Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

czwartek, 21 listopada 2019

Ważny głos Profesora Jana Szewieczka, humanisty, etyka, lekarza

Szanowny Panie Profesorze,

Drogi Wojtku,

Bardzo cenię Twoją determinację w tworzeniu nieformalnej platformy dyskusji akademickiej. Dlatego ośmielam się podzielić jeszcze inną refleksją. Mój najmłodszy wnuk, półroczny Staś, ma oczy wyrażające ciągłe zadziwienie otaczającym go światem. Muszę przyznać, że również ja, jego blisko 70-letni dziadek, też ciągle się dziwię. Może to taki gen zadziwienia?
Wspominałem, że cenię rozmowy ze studentami. Są inspirujące. Dzisiaj, podczas wykładu dla studentów wydziału lekarskiego padły pytania dotyczące stanu terminalnego i eutanazji. Tak się składa, że w szpitalu właśnie poproszono mnie o opracowanie procedury opieki nad chorym w stanie terminalnym. Wiele razy rozmawialiśmy w gronie koleżanek i kolegów nad tym niezwykle trudnym i ważnym tematem. Zacząłem analizować akty prawne, w których spodziewałem się znaleźć zapisy dotyczące opieki terminalnej. I tu moje zadziwienie: w polskim prawie (o randze ustawy lub rozporządzenia Ministra Zdrowia) nie znalazłem niczego na temat stanu terminalnego, opieki terminalnej, terapii daremnej. Ale, może się mylę? Będę wdzięczny za poprawienie mnie.
Kodeks Etyki Lekarskiej określa, że „w stanach terminalnych lekarz nie ma obowiązku podejmowania i prowadzenia reanimacji lub uporczywej terapii i stosowania środków nadzwyczajnych. Decyzja o zaprzestaniu reanimacji należy do lekarza i jest związana z oceną szans leczniczych.” Ale co oznaczają pojęcia „stan terminalny” i „uporczywa terapia” – tego Kodeks nie określa.
Zawód lekarza był zawsze zawodem trudnym i niebezpiecznym, na przykład z powodu narażenia na kontakty z agresywnymi pacjentami, a bardziej jeszcze – kontakty ze śmiertelnie groźnymi patogenami – z czego mało kto zdaje sobie sprawę. Dzisiaj dochodzi do tego zagrożenie penalizacją wszelkich decyzji lekarza, które w jakikolwiek sposób można poddać w wątpliwość. Obarczenie lekarza odpowiedzialnością za podjęcie decyzji o odstąpieniu od procedury, która w oczywisty sposób jest terapią daremną (to określenie jest właściwsze od „terapii uporczywej”), bez stworzenia podstaw prawnych, jest nieporozumieniem. Człowiek ma prawo godnie umrzeć, kiedy jego życie dogaśnie. Bez szarpania, reanimowania, wożenia do szpitala, podłączania do respiratora i stosowania innych procedur, przedłużających umieranie, a nie życie. A takie sytuacje nie należą do rzadkości i będzie ich coraz więcej.
Oto pewna (powiedzmy, że hipotetyczna) historia, ilustrująca problem. U pewnej starszej kobiety pojawiły się objawy wskazujące na rozpoczęcie się agonii. Chora przebywała w domu, otoczona kochającą rodziną. Poproszono więc doświadczonego lekarza. „Bądźcie przy niej i pozwólcie spokojnie odejść”. Ktoś jednak zatroskany, czy na pewno nie da się babci uratować, wezwał zespół pomocy doraźnej. Przyjechało dwóch młodych ratowników. Podali katecholaminy, podłączyli kroplówkę. Ciśnienie wzrosło, chorą zabrano do szpitala. Ktoś powiadomił o sukcesie telewizję. Publicznie napiętnowano postawę lekarza, który stracił pracę. Z uznaniem przedstawiono wzorową postawę ratowników. Chora przeżyła jeszcze trzy dni. Zmarła w szpitalu, w nocy, w samotności (w izolatce). (O tym telewizja już nie informowała, to było przecież bez znaczenia w świetle faktu uratowania chorej życia przez młodych ratowników). Wszyscy mają poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Poza starym lekarzem, który nie chciał starej kobiecie przedłużać umierania. Na pewno nie odważy się więcej podjąć decyzji o odstąpieniu od reanimacji, ani on, ani ci, którzy oglądali ten program w telewizji.
Jestem profesorem medycyny i pewnie o moim losie będą kiedyś decydowali moi obecni studenci. Kiedy stanie się oczywiste, że nadszedł schyłek mojego życia, chciałbym, aby pozwolono mi spokojnie odejść. „Odłożyć łyżkę” – jak mawiał ksiądz Jan Kaczkowski. W obecności rodziny, w obecności księdza – jeśli będzie to możliwe. Bez szarpania, bez reanimowania, bez ratowania „za wszelką cenę”, bez dokładania cierpienia.
Istnieją dobrze opracowane „Wytyczne postępowania wobec braku skuteczności podtrzymywania funkcji narządów (terapii daremnej) u pacjentów pozbawionych możliwości świadomego składania oświadczeń woli na oddziałach intensywnej terapii” profesora Andrzeja Küblera i współpracowników. Istnieje „Nowa Karta Pracowników Służby Zdrowia” Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia. Są przygotowane materiały, poświęcone stanom terminalnym i problemowi terapii daremnej, na których można się oprzeć. Wydaje się, że bez względu na przekonania religijne, przeważająca część społeczeństwa oraz środowiska lekarskiego podziela pogląd, że człowiek ma prawo do godnej śmierci, co oznacza również zaoszczędzenie mu daremnej terapii. Myślę, że konieczne jest włączenie tych zagadnień na przykład do „Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta”. W praktyce klinicznej zawsze będą pojawiały się wątpliwości dotyczące stwierdzenia stanu terminalnego. Jednak wyposażenie lekarza w solidne wsparcie prawne oraz pogłębione kształcenie w tym zakresie uchroniłoby wielu chorych przed przedłużaniem cierpienia umierania w imię źle pojętego obowiązku walki o życie „za wszelką cenę”.

Z wyrazami szacunku
Jan Szewieczek

P.S. Na pytanie o eutanazję odpowiedziałem, że jest ona w Polsce prawnie niedozwolona oraz, że jest sprzeczna z podstawowymi zasadami opieki paliatywnej. A także, że odstąpienie od terapii daremnej nie ma nic wspólnego z eutanazją – są to dwa błędne bieguny źle pojętej opieki paliatywnej.

0 komentarze: