Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

piątek, 21 sierpnia 2009

Odpowiedź Czytelnika (pacjenta) bloga z Gliwic.

Nie przypuszczałem ,że mój krótki wpis wywoła tyle emocji. Pozwolę sobie korzystając z uprzejmości Pana Profesora odpowiedzieć autorom wpisów i wyjaśnić moje stanowisko. Odnosząc się do wpisów będę podawał datę i godzinę wpisu dla łatwiejszej identyfikacji.

Anonimowy (17 sierpień 2009 08:31) pisze:
„Twoim zdaniem to wina lekarzy....Hm”
„A ty uważasz, że lekarz ma przyjąć Cię w czynie społecznym, najlepiej jeszcze rezygnując z urlopu (bo to przecież środek sezonu).”

Znam taką metodę prowadzenia dyskusji gdy przypisuje się swojemu interlokutorowi wypowiedzi, których on nie popełnił a potem się z nimi polemizuje. Jak sądzę, nie było to u Pana celowe ale właśnie tak wyszło.
Szanowny Panie przecież ja nic takiego co Pan mi wyżej przypisuje nie
napisałem!!! Odpowiadam Panu, że moim zdaniem nie jest to wina lekarzy ani
nie uważam aby lekarz miał mnie przyjmować w czynie społecznym.
Uważam, że za taki stan rzeczy odpowiadają nasi politycy. To oni odpowiadają
za to jak nasza służba zdrowia jest zorganizowana, jakie są nakłady na leczenie
pacjentów. To oni odpowiadają za to, że limity wyczerpane są już w lipcu.

Ktoś napisał, że jest okres urlopowy. W przychodni, o której wspomniałem byłem
tydzień wcześniej i powiedziano abym przyszedł w następnym tygodniu kiedy
będą powroty z urlopów.
Mój wypadek (wywrotka na rowerze, podparcie się dłonią o jezdnię, spuchnięta
dłoń, podejrzenie złamania) miał miejsce na Mazurach. Udałem się Na Izbę Przyjęć
do szpitala w Piszu. Kolejka 5 osób. Jedna pani mówi, że czeka już 4 godziny.
Przyjętym jest się wtedy gdy się zostanie wywołanym i przekroczy próg szklanych rozsuwanych elektrycznie mlecznych drzwi. Nikt nie rejestruje, nikt nie wie, że w ogóle się tam pojawiłem. Czekam dwie godziny. Kolejka się nie posuwa. Nie wiem kiedy będę przyjęty.
Na drugi dzień: Izba Przyjęć szpitala miejskiego w Gliwicach. Pani z rejestracji bierze moją kartę chipową i mnie rejestruje. Pyta się co mi dolega.
Prosi abym udał się pod pokój zabiegowy. Po chwili przychodzi i mówi, że lekarz jest zajęty na oddziale, będzie za 40 minut i abym w międzyczasie poszedł zrobić zdjęcie RTG, którego wykonanie zostało z nim uzgodnione. Wracam z RTG, po kilkunastu minutach zostaję przyjęty. Lekarz ma moje zdjęcie na ekranie komputera. Diagnoza: podejrzenie złamania kości łódeczkowatej (chociaż zdjęcie tego nie pokazuje), ręka do gipsu po 10-12 dniach konieczność wizyty w przychodni ortopedycznej i zrobienia kontrolnego zdjęcia dla potwierdzenia albo odrzucenia diagnozy. Byłem mile zaskoczony całą procedurą obsługi.
Może tylko lekarz mógł mi powiedzieć: ”panie organizuj Pan sobie od jutra wizytę
w tej przychodni”. Ale z drugiej wcale nie musiał wiedzieć, że ja nie wiem, jak wyglądają realia służby zdrowia (do lekarza chodzę raz na kilka lat).
Proszę mi odpowiedzieć czy organizacja pracy na Izbie Przyjęć w Piszu i w Gliwicach zależy również od urzędników z NFZ? Czy to, że w jednych przychodniach
praca jest lepiej zorganizowana a w drugich gorzej też zależy tylko i wyłącznie od NFZ? Czy wszystkie Kasy Chorych są tak samo skomputeryzowane ja Śląska Kasa?



Zgadzam się z jednym z wpisów (Anonimowy 17 sierpień 2009 18:01)
„Biedny Pacjencie, to właśnie urzędnicy tak ustawili ten system, abyście Ty i Tobie
podobni, nie uzyskawszy pomocy w publicznej służbie zdrowia, biegli do gabinetów
prywatnych. To znacząco odciąża system publicznego finansowania. „
Za urzędnikami z NFZ stoją politycy a kto stoi za politykami. Może ktoś z Państwa
pamięta jeszcze Panią Sawicką i jej wypowiedź jakie to lody będziemy kręcić w
służbie zdrowia.

Anonimowy (18 sierpień 2009 17:53) pisze:
„Moi pacjenci czekają na leczenie w długich kolejkach i rozumieją, że tak musi być i że nie ode mnie to zależy. Ty nie chcesz tego zrozumieć i z rozrzewnieniem wspominasz komunę. Poczekaj i Ty, bo Ty i Twoje pokolenie zapracowało na obecna sytuację i wszyscy, włącznie z Tobą musimy obecnie konsumować te żabę”

Czyli musimy akceptować cały czas i do końca świata, że czekamy tyle w kolejkach czy też na konkretne zabiegi? Szanowny Panie Doktorze na jakiej postawie twierdzi Pan, że z rozrzewnieniem wspominam komunę. Stwierdzenie, że za komuny były mniejsze kolejki w przychodniach jest wyrazem mojego doświadczenia i bynajmniej nie oznacza mojej nostalgii za komuną.
W moim pokoleniu byli ludzie, którzy wspierali komunę, byli ludzie obojętni, byli
też ludzie przeciwni komunie i okazywali to mniej lub bardziej czynnie.
Zaliczam siebie do tej ostatniej grupy. Obwinia Pan całe pokolenie. Może powie
Pan tak konkretnie kogo i za co? Moim zdaniem Pańska diagnoza to pójście na
skróty. Znalazł Pan winnego: moje pokolenie, sytuacja jest jasna i klarowna.
Pragnę zauważyć, że w tym roku mija 20 lat od oficjalnej daty obalenia komuny.
To prawie jedno pokolenie i wystarczająco dużo czasu aby zorganizować system
służby zdrowia na poziomie akceptowalnym. Zapewne nigdy nie zostanie osiągnięty
stan idealny.
Moim zdaniem w poczynaniach polityków stosowana jest zasada
„tego nie wymyślono u nas”. Każda nowa ekipa polityczna, która przychodzi mówi:
nasi poprzednicy robili to źle, my to zrobimy lepiej. Nie ma żadnej ciągłości pracy
nad organizowaniem służby zdrowia. Pisząc w poprzednio, że nikt za to nie beknie
miałem na myśli właśnie polską klasę polityczną. Nikt z jej członków nie poczuwa
się do odpowiedzialności za istniejący stan rzeczy.
Nawiasem mówiąc czytając wpisy na blogu profesora Pluskiewicza można by
odnieść nieodparte wrażenie, że podobnie myślą obecne władze Śląskiego
Uniwersytetu Medycznego cierpiąc przy tym również na syndrom oblężonej twierdzy. Tylko nasze pomysły są dobre, wszyscy inni nie mają racji i tylko nas atakują.

0 komentarze: