Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

piątek, 6 listopada 2015

Zawód lekarz, część czwarta: Zdecydowanie i wiara we własną wiedzę

Istotną rolę dla uzyskania sukcesu zawodowego odgrywają cechy osobiste lekarza. Do takich czynników zaliczam umiejętność podejmowania decyzji. W tej kwestii ścierają się dwie przeciwstawne postawy: zbytnia pewność siebie oraz nadmierna ostrożność. Pamiętam jednego z lekarzy, który wielokrotnie zmieniał decyzje dotyczące pacjentów hospitalizowanych w czasie ostrego dyżuru. Wydawał polecenia pielęgniarce, wracał do dyżurki, po czym zmieniał własne decyzje. Potrafił tak się miotać dłuższy czas. Tak się nie da pracować; nie dość, że personel pomocniczy jest kompletnie zdezorientowany, to jeszcze można zaszkodzić pacjentowi. Wyważenie naturalnej ostrożności przy podejmowaniu decyzji i nadmiernej pewności siebie jest ważnym czynnikiem. To kwestia wiedzy oraz doświadczenia modyfikowanych cechami osobistymi. Wyobraźmy sobie lekarza zespołu ratunkowego lub szpitalnego SOR-u, który ma problem z podejmowaniem decyzji. A gdyby chirurg nie umiał podjąć decyzji, jak użyć skalpela? Wówczas taka niezdecydowana postawa stwarza realne zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia pacjentów.

6 komentarze:

Anonimowy pisze...

A co czeka naukowca-lekarza pracującego na uczelni na emeryturze: ? Dramat, taki los zgotowali nam decydenci:

Według danych przygotowanych przez ZUS w 2060 roku liczba Polaków w wieku nieprzekraczającym 18 lat zmniejszy się z 7,1 do 4,7 mln. W przeciwieństwie do tej tendencji, liczba emerytów gwałtownie wzrośnie - liczba osób w wieku poprodukcyjnym sięgnie 10,5 mln. Pod koniec ubiegłego roku aż 4,967 mln osób pobierało świadczenia emerytalne. Liczba przechodzących na emerytury, pomimo podniesienia wieku emerytalnego, nadal będzie wzrastać. Roczniki powojenne, bardzo liczne, kończą bowiem obecnie swoją aktywność zawodową. Nie mamy zatem do czynienia z sytuacją przejściową, a raczej permanentną, która nie daje nadziei na poprawę.

http://biznes.interia.pl/raport/emerytury/news/liczba-emerytow-rosnie-co-to-oznacza-dla-reszty,2192178,1021?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=other

Anonimowy pisze...

Oglądamy się na emerytury i małe dochody po przejściu w stan spoczynku. A tu, dopiero teraz uczelnia nasza zaczęła wypłacać za godziny ponadwymiarowe. Rozliczenia musieliśmy złożyć jeszcze przed wakacjami. Dawniej wypłacano nam przed albo w trakcie wakacji, ponieważ rok akademicki trwa do końca września. obecnie dostajemy należne nam pieniądze -nie wiedzieć czemu- z bardzo dużym opóźnieniem. Czyja to jest wina i kto na tym zyskuje, bo pracownicy tylko na tym tracą. Odnoszę wrażenie, że to sprawka p.Kuraszewskiej, która nigdy nie działała na rzecz pracowników. To są skandaliczne i antypracownicze posunięcia. Powinna się z tego wytłumaczyć. Czy Pan Rektor jest świadomy jej niezgodnych z duchem pracy poczynań?

Anonimowy pisze...

Widzę, że dyskusja na blogu sprowadza się już tylko i wyłącznie do finansów, obojętnie jaki temat nie byłby poruszony. Smutna sprawa...

Anonimowy pisze...

Do Komentatora z godz.18:49. Człowiek nie żyje po to, żeby pracować, tylko pracuje po to, aby żyć. Czyli pracować musimy i po to się uczyliśmy. Ale nie jest dla nas obojętne za ile pracujemy, czy jesteśmy w stanie wyżywić swoje rodziny oraz jak się ma nasze wynagrodzenie do wynagrodzeń innych. I rzeczywiście jest to smutna sprawa, bo czujemy się jak ubodzy krewni. W tym kontekście odechciewa się myśleć i dyskutować o innych sprawach. Niech o nich dyskutują Ci, którym finanse nie doskwierają, jak - mam nadzieję- Szanowny Przedmówca. Ale najwidoczniej, tylko krytyka piszących przychodzi mu do głowy. Kuraszewska w imię naprawy finansów uczelni właśnie, skrzywdziła naprawdę wielu ludzi. Czy finanse naszej uczelni się znacząco poprawiły? Absolutnie nie. Ponadto atmosfera i stosunki międzyludzkie w dużym stopniu właśnie od tego są uzależnione.
Sprawiedliwy podział środków jest trudny i nie każdy może sobie z tym poradzić.
Kuraszewskiej się to nie udało. Jest fatalnym administratorem o agresywnym sposobie bycia. Czy robi to za wiedzą i zgodą swoich zwierzchników?

Anonimowy pisze...

Kuraszewska krzywdziła ludzi za zgodą i wiedzą rektorki, a także pod jej ochronnym płaszczem. No i oczywiście otrzymała za to nagrodę w postaci doktoratu, chociaż pasowało to wszystko do naszych realiów jak pięść do nosa. Doktorat był tematycznie związany z analizą kosztów, promotorem była osoba (biolog, ekolog) zajmująca się badaniem uprawy marchwi, w komisji nie zasiadał ani jeden ekonomista lub specjalista od kosztów. Lekarze swój trudny zawód sami zubożają moralnie, sugerując, że znają się też na wszystkim innym. Nikt nie sprzeciwił się i nie przyznał do tego, że ma za małą wiedzę na temat kosztów. Wręcz przeciwnie sugerowano, że doktoraty na styku medycyny i innych dziedzin nauki są specyfiką wydziału, ale nie zdecydowano się zaprosić kompetentnych specjalistów z tego zakresu. Dlaczego? Czy to ukłon w stronę Kuraszewskiej? Za co? Przecież uczelnia nasza jak była na szarym końcu, tak jest nadal. Nie zmieniło się nic, nie poprawiło się nic, nasze zarobki jak były, tak są najniższe w regionie. Stosunki pracownicze są fatalne. Administracja jest zbiurokratyzowana do granic absurdu. Wcale nie zawsze tak było. Wielu z nas pamięta znacznie lepsze czasy. Również pod względem etyki i deontologii w nauce.

Anonimowy pisze...

Nawiązując jeszcze do etyki i morale w rzeczywistości akademickiej, to Kuraszewska i p.Jorg otrzymują nagrody za "robienie porządków", które polegają głównie na krzywdzeniu ludzi, pogardzie dla pracowników, arogancji i wszechobecnej pysze. To, co robią w szpitalach i w uczelni opisuje często prasa, informowany jest rektor oraz Związki zawodowe, które przestały już być reprezentantem pracowników. A przecież do tego są powołane, aby ich bronić. Czy odbudowa zdrowych stosunków jest w ogóle możliwa, skoro sprawy zaszły tak daleko? Wydaje się, że należy w pierwszej kolejności pozbyć się czarnych owiec, za którymi ciągnie się fatalna opinia z poprzednich miejsc pracy, a która sprawdziła się w 120 procentach w naszej uczelni. Kto zawierzył ich kompetencjom oraz wątpliwym pomysłom racjonalizatorskim? I dlaczego, skoro nic się nie poprawia, tylko pogarsza, dalej realizują swoje chore wizje? Administracja Kuraszewskiej to hamulec dla nauki i zrównoważonego rozwoju.