piątek, 6 października 2017
piątek, 29 września 2017
O przemijaniu i pamięci
Rozpoczęcie każdego roku akademickiego to obok nowych, bieżących zadań dla pracowników uczelni i studentów to także moment odchodzenia na emeryturę. To nieuchronny proces, ciągle trwa wymiana pokoleniowa. W naszym wydziale w bieżącym roku akademickim czynną pracę kończy kilkoro bardzo znaczących osób z grona profesorskiego. Są wśród nich Profesorowie Rokiccy, żywa legenda wydziału, były Dziekan Profesor Lech Poloński, Prof. A. Boroń-Kaczmarska, Prof. G. Namysłowski i dr hab. K. Monkos. W czasie ostatniego posiedzenia Rady Wydziału Dziekan Prof. M. Misiołek uroczyście pożegnał w imieniu zabrzańskiej społeczności naszych zasłużonych pracowników.
Zawsze w takich chwilach przychodzi refleksja dotycząca przemijania i znaczenia odchodzących Mistrzów. Jak utrwalić pamięć o Nich? Jak uczynić by ich dokonania na rzecz uczelni nie zatarł czas? Pamiętam jak przed laty zapytałem lekarza odbywającego staż w katedrze chorób wewnętrznych czy pamięta Prof. Sroczyńskiego, wieloletniego kierownika tej katedry i usłyszałem odpowiedź, że w ogóle nie ma pojęcia kto to taki! Ten lekarz nie studiował na naszym wydziale stąd się nie zetknął z Prof. Sroczyńskim. Niemniej dobrze byłoby gdyby znał nazwiska wcześniejszych kierowników katedry. Niektóre, wybitne osoby są upamiętniane, np. Szpital Kliniczny nr 1 w Zabrzu nosi imię Prof. Stanisława Szyszki, wieloletniego kierownika Katedry Chirurgii. Imieniem Profesora Zahorskiego, kierownika Katedry chorób wewnętrznych w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych nazwano salę wykładową w Katowicach-Ligocie. Niewątpliwie najbardziej rozpoznawalną osobą pozostanie Prof. Z. Religa, który rozsławił Zabrze w całym kraju. Oczywiście wśród setek osób tylko niektóre w sposób znaczący wywarły wpływ na życie uczelni, wydziału czy katedry i trudno w taki sam sposób utrwalić pamięć o nich. Ale warto zastanowić się czy jednak nie można w jakiś sposób ocalić ich od zapomnienia. Np. w Katedrze Patomorfologii z Zabrzu na miejscu widocznym dla wszystkich wchodzących tam osób wiszą zdjęcia wszystkich byłych kierowników. Podobnie na sali Rady Wydziału zobaczymy portrety wszystkich Dziekanów od początku istnienia wydziału.
Ciekaw jestem opinii Czytelników w tej sprawie.
Zawsze w takich chwilach przychodzi refleksja dotycząca przemijania i znaczenia odchodzących Mistrzów. Jak utrwalić pamięć o Nich? Jak uczynić by ich dokonania na rzecz uczelni nie zatarł czas? Pamiętam jak przed laty zapytałem lekarza odbywającego staż w katedrze chorób wewnętrznych czy pamięta Prof. Sroczyńskiego, wieloletniego kierownika tej katedry i usłyszałem odpowiedź, że w ogóle nie ma pojęcia kto to taki! Ten lekarz nie studiował na naszym wydziale stąd się nie zetknął z Prof. Sroczyńskim. Niemniej dobrze byłoby gdyby znał nazwiska wcześniejszych kierowników katedry. Niektóre, wybitne osoby są upamiętniane, np. Szpital Kliniczny nr 1 w Zabrzu nosi imię Prof. Stanisława Szyszki, wieloletniego kierownika Katedry Chirurgii. Imieniem Profesora Zahorskiego, kierownika Katedry chorób wewnętrznych w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych nazwano salę wykładową w Katowicach-Ligocie. Niewątpliwie najbardziej rozpoznawalną osobą pozostanie Prof. Z. Religa, który rozsławił Zabrze w całym kraju. Oczywiście wśród setek osób tylko niektóre w sposób znaczący wywarły wpływ na życie uczelni, wydziału czy katedry i trudno w taki sam sposób utrwalić pamięć o nich. Ale warto zastanowić się czy jednak nie można w jakiś sposób ocalić ich od zapomnienia. Np. w Katedrze Patomorfologii z Zabrzu na miejscu widocznym dla wszystkich wchodzących tam osób wiszą zdjęcia wszystkich byłych kierowników. Podobnie na sali Rady Wydziału zobaczymy portrety wszystkich Dziekanów od początku istnienia wydziału.
Ciekaw jestem opinii Czytelników w tej sprawie.
wtorek, 26 września 2017
NSZZ "Solidarność" o reformie szkolnictwa wyższego
XII Uniwersyteckie Forum Związkowe NSZZ „Solidarność”
Reforma szkolnictwa wyższego nauki a solidarność środowiska akademickiego
W dniach 21 – 24 2017 r. odbyło się XII Uniwersyteckie Forum Związkowe NSZZ „Solidarność” . Miejscem spotkania był Radom-Turno, a organizatorem Uniwersytet Technologiczno-Humanistyczny w Radomiu.
Zasadniczym elementem Forum były wykłady i dyskusje nawiązujące do oficjalnych punktów tematyki Narodowego Kongresu Nauki i odnoszące się do prezentowanych podczas NKN założeń Ustawy 2.0. Dyskutowano również kwestie, które nie znalazły dostatecznego odzwierciedlenia w programie NKN, a m.in. kontrowersje założeń Ustawy 2.0 w kwestiach poszanowania praw pracowniczych i związkowych oraz niespójności Ustawy z obowiązującym w Polsce Kodeksem Pracy.
Poruszono również problem polityki zrównoważonego rozwoju wobec ośrodków akademickich w Polsce położonych poza głównymi centrami miejskimi jako przejaw braku solidarności społecznej, zagrożenia dla uczelni o charakterze dydaktycznym.
Wyrażono obawy dotyczące propozycji tworzenia Rad uczelni.
Wskazano na niedoskonałości i skutki uboczne wprowadzonego algorytmu subwencji dydaktycznej. Czy gratyfikacja dydaktyczna w zakresie nauczania podstaw powinna być uzależniona od kategorii naukowej uczelni lub wydziału?
Wątpliwości wzbudził także przyszły budżet na naukę. Nie wiadomo, czy dodatkowy 1 mld. złotych ma być przeznaczony na granty, czy na dotację statutową i czy pieniądze powinny być przypisane do instytucji czy do naukowca. Uwagi wątpliwości na temat projektu Ustawy skierowano do prof. dr. hab. Aleksandra Bobko, Wiceministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, który na tym spotkaniu przedstawił intencje towarzyszące rządowemu projektowi reformy polskiej nauki i szkolnictwa.
W konkluzji obrad znalazły się wnioski uczestników Forum dotyczące m.in.:
- potrzeby stosowania polityki zrównoważonego rozwoju w odniesieniu do mniejszych ośrodków akademickich i zaniechania mechanizmów prowadzących do ich degradacji,
- stabilizacji finansowej ośrodków badawczych i większych środków statutowych na odnowienie bazy laboratoryjnej,
- zapewnienie pełnej zgodności Ustawy 2.0 z powszechnie obowiązującym Kodeksem pracy, jak również stworzenia warunków motywujących młodych ludzi do wybierania profesji naukowca
czwartek, 21 września 2017
Odpowiedź Prodziekan dr hab. Alicji Grzanki na komentarze Czytelnika
Jestem zaskoczona treścią i formą wypowiedzi. Gdyby rzeczywiście napisał to student V roku, który uczestniczył we wspomnianym spotkaniu, byłby świadomy innych dodatkowych informacji.
Poinformowałam studentów o planowanych przez Ministerstwo zmianach w programie Praktycznego Nauczania. Powiedziałam, że dopóki nie poznamy szczegółów tych zmian, nie możemy przedstawić ostatecznej wersji planu nauczania VI roku. Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie ramowego programu Praktycznego Nauczania na VI roku zostało przedstawione 11 września 2017r. Przeciwieństwem prawdy jest nie tylko kłamstwo, ale mówienie półprawdy i koniunkturalne oczekiwania. Uczciwość wymaga współdziałania i aktywności wszystkich członków społeczności akademickiej, nie tylko narzekania.
Alicja Grzanka
Poinformowałam studentów o planowanych przez Ministerstwo zmianach w programie Praktycznego Nauczania. Powiedziałam, że dopóki nie poznamy szczegółów tych zmian, nie możemy przedstawić ostatecznej wersji planu nauczania VI roku. Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie ramowego programu Praktycznego Nauczania na VI roku zostało przedstawione 11 września 2017r. Przeciwieństwem prawdy jest nie tylko kłamstwo, ale mówienie półprawdy i koniunkturalne oczekiwania. Uczciwość wymaga współdziałania i aktywności wszystkich członków społeczności akademickiej, nie tylko narzekania.
Alicja Grzanka
Anonimowy pisze...
W maju tego roku na spotkaniu z przedstawicielami studentów V roku WLZ Pani Prodziekan ds. Studentów zapewniła owych przedstawicieli że plan zajęć dla VI roku będzie przygotowany w lipcu, ponieważ ostatni rok studiów powinien mieć pierwszeństwo przy układaniu harmonogramu zajęć.
Dzisiaj mamy 20-tego września i plan zajęć jest przygotowany dla wszystkich z wyjątkiem VI roku.
Obiecanki cacanki, jeno wstyd że w takie coś gra prodziekan uczelni wyższej. Wstyd dr hab. Alicjo Grzanko, że składa Pani obietnice bez pokrycia.
To niestety kolejny przykład tej osławionej atmosfery współpracy między studentami a dziekanatem na WLzOLD w Zabrzu.
20 września 2017 11:49
W maju tego roku na spotkaniu z przedstawicielami studentów V roku WLZ Pani Prodziekan ds. Studentów zapewniła owych przedstawicieli że plan zajęć dla VI roku będzie przygotowany w lipcu, ponieważ ostatni rok studiów powinien mieć pierwszeństwo przy układaniu harmonogramu zajęć.
Dzisiaj mamy 20-tego września i plan zajęć jest przygotowany dla wszystkich z wyjątkiem VI roku.
Obiecanki cacanki, jeno wstyd że w takie coś gra prodziekan uczelni wyższej. Wstyd dr hab. Alicjo Grzanko, że składa Pani obietnice bez pokrycia.
To niestety kolejny przykład tej osławionej atmosfery współpracy między studentami a dziekanatem na WLzOLD w Zabrzu.
20 września 2017 11:49
Anonimowy pisze...
Do mojego poprzedniego wpisu chcę tylko dodać, że zgodnie z regulaminem studiów uczelnia ma obowiązek przedstawić studentom harmonogram zajęć na 2 tygodnie przed ich rozpoczęciem (źródło: Regulamin Studiów w Śląskim Uniwersytecie Medycznym, Rozdział I, par. 7, pkt.5)
W związku z powyższym jeżeli zajęcia dla VI roku mają się rozpocząć 2.10 doszło do złamania regulaminu uczelnianego. Czy ktoś poniesie za to konsekwencje? Czy już nikt za nic nie odpowiada na tym uniwersytecie?
20 września 2017 12:05
Do mojego poprzedniego wpisu chcę tylko dodać, że zgodnie z regulaminem studiów uczelnia ma obowiązek przedstawić studentom harmonogram zajęć na 2 tygodnie przed ich rozpoczęciem (źródło: Regulamin Studiów w Śląskim Uniwersytecie Medycznym, Rozdział I, par. 7, pkt.5)
W związku z powyższym jeżeli zajęcia dla VI roku mają się rozpocząć 2.10 doszło do złamania regulaminu uczelnianego. Czy ktoś poniesie za to konsekwencje? Czy już nikt za nic nie odpowiada na tym uniwersytecie?
20 września 2017 12:05
wtorek, 19 września 2017
Konferencja....
Konferencja prasowa min. Jarosława Gowina -Narodowy Kongres Nauki

Konferencja prasowa min. Jarosława Gowina [i nie tylko]
podczas Narodowego Kongresu Nauki
Kraków, 19 września 2017 r.
[ zdj. – Józef Wieczorek]
niedziela, 17 września 2017
środa, 13 września 2017
Uwagi bardzo przyziemne...
Początek roku akademickiego coraz bliżej. Niebawem mamy uzyskać informacje dotyczące planowanych systemowych zmian w polskim systemie akademickim. Nim zajmiemy się tymi kluczowymi sprawami dziś chciałbym zamieścić kilka o bardziej przyziemnych sprawach.
Będzie o pieniądzach.
Od dłuższego czasu słyszymy o szybkim wzroście gospodarczym coraz bardziej przekładający się na zarobki Polaków. Wprowadza się nowe progi minimalnego wynagrodzenia godzinowego. Wzrasta średnie wynagrodzenie, Polacy się bogacą.
Pytam dlaczego nie dotyczy to pracowników uniwersytetów? Jak można zaakceptować deklaracje o znaczeniu nauki i szkolnictwa wyższego w ogóle z finansowaniem zamrożonym na aktualnym poziomie? Czy ktokolwiek uwierzy, że można „robić” dobrą naukę bez przyzwoicie wynagradzanych pracowników? Jeśli profesor na parę lat przed emeryturą otrzymuje wynagrodzenie w granicach 150%-200% średniej krajowej to czy można liczyć, że polskie szkoły wyższe będą w stanie konkurować ze światem?!
A asystent z pensją mniejszą niż kasjerka w sklepie?
To są ponure żarty, aktualny poziom naszych wynagrodzeń to przejaw sabotażu prawdziwego rozwoju.
A wymagania są coraz wyższe, oczekuje się byśmy, jako pracownicy naukowi byli zaangażowani, ambitni, kreatywni, wydajni…
Proszę o opinie w tej sprawie.
poniedziałek, 4 września 2017
Koncert charytatywny dla dr Daniela Sabata
16 września 2017 r. o godz. 18.00 w Szybie Maciej przy ul. Srebrnej 6 w Zabrzu odbędzie się koncert charytatywny poświęcony pamięci naszego Przyjaciela dr n. med. Daniela Sabata.
Dr Daniel Sabat był wieloletnim pracownikiem Katedry i Zakładu Patomorfologii Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym SUM w Zabrzu. Pamiętamy Go, jako niezwykle oddanego pracy, lubianego i cenionego człowieka.
Daniela nie ma już wśród nas, ale pamięć o nim nie zaginie.
Podczas koncertu prowadzona będzie zbiórka publiczna na rehabilitację i zakup protez dla ratownika medycznego Dariusza Bartosika, który utracił obie nogi.
niedziela, 27 sierpnia 2017
Wspomnienie o Jurku Marku
Wczoraj w gronie bliskich wspominaliśmy Jerzego Marka, naszego Przyjaciela, który zmarł nagle przed rokiem. Nieraz słyszymy słowa, że „nie ma ludzi niezastąpionych”. Być może to stwierdzenie generalnie jest słuszne, ale nie w odniesieniu do Jurka. Jego droga życiowa i codzienne uczynki, postawa wobec drugiego człowieka, kultura osobista stawiają Go w nielicznym gronie osób, których odejście pozostawia wyrwę nie do zasypania. Wśród wielu Jego cech chyba umiejętność opisania znaczenia słowa „polskość”, zdolność do niezwykle trafnego opisania pojęcia patriotyzmu, jako ważnej cechy obywatela naszego kraju była najcenniejsza. A we współczesnym świecie, w którym tak często patriotyzm to słowo wyśmiewane, jako synonim ksenofobii czy wręcz szkodliwego nacjonalizmu to była unikalna cecha Jurka, człowieka o głębokiej wiedzy historycznej, osoby obdarzonej rzadkim darem posiadania zestawu skumulowanych cech Patrioty nie tylko w warstwie werbalnej, ale także prezentowanych w codziennym życiu.
Nie znam nikogo, kto mógłby zastąpić Jurka.
To także refleksja, że należy starać się w każdy możliwy sposób utrwalać pamięć o tych, którzy odeszli. To jest nasz obowiązek wobec wybitnych rodaków; ich dorobek i osiągnięcia powinny być znane także przyszłym pokoleniom, Sądzę, że także w naszym środowisku lekarskim są takie wybitne jednostki, pamiętajmy o nich
środa, 23 sierpnia 2017
O Wydziale Lekarskim w Opolu
Problematyka szkolenia studentów medycyny jest ciągle aktualna. Pisałem o tym 8 czerwca br., nadeszło wówczas sporo komentarzy od Czytelników. Nowe wydziały powstają jak przysłowiowe „grzyby po deszczu”. Jest wiele wątpliwości czy ten kierunek zmian jest dobry; może raczej należało postawić na rozwój już istniejących wydziałów? A może wręcz odwrotnie: nowe wydziały zmobilizują „stare” do reform i konkurencja wszystkim wyjdzie na dobre? Skąd wezmą się nowe kadry dydaktyczne? Pytań jest wiele, nie mam zamiaru kusić się na próbę odpowiedzi. Zajmę się dziś bardzo konkretną sprawą dotyczącą nowego wydziału lekarskiego w Opolu.
Od wielu lat mówiło się, że na tamtejszym Uniwersytecie powstanie wydział lekarski. Ale dopiero niedawno sprawy nabrały tempa; w nadchodzącym roku studia zaczyna imponująca liczba 100 adeptów medycyny. Dziś zaglądnąłem do sieci by coś się więcej dowiedzieć o tym wydziale. Na stronie www.lekarski.uni.opole.pl jest sporo informacji. Ze zdumieniem zobaczyłem, że twarzą promującą wydział lekarski jest Prof. dr hab. Marian Zembala, kardiochirurg, kierownik Kliniki w Śląskim Uniwersytecie Medycznym na Wydziale Lekarskim z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym w Zabrzu.
Jak to możliwe by w tak jednoznaczny sposób wspierać konkurencyjny wydział jakim naturalnie staje się wydział w Opolu wobec macierzystego wydziału w Zabrzu?
W Statucie naszej uczelni nie znalazłem paragrafu lub punktu odnoszącego się do takiej działalności jej pracownika na rzecz innej uczelni. Stąd można wysnuć tezę, że „co nie jest zabronione jest dozwolone”...
poniedziałek, 21 sierpnia 2017
czwartek, 10 sierpnia 2017
środa, 5 lipca 2017
List Ministra J. Gowina
|
czwartek, 29 czerwca 2017
O kadrze dydaktycznej
Dziś chciałbym parę słów napisać o innym aspekcie nowych uczelni (wydziałów) medycznych. Ostatnio zwróciłem uwagę na fakt nieopłacalności ekonomicznej kształcenia lekarzy wobec niskich płac co prowadzi do masowej emigracji. Nowe wydziały lekarskie to nie tylko kosztowna baza materialna. Ale same budynki i sprzęt nie wystarczą; trzeba jeszcze zapewnić kadrę dydaktyczną. Nie sądzę, by w Polsce można znaleźć wystarczającą ilość przygotowanej, wykwalifikowanej kadry. Jeśli nawet są w niektórych miastach, dotychczasowych siedzibach uczelni medycznych takie osoby chętne do pracy dydaktycznej, to przecież nie mieszkają one w Radomiu, Opolu, Kielcach, Rzeszowie czy Zielonej Górze. Nie wierzę w masową zmianę miejsca zamieszkania i przeprowadzki do nowych ośrodków akademickich. Nieuniknione będą pracownicy „wpadający” na dzień, dwa do nowego miejsca pracy. Zieloną Górę „obstawią” pracownicy z Poznania i Szczecina, Kielce i Radom zasilą dydaktycy ze byłej i aktualnej stolicy Polski, Opole to będzie „łup” osób ze stolicy Dolnego i Górnego Śląska, itd.
Czy można liczyć na wysoki poziom nauczania?
Mam co najmniej spore wątpliwości czy ilość przejdzie w jakość.
Czy można liczyć na wysoki poziom nauczania?
Mam co najmniej spore wątpliwości czy ilość przejdzie w jakość.
czwartek, 22 czerwca 2017
O polskim życiu uniwersyteckim
Na dzisiejszym posiedzeniu Rady Wydziału przedstawiono kierunki niezbędnych zmian dotyczących prowadzenia zajęć dydaktycznych. Generalny kierunek zmian można ująć następująco: studenci mają mieć więcej zajęć klinicznych kosztem teorii tak by przyszli lekarze byli lepiej przygotowani do pracy zawodowej. Władze dziekańskie, a najbardziej Pani Prodziekan dr hab. Alicja Grzanka wykonały ogromną pracę za co należą się im podziękowania.
Nie mam wątpliwości, że proponowane zmiany są potrzebne. Niemniej w mojej ocenie coraz wyraźniej rysuje się rozbieżność między nowymi zadaniami dydaktycznymi, a możliwościami ich rzetelnej realizacji. Braki odpowiedniej liczby pracowników dydaktycznych, niedostosowana do nowych celów baza materialna, a także zbyt małe środki finansowe jaki dysponują uczelnie stawiają pod znakiem zapytania możliwość uzyskania postępu jakościowego dotyczącego nauczania studentów.
W mojej ocenie plany reformy nauczania formułowane na poziomie centralnym bez stworzenia warunków do ich wprowadzenia nie będą mogły być w pełni zrealizowane. Nie można stawiać nowych obowiązków bez równoległego wsparcia materialnego ze strony władz państwa. Finansowanie polskiej nauki na poziomie znacznie poniżej 1% PKB musi być istotnie zwiększone. Jeśli tak się nie stanie nie wierzę w możliwości wprowadzenia w życie żadnych rzeczywitych zmian w polskich szkołach wyższych.
Nie mam wątpliwości, że proponowane zmiany są potrzebne. Niemniej w mojej ocenie coraz wyraźniej rysuje się rozbieżność między nowymi zadaniami dydaktycznymi, a możliwościami ich rzetelnej realizacji. Braki odpowiedniej liczby pracowników dydaktycznych, niedostosowana do nowych celów baza materialna, a także zbyt małe środki finansowe jaki dysponują uczelnie stawiają pod znakiem zapytania możliwość uzyskania postępu jakościowego dotyczącego nauczania studentów.
W mojej ocenie plany reformy nauczania formułowane na poziomie centralnym bez stworzenia warunków do ich wprowadzenia nie będą mogły być w pełni zrealizowane. Nie można stawiać nowych obowiązków bez równoległego wsparcia materialnego ze strony władz państwa. Finansowanie polskiej nauki na poziomie znacznie poniżej 1% PKB musi być istotnie zwiększone. Jeśli tak się nie stanie nie wierzę w możliwości wprowadzenia w życie żadnych rzeczywitych zmian w polskich szkołach wyższych.
środa, 14 czerwca 2017
O studiach medycznych ciąg dalszy
Widzę, że komentarze do mego ostatniego tekstu nie idą głównym nurtem poruszonego problemu. Moim zdaniem kluczowa kwestia dotyczy braku koordynacji działań państwa polskiego w zakresie szkolenia lekarzy oraz ich wynagradzania. Opisane przeze mnie zjawiska prowadzą donikąd: lekarze będą wyjeżdżać bo płace (ale także możliwości rozwoju zawodowego) odbiegają od oczekiwań. Wydamy masę pieniędzy na studia medyczne, a śmietankę zgarną inne kraje.
CZY PAŃSTWO POLSKIE (NADAL) ISTNIEJE TYLKO TEORETYCZNIE?!
CZY PAŃSTWO POLSKIE (NADAL) ISTNIEJE TYLKO TEORETYCZNIE?!
czwartek, 8 czerwca 2017
O studiach medycznych słów parę
Dziś chciałbym zająć się problematyką dotyczącą liczby studiujących na wydziałach lekarskich. Temat jest na czasie, zbliża się rekrutacja na pierwszy rok. Celowo nie zawężam problematyki do tworzenia nowych wydziałów lekarskich, gdyż problem jest znacznie szerszy. W mojej ocenie są trzy główne kwestie do dyskusji:
1. liczba lekarzy pracujących w Polsce
2. liczba studentów medycyny na istniejących do niedawna 11 uczelniach medycznych
3. tworzenie nowych wydziałów na uczelniach dotąd nie szkolących przyszłych medyków
Spróbuję ocenić te trzy kwestie.
Ad 1. Liczba pracujących w Polsce lekarzy jest zbyt mała. W wielu specjalnościach medycznych średni wiek specjalisty znacznie przekracza 50 lat. W mojej ocenie są możliwe do rozważenia trzy podstawowe drogi wiodące do poprawy sytuacji: zwiększenie liczby studentów, podwyższenie płac w celu zahamowania emigracji zarobkowej oraz wprowadzenie takich zmian organizacyjnych by efektywność pracy lekarzy była większa=zdjęcie z nas obowiązków nielekarskich.
Ad 2. Do niedawna w Polsce wydziały lekarskie funkcjonowały na 11 uczelniach. Skoro teza o zbyt małej liczbie lekarzy wydaje się być niepodważalna czy nie należy pójść drogą zwiększenia liczby studentów w już działających uczelniach? Ten kierunek wydaje się najbardziej racjonalny, jest kadra, są obiekty i doświadczenia zdobyte przez lata. Także aspekt ekonomiczny przemawia za tym kierunkiem, taniej jest rozbudować już istniejącą uczelnię niż tworzyć zupełnie nowe struktury. Nasuwa się jednak pytanie czy baza materialna oraz ilość kadry naukowo-dydaktycznej są wystarczające do takiego skoku liczby studentów? Czy na pewno jest to możliwe bez obniżenia jakości?
Ad 3. Od blisko dekady obserwujemy tworzenie nowych wydziałów lekarskich. Pierwszy był wydział lekarski w Olsztynie, nieco później zaczęły działać wydziały (lub zaczną niebawem) w Rzeszowie, Kielcach, Zielonej Górze, Krakowie, Opolu, Radomiu. Nie jest tajemnicą, że takie ambicje mają także inne miasta. Wydziały lekarskie – obok wydziałów prawa – zawsze były postrzegane jako probierz prestiżu uniwersytetu stąd pogląd, że ich powstawanie zaspokaja ambicje wielu środowisk w miastach dotąd ich pozbawionych jest jak najbardziej uzasadniony.
Spróbujmy ocenić powyższe kwestie z punktu widzenia interesu publicznego z perspektywy kraju zostawiając na boku lokalne interesy i ambicje.
Lekarzy jest za mało, trzeba działać tak by dostępność do nich się zwiększała. Zwiększanie liczby studentów bez wzrostu wynagrodzeń nie prowadzi do poprawy sytuacji. Wykształcenie lekarza to koszt oscylujący wokół ½ miliona złotych i znając liczbę emigrujących lekarzy łatwo policzyć bezpośrednie straty finansowe (pomijając aspekty społeczne). Stąd wszelkie działania zmierzające do zwiększenia liczby studentów bez wzrostu wynagrodzeń tylko zwiększają straty państwa. Tzw. stare uczelnie medyczne są wręcz zmuszane do zwiększania liczby przyjęć na pierwszy rok co uderza w jakość kształcenia, a nowe wydziały muszą zmierzyć się z trudną materią organizacji studiów na odpowiednim poziomie.
Oceniam te działania, jako społecznie szkodliwe, nie tędy droga. Jeśli lekarz stażysta zarabia na poziomie minimum krajowego, a wynagrodzenie lekarza specjalisty oscyluje wokół średniej krajowej lub niewiele ją przekracza to wytłumaczenie aktualnej sytuacji jest proste. Zwiększenie liczby studentów to „bratnia” pomoc dla innych krajów np. Niemiec czekających na naszych absolwentów! Biedniejszy kraj prowadzi samobójczą politykę godzącą w interes publiczny: ekonomiczny i społeczny.
Widzę jedno podstawowe rozwiązanie-proste i logiczne. Należy dostosować poziom płac do tego uzyskiwanego zagranicą. Np. jeśli średnia płaca w Polsce to 60% średniej płacy w Niemczech to lekarzy powinien otrzymywać 60% kwoty jaką otrzymuje lekarz niemiecki. Przy szacunkowej płacy 5000 Euro miesięcznie dla lekarza w Niemczech wynagrodzenie polskiego lekarza powinno wynosić około 3000 Euro. Można także do oczekiwanego poziomu płac dojść od strony proporcji względem naszej średniej krajowej. Lekarz specjalista powinien otrzymywać około trzykrotność średniej płacy krajowej co daje kwotę zbliżoną do 3000 Euro (13.000 zł). Te symulacje kwotowe należy traktować tylko jako wstępną ocenę, zarysowany sugerowany kierunek zmian.
Nie wnikam w inne ważne kwestie dotyczące pracy lekarzy: możliwość specjalizowania się, obciążenia biurokratyczne itd., gdyż bez fundamentalnych zmian zasad wynagradzania nie dość, że sytuacja się będzie pogarszać to jeszcze Polska, jako kraj będzie dotować inne państwa...
1. liczba lekarzy pracujących w Polsce
2. liczba studentów medycyny na istniejących do niedawna 11 uczelniach medycznych
3. tworzenie nowych wydziałów na uczelniach dotąd nie szkolących przyszłych medyków
Spróbuję ocenić te trzy kwestie.
Ad 1. Liczba pracujących w Polsce lekarzy jest zbyt mała. W wielu specjalnościach medycznych średni wiek specjalisty znacznie przekracza 50 lat. W mojej ocenie są możliwe do rozważenia trzy podstawowe drogi wiodące do poprawy sytuacji: zwiększenie liczby studentów, podwyższenie płac w celu zahamowania emigracji zarobkowej oraz wprowadzenie takich zmian organizacyjnych by efektywność pracy lekarzy była większa=zdjęcie z nas obowiązków nielekarskich.
Ad 2. Do niedawna w Polsce wydziały lekarskie funkcjonowały na 11 uczelniach. Skoro teza o zbyt małej liczbie lekarzy wydaje się być niepodważalna czy nie należy pójść drogą zwiększenia liczby studentów w już działających uczelniach? Ten kierunek wydaje się najbardziej racjonalny, jest kadra, są obiekty i doświadczenia zdobyte przez lata. Także aspekt ekonomiczny przemawia za tym kierunkiem, taniej jest rozbudować już istniejącą uczelnię niż tworzyć zupełnie nowe struktury. Nasuwa się jednak pytanie czy baza materialna oraz ilość kadry naukowo-dydaktycznej są wystarczające do takiego skoku liczby studentów? Czy na pewno jest to możliwe bez obniżenia jakości?
Ad 3. Od blisko dekady obserwujemy tworzenie nowych wydziałów lekarskich. Pierwszy był wydział lekarski w Olsztynie, nieco później zaczęły działać wydziały (lub zaczną niebawem) w Rzeszowie, Kielcach, Zielonej Górze, Krakowie, Opolu, Radomiu. Nie jest tajemnicą, że takie ambicje mają także inne miasta. Wydziały lekarskie – obok wydziałów prawa – zawsze były postrzegane jako probierz prestiżu uniwersytetu stąd pogląd, że ich powstawanie zaspokaja ambicje wielu środowisk w miastach dotąd ich pozbawionych jest jak najbardziej uzasadniony.
Spróbujmy ocenić powyższe kwestie z punktu widzenia interesu publicznego z perspektywy kraju zostawiając na boku lokalne interesy i ambicje.
Lekarzy jest za mało, trzeba działać tak by dostępność do nich się zwiększała. Zwiększanie liczby studentów bez wzrostu wynagrodzeń nie prowadzi do poprawy sytuacji. Wykształcenie lekarza to koszt oscylujący wokół ½ miliona złotych i znając liczbę emigrujących lekarzy łatwo policzyć bezpośrednie straty finansowe (pomijając aspekty społeczne). Stąd wszelkie działania zmierzające do zwiększenia liczby studentów bez wzrostu wynagrodzeń tylko zwiększają straty państwa. Tzw. stare uczelnie medyczne są wręcz zmuszane do zwiększania liczby przyjęć na pierwszy rok co uderza w jakość kształcenia, a nowe wydziały muszą zmierzyć się z trudną materią organizacji studiów na odpowiednim poziomie.
Oceniam te działania, jako społecznie szkodliwe, nie tędy droga. Jeśli lekarz stażysta zarabia na poziomie minimum krajowego, a wynagrodzenie lekarza specjalisty oscyluje wokół średniej krajowej lub niewiele ją przekracza to wytłumaczenie aktualnej sytuacji jest proste. Zwiększenie liczby studentów to „bratnia” pomoc dla innych krajów np. Niemiec czekających na naszych absolwentów! Biedniejszy kraj prowadzi samobójczą politykę godzącą w interes publiczny: ekonomiczny i społeczny.
Widzę jedno podstawowe rozwiązanie-proste i logiczne. Należy dostosować poziom płac do tego uzyskiwanego zagranicą. Np. jeśli średnia płaca w Polsce to 60% średniej płacy w Niemczech to lekarzy powinien otrzymywać 60% kwoty jaką otrzymuje lekarz niemiecki. Przy szacunkowej płacy 5000 Euro miesięcznie dla lekarza w Niemczech wynagrodzenie polskiego lekarza powinno wynosić około 3000 Euro. Można także do oczekiwanego poziomu płac dojść od strony proporcji względem naszej średniej krajowej. Lekarz specjalista powinien otrzymywać około trzykrotność średniej płacy krajowej co daje kwotę zbliżoną do 3000 Euro (13.000 zł). Te symulacje kwotowe należy traktować tylko jako wstępną ocenę, zarysowany sugerowany kierunek zmian.
Nie wnikam w inne ważne kwestie dotyczące pracy lekarzy: możliwość specjalizowania się, obciążenia biurokratyczne itd., gdyż bez fundamentalnych zmian zasad wynagradzania nie dość, że sytuacja się będzie pogarszać to jeszcze Polska, jako kraj będzie dotować inne państwa...
sobota, 20 maja 2017
Reforma polskich uniwersytetów
Do ostatniego tekstu na blogu nadeszło wiele komentarzy dotyczących różnych aspektów życia akademickiego. Dziękuję Czytelnikom za aktywny udział w dyskusji.
Od pewnego czasu nosiłem się z zamiarem zajęcia się sprawami reformy polskich uczelni i czuję się niejako „wezwany do tablicy”. To, że nadszedł czas na zmiany polskiego szkolnictwa wyższego jest dla mnie oczywiste. Od utworzenia rządu PiS-u ciągle słyszymy o przygotowywaniu kluczowych reform dotyczących polskich uczelni. Ale dla szerszych kręgów pracowników uniwersytetów oraz studentów planowana reforma jest raczej mało znana; nie wiemy jak będą wyglądały po jej wprowadzeniu polskie uczelnie. Trudno orzec czy jest to wynikiem braku odpowiedniej polityki informacyjnej rządu czy też po prostu nie interesujemy się tymi sprawami wychodząc z założenia, że „i tak nic się nie zmieni” lub „będzie tylko gorzej”. A może gremia planujące reformy nie pytają się nas o zdanie i życie toczy się dwutorowo: władza sobie, społeczeństwo sobie? Trudno sobie wyobrazić skuteczne, systemowe reformy dające szanse na skok jakościowy bez współdziałania władzy i środowiska akademickiego. Na przekór pracownikom, bez ich zrozumienia istoty reformy nie można liczyć na sukces. Ale można odwrócić tok myślenia: pracownicy wcale nie chcą zmian, wręcz się ich boją albo zdają sobie sprawę z faktu, iż prawdziwa reforma to większe wymagania i bardziej wytężona praca. A po co się męczyć? Niech wszystko zostanie po staremu.
Nie mam wiedzy jak się naprawdę mają sprawy, jak potrzebę gruntownych zmian widzą pracownicy uczelni, ale podejrzewam, że nikt nie posiada takiej wiedzy bo nie przeprowadzono wystarczająco szerokich badań wśród pracowników. Tylko czy można przygotować i skutecznie wprowadzić w życie głębokie reformy bez takiej wiedzy? W mojej opinii nie jest to możliwe.
PS. Celowo nie poruszam kwestii płac pracowników nie dlatego bym uważał, że są na odpowiednim poziomie. Finansowanie nauki, w tym także płac pracowników jest na skandalicznie niskim poziomie, ale uważam, że bez czytelnej, zrozumiałej i akceptowanej przez kręgi akademickie reformy skazana jest ona na porażkę. Najpierw należy wytyczyć drogę jaką zamierzamy podążać, dopiero potem zwiększamy finansowanie szkolnictwa wyższego.
Od pewnego czasu nosiłem się z zamiarem zajęcia się sprawami reformy polskich uczelni i czuję się niejako „wezwany do tablicy”. To, że nadszedł czas na zmiany polskiego szkolnictwa wyższego jest dla mnie oczywiste. Od utworzenia rządu PiS-u ciągle słyszymy o przygotowywaniu kluczowych reform dotyczących polskich uczelni. Ale dla szerszych kręgów pracowników uniwersytetów oraz studentów planowana reforma jest raczej mało znana; nie wiemy jak będą wyglądały po jej wprowadzeniu polskie uczelnie. Trudno orzec czy jest to wynikiem braku odpowiedniej polityki informacyjnej rządu czy też po prostu nie interesujemy się tymi sprawami wychodząc z założenia, że „i tak nic się nie zmieni” lub „będzie tylko gorzej”. A może gremia planujące reformy nie pytają się nas o zdanie i życie toczy się dwutorowo: władza sobie, społeczeństwo sobie? Trudno sobie wyobrazić skuteczne, systemowe reformy dające szanse na skok jakościowy bez współdziałania władzy i środowiska akademickiego. Na przekór pracownikom, bez ich zrozumienia istoty reformy nie można liczyć na sukces. Ale można odwrócić tok myślenia: pracownicy wcale nie chcą zmian, wręcz się ich boją albo zdają sobie sprawę z faktu, iż prawdziwa reforma to większe wymagania i bardziej wytężona praca. A po co się męczyć? Niech wszystko zostanie po staremu.
Nie mam wiedzy jak się naprawdę mają sprawy, jak potrzebę gruntownych zmian widzą pracownicy uczelni, ale podejrzewam, że nikt nie posiada takiej wiedzy bo nie przeprowadzono wystarczająco szerokich badań wśród pracowników. Tylko czy można przygotować i skutecznie wprowadzić w życie głębokie reformy bez takiej wiedzy? W mojej opinii nie jest to możliwe.
PS. Celowo nie poruszam kwestii płac pracowników nie dlatego bym uważał, że są na odpowiednim poziomie. Finansowanie nauki, w tym także płac pracowników jest na skandalicznie niskim poziomie, ale uważam, że bez czytelnej, zrozumiałej i akceptowanej przez kręgi akademickie reformy skazana jest ona na porażkę. Najpierw należy wytyczyć drogę jaką zamierzamy podążać, dopiero potem zwiększamy finansowanie szkolnictwa wyższego.
środa, 3 maja 2017
Parę słów o patrioryzmie
Dziś nasze, polskie narodowe święto – rocznica uchwalenia Konstytucji 3-Maja. Warto o tej rocznicy napisać parę słów. Spojrzenie wstecz na wydarzenia z przeszłości pomaga zrozumieć także wydarzenia bieżące. Czy szacunek dla osiągnięć z przeszłości, dla ważnych wydarzeń z minionych wieków jest ciągle ważne lub też dziś – w dobie gdy panuje prawo zysku i pieniądza – nadal jest godny uwagi?
Oczywiście tak, jeśli chcemy wiedzieć jak nasze życie będzie wyglądało w przyszłości to musimy się obejrzeć za siebie. Jeśli zapomnimy o przeszłości, przyszłość nie będzie optymistyczna.
Piszę te słowa także w kontekście akademickim, jeśli chcemy „świetlanej” przyszłości dla macierzystej uczelni to musimy pracować dla niej sumiennie każdego dnia. Patriotyzm to nie jest puste słowo, jakieś abstrakcyjne pojęcie, to codzienna aktywność, codzienna praca. Bądźmy patriotami naszej własnej uczelni.
Oczywiście tak, jeśli chcemy wiedzieć jak nasze życie będzie wyglądało w przyszłości to musimy się obejrzeć za siebie. Jeśli zapomnimy o przeszłości, przyszłość nie będzie optymistyczna.
Piszę te słowa także w kontekście akademickim, jeśli chcemy „świetlanej” przyszłości dla macierzystej uczelni to musimy pracować dla niej sumiennie każdego dnia. Patriotyzm to nie jest puste słowo, jakieś abstrakcyjne pojęcie, to codzienna aktywność, codzienna praca. Bądźmy patriotami naszej własnej uczelni.
niedziela, 23 kwietnia 2017
Parę uwag o uczelni
Poniższe uwagi formułuję w odniesieniu do moich spostrzeżeń dotyczących życia uczelni. Od dawna zastanawiałem się jaka powinna być optymalna proporcja między pozycją pracodawcy i pracownika. W każdej instytucja odpowiednie wyważenie jest istotne, ale w uniwersytecie ten aspekt jest szczególnie znaczący. Istotą pracy w uczelni jest indywidualna motywacja i identyfikacja z macierzystą uczelnią w celu jak najlepszej realizacji zadań jakie stoją przed pracownikiem naukowo-dydaktycznym. Pracownik naukowy musi wznieść się na wysoki poziom intelektualny, a do tego trzeba nie tylko jego cech osobistych, ważna jest ogólna sytuacja w uczelni, jej poziom organizacyjny, ale także panująca w niej atmosfera.
Można wyobrazić sobie różne warianty:
silna władza dominuje na pracownikami
lub
szeroko rozumiane prawa pracowników wywierają swoistą presję na władzę
albo
panuje pewien rodzaj symbiozy: władza mądrze rządzi co powoduje pozytywne reakcje pracowników „dających z siebie wszystko”.
Stawiam pytanie: jak uzyskać optymalną równowagę między oczekiwaniami pracowników, a wymaganiami pracodawcy, tak by uczelnia istotnie zasługiwała na miano Uniwersytetu?
Obserwując coraz mniejszą motywację do pracy wyrażaną np. niechęcią do udziału w pracach organów kolegialnych uczelni czy różnych innych ciał konstatuję, że ta idealna proporcja została poważnie zachwiana. W dobrze zarządzanej uczelni, która kieruje się dalekosiężnym interesem całej instytucji musi być zachowana proporcja między interesem uczelni, jako całości widzianej z punktu widzenia władz, a interesem indywidualnego pracownika. Te, nie zawsze zbieżne oczekiwania najłatwiej wyrazić przy pomocy dystrybucji środków finansowych jakimi dysponuje uczelnia. Gdy przewagę uzyskują inwestycje to odbywa się to także kosztem płac pracowników; gdy z kolei pracownicy uzyskują zbyt wysokie uposażenia to ogranicza to możliwości pracy i rozwoju uczelni.
W naszej uczelni od „zawsze” dominował pierwszy model. To model demotywujący.
Nie pracujemy tylko dla pieniędzy, niemniej ten czynnik dla utrzymania motywacji jest istotny. Jeśli praca w uczelni (nauka i dydaktyka) mają stanowić nasz podstawowy kierunek aktywności zawodowej, jeśli mamy tworzyć dobrą uczelnię, to nasze dochody powinny być kształtowane w przeważającej części przez zarobki w uczelni. Jeśli dochody pochodzą głównie z innych źródeł niż uczelnia nie ma w mojej opinii większych szans na uzyskanie wysokiego poziomu naszej uczelni.
Można wyobrazić sobie różne warianty:
silna władza dominuje na pracownikami
lub
szeroko rozumiane prawa pracowników wywierają swoistą presję na władzę
albo
panuje pewien rodzaj symbiozy: władza mądrze rządzi co powoduje pozytywne reakcje pracowników „dających z siebie wszystko”.
Stawiam pytanie: jak uzyskać optymalną równowagę między oczekiwaniami pracowników, a wymaganiami pracodawcy, tak by uczelnia istotnie zasługiwała na miano Uniwersytetu?
Obserwując coraz mniejszą motywację do pracy wyrażaną np. niechęcią do udziału w pracach organów kolegialnych uczelni czy różnych innych ciał konstatuję, że ta idealna proporcja została poważnie zachwiana. W dobrze zarządzanej uczelni, która kieruje się dalekosiężnym interesem całej instytucji musi być zachowana proporcja między interesem uczelni, jako całości widzianej z punktu widzenia władz, a interesem indywidualnego pracownika. Te, nie zawsze zbieżne oczekiwania najłatwiej wyrazić przy pomocy dystrybucji środków finansowych jakimi dysponuje uczelnia. Gdy przewagę uzyskują inwestycje to odbywa się to także kosztem płac pracowników; gdy z kolei pracownicy uzyskują zbyt wysokie uposażenia to ogranicza to możliwości pracy i rozwoju uczelni.
W naszej uczelni od „zawsze” dominował pierwszy model. To model demotywujący.
Nie pracujemy tylko dla pieniędzy, niemniej ten czynnik dla utrzymania motywacji jest istotny. Jeśli praca w uczelni (nauka i dydaktyka) mają stanowić nasz podstawowy kierunek aktywności zawodowej, jeśli mamy tworzyć dobrą uczelnię, to nasze dochody powinny być kształtowane w przeważającej części przez zarobki w uczelni. Jeśli dochody pochodzą głównie z innych źródeł niż uczelnia nie ma w mojej opinii większych szans na uzyskanie wysokiego poziomu naszej uczelni.
wtorek, 18 kwietnia 2017
czwartek, 13 kwietnia 2017
Stałym i okazjonalnym Czytelnikom bloga pragnę złożyć
najserdeczniejsze życzenia pogodnych,
pełnych radości i zdrowia Świąt Wielkiej Nocy
najserdeczniejsze życzenia pogodnych,
pełnych radości i zdrowia Świąt Wielkiej Nocy
środa, 5 kwietnia 2017
List lekarza stażysty do profesora medycyny
Poniżej przedstawiam list skierowany do profesora medycyny przez lekarza-stażystę. Poza szczegółami mogącymi zidentyfikować specjalizację zachowałem autentyczną treść listu.
Dzień dobry Panu,
Chciałbym zadać jeszcze kilka pytań odnośnie Pana specjalizacji. Proszę wybaczyć, że pytam o to drogą mailową zamiast umówić się na spotkanie jak Pan proponował, ale w godzinach mojego stażu jest to utrudnione.
Przede wszystkim chciałbym orientacyjnie wiedzieć jak kształtują się zarobki w tej dziedzinie. Zdaję sobie sprawę, że być może jest to aroganckie pytanie, ale w znacznej mierze od tego właśnie zależy wybór mojej specjalizacji. Na studiach nie udało mi się uzyskać tej informacji a też nie mam prywatnie znajomych specjalizujących się w tej dziedzinie. Asystenci udzielali zdawkowych odpowiedzi typu "dużo", "na początku dużo, ale wzrost płac nie jest tak imponujący jak w innych dziedzinach" itd. Studenci snują teorie, że są to kwoty rzędu 15 tys. zł brutto. Internet podaje, że lekarze w tej specjalności są zatrudniani na etaty za pensję minimalną. Ten chaos informacyjny nie daje mi spokoju i powoduje, że mógłbym zacząć odbywać specjalizację, w której przeciętne wynagrodzenie jest mi znane, ale ta dziedzina mnie po prostu interesuje i chciałbym się nią zajmować.
Interesuje mnie jak wygląda struktura zatrudnienia w tej specjalności. Czy częściej zatrudniani oni są na podstawie umowy cywilno-prawnej czy umowy o pracę? Czy większość lekarzy podejmuje pracę ponad podstawowy wymiar czasu pracy? Intryguje mnie również to, co przewija się w Internecie a mianowicie, że po odbyciu rezydentury ciężko jest znaleźć zatrudnienie w zawodzie.
Mam także pytanie jak wygląda zwykły dzień pracy. Jakie jest obciążenie pracą na 1 godzinę? Średnio ile standardowych procedur przeprowadza się w ciągu tygodnia? Przepraszam za takie elementarne pytania. Nie należałem do koła naukowego, ponieważ w tym czasie jeszcze mnie ta specjalizacja nie interesowała.
Co do rezydentury chciałbym się jeszcze dowiedzieć czy poziom jaki prezentuje Polska odstaje od tej na Zachodzie Europy i czy po uzyskaniu specjalizacji w Polsce mógłbym wyemigrować do pracy za granicą nie odstając pod względem umiejętności od osób, które tam uzyskały tę specjalizację?
Czy istnieje możliwość, żebym podjął w Pana jednostce wolontariat, by zorientować się jak taka praca wygląda?
Chciałbym zadać jeszcze kilka pytań odnośnie Pana specjalizacji. Proszę wybaczyć, że pytam o to drogą mailową zamiast umówić się na spotkanie jak Pan proponował, ale w godzinach mojego stażu jest to utrudnione.
Przede wszystkim chciałbym orientacyjnie wiedzieć jak kształtują się zarobki w tej dziedzinie. Zdaję sobie sprawę, że być może jest to aroganckie pytanie, ale w znacznej mierze od tego właśnie zależy wybór mojej specjalizacji. Na studiach nie udało mi się uzyskać tej informacji a też nie mam prywatnie znajomych specjalizujących się w tej dziedzinie. Asystenci udzielali zdawkowych odpowiedzi typu "dużo", "na początku dużo, ale wzrost płac nie jest tak imponujący jak w innych dziedzinach" itd. Studenci snują teorie, że są to kwoty rzędu 15 tys. zł brutto. Internet podaje, że lekarze w tej specjalności są zatrudniani na etaty za pensję minimalną. Ten chaos informacyjny nie daje mi spokoju i powoduje, że mógłbym zacząć odbywać specjalizację, w której przeciętne wynagrodzenie jest mi znane, ale ta dziedzina mnie po prostu interesuje i chciałbym się nią zajmować.
Interesuje mnie jak wygląda struktura zatrudnienia w tej specjalności. Czy częściej zatrudniani oni są na podstawie umowy cywilno-prawnej czy umowy o pracę? Czy większość lekarzy podejmuje pracę ponad podstawowy wymiar czasu pracy? Intryguje mnie również to, co przewija się w Internecie a mianowicie, że po odbyciu rezydentury ciężko jest znaleźć zatrudnienie w zawodzie.
Mam także pytanie jak wygląda zwykły dzień pracy. Jakie jest obciążenie pracą na 1 godzinę? Średnio ile standardowych procedur przeprowadza się w ciągu tygodnia? Przepraszam za takie elementarne pytania. Nie należałem do koła naukowego, ponieważ w tym czasie jeszcze mnie ta specjalizacja nie interesowała.
Co do rezydentury chciałbym się jeszcze dowiedzieć czy poziom jaki prezentuje Polska odstaje od tej na Zachodzie Europy i czy po uzyskaniu specjalizacji w Polsce mógłbym wyemigrować do pracy za granicą nie odstając pod względem umiejętności od osób, które tam uzyskały tę specjalizację?
Czy istnieje możliwość, żebym podjął w Pana jednostce wolontariat, by zorientować się jak taka praca wygląda?
środa, 29 marca 2017
czwartek, 23 marca 2017
środa, 15 marca 2017
Parę słów o wynikach sesji wiosennej Lekarskiego Egzaminu Końcowego
Od niedawna znane są wyniki sesji wiosennej Lekarskiego Egzaminu Końcowego wieńczącego studia na wydziałach lekarskich. Zbiorcza statystyka jest dostępna na stronie: www.cem.edu.pl.
Dane dotyczą 14-tu wydziałów lekarskich, w tym dwóch z naszej uczelni. Obok podstawowego kryterium związanego ze średnim wynikiem tabela prezentuje także inne dane: liczbę zdających, liczbę osób, które nie zdały, a także liczbę zgłoszonych do egzaminu.
Zawsze średnia wartość musi być ostrożnie analizowana, niemniej to ten wynik ilustruje średni poziom przygotowania zawodowego młodych lekarzy. Wyniki oscylują od 139 punktów dla absolwentów z Białegostoku do 124 punktów dla lekarzy z wydziału wojskowo-lekarskiego w Łodzi. Absolwenci z wydziału lekarskiego w Katowicach uzyskali 133 punkty, a absolwenci z Zabrza 128 punktów.
Warto – poza analizą wartości średnich – spojrzeć na liczbę osób, które egzamin oblały. Dla pierwszych 8 pozycji (do wydziału lekarskiego w Katowicach) odsetek niepowodzeń nie przekracza w zasadzie 10% zdających, a od wyników z Wrocławia ten odsetek szybko rośnie (14%) aż do 28% dla najsłabszego wydziału. Niestety aż 20% absolwentów z Zabrza także zanotowało niepowodzenie.
Te wyniki są alarmujące, skoro tak duży odsetek zdających nie posiadło minimum wiedzy to szybkie i zdecydowane kroki są niezbędne. W skali kraju na 3319 zdających absolwentów polskich uczelni aż 397 (12%) nie uzyskało prawa wykonywania zawodu. To nie jest tylko ich osobista porażka; to porażka systemu edukacji.
I kwestia najważniejsza, w Polsce jest ogromny niedobór lekarzy, a setki absolwentów nie mogą zacząć swej drogi zawodowej wobec braku odpowiedniej wiedzy. To już poważny problem społeczny.
środa, 8 marca 2017
Czy nauka to biznes?
Chciałbym w paru zdaniach podzielić się moimi dzisiejszymi spostrzeżeniami. Sprawa dotyczy obszaru nauki. Mam pewną napisaną publikację, którą chcę – jak dotąd nie sukcesu – zamieścić na łamach pisma o zasięgu światowym. Pomyślałem o Medical Science Monitor, tytule o polskim rodowodzie i dość długo obecnym na rynku. Ale gdy studiując instrukcję dla autorów doszedłem do informacji, że koszt jaki ma pokryć autor wynosi 1800 USD (!) zrezygnowałem w tego wyboru.
Moja refleksja jest dość pesymistyczna, nauka stała się obszarem „harcowania” różnego rodzaju pseudo-przedsiębiorców. Za przysłowiową „kasę” możesz wszystko! Coraz więcej pism, także polskich stawia wysokie, nieraz wręcz zaporowe warunki finansowe. To nie jest normalne, to zaprzeczenie idei nauki, jako obszaru działalności poznawczej, służącej ludziom.
Pecunia non olet...
Moja refleksja jest dość pesymistyczna, nauka stała się obszarem „harcowania” różnego rodzaju pseudo-przedsiębiorców. Za przysłowiową „kasę” możesz wszystko! Coraz więcej pism, także polskich stawia wysokie, nieraz wręcz zaporowe warunki finansowe. To nie jest normalne, to zaprzeczenie idei nauki, jako obszaru działalności poznawczej, służącej ludziom.
Pecunia non olet...
poniedziałek, 6 marca 2017
Koncert charytatywny
II Koncert charytatywny "Danielówka" w pierwszą rocznicę śmierci naszego nieodżałowanego Kolegi dr Daniela Sabata odbędzie się 19 marca o godzinie 17 w restauracji "Impresja" w Zabrzu.
środa, 1 marca 2017
O pamięci
1 marca to polskie święto narodowe o najkrótszym rodowodzie. Narodowe Święto Żołnierzy Wyklętych zostało ustanowione z inicjatywy ś.p. Prezydenta RP Profesora Lecha Kaczyńskiego. Dziś obchodzimy je dopiero siódmy raz. Szkoda, że potrzeba było dwóch dekad wolnej Polski powstałej na gruzach PRL-u, kadłubowego tworu mającego uchodzić z polską państwowość by ustanowić to święto. Ale dzięki inicjatywie Prezydenta RP pamięć o polskich bohaterach, nie wahających się stanąć do nierównej walki z najeźdźcą i oddać życie w obronie wolności kraju nie zaginie.
Wiodącym nurtem mego bloga z założenia jest problematyka akademicka. Ale świat uniwersytetów nie jest oderwany od otaczającej nas rzeczywistości; są pewne uniwersalne prawa i wartości obowiązujące na wszystkich polach życia. Narodowe Święto Żołnierzy Wyklętych ma służyć ocaleniu pamięci o Polakach walczących niegdyś o wolną Polskę; to ważny przyczynek dbania o świadomość historyczną. Kiedyś powiedziano: naród, który nie dba o własną historię, który o niej zapomina jest skazany na zagładę. Nie inaczej jest w uniwersytetach, my też mamy własnych bohaterów, wybitnych naukowców, znakomitych dydaktyków, ludzi, którzy przełamywali bariery niedostępne dla innych.
Czy można sobie wyobrazić przyszły, harmonijny rozwój uczelni bez pielęgnowania pamięci o naszych własnych bohaterach?
Bez umiejętności spojrzenia wstecz, bez uhonorowania wybitnych członków naszej uczelni będziemy tworzyć bezładny, chaotyczny twór tylko z nazwy godny miana uniwersytetu. Niektórzy nasi wybitni pracownicy, np. Prof. Religa nie zostaną zapomniani, ale to nie jest zasługa działań podejmowanych w uczelni.
Przykładem braku takich działań jest sprawa zmarłego w marcu 2016 dr Daniela Sabata, postaci ze wszech miar wybitnej. Wspaniały dydaktyk, wieloletni opiekun koła STN-u, Senator, ceniony i szanowany za swą swój profesjonalizm, wyjątkową kulturę osobistą i zaangażowanie w sprawy uczelni.
Żegnały Go rzesze ludzi. Niebawem po Jego śmierci powstała inicjatywa powstania izba pamięci Dr Sabata w Rokitnicy.
Minął rok i izby nie ma...
Wiodącym nurtem mego bloga z założenia jest problematyka akademicka. Ale świat uniwersytetów nie jest oderwany od otaczającej nas rzeczywistości; są pewne uniwersalne prawa i wartości obowiązujące na wszystkich polach życia. Narodowe Święto Żołnierzy Wyklętych ma służyć ocaleniu pamięci o Polakach walczących niegdyś o wolną Polskę; to ważny przyczynek dbania o świadomość historyczną. Kiedyś powiedziano: naród, który nie dba o własną historię, który o niej zapomina jest skazany na zagładę. Nie inaczej jest w uniwersytetach, my też mamy własnych bohaterów, wybitnych naukowców, znakomitych dydaktyków, ludzi, którzy przełamywali bariery niedostępne dla innych.
Czy można sobie wyobrazić przyszły, harmonijny rozwój uczelni bez pielęgnowania pamięci o naszych własnych bohaterach?
Bez umiejętności spojrzenia wstecz, bez uhonorowania wybitnych członków naszej uczelni będziemy tworzyć bezładny, chaotyczny twór tylko z nazwy godny miana uniwersytetu. Niektórzy nasi wybitni pracownicy, np. Prof. Religa nie zostaną zapomniani, ale to nie jest zasługa działań podejmowanych w uczelni.
Przykładem braku takich działań jest sprawa zmarłego w marcu 2016 dr Daniela Sabata, postaci ze wszech miar wybitnej. Wspaniały dydaktyk, wieloletni opiekun koła STN-u, Senator, ceniony i szanowany za swą swój profesjonalizm, wyjątkową kulturę osobistą i zaangażowanie w sprawy uczelni.
Żegnały Go rzesze ludzi. Niebawem po Jego śmierci powstała inicjatywa powstania izba pamięci Dr Sabata w Rokitnicy.
Minął rok i izby nie ma...
poniedziałek, 20 lutego 2017
O polskiej rzeczywistości uniwersyteckiej
Luty w mojej uczelni przebiega pod znakiem natłoku zajęć i obowiązków związanych z akredytacją oraz kategoryzacją jednostek naukowych. Niewtajemniczonym w te znane pracownikom uczelni terminy przybliżam ich znaczenie. Państwowa Komisja Akredytacyjna cyklicznie ocenia jakość uczelni i przyznaje im prawo do prowadzenia zajęć dydaktycznych. Kategoryzacja to proces oceny jednostek naukowych (wydziałów) pod kątem ich dokonań na polu nauki co wpływa na wysokość finansowania nauki na okres kolejnych 4 lat. Jak wspomniałem wcześniej pracownicy uczelni zostali zaangażowani w liczne działania typu sprawozdawczego. Otrzymaliśmy szereg tabel oraz pytań dotyczących wielu aspektów pracy dydaktycznej. Znaczna część tych pytań zawierała treści trudne do zrozumienia, a stosowany język należy zaliczyć raczej do kręgów żargonu typowego dla wąskich grup specjalistów co powoduje trudność w sformułowaniu logicznych odpowiedzi. Gdy nie bardzo rozumiesz pytania, czy możesz dobrze przygotować odpowiedź? To przypomina sytuację, gdy np. czytamy dokument prawniczy lub instrukcję obsługi; niby rozumiemy wszystkie słowa, ale sens nam umyka. Te ankiety, tabele, pytania „spędzają” nam sen z oczu; przecież mamy świadomość wagi uzyskanych ocen instytucji zewnętrznych dla przyszłości uczelni.
Opisana sytuacja – typowa dla wszystkich polskich uczelni – wymaga komentarza i analizy.
Mam ogromne wątpliwości czy zaangażowanie rzesz pracowników naukowo-dydaktycznych oraz administracji uczelni ma rzeczywiste uzasadnienie.
Czemu służy tak wnikliwa, szczegółowa wiwisekcja?
Czy zebrane dane mogą stworzyć obiektywny obraz uczelni, poziom ich pracy dydaktycznej i naukowej?
Czy gremia oceniające uczelnie są w stanie merytorycznie wykorzystać zebrane informacje służące postępowi?
Czy na pewno uzyskane wyniki mogą dać wiarygodny obraz polskich uczelni?
Czy wybrana droga coraz bardziej szczegółowej oceny jest warta wysiłku?
Pytania można mnożyć, ale nie o to idzie. Jeśli chcemy naprawdę zweryfikować stan polskich uczelni (dydaktyki i nauki) do dyspozycji stoją proste, sprawdzone kryteria.
Jakość pracy dydaktycznej odzwierciedla poziom wiedzy studentów.
Poziom pracy naukowej jest jeszcze łatwiejszy do oceny, jest szereg parametrów mówiących o jakości pracy naukowej (np. cytacje, współczynnik h).
Gdyby pójść tą prostą i czytelną drogą cała otoczka towarzysząca akredytacji i kategoryzacji zniknęłaby jak za dotknięciem zaczarowanej różdżki. Rzesze osób dziś mozolnie trudzących się by pojąć o co pyta autor kolejnej ankiety mogłoby zająć się pracą ze studentami i planować nowe badania naukowe. Dodatkowo, musimy pamiętać, że uzyskane oceny wydziału są wypadkową, średnią z naszej pracy. Czy na pewno taka „średnia” wartość jest tym wymarzonym miernikiem jakości pracy? Sądzę, że to zaciemnia prawdziwy obraz polskich uczelni. Wypadkowy wynik pracy wydziału jest sumą pracy nas wszystkich co nie jest równoznaczne z wartością średniej. Przyjęta metoda oceny odhumanizowuje uczelnie, sprowadza nas do roli małych trybików w wielkiej, biurokratycznej maszynie. Nie ma tu prawie wcale miejsca na indywidualne dokonania, wzory i algorytmy nie zastąpią człowieka. Jeśli nadal polska nauka będzie podążać tą (o)błędną drogą zamiast doganiać świat będziemy się nadal w oparach biurokratycznych mrzonek oddalać od globalnych liderów świata uniwersyteckiego...
Opisana sytuacja – typowa dla wszystkich polskich uczelni – wymaga komentarza i analizy.
Mam ogromne wątpliwości czy zaangażowanie rzesz pracowników naukowo-dydaktycznych oraz administracji uczelni ma rzeczywiste uzasadnienie.
Czemu służy tak wnikliwa, szczegółowa wiwisekcja?
Czy zebrane dane mogą stworzyć obiektywny obraz uczelni, poziom ich pracy dydaktycznej i naukowej?
Czy gremia oceniające uczelnie są w stanie merytorycznie wykorzystać zebrane informacje służące postępowi?
Czy na pewno uzyskane wyniki mogą dać wiarygodny obraz polskich uczelni?
Czy wybrana droga coraz bardziej szczegółowej oceny jest warta wysiłku?
Pytania można mnożyć, ale nie o to idzie. Jeśli chcemy naprawdę zweryfikować stan polskich uczelni (dydaktyki i nauki) do dyspozycji stoją proste, sprawdzone kryteria.
Jakość pracy dydaktycznej odzwierciedla poziom wiedzy studentów.
Poziom pracy naukowej jest jeszcze łatwiejszy do oceny, jest szereg parametrów mówiących o jakości pracy naukowej (np. cytacje, współczynnik h).
Gdyby pójść tą prostą i czytelną drogą cała otoczka towarzysząca akredytacji i kategoryzacji zniknęłaby jak za dotknięciem zaczarowanej różdżki. Rzesze osób dziś mozolnie trudzących się by pojąć o co pyta autor kolejnej ankiety mogłoby zająć się pracą ze studentami i planować nowe badania naukowe. Dodatkowo, musimy pamiętać, że uzyskane oceny wydziału są wypadkową, średnią z naszej pracy. Czy na pewno taka „średnia” wartość jest tym wymarzonym miernikiem jakości pracy? Sądzę, że to zaciemnia prawdziwy obraz polskich uczelni. Wypadkowy wynik pracy wydziału jest sumą pracy nas wszystkich co nie jest równoznaczne z wartością średniej. Przyjęta metoda oceny odhumanizowuje uczelnie, sprowadza nas do roli małych trybików w wielkiej, biurokratycznej maszynie. Nie ma tu prawie wcale miejsca na indywidualne dokonania, wzory i algorytmy nie zastąpią człowieka. Jeśli nadal polska nauka będzie podążać tą (o)błędną drogą zamiast doganiać świat będziemy się nadal w oparach biurokratycznych mrzonek oddalać od globalnych liderów świata uniwersyteckiego...
Subskrybuj:
Posty (Atom)