Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

sobota, 28 maja 2011

O społeczeństwie obywatelskim

Tekst „O kasie fiskalnej” spotkał się z dużym zainteresowaniem Czytelników, mierzonym liczbą wejść oraz komentarzy. Przesłanie tego wpisu daleko wykraczało poza samą kwestię nowych zasad rozliczania usług w gabinetach lekarskich. Idzie bowiem o relacje na linii: obywatel-państwo. Ta relacja może być odbiciem generalnego zjawiska; stosunku obywatela do sołtysa, burmistrza, prezydenta lub jakiekolwiek innego przedstawiciela szeroko rozumianej władzy. Te osoby są liderami lokalnych społeczności. W akademickich realiach osobą odpowiadającą np. stanowisku prezydenta miasta dla jego mieszkańców jest rektor, a na poziomie wydziału analogiczną rolę pełni dziekan. Zatem wzajemne relacje między szeregowymi pracownikami, a rektorem lub dziekanem są ważnym probierzem jakości całej instytucji. Pracownik powinien szanować swego szefa (co wcale nie oznacza bezkrytycznej akceptacji wszystkich jego działań i decyzji), a do fundamentalnych zasad jakimi powinni kierować się rektor lub dziekan należy godne traktowanie podległych mu pracowników. Profesor, doktor habilitowany, adiunkt, asystent, student oraz pracownicy administracji muszą być przekonani, że dla rektora podstawową wartością jest dobro całej uczelni, nie tylko poszczególnych grup pracowników lub wybranych osób. Muszą mu ufać, ale i obserwować jego poczynania. Każdy pracownik powinien mieć także możliwość wypowiadania uwag krytycznych w odniesieniu do przedstawicieli władz, bez obaw o własną przyszłość w uczelni. Dopiero taka równowaga daje rękojmię, że sprawy w uczelni idą we właściwym kierunku. Przykład z kasą fiskalną pokazuje, że dla tego lekarza państwo to narzędzie przymusu (w tym momencie fiskalnego) zamiast stanowić opokę i nadzieję na lepszą przyszłość.

Ciekaw jestem jak Państwo te kwestie widzą w odniesieniu do naszej rzeczywistości akademickiej.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Wielkiego serca chirurga, Profesor Puchały z Krakowa nie ma wśród nas. To smutne, że odchodzą najlepsi z najlepszych i nikt ich nie zastąpi. Nie ma już dawnych mistrzów, kierowników, szefów, którzy dbają o pracowników i swój zespół. Teraz nikt nie przejmuje się rozwojem naukowym podwładnych, a wręcz świadomie się go hamuje z powodu egoizmu i bycia karierowiczem. Szkoda, że współczesny szef nie doradza, nie pomaga, nie przekazuje wiedzy i umiejętnosci praktycznych. Liczą się tylko punkty i liczba publikacji mnożona rękami doktorantów i pracowników. Tendencja jest taka, aby pozbyć się wszystkich i zastąpić ich młodymi, wiernymi i biernymi. Pacjent jest daleko w tyle, a władza i możliwość rządzenia duszami innych staje się teraz najważniejsza. Bardzo smutna rzeczywistość.

Anonimowy pisze...

Celne uwagi, prawdziwy przywódca to ktoś kto umie przekonać innych do swych racji siłą argumentów, a nie argumentami siły! U nas, w kraju, ale także w SUM-ie dominuje ta druga metoda sprawowania władzy. Efekty widzimy wokół.

Anonimowy pisze...

Wszyscy ponosimy konsekwencje takich bezwględnych i despotycznych osobowości jako społeczeństwo.
Zamiast leczenia chorych cała uwaga szefa skupia się na pomnażaniu dorobku za wszelką cenę, zamiast dobrej dydaktyki - zadania nauczenia zlecane młodym i niedoświadczonym. Można postawić tezę, że pomnażanie punktów jako jedyny cel stanowiska kierowniczego jest wysoce szkodliwe społecznie, w skali lokalnej i globalnej. Nic nie wnosi, z wyjątkiem sztucznego windowania pozycji w rankingach. Kto jest bardziej "pożyteczny" w skali społeczniej, czy piekarz, budowlaniec, nauczyciel w szkole podstawowej, policjant, czy osoba która tylko zgarnia dla siebie punkty i środki na badania nie licząc się z nikim wokół ? Ale to w Polsce typowe - wszystko może ulec zniszczeniu, byle jednej osobie było wygodnie i dostatnio. Nawet śp. Profesor Puchała powiedział w jednym z ostatnich wywiadów, że żałuje, że nie pozostawił lepiej przygotowanego i pełnego zespołu do leczenia oparzeń, czyli rozumiał doskonale działanie zespołowe. Ale na to stać tylko wybitnych i wspaniałych ludzi, których teraz coraz mniej.