Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

sobota, 30 listopada 2019

Pisze Profesor Szewieczek

Szanowny Panie Profesorze,

Drogi Wojtku,

Pisałem już o tym, co mnie niepokoi i co w naszym życiu publicznym mnie boli. Dzisiaj o tym, czego mi brakuje: debaty. Prawdziwej debaty. To, co dominuje w przestrzeni publicznej, to anty-debata. Debata powinna być konstruktywna, otwarta, uczciwa i równoprawna. Konstruktywna – ukierunkowana na identyfikację i rozwiązywanie problemów społecznych. (Anty-debata ukierunkowana jest na deprecjonowanie przeciwnika). Otwarta – zakładająca gotowość poznania poglądów innych rozmówców i zrozumienia ich stanowiska. (Anty-debata to agresywna prezentacja własnego stanowiska, połączona z zagłuszeniem rozmówcy). Uczciwa – opierająca się według najlepszej wiedzy każdego z uczestników o argumentację zgodną z prawdą. (Anty-debata to naginanie interpretacji faktów do potrzeb, posługiwanie się niesprawdzonymi informacjami lub wręcz kłamstwami – modnymi dziś fake newsami, to również przypisywanie rozmówcy nieprawdziwych wypowiedzi lub intencji). Równoprawna – oparta o akceptowane przez wszystkich uczestników założenie, że żaden głos nie jest mniej wartościowy. Pogląd studenta jest nie mniej ważny, niż pogląd profesora, a pogląd podwładnego – tak samo istotny, jak pogląd szefa. (Anty-debata to a priori dominacja któregoś uczestnika lub walka o dominację). Debata jest potrzebna i wartościowa.
Rozmawialiśmy Wojtku niedawno o Twoim blogu. „Jesteśmy trochę jak błędni rycerze”. Ale powiedziałeś też, że nasze refleksje mogą mieć sens. Podzielam tą opinię. Jeżeli dotrą na przykład do kogoś, kto również uważa, że przestrzeń publiczna nie musi być wypełniona anty-debatami, które wcale nie są narzędziem politycznego sukcesu, to przekona się, że nie jest osamotniony.
Nie chodzi mi jednak o „debatę o debacie”. Myślę, że potrzebna jest debata o uniwersytecie. Nawiązuję tu do Twoich, wielokrotnie wyrażanych poglądów. Universitas magistrorum et scholarium. Wspólnota nauczycieli i uczniów. Czy dzisiaj jest uniwersytet? Czy nadal jest potrzebny? Czy spełnia swoją rolę? Jesteśmy w samym centrum reformy szkolnictwa wyższego i nauki, realizowanej pod kierunkiem wicepremiera i Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosława Gowina. Jaki wpływ ma ta reforma na funkcjonowanie uniwersytetów, a szczególnie naszego?
Swoją refleksję chciałbym rozpocząć od tego, co jest największą wartością uniwersytetu. Bez której nie ma on racji istnienia. Tą wartością jest młodzież studencka. Kiedy myślę o niej, powracają wspomnienia z okresu studiów w latach 1972-1978. Strasznie dawno. Powraca też wspomnienie pewnego szczególnego dnia: 4 czerwca 1989 roku. Pierwszego dnia wolności. Nie byłem jeszcze wtedy nauczycielem akademickim. Uczestniczyłem w pracach komisji wyborczej w naszym szpitalu. Trudno opisać wzruszenie i radość z wielkiego, bezkrwawego zwycięstwa nad totalitarnym systemem narzuconym przez potężny Związek Radziecki. Ta radość mieszała się niestety z głębokim smutkiem. Plac Niebiańskiego Spokoju. Wiadomości o krwawym stłumieniu manifestacji studentów w obronie demokracji. I jeszcze czas obecny. Hongkong. Los studentów, którzy w obronie demokracji odważyli się przeciwstawić wielkiej potędze. Nasi studenci nie muszą na szczęście dla obrony demokracji ryzykować życia. Ale czy to znaczy, że wiodą beztroskie i szczęśliwe życie? Że nie muszą upominać się o swoje prawa? Czy w ramach wspólnoty uniwersyteckiej my, nauczyciele akademiccy, w autentyczny sposób troszczymy się o ich wykształcenie? Czy szanujemy ich godność? Czy jesteśmy gotowi wspierać ich, także w problemach życiowych wykraczających poza nasze zwykłe obowiązki?
Wbrew spotykanym czasem poglądom uważam, że współczesna młodzież studencka jest dojrzała, mądra i odpowiedzialna. Ogarnięci codziennym pośpiechem tracimy nieraz z oczu to, co jest najważniejsze. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Taka będzie nasza przyszłość.

Z wyrazami szacunku

Jan Szewieczek

piątek, 29 listopada 2019

W odpowiedzi Czytelnikowi komentującemu tekst Hot News

Anonimowy pisze...
Bynajmniej to dziwne, bo dane bibliometryczne są dostępne na stronie Biblioteki SUM. I z tego wynika, że co najmniej trzy osoby zatrudnione w wydziale medycznym SUM, mają dorobek większy za 4 ostatnie lata niż przynajmniej 3 osoby, które weszły w skład Rady.

29 listopada 2019 10:05

Nie każdy potencjalny członek Rady Dziedziny lub Rady Dyscypliny może się w niej znaleźć. Po pierwsze, niektóre osoby piastujące w uczelni inne funkcje np. prorektora są automatycznie wykluczone możliwości zasiadania w tych gremiach, a po drugie każdy kandydat musi wyrazić pisemną zgodę.
Powtórzę po raz drugi, szkoda, że informacje o tych kryteriach nie były opisane na stronie internetowej SUM, ale z drugiej strony czy zawsze należy szukać "drugiego dna"?!

czwartek, 28 listopada 2019

Ważny głos Czytelnika dotyczący bieżącego funkcjonowania naszej Uczelni

Anonimowy pisze...
Niezwykle ciekawym i mobilizującym do dalszej pracy naukowej pracowników Uniwersytetu, zwłaszcza tych młodych była tegoroczna forma zgłaszania osiągnięć do nagród JM Rektora. Przesłany b późnym popołudniem w piątek 22.11 na adres klinik i zakładów mail informował (najczęściej dopiero w poniedziałek 25.11} zainteresowanych, że następnego dnia tj. 26.11 odbędzie się posiedzenie komisji ds nagród. Dotychczas dysponowaliśmy kilkunastoma dniami pozwalającymi na zebranie wszystkich dokumentów potrzebnych do złożenia wniosku. Wiele osób z ważnym, również dla Uniwersytetu dorobkiem pozbawiono szans na nagrodę, a może także i czegoś więcej?

28 listopada 2019 22:32

środa, 27 listopada 2019

Hot news!

Na stronie internetowej uczelni są informacje dotyczące Rady Dziedziny i Rad Dyscypliny.
Podano skład osobowy tych nowych, ważnych gremiów.

A poniżej odpowiadam anonimowemu komentatorowi do tekstu z 24.11:

Anonimowy Anonimowy pisze...
Sukces! Pojawiły się składy Rad na stronie www.
Standardowo bez jakiegokolwiek wyjaśnienia co do kryteriów doboru - "krewni i znajomi".
Mierni, bierni ale wierni... tacy którzy się łaszą

27 listopada 2019 17:37

Kryterium dla członków Rady Dziedziny był dorobek naukowy wyrażony wartością Impact Factor,
a dla Rad Dyscyplin był dorobek naukowy wyrażony wartością Impact Factor za ostatnie 4 lata.
Zgadzam się, że kryteria wyboru powinny jawne i znane społeczności by tego rodzaju niestosowne
insynuacje nie miały pożywki...

poniedziałek, 25 listopada 2019

O Pani Profesor Bognie Pogorzelskiej-Stronczak

20 listopada 2019 r., w wieku 90 lat zmarła
prof. dr hab. n. med. Bogna Pogorzelska-Stronczak
Absolwentka pierwszego rocznika studentów naszej Uczelni

Emerytowany Kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Szczękowo-Twarzowej w Zabrzu
Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym SUM w Katowicach
profesor zwyczajny Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach
Prodziekan Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym w Zabrzu
w latach 1981 – 1987

Dyrektor Specjalistycznej Lecznicy Stomatologicznej w Bytomiu SUM w Katowicach
Funkcje tę pełniła w latach 1999 – 2006

Kurator Katedry i Zakładu Chirurgii Stomatologicznej
Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym SUM w Katowicach
w latach 2000 – 2001

odznaczona m.in.: Krzyżem Kawalerskim OOP, Krzyżem Oficerskim OOP, Złotym Krzyżem Zasługi, Złotą Odznaką PTS, Odznaką Orderem Honorowym „Laur 50-lecia ŚAM”

Żegnamy wybitnego specjalistę, wspaniałego lekarza, szlachetnego i prawego Człowieka. Szanowaną i cenioną przez współpracowników i młodzież nauczyciela akademickiego, cieszącą się autorytetem w środowisku medycznym.

Uroczystość pogrzebowa odbędzie się w dniu 02.12.2019 r. o godz. 10.00 na Cmentarzu Centralnym w Gliwicach, ul. Kozielska

niedziela, 24 listopada 2019

Dziś uwagi Profesora Jana Szewieczka o polskim życiu publicznym

Poniżej zamieszczam kolejną - jak zawsze interesującą - wypowiedź Profesora Szewieczka.

Pozwolę sobie na słowo od siebie: uwagi dotyczące zjawisk dotyczących skali krajowej można łatwo przenieść na poziom uczelni. Na szczęście nie jesteśmy "bombardowani" taką dawką propagandy jak nam serwują media (co świetnie punktuje Profesor) niemniej nie ma w naszej uczelni dyskusji o fundamentalnych problemach. Nowa Ustawa 2.0 weszła w życie a my, pracownicy nadal nie mamy wiedzy o tym jak będzie funkcjonowała uczelnia w przyszłości. Ta dyskusja powinna się toczyć od jesieni 2018 (Ustawa 2.0 została uchwalona w lecie 2018) do wiosny 2019 tak byśmy mogli się jak najlepiej przygotować do nowych zasad. Proszę pomyśleć dopiero w listopadzie powołano do życia Radę Dziedziny i Rady Dyscyplin. A czas leci, życie nie stoi w miejscu...

Szanowny Panie Profesorze,
Drogi Wojtku,

W poprzednim tekście pisałem o tym, co mnie niepokoi. Lękam się zrujnowania naszej kruchej demokracji, zbudowanej dzięki ofiarności wielu ludzi, w większości nieznanych opinii społecznej. Ale sytuacja w Wielkiej Brytanii pokazuje, że również dojrzała demokracja może zapędzić się w kozi róg, kiedy zostanie potraktowana jako cel sam w sobie.
Dzisiaj chciałbym napisać o tym, co mnie boli.
„Oto kładę dzisiaj przed tobą życie i śmierć, pomyślność i niepomyślność... Wybierzcie życie...” To „dzisiaj” z Księgi Powtórzonego Prawa pozostaje niezmiennie aktualne.
W celu działania na rzecz dobra wspólnego tworzone są nieformalne i formalne grupy wpływu, w szczególności partie polityczne. Trudno nieraz zrozumieć, czym różnią się ich programy. Wyraźniejsze różnice dotyczą reprezentowanych grup społecznych, a bardziej jeszcze – założeń i wartości, na których partie opierają swoje programy. Czyli interpretacji słów: „wybierzcie życie”. O kompromis najłatwiej w przypadku różnic programowych. Trudniej w przypadku rozbieżnych interesów różnych grup. Najtrudniej w przypadku różnic dotyczących fundamentalnych wartości. Zapewne, dlatego powstają w społeczeństwie tak głębokie podziały polityczne. Ale szacunek jest możliwy i nic nie usprawiedliwia jego braku.
Partie nie mogą funkcjonować bez komunikacji ze społeczeństwem. Informacje medialne powinny być prawdziwe i uporządkowane zgodnie z hierarchią znaczenia, a interpretacja wyodrębniona, obiektywna i kompetentna. Można wtedy mówić o „czwartej władzy”, tworzącej demokratyczną kontrolę nad władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądownicza. Warunkiem jest niezależność mediów od trzech pierwszych form władzy oraz grup interesu. Nie słyszałem o kraju, w którym taki model funkcjonowałby w sposób idealny. Ale słusznie oczekujemy tego od polskiej telewizji publicznej. Najwidoczniej założono jednak, że społeczeństwo nie jest zdolne do zrozumienia i zinterpretowania źródłowych informacji. Dlatego otrzymujemy dietetyczną papkę, przyrządzoną ze zmiksowanych fragmentów informacji, interpretacji, przypuszczeń, czasem plotek, przyprawioną zgodnie z politycznym zapotrzebowaniem. Mimo całej życzliwości dla rządu, potrawa taka przyprawia o mdłości. A rządowi i rządzącej partii wcale nie służy: blokuje informacyjny feedback oraz odstręcza tych, którzy wahają się, komu udzielić poparcia. Konkurencyjna telewizja, reprezentująca opozycję, nie jest niestety lepsza. Obydwie „kuchnie” prześcigają się w politycznej nachalności. Trzecia telewizyjna „kuchnia” w tym wyścigu na szczęście trochę odstaje. Smutno patrzeć na ekspertów, którzy nie potrafią ukryć stronniczości. Nawet słuchacz niezorientowany w przedmiocie zorientuje się, że taki ekspert w rzeczywistości występuje w roli publicysty, kiedy kieruje pod adresem jednej ze stron sporu wyłącznie krytykę albo pełną akceptację. Tymczasem nie zdarza się, aby osoba, projekt lub zdarzenie było całkowicie białe albo zupełnie czarne.
„Restauracje telewizyjne” mają zapewne swoje grupy smakoszy, stałych bywalców. Ale wydaje się, że chcąc pozyskać większą popularność, należałoby rozważyć zmianę menu, zwłaszcza głównych „dań” informacyjnych i publicystycznych. Chciałbym, oglądając kiedyś w polskiej telewizji publicznej taki program pomyśleć sobie: „dzięki Bogu, nikt mną nie próbuje manipulować”. W odniesieniu do telewizji niepublicznych nie śmiem nawet o tym marzyć, ale kto wie? Cuda się zdarzają. Gdyby Pan Profesor słyszał coś na ten temat, będę wdzięczny za wiadomość.

Z wyrazami szacunku
Jan Szewieczek

O naszej uczelni

W dzisiejszym świecie kluczową rolę w zakresie przekazu informacji odgrywają media elektroniczne. Tą drogą błyskawicznie docierają informacje do odbiorców znajdujących się w jakimkolwiek zakątku świata.
Tak niestety nie dzieje się w SUM. Ważne informacje nie trafiają na stronę wwww.sum.edu.pl.

Dwa przykłady z minionego tygodnia: Senat wreszcie, z wielomiesięcznym opóźnieniem zatwierdził skład nowych organów w uczelni Rady Dziedziny i Rad Dyscypliny, ale o tym nie ma ani słowa na stronie internetowej.
I druga sprawa, 20.11 zmarła Prof. Bogna Pogorzelska-Stronczak, emerytowany pracownik uczelni, kierownik Katedry Chirurgii Szczękowo-Twarzowej, piastująca w latach 1981-1987 funkcję Prodziekana ds. stomatologii. Pani Profesor była absolwentką pierwszego rocznika studentów Śląskiej Akademii Medycznej. Nie znajdziemy odpowiedniej informacji na stronie SUM.

sobota, 23 listopada 2019

Profesor Jan Szewieczek o polskich sprawach

Szanowny Panie Profesorze,

Drogi Wojtku,

Dziękuję za dobre słowa, na które chciałbym zasłużyć. Moja ukochana Żona była jedyną osobą, która zgłosiła disagreement do mojego ostatniego tekstu. Staś ukończył już 8 miesięcy. Prawda. Wiem o tym. Nie chciałem nikogo wprowadzić w błąd. Chodziło mi o jego spojrzenie, nie o dokładny wiek. Ale słusznie, należy być dokładnym.
Jeżeli pozwolisz, chciałbym podzielić się refleksją na temat demokracji. Wspomniałeś o naszej aktywności w Senacie od 2005 roku. Senat to taki nasz uczelniany parlament. Był to dla uczelni trudny czas. Nasz „statek” dryfował, tonął. Pani Rektor musiała podejmować trudne i kontrowersyjne decyzje. Konieczność demokratycznego procedowania zmian nie ułatwiała sterowania uczelnią; w odległej perspektywie okazała się chyba jednak zbawienna. Ty, Profesor i kontrkandydat w wyborach na stanowisko rektora, stanowiłeś „twardą”, chociaż merytoryczną opozycję. Chyba masz taki gen opozycjonisty i nadstawiania karku w imię idei. Ja byłem zwykłym doktorem, reprezentującym wydział, który miał być zlikwidowany. Ale sądziłem, że moim obowiązkiem jest przedstawianie stanowiska, które uważałem za optymalne dla wydziału i uczelni. Nie zawsze było to in line z przedstawianymi projektami. Więc nie dziwiłem się, że szacunek Pani Rektor dla mnie mieszał się czasem z wyraźną irytacją. Mój wieloletni kolega, przełożony i przyjaciel (chociaż przyjaźń nasza bywała „szorstka”), Profesor Jan Duława, cieszący się autorytetem zarówno u władz, jak i w środowisku uczelni, obawiał się czasem, abym nie przebrał miarki. Brał ryzyko na siebie i mówił mi: „ty tego nie mów, ja to powiem”. Profesor Duława, poza tym, że jest wybitnym lekarzem, jest też (właśnie on) humanistą, poetą i znawcą etyki oraz szerzej – filozofii. Obserwowałem ciekawe zjawisko, kiedy Profesor zabierał w Senacie głos. Obydwie strony sporu były równocześnie przekonane, że podzielił ich stanowisko, albo równocześnie przekonane, że wyraził dezaprobatę. Jednak podobne zjawisko zgodności opinii stron sporu, na przykład w odniesieniu do wyroków sądu, zdarza się raczej rzadko. Zwykle jedna ze stron z wyrokiem się zgadza, a druga go kontestuje.
W latach osiemdziesiątych (poprzedniego tysiąclecia!) pracowałem jako lekarz zakładowy w nieistniejącej już kopalni węgla Kleofas. Brałem udział w akcjach ratowniczych. Pamiętam paniczny lęk, kiedy wyposażony w aparat ucieczkowy czołgałem się przez zrujnowany tąpnięciem chodnik, by dotrzeć do górnika, która – jak się okazało – już nie żył. Ubiegając się w ubiegłym roku o przyznanie emerytury, zwróciłem się do ZUS o uwzględnienie okresu zatrudnienia w szczególnych warunkach. Zakwestionowałem też sposób obliczania łącznej liczby dni okresów składkowych i nieskładkowych. ZUS nie uwzględnił mojego odwołania. Osiem lat pracy w górnictwie – to zbyt krótko. Uznałem, że nie jest to sprawiedliwe i odwołałem się do sądu. Przygotowałem pismo procesowe (tak jak umiałem), a znajoma pani prawnik stwierdziła, że może być. W piśmie tym pozwoliłem sobie między innymi zakwestionować konstytucyjność rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 2011 roku. Powołałem się na artykuł 2. Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Rozprawę prowadził Pan Sędzia Sądu Okręgowego w Katowicach Krzysztof Hejosz, który moje odwołanie oddalił. W obszernym, ustnym i pisemnym uzasadnieniu stwierdził, że „wątpliwości, które odwołujący podniósł, ... z punktu widzenia czysto poznawczego są interesujące”, ale „sąd nie może wyjść poza granice wyznaczone zakresem samego odwołania oraz treścią zaskarżonej decyzji”. Nieznający mnie sędzia prowadził rozprawę z szacunkiem, a nawet, powiedziałbym, sympatią (praca lekarza rozwija zmysł odbioru sygnałów niewerbalnych), a ja przyjąłem ten wyrok również z szacunkiem, a nawet, co ciekawe, z satysfakcją. Po pierwsze – uzasadnienie było logiczne, po drugie – miałem poczucie, że w sprawie mojej emerytury zrobiłem wszystko, co należy.
Dlaczego o tym piszę? Otóż martwi mnie, kiedy przedstawiciele środowiska prawniczego, w tym wybitni i szanowani sędziowie przedstawiają opinie, z których wynika, że teraz każdy może zakwestionować wyrok wydany przez polski sąd w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, gdyż ich zdaniem, ta, czy inna ustawa jest niekonstytucyjna, ten, czy inny organ władzy sądowniczej powołano z naruszeniem konstytucji, ten, czy inny sędzia wybrany został w sposób nieważny. Myślę, że fundamentem demokracji jest społeczna zgoda na przestrzeganie uzgodnionych reguł, bez względu na to, czy skutki są dla mnie w danym momencie korzystne, czy nie. Mogę mieć taką czy inną opinię i mogę ją wyrażać, ale nie mogę przekraczać granic, które wynikają z reguł demokracji i ukształtowanego w oparciu o nią prawa. Wyrok sądu może mi się podobać lub nie, ale muszę uznać jego ważność, nie rezygnując z prawa do odwołania się. Kwestionowanie porządku prawnego poprzez przyznanie sobie prawa do orzekania o konstytucyjności ustaw lub ważności wyboru sędziów podważa fundament demokracji. Drogą do zmian jest przekonanie większości społeczeństwa o słuszności swoich poglądów i uzyskanie poparcia w wyborach. Tragicznych przykładów alternatywy dla porządku demokratycznego jest w otaczającym świecie aż nadto.

Z wyrazami szacunku
Jan Szewieczek

P.S. Dziś trochę krytycznie o opozycji, następnym razem, jeżeli Bóg pozwoli, poświęcę kilka refleksji (też krytycznych) rządzącym, również w kontekście demokracji. Mam takiego życiowego pecha, że co zmiana władzy, to mnie „wiatr historii” pcha w stronę opozycji. Ale Ty chyba też masz tego pecha.

czwartek, 21 listopada 2019

Ważny głos Profesora Jana Szewieczka, humanisty, etyka, lekarza

Szanowny Panie Profesorze,

Drogi Wojtku,

Bardzo cenię Twoją determinację w tworzeniu nieformalnej platformy dyskusji akademickiej. Dlatego ośmielam się podzielić jeszcze inną refleksją. Mój najmłodszy wnuk, półroczny Staś, ma oczy wyrażające ciągłe zadziwienie otaczającym go światem. Muszę przyznać, że również ja, jego blisko 70-letni dziadek, też ciągle się dziwię. Może to taki gen zadziwienia?
Wspominałem, że cenię rozmowy ze studentami. Są inspirujące. Dzisiaj, podczas wykładu dla studentów wydziału lekarskiego padły pytania dotyczące stanu terminalnego i eutanazji. Tak się składa, że w szpitalu właśnie poproszono mnie o opracowanie procedury opieki nad chorym w stanie terminalnym. Wiele razy rozmawialiśmy w gronie koleżanek i kolegów nad tym niezwykle trudnym i ważnym tematem. Zacząłem analizować akty prawne, w których spodziewałem się znaleźć zapisy dotyczące opieki terminalnej. I tu moje zadziwienie: w polskim prawie (o randze ustawy lub rozporządzenia Ministra Zdrowia) nie znalazłem niczego na temat stanu terminalnego, opieki terminalnej, terapii daremnej. Ale, może się mylę? Będę wdzięczny za poprawienie mnie.
Kodeks Etyki Lekarskiej określa, że „w stanach terminalnych lekarz nie ma obowiązku podejmowania i prowadzenia reanimacji lub uporczywej terapii i stosowania środków nadzwyczajnych. Decyzja o zaprzestaniu reanimacji należy do lekarza i jest związana z oceną szans leczniczych.” Ale co oznaczają pojęcia „stan terminalny” i „uporczywa terapia” – tego Kodeks nie określa.
Zawód lekarza był zawsze zawodem trudnym i niebezpiecznym, na przykład z powodu narażenia na kontakty z agresywnymi pacjentami, a bardziej jeszcze – kontakty ze śmiertelnie groźnymi patogenami – z czego mało kto zdaje sobie sprawę. Dzisiaj dochodzi do tego zagrożenie penalizacją wszelkich decyzji lekarza, które w jakikolwiek sposób można poddać w wątpliwość. Obarczenie lekarza odpowiedzialnością za podjęcie decyzji o odstąpieniu od procedury, która w oczywisty sposób jest terapią daremną (to określenie jest właściwsze od „terapii uporczywej”), bez stworzenia podstaw prawnych, jest nieporozumieniem. Człowiek ma prawo godnie umrzeć, kiedy jego życie dogaśnie. Bez szarpania, reanimowania, wożenia do szpitala, podłączania do respiratora i stosowania innych procedur, przedłużających umieranie, a nie życie. A takie sytuacje nie należą do rzadkości i będzie ich coraz więcej.
Oto pewna (powiedzmy, że hipotetyczna) historia, ilustrująca problem. U pewnej starszej kobiety pojawiły się objawy wskazujące na rozpoczęcie się agonii. Chora przebywała w domu, otoczona kochającą rodziną. Poproszono więc doświadczonego lekarza. „Bądźcie przy niej i pozwólcie spokojnie odejść”. Ktoś jednak zatroskany, czy na pewno nie da się babci uratować, wezwał zespół pomocy doraźnej. Przyjechało dwóch młodych ratowników. Podali katecholaminy, podłączyli kroplówkę. Ciśnienie wzrosło, chorą zabrano do szpitala. Ktoś powiadomił o sukcesie telewizję. Publicznie napiętnowano postawę lekarza, który stracił pracę. Z uznaniem przedstawiono wzorową postawę ratowników. Chora przeżyła jeszcze trzy dni. Zmarła w szpitalu, w nocy, w samotności (w izolatce). (O tym telewizja już nie informowała, to było przecież bez znaczenia w świetle faktu uratowania chorej życia przez młodych ratowników). Wszyscy mają poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Poza starym lekarzem, który nie chciał starej kobiecie przedłużać umierania. Na pewno nie odważy się więcej podjąć decyzji o odstąpieniu od reanimacji, ani on, ani ci, którzy oglądali ten program w telewizji.
Jestem profesorem medycyny i pewnie o moim losie będą kiedyś decydowali moi obecni studenci. Kiedy stanie się oczywiste, że nadszedł schyłek mojego życia, chciałbym, aby pozwolono mi spokojnie odejść. „Odłożyć łyżkę” – jak mawiał ksiądz Jan Kaczkowski. W obecności rodziny, w obecności księdza – jeśli będzie to możliwe. Bez szarpania, bez reanimowania, bez ratowania „za wszelką cenę”, bez dokładania cierpienia.
Istnieją dobrze opracowane „Wytyczne postępowania wobec braku skuteczności podtrzymywania funkcji narządów (terapii daremnej) u pacjentów pozbawionych możliwości świadomego składania oświadczeń woli na oddziałach intensywnej terapii” profesora Andrzeja Küblera i współpracowników. Istnieje „Nowa Karta Pracowników Służby Zdrowia” Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia. Są przygotowane materiały, poświęcone stanom terminalnym i problemowi terapii daremnej, na których można się oprzeć. Wydaje się, że bez względu na przekonania religijne, przeważająca część społeczeństwa oraz środowiska lekarskiego podziela pogląd, że człowiek ma prawo do godnej śmierci, co oznacza również zaoszczędzenie mu daremnej terapii. Myślę, że konieczne jest włączenie tych zagadnień na przykład do „Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta”. W praktyce klinicznej zawsze będą pojawiały się wątpliwości dotyczące stwierdzenia stanu terminalnego. Jednak wyposażenie lekarza w solidne wsparcie prawne oraz pogłębione kształcenie w tym zakresie uchroniłoby wielu chorych przed przedłużaniem cierpienia umierania w imię źle pojętego obowiązku walki o życie „za wszelką cenę”.

Z wyrazami szacunku
Jan Szewieczek

P.S. Na pytanie o eutanazję odpowiedziałem, że jest ona w Polsce prawnie niedozwolona oraz, że jest sprzeczna z podstawowymi zasadami opieki paliatywnej. A także, że odstąpienie od terapii daremnej nie ma nic wspólnego z eutanazją – są to dwa błędne bieguny źle pojętej opieki paliatywnej.

niedziela, 17 listopada 2019

List Profesora Jana Szewieczka

Publikuję poniżej list jaki przesłał mi Profesor Jan Szewieczek. Tekst ważny i bardzo aktualny na wielu płaszczyznach. Profesor porusza problemy dotyczące medycyny, w szczególności geriatrii, bardzo ważnej i zaniedbanej dziedziny medycyny. Pisze o jakości procesu dydaktycznego przez pryzmat humanistycznego wymiaru medycyny. I jestem przekonany, że Profesor w codziennej pracy zawodowej i dydaktycznej realizuje opisywane, wysokie oczekiwania społeczne jakie mamy wobec lekarza i nauczyciela akademickiego.

Profesora znam od 2005 roku gdy zasiadałem w Senacie naszej uczelni. To były trudne, burzliwe czasy, gdy nie było łatwo publicznie wypowiadać poglądy odmienne od prezentowanych przez ówczesną Rektor Prof. E. Małecką-Tenderę. Ale Profesor zawsze prezentował najwyższe standardy akademickie przedstawiając swe poglądy w sposób wyważony, uzasadniając je merytorycznie. Takie osoby są niezmiernie ważne w dyskusji publicznej, ale jakże rzadko spotykane. Dziś, nie tylko w świecie polityki, poważna, merytoryczna dyskusja pozbawiona personalnej nuty prawie całkowicie zniknęła.


środa, 13 listopada 2019

Przeczytane w mediach

Dziś portal Onet.pl informuje, że w czasie 4 lat rządów PiS-u średnie wynagrodzenie wzrosło o 21%.
A wynagrodzenia pracowników naukowo-dydaktycznych wzrosły o kilka procent.
Co więcej, wg moich informacji budżet na przyszły rok nie przewiduje wzrostu płac w szkołach wyższych.
Równania w dół ciąg dalszy.
Komu są potrzebne uniwersytety?!

NIHIL NOVI SUB SOLE...

Z życia kraju

Ciekawe było wczorajsze wydarzenie z Senatu: nastąpiła zmiana na stanowisku Marszałka Senatu i chirurga Stanisława Karczewskiego zastąpił inny chirurg Profesor Tomasz Grodzki.
Może to dobry znak dla nauki? Może nowy Marszałek coś dobrego uczyni dla polskiej nauki i medycyny?

niedziela, 10 listopada 2019

Apel o wsparcie dla Polaków na Kresach

Szanowni Państwo

Nasza Fundacja Pomaganie Łączy Ludzi wraz z Towarzystwem Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Bytomiu organizuje świąteczną pomoc dla rodaków na kresach,proszę o rozpowszechnienie tej wiadomości, poniżej treść oraz plakat w załączniku.
z poważaniem

Wiesław Nowakowski

„Jedynie prawdziwy człowiek zauważy potrzeby innego człowieka. Jedynie człowiek wielkiego serca wyciągnie doń pomocną dłoń”. Tymi słowami zwracamy się z prośbą o pomoc w organizowanej akcji świątecznej. Po raz drugi nasza fundacja „Pomaganie Łączy Ludzi” w Knurowie wspólnie z Towarzystwem Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Bytomiu pod patronatem „Lwowskiej Fali” z Radia Katowice organizuje pomoc naszym rodakom na dawnych ziemiach Rzeczypospolitej. Nasze akcje: „NIECH ZAŚWIECI GWIAZDKA DLA POLAKÓW NA WSCHODZIE” i „PODARUJ PACZKĘ POLAKOM NA KRESACH” łączy ten sam cel, pomoc rodakom na Kresach. Wyruszymy wspólnym transportem w pierwszych dniach grudnia do naszych rodaków z Mościsk, Strzelczysk, Łanowic, Biskowic, Wojutycz, Sambora, Lwowa, być może również do innych miejscowości w przypadku zebrania większej ilości darów. Będziemy zbierać słodycze dla dzieci, produkty żywnościowe lub gotowe paczki w których mogą się znajdować: kawa, herbata, kakao, owoce i warzywa w puszkach, konserwy mięsne i rybne, wędliny w hermetycznym opakowaniu, środki czystości, art. papiernicze (np. kredki, flamastry, piórniki) nie możemy zapomnieć o kartkach z życzeniami.
Produkty można dostarczyć do 27 listopada do:
– siedziby fundacji, ul. Szpitalna 3 w Knurowie,
– wszystkich szkół, przedszkoli i bibliotek na terenie Gminy Pilchowice,
– Biblioteki Publicznej w Gierałtowicach, ul. Ogrodowa 47,
– siedziby Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Bytomiu ul. Moniuszki 13

Przyjmujemy też wpłaty pieniężne na ten cel na konto: BANK SPÓŁDZIELCZY W SOŚNICOWICACH: 24 8460 0008 2001 0004 1957 0001
z dopiskiem „PODARUJ PACZKĘ RODAKOM NA KRESACH”

Wpłaty z zagranicy: POLUPRPL PL24846000082001000419570001

Bardzo liczymy na Państwa pomoc w organizowanej akcji.
Z góry dziękujemy za każdą darowiznę czy przekazaną złotówkę.
Fundacja „Pomaganie Łączy Ludzi”
Knurów ul. Szpitalna 3, telefon:793 401 606
www.pomaganielaczyludzi.pl
e-mail: fundacjapl70@gmail.com

czwartek, 7 listopada 2019

O polskiej nauce

Informacja podana na blogu 30-tego października dotycząca rozstrzygnięcia konkursu na wyłonienie polskich uczelni o statusie „uczelni badawczych” wzbudziła spore zainteresowanie Czytelników. Nauka to ważny, wręcz kluczowy element funkcjonowania uczelni. Z tego powodu warto na chwilę się pochylić na tym problemem, także w kontekście wyłonienia wiodących polskich uczelni.
Nim przejdę do tej kwestii chciałbym jednak wcześniej przedstawić parę ogólnych uwag prezentujących moją drogę życiową przez pryzmat doświadczeń w działalności naukowej. Sądzę, że zawsze praca dotycząca jakiejkolwiek dziedziny ludzkiej aktywności daje osobistą wiedzę dającą podstawę do formułowania wiarygodnych ocen.

W mojej uczelni, Śląskim Uniwersytecie Medycznym pracuję od 1994 roku. Studia na wydziale lekarskim w Zabrzu ukończyłem w 1982 roku, roku stanu wojennego. Dla osób czynnie zaangażowanych w działalność w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów co było przez ówczesne władze komunistyczne postrzegane, jako wyraz postawy antypaństwowej nie było miejsca w uczelniach. Dlatego w latach 1982-1984 byłem zatrudniony w Zespole Opieki Zdrowotnej a od 1984 w Państwowym Szpitalu Klinicznym nr 1 w Zabrzu. Od początku pracy zawodowej w 1982 roku docent Edmund Rogala, ówczesny szef Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych i Alergologii przyjął mnie na wolontariat. Od godziny 8 do 11 pracowałem na oddziale jako asystent, a później przyjmowałem pacjentów w różnych zabrzańskich poradniach podległych ZOZ-owi. Jeździłem także w karetce pogotowia ratunkowego, a po uzyskaniu specjalizacji z chorób wewnętrznych w 1989 roku także w karetce „R”. To była dobra szkoła życia i nauki zawodu: solidne szkolenie na oddziale + medycyna uprawiana w poradniach rejonowych i zakładowych oraz w pogotowiu. W tych latach siłą rzeczy uczestniczyłem w działalności naukowej, gdyż w każdy czwartek w jednostce kierowanej przez docenta a niedługo potem profesora Rogalę odbywały się zebrania naukowe. Każdy z nas, lekarzy musiał kilka razy w roku przedstawiać wybrane tematy naukowe. Ale na tym moja aktywność naukowa się kończyła, nie brałem udziału w realizacji projektów badawczych, nie prowadziłem także zajęć dydaktycznych. Ale Profesor Rogala wielokrotnie namawiał mnie bym zajął się pracą naukową do czego się wcale nie paliłem. Efektem tych działań miało być uzyskanie stopnia doktora. Dojrzałem do takiej decyzji dopiero w styczniu 1992 roku. Profesor podsunął mi temat dotyczący osteoporozy, gdyż na oddziale leczyło się wielu pacjentów z astmą oskrzelową stosujących glikokortykosteroidy i wtórna osteoporoza była poważnym problemem. Wziąłem się ostro do pracy i w już w marcu 1993 roku obroniłem pracę doktorską. I tak Profesor Rogala pokierował moim dalszym życiem z czego wówczas sobie kompletnie nie zdawałem sprawy. W czasie realizacji badań do doktoratu przekonałem się, że nauka może być fascynującym zajęciem i rzuciłem się w wir pracy badawczej. Moje wysiłki zostały dostrzeżone, a że komunistyczne macki już nie działały w 1994 roku zostałem pracownikiem uczelni na stanowisku adiunkta (nigdy nie byłem asystentem). A dalej sprawy się szybko potoczyły; w 2000 uzyskałem stopień doktora habilitowanego, a w grudniu 2003 roku nadano mi tytuł naukowy profesora. Od 2001 roku prowadzę pierwszy w polskich uczelniach medycznych Zakład Chorób Metabolicznych Kości, który powstał z mojej inicjatywy w ramach Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Diabetologii i Nefrologii kierowanej przez Profesora W. Grzeszczaka. Znalazłem tu sprzyjające miejsce do dalszego rozwoju naukowego i kontynuowałem tę pasję. W latach 1997-2019 opublikowałem 101 prac oryginalnych na łamach periodyków o światowym zasięgu z tzw. Listy Filadelfijskiej. Dziś moje prace mają 1616 cytacji a współczynnik h=23 (wg bazy Scopus z 7.11.2019). 21 osób uzyskało pod moją opieką stopień doktora nauk medycznych.

Te doświadczenia uzyskane w pracy badawczej dają mi możliwość odniesienia się do bieżących wydarzeń dotyczących nauki.
Generalnie, pomysł by wyróżnić najlepsze polskie uczelnie i nadać im status „uczelni badawczych” uznaję za dobry. Wyróżnionym uczelniom należą się gratulacje, choć tak naprawdę wzrost finansowania o 10% przy tak skandalicznie niskim bazowym poziomie finansowania pozostanie prawie niezauważalny. To tylko malutki kroczek we właściwym kierunku. Wielokrotnie pisałem o nauce; to niezwykle skomplikowana materia. Naukę tworzą przede wszystkim ludzie, a środki finansowe, aparatura i wsparcie służb administracyjnych to dopełnienie ich pasji i pomysłów badawczych.

Same pieniądze nic nie znaczą. Człowiek jest najważniejszy.

Motorem postępu zawsze są młodzi, ambitni ludzie A tych nam najbardziej brakuje. Naukę powinny „robić” zespoły badawcze, w których musi być miejsce dla początkujących, ambitnych adeptów nauki, a na ich czele powinni stać prawdziwi liderzy wytyczający szerokie horyzonty poznawcze.
Najbardziej nam brakuje całościowego systemu organizacji pracy naukowej. Systemu zdolnego do wykreowania liderów, na których powinna opierać się praca badawcza. Dziś mamy system biurokratyczny, dla którego najważniejsza jest procedura i dobrze wypełnione tony sprawozdań. Nie ma systemu motywacyjnego, a samą pasją badawczą nie da się utrzymać rodziny.
Ścieżka kariery naukowej musi zapewniać sukces nie tylko w sferze prestiżu ale także w skali materialnej. Dziś nie ma takich możliwości, indywidualny dorobek naukowy z żaden sposób nie przekłada się na wynagrodzenie w uczelni. A przecież sukces wybranych uczelni badawczych to suma sukcesów poszczególnych osób. Czy ci badacze, którzy mają dziesiątki a nawet setki publikacji zarabiają więcej niż ich koledzy z dorobkiem wielokrotnie mniejszym? Nie, na ich konta wpływają takie same kwoty. Ten przykład pokazuje, że pozornie trafiona, światła idea tworzenia instytucjonalnych liderów nauki polskiej w skali krajowej w istocie pomija najważniejszy czynnik, człowieka.
Proponowane działania nie zastąpią ścieżki indywidualnej kariery.
Mamy pracować coraz lepiej, coraz efektywniej, zarywać noce, pracować w weekendy zamiast odpoczywać li tylko w imię szczytnego celu. To się nie może udać, idee tworzone w imię biurokratycznego a nie humanistycznego pojmowania świata prowadzą donikąd.

I na koniec kilka słów odpowiedzi na anonimowe (niestety) komentarze Czytelników (z 31.10 godz. 20;12 i 1.11 godz. 12.39).
Nie można zrzucać winy na aktualne władze SUM. Nauka to proces, ciąg zdarzeń liczony w dekadach. Dzisiejsza sytuacja to efekt błędów z wielu, wielu lat. Fatalnej polityki na poziomie kraju, ale także błędów w samej uczelni Pamiętam jak przed laty ówczesny najpierw Prorektor ds. Nauki a potem Rektor Prof. Tadeusz Wilczok usiłował nadać nauce odpowiednią rangę. Ale było to za mało, potrzebne są działania obliczone na dekady, wsparte zmianami prawa stanowionego w Sejmie RP. Bez zmian ustawodawczych nawet najlepsze pomysły tworzone na „dole” nie mają większych szans na wcielenie w życie.

I tu docieramy do sedna sprawy: nauka i szerzej szkolnictwo wyższe nie znajduje się w obszarze zainteresowania polskiej klasy politycznej. Trzy dekady od 1989 roku to wystarczająco długi okres by skonstatować, że nie dziś najmniejszych widoków na rzeczywisty skok jakościowy polskiej nauki. Tak jak jesteśmy tłem dla świata (traktując problem całościowo bo przecież są przykłady indywidualnych spektakularnych sukcesów) tak będzie nadal, a nasze najlepsze uniwersytety nie mają szans na wskoczenie choćby do pierwszej setki w globalnych rankingach.

środa, 6 listopada 2019

Zbiórka na rzecz Włodzimierza Bukowskiego

Witajcie!! Umarł Wołodia Bukowski. Starsi z nas pamiętają doskonale jego genialną książkę "I powraca wiatr", młodsi powinni kojarzyć "Moskiewski proces". Tak czy inaczej był to człowiek wybitny- wspaniały rosyjski antykomunista, człowiek, który był przyjacielem Polski i Polaków. Umarł w Anglii, rzec można w zapomnieniu, bo z Rosją Putina było mu nie po drodze. Poniżej przesyłam maila, którego dostałem od mojego przyjaciela Adama Borowskiego, który przyjaźnił się z Bukowskim. Myślę, że jesteśmy Wołodii coś winni, za jego antykomunizm, lata więzień i psychuszek. Oddajmy mu tą ostatnią przysługę i wykupmy wspólnie kawałek ziemi na grób na cmentarzu w Londynie. Wołodia zasługuje na to jak nikt inny.

Liczę na Was
Przemek Miśkiewicz

Drodzy Przyjaciele, Szanowni Państwo, jak wiecie zmarł Władimir Bukowski. Jego wielkość i zasługi są powszechnie znane wśród ludzi interesujących się polityką i walką o prawa człowieka.
Wraz sekretarzem i przyjacielem Wołodii Pawłem Stroiłowem oraz z grupą jego przyjaciół rozpoczynam zbiórkę funduszy na wykupienie miejsca pochówku dla Wołodii na prestiżowym cmentarzu w Londynie oraz na pomnik nagrobny. W tym celu przy koncie Fundacji Obchodów 100. rocznicy Odzyskania przez Polskę Niepodległości założyłem subkonto.
Wierzę, że Wołodia Bukowski ma w Polsce wielu przyjaciół którzy dołożą swoją cegiełkę by spoczął w prestiżowym miejscu. Zbiórka będzie trwała do końca bieżącego miesiąca.

Każdy kto prześle datek w kwocie 100 zł otrzyma ciekawą książkę Oficyny Wydawniczej Volumen.
Fundacja Obchodów 100. Rocznicy Odzyskania przez Polskę Niepodległości 02-052 Warszawa ul. Dantyszka 20 m 36.

Santander Bank Polska SA
konto: 28 1090 1870 0000 0001 4370 1521
z dopiskiem: Dla Wołodii