Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

poniedziałek, 28 maja 2012

Funkcjonowanie każdej demokracji jest wypadkową wielu czynników. Zawsze są rządzący i rządzeni, jest władza oraz podwładni. To jest oczywiście pewne uproszczenie, te grupy się przecież zmieniają w wyniku cyklicznego procesów wyboru. Jakość działania danego organizmu można oceniać w różnoraki sposób, ale chyba jednym z najważniejszych kryteriów jest umiejętność „wsłuchania” się władzy w oczekiwania społeczne. Mądra władza, której spiritus movens jest chęć służenia danej społeczności musi posiąść niełatwą sztukę właściwego odczytywania jej potrzeb. To bywa trudne, przecież sprawowanie władzy to ciągłe szukanie kompromisów, nie da się wszystkim dogodzić i zaspokoić wszystkie oczekiwania. Te obiektywne przesłanki tym bardziej nakazują każdej władzy, która chce uczciwie i odpowiedzialnie realizować swą misję by na bieżąco utrzymywać kontakt z rzeczywistością. W przeciwnym razie nieuchronnie dochodzi do wyobcowania ze społeczności, władza rządzi dla samej siebie, ale nie działa zgodnie z interesem ogółu.

Jak się dowiedzieć co myślą ludzie? Jest wiele sposobów, a współczesne zdobycze informatyki dają takie szanse przy zastosowaniu Internetu. Tą drogą można szybko i bez dużych kosztów uzyskać niezbędną wiedzę. W naszej uczelni od paru tygodni toczą się wybory nowych władz, wybory rektorskie mamy za sobą, w tym tygodniu wybieramy nowe władze dziekańskie. Wybory odbywają się w oparciu o szczegółowe zapisy prawne i regulaminy tworzone przez władze uczelni. Wobec pewnych wątpliwości dotyczących szeroko rozumianych procedur wyborczych zwróciłem się do społeczności akademickiej pytając w pięciu ankietach publikowanych na blogu o różne sprawy dotyczące wyborów (pytania oraz wyniki są dostępne na blogu). Nadeszło 980 odpowiedzi, w tym 793 (81%) negatywnie odnoszących się do obowiązujących zasad oraz 187 (19%) je wspierających.

Te wyniki skłaniają do postawienia paru pytań:

  • Komu służy władza, sobie czy społeczności?
  • Jak jest możliwe by władza tak dalece rozmijała się z oczekiwaniami społecznymi?
  • Dlaczego tworząc zapisy prawa nie wykorzystano uwag jakie nadesłano drogą elektroniczną w ramach konsultacji prowadzonych przez komisję statutową?
I ostatnia kwestia dotycząca przyszłości – czy nadal nasza uczelnia będzie miejscem realizacji niezrozumiałych interesów wąskiej grupy skupionej wokół władzy czy też stanie się wyrazicielem opinii szerokich kręgów pracowników uczelni?

Program dla Uczelni na lata 2012-2016

Program Wyborczy 11. maja 2012
Czy uważasz za stosowne by w czasie debaty wyborczej 11 maja wystąpienie miała Pani Rektor Prof. Ewa Małecka-Tendera?
Tak 16% (31)
Nie 84% (158)
EasyPolls
Czy zasady debaty wyborczej przedstawione na blogu stwarzają prawidłowe możliwości oceny kandydatów na stanowisko rektora?
Tak 65% (124)
Nie 35% (68)
EasyPolls
Czy szeroko rozumiane „procedury wyborcze” stosowane w naszej uczelni są przejrzyste i dają szanse na wybór władz zdolnych do najlepszego kierowania jej pracą?
Tak 13% (48)
Nie 78% (295)
Nie wiem 9% (35)
EasyPolls

sobota, 26 maja 2012

O akademickości, przyzwoitości i odpowiedzialności

Nie byłem obecny na ostatnim posiedzeniu Rady Wydziału z Zabrzu i chcąc się dowiedzieć czy coś ważnego się wydarzyło zwróciłem się do paru osób. Niestety nikt z nich nie uczestniczył w obradach. Mą uwagę przykuła motywacja, a raczej anty-motywacja jaką podano mi by uzasadnić swą nieobecność.
Usłyszałem „Skoro sporządzono listy godnych i niegodnych by w RW zasiadać to po co mam tam w ogóle się pojawiać? niech sobie władze same robią co chcą”.
Muszę przyznać, że byłem nieco zaskoczony tymi deklaracjami, ale przecież nie są one pozbawione sensu i logiki. Pomysł okrojenia składu rady nie był fortunny, ale prawdziwe szkody poczyniły osoby, które tworząc listę „swoich” kandydatów (zobacz blog 18 kwietnia) celowo postarały się by wyeliminować część doktorów habilitowanych i profesorów z grona RW, najwyraźniej postrzeganych, jako niewygodnych. Dziś zbieramy żniwo tego nieodpowiedzialnego kroku; zawsze tego typu próby dzielenia jakiejkolwiek społeczności i ingerowanie w naturalne procesy wyboru przez lata kładą się cieniem na jej funkcjonowanie.

piątek, 25 maja 2012

O polskim życiu akademickim

Jak władze Uniwersytetu Warszawskiego rzucają kłody pod nogi tym naukowcom, którzy chcą szukać prawdy w sprawie Smoleńska

środa, 23 maja 2012

Nauka polska, współczesna fantasmagoria

Ostatnie dni spędziłem na kongresie European Calcified Tissue International w Sztokholmie. Uczestniczyłem w wielu kongresach z tego cyklu, to zawsze były inspirujące dni. Chciałbym podzielić się uwagami „na gorąco”, relacjonując realia z dwóch całkowicie różnych światów. W rozmowie z obecnymi na kongresie osobami usłyszałem jakie jest ich nastawienie do obowiązków w uniwersytecie, do pracy dydaktycznej i naukowej. W istocie to jest dla nich zbędny balast, przeszkoda w realizacji innych, ważniejszych dla nich celów, takich jak prowadzenie badań klinicznych czy praca z pacjentami. Na drugim biegunie stawiam sesję, na której dr Hollis z USA przedstawiał wyniki swych badań dotyczących podawania witaminy D u kobiet w ciąży. Świetne, ogromne prospektywne badania, których wykonanie kosztowało 15 milionów dolarów!
Tak starły się dwa światy, polski z niemocą naukową i nihilizmem pracy uniwersyteckiej i świat fascynujących badań, popychających postęp.
Nie mam nic przeciwko badaniom klinicznym i leczeniu pacjentów, ale proporcja czasu i uwagi poświęcana różnym obszarom aktywności dawno została w Polsce zachwiana. Dystans, jaki nas dzieli od świata powiększa się szybko.

poniedziałek, 21 maja 2012

A to Polska właśnie

Szkolnictwo coraz niższe

niedziela, 20 maja 2012

Perspektwy nauki polskiej

UCZELNIE W UŚCISKU KRAJOWYCH RAM KWALIFIKACJI

sobota, 19 maja 2012

O polskich uczelniach przecztane w prasie

Harvard w Polsce nielegalny

piątek, 18 maja 2012

Po wyborach

Minęło parę dni od wyborów rektorskich, czas na podsumowanie.

Sądzę, że najważniejszy wniosek wynikający z decyzji podjętej przez Kolegium Elektorów to wskazanie, że ta grupa osób nie chce wprowadzenia istotnych zmian w sposobie funkcjonowania uczelni. Programy przedstawione przez kandydatów do objęcia stanowiska rektora Profesor Krystynę Olczyk i Prof. Przemysława Jałowieckiego oraz ich wypowiedzi w czasie debaty jednoznacznie pokazały, że przewidują zmiany o charakterze kosmetycznym. Inne zapatrywania przedstawił Prof. Andrzej Więcek oraz autor tego tekstu. Jak pokazały wyniki pierwszego głosowania zarysowała się wyraźna przewaga głosów elektorów opowiadających się za kontynuacją. Może zaryzykować tezę, że nawet wystawienie przez szeroko rozumianą opozycję tylko jednego kandydata i tak górą byłaby opcja zachowawcza.

Taki wynik procedury wyborczej „ustawia” naszą przyszłość na okres 4 lat, a gdy sięgniemy pamięcią wstecz możemy z łatwością wyobrazić sobie funkcjonowanie uczelni. Nie liczę na jakiekolwiek fundamentalne zmiany, wychodzące naprzeciw wyzwaniom nadchodzących lat.

Warto także zwrócić uwagę na fakt pełnienia funkcji jednoosobowych w uczelni w minionych latach przez nowego rektora i prorektorów. Wszyscy od co najmniej kilkunastu lat piastują funkcje prodziekana, dziekana, prorektora. Karuzela stanowisk trwa, grupa, która sięgnęła po władzę przed laty nadal nadaje ton w uczelni.
Czy nie mamy w uczelni innych osób godnych do objęcia tych stanowisk?

Nie uważam by grono osób podejmujących kluczowe decyzje powinno być tak wąskie, to swego rodzaju zawłaszczenie uczelni przez kilkanaście osób wymieniających się stanowiskami.
Ale widać taka była wola głosujących, zatem chciałbym spróbować spojrzeć na problem z szerszej perspektywy. Zebrałem informacje z innych polskich uczelni dotyczące wyborów rektorskich w bieżącym roku. Generalnie wszędzie zwyciężała opcja zachowawcza, reformatorzy nie znajdowali poparcia. Polskie środowiska akademickie nie życzą sobie zmian, w zdecydowanej przewadze są poglądy zachowawcze. Nowatorskie pomysły w zakresie nauki czy dydaktyki nie są mile widziane. Stoi to w pewnej sprzeczności z próbami, jakie w ostatnich latach podejmuje Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wprowadzając nowy system finansowania badań naukowych. Szkolnictwo wyższe to jest jeden z tych obszarów, które decydują o poziomie cywilizacyjnym państwa. Wystarczy spojrzeć na światowy ranking uniwersytetów, na którym brylują uczelnie amerykańskie, a w Europie prym wiodą uczelnie z Wielkiej Brytanii, Francji, Skandynawii czy Szwajcarii. Bez dobrej nauki nie ma cywilizacji na wysokim poziomie. Dlaczego w jednych krajach uczelnie świetnie funkcjonują, a w innych plasują się na gdzieś na odległych miejscach w rankingach? Przecież ludzie są wszędzie tacy sami, nie sądzę by np. Polacy czy Czesi byli głupsi niż Szwedzi czy Brytyjczycy. Co decyduje, że tak daleko nam do czołówki europejskiej nie mówiąc o światowej? Uważam, że decydującym czynnikiem jest system oceny wyników pracy naukowej i dydaktycznej oraz idący z nim systemem finansowania. Ważna jest także wielkość środków kierowanych na uniwersytety. Organizmy państwowe dbające o interes publiczny dysponuje precyzyjnym systemem, który wymusza dobrą pracę uniwersytetów stosując stały monitoring jakości i kierując pieniądze tam gdzie trzeba. Nikt nie jest wyłączony z tej oceny, a chyba najlepiej ten system funkcjonuje w USA. Dobrze pracujesz, masz dobre dochody i wysoki prestiż, zaniedbujesz się, odpadasz z konkurencji. W Polsce państwo nie ma żadnego spójnego systemu wymuszania dobrej pracy uniwersytetów. Panuje demokracja akademicka, która miast stać się motorem postępu stała się trampoliną do konserwacji status quo. Po latach panowania systemu komunistycznego panowała w uczelniach wiara, że gdy pozbędziemy się balastu sekretarzy i ubeków to demokracja sama się oczyści i będziemy obserwowali szybki postęp. Nic bardziej błędnego, mentalnie, organizacyjnie i kulturowo tkwimy ciągle w minionej epoce. Panuje powszechne zadowolenie, a zmiany nie są pożądane.

W rankingu szanghajskim najlepsza polska uczelnia medyczna, Uniwersytet Medyczny z Poznania uplasował się na 1607, a nasza uczelnia na 2147 miejscu. Jesteśmy marnym tłem dla świata. Konieczność zmiany tej sytuacji jest oczywista. Ale dokonać skoku cywilizacyjnego? Jak widać demokracja akademicka zawiodła, ba, wręcz promuje patologiczne rozwiązania. Jedyna szansa to spójny, koherentny, precyzyjny system oceny i motywacji wprowadzony przez władze państwowe, czyli Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Skierowanie strumienia pieniędzy tam gdzie się dobrze pracuje w krótkim czasie wyeliminowałoby by z uczelni osoby pozorujące pracę naukową i dydaktyczną, które zostałby pozbawione wsparcia finansowego. Trudno orzec dlaczego dotąd taki system nie został wprowadzony w życie; jest wiele możliwych odpowiedzi, ale niezależnie od powodów braku działań państwa efekt końcowy jest identyczny = słabość polskich uczelni i regres polskiej nauki.

To słabość państwa polskiego, które zaniedbuje ważny obszar życia społecznego. Za taką postawę i lekceważenie interesu społecznego już dziś płacimy wysoką cenę, stając się w coraz większym stopniu naśladowcami obcej myśli i cudzych pomysłów. Stąd już tylko krok do konsumowania wytworów materialnych i niematerialnych, które wytworzyły inne nacje. Zamiast przebijać się do grupy krajów o wysokim poziomie cywilizacyjnym staczamy się do grupy biernych, marnie wykształconych i sterowalnych odbiorców myśli i towarów napływających do nas ze świata zewnętrznego.

czwartek, 17 maja 2012

Nic nowego pod słońcem

Na dzisiejszym posiedzeniu Rady Wydziału w Zabrzu Dziekan Prof. W. Król pokazał nam wyniki rankingu Perspektyw. Wg tej informacji nasza uczelnia plasuje się na drugim miejscu w kraju, zaraz za UJ. Dziekan nie szczędził słów krytyki małej, hałaśliwej grupce, która tak niesprawiedliwie krytykuje uczelnię. A jest tak dobrze…

Jest tylko jedno małe „ale”, to był wyniki tylko jednej z wielu kategorii, w rankingu zbiorczym zajmujemy 27 miejsce, za nami są tylko dwie uczelnie medyczne…

Jak widać metody dezinformacji i manipulacji nie zmieniły się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki po wyborach…

Ranking wg. Perspektyw

poniedziałek, 14 maja 2012

Wybory zakończone

Wybory na stanowiska Rektora i Prorektorów zakończono.
Na szersze podsumowanie przyjdzie czas. Dziś można z pewnością stwierdzić, że społeczność akademicka uczelni opowiedziała się za kontynuacją dotychczasowego modelu funkcjonowania uczelni. Skoro jest dobrze nie należy nic zmieniać. Wybór zarówno Rektora, jak i prorektorów potwierdza to ogólne spostrzeżenie.

Komunikat wyborczy nr 5

Trwaja wybory prorektorów, kandydaci to: ds. Studiów i Studentów Prof. J. Lewin-Kowalik, ds. nauki Prof. J. Duława, ds. Szkolenia Podyplomowego Prof. K. Olczyk, ds. Szpitali Klinicznych Prof. W. Król.

Komunikat wyborczy nr 4

Rektorem został wybrany Prof. Przemysław Jałowiecki, który uzyskał 247 głosów. Na Prof. Andrzeja Więcka głosowało 199 osób.
W kolejnym głosowaniu przystąpimy do wyboru Prorektorów.

Komuniklat wyborczy nr 3

W pierwszym głosowaniu kandydaci uzyskali następującą liczę głosów: Prof. P. Jałowiecki 154, Prof. A. Więcek 122, Prof. K. Olczyk 115 oraz Prof. W. Pluskiewicz 89.
Do drugiego głosowania przechodzą Prof. P. Jałowiecki i Prof. A. Więcek.

Komunikat wyborczy nr 2

Dokonano wyboru przewodniczącego, którym został Prof. dr hab. n. med. Władysław Pierzchała. Wybrano także komisję skrutacyjną liczącą 5 osób. Trwa oddawanie głosów na kanadydatów do objęcia urzędu Rektora na kadencję 2012-2016 spośród
Prof. dr hab. n. med. K. Olczyk, Prof. dr hab. n. med. P. Jałowieckiego, Prof. dr hab. n. med. W. Pluskiewicza oraz Prof. dr hab. n. med. A. Więcka.
Za około godzinę następny komunikat z wynikiami głosowania.

Komunikat wyborczy nr 1

Trwa liczenie głosów by wybrać przewodniczącego oraz komisję skrutacyjną.

sobota, 12 maja 2012

Szanowni Państwo,

To był bardzo trudny, lecz jednocześnie niezwykle inspirujący czas. Zadawałem sobie pytanie, czy powinienem kandydować ponownie? Byłem przekonany o swoich racjach, ale jak przekonać do siebie innych? Czy warto oddać kolejne cztery lata w służbę prawdzie?
Dyskusja o uczelni, o sprawach kardynalnych, ale też i bieżących przeniosła się do internetu. Tutaj, w nieskrępowanej formule toczyliśmy spory, przekonywaliśmy się wzajemnie, informowaliśmy o sprawach trudnych, kuriozalnych. Projektowaliśmy niejako drugi, lepszy Uniwersytet. Jak za dawnych lat prawdziwa dyskusja przeniosła się do „drugiego obiegu”.

Teraz nadszedł moment, by te wizje wprowadzić w życie.

Konieczne jest do tego Wasze zaangażowanie w procesie głosowania. Bo to Wy, przedstawiciele Społeczności Akademickiej dokonacie WYBORU. Właśnie tak, wyboru drogi na kolejne 4 lata. Zróbcie to świadomie, by nie trzeba było żałować straconych szans.
Głęboko wierzę, że już niebawem, 1 września 2012 w mury naszej uczelni wróci normalność, stanowiąc podwaliny do pracy na rzecz wspólnego interesu Społeczności Akademickiej i indywidualnego sukcesu każdego z nas.
Nie możemy dopuścić do kontynuacji modelu uczelni, jaki znamy z minionych 7 lat; idzie ważny czas, który określi naszą przyszłość na wiele lat i w uczelni do głosu muszą dojść ludzie gwarantujący rozwój, a nie przedłużenie dzisiejszego stanu rzeczy.

Dziś, dziękując za wspólnie spędzone lata, za słowa wsparcia, proszę o Twój GŁOS, Elektorze.

Wojciech Pluskiewicz

Credo nowego kanclerza

Rządy kanclerskie?
Dotychczas kojarzyły się raczej z twardą ręką, brakiem komunikacji, również brakiem tłumaczenia czy nawet wyjaśnienia, dlaczego działamy tak, a nie inaczej. Moim zdaniem należy przywrócić właściwe proporcje i miejsce jakie kanclerz w uczelni zajmuje. Tekst, który przedstawiam poniżej jest pierwszą próbą interpretacji roli i miejsca kanclerza w strukturze organizacji. Jawność, przejrzystość procedur, otwartość na oczekiwania pracowników. Brak pustych słów.

Tekst napisał mój kandydat do objęcia stanowiska kanclerza.

Śląski Uniwersytet Medyczny, jak każda organizacja, aby spokojnie myśleć o przyszłości, musi mieć jasno sprecyzowaną wizję swojego działania – wizja wraz ze strategią musi być prosta, jasna dla każdego pracownika, mierzalna i realna – musi odpowiadać na pytanie: po co istniejemy, do czego zmierzamy i gdzie chcemy być za np. 10 lat? Poza tym każdy pracownik powinien znać te założenia, potrafić odpowiedzieć na pytanie co robi i do czego służy jego praca – czyli mieć świadomość, w jakim procesie uczestniczy i jaki sposób jego praca przyczynia się do sukcesu uczelni. Obawiam się, że obecnie zdecydowana większość pracowników odpowie, że wykonuje bardzo ważną pracę, bo przekłada jakieś papierki, załatwia sprawy i wykonuje polecenia swojego szefa; a na pytanie: po co to robi usłyszymy odpowiedź, że tak się zawsze robiło, bo po to jest jego dział itp. Niestety znaczna część polskich uczelni publicznych posiada niski poziom kultury organizacyjnej i należy się spodziewać, że ŚUM nie jest tutaj wyjątkiem.

W polskich uczelniach pracownicy administracji głównie załatwiają sprawy – jak przyjdzie pisemko, to się nim zajmą i to nierzadko na wysokich szczeblach
z kanclerzami i rektorami włącznie, nawet w najprostszych sprawach. Kierownicy wyłącznie rozdzielają zadania, wydają polecenia i kontrolują personel, natomiast nie podejmują ryzyka i w związku z tym nie podejmują żadnych decyzji, starając się przerzucić odpowiedzialność na inny szczebel. Jednocześnie pracownicy nie będący nauczycielami akademickimi stanowią bardzo liczną grupę – ponad tysiąc osób (dane ze strony BIP ŚUM), co stanowi około 47% stanu zatrudnienia w Uczelni. Tak duża grupa pracowników wymaga odpowiedniego podejścia z delegowaniem uprawnień na jak najniższy szczebel i decentralizacją zarządzania. Osoby, komórki organizacyjne i jednostki powinny funkcjonować (i podejmować decyzje) w sposób świadomy, mając w polu widzenia interes Uczelni jako całości. Charakteryzując organizację administracji można domniemywać, że jest ona tradycyjna i biurokratyczna, zamiast być uczącą się i inteligentną. W skrócie – często sprawy są załatwiane bezrefleksyjnie, natomiast nie realizuje się w sposób świadomy zadań będących elementami procesów dążących do jasno określonych celów. Ponadto praca często polega na pełnieniu funkcji i niejednokrotnym bezsensownym powtarzaniu czynności i procedur, natomiast brak jest pracy opartej na innowacji i wiedzy wszystkich pracowników, brak też często orientacji na klienta.

Zadaniem nowych władz Uczelni, w tym kanclerza, powinno być całkowite przeorientowanie sposobu myślenia i w konsekwencji pracy pracowników administracji. Praca musi być przede wszystkim świadoma i zorientowana na konkretne cele. Sumą takich celów szczegółowych będą cele główne, które będą wypełniać nową strategię, rozumianą jako strategię zrównoważonego rozwoju Uczelni, misję i wizję ŚUM.
Misją szeroko rozumianej administracji powinno być wsparcie procesów głównych (edukacja i nauka) z nastawieniem na klienta (którym jest o czym się często zapomina – student), ale nie może to być działanie z jednej strony serwilistyczne, a z drugiej bezrefleksyjne. Rolą kanclerzy wraz z kierownikami kluczowych działów powinno być kreowanie strategicznej, dalekowzrocznej polityki (też jako podpowiedzi rektorom i senatowi) przy jednoczesnym wskazywaniu na możliwe zagrożenia i sytuacje kryzysowe. Wymaga to przejścia z modelu administrowania Uczelnią na rzeczywiste Jej zarządzanie, i to we wszystkich sferach aktywności. Powinno ono objąć trzy podstawowe obszary – zarządzanie personelem, majątkiem i finansami.

Spójne zarządzanie zasobami ludzkimi polega na współdziałaniu w kluczowych elementach, którymi są:

  • właściwa polityka kadrowa polegająca na odpowiednim doborze kadry kierującym się nie tylko kompetencjami pracowników, ale też np. umiejętnością podejmowania decyzji;
  • prowadzenie świadomej polityki szkoleń personelu w oparciu o wyniki ankiet badających predyspozycje pracowników oraz umiejętności reagowania na sytuacje kryzysowe;
  • wdrożenie systemu oceny pracowników w połączeniu z towarzyszącymi mu systemami motywacyjnymi;
  • projektowanie indywidualnych ścieżek karier zawodowych poszczególnych pracowników;
  • prowadzenie tradycyjnej administracji kadrowej.

Zarządzanie majątkiem powinno polegać na prowadzeniu spójnej polityki mającej na uwadze Uniwersytet jako całość, a nie poszczególne Jego ośrodki czy elementy. W celu poprawy jakości posiadanej bazy materialnej Uczelni (głównie nieruchomości), należy w radykalnie większym stopniu pozyskiwać środki zewnętrzne. Niech za przykład służą tu inne śląskie uczelnie, gdzie politechnika i uniwersytet pozyskały z kończącego się Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego, oraz innych źródeł unijnych i centralnych, łącznie znacznie przekraczające po 100 milionów złotych (dla każdej z uczelni) środki obecnie inwestowane w infrastrukturę. Dlatego należy dobrze opracować nowe projekty, aby poza bieżącymi możliwościami, być dobrze przygotowanym na nowe rozdanie środków Unii Europejskiej.

W zakresie zarządzania finansowego powinno się w oparciu o rachunkowość zarządczą (a nie tylko finansową) rozwinąć controlling strategiczny tak, aby móc planować zarówno bieżący wynik finansowy, jak i finanse Uczelni w dłuższej perspektywie. Do tego też należy kreowanie takiej polityki, aby wykorzystując istniejące możliwości zwiększania przychodów (między innymi algorytm ministerialny i granty) i jednocześnie ograniczając zbędne koszty, uzyskiwać satysfakcjonujący wynik finansowy.

czwartek, 10 maja 2012

List Czytelnika

Szanowny Panie Profesorze!
Widzę po kilku ostatnich wpisach na blogu, że robi Pan swoisty "rachunek sumienia" duetowi Kanclerz-Rektor, na co obie panie stanowczo zasłużyły i pomyślałem, że pośród różnych opinii o ich działalności nie powinno zabraknąć i tej z mojej/naszej strony.
Wiosną 2007 roku ponad 120 pracowników fizycznych ówczesnej Akademii (takich jak ja - portierów) przekazano firmie zewnętrznej w ramach jak to się mówiło redukcji kosztów. Już wtedy władze uczelnianej Solidarności były ze mną zgodne, że w efekcie nie będzie to system tańszy, a droższy, przy czym jeszcze z powodów szerszych być może także mniej efektywny i bezpieczny (sic!) od dotychczasowego.
Cała operacja była przeprowadzana eksperymentalnie (“Akademia się na was uczy” jak mi powiedziała pani Wocławska z dyrekcji), a jej przebieg był od początku do końca co najmniej chaotyczny. Dość stwierdzić, że o sprawie dowiedzieliśmy się de facto przypadkiem czytając w gablotkach pisma krążące między związkami a władzą uczelni. Informacji wprost do załogi i jakiejś dyskusji z nami o przyczynach takich, a nie innych decyzji nie było. Zabrakło także prób innych rozwiązań, w tym zwłaszcza zmiany zasad naszej pracy przy pozostaniu jednak w strukturach SUM.
Myślę, że zgodzi się Pan ze mną, że niezależnie od uwarunkowań ekonomicznych zwyczajna ludzka uczciwość nakazywała taką drogę. To wyłącznie moje zdanie, ale wydaje mi się, że ktoś “u góry” pomyślał sobie wtedy: Portierzy? A cóż oni zrozumieją? Nawet pewnie nie wiedzą co to outsourcing!
Okazało się, że nie tylko portierzy nie wiedzieli. Nie dość, że nikt nie pomyślał o naszym przekazaniu w kategoriach nie tyle eksperymentu, ale bardziej (ewentualnego) wzoru na przyszłość i nie postarał się o rzetelną informację dla pracowników, a jednocześnie dogłębne “prześwietlenie” kontrahenta, czyli firmy ochroniarskiej, nie tylko pod kątem stricte ekonomicznym czy fachowym, ale także np. przestrzegania prawa pracy, to nawet związkowcy nie bardzo wiedzieli “jak to jeść”. Nie piszę tego, aby się chwalić, ale pytania, które ZNP złożył na ręce pani Tendery w związku ze sprawą w 90% ułożyłem ja, wtedy zresztą członek Solidarności, nie Związku Nauczycielstwa. Zresztą ułożyłem na prośbę mojej przełożonej, członkini władz uczelnianych związku, która stwierdziła, że zrobię to lepiej niż ona. A zatem nie tylko związek zawodowy jako taki, ale i nawet wieloletni przełożeni nie bardzo rozumieli skąd nasze poruszenie. Mówiąc dosadniej; przespali swój czas.
Jedyne zebranie, jakie udało nam się samodzielnie wywalczyć to w dyrekcji na Poniatowskiego z wiceprezesem firmy przejmującej i paniami zdaje się z działu kadr, w którym ze strony załogi uczestniczyło tylko kilkanaście wydelegowanych osób. Spotkanie nieudane, pełne pustosłowia i obłudy.
Wnioskowaliśmy wcześniej w liście zbiorowym o rozmowę z panią Kuraszewską i to rozmowę pomiędzy nią, a całą przekazywaną grupą. Nasz list zignorowano. Nie udało mi się również dostać na osobiste spotkanie z panią kanclerz, ponieważ po tym jak umówiłem się już w rektoracie zadzwoniła do mnie po kilku godzinach zdziwiona (!!!) moją prośbą dyrektor administracyjna i na zasadzie zbycia porozmawiała przez telefon nie przekazując właściwie żadnych konkretnych informacji.
Przed samym przekazaniem nas przedłożyłem na piśmie swoim przełożonym (nie jestem już teraz pewien w stu procentach, ale myślę, że w tej liczbie również paniom Tenderze i Kuraszewskiej) i związkom zawodowym opinie zaczerpnięte z internetowych wypowiedzi byłych i obecnych pracowników firmy przejmującej jasno świadczące o łamaniu przez tą firmę prawa pracy. Również i to nie wywołało żadnej reakcji.
Przez rok, od maja 2007 do maja 2008 pracowaliśmy na warunkach jak w SUM, przy czym nagrody jubileuszowe, nagrodę roczną i tzw. wczasy pod gruszą dostaliśmy tylko dlatego, że słaliśmy listy zbiorowe i wydzwaniali gdzie tylko się dało od mediów do central ZZ i wszelakich inspekcji. Sama firma nie planowała nam wypłacać wspomnianych świadczeń, mimo iż była do tego zobowiązana umową przejęcia, (której nikt z pracowników nigdy nie poznał nawet w części).
Następnie przez rok pomiędzy majem 2008 a 2009 zatrudnieni byliśmy na warunkach już nowego pracodawcy. Nadal, co muszę tu zaznaczyć, wyłącznie na terenie uczelni. Nasze zarobki spadły, zmuszano nas do podpisywania fikcyjnych umów zleceń, po to tylko by firma ochroniarska nie musiała płacić nadgodzin (w tej sprawie interweniowała w PIP po moim piśmie nt. niezaradności tej instytucji nawet kancelaria prezydenta Kaczyńskiego), niektóre osoby pracowały po blisko 400 godzin w miesiącu (!!!), a dokumentacja była fałszowana (jestem w posiadaniu kopii pisma z firmy ochroniarskiej instruującego jak to robić!). Moja koleżanka, która odmówiła podpisania fikcyjnej drugiej umowy została w ciągu kilku dni przeniesiona karnie (?) z Katowic pod market w Oświęcimiu, oczywiście z dojazdem we własnym zakresie. O tych i podobnych praktykach władze SUM przynajmniej częściowo wiedziały, ponieważ moi koledzy i ja sam słaliśmy pisma zarówno do nich jak i do PIP, NIK czy prasy, a nadto wydawałem jeszcze gazetkę opisującą naszą sytuację i prowadziłem stronę internetową portier.pl.tl (obecnie już nieistniejącą).
Każdy numer mojej gazetki poprzez kancelarię przekazywałem ZZ oraz rektorowi i kanclerzowi.
To wszystko o czym wyżej wspomniałem działo się pod dachem naszej uczelni, ale udawano, że sprawy nie ma. To wszystko dotyczyło ponad 120 wieloletnich jej pracowników, ale przecież… tylko portierów…
Osobną sprawą, o której można by długo mówić jest kwestia profesjonalizmu rzekomo bardziej opłacalnej od własnej załogi firmy zewnętrznej oraz poziomu ogólnego (w tym, nie waham się użyć tych określeń, także moralnego i intelektualnego) jej załogi, a jeszcze „osobniejszą” czarna powiedzmy nie lista, ale… magia, dzięki której od 2007 roku żaden z byłych portierów nie ma do dziś najmniejszych szans na pracę w SUM nawet przy zamiataniu liści. Podkreślam; przy założeniu, że jest wolne stanowisko, a dana osoba spełnia jego wymogi!
Sam po 2009 roku składałem CV trzykrotnie, ale robiło to też kilkoro co najmniej z grona moich koleżanek i kolegów. Jedna z pań była już na etapie załatwiania formalności, bo wstępnie ją zaakceptowano, ale sprawę zahamowano na Poniatowskiego. Bo to przecież była portierka. Stop! Oficjalnie zawsze było to tłumaczenie w stylu “brak miejsc” itp. Mam takie pismo od pani Kuraszewskiej w swojej kolekcji i ja. Rzecz w tym, że hamowano nas, ale przyjmowano w tym samym czasie do pracy fizycznej w SUM innych, w tym także osoby z grona ochroniarzy pracujących po 2007 roku na terenie uczelni.
Nie jestem osobą mającą prawo i wiedzę, by oceniać rachunek ekonomiczny całej operacji outsourcingu, ale wydaje mi się, że skoro po niej wycofano się z takiego samego zabiegu wobec pań sprzątających (a sprawa w latach 2007-2009 była już bardzo daleko posunięta), to oznacza, że nie mógł okazać się sukcesem. Ze strony moralnej natomiast, ze strony również wizerunkowej samej uczelni, było to coś czego te sto dwadzieścia kilka osób, do których i ja należę nigdy paniom Kuraszewskiej i Tenderze nie zapomni.

O zarobkach Pani Kanclerz mgr B. Kuraszewskiej

O zarobkach kanclerz uczelni mgr B. Kuraszewskiej pisałem dwukrotnie (tutaj i tutaj). Porównałem jej dochody uzyskiwane z tytułu umowy o pracę do wynagrodzenia Prezydenta RP, dochodów kanclerzy innych polskich uczelni medycznych oraz pracowników naszej uczelni (patrz diagramy poniżej). Te zarobki były (i pewnie są nadal) nieprzyzwoicie wysokie. Sprawa ta odbiła się szerokim echem w Polsce, a niektóre media np. Gazeta Wyborcza przytoczyła te dane czerpiąc informacje z bloga. Przypominam o tej wstydliwej sprawie w obliczu nadchodzących wyborów by podzielić się z pracownikami uczelni moimi poglądami dotyczącymi wynagrodzenia za pracę. Uważam, że nie wolno dopuszczać do tego rodzaju nadużyć, jak w przypadku kominowych dochodów kanclerz uczelni. Zarobki pracowników muszą pozostawać w logicznej i sprawiedliwej relacji miedzy sobą.

Zarobki kanclerzy

zarobki kanclerz a prezydenta

środa, 9 maja 2012

Konkursy na stanowiska kierownicze

Postępowania konkursowe wzbudzały duże emocje od zawsze. Formułowano zarzuty podważające prawidłowość postępowania konkursowego czy podejrzewano komisje o stronniczość. Znaczna część tych zarzutów wynikła z wadliwych zapisów prawnych obowiązujących w naszej uczelni. Ale takich manipulacji jakie obserwowaliśmy w ostatnich latach nie było dawniej. Konkursy w Katedrach Ginekologii i Położnictwa, Chirurgii Stomatologicznej oraz Kardiologii zapisały się w najnowszej historii uczelni, jako niekończący się ciąg manipulacji, kombinacji, dziwnych manewrów mających na celu niedopuszczenie do rozstrzygnięć niezgodnych z oczekiwaniami władz. Władze uczelni reprezentowane przez Dziekanów obu wydziałów lekarskich z uporem godnym lepszej sprawy stosowały wszelkie możliwe chwyty. To powodowało opór społeczności akademickiej wobec jawnego naruszania prawa. Te wydarzenia to jedna z najczarniejszych kart zapisanych przez ustępujące władze.
Uważam, że to problem, wobec którego stanie nowy rektor. Co zrobić, by procedura konkursowa zapewniała sukces najlepszym kandydatom zamiast tym, którzy są jedynie bliskimi sojusznikami władzy?

wtorek, 8 maja 2012

Przeniesienie klinik z Zabrza do Katowic


Wiosną i latem 2009 roku uczelnią wstrząsnął konflikt w związku z planami przeniesienia z Zabrza do Katowic dwóch klinik: Chorób Wewnętrznych i Alergologii oraz Endokrynologii. Od pewnego czasu krążyły informacje o takich planach. W moim macierzystym wydziale, po likwidacji klinik okulistyki, ginekologii i neurochirurgii oraz przeniesieniu kliniki chirurgii szczękowej do Katowic, takie informacje były przyjmowane ze szczególnym niepokojem, jako wyraz demontażu wydziału. Ten pomysł, jako zagrożenie dla funkcjonowania kliniki okulistyki w dotychczasowym kształcie, przyjęli jej pracownicy. Rozpoczął się długotrwały protest, poczynając od sprzeciwów werbalnych, a kończąc na strajku. Mediacji podjęła się Komisja Pojednawcza przy Wojewodzie Śląskim. Pisała o tym konflikcie prasa lokalna i ogólnopolska. Sprawa była w centrum uwagi radia i telewizji. Niestety, mimo tak ostrego konfliktu, ścierania się różnych racji i poglądów Pani Rektor Prof. E. Małecka-Tendera wydała rozporządzenie przeniesienia klinik, mimo, iż nadal trwały mediacje. Odbyło się z naruszeniem prawa, bowiem decyzja powinna być poprzedzona zgodą Senatu, a ten jej nie wyraził.
Opisuję tę smutną historię, która spowodowała ogromne straty wizerunkowe uczelni, jako typowy przykład metod stosowanych w naszej uczelni w ostatnich 7 latach. Metody te, za nic mają człowieka, w pogardzie odnoszą się do zasad prawa.
Konflikty zdarzają się w każdej społeczności, a sposoby ich rozwiązywania odzwierciedlają poziom kultury danej instytucji. Tego rodzaju konflikt, jak ten opisany, to także próba dla lidera instytucji. Od zdolności mediacyjnych, empatii czy wręcz zwykłej przyzwoitości rektora, zależy dalszy bieg spraw i sposób zażegnania konfliktu. Najgorszą z możliwych metod jest rozwiązanie siłowe, bez podjęcia rozmów umożliwiających osiągnięcie rozwiązania do zaakceptowania przez wszystkie zainteresowane strony.
Sposób rozwiązywania konfliktów jest probierzem klasy i jakości przywództwa rektora.





Dyskusja ze studentami


Wczoraj w Katowicach odbyły się przedwyborcze spotkania ze studentami - Elektorami. Zamiast jednej debaty (wobec niechęci części kandydatów do takiej formuły) każdy z nas czworga spotykał się ze studentami osobno. Studenci przesłali wcześniej pytania, które miały stać się kanwą rozmowy (zamieszczam je poniżej).
Muszę przyznać, że te pytania są dowodem zainteresowania środowiska studenckiego sprawami Uniwersytetu. Jak bardzo jest to różne w stosunku do 7 pytań, które nadesłali pracownicy uczelni. Może to dowód na więcej wiary w możliwość zmian?
Wróćmy jednak do rzeczy, kilka zdań o spotkaniu.
Nie zawiodłem się. Grupa około 50 osób okazała się zainteresowana problemami uczelni, chętna do zadawania pytań, dociekliwa. Sprawy krążyły głównie wokół dydaktyki, co było zresztą zgodne z moimi oczekiwaniami. Lecz mimo otwartości rozmówców, dało się jednak wyczuć pewien dystans, jakby ostrożność. Studenci chyba nie do końca zdają sobie sprawę jak dużą stanowią siłę.
Pytano mnie także o mego kandydata na prorektora ds. studiów i studentów. Na tym etapie mogłem zapewnić ich, że kandydat spełnia wszelkie oczekiwania środowiska studenckiego.
Spotkanie trwało godzinę bo już na swą kolej czekał Prof. Andrzej Więcek.

A oto pytania jakie przygotowano na spotkanie.
1) Czy i w jaki sposób planuje Pan/Pani zmienić opinię o SUM na arenie krajowej?
2) Czy ma Pan/Pani jakieś skonkretyzowane wizje na temat zadań
stojących przed Samorządem Studenckim w nadchodzącej kadencji?
3) Rozwój bazy klinicznej uczelni - w tym:
a) ACM - co poszło nie tak, i co dalej z obiektem i terenem?
b) Ewentualna budowa nowego szpitala - gdzie, o jakim profilu, jakimi
środkami? W jakiej perspektywie czasowej?
c) Współpraca ze szpitalami nieuczelnianymi - ratunek czy pułapka?
4) Kształcenie studentów na kierunkach lekarskich
a) Jaki jest Pana/Pani stosunek do ostatnich zmian w programie kształcenia?
b) Jak poradzić sobie ze zmianami w programie kształcenia, tak aby
zminimalizować obniżenie poziomu nauczania?
c) Likwidacja stażu podyplomowego - co dalej?
d) LEP - jak i czy w ogóle dążyć do wyrównania poziomu nauczania? czy
wspólne egzaminy WLK i WLZ to dobre rozwiązanie? Jak rozwiązać problem
niskich wyników WLZ, jak sprawić by wyniki obu wydziałów były wyższe?
e) Poziom kształcenia studentów zagranicznych - czy jest odpowiedni?
f) Drastyczne zmniejszenie ilości miejsc w trybie rezydenckim - jak
zachowa się uczelnia oraz szpitale kliniczne?
g) Jak uczelnia powinna poradzić sobie z tak dużą liczbą studentów na
kierunku lekarskim WLK?
5) Administracja uczelni- Znaczna biurokracja na uczelni - zło konieczne?
6) Praktyki wakacyjne - kształt umowy, problemy studentów ze
znalezieniem miejsca odbywania praktyk.
7) Warunkowy wpis na kolejny rok studiów - czy na uczelni medycznej to
możliwe i sensowne?

poniedziałek, 7 maja 2012

Pierwsze posiedzenie Senatu w 2005 roku

Gdy w piątej turze głosowania na stanowisko Rektora została wybrana Prof. E. Małecka-Tendera, jako pierwszy zabrał głos Rektor Wilczok. W pierwszych słowach złożył gratulacje zwyciężczyni wyborów, a zaraz potem zwrócił się do mnie mówiąc, że nie zgadza się z moją krytyczną opinią dotyczącą stanu uczelni i przedstawi niebawem bilans zamknięcia kadencji. Powtórzył zatem publicznie słowa, jakie usłyszałem parę tygodni wcześniej w czasie rozmowy w rektoracie. Tak też się stało, 30 sierpnia, na dzień przed upływem kadencji, na stronie internetowej uczelni ukazał się bilans zamknięcia. Zapewne niewiele osób zdołało się zapoznać z tym dokumentem, gdyż jedną z pierwszych decyzji Pani Rektor było ściągnięcie go ze strony uczelni. Dla wielu osób ta decyzja była trudna do zrozumienia. Stan uczelni rzeczywiście był zły, co jednak nie zmieniało sytuacji, że ustępujący rektor miał prawo do przedstawienia społeczności akademickiej własnego poglądu. Na pierwszym posiedzeniu Senatu ta sprawa stała się przedmiotem gorącej dyskusji. Zadałem pytanie, dlaczego ukryto ten dokument przed opinią publiczną. Usłyszałem, że bilans zamknięcia mijał się z prawdę, zatem nie można było dopuścić by był powszechnie dostępny. Nie zgadzałem się z takim stanowiskiem. Zwróciłem się do Pani Rektor z apelem by natychmiast przywrócić raport na stronie akademii. Pod koniec długiej wymiany zdań udało mi się uzyskać obietnicę, że gdy aktualne władze poznają rzeczywisty stan uczelni to bilans zamknięcia zostanie udostępniony wraz z bilansem otwarcia.
Niestety, nigdy to nie nastąpiło, bilansu Rektora Wilczoka nie poznaliśmy, a bilans otwarcia także nie ujrzał światła dziennego.
Dziwne meandry losu spowodowały, że w obronie byłego rektora wystąpił jego wcześniejszy krytyk. Na początku kadencji Pani Rektor Małeckiej-Tendery nie zachowała szacunku należnego swemu poprzednikowi, nie dała mu szansy na obronę jego poglądów. To w mojej ówczesnej opinii źle wróżyło na przyszłość, co niestety potwierdziło się w ciągu obu kadencji.
Moja decyzja o kandydowaniu w 2005 roku, a także dotycząca bieżących wyborów, opiera się na fundamencie wartości akademickich, których deptanie obserwowałem z bliska przez siedem ostatnich lat.

Wystarczy 7 pytań?


Dziś, w Rektoracie UM, odbyło się spotkanie dotyczące ustalenia zasad debaty wyborczej. Zaproszenie przyszło z sekretariatu Pani Rektor Prof. Ewy Małeckiej-Tendery, jednakże sama Pani Rektor była nieobecna. Byli natomiast: Prof. Ewa Birkner, Przewodnicząca Uczelnianej Komisji Wyborczej oraz kandydaci: Prof. Prof. Krystyna Olczyk, Przemysław Jałowiecki, Andrzej Więcek, Wojciech Pluskiewicz oraz Prof. Władysław Pierzchała, jako osoba mająca prowadzić debatę.

Ustalono, że debata wyborcza 11 maja nie będzie limitowana czasowo, choć sugeruje się ograniczenie jej trwania do 4 godzin. Na początku każdy z kandydatów przedstawi swój program wyborczy. Wcześniejsze uzgodnienia wskazywały, że te prezentacje powinny trwać 10 minut, ale na wniosek Prof. Jałowieckiego przedłużono ten czas do 15 minut.
W dalszej części kandydaci będą odpowiadać na pytania z sali oraz na pytania nadesłane drogą elektroniczną. Pytania z sali (na kartkach) będą trafiały do prowadzącego debatę, będzie on je odczytywał, zaś kandydaci, w zmieniającej się kolejności, udzielą odpowiedzi (w czasie nie dłuższym niż 2 minuty).
Obecni zgodzili się także na moją sugestię by na koniec, każdy kandydat miał możliwość krótkiego podsumowania debaty.
Te najistotniejsze ustalenia szybko i w konstruktywnej atmosferze udało się doprecyzować. Lecz był też jeden problem, który nie został jednoznacznie rozstrzygnięty. Prof. Więcek podniósł sprawę związaną z planowanym wystąpieniem Pani Rektor, zwracając uwagę, że nigdy dotąd nie było w zwyczaju, by ustępujący Rektor zabierał głos w czasie debaty. Stwierdził, że oczywiście nikt z nas nie ma prawa zabraniać takiego wystąpienia, ale sam fakt, iż dwoje prorektorów staje do wyborów stwarza niezbyt fortunną sytuację. Prof. Więcek zasugerował, że ewentualne wystąpienie Pani Rektor mogłoby zostać przesunięte na koniec debaty. Wsparłem to stanowisko, choć w mojej ocenie osobne wystąpienie Pani Rektor raczej nie powinno w ogóle mieć miejsca. Pozostali kandydaci nie zajęli jednoznacznego stanowiska. Pani Rektor była nieobecna, zatem trudno wyrokować czy uwzględni zgłoszone sugestie.

I na koniec już, dość smutna sprawa. Społeczność akademicka miała możliwość (przez tydzień) nadsyłania pytań drogą elektroniczną. Proszę sobie wyobrazić, że nadeszło zaledwie 7 (słownie – siedem) pytań. Jest zdumiewające, że w wielkiej uczelni medycznej, w której pracuje około 300 samodzielnych pracowników nauki, setki asystentów i adiunktów oraz setki innych osób tak się dzieje. Ten fakt jest dla mnie bodaj najważniejszą oznaką kryzysu w jakim się znajdujemy. To kolejny dowód na atrofię dyskusji, na odwrócenie się pracowników od uczelni.

Na szczęście część z nas (tymczasowo) schroniła się w sieci. Tu dyskutujemy, wymieniamy poglądy. Dobrze będzie jednak, jeśli świat wirtualny stanie się uzupełnieniem dyskusji prowadzonej „twarzą w twarz”.

Zmieniajmy rzeczywistość. Mamy do tego prawo. 14 maja.

List anonimowego Czytelnika

Dlaczego nie oddam głosu na Prof. P. Jałowieckiego

Przed nami wybór rektora. Zanim oddamy swój głos musimy odpowiedzieć sobie na zasadnicze pytanie: czy chcemy zmian, czy też kontynuacji stanu rzeczy. W ostatnim tygodniu zgłosił się kandydat na stanowisko rektora, obecny prorektor Prof. Przemysław Jałowiecki. Jego wybór spowoduje, że ster władzy nadal będzie dzierżyć jedyna słuszna grupa rządząca. Czytając ulotkę agitacyjną kandydata rozesłaną pocztą elektroniczną muszę stwierdzić, że jest ona nieszczera. Dlatego postanowiłem przypomnieć społeczności akademickiej najbardziej kontrowersyjne zdarzenia i decyzje obecnych władz, do których w swojej odezwie odwołuje się Kandydat na przyszłego Rektora.

Po pierwsze zastanawiam się dlaczego profesor pracujący cały czas na Wydziale Lekarskim w Katowicach nagle przenosi się na Wydział Lekarski w Zabrzu? Może to zwykły przypadek, a może celem tego działania było zdobycie zabrzańskiego elektoratu. Mogę powiedzieć tylko jedno - nie dajmy się zwieść i właściwie oceńmy kandydata, który ma nas reprezentować. Nawoływanie do jedności i porzucenia podziałów brzmi sztucznie. W końcu to aktualne władze doprowadziły do polaryzacji stanowisk, co najlepiej było widoczne podczas obrad Rad Wydziałów w ostatnich latach. Powodem, dla którego to czyniły była troska o wybór „właściwych” w opinii władz kandydatów na kierowników niektórych jednostek. Dlatego dopuszczano się różnych zakamuflowanych, ale oczywiście zgodnych z prawem manipulacji przy wyborze komisji konkursowych. Działania te były dobrze widoczne. A jeżeli nawet zdarzył się wypadek przy pracy i „niewłaściwy” kandydat został wybrany na funkcję kierowniczą, to odwoływał go senat, którego kandydat jest członkiem. Jak głosował?

Szacunek dla profesorów zbliżających się do końca kariery zawodowej został przez obecną władzę pokazany w dwóch odsłonach. Pierwsza przeprowadzona w ubiegłym roku miała polegać na złapaniu ich w „pułapkę emerytalną” (zwolnienie z pracy w celu pobierania emerytury okazało się nie być równoznaczne z ich natychmiastowym zatrudnieniem). Skoro się nie udało w ten sposób usunąć niewygodnych przeciwników to w tym roku zmieniono statut, uniemożliwiając zatrudnienie ich na stanowisku kierowniczym po 67 roku życia. Ze zdziwieniem zatem czytam, że obecny Prorektor wycofuje się z tego pomysłu skoro sam był w grupie, która ten pomysł wprowadziła.

Największy mój niepokój budzi fakt, dlaczego na miesiąc przed wyborami dokonuje się zmiany statutu? Tu w mojej opinii sprawa jest bardziej skomplikowana. Celem tego działania wydawało się być zapewnienie wejścia do senatu aktualnie rządzącej ekipie, a do rad wydziałów „swoim ludziom”, którzy nie będą się sprzeciwiać władzy. O ile plan wyboru obecnie rządzących do przyszłego senatu powiódł się połowicznie, to w przypadku wyborów do rad wydziałów nastąpiła klapa. Nie dość, że skomplikowana i nieżyciowa procedura wyboru władz, która miała zapewnić sukces rządzącym całkowicie sparaliżowała wybory, to o dziwo na Wydziale Lekarskim w Katowicach niektórzy znani profesorowie znaleźli się poza Senatem i Radą Wydziału. Dlatego nie jest dla mnie zaskoczeniem, że nagle po stronie rządzących podniósł się lament. Po prostu niechcący zmieniając zapisy w statucie władza wpadła we własną pułapkę. Pytam zatem, gdzie był kandydat na rektora Prof. Jałowiecki, kiedy zatwierdzano zmiany w statucie? Przecież jako członek senatu procedował On takie prawo. Skąd nagle u Kandydata taka potrzeba zmian w statucie? Gdzie się podziała wizja przywódcy, która będzie potrzebna przyszłemu Rektorowi przez kolejne lata. W tym miejscu jakże trafne wydaje się przysłowie „mądry Prorektor po szkodzie”.

W przypadku wyboru prof. Jałowieckiego należy życzyć elektorom, aby za 4 lata nie musieli tak jak On teraz kwestionować słuszności własnych decyzji.

Wyborca

niedziela, 6 maja 2012

Decyzja o kandydowaniu w roku 2005

Dziś rozpoczynam cykl tekstów opisujących wydarzenia związane z moim wcześniejszym udziałem w wyborach na stanowisko rektora oraz pracy w uczelni w latach 2005-2012. Pragnę Państwu PT Członkom Kolegium Elektorów i Społeczności Akademickiej opowiedzieć o sobie.


Kluczowe dla dalszych wydarzeń pewne spotkanie miało miejsce jesienią 2004 roku. Zostałem zaproszony do udziału, jako ekspert w programie Foresight Ministerstwa Nauki. Jednym z ekspertów był także prof. Grzegorz Opala. Wracaliśmy na Śląsk jednym pociągiem, było sporo czasu na rozmowę, która szybko zogniskowała się na sprawach Akademii. Obaj bardzo krytycznie ocenialiśmy ówczesną sytuację Uczelni. Był to bowiem ostatni rok drugiej kadencji Rektora Tadeusza Wilczoka. W pewnym momencie mój rozmówca stwierdził mniej więcej tak: „przecież już czas by nowe, młodsze pokolenie objęło władzę w uczelni, dlaczego nie miałoby to nastąpić w nadchodzących wyborach w przyszłym roku?”

Sugestia ta, w tamtej chwili wydała mi się całkowicie nierzeczywista. Ale Profesor zasiał ziarno. W ciągu paru tygodni ta myśl powoli kiełkowała i stopniowo przestawałem ten pomysł traktować, jak rzecz niemożliwą. Decyzja zapadła, gdy wymieniany powszechnie, jako jeden z kandydatów ówczesny mój Dziekan prof. Leszek Poloński wykluczył możliwość kandydowania. Już w styczniu rozpocząłem przygotowania do kampanii wyborczej. Opracowałem ramowy program, wydrukowałem ulotkę zawierającą podstawowe informacje i rozpocząłem „akcję wyborczą”. Systematycznie odwiedzałem katedry i kliniki przedstawiając mój program kierownikom jednostek. Odbyłem wiele interesujących spotkań. Pamiętam np. ciekawe rozmowy z Profesorami Hołowieckim, Gonciarzem i Frankiem.

Członkiem Kolegium Elektorów był także Rektor Wilczok i nie mogłem go pominąć w tym swoistym objeździe uczelni. Umówiłem się na spotkanie w rektoracie. Na pytanie o cel wizyty odpowiedziałem, że nie wyobrażam sobie, by wysłać urzędującemu Rektorowi program wyborczy pocztą. Prof. Wilczok stwierdził, że nie zgadza się z moimi ocenami, uważa je za błędne i zapowiedział na zakończenie kadencji bilans zamknięcia pokazujący według niego prawdziwy stan Uczelni. Rozmowa była bardzo krótka i nie wspominam jej zbyt miło. Sytuacja była dla mnie trudna także z przyczyn osobistych. Przed rozpoczęciem procedury habilitacyjnej miałem spore problemy natury pozamerytorycznej i wówczas pomocną dłoń podał mi własnie prof. Wilczok. Najpierw jeszcze, jako Prorektor ds. Nauki wsparł mnie, a już jako Rektor napisał mi pozytywną opinię, która otworzyła mi wiele drzwi. Po latach tak się potoczyły sprawy, że musiałem poddać krytyce osobę, która mi niegdyś pomogła.

sobota, 5 maja 2012

Komentarz Czytelnika

W odpowiedzi dr hab. Maciejowi Sosnowskiemu

Jest taki stary kawał z brodą o dobroci Generalissimusa, który kończy się puentą: „a mógł zabić!”
Otóż Pańską wypowiedź traktuję jako groteskę w tymże stylu. To, że rektor nie przeszkadza w rozwoju naukowym choć „mógł zabić” to na prawdę nie jest dowód ani na dobroć, ani na profesjonalność, ani tym bardziej nie jest to jego osiągnięcie. Stopnie profesorskie, habilitacje, doktoraty i IF to zasługa jedynie ludzi, którzy ciężką pracą na te osiągnięcia pracowali! Z jednej strony pisze Pan z oburzeniem o wiecznych adiunktach, a z drugiej jako wielkie osiągnięcie pani Rektor i jej łaskę uważa pan katedry, gdzie ludzie ośmielili się awansować. Pomnażanie dorobku i awans naukowy jest wpisany w obowiązki pracownika naukowo-dydaktycznego! Rolą rektora nie jest „nie przeszkadzać”. Jego OBOWIĄZKIEM jest pomaganie, wspieranie i rozwój potencjału także naukowego uczelni.
Rodzi to następujące pytania:
1. Czy ustępująca władza wspierała, czy tylko nie przeszkadzała?
2. Czy osiągnięcia naukowe pracowników, ich dorobek i IF przekładały się na ich pozycję w uczelni, awanse, szanse w konkursach i w jakikolwiek sposób na uzyskiwane dochody?
Czy nie przeszkadzała? Tu o głos należy poprosić tych, którzy ośmielili się pomyśleć o grantach europejskich, tych, którzy na ekspertyzy biura prawnego czekali tak długo, że terminy minęły, tych którzy stracili sprzęt w wyniku przeciągających się przetargów, itd.
Co do drugiego, to aż brak motywacji do pisania. Dorobek i IF ma się nijak do zarobków i ich miejsca w rozpiętej siatce płac. Jest to jakiś tajemniczy algorytm, a różnice pensji podstawowej pracowników na tym samym stanowisku są skandalicznie wysokie.
Kwestię światowych osiągnięć, można potraktować jako kolejny aspekt, nad którym lepiej milczeć. Wg danych naszej biblioteki JM ma IF 72.636 (31 prac). Są w uczelni „maturzyści”, którzy mają po 10 latach pracy IF 27,0. Oba te wyniki są NICZYM wobec IF ludzi, którzy rzeczywiście działają na światowym poziomie. Przykładowo śp. prof. Andrzej Szczeklik jedynie za lata 1996-2006 miał IF 676,4, a zapewne znany pani Rektor Michael Bernd Ranke szczyci się 217 publikacjami w czasopismach indeksowanych. (http://www.biomedexperts.com/Profile.bme/1161351/Michael_B_Ranke).
Pisze Pan razem o państwie Tenderach. W tym zestawieniu Pan prof. Michał Tendera ma dorobek publikacyjny o łącznym IF 811, 713 i tu czapki z głów.
Myślę, że wszystkim uczestnikom dyskusji o naszych światowych osiągnięciach i wiodącej roli nas badaczy z SUM w rozwoju nauki światowej należało by się „znaj proporcjum, mocium panie” hrabiego Fredry.
O co więc chodzi w tej wrogości wobec ustępującej (choć z wyraźnymi oporami) władzy? Czy to na prawdę bunt niewdzięczników gryzących dobrą karmiącą rękę?
Chodzi o to, że przynajmniej w pierwszej kadencji pani prof. Małecka –Tendera była wybierana z wielkimi nadziejami na zmiany nie tyko finansowe w uczelni, ale przede wszystkim na odrodzenie życia akademickiego, na przywrócenie normalności stosunków międzyludzkich, normalności i przejrzystości relacji służbowych, ukrócenie prywaty. Ta sympatyczna, mądra, obyta w świecie zachodnim pani miała zakończyć to co zwie się arogancją władzy. Za panowania prof. Wilczoka wydawało się, że doszliśmy w tym temacie do ściany. Jakże się myliliśmy.
I co otrzymaliśmy? :
- Do rządzenia uczelnią została zaproszona pani Kanclerz. Żegnany w złej sławie pan Sałaniewski wydaje się przy tej pani otwartym na ludzi, kompetentnym dżentelmenem.
- Stopień utajnienia danych publicznych został zaostrzony vide starania o ujawnienie dochodów pani Kanclerz. Zachodzę w głowę drogą skąd miał Pan tak szczegółowe dane dotyczące zwalnianych adiunktów. Bond. James Bond?
- Pani Rektor nie tolerowała i nie toleruje jakiejkolwiek krytyki, czy konstruktywnych uwag. Wszystkie takie zachowania odbierane są jako osobiste ataki. Nie może być tak, że członek RW musi przepraszać za zadane pytanie!
- Zaprzeczeniu zostały poddane wszelkie dobre obyczaje życia akademickiego. Wystarczy prześledzić zachowania, czy publiczne wymiany zdań wobec profesorów Dzielickiego, Pluskiewicza, Opali, aby przerazić się nie tylko poziomem kultury osobistej, ale i brakiem umiejętności reprezentowania godności stanowiska Rektora. Zresztą dokładnie w tą samą poetykę wpisywały się wystąpienia JM choćby przed wręczaniem nagród naukowych. Niskiego lotu zachwalanie swojej osoby i jak bardzo wdzięczni powinniśmy JM być za uzyskanie owych nagród, plus osobiste wycieczki w kierunku opozycji. Godność Urzędu Rektora to nie zadarty wysoko nos!
- Od człowieka znającego standardy Europy Zachodniej na stanowisku Rektora wymaga się więcej. O wiele więcej niż przeciętna. Nie mogę wręcz uwierzyć, że przez dwie kadencje potężni rodzice zatrudniali w „swojej” klinice dziecko oraz zięcia! Przeprowadzili przez doktorat i specjalizację. Dali fach, karierę i pieniądze. Ja nie wiem jakich interpretacji prawnych należy użyć aby tego zjawiska nie nazwać nepotyzmem. To jest po ludzku głęboko nieprzyzwoite. Godność piastowanego stanowiska wymagała kryształowości.
- Zarobki w uczelni należą do najniższych i dla większości pracowników opierają się o najniższe możliwe widełki ustawowe. Co ciekawe pensje są bardzo zróżnicowane, tak że zarobki średnie są całkiem wysokie dla każdego ze stanowisk. Kto i na jakich zasadach wyrabia tą wysoką średnią? W tym wszystkim do wrzenia doprowadzają społeczność oburzająco wysokie zarobki pani Kanclerz.
- Wieczne konkursy na stanowiska kierownicze, rozgrywane tak długo, aż wygra pomazaniec władzy.
I wreszcie na końcu dwie uwagi. Sposób w jakim JM żegna się ze stanowiskiem jest kolejną smutną ilustracją stylu i poziomu sprawowania władzy. A co do sławetnej dyskusji akademickiej i jak Pan sugeruje wydumanego zastraszania, to patrząc jak się kończyły dotychczasowe starcia z JM to ja osobiście tekst ten piszę i publikuję z lękiem, a nazwiska boję się ujawnić. Do takiego poziomu doszliśmy.
PS. Autor tego tekstu prosił o anonimowość

Nieco historii dla przypomnienia i dla przyszłości

Poniższego tekst ze strony sumwybory2012.pl

Pamięć jest niestety zawodna. Niewielu z dyskutantów ma świadomość o stanie naszej Uczelni, gdy w demokratycznych wyborach JM Rektorem została Prof. Ewa Małecka-Tendera. Przerost zatrudnienia, wskazany w raporcie NIK, oraz nie-dopensowanie stanowiły wyzwanie dla nowego Rektora. W niektórych katedrach etatowe zatrudnienie ponad pensum przekraczało 2 etaty. Dodam, że w owym czasie (2006 rok) można było wyliczyć (przy nadzwyczajnej dobrej woli) 44 „wiecznych” adiunktów, których łączny staż w SUM wynosił średnio 17lat, a dorobek naukowy sumarycznie nie przekraczał 10 punktów IF w ciągu całego okresu zatrudnienia (17lat x 44 = 748 osobo-lat). Oznacza to nic mniej niż więcej, że każdego roku dorobek naukowy owych wiecznych adiunktów wynosił 0.01336 punktów IF. Chcąc być wiarygodnym dodam, że owe niecałe 10 IF zgromadziło 3 spośród 44 adiunktów (zatrudnionych wówczas w SUM od odpowiednio 17, 19 i 20lat). Owi adiunkci są obecnie doktorami habilitowanymi. Los pozostałych wiązał się z wiekiem (7 osób, ochrona emerytalna), stanem zdrowia (3 osoby), ochroną kadrową (działacz związków zawodowych (1 osoba do nadal, znaczy kolejne 6 lat, nadal IF = ZERO)). 15 OSÓB (PIĘTNAŚCIE !!!), których średni okres zatrudnienia w SUM wynosił 15 lat, a łączny IF wynosił ZERO, zostało zwolnionych. Pozostali byli przesunięci na etat wykładowcy /starszego wykładowcy. Posunięcie JM Pani Rektor nie było gestem, tylko „naiwną dobrodusznością”. Istniały bowiem prawne i realne podstawy, aby redukcje etatów były większe. Owi „zachowani” są dzisiaj piewcami wrogości do JM Rektor (pomijam rzekomo niesłusznie zwolnionych).
Brak głosu obrony dotychczasowych Władz może irytować, zważywszy, iż w okresie sprawowania Urzędu, niektóre jednostki doczekały się awansu naukowego wszystkich zatrudnionych. Chętni krytyki powinni zainteresować się katedrami i klinikami, w których każdy zatrudniony szczyci się stopniem doktora habilitowanego, a niektóre jednostki niemal samymi tytularnymi profesorami. To owe kłody, kładzione przez JM Panią Rektor, pozwoliły niektórym na osiągniecie statusu, który pozwolił przesunąć partykularną rywalizację zawodową na obszar akademicki. Jaka jest wina JM Rektora, kiedy trzech tytularnych profesorów rywalizuje o stanowisko. Przyszły JM Rektor stanie wobec tego i podobnego problemu (Witek vs Sikora, Deja, Jasiński czy Bachowski, i inne przykłady).
Te bezprzykładne dowody „bezduszności” Władz SUM w mijających kadencjach JM Rektor Prof.Ewy Małeckiej-Tendery stanowią dzisiaj mechanizm lewarowy (trzeba poczytać w ekonomii) niektórych kandydatów na Urząd Rektora, a pewnie i na urzędy Prorektorów. Owi „Rektobile” powinni jednak pamiętać, kto „wykonał za nich” owe najbardziej niepopularne zmiany. Kto wziął na siebie odium, potęgowane przez nagłośnienie opiniami „skrzywdzonych”.
Przeciwnicy JM Pani Rektor, a w szczególności wrogowie PT Tenderów, winni są dokonania samooceny. Oczekuję, iż wskażą Oni, kiedy i w jakim zakresie działania JM Pani Rektor, bądź PT Tenderów naraziła Ich na szwank osobisty, zawodowy bądź naukowy. W jakim zakresie i jakimi metodami JM Pani Rektor bądź PT Tenderowie ograniczali ich możliwość uzyskiwania publikacji z IF. W jakim zakresie i jakimi metodami JM Pani Rektor bądź PT Tenderowie ograniczali ich możliwość w wypromowaniu doktorantów. W jakim zakresie i jakimi metodami JM Pani Rektor bądź PT Tenderowie ograniczali ich możliwości aktywności zawodowej i naukowej poza Uniwersytetem. W jakim stopniu „niewyobrażana arogancja” JM Pani Rektor bądź PT Tenderów szkodziła Profesorom Pluskiewiczowi czy Więckowi? I czy rzeczywiście owi „Rektobile” czują się szczególnie zaszczutymi?
Jeśli kryterium wyboru kolejnego Rektora ma być stopień „zaszczucia” przez dotychczasowe Władze SUM, konieczne jest wykazanie, iż działania były rzeczywiście ograniczające. Niech wrogowie "znienawidzonych PT.Tenderów" wskażą obszary Ich „hańbiących” działań. Jednak, niech wrogowie PT Tenderów powołują się na osobiste doświadczenia, a nie rzekomą dyskryminację innych (np. Romaniuk wg Wylęgała). Albo, jeśli powołują się na te doświadczenia, niech przedstawią pisemne stwierdzenia pokrzywdzonych.
Wreszcie kilka uwag odnośnie kondycji finansowej. Dobrze zorientowany Profesor rozsyła informacje, mające wskazać na indolencję byłych Władz. Jak każdy doświadczony przedsiębiorca ma świadomość, iż pozyskanie funduszy koniecznie wiąże się z kondycją finansową, która na początku działań JM Pani Rektor była obiektywnie negatywna. Pewnie, gdybyśmy wówczas wybrali Tego Profesora na Urząd Rektora byłoby inaczej. Mając liczne długi uzyskałby miliardy z Unii Europejskiej. Ale niestety wówczas nie startował. Inny z krytyków jeszcze nigdy nie sprawował żadnej, nawet pomniejszej roli w SUM (pewnie go sekowano, ale dlaczego?). Ale dzisiaj wydaje się niemal pewnie, iż pozyskałby On miliony Euro dla SUM. Ciekawe jak? Jako Rektobilowi pozostaje Mu wykazać to w toku debaty przedwyborczej.
Można dyskutować o stylu sprawowania władzy przez ostatnie lata. Może nie sprostały one oczekiwaniom. Ale, racjonalne zachowanie względem emocjonalnym muszą wziąć górę, niezależnie od sprawujących władzę. Poza tym „spiskowe” rozważania winny być zestawione z formalnymi wymogami. Obawiam się, że te pierwsze nie mają szans wobec realiów.
Na zakończenie dodam, iż uczciwość wymaga, aby dorobek naukowy poszczególnych dyskutantów był afiliowany do miejsca w którym był uzyskany. Jeśli miejsce jest poza Uniwersytetem, to nie przystoi wskazywać SUM jako afiliację. Uniwersytetowi nie zaszkodzi, jeśli indywidualny dorobek okaże się funkcją działań poza SUM. Wręcz przeciwnie, afiliację swoich działań poza SUM, traktowałbym jako nieuprawnione. Wręcz jako wykorzystywanie etykiety SUM (właściwy profesor pewnie się odezwie jak nożycie, ostatnio ulubieniec).
Adwersarzom i wrogom JM Pani Rektor, a w szczególności PT Tenderom, w tym maturzystom w okresie kiedy uzyskiwali Oni najwyższe pozycje w nauce światowej, polecałbym powściągliwość. A tym, dzięki którym uzyskali obecny status, chwilę rozwagi.
Wreszcie, wskazane byłoby, aby krytyczną i konstruktywną opinię wyrazili studenci SUM. Ich opinia może być wiążąca o tyle, o ile Ich starania były obiektywne. Niemniej byłoby ważne dla Rektorobila, aby owa grupa wskazała obszary potencjalnej aktywości przyszłego Rektora, których beneficjentami byliby studenci. Ważne też, aby Samorząd Studencki zabrał głos w „potwarząjącej” dyskusji o ustępujących Władzach SUM.

Chciałbym w kilku zdaniach odnieść się do powyższego tekstu, który został przez dr hab. M. Sosnowskiego nadesłany na stronę sumwybory2012.pl. Warto go skomentować z jednego bardzo prostego powodu: autor pokazał, jakie są aktualne podstawy funkcjonowania naszej uczelni; opisując różne sprawy zademonstrował, pewnie nieświadomie, jak patologiczne zasady w niej obowiązują. Znakomicie ujął stan rzeczy celnie pokazując stosowane metody, ale przede wszystkim odsłonił warstwę mentalną. Nie ma zgody by uczelnia była organizmem, w którym władza „rządzi”, a pracownicy słuchają; to powinno być miejsce swobodnego rozwoju, dyskusji, wymiany argumentów. Tego wszystkiego nas pozbawiono stąd krytyka władz, a Pani Rektor w szczególności. Rektor nie jest powołany, by kierować według własnego „widzimisię” jakąś bliżej nieokreśloną grupą osób, to ma być lider wytyczający kierunki rozwoju pozostając przy tym jednym z członków społeczności akademickiej. Z tekstu, jakże dobitnie przebija się podział na władzę i podwładnych.

I to ma się zmienić w naszej uczelni, by móc ją nazwać uniwersytetem.

Trudno mi także pojąć, dlaczego w imieniu Państwa Tenderów występuje osoba trzecia. Czy sami zainteresowani nie mogą zabrać głosu wykładając swoje racje? To jest typowe dla znanego nam wszystkim panującego w uczelni zwyczaju: władza mówi (rozkazuje), pracownik słucha (i wykonuje posłusznie polecenia). Władza nie dyskutuje, władza wie lepiej, co jest dobre, a co złe. Sam byłem dokładnie tak potraktowany na spotkaniu 27.04 w sprawie debaty wyborczej, miałem potulnie zgodzić się na wszystko zgodnie z opinią Pani Rektor.

Na koniec odniosę się do pytania postawionego przez dr hab. M. Sosnowskiego:
W jakim stopniu „niewyobrażana arogancja” JM Pani Rektor bądź PT Tenderów szkodziła Profesorom Pluskiewiczowi czy Więckowi?

Wypowiem się w moim imieniu. Pani Rektor dwukrotnie odmówiła mi nadania stopnia profesora zwyczajnego, choć spełniałem wszelkie wymogi. Dwie moje doktorantki (nie podam nazwisk bo nie mam ich zgody) miały, dzięki osobistym staraniom Pani Rektor, CZTERY razy wszczęcie przewodu doktorskiego. I trzecia, najważniejsza sprawa; w 2008 roku, na dwa miesiące przed wyborami rektorskimi z inicjatywy Pani Rektor doszło do postawienia mi zarzutów dyscyplinarnych. Skoro byłem tak nierozsądny, by kandydować na stanowisko rektora to należało mi pokazać, gdzie jest moje miejsce w szeregu. Zarzuty zostały w lipcu, dwa miesiące po rozstrzygnięciu wyborów, oddalone przez Komisję Dyscyplinarną (nie otrzymałem żadnej kary). Obrzucono mnie błotem, co gorsza, ta sprawa nie mogła nie wpłynąć na wynik głosowania.
Oczywiście, nigdy nie usłyszałem słowa „przepraszam”.

Ale moje losy to nic wobec losów wielu, bardzo wielu ludzi, którzy zostali dotkliwie „poturbowani” przez władzę w ostatnich 7 latach. Jaka jest społeczna ocena działań i postawy Państwa Tenderów wiemy dzięki wyborom do Rady Wydziału i Senatu. I na tym zamknijmy tę żenującą obronę straconych pozycji.

piątek, 4 maja 2012

Debata wyborcza

Przedstawiciel Samorządu Studenckiego Oskar Bożek przesłał mi informacje dotyczące spotkania z kandydatami do objęcia stanowiska rektora. Pierwotnie zamierzano zorganizować debatę z równoczesnym udziałem czworga kandydatów, ale wobec braku zgody wszystkich spośród nich na taką formułę odbędą się cztery osobne spotkania. Osobiście uważam, że debata stwarza lepsze szanse na poznanie poglądów kandydatów, ale z przyjemnością spotkam się ze studentami także w zaproponowanej formie.
Studenci załączyli długą listę pytań i problemów do dyskusji; muszę przyznać, że zakres poruszonych spraw jest imponujący co świadczy o ich dużej wiedzy dotyczącej uczelni oraz chęci wszechstronnego poznania poglądów kandydatów. Jedyny problem to krótki czas spotkania ustalony na 45 minut. Gdy dodamy do tego jeszcze pytania z sali, które są zawsze „solą” każdej prawdziwej dyskusji, to dyscyplina czasowa będzie podstawowym warunkiem sukcesu spotkania.
Sądzę, że tak dojrzałe podejście naszych młodszych Koleżanek i Kolegów – Elektorów do sprawy wyboru przyszłego rektora świadczy, że interesują się oni życiem uczelni od dawna, nie wątpię, że sylwetki, działalność w uczelni i dorobek życiowy każdego z kandydatów są im dobrze znane. Moje spotkania ze studentami w 2005 i 2008 roku były bardzo interesujące, a studenci byli niezwykle wymagającymi rozmówcami; nie wątpię, że tak będzie także tym razem.

czwartek, 3 maja 2012

Apel anonimowego Czytelnika do Profesora W. Pierzchały

Anonimowy pisze...
Do Pana Prof W. Pierzchały,
Panie Profesorze bardzo Pana cenię za nieprzeciętne zdolności intelektualne, organizacyjne i doświadczenie. Pana wystąpienia, interpretacje medyczne są znakomite.
Jest Pan świadom dzisiejszej walki politycznej jaka się toczy na SUM. Pana honorowa decyzja o przekazaniu prowadzenia debaty wyborczej osobie niezależnej (o niepodważalnym braku konfliktu interesów) byłaby nieprzeciętna, byłaby najwyższej rangi i wymagałaby najwyższego szacunku od każdej z zainteresowanych stron.

3 maja 2012 21:01

środa, 2 maja 2012

O debacie wyborczej po raz kolejny

Przyszedł do mnie list. Bardzo ważny. Nadawcą jest Pani Prof. E. Birkner, Przewodnicząca Uczelnianej Komisji Wyborczej (UKW).
Pani Profesor zwraca uwagę, że UKW w swych zadaniach nie ma obowiązku przeprowadzania debaty wyborczej.

No cóż, Szanowna Pani, nie ma też punktu, który mówi, że UKW takiej debaty zorganizować i nadzorować nie może. A zdanie, które przywołuje Pani Przewodnicząca ...organizowanie wyborów i czuwanie nad ich prawidłowością... to wręcz potwierdzenie tego poglądu.

Moim zdaniem, zgodnie z nazwą, Komisja ma wręcz niezbywalne prawo, by debatę zorganizować. Być może, w czasach kiedy tworzono „zręby funkcjonowania” UKW nikt nawet nie myślał o bezpośrednich pojedynkach wyborczych, ale czasy się zmieniają i UKW powinna o tym wiedzieć najlepiej. Umywanie rąk w takiej sytuacji i zasłanianie się zapisami nie świadczy najlepiej…
Swoją drogą, jest wręcz żenujące, że Przewodnicząca UKW nie wie nawet, czy będzie zaproszona na spotkanie w dotyczące debaty.

Sprawa powinna być rozpatrywana w szerszym kontekście.
Czy jest dopuszczalne z punktu widzenia bezstronności całej procedury by debatę wyborczą organizowała Pani Rektor, szczególnie w sytuacji gdy dwie osoby z grona prorektorów stają do wyborów?

Szanowny Panie Profesorze

Zgodnie z Regulaminem Wyborów zadaniem Komisji Wyborczej jest organizowanie wyborów i czuwanie nad ich prawidłowym przebiegiem. Uczelniana Komisja Wyborcza musi być całkowicie bezstronna w związku z czym jako Jej Przewodnicząca nie jestem upoważniona do zwoływania spotkań kandydatów do objęcia urzędu rektora.

Zgodnie z informacją umieszczoną na oficjalnej stronie internetowej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego spotkanie kandydatów ma odbyć się w piątek (04.05.2012) lub w poniedziałek (07.05.2012). Jeżeli otrzymam oficjalne zaproszenie, oczywiście będę.

Z poważaniem,
Ewa Birkner

wtorek, 1 maja 2012

Podsumowanie kwietnia 2012

Podsumowanie minionego miesiąca jest jedno – wybory. Wybory były w centrum naszej uwagi, to jest zawsze gorący czas w każdej uczelni. Ale tym razem zainteresowanie wyborami znacznie przekroczyło doświadczenia znane z przeszłości w naszej uczelni. Gdy zestawimy obojętność lub co najwyżej umiarkowane zainteresowanie wobec wydarzeń w uczelni prezentowaną przez pracowników uczelni w minionych latach różnica jest uderzająca. To, co się wydarzyło jest fantastycznym przykładem uwolnienia aktywności społecznej, nagle okazało się, że sprawy uczelni są bliskie wielu z nas. Lata usiłowania wmówienia nam, że nie powinniśmy, wręcz nie możemy zbytnio angażować się w bieżące wydarzenia, prysły w parę dni. Znów poczuliśmy się u siebie, podniosły się głowy, uwierzyliśmy w możliwość lepszej przyszłości nie tylko dla wybrańców losu. A wszystko to stało się w znacznej mierze za sprawą Internetu. Blog oraz witryna biły rekordy zainteresowania. Zanotowałem ponad 15.000 wejść, z dziennym rekordem 1178 trudnym do pobicia (pod tekstem prezentuję wykres dzienny). To świetnie, że wymyślono coś takiego i w sieci możemy prowadzić akcję informacyjną oraz dyskutować. Ale to jest tylko zastępstwo dla dyskusji, która powinna toczyć się w gremiach kolegialnych uczelni. Ta patologiczna sytuacja musi się zmienić, a jednym z podstawowych celów, jakie mi przyświecają, jako kandydatowi w wyborach rektorskich, jest przywrócenie normalności w naszej uczelni. Musimy całkowicie odrzucić narzucony nam model pseudoakademickości na rzecz tradycyjnych wartości, kryjących się pod takimi pojęciami, jak wolność, etyka, demokracja.

Do wczoraj tekst kończył się w tym miejscu, ale życie toczy się dalej. Wieczorem zamieściłem swoje opinie dotyczące zasad debaty wyborczej 11 maja. Uczelnia, w której pracuję ma dla mnie ogromne znaczenie, tu pracuję, tu mam zamiar dalej pracować, w końcu w tej uczelni po raz trzeci staję do wyborów rektorskich. Próba podjęta przez władze uczelni w osobach Pani Rektor Prof. E. Małecką-Tenderę oraz Prorektorów Prof. K. Olczyk i Prof. P. Jałowieckiego, by mnie wyeliminować z gry wyborczej poprzez manipulowanie przy procedurze debaty nie uda się. Nie dam się, jak przed czterema laty, zepchnąć na margines, jako człowieka obciążonego „poważnymi”, a w istocie nikczemnymi zarzutami. Niezależnie od tych i być może jeszcze innych przygotowywanych sposobów na zdezawuowanie mnie, jako kandydata, informuję, że będę uczestniczył na wszelkie potrzebne sposoby w dialogu z pracownikami uczelni, w tym także debacie wyborczej.

Ostatnie wydarzenia pokazują także, jak ogromny dystans dzieli pojęcie „demokracja akademicka”, rozumiana, jako system funkcjonowania uczelni oparty na dyskusji, wymianie argumentów i wolności przy zachowaniu równowagi pomiędzy podmiotami uniwersytetu (władze, pracownicy, studenci) od modelu dziś realizowanego w naszej uczelni. Próby zawłaszczenia uczelni przez nieliczną grupkę osób widzimy na przykładzie działań mających na celu wypaczenie wyniku wyborów poprzez ingerencję w debatę wyborczą, która ma się stać tubą Prorektorów. Te najnowsze wydarzenia mobilizują do dalszych działań szerokie kręgi opozycyjne w uczelni wobec tak rozumianej „akademickości”. Mam coraz silniejsze przekonanie, że decyzja Kolegium Elektorów spowoduje, że w przyszłości nie będziemy więcej obserwatorami tego typu manipulacji i nadużycia władzy, a rektor będzie autentycznym przywódcą, służącym ogółowi społeczności akademickiej.

wykres odwiedzin - kwiecień 2012