Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

sobota, 28 kwietnia 2012

W odpowiedzi Czytelnikowi

Tak a propos listy. Takie listy krążyły od zawsze i proszę nie udawać oburzenia, bo tak było przy poprzednich wyborach i każdych wcześniejszych. Takie listy zawsze dostawali "zaufani" z danego obozu, a każdy obóz miał swoje. Zresztą w tych wyborach listy mają nie tylko zwolennicy "władzy", ale także zwolennicy pana profesora, a także np. Solidarność. Przynajmniej tak jest w Katowicach. Szkoda, że Pan Profesor o tym nie wspomina. – dotyczy posta: ROZMOWA Z SAMODZIELNYM PRACOWNIKIEM NAUKI

27 kwietnia dotarł ten komentarz. Nie opublikowałem go, gdyż jest to typowy komentarz zaciemniający obraz wydarzeń i bez moich wyjaśnień czyni tylko szkody miast klarować sytuację. Jest prawdą, że od „zawsze” tworzono listy osób pożądanych, jako wyborcy poszczególnych kandydatów w wyborach rektorskich. Dotyczyły osób mających znaleźć się w gronie Kolegium Elektorów. Ta praktyka nie jest może zbyt elegancka, ale jest to znana od pokoleń działalność typu lobbistycznego. Zupełnie inna sytuacja dotyczy list osób pożądanych, jako członkowie Rad Wydziału. Tu wskazano osoby, które mają zasiadać w RW na okres całej, czteroletniej kadencji. Czymś innym jest lobbować za wyborcami, a co innego dążyć do eliminacji części profesorów i doktorów habilitowanych z grona RW. Ten kto stał za stworzeniem tych list (ciekawe, że powstały równocześnie w Zabrzu i Katowicach, prawda?) nie ma odwagi się do tego przyznać, ale to właśnie ten ruch przyczynił się walnie do wykopania niepotrzebnego nikomu rowu. Zatem słowa pokazanego komentarza (niestety anonimowego…) wypaczają obraz rzeczywistości i nie mają nic wspólnego z dyskusją.

Kolejny raz apeluję do zwolenników list do RW, ujawnijcie się, zaprezentujcie motywy swych działań. My, spoza list, jesteśmy znani z imienia i nazwiska. Ja od 4 lat podpisuję na tym blogu każdy tekst i przyjmuję za to odpowiedzialność.

Sądzę, że sprawa, choć ważna, nie powinna więcej zaprzątać naszej uwagi. Wokół toczy się wiele bardzo istotnych dla naszej przyszłości wydarzeń. Musimy spojrzeć dalej, by budować wspólną przyszłość w oparciu o porozumienie wypracowywane w toku merytorycznej dyskusji, w której każdy wypowie własne poglądy. Jak wyglądały dyskusje w minionych latach wiemy wszyscy.

Wczoraj byłem uczestnikiem spotkania dotyczącego zasad debaty wyborczej, na którym mogłem wypowiedzieć swoje poglądy, ale i tak miało być jak sobie życzy Pani Rektor (patrz wczorajszy tekst). Taka niby-demokracja, niby-rozmowa, ale ma być jak chce władza. Nie ma zgody na kontynuację tego szkodliwego modelu jednowładztwa rektora, narzucającego swe racje nie siłą argumentów, ale argumentem siły. Rektor nie jest suwerenem, ma służyć społeczności akademickiej.

Sądzę, że jedną z kluczowych przesłanek decydujących na wyborze nowego rektora, ale także prorektorów oraz dziekanów, powinna być uważna analiza ich postawy i postępowania w latach minionych. Program-laurkę nie jest trudno napisać, ale czy ktoś rozsądny uwierzy w cudowną transformację człowieka?

5 komentarze:

Anonimowy pisze...

Ktoś musi się odezwać w imieniu osób z tzw. listy. Proszę mi wybaczyć, że zrobię to anonimowo, ale nie jestem samobójczynią. Dostałam propozycję z typu nie do odrzucenia, albo wejdziesz na listę, albo znikniesz ze składu rady wydziału. Co robić? mój osobisty interes był prosty-chciałam tam się znaleźć. Co wcale nie oznacza, że nie mam poczucia pewnej winy i zażenowania. Proszę moje koleżanki i kolegów o wybaczenie. Ale proszę także spojrzeć na te sprawę w kategoriach czysto matematycznych i liczbowych. Otóż każdemu z nas z listy zależało na wejściu do rady, dlatego byliśmy tak zwarci (10 osób się wyłamało, skoro 10 osób spoza listy jednak weszło do rady). Ale lista spełniła już swą rolę, nie będzie wpływać na wybór rektora. Stąd należy trzeźwo ocenić poparcie dla kandydatów z wydziału, w istocie poparcie dla Prof. Pluskiewicza było w przybliżeniu DWUKROTNIE większe niż dla Prof. Jałowieckiego. Prof. Pluskiewicz dostał 46 głosów (10 z listy + 36 spoza niej), Prof. Jałowiecki otrzymał 59 głosów (41 z listy + 18 spoza). Gdyby nie interes osobisty każdego z listy wyniki byłyby zupełnie inne. Konkludując, to Prof. Pluskiewicz może optymistycznie patrzeć w przyszłość, Prof. Jałowieckiemu pozostaje liczyć na cud nad Brynicą...

Anonimowy pisze...

Panie Profesorze, cóż to za etyka Kalego. Jak my układamy listy to jest to normalne lobbowanie, jak "oni" układają listy to jest to bardzo złe. Dla wyśnienia, w Katowicach rozdawane były/są listy także na wybory do RW, co więcej, wśród przeciwników "władzy" nie są to listy "pozytywne", ale także listy negatywne - kogo skreślić bo nie nasz. Takie listy krążą po obu stronach co nie jest tajemnicą, więc proszę tu bajek o listach elektorów nie pisać.
Oczywiście podejrzewam, że jednak Pan nie zdecyduje się opublikować tego komentarza, bo "zaciemnia obraz wydarzeń".

Anonimowy pisze...

Jeszcze w uzupełnieniu do kolejnej próby manipulowania rzeczywistością z godz. 15:23. Proszę zauważyć istotną różnicę: wszystkie listy lobbujące ZA osobami do RW lub Kolegium Elektorów są głosem ZA danymi osobami, a lista wskazującą osoby godne zasiadania w RW to list PRZECIW innych osobom. To zasadnicza różnica.
Wojciech Pluskiewicz

Anonimowy pisze...

Panie Profesorze, cieszę się, że jednak Pan umieścił mój komentarz. Myślę, że żadną rzeczywistością nie manipuluję, nie jestem z "obozu władzy", ale cenię sobie prawdę i jej ukrywanie "dla wyższego dobra" tak samo mnie mierzi jak pewne działania władz. Nie podejrzewając Pana Profesora o celowe działanie, przypuszczam, że to co Pan pisze wynika z nieznajomości jak sprawa list wygląda na WLK. Nie piszę o sytuacji na wydziale zabrzańskim, bo jej nie znam. Jak pisałem we wcześniejszym komentarzu, np. lista rozsyłana przez Solidarność była listą przeciw, podobne listy przeciw były tworzone w ramach walki np. z pracownikami teorii (chyba postrzeganymi jako zwolennicy obecnego Dziekana?) - klinicyści mieli ich cytuję "wyciąć". Oczywiście druga strona też czysta nie jest i listy (a jakże pozytywne) rozdaje. Proszę tego nie odbierać jako głosu za listami, po prostu stwierdzam, że takie są tworzone przez każdy obóz. Czy to jest naganne, czy nie to kwestia dyskusji, proszę tylko nie pisać, że to domena tylko jednej opcji (może w Zabrzu tak jest, w Katowicach z pewnością nie).

Salamandra pisze...

Witam
co do listy powiem o dwóch sprawach: po pierwsze list było wiele ja widziałam listę z solidarności .....mnie na niej nie było, słyszałam tez o tzw "liście dziekana"...tez mnie na niej nie było... do rady wydziału nie weszłam...moje odczucie ze jednak to nie jest do końca w porządku pozostało...jeśli przegrywamy w uczciwej walce wszystko jest ok, ale jeśli jest tak jak u nas ....zostaje niesmak