O Niezależnym Zrzeszeniu Studentów

Zapraszam do lektury książki o Niezależnym Zrzeszeniu Studentów w naszej Uczelni w latach 1980-81. To był niezwykle dynamiczny okres polskie...

sobota, 21 lutego 2026

18 lat bloga

W życiu człowieka są ważne momenty, na pewno jedną z takich chwil jest osiągniecie wieku 18-tu lat czyli wiek uważany za granicę dojrzałości. Piszę o tym nie bez kozery, dziś właśnie mój blog uzyskał ten wiek, 21 lutego 2008 roku ukazał się pierwszy post. Dziś, z odległej perspektywy z niedowierzaniem patrzę wstecz gdyż wówczas nie sądziłem, że blog przetrwa aż tak długi czas. Od 18-tu lat blog stał się integralną częścią mojego życia choć aktywność bieżąca jest nieporównanie mniejsza niż dawniej. Dzisiejszy tekst traktuję, jako podsumowanie tych lat. W tym celu niezbędny jest opis genezy powstania bloga i cofnięcie się nawet parę lat wstecz przed rozpoczęciem jego działania.

W 2005-tym roku po raz pierwszy kandydowałem w wyborach rektorskich. W pierwszej turze w szranki stanął także Profesor Andrzej Więcek. Trzy tury nie przyniosły rozstrzygnięcia ale w każdej z nich rosła moja przewaga. Uzyskanie wymaganej większości 50% + 1 głosu było w praktyce nie możliwe wobec faktu, iż nieco ponad 60 elektorów skreślało obu kandydatów co stanowiło około 20% całego Kolegium Elektorskiego. Regulamin wyborczy zakładał, że w przypadku braku rozstrzygnięcia w pierwszym terminie w ciągu tygodnia Kolegium Elektorskie ponownie dokonuje wyboru Rektora. To oczywiste regulacje niemniej regulamin dopuszczał także zgłoszenie nowych kandydatur i wówczas do grona kandydujących dołączyła Pani Profesor Ewa Małecka-Tendera. To zdumiewający zapis, czy ktoś może sobie wyobrazić by w wyborach Prezydenta miasta lub RP ktoś mógł zgłosić swoją kandydaturę po nierozstrzygniętej pierwszej turze?! Dziś nie ma możliwości wskazania kto stał za manewrem blokującym wybór w pierwszym terminie niemniej w moim przekonaniu oczywisty był interes Pani Profesor. W czwartej turze najmniej głosów dostał Profesor Więcek a w kolejnej dokonano wyboru Pani Profesor, która uzyskała 151 głosów elektorskich czyli najmniejszą wymaganą liczbę.

Kolejne 3 lata były w mojej ocenie bardzo złym czasem dla Uczelni, kierował nią tandem: Pani Rektor i Kanclerz B. Kuraszewska metodami dalekimi od norm akademickich. Stąd moja decyzja o ponownym kandydowaniu. To oczywiście była trudna decyzja, kandydowanie przeciwko Rektorowi w pierwszej kadencji to ryzykowna decyzja i wiele osób mi odradzało start. Wówczas nie zdawałem sobie jak bardzo zagrażam interesom różnych osób i nie spodziewałem się tak brutalnych ataków na moją osobę. Przykładowo; długie miesiące otrzymywałem anonimowe sms-y prowokujące mnie do różnych działań. Nie mogłem podjąć kroków prawnych bo wówczas nie istniały dziś obowiązujące zasady ścigania stalkingu. Jesienią 2007 roku w Bibliotece Głównej przeprowadzono bardzo szczegółową analizę mojego dorobku naukowego w celu wykazania autoplagiatów co oczywiście się nie udało. Wobec tego Pani Rektor Małecka-Tendera sięgnęła po przysłowiową broń atomową i zwołała specjalne posiedzenie 20 lutego 2008 roku, co 21 lutego opisałem w pierwszym tekście bloga. Tekst zamieszczam poniżej.
Oczywiście celem tych działań był atak na mnie, jako kontrkandydata w wyborach. Byłem na tym specjalnym posiedzeniu, jako członek Senackiej Komisji Nauki. Obecni byli także członkowie Komisji Rozwoju Uczelni i Rozwoju Kadry. Pamiętam świetnie iż wiele osób głośno wyrażało dezaprobatę a nawet oburzenie przyjętą metodą ataku na kontrkandydata. Pani Rektor wydelegowała Profesora Więcka, jako prowadzącego to spotkanie, sama nie zdecydowała się stanąć twarzą w twarz ze zgromadzonymi pracownikami uczelni. Świetnie pamiętam jak prowadzący spotkanie zacytował zdanie Pani Rektor: spotkanie zwołano z powodu działalności profesora Pluskiewicza, gdyż jego działalność stała się groźna dla całej uczelni... Siedzący obok mnie jeden z Profesorów tak podsumował wydarzenia: „to jak na procesie Chodorkowskiego…” trafna uwaga dotycząca sytuacji. Tylko jaki był wspólny mianownik mojej działalności i Chodorkowskiego, czołowego rosyjskiego oligarchy?!
I procedura ruszyła, przesłuchiwał mnie Profesor E. Kucharz, pełniący funkcję rzecznika dyscyplinarnego SUM. Oczywiście nie chodziło ustalenie prawdy tylko o pokazanie mnie w złym świetle, o zniesławienie mojej osoby, jako kontrkandydata na kilka tygodni przez elekcją. Komisja się zabrała na początki lipca (wybory były w kwietniu) i w ogóle nie podjęła się procedowania bo nie było żadnych zarzutów spełniających ustawowe wymogi. Ale manewr się udał, Pani Rektor ponownie została wybrana, o ile pamiętam uzyskała 171 głosów a za mną opowiedziało się 131 osób.
Wspaniale metody, godne miana akademickich…

Pierwszy tekst bloga.

Na nieformalnym posiedzeniu (Statut uczelni nie przewiduje tego typu spotkań) 19 lutego 2008 roku zebrały się Senackie Komisje ds. Rozwoju Kadry Naukowo-Dydaktycznej, Rozwoju Uczelni oraz Nauki. W imieniu JM Rektor spotkanie prowadził prof. dr hab. n. med. Andrzej Więcek. Jedynym celem było zasięgnięcie opinii członków w/w komisji na temat skierowania przez JM Rektor wniosku o wszczęcie wobec mnie postępowania przez Rzecznika Dyscyplinarnego. Członkom komisji przedstawiono obszerną dokumentację dotyczącą różnych aspektów mojej działalności naukowej.
Uchwałą Rady Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym w Zabrzu z 7 lutego 2008 zostałem kandydatem Wydziału w nadchodzących wyborach.
Należy zatem postawić pytania o związek tych działań z powyższym faktem.
Nim postawię te pytania chciałbym poinformować o pewnych ważnych okolicznościach bardzo istotnych dla całej sprawy. Otóż 26 kwietnia 2007 roku odbyło się Zgromadzenie Plenarne Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Wyższych. Przyjęto wówczas „Kodeks Dobrych Praktyk w Szkołach Wyższych”. W rozdziale „Dobre praktyki w działaniach rektora” znajdują się zapisy:
Punkt 12. – Kampania wyborcza: W celu przeciwdziałania niegodnej licytacji niewykonalnych i szkodliwych dla uczelni obietnic, składanych przez kandydatów na stanowisko rektora różnym grupom wyborców, w tym także studentom, rektor w okresie trwania kampanii szczególnie aktywnie upowszechnia rzetelne informacje o stanie uczelni, jej osiągnięciach, perspektywach i ograniczeniach. Nie nadużywa też swego stanowiska w kampanii wyborczej nowych władz uczelni ani wobec kontrkandydata (gdy sam kandyduje ponownie ani wtedy, gdy definitywnie kończy swe urzędowanie. W szczególności nie wykorzystuje dostępnych tylko jemu informacji do zwiększenia szans wyborczych własnych lub preferowanego przez siebie kandydata. Reguła ta obowiązuje, o ile ma ona zastosowanie w świetle obowiązujących regulacji statutowych.
SUM nie należy do grona sygnatariuszy.
Jest faktem, że oficjalna kampania jeszcze się w SUM nie rozpoczęła (wg harmonogramu wyborczego ma trwać 2 dni robocze!), ale podjęte wobec mnie kroki stoją w sprzeczności z dobrymi obyczajami akademickimi precyzyjnie opisanymi przez Kodeks.
Jako osoba, której dobre imię zostało narażone na szwank, odwołuję się do głosu całej społeczności akademickiej naszej uczelni.
  • Czy podjęte działania nie stanowią próby ingerencji w wynik przyszłych wyborów?
  • Czy podjęte działania dobrze służą wizerunkowi Uczelni?
  • Dlaczego Nasza Uczelnia nie podpisała Kodeksu?
  • Czy brak Naszej Uczelni wśród sygnatariuszy Kodeksu oznacza przyzwolenie na nie szanowanie powszechnie stosowanych reguł w życiu akademickim w Polsce?

Do pierwszego tekstu nadeszły 22 komentarze, zamieszczam je poniżej.

Anonimowy
Mam nadzieję, że Panu się uda. Postawa tego damskiego duetu jest hańbiąca dla naszej uczelni a stosowane metody przypominają najgorsze czasy PRL-u. Należy przerwać panowanie dynastii krewnych, znajomych i powinowatych. Do głosu niech wreszcie dojdzie mądrość, wiedza i umiejętności.
4 marca 2008 21:58
Anonimowy
Panie Profesorze życzę wygranej. 5 marca 2008 00:09
Anonimowy
Az chciałoby się zacytować z "seksmisji": "ja tu widzę niezły burdel" patrząc na nasza Uczelnie. Ciekawe ile osób wie, ze nie sygnowaliśmy Kodeksu i ile jeszcze takich spraw wyjdzie. Dobrze, ze ktoś odważył się w końcu o tym pisać :)
Życzę powodzenia w wyborach. 5 marca 2008 09:07
Anonimowy
Sytuacja chyba jednak jest gorsza niż hańbiąca. To katastrofa w sferze zarządzania. Stara konstrukcja została zdemontowana, nowa to kosztowna, zjadająca własny ogon biurokracja Rektoratu.
5 marca 2008 09:43
Anonimowy
Czy podjęte działania nie stanowią próby ingerencji w wynik przyszłych wyborów? To pytanie retoryczne. To w sposób oczywisty, nieczysta gra. Ale niektórzy działają w myśl zasady cel uswięca środki. Proszę się nie dać sprowokować Panie Kolego.
5 marca 2008 10:57
Anonimowy
Trudno mówić o przestarzałym modelu dydaktycznym. W kategoriach współczesnych to my nie mamy w ogóle modelu dydaktycznego. Może na "nowych wydziałach" jest lepiej, nie wiem. Liczę na Pańskie zwycięstwo nie tylko w najbliższych wyborach, ale też w działaniu w następnych czterech latach.
5 marca 2008 17:06
Anonimowy
Panie Profesorze zgadzam się z Panem. Nasza Akademia zmieniła nazwę na Uniwersytet, a nim nie jest. Fasada przemalowana,w środku rządzi strach, osobiste ambicje i emocje. Debat zabroniono. Nie ma sporów merytorycznych. Nie wolno mieć innego zdania. Inne poglądy oznaczają napiętnowanie i wejście w grupę śmiertelnych wrogów obecnych władz. I to nie jest uniwersytet. Procedury administracyjne są fatalnie rozdmuchane,lęk przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji przez pracowników administracji skutkuje kilkunastoma pieczątkami na dowolnym piśmie co praktycznie prowadzi do paraliżu wielu spraw. Władze nie są zainteresowane rozwojem naukowym uczelni, tylko cichym posłuszeństwem Klaskaczy by budować własne królestwo. Anonim
5 marca 2008 22:21
Anonimowy
Ciekawe co słychać w sprawie zapowiadanej uchwały Senatu na temat dyrektora Szpitala Okulistycznego z ulicy Ceglanej? Tak przy okazji, najprościej byłoby skierować wniosek do Rzecznika Dyscyplinarnego (to chyba prerogatywa Rektora). Rzecznik przeprowadziłby postępowanie wyjaśniające i niechybnie skierowałby sprawę do Senackiej Komisji Dysyplinarnej. Uchwała Senatu, tak naprawdę, ma zastąpić aktywność Rektora.
6 marca 2008 15:00
Anonimowy
Ciekawe jest również stanowisko Dziekana Wydziału Lekarskiego w Zabrzu który obrał kurs "popieram Panią Rektor" , czyżby obiecano mu 'złote góry' gdzieś tam na ul. Warszawskiej ?
6 marca 2008 15:49
Anonimowy
Próby dezawuowania Pańskiej osoby to typowy dla polityki sposób walki z przeciwnikiem, walki nastawionej na jego wyniszczenie. Ale przecież Uniwersytet to nie miejsce na uprawianie polityki. To faktycznie metoda niegodziwa. Może się Pan pocieszyć, stosowana jest nie tylko w stosunku do Pana. Widać jednak, że daje sobie Pan z tym radę, spokój i rzeczowa argumentacja - to jedyne wyjście.
7 marca 2008 08:13
Anonimowy
Poczytajcie w Wyborczej z czwartku (06.03.08): Uniwersytet medyczny chce nowych szpitali. Śląski Uniwersytet Medyczny chce przejąć od samorządu województwa trzy szpitale, choć nie stać go ani na ich remontowanie, ani pomoc w oddłużaniu. Tymczasem tylko najbardziej upragniony przez uczelnię Szpital św. Barbary w Sosnowcu ma prawie 60 mln zł długu. Cały artykuł z komentarzami pod skrótem jak niżej. http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,82943,4998103.html
8 marca 2008 11:23
Anonimowy
Doskonały pomysł z tym skrótem do Wyborczej. Tekst niczego sobie. Ciekawe, dlaczego tych pomysłów nie dyskutuje się na Radach Wydziałów, czy w Senacie. Także nic na ten temat nie wiemy z protokołów Kolegiów rektorsko-dziekańskich. A może Dziekan Wydziału Lekarskiego w Zabrzu uchyli rąbka tajemnicy. Komentarze do artykułu też niezłe. Poniżej jeden cytat. „Cudownie! SUM weźmie 3 zadłużone i generujące nowy dług szpitale i doda do swoich starych długów za ACM; oczywiście nie będzie ich w stanie zrestrukturyzować, bo jest nieruchawym molochem; w międzyczasie odejdzie większość asystentów i adiunktów, bo w normalnej lekarskiej robocie zarobią dużo więcej niż w SUM-ie; na koniec zostanie dużo zadłużonych klinik i profesorowie bez asystentów.”
8 marca 2008 11:48
Anonimowy
Z ta uchwałą Senatu w sprawie pani Profesor OKULISTKI to jakaś przedziwna sprawa. W każdej uczelni i każdym przedsiębiorstwie czy urzędzie, hańbiące daną instytucję zachowania, osoby nawet super prominentnej i wcześniej zasłużonej, skutkuje usunięciem jej ze stanowiska. Postawa aktualnej władzy Uniwersytetu jest zupełnie niezrozumiała. Albo czegoś się boi albo spłaca długi. Strach się bać.
9 marca 2008 13:05
Anonimowy
Degrengolada uczelni widoczna jest również z zewnątrz. Ośrodki będące niegdyś wiodące w aspekcie diagnostyczno leczniczym, w obecnym reżimie straciły całkowicie swój charakter medyczny. Samorządy będą wolały dofinansowywać ośrodki nieakademickie , bowiem tam otrzymają usługę. Pacjentom studenci i badania naukowe (najczęściej niestety mało odkrywcze nawet jeśli zgodne ze standardami EBM) są niepotrzebne
10 marca 2008 14:24
Anonimowy
Proszę w kampanii nie zapominać o absolwentach i byłych pracownikach Śl.AM. Obecnie nie szanuje się nawet własnych nauczycieli i wyrzuca na śmietnik dawne autorytety. Dawni studenci natomiast czują coraz mniejszy związek z uczelnią. Obecni nie mają tradycji ani nowych praktyk.
10 marca 2008 14:31
Anonimowy
Szanowny Panie Profesorze, gratuluję!!! Boją się Pana! Życzę wygranej. Ps: Proszę jednak pamiętać, że prawdziwe wyzwanie nastąpi po 1-szym września 2008 i będziemy obserwowali realizację Pańskich zamierzeń. Nasza uczelnia nie może sobie pozwolić na kolejny nieudany eksperyment.
11 marca 2008 21:59
Anonimowy
Niech wreszcie nadejdzie NOWE, zanim rozpacz pochłonie to, co można jeszcze uratować. Panie Profesorze czas na Pana. Podziwiam odwagę, ale nie można pozwolić ani na jeden dzień rządów tej starej ekipy
16 marca 2008 22:28
Anonimowy
Nie moge doczekać się wyborów. Mam nadzieję, że wielu przejrzało na oczy. Z obietnic sie nie wyżyje a te składane przez obecne władze są puste jak one same. Nareszcie zbliża sie koniec.
16 marca 2008 22:30
Anonimowy
Postawmy na odważnych. Postawmy na rozsądnych. Postawmy na Polską Naukę. Dosyć miernoty i poniżania Dosyć dopisywania sie do cudzych prac i tolerowania miernoty, tylko dlatego, że korzenie swe zapuściła w rodzinie profesorskiej. Czekamy na Pana jak na jutrzenkę nadzieii.
16 marca 2008 22:35
Anonimowy
A tak wygląda akcja przed wyborcza w Politechnice Łódzkiej. Co na to władze Rektorskie SUM!? Centrum Komputerowe PŁ w porozumieniu z Komisją Wyborczą przekazuje poniższą informację od kandydata na Rektora PŁ prof. Stanisława Bieleckiego. ================================================================ Szanowni Państwo Uprzejmie informuję, że kandyduję na Rektora Politechniki Łódzkiej kadencji 2008/2012. Pragnę zachęcić do zapoznania się z moim programem wyborczym i innymi materiałami, opublikowanymi na stronie internetowej,dostępnej pod adresem: http://www.sbielecki.p.lodz.pl/. oo I tak o wszystkich kandydatach
17 marca 2008 16:55
Anonimowy
Drogi Wojtku. Jestem przekonany, ze takt i mądrość wezmą górę i Ty zostaniesz Rektorem. Pozdrowienia Daniel Kutkowski
22 marca 2008 20:01
Anonimowy
Życzę wygranej w pięknym stylu i przeciwstawnym do "stylu" obecnie panujących.
8 kwietnia 2008 22:18

Blog początkowo miał być platformą informacyjną mojej kampanii wyborczej w wyborach rektorskich a w kolejnych latach blog stał się częścią mojego życia, codzienną obserwacją wydarzeń, głównie ze świata nauki. Po 2012 i trzecich przegranych wyborach nadal był forum informacyjnym i płaszczyzną dyskusyjną choć oczywiście z mniejszą intensywnością. Najwyraźniej z powodu braku prawdziwej dyskusji dotyczącej spraw uniwersyteckich forum internetowe stanowiło i nadal stwarza takie możliwości.

Na koniec kilka liczb: liczba wejść na blog 1.391.872, liczba tekstów 1779, liczba komentarzy 6681.

Chciałbym podziękować wszystkim Czytelnikom bloga, za słowa wsparcia, komentarze i merytoryczne słowa krytyki. Za wspólne 18 lat!

niedziela, 15 lutego 2026

LEK i LDEK bez jawnej bazy pytań

W projekcie nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, który wkrótce trafi do procedowania,  znalazł się zapis, zgodnie z którym w lekarskim egzaminie końcowym (LEK) i lekarsko-dentystycznym egzaminie końcowym (LDEK) nie będzie jawnej bazy pytań. – Uczenie się 70 proc. pytań z bazy na pamięć przeczy idei egzaminu końcowego – stwierdził prof. Mariusz Klencki, dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w Ministerstwie Zdrowia.

  • Ministerstwo Zdrowia chce rezygnacji z jawnej bazy pytań do końcowego egzaminu lekarskiego
  • W odpowiedzi na pytanie „Menedżera Zdrowia” przedstawiciel resortu wskazał, że taki zapis znalazł się już w projekcie nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty
  • Prof. Mariusz Klencki, dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w Ministerstwie Zdrowia, podkreślił, że nie oznacza to, że nie będzie więcej dostępu do treści pytań po egzaminie, bowiem zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego pytania powstające za pieniądze publiczne są informacją publiczną, która podlega udostępnieniu
  • Dyrektor przypomniał, jaki był cel egzaminu końcowego i dlaczego rezygnacja z wykorzystywania jawnej bazy pytań jest tak istotna
  • Przedstawiciel resortu zdrowia wymienił też inne korzyści płynące z niejawności pytań egzaminacyjnych

9 lutego podczas spotkania dla mediów u wiceminister zdrowia Katarzyny Kęckiej „Menedżer Zdrowia” zapytał o zapowiadaną rezygnację z jawnej, publicznie dostępnej bazy pytań (obecnie 70 proc. pytań), znanej już przed lekarskim egzaminem końcowym (LEK) i lekarsko-dentystycznym egzaminem końcowym (LDEK). Jej ujawnienie ma ułatwić młodym adeptom sztuki lekarskiej przygotowanie się do egzaminu końcowego. 

O co chodziło w egzaminie końcowym?

Prof. Mariusz Klencki, dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w Ministerstwie Zdrowia, w odpowiedzi na pytanie „Menedżera Zdrowia” podkreślił, że dyskusje wokół udostępniania bazy pytań, które pojawiają się na egzaminie końcowym, toczą się już od lat.

– Mamy za sobą wyrok Trybunału Konstytucyjnego, zgodnie z którym pytania powstające za pieniądze publiczne są informacją publiczną. Co do tego nie ma wątpliwości. Jednak co innego stwierdzenie, że jest to informacja publiczna, a co innego pytanie, czy ona podlega udostępnieniu i na jakich zasadach – zaznaczył. 

Dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych zwrócił uwagę, że w całej dyskusji o jawności pytań do egzaminu końcowego chodzi o to, że egzamin ten składa się w 70 proc. z tzw. publicznie dostępnej bazy, która zawiera około dwóch tysięcy pytań. – To nie jest żaden problem, żeby do tego się przygotować – ocenił.

Nie taki był cel LEK

Mariusz Klencki przypomniał przy tym, jaki był cel egzaminu końcowego.

– Ten egzamin od swojego początku nie służył głównie temu, żeby nie dopuścić do zawodu osób do tego nieprzygotowanych, chociaż taki efekt też  miał, ale to dotyczyło poniżej 1 proc. absolwentów. On głównie służył do tego, żeby zrobić obiektywny ranking młodych lekarzy do postępowania kwalifikacyjnego na miejsce specjalizacyjne, czyli żeby ci najlepiej zdający mogli wybierać specjalizacje w piewrszej kolejności – wyjaśnił. 

– Odkąd ponad dwie trzecie pytań jest jawnych, ten ranking nie działa, ponieważ w każdym postępowaniu zdarza się że 30–40 osób bezpośrednio ze sobą konkurujących ma taki sam wynik LEK. Stąd ten egzamin przestaje być jakąkolwiek miarą i narzędziem do selekcji. To właśnie jest ten powód, dla którego samorząd lekarski podziela nasze stanowisko i postuluje, żeby utajnić bazę pytań – dodał dyrektor.

Prof. Klencki podkreślił również, że dodatkowo samorządowi zależy na tym, żeby ograniczyć kształcenie kadr lekarskich na nowo otwartych kierunkach lekarskich. 

– Ta zmiana też się z tym wiąże, ponieważ panuje powszechne przekonanie, że nowe kierunki mogą sobie nie poradzić z zapewnieniem odpowiedniej jakości kształcenia. I w tym wypadku rzeczywiście po utajnieniu puli pytań egzamin końcowy mógłby zacząć taką funkcję intensywniej spełniać – wskazał.

Polska to bogaty kraj?

Dyrektor zwrócił przy okazji uwagę na inny problem, jakim jest w ogóle waga dobrze zwalidowanych pytań egzaminacyjnych.

– Muszę przyznać, że takie podejście do pytań egzaminacyjnych wskazuje na to, że Polska jest bardzo bogatym krajem. Dlaczego tak myślę? – zapytał.

Otóż – jak wskazał – dlatego, że w Stanach Zjednoczonych, wbrew temu, co się czasami publicznie usiłuje mówić, pytania są tajne. 

– Poza tym Amerykanie wykorzystują te pytania wielokrotnie, a na koniec jeszcze sprzedają je takim krajom jak Polska, po to, by te mogły je wykorzystać przy nauce i weryfikacji wiedzy młodych lekarzy czy studentów. Pamiętajmy, że dobre pytanie to bardzo cenny zasób. Takie dobre pytanie jest niezwykle trudne do napisania. Co więcej, powinno być ono zwalidowane, co u nas w ogóle jest niemożliwe, ze względu na wspomniany wyrok Trybunału Konstytucyjnego – tłumaczył. 

Dlatego – jak zaznaczył – nie myślimy w ogóle w kategoriach walidacji pytań. 

– Chodzi nam o to, żeby  zlikwidować wspomnianą jawną bazę pytań, które stanowią 70 proc. pytań egzaminu końcowego. Wszystko po to, żeby zdający nie wiedzieli, na jakie pytania będą musieli odpowiadać na egzaminie – podsumował Mariusz Klencki.

LEK nie jak egzamin 

W sierpniu 2024 r. przypominaliśmy, że większość pytań w LEK pochodzi z jawnej bazy – wskaźnik zdawalności jest bardzo wysoki.

Podawaliśmy wtedy, że we wrześniu 2023 r. 99,22 proc. podchodzących do egzaminu uzyskało pozytywny wynik.

Taki wysoki odsetek zdających to nic szczególnego w ostatnich latach:

  • w lutym 2021 r. było to 98,3 proc.
  • we wrześniu 2021 r. – 97,79 proc.,
  • w lutym 2022 r. – 97,45 proc.,
  • we wrześniu 2022 r. – 98,83 proc.,
  • w lutym 2023 r. – 97,10 proc.,
  • we wrześniu 2023 r. – 99,22 proc.,
  • w lutym 2024 r. – 97,86 proc.

Wcześniej było zdecydowanie gorzej – we wrześniu 2020 r. wskaźnik wyniósł 76,96 proc.

Jak komentował to w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” ówczesny wiceminister zdrowia Marek Kos?

– Od 2020 r., aby zdać LEK, trzeba udzielić 56 proc. poprawnych odpowiedzi. 70 proc. pytań pochodzi z jawnej bazy. Podchodzący do testu uczą się zatem na pamięć rozwiązań i uzyskują pozytywny wynik. W konsekwencji wskaźnik zdawalności jest bardzo wysoki. LEK w takiej formie to nie jest egzamin, a jedynie pewna weryfikacja umiejętności nauczenia się na pamięć – mówił przedstawiciel resortu.

Jak rozwiązać tę kwestię?

– To problem. Pierwsze egzaminy według nowych zasad odbyły się w sesji zimowej 2021 r. i od tego czasu ich wyniki znacząco się poprawiły. Ewidentnie jest to związane z nową bazą pytań. Gdyby powrócić do zasad sprzed tego roku, to w następnej sesji zdawalność zamiast 99,22 proc. byłaby, jak szacuję, na poziomie 85 proc. Można byłoby zastosować współczynnik korygujący dla tych nowo zdających. Pierwsze rozwiązanie byłoby niesprawiedliwe, drugie – trudne do realizacji – stwierdził.

Pytaliśmy, czy w resorcie mówi się o tym, żeby zrezygnować z bazy pytań?

– Rozmawiamy o tym z przedstawicielami Naczelnej Rady Lekarskiej, rezydentami i władzami uczelni – informuje – informował w sierpniu 2024 r. 

Źródło: https://www.termedia.pl/mz/LEK-i-LDEK-bez-jawnej-bazy-pytan,65929.html

wtorek, 10 lutego 2026

O likwidacji Poradni Chorób Metabolicznych Kości

Poniżej prezentuję fragment artykułu w Gazety Wyborczej z 7 lutego. Powstał on z powodu likwidacji Poradni Chorób Metabolicznych Kości, która często jest określana, jako poradnia osteoporozy. Mimo jej funkcjonowania przez 25 lat i służenia wielu celom została nagle zlikwidowana. Przez ten okres tysiące pacjentów uzyskało pomoc, setki studentów miało możliwość poznania realiów pracy lekarskiej. Dzięki danym zbieranym w poradni powstały liczne publikacje naukowe. Warto wspomnieć, że poradnia powstała w związku z powołaniem Zakładu Chorób Metabolicznych Kości, pierwszej tego rodzaju jednostki w polskich uczelniach medycznych.
Nagła decyzja Dyrektora D. Budzińskiego o likwidacji przekazana mi drogą telefoniczną 18 grudnia nie była poprzedzona żadną rozmową. Nie było jakichkolwiek informacji, iż występują jakiekolwiek zagrożenia czy problemy. Trudno w ogóle komentować tego rodzaju działania, nie dość, że odbiegają od zwyczajowo przyjętych norm życia społecznego to jednoznacznie godzą w interes publiczny na wielu płaszczyznach. Poniżej we fragmencie artykułu prasowego są moje szczegółowe uwagi.
A wnioski każdy Czytelnik może sam wyciągnąć...


Prof. dr hab. n. med. Wojciech Pluskiewicz. - Od 25 lat pracowałem w poradni osteoporozy, której powstanie zainicjowałem. Znaczną część pacjentów stanowili mieszkańcy Zabrza oraz innych miejscowości Górnego Śląska. Niestety, poradnia została zlikwidowana decyzją Dyrektora Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu dr med. D. Budzińskiego bez podania merytorycznych przyczyn. - poinformował naszą redakcję prof. Pluskiewicz. Jak dodaje, telefon w tej sprawie dostał dopiero w grudniu z krótką informacją, że poradnia jest do zamknięcia. Kiedy zapytał, co dalej z pacjentami, usłyszałem tylko, żeby się nie martwił.

- W ten sposób pozbawiono pomocy w zakresie osteoporozy około 800 osób rocznie. Pacjenci czekają na swoje wizyty i porady i nawet jest już pełna lista pacjentów na 2026 rok - mówi lekarz. I dodaje. - Moim zdaniem, jest to także jest sprzeczne z interesem uczelni, jej funkcją dydaktyczną i naukową. Poczułem się w obowiązku, żeby o tym poinformować, bo zapisani do mnie pacjenci nagle stracili wizyty, a to przecież nie jest tak, że mnie się nie chce pracować. To nie była moja decyzja - uważa lepiej: stwierdza prof. Pluskiewicz.

Profesor zdecydował się też odpowiedzieć na to, co przedstawiła dyrekcja szpitala. - Jeśli chodzi o brak dostępności dla osób niepełnosprawnych, to ten warunek powinna spełnić dyrekcja szpitala, która ma obowiązek realizować medyczne zadania. Co do braku lekarzy, to dwie lekarki zdeklarowały chęć pracy już od wielu miesięcy, ale skoro dyrekcja nie zapewniła wolnych gabinetów, nie było to możliwe. Mam też wątpliwości co do awarii urządzenia. Aparat densytometr będący własnością SUM działa, jest sprawny. Jego właścicielem nie jest dyrektor, tylko uczelnia - mówi prof. Pluskiewicz.

Podkreśla, że poradnia powstała w 2001 roku jako integralna część Zakładu Chorób Metabolicznych Kości. Nie wymaga i nigdy nie wymagała wsparcia w postaci oddziału. Jej rola to nie tylko leczenie pacjentów ale także dydaktyka oraz działalność naukowa.

- Szpital kliniczny nie jest zwykłym szpitalem, ma wiele zadań społecznych do spełnienia, stąd arbitralne decyzje administracyjne, nie poprzedzone jakimikolwiek rozmowami, godzą w interes nie tylko pacjentów, ale tak polskiej nauki są niedopuszczalne. Mój zakład to pierwsza tego typu placówka w polskich uczelniach medycznych, mój dorobek naukowy i pozycja w świecie nauki to dorobek 25 lat pracy. I dokąd teraz mają udać się pacjenci? Nie podano żadnego konkretnego rozwiązania. Jednak to nie dyrektor spotyka się z pacjentami, to jest moja rola i w ostatecznym rachunku to ja odpowiadam za zdrowie ludzkie. Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie. Można oczywiście metodami, które stosuje Dyrektor wszystko zanegować i wymazać z realnego życia. Tylko czy na pewno taka jest rola osób pełniących funkcje publiczne? - uważa prof. Pluskiewicz.

czwartek, 29 stycznia 2026

Wczoraj w mediach

Wczoraj sporo uwagi poświęcono ogłoszeniu dotyczącemu oferty pracy dla fizyka po doktoracie, z 5-cioletnim stażem pracy i szeregiem wysokospecjalistycznych wymagań. A wynagrodzenie to minimalna krajowa! Wzbudziło to wiele komentarzy, a Minister Nauki wskazał na wieloletnie zaniedbania w tym oczywiście winę poprzedniego rządu. A wytłumaczenie jest dziecinnie proste: Polska to kraj o niskim poziomie rozwoju cywilizacyjnego a takie kraje cechuje brak doceniania roli nauki. Tak było za komuny i trwa bez zmian od 1989 roku. I nie ma żadnych, absolutnie żadnych widoków na zmianę tego stanu. Wszystkie bez wyjątku rządy w ostatnich dekadach spychały uniwersytety i naukę w ogóle na koniec potrzeb państwa. Ważne są społeczne oczekiwania państwa socjalnego; Polska to kraj obywateli wyciągajacych chętnie rękę po wsparcie a znacznie mniejszą siłę przebicia mają postawy aktywne, prorozwojowe. Znakomicie widać to po braku wsparcia biznesu, np. gdy kredyt inwestycyjny jest 2x droższy niż na Zachodzie Europy to jak konkurować na rynku?! A wracając do mizernej pensji wspomnianego fizyka, warto zauważyć, że minimalne wynagrodzenie profesora to DWUKROTNOŚĆ najniższego wynagrodzenia! Podsumowując, Polska na zawsze zostanie w grupie krajów o średnim poziomie rozwoju bo bez nauki nie ma szans na prawdziwy skok cywilizacyjny. Niby to jest całkiem oczywiste ale nikomu nie zależy by zmienić ten stan rzeczy...

sobota, 24 stycznia 2026

Przeczytane na stronie internetowej Uczelni

W związku z Komunikatem Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich z dnia 7.02.2025 r. w sprawie: rekomendowanych działań mających na celu eliminowanie nierzetelnych praktyk publikacyjnych, uprzejmie informuję, że Senat Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach w dniu 17.12.2025 r., Uchwałą Nr 87/2025 przyjął Politykę publikacyjną Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Przyjęta polityka publikacyjna stanowi element działań podejmowanych przez Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach na rzecz podnoszenia jakości i transparentności dorobku naukowego oraz wspierania zasad rzetelności badawczej.

Nauka to nasz podstawowy zakres działań obok prowadzenia zajęć dydaktycznych. Z tego powodu z pewnością ważne są działania wspierające prowadzenie badań naukowych, których finalnym wyrazem są publikacje naukowe. Stąd z zainteresowaniem przeczytałem powyższą informację oraz Uchwałę Senatu z 17.12.2025.

Mam jednak poważną wątpliwość w skuteczność tego rodzaju inicjatyw, tak na poziomie krajowym, jak i uczelnianym. Przecież sukces badawczy jest pochodną jakości naszej pracy (wiedzy, inwencji, zaangażowania i wielu innych czynników) wspartej poziomem organizacyjnym uczelni, w tym niezbędnego finansowania. Bez spełnienia powyższych warunków – a należy pamiętać, że w dobie współczesnej koszt publikacji w renomowanym piśmie naukowym to kwota rzadko mniejsza niż 10.000 zł tego rodzaju uchwały należy postrzegać, jako apele i pobożne życzenia nie mające żadnego przełożenia na faktyczną skuteczność w pracy naukowej.

Źródło: Komunikat w sprawie polityki publikacyjnej ŚUM

wtorek, 6 stycznia 2026

W zamian za podsumowanie roku

 No i mamy roku 2026. W skali globalnej zaczął się od bezprecedensowego wydarzenia czyli akcji USA w Wenezueli. A o czym warto wspomnieć w odniesieniu do minionego roku? Wydaje się, że takim najważniejszą sprawą jest kwestia finansowania systemu służby zdrowia. Finansowanie tego obszaru "od zawsze" stanowiło ogromny problem i zawsze było za mało środków. Przed laty była szansa na stworzenie modelu, który w konkurencyjny sposób miał zapewnić stabilność. Kasy chorych miały ze sobą konkurować, ale rząd lewicy szybko ponownie wprowadził model centralistyczny czyli wróciliśmy do sterowania zarządzaniem ze stolicy. Od początku było oczywiste, że to się nie uda, że wiara w mądrość władzy to socjalistyczna utopia. Należy także pamiętać, że szybki postęp medycyny powoduje odpowiedni wzrost kosztów, mamy coraz droższe urządzenia diagnostyczne, nowe leki i kosztowane operacje. To ogromne wyzwanie, konieczny jest system zdolny sprostać wyzwaniom współczesności. Tego nie jest w stanie dokonać klasa polityczna, to przerasta ich jej wyobraźnię. Tu musi być presja społeczna, musi działać społeczeństwo obywatelskie. Tu dochodzę do sedna: czy w minionym roku obserwowaliśmy działania mogące całkowicie zmienić system? Bo przecież dosypywanie środków nie ma sensu, zawsze można "przejeść"każdą kwotę. Czy jakiekolwiek gremium naprawdę zainicjowało działania naprawcze? Takiej inicjatywy nie było ze strony samorządu lekarskiego czy środowiska uniwersyteckiego. Co robi Konferencja Rektorów Uczelni Medycznych? Czy ktoś zna jakąś inną poważną inicjatywę obywatelską, która mogłaby przełamać impas i zmusić tzw. klasę polityczną do działania?  

Zamiast tego mamy niekończące się spory, obrzucanie się inwektywami, walkę podjazdową; wszystko to jest gorszący spektakl medialny na użytek bieżących interesów politycznych niemających nic wspólnego z misją przypisaną osobom pełniącym funkcje publiczne...

Czyli nihil novi sub sole...