Czytelniku,

jeśli przebyłeś infekcję COVID-19 i jesteś ozdrowieńcem oddaj osocze, to szansa dla wielu ciężko chorych!

wtorek, 9 lutego 2021

Sloty a zimowe utrzymanie dróg

Rozmawiałem z pewnym pracownikiem naszej uczelni na temat slotów.

"Panie profesorze, ludzie nie są głupi i dopasowują sie do obowiązujących zasad. Po co mają wkładać tyle wysiłku w pisanie publikacji naukowych i wysyłać je do renomowanych czasopism naukowych. To bez sensu, w dodatku nie ma gwarancji sukcesu bo stajemy do konkurencji a całym światem. Jak mamy "wyprodukować" artykuły na topowym poziomie? Przy tej mizerii finansowej oraz takim obciążeniu innymi obowiązkami praca naukowa to hobby w najczystszej postaci. Ja po prostu napiszę w kolejnych latach 4 prace poglądowe, może jakiś opis przypadku, wyślę je do polskiego pisma i będę miał 4 sloty! Oczywiście będę jedynym autorem, Nie napracuję się a moja uczelnia mnie pochawali".

Ten pracownik to młody, ambitny człowiek i mimo wszystko mam nadzieję, że nie zrezygnuje całkiem z pracy naukowej jaką dotąd prowadził. Ale to bardzo realny scenariusz.

A jakie będą efekty takich pomysłów zapisanych w Ustawie 2.0? To proste, poziom nauki spadnie. Jak to ocenić? To działanie na szkodę polskiej nauki i wyraz skrajnej niekompetencji twórców Ustawy 2.0.

A co z powyższą opinią wspólnego ma stan dróg w zimie? Wyjaśniam, wczoraj na Górnym Śląsku na drogach panował absolutny horror, 10 cm śniegu doprowadziło do paraliżu komunikacyjnego. Nikt nie odśnieżał dróg (poza autostradami).
To podobne działanie - jak powyżej opisane sprawy naukowe. To działanie (a raczej brak spełniania oczywistych obowiązków odpowiednich instytucji) na szkodę społeczeństwa, mierzone stratami związanymi z masowymi wypadkami komunikacyjnymi oraz ogólną stratą czasu i dezorganizacją życia.

To nieakceptowalne społecznie sytuacjie spychające nas na obrzeża współczesnej cywlizacji.

6 komentarze:

Anonimowy pisze...

Najgorsze jest to, że podaje Pan Panie Profesorze na swoim blogu nieprawdę lub taką "nie do końca prawdę". Ten system, choć z pewnością niedoskonały" ma na celu przede wszystkim zrównoważenie pracy pracowników naukowych. Ilu bowiem autorów było do tej pory dopisywanych, nieraz w ordynarny wręcz sposób, do prac naukowych? I tak ciągnęli zatrudnienie na uczelniach, w tym medycznych, przez lata. Prace, które robiły 2-3 osoby miały nieraz po kilkunastu autorów, autorów-widmo.
Ten system na pewno to zmieni. Także to, że znaczna część pracowników może się w końcu dowie, że etat dydaktyczno-naukowy to nie jest ciepła posadka, a naukowcem jest się tzw. 24/7. Byłem kierownikiem kilku grantów naukowych i wszyscy byli chętni do współpracy przy składaniu aplikacji. A potem po jej uzyskaniu-zostawało się samemu. Reszta o 14.00 szła do domu lub do innych, bardziej intratnych zajęć. I znów potem przy zbliżaniu się oceny okresowej szef wzywał i polecał dopisać do publikacji tego lub tamtego. Najlepiej o poziomie i intensywności pracowników naukowych naszej Uczelni świadczy fakt, że w piśmie e-mailowym Pani Prorektor ds. Nauki i Rektor wskazali że tylko 25% pracowników naukowych spełnia nowe wymagania. I jeszcze jedno. To, że ktoś napisze 4 słabe jednoautorskie prace np. po 1-5 pkt zawsze będzie słaby. Bo które z nich wskaże jako te trzy najlepsze? Dobra publikacja według nowych wymagań to praca w czasopismie z wysokim IF, najlepiej z kilku ośrodków, o stosunkowo niewielkiej liczbie (2-3) autorów z naczej Uczelni. I to się nie zmieni. I zapewniam Pana Profesora, że tych 25% osób, które spełniają nowe wymagania dalekie są od sposobu myślenia jakie Pan przedstawia.




Anonimowy pisze...

Moje odczucie jest takie, że nie chodziło o to aby krytykować system oceny pracowników naukowych oparty na slotach jako taki, ale wykazać jakie są jego uboczne skutki dla młodych pracowników naukowych, krótko po doktoracie, którzy publikują dobre prace ale pomimo tego nie spełniają wymagań.

Anonimowy pisze...

Byż może, ale należy wyraźnie podkreślić że są też tacy młodzi pracownicy naukowi na naszej Uczelni, którzy już dziś z nawiązką spełniają te wymagania.

Anonimowy pisze...

Tak, oczywiści, zawsze tak będzie, że określona grupa sobie poradzi i spełni wymagania z nawiązką. Tak jak np. uczniowie w szkole, ci "piątkowi" zawsze sobie poradzą ale są teraz tacy na "czwórkę z plusem" i to dla nich powinno się stworzyć sensowny system oceny aby mogli się rozwijać i być tymi "piątkowymi" a nie degradować do "trójkowych".

Anonimowy pisze...

Mam nadzieję, że ten system pozwoli wyeliminować lub w znacznej części ograniczyć pseudo-działalność naukową uprawianą na Uczelni przez zdumiewającą liczbę osób. Faktem jest, że powinien być w miarę szybki i wymierny sposób awansowania pracowników po wypełnieniu znacznej części wymagań - czyli tych czwórkowych, jak pisze mój przedmówca:).
Natomiast ciekawe będzie też dla naszej społeczności to ilu profesorów i docentów (też tych świeżo upieczonych) okaże się że nie posiada żadnego autorskiego i oryginalnego dorobku naukowego i będzie przesunięta na etaty dydaktyczne. To też zweryfikuje czy posiadany IF "idzie w parze" z wkładem autora w powstawanie posiadanych publikacji. Warto by władze Uczelni zweryfikowały to względem zasiadania takich osób w niektórych gremiach - np. radach dyscyplin naukowych itd.

Anonimowy pisze...

Komentarz Anonimowego z 9 lutego 14:35 mnie zdziwił i sama sprawdziłam Radę Nauk Medycznych i rzeczywiście. Nie są to pojedyncze przypadki. Może trzeba by zweryfikować kryteria zasiadania w takich gremiach.
Podobnie zresztą pomimo opublikowania w czerwcu wymogów na stanowisko profesora badawczo-dydaktycznego Uczelni i tak w rozdaniu jesiennym "krewni i znajomi" dostali, choć nie spełniają kryteriów. A osoby, które miały o wiele większy dorobek czekały bezzasadnie przez rok, kiedy inny też potajemnie innym "krewnym i znajomym" poprzednie Władze przyznawały.