sobota, 31 sierpnia 2013
Po wakacjach
Lato nieuchronnie kończy się, wakacje szkolne za nami. Idzie czas pracy.
Sierpień to miesiąc szczególny w polskiej historii. Lata 1920, 1944 i 1980 były świadkami historycznych wydarzeń. Tak się złożyło, że mój blog choć niejako „zahibernowny” na czas lata w minionym miesiącu został zdominowany przez teksty odwołujące się do wydarzeń z przeszłości. Jak na czas odpoczynku nadeszło sporo komentarzy. „Kij w mrowisko” włożył anonimowy Czytelnik, którego anonimowy komentarz negujący sens zagłębiania się w historię opublikowałem wraz z moją odpowiedzią.
Mój blog powstał w lutym 2008 roku na trzy miesiące przed wyborami rektorskimi i generalnie zawsze dominowały na nim tematy dotyczące spraw życia uczelni. Niemniej nie stronię od uwag dotyczących innych sfer życia. Uniwersytet nie jest miejscem oderwanym od rzeczywistości, nie bez przyczyny w dobrze zorganizowanych państwach także uniwersytety stoją na dobrym poziomie. Patrząc na funkcjonowanie uczelni warto zawsze krytycznie spojrzeć wstecz zauważając dobre i słabe strony minionych dni. To dokładnie tak samo jak w odniesieniu do historii; umiejętność trzeźwej oceny wydarzeń z przeszłości własnej uczelni to nieodzowny krok na drodze postępu i rozwoju.
Nasza uczelnia to dobre pole do takiej analizy. Pamiętamy trudne czasy pod koniec drugiej kadencji Rektora T. Wilczoka, zadłużenie, brak środków na badania itd. Jako członek Senatu uczelni w tym czasie apelowałem do Pani Rektor E. Małeckiej-Tendery by przygotować bilans otwarcia w odpowiedzi na bilans zamknięcia, jaki opublikował na stronie internetowej uczelni Rektor Wilczok pod koniec swej kadencji. Niestety, bilans zamknięcia decyzją Pani Rektor został utajniony, a bilans otwarcia - o ile w ogóle powstał - nigdy nie został podany do wiadomości społeczności akademickiej. Nie wchodząc w szczegółową ocenę działań podjętych przez Rektor E. Małecką-Tenderę, nie sposób nie dostrzec faktu, iż brak rzetelnej, wszechstronnej dyskusji w oparciu o bilans zamknięcia minionej i otwarcia nowej kadencji nie daje możliwości prawdziwej oceny sytuacji w naszej uczelni w tym okresie. Tylko umiejętność otwartej dyskusji, bez cenzury prewencyjnej, za jaką należy uznać utajnienie dokumentu sporządzonego przez poprzedniego rektora, stwarza szanse na istotny postęp w uczelni. Brak umiejętności myślenia, nazwijmy to „historycznego” to jedna z podstawowych przyczyn bierności większości z nas. Skoro nie rozumiemy rzeczywistości bo nie mamy dostępu do informacji, skoro władza wie lepiej co należy zrobić bez pytania nas o zdanie, nie widzimy potrzeby angażowania się w bieżące wydarzenia.
Koło się zamyka, władza się alienuje, drepczemy w miejscu.
Historia, także ta bliska, to prawdziwa nauczycielka życia.
Sierpień to miesiąc szczególny w polskiej historii. Lata 1920, 1944 i 1980 były świadkami historycznych wydarzeń. Tak się złożyło, że mój blog choć niejako „zahibernowny” na czas lata w minionym miesiącu został zdominowany przez teksty odwołujące się do wydarzeń z przeszłości. Jak na czas odpoczynku nadeszło sporo komentarzy. „Kij w mrowisko” włożył anonimowy Czytelnik, którego anonimowy komentarz negujący sens zagłębiania się w historię opublikowałem wraz z moją odpowiedzią.
Mój blog powstał w lutym 2008 roku na trzy miesiące przed wyborami rektorskimi i generalnie zawsze dominowały na nim tematy dotyczące spraw życia uczelni. Niemniej nie stronię od uwag dotyczących innych sfer życia. Uniwersytet nie jest miejscem oderwanym od rzeczywistości, nie bez przyczyny w dobrze zorganizowanych państwach także uniwersytety stoją na dobrym poziomie. Patrząc na funkcjonowanie uczelni warto zawsze krytycznie spojrzeć wstecz zauważając dobre i słabe strony minionych dni. To dokładnie tak samo jak w odniesieniu do historii; umiejętność trzeźwej oceny wydarzeń z przeszłości własnej uczelni to nieodzowny krok na drodze postępu i rozwoju.
Nasza uczelnia to dobre pole do takiej analizy. Pamiętamy trudne czasy pod koniec drugiej kadencji Rektora T. Wilczoka, zadłużenie, brak środków na badania itd. Jako członek Senatu uczelni w tym czasie apelowałem do Pani Rektor E. Małeckiej-Tendery by przygotować bilans otwarcia w odpowiedzi na bilans zamknięcia, jaki opublikował na stronie internetowej uczelni Rektor Wilczok pod koniec swej kadencji. Niestety, bilans zamknięcia decyzją Pani Rektor został utajniony, a bilans otwarcia - o ile w ogóle powstał - nigdy nie został podany do wiadomości społeczności akademickiej. Nie wchodząc w szczegółową ocenę działań podjętych przez Rektor E. Małecką-Tenderę, nie sposób nie dostrzec faktu, iż brak rzetelnej, wszechstronnej dyskusji w oparciu o bilans zamknięcia minionej i otwarcia nowej kadencji nie daje możliwości prawdziwej oceny sytuacji w naszej uczelni w tym okresie. Tylko umiejętność otwartej dyskusji, bez cenzury prewencyjnej, za jaką należy uznać utajnienie dokumentu sporządzonego przez poprzedniego rektora, stwarza szanse na istotny postęp w uczelni. Brak umiejętności myślenia, nazwijmy to „historycznego” to jedna z podstawowych przyczyn bierności większości z nas. Skoro nie rozumiemy rzeczywistości bo nie mamy dostępu do informacji, skoro władza wie lepiej co należy zrobić bez pytania nas o zdanie, nie widzimy potrzeby angażowania się w bieżące wydarzenia.
Koło się zamyka, władza się alienuje, drepczemy w miejscu.
Historia, także ta bliska, to prawdziwa nauczycielka życia.
wtorek, 27 sierpnia 2013
sobota, 24 sierpnia 2013
W odpowiedzi na komentarz Czytelnika
Anonimowy pisze...
Myślę, że mój komentarz zostanie przez Pana, Profesorze, odsiany, ale mimo tego piszę w imieniu milionów nas, młodych:
- najpierw zapytam dlaczego nie chcecie ścigać, w znaczeniu : piętnować tych, którzy stłumili powstanie Listopadowe...
A teraz:
- dajcie spokój wreszcie cieniom przeszłości, szukaniem zbrodniarzy, opluwaniem komuchów, a weźmy się wszyscy razem, wreszcie do uczciwej pracy.
Ile ludzi bierze pieniądze w IPNach, za grzebanie patykiem w czasach sprzed lat wielu, 30, 40, 50, a i 70.
KOGO to dzisiaj obchodzi?
Do roboty!!! a nie rozpatrywać lata przeszłe, na które nikt z nas i tak nie ma wpływu, bo minęły.
24 sierpnia 2013 11:51
Powyżej zamieszczam komentarz anonimowego Czytelnika do tekstu „O polskiej rzeczywistości”. Wymaga on paru słów odpowiedzi.
Autor, szkoda, że anonimowo, apeluje o pozostawienie historii samej sobie, bo, jak pisze, KOGO to dzisiaj obchodzi? Zachęca do „roboty”. To jest niestety głos zgodny z trendem obowiązującym w urzędowej propagandzie. Skupmy się na dniu dzisiejszym, pracujemy, bogaćmy się. Stańmy się częścią Europy, nowoczesnej, tej postępowej. Odrzućmy demony przeszłości. To głos osoby, która kompletnie nie rozumie zjawisk społecznych dziejących się dziś i tych z przeszłości. Nie bez kozery mówi się, że zrozumienia historii nie można ogarnąć rzeczywistości. I o to właśnie idzie możnym tego świata, byśmy bezkrytycznie przyjmowali ich wizję świata. Zepchnięcie historii na odległy plan daje efekty, vide powyższy komentarz. Wcale nie idzie o rozpamiętywanie dawnych wydarzeń, idzie o elementarną sprawiedliwość. Komunistyczni zbrodniarze ciągle chodzą bezkarnie po ziemi. Dla wielu Polaków to sprawa bardzo ważna. Jakże niskie jest porównywanie wydarzeń ostatnich lat z Powstaniem Listopadowym (przypomnę, że miało miejsce blisko 200 lat temu).
Autor sugeruje, że „… nie rozpatrywać lata przeszłe, na które nikt z nas i tak nie ma wpływu, bo minęły”.
Oczywiście to nie jest prawda, ludzie dawnego reżimu zgarniają nieproporcjonalnie dużą część wspólnego dobra materialnego (np. w postaci wysokich emerytur), zajmują eksponowane stanowiska w wielu publicznych organizacjach, a dzięki porozumieniu tzw. Okrągłego Stołu zgarnęli znaczącą część majątku narodowego. Oprawcy oraz ich duchowi i rodzinni spadkobiercy mają się świetnie. Stąd, między innymi, bieda wielu obywateli Polski. I nie jest tak, że nikt tego procesu sprytnego zawłaszczenia Polski nie zauważa, ale ostatnie 24 lata nauczyły wielu z nas, że o sprawiedliwość jest w Polsce bardzo trudno i chętnych do zabierania głosu nie jest zbyt wielu. W reakcji mamy odwrót od spraw publicznych, zamknięcie się w kręgu rodzinnym, emigrację z Ojczyzny. Zamiast państwa prawdziwie demokratycznego, zamiast aktywnego społeczeństwa obywatelskiego mamy dziś Polskę będącą zaprzeczeniem dążeń paru pokoleń Polaków, walczących w AK, walczących z powojenną dyktaturą komunistyczną oraz działań opozycji lat 70-tych i 80-tych.
Myślę, że mój komentarz zostanie przez Pana, Profesorze, odsiany, ale mimo tego piszę w imieniu milionów nas, młodych:
- najpierw zapytam dlaczego nie chcecie ścigać, w znaczeniu : piętnować tych, którzy stłumili powstanie Listopadowe...
A teraz:
- dajcie spokój wreszcie cieniom przeszłości, szukaniem zbrodniarzy, opluwaniem komuchów, a weźmy się wszyscy razem, wreszcie do uczciwej pracy.
Ile ludzi bierze pieniądze w IPNach, za grzebanie patykiem w czasach sprzed lat wielu, 30, 40, 50, a i 70.
KOGO to dzisiaj obchodzi?
Do roboty!!! a nie rozpatrywać lata przeszłe, na które nikt z nas i tak nie ma wpływu, bo minęły.
24 sierpnia 2013 11:51
Powyżej zamieszczam komentarz anonimowego Czytelnika do tekstu „O polskiej rzeczywistości”. Wymaga on paru słów odpowiedzi.
Autor, szkoda, że anonimowo, apeluje o pozostawienie historii samej sobie, bo, jak pisze, KOGO to dzisiaj obchodzi? Zachęca do „roboty”. To jest niestety głos zgodny z trendem obowiązującym w urzędowej propagandzie. Skupmy się na dniu dzisiejszym, pracujemy, bogaćmy się. Stańmy się częścią Europy, nowoczesnej, tej postępowej. Odrzućmy demony przeszłości. To głos osoby, która kompletnie nie rozumie zjawisk społecznych dziejących się dziś i tych z przeszłości. Nie bez kozery mówi się, że zrozumienia historii nie można ogarnąć rzeczywistości. I o to właśnie idzie możnym tego świata, byśmy bezkrytycznie przyjmowali ich wizję świata. Zepchnięcie historii na odległy plan daje efekty, vide powyższy komentarz. Wcale nie idzie o rozpamiętywanie dawnych wydarzeń, idzie o elementarną sprawiedliwość. Komunistyczni zbrodniarze ciągle chodzą bezkarnie po ziemi. Dla wielu Polaków to sprawa bardzo ważna. Jakże niskie jest porównywanie wydarzeń ostatnich lat z Powstaniem Listopadowym (przypomnę, że miało miejsce blisko 200 lat temu).
Autor sugeruje, że „… nie rozpatrywać lata przeszłe, na które nikt z nas i tak nie ma wpływu, bo minęły”.
Oczywiście to nie jest prawda, ludzie dawnego reżimu zgarniają nieproporcjonalnie dużą część wspólnego dobra materialnego (np. w postaci wysokich emerytur), zajmują eksponowane stanowiska w wielu publicznych organizacjach, a dzięki porozumieniu tzw. Okrągłego Stołu zgarnęli znaczącą część majątku narodowego. Oprawcy oraz ich duchowi i rodzinni spadkobiercy mają się świetnie. Stąd, między innymi, bieda wielu obywateli Polski. I nie jest tak, że nikt tego procesu sprytnego zawłaszczenia Polski nie zauważa, ale ostatnie 24 lata nauczyły wielu z nas, że o sprawiedliwość jest w Polsce bardzo trudno i chętnych do zabierania głosu nie jest zbyt wielu. W reakcji mamy odwrót od spraw publicznych, zamknięcie się w kręgu rodzinnym, emigrację z Ojczyzny. Zamiast państwa prawdziwie demokratycznego, zamiast aktywnego społeczeństwa obywatelskiego mamy dziś Polskę będącą zaprzeczeniem dążeń paru pokoleń Polaków, walczących w AK, walczących z powojenną dyktaturą komunistyczną oraz działań opozycji lat 70-tych i 80-tych.
czwartek, 22 sierpnia 2013
O polskiej rzeczywistości
Dziś jedną z najważniejszych wiadomości programów informacyjnych stanowiła wiadomość o identyfikacji kolejnych 9 osób, bojowników walki z komunistycznym okupantem Polski w od 1945 roku. To z pewnością dobrze, że dzięki wysiłkowi wielu osób udało się tego dokonać. Ale nie można traktować historii narodowej, losów polskich bohaterów, którzy oddali życie w służbie Ojczyźnie tak jednostronnie. Przecież ktoś dokonał tej zbrodni, ktoś w kazamatach bezpieki oddał strzał w tył głowy tysiącom bezimiennych bohaterów.
Pewnie niejeden z tych bezpośrednich morderców żyje, może na tym świecie są także ci, którzy wydawali rozkazy.
A z pewnością są wśród nas kontynuatorzy tej „polityki”, by wymienić tylko Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka.
To kompletny dysonans poznawczy; coś się dziś dowiedzieliśmy o ofiarach, ale o zbrodniarzach ani słowa…
To stan, który dla mnie jest nie do zaakceptowania, skoro uznajemy mordowanie żołnierzy walczących o wolną Polskę za czyny zbrodnicze, to dlaczego system komunistyczny nie został uznany za system zbrodniczy?
I na koniec, gdzie rachunek win i kar, czy jest do przyjęcia fakt, iż zbrodniarze pozostaną na zawsze bezkarni?
Pewnie niejeden z tych bezpośrednich morderców żyje, może na tym świecie są także ci, którzy wydawali rozkazy.
A z pewnością są wśród nas kontynuatorzy tej „polityki”, by wymienić tylko Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka.
To kompletny dysonans poznawczy; coś się dziś dowiedzieliśmy o ofiarach, ale o zbrodniarzach ani słowa…
To stan, który dla mnie jest nie do zaakceptowania, skoro uznajemy mordowanie żołnierzy walczących o wolną Polskę za czyny zbrodnicze, to dlaczego system komunistyczny nie został uznany za system zbrodniczy?
I na koniec, gdzie rachunek win i kar, czy jest do przyjęcia fakt, iż zbrodniarze pozostaną na zawsze bezkarni?
czwartek, 15 sierpnia 2013
Polityka historyczna
Dziś mamy Święto Wojska Polskiego. Ten dzień nie został wybrany przypadkowo, bo choć w naszej historii polski oręż odniósł wiele zwycięstw to jednak to z 15 sierpnia 1920 roku ma szczególne znaczenie. Bez zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej nie powstałaby II Rzeczpospolita. To zwycięstwo zmieniło bieg historii Europy i nie bez kozery było zaliczone do 17-tu najważniejszych bitew w historii świata. Każdy kraj, każdy naród w dobrze rozumianym interesie narodowym, nie pozostającym w żaden sposób w sprzeczności z polityka i interesami innych państw i narodów, prowadzi własną politykę historyczną. Obejmuje ona porażki i sukcesy, klęski i zwycięstwa. Ważna jest dogłębna analiza przyczyn porażek by ich było jak najmniej w przyszłości. Ale dla pamięci historycznej, dla poczucia przynależności do danego narodu, dla pielęgnowania tradycji narodowych i krzewienia patriotyzmu najważniejsze są zwycięstwa. Porażki to przestroga i nauka; triumfy to esencja narodowej dumy i wiary w lepszą przyszłość nas wszystkich, ale i każdego obywatela z osobna. Jak należy utrwalać pamięć o bohaterach czasów minionych? Jest wiele dróg np. właściwe programy nauki historii w szkole, obecność materiałów prasowych w mediach, filmy historyczne, nadanie uroczystościom państwowym odpowiedniej rangi i wiele innych możliwości. Jedną z form, powszechnie wykorzystywaną w świecie jest budowanie pomników. To bardzo tradycyjna forma utrwalania pamięci narodowej, a pomniki stoją w każdej stolicy europejskiej. Kolejne pokolenia mają możliwość zobaczenia bohaterów z przeszłości, wielkich wodzów, ludzi, którzy zmieniali bieg historii.
Ludzie odchodzą, zmieniają się pokolenia, pomniki stoją.
Ale w Polsce nie ma pomnika upamiętniającego Bitwę Warszawską.
Nie powstał w krótkim epizodzie II RP, potem nie mógł zaistnieć w mrocznym okresie lat panowania sowieckiej okupacji. Ale przecież niebawem minie ĆWIERĆ WIEKU od odzyskania niezawisłości państwowej. Nawet jeśli roku 1989 uznać tylko za początek tego procesu to od wycofania wojsk okupacyjnych miną niebawem dwie dekady.
Dlaczego nie zdołaliśmy w tym czasie stworzyć pomnika godnego bohaterów tych wydarzeń z 1920 roku?
Czyżby w Polsce zapomniano o konieczności uczczenia tak ważnego wydarzenia?
Czy mamy w ogóle spójną, przemyślaną, obliczoną na dekady własną politykę historyczną? Polityka historyczna powinna być całkowicie oddzielona od bieżącego życia politycznego. Bez niej trudno wierzyć w pomyślną przyszłość każdego państwa, a przynależność do takich organizacji międzynarodowych, jak NATO czy Unia Europejska w żaden sposób nie kłóci się z kroczeniem własną drogą, w tym także tworzeniem i prowadzeniem polityki historycznej. Wystarczy przyglądnąć się np. Niemcom, Brytyjczykom, Rosjanom, Skandynawom czy Amerykanom by dostrzec w bardzo różnych działaniach prowadzonych w tych państwach znamiona i elementy bardzo przemyślanej, prowadzonej w myśl interesu narodowego i państwowego polityki historycznej.
Ludzie odchodzą, zmieniają się pokolenia, pomniki stoją.
Ale w Polsce nie ma pomnika upamiętniającego Bitwę Warszawską.
Nie powstał w krótkim epizodzie II RP, potem nie mógł zaistnieć w mrocznym okresie lat panowania sowieckiej okupacji. Ale przecież niebawem minie ĆWIERĆ WIEKU od odzyskania niezawisłości państwowej. Nawet jeśli roku 1989 uznać tylko za początek tego procesu to od wycofania wojsk okupacyjnych miną niebawem dwie dekady.
Dlaczego nie zdołaliśmy w tym czasie stworzyć pomnika godnego bohaterów tych wydarzeń z 1920 roku?
Czyżby w Polsce zapomniano o konieczności uczczenia tak ważnego wydarzenia?
Czy mamy w ogóle spójną, przemyślaną, obliczoną na dekady własną politykę historyczną? Polityka historyczna powinna być całkowicie oddzielona od bieżącego życia politycznego. Bez niej trudno wierzyć w pomyślną przyszłość każdego państwa, a przynależność do takich organizacji międzynarodowych, jak NATO czy Unia Europejska w żaden sposób nie kłóci się z kroczeniem własną drogą, w tym także tworzeniem i prowadzeniem polityki historycznej. Wystarczy przyglądnąć się np. Niemcom, Brytyjczykom, Rosjanom, Skandynawom czy Amerykanom by dostrzec w bardzo różnych działaniach prowadzonych w tych państwach znamiona i elementy bardzo przemyślanej, prowadzonej w myśl interesu narodowego i państwowego polityki historycznej.
wtorek, 6 sierpnia 2013
Wakacyjny epizod
Pewnego dnia w czasie wycieczki rowerowej po Rudawach Janowickich (bardzo piękne pasmo górskie w pobliżu Kowar) spotkałem parę rowerzystów prowadzących rowery. Okazało się, że jeden z nich złapał gumę. Na moje pytanie dlaczego nie załatali dziury z rozbrajającym uśmiechem usłyszałem, że nic nie mają ze sobą (są potrzebne łatki, specjalne łyżki do ściągnięcia opony oraz oczywiście pompka), ale niebawem przyjedzie serwis. W ciągu paru minut przy pomocy udostępnionego przeze mnie zestawu naprawczego znów byli gotowi do jazdy, ale żaden serwisant się nie pojawił. W międzyczasie wywiązała się krótka rozmowa, gdyż zainteresowanie wzbudziły naklejki znajdujące się na ramie mojego roweru. Pochodzą one z różnych miejsc, które przemierzyłem na dwóch kółkach np. z Alp, Norwegii, Szkocji czy Nowej Zelandii. Młodszy rowerzysta ze zdumieniem, wręcz niedowierzaniem zapytał czy naprawdę taki rower był w tylu odległych miejscach. „Taki rower”, czyli raczej przeciętny egzemplarz. Gdy padła odpowiedź twierdząca z niedowierzaniem kręcili głowami. Moi rozmówcy byli modnie ubrani, a ich rowery były z „górnej półki” z ceną jednostkową co najmniej 10.000 zł; pewnie rower za dwa tysiące wydał im się jakiś dziwny…
Widać wiara, że wszystko można kupić jest obecna także u sportowców. Ale jak widać z opisu tego epizodu nie zawsze tak jest, a drobna awaria może stanowić nie lada kłopot.
Niestety wiara w moc „kasy” rozciąga się na wszystkie sfery życia, a dość powszechny jest pogląd, że można kupić wszystko i wszystkich. Tradycyjne wartości tak ważne w życiu publicznym np. pracowitość, uczciwość, sumienność, patriotyzm i wiele, wiele innych zostają zastąpione lub nawet już zostały wyparte przez „nową wiarę”, czyli pieniądz.
Widać wiara, że wszystko można kupić jest obecna także u sportowców. Ale jak widać z opisu tego epizodu nie zawsze tak jest, a drobna awaria może stanowić nie lada kłopot.
Niestety wiara w moc „kasy” rozciąga się na wszystkie sfery życia, a dość powszechny jest pogląd, że można kupić wszystko i wszystkich. Tradycyjne wartości tak ważne w życiu publicznym np. pracowitość, uczciwość, sumienność, patriotyzm i wiele, wiele innych zostają zastąpione lub nawet już zostały wyparte przez „nową wiarę”, czyli pieniądz.
wtorek, 30 lipca 2013
niedziela, 28 lipca 2013
Wakacyjna migawka
Ostatnie dwa tygodnie spędziłem zwiedzając Dolny Śląsk. Odwiedziłem wiele miejscowości, sporo kilometrów przekręciłem także na rowerze dzięki czemu miałem liczne okazje do rozmów z mieszkańcami miast, miasteczek i wiosek. Ocena sytuacji w tych miejscach – w ocenie mych rozmówców - była w zasadzie zawsze taka sama: narzekano na niekompetencję lokalnych władz, korupcję, brak wizji rozwoju. Taka jednomyślna postawa jest zastanawiająca; czy jest możliwe by wszędzie działo się tak źle? Według mojej oceny w wielu miejscowościach widać zmiany, a te tereny znam dobrze z corocznych wycieczek rowerowych. Może to znak, iż to obywatele nie chcą lub nie potrafią uczestniczyć w życiu lokalnej społeczności? Nie miałem oczywiście żadnej możliwości poznania poglądów przedstawicieli lokalnych władz i to jest obraz świata tylko jednej strony.
Spróbujmy spojrzeć przez ten pryzmat na życie polskich uczelni; tu także słychać wiele narzekań i krytycznych ocen działań władz na szczeblu krajowym i lokalnym. Ale czy my, pracownicy uczelni jesteśmy partnerami dla władz i staramy się czynnie brać udział w kształtowaniu uczelni? Nie sądzę by tak było; model społeczny jaki utrwalił się w ciągu minionych dekad od 1945 roku trwale (niestety) podzielił społeczeństwo na dwie grupy: „my” i „oni”, czyli władza. Brak społeczeństwa obywatelskiego widać na każdym kroku, a bez prawdziwego współdziałania na rzecz dobra wspólnego trudno będzie zbudować nowoczesne państwo zdolne do skutecznej rywalizacji na polu międzynarodowym. Na polu nauki widać to aż nadto wyraźnie; stanowimy tylko tło dla świata.
Spróbujmy spojrzeć przez ten pryzmat na życie polskich uczelni; tu także słychać wiele narzekań i krytycznych ocen działań władz na szczeblu krajowym i lokalnym. Ale czy my, pracownicy uczelni jesteśmy partnerami dla władz i staramy się czynnie brać udział w kształtowaniu uczelni? Nie sądzę by tak było; model społeczny jaki utrwalił się w ciągu minionych dekad od 1945 roku trwale (niestety) podzielił społeczeństwo na dwie grupy: „my” i „oni”, czyli władza. Brak społeczeństwa obywatelskiego widać na każdym kroku, a bez prawdziwego współdziałania na rzecz dobra wspólnego trudno będzie zbudować nowoczesne państwo zdolne do skutecznej rywalizacji na polu międzynarodowym. Na polu nauki widać to aż nadto wyraźnie; stanowimy tylko tło dla świata.
wtorek, 9 lipca 2013
czwartek, 4 lipca 2013
Wakacje
Zaczęły się wakacje, bieżące sprawy odchodzą na dalszy plan. W tym okresie nie zamykam formalnie bloga, ale nowe teksty będą się ukazywały raczej okazjonalnie, jako potrzeba wynikająca z bieżących wydarzeń. Wszystkim Czytelnikom dziękuję za aktywność w minionym roku akademickim mierzoną liczbą odsłon i komentarzy.
Życzę udanych wakacji.
Życzę udanych wakacji.
piątek, 28 czerwca 2013
O systemie głosowania elektronicznego
Wczoraj odbyło się ostatnie przed wakacjami posiedzenie Rady Wydziału w Zabrzu. Mimo iż nie było kolokwium habilitacyjnego ze względu na bardzo liczne głosowania posiedzenie trwało dość długo. Głosowania odbywały się drogą elektroniczną i o tym systemie chciałbym napisać parę zdań. Na poprzednim spotkaniu RW gorącą dyskusję wywołała kwestia przyporządkowania każdemu członkowi RW konkretnego, numerowanego pilota do głosowania. Ten system nie gwarantuje anonimowości głosowań dotyczących spraw personalnych. Dziekan Prof. M. Misiołek poinformował nas, że ta sprawa była przedmiotem długich dyskusji w gronie rektorskim i dziekańskim. Jednocześnie przyznał, że ten system nie gwarantuje anonimowości głosowania i, jak stwierdził „włamać się można nawet do Pentagonu”. Swe zdanie wspierające dotychczasowy system imiennego przydziału pilotów uzasadniał faktem, iż w części głosowań biorą udział tylko samodzielni pracownicy nauki, a w innych cała RW. Prof. M. Rokicki zasugerował, żeby problem rozwiązać w taki sposób, by podzielić pulę pilotów na dwie części; jedną dla doktorów habilitowanych i profesorów, drugą dla pozostałych członków RW i w obu przydzielać piloty losowo, bez identyfikacji odbiorcy.
Niestety, Dziekan zignorował tę propozycję.
Uważam, że ta sytuacja jest nie do zaakceptowania, a anonimowość głosowań personalnych to absolutnie nieodzowny warunek prawidłowego funkcjonowania uczelni. W dawniej stosowanym systemie anonimowość była stuprocentowa, czego nie zapewnia – przy takiej organizacji przydziału pilotów – nowy system głosowania elektronicznego.
Niestety, Dziekan zignorował tę propozycję.
Uważam, że ta sytuacja jest nie do zaakceptowania, a anonimowość głosowań personalnych to absolutnie nieodzowny warunek prawidłowego funkcjonowania uczelni. W dawniej stosowanym systemie anonimowość była stuprocentowa, czego nie zapewnia – przy takiej organizacji przydziału pilotów – nowy system głosowania elektronicznego.
poniedziałek, 24 czerwca 2013
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Tysięczny tekst
Poprzedni tekst był tysięcznym jaki ukazał się na blogu. To dobra okazja do pewnych podsumowań. Blog istnieje od lutego 2008 roku, ale dopiero 24 czerwca 2008 roku założyłem licznik wejść. Od tego czasu zanotowałem 359.777 wejść, co daje średnio prawie 200 wejść dziennie. Odwiedzający blog z Internetem łączyli się w 94 krajach świata, a najwięcej wejść (oczywiście poza Polską) było z USA (1475), Niemiec (1325) i Wielkiej Brytanii (993). Najbardziej intryguje mnie aż 216 wejść z Tuvalu, małego państewka zagubionego gdzieś na Pacyfiku. Tą drogą proszę o kontakt tego Czytelnika lub Czytelników.
Ciekawie przedstawia się także geografia statystyki Czytelników bloga z Polski; najwięcej wejść, nie licząc Górnego Śląska, było z województw małopolskiego i dolnośląskiego, a w klasyfikacja miast wygląda następująco: Gliwice, Katowice, Kraków, Wrocław i Warszawa.
Najwięcej wejść bo aż 1475 miał tekst „Densytometr” z 24.06.2010, a kolejne teksty cieszące się największą uwagą to post z 13.11.2012 („Ważna decyzja Trybunału Konstytucyjnego” z 915 odsłonami) i „Najnowsze wyniki wyborów” z 19.04.2012 (520). Nadeszło łącznie ponad 4000 komentarzy, a 196 nie opublikowałem z powodu ich niestosownej treści, używanego w nich słownictwa lub naruszenia dóbr osób trzecich.
Dziękuję wszystkim Czytelnikom oraz komentatorom za ich udział w kształtowaniu opinii publicznej, tak potrzebnej dla prawidłowego biegu spraw w uczelniach. Jestem przekonany, że niezależne obszary dyskusji są ważnym elementem demokracji akademickiej.
Ciekawie przedstawia się także geografia statystyki Czytelników bloga z Polski; najwięcej wejść, nie licząc Górnego Śląska, było z województw małopolskiego i dolnośląskiego, a w klasyfikacja miast wygląda następująco: Gliwice, Katowice, Kraków, Wrocław i Warszawa.
Najwięcej wejść bo aż 1475 miał tekst „Densytometr” z 24.06.2010, a kolejne teksty cieszące się największą uwagą to post z 13.11.2012 („Ważna decyzja Trybunału Konstytucyjnego” z 915 odsłonami) i „Najnowsze wyniki wyborów” z 19.04.2012 (520). Nadeszło łącznie ponad 4000 komentarzy, a 196 nie opublikowałem z powodu ich niestosownej treści, używanego w nich słownictwa lub naruszenia dóbr osób trzecich.
Dziękuję wszystkim Czytelnikom oraz komentatorom za ich udział w kształtowaniu opinii publicznej, tak potrzebnej dla prawidłowego biegu spraw w uczelniach. Jestem przekonany, że niezależne obszary dyskusji są ważnym elementem demokracji akademickiej.
środa, 12 czerwca 2013
niedziela, 9 czerwca 2013
Wspomnienie o Profesorze Edmundzie Rogali
25 maja zmarł Profesor Edmund Rogala, były kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych i Alergologii w Zabrzu, Prorektor ds. klinicznych w latach 1984-1990. To smutna wiadomość dla wielu osób, które spotkały Profesora na swej drodze życiowej.
Jako były pracownik tej kliniki chciałbym napisać parę słów wspomnień.
Pracę zawodową pod kierunkiem Profesora Rogali rozpocząłem w 1982 roku. To był trudny czas; Polska była rozdarta po okresie „festiwalu wolności” z lat 1980-1981. Dla mnie osobiście to był także okres próby, bo właśnie zbliżał się czas końca studiów. Już wiosną 1982 roku, gdy byłem na VI roku medycyny zwróciłem się z zapytaniem do Profesora czy mógłbym liczyć na zatrudnienie w Jego klinice. Nawet nie marzyłem o etacie akademickim, bo dla osób z przeszłością aktywnej działalności w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów zatrudnienie w uczelni było raczej wykluczone. Profesor okazał mi przychylność, zarekomendował mnie ówczesnemu dyrektorowi Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu dr Z. Tyczyńskiemu, który obiecał mi etat szpitalny. Niestety, gdy ponownie zgłosiłem się jesienią celem złożenia stosownych dokumentów przed rozpoczęciem pracy okazało się, że nie ma dla mnie miejsca. Dopiero parę lat temu dowiedziałem się, że zablokowanie etatu było efektem działań tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa dr Jerzego Nożyńskiego (TW Anatom). Ale wówczas ponownie pomocną dłoń wyciągnął do mnie Profesor Rogala, który pomógł uzyskać etat w Zespole Opieki Zdrowotnej w Zabrzu z oddelegowaniem do kliniki. Profesor z pewnością wiedział o przyczynach zablokowania etatu szpitalnego, ale nie wahał się pójść drogą „pod prąd” ówczesnego czasu. Te wydarzenia ukierunkowały całe moje późniejsze życie zawodowe. Pod kierunkiem Profesora pracowałem 17 lat, aż do Jego przejścia na emeryturę. Zawsze pogodny, elegancki i dystyngowany znakomicie uosabiał wizerunek prawdziwego profesora medycyny. W Klinice Alergologii, jak się wówczas nazywała kierowana przez Niego jednostka zebrał się młody zespół lekarski oraz czworo adiunktów dr med. B. Rogala, J. Dwornicki, K. Zawisza i J. Jarząb. To był inspirujący czas dla młodego adepta medycyny stawiającego dopiero pierwsze kroki na drodze zawodowej. Profesor w swej klinice realizował konsekwentny program działań obejmujący pracę zawodową i naukową. Wszystko miało swój czas i porządek. Dzień zaczynał się od raportu, w czasie którego lekarz dyżurny zdawał bardzo precyzyjną i dokładną relację z przebiegu dyżuru. Na każdym odcinku, męskim i kobiecym regularnie odbywały się wizyty profesorskie. Profesor skrupulatnie badał pacjentów, ale także oczekiwał od nas, lekarzy prowadzących, szczegółowej wiedzy o stanie zdrowia naszych chorych. Oglądał, ba, sprawdzał historie choroby, pytał nas o wyniki badań i plany dalszej diagnostyki. Teraz, z perspektywy lat można docenić ten trud ukierunkowany na stworzenie prawidłowych warunków rozwoju zawodowego, choć wtedy niejednokrotnie czuliśmy dużą presję. Podobnie poważnie traktowano w klinice pracę naukową. W każdy czwartek odbywały się zebrania naukowe. Punktualnie o godzinie 10 jedna osoba przedstawiała jakiś problem medyczny w salce biblioteki kliniki. Nieobecność nie wchodziła w grę, to było najważniejsze wydarzenie tygodnia. Profesor nie akceptował czytania z kartek, a do dobrego tonu było wygłoszenie tekstu bez pomocy wcześniejszych notatek. Czasem ktoś przygotował przeźrocza, a o prezentacjach multimedialnych nikt wówczas nie słyszał. To była dobra szkoła wystąpień publicznych, co niejednemu z wychowanków Profesora przydało się później w życiu. Regularnie odbywały się także tzw. „Zaduszki”, czyli analiza zgonów przy udziale patomorfologa, a dyskusje i spory z doktorami Majewskim czy Kowalskim trudno zapomnieć.
W pracy pod kierunkiem Profesora Rogali zdarzały się także epizody humorystyczne. Kiedyś na profesorskiej wizycie pacjent na pytanie skierowane do pacjenta: czy Pan pali? ten całkiem poważnie odpowiedział oburzony, że na sali chorych nie pali…Profesor zachował spokój i opanowanie. Cenną cechą Profesora, ważną dla każdej osoby sprawującej funkcję kierowniczą, była umiejętność łatwego nawiązywania kontaktu z innymi ludźmi, od portiera poprzez pacjenta aż do personelu pielęgniarskiego i lekarzy w klinice.
Praca pod kierunkiem Profesora Rogali dawała solidne podstawy dla dalszego rozwoju zawodowego i naukowego. Mnóstwo osób uzyskało I i II stopień specjalizacji w chorobach wewnętrznych, a także alergologii. O jakości pracy naukowej świadczą uzyskane stopnie i tytuły naukowe; 6 osób związanych z kliniką uzyskało tytuły naukowe profesora, dwie stopień doktora habilitowanego, a liczba doktoratów jest długa.
29 maja na uroczystościach pogrzebowych zebrało się liczne grono byłych współpracowników Profesora, pracowników uczelni, pacjentów. W imieniu władz uczelni głos zabrał Prorektor Prof. J. Duława, a z grona dawnych pracowników kliniki Profesora pożegnał Prof. J. Jarząb. Odszedł kolejny z naszych Nauczycieli, wychowanek i absolwent Śląskiej Akademii Medycznej.
Jako były pracownik tej kliniki chciałbym napisać parę słów wspomnień.
Pracę zawodową pod kierunkiem Profesora Rogali rozpocząłem w 1982 roku. To był trudny czas; Polska była rozdarta po okresie „festiwalu wolności” z lat 1980-1981. Dla mnie osobiście to był także okres próby, bo właśnie zbliżał się czas końca studiów. Już wiosną 1982 roku, gdy byłem na VI roku medycyny zwróciłem się z zapytaniem do Profesora czy mógłbym liczyć na zatrudnienie w Jego klinice. Nawet nie marzyłem o etacie akademickim, bo dla osób z przeszłością aktywnej działalności w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów zatrudnienie w uczelni było raczej wykluczone. Profesor okazał mi przychylność, zarekomendował mnie ówczesnemu dyrektorowi Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu dr Z. Tyczyńskiemu, który obiecał mi etat szpitalny. Niestety, gdy ponownie zgłosiłem się jesienią celem złożenia stosownych dokumentów przed rozpoczęciem pracy okazało się, że nie ma dla mnie miejsca. Dopiero parę lat temu dowiedziałem się, że zablokowanie etatu było efektem działań tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa dr Jerzego Nożyńskiego (TW Anatom). Ale wówczas ponownie pomocną dłoń wyciągnął do mnie Profesor Rogala, który pomógł uzyskać etat w Zespole Opieki Zdrowotnej w Zabrzu z oddelegowaniem do kliniki. Profesor z pewnością wiedział o przyczynach zablokowania etatu szpitalnego, ale nie wahał się pójść drogą „pod prąd” ówczesnego czasu. Te wydarzenia ukierunkowały całe moje późniejsze życie zawodowe. Pod kierunkiem Profesora pracowałem 17 lat, aż do Jego przejścia na emeryturę. Zawsze pogodny, elegancki i dystyngowany znakomicie uosabiał wizerunek prawdziwego profesora medycyny. W Klinice Alergologii, jak się wówczas nazywała kierowana przez Niego jednostka zebrał się młody zespół lekarski oraz czworo adiunktów dr med. B. Rogala, J. Dwornicki, K. Zawisza i J. Jarząb. To był inspirujący czas dla młodego adepta medycyny stawiającego dopiero pierwsze kroki na drodze zawodowej. Profesor w swej klinice realizował konsekwentny program działań obejmujący pracę zawodową i naukową. Wszystko miało swój czas i porządek. Dzień zaczynał się od raportu, w czasie którego lekarz dyżurny zdawał bardzo precyzyjną i dokładną relację z przebiegu dyżuru. Na każdym odcinku, męskim i kobiecym regularnie odbywały się wizyty profesorskie. Profesor skrupulatnie badał pacjentów, ale także oczekiwał od nas, lekarzy prowadzących, szczegółowej wiedzy o stanie zdrowia naszych chorych. Oglądał, ba, sprawdzał historie choroby, pytał nas o wyniki badań i plany dalszej diagnostyki. Teraz, z perspektywy lat można docenić ten trud ukierunkowany na stworzenie prawidłowych warunków rozwoju zawodowego, choć wtedy niejednokrotnie czuliśmy dużą presję. Podobnie poważnie traktowano w klinice pracę naukową. W każdy czwartek odbywały się zebrania naukowe. Punktualnie o godzinie 10 jedna osoba przedstawiała jakiś problem medyczny w salce biblioteki kliniki. Nieobecność nie wchodziła w grę, to było najważniejsze wydarzenie tygodnia. Profesor nie akceptował czytania z kartek, a do dobrego tonu było wygłoszenie tekstu bez pomocy wcześniejszych notatek. Czasem ktoś przygotował przeźrocza, a o prezentacjach multimedialnych nikt wówczas nie słyszał. To była dobra szkoła wystąpień publicznych, co niejednemu z wychowanków Profesora przydało się później w życiu. Regularnie odbywały się także tzw. „Zaduszki”, czyli analiza zgonów przy udziale patomorfologa, a dyskusje i spory z doktorami Majewskim czy Kowalskim trudno zapomnieć.
W pracy pod kierunkiem Profesora Rogali zdarzały się także epizody humorystyczne. Kiedyś na profesorskiej wizycie pacjent na pytanie skierowane do pacjenta: czy Pan pali? ten całkiem poważnie odpowiedział oburzony, że na sali chorych nie pali…Profesor zachował spokój i opanowanie. Cenną cechą Profesora, ważną dla każdej osoby sprawującej funkcję kierowniczą, była umiejętność łatwego nawiązywania kontaktu z innymi ludźmi, od portiera poprzez pacjenta aż do personelu pielęgniarskiego i lekarzy w klinice.
Praca pod kierunkiem Profesora Rogali dawała solidne podstawy dla dalszego rozwoju zawodowego i naukowego. Mnóstwo osób uzyskało I i II stopień specjalizacji w chorobach wewnętrznych, a także alergologii. O jakości pracy naukowej świadczą uzyskane stopnie i tytuły naukowe; 6 osób związanych z kliniką uzyskało tytuły naukowe profesora, dwie stopień doktora habilitowanego, a liczba doktoratów jest długa.
29 maja na uroczystościach pogrzebowych zebrało się liczne grono byłych współpracowników Profesora, pracowników uczelni, pacjentów. W imieniu władz uczelni głos zabrał Prorektor Prof. J. Duława, a z grona dawnych pracowników kliniki Profesora pożegnał Prof. J. Jarząb. Odszedł kolejny z naszych Nauczycieli, wychowanek i absolwent Śląskiej Akademii Medycznej.
Józef Wieczorek laureatem Nagrody Kongresu Mediów Niezależnych przyznawanej za obronę prawdy w mediach
piątek, 7 czerwca 2013
Posiedzenie Rady Wydziału w Zabrzu
Na kolejnym posiedzeniu Rady Wydziału w Zabrzu omawiano wiele spraw; trzy w mojej ocenie wymagają krótkiego omówienia.
Przed rozpoczęciem obrad odebraliśmy urządzenia do głosowania elektronicznego i oddelegowany pracownik uczelni przystąpił do instruktażu stosowania tej metody. Od dawna postulowałem wprowadzenie tej metody w celu usprawnienia i skrócenia obrad. System jest prosty i łatwy w obsłudze; jest jednak pewne „ale”. Otóż każdemu członkowi RW przypisano pilota do głosowania o stałym numerze, co oznacza, że można zidentyfikować sposób głosowania, także w sprawach personalnych. Podniosłem ten problem, co wywołało dość ożywioną dyskusję. Co prawda osoba prowadząca szkolenie zapewniała o „szczelności” systemu i nawet pokazano nam stosowne oświadczenie firmy, która opracowała system, ale niektórzy dyskutanci nie dali temu wiary.
A sprawa jest łatwa do rozstrzygnięcia; należy po prostu przy odbiorze urządzenia przydzielać je losowo, bez przypisywania numeru konkretnej osobie. Wg obietnicy Dziekana Prof. M. Misiołka ta sprawa ma być rozstrzygnięta w najbliższej przyszłości, a dzisiejsze głosowania miały tylko charakter testowy.
Druga ważna sprawa dotyczyła planów uruchomienia studiów na wydziale lekarsko-dentystycznym dla studentów anglojęzycznych. To duża szansa dla wydziału, ale i wyzwanie. Pytanie, czy mamy wystarczającą kadrę, dysponującą czasem dla prowadzenia zajęć z tymi studentami w świetle już dziś dużego obciążenia dydaktyką, czy liczba osób płynnie władających językiem angielskim jest odpowiednia, no i kwestia jakości bazy dydaktycznej nie mówiąc już o konieczności dostosowania akademików do oczekiwań studentów zagranicznych. Jest aprobata RW dla tej idei, ale droga do jej realizacji jest trudna i pewnie nie tak bliska.
Trzecia kwestia to sprawa sprecyzowania wymagań stawianych kandydatom do stopni naukowych oraz tytułu naukowego. To bardzo dobry kierunek, stałe zasady oceny dorobku naukowego są konieczne; 1 maja opublikowałem ankietę dotyczącą tej sprawy. Problem przedstawił Prof. A. Gabriel, który zaprezentował propozycje wydziałowej komisji ds. nauki. Ta propozycja jest oparta, wg podanej informacji, na zasadach obowiązujących w CM UJ ze zmniejszeniem wymogu wartości wskaźnika IF z 10 do 7,2 punktu. W dyskusji przedstawiłem moją propozycję, opartą na wynikach ankiety (jej wyniki zaprezentowałem na blogu 2 czerwca). Poniżej tego tekstu zamieszczam tekst prezentacji jaką przedstawiłem na posiedzeniu RW. Problematyka dotycząca oceny dorobku i kryteriów awansu wywołała żywą dyskusję, część zabierających głos przychylała się do poglądu o konieczności stworzenia zasad wolnych od subiektywnych ocen, inni optowali za utrzymaniem przy ocenie kandydata także innych kryteriów, nie pozostających w związku z dorobkiem naukowym. Dziekan M. Misiołek zapowiedział dalsze prace, zaprosił mnie do współpracy by na następnym posiedzeniu RW zaprezentować nową propozycję.
Przed rozpoczęciem obrad odebraliśmy urządzenia do głosowania elektronicznego i oddelegowany pracownik uczelni przystąpił do instruktażu stosowania tej metody. Od dawna postulowałem wprowadzenie tej metody w celu usprawnienia i skrócenia obrad. System jest prosty i łatwy w obsłudze; jest jednak pewne „ale”. Otóż każdemu członkowi RW przypisano pilota do głosowania o stałym numerze, co oznacza, że można zidentyfikować sposób głosowania, także w sprawach personalnych. Podniosłem ten problem, co wywołało dość ożywioną dyskusję. Co prawda osoba prowadząca szkolenie zapewniała o „szczelności” systemu i nawet pokazano nam stosowne oświadczenie firmy, która opracowała system, ale niektórzy dyskutanci nie dali temu wiary.
A sprawa jest łatwa do rozstrzygnięcia; należy po prostu przy odbiorze urządzenia przydzielać je losowo, bez przypisywania numeru konkretnej osobie. Wg obietnicy Dziekana Prof. M. Misiołka ta sprawa ma być rozstrzygnięta w najbliższej przyszłości, a dzisiejsze głosowania miały tylko charakter testowy.
Druga ważna sprawa dotyczyła planów uruchomienia studiów na wydziale lekarsko-dentystycznym dla studentów anglojęzycznych. To duża szansa dla wydziału, ale i wyzwanie. Pytanie, czy mamy wystarczającą kadrę, dysponującą czasem dla prowadzenia zajęć z tymi studentami w świetle już dziś dużego obciążenia dydaktyką, czy liczba osób płynnie władających językiem angielskim jest odpowiednia, no i kwestia jakości bazy dydaktycznej nie mówiąc już o konieczności dostosowania akademików do oczekiwań studentów zagranicznych. Jest aprobata RW dla tej idei, ale droga do jej realizacji jest trudna i pewnie nie tak bliska.
Trzecia kwestia to sprawa sprecyzowania wymagań stawianych kandydatom do stopni naukowych oraz tytułu naukowego. To bardzo dobry kierunek, stałe zasady oceny dorobku naukowego są konieczne; 1 maja opublikowałem ankietę dotyczącą tej sprawy. Problem przedstawił Prof. A. Gabriel, który zaprezentował propozycje wydziałowej komisji ds. nauki. Ta propozycja jest oparta, wg podanej informacji, na zasadach obowiązujących w CM UJ ze zmniejszeniem wymogu wartości wskaźnika IF z 10 do 7,2 punktu. W dyskusji przedstawiłem moją propozycję, opartą na wynikach ankiety (jej wyniki zaprezentowałem na blogu 2 czerwca). Poniżej tego tekstu zamieszczam tekst prezentacji jaką przedstawiłem na posiedzeniu RW. Problematyka dotycząca oceny dorobku i kryteriów awansu wywołała żywą dyskusję, część zabierających głos przychylała się do poglądu o konieczności stworzenia zasad wolnych od subiektywnych ocen, inni optowali za utrzymaniem przy ocenie kandydata także innych kryteriów, nie pozostających w związku z dorobkiem naukowym. Dziekan M. Misiołek zapowiedział dalsze prace, zaprosił mnie do współpracy by na następnym posiedzeniu RW zaprezentować nową propozycję.
czwartek, 6 czerwca 2013
O polskich uczelniach
Chciałbym kilka słów napisać, jako komentarz do ostatniego posiedzenia Rady Wydziału. Jak wspominałem wcześniej od kilku miesięcy z powodu prowadzenia ćwiczeń nie brałem udziału w obradach RW. Ten czasowy dystans stwarza lepszą możliwość dostrzeżenia pewnych faktów. Przede wszystkim zdumiała mnie mała liczba obecnych osób; przecież obawiano się, że po przywróceniu do składu RW wszystkich samodzielnych pracowników nauki sala obrad będzie pękać w szwach. To poważny problem, jak RW ma podejmować swe decyzje przy nieobecności tak wielu osób? Są członkowie RW, którzy w zasadzie nigdy się nie pojawiają, chyba gdy mają do załatwienia swoje sprawy. Usprawiedliwieniem nieobecności jest urlop, udział w konferencji naukowej lub prowadzenie zajęć dydaktycznych. Naszym OBOWIĄZKIEM jest obecność. Ale sama obecność to za mało, tworzenie nowej jakości musi być oparte na otwartej dyskusji. Ale chętnych do zabierania głosu jest niewielu. Patrząc na posiedzenia RW z perspektywy blisko roku pracy nowych władz widać istotne różnice względem dwóch wcześniejszych kadencji. Dziekan Prof. M. Misiołek sprawnie prowadzi obrady, nie ma miejsca na typowe dla poprzednich lat pozamerytoryczne dyskusje. Ale to niestety nie przełom z powodu niskiej aktywności członków RW.
Dlaczego tak się dzieje? Sądzę, że jest to konsekwencja ogólnej sytuacji polskich uczelni. Regres trwa od lat. Obniżanie finansowania nauki, coraz większe możliwości zarobkowania w innych miejscach niż macierzyste uczelnie (np. w innych, zwykle niepublicznych uczelniach) doprowadziły do sytuacji, że nasze życie nie kręci się wokół własnej uczelni, która stała się swoistym dodatkiem do innych aktywności. Ewolucja zjawisk społecznych prowadzących do deprecjacji znaczenia nauki i szkolnictwa wyższego jest faktem, ale życie nie zna próżni. Dążenie do spełnienia życiowych aspiracji jest naturalne dla każdego człowieka i w efekcie procesu, który zarysowałem widzimy odwracanie się od uczelni.
Bez zmian na poziomie krajowym nie ma żadnych szans na odwrócenie tego trendu, ale to potrzeba zmian o fundamentalnym charakterze. Nie chodzi wcale – przynajmniej w pierwszym etapie – o zwiększenie nakładów na szkolnictwo wyższe i naukę. Najpierw należy zmienić zasady funkcjonowania uczelni idące w kierunku podniesienia ich poziomu w zakresie dydaktyki i nauki. Bez tych działań, będących wspólnym dziełem rządu i Sejmu oraz środowisk uniwersyteckich, będziemy skazani bezterminowo na rolę tła dla świata.
Stawiam pytania:
-Czy klasa polityczna, rozumiana jako rząd i Sejm + Senat jest w stanie podjąć odpowiednie reformy?
-Czy środowiska polskich uczelni są gotowe by wziąć udział, jako równorzędny partner dla klasy politycznej, w prawdziwej reformie polskich uczelni?
Dlaczego tak się dzieje? Sądzę, że jest to konsekwencja ogólnej sytuacji polskich uczelni. Regres trwa od lat. Obniżanie finansowania nauki, coraz większe możliwości zarobkowania w innych miejscach niż macierzyste uczelnie (np. w innych, zwykle niepublicznych uczelniach) doprowadziły do sytuacji, że nasze życie nie kręci się wokół własnej uczelni, która stała się swoistym dodatkiem do innych aktywności. Ewolucja zjawisk społecznych prowadzących do deprecjacji znaczenia nauki i szkolnictwa wyższego jest faktem, ale życie nie zna próżni. Dążenie do spełnienia życiowych aspiracji jest naturalne dla każdego człowieka i w efekcie procesu, który zarysowałem widzimy odwracanie się od uczelni.
Bez zmian na poziomie krajowym nie ma żadnych szans na odwrócenie tego trendu, ale to potrzeba zmian o fundamentalnym charakterze. Nie chodzi wcale – przynajmniej w pierwszym etapie – o zwiększenie nakładów na szkolnictwo wyższe i naukę. Najpierw należy zmienić zasady funkcjonowania uczelni idące w kierunku podniesienia ich poziomu w zakresie dydaktyki i nauki. Bez tych działań, będących wspólnym dziełem rządu i Sejmu oraz środowisk uniwersyteckich, będziemy skazani bezterminowo na rolę tła dla świata.
Stawiam pytania:
-Czy klasa polityczna, rozumiana jako rząd i Sejm + Senat jest w stanie podjąć odpowiednie reformy?
-Czy środowiska polskich uczelni są gotowe by wziąć udział, jako równorzędny partner dla klasy politycznej, w prawdziwej reformie polskich uczelni?
niedziela, 2 czerwca 2013
Wyniki ankiety
W ankiecie z 1 maja br. dotyczącej zasad awansu naukowego wzięło udział 65 osób. Poniżej przedstawiam wyniki.
W odpowiedzi na dwa zadane pytania dotyczące kryteriów awansu naukowego:
1. Czy potrzebne są czytelne i precyzyjne kryteria oceny kandydata do stopni naukowych?
- 95% respondentów odpowiedziało TAK,
2. Czy potrzebne są czytelne i precyzyjne kryteria oceny kandydata do tytułu naukowego?
- 94% respondentów odpowiedziało TAK.
3. pytanie dotyczyło wybrania najważniejszego kryterium oceny dorobku naukowego – tu rozrzut odpowiedzi był duży:
- Liczba publikacji – 5%
- Liczba publikacji oryginalnych – 11%
- Wartość dorobku wyrażoną w punktach ministerialnych - 4%
- Liczba publikacji, w których kandydat jest pierwszym autorem lub autorem seniorem – 22%
- Wartość współczynnika IF – 23%
- Wartość współczynnika Hirscha – 17%
- Liczba cytacji – 17% .
Wyniki ankiety jednoznacznie wskazują, że istnieje potrzeba przyjęcia czytelnych zasad awansu naukowego. Aktualnie stosowane kryteria są dość dowolnie interpretowane, a rozrzut dorobku osób ubiegających się o stopnie naukowe i tytuł naukowy jest ogromny i trudny do zaakceptowania.
Do dyskusji pozostaje oczywiście, jakie kryteria powinny być najważniejsze; najpewniej optymalna byłby jakiś wspólny algorytm ujmujący przynajmniej pewne kryteria przy założeniu minimalnego dorobku dla każdego z punktów. Np. mogę sobie wyobrazić, że kandydat do stopnia doktora powinien mieć np. co najmniej 2-3 publikacje, a kandydat do stopnia doktora habilitowanego, co najmniej 30 publikacji (w tym 20 oryginalnych publikacji), być w co najmniej 10. z nich pierwszym lub ostatnim autorem, mieć IF>15, wsp. Hirscha co najmniej 5 (tzn. pięć prac cytowanych po 5x) oraz 100 cytacji.
Dla aspirujących do tytułu naukowego profesora należałoby ten dorobek w przybliżeniu podwoić.
Można także nadać każdemu z kryteriów względną wartość (np. dla wsp. Hirscha 17%, a dla wartości IF 23%) i postawić warunek uzyskania 100% dla rozpoczęcia procedury awansowej.
I tak osoba mająca IF=15 otrzymywałaby 23% przy kryterium IF=15 punktów, a osoba z IF=30 uzyskiwałaby 46%. Analogicznie można postąpić z innymi kryteriami, by móc wyrównać szanse w różnych specjalnościach medycznych różniących się np. wartością IF czasopism (np. przy IF np. 5 można uzupełnić dorobek w innych kategoriach: odpowiednia liczba publikacji, cytacji i wartość wsp. Hirscha).
W odpowiedzi na dwa zadane pytania dotyczące kryteriów awansu naukowego:
1. Czy potrzebne są czytelne i precyzyjne kryteria oceny kandydata do stopni naukowych?
- 95% respondentów odpowiedziało TAK,
2. Czy potrzebne są czytelne i precyzyjne kryteria oceny kandydata do tytułu naukowego?
- 94% respondentów odpowiedziało TAK.
3. pytanie dotyczyło wybrania najważniejszego kryterium oceny dorobku naukowego – tu rozrzut odpowiedzi był duży:
- Liczba publikacji – 5%
- Liczba publikacji oryginalnych – 11%
- Wartość dorobku wyrażoną w punktach ministerialnych - 4%
- Liczba publikacji, w których kandydat jest pierwszym autorem lub autorem seniorem – 22%
- Wartość współczynnika IF – 23%
- Wartość współczynnika Hirscha – 17%
- Liczba cytacji – 17% .
Wyniki ankiety jednoznacznie wskazują, że istnieje potrzeba przyjęcia czytelnych zasad awansu naukowego. Aktualnie stosowane kryteria są dość dowolnie interpretowane, a rozrzut dorobku osób ubiegających się o stopnie naukowe i tytuł naukowy jest ogromny i trudny do zaakceptowania.
Do dyskusji pozostaje oczywiście, jakie kryteria powinny być najważniejsze; najpewniej optymalna byłby jakiś wspólny algorytm ujmujący przynajmniej pewne kryteria przy założeniu minimalnego dorobku dla każdego z punktów. Np. mogę sobie wyobrazić, że kandydat do stopnia doktora powinien mieć np. co najmniej 2-3 publikacje, a kandydat do stopnia doktora habilitowanego, co najmniej 30 publikacji (w tym 20 oryginalnych publikacji), być w co najmniej 10. z nich pierwszym lub ostatnim autorem, mieć IF>15, wsp. Hirscha co najmniej 5 (tzn. pięć prac cytowanych po 5x) oraz 100 cytacji.
Dla aspirujących do tytułu naukowego profesora należałoby ten dorobek w przybliżeniu podwoić.
Można także nadać każdemu z kryteriów względną wartość (np. dla wsp. Hirscha 17%, a dla wartości IF 23%) i postawić warunek uzyskania 100% dla rozpoczęcia procedury awansowej.
I tak osoba mająca IF=15 otrzymywałaby 23% przy kryterium IF=15 punktów, a osoba z IF=30 uzyskiwałaby 46%. Analogicznie można postąpić z innymi kryteriami, by móc wyrównać szanse w różnych specjalnościach medycznych różniących się np. wartością IF czasopism (np. przy IF np. 5 można uzupełnić dorobek w innych kategoriach: odpowiednia liczba publikacji, cytacji i wartość wsp. Hirscha).
środa, 29 maja 2013
Pożegnanie Profesora Edmunda Rogali
Dziś odbył się pogrzeb Profesora Edmunda Rogali, mojego pierwszego Nauczyciela medycyny. Po nabożeństwie żałobnym w imieniu władz uczelni kilka zdań wygłosił Prorektor Prof. J. Duława, który w ciepłych słowach pożegnał Profesora zaliczając Go do grona znakomitych mistrzów medycyny. Potem zabrał głos Prof. Jerzy Jarząb, wychowanek Profesora. W nieco dłuższej, pełnej emocji wypowiedzi zawarł parę faktów z życia zmarłego, opisał Jego zasługi, a także odniósł się do 30 lat wspólnej pracy w Katedrze i Klinice Chorób Wewnętrznych i Alergologii. Sądzę, że te ciepłe słowa podzielało wielu obecnych wychowanków i uczniów Profesora Edmunda Rogali.
Pod kierownictwem Profesora pracowałem blisko 20 lat; w najbliższym czasie napiszę o tych latach specjalny tekst.
Pod kierownictwem Profesora pracowałem blisko 20 lat; w najbliższym czasie napiszę o tych latach specjalny tekst.
poniedziałek, 27 maja 2013
Uroczystości pogrzebowe Profesora Edmunda Rogali
Przed chwilą uzyskałem informację, że msza święta w intencji Profesora Edmunda Rogali odbędzie się w środę 29 maja o godzinie 11 w kościele pod wezwaniem Św. Anny w Zabrzu ul. 3-Maja, a uroczystości pogrzebowe na cmentarzu przy ulicy Czołgistów w Zabrzu.
niedziela, 26 maja 2013
Zmarł Profesor Edmund Rogala
Wczoraj zmarł Profesor Edmund Rogala, były kierownik Katedry Chorób Wewnętrznych i Alergologii w Zabrzu. Pod Jego kierunkiem zdobywałem kolejne stopnie zawodowe i naukowe w latach 1982-2001. Grono licznych współpracowników Profesora ze smutkiem przyjęło wiadomość o Jego śmierci.
sobota, 25 maja 2013
Układ zamknięty
Chyba tylko raz zdarzyło mi się kiedyś przedstawić na blogu moją opinię dotyczącą obrazu filmowego. Drugą taką okazję stworzyło powstanie filmu „Układ zamknięty” Ryszarda Bugajskiego. Opowiedziano w nim historię opartą na autentycznych wydarzeniach z początku bieżącego stulecia (2003 r.). By nie odebrać atrakcyjności odbioru filmu osobom, które jeszcze go nie widziały streszczę go w paru zdaniach. Akcja toczy się w Gdańsku (w rzeczywistości te wydarzenia miały miejsce w Krakowie) w środowisku biznesowym. Trzech wspólników otwiera nowoczesną fabrykę, co wzbudza zainteresowanie osób z kręgu władzy szukających na nich „haków”. Prokurator, brawurowo wykreowany przez Janusza Gajosa i naczelnik urzędu skarbowego, w którego postać wcielił się Kazimierz Kaczor osaczają bohaterów stosując przy tym brutalne metody znane raczej dla walki z mafią. Te działania, jak się potem okaże, nie mają żadnego uzasadnienia, a ich jedynym motywem była chęć przejęcia atrakcyjnego przedsięwzięcia biznesowego. Dzięki uporowi jednego dziennikarza udaje się zdemaskować ten niecny plan, ale dokonane w międzyczasie kroki prawne nie zostały anulowane. Nasi bohaterowie spędzają parę miesięcy w więzieniu, tracą dorobek życia, a potem latami walczą o swe prawa i dobre imię., natomiast przestępcze działania prokuratora i innych zamieszanych osób nigdy nie zostały osądzone. Ba, niektórzy nikczemni spiskowcy awansowali w hierarchii zawodowej.
Końcowa konkluzja filmu jest porażająca; w państwie mieniącym się mianem państwa prawa urzędnicy piastujący wysokie funkcje publiczne bezkarnie dopuścili się przekrętu na dużą skalę.
Piszę o tych wydarzeniach, bo wiodąca oś filmu – opis układu ludzi władzy znajdujących się niejako poza zasięgiem prawa – wcale nie ogranicza się do tego przykładu. Oczywiście nieuczciwi ludzie chętnie podążający drogami poza prawem trafiają się w każdym kraju, ale tam muszą liczyć się, że dosięgnie ich ręka sprawiedliwości. U nas jest dokładnie odwrotnie; ile to razy słyszeliśmy, że ukarano np. sprzedawczynię, która nie wbiła do kasy fiskalnej należności za bułkę wartą 50 groszy, a malwersanci i łapówkarze z udowodnionymi przestępstwami liczonymi w milionach unikają kary. Nawet – jak pokazał niedawny, kuriozalny wyrok sądu – można wziąć łapówkę i zostać uznanym za osobę niewinną.
Kwestia odpowiedzialności za swe czyny nie dotyczy tylko przestępstw natury kryminalnej, idzie o poszanowanie prawa w ogóle. Przykładów sytuacji, w których zasady prawa były przekraczane nie brak także w życiu polskich uczelni.
Szkody społeczne tego rodzaju bezprawnych działań są ogromne i daleko wykraczają poza bezpośredni zakres decyzji. Prowadzą do atrofii dyskusji, odwracanie się od życia publicznego w ogóle, ucieczkę w sferę prywatności. Takie postawy widzimy wokół, bierność stała się wręcz normą, a osoby aktywne, dyskutujące i zadające nieraz trudne pytania są rzadko spotykane i wręcz niemile widziane.
Prawdziwi Bohaterowie filmu stworzyli Stowarzyszenie „Niepokonani”, które broni osób pokrzywdzonych przez aparat państwowy. W krótkim okresie udokumentowali 2000 (DWA TYSIĄCE) spraw, w których doszło do nadużycia władzy. Te dane jednoznacznie sugerują, że takich przykładów jest w skali kraju wielokrotnie więcej. To przejaw paraliżu państwa, które nie jest w stanie dopilnować interesu zwykłych obywateli, bezbronnych wobec różnego rodzaju działań „układu” znajdującego się poza zasięgiem prawa.
Końcowa konkluzja filmu jest porażająca; w państwie mieniącym się mianem państwa prawa urzędnicy piastujący wysokie funkcje publiczne bezkarnie dopuścili się przekrętu na dużą skalę.
Piszę o tych wydarzeniach, bo wiodąca oś filmu – opis układu ludzi władzy znajdujących się niejako poza zasięgiem prawa – wcale nie ogranicza się do tego przykładu. Oczywiście nieuczciwi ludzie chętnie podążający drogami poza prawem trafiają się w każdym kraju, ale tam muszą liczyć się, że dosięgnie ich ręka sprawiedliwości. U nas jest dokładnie odwrotnie; ile to razy słyszeliśmy, że ukarano np. sprzedawczynię, która nie wbiła do kasy fiskalnej należności za bułkę wartą 50 groszy, a malwersanci i łapówkarze z udowodnionymi przestępstwami liczonymi w milionach unikają kary. Nawet – jak pokazał niedawny, kuriozalny wyrok sądu – można wziąć łapówkę i zostać uznanym za osobę niewinną.
Kwestia odpowiedzialności za swe czyny nie dotyczy tylko przestępstw natury kryminalnej, idzie o poszanowanie prawa w ogóle. Przykładów sytuacji, w których zasady prawa były przekraczane nie brak także w życiu polskich uczelni.
Szkody społeczne tego rodzaju bezprawnych działań są ogromne i daleko wykraczają poza bezpośredni zakres decyzji. Prowadzą do atrofii dyskusji, odwracanie się od życia publicznego w ogóle, ucieczkę w sferę prywatności. Takie postawy widzimy wokół, bierność stała się wręcz normą, a osoby aktywne, dyskutujące i zadające nieraz trudne pytania są rzadko spotykane i wręcz niemile widziane.
Prawdziwi Bohaterowie filmu stworzyli Stowarzyszenie „Niepokonani”, które broni osób pokrzywdzonych przez aparat państwowy. W krótkim okresie udokumentowali 2000 (DWA TYSIĄCE) spraw, w których doszło do nadużycia władzy. Te dane jednoznacznie sugerują, że takich przykładów jest w skali kraju wielokrotnie więcej. To przejaw paraliżu państwa, które nie jest w stanie dopilnować interesu zwykłych obywateli, bezbronnych wobec różnego rodzaju działań „układu” znajdującego się poza zasięgiem prawa.
wtorek, 21 maja 2013
O badaniach klinicznych
Eksperci: wciąż za mało badań klinicznych w Polsce
wczoraj, 15:23
Badania kliniczne są motorem postępu w medycynie, przyczyniają się do poprawy opieki medycznej i wydłużenia życia ludzi – przypominają eksperci z okazji Międzynarodowego Dnia Badań Klinicznych, obchodzonego 20 maja. Ich zdaniem w Polsce prowadzi się ich za mało.
Lekarze, badacze i przedstawiciele firm farmaceutycznych dyskutowali o tym w poniedziałek w Warszawie podczas konferencji pt. "Badania kliniczne – za i przeciw".
Jak ocenił Tomasz Kowalczyk z Premier Research, firmy zajmującej się organizacją i prowadzeniem badań klinicznych, Polska ma potencjał do prowadzenia badań klinicznych. Wynika to m.in. z tego, że mamy dużą liczbę mieszkańców – ok. 38 mln (34. miejsce na świecie pod względem liczby ludności), podczas gdy np. Węgry i Czechy łącznie mają tylko 10 mln, czyli cztery razy mniej.
REKLAMA
Mimo to, z przedstawionych przez Kowalczyka danych serwisu ClinicalTrials.gov amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia, wynika, że na koniec 2011 r. w Polsce prowadzone były 272 badania, podczas gdy w Czechach - 185, a na Węgrzech - 188. Najnowsze dane europejskiego rejestru EU Clinical Trials Register wskazują, że różnice te są jeszcze większe. Liczba badań (w tym badań niekomercyjnych) rozpoczętych w 2012 r. na Węgrzech wynosiła 573, w Czechach - 401, a w Polsce – 359.
Zdaniem ekspertów, oznacza to, że mamy potencjał do prowadzenia badań klinicznych, ale go nie wykorzystujemy.
- Mamy szereg wyspecjalizowanych placówek medycznych skupionych wokół wielkich miast (jak Warszawa, Wrocław, Kraków, Poznań, Szczecin, Gdańsk, Lublin, Bydgoszcz, Rzeszów), co zapewnia w miarę równomierny dostęp pacjentów – podkreślił Kowalczyk. Według Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) mamy 800 szpitali i 16 600 zakładów ambulatoryjnej opieki zdrowotnej, co stanowi olbrzymią pulę do robienia badań.
Wśród czynników, które czynią Polskę atrakcyjną dla sponsorów badań klinicznych Patryk Mikucki, dyrektor Warszawskiego Centrum Operacyjnego Badań Klinicznych Astra Zeneca, wymienił też m.in. niskie koszty prowadzenia badań, wysoką jakość pracy badaczy i pozostałego personelu medycznego, a także szybką i skuteczną rekrutację pacjentów.
Teresa Brodniewicz z MTZ Clinical - firmy prowadzącej badania kliniczne na zlecenie - oceniła, że sponsorzy badań klinicznych napotykają w Polsce na wiele utrudnień, w tym natury prawnej, które przyczyniają się do ograniczenia tego rynku w naszym kraju.
Zaznaczyła, że aby zarejestrować badanie kliniczne w Polsce trzeba złożyć średnio 31 dokumentów do Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, a do komisji bioetycznej – średnio 22 dokumenty. Dla porównania, w Kanadzie należy złożyć jedynie 12 dokumentów do agencji Therapeutic Product Directorate.
Zwróciła też uwagę na potrzebę stworzenia centralnego systemu rejestracji uczestników badań klinicznych. Dzięki niemu - według niej - czują się oni bezpieczniej, bo mają poczucie, że państwo ma większy nadzór nad badaniem, a po drugie, może to pomóc wychwycić sytuację, w której pacjent uczestniczy w dwóch czy trzech badaniach klinicznych, co czasem się zdarza.
Zdaniem uczestników konferencji istotny problem stanowi ogólnie niska świadomość społeczna na temat badań klinicznych w Polsce. Wiele mediów - zaznaczyła Brodniewicz - przedstawia je stereotypowo, jako doświadczenia na "królikach". Tymczasem uczestnicy badań oceniają, że dzięki nim mają lepszy dostęp do nowoczesnych technologii i poczucie lepszej opieki medycznej.
Międzynarodowy Dzień Badań Klinicznych jest obchodzony 20 maja dla upamiętnienia pierwszego nowożytnego badania klinicznego przeprowadzonego przez Szkota Jamesa Linda, lekarza okrętowego na statku Królewskiej Marynarki Wojennej - HMS Salisbury. 20 maja 1747 r. rozpoczął on trwający sześć dni eksperyment wśród 12 marynarzy mający wykazać, który z dostępnych wówczas środków może zapobiegać i leczyć szkorbut.
Podzielił ich na sześć par i zastosował: cydr, wodę morską, mieszaninę czosnku, musztardy i chrzanu, roztwór octu, słaby roztwór kwasu siarkowego oraz cytrusy – 2 pomarańcze i jedną cytrynę. Skuteczne okazały się tylko cytrusy, które są bogatym źródłem witaminy C.
wczoraj, 15:23
Badania kliniczne są motorem postępu w medycynie, przyczyniają się do poprawy opieki medycznej i wydłużenia życia ludzi – przypominają eksperci z okazji Międzynarodowego Dnia Badań Klinicznych, obchodzonego 20 maja. Ich zdaniem w Polsce prowadzi się ich za mało.
Lekarze, badacze i przedstawiciele firm farmaceutycznych dyskutowali o tym w poniedziałek w Warszawie podczas konferencji pt. "Badania kliniczne – za i przeciw".
Jak ocenił Tomasz Kowalczyk z Premier Research, firmy zajmującej się organizacją i prowadzeniem badań klinicznych, Polska ma potencjał do prowadzenia badań klinicznych. Wynika to m.in. z tego, że mamy dużą liczbę mieszkańców – ok. 38 mln (34. miejsce na świecie pod względem liczby ludności), podczas gdy np. Węgry i Czechy łącznie mają tylko 10 mln, czyli cztery razy mniej.
REKLAMA
Mimo to, z przedstawionych przez Kowalczyka danych serwisu ClinicalTrials.gov amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia, wynika, że na koniec 2011 r. w Polsce prowadzone były 272 badania, podczas gdy w Czechach - 185, a na Węgrzech - 188. Najnowsze dane europejskiego rejestru EU Clinical Trials Register wskazują, że różnice te są jeszcze większe. Liczba badań (w tym badań niekomercyjnych) rozpoczętych w 2012 r. na Węgrzech wynosiła 573, w Czechach - 401, a w Polsce – 359.
Zdaniem ekspertów, oznacza to, że mamy potencjał do prowadzenia badań klinicznych, ale go nie wykorzystujemy.
- Mamy szereg wyspecjalizowanych placówek medycznych skupionych wokół wielkich miast (jak Warszawa, Wrocław, Kraków, Poznań, Szczecin, Gdańsk, Lublin, Bydgoszcz, Rzeszów), co zapewnia w miarę równomierny dostęp pacjentów – podkreślił Kowalczyk. Według Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) mamy 800 szpitali i 16 600 zakładów ambulatoryjnej opieki zdrowotnej, co stanowi olbrzymią pulę do robienia badań.
Wśród czynników, które czynią Polskę atrakcyjną dla sponsorów badań klinicznych Patryk Mikucki, dyrektor Warszawskiego Centrum Operacyjnego Badań Klinicznych Astra Zeneca, wymienił też m.in. niskie koszty prowadzenia badań, wysoką jakość pracy badaczy i pozostałego personelu medycznego, a także szybką i skuteczną rekrutację pacjentów.
Teresa Brodniewicz z MTZ Clinical - firmy prowadzącej badania kliniczne na zlecenie - oceniła, że sponsorzy badań klinicznych napotykają w Polsce na wiele utrudnień, w tym natury prawnej, które przyczyniają się do ograniczenia tego rynku w naszym kraju.
Zaznaczyła, że aby zarejestrować badanie kliniczne w Polsce trzeba złożyć średnio 31 dokumentów do Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, a do komisji bioetycznej – średnio 22 dokumenty. Dla porównania, w Kanadzie należy złożyć jedynie 12 dokumentów do agencji Therapeutic Product Directorate.
Zwróciła też uwagę na potrzebę stworzenia centralnego systemu rejestracji uczestników badań klinicznych. Dzięki niemu - według niej - czują się oni bezpieczniej, bo mają poczucie, że państwo ma większy nadzór nad badaniem, a po drugie, może to pomóc wychwycić sytuację, w której pacjent uczestniczy w dwóch czy trzech badaniach klinicznych, co czasem się zdarza.
Zdaniem uczestników konferencji istotny problem stanowi ogólnie niska świadomość społeczna na temat badań klinicznych w Polsce. Wiele mediów - zaznaczyła Brodniewicz - przedstawia je stereotypowo, jako doświadczenia na "królikach". Tymczasem uczestnicy badań oceniają, że dzięki nim mają lepszy dostęp do nowoczesnych technologii i poczucie lepszej opieki medycznej.
Międzynarodowy Dzień Badań Klinicznych jest obchodzony 20 maja dla upamiętnienia pierwszego nowożytnego badania klinicznego przeprowadzonego przez Szkota Jamesa Linda, lekarza okrętowego na statku Królewskiej Marynarki Wojennej - HMS Salisbury. 20 maja 1747 r. rozpoczął on trwający sześć dni eksperyment wśród 12 marynarzy mający wykazać, który z dostępnych wówczas środków może zapobiegać i leczyć szkorbut.
Podzielił ich na sześć par i zastosował: cydr, wodę morską, mieszaninę czosnku, musztardy i chrzanu, roztwór octu, słaby roztwór kwasu siarkowego oraz cytrusy – 2 pomarańcze i jedną cytrynę. Skuteczne okazały się tylko cytrusy, które są bogatym źródłem witaminy C.
niedziela, 19 maja 2013
Majowe reminiscencje
Zbigniew Kopczyński to przewodniczący Niezależnego Zrzeszenia Studentów Politechniki Ślaskiej z 1981 roku. Od "zawsze" był aktywny na polu działalności społecznej w kraju, a od paru lat jest także wnikliwym obserwatorem i komentatorem wydarzeń polskiego życia publicznego. Zapraszam do uważnego przeczytania poniższego tekstu.
Różowa biało-czerwona
Różowa biało-czerwona
czwartek, 16 maja 2013
Z życia akademickiego w Zabrzu
Od stycznia br. nie uczestniczyłem w obradach Rady Wydziału w Zabrzu, gdyż miałem w tym czasie zajęcia dydaktyczne. Z tego powodu nie było możliwości by relacjonować bieżące wydarzenia z życia wydziału. Jeden z członków RW zwrócił mi nawet uwagę, że na blogu brak jest bieżących informacji. To fakt, dawniej, jako członek Senatu byłem bliżej aktualnych wydarzeń i znacznie częściej je komentowałem. Zawsze uważałem, że sprawozdanie z posiedzenia Senatu powinno być jednym z pierwszych punktów obrad RW. Jako członek Senatu w latach 2005-2012 zdaję sobie sprawę jak istotne decyzje tam zapadają. Dlatego przy akceptowaniu programu dzisiejszej RW złożyłem wniosek by sprawozdanie z Senatu przesunąć na początek posiedzenia, co spotkało się z aprobatą Dziekana Prof. M. Misiołka. Taki wniosek złożyłem także z tego powodu, iż od studentów dowiedziałem się o planach zmian w regulaminie studiów umożliwiających ich kontynuowanie bez zdania wszystkich egzaminów i chciałem u „źródła” zweryfikować te informacje. Taki system warunkowego dopuszczenia na dany rok od lat obowiązuje na wielu, może większości polskich uczelni. Od lat studenci podejmowali próby wprowadzenia tych zmian także u nas, ale zawsze natrafiali na stanowczy opór.
W sprawozdaniu z Senatu przedstawiono zarys tej rewolucyjnej zmiany filozofii studiowania na naszej uczelni. Istotnie od następnego roku akademickiego dopuszczalne ma być warunkowe zaliczenie roku, ale mają niebawem zostać określone pewne ograniczenia. Trzeba uznać racje, że bez zdania egzaminu np. z anatomii czy fizjologii kontynuowanie studiów nie może mieć miejsca, gdyż to są filary nauk medycznych. Nie ujmując znaczenia żadnej dziedzinie nauczania medycyny takie podejście do sprawy jest jak najbardziej uzasadnione.
Konkludując, mam nadzieję, że odtąd wydarzenia bieżące będące odzwierciedleniem wyników obrad Senatu będą jednym z pierwszych punktów obrad każdej RW.
W sprawozdaniu z Senatu przedstawiono zarys tej rewolucyjnej zmiany filozofii studiowania na naszej uczelni. Istotnie od następnego roku akademickiego dopuszczalne ma być warunkowe zaliczenie roku, ale mają niebawem zostać określone pewne ograniczenia. Trzeba uznać racje, że bez zdania egzaminu np. z anatomii czy fizjologii kontynuowanie studiów nie może mieć miejsca, gdyż to są filary nauk medycznych. Nie ujmując znaczenia żadnej dziedzinie nauczania medycyny takie podejście do sprawy jest jak najbardziej uzasadnione.
Konkludując, mam nadzieję, że odtąd wydarzenia bieżące będące odzwierciedleniem wyników obrad Senatu będą jednym z pierwszych punktów obrad każdej RW.
Ku pamięci bohatera narodowego
Koncert „Tadka” oraz specjalny pokaz spektaklu Sceny Faktu Teatru Telewizji „Śmierć rotmistrza Pileckiego” w 65. rocznicę zamordowania rotmistrza Witolda Pileckiego – Katowice, 25 maja 2013
25 maja 2013 r. przypada 65 rocznica śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego. Aby uczcić Jego pamięć, Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach oraz kino „Światowid” zapraszają na koncert „Tadka” z utworami z płyty „Niewygodna prawda” oraz specjalny pokaz spektaklu Sceny Faktu Teatru Telewizji „Śmierć rotmistrza Pileckiego”, który odbędzie się 25 maja 2013 r. o godz. 15.30 w kinie „Światowid” w Katowicach (ul 3 Maja 7).
Witold Pilecki (1901–1948) całe swoje życie poświęcił ojczyźnie, walce o wolność i godność człowieka. W 1918 r. uczestniczył w akcji rozbrajania Niemców, a w 1920 r. walczył z bolszewikami. W 1939 r. brał udział w kampanii wrześniowej, a następnie zaangażował się w działalność konspiracyjną. W 1940 r. pozwolił się ująć Niemcom, by w ten sposób dostać się do Auschwitz (jako więzień nr 4859), aby zbierać informacje o obozie, m.in. o zagładzie Żydów i utworzyć tam ruch oporu. W 1943 r. zbiegł z Auschwitz, a w 1944 r. wziął udział w powstaniu warszawskim, po którym trafił do niemieckiej niewoli. Po wojnie powrócił do okupowanego przez Sowietów kraju, gdzie podjął działania konspiracyjne. Aresztowany przez UB został skazany na śmierć i zamordowany w 1948 r. Rotmistrz Pilecki przeszedł do historii głównie jako „ochotnik do Auschwitz”.
W programie:
Więcej informacji o uroczystości w kinie „Światowid”:
tel. 32 258 74 32, mail: kino@swiatowid.katowice.pl.
25 maja 2013 r. przypada 65 rocznica śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego. Aby uczcić Jego pamięć, Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach oraz kino „Światowid” zapraszają na koncert „Tadka” z utworami z płyty „Niewygodna prawda” oraz specjalny pokaz spektaklu Sceny Faktu Teatru Telewizji „Śmierć rotmistrza Pileckiego”, który odbędzie się 25 maja 2013 r. o godz. 15.30 w kinie „Światowid” w Katowicach (ul 3 Maja 7).
Witold Pilecki (1901–1948) całe swoje życie poświęcił ojczyźnie, walce o wolność i godność człowieka. W 1918 r. uczestniczył w akcji rozbrajania Niemców, a w 1920 r. walczył z bolszewikami. W 1939 r. brał udział w kampanii wrześniowej, a następnie zaangażował się w działalność konspiracyjną. W 1940 r. pozwolił się ująć Niemcom, by w ten sposób dostać się do Auschwitz (jako więzień nr 4859), aby zbierać informacje o obozie, m.in. o zagładzie Żydów i utworzyć tam ruch oporu. W 1943 r. zbiegł z Auschwitz, a w 1944 r. wziął udział w powstaniu warszawskim, po którym trafił do niemieckiej niewoli. Po wojnie powrócił do okupowanego przez Sowietów kraju, gdzie podjął działania konspiracyjne. Aresztowany przez UB został skazany na śmierć i zamordowany w 1948 r. Rotmistrz Pilecki przeszedł do historii głównie jako „ochotnik do Auschwitz”.
W programie:
- multimedialna prezentacja pieśni patriotycznych
- koncert „TADKA” z utworami z płyty „Niewygodna prawda”
- prelekcja Krzysztofa Trackiego… o Rotmistrzu Witoldzie Pileckim - wystąpienie historyka
- Scena Faktu Teatru Telewizji „Śmierć rotmistrza Pileckiego”
Więcej informacji o uroczystości w kinie „Światowid”:
tel. 32 258 74 32, mail: kino@swiatowid.katowice.pl.
sobota, 11 maja 2013
Ranking polskich uczelni 2013
Poniżej przedstawiam ranking polskich uczelni medycznych wg Rzeczpospolitej i Perspektyw Anno 2013. Nasza uczelnia plasuje się w dole tabeli, podobnie jak w latach ubiegłych. Zaniedbania i różne "wpadki" wizerunkowe jakie się zdarzały w naszej uczelni w ostatnich latach spychają nas do grona najsłabszych polskich uczelni medycznych, a przecież nawet te najlepsze odbiegają znacząco o najlepszych uczelni europejskich i światowych. Niestety, nie widać światełka w tunelu dla polskich uniwersytetów, świat ucieka coraz szybciej. Potrzebujemy prawdziwych reform, a nie pozorowanych zmian i prężenia muskułów. Z finansowaniem nauki na poziomie znacznie poniżej 1% PKB na zawsze pozostaniemy tylko tłem dla zagranicznych uczelni.
| Miejsce | Uczelnia | 2012 | 2013 | Wskaźnik |
| 1 | Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego | 1 | 3 | 100,00 |
| 2 | Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu | 2 | 1 | 94,95 |
| 3 | Warszawski Uniwersytet Medyczny | 4 | 4 | 91,16 |
| 4 | Gdański Uniwersytet Medyczny | 6 | 5 | 91,01 |
| 5 | Uniwersytet Medyczny w Łodzi | 3 | 7 | 85,48 |
| 6 | Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu | 7 | 10 | 85,21 |
| 7 | Uniwersytet Medyczny w Białymstoku | 5 | 2 | 83,46 |
| 8 | Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach | 8 | 9 | 79,85 |
| 9 | Uniwersytet Medyczny w Lublinie | 9 | 6 | 79,31 |
| 10 | Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie | 10 | 8 | 72,17 |
| 11 | Collegium Medicum UMK im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy | 11 | 11 | 61,62 |
piątek, 3 maja 2013
Wyniki ankiety o dyskusji
Przedstawiam wyniki ankiety z 3 kwietnia dotyczącej jawności i anonimowości dyskusji prowadzonych na blogu.
Uzyskane odpowiedzi dają pewien obraz i pozwalają na zrozumienie, dlaczego dyskusja nie toczy się przy otwartej kurtynie.
Poszczególne pytania uzyskały następującą liczbę odpowiedzi TAK
• Biorę udział w dyskusji na blogu – 73,5%
• Brak ujawniania danych personalnych wpływa na jakość dyskusji – 79,6%
• Nie ujawniam swych, gdyż obawiam się reakcji przełożonych – 59,2%
• Nie ujawniam swych, gdyż obawiam się reakcji władz uczelni – 79,6%
• Nie ujawniam swych, gdyż obawiam się reakcji osób trzecich – 38,8%
Cieszy, że ¾ Czytelników deklaruje udział w dyskusjach na blogu. Aż 4 na 5 dyskutantów podziela pogląd, że anonimowość dyskusji negatywnie wpływa na jej jakość. Interesujące dane przynoszą trzy kolejne pytania; okazuje się, że najwięcej obaw budzi ewentualna reakcja władz uczelni i aż 80% osób biorących udział w dyskusjach tym względem motywuje potrzebę zachowania anonimowości. To bardzo znamienna sytuacja wskazująca na poważne zachwiania relacji na linii władze uczelni – pracownicy. Oczywiście dalszych badań wymaga ustalenia dlaczego tak powszechna jest obawa przed reakcją władz uczelni; czy wynika to z obserwacji losów innych pracowników, którzy publicznie prezentowali swe poglądy (np. Prof. Opala) lub osobistych doświadczeń. Niezależnie od przyczyn tego stanu rzeczy brak otwartej dyskusji to przeszkoda na drodze przekształcenia naszej uczelni w nowoczesną, wiodącą uczelnię medyczną w kraju. Interesująca inicjatywa Rektora P. Jałowieckiego prezentująca w Newsletterze różne informacje dotyczące uczelni to przykład jednokierunkowego przepływu treści od władzy do pracowników. Brak jest ścieżki w odwrotnym kierunku.
Potrzebę otwartej dyskusji toczonej na poziomie całej uczelni (czego nie dają dyskusje toczone w Senacie i Radach Wydziału nieznane ogółowi pracowników) uważam za kluczowy warunek rozwoju uczelni.
środa, 1 maja 2013
O nauce
Nie brałem udziału w ostatnim posiedzeniu Rady Wydziału w Zabrzu, gdyż przebywałem w tym czasie na kongresie naukowym. Jednak dotarły do mnie informacje dotyczące dyskusji w sprawie prowadzenia procedur nadania stopnia doktora habilitowanego trzem pracownikom uczelni. Istotą sporu był ich dorobek naukowy, mierzony znanymi kryteriami stosowanymi powszechnie (liczba publikacji, wartość współczynnika IF, cytacje itd.). Część dyskutantów, w tym Dziekan Prof. M. Misiołek postulowali by wstrzymać procedurę w celu zwiększenia dorobku; inni optowali za utrzymaniem tych punktów programu. Oczywiście, jako że nie byłem obecny nie mam możliwości zaprezentowania mego osobistego poglądu, ale problem oceny dorobku naukowego od dawna wymaga – w mojej ocenie – zupełnie nowego podejścia. Dotychczasowe kryteria, mało precyzyjnie określające wymagania stawiane kandydatom aspirującym do uzyskania kolejnych stopni naukowych i tytułu naukowego profesora powinny być ściśle określone. Do dyskusji pozostaje jakie wymagania należy spełnić, a dla różnych dziedzin nauki kryteria powinny być osobno sprecyzowane. Dziś (czego egzemplifikacją jest opisany spór) o dopuszczeniu kandydata decydują w znacznym stopniu względy pozamerytoryczne. Sądzę, że takie kryteria powinny być jednolite dla wszystkich uczelni danego typu w całej Polsce. Drugim istotnym czynnikiem jest ich stabilność; dany kandydat musi na wiele lat przed podejściem do danej procedury wiedzieć, że w czasie przygotowań zasady nie ulegną zmianie.
W celu uzyskania poglądów Czytelników bloga poniżej sformułowałem parę pytań w ankiecie. Pod koniec miesiąca podsumuję jej wyniki, proszę o aktywny udział.
W celu uzyskania poglądów Czytelników bloga poniżej sformułowałem parę pytań w ankiecie. Pod koniec miesiąca podsumuję jej wyniki, proszę o aktywny udział.
Subskrybuj:
Posty (Atom)