25 września w 40. rocznicę powstania NZS w Muzeum Śląskim odbędzie się spotkanie byłych NZS-iaków (wstępnie przewidziana godzina to 16). Z powodu pandemii ta uroczystość jest opóźniona o rok, organizator, niestrudzony Przemek Miśkiewicz czeka na przybycie licznego grona dawnych studentów i założycieli organizacji z 1980 roku.

Do zobaczenia!

Jak wiecie, przygotowywaliśmy przez ostatnie pół roku album o NZS uczelni śląskich lat 80-90. I za chwilę będzie gotów. W trakcie y w Muzeum Śląskim - najprawdopodobniej o 16.00, co jeszcze potwierdzę. Promocja albumu, wspólne oglądanie filmu, występ chóru Zespołu Śląsk, który zaśpiewa kilka piosenek Kaczmara, Kelusa, ale też Kazika i innych - po prostu piosenki, które towarzyszyły nam w walce z komuną. Potem będziemy mogli zobaczyć się na wielkoformatowych zdjęciach i przypomnieć sobie, jak wyglądaliśmy podczas strajków 1981 roku, marszów i zadym czy wizyty papieskiej na Muchowcu. A po wszystkim bankiet- może już nie taki jak dawniej, ale będzie można zjeść smacznie przy winku czy piwku i pogadać z tymi, których nie widziało się czasami 30-40 lat. Spotkajmy się wszyscy, bo młodsi już nie będziemy. Powiadomcie innych ludzi tamtego czasu. Mam nadzieję, że covid nas nie zablokuje. Precz z komuną.

niedziela, 31 grudnia 2017

W odpowiedzi na komentarze Czytelników

30 grudnia opublikowałem dwa komentarze do tekstu z Posiedzenia Rady Wydziału z 7.12. Generalnie zgadzam się, trzeba wiele zmienić w zakresie dydaktyki. Zawsze są dwie strony problemu; my, pracownicy dydaktyczni musimy traktować studentów poważnie i partnersko, a studenci muszą mieć motywację by zdobywać wiedzę. Z jakichś powodów spory odsetek bo aż 12,4% studentów nie zdało LEK-u i podejmowane działania powinny zmniejszyć ten odsetek. Nie chodzi by eliminować bezwzględnie jakąś część studentów, ale by ich mobilizować do pracy i nauki. Ale zawsze są osoby przypadkowe, którym po prostu nie zależy i tych studentów należy skreślać.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Myślę, że w ustach prodziekan ds. studentów oraz Profesora uważanego za jednego z najbardziej prostudenckich, trzeźwo oceniającego posunięcia obecnych władz, takie stwierdzenia są uwłaczające. Spodziewałbym się tego u ludzi, cechujących się mniejszym idealizmem, lub mniejszym zobowiązaniem wobec uczniów (nieważne czy narzuconym z urzędu, czy nie).
Odsiew studentów na pierwszych dwóch latach poprawi jedynie statystykę i ranking uczelni. Głoszenie tej czczej hipotezy obrazuje kolejny raz, że to uniwersytet jest ważniejszy od swoich studentów. Eliminacja słabych studentów skróci jedynie lewe ramię krzywej rozkładu normanego. Przeciętny winik z LEKu będzie taki sam. Przeciętna wiedza średniego studenta nie zmieni się. Będzie tylko mniej tych, którym gorzej idą testy.

Od ludzi takich jak Pan, Panie Profesorze, oraz Pani Dziekan Grzanki oczekuję działań, które prowadzą nie tylko do lepszego plasowania się SUM na liście wyników, ale realnego zwiększenia wiedzy u każdego z nas, studentów.

WP pisze...

W odpowiedzi na powyższy komentarz informuję, że nie taka była intencja dotycząca odsiewu studentów. Oczywiście lepiej by było by nikt nie był skreślany z listy studentów.
Przecież jasno napisałem, że:
Zawsze są dwie strony problemu; my, pracownicy dydaktyczni musimy traktować studentów poważnie i partnersko, a studenci muszą mieć motywację by zdobywać wiedzę. Z jakichś powodów spory odsetek bo aż 12,4% studentów nie zdało LEK-u i podejmowane działania powinny zmniejszyć ten odsetek. Nie chodzi by eliminować bezwzględnie jakąś część studentów, ale by ich mobilizować do pracy i nauki. Ale zawsze są osoby przypadkowe, którym po prostu nie zależy i tych studentów należy skreślać.

Proszę uważnie czytać tekst i prowadzić merytoryczną dyskusję.
Wojciech Pluskiewicz

Anonimowy pisze...

Przecież co roku są odsiewy studentów - rezygnacje i skreślenia z powodu złych wyników.
Biorąc pod uwagę fakt, że na studia medyczne dostają się najlepsi abiturienci zdający rozszerzone egzaminy maturalne z obowiązujących przedmiotów i oceniani przez anonimowych nauczycieli, a więc w miarę sprawiedliwie - to należy bardziej przyjrzeć się dydaktyce oraz nauczycielom akademickim ją wykonującym. Bo tutaj również upatrywać należy powodów
złych ocen końcowych. Oczywiście nic nie zastąpi pracy własnej studenta - trudnej i wymagającej wielu wyrzeczeń. Ale sposób nauczania i sprawdzania wiedzy podczas zajęć jest ważny. Tymczasem, jak piszą studenci i co sami doświadczyliśmy dydaktyka wcale nie jest "na najwyższym poziomie" jak to było sugerowane na tym blogu, a bywa, że nie jest nawet na średnim. Była o tym mowa przy okazji dyskusji o obowiązkach nauczycieli i "trzymaniu trzech srok za ogony". Dydaktyka w tym wszystkim okazuje się ostatnim i najsłabszym elementem, a więc i przygotowania do tego zadania idą najsłabiej. A czasami odnosi się wrażenie, że mówi się tylko to, co jest w książkach,
a więc czego sami nauczyliśmy się na studiach. O żadnych nowościach, badaniach i eksperymentach nie ma ani słowa, co oznacza, że o dydaktyce na "najwyższym poziomie" mowy być nie może. Myślę, że nie dotyczy to wszystkich nauczycieli, ale wyjątki potwierdzają tylko opisywaną przez studentów regułę.