Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

sobota, 30 listopada 2019

Pisze Profesor Szewieczek

Szanowny Panie Profesorze,

Drogi Wojtku,

Pisałem już o tym, co mnie niepokoi i co w naszym życiu publicznym mnie boli. Dzisiaj o tym, czego mi brakuje: debaty. Prawdziwej debaty. To, co dominuje w przestrzeni publicznej, to anty-debata. Debata powinna być konstruktywna, otwarta, uczciwa i równoprawna. Konstruktywna – ukierunkowana na identyfikację i rozwiązywanie problemów społecznych. (Anty-debata ukierunkowana jest na deprecjonowanie przeciwnika). Otwarta – zakładająca gotowość poznania poglądów innych rozmówców i zrozumienia ich stanowiska. (Anty-debata to agresywna prezentacja własnego stanowiska, połączona z zagłuszeniem rozmówcy). Uczciwa – opierająca się według najlepszej wiedzy każdego z uczestników o argumentację zgodną z prawdą. (Anty-debata to naginanie interpretacji faktów do potrzeb, posługiwanie się niesprawdzonymi informacjami lub wręcz kłamstwami – modnymi dziś fake newsami, to również przypisywanie rozmówcy nieprawdziwych wypowiedzi lub intencji). Równoprawna – oparta o akceptowane przez wszystkich uczestników założenie, że żaden głos nie jest mniej wartościowy. Pogląd studenta jest nie mniej ważny, niż pogląd profesora, a pogląd podwładnego – tak samo istotny, jak pogląd szefa. (Anty-debata to a priori dominacja któregoś uczestnika lub walka o dominację). Debata jest potrzebna i wartościowa.
Rozmawialiśmy Wojtku niedawno o Twoim blogu. „Jesteśmy trochę jak błędni rycerze”. Ale powiedziałeś też, że nasze refleksje mogą mieć sens. Podzielam tą opinię. Jeżeli dotrą na przykład do kogoś, kto również uważa, że przestrzeń publiczna nie musi być wypełniona anty-debatami, które wcale nie są narzędziem politycznego sukcesu, to przekona się, że nie jest osamotniony.
Nie chodzi mi jednak o „debatę o debacie”. Myślę, że potrzebna jest debata o uniwersytecie. Nawiązuję tu do Twoich, wielokrotnie wyrażanych poglądów. Universitas magistrorum et scholarium. Wspólnota nauczycieli i uczniów. Czy dzisiaj jest uniwersytet? Czy nadal jest potrzebny? Czy spełnia swoją rolę? Jesteśmy w samym centrum reformy szkolnictwa wyższego i nauki, realizowanej pod kierunkiem wicepremiera i Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosława Gowina. Jaki wpływ ma ta reforma na funkcjonowanie uniwersytetów, a szczególnie naszego?
Swoją refleksję chciałbym rozpocząć od tego, co jest największą wartością uniwersytetu. Bez której nie ma on racji istnienia. Tą wartością jest młodzież studencka. Kiedy myślę o niej, powracają wspomnienia z okresu studiów w latach 1972-1978. Strasznie dawno. Powraca też wspomnienie pewnego szczególnego dnia: 4 czerwca 1989 roku. Pierwszego dnia wolności. Nie byłem jeszcze wtedy nauczycielem akademickim. Uczestniczyłem w pracach komisji wyborczej w naszym szpitalu. Trudno opisać wzruszenie i radość z wielkiego, bezkrwawego zwycięstwa nad totalitarnym systemem narzuconym przez potężny Związek Radziecki. Ta radość mieszała się niestety z głębokim smutkiem. Plac Niebiańskiego Spokoju. Wiadomości o krwawym stłumieniu manifestacji studentów w obronie demokracji. I jeszcze czas obecny. Hongkong. Los studentów, którzy w obronie demokracji odważyli się przeciwstawić wielkiej potędze. Nasi studenci nie muszą na szczęście dla obrony demokracji ryzykować życia. Ale czy to znaczy, że wiodą beztroskie i szczęśliwe życie? Że nie muszą upominać się o swoje prawa? Czy w ramach wspólnoty uniwersyteckiej my, nauczyciele akademiccy, w autentyczny sposób troszczymy się o ich wykształcenie? Czy szanujemy ich godność? Czy jesteśmy gotowi wspierać ich, także w problemach życiowych wykraczających poza nasze zwykłe obowiązki?
Wbrew spotykanym czasem poglądom uważam, że współczesna młodzież studencka jest dojrzała, mądra i odpowiedzialna. Ogarnięci codziennym pośpiechem tracimy nieraz z oczu to, co jest najważniejsze. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Taka będzie nasza przyszłość.

Z wyrazami szacunku

Jan Szewieczek

1 komentarze:

Jan Szewieczek pisze...

W nawiązaniu do ostatniego listu, zastanawiam się nad potrzebą zorganizowania Studenckiego Telefonu Zaufania (STZ) w uczelni. Nie mam gotowej koncepcji, ale myślę, że STZ oparty byłby o całodobowy dyżur telefoniczny oraz internetowy, realizowany przez odpowiednio przygotowanych i zobowiązanych do zachowania tajemnicy studentów wyższych lat, wyznaczonych przez Samorząd Studencki. Ta instytucja nie tylko służyłaby studentom bezpośrednim wsparciem, ale także kształtowałaby poczucie wzajemnej odpowiedzialności za siebie. STZ współpracowałby bezpośrednio z prodziekanem, psychologiem i duszpasterzem akademickim, którzy pełniliby cotygodniowy dyżur w siedzibach wydziałów.
Pozdrowienia
Jan Szewieczek