Apel o pomoc dla naszego Kolegi Doktora Romana Kuźniewicza

https://www.siepomaga.pl/roman-kuzniewicz

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Wrocławski tygiel

Sawka: Totalna rozprawa z Uniwersytetem Wrocławskim

Jestem baronem. Nie chcę dłużej żyć w średniowieczu

Od ponad dwóch lat wydarzenia na miejscowej uczelni medycznej elektryzują opinię publiczną nie tylko we Wrocławiu. Pisałem o nich wielokrotnie. Dziś zamieszczam pod tekstem dwa linki dotyczące Uniwersytetu Wrocławskiego. Te doniesienia pokazują niezwykłe zjawisko w polskich realiach, od dawien dawna panuje bowiem zwyczaj ukrywania wielu niezbyt chlubnych wydarzeń, a jawna krytyka występuje niezwykle rzadko. Dlatego zachęcam gorąco do przeczytania obu artykułów.

Wydarzenia w uczelniach wrocławskich skłaniają mnie do zastanowienia się czy w stolicy Dolnego Śląska jest aż tak źle czy też wręcz przeciwnie, uczelnie wrocławskie są w awangardzie i obserwujemy początek zmian w polskich uczelniach. Może to są oznaki prawdziwego przełomu w polskim świecie akademickim, przełomu tak długo wyczekiwanego przez świadomą część społeczeństwa i społeczności akademickiej w szczególności?

Czas zweryfikuje tą opinię, ale stawiam tezę, że rozpoczęła się „współczesna rewolucja akademicka”!

niedziela, 30 stycznia 2011

Ważny list Czytelnika

Szanowny Panie Profesorze,
opisywał Pan na swoim blogu sprawę konkursów na stanowiska kierownicze w SUM. Proszę zwrócić uwagę na ogłoszony przez uczelnię 3 stycznia br. ogólnopolski konkurs na stanowisko kustosza z powierzeniem funkcji Dyrektora Biblioteki Głównej. To kolejny zmanipulowany konkurs. Ustawa "Prawo o szkolnictwie wyższym" z dnia 27 lipca 2005 r. w art. 88 ust. 2 jasno określa wymagania formalne stawiane osobie zatrudnianej na stanowisku dyrektora biblioteki szkoły wyższej. Czyżby władze uczelni po dwóch latach braku dyrektora biblioteki satysfakcjonował tylko kustosz pełniący obowiązki dyrektora? Przecież Statut SUM w par. 27 pkt. 2 i w par. 69 pkt. 1 stanowi, że Biblioteką Uczelni kieruje Dyrektor !
Z poważaniem - pracownik uczelni

piątek, 28 stycznia 2011

Przeczytane w prasie

Rektor zawiesza profesora za wykład po pijanemu

czwartek, 27 stycznia 2011

Głos o reformie polskich uniwersytetów

Kędzierski: Debata o uczelniach – prawy prosty z Krakowa

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Czego Jaś się nie nauczy...


Uniwersytet: Obowiązkowe zajęcia z etyki w nauce

piątek, 21 stycznia 2011

W odpowiedzi Czytelnikowi

9 stycznia dotarł do mnie ciekawy komentarz dotyczący liczby wejść na blog. Zmobilizowany do głębszej analizy statystycznej przedstawiam dziś parę jej wyników. Skokowy wzrost zainteresowania blogiem od czerwca 2009 roku przyniosła sprawa niezgodnego z prawem przeniesienia z Zabrza do Katowic dwóch klinik. Do końca maja 2009 roku zamieściłem 69 tekstów, które wywołały zaledwie 54 komentarzy (0,78 komentarza na jeden tekst, jeden komentarz przypadał na 222 wejścia). W całym roku 2009 opublikowałem 227 tekstów, co przy łącznej liczbie 652 komentarzy daje średnio 2,87 komentarzy na jeden tekst. Całkowita liczba 65238 wejść pokazuje, że 1 komentarz powstawał jako efekt 100 wejść.

W roku ubiegłym liczba tekstów była podobna (231), ale spowodowały one nadejście 1035 komentarzy, co daje ich średnią liczbę 4,48 w przeliczeniu na jeden tekst. Więcej Czytelników nadsyłało swe komentarze, gdyż jeden komentarz przypadał na 78 wejść.

Przy okazji tej analizy podaję także ranking zainteresowania w roku ubiegłym mierzony liczbą komentarzy. 32 komentarze wywołała informacja o Rozporządzeniu Pani Rektor (6 grudnia), 30 osób skomentowało informacje o dochodach Kanclerz naszej uczelni (21 marzec), a po 29 nadeszło w reakcji na wydarzenia z 12 maja (12 maja) oraz o planach dotyczących PR-u (6 wrzesień).

PS. W statystyce nie uwzględniłem 37 komentarzy, których nie opublikowałem. Nie jestem cenzorem, ale trudno mi zamieszczać te komentarze, które są obraźliwe dla niektórych osób lub w których znajdują się słowa powszechnie uważane za nieparlamentarne.

czwartek, 20 stycznia 2011

Amicus Plato sed magis amica veritas, czyli chichot historii po 57 latach.

W dniu 8 lutego 1953 roku 53 członków związku literatów polskich napisało rezolucję do komunistycznych władz PRL, że w pełni popierają wyroki sądowe, wyroki kary śmierci.

Oto oni:

Karol Bunsch, Jan Błoński, Władysław Dobrowolski, Kornel Filipowicz, Andrzej Kijowski, Jalu Kurek, Władysław Machejek, W. Maciąg, Sławomir Mrożek, Tadeusz Nowak, Julian Przyboś, T. Sliwiak, Maciej Słomczyński *Joe Alex*, Wisława Szymborska, Olgierd Terlecki, H. Vogler, Adam Włodek, K. Barnaś, Wł. Błachut, J. Bober, Wł. Bodnicki, A. Brosz, B. Brzeziński, B. M. Długoszewski, Ludwik Flaszen, J. A. Frasik, Z. Groń, Leszek Herdegen, B. Husarski, J. Janowski, J. Jaźwiec, R. Kłyś, W. Krzemiński, J. Kurczab, T, Kwiatkowski, J. Lowell, J. Łabuz, H. Markiewicz, Bruno Miecugow, Hanna Mortkowicz-Olczakowa, Stefan Otwinowski, A. Polewka, M. Promiński, E. Rączkowski, E. Sicińska, St. Skoneczny, A. Świrszczyńska, K. Szpalski, Jan Wiktor, Jerzy Zagórski, Marian Załucki, Witold Zechenter, A. Zuzmierowski, K. Żejmo

Rezolucja Związku Literatów Polskich w Krakowie w sprawie procesu krakowskiego

8 lutego 1953

W ostatnich dniach toczył się w Krakowie proces grupy szpiegów amerykańskich powiązanych z krakowską Kurią Metropolitarną. My zebrani w dniu 8 lutego 1953 r. członkowie krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich wyrażamy bezwzględne potępienie dla zdrajców Ojczyzny, którzy wykorzystując swe duchowe stanowiska i wpływ na część młodzieży skupionej w KSM działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali - za amerykańskie pieniądze - szpiegostwo i dywersję.

Potępiamy tych dostojników z wyższej hierarchii kościelnej, którzy sprzyjali knowaniom antypolskim i okazywali zdrajcom pomoc, oraz niszczyli cenne zabytki kulturalne.

Wobec tych faktów zobowiązujemy się w twórczości swojej jeszcze bardziej bojowo i wnikliwiej niż dotychczas podejmować aktualne problemy walki o socjalizm i ostrzej.

Sławomir Mrożek dopisał: Nie ma zbrodni, której byśmy się po nich nie mogli spodziewać. Zaciekłość niedobitków będzie tym większa, tym bardziej będą się upodobniać do SS-manów, do rycerzy płonącego krzyża, Klux Klanu, do brunatnych i czarnych koszul, a występując w tym samym co SS-mani, krzyżowcy, koszule i inni falangiści interesie.

Trwające 2 lata i 8 miesięcy śledztwo nie było tylko brutalnym wydobywaniem informacji, ale metodycznie przygotowanym okrucieństw

Metody bolszewickich "śledztw" komunistycznych bandytów w PRL

Oślepiając ks. biskupa Czesława Kaczmarka skierowaną prosto w oczy żarówką, przesłuchiwali go po 30-40 godzin kolejni, zmieniający się ubecy.

Wyczerpany brakiem snu i pożywienia, bez możliwości korzystania z toalety, ks. biskup Czesław przestawał panować nad odruchami fizjologicznymi. Drwiono wtedy z niego: "Ekscelencja nie potrafi się zachować", i karano karcerem.

Podczas zimy przetrzymywano ordynariusza kieleckiego w samej koszuli, przy otwartym oknie. Wycieńczony organizm z trudem walczył ze skutkami wielostopniowych mrozów.
Było i tak, że zanurzony po szyję w ekskrementach musiał odpowiadać na pytania śledczych.

Później napisał: "...cierpiałem głód, wyniszczający tak dalece, iż zachorowałem na szkorbut, utraciłem 19 zębów w więzieniu i doznałem ogólnego rozstroju całego organizmu tak, iż byłem bliski śmierci".

Trwające 2 lata i 8 miesięcy śledztwo nie było tylko brutalnym wydobywaniem informacji, ale metodycznie przygotowanym okrucieństwem, do którego wprzęgnięto także osiągnięcia nauk medycznych, zwłaszcza patofizjologii układu nerwowego. Więźnia doprowadzano do stanu przedagonalnego, w którym przestawał kontrolować siebie.

Jak pisze ks. prof. Jan Śledzianowski, powołując się na dr Williama Sargenta, NKWD i UB wykorzystywały badania rosyjskiego uczonego Pawłowa.

Przesłuchujący wywoływali u więźnia stan napięcia, który nieustannie przedłużali. Powodowało to zmęczenie mózgu i układu nerwowego. Księdza biskupa Czesława w czasie długotrwałego śledztwa ciągle straszono śmiercią i wmawiano mu, że stawiany przez niego upór szkodzi jego współpracownikom.

środa, 19 stycznia 2011

Newsletter Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego nr 2/2011

Nabór kandydatów na członków Rady Młodych Naukowców

Rozpoczął się nabór kandydatów na członków Rady Młodych Naukowców â organu pomocniczego Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Najważniejszym zadaniem Rady jest pomoc w tworzeniu warunków do dynamicznego rozwoju karier młodych polskich naukowców i wprowadzaniu regulacji, które zagwarantują optymalny rozwój młodego pokolenia uczonych.
Zgłoszenia należy przesyłać do 31 stycznia 2011 r. wyłącznie drogą elektroniczną na adres: Pawel.Moscicki@nauka.gov.pl.
Pełna treść ogłoszenia znajduje się na stronie internetowej MNiSW.

Konkurs na stanowisko Dyrektora Narodowego Centrum Nauki

Rada Narodowego Centrum Nauki ogłasza nabór kandydatów na stanowisko Dyrektora NCN.
Zgłoszenia należy przesyłać do 7 lutego 2011 r. na adres siedziby NCN.
Narodowe Centrum Nauki powołane zostało w ramach reformy nauki, która weszła w życie 1. października 2010 roku.
Głównym zadaniem NCN będzie dystrybucja środków na badania podstawowe (ustawa o Narodowym Centrum Nauki).
Pełna treść ogłoszenia znajduje się w Biuletynie Informacji Publicznej NCN.

Wirtualna Biblioteka Nauki

Już po raz kolejny zachęcamy do korzystania z nowego narzędzia badawczego, jakim jest Wirtualna Biblioteka Nauki, która umożliwia wszystkim polskim naukowcom kontakt z najbardziej prestiżowymi i wartościowymi naukowymi publikacjami. Zapraszamy do odwiedzeniastrony Wirtualnej Biblioteki Nauki.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

List czytelnika

Panie Profesorze,

mam pytanie dotyczące profesora Cieślika. Otóż niedawno w biuletynie informacyjnym SUM (nr 3/2010, str. 22, sprawy kadrowe) przeczytałem, że pełni on nadal funkcję kierownika Katedry i Kliniki Chirurgii Czaszkowo-Szczękowo-Twarzowej. To zdumiewająca informacja. Decyzja dotyczy okresu od 1.05.2010 - ponad pół roku od postawieniu profesorowi licznych zarzutów korupcyjnych - i ma obowiązywać do 31.11.2013. Jak jest możliwa taka nominacja, skoro toczy się wobec profesora postępowanie sądowe? T. Cieślik został odsunięty od wszelkich funkcji w uczelni, nie zasiada już w Senacie, nie uczestniczy w pracach rady wydziału, został usunięty z udziału w przewodach doktorskich. Niedawno o jego sprawie karnej pisała Gazeta Wyborcza. To oburzające by ktoś z tak poważnymi zarzutami karnymi zagrożonymi odsiadką więzienia do lat 12 uzyskiwał nominację na stanowisko kierownicze! Elementarna przyzwoitość, ale także poszanowanie prawa wymaga wstrzymanie się z jakimikolwiek decyzjami dotyczącymi profesora do prawomocnego wyroku sądowego. Decyzja Pani Rektor Prof. E. Małeckiej-Tendery powinna zostać niezwłocznie uchylona.


z poważaniem - pracownik uczelni

sobota, 15 stycznia 2011

Przeczytane w Gazecie Wyborczej

Rektor walczy do końca

czwartek, 13 stycznia 2011

Z kroniki wydarzeń wrocławskich

Profesor wie lepiej, co i jak badać u innego profesora

środa, 12 stycznia 2011

Nauka polska

Polska nauka na peryferiach świata

wtorek, 11 stycznia 2011

Komentarz do posta "Lekcja z bieżących wydarzeń" dodany przez Anonimowego Czytelnika

Moim zdaniem rektor i profesor, osoba dotychczas niekarana, powinien mieć na tyle duży autorytet, że powinien po prostu powiedzieć, że pomylił się w oznaczaniu tekstu, 15 stron z 385 i każdy mu powinien uwierzyć na słowo. A tak profesora medycyny i rektora Uniwersytetu każdy dziennikarz i zawistny pracownik nauki bezkarnie wyzywa publicznie od oszustów, złodziei i plagiatorów. Chociaż nikt go nie skazał za owe przestępstwa. I to jest chyba prawdziwe znaczenie "sprawy (byle kogo) Andrzejaka". Kompletny upadek autorytetu ludzi z tytułami naukowymi. Czekam tylko, aż na Pana prof. Pluskiewicza znajdą jakiegoś "haka". Pokażcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf.

Ten komentarz otrzymałem wczoraj. Natychmiast został zamieszczony na blogu. Sądzę, że wymaga paru słów odpowiedzi.

Autor pisze, że należy oskarżonemu o plagiat rektorowi uwierzyć na słowo. Dalej pisze o „zawistnych pracownikach nauki bezkarnie wyzywających publicznie rektora od oszustów, złodziei i plagiatorów”. Na końcu zabrzmiała wobec mojej osoby prawdziwa groźba, trzeba na mnie znaleźć „haka”. A ostatnie zdanie brzmi, jakby było żywcem przeniesione z „Trybuny Ludu” lub „Żołnierza Wolności”, autor wprowadza nas w dość dawno miniony świat, świat mrocznych lat panowania najpiękniejszego z systemów sprawiedliwości społecznej i wiecznej szczęśliwości.

Szkoda, że autor nie ujawnia swej tożsamości, skoro pozwala sobie na takie stwierdzenia. Ja występuję jawnie, przypominam także anonimowi oraz innym Czytelnikom, że u podłoża powstania mego bloga były bezpodstawne zarzuty skierowane wobec mnie przez Rektor Prof. dr hab. E. Małecką-Tenderę na dwa miesiące przed wyborami rektorskimi w 2008 roku. Haków szukano i nie znaleziono, a Komisja Dyscyplinarna uczelni nie znalazła podstaw, by w ogóle zajmować się sprawą zarzutów wobec mnie.

Jak doskonale wie autor, skoro czyta mój blog, że nigdy, także w ostatnim tekście, nie nazywałem Rektora R. Andrzejaka w/w określeniami, natomiast od początku całej historii wzywałem do jej szybkiego zakończenia z jednoznacznym werdyktem: winny lub niewinny. Ale wobec takiego kalibru zarzutów trudno byłoby oprzeć się na wierze w słowo rektora, w demokratycznym państwie prawnym są procedury wiodące do wiarygodnego rozstrzygnięcia. Wzywałem i nadal wzywam do szybkiego zakończenia sprawy dla dobra polskiego świata uniwersyteckiego.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Podsumowanie roku 2010

Kolejny rok mamy za sobą, warto pokusić się o jego podsumowanie. Spróbuję w kilku zdaniach skupić się na najważniejszych, moim zdaniem, wydarzeniach minionego roku.

  • W perspektywie krajowej na pewno na pierwszym planie należy postawić tzw. „sprawę Rektora Andrzejaka”. Bezprecedensowe zarzuty wobec rektora publicznej uczelni, cały bieg spraw pokazujący niemoc wielu instytucji oraz słabość systemu prawnego obowiązującego w Polsce odzwierciedlają skalę kryzysu, w jakim znajduje się polskie środowisko akademickie. Nikomu z nas, będących pracownikami polskich uczelni nie służy taki stan zawieszenia i braku decyzji: winny lub niewinny. Cenę obniżenia prestiżu świata polskiej nauki płacimy (i będziemy płacić) wszyscy. Szkoda, że ci, którzy powinni i ciągle mogą sprawę rychło zakończyć nie wykazują wystarczającej determinacji w tej mierze.

  • Druga, niezwykle istotna kwestia to planowana reforma polskich uniwersytetów. Trudno jest już dziś o podsumowania, proces legislacyjny trwa, ale informacje, jakie do nas docierają nie są optymistyczne. Podobne, niepokojące wieści docierają w sprawie reform systemu opieki zdrowotnej, np. likwidacja stażu podyplomowego czy LEP-u sugerują regres, a nie postęp. Za kryzys ktoś musi zapłacić, a zdrowie, no cóż…

W uczelni dużo się działo.

  • Obserwujemy pewne inwestycje np. budowę centrum symulacji medycznej, poprawę bazy dydaktycznej Wydziału Opieki Zdrowotnej, inwestycje w Wydziale Farmaceutycznym. Na ich tle mizernie wypadają zmiany dotyczące Wydziału w Zabrzu, asymetria jest niestety coraz wyraźniejsza. Co to za wydział lekarski, który nie ma ani jednej sali wykładowej?

  • Obserwujemy coraz głębszą erozję szeroko rozumianej akademickości w naszej uczelni. Wspólne posiedzenie rad wydziałów 12 maja w Katowicach na Sali im. Prof. Zahorskiego przejdzie do historii, niechlubnej historii manipulacji i lekceważenia wszelkich zasad uniwersyteckich. Uniemożliwiona została dyskusja pod pretekstem konieczności opuszczenia sali z powodu zajęć dydaktycznych na tejże sali; to była niebywała manifestacja arogancji.

  • Druga, bardzo niepokojąca sprawa dotyczy dwóch konkursów na stanowiska kierownicze w Katedrze Ginekologii i Położnictwa w Katowicach oraz Katedrze i Klinice Chirurgii Stomatologicznej. Nie wchodząc w szczegóły, czy jest normalne by w ciągu dwóch lat nie udało się w drodze demokratycznych procedur wyłonić nowych szefów tych jednostek? Jak sądzę, przyczyny w obu przypadkach nie są takie same, ale pokazują paraliż uczelni.

  • Jesienią obserwowaliśmy wysiłki władz uczelni by poprawić swój wizerunek poprzez wsparcie firmy PR oraz trudne do zaakceptowania i zrozumienia rozporządzenia Pani Rektor Prof. dr hab. E. Małeckiej-Tendery (123 i 124).

  • Sprawa Prof. dr hab. J. Dzielickiego już została prawie zapomniana, Profesora czasem widuję na terenie SK-1. Kliniką nie kieruje, a konkurs zatrzymał się na etapie komisji, bo tak jest wola Dziekana Prof. dr hab. W. Króla. A, że łamie on prawo obowiązujące w Polsce oraz procedury uczelniane to nie jest ważne dla Pani Rektor. Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjedli…

  • Obserwujemy dalszą karuzelę na stanowiskach dyrektorskich naszych szpitali klinicznych, otrzymaliśmy podwyżkę (co prawda dopiero w listopadzie, o umiarkowanej wysokości, nasze dochody ciągle należą do najniższych w polskich uczelniach medycznych), ale możemy chlubić się, że Kanclerz mgr B. Kuraszewska jest najlepiej zarabiającą osobą na tym stanowisku wśród kanclerzy polskich uczelni medycznych! A do tego w nagrodę została desygnowana przez macierzystą uczelnię do Rady Nadzorczej Polskiego Radia i Telewizji w Katowicach. Godna nagroda za tak znakomite wypełnianie swej funkcji, widać wszystko już na naszym podwórku „gra” i można „dorobić” do skromnej, kanclerskiej pensyjki, czas odcinać „kupony”…

A Pan/Pani Profesor, Adiunkcie, Asystencie, Wykładowco,
jaką nagrodę specjalną otrzymał/a Pan/Pani za swą codzienną, wytężoną pracę od swej uczelni?

piątek, 7 stycznia 2011

Newsletter Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Nr 1/2011 

Nowe gremia naukowe powołane

3 stycznia 2011 r. minister Barbara Kudrycka powołała członkówKomitetu Polityki Naukowej, kierując się zasadami zapewnienia zrównoważonej reprezentacji różnych dziedzin naukowych, rodzajów jednostek naukowych i dziedzin życia społeczno-gospodarczego. Informacje na temat Komitetu oraz komunikat o powołaniu jego członków znajdują się na stronie internetowej MNiSW.

W dniu 30 grudnia 2010 r. powołany został Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych. W skład nowego organu opiniodawczo-doradczego ministra weszło 30 członków. Na stronie internetowej MNiSWmożna się zapoznać z pełną listą członków KEJN oraz komunikatem o jego powołaniu.

Kolejne konkursy dla naukowców

13 grudnia 2010 r. minister nauki i szkolnictwa wyższego, prof. Barbara Kudrycka ogłosiła konkurs w ramach programu pod nazwą âMobilność Plusâ. Program adresowany jest do naukowców prowadzących nowatorskie badania we wszystkich dziedzinach i dyscyplinach naukowych. Dzięki grantom uzyskanym w programie âMobilność Plusâ polscy uczeni będą mogli włączyć się w prestiżowe międzynarodowe projekty badawcze, współpracować z najlepszymi laboratoriami i instytutami na świecie, korzystać z wiedzy i doświadczeń naukowych autorytetów. Nabór wniosków trwa do 28 lutego 2011 r. Szczegółowe informacje na temat programu znajdują się na stronie internetowej MNiSW. Zachęcamy do udziału w konkursie.

Zapraszamy również do składania wniosków w konkursie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego na realizację przedsięwzięcia pn. âNarodowy Program Foresight â wdrożenie wynikówâ ustanowionego w dniu 1 października 2010 r. Termin składania wniosków: 15 lutego 2011 r.Pełny tekst ogłoszenia znajduje się na stronie BIP MNiSW.

Wirtualna Biblioteka Nauki

Już po raz kolejny zachęcamy do korzystania z nowego narzędzia badawczego, jakim jest Wirtualna Biblioteka Nauki, która umożliwia wszystkim polskim naukowcom kontakt z najbardziej prestiżowymi i wartościowymi naukowymi publikacjami. Zapraszamy do odwiedzeniastrony Wirtualnej Biblioteki Nauki.

środa, 5 stycznia 2011

Aktywność Czytelników bloga w latach 2009 i 2010

rok 2009

rok 2010

wtorek, 4 stycznia 2011

Przeczytane w lokalnej prasie

Szef oddziału chirurgii szczękowej ze Szpitala im. Mielęckiego oskarżony o korupcję

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Lekcja z bieżących wydarzeń

Na wydarzenia związane z zarzutami o plagiat postawione Rektorowi R. Andrzejakowi z wrocławskiej AM warto spojrzeć z nieco szerszej perspektywy. Zrozumiałe są emocje związane z tą historią, w końcu to bezprecedensowa sprawa. Niemniej oderwijmy się na chwilę od bieżących ocen i spróbujmy dokonać oceny ogólnej.

Jakie znaczenie ma tzw. „sprawa Andrzejaka”?

  1. W pierwszej kolejności to kompromitacja samego środowiska wrocławskiej AM. Od początku, czyli od postawienia zarzutów przez NSZZ „Solidarność 80” w listopadzie 2008 roku nie dostrzegłem żadnych poważnych inicjatyw wychodzących z grona pracowników uczelni zmierzających do wyjaśnienia sprawy. Nie są mi znane żadne stanowiska Senatu, Rad Wydziału czy też grup nieformalnych. A przecież można było podjąć takie działania. Jak interpretować brak reakcji lokalnego środowiska akademickiego? W grę wchodzi wiele przyczyn, zaczynając od braku wiary w skuteczność takich działań, poprzez oportunizm, wygodnictwo, fałszywie rozumianą ostrożność, a kończąc na uwikłaniu części osób w interesy aparatu władzy. Nie ma szans na poznanie, jakie motywy dominowały, ale obraz końcowy jest pesymistyczny. Sama manifestacja dr hab. J. Heimratha i apel byłego Rektora Prof. Paradowskiego to bardzo mało. Zdumiewać musi niechęć Senatu części wobec inicjatywy odwołania Rektora, pozostawienie na stanowisku Dziekan wydziału, a decyzja Kolegium Elektorów pozostawiająca R. Andrzejaka na stanowisku to podsumowanie tej obstrukcyjnej postawy.

  2. Idźmy dalej. Wrocław to duży, dynamiczny ośrodek akademicki, skupiający wiele uczelni, tysiące pracowników naukowo-dydaktycznych oraz miejsce edukacji dziesiątków tysięcy młodych ludzi. W interesie całego wrocławskiego akademickiego środowiska leżało, by jak najszybciej sprawa znalazła swój finał. Można sobie wyobrazić, że presja wywarta na Rektora AM musiałaby spowodować jego reakcję. Wiem, że ostatnio podjęto pewne działania, ale nie były one skuteczne.

  3. Uczelnia, szczególnie publiczna, pozostaje w bliskiej relacji z władzami lokalnymi tak rządowymi, jak i samorządowymi. Nie ma tu oczywiście żadnych formalnych zależności, ale naturalne wydaje się oczekiwanie, by przedstawiciele tych władz wyraziły swe zaniepokojenie tak poważnymi zarzutami postawionymi rektorowi. Według mojej wiedzy takie stanowisko nie zostało zaprezentowane.

  4. Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) to jedno z najważniejszych gremiów reprezentujących polskie środowisko uniwersyteckie. W jego składzie zasiada także Rektor Andrzejak. Nie jest mi znane żadne stanowisko KRASP-u, żaden apel, żadne inne działania tego gremium zmierzające do zakończenia sprawy. A przecież powaga i wiarygodność KRASP-u w sytuacji, gdy na jednym z członków ciążą tak poważne zarzuty, jak kradzież własności intelektualnej jest narażona na poważny szwank.

  5. Konferencja Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych (KRAUM) skupia rektorów uczelni medycznych. Z w/w wymienionych powodów trudno nie zapytać dlaczego KRAUM nie podjął żadnej próby rozwiązania problemu. Przewodniczącą KRAUM-u jest Prof. E. Małecka-Tendera, Rektor uczelni, w której pracuję.

  6. Środowiska akademickie to elita społeczeństwa. Profesor uniwersytetu „od zawsze” plasuje się w czołówce w rankingach zaufania społecznego, a profesor medycyny ogniskuje w jednej osobie powagę profesora i zaufanie do lekarza. Gdzie były (i są) te kręgi? Dlaczego nie zabrano głosu? A przecież posiadanie takiej pozycji społecznej generować powinno zobowiązania wobec opinii publicznej.

  7. Dlaczego głosu nie zabrały organy samorządu lekarskiego? W końcu Prof. R. Andrzejak jest lekarzem i członkiem Izby Lekarskiej.

  8. Ministerstwo Zdrowia nadzoruje działania polskich uczelni medycznych i w tak poważnej sytuacji należałoby oczekiwać jednoznacznego stanowiska. Ministerstwo ograniczyło się do powołania osoby (eksperta), który ocenił czy doszło do popełnienia plagiatu. Prof. Stankiewicz nie dopatrzył się takiego czynu wobec czego Ministerstwo zostało zwolnione z odpowiedzialności. Czy tego oczekujemy od organu władzy centralnej? Dopiero w ostatnich tygodniach Ministerstwo Zdrowia zdobyło się na bardziej czytelne kroki zawieszając pełnienie funkcji rektora przez R. Andrzejaka?

  9. Ministerstwo Nauki wprost nie wpływa na uczelnie medyczne. Z uznaniem zatem trzeba przyjąć inicjatywę tego Ministerstwa powołania zespołu ekspertów ds. oceny prawdziwości zarzutów o plagiat. Ten zespół doszedł do odmiennych wniosków niż prof. Stankiewicz. To było ważne orzeczenie, nikt poważny nie próbował kwestionować tej konkluzji.

  10. Sprawa Andrzejaka pokazała słabość systemu prawnego obowiązującego w Polsce. By odwołać rektora należy spełnić jeden z warunków wymienionych w Ustawie o Szkolnictwie Wyższym z 2005 roku. Nie ma tam podejrzenia o plagiat, co powoduje, że nie ma tak naprawdę twardych podstaw prawnych, by odwołać rektora. Ministerstwo zawiesiło rektora, ale w ustawie nie ma takiego rozwiązania. Nie ma wyroku sądowego, rektor w świetle prawa jest niewinny, a same zarzuty to za mało.

  11. Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułu (CK) to ważna instytucja wpływająca na bieg spraw w świecie polskiej nauki. Trzeba docenić, iż CK stanęła na wysokości zadania i skierowała habilitację R. Andrzejaka do ponownego rozpatrzenia. Co prawda wrocławska AM nie podjęła tych działań (co spowodowało zatrzymanie możliwości prowadzenia przewodów habilitacyjnych i procedur o uzyskanie tytułu profesora), ale ta procedura będzie kontynuowana przez CM UJ. Oby szybko i skutecznie.

  12. Opinia publiczna w każdym normalnym, demokratycznym kraju skutecznie wpływa na różne decyzje organów władzy. Rektor uczelni publicznej pełni ważną społecznie funkcję, podlega społecznej ocenie i oczywiste jest znaczenie opinii publicznej, która uważnie obserwuje działania każdego rektora. Dlaczego polska opinia publiczna nie zdołała wpłynąć na bieg spraw, czyżby to dowód na brak faktycznego istnienia niezależnej, polskiej opinii publicznej? A może nie może ona (nie ma gdzie?) przedstawić swego poglądu?

  13. Demokracja akademicka to w czasach „komuny” było prawie nieziszczalne marzenie. Ale historia tak się potoczyła, że uczelnie cieszą się wewnętrzną autonomią. Niestety, historia wrocławska spowodowała podważenie całego systemu demokracji wewnątrzuczelnianej. Po co uczelniom taka wewnętrzna swoboda skoro służy ona „kryciu” takiego występku przeciw etyce akademickiej, jaką jest plagiat? Obawiam się, że echa tej sprawy jeszcze nieraz odbiją się nam „czkawką”, a niechętne uczelniom środowiska będą dysponowały wobec nam potężnym argumentem.

  14. Studenci są odbiorcami pracy kadry naukowo-dydaktycznej, bez nich uczelnie pozostałyby tylko instytutami badawczymi. Czy ktoś rozsądny może uważać, że studenci nie obserwują bieżących wydarzeń? Młodzi ludzie są krytyczni wobec nas, ostro widzą wszelkie nieprawidłowości. Jak możemy od nich oczekiwać sumienności i uczciwości, gdy sami dopuszczamy do takiej kompromitacji? To erozja zaufania do nauczycieli akademickich.

  15. Plagiat zawsze ma dwie strony; osobę „zapożyczającą” czyjąś własność (czyli złodzieja) oraz osoby okradzione z owoców ich pracy. By udowodnić plagiat w bezsporny sposób nieuniknione jest postępowanie sądowe z powództwa cywilnego okradzionych wobec podejrzanego o plagiat. Dlaczego pokrzywdzeni nie skierowali sprawy na tory sądowe? Mieli do tego pełne prawo; szkoda, że z tej drogi nie skorzystali, gdyż mogli już dawno przyczynić się do zamknięcia sprawy.

  16. Prasa to „czwarta” władza. Media pisały sporo na temat Rektora Andrzejaka, redaktor Wysocki z wrocławskiej Gazety Wyborczej wielokrotnie opisywał kolejne etapy. I nic.

czwartek, 30 grudnia 2010

Rozmowa dwóch Senatorów uczelni

Jeden z nich poważnie traktował swą funkcję, dość często zabierał głos w trakcie obrad. A drugi z nich brał udział w posiedzeniach, ale się nie wypowiadał. Radził aktywnemu Senatorowi: „Człowieku, po co się narażać i pokazywać, że masz własne zdanie. Tu wszystko jest dawno ustalone, dyskusja nie jest władzom potrzebna, twoje zdanie nikogo nie interesuje. Masz grzecznie podnosić rękę i tyle, potulne cielę dwie krowy ssie”.

poniedziałek, 27 grudnia 2010

O nauce polskiej

Niedawno w naszej uczelni odbyło się uroczyste wręczanie nagród rektorskich. Ta tradycja sięga jeszcze czasów Rektora T. Wilczoka. W Zabrzu nagrody otrzymali pracownicy Wydziału Zdrowia Publicznego oraz Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym. Pod nieobecność Pani Rektor dyplomy wręczał nam Prorektor ds. Nauki Prof. dr hab. J. Duława. Nagrody przyznawane są w trzech kategoriach za osiągnięcia naukowe, dydaktyczne i organizacyjne, a laureaci otrzymują także gratyfikację pieniężną.
Warto zwrócić uwagę na kilka aspektów związanych z tą uroczystością. Łączny fundusz nagród stanowi 2% funduszu płac uczelni, co czyni sumę nieznacznie przekraczającą 4 mln złotych. Pozornie to spora kwota, ale w odniesieniu do liczby osób nagradzanych w całej uczelni nie jest oszałamiająca. Gdy odnieść ją do funduszu premiowego pozostającego w gestii Pani Rektor Prof. dr hab. E. Małeckiej-Tendery w wysokości niewiele odbiegającej od miliona (pamiętając, że te premie trafiają do znacznie mniejszej liczby, nieznanych społeczności akademickiej osób) to średnia wysokość nagrody nie jest duża.
Najbardziej prestiżową kategorią jest nagroda naukowa. To nauka jest motorem postępu i kształtuje w decydującej mierze zewnętrzny wizerunek uczelni. Można z niewielkim marginesem błędu założyć, że połowa z 4 milionów trafia do autorów prac naukowych. To roczny dochód z pracy w uczelni około 30 profesorów. Czy ktoś trzeźwo myślący może zakładać, że taka suma może pchnąć szerokie kręgi osób do pracy naukowej? By uzyskać nagrodę w wysokości kilku tysięcy złotych trzeba opublikować artykuły, które wymagają setek godzin pracy.

Pracą naukową tak naprawdę zajmują się osoby kilku kategorii;
-osoby w „górnej” półki nauki, zaangażowane w projekty o zasięgu krajowym lub międzynarodowym, prawdziwi liderzy w pracy naukowej,
-osoby dążące do uzyskania stopnia i tytułu naukowego,
-pasjonatów pracy naukowej, którzy dodatkowo mają zapewniony byt z innych źródeł.

Pole manewru władz uczelni jest małe, gdyż fundusz nagród jest limitowany prawnie. Niemniej warto zastanowić się czy nie ma innych dróg zachęty natury finansowej wspierającej aktywność naukową. Druga kluczowa kwestia to zasady awansu w uczelni. Np. statutowy zapis o wymaganiu posiadania w dorobku dwóch punktów w skali IF by móc aspirować o stanowisko adiunkta wcale nie oznacza, że taka osoba uzyska awans. Znam przypadek, że osoba ubiegająca się o to stanowisko i spełniająca ten warunek została przesunięta na stanowisko wykładowcy. Po co zatem się starać, gdy zasady awansu nie są czytelne? Pracownik musi wiedzieć, że jego wysiłek nie pójdzie na marne.
Nauka w Polsce to jest hobby, na które stać niewiele osób. Z nauki wyżyć się nie da (ascetów nie biorę pod uwagę). Spójrzmy jak wygląda praca w szpitalu klinicznym. Struktura czasu poświęcanego na pracę usługową, dydaktyczną i naukową odpowiednio wygląda w przybliżeniu następująco: 50-60%, 20-30% i 5-10%. Działalność naukowa została zepchnięta na margines. Przy finansowaniu nauki na poziomie ułamka procenta dochodu narodowego polska nauka skazana jest na dalszą, marną wegetację, a światełko w tunelu są w stanie dostrzec już tylko niepoprawni optymiści oraz członkowie władz rządowych.

piątek, 24 grudnia 2010

środa, 22 grudnia 2010

POSIEDZENIE SENATU

Dziś odbyło się ostatnie tegoroczne posiedzenie Senatu. Najwięcej uwagi poświęciliśmy punktowi programu dotyczącego Uczelnianego Systemu Zapewnienia Jakości Kształcenia
w Śląskim Uniwersytecie Medycznym w Katowicach (patrz blog z 20.12.2010).
Normalnie w uczelni opracowywanie aktu prawnego odbywa się w ustalonej kolejności, najpierw swe zdanie wypowiadają Rady Wydziału, jako organy kolegialne niższego rzędu, a ostatni głos należy do Senatu. W tym wypadku etap Rad Wydziału został pominięty, nie poddano projektu opracowanego przez Kolegium Dziekańsko-Rektorskie ocenie środowiska akademickiego. Z tego powodu na początku posiedzenia zaproponowałem, by ten punkt usunąć z programu obrad, skierować projekt pod osąd Rad Wydziału i ponownie wprowadzić do programu w styczniu. W podobnym tonie wypowiedzieli się prof. M. Kamiński i prof. A. Sieroń. Niestety, nie zaniechano dyskusji nad tym punktem programu. A jest to niezwykle ważna uchwała Senatu dotycząca jakości procesu dydaktycznego. Pani Rektor stwierdzała kilkakrotnie, że Rady Wydziału będą miały możliwość wypowiedzenia się w tej kwestii i od nich zależeć będzie sposób dokonywania oceny. To czysta manipulacja, nie ma takiej formalnej możliwości wobec zapisu w Statucie uczelni (paragraf 45), który mówi, że uchwały Senatu są obowiązujące dla rektora, pracowników oraz innych organów uczelni. W ożywionej dyskusji uczestniczyłem, ale wobec niedopuszczalnej manipulacji zgłosiłem votum separatum i w głosowaniu nie brałem udziału.
To pogwałcenie dobrych obyczajów akademickich, czego obawiały się władze pomijając Rady Wydziału?
Przecież samo meritum jest dla wszystkich osób jasne; jest potrzeba dążenia do poprawy jakości kształcenia, ale wypracowanie zasad tego procesu powinno w jakiejś mierze należeć do szeroko rozumianej społeczności akademickiej.
Warto także poinformować o wypowiedzi prof. Kamińskiego, który w trakcie - chwilami gorącej - wymiany zdań apelował o poziom dyskusji adekwatny do powagi najwyższego organu kolegialnego uczelni.
Poza tym warto się także zastanowić, czy na pewno da się pozytywnie wpłynąć na jakość procesu dydaktycznego stosując metody administracyjne. Padło nawet określenie o motywach powstania uchwały w postaci „nagród” i „kar” zaliczając propozycję uchwały do tej drugiej kategorii. Wiara, że można ingerować w procesy społeczne bez wprowadzania pozytywnych zmian funkcjonowania pewnych procesów jest irracjonalna. Chyba, że to tylko działania fasadowe; usłyszeliśmy, że Komisja Akredytacyjna żądała przyjęcia takiego rozwiązania.
Druga kwestia, o której chciałbym napisać słów parę dotyczy likwidacji Zakładu Radiodiagnostyki, Radiologii Zabiegowej i Medycyny Nuklearnej w Centralnym Szpitalu Klinicznym w Katowicach. Z powodu odejścia z pracy dwóch pracowników ta jednostka nie spełnia wymogów stawianych przez NFZ. Rada Społeczna tego szpitala wyraziła zgodę na likwidację jednostki oraz powstanie w jej miejsce… prywatnej firmy. Czyli publicznemu szpitalowi się nie opłaca, a jego miejsce zajmuje prywatny interes. Niestety, Senat wyraził niewielką większością zgodę na ten proceder „dzikiej prywatyzacji”.

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Do pracowników Śląskiego Uniwersytetu Medycznego

W czasie najbliższego posiedzenia Senatu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, które odbędzie się dnia 22 grudnia br. planowane jest przyjęcie ważnego dokumentu wpływającego na naszą pracę w uczelni. Tekst pochodzący z programu tego posiedzenia - będąc członkiem Senatu - otrzymałem drogą poczty elektronicznej i prezentuję go poniżej. Uważam, że Senat nie powinien w ogóle zajmować się tą sprawą. Nie wyobrażam sobie bowiem, by Senat mógł przyjąć taką regulację prawną bez zasięgnięcia opinii szeroko rozumianej opinii społeczności akademickiej.
Nic o nas bez nas.

Materiały do pkt IV ppkt 1 porządku obrad Senatu SUM w dniu 22.12.2010 r. - Uczelniany System Zapewnienia Jakości Kształcenia w Śląskim Uniwersytecie Medycznym w Katowicach

Materiały do pkt IV ppkt 1 porządku obrad Senatu SUM w dniu 22.12.2010 r. - Protokół z hospitacji zajęć dydaktycznych Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach

piątek, 17 grudnia 2010

HOT NEWS!

IV spotkanie z cyklu „Spory z historią” – „ Górnośląskie uczelnie na celowniku SB” – Gliwice, 17 grudnia 2010

Muzeum w Gliwicach wraz z Oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach zaprasza na czwarte spotkanie z cyklu „Spory z historią”, które odbędzie się 17 grudnia 2010 r. o godz. 17.00 w Willi Caro w Gliwicach (ul. Dolnych Wałów 8 a). Gośćmi kolejnego spotkania pt. „ Górnośląskie uczelnie na celowniku SB” będą historycy Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Katowicach: dr Adam Dziuba i dr Mirosław Sikora, którzy uczestniczą w ogólnopolskim projekcie badawczym „Aparat bezpieczeństwa wobec środowisk twórczych i naukowych”. Są autorami wielu artykułów i przyczynków badawczych traktujących o inwigilacji, metodach pracy operacyjnej SB i agenturze w środowiskach Uniwersytetu Śląskiego i Politechniki Śląskiej. Są również redaktorami najnowszej publikacji katowickiego IPN „Myśl na uwięzi. Kontrola operacyjna środowisk akademickich województwa katowickiego przez Służbę Bezpieczeństwa w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku. Studia i szkice”. Moderatorem dyskusji będzie Bogusław Tracz (OBEP Katowice).

czwartek, 16 grudnia 2010

Jak pieniądze pacjentów zmieniają właściciela

środa, 15 grudnia 2010

Z prac Sejmu

Andrzej Kossuth
Warszawa 09.11.2010 r.
ul. Gen. Władysława Sikorskiego 32/10
40-282 Katowice



WYSŁUCHANIE PUBLICZNE W RAMACH PRAC
nad rządowym projektem ustawy o zmianie ustawy prawo o szkolnictwie wyższym, ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki oraz o zmianie niektórych innych ustaw




Panie Przewodniczący, Panie i Panowie Posłowie, Szanowni Państwo.



Pod pretekstem usprawnienia zarządzania różne ośrodki polityczne w tym Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego starają się ograniczyć zasady demokratycznego wyłaniania organów jednoosobowych i kolegialnych. Procedowana nowela ustawy nie jest wolna od tej tendencji. Wpisuje się w działania u ułatwiające prywatyzacje uczelni publicznych.

Świadczy o tym np. art. 60 ust. 2 umożliwiający zastąpienie senatu uczelni publicznej przez inny organ kolegialny. Celowość powoływania „innego” organu kolegialnego nie jest jasna, skoro zgodnie z ust. 3 obowiązują go przepisy dotyczące senatu. Można przypuszczać, że inny ma być właśnie sposób wyłaniania tego organu, czyli nie będzie to organ przedstawicielski, gdyż wtedy nie byłoby logicznego uzasadnienia jego tworzenia.

Podobnie skutkuje wprowadzenie możliwości trybu konkursowego wyłonienia organów jednoosobowych w uczelniach publicznych art. 72 ust. 1, art. 75 ust. 1 art. 76 ust. 1.

Nowela ustawy dotycząca wyboru członków Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie jest wolna od tej wady. Mimo że art. 45 ust, 1 stanowi, że „Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego, jest wybieralnym organem przedstawicielskim nauki i szkolnictwa wyższego", w art. 46 ust 1 p. 1, 2, 3 przeczy deklarowanej uprzednio zasadzie przedstawicielstwa.

Środowiska: akademickie, Polskiej Akademii Nauk i Instytutów Badawczych zostały tu pominięte, a wyboru dokonują wąskie grona korporacyjne KRASPu, Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Rada Główna Instytutów Badawczych.

Jest to następny krok do ograniczania podstawowej zasady demokracji, którą jest powszechność wyborów i posiadanie swoich przedstawicieli w organach opiniotwórczych.
Rada Główna staje się, więc fasadowym organem Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich oraz Konferencji Rektorów, Prezydium Polskiej Akademii Nauk i Rady Głównej Instytutów Badawczych. - nie przedstawicielskim

Zawarte w projekcie potraktowanie środowiska akademickiego i naukowego rozmija się z jego aspiracjami w zakresie samorządności i zasadami tworzenia społeczeństwa obywatelskiego.

Wyłanianie członków Rady „z nadania” wąskich gremiów spowoduje z prawdopodobieństwem bliskim pewności, że przedstawiciele doktorów, najliczniejszej grupy nauczycieli akademickich, pracowników PAN i Instytutów Badawczych, nie będą mieli reprezentacji na szczeblu krajowym. Byłoby to zjawisko groźne w naszych trzech silnie zhierarchizowanych środowiskach.

Alternatywą dla błędnych zapisów dotyczących Rady Głównej, mogłoby być pozostawienie obecnej Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego bez zmian w zakresie jej kompetencji i wyłaniania, natomiast powołanie odrębnej Rady Nauki przy Prezydencie RP, jako organu doradczego dla Prezydenta RP oraz Rządu RP. Taką Radę Nauki mogliby tworzyć przedstawiciele uczelni, PAN, Instytutów Badawczych a także ważnych dla kraju instytucji gospodarczych.

Wnoszę o odrzucenie zmian w całości artykułów: 45 i 46

W moim wystąpieniu nie uwzględniłem innych uchybień w rządowym projekcie Ustawy Prawo o Szkolnictwie Wyższym. Mając na względzie, że projekt nie był poprzedzony przyjęciem strategii rozwoju Szkolnictwa Wyższego, wnoszę o jego odrzucenie, a także o odrzucenie Ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki oraz o zmianie niektórych innych ustaw.

wtorek, 14 grudnia 2010

 


Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego zatwierdziła wyniki konkursów ogłoszonych w ramach programów Index Plus, Ideas Plus oraz Iuventus Plus.

Wykazy projektów rekomendowanych do finansowania znajdują się na stronie MNiSW.


W piątek, 10 grudnia 2010 r. uczeni i biznesmeni spotkają się na giełdzie.

Kiedy polski naukowiec zadebiutuje ze swoim wynalazkiem na giełdzie? O tym, że komercjalizacja wyników badań to droga do naukowego i biznesowego sukcesu przekonywać będą podczas piątkowej konferencji w gmachu Giełdy Papierów Wartościowych autorytety w dziedzinie nauki, ekonomii, gospodarki i rynku pracy.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zaprezentuje podręcznik dla naukowców âKomercjalizacja B+R dla praktykówâ.

Rocznie wszystkie polskie uczelnie na sprzedaży efektów swoich prac badawczo-rozwojowych zarabiają około 100 milionów dolarów â to mniej niż przychód tylko jednego amerykańskiego uniwersytetu! University od Columbia w 2009 r. dzięki efektom prac swoich zespołów naukowych uzyskał aż 143 miliony dolarów. A brytyjskie uczelnie na swoich badaniach i odkryciach uzyskują nierzadko więcej niż roczne nakłady polskiego państwa na badania i rozwój.

- Komercjalizacja badań naukowych to dla uczonego ogromna satysfakcja, efekt jego wysiłków przekuwa się na przydatne w codziennym życiu rozwiązania produkcyjne â mówi minister nauki prof. Barbara Kudrycka. â Ale to także droga do zwiększania nakładów na kolejne badania naukowe. W Polsce udział pozabudżetowych środków w finansowaniu badań wciąż jest znikomy, komercjalizacja sprawa że nauka może zarabiać na rzecz rozwoju nauki.

Konferencja rozpocznie się o godz. 10.00 w siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych. O swoich doświadczeniach w komercjalizacji badań opowiedzą firmy, które z sukcesem podjęły się współpracy z uczelniami i instytutami naukowymi. Zaplanowano też warsztaty dla naukowców, podczas których dowiedzą się jak sprawniej patentować i sprzedawać efekty prac badawczych.

Serdecznie zapraszamy do udziału w konferencji.

 

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Zarządzenie Jej Magnificencji Prof. dr hab. n. med. E. Małeckiej-Tendery

niedziela, 12 grudnia 2010

Wieści z Wrocławia

Przeciąganie wyjaśnienia sprawy plagiatu szkodzi

sobota, 11 grudnia 2010

Pracodawca i pracownicy

Problem relacji na linii władze – pracownicy od „zawsze” wzbudzał emocje. Od obu stron oczekujemy uczciwości, poszanowania drugiej strony, przestrzegania prawa. Ale władza zawsze ma pewną przewagę nad pracownikiem, w końcu to pracodawca go zatrudnia, a nie odwrotnie. Pracodawca ma szereg instrumentów, które może wykorzystać wobec podwładnego poczynając od nagród, a na karach kończąc. Światły przedstawiciel władzy ostrożnie korzysta z tych prerogatyw, nagradza za rzeczywiste zasługi, karze sprawiedliwie.

Dlaczego piszę o tych, zdawałoby się oczywistych sprawach? Bezpośrednią przyczyną były uwagi, jakie usłyszałem niedawno od kilku członków mojej Rady Wydziału. Uważali oni, że nie powinienem w czasie spotkania z Panią Rektor zadawać pytania dotyczącego wynagradzania premiowego (patrz blog z 26 listopada). Przypomnę, chciałem uzyskać informację ile osób otrzymuje premie z funduszu znajdującego się w gestii Pani Rektor. Nie pytałem o wysokość nagród ani tym bardziej o nazwiska osób. Moi rozmówcy stoją na stanowisku, że „nie uchodzi” pytać o takie rzeczy, że to sprawa marginalna. Nie mogę zgodzić się z takim poglądem, w moim przekonaniu każda kwestia może być poruszona pod warunkiem, że dotyczy spraw uczelni. Nie do zaakceptowania jest sytuacja, gdy ukrywa się przed opinią publiczną fakty dotyczące np. podziału środków finansowych na wynagrodzenia. To są nasze wspólne pieniądze i uchylanie się od odpowiedzi jest niedopuszczalne.
Boleję, że przynajmniej niektórzy pracownicy uczelni prezentują taki pogląd, jestem przekonany, że jest on odosobniony i w przyszłości władze naszej uczelni będą traktowały pracowników jak partnerów, a nie jak natrętów. Szanując godność funkcji w uczelni np. dziekana lub rektora, pozbędziemy się relacji przypominających raczej stosunki pańszczyźniane niż zasady obowiązujące w uniwersytecie.