Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

czwartek, 6 listopada 2008

W ostatnim okresie otrzymałem bardzo interesujące komentarze dotyczące spraw nauki (dn. 3.11.08) i dydaktyki (dn. 29.10.08). Zachęcam do zapoznania się z nimi.

Te głosy dotyczą w zasadzie tych samych kwestii: miejsca i roli pracowników w procesie nauczania oraz prowadzeniu badań naukowych. Te dwa główne, obok działalności leczniczej, obszary działań uczelni mogą być dobrze realizowane tylko pod warunkiem traktowania każdego pracownika jako partnera. Polityka „ręcznego” sterowania, narzucania swoich pomysłów nigdy nie prowadziła do rzeczywistego sukcesu, który w każdej instytucji jest pochodną (sumą) sukcesu każdego, nawet pozornie najmniej ważnego członka społeczności akademickiej. Bieżące komentarze pokazują, jak daleko praktyka w naszej uczelni odbiega od oczekiwań, aspiracji i możliwości.

Osobiście zawsze byłem zwolennikiem stworzenia pewnych dość ścisłych zasad oceny poziomu dydaktyki i jakości pracy naukowej. Spójny system może powstać tylko w otwartej, nieskrępowanej dyskusji z zaangażowaniem wszystkich grup pracowników oraz studentów.

Efektem takiej szerokiej dyskusji powinien być powszechnie akceptowany kompromis.

Przed laty, w czasie „festiwalu” wolności w czasach pierwszej „Solidarności” sam, jako student piątego roku uczestniczyłem w pracach takich uczelnianych gremiów reformatorskich. Wtedy Rektorem uczelni był Profesor Zbigniew Herman, a stworzona przez Niego atmosfera wręcz zmuszała do pracy i zaangażowania.

Może warto zastanowić się nad częściowym rozdzieleniem pracy naukowej i dydaktycznej? Niektórzy z nas to „urodzeni” nauczyciele, a inni to „tytani” nauki niezbyt dobrze czujący się w roli dydaktyka. W ten sposób efektywność pracy (=zadowolenie pracownika) będzie lepsza, a uczelnia jako całość także skorzysta.

Czekam na dalsze głosy.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Obecnie asystent musi być doskonałym dydaktykiem oraz pracowitym naukowcem, ze wynagrodzenie podobne do stypendium doktoranckiego. Obawiam sie, ze jeżeli przez następne lata (miesiące) nic sie nie zmieni, to coraz więcej zdolnych, ambitnych osób-pasjonatów zajmie się typową praca kliniczną w szpitalu za pensję kilkakrotnie wyższą od uczelnianej. Odbije się to z pewnością na jakości dydaktyki i poziomie przygotowania do egzaminów państwowych.

Anonimowy pisze...

Nie da sie całkowicie rozdzielić dydaktyki i nauki, na tym polega specyfika uniwersytetu medycznego, tym bardziej, ze moze to sie zakonczyc jeszcze nizszymi niz obecnie wynagrodzeniami.

Wiceminister zdrowia Adam Fronczak na ostatnim posiedzeniu Sejmowej Komisji ds. Zdrowia oświadczył, że wynagrodzenie zasadnicze lekarza rezydenta w 2008 r. wynosi 2999 zł (3 tysiące) i wzrosło o 40,7% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Wynagrodzenie lekarzy stazystów w 2008 roku zostało podwyższone o 30% z 1403 do 1824 zł brutto.

Dla nauczycieli akademickich ze stopniem doktora nie-docentów, nie-adiunktów i nie-profesorów oznacza to, są "wycenieni" na 100-200 złotych powyżej pensji stażysty po studiach ! oraz około 1000 złotych mniej niż lekarz rezydent na specjalizacji ze średnią około 2000 tysiece brutto ! Szok. W praktyce opiekun specjalizacji będący specjalistą np w kilku dziedzinach medycyny, asystent ŚUM, ze stopniem naukowym doktora i znacznym dorobkiem naukowym, dostaje obecnie tysiąc złotych brutto mniej, i 500-700 zł netto mniej niż podopieczna osoba, która specjalizuje się jako rezydent ! Brak słów.

Rozmawiałem ze znajomymi z kilku państwowych uczelni wyższych na śląsku. m.in. Uniwersytetu Śląskiego, Politechniki Śląskiej i Akademii Ekonomicznej, nigdzie pracownik naukowy ze stopniem doktora nie dostaje tak niskiej pensji jak na Śląskim Uniwersytacie Medycznym.

Pozostawie tą smutną refleksję bez komentarza.

Anonimowy pisze...

To dobry znak, że po wielu latach młodzi pracownicy ŚUM przestają bezgranicznie wierzyć w mrzonki naukowe, realnie patrzą na życie i wykonywany zawód lekarza. Zostawiłem naukę i dydaktykę kilka lat temu dla użytecznej społecznie działalności klinicznej, która daje satysfakcję zawodową, środki do życia dla mojej rodziny i możliwości rozwoju nie tylko w kraju. Najlepsza sytuacja powstała by gdyby większość nauczycieli akademickich złożyła nagle wypowiedzenia i nie było by nowych chętnych do prowadzenia zajęć ze studentami za tak żenująco niskie pensje. Brak kadry= brak dydaktyki= likwidacja uczelni, typowe skutki, które występują w gospodarce rynkowej. Nauka to pojęcie bardzo względne i niejednoznacze, a w prawdziwym, nie wymyślonym przez naukowców codziennym życiu lekarzy praktyków liczą się głównie umiejętności praktyczne i predyspozycje kliniczne osoby, która lubi swoją pracę specjalisty, na pewno nie sztuczne mierniki oceny jakości człowieka.