Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

poniedziałek, 29 września 2008

Dziękuję za interesujący komentarz do dzisiejszego tekstu oraz zwrócenie uwagi na błąd w adresach strony internetowej. Podaję prawidłowe nazwy strony:

www.portier.ocom.pl
www.portier.pl.tl

Ludzie decydują o znaczeniu każdej instytucji, to stwierdzenie jest oczywiste dla uważnego obserwatora rzeczywistości. Bez ich autentycznego zaangażowania trudno oczekiwać by zarząd czy inny organ kierowniczy był w stanie uzyskiwać sukcesy na miarę oczekiwań.

Uniwersytety w tej mierze niczym nie różnią się od innych organizmów, także tu człowiek jest najważniejszym ogniwem. Patrząc na uczelnie najważniejsi, najbardziej wpływający na wizerunek i szanse rozwojowe wydają się być pracownicy naukowi, profesorowie, adiunkci, asystenci. W uczelni medycznej znaczącą rolę odgrywają także lekarze, ich kompetencje i postawa jest immanentną częścią sukcesu uczelni i odbioru społecznego uczelni jako całości. Nie zapominajmy także o studentach, oni także współtworzą wizerunek uczelni i od ich postawy, ba, nawet ubioru także zależy postrzeganie uczelni. Kogo jeszcze należy wymienić? Są przecież osoby pracujące w administracji, pracownicy techniczni, pielęgniarki, salowe.

Każdy z nich wnosi malutką cegiełkę w efekt pracy całej Uczelni.

Tylko czy na pewno wymieniłem wszystkie grupy zawodowe?

Brak tu jest licznej grupy pracowników: portierów.

Ktoś powie: a co oni wnoszą do uczelni, to tylko peryferyjna służba porządkowa. Z pewnością znaczenie tej grupy nie sprowadza się tylko do chronienia mienia. Kogo spotkamy wchodząc do jakiegokolwiek budynku uczelni? Od portiera, jego kultury osobistej, zachowania, języka oraz wiedzy na temat uczelni zależy pierwsze wrażenie osoby z zewnątrz. Ta grupa zawodowa w naszej uczelni zasługuje na szczególną uwagę.

Dlaczego o tym piszę? Portierzy stanowią dziś bodaj najlepiej zorganizowaną grupę zawodową w SUM. Wydają własny miesięcznik, mają stronę internetową (podaję ją na końcu tekstu). Dlaczego tak działają, co spowodowało taką konsolidację tej grupy? Wszystko zaczęło się w 2006 roku, gdy władze SUM ogłosiły przetarg na ochronę uczelni. Wtedy rozpoczął się proces, który doprowadził do przejęcia od 1 maja 2007 tych funkcji przez firmę Solid Security. Na początku tego procesu pracownicy uczelni usiłowali stworzyć spółkę pracowniczą, ale nic z tego nie wyszło. Trudno dziś przesądzać czy, gdyby ta inicjatywa się powiodła, ochrona byłaby lepsza. Jedno wydaje się jednak oczywiste, gdy traktuje się pracownika jako partnera, dając mu szeroki zakres kompetencji, ale i składając na jego barki dużą odpowiedzialność, jego identyfikacja z instytucją macierzystą wzrasta. Pracuje on wtedy i dla siebie, i dla swojej „firmy”. Wątpię by była możliwa taka sytuacja w przypadku zewnętrznego podmiotu.

Podaję strony internetowe: www.portier.ocom.pl oraz www.portier.pl.tl

poniedziałek, 22 września 2008

W połowie sierpnia 2006 roku dotarła do nas przerażająca wiadomość o tragicznym wypadku naszego kolegi doktora Adama Ziółkowskiego, adiunkta Katedry i Zakładu Patomorfologii w Zabrzu. Pełnił on wtedy dyżur w zabrzańskim pogotowiu, wyjechał na wezwanie i podczas zaopatrywania pacjenta (pijanego mężczyzny) na karetkę wjechał Polonez prowadzony przez nietrzeźwego kierowcę. Urazów doznali pracownicy pogotowia, a najbardziej poszkodowany został dr Ziółkowski. Z licznymi obrażeniami, w tym co najgorsze, rozległymi urazami głowy, nieprzytomny natychmiast trafił do szpitala. Jego życie wisiało dosłownie na włosku, przeszedł szereg operacji, wiele osób z niepokojem czekało na wieści o jego życiu i zdrowiu. Po dłuższym czasie odzyskał przytomność. Potem przyszły długie miesiące i lata kolejnych hospitalizacji, ponownych operacji oraz rehabilitacja.

Casus dr Ziółkowskiego stał się głośny w całej Polsce, pijany kierowca, nie posiadający nawet prawa jazdy chciał zniszczyć życie wspaniałego lekarza i naukowca. Adam był zawsze pełen pomysłów, kończył pisać pracę habilitacyjną, był dobrym duchem w swym miejscu pracy.

Piszę w czasie przeszłym „był”, ale dziś mogę napisać „jest”.

Adam Ziółkowski znowu jest wśród nas, 1 września 2008, po dwóch latach wrócił do pracy!

Nie było by tego sukcesu gdyby nie pomoc całej rzeszy ludzi. Organizowano zbiórki pieniędzy, koncerty, aukcje, pomogła nawet Polonia Australijska. Dziesiątki lekarzy, rehabilitantów i pielęgniarek przyczyniło się do powrotu Adama w nasze grono.

Ale nie byłoby to możliwe gdyby on sam nie podjął heroicznego trudu by przez ból i cierpienie walczyć o powrót do życia.

Witamy Cię serdecznie!

piątek, 19 września 2008

Życie dostarcza ciągle nowych tematów, czasem są one tak ważne, że trzeba odnieść się do bieżących wydarzeń jak najszybciej.

Dla środowisk naukowych takim wydarzeniem były informacje o przeszłości jednego z luminarzy polskiej nauki, profesorze Wolszczanie.

Jak pięknie byłoby pisać o sukcesach tego naukowca, gdyby tak dostał Nobla…

Ale życie napisało inny scenariusz, smutny, posępny…taka postać, wzór dla wielu młodych naukowców okazał się być wieloletnim współpracownikiem komunistycznej służby bezpieczeństwa…

Tylko czy to życie napisało taki scenariusz? Nie, to sam niechlubny bohater go napisał…

Postawmy parę pytań:

Czy w imię nauki można sprzeniewierzyć się wszelkim zasadom?

Czy istnieje pojęcie etosu nauki i naukowców?

Czy można być rzetelnym naukowcem i równocześnie donosicielem?

Czy osoba z taką ciemną przeszłością może być pedagogiem?

Czy chciałbyś by współpracownik SB uczył twoje dzieci?


Kodeks DOBRE PRAKTYKI W SZKOŁACH WYŻSZYCH

Opracowany przez Fundację Rektorów Polskich i uchwalony przez Zgromadzenie Plenarne Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Wyższych 26 kwietnia 2007 roku

W Preambule czytamy:

„Podstawową wartością etosu akademickiego jest prawda. Uczelnie powołane są po to, by jej rzetelnie poszukiwać, a wyniki tych poszukiwań dokumentować (cele badawcze), kształcić młode pokolenie w metodycznym jej poznawaniu, wspomagać jego rozwój intelektualny i moralny, a także przygotowywać przyszłych absolwentów do odpowiedzialnego pełnienia funkcji publicznych i zawodowych w demokratycznym państwie…”

Jak odnieść informacje o profesorze Wolszczanie do tych zasad?

I wracając na nasze własne uczelniane podwórko, czy znamy własną przeszłość w poruszanym kontekście?

Czy nie mamy prawda do poznania prawdy, bez retuszu?

Chciałoby się wierzyć, że tylko w innych uczelniach panoszyli się tajni współpracownicy (TW), ale logika nie pozwala na wiary w cuda…

Na mnie i wielu moich kolegów też ktoś donosił, nie znam nazwisk tych osób, a szkoda bo mogą nadal być wśród nas….

poniedziałek, 15 września 2008

Co decyduje o pozycji uczelni o charakterze uniwersyteckim? Dlaczego jedne szkoły wyższe plasują się w czołówce rankingów, a inne wloką się w ogonach? Trudno jest porównywać uczelnie o różnych profilach, ale jest jedna płaszczyzna wspólna.

Tym wspólnym mianownikiem jest NAUKA.

To wyniki badań naukowych stanowią bodaj najważniejszy czynnik wpływający na znaczenie uczelni. Z pewnością nauka polska nie znajduje się obecnie w czołówce światowej czy europejskiej, zatem skupmy się na porównaniach krajowych.

Dlaczego jedne uczelnie mają lepsze wyniki, a inne gorsze? Sądzę, że najważniejszym ogniwem są ludzie; to od aktywności, pasji, zdolności i konsekwencji jednostek zależy postęp na każdej płaszczyźnie. Badania naukowe zwykle prowadzą zespoły ludzi, a na ich czele są naturalni liderzy. Zatem rolę czynnika „ludzkiego” mamy ustaloną, co jeszcze ma znaczenie w pracy naukowej?

Pieniądze, środki finansowe, granty...

Nigdy, nigdzie na świecie nie jest ich dosyć, zawsze ktoś chce więcej, wszędzie ma miejsce rywalizacja o ograniczone finanse. W Polsce jedną z możliwości prowadzenia badań jest uzyskanie środków będących w dyspozycji Ministerstwa Nauki (dawniej KBN). Setki uczelni i instytutów badawczych dwa razy w roku mają możliwość zgłaszania swych projektów, toczy się gra o przyszłość naukową instytucji i poszczególnych naukowców. Jak w tej ostrej rywalizacji wypada nasza uczelnia? Czy potrafimy sprostać rosnącym wymaganiom współczesności? Czy jesteśmy innowacyjni, sprawni, pomysłowi, konsekwentni?

Na stronie internetowej Uczelni znajdujemy dane dotyczące naszych starań w tym zakresie, są tam informacje np. o liczbie składanych wniosków. Niestety, ostatnie dane pochodzą z lutego 2006.

Oznacza to, że znane są wyniki konkursu w lata 2005, a wyniki z 5 (pięciu) kolejnych konkursów nie zostały pokazane (po dwóch z 2006 i 2007 oraz jednego z 2008)

Dlaczego te dane nie są dostępne?

Nie znam odpowiedzi na te pytania.

Może ktoś z pracowników SUM ma wiedzę w tej mierze, czekam na komentarze!

poniedziałek, 8 września 2008

Odkąd założyłem pod koniec czerwca licznik mam dostęp do różnorodnych informacji dotyczących bloga.

Sądzę, że okrągła liczba 1000 wejść to dobry powód by podać parę danych.

W czerwcu liczba ta wyniosła 96, w lipcu 363, sierpniu 121, a do 7 września 414. Rekord padł 3 września (200), ale w czasie wakacji były dni gdy nikt nie odwiedzał bloga.

Najwięcej użytkowników pracuje w SK-1 w Zabrzu (67 osób).

Spośród miast Śląska najwięcej osób było z Gliwic (221) i Katowic (166). Co zaskakujące, użytkownicy pochodzą z wszystkich województw (poza zachodniopomorskim i mazursko-warmińskim); w stolicy liczba wejść wyniosła 36, we Wrocławiu 27.

Odwiedzający wchodzili na blog także poza granicami kraju z Wielkiej Brytanii, Australii, Węgier, Włoch, Niemiec, Malezji, Czech, Kanady, Chile i Irlandii!

czwartek, 4 września 2008

Wydział Lekarski w Zabrzu od lat boryka się z trudnościami lokalowymi. Najpierw omamienie wizją „szklanych domów” w postaci Akademickiego Centrum Medycznego spowodowało zaniechanie wszelkich znaczących inwestycji w jedynym, dużym szpitalu klinicznym (SK-1). Potem doszło do przejęcia w ramy organizacyjne SK-1 szpitala miejskiego w Zabrzu przy ulicy Wyciska, gdzie miały zacząć działać kliniki Uczelni. Nic z tego nie wyszło, a jedynym efektem było zwiększenie się długów SK-1. Sytuację pogorszyło paradoksalnie wejście Polski do Unii Europejskiej, gdyż wymogi stawiane szpitalom będą znacznie wyższe niż dotąd.

Popatrzmy także na sytuację klinik Wydziału; w ostatnich latach zlikwidowano Klinikę Neurochirurgii, Klinika Okulistyki została przeniesiona do Sosnowca, a Klinika Chirurgii Szczękowo-twarzowej do Katowic. Do tego dochodzą informacje prasowe o problemach z Kliniką Ginekologii.

W celu uzyskania informacji jak wygląda sytuacja Kliniki Ginekologii z punktu widzenia władz miasta Zabrze przeprowadziłem wywiad z Radnym dr med. Mariuszem Wójtowiczem, specjalistą ginekologiem.

Pytanie: Jak wygląda sytuacja z Kliniką Ginekologii w Zabrzu, słyszeliśmy od dawna, że na bazie szpitala miejskiego powstanie oddział kliniczny, a tu dochodzą hiobowe informacje, że nic tego nie wyjdzie.

Odpowiedź: Wiosną br. na podstawie wstępnego porozumienia między władzami miasta i władzami SUM miał powstać na bazie szpitala miejskiego oddział kliniczny. Pomimo dobrej woli władz miasta propozycje złożone przez władze SUM były nie do zaakceptowania przez komisję ds. zmian w lecznictwie zamkniętym powołanym przez Prezydenta Zabrza Małgorzatę Mańkę-Szulik. Władze uczelni wyobrażały sobie, że wszelkie prace remontowe i adaptacyjne zostaną przeprowadzone na koszt miasta, a wpływ dyrekcji szpitala na zakres działalności medycznej przyszłej jednostki będzie zerowy.

Pyt.: Dlaczego zatem nie uzgodniono szczegółowych zasad współpracy na linii miasto-SUM odpowiednio wcześniej?

Odp.: Było to związane z brakiem woli kompromisu ze strony uczelni i próbą narzucenia swojego punktu widzenia. Trudno tu mówić o partnerstwie.

Pyt.: Czy sprawa jest już definitywnie przegrana, tj. ginekologia akademicka zniknie z mapy Zabrza?

Odp.: Ze względu na podjęte uchwały na nadzwyczajnej sierpniowej sesji Rady Miasta dotyczącej m. in. współpracy miasta z uniwersytetem wydaje się, ze tak.

Pyt.: Czy te decyzje wpłyną na poziom opieki na mieszkanki Zabrza?

Odp.: Chyba tak, aczkolwiek dzięki dużemu wysiłkowi zespołu oddziału szpitala miejskiego na ulicy Janika wszystkie potrzebujące pacjentki mają opiekę zapewnioną.

Pyt.: A co z szpitalem na Wyciska?

Odp.: Największym grzechem jest grzech zaniechania i niepodjęcie przez SUM w odpowiednim czasie prac adaptacyjno-remontowych jest błędem nie do naprawienia i per analogiam przypomina sprawę ACM.

Pyt.: Czy zatem władze SUM oddadzą miastu szpital na Wyciska?

Odp.: Sprawa jest skomplikowana, ale przy dobrej woli SUM możliwa do rozwiązania poprzez zwrot tego obiektu, a tym samym umożliwienie przystosowania budynku do udzielania świadczeń medycznych mieszkańcom Zabrza.

To punkt widzenia Radnego. Pewnie władze Uczelni mają inny pogląd, ale najważniejszy jest efekt końcowy, czyli zmniejszenie bazy działania uniwersytetu.

SK-1 daleki jest od stanu optymalnego (mimo prowadzenia pewnych działań), szpital na Wyciska niszczeje i czeka kolejny rok na remont, liczba jednostek wydziału zmniejsza się, Rokitnica czeka na rewitalizację. trudno o optymizm, chyba, że urzędowy...

poniedziałek, 1 września 2008

Blog powstał jako reakcja na działania podjęte wobec mnie w lutym br.. Przypomnę, że wtedy na specjalnym posiedzeniu zebrały się Senackie Komisje Nauki, Rozwoju Kadry Naukowo-Dydaktycznej oraz Rozwoju Uczelni by wesprzeć JM Rektor, która zamierzała skierować wniosek do Rzecznika Dyscyplinarnego SUM o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego (patrz pierwszy wpis na blogu).

Przypomnę, że w styczniu br. uzyskałem w tajnym głosowaniu Rady Wydziału Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym poparcie 78% głosujących, jako kandydat w nadchodzących wyborach rektorskich w naszej Uczelni.

Wniosek JM Rektor został skierowany do Rzecznika Dyscyplinarnego (patrz blog 24 marca br.), co uruchomiło odpowiednie procedury prawne. Otrzymałem dokumenty od Rzecznika Dyscyplinarnego formułujące zarzuty wobec mnie, do których ustosunkowałem się w obszernej odpowiedzi. Rzecznik w takich przypadkach może odstąpić od postępowania (gdy nie widzi jego zasadności) lub skierować wniosek do Komisji Dyscyplinarnej.

Rzecznik Dyscyplinarny ds. Nauczycieli Akademickich SUM Prof. dr hab. n. med. Eugeniusz Kucharz złożył wniosek o ukaranie mnie karą upomnienia.

10 lipca br. odbyło się posiedzenie Komisji Dyscyplinarnej SUM w mojej sprawie.

Na posiedzeniu niejawnym, bez mojej obecności, Komisja Dyscyplinarna postanowiła jednogłośnie, na podstawie § 1 ust. 1 pkt. 1 Rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 14 marca 2007 r. w sprawie szczegółowego trybu postępowania wyjaśniającego i dyscyplinarnego wobec nauczycieli akademickich (Dz.U. 2007 r. Nr 58, poz. 391)

Nie wszczynać postępowania dyscyplinarnego

ze względu iż popełniony czyn nie zawierał znamion przewinienia dyscyplinarnego.