Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

czwartek, 23 kwietnia 2015

A to Polska właśnie...

Na dzisiejszym posiedzeniu sporo uwagi poświęcono sprawom dydaktyki. Chciałbym kilka zdań poświęcić kwestii ostatniego roku studiów w tzw. nowym trybie. Nim przejdę do szczegółów przybliżę, na czym polega ta zmiana z tradycyjnego trybu studiowania medycyny w ciągu sześciu lat na tryb skrócony o rok (dla stomatologii 4 lata wobec dotychczasowych 5 lat). Studia medyczne od „zawsze” trwały 6 lat, po czym młodzi adepci medycyny odbywali staż podyplomowy. W okresie pełnienia funkcji Ministra Zdrowia przez Panią Ewę Kopacz dokonano rewolucyjnej zmiany; czas studiów skrócono o rok, ostatni, szósty rok będzie rokiem stażu. Nie wchodząc w merytoryczną dyskusję czy ta zmiana była korzystna dla jakości studiów w ogóle, ogromny problem stanowi ostatni roku stażu. Założono, że na TRZECH młodych adeptów medycyny przypadnie JEDEN pracownik dydaktyczny. Analogiczna liczba dla młodych dentystów ma wynosić DWÓCH stażystów na JEDNEGO nauczyciela. Już na początku wprowadzania decyzji o tej reformie fakt potrzeby zatrudnienia tak dużej pracowników budził ogromne emocje. Przykładowo, w moje macierzystej uczelni dzisiejszy III rok liczy około 200 studentów medycyny i do zapewnienia realizacji prawidłowego przebiegu stażu potrzeba jest 67 osób i to w każdej dyscyplinie medycznej! Tych osób po prostu nie ma, nie ma także wystarczającego miejsca w szpitalach klinicznych. Zadałem dziś pytanie Dziekanowi Prof. M. Misiołkowi jak ta sprawa będzie rozwiązana, a nastąpi to już jesienią 2017 roku, gdyż kończy się właśnie trzeci rok. Niestety, nie mamy takiej wiedzy, nie wiadomo, kto miałby zaopiekować się przyszłymi absolwentami. Nie ma żadnych, kompleksowych rozwiązań na uczelniach medycznych w kraju, na kolejne zapytania ze strony Konferencji Rektorów Uczelni Medycznych kierowane do Ministerstwa Zdrowia brak odpowiedzi.
Trudno pojąć, jak można było podjąć tak fundamentalną reformę bez wcześniejszego zapewnienia możliwości jej praktycznej aplikacji.

7 komentarze:

Anonimowy pisze...

Polski system ochrony zdrowia jednym z najgorszych w Europie

http://kobieta.onet.pl/zdrowie/zycie-i-zdrowie/polski-system-ochrony-zdrowia-jednym-z-najgorszych-w-europie/q3vwwt

Pol­ski sys­tem ochro­ny zdro­wia na­le­ży do naj­gor­szych w Eu­ro­pie - wy­ni­ka z ran­kin­gu Kon­su­menc­kie­go In­dek­su Zdro­wia, a jedną z naj­więk­szych jego bo­lą­czek jest zła ja­kość usług i ogra­ni­czo­ny do­stęp do le­ka­rzy - na ła­mach Ga­ze­ty Wy­bor­czej piszą Anna Po­pio­łek i Ire­ne­usz Sudak.

Anonimowy pisze...

Dlaczego dział płac nie wyjaśni oficjalnie sprawy z załącznikami do PIT-ów, z podaniem podstaw prawnych ? Pracownikom i urzędy skarbowe potrzebują tych informacji.

Anonimowy pisze...

Od kiedy kuraszewska rządzi administracją nigdy nic nie było wyjaśnione i podane opinii publicznej. Cała społeczność akademicka traktowana jest przez nią w sposób niegodny. Mobbing i poniżanie ludzi, cechują jej działania. Jest to tolerowane. Otrzymuje za to prezydenckie wynagrodzenie.

Anonimowy pisze...

Byłabym ostrożna w wyrażaniu takich opinii o Pani Kanclerz-ja z Jej strony spotkałam się tylko z życzliwością i zrozumieniem,poprosiłam Ją o pomoc i tą pomoc bezinteresownie dostałam-dlatego jako również pracownik akademicki SUM nie zgadzam się z opinią,że Pani Kanclerz poniża pracowników.

Anonimowy pisze...

http://bohemistyka.bloog.pl/id,347828884,title,Warto-byc-przyzwoitym-ale-nie-oplaca-sie,index.html

Kto nie jest przyzwoity?

1. Ten, kto uczestnicząc w gremiach, na przykład w radzie naukowej instytutu, nie głosuje zgodnie ze swym najgłębszym przekonaniem, ale według życzeń aktualnego decydenta, chcąc mu się przypodobać.

2. Ten, kto zgadza się na uczestnictwo w tymże gremium, żadnych własnych przekonań nie żywiąc, licząc tylko na to, że uczestnictwo da mu okazję do zachowania się jak wyżej, co w przyszłości przyniesie mu korzyści i przywileje.

3. Ten, kto sam będąc decydentem, głosowanie „organizuje” w wyżej opisany sposób.

4. Ten, kto w swych decyzjach kieruje się wynikami takiego głosowania: twierdzi, że są one miarodajne (a tymczasem polubił „organizatora” z całkiem innych powodów),ewentualnie tłumaczy swoje decyzje „polityką”, co w gruncie rzeczy oznacza; „być może nie jestem przyzwoity, ale za to mam z tego korzyść”.

5. Ten, kto kłamliwie oświadcza przed sądem, że „kierował się wynikami głosowania”, podczas gdy on sam takie głosowanie „zorganizował” (punkt 3), cynicznie wykorzystując okoliczności podane w punktach 1 i 2.

6. Ten, kto nie czując żadnej pasji poznawczej i zdając sobie sprawę ze swych mizernych dyspozycji intelektualnych, wykorzystuje okazje i koneksje, żeby zostać tzw. pracownikiem naukowo-dydaktycznym i nauczać ludzi, którzy pasję i dyspozycje w większości posiadają, puszyć się przed nimi, niewielkiej wiedzy i podobnej inteligencji nie wstydzić się, udawać autorytet. [Jak to jest możliwe? – W ten sposób, że ta osoba jest schodkiem do dyplomu dla tych ludzi.]

9. Ten, kto przywłaszcza sobie cudzy artykuł i oddaje go do czasopisma naukowego pod swoim nazwiskiem, a następnie na prawdziwym autorze artykułu wiesza psy.

10. Ten, kto wyjeżdża zagranicę na wykłady Erasmus, wiedząc o tym, że w państwie przyjmującym w tym czasie nie ma zajęć. Chce dostać 600 euro od UE „za bezdurno”, wykorzystując układy „tam na miejscu”. [Powinien być natychmiast z pracy zwolniony.]

11. Ten, kto wysyła fałszywy anonim (podpisany „koledzy po fachu”), z którego wynika, że jego zdolniejszy i pracowitszy kolega to „naukowy łobuz” mówiąc w skrócie, a potem aranżuje publiczne odczytanie anonimu, kłamiąc w dodatku, że napisali go koledzy innej specjalności.

13. Ten, kto bierze zwolnienia lekarskie i wykorzystuje je na podróże do Niemiec, bo jest figurką w sieciach marketingowych stamtąd sterowanych. W dodatku świadectwem kursu organizatorów marketingu chwali się na uczelni i dzięki temu zostaje osobą „pełniącą obowiązki kierownika”.

14. Ten, kto pełniąc funkcję decydencką, zgłoszenie plagiatu pracy magisterskiej zamiata pod dywan (dalszy rozwój wypadków: kolega, który w tej funkcji decydenckiej go zastąpi, deklaruje, że winę za zaniechanie bierze na siebie), natomiast za pomocą fałszywego głosowania (patrz punkty: 1,2,3) pozbywa się osoby, która ten plagiat zgłosiła,

15. Ten, kto jako decydent baaardzo wysokiej rangi oficjalnie przemawia do pracowników naukowych, że niesprawiedliwie mają niskie pensje, doradzając im, jak niektórzy mogą sobie swoje dochody podwyższyć. Za kilka lat tenże decydent baaardzo wysokiej rangi zasugeruje, że osoba, która skorzystała z tej jego rady, kierowała się tylko pobudkami materialnymi (czytaj: niskimi). TO OSTATNIA NOWOŚĆ! BOMBA! NIE MOGŁAM WŁASNYM OCZOM UWIERZYĆ!

16. Ten, kto się wszystkiemu temu przyglądał i zamykał oczy, w nadziei, że zamknięcie oczu przyzwoitym go uczyni
Zofia Tarajło-Lipowska

Anonimowy pisze...

Opisane przez p.Zofię przykłady dot. nieprzyzwoitych zachowań w nauce pasują jak ulał do wielu uczelni.Do naszej w szczególności.
Analizując, tak dzieje się u nas- punkt po punkcie- w wielu głosowaniach i posunięciach decydentów. Własne sumienie i najgłębsze przekonanie schodzą na dalszy plan w obliczu zachowań politycznych (popieram jednego, bo jestem przeciw drugiemu). Przykłady można mnożyć. Ten nieprawidłowy, może nawet patologiczny system miał swój największy rozkwit za rządów poprzedniej rektorki. Miała ona zwyczaj obdzwaniać samodzielnych pracowników z instrukcją jak głosować w wielu sprawach, a także, pytać dlaczego ktoś głosował inaczej (w głosowaniach jawnych) i pozwalał sobie mieć własne zdanie, odmienne niż przez nią proponowane. I chociaż większość wiedziała, że robi żle, to jednak usprawiedliwiała się "polityką" uczelni, a także, co gorsza przyszłymi ewentualnymi korzyściami z tego tytułu. Wcześniej czy póżniej bowiem każdy samodzielny miał "swoją sprawę" do rektorki. Przykład zachowań prof.Pluskiewicza oraz bardzo niewielu innych potwierdza tylko regułę. Oczywiście Profesorowi jak wszyscy wiemy, to się nie opłaciło. Słowa Pana prof.Bartoszewskiego, że "warto być przyzwoitym, choć nie zawsze się to opłaca" są więc prawdziwe. Ja jestem pełna podziwu dla zachowań i postaw oraz poczucia sprawiedliwości właściciela tego bloga. I na nic nie liczę, bo piszę anonimowo.

Anonimowy pisze...

Trzeba dodać, że serwilistyczne zachowania wielu samodzielnych pracowników nauki, usprawiedliwianie się przed samym sobą i innymi z nierzetelnych zachowań to utrata własnej tożsamości, klasy i charakteru. W minionym okresie odeszło wielu mądrych i wartościowych ludzi, doszli do głosu (i stanowisk) służalcy i poplecznicy, którzy zachowują się jak opisano w pkt6.