Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

niedziela, 17 maja 2015

O dyskusji akademickiej

Szkoda, że komentarz z 16 maja 16:53 o konferencji STN-u jest anonimowy. Problem udziału w konferencji profesorów i doktorów habilitowanych, ale także dużej liczby studentów to podstawowy warunek powodzenia i rangi konferencji STN-u. Jeśli chcemy pokazać piękno nauki i pozytywnie oddziaływać na pokolenia przyszłych pracowników naukowych musimy zadbać o jakość takich wydarzeń jak ta konferencja. W dzisiejszych realiach nie ma to szans, uczelnia jako całość odwraca się tyłem do młodych adeptów nauki.
A wracając do jakości dyskusji na blogu: szkoda, że publiczna wymiana poglądów jest w zasadzie całkowicie anonimowa. Diagnoza, że coś w naszej uczelni trwale pękło - w świetle powszechnego ukrywania przez Czytelników ich tożsamości – jest w mojej opinii oczywista. Dyskusja dotycząca spraw akademickich musi być jawna, otwarta i nieskrępowana. A skoro jest anonimowa te progowe warunki nie są spełnione.

6 komentarze:

Anonimowy pisze...

W naszej uczelni nic nie pękło, wręcz przeciwnie status quo. I prawdą jest, że dobrem studenta każdy i w każdej sprawie uzasadnia wszelkie swoje poczynania. A dobra studenta nijak doszukać się nie można. Przepaść pomiędzy studentami i wykładowcami jest tak wielka, że nie można jej zniwelować. Przy czym poziom wielu nauczycieli akademickich to mizeria, a im są słabsi tym większą wykazują pychę i samouwielbienie.
student

Anonimowy pisze...

Sprawa jawności i anonimowości Panie Profesorze to nie jest taka prosta sprawa jakby się wydawało. I nie tylko dlatego, że anonimowo to mijamy się z prawdą, a wypowiedzi jawne są wartościowe. Może też być odwrotnie. Pragnę posłużyć się Pańskim przykładem. Założył Pan blog, w pierwszym założeniu akademicki, otwarty, jawny, krytyczny i prawy.
Był on odpowiedzią na zapotrzebowanie wielu pracowników i studentów, którzy nie mieli głosu u pyszałkowatych władz naszej Uczelni. Przyznać trzeba bardzo odważne posunięcie. Ta otwartość, jawność i krytyka jednak bardzo Panu zaszkodziła. Gremia rządzące uważały (i nadal uważają) Pana za mąciciela, a nie za reformatora. Nie chcą, aby zajmował się Pan (oraz komentatorzy) sprawami uczelni, ponieważ sami wszystko wiedzą najlepiej. Pycha idzie przed upadkiem, więc doprowadzili naszą uczelnię na skraj przepaści. Ale nadal nie uznają Pana racji, co gorsza pociągnęli za sobą większość uczonych, którzy widzą w Panu zagrożenie własnych interesów. To dlatego wybory wypadły dla Pana niepomyślnie. To Pana koledzy - samodzielni pracownicy nauki - bali się zmian, które zamierzał Pan wprowadzić. Zw.Zaw. i młodsi pracownicy chcieli tych zmian.
Interesy wzięły jednak górę nad dobrem uczelni, studentem i reformami. Woleli dotychczasową skostniałą strukturę. A ponieważ samodzielnych w gronach elektorskich jest 55-60 %, to woleli pyszałkowatą rektorkę, która pastwiła się głównie nad słabszymi oraz oczywiście nad lepszymi i mądrzejszymi, których eliminowała. Teraz mamy okres kontynuacji. W tym kontekście anonimowość jest niestety bezpieczniejsza. Nie stwarza jawnych wrogów. Zgadzam się, że jest to postawa tchórzliwa, ale tylko trochę. Ponadto jest uzasadniona, bo skutki otwartości nie są wyimaginowane.
Zwolennik głębokich reform.

WP pisze...

Dziękuję za głos z 16:33 i trafne uwagi. Potwierdza on mój krytyczny pogląd na stan uczelni, szczególnie w zakresie dyskusji dotyczącej jej najważniejszych spraw.
Wojciech Pluskiewicz

Anonimowy pisze...

Też jestem zwolennikiem zmian, ale do emerytury mam 5 lat więc tylko anonimowo mogę wyrażać swoje poglądy. Wstyd mi z tego powodu, ale sorry taki mamy w uczelni klimat

Anonimowy pisze...

Zwolenników reform było wielu, ludzi młodszych, studentów i innych, którzy widzieli symptomy pełzającego zła. Zmian pragnęli ci, którzy nie mieli nic do stracenia, chcieli powiewu świeżości, ale ich reprezentacja w kolegiach elektorskich była procentowo niska.
Rozdawali i nadal rozdają karty pracownicy samodzielni. Są oni w większości zwolennikami stagnacji i dotychczasowych rozwiązań, ponieważ mają zbyt dużo do stracenia u schyłku kariery. Ponadto ryba psuje się od głowy, więc ich postawy są powieleniem zachowań władzy. Serwilistyczne stosunki w tej grupie pracowniczej są nagminne, ponieważ przychodzi dzień, w którym oni będą musieli skorzystać z przychylności kolegów. Biorą więc udział w komisjach, udają, że nie widzą wielu spraw, głosują politycznie, bo sami będą tego beneficjentami.Świetnie opisuje to na tym blogu p.Zofia. Osób niezależnych, spełniających wysokie morale osobowościowe, prawych i szczerych do bólu bez względu na konsekwencje- to jednostkowe przypadki, wyjątki. Dlatego długo jeszcze Panie Profesorze radykalnych zmian u nas nie będzie. Ale ważny jest trend i próby przełamania pejoratywnych zjawisk. Pan to zapoczątkował.

Anonimowy pisze...

Badania, granty - piękne słowa, a jak jest naprawdę i dlaczego nauka w kraju pikuje w dół ?

link do artykułu:

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1619711,1,naukowcy-ktorzy-oszukiwali-na-grantach.read

Komentarze pod artykułem są szokujące, czy to dzieje się naprawdę ?