Apel o pomoc dla naszego Kolegi Doktora Romana Kuźniewicza

https://www.siepomaga.pl/roman-kuzniewicz

środa, 9 listopada 2011

MY I ONI

Pojęcie „my i oni” w naszym języku i świadomości społecznej powstało i utrwaliło się w czasach panowania „najlepszego z systemów sprawiedliwości społecznej”. Od 1944 do 1989 roku pokolenia Polek i Polaków doznawały różnego rodzaju prześladowań poczynając od komunistycznego ludobójstwa, a kończąc na w miarę łagodnej, schyłkowej wersji systemu okresu lat 80-tych. Ten niechlubny okres z naszej historii zakończył się w 1989 roku lub może lepiej jest stwierdzić, że wówczas rozpoczął się proces odbudowy kraju. Cokolwiek by nie powiedzieć, trudno dzisiejszą Polskę porównać z Polską z 1989 roku co muszą przyznać nawet najbardziej zagorzali krytycy polskiej rzeczywistości. Niemniej kwestia trwania niektórych pojęć czy stereotypów w świadomości społecznej jest zdumiewająca. Np. nadal określenie „my i oni” jest stosowane w języku zwykłych ludzi. Ciągle w poczuciu zwykłego Polaka jest zakorzeniony podział na nich, czyli władzy i nas, czyli tej całej reszty. Nie traktujemy osób pełniących różne funkcje publiczne w aparacie władzy jako oczywistej części społeczeństwa, ale raczej jako ludzi innej kategorii kierujących się innymi racjami.
Jak jest możliwe by po okresie dłuższym niż czas trwania Drugiej Rzeczypospolitej nie udało zasypać się przepaści między społeczeństwem a władzą?
Wydaje mi się, że to jedna z najpoważniejszych porażek ostatnich dwóch dekad, władza jest ze społeczeństwa wyobcowana, a pojęcie „społeczeństwo obywatelskie” to ciągle tylko marzenie.
Piszę te słowa obserwując bieżące wydarzenia w naszej uczelni. Tu podział na „Nich” i „Nas” jest wyjątkowo wyraźny. Tu władza może zrobić wszystko z uczelnią i z każdym z pracowników osobno. Tu „My” boimy się władzy, a chcąc cokolwiek zrobić wbrew zamiarom i intencjom władzy musimy uciekać się do forteli. Na posiedzeniach Senatu i Rad Wydziału w Zabrzu byłem wielokroć świadkiem sytuacji, że próby przekonywani do swych racji kończyło się reprymendą, połajanką, zabraniem głosu lub lekceważeniem lub znieważeniem. Zatem mało jest chętnych do zabierania głosu.
Rektor i Dziekan mają władzę zbliżoną do absolutnej mimo pozorów demokracji.

„Oni” są górą.

Sytuacja jest podobna jak w skali całego kraju, ale tu jesteśmy świadkami, a czasem wręcz bywamy ofiarami.
Na koniec tych rozważań konkluzja; wydaje mi się, ba jestem prawie pewien, że w naszej uczelni ta epoka podziału i głębokiego pęknięcia ma się ku końcowi. Obserwując aktywność Czytelników mierzoną liczba wejść i komentarzy oraz wsłuchując się w głosy wielu pracowników nie mam wątpliwości - nadchodzi nowy, lepszy czas...

niedziela, 6 listopada 2011

O DESTRUKCJI

Podstawowym warunkiem prawidłowego funkcjonowania każdej instytucji, a uczelni w szczególności jest ciągłość organizacyjna oraz przewidywalność działań władz. Ostatnie zawirowania obserwowane w uczelni są dokładnym przeciwieństwem tych fundamentalnych zasad. Nagle wiele jednostek zostało pozbawionych swych dotychczasowych kierowników na skutek decyzji Pani Rektor Prof. E. Małeckiej-Tendery, która nie przyjęła ponownie do pracy niektórych profesorów-emerytów. Na stronie internetowej uczelni w wykazie jednostek brak jest tych nazwisk, np. w Wydziale Lekarskim w Zabrzu usunięto nazwiska dotychczasowych kierowników Katedr Neurologii - Prof. K. Pierzchałowej i Anatomii Prawidłowej - Prof. K. Ślusarczyka. Z dnia na dzień, na skutek kuriozalnej decyzji Pani Rektor uczelnia została pozbawiona szeregu cennych, zasłużonych osób. A stało się to całkowicie niespodziewanie, to jest absolutne zaprzeczenie konieczności prowadzania przewidywalnej, długofalowej polityki realizowanej w interesie całego środowiska.

To są działania niszczące żywą tkankę uczelni, to jawna destrukcja.

Nieco inne podłoże ma sytuacja w szpitalu wojewódzkim w Tychach, gdzie znajdują się kliniki na tzw. bazie obcej. W tym szpitalu dyrektorem jest A. Drybański, który wcześniej był dyrektorem SK-1 w Zabrzu. Jego autorytarne rządy i decyzje skutkują stopniowym zanikiem działań Kliniki Chirurgii, pracownicy wraz z jej kierownikiem dr hab. M. Zaniewskim odchodzą ze szpitala. Podobna sytuacja dotyczy Zakładu Pielęgniarstwa Chirurgicznego z jej szefem dr med. E. Majewskim. Jak ma być realizowana praca dydaktyczna oraz prowadzone badania naukowe? Dlaczego w tym konflikcie władze uczelni nie wykazały się pożądaną skutecznością by doprowadzić do rozwiązań kompromisowych? Przecież jednostki uczelni funkcjonują w szpitalach nie będącymi szpitalami klinicznymi od lat, a powinnością władz uczelni jest zapewnienie im odpowiednich warunków do pracy dydaktycznej i naukowej.
Koniec końców efekt jest podobny jak w przypadku usunięcia z uczelni profesorów – chaos i destrukcja.

Mszczą się wieloletnie zaniedbania i brak własnej bazy klinicznej, choć i w szpitalach klinicznych skutek działań Pani Rektor jest podobny. Przed paru laty Senat, na wyraźną sugestię Pani Rektor, odrzucił propozycję Ministerstwa Zdrowia by w Zabrzu zbudować całkiem nowy szpital kliniczny. Czy może być coś bardziej zdumiewającego; nie mamy własnych szpitali klinicznych dla zaspokojenia potrzeb uczelni, a odrzuciliśmy kwotę PIĘCIUSET MILIONÓW ZŁOTYCH…

piątek, 4 listopada 2011

O życiu akademickim z Ziemi Lubuskiej

Związkowcy wygrywają z rektorem spór o 3,5 mln zł

wtorek, 1 listopada 2011

PODSUMOWANIE PAŹDZIERNIKA

Pierwszy miesiąc roku akademickiego za nami. Jego początek w naszej uczelni był dość burzliwy, głównie za sprawą konkursu na stanowisko kierownika Zakładu Chirurgii Stomatologicznej. Pisałem o tym 29 września oraz 12 października, a „odpryski” miały miejsce jeszcze na posiedzeniu Rady Wydziału 19 bieżącego miesiąca.
Pod koniec miesiąca wydarzeniem ogniskującym swą uwagę była sprawa dalszej pracy w uczelni profesorów-emerytów. Liczba odwiedzających blog kilkakrotnie przekraczająca 300 wejść dziennie oraz bardzo liczne komentarze pokazują jak ważna ta kwestia okazała się dla wielu z nas. Nie będę powtarzał informacji zawartych w tekście oraz treści mnóstwa komentarzy nadesłanych przez Czytelników. Smucić musi fakt, iż nasze życie akademickie zostało zdominowane przez tego typu wydarzenia, oraz co gorsza, że tocząca się dyskusja ma niezbyt wiele z dobrym obyczajem akademickim. Zamiast wymiany poglądów mamy marny spektakl nie mający nic wspólnego z normalnym sporem, zwykłą różnicą poglądów. I bardzo ważna obserwacja; inny jest ton wypowiedzi członków Senatu lub rad wydziału, a inaczej swe racje artykułują przedstawiciele władz uczelni. To martwi, ale i daje nadzieje na przyszłość. Skoro wiele osób daje wyraz swej dezaprobacie dla degradacji naszej uczelni poprzez wprowadzanie atmosfery wzajemnej wrogości to wiara w lepszą przyszłość jest ciągle żywa. Nikt rozsądny nie oczekuje, że da się z dnia na dzień uczynić z naszego miejsca pracy uczelnię o światowej renomie i adekwatnych zarobkach. Ale pewnego dnia zakończy się pewien niechlubny okres panowania prymatu siły na siłą argumentów.

Ten dzień to pierwszy września 2012.

środa, 26 października 2011

STAŁO SIĘ W PAŹDZIERNIKU 2011 ROKU

Ten blog prowadzę prawie 4 lata, zamieściłem ponad 700 tekstów, większość stanowiły moje własne spostrzeżenia i opinie. Pisałem zazwyczaj o sprawach dotyczących życia polskich uczelni, ale, co zrozumiałe, najbardziej moją uwagę przykuwały wydarzenia w mojej uczelni. Moje opinie zawsze starałem się opierać o powszechnie przyjęte normy i wartości akademickie. Pisałem o wielu niepokojących zdarzeniach, wyrażałem własne poglądy, oceniałem postępowanie innych osób i instytucji. Ale byłem także sam poddany wielokrotnie krytyce, czy to w formie komentarzy zamieszczanych na blogu czy też w czasie posiedzeń organów kolegialnych uczelni rad wydziału i senatu, nawet enuncjacji prasowych. Nieraz wydawało mi się, że relacjonowane sytuacje i zdarzenia otaczającego świata akademickiego są tak bulwersujące i niewiarygodne, że nic gorszego zdarzyć się nie może. Ale tak nie jest, życie dopisuje kolejne akty, które nigdy nie powinny się ziścić.
Październik przyniósł taki nowy wymiar akademickości. Chciałbym dziś zająć się sprawą profesorów naszej uczelni.
Najpierw kilka zdań wprowadzenia w zagadnienie. Otóż przed paru laty wprowadzono zapis prawny mówiący, że profesorowie po osiągnięciu wieku 65 lat uzyskują prawo do pobierania emerytury, którą sobie wypracowali przez lata pracy. Równocześnie mieli zagwarantowaną możliwość pracy w swoich uczelniach do 70 roku życia. Tegoroczna nowelizacja prawa wprowadza zmiany tego stanu rzeczy; profesorowie muszą dokonać wyboru i mają następujące możliwości:
• rezygnują z emerytury i nadal pracują jako pracownicy naukowo-dydaktyczni,
• przechodzą na emeryturę,
• składają wypowiedzenie z pracy w uczelni i równocześnie zwracają się do rektora z podaniem o ponowne zatrudnienie.
Prawo to obowiązuje od paru miesięcy i w wielu polskich uczelniach podjęto odpowiednio wcześnie stosowne decyzje, jak postąpić w tej nowej sytuacji. Znam także takie rozwiązanie, że, gdy w katedrach nie było pokrycia w godzinach dydaktycznych, takie osoby z formalnych powodów nie mogły być ponownie zatrudniane. Przyjmowane możliwe scenariusze były znane wcześniej i nikt nie był zaskakiwany.
W naszej uczelni jest około 80 osób w opisanej sytuacji, ale władze uczelni nie podjęły na czas żadnej znanej publicznie decyzji. W czasie październikowego posiedzenia Senatu zapytałem się Panią Rektor Prof. E. Małecką-Tenderę, jak ta sprawa jest (będzie) rozwiązana w uczelni i usłyszałem, że to jest kwestia indywidualna.
Co zrobili sami zainteresowani? Niektórzy zrezygnowali z emerytury najwyraźniej bojąc się, że mogą stracić pracę. Inni złożyli wypowiedzenia, ale gdy się zorientowali, co się święci na czas je wycofali. Inni złożyli wypowiedzenia i zostali ponownie przyjęci do pracy; jest też grupa osób, która mimo złożenia podania o ponowne przyjęcie do uczelni nie została doń przyjęta. Dotyczy to także kierowników katedr odpowiedzialnych za pracę wielu osób, realizację dydaktyki, prowadzących badania naukowe. Zostali oni w próżni, liczyli, że tylko „przez chwilę” będą na emeryturze i wrócą na swe dawne miejsce.
Pozwolę sobie wyjątkowo nie oceniać sytuacji; chciałbym tylko wypowiedzieć kilka słów o miejscu profesorów w życiu akademickim. To grupa najbardziej zasłużonych pracowników, którzy całe życie poświęcili uczelni. To są nasi Nauczyciele, liderzy w wielu dziedzinach nauki czy medycyny. To są osoby godne szacunku nie tylko z racji wieku, ale przede wszystkim ze względu na ich znaczenie dla społeczności akademickiej. Nie bez kozery profesor, a w szczególności profesor medycyny plasuje się na szczycie społecznego zaufania. Jedną z miar rozwoju społecznego jest stosunek do osób starszych; na jednym biegunie mamy wzorce rodem ze starożytnej Sparty, na drugim są obyczaje przyjęte w większości krajów europejskich, gdzie człowiek starszy ma specjalne względy i jest traktowany z właściwą atencją i szacunkiem.

PS. Uprzedzając argumenty natury finansowej, składającym wypowiedzenie należy się trzymiesięczna odprawa emerytalna, której wypłacenie leży po stronie uczelni. Ale taka odprawa jest wypłacana tylko jeden raz zatem nie ma mowy o dodatkowym finansowym obciążeniu uczelni. Co więcej, brak części profesorów może pociągnąć zmniejszenie dotacji dla uczelni ze strony ministerstwa. Pamiętajmy także o niskich zarobkach w uczelni; pobieranie emerytury oraz zwykłej pensji to szansa na dochody nieco bardziej zbliżone do należnych profesorom. A ci, którzy bojąc się o własną przyszłość zrezygnowali z wypracowanej 40-letnią pracą emerytury tracą znaczną część wcześniejszych dochodów.

niedziela, 23 października 2011

O dodatkowym zatrudnieniu

Od 1 października obowiązuje nowa ustawa o szkolnictwie wyższym. Wśród zmian jakie wprowadza ta ustawa są także nowe zasady dotyczące zasad dodatkowego zatrudniania w innych uczelniach. Ustawa reguluje to precyzyjnie; osoby dotąd pracujące w innych uczelniach mają zagwarantowane prawo do kontynuowania tej działalności przez okres 3 lat, a osoby, które nie wykonywały tej pracy muszą uzyskać stosowną zgodę rektora uczelni.

W naszej uczelni ta sprawa nie jest rozwiązana zgodnie z zapisami nowego prawa; proszę o uważne przeczytanie poniższego pisma NSZZ „Solidarność”.

Ja nie pracuję w żadnej innej uczelni, ale dla bardzo wielu pracowników odmowa zgody na dodatkowe zatrudnienie to poważny problem. Pozostaje mieć nadzieję, że interwencja związku zawodowego „Solidarność” będzie skuteczna i pomoże pracownikom uczelni w tej trudnej sytuacji.

o dodatkowy zatrudnieniu strona 1
o dodatkowy zatrudnieniu strona 2

czwartek, 20 października 2011

O zabrzańskim życiu akademickim

Po raz pierwszy zdarza mi się odnosić do wydarzeń, których nie byłem osobistym świadkiem. Niemniej relacje, jakie posiadam od bezpośrednich uczestników posiedzenia Rady Wydziału w Zabrzu są wystarczające bym mógł zabrać głos. Na dzisiejszym spotkaniu RW moja osoba znalazła się w centrum uwagi Pana Dziekana Prof. W. Króla. Padło pod moim adresem wiele gorzkich słów, nie mogłem się do tych zarzutów ustosunkować; na to przyjdzie czas później. Niemniej chciałbym przedstawić bardzo istotną sprawę. Na ostatnim posiedzeniu Senatu uczelni 12 października przedstawiłem ekspertyzę prawną dotyczącą prawidłowości składu RW w Zabrzu (dokument poniżej, sygnowany przez NSZZ „Solidarność”). Zgodnie z jej treścią podejmowane przez RW uchwały, wobec faktu braku reprezentatywności RW w świetle obowiązującego w uczelni prawa, są nieważne. Nie jestem prawnikiem, przedstawiłem opinię, którą otrzymałem wieczorem w przeddzień posiedzenia Senatu. W moim rozumieniu zapisów prawa należało w trybie pilnym zweryfikować czy ta opinia jest na pewno prawidłowa, a w międzyczasie zająć się innymi punktami obrad. Tak się jednak nie stało. Dziekan Król w bardzo emocjonalny sposób odniósł się do przedstawionego dokumentu, ale kierując się powszechnie obowiązującymi zasadami kultury osobistej (nie mówiąc już o normach akademickich) nie będę przedstawiał jego słów. Był to zresztą atak nie tyle na mnie, co na NSZZ „Solidarność”. Jak w czasach antycznych, ofiarą jest posłaniec przynoszący złe wieści…

Inni członkowie Senatu zaniepokojeni możliwością nieprzestrzegania prawa w uczelni zaapelowali by wziąć ten dokument pod uwagę. Niestety, Pani Rektor Prof. E. Małecka-Tendera zarządziła głosowanie czy mamy obradować zgodnie z wcześniej ustalonym porządkiem obrad. Połowa głosujących była za (15 osób), 8 było odmiennego zdania, a 7 się wstrzymało. Sam fakt podjęcia tego głosowania jest bulwersujący; nie można poddawać pod głosowanie faktu prawidłowości opinii prawnej. Ona albo jest prawidłowa albo nie.

Pisząc sprawozdanie z tego posiedzenia nie bez powodu pominąłem te wydarzenia. Bezpośrednio po tym głosowaniu otrzymałem informacje o innych aktach prawnych regulujących zasady wyborów uzupełniających do RW. Nie znałem ich i nie miałem pewności czy prawnik przygotowując opinię dla związku zawodowego wziął je po uwagę. Czekamy aktualnie na dodatkową opinię prawną, którą niezwłocznie podam do wiadomości publicznej.

Warto zwrócić także uwagę na inny fakt. Bezpośrednio po posiedzeniu Senatu zostały rozpisane wybory uzupełniające (pismo w tej sprawie poniżej). Skład RW był prawidłowy, ale nagle zarządzono wybory…

Jakoś trudno mi zaakceptować naszą, lokalną wersję akademickości…

Informacja o wyborach do Rady Wydziału

Opinia dotycząca legalności Rady Wydziału

środa, 19 października 2011

O polskich studentach

Witam
Jestem studentem Wydziału Lekarsko-Dentystycznego ŚUM. Chciałbym podzielić się z Panem pewnym oświadczeniem Parlamentu Studentów RP z Komisji Wyższego Szkolnictwa Medycznego. Myślę, że może Pana zaciekawić.

Oto link:
O tym jak Parlament Studentów RP uratował LEP

Pozdrawiam

poniedziałek, 17 października 2011

Witam Serdecznie Panie Profesorze


Jestem absolwentem Śląskiej Akademii Medycznej Wydz. Lekarskiego
w Zabrzu. Studiowałem w latach 1979- 85. To były piękne, choć niełatwe czasy.
Prawdopodobnie gdzieś się wtedy mijaliśmy. Was było trzech Pan, Romek Cichoń, Zenek Halaba. Ja byłem wtedy szefem radiowęzła w akademiku w Rokitnicy. W grudniu 1981 roku czytałem w radiowęźle te postulaty, które były przedmiotem strajku w Zabrzu w budynku dziekanatu.
Dlaczego o tym piszę?
W tym roku mój syn dostał się na pierwszy rok medycyny w Zabrzu. Zrobiło mi się strasznie przykro kiedy zobaczyłem mój dawny męski akademik. Piękny budynek, podobnie jak architektura całego kampusu studenckiego, którego stan techniczny jest tragiczny, a to przecież zabytek.
Od paru lat czytuje Pana blog i stąd wiem, że jest jak jest, a Pan tak jak wtedy tak i teraz walczy o to, aby było inaczej.

Z wyrazami szacunku
Były student, lekarz medycyny

Pozdrowienia dla dr Halaby.

sobota, 15 października 2011

Newsletter MNiSW

Nr 22/2011

 

Ponad 500 mln złotych na badania podstawowe

Narodowe Centrum Nauki rozstrzygnęło cztery pierwsze konkursy, zapewniając finansowanie 1871 projektów badawczych. Ogłoszone 15 marca 2011 r. konkursy NCN spotkały się z ogromnym zainteresowaniem polskiego środowiska naukowego. Opublikowane przez NCN listy rankingowe dotyczą konkursów: na finansowanie projektów badawczych, w tym finansowanie zakupu lub wytworzenia aparatury naukowo-badawczej niezbędnej do realizacji tych projektów (tzw. konkurs ogólny), dla osób rozpoczynających karierę naukową nieposiadających stopnia naukowego doktora, dla osób rozpoczynających karierę naukową posiadających stopień naukowy doktora oraz na finansowanie projektów międzynarodowych niepodlegających współfinansowaniu z zagranicznych środków finansowych. Do Centrum wpłynęło blisko 8 tys. wniosków opiewających na kwotę niemal 2,5 miliarda złotych. To wielki sukces nowej, powołanej reformą nauki agencji wykonawczej.

Więcej informacji na stronie MNiSW oraz NCN

Internet przyszłości tematem konferencji w Poznaniu

Organizowane w ramach polskiej prezydencji spotkanie poświęcone będzie dyskusji i wymianie doświadczeń w zakresie B+R oraz innowacji związanych z problematyką Internetu przyszłości w kontekście rozwoju regionalnego. Międzynarodowa konferencja Internet Przyszłości “Europa 2020 – znaczenie Internetu Przyszłości dla rozwoju regionalnego” odbędzie się 24 października 2011 r. i zainauguruje tzw. Tydzień Internetu Przyszłości, podczas którego zorganizowane zostaną liczne konferencje i warsztaty tematyczne. Zapraszamy do uczestnictwa.

Szczegółowe informacje na temat wydarzenia

Kredyty studenckie 2011/2012

Przypominamy, że do 15 listopada 2011 r. studenci i doktoranci mogą ubiegać się o kredyty studenckie z dopłatą do oprocentowania z budżetu państwa. Kredyt studencki jest udzielany na okres studiów i wypłacany maksymalnie przez okres 6 lat, a w przypadku studiów doktoranckich - przez okres 4 lat. Transze kredytu wypłacane są co miesiąc w wysokości 600 zł. Warunkiem otrzymywania transz kredytu jest przedstawianie w banku w terminach do dnia 31 października i 31 marca ważnej legitymacji studenckiej lub doktoranckiej.

Szczegółowe informacje

środa, 12 października 2011

Posiedzenie Senatu w dniu 12 października 2011

Dziś odbyło się pierwsze w tym roku posiedzenie Senatu uczelni. Dwie sprawy miały, w mojej ocenie, bardzo duży ciężar gatunkowy.

Pierwsza sprawa dotyczy kwestii decyzji Senatu dotyczącej zatwierdzenia dr n. med. T. Morawca na stanowisku kierownika Zakładu Chirurgii Stomatologicznej. Ta procedura konkursowa trwa ponad dwa lata, wcześniej funkcję kierownika pełnił dr hab. n. med. R. Koszowski, a w ostatnich dwóch latach p.o. kierownika był dr n. med. T. Morawiec. W konkursie, który był rozpisany po raz kolejny swe kandydatury zgłosili obaj panowie. Wynik w komisji konkursowej to 5 do 1 dla dr Morawca, ale głosowanie w Radzie Wydziału nie było już tak jednoznaczne: za były 43 osoby, 37 przeciw + 4 głosy wstrzymujące i 2 nieważne. Wówczas na posiedzeniu RW toczyła się gorąca dyskusja, chwilami wykraczająca poza dobre zwyczaje akademickie (pisałem o tym 29 września). Także dziś, na posiedzeniu Senatu głosowanie poprzedziła długa dyskusja. Podnoszono wiele kwestii np. znaczące różnice w dorobku naukowym obu kandydatów, brak merytorycznego uzasadnienia decyzji ze strony komisji konkursowej. Decydujące znaczenie miał głos Prof. M. Kamińskiego, który jednoznacznie wsparł dr hab. R. Koszowskiego. W głosowaniu padł wynik: 17 przeciw, 16 za, 5 wstrzymujących się, co oznacza brak zatwierdzenia przez Senat głosowania RW.

Druga sprawa dotyczy nowego statutu. W jednym z punktów mieliśmy zająć się zatwierdzeniem regulaminu pracy Komisji Statutowej (tekst regulaminu poniżej). Do tego regulaminu nie było w zasadzie żadnych uwag, ale zwróciłem uwagę, że nie ma w nim ani słowa dotyczącego zasad upowszechnienia projektu statutu (ma powstać do końca roku) oraz konsultacji ze społecznością akademicką. Statut, odpowiadający nowej ustawie o szkolnictwie wyższym na lata będzie określał zasady funkcjonowania uczelni. Jak ważny jest to dokument pokazuje np. sprawa konkursów na stanowiska kierownicze; zapisy aktualnie obowiązującego statutu są nieprecyzyjne, dają ogromne pole do manipulacji spychając nieraz organy kolegialne (rady wydziału, senat) do roli fasadowej. Stąd kluczowa kwestia to stworzenie takiego statutu, który będzie korzystny dla nas, pracowników, a nie wygodny dla władz uczelni.

WSZYSCY MUSIMY MIEĆ PEŁNY WGLĄD W PROJEKT STATUTU ORAZ ZGŁOSZENIA SWYCH UWAG.

W każdym innym przypadku trudno będzie określić statut, jako zbiór zapisów prawa wewnątrzuczelnianego powstałego w prawdziwie demokratyczny sposób z pełną akceptacją środowiska akademickiego. 1 września Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” wystosowała do Pani Rektor Prof. E. Małeckiej-Tendery list w tej sprawie proponując, by konsultacje i uwagi dotyczące projektu statutu pracownicy mogli przesyłać drogą poczty elektronicznej po wcześniejszym zamieszczeniu statutu na stronie internetowej uczelni (co praktykują inne uczelnie). Pani Rektor w odpowiedzi na te sugestie związkowców odpowiedziała, że decyzje w tej sprawie podejmie Komisja Statutowa. Oba pisma zamieszczam pod tekstem. Niestety, w regulaminie pracy Komisji Statutowej brak jakichkolwiek zapisów jak będą przeprowadzone konsultacje co trudno zrozumieć znając obietnicę Pani Rektor. Zgłosiłem zatem wniosek formalny by dodać punkt określający zasady konsultacji, ale pod pozorem powodów formalnych mój wniosek nie został on dopuszczony do głosowania. Pani Rektor podniosła także, że związki zawodowe będą miały 30 dni na wniesienie swych uwag. Ale to jest OBOWIĄZEK prawny, związki mają takie prawo zagwarantowane ustawowo. Tu nie chodzi tylko o opinię związkowców, ale dopuszczenie do głosu CAŁEJ SPOŁECZNOŚCI. Nic nie znaczące są ustne obietnice, że będą konsultacje; to wszystko powinno być jasno i czytelnie powiedziane i zapisane.

Wniosek, jaki się sam nasuwa jest dość ponury; konsultacje mają mieć charakter wybiórczy tak, by nowy statut był „uszyty” na miarę władzy, a nie naszą, pracowników uczelni.

Regulamin pracy senackiej komisji statutowej

Pismo o udostępnienie społeczności uczelni projektu statutu

Odpowiedź na prośbę o upublicznienie projektu statutu

poniedziałek, 10 października 2011

O PROFESORZE WŁADYSŁAWIE NASIŁOWSKIM

Profesora Władysława Nasiłowskiego po raz pierwszy spotkałem w pamiętnym roku 1980. Byłem wówczas studentem V roku medycyny i wraz z grupą innych studentów brałem udział w tworzeniu nowej, niezależnej od władz organizacji studenckiej – Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Profesor już wówczas był postacią powszechnie szanowaną w uczelni. Jako osoba o niepodważalnym autorytecie stanął na czele komisji opracowującej nowy statut uczelni wychodzący naprzeciw nowym czasom wolności po Sierpniu 1980 roku.
Jest oczywiste, że tylko ktoś będący absolutnie poza „wszelkim podejrzeniem” mógł stanąć na czele komisji statutowej. Ta prawda była i jest nadal całkowicie aktualna. A Profesor, niezależnie od swej pozycji w uczelni, był i jest osobą obdarzoną znajomością prawa, co było niebagatelnym atutem.
Wielu z moich kolegów prowadziło współpracę z Profesorem w czasie żmudnych prac legislacyjnych. Kompetencja, kultura osobista, wyczucie każdego detalu życia akademickiego cechowały Profesora na każdym kroku. A nas, studentów, traktował jak równorzędnych partnerów, zawsze gotów wysłuchać naszych racji i szukający kompromisu. To była dla nas prawdziwa szkoła; nie codziennie zdarzało się mieć taką szansę na podpatrzenie, co oznaczać powinno słowo „profesor” i nauczyciel akademicki.
Z Profesorem zetknąłem się także przy okazji wyborów władz uczelni w maju 1981 roku. W październiku 1980 roku wspólnie obie Rady Wydziałów Lekarskich usunęły ze stanowiska rektora prof. J. Jonka, a po paru miesiącach odbywały się pierwsze w historii Śl.A.M demokratyczne wybory. Gdzieś mam zdjęcie z 12 maja 1981 roku, na którym uwieczniono Profesora Nasiłowskiego przy urnie wyborczej wraz z grupą studentów. Usiłowałem, niestety bezskutecznie odnaleźć to zdjęcie, by jest opublikować na blogu. Przy okazji znalazłem mój mandat wyborczy z podpisem przewodniczącego komisji wyborczej Prof. S. Szyszko, dawno już nieżyjącego wspaniałego Profesora naszej uczelni.
Z Profesorem Nasiłowskim zetknąłem się wielokrotnie przy okazji przedstawiania wniosków przed Komisją Bioetyczną naszej uczelni. Jak wiedzą wszyscy starający się o uzyskanie aprobaty Komisji dla realizacji projektów naukowych nie zawsze jest to łatwe, gdyż rolą Komisji jest dbanie o przestrzeganie zasad etyki i dobro pacjentów lub zwierząt laboratoryjnych. Pewnego razu, by za jednym zamachem uzyskać zgodę na więcej niż jeden projekt zgłosiłem na jedno posiedzenie Komisji od razu 4 wnioski. Jak bywa w takich przypadkach ilość nie zawsze idzie w parze z jakością; w moich wnioskach było sporo niedociągnięć. Dwa spośród nich recenzował Profesor Nasiłowski, który zamiast mnie odprawić z kwitkiem, z uśmiechem na ustach stwierdził, że pomyłki to pewnie wina współpracujących ze mną osób. Tylko ktoś klasy Profesora potrafi wybrnąć z takiej sytuacji, nie dążąc do poniżenia lub ośmieszenia rozmówcy.
Pamiętam spotkanie z Profesorem na nartach w Szczyrku w kolejce do wyciągu. Było to niedługo po zakończeniu studiów, chyba około 1984 roku. Nie były to łatwe czasy, ale spokój Profesora, Jego dystans do trudności dnia codziennego każdego rozmówcę musiał nastroić optymistycznie. W tym okresie brak było widocznych jakichkolwiek szans na upadek komunizmu w jakiejś określonej perspektywie i dałem wyraz swemu pesymizmowi. A Profesor ze spokojem stwierdził, że musimy trochę poczekać, że nadejdą lepsze czasy. Do dziś pamiętam tę krótką wymianę zdań; jakże trafne okazały się prognozy jednego z moich mentorów.
Dla wielu z nas Profesor to także niestrudzony egzaminator z etyki. Tak naprawdę to nie były egzaminy, to były wspaniałe rozmowy o etyce w nauce, o poszukiwaniu prawdy w badaniach, o człowieku.

Ten tekst napisałem przed uroczystością nadania Profesorowi Doktoratu Honorowego naszej uczelni. Postawa Profesora tego dnia, Jego prostolinijność, autentyczność i skromność, a także prawie młodzieńcza energia ujęła obecnych na sali.

Panie Profesorze, dziękujemy bardzo, że mogliśmy kogoś takiego, jak Pan spotkać na swej drodze życia.

sobota, 8 października 2011

Wyrok sądowy w sprawie o plagiat

Profesor wreszcie ukarana za plagiat

czwartek, 6 października 2011

MIGAWKA Z ŻYCIA STUDENCKIEGO

Panie Profesorze,
Jestem studentką pierwszego roku wydziału farmaceutycznego. Brałam udział w inauguracji, to było dla mnie duże przeżycie. Miło było usłyszeć tyle dobrych słów o mojej uczelni. Piszę w innej sprawie, otóż mam duży problem, gdyż nie mogę uzyskać legitymacji studenckiej a bez niej nie mogę pożyczyć książek do nauki. Poinformowano mnie w dziekanacie, że na razie legitymacji nie ma i nie wiadomo kiedy będą. Jak mam się przygotować do zajęć?
Czy mogę prosić o pomoc? O tym blogu dowiedziałam się studentów ze starszych lat, którzy mi polecili tę drogę.

wtorek, 4 października 2011

O INAUGURACJI ROKU AKADEMICKIEGO

W tym roku w naszej uczelni odbyła się centralna inauguracja roku akademickiego dla uczelni medycznych. Pewnie z tego powodu sala im. Prof. W. Zahorskiego była pełna, a wśród gości było wiele VIP-ów, w tym Wojewoda, v-ce Minister Zdrowia, posłowie, senatorowie, Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej i przedstawiciele samorządu miast śląskich. Przybyli także Rektorzy pięciu innych, polskich uczelni medycznych oraz Prorektorzy z pozostałych pięciu uczelni tej branży. Nie było tylko przedstawicieli z AM z Wrocławia oraz Olsztyna, gdzie od paru lat funkcjonuje wydział lekarski w Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim.
Na początku wysłuchaliśmy wystąpienia Pani Rektor Prof. E. Małeckiej-Tendery. Tym razem, odmiennie niż w latach uprzednich, Pani Rektor odniosła się do całego okresu sprawowania urzędu rektorskiego pokazując nam swe sukcesy skrupulatnie pomijając niechlubne strony sześcioletniej kadencji. Ani słowo nie padło o nielegalnej translokacji klinik z Zabrza do Katowic, o pustostanie w SK-1 powstałym w wyniku tej operacji, o seryjnej likwidacji klinik zabrzańskich, ślimaczących się konkursach na stanowiska kierownicze (kardiologia, ginekologia, chirurgia stomatologiczna), niebotycznych zarobkach Pani Kanclerz, o długiej liście niesprzedanych obiektów…
Taka rutynowa propaganda sukcesu, do której przywykliśmy w ostatnich 6 latach…
Potem głos zabrali zaproszeni goście, odczytano także list Minister Zdrowia E. Kopacz oraz list Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Prof. B. Kudryckiej. Z tych dwóch ostatnich informacji wyłonił się niezmiernie optymistyczny obraz polskiej nauki oraz świata polskiej medycyny. Prawie można było uwierzyć, że do światowych liderów brakuje nam tak niewiele…Tylko dlaczego najlepsze polskie uczelnie (UW i JU) mieszczą się w piątej setce światowych uczelni?
Warto także wspomnieć, że z rąk V-ce Ministra Zdrowia A. Włodarczyka Pani Rektor otrzymała nagrodę Ministra za swą pracę na stanowisku rektora.
Najjaśniejszym punktem była uroczystość nadania tytułu doktora honoris causa dla Prof. Władysława Nasiłowskiego. Profesor otrzymał tę godność, jak najbardziej zasłużenie, a promotorem postępowania był Prof. G. Opala. Zdziwienie obecnych wywołał jednak brak wykładu Laureata, zwyczajowo kończącego uroczystość nadania doktoratu honorowego….
O Panu Profesorze napiszę osobno w najbliższym czasie, gdyż jest to tak znacząca postać, że trudno ograniczyć się do kilku zdań.

niedziela, 2 października 2011

Inauguracja roku akademickiego to jest zawsze ważny moment w życiu uczelni. Najważniejszy jest oczywiście dla studentów pierwszego roku wkraczających w nowy dla nich świat. Jest to także czas pożegnań pracowników odchodzących na emeryturę. Inauguracja ma zawsze uroczystą oprawę, to jest prawdziwe święto akademickie. W Polsce jest 12 uczelni prowadzących wydziały medyczne, zatem statystycznie co 12 lat w każdej z nich powinna mieć miejsce tzw. centralna inauguracja dla wszystkich uczelni medycznych w kraju. W tym roku w naszej uczelni ma miejsce taka właśnie uroczystość. Wymaga to specjalnych przygotowań organizacyjnych by godnie przyjąć przedstawicieli rządu i innych polskich uczelni medycznych.

Tegorocznej inauguracji towarzyszy atmosfera określana przez niektórych mianem skandalu. Pierwotnie bowiem gospodarzami inauguracji miała być wrocławska AM, która obchodzi właśnie jubileusz 200-lecia działalności. Już od dawna było wszystko ustalone z władzami uczelni wrocławskiej aż nagle przed około dwoma miesiącami gruchnęła wieść, że inaugurację zabrano Wrocławiowi i przydzielono nam. Wrocławska AM, pogrążona w kryzysie po historii z oskarżeniem o plagiat wytoczonym rektorowi Andrzejakowi właśnie zdawała się powoli wychodzić z kryzysu. Inauguracja była dla tej uczelni szansą na zaprezentowanie polskiemu środowisku akademickiemu, że czas „smuty” AM ma za sobą. Dlatego zdumieć musiała informacja o swoistej „karze” jaką wymierzyło Ministerstwo Zdrowia wrocławskiej AM (patrz blog z 11 sierpnia). Nie mam wiedzy by w pełni ocenić całą sytuację, niemniej trudno pojąć meandry i kulisy władzy. W końcu i ministerstwo, jak i uczelnie stanowią instytucje publiczne, które MUSZĄ funkcjonować w imię dobra publicznego. Wątpię, by tak było w tym przypadku. Dlatego po ogłoszeniu tej szokującej decyzji słyszalne były głosy by wesprzeć wrocławską AM. W pierwszym rzędzie głos mogli (powinni?) zabrać rektorzy innych uczelni medycznych stając w obronie Rektora M. Ziętka, nowo wybranego w wiosennych wyborach. Wg posiadanej wiedzy tak się jednak nie stało, a zaszczyt prowadzenia inauguracji otrzymała moja macierzysta uczelnia.

Czy to jest nagroda jako uznanie śląskiej uczelni w oczach Ministerstwa Zdrowia?

Padły także głosy by zbojkotować inaugurację.

Nie prezentuję w tej kwestii jednoznacznego stanowiska, ale trzeba uznać, że chęć wyrażenia swej dezaprobaty dla podjętych decyzji mieści się w szeroko rozumianym pojęciu demokracji akademickiej. Pusta sala byłaby wyrazem braku zgody na pewne metody działań władzy utożsamiane z pojęciem „arogancja władzy”. Ale należy także pamiętać, że w czasie inauguracji w Katowicach będzie miała miejsce uroczystość nadania tytułu doktora honoris causa Profesorowi Władysławowi Nasiłowskiemu. Czy można zostać wtedy w domu? Uważam, że absolutnie nie! Profesor Nasiłowski to jeden z ostatnich żyjących Wielkich Nauczycieli naszej uczelni. Musimy wziąć udział w tej uroczystości by oddać cześć temu wspaniałemu człowiekowi, który zapisał tak znakomitą kartę w historii.

Koleżanki i Koledzy z Wrocławia, wybaczcie nam, nie możemy wyrazić solidarności z Wami, choć podzielamy Wasz żal i rozgoryczenie.

sobota, 1 października 2011

Podsumowanie września

W minionym miesiącu najwięcej uwagi Czytelnicy poświęcili wydarzeniom politycznym prezentowanym na blogu dwukrotnie. To niecodzienne zainteresowanie tą problematyką na blogu tylko okazjonalnie wychylającym się poza świat uczelni wyraża, w mojej opinii, potrzebę zmian w życiu politycznym kraju. To dobry prognostyk na przyszłość, gdyż trudno oczekiwać zmian najlepsze gdy panuje bierność i bezruch. To także, być może dość odległa, szansa na poprawę także na naszym, akademickim podwórku. Obserwacje życia politycznego oraz akademickiego pokazują, że jest wiele podobieństw tych dwóch sfer. A nadchodzący czas dla uczelni jest bardzo ważny; tworzą się właśnie podstawy funkcjonowania polskich uczelni w najbliższych latach – trwa opracowywanie statutów. Także w naszej uczelni toczą się takie prace, odpowiedzialność jaka ciąży na członkach komisji statutowej jest ogromna. Z pewnością to jest najważniejsza, bieżąca sprawa w uczelni, skupiająca uwagę społeczności akademickiej.

Nowy statut MUSI wychodzić naprzeciw interesom całości pracowników.

piątek, 30 września 2011

O dobrych zwyczajach akademickich z Wrocławia

Rektor Akademii Medycznej nie będzie krył plagiatorów

czwartek, 29 września 2011

HOT NEWS!

Na dzisiejszym posiedzeniu Rady Wydziału w Zabrzu miało miejsce ważne wydarzenie. RW zajęła się, między innymi, sprawą postępowania konkursowego w sprawie wyboru kierownika Zakładu Chirurgii Stomatologicznej. W tym konkursie było dwóch kandydatów: dr hab. n. med. Rafał Koszowski oraz dr n. med. Tadeusz Morawiec. Obaj pracują w tym zakładzie, przez wiele lat jego kierownikiem był dr hab. Koszowski, a od 2009 roku funkcję p.o. kierownika pełnił dr n. med. Morawiec. W komisji konkursowej wynik głosowania był 5 do 1 na korzyść dr Morawca. Dziś RW miała się drogą głosowania wypowiedzieć w tej sprawie. Głosowanie było poprzedzone dyskusją, w której zabrałem głos. Stałem na stanowisku, że w sytuacji tak niespodziewanego rozstrzygnięcia, gdzie w konkurencji dr hab. versus dr med. uznanie komisji konkursowej zdobywa dr med., RW, nim podejmie decyzję, powinna być poinformowana o merytorycznych podstawach tego wyboru przez członków komisji. Z takim wnioskiem zwróciłem się do Dziekana Prof. W. Króla. Niestety, Dziekan nie udzielił takiej informacji. Dalsza dyskusja tak naprawdę nic nie wniosła; postawiono nas pod „ścianą” – mieliśmy podjąć decyzję bez posiadania rzeczywistej wiedzy.
To jest absolutnie niedopuszczalna sytuacja, Dziekan odmawia RW, która go wybrała podania informacji o podstawach podjęcia decyzji przez komisję wydziałową. A to właśnie Dziekan jest z urzędu przewodniczącym komisji konkursowych i nie ma żadnych powodów, by po prostu stwierdzić, że taki był wybór komisji.
Ze swej strony dodam, że dorobek naukowy dr Morawca jest w przybliżeniu dwukrotnie mniejszy od dorobku dr hab. Koszowskiego.
Wynik głosowania: dokładny remis; za wnioskiem podtrzymującym werdykt komisji poparły 43 osoby, a liczba głosów przeciwnych było 37, 4 były wstrzymujące, a 2 mandaty uznano za nieważne.
Teraz głos zabierze Senat uczelni - w mądrości tego gremium nadzieja…

Polska nauka dogorywa

Stan letalny nauki w Polsce

środa, 28 września 2011

WYNIKI LEP-U i LDEP-U

Wyniki jesiennej sesji Państwowego Egzaminu Lekarskiego są dość zaskakujące.

Wśród lekarzy-stażystów prym wiodą absolwenci z CM UJ (średnio 138 punktów) wyprzedzając nieznacznie kolegów z Gdańska (136,5). Absolwenci z Wydziału Lekarskiego z Katowic uplasowali się w środku stawki (8 miejsce, 133), a młodzi lekarze z Zabrza zajęli przedostatnie miejsce z wynikiem 126,5. Za nimi byli tylko niedawni studenci z Wydziału Lekarsko-Wojskowego z Łodzi. Musi martwić obniżenie wyników absolwentów z Katowic, którzy wiosną byli liderami zestawienia oraz ciągle odległe miejsce niedawnych studentów z Zabrza.

Wyniki LDEP-u dla stażystów-dentystów są niemniej zadziwiające. Nie dziwi prymat Warszawiaków z 136 punktami, druga uczelnia to UJ ze znacznie słabszym wynikiem 131 punktów, ale stawkę z zaledwie 121 punktami zamykają absolwenci z Poznania od lat zajmujących czołowe miejsca! Młodzi koledzy z Zabrza uzyskali średnio 130 punktów co dało 6 miejsce, lepsze niż w latach poprzednich.

Kompletne wyniki są dostępne na stronie: www.cem.edu.pl

poniedziałek, 26 września 2011

Maj 2010 versus czerwiec 2011

Od paru lat wiosną odbywają się wspólne posiedzenia Rad Wydziału z całej uczelni. Idea jest generalnie cenna, prezentacja informacji dotyczących wydarzeń w ciągu minionego roku oraz dyskusja mogą być interesujące dla pracowników, a władza ma szanse posłuchać co ‘”lud” ma do powiedzenia. Niestety, teoretyczne założenia i praktyka są od siebie bardzo odległe.

Na spotkaniach w 2008 i 2009 była jakaś forma dyskusji, pytania padały z sali. Także prezentacja sukcesu była nieco mniej nachalna. W czasie ostatnich dwóch posiedzeń oczekiwane proporcje zostały zupełnie zagubione; spróbuje przeanalizować i porównać oba wydarzenia.

12 maja 2010 władze pokazały swe dokonania głosami Dziekanów oraz Pani Rektor. Następnie w nieproporcjonalnie długim wystąpieniu informatyk z uczelni prezentował swe osiągnięcia (nawet nie pamiętam o czym mówił), potem Pani Rektor wyczerpująco odpowiadała na pytanie Prof. A. Sieronia z Katowic. I zaraz mieliśmy się rozejść bo niespodziewanie prowadząca posiedzenie Dziekan V. Skrzypulec-Plinta ogłosiła, że sala będzie natychmiast potrzebna w celu prowadzenia zajęć. Ale natrafiły na zdeterminowanego i konsekwentnego Prof. J. Dzielickiego, który nie dał się usunąć z mównicy i w dramatycznym wystąpieniu opisał swe losy w uczelni w ostatnich latach.

W 2012 roku trudno było powtórzyć manewru z dydaktyką, a należało koniecznie dyskusję ograniczyć. Zatem obok wystąpień w/w osób głosu udzielono także Prorektorom. Oczywiście, pytania do dyskusji należało wysyłać drogą poczty internetowej. Dyskusji nie było (nie licząc odpowiedzi na 4 pytania przesłane drogą poczty elektronicznej), na sali pozostało niezbyt wielu obecnych po blisko czterech godzinach trwania posiedzenia.

Ciekawej lektury dostarcza analiza bloga w okresie bezpośrednio po tych zgromadzeniach; po obu posiedzeniach było masę wejść (w roku 2010 12 i 13 maja było łącznie ponad 700 odwiedzających, w 2011 w dniach 1-3 czerwca blog otworzyło 1200 osób, a 2 maja zanotowałem rekordową liczbę 503 odwiedzin). Wtedy nadeszło 29 komentarzy, w tym roku było ich aż 38.

Ciekawe co będzie za rok choć to będzie już po wyborach, a rektor-elekt zasiądzie na sali obrad.

Pierwotnie miałem zamiar na tym zakończyć ten tekst, ale pomyślałem, że te wydarzenie to dobry przyczynek do podsumowania bieżącego roku akademickiego. Roku, który niestety nie przyniósł postępu w ogólnej sytuacji w uczelni. Trudno o optymizm; wchodzą w życie nowe ustawy (zdrowotna i o szkolnictwie wyższym), w następnych latach szykuje się w Polsce wielkie „zaciąganie” pasa co przewidują wszyscy ekonomiści, a uczelnie nie są odosobnioną wyspą. Rankingi światowe są bezwzględne, nauka polska niezmiennie to tylko tło współczesnej cywilizacji. Ale chyba najsmutniejsze są realne zwyczaje panujące w świecie uniwersyteckim. Najlepiej mogę odnieść się do tego co obserwuję w mojej uczelni, ale mam wrażenie, że wszędzie jest podobnie. Coraz trudniej jest nam ze sobą rozmawiać, że zamiast wymiany poglądów i argumentów mamy mało merytoryczną wymianę zdań lub wręcz chwyty obliczone na poniżenie czy ośmieszenie rozmówcy. Motorem działań jest prezentowanie wizerunku, a nie treści. I wcale nie dostrzegam symptomów dających podstawę do wiary, że polskie życie społeczne i publiczne nabierze kształtu i treści dających rękojmię panowania innych wartości. Górą są siła, kombinacja, cwaniactwo kosztem pracowitości, przyzwoitości, uczciwości.

Marne to pocieszenie, że podobne opinie dochodzą od ludzi z innych środowisk i kręgów społecznych.

piątek, 23 września 2011

O życiu politycznym ciąg dalszy

Falstart JOW

poniedziałek, 19 września 2011

Diagnoza stanu nauki polskiej

Przedstawiam bardzo interesujące opracowanie dr Lecha Keller-Krawczyka dotyczące polskiej nauki oraz polskiego szkolnictwa wyższego. Warto uważnie przeczytać ten tekst, gdyż, niestety, pesymistyczna diagnoza jest trafna. Szczególnie dziś, gdy dokonują się pewne zmiany w polskim świecie nauki jest czas by się zastanowić czy istotnie podążamy we właściwym kierunku. Poniżej CV Autora.

Dr Lech Keller-Krawczyk jest absolwentem kierunku ekonomika produkcji w Szkole Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie (rok 1973). Pracował on w licznych polskich uczelniach (Szkoła Główna Handlowa, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie oraz Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi)  oraz w Przemysłowym Instytucie Elektroniki (PIE) i Instytucie Organizacji Zarządzania i Doskonalenia Kadr (IOZiDK) - oba w Warszawie. Obecnie jest adiunktem (Assistant Professor) w uniwersytecie w Vila Real (Portugalia) oraz ekspertem Komisji Europejskiej (Dyrektoriat d/s Badań i Innowacji). Po wyjeździe z kraju ukończył studia podyplomowe w Australii (MA z ekonomii na The University of Melbourne, w roku 1996 i PhD z nauk politycznych na Monash University w Melbourne, w roku 2002). W latach 1982-1993 pracował jako informatyk (programista i tzw. systems analyst i project manager) w różnych wielkich korporacjach, m. in Computer Sciences, Compaq, Datapoint, Digital i Tandem oraz w bankach, np. Barclays, ANZ i CBA (dwa ostatnie w Australii). Po zrobieniu doktoratu wykładał politologię na Monash w Melbourne, a później ekonomię i zarządzanie na  na Cyprze (jako Associate Professor w tamtejszym American College). Jego zainteresowania naukowe koncentrują się głównie na rynku pracy i polityce gospodarczej, a także na twórczości Stanisława Lema.

opracowanie dr Lecha Keller-Krawczyka

niedziela, 18 września 2011

KORESPONDENCJA Z USA

Od wczoraj uczestniczę w kongresie ASBMR (American Society for Bone and Mineral Research) w San Diego. Jak zawsze te dni to jest prawdziwa uczta dla tysięcy badaczy z całego świata. Dominują oczywiście Amerykanie, ale obecni są naukowcy ze wszystkich kontynentów. Prezentowane są prace z dziedzin podstawowych oraz nauk klinicznych. Dla mnie z oczywistych względów najciekawsze są najnowsze doniesienia dotyczące praktycznego wykorzystania osiągnięć naukowych w diagnostyce oraz terapii osteoporozy i innych chorób metabolicznych kości. Obrady zaczynają się o 8 rano i trwają do wieczora co wymaga od uczestników dużo wytrwałości, szczególnie, że San Diego to piękne miasto. Ogromne centrum kongresowe znajduje się na zatoką, nieopodal jest port jachtowy, a nieco dalej cumują słynne amerykańskie okręty wojenny (m. inn. lotniskowiec Midway). Ale sale są pełne.
Z Polski spotkałem 11 osób, ale prezentujemy zaledwie 2 (słownie: dwie) prace…
No cóż, nauka polska już dawno stanowi tylko tło dla świata.
Wiadomo od dawna, że świat nam szybko ucieka, że w krajach cywilizowanych nauka może być sposobem na życie. Pojęcie: zawód „naukowiec” ma tu jak najbardziej zastosowanie. Sam wielokrotnie bywając na różnych konferencjach zderzałem się z tą przykrą prawdą widząc mizerię polskiej nauki wobec osiągnięć świata. Ale za każdym razem to jest bardziej dokuczliwe, gdyż świat nam ucieka coraz dalej. Mam przeświadczenie, że jeszcze nawet przed paru laty coś wnosiliśmy do dorobku światowego podczas gdy dziś nawet polski głos w dyskusji to niezmierna rzadkość.
Ale żeby tę korespondencję zza oceanu nie zdominował tylko pesymizm mała anegdotka. Gdy przeglądałem oferty pracy w badaniach naukowych na terenie USA skierowane do uczestników kongresu podeszła do mnie osoba z personelu porządkowego, która także zapoznała się z tymi ogłoszeniami i przy mnie głośno wyraziła swe zdziwienie, że oferuje się pensję 39.000 – 44.000 dolarów rocznie. Stwierdziła, że to pensja zbliżona do jej dochodów. Jak widać, przynajmniej dla szeregowych pracowników naukowych, nauka to nie jest źródło dużych apanaży, ale z pewnością dla pracowitych i zdolnych ludzi jest szansa na osiągnięcie życiowego sukcesu.

czwartek, 15 września 2011

Korespondencja z Kanady

Ostatnie dni spędziłem z Kanadzie gdzie zostałem zaproszony na wygłoszenie cyklu wykładów. W Saskatoon w stanie Saskatchewan pracuje od blisko 30 lat profesor Wojciech Olszyński i na jego zaproszenie się tu znalazłem. Profesor Olszyński już w Polsce zajmował się pracą badawczą, ale swe główne osiągnięcia zanotował w Kanadzie. Jest reumatologiem aktywnym także na polu badań metabolizmu kostnego i członkiem licznych gremiów naukowych w Kanadzie oraz poza jej granicami. Wielokrotnie jako wykładowca bywał w Polsce. Dlatego z prawdziwą przyjemnością przyjąłem to zaproszenie. Miałem tu cztery wystąpienia dotyczące osteoporozy u mężczyzn oraz osteoporozy, jako problemu medycznego (poniżej linki zaproszeń). To było dla mnie ciekawe doświadczenie, ale i wyzwanie. Różnorodne były gremia słuchaczy: lekarze, naukowcy z różnych dziedzin, ale najważniejsze było wystąpienie przez pracownikami wydziału medycznego oraz studentami medycyny. Było to tym bardziej trudne, że ostatnim zaproszonym wykładowcą był profesor M. McClung z Portland, czołowa postać w tej dziedzinie nauki w skali światowej. Szczególnie ważny był wykład dla wydziału medycznego, na którym zjawili się licznie profesorowie, lekarze, rezydenci oraz studenci. Generalnie, obecni byli uważnymi słuchaczami oraz aktywnymi dyskutantami. Uznanie budzą także świetne warunki wykładowe oraz przychylna atmosfera.

Poniżej zdjęcia z pobytu w Saskatoon (na Sali wykładowej w towarzystwie szefa interny oraz przed wejściem do gmachu szpitala uniwersyteckiego).

Z Kanady udaję się jutro do San Diego na kongres American Society for Bone and Mineral Research.

Zaproszenia (PDF)

Przed wejsciem
Na sali

poniedziałek, 12 września 2011

Ranking uczelni świata

http://www.shanghairanking.com/

czwartek, 8 września 2011

Ważne pytania przedwyborcze stawia Niezależne Forum Akademickie

http://www.nfa.alfadent.pl/news.php?id=7409  

Niezależne Forum Akademickie' działające od 7 lat na platformie internetowej
www.nfa.pl na rzecz
głębokich zmian w systemie nauki i edukacji w Polsce stawia pytania
przedwyborcze do partii, jak i poszczególnych kandydatów na posłów i senatorów

Czy i jak partia jeśli stworzy rząd po wyborach zamierza

  1. wyciągnąć Polskę z głębokiej akademickiej prowincji
  2. opracować i wprowadzić z w życie strategię rozwoju nauki i szkolnictwa wyższego, taką która by dawała szanse na wykorzystanie potencjału intelektualnego Polaków, rozproszonych także poza granicami Polski
  3. zastąpić obecny patologiczny system 'tytularny' w nauce – systemem 'dorobkowym' , w którym będzie się liczył uznawany międzynarodowy dorobek naukowy, a nie mylące społeczeństwo i drenujące budżet - tytuły, nieraz bez wartości
  4. ograniczyć patologie akademickie (na poziomie zarówno studenckim, jak i profesorskim), które obecnie prowadzą do marnotrawstwa potencjału intelektualnego i marnotrawstwa środków finansowych księgowanych po stronie wydatków na naukę
  5. opracować takie ustawy, które by zachęciły przemysł i biznesmenów do finansowania nauki i szkolnictwa wyższego
  6. przeciwdziałać próbom ograniczenia swobody badań naukowych i wypowiedzi ludzi nauki

poniedziałek, 5 września 2011

OBSERWACJE Z ŻYCIA POLITYCZNEGO

W polskich zwyczajach politycznych pojawiła się niedawno ważna zmiana. Wybory do izby wyższej polskiego parlamentu, Senatu są przeprowadzane wg ordynacji większościowej. Krótko definiując ten model wyborczy: w danym okręgu wygrywa kandydat, który uzyskał największą liczbę głosów. Proste, prawda? To dla każdego myślącego człowieka oczywista sytuacja – wygrać ma najlepszy. Ale tak się w naszej rzeczywistości wyborczej wcale nie dzieje, decydują także inne względy np. łączna liczba głosów oddanych na całe ugrupowanie lub partię. Stąd wprowadzenie okręgów jednomandatowych to szansa dla demokracji, szansa dla Polski by o jej losach w większym stopniu decydowali obywatele, a nie interesy partyjne. Dodatkowo smaczek całej dodaje inicjatywa - Obywatele do Senatu - prezydentów polskich miast, którzy wysunęli swych kandydatów. Ale klasa polityczna się broni przed zabraniem jej części władzy, partie polityczne wcale niezależnych kandydatów wcale nie witają z otwartymi rękami. Warto opisać stosowane metody by ograniczyć szanse wyborcze obywateli. By zostać kandydatem do Senatu należało zebrać 2000 podpisów. Dotyczy to wszystkich kandydatów, także tych z partii politycznych. Ale ci ostatni podpisy zaczęli zbierać już 8 sierpnia, niezależni 12 dni później. Czy szanse były równe? Dzięki temu fortelowi wyeliminowano wielu groźnych konkurentów; sam znam kandydata, świetnego, kandydata, który przegrał z czasem. Kandydaci spoza partii musieli zebrać najpierw 1000 podpisów pod wnioskiem o rejestrację komitetu, a dopiero po jego rejestracji mogli zacząć zbierać podpisy pod kandydaturą (nie wolno zbierać ich razem). W takim systemie wystarczy, że ktoś nieco wcześniej zarejestruje komitet o takiej samej nazwie jak ten, dla którego zbierano podpisy i sprawa się komplikuje. Partie polityczne nie muszą zbierać podpisów pod utworzeniem komitetu. Zawiadamiają jedynie Komisje Wyborczą o utworzeniu komitetu i komitet rejestrowany jest automatycznie pod nazwą partii. Jeśli dodamy do tego różnicę potencjałów finansowych i organizacyjnych komitetów partyjnych i obywatelskich, widzimy walką Dawida z Goliatem. W czasach biblijnych wygrał Dawid, w Polsce miałby większe problemy.

Dlaczego o tym piszę na forum poświęconym sprawom polskich uczelni? Sądzę, że pokusa zawłaszczenia władzy nie jest obecna tylko w świecie polityki. Uczelnie także mają swe władze, które realizują swoją politykę. Czy na pewno sprawy w polskich szkołach wyższych idą w dobrym kierunku? Moje obserwacje są niestety przeciwne, górą są raczej interesy wąskich grup osób (nacisku) niż dobro społeczności akademickich jako całości. W naszym dobrze rozumianym interesie jest zadbanie o sprawy uczelni, a pierwszym krokiem w tym kierunku jest wybór do władz uczelni najlepszych z najlepszych. Dziś, gdy tworzymy w naszej uczelni nowy statut dostosowany do zapisów nowej ustawy o szkolnictwie wyższym mamy niepowtarzalną szansę by przyjąć takie regulacje prawne by żadne sprytne zabiegi i fortele nie mogły wypaczyć wyborów nowych władz. Np. należy ustalić jeden termin zgłaszania kandydatów na stanowisko rektora, tak by zrównać szanse wszystkich aspirujących i poddać ich jednakowej ocenie wyborców. Pułapek jest wiele, pomysłów na wprowadzenie furtek prawnych jest wiele. Liczmy, że zaproponowany projekt statutu uwzględni interes nas wszystkich, dla dobra wspólnego.

piątek, 2 września 2011

PODSUMOWANIE SIERPNIA

Sierpień to czas wakacji, gdy uciekamy od codzienności, w tym także Internetu. Nic zatem nieoczekiwanego nie ma w mniejszym niż we wcześniejszych miesiącach zainteresowania blogiem. Sam zresztą byłem na urlopie, a jeżdżąc rowerem raczej trudno jest wozić komputer; zaczerpnąłem oddechu z dala od zgiełku cywilizacji. W minionym miesiącu warto zwrócić uwagę na jeden tekst, ten z 8 sierpnia. Zebrałem wówczas i zaprezentowałem Czytelnikom komentarze, które nie były publikowane na blogu z różnych powodów. Ich wspólnym mianownikiem było ich pochodzenie z ostatnich miesięcy. Pierwotnie wahałem się czy je w ogóle publikować, ale duże zainteresowanie Czytelników mierzone liczbą 24 komentarzy pokazało, że warto było je zebrać w jedną całość. Mam nadzieję, że nadchodzących miesiącach przesyłane komentarze będą niosły wyłącznie treści merytoryczne.