Apel o pomoc dla naszego Kolegi Doktora Romana Kuźniewicza

https://www.siepomaga.pl/roman-kuzniewicz

środa, 9 listopada 2016

Czy prowadzenie badań naukowych szkodzi lekarzom?

Od dawna do różnych tekstów na blogu napływają komentarze Czytelników dotyczące obszaru badań naukowych. Z reguły wyrażają one negatywne stanowisko wobec nauki w ogóle, a jako kierunek wart wysiłku uznaje się pracę zawodową. W ten sposób przeciwstawia się naukę i pracę czysto lekarską. Wiele osób wręcz uznaje wysiłek związany z pracą naukową za pozbawiony sensu, a czas poświęcony na prowadzenie badań za czas stracony. Muszę przyznać, że te opinie od "zawsze" bardzo mnie dziwiły, a nawet bulwersowały. Dlaczego nauka ma szkodzić lekarzowi, czy prowadzenia badań istotnie jest pozbawione sensu? Przecież cały postęp medycyny wynika z pracy naukowej całych pokoleń ludzi. Zgromadzona wiedza lekarska wykuwała się przez setki lat w oparciu o obserwacje naukowe. Jak zatem można uznać, że nauka szkodzi lekarzowi-praktykowi? Czym mielibyśmy badać pacjentów? Tylko okiem i uchem? A leki? jakie mielibyśmy przepisywać pacjentom gdyby nie badania naukowe?

Warto poszukać odpowiedzi na poniższe pytania:

* Skąd bierze się taka niechęć do nauki?
* Dlaczego ten obszar jest tak źle postrzegany?
* Może to system funkcjonowania nauki, tej którą znamy jest zły?

Liczę na komentarze Czytelników tej ważnej sprawie.

czwartek, 27 października 2016

W odpowiedzi na komentarz Czytelnika bloga

"Wyniki ankiety z 30 września"
1 komentarz - Pokaż oryginalnego posta
1 – 1 z 1
Anonimowy Anonimowy pisze...
Wiem, Panie Profesorze, że Pańska aktywność na tym blogu dot. tematyki naszej uczelni nie jest mile widziana przez władze. Rządzący nie lubią krytyki, w szczególności jeśli jest ona ze wszech miar słuszna. Spodziewam się też, że ma Pan (lub miał) naciski sugerujące zaprzestanie takiej aktywności. Prawda jest jednak taka, że właśnie sprawy
uczelni przyciągają tutaj wszystkich. Również o naszych sprawach dyskutuje najwięcej osób. Ale jest regres, ludzie przestają wierzyć w zmiany na lepsze. Maleje nadzieja na to, że ten blog coś zmieni. W moim odczuciu jest Pan ideowcem, Judymem, który pragnie budować podczas, gdy inni wolą rozlany goły beton. W pojedynkę nic się nie wskóra, ale jak dobrze, że Pan jest. I ten blog niech trwa, dopóki istnieje uczelnia.

W odpowiedzi na powyższy komentarz informuję Czytelników bloga, że nigdy nie wywierano na mnie presji bym zaniechał prowadzenia bloga. Gdy przegrałem wybory rektorskie w 2012 roku nosiłem się z zamiarem by zakończyć prowadzenie bloga, ale dotarły do mnie liczne głosy nawołujące do kontynuowania tej aktywności. I choć nie kandydowałem więcej w wyborach uczelnianych na stanowiska jednoosobowe lub do Senatu i nie posiadam takiej wiedzy o bieżących sprawach akademickich ciągle znajduje się liczne osoby odwiedzające mą stronę.
Dziękuję za wsparcie i nadsyłanie komentarzy.

niedziela, 23 października 2016

Wyniki ankiety z 30 września

Z tygodniowym opóźnieniem publikuję wyniki ankiety z 30 września. Tak jak przypuszczałem najwięcej respondentów podziela mój pogląd, że władzom uczelni tak naprawdę nie zależy na wprowadzeniu skutecznego systemu oceny poziomu dydaktyki. Musi także zastanawiać fakt, iż blisko połowa osób, które wypełniły ankietę uważa, że także pracownicy uczelni nie są zainteresowani takim systemem. Nieco dziwią mnie obawy studentów o zachowanie anonimowości.

I na końcu inny dowód na kryzys uczelni. Ankietę dostępną przez okres ponad dwóch tygodni wypełniło zaledwie 31 osób a blog odwiedza dziennie około 70-80 osób co pokazuje, iż sprawy akademickie interesują niewiele osób.

wyniki ankiety

niedziela, 16 października 2016

"Wołyń"

Chyba dotąd tylko raz zdarzyło mi się zamieścić na blogu tekst o obrazie filmowym. Dziś chciałbym parę słów napisać o filmie "Wołyń".

To nie jest łatwe kino, niemniej "Wołyń" - moim przekonaniu - wejdzie do kanonu polskiego filmu. Wydarzenia z 1943 roku w tej części okupowanej Polski z pewnością zasługują na najwyższą uwagę. Skala ludobójstwa, które kosztowało życie około 100.000 osób poraża. Nie można tego faktu pominąć, przejść obok niego obojętnie. W dobrze, szeroko rozumianym interesie społecznym jest znajomość faktów historycznych, szczególnie tych relatywnie niedawnych i tych, które rzutują także na nasze bieżące życie. A tragedia wołyńska miała miejsce przed 73 lat, żyje jeszcze sporo osób pamiętających te wydarzenia. Jeśli chcemy właściwie odczytywać bieżące wydarzenia musimy umieć odnosić je do faktów z przeszłości tak by dzisiejsze oraz przyszłe polskie losy mogły być inaczej kształtowane.

"Wołyń" nie jest obrazem propagandowym, nie jest także tylko zbiorem brutalnych scen. Autorzy pokazali tragiczne losy mieszkańców wschodnich rubieży Rzeczpospolitej tworząc fabułę typowo filmową. Film rozpoczyna się krótko przed wybuchem II wojny światowej, potem losy bohaterów kształtuje kampania wrześniowa, okupacja sowiecka, której okrutne oblicze zastępuje niemniej brutalne panowanie Niemców. Ciągle w tle obecne są relacje polsko-ukraińskie, tak te będące wyrazem wzajemnej niechęci jak i zwykłe relacje sąsiedzkie. Nie ma w nich wrogości, jest chwila na zabawę i pracę. Dopiero później rozwija się wiodący wątek narastającego traktowania Polski i Polaków, jako śmiertelnych wrogów.

Sądzę, że należy znać historię, prawdziwą "Nauczycielkę" życia. I dlatego film "Wołyń" należy zobaczyć.

czwartek, 13 października 2016

O zabrzańskim życiu akademickim

Dziś odbyło się kolejne posiedzenie Rady Wydziału w tym roku akademickim. Nie trwało zbyt długo bo spraw do załatwienia nie było zbyt wiele. Na początku zabrałem głos w ważnej - w mojej opinii - sprawie dotyczącej tego gremium. Posiedzenia RW odbywają się co miesiąc i w roku akademickim jest ich zwykle 9-10. Zapadają na nich ważne decyzje personalne jak i te dotyczące spraw wydziału. Zatem oczywiste jest, że RW to ważne forum a uczestnictwo w posiedzeniach RW to nie tylko obowiązek ale i warunek aktywnego udziału w życiu uczelni. Zwróciłem uwagę, że część członków RW w zasadzie prawie nigdy się nie pojawia na jej posiedzeniach. A to jest nasz absolutny obowiązek. Albo traktujemy uczelnię i naszą pracę priorytetowo albo inne sprawy są dla nas ważniejsze. Można zaakceptować nieobecność w przypadku prowadzenia zajęć dydaktycznych, wyjazdu na konferencję naukową lub choroby czy urlopu. W zasadzie wszystkie inne sprawy muszą zejść na dalszy plan. Fakt pełnienia funkcji publicznych, piastowania urzędów, pełnienia funkcji kierowniczych etc. nie może kolidować z obowiązkami w podstawowym miejscu pracy.

No, cóż, a może praca w uczelni niektóry z nas przeszkadza w innych działaniach? To pośredni dowód przemawiający za kryzysem nazwijmy to "akademickości".
Czy uczelnia to priorytet czy dodatek do innych aktywności?
Praca w uczelni to zaszczyt ale i obowiązek wobec społeczeństwa. Jak mamy stanowić elitę społeczną skoro sami deprecjonujemy naszą Alma Mater. Nie da się pogodzić szczytnych deklaracji jakie nieraz padają z ust notorycznie nieobecnych osób z brakiem poszanowania elementarnych zasad i lekceważeniem obowiązków. Trudno oczekiwać wysokiej pozycji nauki i szkół wyższych w ogóle gdy my, pracownicy uczelni łamiemy elementarne reguły gry i nie szanujemy siebie nawzajem.

Dziekan Prof. M. Misiołek stwierdził, że podejmie stosowne kroki w kwestii nieobecności członków RW.

piątek, 30 września 2016

O dydaktyce

Czwartkowe posiedzenie Rady Wydziału z Zabrzu było pierwszym w nowym roku akademickim. Zawsze pierwsze posiedzenie po wakacjach przypomina mi nieco początek roku szkolnego, witamy się po dłuższej przerwie jak niegdyś witaliśmy kolegów z ławy szkolnej.

Jak zwykle było wiele ważnych spraw, szczególnie, że rusza nowa kadencja i wybieraliśmy nowe komisje wydziałowe. Dla mnie istotne było sprawozdanie wydziałowej komisji oceniającej jakość dydaktyki. Ta ocena opiera na ocenie specjalnej komisji oraz wynikach ankiet studenckich. Zawsze uważałem, że te ostatnie powinny być kluczowym elementem. Tak się niestety nie dzieje, gdyż liczba studentów, którzy w minionym roku akademickim wypełnili ankiety wyniosła zaledwie 7,65%! Okazuje się, że studenci mają dostęp do systemu tylko JEDEN raz w semestrze. Wątpię by można sensownie dokonać oceny dotyczącej wszystkich dydaktyków, z którymi dany student miał zajęcia przy okazji zbiorowej oceny semestralnej. Trudno tak niewielką liczbę oceny uznać za miarodajną i reprezentatywną.

Tak jest od lat, pisałem o tym wielokrotnie, zwracałem się do Pani Rektor Prof. E. Małeckiej-Tendery w czasie, gdy byłem członkiem Senatu, że system ankietowania jest źle zorganizowany i wymaga gruntownych zmian. Zawsze padała odpowiedź, że system musi się „dotrzeć” i z czasem liczba ocen studenckich wzrośnie.

Mam w tej kwestii własne zdanie, ale nie chciałbym jego już dziś prezentować. Proszę o odpowiedzi na poniższą ankietę, zaznaczając dowolną ilość odpowiedzi.

17.10 podam jej wyniki wraz własnym komentarzem.

środa, 28 września 2016

Uwagi o polskim życiu akademickim

Czy minister nauki zaliczy nowy rok akademicki ?

niedziela, 25 września 2016

Wyniki ankiety

Przedstawiam wyniki ankiety dotyczącej reformy polskiego systemu uniwersyteckiego. Interpretację pozostawiam Czytelnikom niemniej pozwolę sobie na parę uwag. Generalnie, panuje zgoda, iż obszar szkolnictwa wyższego jest ważny dla państwa, jako całości. Także ocena znaczenia warunków, jakie powinny być spełnione by można rzeczywiście dokonać skoku jakościowego jest dość spójna. Mimo takich wyników ankiety niepokoi niewielka liczba respondentów; czyżby pozostali Czytelnicy bloga nie interesowali się tymi zagadnieniami?

Doniesienia o nauce światowej

Cut-throat academia leads to 'natural selection of bad science', claims study

środa, 21 września 2016

Parę uwag o polskim życiu uniwersyteckim

Świadomość, że stan polskiego szkolnictwa wyższego i polskiej nauki jest daleki od oczekiwań społecznych jest coraz bardziej powszechna. Ostatnie ćwierćwiecze nie przyniosło pożądanych zmian, pisałem o tych problemach wielokrotnie. Aktualna władza, a konkretnie Minister J. Gowin przedstawia plany dalekosiężnych reform. Trudno dziś o nich dyskutować, poczekajmy na efekty.
Ale już dziś warto zastanowić się na pewnymi bieżącymi wydarzeniami. Skupię się na życiu mojej uczelni, gdyż tu moja wiedza pozwala na sformułowanie spostrzeżeń i wniosków. Zgodnie z informacjami docierającymi z innych, polskich uczelni medycznych można pokusić się na tezę, że obraz jednej uczelni w tej branży w przybliżeniu odzwierciedla stan całego polskiego szkolnictwa medycznego szczebla uniwersyteckiego. Trudno byłoby poniższe uwagi wprost odnosić do innych typów uczelni np. politechnik czy uczelni ekonomicznych albo uniwersytetów.
Jak dziś wygląda życie przeciętnej polskiej uczelni medycznej? Perspektywa jest różna w zależności od zajmowanego stanowiska, trudno mi byłoby wypowiadać się w imieniu studentów (liczę na ich uwagi i komentarze). Pracownik naukowo-dydaktyczny, a takich jest większość ma coraz większe pensum dydaktyczne. Nie tak dawno było to 180-210 godzin na rok akademicki, dziś jest 240 z możliwością wzrostu o 1/4. Ale te średnie obciążenia wcale nie pokazują jak jest w praktyce; liczba godzin bywa znacznie wyższa i znam osoby (także profesorów), które wypracowują nawet ponad 500 godzin!
• Czy można uwierzyć, że przy tak dużej liczbie zajęć poziom jest odpowiednio wysoki?
Kolejna kwestia to wielkość grup studenckich. Liczność grup ćwiczeniowych i seminaryjnych systematycznie rośnie, a ostatnie decyzje Senatu naszej uczelni zwiększyły liczbę studentów na jedną grupę dziekańską. Niby obciążenie dydaktyczne mierzone liczbą godzin zostało na niezmienionym poziomie, ale czy ktoś rozsądny mógłby sądzić, że poziom dydaktyczny się nie obniży? Skoro asystent będzie miał mniej czasu na statystycznego studenta to mniej go nauczy. Nie można także zapomnieć, że obiekty uczelniane nie są z gumy, ilość mikroskopów czy innych używanych urządzeń, liczba pacjentów nie zmienia się. Dążymy do poprawy jakości, patrzymy na wyniki LEP-u, ale zgadzamy się na nieuchronny trend anty-dydaktyczny. Co więcej, Ministerstwo narzuciło uczelniom medycznym zwiększenie liczby przyjmowanych studentów medycyny o 15%. Można zrozumieć potrzeby społeczne, bo lekarzy brakuje, ale by je zrealizować trzeba stworzyć warunki materialne i zwiększyć finansowanie. Skoro za te same środki mamy szkolić zwiększoną liczbę studentów to takie działania należy traktować, jako antyspołeczne i pozorowane.
• Po co nam rzesza słabo wyszkolonych młodych lekarzy?
I drugi podstawowy obszar naszej działalności, czyli nauka. Tu oczekiwania i wymagania są bodaj jeszcze większe niż w sferze dydaktyki. Mamy pisać wnioski o granty krajowe i międzynarodowe, realizować badania na najwyższym poziomie (najlepiej w zespołach międzynarodowych), publikować w prestiżowych periodykach o światowym zasięgu.
• Kiedy mamy to robić?
• W biegu między kolejnymi wykładami?
• I kto ma prowadzić badania, gdy w młody pracownik naukowy to rzadki ptak?
Trwa wyścig uczelni, co 4 lata tworzone są nowe rankingi i przydzielane kategorie naukowe, ale ich przełożenie na życie i pracę przeciętnego pracownika jest w zasadzie żadne.
Władze żyją w swoim świecie, pracownicy w swoim.
Taka schizofrenia musi skutkować regresem, widać go już wyraźnie, ale jego tempo będzie raczej wzrastać.
• Dlaczego tak się dzieje?
• Dlaczego środowiska uniwersyteckie zgadzają się na takie traktowanie przez szeroko rozumiane kręgi władzy?
Zwracam uwagę, że jest to trend trwający w zasadzie od upadku minionego systemu, nigdy – poza werbalnymi deklaracjami – nauka nie była traktowana poważnie przez świat władzy (polityki). Wytłumaczeniem tego faktu jest słabość świata nauki, nasz głos w społeczeństwie się nie liczy. Nie potrafimy zadbać o nasze oczywiste interesy czego konsekwencją na poziomie państwa jest nasilający się kryzys nauki i szkolnictwa wyższego. Gdy inne grupy społeczne tupną przysłowiową nogą to natychmiast znajdują się środki na ich ratowanie, my potulnie znosimy kolejne ciosy w podstawy funkcjonowania uniwersytetów.
Najgorsze, że nie ma w tej mierze dyskusji w kręgach akademickich, rezygnacja i niewiara w normalność są powszechne. I żadne lukrowanie nic nie da, szybko zjeżdżamy w dół…

poniedziałek, 12 września 2016

Ankieta

sobota, 10 września 2016

Czy potrzebujemy nauki na wysokim poziomie i dobrych szkół wyższych?

Wakacje się kończą, dzieci i młodzież są już w murach szkół, niebawem ożywią się także szkoły wyższe. Minister J. Gowin zapowiada wprowadzanie kluczowych reform systemu szkolnictwa wyższego, te niezwykle ważne problemy pewnie będą zaprzątać naszą uwagę w najbliższych miesiącach i latach. Nim zajmę się zagadnieniami reform chciałbym na chwilę przystanąć by zastanowić się, jaka jest w ogóle rola szkolnictwa wyższego i nauki w życiu społecznym. Sądzę, że odpowiedzi na poniższe pytania są ważne by określić na ile to są ważne obszary.
• Czy na pewno nauka i szkolnictwo wyższe są ważne dla rozwoju państwa?
• W jaki sposób nauka i szkolnictwo wyższe mogą wpływać na rozwój państwa i dobrobyt obywateli?
• Czy koszty związane z nauką i szkolnictwem wyższym nie przekraczają potencjalnych korzyści?
Odpowiedzi na te pytania są – mojej ocenie – kluczowe by wyznaczyć kierunki zmian oraz określić skalę niezbędnych wydatków. Ktoś może sądzić, że odpowiedzi na te pytania są oczywiste, że te obszary po podstawa rozwoju państwa. Ostatnie 27 lat wcale nie potwierdzają takiego poglądu, wręcz przeciwnie, polska nauka systematycznie stacza się i nasz udział w myśli światowej zmniejsza się. Rankingi uczelni światowych są druzgocące, najlepsze polskie uczelnie plasują się na miejscach 300 do 500…To są fakty, ale wyjaśnienie dlaczego taki był kierunek zmian nie jest proste. Nie będę kusił się na uproszczone analizy, gdyż na aktualnym etapie najważniejszym wydaje mi się ustalenie jaka jest rzeczywista rola nauki. Dopiero gdy uda się uzyskać powszechnie akceptowany społecznie pogląd, że nauka i szkolnictwo wyższe to jeden z filarów rozwoju i dobrobytu państwa i jego obywateli reformy mają szanse na realizację. Patrząc wstecz, na lata od 1989 roku trudno o optymizm, wiara w cudowną uzdrawiającą moc demokracji akademickiej się nie sprawdziła, a szeroko rozumiane środowisko akademickie wcale nie wykazało woli i zainteresowania wprowadzaniem niezbędnych zmian. Także kręgi decyzyjne skupione w świecie polityki nie wykazywały zainteresowania prawdziwymi reformami czego materialnym wyrazem jest skandalicznie niski poziom finansowania nauki. Ale czy warto wyrzucać przysłowiowe „pieniądze w błoto”? Skoro sami akademicy nie są zainteresowani to czy można uszczęśliwiać ich na siłę? I koło się zamyka, stoimy w miejscu, a świat ucieka.
Zatem warto zadać parę pytań by dowiedzieć się, jakie zdanie mają najbardziej zainteresowani. Proszę Czytelników o odpowiedzi na pytania ankiety, którą opublikuję 12 września zaznaczając dowolną liczbę odpowiedzi. Wyniki ankiety opublikuję 26 września.

poniedziałek, 5 września 2016

Koncert dla dr Daniela Sabata

W sobotę 10 września o godzinie 18 w zabrzańskiej restauracji "Impresja" odbędzie się koncert ku pamięci Doktora Daniela Sabata, zmarłego niedawno naszego Kolegi i Przyjaciela.

sobota, 27 sierpnia 2016

Pożegnanie Jurka Marka

Dziś odbył się w Bielsku-Białej pogrzeb naszego Przyjaciela, Jurka Marka. Zebrało się mnóstwo ludzi; niektórzy przyjechali z odległych zakątów Polski. Ksiądz odprawiający mszę przedstawił nam pewne nowe, nieznane ogółowi dokonania Jurka. Jak zawsze, oddany ludziom, szlachetny, prawy człowiek, którego nie sposób tak po prostu pożegnać w parę chwil.
Każda śmierć bliskiej osoby, szczególnie jeśli była spowodowana nagłą, niespodziewaną przyczyną to szok i trauma. W przypadku Jurka to coś więcej, odszedł Człowiek, który skupiał w sobie cechy wyjątkowo rzadko obecne u jednej osoby. Nazwałbym to „ideowością”. To słowo kojarzy się raczej z poglądami dotyczącymi jakiejś jednej sfery życia. U Jurka nabrało ono innej treści, On niósł swym życiem idee dotyczące całego spektrum człowieczeństwa. To dobrość, szlachetność w każdej drobnej czynności życiowej, wyrozumiałość dla innych, ale i wysoko postawioną poprzeczkę etyczną. Patriotyzm rozumiany nie, jako nacjonalizm, ale głęboko przeżywaną polską historię. Znawstwo Jurka, jego profesjonalizm w zakresie historii był nam świetnie znany, a argumenty jakie potrafił dobrać by wyjaśnić zawiłości z dawnych czasów, ale i bieżących wydarzeń politycznych (wszak polityka to historia, która dzieje się dziś) były nie do zbicia. Jego wiara w polskość, w Polskę, jako kraj była niezachwiana. A do tego fantastyczna postawa lekarza, który trudny i czasem niewdzięczny zawód stomatologa potrafił uprawiać w sposób w pełni akceptowany i doceniany przez pacjentów.
Jurku, niezmiernie żal, że nas opuściłeś, ale wierzę głęboko, że dla wielu z nas, którzy mieli to szczęście by spotkać Cię na swej drodze życia stanowiłeś wzór człowieczeństwa, pewien zbiór cech ludzkich, które będziemy się starać spełniać w naszym codziennym życiu.
I za to Ci dziękujemy.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Pożegnanie Jurka Marka

Pogrzeb Jurka Marka, naszego Przyjaciela odbędzie się w sobotę 27 sierpnia w Bielsku-Białej - Straconce ul. Złoty Potok 6a o godzinie 13.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

O Jurku Marku

Właśnie dotarła do mnie niezmiernie smutna wiadomość, dziś zmarł Jurek Marek. Absolwent stomatologii naszej uczelni z 1982 roku. Poznaliśmy się jesienią 1980 roku gdy w gronie innych studentów zakładaliśmy Niezależne Zrzeszenie Studentów. W ciągu następnych 15 miesięcy, aż do pamiętnego 13 Grudnia 1981 roku spotykaliśmy się prawie codziennie. Jurek był nie tylko jednym z założycieli NZS-u na Śląskiej Akademii Medycznej, był ważnym członkiem zarządu, dobrym duchem stwarzającym dystans w obliczu bieżących sporów. Jego kultura, wiedza historyczna, erudycja nieraz pomagały ostudzić emocje towarzyszące tym wydarzeniom. Nie bez powodu Służba Bezpieczeństwa nadała Jurkowi imię „Historyk”, śledzono Go uważnie. Tradycja rodzinna – Ojciec Jurka była podporucznikiem AK, który ukrywał się do 1956 roku, kiedy na kilka miesięcy trafił do komunistycznego więzienia, wywarła wpływ także na Jego życie.
Dlaczego tak wspaniały Człowiek tak szybko odszedł? Nieraz słyszy się, że nie ma ludzi niezastąpionych, być może w odniesieniu do funkcji publicznych jest to prawda, ale chyba nie obejmuje to obszaru prawdziwych relacji między ludźmi, tych niepodlegających wpływom bieżących interesów. Takich Osób jak Jurek nie da się zastąpić, a pamięć o Nim na zawsze w nas pozostanie.

wtorek, 16 sierpnia 2016

O polskich uczelniach

Polskie uczelnie w piątej setce listy szanghajskiej

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

O Polsce i Polakach

Dziś jest dzień wyjątkowy, rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Nie będę próbował rozważać czy to powstanie powinno w ogóle mieć miejsce, to temat dla historyków. Ale niezależnie od indywidualnych ocen Powstanie Warszawskie to jedna z podwalin ideowych współczesnej Polski. Bez pamięci o tym zrywie patriotyzmu, tak jak bez historycznego odwoływania do wydarzeń z minionych wieków - tych bardzo dawnych, jak bitwa pod Grunwaldem czy bliższych, jak powstania z XIX wieku, walki Orląt Lwowskich czy Bitwy Warszawskiej – Polska byłaby innym krajem. Krajem oderwanym od swych korzeni, pozbawiona oryginalnej, polskiej tożsamości, bezideową zbiorowością ludzką.
Wspaniałe widowisko wspólnego śpiewania piosenek z Powstania, w którym mogliśmy uczestniczyć w każdym polskim domu to kontynuacja podtrzymywania patriotyzmu, który dla niektórych Polaków jest tylko przeżytkiem z minionego czasu…
Naród, który zapomina o własnej historii musi zniknąć…

czwartek, 28 lipca 2016

O polskiej służbie zdrowia

Narodowa Służba Zdrowia – resort zdrowia publikuje szczegóły reformy

niedziela, 17 lipca 2016

Uwagi wcale niewakacyjne

Czy habilitacja zdoła się wydostać z siatki płac ?

sobota, 2 lipca 2016

Wakacje na blogu

W okresie letnich wakacji nie będę zamieszczał nowych tekstów na blogu o ile nie będą miały miejsca jakieś nadzwyczajne wydarzenia.
Życzę wszystkim Czytelnikom bloga udanego letniego wypoczynku.

piątek, 1 lipca 2016

Zawód lekarz: Podsumowanie


Przedstawione poglądy, opinie i przykłady wzięte z życia miały na celu wskazanie drogi, jaką powinien – w mojej ocenie – podążać lekarz dążący do doskonałości zawodowej. Czy komukolwiek z nas, lekarzy uda się uzyskać stan ideału? Pewnie nie jest to możliwe, wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy swe wady, słabości, gorsze dni. W zderzeniu z codziennym życiem nasze oczekiwania wyniesione z domu i kształtowane w czasie długich lat studiów wystawione są na trudną próbę. W obliczu choroby i śmierci nie jest łatwo zawsze opanować stres, a przecież możliwości lecznicze są ograniczone i natrafiamy na bariery nie do przekroczenia. A gdy na humanistyczny wymiar pracy lekarza nakłada się ogrom wymagań biurokratycznych, utrzymanie niezmiennie wysokiego poziomu etycznego i merytorycznego naprawdę bywa trudne. Ale starajmy się doskonalić, nie popadać w rutynę, tak by misja przyświecająca tej wspaniałej profesji mogła być jak najpełniej spełniona. Mam nadzieję, że opisane prawdziwe sytuacje będą pewną wskazówką dla młodych adeptów medycyny na ich drodze zawodowej kariery. Zakres wymagań stojących przed każdym lekarzem jest ogromny, to zawód naprawdę wyjątkowy, powinni go uprawiać najlepsi z najlepszych.
Moje opinie kierowane są głównie do lekarzy, szczególnie tych na początku ich drogi zawodowej, ale być może tekst dotarł także do pacjentów. Liczę, że opisany szeroki zakres wymagań stawianych lekarzom i trudności, na jakie trafiamy w życiu zawodowym uświadomi im jak czasem trudno być lekarzem. Może dzięki temu łatwiej będzie wybaczyć nam nasze niedoskonałości i błędy?

PS. Poniższe uwagi napisałem już po publikacji całego cyklu. Liczyłem na aktywny udział Czytelników i ich komentarze. Nadeszło ich sporo, ale znaczna część nie odnosiła się wprost to zawartości merytoryczmej poszczególnych rozdziałów. Może martwić dość powszechna krytyka postaw lekarzy, czyżby nasze środowisko było tak nisko oceniane przez pacjentów? Trudno to obiektywnie zweryfikować, być może wyraz swej dezabrobaty dawały osoby, które spotkały na swej drodze pewnego rodzaju lekarzy? Niemniej może warto zadać parę pytań dużej liczbie, losowo dobranych osób by uzyskać prawdziwy obraz lekarzy w oczach Polek i Polaków? Może to spostrzeżenie jest najważniejszą obserwacją wynikającą z publikowanego cyklu?

niedziela, 26 czerwca 2016

Światowy ranking uniwersytetów

graficzne przedstawienie najlepszych uczelni wyższych

piątek, 24 czerwca 2016

Zawód lekarz: część 28-ma: Dochody

Ten rozdział dodałem na samym końcu nie bez kozery. Nie sądzę, by wysokość dochodów lekarskich była samodzielnym warunkiem zadowolenia z pracy czy miarą jego sukcesu zawodowego. Niemniej do życia są każdemu człowiekowi są potrzebne pieniądze. Poczucie godziwego wynagrodzenia i uzyskiwana stablizacja życiowa z pewnością wspomaga poczucie sukcesu zawodowego. Niestety w życiu takie podejście do kwestii dochodów bywa zbyt często wypierane przez widzenie naszego zawodu tylko przez pryzmat wysokości dochodów. Przysłowiowa „kasa” nie może zastąpić tradycyjnych wartości, które nierozerwalnie wiążą się z naszym zawodem. Zamożny lekarz to niekoniecznie dobry lekarz. I odwrotnie, brak sukcesu mierzonego stanem konta nie powinno być jedyną miarą powodzenia zawodowego.
Inną, trudną do zaakceptowania kwestią to różnice dochodów między lekarzami z różnych specjalności lekarskich. Nie godzi się by w jednym szpitalu wynagrodzenia lekarzy różniły się wielokrotnie. Lobby niektórych specjalności wywalczyły sobie ogromne przywileje co odbywa się kosztem innych lekarzy i innych pracowników bo przecież sumaryczna pula pieniędzy jest ograniczona.
• Czy to jest usprawiedliwione?
• Czy prawo do wolnej konkurencji powinno przybierać takie formy dyskryminujące część przedstawicieli naszego zawodu?
Nie zgadzam się na tak rozumianą swobodę konkurencji, o ile wynagrodzenia pochodzą ze środków publicznych.

czwartek, 23 czerwca 2016

Z życia akademickiego w Zabrzu

Dziś odbyło się ostatnie posiedzenie Rady Wydziału w tym roku akademickim. Chciałbym zwrócić uwagę na dwa fakty dotyczące spraw dydaktycznych. Na ostatnim posiedzeniu Senatu uczelni zwiększono liczebność grup ćwiczeniowych z 5 do 6 osób. Niby zmiana mała, ale jakości ćwiczeń na pewno nie sprzyja. A przecież poziom dydaktyki to, obok nauki, podstawowy czynnik wpływający na ranking uczelni. Zgodnie z przekazanymi informacjami aż 79% członków Senatu opowiedziała się za tą niekorzystną zmianą.
I druga informacja dotycząca dydaktyki. Jak przekazał Dziekan Prof. M. Misiołek odsetek studentów wypełniających ankiety dotyczące dydaktyki nie sięga 10%.
• Czy takie ankiety mają sens?
• Czy dają wgląd w jakość dydaktyki?
To pytania retoryczne…
Ankiety wprowadzono przed wielu laty, jeszcze w czasie kadencji Rektor Prof. E. Małeckiej-Tendery. Kierunek właściwy, ale od początku odsetek respondentów był mały. Wielokrotnie zwracałem uwagę, że system należy zmienić a ocena powinna być dokonywana regularnie, po każdych zajęciach. I zawsze słyszałem odpowiedzi, że system się „dotrze” i z czasem liczba studentów wypełniających będzie się zwiększać. Tak się nie stało, w dzisiejszej formie ankiety nie mają sensu. Czy w ciągu tych lat nie można było dokonać zmian w systemie zbierania danych ankietowych?
Oba spostrzeżenia dotyczą dydaktyki, jak ma się dokonać postęp w zakresie dydaktyki w naszym wydziale w świetle tych informacji?

piątek, 17 czerwca 2016

Zawód lekarz, część 27-ma: Odpoczynek

To już (prawie) koniec naszej wspólnej perygrynacji przez meandry medycyny. Parę zdań należy się także drugiemu „dnu” pracy zawodowej. Niezbędna jest równowaga między obowiązkami zawodowymi a czasem wolnym, ktoś niegdyś stwierdził: „dobrze pracuje tylko ten, kto potrafi dobrze odpoczywać”. W przypadku tak odpowiedzialnego i stresującego zajęcia, jak praca lekarza umiejętność oderwania od spraw zawodowych nabiera szczególnego znaczenia. Nie można ciągle żyć sprawami pacjentów, nie sposób ciągle dyżurować, bez końca operować. Bez zachowania odpowiedniej, pewnie różnej dla każdego z nas, proporcji między pracą a czasem wolnym, poświęcanym na realizację hobby znajdziemy się na prostej drodze do zniechęcenia zawodem. A przecież nie chcemy być ofiarą zespołu wypalenia zawodowego, nieprawdaż?!

niedziela, 12 czerwca 2016

Co dalej z polskimi uczelniami medycznymi?

Poniżej prezentuję wyniki ankiety dotyczącej powstawania nowych wydziałów lekarskich w Polsce. Jak widać rozrzut opinii jest znaczny co wskazuje na potrzebę szerokiej dyskusji.

  • Czy taka dyskusja w ogóle miała miejsce?
  • Czy ktokolwiek przeprowadził wszechstronną analizę wiodącą do wybrania optymalnego kierunków rozwoju polskich uczelni medycznych?
  • Czy takie dyskusje toczono w gronie rektorów uczelni medycznych?
  • A może Ministerstwo Zdrowia ma taką wiedzę?

Nie posiadam takich informacji, gdyby taka analiza została przeprowadzona to jej efekt powinien być znany opinii publicznej, np. w formie publikacji w pismach medycznych i akademickich. Niestety obawiam, że takiej wszechstronnej analizy nie przeprowadzono, a to co dziś obserwujemy nie ma wiele wspólnego z realizacją szeroko rozumianego interesu społecznego.

Jak zwykle górą interesy partykularne, wygrywają ambicje lokalnych środowisk samorządowych lub akademickich czy też interesy czysto biznesowe.

piątek, 10 czerwca 2016

Zawód lekarz, część 26-ta: Rutyna

Jednym z naszych wrogów w pracy zawodowej jest rutyna. Wiele lat pracy, rozległa wiedza, szerokie doświadczenia są w stanie uśpić naszą czujność. Rutyna to nie czynnik warunkujący nasz sukces zawodowy, to nasza słabość. Musimy z nią walczyć, nie można nigdy być absolutnie wierzyć w swą nieomylność. Wbrew pozorom błędy lekarskie wcale nie dotyczą tylko początkujących lekarzy. Ci, jeszcze niepewni swej wiedzy ostrożnie stawiają diagnozy, szukają pomocy innych lekarzy, zlecają masę badań dodatkowych. Gdy lekarz czuje się pewnie w zawodzie jego myślenie jest modyfikowane zebranymi doświadczeniami, umyka fakt, iż ten tysięczny pacjent nie zechce naśladować przebiegiem choroby wszystkich innych.

sobota, 4 czerwca 2016

Parę refleksji i uwag czwartego czerwca

4 dzień czerwca to ważna data dla Polski i świata. Niezależnie od oceny czy dla Polski wybory z 1989 roku postrzegamy, jako przełom i zwiastun nadchodzącego przełomu i końca systemu totalitarnego czy też raczej pamiętamy o obaleniu rządu Jana Olszewskiego 3 lata później lub najważniejszy jest dla nas fakt ludobójstwa dokonanego w Pekinie przez władze chińskie to czwarty dzień tego miesiąca wymaga chwili skupienia i refleksji.
Skupię się na problemach świata akademickiego. Późne lata osiemdziesiąte były okresem wyczekiwania na koniec systemu nakazowo-rozdzielczego w polskich uczelniach. Od dekad czekaliśmy na usunięcie z murów uczelni organizacji partyjnych, wyrzucenie oddelegowanych funkcjonariuszy SB, powrót wymarzonej demokracji wewnątrzuczelnianej. Wówczas wydawało się, że takie zmiany niejako automatycznie wymuszą szybkie zmiany i nasze uczelnie zaczną błyskawicznie odrabiać stracone lata. Niestety, życie przyniosło ogromne rozczarowanie. Co prawda mamy demokrację, ale uczelnie wcale nie są lepsze. Śmiem wręcz twierdzić, że stan polskich szkół wyższych jest gorszy jak w okresie schyłkowej „komuny”. Trudno mi obiektywnie oceniać generalną sytuację w polskich uczelniach bo nie posiadam odpowiedniej wiedzy dlatego skupię się na naszej uczelni. W latach 80-tych mimo zapaści lat po stanie wojennym pracownicy identyfikowali się z macierzystą uczelnią. Uzyskanie etatu klinicznego było marzeniem wielu absolwentów. W uczelni mieliśmy wiele osób postrzeganych, jako autorytety i wzory do naśladowania. Kolejne dekady, kolejne ekipy rządzące uczelnią nie zbliżały nas do wymarzonego wizerunku uczelni. Niepodzielnie panował dyrektor, a potem kanclerz Sałaniewski, a dawne ideały gdzieś się ulotniły. Ale nawet w okresie Rektora Wilczoka, gdy w uczelni nie działo się dobrze, ciągle trwała wiara w lepszą przyszłość. Idee akademickie ciągle były obecne, a sam Rektor Wilczok z pewnością miał dalekosiężną wizję rozwoju uczelni. Okres od 2005 roku to kolejny etap regresu wartości akademickich, idee sięgnęły dna. Zarówno styl jak i treść merytoryczna działań władz nie miały wiele wspólnego z wyobrażeniami o nowoczesnej uczelni, w której na pierwszym planie są studenci i nauka. Ich miejsce zajęła biurokracja, procedury, bilanse itd.
• Kto dziś się z uczelnią tak naprawdę w pełni identyfikuje?
• Kto się bez reszty angażuje w pracę dydaktyczną i naukową?
Zostały chyba tylko nieliczne osoby, których wiara nie została doszczętnie zniszczona.
Ale to tylko jedna strona medalu, uczelnie nie funkcjonują w próżni, są fragmentem życia państwa. W czasach realnego socjalizmu uniwersytety były słusznie, z punktu widzenia władz komunistycznych, postrzegane, jako siedlisko wrogich systemowi poglądów i idei. Oczekiwano, że odzyskana wolność przeniesie rozkwit polskich szkół wyższych, że dla kolejnych rządów i parlamentów rozwój uczelni, badania naukowe będą priorytetem stanowiąc zarazem motor rozwoju kraju. Te oczywiste oczekiwania zupełnie nie zostały ziszczone, żaden rząd po 1989 roku nie postawił na naukę. Macie swą demokrację, rządźcie się sami! Ale to się nie sprawdziło, państwo się odwróciło od uczelni, a te zaczęły dryfować bez wytyczonego celu. Aktualnie panujący nihilizm jest wypadkową zaniechania ze strony szeroko rozumianej władzy oraz bierności środowisk akademickich. Dziś nie ma już wśród nas dawnych autorytetów zdolnych porwać tłumy i wytyczyć kierunki rozwoju. Ich miejsce zajęli administratorzy i biurokraci oczekujący li tylko na realizację pensum i napisania paru prac naukowych.
• Gdzie się podział etos?
• Gdzie wizja?
• Gdzie misja uczelni?
To gorzkie słowa, tym bardziej, że mam swój osobisty udział w życiu polskich uczelni. Od blisko 13 lat jestem profesorem, byłem przez dwie kadencje członkiem Senatu, trzykrotnie kandydowałem na stanowisko rektora naszej uczelni. To bardzo smutne być świadkiem upadku etosu akademickiego, obserwować z bliska zjazd po równi pochyłej.
• A może źle oceniam rzeczywistość?
• Może wcale nie jest tak źle i polska nauka i polskie uczelnie mają przed sobą piękną przyszłość?
Proszę o komentarze Czytelników.

piątek, 3 czerwca 2016

Zawód lekarz, cześć 25-ta: Szczęście

Nieraz mówimy o kimś „ale z niego szczęściarz”. Czy w odniesieniu do naszej pracy także ten czynnik mam jakieś znaczenie? Sądzę, że tak. Najpierw trzeba trafu by znaleźć się we właściwym miejscu i czasie. Zawsze marzyliśmy o okulistyce i właśnie teraz udostępniono nowe miejsca specjalizacyjne, co za szczęście! Możemy trafić na otwartego, przyjaznego szefa, albo na ordynatora chirurgii, któremu jakoś nie „pasujemy” do koncepcji i tylko okazjonalnie jesteśmy dopuszczani do stołu operacyjnego. Niemniej tak rozumiane szczęście musi być zawsze poparte solidną pracą, bez niej daleko nie zajedziemy. Sukces w życiu, pewnie w odniesieniu do naszego zawodu także to 10% talentu i 90% pracy. Konsekwencja (prawie) zawsze przyniesie nam powodzenie.