wytrzymali w garniturach i/lub krawatach do końca. Gdyby tak założyć klimatyzację…

Odbyło się bardzo dobre kolokwium habilitacyjne dr Oskara Kowalskiego; nawet dla osób całkowicie niezwiązanych z kardiologią oczywista była kompetencja habilitanta. Gratulacje!

Z ważnych spraw warto wspomnieć o dyskusji nad regulaminem dotyczącym procedury konkursowej dla kandydatów na stanowiska kierowników katedr i zakładów. Wprowadzono poprawki; np. wynik postępowania będzie oznajmiany kandydatowi (om) bezpośrednio po zakończeniu konkursu (tego zapisu w projekcie nie było), a protokół będą podpisywali wszyscy członkowie komisji, a nie tylko, jak proponowano w projekcie, dziekan i protokolant. Ważne jest także, że przed podjęciem decyzji Rady Wydziału odnośnie zwycięskiego kandydata będę przedstawiane szczegóły dotyczące jego wizji, jako potencjalnego kierownika jednostki. Ten zapis powinien pomóc RW w podejmowaniu prawidłowych wyborów personalnych.

Za tydzień ostatnie spotkanie w tym roku akademickim, oby w nieco bardziej sprzyjającej aurze.

czwartek, 10 czerwca 2010

Hot news! Publikuję poniżej komentarz, który właśnie otrzymałem.

Nowy komentarz do posta "Podsumowanie maja" dodany przez Anonimowy :

Czy zastanawiał się Pan kiedykolwiek w jakim świetle opisuje Pan Uczelnię>? A przecież sam Pan kończył ten Uniwersytet, przepraszam Wcześniej to była Akademia Medyczna , był Pan studentem, a może zapomniał Pan już jak to jest być studentem?

Przedstawianie uczelni w takim świetle, oczywiście z pańskiej perspektywy wcale nie jest obiektywne, moim zdaniem, przez te wypisywanie informacji na blogu próbuj Pan się w jakiś sposób dowartościować i odegrać na uczelni.

Wypisywanie tych wszystkich informacji-relacji, umacnia Pana w przekonaniu że może wpłynie na jakiegoś studenta, który w najgorszym wypadku pomyśli że tak może być naprawdę, ponieważ stwierdzi że jeżeli Pan Profesor, który wykłada na tej uczelni wypisuje takie rzeczy , to może być faktycznie prawda.
Apeluje do studentów żeby otworzyli szeroko oczy i przejrzeli że ranga tytułu wcale nie umacnia nas do tego żeby mieć do takiej osoby 100% zaufania i wieżyc w jej każde słowo. Ponieważ prawo do oceny mamy jedynie wtedy, jak sami poznamy sprawę, nabierzemy do niej dystansu i przeanalizujemy jej każdy krok. Nie warto budować swojego zdania na czyjeś opinii, która może wypływa z chęci odegrania się bądź wypływającego żalu.

A studenci którzy narzekają i myślą że nasz uczelnia to jeden wielki chaos , to proszę was spójrzcie na siebie , jak Wy sami potraficie zarządzać swoim życiem i nie oceniajcie czegoś co poznaliście powierzchownie, bądź na podstawie jednej sytuacji i czyjeś opinii.
Myślicie że są osoby, które lepiej by to zrobiły>? Tak właśnie mówią ci którzy nie maja o Tym zielonego pojęcia, i są mocni tylko w "gadce" .

Odnośnie jednego komentarza :

"Ciekawe co pozwala pani rektor utwierdzać się w przekonaniu, że jest wielka i wspaniała. Oraz, że uzdrawia uczelnię i przywraca jej dawną świetność, chociaż wszystkie niezależne rankingi i oceny wypadają dla nas jak najgorzej.W przemówieniach inauguracyjnych po prostu nie ma czym się pochwalić...."

Jak wiadomo nie odrazu Kraków zbudowano, i do CZEGOŚ dochodzi się małymi krokami, ale skutecznie i procentująco na przyszłość. Podejmując nieprzemyślane decyzję można jedynie zaszkodzić. Jak wiadomo wszystkim pracownikom uczelni jak i studentom naszego Uniwersytetu , Pani Rektor słynie z dokładnie przemyślanych kroków i decyzji. Za które bardzo dziękujemy i liczymy na takie zaangażowanie do końca, oby Pani Rektor sił starczyło! I to jest przykład odpowiedniej osoby na odpowiednim miejscu.

Wczytując się głębiej w bloga, widzę ze dużo poświęcił Pan sprawie dochodów Pani Kanclerz czy też jej samej osoby i pracy.
Może warto spojrzeć na to z innej strony, że zarządzanie tak wielką Uczelnią wymaga naprawdę konkretnej osoby, osoby która będzie potrafiła to wszystko ogarnąć i umocnić pozycję.
Nie jest to łatwa sprawa, i każdemu może się wydawać że było kto, byle jaki specjalista da temu radę, otóż tak nam się tylko wydaje....
Każda praca niesie ze sobą osiągnięte sukcesy jak i porażki, ale bez tych drugich nie mielibyśmy możliwości uczyć się na błędach, spojrzenia na to z innej strony , zdobycia doświadczenia na przyszłość.
Może warto spojrzeć na taka osobę, jak wiele ona musi poświecić, ile ta osoba nam daje z siebie, a co niektórzy oceniają ja tylko z jakiś wypatrzonych w ich oczach potknięć.
Myślę że nie jedna osoba na miejscu Pani Kanclerz skapitulowałaby po paru dniach pracy, ponieważ do ogarnięcia tego wszystkiego to trzeba mieć " jaja" i Pani Kanclerz je MA ! I Dała nam niejednokrotnie tego przykład.

Może warto spojrzeć na wszystko z innej perspektywy, otworzyć się na nowość, nie wrócimy do PRL-u, ten czas minął! Przed nami nowe horyzonty i dla każdego jest to krok w nowość, tylko trzeba do umiejętnie wykonać i iść dalej!
Pani Rektor i Kanclerz wykonały ten krok, i idą dalej.
Chyle czoło przed taka władzą! Dziękuje że nie stoimy w miejscu, że nie cofamy się, tylko idziemy na przód ! A efekty tych kroków widać z dnia na dzień.

środa, 9 czerwca 2010

Czy naprawdę zbliża się rozstrzygnięcie w sprawie zarzutów stawianych Rektorowi R. Andrzejakowi?

Praca habilitacyjna rektora AM do ponownej kontroli