Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

piątek, 10 czerwca 2011

Z ŻYCIA WYDZIAŁU

Wczorajsze posiedzenie Rady Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym w Zabrzu można opisać krótko choć wcale nie było krótkie. Można sądzić, że czas od godziny 9 do 14 jest wystarczająco długi, by wypełnić go wartościowymi treściami.
Z pewnością do pozytywów można zaliczyć kolokwium habilitacyjne dr Timka. Świetny habilitant, sprawnie przeprowadzone kolokwium, ale trudno uznać to za nasz sukces skoro to Polak pracujący od lat w USA. To miłe było gościć Go w naszej uczelni.
I druga sprawa, niestety smutna. Dotyczy planów przekształcenia Katedry Farmakologii w Katedrę Farmakologii z dodatkiem Materiałoznawstwa Stomatologicznego. Sama koncepcja każdemu nieco znającemu medycynę musi wydać nieco dziwna, ale doprawdy niezrozumiała była godzinna dyskusja w tej sprawie. Okazało się, że ta idea nie ma akceptacji kierownika Katedry Prof. T. Krzemińskiego, który w niezbyt czytelny sposób prezentował swoje racje. Z kolei argumenty przedstawiane przez Dziekana Prof. W. Króla oraz innych osób wcale nie dawały, w mojej opinii, przekonywujących dowodów sensowności tego pomysłu. Gdy doszło do głosowania nad nazwą nowej jednostki (jeszcze nie głosowania nad samym jej powołaniem) i niewielka liczba osób była „za” co wskazywało, że Rada Wydziału raczej odrzuci w głosowaniu jej powołanie, nagle Dziekan zauważył, że nie ma quorum i odłożył tę sprawę.
Miałem wrażenie, że jestem w kabarecie, w dodatku marnym kabarecie, a nie na posiedzeniu poważnej instytucji. Zamiast merytorycznej dyskusji uwaga skupiała się na trzeciorzędnych kwestiach, osobistych wycieczkach i słownych utarczkach.

Zabrzański smutek…

35 komentarze:

Anonimowy pisze...

Proponuję przeniesienie strony do hostingu www.darmowestrony.tk

Anonimowy pisze...

Kilka słów odnośnie tego dziwnego tworu, proponowanego przez Dziekana Króla, czyli mariażu farmakologii i stomatologii. Sprawa jest dość prosta, dzięki powołaniu nowej jednostki trzeba będzie rozpisać nowy konkurs na kierownika i wtedy jest szansa na usunięcie Prof. Krzemińskiego. A że przy okazji skompromituje się WYDZIAŁ LEKARSKI to drobiazg! liczy się tylko prywatny interes władzy! skoro Rada Wydziału ma się znów spotkać by "klepnąć" te pomysły Dziekana to pozostaje liczyć na rozsądek jej członków!

Anonimowy pisze...

Ponieważ nie udało się "klepnąć sprawy" na ostatniej radzie (gdy okazało się, że głosów negatywnych jest za dużo ogłoszono brak quorum choć nie przeszkodziło to kontynuować radę)przemyślny inżynier zwołał nieplanowaną, godzinną radę na 16 06 aby "dokończyć" nieprzegłosowane punkty. Zapewne postara się wcześniej "przekonać" niezdecydowanych a czasu na dyskusję nie będzie. Na ostatniej radzie dziekan nawet nie wiedział jak nowa jednostka ma się nazywać Czy to zresztą istotne? Chodzi przecież tylko o to żeby obsadzić wszystkie stołki swoimi ludźmi bez względu na koszty dla wydziału i uczelni. A czasu coraz mniej i topnieje grupka klakierów.....coraz trudniej zastraszać i kusić obietnicami....

Anonimowy pisze...

Pytanie: czy takie decyzję mogą przyśpieszać przekształcanie SUM w Wyższą Zawodową Szkołę Medyczną ?

Anonimowy pisze...

A może by tak sprawdzić w ministerstiwe zgodność takiego połączenia jendostek z wymogami akredytacji dla uczelni medycznych oraz kategoryzacją wydziałów medycznych ?

Anonimowy pisze...

Stomatologia jest świeżo po akredytacji dlatego dziekan czuje się bezkarny. Odpowiedzialność spadnie na następców.

Anonimowy pisze...

Zawsze związki zawodowe mogą wystąpić z pismem do Min. Nauki z prośbą o konsultacje. Prawdopodobnie takiego tworu nie ma w skali kraju.

Anonimowy pisze...

Z całym szacunkiem do farmakologów z Zabrza, którzy są na pewno najlepszymi specjalistami w swojej dziedzinie, ale to tak jakby przyłączyć pediatrię do biostatystyki. To wyjdzie na szkodę studentów. Bardziej można było by zrozumieć mariaż z politechniką śląską lub UŚ. Tam są odpowiedni naukowcy posiadający określoną wiedzę techniczną.

Anonimowy pisze...

Czytając powyższe wpisy można uznać, że ten absurdalny pomysł oceniany jest jednoznacznie. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na wpis Anonimowego z 20:06 z dnia 11.06., który zauważa, ze jest to sposób na wymianę "niewygodnego" kierownika Katedry i jeśli (co mimo wszystko wątpliwe) uda się ten pionierski w skali kraju pomysł przeforsować może to stanowić ostrzeżenie dla innych.

Okazuje się bowiem, że dla naszych władz "impossible is nothing" i najbardziej niesamowite rozwiązania wchodzą w grę (może kardiologia z ortopedią? albo filozofia z fizjologią?).

Cała sprawa ma jednak kilka innych wątków, które zwracają uwagę. Po pierwsze przytacza się zagadkową i niejasną petycję studentów o zmiany w funkcjonowaniu (czytaj podział) Katedry (którego roku stomatologii? czy aby nie nie pierwszego i drugiego "żeby im było lżej", a podobno wśród "zatroskanych" o kierunek zmian znalazł się nawet podpis...absolwenta). To zaskakujące i może warto zwrócić uwagę czytelników i autora bloga na to, że dyskutowany tutaj kilka dni temu postulat oceny ankietowej dokonywanej przez studentów właśnie na farmakologii działa w pełnym wymiarze - ocena przedmiotu i wolne opinie na jego temat są do wglądu w gablocie Katedry; o tym jak oceniane są przez studentów zmiany na Farmakologii można korzystając przy okazji z piękna wiosennej Rokitnicy, na własne oczy się przekonać.

Kolejną kwestią jest niezrozumiała sytuacja z kworum. Jak to się stało, że przy przeliczaniu głosów w sprawie ww. tematu nie udało się uzbierać minimalnej wymaganej liczby członków RW, a przystąpiono do habilitacji już w wystarczającym gronie? Bo liczono tylko samodzielnych, a nie wszystkich członków RW, a wszyscy są uprawnieni do głosowania TAKICH zmian jak przekształcanie jednostek dydaktycznych. Przecież był to oczywisty szwindel, który można łatwo udowodnić za pomocą nagrań z posiedzenia Rady - bo na obiektywne sprawozdanie liczyć mogą jedynie najbardziej naiwni... Kiepski kabaret - to określenie Prof. Pluskiewicza oddaje cały klimat sytuacji. A może całe zamieszanie ma bardziej przyziemne powody?

Może aby niektórzy wybitni studenci ukończyli szczęśliwie drogę do gabinetu i tytułu lek.dent. należy w ogóle zawiesić funkcjonowanie tej Katedry? Przecież usłyszeliśmy już od jednego z uczestników RW opinię, ze poziom prowadzonych tam zajęć jest "za wysoki"...

A co do współpracy na niwie farmakolodzy-stomatolodzy, mogliśmy usłyszeć o niej na radzie wydziału. Czym innym jest pisanie prac klinicznych z dziedziny stomatologii z pomocą farmakologów, a czym innym nabijanie sobie potrzebnych punktów IF z dziedzin odległych od stomatologii jak stąd na księżyc.

Kto jest bardziej dociekliwy, może znaleźć owoce współpracy największych entuzjastów-stomatologów (w tym nawet docentów...) pomysłu tej niebywałej fuzji wklepując ich nazwiska do PubMedu. Wypada tylko pogratulować szerokich horyzontów, które nie kończą się na propedeutyce stomatologii czy materiałoznawstwie, ale zahaczają o zdawałoby się odległe kwestie takie jak mikrodializaty czy zwierzęce modele chorób neurodegeneracyjnych...

Na koniec - czy ktoś w Katowicach w ogóle wie o pionierskich posunięciach Dziekana? Doprawdy, trzeba zmysłu inżynierskiego by dopasować do siebie tak zgoła odległe dyscypliny...

Anonimowy pisze...

O piśmie studentów nie wiedział nic samorząd studencki a całą akcją sterował dziekan! Powszechnie znana jest "troska" dziekana króla o pewną grupę studentów, którzy bez niej nie ukończyliby żadnych studiów. Biada tym wykładowcom,którzy nie ulegają presji! Oczywiście nie dla nich funkcje i stanowiska. Mogą liczyć natomiast na ciągłe szykany.

Anonimowy pisze...

Po przeczytaniu przedostatniego komentarza odebrało mi głos. Szok, to za mało powiedziane. Jeżeli jest to prawda co tam napisane, to po prostu nie mieści się w jakichkolwiek ramach akademickich. Ministerstwo zaczyna szczegółową kontrolę jakości małych wyższych szkół prywatnych, może jednak zainteresuje się wydziałem w Zabrzu ? Skoro są nagrania, to wszystko można sprawdzić i rozwiać wątpliwości. Skoro jest petycja z podpisami (czytelnymi ?) studentów, to powinno się ją pokazać na forum ? Jest różnica pomiędzy 1-2 studentami, które z prywatnych (?) powodów piszą petycję, a znaczącą ilością jednego lub więcej roczników. Kiedyś, ktoś kto skończył Zabrze był z tego dumny, czy na pewno jest tak i teraz ?

Anonimowy pisze...

A tak w ogóle - dopisywanie innych autorów, którzy nie mieli kompletnie żadnego udziału w pracy badawczej i publikacji (jeżeli tak było) tylko z powodu zbierania punktów jest 'występkiem' większego kalibru od plagiatu. Tak stierdziły osoby-eksperci zajmujący się etyką w nauce podczas kilku konferencji w Polsce w tym roku. To tak jakby plagiat-za-przyzwoleniem.

Czyli można nic nie robić naukowo, ale jeżeli ma się odpowiednich znajomych nagle, bez napisania jednego akapitu ktoś znajduje się na pierwszym miejscu w rankingach i jeszcze dostaje nagrodę rektora ? W takim przypadku to też nieuczciwe, szczególnie wobec kolegów.

Zdaniem prawników również osoba, która dopisuje kogoś, kto nie miał żadnego udziału popełnia wykroczenie potwierdzając nieprawdę, czyli fałszując skład zespołu badawczego. Poza tym, czy etyczne jest wykorzystywanie pracownika, często młodego i wystraszonego doktoranta do dzielenia się swoim dorobkiem naukowym ? on spędza miesiące w laboratorium, daje swoją wiedzę i umiejętności tylko dlatego, że komuś nie chce się pisać prac naukowych.

Anonimowy pisze...

Gdyby ktoś jeszcze chciał się przekonać co OBIEKTWYNI (bo już nie związani ŻADNYM interesem) studenci myślą o kierunku zmian na Katedrze Farmakologii w Zabrzu i jakości przeprowadzanych tam zajęć to informuję, że nie trzeba nawet fatygować się pod gablotkę w Rokitnicy...inicjatywa jest oddolna i powstała właśnie w odpowiedzi na "działania" Dziekana skierowane przeciw "niepokornym" asystentom którzy nie mają w zwyczaju zaliczać tym którzy zaliczyć "powinni.."

http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=7364

Obserwator - V rok WLZ

Anonimowy pisze...

Słusznie zauważono charakter "współpracy" niektórych stomatologicznych zwolenników dziwnej fuzji. Na szczęście w bazie danych biblioteki SUM można dokładnie sprawdzić o jakie i czyje prace chodzi. Co najmniej gigantyczne zdumienie musi wzbudzić kolosalna przepaść pomiędzy specjalnościami jakie reprezentują ci "uczeni" a tematyką owych publikacji. Ciekawe na co liczy się przy kolejnych awansach? Czy żaden z zewnętrznych recenzentów nie zwróci uwagi na takie absurdy?

Anonimowy pisze...

Dopisywanie osób postronnych bez ich żadnego udziału jest nieuczuciwością naukową, czyli fałszerstwem z punktu widzenia prawa. Przy wysyłaniu publikacji do redakcji współautorzy muszą złożyć swój podpis. Podpisanie się nie będąc w żaden sposób uczestnikiem badań jest fałszerstwem. Właśnie powstała komisja przy ministerstwie do spraw etyki w nauce, która zajmuje się również takimi sprawami. Dodatkowo jest to bardzo nieuczciwe działanie akademickie, które fałszuje zasługi przy nagrodach i awansach. Osoba, która taki awans czy nagrodę dostanie po prostu skłamała i potwierdziła nieprawdę.

Anonimowy pisze...

Dopisywanie kogoś jako jednego z autorów pracy naukowej, w której nie miał żadnego udziału jest:
a) nieetyczne z punktu widzenia etyki
b) nieuczciwe z punktu widzenia rzetelności naukowej
c) poświadczeniem nieprawdy z punktu widzenia prawa
c) specyficzną formą plagiatu, czyli przywłaszczeniem cudzej pracy za zagodą autora lub współautorów

Pierwszą instancją oceny może być komisja etyki nauczycieli akademickich, która działa w każdej uczelni. W przypadku oczywistym, np. autor z całkowicie odrębnej dziedziny nauki, właściwie nie potrzebuje żadnych specjalnych dowodów, oświadczeń stron, etc. Jeżeli dziedzina i specjalność podejrzanego o dopisanie w zadnej sposób całkowicie nie pokrywa się z badaniami przez niego prowadzonymi - to jest potwierdzenie winy. Takich przypadków było kilka w USA, uniwersytety same rozwiązały ten problem, potwierdzając nieuczciwość naukowca i sankcjonując oceniając wyłącznie zgodność jego profilu działalności naukowej.

Senat SUM powinien uchwalić rozporządzenie wewnętrzne dotyczące tego problemu. Nie zlikwiduje go całkowicie, ale zminiejszy przypadki najbardziej ekstremalne. Można też wysłać email do p. Marka Wrońskiego, rzecznika ds. etyki przy Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. To znany ekspert w tej materii i "tropiciel plagiatów", pracowała naukowo przez długi czas w USA.

Anonimowy pisze...

Za przyjęcie do "grupy naukowej" należy się bezwzględne posłuszeństwo: głosowania na życzenie, komisje, zaliczenia itd. Kierownikiem jednostki musi być osoba, która nie wyhamuje procederu.

Anonimowy pisze...

Szanowni Czytelnicy,

jestem zdruzgotany waszymi podejrzeniami i ilością jadu, żółci i braku dobrej woli. Jestem absolutnie pewien, że [b] znajdą się [/b] dowody na to, że nazwiska propagatorów śmiałego przedsięwzięcia pt. Katedra Farmakologii i Materiałoznawstwa (tudzież odwrotnie...albo jeszcze inaczej...Pan Dziekan na pewno jakoś to po inżyniersku skonstruuje...) nie znalazły się w przytoczonych tutaj pracach bez powodu. Przecież można mieć zainteresowania naukowe z pozoru odległe od swej własnej dyscypliny! A przecież jednym z powodów którym tłumaczono "potrzebę chwili" połączenia obu katedr jest "zacieśnienie współpracy między stomatologami a farmakologami"...myślę, że współpraca będzie bardzo owocna...przynajmniej dla niektórych...

Tak czy inaczej, wydaje się, że dni Pirata Malezji na okręcie zwanym Farmakologią są już policzone...?

Anonimowy pisze...

W naszej katedrze to szef decyduje, kogo dopisać i na którym miejscu. Zwykle dopisywana osoba znajduje się nie na ostatnim, ale na drugim lub trzecim miejscu, żeby sie to dla niej liczyło. I rzeczywiście ta osoba dostała nagrodę, a ja nie. Podobno łaczą icj jakieś finansowe sprawy. Propozycje dawał szef. Dopóki bedziemy mieć takich nieetycznych zwierzchników, niesprawiedliwych i pazernych, to nasza nauka nie będzie kwitnąć, ponieważ ja nie dam się już na to nabrać.

Anonimowy pisze...

Można przesłać pytanie do redakcji czasopism, które nie tolerują nieuczciwości. Redakcje poważnych pism zagraniczych dbają o poziom naukowy i zwalaczają wszelkie formy naruszenia zasad etyki w nauce. Coraz częsciej dochodzi również do wycofania pracy, jeżeli jest w niej podana nieprawda. A poza tym, czy jest tam druga afiacja jednostki stomatologicznej, a nie tylko katedra farmakologii ? Jeżeli nie, to również jest to naruszenie etyki jeżeli współautor nie jest pracownikiem farmakologii.

Anonimowy pisze...

Do komentarza z godziny 12.47.

Można tylko współczuć młodemu człowiekowi, teraz już wie jakie może być środowisko akademickie i niech nie wierzy w tę zapewnienia i ideały. Za swoją pracę nawet nie dostał nagordy, za to kilka tysiecy może dostał ktoś inny umieszcozny na początku listy. Dlatego polskie uczelnie są w dopiero w 6-ej setce uczelni, czyli na końcu Europy.
Tak przy okazji - jak można oceniać w kategoriach uczciwości akademickiej kupowanie 'miejsca na liście autorów' ? Skandal to za mało powiedziane. Można zaryzykować tezę, że jest gorsze od typowego plagiatu, dotkliwą szkodę ponosi duża grupa osób zaangażowanych, a wyniki polsiej nauki są przez to całkowicie wypaczone.

Anonimowy pisze...

Czy ktoś z Państwa zna odpowiedź na pytanie jaką wiedzę z zakresu wysokospecjalistycznej neurobiochemii i naurofarmakologii posiada stomatolog klinicysta ? Czy zna się na receptorach, neuroprzekaźnikach i zaawansowanej biochemii ? Czy potrafi napisać choćby wstęp do typowo eksperymentalnej pracy z farmakologii ? raczej nie, czy potrafi stworzyć model badawczy, zaplanować metodykę, wykonać badania i zaanlizować wyniki ? chyba nie, jeżeli nie jest w stanie wykonać żadnych z powyższych to nie może również napisać dyskusji i tym bardziej wniosków. Czy może mieć udział w zbieraniu piśmiennictwa ? może, ale to nie daje prawa do bycia współdautorem. Przy okazji można sprawdzić na stronie biblioteki SUM, że zakład materiałoznawstwa raczej nie miał nic wspólnego z tymi publikacjami, ale dwie inne katedry stomatologiczne.

Anonimowy pisze...

Ależ temat "dopisywania" trwa już długo i nie dotyczy tylko układu farma-stoma. Zawsze jest ktoś kto potrafi robić IF i ktoś kto jest w tym słabszy ale ma inne walory, np. "układy" - i wtedy może rozwinąć się już prawdziwa "naukowa współpraca". Dobrą publikacją można "obskoczyć" czyjąś profesurę, habilitację a i na dorobek doktoranta skapnie. A zobowiązania z takich "zależności" zawsze się przydadzą...

Anonimowy pisze...

Oczywiście, w ten sposób każdy ma fajną publikację a co z tego, że wszyscy tą samą. Kazdy sobie nią odpowiednio do własnych potrzeb "wywija" (traci tylko Uczelnia)

Anonimowy pisze...

Zarówno w przypadku pracownika samodzielnego, który stara się o nadanie tytułu naukowego profesora, jak i niesamodzielnego, który stara się o habilitację, wymuszenie wpisania nazwiska do artykułu z niskich pobudek zbierania punktów impact factor jest wysoce naganne i szkodliwe społecznie. W czystej postaci to oszukiwanie rady wydziału macierzystej uczelni, recenzentów oraz centralnej komisji w Warszawie. CK nadaje tytuły na podstawie dorobku. Przedstawienie zafałszowanej listy publikacji to okłamanie CK. Poza tym to oszukiwanie uczelni co do parametryzacji jednostki, oceny okresowej i nagród finansowych.

Inni naukowcy w tym czasie działają naukowo, realizują granty, spędzają czas w laboratoriach, a ktoś nawet nie wie dokładnie, do czego został dopisany, zajmuje sie biznesem w swojej firmie, zarabia pieniądze i śmieje się z innych. A już wymuszanie takich rzeczy na doktorantach to wyjątkowo naganne postępowanie, kóre uczy oszustwa młodych naukowców.

Anonimowy pisze...

Widać wyraźnie, że jeden z tych autorów lekarzy dentystów przygotowuje się do habilitacji, a drugi zapewne do profesury. Czy komisja CK w Warszawie po przeanalizowaniu spójności dorobku naukowego nie będzie miała wątpliwości co do udziału w przeprowadzonych badaniach ?

Anonimowy pisze...

Jest odpowiedź dlaczego recenzenci nie mogli zauważyć tej dwuznaczności i nic mieli zastrzeżeń co do autorów. To łatwo sprawdzić, we wszystkich pracach z dodatkiem dentystów nie było w ogóle podanej ich macierzystej jednostki, w której pracują, była tylko jedna afiliacja, Department of Farmacology, Zabrze. Wniosek - podanie niepełnych danych przy afiliacji jednostek, tak jakby wszyscy autorzy pracowali w katedrze farmakologii, co wprowadziło w błąd recenzentów.

Anonimowy pisze...

Proponuję zapytać dzisiaj publicznie na radzie wydziału przedstawicieli dwóch zakładów stomatologii dlaczego nie ma podanej ich jednostki w artykułach napisanych przez farmakologów. Raczej nie są pracownikami katedry farmakologii.

Anonimowy pisze...

Parę słów od klakiera.

Drodzy Oponenci, zawsze jakaś jednostka musi być pierwsza w kraju, jeżeli chodzi o nazwę ("Farma+Materiały"). Podobnie było z kardiodiabetologią-powstała w kraju a teraz na SUM. Myślę, że za jakiś czas podobne jednostki ("Farma+Materiały") pokażą się w kraju, a my wtedy będziemy pierwsi...Ile to już Lekarze wymyslili podspecjalizacji, Niektórzy musieliby już znacznie zwiększyć liczbę wersów na pieczątkach, teraz kolej na Teoretyków....Dajmy Im też się dzielić. Zaproponowałbym też powstanie Międzywydziałowej Katedry i Kliniki Medycyny Futurologicznej. O przyjęcie mogliby się starać pracownicy, którym nie udało się (pozwolono im) stworzyć własnej jednostki a mają IF minimum 100, z czasem 200 i wtedy raczej trudno mówić o dopisywaniu takim, by się tu znaleźć. Taka jednoska byłaby też pierwsza w kraju, sukces murowany.

Anonimowy pisze...

Pomijając fakt braku wpisu miejsca pracy przy autorach, ciekawe jak będzie się czuła osoba "dopisana" dostając nagrodę rektora kilku tysięcy złotych, a inny pracownik naukowu, który zaplanował badanie, przeprowadził wszystkie analizy, zrobił statystykę i napisał być może cały artykuł, nie dostanie nic ? To taka forma kpiny z pracy naukowca, który nie został doceniony i potraktowany jakby nie istniał. Ci, którzy mają dużo dostają jeszcze więcej, tym uczciwym i pracowitym nie daje się nic.

Anonimowy pisze...

Na głównej stronie Pub Medu jest rzeczywiście samo Department of Pharmacology, jednak już w samych artykułach są odnośniki, do których Katedr dana osoba należy i wszystko się zgadza. Niemniej jednak sprawa jest naprawdę warta dociekania. Takie sposoby robienia z siebie docentów i profesorów niszczy godność tych tytułów naukowych i powinna być traktowana jako przestępstwo.

Anonimowy pisze...

Odnośniki w PubMed oraz w oryginalnej publikacji muszą być takie same ! nie ma czegoś takiego jak skrócona wersja w PubMed bez podawania wszystkich jednostek. Świadczy to o tym, że oryginalny artykuł miał podaną tylko 1 afiliację i tak zostało zkatalogowane przez PubMed. Inna sprawa, jeżeli jest to wersja wyłącznie elektroniczna publikacji, plik pdf w dowolnym momencie można przerobić.

Anonimowy pisze...

Mam nadzieje,ze te spory dotyczą Atorów o dorobku IF np. powyżej 50-100. Jeżeli ten dorobek jest niższy to za 20 lat czeka praca w liceum.

Anonimowy pisze...

Bardzo proszę Administrację Bloga a zawieszenie działalności np. na miesiąc, bo jestem uzależniony(a) od tego bloga i pragnę odwyku.

Anonimowy pisze...

Teraz pytanie za 100 pkt - czy zostały podjęte próby wyjaśnienia tej "afery" z "dopisywaniem" ? aby odrzucić lub potwierdzić te nieprawidłowości ? czy została powołana jakaś komisja ? Jeżeli nie to prawdopodobnie "współautorzy" dostaną jeszcze nagrody naukowe za wybitne osiągnięcia i cała sytuacja będzie się powtarzać, aż do nazbierania odpowiednich punktów do awansu.