25 września w 40. rocznicę powstania NZS w Muzeum Śląskim odbędzie się spotkanie byłych NZS-iaków (wstępnie przewidziana godzina to 16). Z powodu pandemii ta uroczystość jest opóźniona o rok, organizator, niestrudzony Przemek Miśkiewicz czeka na przybycie licznego grona dawnych studentów i założycieli organizacji z 1980 roku.

Do zobaczenia!

Jak wiecie, przygotowywaliśmy przez ostatnie pół roku album o NZS uczelni śląskich lat 80-90. I za chwilę będzie gotów. W trakcie y w Muzeum Śląskim - najprawdopodobniej o 16.00, co jeszcze potwierdzę. Promocja albumu, wspólne oglądanie filmu, występ chóru Zespołu Śląsk, który zaśpiewa kilka piosenek Kaczmara, Kelusa, ale też Kazika i innych - po prostu piosenki, które towarzyszyły nam w walce z komuną. Potem będziemy mogli zobaczyć się na wielkoformatowych zdjęciach i przypomnieć sobie, jak wyglądaliśmy podczas strajków 1981 roku, marszów i zadym czy wizyty papieskiej na Muchowcu. A po wszystkim bankiet- może już nie taki jak dawniej, ale będzie można zjeść smacznie przy winku czy piwku i pogadać z tymi, których nie widziało się czasami 30-40 lat. Spotkajmy się wszyscy, bo młodsi już nie będziemy. Powiadomcie innych ludzi tamtego czasu. Mam nadzieję, że covid nas nie zablokuje. Precz z komuną.

piątek, 13 marca 2009

Czy czeka nas rewolucja?

http://www.rp.pl/artykul/182403,275164_Beda_konkursy_na_rektorow.html

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Przyznam szczerze, że nasza uczelnia przypomina mi trochę.. PZPN. Zalana betonem, którego nie skruszy żaden, nawet najgorszy mróz, czy też młot. Ciężko wyobrazić sobie jakiekolwiek reformy patrząc przez pryzmat naszej uczelni, gdzie panuje istna degrengolada - wszystko obsadzone familiami, od dziadka aż po wnuka, wybory będące fikcją.. Życzę sobie, oczywiście, dożycia innych czasów.. Ale przyznam szczerze, że w oczach moim znajomych, obiektywnie stwierdzam - bardzo zdolnych, pracowitych - nasza alma mater jest ostatnim miejscem, z którym wiązaliby oni swoją przyszłość. Wszyscy mówią o "ucieczce" do innego ośrodka akademickiego. Dlaczego? Bo wszystko jest zajęte przez familie i układy. Jak można sobie wyobrazić profesora, kierownika kliniki, konsultanta wojewódzkiego itd. mówiącego do grupy studentów na zajęciach: "Państwo i tak nie będziecie [nazwa specjalizacji]. Miejsca są już zajęte na wiele lat wprzód!" To było chyba jak dotąd najbrutalniejsze spotkanie z rzeczywistością, jakiego na SUM-ie doświadczyłem.

Anonimowy pisze...

Czeka nas normalność.

Rektor powinien mieć wizję rozwoju, niekoniecznie wyłącznie w czysto ekonomicznym znaczeniu tego zwrotu, ale co jeszcze ważniejsze powinien wiedzieć, czym ta wizja różni się od propagandy czy wodolejstwa. Konkurs to przecież rywalizacja nie nazwisk, nie zasług, nie zdolności oratorskich, ale konkretnych pomysłów, konkretnych działań, a przy okazji mobilizujący, a więc pożądany w tej sytuacji stres. Sama forma jest tu tylko... formą właśnie, bo to, czym ją (czyli ideę konkursu) wypełnimy i czy w ogóle będziemy potrafili to zrobić jest daleko bardziej godne uwagi.

Anonimowy pisze...

"Konkurs to przecież rywalizacja nie nazwisk, nie zasług, nie zdolności oratorskich, ale konkretnych pomysłów, konkretnych działań, a przy okazji mobilizujący, a więc pożądany w tej sytuacji stres."

Tak powinno być. Niestety, u nas konkursy są fikcją a wszystkie przymioty tychże przez Ciebie wymienione - po prostu nie istnieją...