Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Czytelnik (pacjent) bloga z Gliwic pisze

Muszę znaleźć jakiegoś ortopedę, chyba prywatnie. Byłem w przychodni ortopedycznej na Kozielskiej, o 10.00 wisiała kartka, że na dzisiaj przyjęcia zakończone. Potem byłem jeszcze raz wcześniej zaraz po 8.00 20 osób już siedzi, a 10 osób jeszcze przed okienkiem. To nie na moje nerwy. Małgosia śmieje się ze mnie, że ja nie stąpam po ziemi. Chyba ma rację.Tak sobie pomyślałem, że za komuny nie było tyle kolejek w przychodniach. A druga myśl, że nikt za to nie beknie. Chwilę temu oglądałem skecz Laskowika: "Trzeba tak chorować aby lekarz się nie dowiedział".

24 komentarze:

Anonimowy pisze...

Drogi Czytelniku,
Twoim zdaniem to wina lekarzy....Hm...

NFZ zakontraktował okreslona ilość świadczeń i nie zapłaci za więcej.

A ty uważasz, że lekarz ma przyjąć Cię w czynie społecznym, najlepiej jeszcze rezygnując z urlopu (bo to przecież środek sezonu).

Nie wiem, jaki jest Twój zawód, ale ile w życiu wykonałeś dla pracodawcy czynności, za które nikt Ci nie zapłacił?

Czy podejmujesz pracę dla kontrahenta, ponad zakres ustalony w umowie bez dodatkowego wynagrodzenia?

Poza tym gdybyś wymagał nagłej pomocy ortopedycznej, to zostałbyś natychmiast przyjęty w SOR.

Anonimowy pisze...

Mam pytanie, czy lekarzowi płaci się od ilości przyjętych pacjentów, czy też dostaje pensję według tabeli wynagrodzeń. Czy lekarz w umowie o pracę ma napisane ilu pacjentów ma przyjąć w danym miesiącu/roku? Podejrzewam, że jeśli płacono by od przyjetego pacjenta (przy swobodnym wyborze lekarza) wielu absolwentów uniwersytetów medycznych byłoby bez pracy. Poza tym, czy zdrowie ludzkie da się przeliczyć na pieniądze?
Polska służba zdrowia jest chora i potzrebny jej jest dobry chirurg. najgorsze w tym wszystkim jest to, że pacjenci winią lekarzy, a lekarze zasłanijaą się kontraktami, wyliczeniami urzędasów z funduszy, ministerstw, itp.Coraz rzadziej znaleźć można lekarzy z powołania, dla którego człowiek jest najważniejszy, pomimo tego, iż 'przypałętał' się poza kontraktem. Obyśmy zdrowi byli.
Pacjent z Lasek

Anonimowy pisze...

Tak, życie ludzkie przeliczone zostało w prosty sposób na pieniadze przez NFZ.
Nikt nie policzył, ilu pacjentów nie doczekało wizyty u kardiologa wyznaczonej za pół roku, bo tek reglamentuje swiadczenia NFZ.
Lekarzowi pensje płaci pracodawca, który w przypadku opieki
specjalistycznej otrzymuje okresloną kwotę (wynikająca z liczby punktów) za jedną udzieloną poradę. Najwyraźniej, drogi
pacjencie, nie masz pojęcia jak funkcjonuje system opieki zdrowotnej. NFZ decyduje, że poradnia może przyjąć, np. 100, 200 itp. pacjentów, a ci, którzy nie zmieszczą się w limicie?? No cóż, pytanie właśnie do urzędasów, co maja ze sobą zrobić.

Biedny Pacjencie, to właśnie urzednicy tak ustawili ten system, abyście Ty i Tobie podobni, nie uzyskawszy pomocy w publicznej służbie zdrowia, biegli do gabinetów prywatnych.
To znacząco odciąża system publicznego finansowania.

Tylko lekarz rodzinny otrzymuje za Ciebie pieniądze, niezależnie od tego, czy chociaż raz w roku
musiał udzielić Ci porady, czy też nie.

Kazda poradnia specjalistyczna dostaje pieniądze tylko za wykonane porady, które mieszczą się w limicie. NFZ oficjalnie ogłasza, że nie będzie placiła za nadwykonania.

A co do powołania... proponuję Ci
poszukać mechanika samochodowego lub hydraulika z powołania, aby wykonywał swe usługi za darmo...

Albo najlepiej księdza....

Jeszcze raz powtarzam: w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia zawsze możesz udać się do izby przyjęc najblizszego szpitala i tam udzielą Ci pomocy.

Jeżeli byłeś w stanie chodzic od przychodni do przychodni, to z pewnością pilna pomoc ortopedyczna nie była Ci potrzebna. Możesz poczekać, aż lekarze wrócą z urlopu, który ustawowo im się
tak, jak każdemu innemu pracownikowi

Anonimowy pisze...

PS do poprzedniego komentarza:

NFZ ma lekarstwo na Twój problem: to KOLEJKA OCZEKUJĄCYCH.
Mogłeś się do niej zapisać i w majestacie prawa czekać sobie kilka miesięcy. Nie było potrzeby, aby przychodzic ponownie następnego dnia.

Anonimowy pisze...

Zawsze też możesz drogi pacjencie poszukać innej przychodni w której może mają jeszcze niewykorzystany kontrakt. O ile się nie mylę NFZ chyba udostępnia takie informacje.

Anonimowy pisze...

Wydaje mi się,że wkradła się w polemikę wzajemna agresja.Wszystko to wynik, rzeczywiście chorej sytuacji w ochronie zdrowia. Czy pacjenci mają prawo się denerwować? Mają - jak najbardziej. To wynik niedoinformowania, a w zasadzie prermanentnej dezinformacji sączonej z mediów, nfz i innych urzędnikow państwowych. Pacjent zwykle nie wie, że gdy ma problem zdrowotny, to należy się zarejestrować, umówić na wizytę i poczekać na nią. Pacjent nie wie, że gdy choruje i potrzebuje leków na receptę, to musi się o to zatroszczyć odpowiednio wcześniej. Pacjent nie wie, że jeśli się przeziębi, zakłuje go w plecach, albo zaboli głowa to może poczytać, pomyśleć, zapytać w aptece i zażyć samodzielnie lekarstwo, lub natrzeć się maścią. Co wie pacjent? Wie, że jak uzna, iż jest taka potrzeba to ma natychmiastową możliwość spotkania się z lekarzem,w takiej placówce do której mu po drodze i o tej porze jaka mu się wymarzy. Pacjent wie, że obowiązkiem lekarza jest przepisanie mu natychmiast żądanych leków, skierowań do specjalistów jakich uważa i zaświadczeń, których treść podyktuje. A specjaliści - według pacjenta to lekarze, którzy karmią rodzinę powołaniem i jeżdżą powołaniem, na wakacje do powołania.
Chora sytuacja. Gdy wreszcie ktoś nie powie...basta i dość.Gdy w mediach nie bedzie się szeroko edukować, co się na prawdę im należy.
Dziś na stronie NFZ przeczytałem, że w takich krajach jak: Niemcy,Czechy,Słowacja (i wielu jeszcze innych) w publicznej ochronie zdrowia płaci się za wizyty u lekarza. Ogranicza to napływ ludzi z błahostkami załatwianymi na poziomie technika farmacji. Ludzie chorzy mają wtedy dostęp swobodny. No, a cóż, na całym świecie jeśli chcesz porady lekarza, lepszej, pełniejszej i na wyższym poziomie, a przede wszystkim szybko, musisz zapłacić!

Anonimowy pisze...

A jest jeszcze gorsza rzecz - pacjenci niejednokrotnie chcą od razu iść do specjalisty zamiast iść do lekarza POZ. Ci lekarze potrafią zająć się leczeniem wielu chorób, do których owszem potrzeba specjalistów, ale tylko w bardziej skomplikowanych przypadkach.

Anonimowy pisze...

W kwestii powołania. Ja jako lekarz chcę przyjmować pacjentów i ich leczyć, ale płatnikiem jest NFZ i dyrektor szpitala. Przyjęcia poza limit oraz ewentualne leki, opatrunki, sprzęt jednorazowy itd są opłacane z budżetu szpitala/poradni a nie NFZ. Każdy przyjęty ponad limit chory zwiększa dług jednostki. Można powiedzieć, że jest płacony z pensji lekarza. W jednym ze szpitali SUM dyrekcja rozesłała do ordynatorów kopie artykułu o profesorze chirurgii, którego oddział operował ponad limit - czyli zadłużał szpital. Oficjalnie został powiadomiony, że koszty będą potrącane z jego pensji. Pod odbitką widniał dopisek, że dyrekcja naszego szpitala ma nadzieję, iż nie będzie zmuszona do podjęcia tego typu kroków. Drogi pacjencie. Realia są takie: lipiec 2009, kontrakt wyrobiony, szpital zadłużony, oddział prawie PUSTY!!! Zakaz przyjęć poza wypadkami nagłymi. PUSTY! I nic nie pomoże moje powołanie, bo nie stać mnie na płacenie z własnej kieszeni za hospitalizację pacjentów. Media i politycy mamią społeczeństwo, że pieniądze idą za pacjentem. Niestety. Dobry szpital nie działa tak jak normalna firma, czy zakład mechaniczny, któremu zależy na jak najwiekszej liczbie klientów. Limit NFZ i ściana.

Anonimowy pisze...

Jeszce jedna kwestia.Wywołuje dużo kontrowersji. Kto to jest lekarz POZ? A kto to jest lekarz rodzinny?
W naszym kraju funkcję lekarza POZ pełnić może internista, pediatra i ktoś kto kilka lat trudni się pracą w POZ,(z innych specjalności też często NFZ uznaje), a do tego lekarz specjalista medycyny rodzinnej.
Lekarz rodzinny - to (patrz program specjalizacji) ktoś kto na poziomie podstawowym zna się na internie, pediatrii, ginekologii, chirurgii, dermatologii, neurologii, rehabilitacji, psychiatrii itd. W wielu krajach zachodniej cywilizacji jest najbardziej poważana i szanowana specjalizacja. Taki ktoś potrafi zrobić wiele rzeczy sam.
Ale NFZ woli płacić "specjalistom", bo gdyby było inaczej to by podnieśli raban. Dodatkowo jeśli lekarzowi POZ coś wykracza poza kompetencje internistyczne, pediatryczne(itd.) to siłą rzeczy musi kierować. Kolejki rosną. Błędne koło. Chory kraj.

Anonimowy pisze...

Zgadza się, tylko czy taki lekarz med. rodzinnej który ma tylko bodajże 4 lata szkolenia specjalizacyjnego będzie znał się na internie, chirurgii, ginekologi itd.? Wątpię.W Norwegii w POZ pracować może każdy lekarz który ma prawo do wykonywania zawodu.Nie ma specjalizacji z medycyny rodzinnej. Ale studenci od 4 roku mają częściowe prawo do wykonywania zawodu i sami mogą pracować jako asystenci lekarza w POZ.Poziom kształcenia (mam na myśli praktycznego) na zachodnich uczelniach jest o niebo wyższy niż w Polsce.

student_z_wlk pisze...

My za to potrafimy wymienić 79 rodzajów CD znajdujących się na różnych komórkach, odróżnić tysiąc receptorów pod mikroskopem i wymienić tysiąc najrzadszych przyczyn krwawienia z odbytu. Na tym właśnie polega ta subtelna różnica...

student_z_wlk pisze...

Poza tym to każdy wie, że lekarzem zostają teraz w 95% osoby, które są nierobami, pólinteligentami, mają pieniędzy aż po uszy i nie kwapią się do niczego innego jak siedzenia i liczenia kolejnych złotówek na koncie. Teraz nie ma już mowy o powołaniu albo czymś w ten deseń. To minęło. Teraz liczą się tylko pieniądze, nie człowiek. I mówię to JA, student medycyny.

Anonimowy pisze...

Ciekawe ilu studentów 6 roku badało per rectum? albo potrafi szyć? Z tego co się dowiedziałem na praktykach w tym roku na chirurgii są osoby, które nigdy przez cały okres studiów nie badały per rectum, nie szyły ani nie usuwały szwów. Przykre.

Anonimowy pisze...

Myślę, że długość szkolenia(4 lata dla medycyny rodzinnej) nie ma tu nic do rzeczy. Nie nie słyszałem aby w POZ w Skandynawii przyjmowali lekarze bez specjalizacji. Bzdura na resorach. Do egzaminu chcąc, nie chcąc trzeba nauczyć się wszystkiego, a czy w poradni neurologicznej ktoś będzie 3 tygodnie czy 4 to żadna różnica. Internista nie był w takiej wcale! Inna kwestia to - czy wiedza specjalisty medycyny rodzinnej jest wystarczająca do prowadzenia osób z nadciśnieniem, chorobą niedokrwienną serca, cukrzycą, chorobą wrzodową, refluksem, astmą, POCHP? Sądzę, że tak. Czy internista poradzi sobie z atopowym zapaleniem skóry, miastenią, zapaleniem gradówki, przewlekłym nieżytem nosa, zapaleniem przydatków, zdejmie paznokcia, szwy i zszyje ranę.Możliwe, ale już nie tak pewne. A lekarz rodzinny powinien. Niestety w naszych realiach, głowie z powodu takiego głupiego gadania jak z postu 08:45 i nie uporządkowania zakresu kompetencji poziom obsługi w POZ jest jaki jest. Marny!

Anonimowy pisze...

@ student_z_wlk

doskonale znam ten typ wypowiedzi. znam smak tej frustracji i jestem przerazony ze zapewne im dalej w las (czyli w studia na tej "uczelni") tym bardziej tą frustracją nasiąknę-wystarczy spojrzeć na kolegów ze starszych lat.
to strasznie smutne, ale jak ma być inaczej skoro dostaje się tutaj kto chce? skoro na śląsk młodego człowieka nie przyciąga prestiż uczelni(to wręcz dziwnie brzmi), a odstrasza stereotypowy (i również po części prawdziwy) obraz postindustrialnego kataklizmu? dołóżmy do tego fatalną opinię o kadrze (szczególnie u was,na ligocie), tragiczny stan budynków uczelni (było mi wstyd pokazać kuzynom z odległych stron jak wyglądają budynki na rokitnicy z zewnątrz, nie mowiąc o tym co się dzieje w środku...) i wiele innych faktów świadczących o zapaści tej uczelni i mamy obraz...przerażający!

jedno co przynajmniej na wydziale w Zabrzu się sprawdza: i tak i tak skończysz te studia, tak czy inaczej więc po co się męczyć w Krakowie, Wrocławiu czy Warszawie albo Poznaniu?

pozdrawiam
Student Zabrze IV rok

Anonimowy pisze...

Zgadzam się ze studentem z wlk. Na medycynę wybierają się ludzie nie z powołania lecz dla kasy. Skończy studia, otworzy sobie konto bankowe, albo dwa, i zaczyna dzień od sprawdzenia salda. Mają zawsze pod ręką mocny argument: studiowałem 6,7,8 lat, studiowałem ciężko (czyżby?) no to mi się teraz należy. Za granicą pacjent płaci, a jak płacić musi to się nie szwęda po doktorach, tylko kupi sobie w markecie pigułę i juz zdrowszy się czuje. Za darmo coś zrobić (a przecież w ramach miesięcznej pensji!!!) to za dużo. Przecież mechanik nie robi za darmo, ksiądz się nie modli za darmo, to czemu ja muszę? A jak znajdziesz sie pacjencie w sytuacji bezpośredniego zagrożenia zycia to ktos ci pomoże - jest izba przyjęć. "Tam udzielą Ci pomocy." Rozumiem teraz zwrot "Biedny Pacjencie", ty do mnie nie podchodź.

Anonimowy pisze...

misticePacjencie, witaj ponownie...
chcesz pooglądać konto lekarza zaraz po studiach?
Myślę, że ma pewno lekarz ten na swe konto nie zagląda codziennie, bo popadłby w depresję...
A co do porównania z mechaniekiem, hydraulikiem itp. Cóż, moze wreszcie zdozumiesz, że medycyna to po prostu zawód, a z POWOŁANIA to sie zostaje księdzem.
Księdzu pewnie nie skąpisz grosiwa... za to jego POWOŁANIE

Anonimowy pisze...

Dlaczego zatem, Szanowny Medyku, zostałeś nim właśnie. Bez powołania, bez kasiory, bez perspektyw. Całe zycie biedę klepać? A nie prościej było zostać mechanikiem, hydraulikiem (bo na ksiedza trzeba mieć powołanie). Ale jeśli już świadomie dokonałeś wyboru (trudno uwierzyć, jak można zostać lekarzem bez chęci niesienia pomocy potrzebującym, czasami beziteresownie), to nie narzekaj, nie szukaj winnych wokół siebie. Polska to natura narzekać.
Bolesław z Lasek

Anonimowy pisze...

Wyobraź sobie, Bolesławie, że niosę pomoc bezinteresownie, że pacjenci nazywają mnie lekarzem z powołania i przyjmuję tłumy potrzebujących ludzi za niewielką kasę. Mam też wyjątkowo umiarkowane stawki w gabinecie prywatnym.

Ale ja uważam, ze po prostu uczciwie uprawiam swój zawód.
Powołanie nie jest tu potrzebne: jak w każdym zawodzie wystarczy pracowitość, chęc stałegu uzupełniania wiedzy i życzliwość dla ludzi.
Na szczescię nienajgorzej mi sie powodzi, choc okupuję to morderczą pracą kosztem swojego zdrowia i dobra rodziny....

Ale denerwują mnie tacy wymuszacze jak Ty, którym wszystko należy sie od razu. Wkurza mnie to, że próbuje się lekarza postawić pod ścianą i przyłozyc mu do głowy pistolet POWOŁANIE kalibru 32 mm

Moi pacjenci czekaja na leczenie w długich kolejkach i rozumieją, że tak musi być i że nie ode mnie to zależy. Ty nie chcesz tego zrozumieć i z rozrzewnieniem wspominasz komunę. Poczekaj i Ty, bo Ty i Twoje pokolenie zapracowało na obecna sytuację i wszyscy, włącznie z Tobą musimy obecnie konsumować te żabę.

Smacznego, Panie Bolesławie.

Anonimowy pisze...

wklejam najnowsze bla, bla, bla.. NFZ-towskich geniuszy za
Goncem medycznym:

"NFZ nie zawrze umowy z lekarzem na etacie

Jednoosobowe tworzenie zakładu opieki zdrowotnej w celu obejścia przepisów ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych to nadużycie prawa.

Z art. 132 ust. 3 ustawy z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (Dz.U. z 2008 r. nr 164, poz. 1027 z późn. zm.) wynika, że nie można zawrzeć umowy o udzielanie świadczeń zdrowotnych z lekarzem, pielęgniarką, położną, inną osobą wykonującą zawód medyczny lub psychologiem, jeżeli udzielają ich u świadczeniodawcy, który zawarł umowę o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej z Narodowym Funduszem Zdrowia. Przepis ten ma na celu wykluczenie sytuacji, w których świadczeniodawca, mając zawartą umowę indywidualną, udziela równocześnie świadczeń zdrowotnych u innego świadczeniodawcy.

Ze względu na niesprecyzowanie w art. 132 ust. 3 form udzielania świadczeń, które byłyby objęte ustawowym zakazem, należy przyjąć, że obejmuje on udzielanie świadczeń w jakiejkolwiek postaci, w szczególności na podstawie umowy o pracę, umów o charakterze cywilnoprawnym, a nawet na podstawie porozumienia o wolontariacie.

Z uwagi na fakt, iż przepis art. 132 ust. 3 ma charakter przepisu bezwzględnie obowiązującego, wskazani w nim adresaci normy prawnej zobowiązani są do jego bezwzględnego stosowania. Ta imperatywność normy może jednak skłaniać, i często skłania osoby wykonujące zawód medyczny do jednoosobowego tworzenia zakładów opieki zdrowotnej w celu ominięcia wspomnianego zakazu. Przyjąć jednak należy, że działania takie naruszać będą art. 5 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. - Kodeks cywilny (Dz.U. z 1964 r. nr 16, poz. 93 z późn. zm.). Zgodnie z nim nie można bowiem czynić ze swego prawa użytku, który byłby sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego, a takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony. Słuszność korzystania z rozwiązań kodeksowych wynika w tym przypadku z ustawowej reguły stanowiącej o tym, iż do umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej stosuje się przepisy właśnie kodeksu cywilnego.

Przepis art. 5 k.c. zawiera tzw. klauzule generalne, których funkcja sprowadza się do nadawania normom prawnym określonej elastyczności w zmieniających się warunkach oraz do wydawania sprawiedliwych rozstrzygnięć w przypadkach nieopisanych. Klauzula społeczno-gospodarczego przeznaczenia prawa, a ta jak się wydaje ma zastosowanie w omawianym przypadku, wyraża pewną preferencję ustawodawcy dla takiego korzystania z prawa, które służy osiągnięciu celów społecznych i ekonomicznych, dla jakich dany typ prawa został powołany (udzielanie świadczeń zdrowotnych na rzecz pacjentów), a nie do korzystania z uprawnień w celu nadużycia innego prawa (obejścia ustawowego zakazu). Uwzględniając to, wskazać należy, iż jednoosobowe tworzenie zakładów opieki zdrowotnej w celu obejścia zakazu wyrażonego w art. 132 ust. 3 traktowane powinno być jako działanie stanowiące nadużycie prawa i niekorzystające tym samym z ochrony właściwej dla prawa podmiotowego. ("Gazeta Prawna")"

Wniosek z tego tylko jeden:

Jeżeli wymyśliny wizjonerów z NFZ ujrzą swiatło dzienne, to przykladowy Pan Bolesław będzie czekał na wizyte u upragnionego specjalisty 2, 3 lub więcej lat...

Anonimowy pisze...

Sprawa jest prosta- za każdą usługę, towar - w tym poradę lekarską trzeba zapłacić. Albo zrobi to NFZ, albo dodatkowe ubezpieczenie, albo sam pacjent.Jeśli ktoś ma coś do mojego konta to proszę zgłosić problem na policję lub w urzędzie skarbowym. Ciekawe jak z uczciwością, tych co wypisują te idiotyzmy o rzekomych napęczniałych kontach lekarzy. Co do kolejek w sprawach świadczeń finansowanych przez NFZ polecam pisać do Ministerstwa Zdrowia (W-wa,ul.Miodowa) lub NFZ (Grójecka 186). Co to obchodzi lekarzy. Fundusz nie chce zapłacić za specjalistyczną poradę - można zapłacić samemu. Można się tez ubezpieczyć w firmie ubezpieczeniowej(w wielu krajach znakomicie się sprawdza) Nie widzę podstaw do pracy za darmo. Nie stać Cię - zrezygnuj z kawy, papierosów, alkoholu, abonamentu Tv itd. Zaoszczędzisz na przyjemnościach - stać Cię będzie na zdrowie. Trudno! Za skrajną bezczelność uważam wtrącanie się do tego jak pracodawca rozlicza się ze swoim personelem.

Anonimowy pisze...

Szanowny Panie Profesorze
Sądzę, że przedstawiona poniżej informacja jest niezmiernie istotna z punktu widzenia prawidłowego funkcjonowania uczelni, w której pracujemy.
Dlatego bardzo proszę o jej opublikowanie jako całkowicie osobny temat (nie jako komentarz) na internetowym blogu Pana Profesora.

Czy koleżanki i koledzy zwrócili uwagę co się obecnie dzieje z konkursami na stanowiska wykładowców i asystentów w tym roku akademickim 2009/2010 ?
Przynoszenie kandydatów dosłownie w teczkach jak za czasów głębokiego PRL-u, bez wiedzy i opinii kogokolwiek,naciski, zastraszanie i wymuszenia, poza jakąkolwie oficjalną procedurą konkursową. Techniki rodem z komunizmu i systemu totalitatnego. Prawie jak nominacje partyjne lub rządowe, z zaskoczenia dla wszystkich, żeby tylko wepchnąć znajomego z rodziny lub innego protegowanego. Gorzej jak w latach 80-tych. Nic się nie zmieniło, te same metody i środki nacisku, brak przejrzystości, działanie
poza kontrolą po to, aby dać komuś, kto był słabym studentem jakieś miejsce pracy. Bez kwalifikacji, bez doświadczenia, bez zacięcia naukowego, bez zasad etyki akademickiej. Tacy ludzie będą uczyć w przyszłości medycyny nasze dzieci. Pokrzywdzony może tylko się przyglądać lub...napisać do Gazety Wyborczej, która poprzez nagłaśnianie niektórych spraw zrobiła więcej dobrego
dla uczelni niż sama uczelnia dla siebie. Młode pokolenie
od początku powiela nieprawidłowe, sprzczne z zasadami uniwersyteckimi metody działania i akceptuje nieuczciwość.

Szkoda tylko, że zdolni i utalentowani medycznie absolwenci, pasjonaci zawodu lekarskiego i badań naukowych w medycynie z odpowiednią postawą etyczną mają blokowane możliwości
zatrudnienia na uczelni oraz są spychani na drugi plan przez osoby,
które dzięki pracy na uczelni chcą się po prostu wzbogacić. Jak za dawnych czasów systemu
komunistycznego. Młody, zdolny człowiek z bardzo dobrymi wynikami w nauce, ale bez tzw. "pleców" i znajomości nie ma szans, a przecież takich własnie pracowników nam na uczelni potrzeba. Nieskażonych, uzciwych i prawych młodych ludzi, którzy szanują zasady akademickie.
Apel do młodych i prawych - nie dajcie się ! piszcie odwołania gdziekolwiek się da, z prośbą o oficjalne ujawnienie wyników konkursów z podaniem kryteriów oceny kandydatów - odwołania do dziekanów poszczególnych wydziałów, rektora,
kierowników jednostek, a nawet ministerstwa nauki, również do lokalnej prasy i izby lekarskiej. Niech ktoś wreszcie się odważy i tym samym da szansę na rozwój naukowy dziesiątki zdolnych absolwentów Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.
Obecnie obowiązuje
jasny system konkursowy na stanowiska akademickie, według którego ocenia się
poszczególne osiągnięcia naukowe i zawodowe. Nie dajcie się zniszczyć, nie dajcie sobie wmówić, że nie macie szans z systemem i te odwołania nic nie
dadzą. Przeciwnie, macie pełne prawo do walki o swoją przyszłość i uczciwe rozstrzygnięcie konkursu. Znacie swoich kolegów i koleżanki, wiecie kto co
sobą reprezentuje i jakie miał wyniki podczas studiów. Dlaczego ktoś, kto przez 6 lat studiów nic nie robił ma teraz dzięki układom zająć wasze miejsce i być za kilka lat pseudo-naukowcem, którego jedynym celem jest wyłącznie kariera ? Przyszłość medycyny akademickiej należy właśnie do
zdolnych i uczciwych młodych ludzi z powołaniem, nieskażonych jeszcze
egoizmem i zachłannością. Zbliża się wrzesień, okres rozstrzygnięć wyników konkursów na poszczególne stanowiska wykładowców i asystentów. Należy po
prosu uważnie przyglądać się wynikom konkursowym i monitorować wszelkie przejawy niesprawiedliwego traktowania dobrych kandydatów z wysokimi kwalifikacjami. Jeżeli osoby
odpowiedzialne za decyzję będą praworządne, a środowisko młodych będzie solidarne, tegoroczne decyzje o zatrudnieniu nowych pracowników, naszych
przyszłych koleżanek i kolegów powinny być podejmowane rozsądnie i zgodnie z wszelkimi zasadami.
Jak powiedział Jan Zamoyski ponad sto lat temu: Taka będzie Rzeczpospolita, jakie jej młodzieży chowanie .

Anonimowy pisze...

Szanowni Państwo, sprawa konkursów na wykładowców (proszę zwrócić uwagę, iż są to satnowiska dydaktyczne, a nie naukowo-dydaktyczne) to jedna sprawa, drugą są konkursy na stanowiska kierowników katedr, zakładów Uniwersytetu. Proszę zauważyć, że konkursy te wygrywają prawie te same osoby z kadencji na kadencję. Może są najlepszymi kandydatami (mają doświadczenie w kierowaniu swymi jednostkami), może nie ma innych kandydatów (pytanie: dlaczego?). Ale skoro kierownikami zostają najlepsi z najlepszych, to dlaczego w niektórych jednostkach nie dzieje się najlepiej? (np. Fizjologia w Zabrzu). Myślę, że sprawa wymaga przemyślenia.

Anonimowy pisze...

lub Farmakologia w Zabrzu - choć po kierownika w tym roku był miły - może dlatego że był tylko po.