Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

piątek, 9 stycznia 2015

Podsumowanie roku

Co przyniósł miniony rok? Czy w polskim świecie akademickim zaszły jakieś ważne zmiany? Trudno o uogólnienia, nie sposób obserwować wszystkie wydarzenia. Spróbuję zastanowić się czy w naszej uczelni jakieś zdarzenia wymagają osobnego omówienia.
Na początku roku uwagę wielu osób skupiło powołanie w naszej uczelni studiów podyplomowych z homeopatii. Dotąd w polskich uczelniach medycznych nie było takiego kierunku, gdyż homeopatia nie wchodzi do kanonu dziedzin medycyny, jako nauki opierającej się na dowodach naukowych. Czy to był błąd? Osobiście uważam liczne głosy krytyczne za jak najbardziej uzasadnione, „rozdrabianie” poważnej uczelni medycznej (a chyba za taką chcemy uchodzić) na takie działania to poważny błąd. Nie przekonują mnie argumenty natury ekonomicznej; jak mówi starożytne przysłowie „pecunia non olent”, ale ta maksyma nie może być stosowana w uczelni chlubiącej się mianem „uniwersytetu”.
Podstawowym obowiązkiem każdej uczelni są dydaktyka i praca badawcza. Patrząc na naszą uczelnię trudno o optymizm w tych obszarach. Nie widać nowych, młodych pracowników w naszym gronie, a bez nich nie ma mowy o właściwej pracy uczelni, jako całości. Coraz więcej jednostek uczelni składa się z prawie samych profesorów i doktorów habilitowanych oraz wykładowców. Co prawda sporo osób prowadzi pracę badawczą w ramach Studium Doktoranckiego, ale ilu doktorantów ma szanse uzyskać etat naukowo-dydaktyczny? Polityka kadrowa cieniem kładzie się na przyszłości uczelni, komu mamy przekazać przysłowiową „pałeczkę”? Polityka kadrowa to także jedna z podstawowych przyczyn coraz większej zapaści w sferze dydaktyki. Czy można uwierzyć w wysoki poziom dydaktyki przy obciążeniu sięgającym 300, 400 lub większej liczbie godzin w roku akademickim? Niezależnie od zbyt dużej liczby godzin brak jest czytelnego systemu oceny jakości pracy dydaktycznej. Prowadzenie kontroli przez komisje wydziałowe to tylko „zasłona dymna”, działania nic niewnoszące. Jedyną możliwością wiarygodnej oceny jest ciągłe wypełnianie ankiet przez odbiorców naszej pracy, czyli studentów. Jak dotąd tylko parę procent studentów wypełnia ankiety, a dostęp do systemu mają tylko raz w semestrze.
Tylko czy wprowadzenie ciągłego systemu oceny byłoby dobrze odebrane przez kadrę? Ocena po KAŻDYCH zajęciach dotycząca nie tylko szeregowych pracowników, ale także profesorów?
A przecież to jest takie proste do wprowadzenia, a osoby wyróżniające się powinny być nagradzane zarówno finansowo, jak przy pomocy innych instrumentów.
Oczywiście otwarte pozostaje pytanie czy poruszane słabości są tylko kwestią niewłaściwej polityki władz naszej uczelni czy też niewesoła sytuacja polskich uczelni jest pochodną stosunku władz RP do problemów uczelni wyższych i szkolnictwa oraz obszaru badań naukowych. Władze Polski, wszystkie bez wyjątku rządy i parlamenty, patrząc od roku 1989 do dziś, niezależnie od opcji politycznej, ten obszar traktowały lekceważąco lub tylko markowały swe zainteresowanie. Więcej, w zasadzie zlikwidowano szkolnictwo zawodowe, a otwarto „zielone” światło dla setek pseudo-wyższych uczelni szkolących nikomu niepotrzebnych „magistrów”. Oszukano miliony młodych Polaków mamiąc ich świetlaną przyszłością, a przy okazji spowodowano ogromne problemy dla gospodarki pozbawiając jej potrzebnych fachowców w licznych dziedzinach. Jednym z efektów tych działań jest masowa emigracja milionów młodych Polaków.
Tylko czy można nadal mówić, że za wszystko są odpowiedzialni mityczni „Oni”?
A może brak zainteresowania władz kraju wynika właśnie z obstrukcji środowisk akademickich, w istocie wcale niezainteresowanych wprowadzaniem rzeczywistych zmian? Obawiam się, że choć prawda zawsze jest gdzieś pośrodku, iż to właśnie partykularne interesy środowiska akademickiego, szczególnie grona profesorskiego to podstawowa przyczyna zapaści polskich uczelni. Jest demokracja, skoro uczelnie same nie są zainteresowane zmianami to dlaczego rząd miałby na „siłę” nas uszczęśliwiać?
Od pewnego czasu widać pewne próby reform w zakresie organizacji i finansowania pracy badawczej, ale są one spóźnione, niemrawe i nietrafione społecznie wobec braku szacunku do pracy nauczyciela akademickiego i naukowca. Łatwo było zdeprecjonować etos słów nauka i naukowiec, odbudować go będzie bardzo trudno.
Cóż z tego, że w 2015 roku nakłady na naukę wzrosną o 690 mln, czyli o 10%, gdy nauka jest oderwana od praktyki i w niewielkim stopniu wpływa na rozwój kraju. Wcale pieniądze nie są najważniejsze, podstawą sukcesu są ludzie.

Nam w Polsce potrzebna jest wizja, a nie kolejne administracyjne decyzje.
Wizja, która poruszy umysły młodych ludzi i przyciągnie ich do uniwersytetów i politechnik.
Wizja, która zostanie rozwinięta poprzez wprowadzenie różnych regulacji podatkowych, organizacyjnych, legislacyjnych, które uczynią z nauki koło zamachowe gospodarki i rozwoju Polski.

PS. W minionym roku największą uwagą Czytelników mierzoną liczbą komentarzy cieszyły się teksty z 21.05 (34 komentarze), 27.03 (33), 2.04 (29), 4.07, 24.10 i 4.12 (po 24), 11.07 (21) i 21.03 (20).

6 komentarze:

Anonimowy pisze...

Dziekujemy Panei Profesorze za nieustanne prowadzenie bloga akademickiego. W 2015 roku ma być więcej na naukę o 10%. Więc zapytam, dla kogo więcej ? i tak zwykły pracownik-naukowiec nie zobaczy nawet złotówki z tej kwoty. Zniszczono nie tylko szkoły zawodowe, ale też proces przejrzystych awansów naukowych. Teraz potrzeba tylko wykładowców i profesorów, reszta się nie liczy.

Anonimowy pisze...

Niezwykle interesująca publikacja opracowana przez Zespół
do Spraw Dobrych Praktyk Akademickich, który doradza
Ministrowi Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

DOBRE PRAKTYKI AKADEMICKIE W ZATRUDNIANIU I W RELACJACH PRZEŁOŻONY–PODWŁADNY (fragment)

Obowiązkiem przełożonego jest systematyczny nadzór nad rozwojem naukowym jego pracowników i ustawiczne motywowanie ich
do osiągania kolejnych stopni zawodowych i tytułów naukowych. Chodzi nie tylko o czuwanie
nad poziomem publikacji i naukowych
wystąpień publicznych, ale przede wszystkim o ułatwianie udziału w zespołowych projektach badawczych oraz o pomoc w zdobywaniu doświadczeń na arenie międzynarodowej (staże, granty itp.). Niedopuszczalne jest blokowanie lub opóźnianie kariery swoich podwładnych, na przykład poprzez odgórne sterowanie kolejnością inicjowanych postępowań
awansowych. Prawidłowe relacje mistrz – uczeń są najlepszą gwarancją dobrych praktyk akademickich w relacjach kadrowych.

Anonimowy pisze...

jest tam inny fragment warty zwrócenia szczególnej uwagi:

Uzyskane i opracowane przez młodego naukowca wyniki badań powinny stanowić podstawę do samodzielnej publikacji naukowej. Pomoc i niezbędne rady nie dają podstawy do oczekiwania przez przełożonego współautorstwa
w pracy podwładnego. Każda publikacja naukowa może zawierać część zatytułowaną Podziękowania, zaś o tym, że jest to najwłaściwsze miejsce do odnotowania nazwiska zaangażowanego w pomoc przełożonego, powinny pamiętać obie strony. Wykorzystywanie przez przełożonego aktywności naukowej podwładnych poprzez wymuszanie współautorstwa należy postrzegać
jako zaprzeczenie dobrej praktyki akademickiej.

Anonimowy pisze...

Pod rozwagę.
http://wyborcza.pl/1,137662,17000749,Nieznajomosc_matematyki_zabija.html

Anonimowy pisze...

No tak bo lepiej jak dziennikarz postraszy potencjalnych pacjentów o tym, że lekarze się nie znają na wynikach, że sprzęt do badań przesiewowych jest nie dobry.Taki pacjent potem nie idzie się badać przesiewowo bo myśli, że lepiej nie wiedzieć bo jeszcze mu coś wykryją a może nic nie ma bo to lekarz się pomylił.
Po to są badania przesiewowe aby wyłapać potencjalnych pacjentów w jak najwcześniejszym stadium choroby. Jeżeli w badaniu przesiewowym stwierdza się wynik pozytywny to nie stawia się rozpoznania tylko kieruje do dalszej diagnostyki, która polega na bardziej swoistych testach.

Anonimowy pisze...

Cieszymy mnie to, że są w Polsce tacy ludzie jak Pan profesor, którzy trzeźwym okiem patrzą na stan polskiej nauki, nie przez pryzmat propagandy, wręczanych bukietów kwiatów, wzajemnego poklepywania się. Ja również oceniam polską naukę krytycznie (poza wyjątkami) jak i krytycznie mówię o stanie polskiego przemysłu.