Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

czwartek, 27 grudnia 2012

Przeczytane w lokalnej prasie

Wiceminister zdrowia ostrzega szpital na Ceglanej

sobota, 22 grudnia 2012


Wszystkim Czytelnikom bloga życzę spokojnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia i roku 2013 pełnego sukcesów

środa, 19 grudnia 2012

O Polsce i jej mieszkańcach na kilka dni przed Świętami

Sila nostalgii

niedziela, 16 grudnia 2012

Z kartek historii...

Dziś obchodzimy kolejną, smutną rocznicę; przed 31 laty władze komunistyczne zabiły 9 górników kopalni Wujek. To był pokaz siły, przestroga dla innych protestujących wobec wprowadzeniu stanu wojennego.
Prawdziwi mocodawcy odpowiedzialni za te i inne ofiary stanu wojennego nigdy nie zostali osądzeni.
Należy pamiętać także o pracownikach służby zdrowia, którzy nieśli pomoc ofiarom agresji ZOMO. Ktoś powie, to przecież jest obowiązkiem by leczyć ludzi i ratować ich życie. Tak, to prawda, ale w grudniu 1981 nie tak miało być. Ofiary ataku na bezbronnych górników miały być przewożone do szpitala MSW tak by skutecznie ukryć liczbę poszkodowanych. Taki manewr stosowano np. w Grudniu 1970 na Wybrzeżu. Ale na drodze zamysłom władzy stanął jeden człowiek, dr Marek Rudnicki. Udało mu się wejść na kanał radiowy pogotowia i skłonić obsadę karetek by zamiast do szpitali w pełni kontrolowanych przez władze rannych wozić do najbliżej położonego Centralnego Szpitala Klinicznego nr w Katowicach-Ligocie. W tym szpitalu mnóstwo osób, lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników z oddaniem ratowało rannych. Przed rokiem w tym szpitalu odsłonięto tablicę upamiętniającą te wydarzenia.

Można rzec, że jeden człowiek, Profesor Marek Rudnicki, od lat pracujący w USA, zmienił bieg historii, uniemożliwił kolejne matactwo przestępczej władzy komunistycznej, a ukrycie ofiar nie było już możliwe.

środa, 12 grudnia 2012

O przeszłości i teraźniejszości

Przed 31 laty wprowadzono stan wojenny. Wydarzenia tego czasu nadal budzą duże kontrowersje i spory, mimo, że obiektywna wiedza historyczna jest jednoznaczna: wprowadzenie stanu wojennego służyło tylko i wyłącznie utrzymaniu się przy władzy partii komunistycznej. Te działania opóźniły bieg historii o dekadę; można postawić tezę, że gdyby rok 1982 miał być rokiem przełomu zamiast roku 1989 to dzisiejszy stan Polski byłby lepszy. Według mojej oceny dzięki obecnemu w Polsce w czasie tzw. „pierwszej Solidarności” z lat 1980-81 szerokiemu zaangażowaniu społecznemu w sprawy publiczne znacznie bliżej nam wówczas było do stworzenia prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego.
Chciałbym także odnieść się do wydarzeń z jesieni 1981 roku w naszej uczelni. To był gorący czas, gdyż od połowy listopada do 9 grudnia trwał strajk studencki prowadzony w ramach ogólnopolskiego sprzeciwu wobec pacyfikacji Wyższej Szkoły Pożarniczej w Radomiu. Te trzy tygodnie spędzone w budynku Dziekanatu w Zabrzu dla setek studentów to był niezapomniany okres. Ówczesna atmosfera, swoboda wypowiedzi oraz fantastyczny kontakt na linii pracownicy naukowo-dydaktyczni – studenci stworzyły niepowtarzalny świat prawdziwej demokracji akademickiej. W budynku okupowanym przez studentów codziennie odbywały się liczne wykłady prowadzone przez naszych profesorów i docentów. Ad hoc stworzono uczelnię „strajkową”. Studenci gremialnie i aktywnie uczestniczyli w tych wykładach, a lista chętnych profesorów była długa.
Patrząc dziś na te dni, choć być może nieco zbyt idealistycznie postrzegam dawną rzeczywistość, to nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że do tego stanu porozumienia wewnątrz uczelnianego jest nam dziś bardzo daleko.
Trudno dostrzec w Polsce cechy społeczeństwa obywatelskiego, które rozumiem, jako stan gdy znacząca większość obywateli aktywnie angażuje się w różne wydarzenia bieżące oraz gdy istnieje prawdziwa opinia publiczna, której głos nie może być przez nikogo lekceważony. Dziś niestety, z demokracji pozostała fasada; oczywiście można głośno mówić co się chce, ale nie widać zbyt wielu chętnych do udziału w merytorycznej dyskusji. Nie ma dziś oczywiście mowy o takich prześladowań jak za czasów panowania PZPR, ale to wcale nie oznacza, iż osoby o poglądach odbiegających od punktu widzenia władzy różnych szczebli są mile widziane, jako partnerzy do owocnej współpracy. Szeroko rozumiana władza nie kwapi się raczej do słuchania tego co mają do powiedzenia obywatele.
Tak jak dawniej, władza wie lepiej co jest dobre, a co złe.
Podział na „my” i „oni” nadal jest obecny w naszym życiu społecznym.
Niestety, analogiczna sytuacja występuje w kręgach akademickich, a dominującym modelem działania jest skupienie się na własnych sprawach bez zaangażowania w życie akademickie.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Wyjaśnienia Rzecznika Prasowego SPSK nr 5 SUM

Szanowny Panie Profesorze,

w związku z zamieszczonym na Pańskim blogu artykułem zawierającym nieprawdziwe i krzywdzące Szpital informacje zwracam się z prośbą o opublikowanie również niniejszego sprostowania. Pełny tekst zamieszczam w załączniku niniejszego maila.

Z wyrazami szacunku,
Anna Ginał
Rzecznik Prasowy
Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego Nr 5
Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach

Sprostowanie SUM

Przeczytane w Rzeczpospolitej

Tajemnica pewnego kontraktu

środa, 5 grudnia 2012

Interesujące uwagi studentów dotyczące dydaktyki

W reakcji na tekst O dydaktyce z początku listopada nadeszło kilka komentarzy. Sądzę, że warto je zebrać razem pod rozwagę pracowników uczelni realizujących program nauczania.

Anonimowy pisze...

Piszę z perspektywy studenta IV roku.
Co do anatomii i fizjologii zgadzam się, że są to podstawy wiedzy, bardzo istotne, szczególnie na przypominanie podstaw anatomii powinien być kładziony nacisk na kolejnych latach.
Histologia to przedmiot, z którego pamiętam skrypt, który to trzeba było zakuć i w miare sprawnie wyrecytować.
Biochemia to masa wiedzy, na czele z setkami wzorów, ciężko z tego wybrać coś, co kiedyś się przyda, a jakieś 95% informacji skutecznie zapomina się do końca wakacji po egzaminie.

Na zajęciach klinicznych problem wg mnie leży w zbyt dużych grupach jak na tak małe oddziały, a lekarze często mają wiele innych zajęć poza studentami.

Gdyby pierwsze 3 lata skrócić do 2, a pozostały rok przeznaczyć na interne, wyniki egzaminów byłyby moim zdaniem znacznie lepsze.

8 listopada 2012 17:50

Anonimowy pisze...

Na histologii nie ważne czy człowiek wie co mówi, czy nie, ważne że wyklepie z pamięci, tak jak na biochemii. Na fizjologii mało kto potrafi sensownie powiedzieć o co chodzi Konturkowi,bo w większości sami nie rozumieją. Interna jeden wielki śmiech, asystentów, którzy chcą się podzielić wiedzą można policzyć na palcach jednej ręki, większość zajęcia ze studentami traktuje jak karę, a studenci podpierają ściany, czas zaplanowanych zajęć to 4-5godz, a efektywnie poświęcany na naukę max.2 i tak dalej i tak dalej. Niestety z założenia władze uważają, że winni są studenci, bo się nie uczą, wiec dorzućmy im kolejne zaliczenia, egzaminy. A studenci mówią na to, to po co my za zajęcia chodzimy jak nikt as nie chce zajęć nie prowadzi - wprowadźmy tryb eksternistyczny, przychodźmy tylko na zaliczenia raz w tygodniu i wszyscy będą szczęśliwi, a poziom nauki jeśli nie wzrośnie to na pewno nie spadnie.
Jeśli nie zmieni się podejścia i będzie tylko zwiększać ilość egzaminów z materiału którego się nie chciało wyłożyć, wytłumaczyć to nie mamy co marzyć o podniesieniu poziomu nauki.

10 listopada 2012 00:58

Anonimowy pisze...

Najgorsze jest to, że nie ma dobrych podręczników polskojęzycznych z fizjologii. W podręczniku wyżej wymienionym czasem są pewna zagadnienia tłumaczone kilkoma mechanizmami, które wzajemnie sobie przeczą. Sala ćwiczeń też ma wiele do życzenia.
Na anatomii to niestety, ale brakuje nowych zwłok.
Na histologii przynajmniej ćwiczenia były dobrze prowadzone.

10 listopada 2012 20:36

Anonimowy pisze...

Student V roku stomy.
Potwierdzam, histologia to skrypt do wykucia i szkiełka do przerysowania, z których nic się nie pamięta. I lepszy jest ten, kto potrafi malować w zeszycie a nie ten, kto wie co widzi.
Anatomia jest tak zróżnicowana jak nazwiska prowadzących (zresztą histologia też) i nie da się jednoznacznie odnieść do jej poziomu. Jedna uwaga: jeden uwielbia pytać z brzucha i go drąży a głowę to tak bokiem, drugi głowę i inne omija, bo sam nie umie – a gdzie stomatolog ma się nauczyć anatomii głowy? Na chirurgii, gdzie to już ma być opanowane?
Fizjologia – o co chodziło na tych zajęciach? Tak naprawdę to trzeba było często albo wykuć albo mieć szczęście, bo tych mechanizmów nie sposób było samemu pojąć.
Biochemia – jeden chce tylko konkrety, jeden lubi lanie wody, jeden chce koniecznie usłyszeć własne słowa i mu nawet te konkrety brzmią źle – ilu to biochemii mamy się uczyć? Trochę zdecydowania, proszę.
Interna – łazimy, łazimy, stoimy, siedzimy. To zawsze były godziny do wysiedzenia. Na szczęście nam to średnio potrzebne, więc nawet nie oponuję.

Poza tym… Ja wiem, że robienie przez studentów prezentacji w PowerPoincie jest ułatwieniem i dla nas i dla prowadzących ale my naprawdę z tego się nic nie nauczymy…

Pozdrawiam i czekam na niechybny LDEK.

14 listopada 2012 16:22

Anonimowy pisze...

A gdyby tak w ramach fakultetów wprowadzić spotkania , gdzie byłyby omawiane poprzednie LEP-y.

15 listopada 2012 20:24

Anonimowy pisze...

Jestem studentką III roku kierunku lekarskiego. Zgadzam się z przedstawioną wyżej tezą - na anatomię, histologię czy fizjologię powinno kłaść się zdecydowanie większy nacisk. Naukę tych podstawowych przedmiotów zakończyłam niedawno, a już teraz - choć w indeksie mam bardzo dobre stopnie - zauważam luki w wiedzy. Zmiany konieczne są szczególnie na katedrze fizjologii, panuje tam okropny chaos! Sytuacja na anatomii wygląda dużo lepiej, brakuje jednak świeżych preparatów. Najmilej wspominam histologię - to prawda, wystarczy opanować skrypt (przynajmniej nikt nie ma wątpliwości, z którego wydania podręcznika należy korzystać, co było naszym odwiecznym problemem na biochemii i fizjologii), ale można pracować z prawdziwymi pasjonatami (myślę o młodszej części kadry). Na wykłady prof. Wojnicza naprawdę warto chodzić! Katedra posiada świetne zaplecze laboratoryjne, studenci z koła mogą pracować na rewelacyjnym sprzęcie, co na pewno zachęca do nauki tego przedmiotu. Zajęcia były bardzo dobrze prowadzone. PS. Trafiłam tutaj porażona słownictwem i niestosownymi żartami jednego z asystentów prowadzących zajęcia z patomorfologii...na szczęście taka postawa to jednak rzadkość na naszej uczelni.

4 grudnia 2012 19:04