Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

piątek, 11 marca 2016

Zawód lekarz, część 17-ta: Możliwości rozwoju

Medycyna to jedna z najszybciej rozwijających się dziedzin nauki. W ciągu tygodnia przybywa więcej informacji niż w XIX wieku w okresie 10 lat! Nikt nie jest w stanie nadążyć za tym oszałamiającym postępem, stąd coraz szybsza specjalizacja w wąskich dziedzinach nauki. Dla każdego lekarza możliwość rozwoju zawodowego jest bardzo ważną kwestią. Na początku drogi zawodowej w trakcie przygotowywania się do egzaminu specjalizacyjnego ta potrzeba wydaje się oczywista, ale potem wcale nie znika wymóg nadążania za postępem wiedzy. Nie każdy szef rozumie taką potrzebę ustawicznego szkolenia, a wymagania by zrealizować kontrakt niejednemu przesłaniają cały świat. Zatem dobre miejsce pracy to takie skąd można czasem pojechać na kongres czy kurs, a lekarz chcący nadążać za postępem wiedzy nie był postrzegany, jako ktoś utrudniający codzienną pracę z pacjentem.

19 komentarze:

Anonimowy pisze...

Rozwój ? Nadążanie za nowościami ? Normalność w pracy ? to terminy, które nie istnieją w naszym realnym świecie. Nasz świat akademicki jako tanich pracowników to dostarczanie podstawowej wiedzy dla studentów. Młodego rezydenta rok po studiach stać na kurs doszkalający, ale nie pracownika etatowego z doktoratem i specjalizacją, którego pensja akademicka jest niższa niż rezydenta, który dopiero odebrał dyplom. Tak proszę państwa, fenomen na skalę świata, nieistniejący w normalnych warunkach.

Anonimowy pisze...

Jakas stacja telewizyjna powinna zrobic program o naukowcach-lekarzach, ktorych nie stac na szkolenie zawodowe poniewaz najtwnszy kurs to polowa pensji. Ale kogo to obchodzi, propaganda ze jest swietnie nadal trwa...

Anonimowy pisze...

Szkolenia, dokształcanie cały czas, badania, publikacje, dydaktyka - to wszystko za najniższe w Europie wynagrodzenie dla pracowników akademickich.

Anonimowy pisze...

Ale, w związku z tym nie masz chyba pretensji do rezydenta? Powinieneś mieć pretensje do władz naszej uczelni, które zostały wybrane. Za rządów rektorki zwolniono ok.600 ludzi, a więc zostało dużo pieniędzy, aby obdzielić nimi pozostałych, pomijając nawet subwencje ministerialne na podwyżki. U nas największe pensje ma administracja, poczynając od kuraszewskiej, a skończywszy na referencie. Warto się więc upomnieć o swoje, ale trzeba być zorganizowanym i wysuwać słuszne żądania. Jest to przecież kadencja kontynuacji, a więc milczeniem nic się tu nie załatwi. I użalanie się na tym blogu naprawdę nic nie da, bo Pan Profesor nie ma worka z pieniędzmi, którymi może nas obdzielić.

Anonimowy pisze...

Firmy organizujace konferencje zwietrzyly latwy dochod no i mamy kilka konferencji miesiecznie, na ktore niewielu lekarzy moze sobie pozwolic. Taki fenomen - ksztalci sie i pracuje po to aby oddawac organizatorom konferencji polowe pensji akademickiej (przecietny kosz kilkudniowej konferencji). Smiech przez duze lzy...

Anonimowy pisze...

Jeszcze do niedawna pracownik akademicki nie mogl robic specjalizacji w trybie rezydentury ! a przepisy na to pozwalaja !

Anonimowy pisze...

Błędna polityka kadrowa i płacowa idzie z góry, w myśl zasady, że ryba psuje się od głowy, a władza sama się wyżywi. Mamy tych, których sami wybraliśmy i to jest niepodważalne. Ale teraz na temat wyborów mówi się bardzo dużo. Szkoda, że po fakcie, bo Polak mądry po szkodzie. Najbardziej krytykowana jest konieczność głosowania na jednego tylko kandydata, gdyż wiele osób myślało, że skoro nie ma wyboru, to trzeba głosować na tego, kto staje. Ta sama sytuacja miała miejsce na jednym z wydziałów. Brak wiedzy (informacji) powoduje, że głosujemy niejako "pod dyktat wymuszonej sytuacji". Niedopuszczanie innych kandydatów drogą presji, nacisków, sugestii lub milczącej dezaprobaty nie ma nic wspólnego z zasadą fair play. Teraz nie narzekajmy, bo mamy to, co chcieliśmy. Uczelnia wymaga przeorganizowania, ale tych co chcieli to zrobić nazwano oszołomami. Teraz ponosimy konsekwencje naszych wyborów.

Anonimowy pisze...

Bardzo interesująca dyskusja:

http://habilitant2012.blox.pl/2016/03/Wyrocznie.html

Anonimowy pisze...

Konsekwencje przerostu ambicji i pogodni za niczym za symboliczne wynagrodzenie ponoszą niestety rodziny i bliskie osoby.

Anonimowy pisze...

Możliwości rozwoju ? Minimalne. Zero wsparcia z zewnątrz.

Anonimowy pisze...

Pasmo absurdów, walka o wszystko i smutne codzienność. Dzień z życia pracownika naukowo-dydaktycznego.

Anonimowy pisze...

Ludzie są z natury dobrzy, to nieludzki system wymusza na nich nieustanną pogoń za niczym, przy braku możliwości normalnego życia. Czy naprawdę ma sens tzw. "kariera naukowa" ? Wątpię.

Anonimowy pisze...

Taka przyszłość czeka nisko opłacanego nauczyciela akademickiego:

http://biznes.onet.pl/emerytury/wiadomosci/wiemy-ze-emerytury-beda-niskie-ale-i-tak-nie-oszczedzamy/hcfk5g

Anonimowy pisze...

"Na program Innowacyjna Gospodarka wydano kilkanaście mld zł. i zatrudniono jedenastu (11) konkurencyjnych naukowców (w tym mnie). Resztę wydano na budowy tzw Centrów. A teraz te wybudowane niekonkurencyjne centra upominają się o dalsze dofinansowanie. Uczelnie w Polsce są nadal zarządzane jak w czasach PRL i są hermetyczne dla konkurencyjnej nauki. Polska nie ma ani jednego uniwersytetu w grupie 200 najlepszych uczelni na starym kontynencie i nie będzie miała dopóty gruntownie nie zreformuje się ich socjalistycznego systemu zarządzania. W Królestwie Szwecji, kraju który w pierwszej dziesiątce najlepszych uniwersytetów Europy ma jeden uniwersytet a w pierwszej 50 ma ich cztery, rektorów desygnuje rząd a nie są wybierani przez "rady pracownicze" tych uniwersytetów. Taki rektor może prowadzić niezależną politykę kadrową. W Szwecji dziekani nie mają wiele do powiedzenia decydują o dydaktyce a nie o polityce zatrudnienia. Tam katedry a nie wydziały są podmiotem prawnym i finansowym. Socjalizm odziedziczony z PRL rozwala naszą naukę, szkolnictwo wyższe i prowadzi do naukowej socjalistycznej urawniłowki".

https://www.facebook.com/Prof.SM.Karpinski

Anonimowy pisze...

Szkoda nawet pisac, nic sie nie zmieni przez nastepne 30 lat.

Anonimowy pisze...

Wpis z godz.23:25 idealnie koresponduje z moim wpisem z godz.13:05 z 12 marca. Ale wciąż mało osób o tym pisze i podziela ten pogląd. Duszenie się w sosie własnym nie przynosi korzyści uczelni, ponieważ osoby, które rektora wybrały oczekują określonych jego zachowań. Wdzięczność polega na nie wprowadzaniu zmian, które nie są na rękę wyborcom. Chodzi oczywiście o kierowników katedr i klinik, dla których niezależna polityka rektora byłaby zagrożeniem. I to są właśnie socjalistyczne nacieki, o których pisze autor. Autonomia uczelni, to tylko wyświechtany frazes, ponieważ polega ona na uzależnieniu od określonej grupy osób oraz realizacji ich oczekiwań. Rektor, który oczywiście wywodzi się z tej grupy jest w dużym stopniu ubezwłasnowolniony. Wybierani są więc nie wizjonerzy i ludzie myślący nowocześnie, lecz właśnie tacy, którzy gwarantują stabilność (inni nazywają to betonem). Przykłady takich działań mamy przecież w naszej uczelni. I nie mamy co się łudzić, nie zmieni się nic, dopóki nie rozwalimy tych betonowych zapór.

Anonimowy pisze...

Czy ktoś zwrócił uwagę na koszt wyposażenia planowanych nowych centrów symulacji medycznej ? To 16 milionów złotych (!).

Anonimowy pisze...

Prawdziwy komentarz:
"i jak ja mam w tym kraju żyć i pracować. mam 45 lat Pracy nie mam od roku szukam, PUP proponuje mi z łaski staż (najlepiej jak sobie sama pracowadwce znajdę) za 950 zł. Skończyłam studia, wyjeżdżam do niemiec do pracy opiekowac się seniorami".

Anonimowy pisze...

Australijski Instytut Zdrowia i Medycyny (National Health and Medical Research Council – NHMRC) zlecił czołowym naukowcom z Bond University w stanie Queensland ustalenie, czy homeopatia działa. Wyniki są miażdżące.

Zespół badaczy, którym kierował prof. Paul Glasziou, przeanalizował 57 przeglądów systematycznych obejmujących wyniki 176 badań nad skutecznością homeopatii w leczeniu 68 różnych jednostek chorobowych (było to szerokie spektrum schorzeń – od RZS, przez infekcje jamy ustnej, aż po AIDS i powikłania chemioterapii).

Werdykt uczonych był jednoznaczny – nie ma żadnych przesłanek, aby twierdzić, że działanie homeopatii wykracza poza efekt placebo.

http://www.medexpress.pl/australijski-gwozdz-do-trumny-homeopatii/63312