Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

O innej ofierze konfliktu wokół Ceglanej zdań parę

Jeden z Czytelników bloga zwrócił mi uwagę, że uwaga należy się także drugiej przenoszonej do Katowic kliniki, czyli Kliniki Endokrynologii. Ta jednostka to także ofiara działań władz naszej uczelni. Nim zastanowię się nad przyszłym losem endokrynologii niezbędne są pewne odniesienia do przeszłości. W SUM w jego 60-cioletniej historii, do czasu powstania kliniki kierowanej przez prof. B. Kos-Kudłę, nigdy nie było kliniki endokrynologii dorosłych, jako wyodrębnionej jednostki. Nie wnikając w przyczyny tego stanu rzeczy należało by się spodziewać, że klinika zabrzańska powinna być szczególnie hołubiona. Panią Profesor znam od dawna, razem pracowaliśmy w Klinice Alergologii. Błyskotliwa kariera B. Kos-Kudły toczyła się w zawrotnym tempie, „jedynka” i „dwójka” z interny, doktorat, habilitacja w wieku 35 lat! Początki tworzenia kliniki endokrynologii nie były łatwe, w końcu trzeba było komuś „uszczknąć” parę łóżek w SK-1. Chirurdzy (a to właśnie Klinika Torakochirurgii straciła trochę łóżek) nie byli zachwyceni, ale klinika endokrynologii stopniowo krzepła i dziś trudno sobie wyobrazić krajobraz tego szpitala bez tego oddziału i bez zawsze pogodnej i uśmiechniętej Pani Profesor. Równolegle z rozwojem kliniki rozwijały się kariery wielu osób, toczyła się praca naukowa. Klinika stała się jednym z filarów Wydziału, a Pani Profesor znalazła uznanie w polskim środowisku endokrynologicznym czego wyrazem jest powierzenie jej zaszczytnej i odpowiedzialnej funkcji Redaktora Naczelnego Endokrynologii Polskiej.
Dziś efekty wieloletniej pracy, mocą jednego rozporządzenia zostały zagrożone. Wszystko, no, może prawie wszystko trzeba będzie budować od podstaw. A problem to nie tylko budynki i sprzęt, najważniejszy problem to ludzie, którzy zostali potraktowani przedmiotowo. Jak my, pracownicy Wydziału w Zabrzu mamy dalej wyobrażać sobie współpracę z endokrynologami pracującymi w Katowicach? Co z tego, że nominalnie nadal będę oni w ramach tego samego wydziału, w istocie życie napisze swój logiczny scenariusz i ta klinika jest dla naszego wydziału stracona. A czy w ogóle będzie kiedykolwiek mogła wrócić na swój dotychczasowy poziom czas pokaże.
Jeden z członków Rady Wydziału w Zabrzu tak posumował ostatnie wydarzenia związane z przenoszeniem klinik do Katowic „separacja przed rozwodem….”.

6 komentarze:

Anonimowy pisze...

Widać Katowice szukają cennych zdobyczy bo sami może mają kiepską kadrę ... A może chcą najzwyczajniej w świecie zniszczyć Panią Profesor, bo tylko to w tym kraju się potrafi.Zniszczyć człowieka i tyle, bo u nas z ludźmi się nikt nie liczy:/

lord sith pisze...

cytat:"Chirurdzy (a to właśnie Klinika Torakochirurgii straciła trochę łóżek) nie byli zachwyceni" - nikt chirurgów o zdanie nigdy nie pytał, a posadowienie endokrynologii pośrodku oddziału zabiegowego zawsze zakrawało na paranoję i dla wszystkich logicznie myślących chociażby z epidemiologicznego punktu widzenia było nie przyjęcia. Sposób zdobycia tych łóżek kilka lat temu też jak wszystkim wiadomo nie był zbyt chwalebny dla Pani Profesor.

Anonimowy pisze...

polecam przeczytanie artykułu:
http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35062,6871130,Rektor_SUM_odmawia_innym_prawa_do_krytyki.html

Anonimowy pisze...

w dzisiejszej Wyborczej znajduje się artukuł, w świetle którego przenosiny nie są takie oczywiste! Wg Profesora Balickiego są podstawy by sądzić, że zarządzenie "przenoszące" jest niezgodne z prawem! Nie zostało także umieszczone w BIP naszego Uniwersytetu - ciekawe?! Może nie wszystko stracone!

Anonimowy pisze...

Wszystko, czego się tylko dotkną te nasze uzdrowicielki u władzy Pani Rektor i Kuraszewska wychodzi na szkodę jednostkom uczelni oraz pracującym w nich ludziom, a także jej wizerunkowi. Nigdy jeszcze w jej historii nie zdarzyło się aby konieczna była interwencja władz zwierzchnich w sprawach zarządzeń rektorskich lub uchwał senackich. Tym władzom zdarza się to już po raz kolejny. Przypominam zarządzenie o czasie pracy nauczycieli oraz uchwałę Senatu w sprawie liczby godzin dydaktycznych niezgodne z obowiązującym prawem.
Teraz kolejna bulwersująca wszystkich sprawa. Nie została zasięgnięta opinia w tej sprawie ani Rady Wydziału, ani Senatu. W Senacie siedzą zniewoleni senatorzy z wypisanym na twarzach strachem, ale w RW coraz więcej osób pokazuje, że ma kręgosłup.
Następna w kolejce do zmian organizacyjnych i kadrowych jest kardiologia

Anonimowy pisze...

Nie pierwsza sprawa, nie ostatnia. WSZYSCY zapominacie ze jesteście w sytuacji "TU i TERAZ" dzięki wieloletnim wysiłkom wielu Waszych poprzedników, nawet tych, z których zdaniem może się nie zgadzacie ani nie zgadzaliście. To że uczelnia jest na takim etapie jak jest - zawdzięcza się poprzednim ekipom. Tylko że Polacy jakoś mają wybitne zdolności by wszystko, bez wyjątku burzyć - niezależnie czy było mniej lub bardziej chybione, zamiast tylko naprawiać to, co się nie udało poprzednikom - z góry zakładając że wszystko co robili jest złe.. Tym sposobem stale zaczyna się od początku - Syzyfowa praca. Zapominacie że łatwo się ocenia wiedząc jakie były efekty - a decyzje trzeba podjąć stojąc przed niewiadomym lub niewiadomymi. Tylko że tego nie zrozumie nikt, kto nie pełnił jakiejś funkcji i kto tego nie doświadczył na własnej skórze: chcesz dobrze, kosztuje Cię to wiele wysiłku, czasem wychodzi źle i ... nikt nie pamięta ile rzeczy UDAŁO się