Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

czwartek, 25 marca 2010

Na wczorajszym posiedzeniu Senatu było parę ważnych spraw.

Zacznę od kwestii konkursów, najważniejszym obszarem dyskusji była problematyka dotycząca dorobku naukowego kandydatów. I choć jest prawdą, że wartość pracownika, lekarza, dydaktyka i naukowca nie może być sprowadzana tylko do punktów IF, punktów ministerialnych czy liczby cytacji, to nie mamy szans na ucieczkę od tych kryteriów. Po prostu każdy z nas, jako pracownik uczelni, dokłada swą małą cegiełkę do wspólnego dorobku całego uniwersytetu. Kryteria oceny uczelni przez Ministerstwo są jasne, o naszych szansach decyduje nasz dorobek naukowy. Im szybciej uświadomimy sobie ten nieuchronny fakt tym lepiej. To jest wyścig na poziomie krajowym, słabsi po prostu odpadną z peletonu. Dlatego z uznaniem należy przyjąć zdecydowaną wolę poprawy w kwestiach nauki prezentowaną przez władze naszej uczelni, ale pytanie czy podejmowane kroki okażą się skuteczne? Czas pokaże.

Ważne kwestie zostały poruszone w punkcie „Wolne wnioski”:

- Zapytałem się, jaki odsetek studentów wypełnia ankiety dotyczące dydaktyki (procesu nauczania, który prowadzimy my). Usłyszałem odpowiedź, że średnia liczba studentów nas oceniających w całej uczelni to 8,92%. Zatem skonstatowałem, że system nie działa, bo nie wpływamy na nasze motywacje w zakresie dydaktyki, nie wiemy kto się stara, a kto po prostu dydaktykę traktuje, jak zło konieczne. Co gorsze, tak fragmentaryczne wyniki oceny są stosowane przy okresowej ocenie pracownika! Przecież to niedopuszczalne! System działa od trzech semestrów, nie widzę żadnych szans na jego lepsze funkcjonalnie, ale usłyszałem, że musimy poczekać na efekty. Ja w zaklęcia i cuda nie wierzę, tracimy czas, najlepsi dydaktycy wcale nie uzyskują należnych im nagród, a niechętni studentom pracownicy nadal nie czują potrzeby poprawy.

- Inną ważną sprawę poruszył dr hab. J. Bursa. Zwrócił on uwagę, że PIT-11, który otrzymaliśmy z uczelni, jako rozliczenie za rok 2009 składa się z urzędowego druku oraz korekty w postaci dołączonych kartek. Jak stwierdził Senator z Zabrza zasięgnął on informacji w Urzędzie Skarbowym otrzymując odpowiedź, że PIT ma składać się tylko i wyłącznie z jednego dokumentu. Pani Kanclerz tłumaczyła fakt korekty PIT-ów brakiem dostarczenia przez pracowników na czas potrzebnych dokumentów. Wówczas głos zabrała Prof. B. Błońska - Fajfrowska, która kategorycznie stwierdziła, że wszystkie niezbędne dane dostarczyła, ale ma PIT z korektą. Zatem mamy znakomity przykład kompetencji naszej administracji, a każdy z nas stanie w obliczu urzędnika Urzędu Skarbowego i będzie się tłumaczył, dlaczego ma jakąś dziwną korektę.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Ja również z Urzędu Skarbowego mam informacje, że to są jakieś pomyłki wewnątrz uczelni. Ponadto że są to korekty antypracownicze, ponieważ trzeba będzie dopłacić do US pieniedze, za żle naliczony koszt uzyskania przychodu. Zrozumiałe jest z tego wszystkiego tylko jedno: są to działania antypracownicz obecnej administracji. Widocznie jeszcze za dużo zarabiamy. Ciekawe, czy p. Kuraszewska też miała źle naliczoną pensję i będzie musiała
zwracać pieniądze.

Anonimowy pisze...

W związku z problemem, poruszanym w trakcie posiedzenia Senatu,dotyczącym
rozliczenia podatkowego, pracowników SUM, a również skierowanym pytaniem do Pani Kanclerz (nota bene bez odpowiedzi), rysuje się istotny problem : czy SUM będzie zobowiązany do spłacania składek ZUZ wraz z odsetkami, w związku z różnicami w deklaracjach podatkowych?
Jeśli przyjmiemy wariant "pesymistyczny", to obciążenia SUM, mogą być katastrofalne dla funkcjonowania Uczelni.