Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

piątek, 7 maja 2010

Usłyszane na szpitalnym korytarzu

Niedawno byłem świadkiem rozmowy pracowników naszej uczelni. Dzień po posiedzeniu Rady Wydziału jeden z rozmówców pyta drugiego: „podobno wczoraj było burzliwe posiedzenie”, co ten drugi potwierdza, mówiąc, że obecni byli świadkami ważnych wydarzeń związanych z konkursem na stanowisko kierownika Katedry i Zakładu Chirurgii Stomatologicznej.

Ten, który był obecny na posiedzeniu zapytał także czym była spowodowana nieobecność.

Odpowiedź brzmiała: „mnie to nie interesuje, po co mam tam siedzieć? Szkoda czasu, mam ważniejsze zajęcia”.

Pomyślmy, szef katedry, samodzielny pracownik naukowy prezentuje taką postawę, nawet nie próbuje maskować lekceważącego stosunku do własnej uczelni. Czego zatem oczekiwać od szeregowego pracownika, dlaczego miałby identyfikować się ze swoją uczelnią? Przykład idzie z góry. Na posiedzeniach RW niektórzy profesorowie i doktorzy habilitowani pojawiają się raz w roku, zwykle gdy gościmy Panią Rektor. A z upływem czasu trwania posiedzenia obecnych ubywa, do końca są obecnie zwykle te same osoby…smutne to wszystko…

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Tak przykład idzie z góry. A ponadto to jest stosunek adekwatny do atmosfery braku możliwości działania, do zamordyzmu, marazmu i niekompetencji. Człowiek wie, że nic nie zdziała, a musi pracować, więc woli siedzieć cicho i przeczekać zły czas. To jest zła postawa, ale wygodna, powierzchowna i nastawiona na przetrwanie. Pan jest bardzo odważnym człowiekiem Panie Profesorze. I honorowym.

Anonimowy pisze...

Pani rektor nie tylko z nieżyjącymi już profesorami postepuje podle i niehonorowo. W Katowicach krąży plotka jak niegodnie postąpiła ze swoją protektorką i dobrodziejką panią prof. Z-M, od której otrzymała rekomendację i poparcie na funkcję
rektora. U której kilka lat pracowała, po tym jak pozbyła się jej inna pani profesor. W rewanżu, skoro już została rektorem to się jej w karygodny i ubliżający godności osobistej sposób pozbyła.Doprawdy poczucie honoru, wdzięczności i zwykłej ludzkiej sprawiedliwości jest jej obce. To właściwy moment aby o tym przypomnieć wszystkim zainteresowanym.

Anonimowy pisze...

Też nie rozumiem, dlaczego obecne władze od początku swoich rządów niszczą autorytet profesorów odchodzących na emeryturę. Czyżby świadomość, że nigdy im nie dorównają.

Anonimowy pisze...

W uzupełnieniu przedmówcy z 9 maja . Duet tenderowa i kuraszewska bardzo skrzywdziły Panią prof. Z-M. Tuż po odejściu na emeryturę uniemożliwiły jej także wynajmowanie pomieszczeń w celu prowadzenia przychodni chorób otyłości. Styl w jakim to zrobiły urąga elementarnym zasadom przyzwoitości.