Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

sobota, 4 czerwca 2016

Parę refleksji i uwag czwartego czerwca

4 dzień czerwca to ważna data dla Polski i świata. Niezależnie od oceny czy dla Polski wybory z 1989 roku postrzegamy, jako przełom i zwiastun nadchodzącego przełomu i końca systemu totalitarnego czy też raczej pamiętamy o obaleniu rządu Jana Olszewskiego 3 lata później lub najważniejszy jest dla nas fakt ludobójstwa dokonanego w Pekinie przez władze chińskie to czwarty dzień tego miesiąca wymaga chwili skupienia i refleksji.
Skupię się na problemach świata akademickiego. Późne lata osiemdziesiąte były okresem wyczekiwania na koniec systemu nakazowo-rozdzielczego w polskich uczelniach. Od dekad czekaliśmy na usunięcie z murów uczelni organizacji partyjnych, wyrzucenie oddelegowanych funkcjonariuszy SB, powrót wymarzonej demokracji wewnątrzuczelnianej. Wówczas wydawało się, że takie zmiany niejako automatycznie wymuszą szybkie zmiany i nasze uczelnie zaczną błyskawicznie odrabiać stracone lata. Niestety, życie przyniosło ogromne rozczarowanie. Co prawda mamy demokrację, ale uczelnie wcale nie są lepsze. Śmiem wręcz twierdzić, że stan polskich szkół wyższych jest gorszy jak w okresie schyłkowej „komuny”. Trudno mi obiektywnie oceniać generalną sytuację w polskich uczelniach bo nie posiadam odpowiedniej wiedzy dlatego skupię się na naszej uczelni. W latach 80-tych mimo zapaści lat po stanie wojennym pracownicy identyfikowali się z macierzystą uczelnią. Uzyskanie etatu klinicznego było marzeniem wielu absolwentów. W uczelni mieliśmy wiele osób postrzeganych, jako autorytety i wzory do naśladowania. Kolejne dekady, kolejne ekipy rządzące uczelnią nie zbliżały nas do wymarzonego wizerunku uczelni. Niepodzielnie panował dyrektor, a potem kanclerz Sałaniewski, a dawne ideały gdzieś się ulotniły. Ale nawet w okresie Rektora Wilczoka, gdy w uczelni nie działo się dobrze, ciągle trwała wiara w lepszą przyszłość. Idee akademickie ciągle były obecne, a sam Rektor Wilczok z pewnością miał dalekosiężną wizję rozwoju uczelni. Okres od 2005 roku to kolejny etap regresu wartości akademickich, idee sięgnęły dna. Zarówno styl jak i treść merytoryczna działań władz nie miały wiele wspólnego z wyobrażeniami o nowoczesnej uczelni, w której na pierwszym planie są studenci i nauka. Ich miejsce zajęła biurokracja, procedury, bilanse itd.
• Kto dziś się z uczelnią tak naprawdę w pełni identyfikuje?
• Kto się bez reszty angażuje w pracę dydaktyczną i naukową?
Zostały chyba tylko nieliczne osoby, których wiara nie została doszczętnie zniszczona.
Ale to tylko jedna strona medalu, uczelnie nie funkcjonują w próżni, są fragmentem życia państwa. W czasach realnego socjalizmu uniwersytety były słusznie, z punktu widzenia władz komunistycznych, postrzegane, jako siedlisko wrogich systemowi poglądów i idei. Oczekiwano, że odzyskana wolność przeniesie rozkwit polskich szkół wyższych, że dla kolejnych rządów i parlamentów rozwój uczelni, badania naukowe będą priorytetem stanowiąc zarazem motor rozwoju kraju. Te oczywiste oczekiwania zupełnie nie zostały ziszczone, żaden rząd po 1989 roku nie postawił na naukę. Macie swą demokrację, rządźcie się sami! Ale to się nie sprawdziło, państwo się odwróciło od uczelni, a te zaczęły dryfować bez wytyczonego celu. Aktualnie panujący nihilizm jest wypadkową zaniechania ze strony szeroko rozumianej władzy oraz bierności środowisk akademickich. Dziś nie ma już wśród nas dawnych autorytetów zdolnych porwać tłumy i wytyczyć kierunki rozwoju. Ich miejsce zajęli administratorzy i biurokraci oczekujący li tylko na realizację pensum i napisania paru prac naukowych.
• Gdzie się podział etos?
• Gdzie wizja?
• Gdzie misja uczelni?
To gorzkie słowa, tym bardziej, że mam swój osobisty udział w życiu polskich uczelni. Od blisko 13 lat jestem profesorem, byłem przez dwie kadencje członkiem Senatu, trzykrotnie kandydowałem na stanowisko rektora naszej uczelni. To bardzo smutne być świadkiem upadku etosu akademickiego, obserwować z bliska zjazd po równi pochyłej.
• A może źle oceniam rzeczywistość?
• Może wcale nie jest tak źle i polska nauka i polskie uczelnie mają przed sobą piękną przyszłość?
Proszę o komentarze Czytelników.

18 komentarze:

Dariusz Galasiński pisze...

A kto mialby ten etos przyniesc? Minister, rejestratorka? Kto mialby te wizje zrobic? znow inni? A wladza przychodzi i zaszczepia nihilizm?

Zamiast zadawac szumne pytania i podlewac je (jedynie slusznym) sosem politycznym (ktory niedawno Pan pietnowal, ja zadalbym pytanie kazdemu z osobna: a co ty robisz? A zaczynac nalezy od siebie.

Zarowno w Panskich postach, a jeszcze bardziej w komentarzach pod nimi, zrodlo wszelkiego zla jest na zewnatrz. System albo rejestratorka.

Ponawiam pytanie: czy Panstwo czujecie sie za cokolwiek odpowiedzialni?

Anonimowy pisze...

Nie wiem kim jest Pan Darek i nie chcę wiedzieć, ale jego wypowiedzi bardzo mnie martwią. Jeśli jest lekarzem, to znaczy, że pracuje w jakimś unikalnym w skali kraju ośrodku. Jeśli nim nie jest, to tym bardziej nie rozumiem, co tutaj robi i dlaczego poświęca swój czas? Warto by się głębiej nad tym zastanowić. A wracając do tematu. W czasach przed 89 nie było dobrze. Ale lekarz był szanowany i stanowił ważną pracowniczą część szpitala. To się zmieniło. Szpitale przypominają raczej przedsiębiorstwa (niektóre to mają nawet w nazwie i na pieczątce). W przedsiębiorstwach panują inne zasady. Są robotnicy i kadra nadzorcza. Z pewnością nam w tych nowych czasach wyznaczono pozycję robotnika. Elitą jest kadra dyrektorska, "audytująca" i pozostali urzędnicy, którzy nawet nie wiedzą, że ich pensje są wypłacane z tego, co wypracuje lekarz. Przypadkowi dyrektorzy i ich zastępcy ds. lecznictwa nie mają pojęcia o naszej pracy, ale żądają bezwzględnego posłuszeństwa. Panie Profesorze Wojciechu, nie oszukujmy się, w pojedynkę nic się nie zrobi, bo jeśli Pan wychyli głowę, to ją Panu obetną. A znalezienie potem innego zatrudnienia nie jest proste, jeśli w ogóle możliwe. Osobiście nie wierzę w dobre zmiany w Polsce i raczej trzeba szukać swojego miejsca za granicą.

Anonimowy pisze...

Dzisiejeszy komentarz na onecie. To starszne co zrobiono z naszym krajem.

"Gdyby nadal był PRL, poziom życia nie odbiegałby od obecnego. Po zmianie systemu, od 1989 r. Polska nie dokonała oczekiwanego przez społeczeństwo skoku cywilizacyjnego". Zmarnowano ćwierć wieku (!) na różne przepychanki polityczne, zamiast wziąć się za budowę siły gospodarczej państwa. Mamiono Polaków sukcesem "okrągłego stołu" i jedynie słusznym tzw. "planem Balcerowicza", a kraje które takiego planu nie miały. osiągnęły w tym czasie znacznie lepsze wyniki od Polski.

Rządzący przez te ćwierć wieku byli zajęci wyłącznie rozkradaniem majątku Polaków. Zmuszono miliony młodych ludzi do emigracji za chlebem i pracują oni teraz na rozwój gospodarczy innych Państw, zamiast Polski. W Polsce faktycznie niczego nie produkuje się, a co najwyżej montuje z gotowych elementów. Budownictwo mieszkaniowe leży na łopatkach. Miliony ludzi pracują za 1400 zł/mc, emeryci otrzymują po 800 zł/mc emerytury. Dzieci chodzą głodne do szkoły. A ceny rosną bez opamiętania. Ludzie nadal ogrzewają domy węglem, chrustem zbieranym w lesie, spalają plastykowe butelki i śmieci, bo ich na gaz nie stać.

Anonimowy pisze...

c.d.
"Zwykli obywatele już są nowoczesną odmianą chłopa pańszczyźnianego, o niewolnika plantator dbał bo musiał za niego zapłacić i to nie mało ,wiec opłacało się go leczyć a na stare lata taka murzynka miała coś w rodzaju emerytury bo wychowywała nowe pokolenie niewolników. Dzisiaj obywatel(chłop pańszczyźniany)tego nie doczeka.I każdy który zarobi mniej niż utrzymanie więźnia jest takim niewolnikiem, tego nic nie zmieni.Garstka ludzi jest właścicielem kraju reszta ma tylko dwie ręce do pracy , a jak przyjdzie czas to nie ma co liczyć na litość i leczenie, trzeba umierać.I na koniec - każdy kto zarabia mniej niż kosztuje utrzymanie więźnia jest niewolnikiem.W naszym pięknym kraju 80% ludzi zarabia mniej i są takimi niewolnikami".

Anonimowy pisze...

c.d.

..." Trzeba zacząć od właściwej definicji niewolnictwa. Od czasów kiedy niemożliwe jest utrzymanie się ze zbieractwa i łowiectwa niewolnikiem jest każdy, który ze swej pracy nie może odłożyć środków na cele kulturalne, zabezpieczenie właściwe zdrowia, warunków zamieszkania, wypoczynku oraz zdarzeń nieprzewidzianych. Jaki procent polskiego społeczeństwa spełnia ten warunek? Śmiem twierdzić, że ok 20-30%. Wynika stąd, że pozostali są niewolnikami nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Całe bogactwo świata zostało zbudowane (wytworzone) rękami niewolników"

Anonimowy pisze...

A jednak nie potępiałbym tego wszystkiego w czambuł. Kto przemierza Polskę wzdłuż i wszerz, to wie, że to już inny kraj. I my jesteśmy inni. A poza tym należę do pokolenia, które w tamtych czasach (80 i 81) sporo ryzykowali biorąc czynny udział w protestach, więc lektura postów sprawia mi ogromną przykrość. Z jednym się zgodzę: lekarz to śmieć, którego nikt nie szanuje. A najmniej liczy się z nim dyrekcja! I jaka pozycja w szpitalu, takie zarobki. Na końcu tego wszystkiego powstaje zasadnicze pytanie, czy teraz będzie nam lepiej ? Czy obecna władza o nas się zatroszczy. Przykład warszawskich pielęgniarek wskazuje, że raczej nie można na to liczyć. Przy okazji cytat z blogu studenckiego: Re: SWPS Wrocław Gość: artek IP: *.opera-mini.net 29.11.12, 18:11 To było do przewidzenia. Poziom musiał się popsuć od kiedy zaczęto tam zatrudniać przebierańców, którzy skończyli np. filologię, a uczą psychologii, czego przykładem jest choćby prof. Galasiński z wrocławskiego SWPS-u. To odnoście Pana Darka, o którego ktoś powyżej pytał. :)


Anonimowy pisze...

Tak, to dramat do potęgi patrząc na to, co (nie)zrobiono w szkolnictwie wyższym i w sektorze opieki zdrowia. Deprecjonowanie naki i naukowców trwa nadal.

Dariusz Galasiński pisze...

Zawsze, gdy nie ma arguemtow, konczy sie na 'argumetach ad personam'. Gratuluje Panstwu i Panu Profesorowi. W dowalankach ad personam nie uczestnicze.

Tak sie konczy, Panie Profesorze, wystepowanie nieanonimowo.

Pan Darek

Anonimowy pisze...

Jestem zażenowany personalnymi atakami na prof. Galasińskiego. Wstyd mi, jako lekarzowi, że profesor medycyny toleruje je, prawiąc przy okazji o etyce. Oto obraz polskiej hipokryzji medycznej, której częścią jestem, udając na co dzień, że ja i moi koledzy jesteśmy 'wysoce etycznymi'....bla bla bla. Proszę mnie nie rozśmieszać.

Ja, oczywiście, piszę anonimowo. Tak bezpieczniej na Pana blogu. Zachęca Pan do występowania z otwartą przyłbicą, jednak nie chroni Pan osoby, która to robi. Nie spodobało sie Panu, co prof. Galasiński mówił? Trzeba go było ukarać?

Do tej pory było mi tylko trochę wstyd. Pan spowodował, że mi bardzo wstyd, Panie Profesorze.

dr n. med. Anonim.

Anonimowy pisze...

Zupełnie nie zgadzam się z komentatorem z 20:40. Dla mnie podanie imienia i nazwiska w tym przypadku nie zmieniło faktu, że nadal nie wiedziałem "kim jest ten człowiek". Też chciałem wiedzieć, kto wyraża tak bardzo krytyczne opinie o mnie, czyli o lekarzu i nauczycielu akademickim. Jeśli to filolog, to już wiem, że osoba kompletnie nie znająca realiów naszej pracy i może sobie na to pozwolić. To sukces demokracji. Nie mniej niewątpliwą porażką po 89 jest upadek wszelkich autorytetów, w tym lekarzy. Niesłusznej i niedobrej opinii doczekali się nauczyciele, kościół, policja (która boi się już łapać złodziei)i wiele innych środowisk. Ale w każdym z nich są ludzie z wysokim poczuciem godności, honoru i etyki. Stąd myślę taka reakcja wcześniejszych komentatorów. Gdyby Pan Galasiński powiedział o sobie więcej, to nie byłoby tego problemu. A może właśnie chodziło mu o poszukanie o nim informacji w internecie? Ale wyłącznie tych dobrych. A dlaczego? No i te jego połajanki dla Prof. Pluskiewicza. Szkoda, ze tego nikt nie zauważył

Anonimowy pisze...

To mógł Pan kliknąc na nazwisko i by się Pan dowiedział. A gdyby zadał sobie Pan trud kliknięcia, zamiast siedzieć na swoim piedestale i sprawdził dorobek prof. Galasińskiego, to zobaczyłby Pan dorobek kogoś, kto naukowo zajmuje się medycyną i, jak sądzę, ma całkiem niezły ogląd tego, co robimy. Gdyby sobie też inny komentujący zadał trud, to zobaczyłby habilitację z psychologii.

Absurdalne jest też stwierdzenie, że tylko lekarze znają 'charakter naszej pracy' i tylko 'my' mamy się prawo na jej temat wypowiadać. Na świecie to jest prehistoria i zarówno naukowcy nielekarze, jak i pacjenci wypowiadają się na temat pracy lekarza, jej natury, praktyk, a także angażowani są do badań, również klinicznych. Proszę sobie poczytać, a nie użalać się, że ośmielił się wypowiedzieć nielekarz.


Nie zgadzam się z częścią tego, co mówi prof. Galasiński, brak w tym, co mówi, niaunsu, ale rozumiem, że to wypowiedzi na blogu, a nie artykuł.Dopóki też nie obraża mnie personalnie, ma prawo do tego, by się wypowiadać i do swoich poglądów, którym my powinniśmy umieć się racjonalnie przeciwstawić. A my, panie doktorze, rzuciliśmy inwektywą i to znacznie więcej mówi o nas niż o prof. G. A jest łatwym celem, bo wystąpił pod nazwiskiem, w przeciwieństwie do Pana, do mnie i większości 'odważnych'.

Bardzo proszę nie epatować 'wysoką etyką'. Bo ja tę wysoką etykę znam i ze studiów i z codziennej pracy i za dużo widziałem, żeby się nabrać na te gadki. Podobnie zresztą ja na wynurzenia prof. Pluskiewicza, które traktuję jako dobre żarty. Dopóki nie zaczniemy patrzeć do lustra, pozostanie nam nadymać się i uznawać, że musimy tylko słuchać siebie nawzajem, bez zwracania uwagi na świat pozamedyczny.

Proszę posłuchać pacjentów, którzy nie wiedzą, że jest Pan lekarzem. I spuszczenie powietrza z tego medycznego nadęcia. Panu Profesorowi też to polecam zresztą. Z całym należnym szacunkiem, rzecz jasna.

Anonimowy pisze...

Dlaczego nie może być normalnie w naszym kraju ? Dlaczego nie można normalnie żyć ?

StudentWSE pisze...

Czytałem ostatnio nawet pewien artykuł dotyczący problemów świata akademickiego tamtych lat. Co do sytuacji polskich uczelni w tamtych latach, a w obecnym okresie ciężko mi powiedzieć, ale raczej zgodziłbym się z Pańską wypowiedzią.

Anonimowy pisze...

Najlepszym podsumowaniem jest przedostatnie miejsce SUM-u w rankingu uczelni medycznych za 2015. Za nami już tylko Bydgoszcz. Brawo władze ! I to jest właśnie wynik takiego zarządzania. I jak tu być dumnym.

Dariusz Galasiński pisze...

Dziekuje mojemu anonimowemu obroncy. Jest mi bardzo milo.

Przyznam jednak, ze nie pierwszy raz spotykam sie z taka reakcja wybitnych etykow z medycyny. Juz zarobilem nawet kilka diagnoz psychiatrycznych (ktorych cien pojawil sie w jednym z komentarzy). A wszystko dlatego, ze osmielam sie nie zgodzic. Jednak te doswiadczenia glownie mowia wiele o lekarzach, a nie o mnie.

Oczywiscie, po doswiadczeniu dyskusji tutaj to moj ostatni komentarz na tym blogu. Narazanie sie na dalsze obrazanie mnie byloby nonsensem.

Anonimowy pisze...

Szanowny Panie Profesorze Dariuszu, na tym blogu oceniał nas pan bardzo krytycznie i w wielu momentach, moim zdaniem, niesłusznie. Chciałbym napisać, że będzie Pana brakować, ale tak nie jest. Napisał pan, że popełnił ostatni komentarz i wierzę, że jako człowiek honoru zdania pan dotrzyma. Ja, jako medyk, nie odważyłbym się wypowiadać w ten sposób na blogu filologów czy psychologów, ponieważ tego świata po prostu nie znam na tyle, aby zabierać głos. Często wskutek pana wypowiedzi innych zbaczały z zasadniczego tematu. Ale rozumiem, że to już historia. Dlatego mówię do widzenia, życząc wielu sukcesów i zdrowia. Jest pan z pewnością autorytetem w swoim zakresie i człowiekiem, któremu na sercu leży dobro tego kraju. I dla którego czwarty czerwca jest ważną datą.

Anonimowy pisze...

Zajmijmy się w końcu czymś pożytecznym (dla społeczeństwa) zamiast prowadzić utarczki słowne.

Dariusz Galasiński pisze...

Wypraszam sobie zwracanie sie do mnie per 'Panie Dariuszu'. Nie jestem dla Pana/i zadnym 'Panem Dariuszem'. jestem co najwyzej 'Panem Profesorem'.

To taka wypowiedz 'ad vocem'. Nie mam wiecej nic do powiedzenia. Panstwo wiecie przeciez najlepiej.