Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

środa, 22 listopada 2017

W odpowiedzi na komentarz Czytelnika do dzisiejszego posta

W odpowiedzi na - niestety anonimowy - komentarz informuję, że na zajęciach ze studentami nie "bywam" tylko je prowadzę. Nie wysyłam na zastępstwo doktorantek, gdyż zgodnie z programem Studium Doktoranckiego każdy doktorant ma obowiązek zrealizowania pewnej liczby godzin dydaktycznych.
Generalne stwierdzenie, że dydaktyka w Zabrzu to fikcja jest nie do zaakceptowania. Na pewno są lepsze i gorsze zajęcia. Zresztą studenci mają narzędzie by się wypowiedzieć. Istnieje elektroniczny system oceny pracy dydaktycznej, dlaczego jest tak słabo wykorzystywany? Mniej niż 10% studentów loguje się i wypowiada swe zdanie. Konstruktywne wypowiedzi i opinie zawsze są cenne.

Wojciech Pluskiewicz

7 komentarze:

Anonimowy pisze...

Nie rozumiem Pańskich żalów nt anonimowych komentarzy. Oczywiście, że są anonimowe. Pamiętam dobrze, jak jakiś rok temu (może więcej) jeden z komentujących się ujawnił. Skończyło się na 'argumetnach' ad hominem i wycofaniu się komentującego. Jakoś nie udało się Panu zareagować. Podejrzewam, że dlatego, bo się Pan z komentującym nie zgadzał.

Innymi słowy, trzeba upaść na głowę, żeby się ujawniać na Pańskim blogu. No chyba że się pisze po linii partyjnej.

Anonimowy pisze...

Niech Pani/Pan odpowie sobie na jedno pytanie. Czy można traktować poważnie słowa osoby, która nie ma nawet odwagi się pod nimi podpisać? Święte prawo każdego człowieka do posiadania swojej opinii, ale stawia Pani/Pan poważne zarzuty. Może w takiej sytuacji warto zebrać się na odwagę cywilną?
Kacper Niziński

Anonimowy pisze...

Szanowny Panie Profesorze, przecież sam daje Pan możliwość anonimowych wypowiedzi na tym blogu, więc proszę o konsekwentne postępowanie i nie wypominanie faktu anonimowości. Bowiem gdyby tej możliwości nie było, to nie byłoby prawie żadnych wpisów. No bo ile wypowiedzi jest podpisanych? Na ten temat była już tutaj polemika. Każda podpisana krytyczna uwaga o profesorze, nauczycielu, rektorze czy kuraszewskiej stanowiłaby potężne niebezpieczeństwo dla piszącego. Tak już u nas jest. I wcale nie jest prawdą, że anonimowy to zaraz pisze bzdury, nieprawdę i nie należy tego co pisze brać serio. Wręcz przeciwnie, anonimowość wyzwala pokłady szczerości do bólu w naszym zakłamanym świecie. Nie zgadzam się również z p.Kacprem Nizińskim, który pisze o odwadze cywilnej. Być może Jego odwaga wynika z tego, że nie pisze on nic kontrowersyjnego. To tania odwaga.Jak się kogoś lub coś chwali i popiera, to najlepiej aby nazwisko chwalącego było wypisane na czole. Gorzej z głosami krytycznymi. A sam Pan wie Panie Profesorze (bo sam Pan tego doświadczył) ile jest w uczelni zakłamania, hipokryzji,nepotyzmu, zazdrości i mściwości. Ta ostatnia cecha jest głównym powodem wykpiwanej tutaj anonimowości. Zresztą przynajmniej niektóre wypowiedzi można obiektywnie sprawdzić i zweryfikować. Inne są wielce prawdopodobne lub są powieleniem informacji szeptanych w kuluarach, o których wiemy, że są prawdziwe. Myślę, że wszelkie negatywne wypowiedzi Pan poddaje analizie intelektualnej i tych naprawdę niewiarygodnych, krzywdzących i obraźliwych Pan nie kwalifikuje do druku. Zresztą uprzedza Pan o tym komentatorów pisząc, że wszelkie komentarze muszą być przez Pana zatwierdzone. Znam to z autopsji. Kilku moich komentarzy, Pan nie zatwierdził.

doktorant pisze...

Ja jakiś czas temu pisałem, że prowadzenie nauki, zajęć dydaktycznych oraz jednoczesne leczenie pacjentów na odpowiednim poziomie nie jest możliwe. Spowodowało to lawinę krytycznych komentarzy oraz poruszenie na innym blogu. Prawdopodobnie ujawnienie swoich danych spowodowałoby, iż pożegnałbym się z Uczelnią.
Dlatego podpisuję się jako doktorant.
ps. Dopóki w Uczelni nie ma miejsca na dyskusję nikt lub prawie nikt nie będzie się pod swoimi uwagami podpisywać imieniem i nazwiskiem

Anonimowy pisze...

Naprawdę jest Pan pracownikiem naukowym uczelni, a nie widzi różnicy między krytyką patologicznych zjawisk a anonimowymi atakami ad personam? To już Pana problem. Co do złośliwej aluzji pod moim adresem nie życzę sobie tego, ponieważ w przeciwieństwie do Pana ZAWSZE podpisuję się pod swoimi komentarzami, nawet jeśli są krytyczne. Skoro Pan chce reformować uczelnię anonimowymi atakami personalnymi to życzę powodzenia. PS. Tak samo jak Pan uważam, że na WLZ jest wiele patologii. Tak samo zgadzam się, że anonimowość wyzwala pokłady szczerości, lecz jeśli używa się już czyjegoś nazwiska to swojego też należy.
K.N

Anonimowy pisze...

Wiemy dlaczego elektroniczny system oceny odwiedza mniej niż 10% studentów, a fora studenckie pełne są ocen, komentarzy, przykładów i pomysłów. Tutaj pusto, a tam aż huczy i rozpiera internet. To tam można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. Konieczność logowania sprawia, że uczelniany program jest niemal pusty. To jednak daje z gruntu fałszywy obraz, że w uczelni jest nieźle, bo mało osób ma coś do powiedzenia na temat dydaktyki. Nic z gruntu mylnego. Tylko taki, co upadł na głowę będzie się tam logował i krytycznie oceniał nauczycieli, a potem chciał kończyć studia. Taki co już ukończył i musi zacząć pracę też się nie wychyli. No i mamy wyjaśnienie opieszałości studentów oraz ich cywilnej odwagi w konstruktywnej krytyce.

Anonimowy pisze...

Anonimowość lub jawność wypowiedzi, to rozterki natury moralnej i mają swoje racje.
Przed kilkunasty laty dwóch adiunktów,(w tym jeden habilitowany) napisali do ówczesnego rektora bardzo krytyczny list na temat rządów i porządków w uczelni. Zarzuty były ze wszech miar słuszne i wszyscy je podzielali. Nie byli zwolennikami anonimów więc dylemat nastąpił przy sygnowaniu pisma: nie podpiszą- pójdzie do kosza bez czytania, podpiszą- niepewne są ich dalsze kariery. W końcu instynkt samozachowawczy zwyciężył, więc podpisali: Józef Jan Kowalski. Potem żartowali, że w uczelni uruchomiono systemy kadrowe i płacowe w poszukiwaniu śmiałka. I znaleziono: portiera w Ligocie, który został z dnia na dzień zwolniony z pracy i nikt nie patrzył na jego szeroko rozszerzone ze zdziwienia oczy. Wtedy tak samo byłoby z każdym innym. A teraz? Ludzie się nie zmieniają. Rektorka i kuraszewska zwolniły bez żadnego powodu setki osób, a co dopiero gdyby ktoś pozwolił sobie na krytykę ich rządów. Wnioski wyciągnijmy sami. Jeśli nie potrafimy ochronić przed zemstą osoby krytycznie oceniającej jakąś sprawę, pozwólmy jej pozostać anonimową.