Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

środa, 4 listopada 2009

Dalsze koleje losu Profesora Śląskiego Uniwersytetu Medycznego

22 października pisałem o powrocie do pracy Prof. J. Dzielickiego mając nadzieję, że to już koniec tej smutnej, kompromitującej naszą uczelnię historii. Niestety, tak się nie stało. 23.10 Dyrektor SK-1 A. Drybański zwołał nadzwyczajne posiedzenie Rady Ordynatorów, na którym zakomunikował, że przydziela Profesorowi stanowisko ordynatora w Klinice Torakochirurgii. Niby wszystko jest w porządku, ale przecież sąd nakazał by przywrócić Prof. Dzielickiemu jego poprzednie stanowisko czyli ordynatora Kliniki Chirurgii Dziecięcej. Skoro nie można było już dalej odsuwać Profesora od pracy klinicznej (postawa godna dyrektora dbającego o dobro pacjentów, nieprawdaż?) to się go przesuwa jak mebel w inne miejsce.
Taki lokalny model akademickości…
O tempora, o mores…
Dla przypomnienia, dyrektorów szpitali klinicznych mianuje rektor uczelni i to on odpowiada za ich decyzje.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Rektor, Prorektorzy, dyrektorowie szpitali, kierownicy Klinik, Zakładów i poszczególnych Działów to tylko MARIONETKI w rękach pani kanclerz. Na Nich też przyjdzie pora

Anonimowy pisze...

Te pociągnięcia wobec Pana Profesora, potwierdzają stawiane na tych łamach wielokrotnie zarzuty, że:
1. nasze władze nie boją się łamać przepisów prawnych i uważają się za bezkarne
2.nadrzędnym celem ich działania jest krzywdzenie ludzi, w czym upatrują drogę do naprawy uczelni.
Żadne rankingi, akademickie stosunki, troska o studentów i pracowników, a także integracja i dbanie o dobry wizerunek uczelni ich nie interesują.
pracownik

Anonimowy pisze...

W czasach gdy "poszkodowany" wprowadzał dorosłych do oddziału chirurgii dzieci nikt z "wielkich" nie protestował, jak zabiegi dorosłych spychały zabiegi u dzieci na godziny dyżurowe nikt z "mentorów" nie protestował, kiedy Pan Profesor wbrew logice stosował system "bo Ja tak chcę" też nikt nie pytał "dlaczego?".
Taki lokalny model akademickości? . . . czy tradycja akademicka?