wtorek, 31 grudnia 2013
Statystyczne podsumowanie roku
Dziękuję za liczne odwiedzanie bloga w minionym roku. Jak widać to forum nadal służy wymianie informacji oraz dyskusji dotyczącej spraw polskich uczelni.
poniedziałek, 23 grudnia 2013
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Bez komentarza
Prosił Pan Profesor o informacje odnośnie dalszego rozwoju sytuacji dotyczącej unieważnienia zaliczenia z biochemii, otóż pomimo naszych próśb, musieliśmy dzisiaj ponownie przystąpić do zaliczenia.
Możemy od siebie jedynie dodać, że smutny do dzień w historii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, gdyż dzisiaj brak poszanowania wobec praw studentów i ogólnie przyjętych norm społecznych stał się na naszej uczelni faktem.
Jeszcze raz dziękujemy, że wstawił się Pan Profesor za nami na Radzie Wydziału.
Pozdrawiamy,
Studenci SUM
Możemy od siebie jedynie dodać, że smutny do dzień w historii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, gdyż dzisiaj brak poszanowania wobec praw studentów i ogólnie przyjętych norm społecznych stał się na naszej uczelni faktem.
Jeszcze raz dziękujemy, że wstawił się Pan Profesor za nami na Radzie Wydziału.
Pozdrawiamy,
Studenci SUM
O uniwersytecie
Dziś miała miejsce uroczystość wręczenia nagród rektorskich. Jak co roku w grudniu Rektor naszej uczelni uroczyście nagradza laureatów nagrodami naukowymi, dydaktycznymi i organizacyjnymi. Nie umniejszając znaczenia nagród dwóch ostatnich kategorii, należy najwyżej oceniać znaczenie nagród naukowych. Pozycja uczelni, co dobitnie pokazały wyniki ostatniego rankingu ministerialnego, w przeważającym stopniu kształtują wyniki naszej pracy naukowej. Te grudniowe spotkania są zawsze bardzo miłe, to przecież jest naturalne, że lubimy otrzymywać nagrody. Poza dyplomem wyróżnieni otrzymują także nagrody pieniężne.
Ta uroczystość skłania mnie także do nieco szerszej refleksji.
Od lat spotykamy się w bardzo podobnym gronie nagradzanych osób. Widać krąg osób czynnie zaangażowanych w badania naukowe nie jest zbyt liczny. Praca naukowa wymaga spełnienia wielu warunków; poczynając od pomysłu, stworzeniu zespołu badawczego, zdobyciu środków materialnych, przeprowadzaniu samego eksperymentu, analizie zebranych wyników, aż do napisania samej publikacji. A do tego trzeba uzbroić się w wiele cierpliwości by wreszcie otrzymać wiadomość od Editor-in-Chief: Accepted for publication!
Moja ostatnia przyjęta do druku praca została napisana jesienią 2010 roku, a taką wiadomość otrzymałem 6 grudnia 2013 roku! A w międzyczasie najbardziej nielubianym słowem stało się: Rejected!
Nauka wymaga od nas wielu wyrzeczeń, a wyniki końcowe nigdy nie są możliwe do przewidzenia. Na ostatnim posiedzeniu RW w Zabrzu usłyszeliśmy, że gdyby pracownicy każdej jednostki wydziału w ciągu roku opublikowali JEDNĄ (!) publikację oryginalną to pozycja wydziału byłaby bardzo dobra. To przecież bardzo niewiele, np. dla katedry liczącej 8 pracowników to jedna praca per capita na 8 lat! Skoro grono osób nagradzanych jest niezbyt liczne oznacza to, iż osób istotnie zaangażowanych w pracę naukową jest bardzo niewiele.
Co zrobić by zmienić ten trend?
Jak poprawić ranking naszej uczelni tak mocno zależny od wyników pracy badawczej?
Sądzę, że istnieje pilna potrzeba stworzenia prawdziwego systemu motywacyjnego. To wyzwanie dla społeczności akademickiej oraz test jakości przywództwa aktualnych władz naszej uczelni. Od determinacji władz dziekańskich i rektorskich oraz szerokiego wsparcia ze strony pracowników zależy przyszłość uczelni. Osobiście sądzę, że istotą zmian musi być postawienie na sprawdzonych ludzi, w tej mierze to są to ci, którzy skutecznie publikują. Należy stworzyć im warunki dla prowadzenia pracy naukowej np. skierowując do nich gros środków finansowych czy zmniejszając obciążenie dydaktyczne. Konieczne jest także ściągnięcie do uczelni młodych osób, bez nich nie ruszymy z miejsca.
Nadszedł czas odważnych decyzji.
Obawiam się jednak, że nie dojdzie do takich zmian, gdyż nie ma zrozumienia dla konieczności ich wprowadzenia. Od opublikowania ostatniego rankingu ministerialnego sporo wody upłynęło w Brynicy, a poza apelami o aktywność ze strony władz oraz informacją, że wysłano odwołanie do ministerstwa nic się nie dzieje. Żadnej dyskusji na szerszym forum nie było, żadnych konkretnych propozycji ze strony władz nie podano do wiadomości społeczności akademickiej.
Quo vadis, nauko?!
Quo vadis, uniwersytecie?
Ta uroczystość skłania mnie także do nieco szerszej refleksji.
Od lat spotykamy się w bardzo podobnym gronie nagradzanych osób. Widać krąg osób czynnie zaangażowanych w badania naukowe nie jest zbyt liczny. Praca naukowa wymaga spełnienia wielu warunków; poczynając od pomysłu, stworzeniu zespołu badawczego, zdobyciu środków materialnych, przeprowadzaniu samego eksperymentu, analizie zebranych wyników, aż do napisania samej publikacji. A do tego trzeba uzbroić się w wiele cierpliwości by wreszcie otrzymać wiadomość od Editor-in-Chief: Accepted for publication!
Moja ostatnia przyjęta do druku praca została napisana jesienią 2010 roku, a taką wiadomość otrzymałem 6 grudnia 2013 roku! A w międzyczasie najbardziej nielubianym słowem stało się: Rejected!
Nauka wymaga od nas wielu wyrzeczeń, a wyniki końcowe nigdy nie są możliwe do przewidzenia. Na ostatnim posiedzeniu RW w Zabrzu usłyszeliśmy, że gdyby pracownicy każdej jednostki wydziału w ciągu roku opublikowali JEDNĄ (!) publikację oryginalną to pozycja wydziału byłaby bardzo dobra. To przecież bardzo niewiele, np. dla katedry liczącej 8 pracowników to jedna praca per capita na 8 lat! Skoro grono osób nagradzanych jest niezbyt liczne oznacza to, iż osób istotnie zaangażowanych w pracę naukową jest bardzo niewiele.
Co zrobić by zmienić ten trend?
Jak poprawić ranking naszej uczelni tak mocno zależny od wyników pracy badawczej?
Sądzę, że istnieje pilna potrzeba stworzenia prawdziwego systemu motywacyjnego. To wyzwanie dla społeczności akademickiej oraz test jakości przywództwa aktualnych władz naszej uczelni. Od determinacji władz dziekańskich i rektorskich oraz szerokiego wsparcia ze strony pracowników zależy przyszłość uczelni. Osobiście sądzę, że istotą zmian musi być postawienie na sprawdzonych ludzi, w tej mierze to są to ci, którzy skutecznie publikują. Należy stworzyć im warunki dla prowadzenia pracy naukowej np. skierowując do nich gros środków finansowych czy zmniejszając obciążenie dydaktyczne. Konieczne jest także ściągnięcie do uczelni młodych osób, bez nich nie ruszymy z miejsca.
Nadszedł czas odważnych decyzji.
Obawiam się jednak, że nie dojdzie do takich zmian, gdyż nie ma zrozumienia dla konieczności ich wprowadzenia. Od opublikowania ostatniego rankingu ministerialnego sporo wody upłynęło w Brynicy, a poza apelami o aktywność ze strony władz oraz informacją, że wysłano odwołanie do ministerstwa nic się nie dzieje. Żadnej dyskusji na szerszym forum nie było, żadnych konkretnych propozycji ze strony władz nie podano do wiadomości społeczności akademickiej.
Quo vadis, nauko?!
Quo vadis, uniwersytecie?
niedziela, 15 grudnia 2013
Ważny komentarz Czytelnika
W kontekście poruszanych spraw krótkie odniesienie do historii. Otóż, uniwersytet ma wielowiekową tradycję a jego początki były jakże obiecujące zarówno dla studentów jak i nauczycieli. Pierwsze szkoły tego typu oparte na zasadach gildii (w zasadzie były one gildiami scholastycznymi, tzn. korporacjami profesorów i studentów) zaczęły powstawać w wiekach średnich. Universitas łączył nauczanie ze studiami a studentów z profesorami, a sam wyraz universitas miał dwa synonimy, a mianowicie studium oraz studium generale. Średniowieczne uniwersytety były owocem ruchu polegającego na jednoczeniu się ludzi wykonujących to samo rzemiosło, kupców, artystów, itp., były stowarzyszeniami profesorów i studentów, a więc ludzi o tych samych zainteresowaniach, pragnących się zjednoczyć, aby bronić swych wspólnych interesów.
Do pierwszych uniwersytetów należą te w Bolonii oraz Paryżu, po nich przyszły następne. Miały one charakter międzynarodowy, łączyły je wspólne prawa, identyczna organizacja oraz jednakowy język wykładowy – łacina.
Uniwersytet Boloński zorganizowany był na zasadzie korporacyjnej. Studenci organizowali się w tzw. nacje, czyli związki oparte na wspólnocie językowej. To sami studenci decydowali o tym, kto będzie kierować ich studiami, wybierali swoich profesorów z którymi zawierali umowy oraz ich opłacali. Korporacje studentów były w pełni autonomiczne, a rektor był wybierany z ich grona.
Inny model przedstawiał Uniwersytet Paryski. Niestety model ten stał się wzorem dla większości uniwersytetów, w tym polskich. Uniwersytet Paryski był podporządkowany bezpośrednio miejscowemu biskupowi, który decydował o kształcie i doborze nauczanych treści. Obowiązywały na nim ścisłe reguły, podobne do reguł zakonnych, a większość nauczających i uczących się stanowili duchowni. Rektor wybierany był z grona profesorskiego.
Model boloński się nie przyjął, a szkoda, za to system szkolnictwa europejskiego opanował niczym nowotwór system boloński.
Co więcej, student przestał się liczyć jako partner w procesie studiowania. Wprawdzie dzięki niemu istnieje uniwersytet, profesorowie dostają pensje, ale traktowany jest, niestety bardzo często, jako zło konieczne. Student ma wprawdzie szereg praw wypisanych w regulaminach i statutach, ale praktycznie niewiele mu to daje. Coż zatem zostało z pierwotnej ideii uniwersytetu, korporacji studentów i profesorów? Proszę sobie odpowiedzieć na to pytanie samemu.
15 grudnia 2013 12:45
Do pierwszych uniwersytetów należą te w Bolonii oraz Paryżu, po nich przyszły następne. Miały one charakter międzynarodowy, łączyły je wspólne prawa, identyczna organizacja oraz jednakowy język wykładowy – łacina.
Uniwersytet Boloński zorganizowany był na zasadzie korporacyjnej. Studenci organizowali się w tzw. nacje, czyli związki oparte na wspólnocie językowej. To sami studenci decydowali o tym, kto będzie kierować ich studiami, wybierali swoich profesorów z którymi zawierali umowy oraz ich opłacali. Korporacje studentów były w pełni autonomiczne, a rektor był wybierany z ich grona.
Inny model przedstawiał Uniwersytet Paryski. Niestety model ten stał się wzorem dla większości uniwersytetów, w tym polskich. Uniwersytet Paryski był podporządkowany bezpośrednio miejscowemu biskupowi, który decydował o kształcie i doborze nauczanych treści. Obowiązywały na nim ścisłe reguły, podobne do reguł zakonnych, a większość nauczających i uczących się stanowili duchowni. Rektor wybierany był z grona profesorskiego.
Model boloński się nie przyjął, a szkoda, za to system szkolnictwa europejskiego opanował niczym nowotwór system boloński.
Co więcej, student przestał się liczyć jako partner w procesie studiowania. Wprawdzie dzięki niemu istnieje uniwersytet, profesorowie dostają pensje, ale traktowany jest, niestety bardzo często, jako zło konieczne. Student ma wprawdzie szereg praw wypisanych w regulaminach i statutach, ale praktycznie niewiele mu to daje. Coż zatem zostało z pierwotnej ideii uniwersytetu, korporacji studentów i profesorów? Proszę sobie odpowiedzieć na to pytanie samemu.
15 grudnia 2013 12:45
piątek, 13 grudnia 2013
Dyskusja o sprawach studentów
Wczorajsza informacja wzbudziła ogromne zainteresowanie, zanotowałem 531 wejść, nadeszło 10 komentarzy. To dobrze, że problemy studenckie wzbudzają tak duże zainteresowanie, bo przecież szkoły wyższe istnieją głównie dla nich. Miejmy nadzieję, że szybko uda się znaleźć odpowiednie rozwiązanie sprawy, zgodne z literą prawa i duchem uniwersytetu.
czwartek, 12 grudnia 2013
Odpowiedzialność indywidualna czy zbiorowa?
Poniżej przedstawiam list, jaki wczoraj dotarł na moją skrzynkę mailową. Przedstawia sprawę nieuczciwości jednego ze studentów naszej uczelni oraz konsekwencji tego czynu. Jest całkowicie oczywiste, że tego typu działania muszą być surowo karane. Nieuczciwość w czasie zaliczeń czy egzaminów jest niedopuszczalna. Problem podnoszony w nadesłanym liście wskazuje na fakt ukarania nie tylko tego studenta, ale także pozostałych zainteresowanych studentów unieważniając wyniki tego kolokwium.
Na początku dzisiejszego posiedzenia Rady Wydziału zgłosiłem tę sprawę z postulatem włączenia jej do programu. Dziekan Prof. M. Misiołek zaakceptował moją sugestię wspominając, że zna już ten problem. Krótko przedstawiono tą sprawę, ale nie podjęto żadnych oczekiwanych decyzji. Nie było głosowania w tej kwestii. Głos w dyskusji zabrała także Prof. E. Birkner, kierownik katedry, ale nie usłyszeliśmy by zmianie uległa decyzja o wyznaczeniu kary zbiorowej. Inni członkowie RW nie zabrali głosu. Ja zwróciłem uwagę na fakt stosowania odpowiedzialności zbiorowej z winę indywidualnej osoby.
Istotne jest, że ten student wykorzystał zaawansowaną technikę w celu „uzupełnienia” braków w swej wiedzy. To pokazuje, że czas tradycyjnych metod ściągania mija i musimy stawić czoła wyzwaniom współczesności nawet w tak niecodziennych okolicznościach.
Czy można stosować karę zbiorową za czyny pojedynczej osoby?
Nie sądzę, by taka droga była właściwa, jako sprzeczna, tak z literą prawa (regulamin studiów), jak i duchem uczelni.
Na początku dzisiejszego posiedzenia Rady Wydziału zgłosiłem tę sprawę z postulatem włączenia jej do programu. Dziekan Prof. M. Misiołek zaakceptował moją sugestię wspominając, że zna już ten problem. Krótko przedstawiono tą sprawę, ale nie podjęto żadnych oczekiwanych decyzji. Nie było głosowania w tej kwestii. Głos w dyskusji zabrała także Prof. E. Birkner, kierownik katedry, ale nie usłyszeliśmy by zmianie uległa decyzja o wyznaczeniu kary zbiorowej. Inni członkowie RW nie zabrali głosu. Ja zwróciłem uwagę na fakt stosowania odpowiedzialności zbiorowej z winę indywidualnej osoby.
Istotne jest, że ten student wykorzystał zaawansowaną technikę w celu „uzupełnienia” braków w swej wiedzy. To pokazuje, że czas tradycyjnych metod ściągania mija i musimy stawić czoła wyzwaniom współczesności nawet w tak niecodziennych okolicznościach.
Czy można stosować karę zbiorową za czyny pojedynczej osoby?
Nie sądzę, by taka droga była właściwa, jako sprzeczna, tak z literą prawa (regulamin studiów), jak i duchem uczelni.
Szanowny Pan
Prof. dr hab. n. med. Wojciech Pluskiewicz
Katedra Chorób Wewnętrznych, Diabetologii
i Nefrologii, Zakład Chorób Metabolicznych
Kości, SUM
Szanowny Panie Profesorze,
Wiedząc że jest Pan Profesor człowiekiem prostudenckim, prosimy Pana o pomoc, w bardzo niezręcznej i wstydliwej dla nas samych jak i naszego Wydziału sytuacji. Pokrótce postaramy się opisać zaistniałą sytuację i umotywować naszą prośbę o Pana pomoc.
We wtorek tj. 10.12.2013 r. na zaliczeniu seminarium zbiorczego z przedmiotu Biochemia, jeden ze studentów został złapany na tym, że robił zdjęcia i nagrywał test, który był na zaliczeniu, postanowiono unieważnić jego zaliczenie. Oczywistym jest to, że student ten złamał w sposób rażący regulamin studiów, i powinien ponieść pełne tego czynu konsekwencje. Jednakże decyzją Katedry Biochemii, zaliczenie to zostało anulowane dla wszystkich studentów, w ramach odpowiedzialności zbiorowej. Nadmieńmy tutaj, że połowa studentów pisała to zaliczenie w poniedziałek, ponieważ zostaliśmy podzieleni na dwie tury, więc tym studentów nawet do głowy nie przyszło, że takie coś może nastąpić we wtorek.
Starając się zrozumieć decyzje Katedry o unieważnieniu tego zaliczenia, dochodzimy do wniosku, że ma ona nas nauczyć przede wszystkim odpowiedzialności i uczciwości, tak bardzo wymaganej w zawodzie lekarza. I z tym nie można się nie zgodzić. Jednakże drugą stroną medalu jest to, że decyzja o unieważnieniu zaliczenia budzi w wielu studentach gorycz i poczucie niesprawiedliwości, że pomimo ciężkiej pracy, nie otrzymają gratyfikacji w postaci zaliczenia tego seminarium, i co za tym idzie spokojnych Świąt Bożego Narodzenia.
To poprawkowe zaliczenie będzie odbywało się, na całkowicie innych zasadach, niż zostało nam to przedstawione na zajęciach wprowadzających, nadmienię że seminarium zbiorcze polega na udzieleniu odpowiedzi na 40 pytań zamkniętych w ciągu 40 minut. Teraz zaliczenie ma polegać na udzieleniu odpowiedzi na 6 pytań otwartych w ciągu 30 minut. Katedra w tym wypadku nie przestrzega regulaminu, który sam przygotowała, i który my jako studenci podpisywaliśmy za zajęciach wprowadzających. Dotychczas zawsze dopiero II termin był w formie pytań otwartych, wiec skoro I termin jest unieważniony, i musimy go powtarzać, dlaczego mamy go zaliczać już na innych zasadach, tak jakby był on terminem poprawkowym, przecież my oficjalnie niczego nie poprawiamy, gdyż o poprawie można mówić dopiero gdy coś nie zostało zaliczone. Warto nadmienić tutaj fakt, że studenci którzy pisali zaliczenie w poniedziałek, mają już wpisane z niego oceny do kart, i teraz nie znając ocen dowiadują się, że są one nie ważne.
Panie Profesorze ta sytuacja jest bardzo kontrowersyjna, my jako studenci jesteśmy tego świadomi i naprawdę wstydzimy się, że niektórzy z nas, liczą tylko na tak zwane „banki pytań” i na to, że pytania na którymś z kolei terminie się powtórzą. Jednakże, tak jak pisaliśmy wcześniej budzi w nas ogromne poczucie niesprawiedliwości to, że studenci uczciwie pracujący zostali potraktowani na równi z oszustami, i w związku z tym że jutro odbywa się posiedzenie Rady Wydziału, której członkiem jest Pan Profesor, prosimy Pana o interwencję w naszym imieniu, i przedstawieniu tej sytuacji całej Radzie Wydziału.
Prosimy Pana Profesora, aby w oparciu o Regulamin Studiów, który powinien być wiążący zarówno dla studentów, jak i Władz Uczelni, przeprowadził Pan Profesor dyskusję w ramach obrad Rady Wydziału, czy unieważnienie zaliczenia w ramach odpowiedzialności zbiorowej jest zgodne z Regulaminem Studiów? Jeżeli tak, bardzo prosimy o podanie punktu w Regulaminie Studiów, który o tym mówi, jeżeli takowy się znajdzie ( szukaliśmy, ale w naszej ocenie go tam nie ma), przepraszamy Pana Profesora, że w ogóle poruszyliśmy ten temat.
Jedyny punkt regulaminu, który dotyczy złamania przepisów obowiązujących na naszej uczelni brzmi :
§ 13.Za naruszenie przepisów obowiązujących w Uczelni oraz za czyny uchybiające godności studenta, student ponosi odpowiedzialność dyscyplinarną na zasadach określonych w odrębnych przepisach.
Nie ma tutaj nic o odpowiedzi zbiorowej studentów.
Panie Profesorze, jedyne czego pragniemy to, to żeby uczelnia uszanowała nasze prawa i własny Regulamin Studiów, jeżeli uczelnia nie szanuje regulaminu, który sama przygotowała, to coś jest naprawdę nie tak.
Wierzymy że Pan Profesor nam pomoże i stanie w obronie studentów uczciwych, a przynajmniej naświetli zaistniały problem całej społeczności naszego wydziału, i za to z góry dziękujemy Panu Profesorowi.
Z wyrazami głębokiego szacunku i poważania,
Studenci Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.
Prof. dr hab. n. med. Wojciech Pluskiewicz
Katedra Chorób Wewnętrznych, Diabetologii
i Nefrologii, Zakład Chorób Metabolicznych
Kości, SUM
Szanowny Panie Profesorze,
Wiedząc że jest Pan Profesor człowiekiem prostudenckim, prosimy Pana o pomoc, w bardzo niezręcznej i wstydliwej dla nas samych jak i naszego Wydziału sytuacji. Pokrótce postaramy się opisać zaistniałą sytuację i umotywować naszą prośbę o Pana pomoc.
We wtorek tj. 10.12.2013 r. na zaliczeniu seminarium zbiorczego z przedmiotu Biochemia, jeden ze studentów został złapany na tym, że robił zdjęcia i nagrywał test, który był na zaliczeniu, postanowiono unieważnić jego zaliczenie. Oczywistym jest to, że student ten złamał w sposób rażący regulamin studiów, i powinien ponieść pełne tego czynu konsekwencje. Jednakże decyzją Katedry Biochemii, zaliczenie to zostało anulowane dla wszystkich studentów, w ramach odpowiedzialności zbiorowej. Nadmieńmy tutaj, że połowa studentów pisała to zaliczenie w poniedziałek, ponieważ zostaliśmy podzieleni na dwie tury, więc tym studentów nawet do głowy nie przyszło, że takie coś może nastąpić we wtorek.
Starając się zrozumieć decyzje Katedry o unieważnieniu tego zaliczenia, dochodzimy do wniosku, że ma ona nas nauczyć przede wszystkim odpowiedzialności i uczciwości, tak bardzo wymaganej w zawodzie lekarza. I z tym nie można się nie zgodzić. Jednakże drugą stroną medalu jest to, że decyzja o unieważnieniu zaliczenia budzi w wielu studentach gorycz i poczucie niesprawiedliwości, że pomimo ciężkiej pracy, nie otrzymają gratyfikacji w postaci zaliczenia tego seminarium, i co za tym idzie spokojnych Świąt Bożego Narodzenia.
To poprawkowe zaliczenie będzie odbywało się, na całkowicie innych zasadach, niż zostało nam to przedstawione na zajęciach wprowadzających, nadmienię że seminarium zbiorcze polega na udzieleniu odpowiedzi na 40 pytań zamkniętych w ciągu 40 minut. Teraz zaliczenie ma polegać na udzieleniu odpowiedzi na 6 pytań otwartych w ciągu 30 minut. Katedra w tym wypadku nie przestrzega regulaminu, który sam przygotowała, i który my jako studenci podpisywaliśmy za zajęciach wprowadzających. Dotychczas zawsze dopiero II termin był w formie pytań otwartych, wiec skoro I termin jest unieważniony, i musimy go powtarzać, dlaczego mamy go zaliczać już na innych zasadach, tak jakby był on terminem poprawkowym, przecież my oficjalnie niczego nie poprawiamy, gdyż o poprawie można mówić dopiero gdy coś nie zostało zaliczone. Warto nadmienić tutaj fakt, że studenci którzy pisali zaliczenie w poniedziałek, mają już wpisane z niego oceny do kart, i teraz nie znając ocen dowiadują się, że są one nie ważne.
Panie Profesorze ta sytuacja jest bardzo kontrowersyjna, my jako studenci jesteśmy tego świadomi i naprawdę wstydzimy się, że niektórzy z nas, liczą tylko na tak zwane „banki pytań” i na to, że pytania na którymś z kolei terminie się powtórzą. Jednakże, tak jak pisaliśmy wcześniej budzi w nas ogromne poczucie niesprawiedliwości to, że studenci uczciwie pracujący zostali potraktowani na równi z oszustami, i w związku z tym że jutro odbywa się posiedzenie Rady Wydziału, której członkiem jest Pan Profesor, prosimy Pana o interwencję w naszym imieniu, i przedstawieniu tej sytuacji całej Radzie Wydziału.
Prosimy Pana Profesora, aby w oparciu o Regulamin Studiów, który powinien być wiążący zarówno dla studentów, jak i Władz Uczelni, przeprowadził Pan Profesor dyskusję w ramach obrad Rady Wydziału, czy unieważnienie zaliczenia w ramach odpowiedzialności zbiorowej jest zgodne z Regulaminem Studiów? Jeżeli tak, bardzo prosimy o podanie punktu w Regulaminie Studiów, który o tym mówi, jeżeli takowy się znajdzie ( szukaliśmy, ale w naszej ocenie go tam nie ma), przepraszamy Pana Profesora, że w ogóle poruszyliśmy ten temat.
Jedyny punkt regulaminu, który dotyczy złamania przepisów obowiązujących na naszej uczelni brzmi :
§ 13.Za naruszenie przepisów obowiązujących w Uczelni oraz za czyny uchybiające godności studenta, student ponosi odpowiedzialność dyscyplinarną na zasadach określonych w odrębnych przepisach.
Nie ma tutaj nic o odpowiedzi zbiorowej studentów.
Panie Profesorze, jedyne czego pragniemy to, to żeby uczelnia uszanowała nasze prawa i własny Regulamin Studiów, jeżeli uczelnia nie szanuje regulaminu, który sama przygotowała, to coś jest naprawdę nie tak.
Wierzymy że Pan Profesor nam pomoże i stanie w obronie studentów uczciwych, a przynajmniej naświetli zaistniały problem całej społeczności naszego wydziału, i za to z góry dziękujemy Panu Profesorowi.
Z wyrazami głębokiego szacunku i poważania,
Studenci Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.
niedziela, 8 grudnia 2013
czwartek, 5 grudnia 2013
Ankieta o ortografii
5 listopada zamieściłem na blogu ankietę dotyczącą ortografii. Proszę o jej wypełnienie,
będzie to możliwie do 6 grudnia.
będzie to możliwie do 6 grudnia.
środa, 4 grudnia 2013
piątek, 29 listopada 2013
czwartek, 28 listopada 2013
Akcja: Paczka dla Polskiego Kombatanta na Kresach - Boże Narodzenie 2013
Zachęcam do udziału w tej akcji

Pozwolenie Ministerstwa Administracji Cyfryzacji na przeprowadzenie zbiórki
Pozwolenie Ministerstwa Administracji Cyfryzacji na zmianę wniosku
Formy współpracy w ramach akcji RODACY-BOHATERTOM Paczka dla polskiego Kombatanta na Kresach Boże Narodzenie 2013
Lista arykułów do wzorcowej paczki
Protokół paczki
Pozwolenie Ministerstwa Administracji Cyfryzacji na przeprowadzenie zbiórki
Pozwolenie Ministerstwa Administracji Cyfryzacji na zmianę wniosku
Formy współpracy w ramach akcji RODACY-BOHATERTOM Paczka dla polskiego Kombatanta na Kresach Boże Narodzenie 2013
Lista arykułów do wzorcowej paczki
Protokół paczki
niedziela, 24 listopada 2013
Jeszcze o polskiej nauce
Zasięgnąłem „języka” u przyjaciół z innych wydziałów naszej uczelni w celu ustalenia czy na posiedzeniach Rad Wydziału miała miejsce dyskusja dotycząca ostatniego rankingu ministerialnego. Owszem, informacje on wynikach wszędzie zostały przekazane, ale nigdzie nie doszło do merytorycznej dyskusji, co należy zrobić by poprawić miejsce naszej uczelni w skali kraju. W mojej radzie zalążki takiej dyskusji były (pisałem o tym 14 listopada), ale było to raczej przedstawienie jak tworzy się ranking niż dyskusja jakie podjąć konkretne działania naprawcze. Przyczyn aktualnego regresu jest wiele, działania reformatorskie muszą być wielokierunkowe. Same apele o aktywność naukową nic nie dadzą. Czekamy na konkretne propozycje władz, ale także sami musimy wykazać zainteresowanie i włączyć się do ogólnouczelnianej dyskusji, o ile takowa zostanie w ogóle zainicjowana.
Warto także przytoczyć opinię jednego z moich rozmówców, który zwrócił uwagę, że aktywność w pracy naukowej nie powinna być li tylko mierzona liczbą publikacji, punktów itd. Prawdziwe badanie naukowe powinno dawać odpowiedź na konkretne pytania wiodące do modyfikacji działań w codziennym życiu. Dopiero tak rozumiana misja nauki zasługuje na wszechstronne wsparcie, ale to jest niestety problem całej polskiej nauki zepchniętej na margines życia publicznego. Nie idzie o „sztukę dla sztuki”, ale o postęp cywilizacyjny kraju.
Każdy z nas, a szczególnie dotyczy grona profesorów i doktorów habilitowanych, ponosi jakąś „mikro winę” za totalny regres polskiej nauki. Nikt za nas nie zreformuje polskich uniwersytetów i polskiej nauki, zacząć musimy od samych siebie.
Warto także przytoczyć opinię jednego z moich rozmówców, który zwrócił uwagę, że aktywność w pracy naukowej nie powinna być li tylko mierzona liczbą publikacji, punktów itd. Prawdziwe badanie naukowe powinno dawać odpowiedź na konkretne pytania wiodące do modyfikacji działań w codziennym życiu. Dopiero tak rozumiana misja nauki zasługuje na wszechstronne wsparcie, ale to jest niestety problem całej polskiej nauki zepchniętej na margines życia publicznego. Nie idzie o „sztukę dla sztuki”, ale o postęp cywilizacyjny kraju.
Każdy z nas, a szczególnie dotyczy grona profesorów i doktorów habilitowanych, ponosi jakąś „mikro winę” za totalny regres polskiej nauki. Nikt za nas nie zreformuje polskich uniwersytetów i polskiej nauki, zacząć musimy od samych siebie.
czwartek, 21 listopada 2013
Prawdziwe miejsce polskiej nauki
Wczorajsze wydarzenia były dobrą ilustracją, jakie jest miejsce nauki i szkolnictwa wyższego w ogóle w polskim życiu publicznym. Stało się tak przy okazji tzw. rekonstrukcji rządu RP. Zmiana na stanowisku Ministra Nauki przeszła prawie niezauważona, a uwagę skupili inni nowo mianowani ministrowie. Nie dziwi zainteresowanie rotacją na stanowisku ministra finansów, bo ten resort wpływa na wszystkie sfery życia. Tylko nieliczne dotyczyły nowej Pani Minister Prof. L. Kolarskiej-Bobińskiej, co jest niezłym testem na umiejscowieniem polskiej nauki w orbicie spraw krajowych. Inne nominacje były znacznie bardziej zauważone.
Nauka i uniwersytety są na szarym końcu zainteresowania tak dla klasy politycznej, jak i społeczeństwa, jako całości. To nie jest dobry prognostyk na przyszłość
Nauka i uniwersytety są na szarym końcu zainteresowania tak dla klasy politycznej, jak i społeczeństwa, jako całości. To nie jest dobry prognostyk na przyszłość
piątek, 15 listopada 2013
W odpowiedzi na komentarz Czytelnika
W odpowiedzi na drugi komentarz Czytelnika do wczorajszego tekstu. Moja sugestia dotycząca wymiaru pensum to tylko jeden z pomysłów, a ostateczny efekt działań naprawczych będzie pochodną wielu zmian (o ile w ogóle ich doczekamy). Nie idę na łatwiznę, szczegółowe rozwiązania przedstawiałem w moich programach wyborczych. Niemniej zawsze warto zacząć od siebie; nie wiem czy zasługuję na miano lidera, ale mogę opisać jaki mój osobisty dorobek, mierzony punktami ministerialnymi za lata 2009-2012 został ujęty w dorobku wydziału. Było to 20 (słownie dwadzieścia) oryginalnych prac naukowych opublikowanych z czasopismach z IF, o punktacji od 15 do 40.
Łączna liczba punktów przekracza 500.
Wojciech Pluskiewicz
Łączna liczba punktów przekracza 500.
Wojciech Pluskiewicz
czwartek, 14 listopada 2013
Ranking polskich uczelni
Na dzisiejszym posiedzeniu Rady Wydziału w Zabrzu prowadzący obrady Prodziekan dr hab. S. Kasperczyk przedstawił szczegółowe wyniki oceny naszego wydziału przez Ministerstwo. Jak powszechnie wiadomo wszystkie wydziały naszej uczelni za okres 2009-2012 uzyskały kategorię B. Dla niektórych wydziałów to regres (np. dla wydziału farmaceutycznego z oddziałem medycyny laboratoryjnej czy wydziału lekarskiego w Katowicach), a dla nas w Zabrzu to utrzymanie poprzedniej pozycji. Generalnie, jesteśmy w średniakami w skali krajowej.
Dziekan bardzo szczegółowo przedstawił zasady tworzenia rankingu. Są one niezmierne skomplikowane i biorą pod uwagę szereg czynników. Wśród nich aż 70% dorobku wydziału to wyniki pracy naukowej mierzone liczbą i jakością publikacji naukowych, a pozostałe czynniki to m. inn. jakość kadry naukowej czy aktywność w pozyskiwaniu grantów zewnętrznych. Ważny czynnik to także liczba pracowników zatrudnionych w uczelni, w tym także osób na stanowiskach naukowo-technicznych. Ten ostatni czynnik okazał się dla nas niezwykle niekorzystny, gdyż ogólny dorobek wydziału dzieli się przez łączną liczbę pracowników. Inaczej mówiąc, liczy się średni dorobek na głowę statystycznego pracownika. Niemniej zasady były dla wszystkich uczelni w kraju takie same. Dziekan krytycznie odniósł się do naszego wyniku określając go, jako niezadowalający. Zgadzam się z tą oceną, wypadliśmy słabo, a liczba niewiele niż 40 punktów ministerialnych na jednego pracownika jest doprawdy kompromitująca. Ważna była także informacja, że mogliśmy wykazać na statystycznego pracownika 3 prace, co dawało łączną liczbę 902 prac z całego wydziału. Zgłosiliśmy zaledwie 752 publikacji co oznacza, że w naszym dorobku zabrakło aż 150 pozycji. Na nic nie przydały się inne publikacje, gdyż minimalna punktacja ministerialna musi wynosić 7. Okazało się, że ponad 1200 publikacji nie miało żadnej wartości dla pozycji wydziału, jako całości. Liczą się tylko naprawdę dobre prace, opublikowane w renomowanych czasopismach. Idzie o jakość, nie o ilość.
Jak poprawić wynik i nasze miejsce na tle polskich uczelni?
Dyskusja wpisuje się w wymianę poglądów, jakie ostatnio prezentują Czytelnicy bloga w odpowiedzi na moje teksty dotyczące nauki. Ale komentarze i uwagi to tylko pierwszy krok w kierunku rzeczywistych zmian. Dyskusja tylko wtedy ma sens, gdy prowadzi do decyzji zmieniających istniejący stan rzeczy. Zabrałem głos postulując podjęcie działań przez władze uczelni, gdyż tylko podjęcie strategicznych decyzji przez kierownictwo uczelni może zapoczątkować proces naprawczy. Skoro 70% dorobku naukowego stanowią wyniki pracy naukowej to należy dokonać takich zmian, które dadzą efekt w tym zakresie. Wyniki wszystkich ludzkich działań są pochodną obiektywnych warunków oraz motywacji. Warsztat pracy nie zmieni się „od ręki”, nie napłyną do nas jakieś ogromne środki finansowe. Należy zatem pilnie wprowadzić system motywacyjny np. w postaci zmniejszenia obciążenia dydaktycznego dla osób o dużym dorobku naukowym w danym okresie rozliczeniowym. Zamiast 240 godzin dydaktycznych taki aktywny naukowiec miałby np. 120 czy 150 godzin, a jego godziny zostałby przydzielone osobom mniej aktywnym. Z pewnością wpłynęłoby to na zwiększenie aktywności naukowej, a z drugiej strony mogłoby poprawić także jakość dydaktyki, gdyż przecież są wśród nas „urodzeni” dydaktycy z pasją oddający się nauczaniu.
Czas narzekania minął, nadszedł czas działań, czas odważnych decyzji. Jeśli w pilnym trybie środowisko akademickie uczelni oraz jej władze nie podejmą zdecydowanych działań reformatorskich następny ranking nie przyniesie nam poprawy pozycji, a trudne może być nawet utrzymanie kategorii B.
Dziekan bardzo szczegółowo przedstawił zasady tworzenia rankingu. Są one niezmierne skomplikowane i biorą pod uwagę szereg czynników. Wśród nich aż 70% dorobku wydziału to wyniki pracy naukowej mierzone liczbą i jakością publikacji naukowych, a pozostałe czynniki to m. inn. jakość kadry naukowej czy aktywność w pozyskiwaniu grantów zewnętrznych. Ważny czynnik to także liczba pracowników zatrudnionych w uczelni, w tym także osób na stanowiskach naukowo-technicznych. Ten ostatni czynnik okazał się dla nas niezwykle niekorzystny, gdyż ogólny dorobek wydziału dzieli się przez łączną liczbę pracowników. Inaczej mówiąc, liczy się średni dorobek na głowę statystycznego pracownika. Niemniej zasady były dla wszystkich uczelni w kraju takie same. Dziekan krytycznie odniósł się do naszego wyniku określając go, jako niezadowalający. Zgadzam się z tą oceną, wypadliśmy słabo, a liczba niewiele niż 40 punktów ministerialnych na jednego pracownika jest doprawdy kompromitująca. Ważna była także informacja, że mogliśmy wykazać na statystycznego pracownika 3 prace, co dawało łączną liczbę 902 prac z całego wydziału. Zgłosiliśmy zaledwie 752 publikacji co oznacza, że w naszym dorobku zabrakło aż 150 pozycji. Na nic nie przydały się inne publikacje, gdyż minimalna punktacja ministerialna musi wynosić 7. Okazało się, że ponad 1200 publikacji nie miało żadnej wartości dla pozycji wydziału, jako całości. Liczą się tylko naprawdę dobre prace, opublikowane w renomowanych czasopismach. Idzie o jakość, nie o ilość.
Jak poprawić wynik i nasze miejsce na tle polskich uczelni?
Dyskusja wpisuje się w wymianę poglądów, jakie ostatnio prezentują Czytelnicy bloga w odpowiedzi na moje teksty dotyczące nauki. Ale komentarze i uwagi to tylko pierwszy krok w kierunku rzeczywistych zmian. Dyskusja tylko wtedy ma sens, gdy prowadzi do decyzji zmieniających istniejący stan rzeczy. Zabrałem głos postulując podjęcie działań przez władze uczelni, gdyż tylko podjęcie strategicznych decyzji przez kierownictwo uczelni może zapoczątkować proces naprawczy. Skoro 70% dorobku naukowego stanowią wyniki pracy naukowej to należy dokonać takich zmian, które dadzą efekt w tym zakresie. Wyniki wszystkich ludzkich działań są pochodną obiektywnych warunków oraz motywacji. Warsztat pracy nie zmieni się „od ręki”, nie napłyną do nas jakieś ogromne środki finansowe. Należy zatem pilnie wprowadzić system motywacyjny np. w postaci zmniejszenia obciążenia dydaktycznego dla osób o dużym dorobku naukowym w danym okresie rozliczeniowym. Zamiast 240 godzin dydaktycznych taki aktywny naukowiec miałby np. 120 czy 150 godzin, a jego godziny zostałby przydzielone osobom mniej aktywnym. Z pewnością wpłynęłoby to na zwiększenie aktywności naukowej, a z drugiej strony mogłoby poprawić także jakość dydaktyki, gdyż przecież są wśród nas „urodzeni” dydaktycy z pasją oddający się nauczaniu.
Czas narzekania minął, nadszedł czas działań, czas odważnych decyzji. Jeśli w pilnym trybie środowisko akademickie uczelni oraz jej władze nie podejmą zdecydowanych działań reformatorskich następny ranking nie przyniesie nam poprawy pozycji, a trudne może być nawet utrzymanie kategorii B.
czwartek, 7 listopada 2013
O nauce
Od dawna zbieram się do napisania nieco większego tekstu o szeroko rozumianej nauce. Spory odzew Czytelników na niedawne teksty dotyczące nauki pokazuje, że nauka ciągle jest obszarem ważnym dla wielu z nas. Ale codzienna gonitwa nie pozwala na wystarczająco długą przerwę w oderwaniu od spraw bieżących. Zatem niż znajdę ten czas krótka relacja z rozmowy z moim bliskim znajomym, może nawet przyjacielem. To człowiek z szeroko rozumianej branży medycznej, od dawna nieczynny zawodowo, jako lekarz. To człowiek dużego sukcesu życiowego, którego nie sposób podejrzewać o niskie pobudki czy zawiść. Niedawno zapytał mnie wprost:
„Po co w ogóle nadal piszę kolejne prace naukowe, po co mi są potrzebne nowe publikacje, co mi to daje, czy to ma sens?”
W pierwszym odruchu chciałem zaprotestować, oburzyć się…ale zaraz dotarło do mnie, że to trafne spostrzeżenie, a uwaga nie ma żadnego podtekstu i czy drugiego dna.
Pytam: Po co ta zabawa w naukę, czy to jest dobra recepta na życie?!
„Po co w ogóle nadal piszę kolejne prace naukowe, po co mi są potrzebne nowe publikacje, co mi to daje, czy to ma sens?”
W pierwszym odruchu chciałem zaprotestować, oburzyć się…ale zaraz dotarło do mnie, że to trafne spostrzeżenie, a uwaga nie ma żadnego podtekstu i czy drugiego dna.
Pytam: Po co ta zabawa w naukę, czy to jest dobra recepta na życie?!
wtorek, 5 listopada 2013
O Ortografii
Od dawna zbierałem się by napisać tekst dotyczący ortografii. Immanentną częścią obowiązków studentów V roku wydziału lekarskiego, z którymi prowadzę zajęcia jest przygotowanie historii choroby. To bardzo ważny etap szkolenia przyszłych adeptów medycyny; zebranie w spójny, logiczny sposób wszystkich informacji obejmujących badanie podmiotowe, badanie przedmiotowe oraz wyniki badań prowadzić powinno do sformułowania czytelnej konkluzji dotyczącej proponowanych kroków diagnostyczno-terapeutycznych. Wbrew pozorom napisanie dobrej merytorycznie historii choroby wcale nie jest takie proste, wymaga nie tylko wiedzy, ale także umiejętności wybrania najistotniejszych informacji spośród mnóstwa nieistotnych danych, dobór najlepszych badań diagnostycznych, różnicowania oraz wskazanie ścieżki optymalnej terapii.
Ale to nie wszystko, chciałbym poruszyć dodatkowy aspekt. Otóż historie choroby powinny spełniać jeszcze pewien dodatkowy warunek: muszą być napisane poprawną polszczyzną. Dlaczego o tym piszę? Dość często spotykam w nich błędy ortograficzne. Trudno jest zaakceptować np. słowo przerzut pisane, jako „przeżut” czy płuca jako „płóca”. Gdyby takie sytuacje zdarzały się okazjonalnie, raz, dwa razy w roku akademickim można by przymknąć na nie oko, ale w zasadzie w każdej liczącej kilka osób grupie takie błędy się zdarzają.
Czy ktoś może sobie wyobrazić takie błędy ortograficzne np. w sentencji wyroku sądu podpisanego przez sędziego lub w decyzji administracyjnej podpisanej przez architekta?
To podważa powagę urzędu, pełnionego w imieniu Państwa Polskiego.
W poniższej ankiecie sformułowałem kilka pytań dotyczących oceny tego zjawiska. Proszę o zaznaczenie wszystkich odpowiedzi, jakie Czytelnicy uznają za właściwe.
Ale to nie wszystko, chciałbym poruszyć dodatkowy aspekt. Otóż historie choroby powinny spełniać jeszcze pewien dodatkowy warunek: muszą być napisane poprawną polszczyzną. Dlaczego o tym piszę? Dość często spotykam w nich błędy ortograficzne. Trudno jest zaakceptować np. słowo przerzut pisane, jako „przeżut” czy płuca jako „płóca”. Gdyby takie sytuacje zdarzały się okazjonalnie, raz, dwa razy w roku akademickim można by przymknąć na nie oko, ale w zasadzie w każdej liczącej kilka osób grupie takie błędy się zdarzają.
Czy ktoś może sobie wyobrazić takie błędy ortograficzne np. w sentencji wyroku sądu podpisanego przez sędziego lub w decyzji administracyjnej podpisanej przez architekta?
To podważa powagę urzędu, pełnionego w imieniu Państwa Polskiego.
W poniższej ankiecie sformułowałem kilka pytań dotyczących oceny tego zjawiska. Proszę o zaznaczenie wszystkich odpowiedzi, jakie Czytelnicy uznają za właściwe.
piątek, 1 listopada 2013
Chwila refleksji
Chyba na co dzień nie bardzo sobie uświadamiamy jak szybko mija czas. Takie dni, jak Święto Zmarłych skłania do refleksji i zastanowienia bez pośpiechu towarzyszącego nam na co dzień. Odwiedziłem dziś m. inn, Cmentarz Centralny w Gliwicach. W tej nekropolii zostało pochowanych wiele osób zasłużonych dla naszej uczelni, np. Prof. K. Oklek, były Dziekan w Zabrzu. Dziś, będąc na tym cmentarzu przez chwilę zastanowiłem się czy aby na pewno potrafimy i chcemy pamiętać o tych, którzy odeszli. Te osoby kształtowały naszą uczelnię, a nieraz ich decyzje nadal rzutują na bieżące życie. W naszej uczelni, jak wszędzie ciągle przybywają nowi pracownicy, a inni odchodzą z uczelni po uzyskaniu wieku emerytalnego. To naturalna kolej rzeczy, ale czy chwila bieżąca nie przesłania nam szerszego obrazu? Zawsze warto spojrzeć wstecz, przypomnieć o nieobecnych wśród nas, o ich dokonaniach, a nawet porażkach i błędach. To ważne by trwała pamięć o nich, powinna ona stanowić kawałek naszego bieżącego życia.
Zdarzyło mi się kiedyś w towarzystwie młodych lekarzy wspomnieć jednego z zasłużonych profesorów ze Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu. Młodsi koledzy zapytali mnie kto taki, nigdy nie słyszeli nawet takiego nazwiska. To przykre, powinniśmy zadbać by pamięć o dawnych mistrzach nie umarła wraz z ich śmiercią. To nasz obowiązek wobec minionych pokoleń, ale także rękojmia, że pamięć o nas nie zniknie wraz z naszym odejściem z uczelni. To ważny, ale mało doceniany aspekt życia społecznego, także akademickiego.
Zdarzyło mi się kiedyś w towarzystwie młodych lekarzy wspomnieć jednego z zasłużonych profesorów ze Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu. Młodsi koledzy zapytali mnie kto taki, nigdy nie słyszeli nawet takiego nazwiska. To przykre, powinniśmy zadbać by pamięć o dawnych mistrzach nie umarła wraz z ich śmiercią. To nasz obowiązek wobec minionych pokoleń, ale także rękojmia, że pamięć o nas nie zniknie wraz z naszym odejściem z uczelni. To ważny, ale mało doceniany aspekt życia społecznego, także akademickiego.
czwartek, 24 października 2013
O środowisku lekarskim
Niedawno wygłosiłem wykład dla grona ortopedów z województwa Opolskiego. Sobotni termin tego spotkania mógł wydawać się niezbyt fortunny, ale okazało się, że frekwencja była całkiem niezła. Akurat tego dnia była piękna pogoda, w sam raz na spędzenie wolnego czasu gdzieś na łonie natury, ale widać zainteresowanie sprawami zawodowymi przeważyło. Oprócz mego wykładu wygłoszono dwie prezentacje dotyczące problemów z dziedziny ortopedii na bazie własnych obserwacji i doświadczeń. Uczestnicy aktywnie brali udział w dyskusji. Moje ogólne wrażenia są bardzo dobre, relatywnie małe środowisko pokazało aktywność i prężność.
Piszę o tym doświadczeniu, gdyż nie sądzę by podobne spotkania miały miejsce na Górnym Śląsku. Przed ponad 20 laty, gdy zaczynałem swą aktywną pracę związaną z chorobami metabolicznymi kości miałem szereg wykładów dla oddziałów PTL-u. Dzisiaj ta działalność jest, zgodne z moją wiedzą, raczej w zaniku. Realia dnia codziennego skutecznie zabijają chęć działań szkoleniowych, a przecież chodzi także o wzajemne poznanie się i szeroko rozumianą integrację środowiska lekarskiego. Zatomizowani, podzieleni, nieraz skłóceni jesteśmy dla różnych instytucji oddziaływujących na nasze życie zawodowe łatwo sterowalnym środowiskiem. Niejeden z nas bywa pozostawiony sam wobec bezwzględnego świata biurokracji. Razem mamy siłę przebicia, każdy z osobna niewiele znaczy.
Piszę o tym doświadczeniu, gdyż nie sądzę by podobne spotkania miały miejsce na Górnym Śląsku. Przed ponad 20 laty, gdy zaczynałem swą aktywną pracę związaną z chorobami metabolicznymi kości miałem szereg wykładów dla oddziałów PTL-u. Dzisiaj ta działalność jest, zgodne z moją wiedzą, raczej w zaniku. Realia dnia codziennego skutecznie zabijają chęć działań szkoleniowych, a przecież chodzi także o wzajemne poznanie się i szeroko rozumianą integrację środowiska lekarskiego. Zatomizowani, podzieleni, nieraz skłóceni jesteśmy dla różnych instytucji oddziaływujących na nasze życie zawodowe łatwo sterowalnym środowiskiem. Niejeden z nas bywa pozostawiony sam wobec bezwzględnego świata biurokracji. Razem mamy siłę przebicia, każdy z osobna niewiele znaczy.
niedziela, 20 października 2013
Wyniki ankiety z 10. września
Odpowiedzialność lekarza
| Pytanie | Udział | L. odpowiedzi |
| Lekarz powinien zostać dożywotnio pozbawiony prawa wykonywania zawodu | 12.63% | 12 |
| Lekarz powinien zostać czasowo pozbawiony prawa wykonywania zawodu | 25.26% | 24 |
| Powinien otrzymać karę dyscyplinarną nałożoną przez samorząd lekarski | 61.05% | 58 |
| Powinien zwrócić do NFZ pieniądze zarobione w ramach tego kontraktu | 66.32% | 63 |
| Sprawa o oszustwo powinna być skierowana do prokuratury | 66.32% | 63 |
| NFZ powinien natychmiast unieważnić kontrakt z tą placówką | 64.21% | 61 |
| Nie ma potrzeby karania tego lekarza | 4.21% | 4 |
Ankietę z 10 września wypełniło 95 osób, dziękuję za udział.
Wyniki pokazują, że generalnie nie ma akceptacji dla tego typu nieuczciwych działań lekarskich. Niemniej jednak około 1/3 respondentów nie widzi potrzeby karania poprzez nałożenia kary dyscyplinarnej, zwrotu nieuczciwie zarobionych pieniędzy, skierowaniu sprawy do prokuratury bądź unieważnieniu kontraktu z NFZ. To zadziwiająca tolerancja dla takiej nieuczciwej postawy lekarskiej.
Niemniej dziwi także stosunkowo mała liczba odpowiedzi wskazujących na potrzebę pozbawienia prawa wykonywania zawodu. O ile można dyskutować na pierwszym punktem ankiety sugerującym potrzebę dożywotniego pozbawienia prawa wykonywania zawodu, to zaledwie 25% respondentów opowiedziało się za czasowym pozbawieniem prawa wykonywania zawodu. Sądzę, że w interesie korporacji zawodowej, czyli każdego z nas jest eliminowanie z niej nieuczciwych członków. Albo będziemy potrafili podejmować czasem nawet drastyczne decyzje i usuwać nieuczciwych lekarzy z naszego grona (czasowo lub na stałe) albo wizerunek całego środowiska lekarskiego będzie cierpiał z powodu działań niektórych osób.
I ostatnia, ale bardzo ważna kwestia. Nie mam niestety informacji dotyczącej jak ta sprawa się potoczyła i jakie konsekwencje poniósł opisany lekarz. Sprawdziłem natomiast telefonicznie, że nadal pracuje w swej prywatnej przychodni przyjmując pacjentki tylko w ramach praktyki specjalistycznej, czyli prawa zawodu nie został pozbawiony. W tej placówce medycznej inni lekarze przyjmują także w ramach kontraktu z NFZ, co najpewniej oznacza, że żadnej postulowanej w ankiecie kary nie wymierzono.
niedziela, 13 października 2013
czwartek, 10 października 2013
Sprawozdanie z Rady Wydziału w Zabrzu
Na dzisiejszym posiedzeniu Rady Wydziału Dziekan Prof. M. Misiołek podjął temat badań naukowych i dorobku wydziału. Okazją były wyniki niedawnego rankingu wydziałów w polskich uczelniach. Wyniki tego rankingu są dostępne na blogu (3.10.2013). Wszystkie wydziały w naszej uczelni uzyskały kategorię B, co oznacza dla niektórych spośród nich regres. Tylko dwa wydziały lekarskie w Gdańsku i Białymstoku uzyskały kategorię A+. Dziekan apelował o aktywność naukową, a Prodziekan dr hab. S. Kasperczyk przedstawił propozycje zaleceń dotyczących minimalnego dorobku naukowego dla kandydatów aplikujących o stopień doktora, doktora habilitowanego i tytuł naukowy. Te wymagania są wyższe niż dotąd, ale trudno uznać je za wygórowane, np. 10 IF + 200 punktów ministerialnych to dorobek możliwy do uzyskania w ciągu 10-15 lat pracy przed planowanym uzyskaniem habilitacji. Głos zabrał także poprzedni Dziekan Prof. W. Król, który przychylił się do idei zwiększenia wymagań w tej mierze.
Ta dyskusja świetnie wpisuje się w dyskusję, jaką wywołał mój wpis „Korespondencja z Baltimore” (5.10.2013). Niestety, nie wierzę w moc apeli, ani administracyjnego zwiększania wymagań choć rozumiem potrzebę ich wprowadzenia. Tu trzeba znacznie szerszych działań. Znam sytuację w uczelniach w Gdańsku i Białymstoku, gdzie od dawna postawiono na naukę. To musi być proces wieloletni, oparty na solidnych podstawach. Zmiany muszą być fundamentalne, na poziomie uczelni i poszczególnych wydziałów.
Nic nie wiem by w naszej uczelni opracowano taki koherentny, zakrojony na lata program naprawczy.
Ale nawet gdyby powstał taki projekt, jako wynik naszej wspólnej pracy, nie ma szans na jego realizację bez szerokiego udziału nas, pracowników naukowych. Musimy chcieć ze sobą współpracować, znaleźć w nauce „sposób na życie”. Warunkiem progowym sukcesu jest stworzenie nie tylko warunków materialnych i organizacyjnych, ale także uzyskanie odpowiedniej atmosfery wokół nauki.
Ta dyskusja świetnie wpisuje się w dyskusję, jaką wywołał mój wpis „Korespondencja z Baltimore” (5.10.2013). Niestety, nie wierzę w moc apeli, ani administracyjnego zwiększania wymagań choć rozumiem potrzebę ich wprowadzenia. Tu trzeba znacznie szerszych działań. Znam sytuację w uczelniach w Gdańsku i Białymstoku, gdzie od dawna postawiono na naukę. To musi być proces wieloletni, oparty na solidnych podstawach. Zmiany muszą być fundamentalne, na poziomie uczelni i poszczególnych wydziałów.
Nic nie wiem by w naszej uczelni opracowano taki koherentny, zakrojony na lata program naprawczy.
Ale nawet gdyby powstał taki projekt, jako wynik naszej wspólnej pracy, nie ma szans na jego realizację bez szerokiego udziału nas, pracowników naukowych. Musimy chcieć ze sobą współpracować, znaleźć w nauce „sposób na życie”. Warunkiem progowym sukcesu jest stworzenie nie tylko warunków materialnych i organizacyjnych, ale także uzyskanie odpowiedniej atmosfery wokół nauki.
poniedziałek, 7 października 2013
sobota, 5 października 2013
Korespondencja z Baltimore
Od wielu lat biorę udział w corocznych kongresach American Society for Bone and Mineral Research. To są zawsze inspirujące dni. Nie inaczej jest w tym roku; od środy przebywam w Baltimore w USA. Mnóstwo sesji, wykładów, setki prezentacji plakatowych. Do tego spotkania z znajomymi badaczami z różnych kontynentów i niekończące się dyskusje. Ale ta pozytywna strona kongresu jest nieco zaburzona świadomością jak daleko nam do światowej nauki. Nie prowadzimy sesji, nie mamy wykładów, ba, nawet liczba plakatów z kraju jest znikoma. Na jednym ze stoisk przeglądnąłem dwa opasłe opracowania monograficzne i nie znalazłem ani jednej pozycji polskiego autorstwa. Nie jest miło skonstatować, że tak naprawdę jesteśmy tylko tłem dla świata.
„To kwestia pieniędzy i nakładów na naukę” usłyszałem przed paru godzinami od jednego z uczestników z Polski.
Tak, to jest prawda, ale tylko częściowa. Nie mamy zespołów badawczych, nie umiemy tworzyć konsorcjów międzyuczelnianych, prawie całkowicie brak jest młodych osób w polskiej nauce. Nawet duże zwiększenie finansowania polskiej nauki nie da znaczących efektów, degradacja w tej dziedzinie jest zbyt głęboka. Odbudowa etosu nauki, zbudowanie prawdziwych, opartych na czytelnych zasadach zespołów badawczych (w których profesor nie będzie „żerował” na pracy podwładnych), uczciwe przydzielanie środków finansowych, stworzenie jednoznacznych kryteriów awansu naukowego mierzonego stopniami naukowymi to tylko niektóre niezbędne obszary do gruntownych zmian.
Niestety, nie widzę, by takie działania miały miejsce w polskiej nauce, trwa gra pozorów, a świat nieubłaganie ucieka…
„To kwestia pieniędzy i nakładów na naukę” usłyszałem przed paru godzinami od jednego z uczestników z Polski.
Tak, to jest prawda, ale tylko częściowa. Nie mamy zespołów badawczych, nie umiemy tworzyć konsorcjów międzyuczelnianych, prawie całkowicie brak jest młodych osób w polskiej nauce. Nawet duże zwiększenie finansowania polskiej nauki nie da znaczących efektów, degradacja w tej dziedzinie jest zbyt głęboka. Odbudowa etosu nauki, zbudowanie prawdziwych, opartych na czytelnych zasadach zespołów badawczych (w których profesor nie będzie „żerował” na pracy podwładnych), uczciwe przydzielanie środków finansowych, stworzenie jednoznacznych kryteriów awansu naukowego mierzonego stopniami naukowymi to tylko niektóre niezbędne obszary do gruntownych zmian.
Niestety, nie widzę, by takie działania miały miejsce w polskiej nauce, trwa gra pozorów, a świat nieubłaganie ucieka…
czwartek, 3 października 2013
sobota, 21 września 2013
Uzupełnienie wpisu z 20 września
Drogą poczty elektronicznej zwrócono mi uwagę, że pominąłem ważną informację z posiedzenia Rady Wydziału w Zabrzu z 19 września.
Zlikwidowano bowiem kolejną jednostkę, jedyną w naszym Wydziale, Klinikę Intensywnej Terapii Dziecięcej w Zabrzu. Zwrócono uwagę na następujące fakty dotyczące tej sprawy:
1. dlaczego nie ogłoszono konkursu na stanowisko kierownika Kliniki?
2. dlaczego, po 40 latach istnienia, zlikwidowano ośrodek pediatryczny, który:
a. był bardzo dochodowy
b. koło STN 5 -krotnie zdobywało nagrody
c. nie był "uwikłany " w jakiekolwiek problemy sądowe itp.
Również zaskakujący jest fakt, że nikt z pediatrów nie zabrał głosu w tej sprawie, wypowiedział się jedynie chirurg dziecięcy dr hab. W. Korlacki.
Zlikwidowano bowiem kolejną jednostkę, jedyną w naszym Wydziale, Klinikę Intensywnej Terapii Dziecięcej w Zabrzu. Zwrócono uwagę na następujące fakty dotyczące tej sprawy:
1. dlaczego nie ogłoszono konkursu na stanowisko kierownika Kliniki?
2. dlaczego, po 40 latach istnienia, zlikwidowano ośrodek pediatryczny, który:
a. był bardzo dochodowy
b. koło STN 5 -krotnie zdobywało nagrody
c. nie był "uwikłany " w jakiekolwiek problemy sądowe itp.
Również zaskakujący jest fakt, że nikt z pediatrów nie zabrał głosu w tej sprawie, wypowiedział się jedynie chirurg dziecięcy dr hab. W. Korlacki.
piątek, 20 września 2013
Początek nowego roku akademickiego
Wczoraj odbyło się pierwsze posiedzenie Rady Wydziału w Zabrzu w zaczynającym się niebawem roku akademickim. Mimo wrześniowego terminu zanotowaliśmy niezłą frekwencję. Nie było kolokwium habilitacyjnego, ale liczba głosowań była spora co wpłynęło na czas trwania posiedzenia.
Za najważniejszą informację uważam fakt wprowadzenia losowego sposobu przydziału pilotów do głosowania elektronicznego, czyli po podpisaniu listy każdy członek RW pobierał pilota bez identyfikacji numeru. Dotąd każda osoba otrzymywała ten przyrząd do głosowania w sposób przyporządkowany dla niej konkretnym numerem. Ta sytuacja wzbudzała wcześniej gorące dyskusje wobec możliwej identyfikacji jak głosowali poszczególni członkowie RW. Dziekan Prof. M. Misiołek poinformował nas, że losowy i zapewniający pełną anonimowość system przydziału pilotów wprowadzono na zalecenie Rektora Prof. P. Jałowieckiego.
To dobra wiadomość na progu nowego roku akademickiego, gdyż poszanowanie tajności głosowań personalnych należy do podstawowych zasad życia akademickiego i publicznego w ogóle.
Za najważniejszą informację uważam fakt wprowadzenia losowego sposobu przydziału pilotów do głosowania elektronicznego, czyli po podpisaniu listy każdy członek RW pobierał pilota bez identyfikacji numeru. Dotąd każda osoba otrzymywała ten przyrząd do głosowania w sposób przyporządkowany dla niej konkretnym numerem. Ta sytuacja wzbudzała wcześniej gorące dyskusje wobec możliwej identyfikacji jak głosowali poszczególni członkowie RW. Dziekan Prof. M. Misiołek poinformował nas, że losowy i zapewniający pełną anonimowość system przydziału pilotów wprowadzono na zalecenie Rektora Prof. P. Jałowieckiego.
To dobra wiadomość na progu nowego roku akademickiego, gdyż poszanowanie tajności głosowań personalnych należy do podstawowych zasad życia akademickiego i publicznego w ogóle.
wtorek, 10 września 2013
Odpowiedzialność lekarza
Lekarz to zawód szczególny. Zdrowie jest najważniejsze, bez niego wszystko inne schodzi na dalszy plan. Nic dziwnego, że wymagania stawiane lekarzom są najwyższe; dotyczą zarówno obszaru kompetencji czysto zawodowych, jak i innych cech. Bez wysokiej kultury, cierpliwości, empatii i wielu innych cech osobistych lekarza trudno wyobrazić sobie tzw. lekarza z prawdziwego zdarzenia. Od lekarzy wymaga się także uczciwości; gdy lekarz coś poświadczy nie może być mowy o wątpliwościach dotyczącej dobrej wiary i prawdziwości opinii danego lekarza. Podpis lekarza powinien być święty.
Chciałbym dziś w odniesieniu do tych paru słów wstępu prosić Czytelników bloga o wyrażenie opinii w bulwersującej sprawie. Pewien lekarz wypełniając dokumenty konkursowe dla NFZ wpisał na listę osób pracujących w przychodni będącej jego własnością lekarzy, którzy nigdy u niego nie pracowali. Dzięki temu uzyskał intratny kontrakt z NFZ. Ci lekarze w ogóle nie mieli pojęcia, że ich nazwiska figurują wśród zatrudnionych w tej placówce. Sprawa szybko wyszła na jaw.
Moje pytanie dotyczy kwestii: jakie konsekwencje powinien ponieść lekarz, który dopuścił się ewidentnego oszustwa. Nie mamy tu do czynienia z błędem, ale w pełni świadomym oszustwem, w dodatku z motywem materialnym.
Proszę o wypełnienie ankiety zaznaczając wszystkie odpowiedzi, jakie uznasz za właściwe.
Chciałbym dziś w odniesieniu do tych paru słów wstępu prosić Czytelników bloga o wyrażenie opinii w bulwersującej sprawie. Pewien lekarz wypełniając dokumenty konkursowe dla NFZ wpisał na listę osób pracujących w przychodni będącej jego własnością lekarzy, którzy nigdy u niego nie pracowali. Dzięki temu uzyskał intratny kontrakt z NFZ. Ci lekarze w ogóle nie mieli pojęcia, że ich nazwiska figurują wśród zatrudnionych w tej placówce. Sprawa szybko wyszła na jaw.
Moje pytanie dotyczy kwestii: jakie konsekwencje powinien ponieść lekarz, który dopuścił się ewidentnego oszustwa. Nie mamy tu do czynienia z błędem, ale w pełni świadomym oszustwem, w dodatku z motywem materialnym.
Proszę o wypełnienie ankiety zaznaczając wszystkie odpowiedzi, jakie uznasz za właściwe.
piątek, 6 września 2013
Apel o pomoc
Od roku uczę Historii w Polonijnym Liceum Ogólnokształcącym Niepublicznym (PLON) "Klasyk". Nasi uczniowie to młodzież polskiego pochodzenia z terenów bywszego Sajuza, ogromna większość z terenów, które pozostały poza wschodnią granicą II RP. Ich przodków zdradzono w Rydze, pozostawiając za wschodnią granicą. Zachowali polskość od... rozbiorów - ponad dwieście lat. Przeżyli, nie wszyscy, rozkułaczanie i wielką czystkę - 143 000 uwięzionych Polaków z czego 111 000 rozstrzelanych przez NKWD (pięć "Katyniów"), w tym czterech prapradziadków naszych tegorocznych - ośmioro - maturzystów. Jako Naród jesteśmy im coś dłużni. Mamy szkołę z internatem i stołówką, generuje to dodatkowe koszty. Brakuje ok. 600 zł miesięcznie na ucznia. Jest ich 50-sięciu. "Adopcja", o której w załączniku, może być zespołowa - organizacje uczelniane NZS, wyższe uczelnie, organizacje kombatanckie NZS. MSZ, który niestety przejął fundusze od Senatu RP na wspieranie Polonii, woli wygodnie siedzieć niż się ruszyć - bez wyjaśnienia cofnęło nam dotację, która pokrywała wyżywienie. Wychowała mnie babcia - z dziada pradziada z Kresów - i dziadek, który służył w Korpusie Ochrony Pogranicza i cudem przeżył rozstrzelanie przez NKWD w 1941r.. Moja mama urodziła się w Lidzie. Kresowiacy to moi krewni, jestem gotów ich uczyć za darmo, ale muszą coś jeść.
Wojtek Bogaczyk
Wojtek Bogaczyk
Zaadoptuj Wschodniaka!
Polonijne Liceum Ogólnokształcące Niepubliczne "Klasyk" i Bursa "Inter" (www.plon-klasyk.pl) prowadzone przez Fundację Międzynarodowy Instytut Edukacji uczą utalentowaną polską młodzież ze Wschodu, która w stu procentach zdaje polska maturę i dostaje się na studia w Polsce.
Od 1 września rodzice uczniów - Rodacy ze Wschodu (Białorusi, Gruzji, Kazachstanu, Kirgizji, Mołdawii, Naddniestrza, Osetii, Rosji, Ukrainy) muszą pokryć koszty wyżywienia i ubezpieczenia (600 zł miesięcznie), ponieważ szkoła nie otrzymała w tym roku dodatkowego wsparcia budżetowego.
Większość z nich znalazła się w dramatycznej sytuacji. Ta kwota to równowartość kilku ich pensji. Nie udźwigną tego ciężaru bez naszej pomocy.
Okaż serce w tych trudnych dla wszystkich czasach, udziel najszlachetniejszej pomocy, umożliwiając młodym Polakom ze Wschodu naukę i wychowanie w Ojczyźnie Przodków. Nie licz na Państwo, dbaj o nie sam!.
Włącz się w akcję "Zaadoptuj Wschodniaka", wpłacając dowolną sumę na konto: 46 1020 1097 0000 7902 0188 4790
(Szczegóły na stronie www.plon-klasyk.pl)
Wojtek Bogaczyk
Polonijne Liceum Ogólnokształcące Niepubliczne "Klasyk" i Bursa "Inter" (www.plon-klasyk.pl) prowadzone przez Fundację Międzynarodowy Instytut Edukacji uczą utalentowaną polską młodzież ze Wschodu, która w stu procentach zdaje polska maturę i dostaje się na studia w Polsce.
Od 1 września rodzice uczniów - Rodacy ze Wschodu (Białorusi, Gruzji, Kazachstanu, Kirgizji, Mołdawii, Naddniestrza, Osetii, Rosji, Ukrainy) muszą pokryć koszty wyżywienia i ubezpieczenia (600 zł miesięcznie), ponieważ szkoła nie otrzymała w tym roku dodatkowego wsparcia budżetowego.
Większość z nich znalazła się w dramatycznej sytuacji. Ta kwota to równowartość kilku ich pensji. Nie udźwigną tego ciężaru bez naszej pomocy.
Okaż serce w tych trudnych dla wszystkich czasach, udziel najszlachetniejszej pomocy, umożliwiając młodym Polakom ze Wschodu naukę i wychowanie w Ojczyźnie Przodków. Nie licz na Państwo, dbaj o nie sam!.
Włącz się w akcję "Zaadoptuj Wschodniaka", wpłacając dowolną sumę na konto: 46 1020 1097 0000 7902 0188 4790
(Szczegóły na stronie www.plon-klasyk.pl)
Wojtek Bogaczyk
Subskrybuj:
Posty (Atom)