Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

sobota, 30 kwietnia 2016

W odpowiedzi na komentarz Czytelnika

Odpowiadając anonimowemu (niestety) Czytelnikowi na komentarz z 29.04 godz. 20;20 muszę stwierdzić, podtrzymując stanowisko z tekstu z 28 kwietnia, że w moim przekonaniu zdecydowana większość lekarzy to uczciwi ludzi i solidni lekarze spełniający wymagania etyczne. Taka generalna krytyka środowiska lekarskiego, w dodatku ukryta za parawanem anonimowości, nie jest wiele warta. Znam wielu znakomitych, uczciwych, oddanych pacjentom lekarzy.
Ale jak mówi przysłowie-łyżka dziegciu zepsuje beczkę miodu-oddaje prawdziwy stan rzeczy…

11 komentarze:

Anonimowy pisze...

Znajoma lekarka, pani docent, na moje pytanie dlaczego lekarze są tacy opryskliwi wobec pacjentów, tacy wyniośli i mało komunikatywni odpowiedziała: bo za mało zarabiają. Ale czy wszystko można tłumaczyć pieniędzmi? I czy kiedyś ten pęd do pieniądza się skończy?
Na moje uwagi, że we Francji lekarz dzwoni do pacjenta(nowotworowego) i przypomina mu, że jutro jest termin wizyty, odpowiedziała:" jeszcze czego, tutaj nie ma takich zwyczajów". Myślę jednak, że tu nie chodzi o pieniądze, tylko o kulturę i empatię. Za mało etyki jest wpajane studentom, za mało przykładów i dyskusji o tym, jak komunikować się z pacjentem. Wtedy powszechne powiedzenie "ja tu jestem lekarzem, proszę tylko odpowiadać na moje pytania" nie byłoby takie częste. Wszystko jednak zależy od człowieka. Bo czy można zwykłą grzeczność i profesjonalizm tłumaczyć zarobkami? Przecież to nie pacjentów należy winić za zarobki lekarzy. Zresztą, czy w chwili obecnej są one takie małe? Statystyki temu przeczą.

Anonimowy pisze...

Nie chodzi przecież o to, żeby lekarz był pokorny. Chodzi o to, żeby miał w sobie mniej pychy. Przecież to od pacjenta może się więcej dowiedzieć. Dobry wywiad to podstawa. Ale czy tego są uczeni studenci we właściwy sposób? Duma z wykonywanego zawodu nie musi przy byle jakiej okazji zamieniać się w pychę. To relacje lekarz-pacjent rzutują na opinię o lekarzach. Są one bardzo często złe. A pacjenci to najczęściej zestresowani chorobą i bólem ludzie, którzy szukają pomocy. Nie trzeba ich więc dobijać, bo bez potrzeby to raczej nikt do lekarza nie chodzi. Jest wręcz odwrotnie, ludzie chorzy często unikają lekarzy.

prof.dr hab. Dariusz Galasiński pisze...

Nie, Panie Profesorze, taka krytyka jest wiele warta. I, mówiąc szczerze, wkurza mnie bardzo odrzucanie tych 'anonimowych'. A przyszło Panu do głowy, że oni się obawiają, że ich lekarz czyta to, co napisali? Proszę spróbować się postawić w roli kogoś, kto tak po prostu idzie do lekarza. Podejrzewam, że od wielu lat nie robił Pan tego. Polecam - to niezwykle pouczające!

Dariusz Galasiński pisze...

I jeszcze dodam - mam wrażenie, że nie chce Pan wiedzieć, co 'ludzie myślą'. Nie pamiętam, kied ostatni raz słyszałem coć dobrego o polskich lekarzach. Nie o konkretnym dr.Iksinskim, ale o lekarzach. Myśli Pan, że to wszystko bzdury wyssane z palca? Spisek? Ludzie uwzięi się na biednych lekarzy.

Jakiś rok temu napisałem komentarz pod Pana wpisem (o zgrozo, anonimowy!). Siedziałem w poradni onkologicznej, w której pacjenci czekali 3-4 godziny, bo lekarzowi nie chciało się przyjmować według kolejki, ale tak jak karty mu rejestratorka dała. I wreszcie pacjentka zaczęła się krzyczeć, że ona 4 godziny siedzi. Kiedy ostatnio siedział Pan na twardym krześle 4 godziny w poczekalni? Bardzo chciałbym usłyszeć odpowiedź.

Oczwyiście, nie doczekałem się Pana reakcji. Przecież to na pewno jednostkowy przypadek, a komentarz był anonimowy, więc to się nie liczy, prawda? Może zamiast krytykować anonimową krytykę i zajmować się polityką, rozglądnąłby się Pan wokoło? I przestał uznawać, że to, co Pan myśli, to rzeczywistość. Porszę spróbować zrezygnować ze swej lekarskości.

I na koniec. Zastanowił się Pan nad tym, czy anonimowość koemntarzy pod Pana wpisami wynika z Pana? Może się ludzie Pana boją po prostu. Przyszło to Panu do głowy? Ja mogę sobie pozwolić na identyfikację. Jestem profesorem tytularnym, nie mam doktorantów z medycyny, mogę Panu powiedzieć, co myślę.

Nie, nie oczekuję, że Pan puści ten komentarz. Ale może chociaż zastanowi się Pan...

Anonimowy pisze...

Dariusz Galasiński - a dlaczego należałoby przyjmować wg kolejki a nie kartoteki? Zakładam, że pacjenci się umawiają na wizytę i kolejność przyjęć zależna jest od kolejności, czy godziny na jaką się umawiają. Ktoś dzwoni wcześniej, umawia wizytę, dostaje informację, że ma się zgłosić np. na 14.30, po czym ma czekać aż zostaną przyjęte osoby, które przyszły wcześniej, bez umawiania terminu? Toż to czysty absurd.
Poza tym jakakolwiek generalizacja na podstawie jednostkowych doświadczeń jest bzdurą. To tak jakbym napisał, że lingwiści są zbędni, bo nie widzę potrzeby istnienia takiego tworu...

Dariusz Galasiński pisze...

Właściwie to powieniem napisać, że skoro Pana/i odpowiedź jest anonimowa, to się nie liczy i nie zniżę się do odpowiedzi... szczególnie, że Gospodarzowi, jak sądzę komentarz będzie się podobał. Ale niech tam.

Jest mi zupełnie obojętnie, jak Pan/i będzie przyjmować. Jednak system poczekalni, który wymaga 4-godzinnego czekania jest do kitu. W przychodni, o której mówię, akurat nie umawiano na godzinę, ale na dzień. Lekarz przyjmował od 15-19, powiedzmy. Jedyną kolejką była kolejka pacjentów. Lekarz ją jednak zignorował. Dlaczego? Kto wie? Może było mu tak wygodnie, może się nie zastanowił, a może po prostu mógł.

Ale może gdyby musiał posiedzieć 4 godziny na twardym krześle, zacząłby się nad tym zastanawiać. I z większą trudnością przychodziłoby mówić o 'absurdach'. Od lat zresztą twierdzę, ze wszystkich studentów kierunków klinicznych należy zmuszac do chodzenia w piżamach na uczelniach oraz robić egzaminy o losowo wybranych porach. Dobrze by to Państwu zrobiło.


Ależ proszę pisać, co się tylko Panu/i podoba. Również to, że lingwiści są zbędni - kto wie, moze są. Nie sądzę jednak, bym generalizował. Co więcej, mamy inne zdanie co do jednostkowych doświadczeń. Ja uważam, że jednostkowe doświadczenie złej usługi lekarskiej jest ważniejsze niż 10 (a może i znacznie więcej) pozytywnych. Medycyna dzisiejsza na świecie właśnie chce się skupiać na osobie, na jednostce. Może do polskich lekarzy to jeszcze nie dotarło? I z całym szacunkeim, to, co Pan/i widzi czy nie, nie ma najmniejszego znaczenia.


I tym komentarzem kończę udział w tej dyskusji, dziękując Gospodarzowi za danie mi przestrzeni, by się wypowiedzieć.

prof. dr hab. Dariusz Galasiński


Anonimowy pisze...

Dariusz Galasiński - ja bym zaczął od przyjrzenia się własnej osobie, bo powyższa wypowiedź nie świadczy najlepiej o jej autorze. Chciało by się rzec "I wzajemnie, to co pan widzi, czy nie, ma dla mnie znaczenie podobne...". Jednak kultura i chęć zrozumienia innego punktu widzenia nie pozwala mi na takie uproszczenia.
Po pierwsze - jak na lingwistę daje się zauważyć zaskakujący brak logiki. Skoro jest panu obojętne jak ja będę przyjmował (i w domyśle inni lekarze), to po co się pan wypowiada? Sądziłem, że pokazuje pan pewien problem, bo zależy panu na jego rozwiązaniu. Jeśli nie, to po co cała ta dyskusja? Po drugie - jeśli nie wie pan dlaczego lekarz zignorował listę, to na jakiej podstawie wysuwa pan osądy? Może wcale jej nie zignorował, a właśnie kolejność od początku zależała od kolejności zgłoszeń i w efekcie kolejności wyciągniętej dokumentacji pacjentów? Czy może sądzi pan, że rejestratorka sobie tasowała karty lub układała tylko wg sobie znanego wzoru? A jeśli tak, to może pretensje należałoby kierować pod adresem rejestratorki?

Doktor M.Sosnowski pisze...

Albéric Magnard: Chant funebre
Pozwalam sobie na komentarz(po latach): Panie Profesorze, proszę wskazać jak daleko musi się Szanowny Pan Profesor (bez dokumentu tożsamości)oddalić od miejsca pracy/zamieszkania aby odczuć empatie kolegów po fachu?
Prof.dr hab. Maciej Sosnowski (tytularny)

Anonimowy pisze...

Raport NIK z marca tego roku:

Sposób kształcenia kadr medycznych nie zapewniał przygotowania wystarczającej liczby specjalistów, dostosowanej do zmieniających się potrzeb zdrowotnych społeczeństwa. Brakuje kompleksowej strategii, uwzględniającej trendy demograficzne i epidemiologiczne, limity przyjęć wyznaczają uczelnie, kierując się własnymi analizami, a przede wszystkim własnym rachunkiem ekonomicznym, a brak informacji na temat emigracji personelu medycznego uniemożliwia jej przeciwdziałanie. NIK przestrzega, że próby nadrobienia wieloletnich zaległości poprzez przyspieszanie cyklu kształcenia lekarzy niosą ryzyko co do utrzymania jakości kształcenia.

Anonimowy pisze...

To ja, ten z godziny 20.20. Wpisem wywołałem lawinę dyskusji. Czyli problem jest. Oczywiście że nie podpiszę się moim nazwiskiem, bo: moja żona na endoprotezy kolan będzie czekała nie 15, lecz 20 lat, a ja będę czekał z zawałem kilka godzin na izbie przyjęć. Albo zapomną mnie podłączyć do kardiomonitora (to przypadek mojej znajomej, zmarła). Ale teraz poważnie: proszę nie używać określenia "przypadki jednostkowe", oczywiście, ja mogę opisać moje przypadki, które są jednostkowe, ale mam znajomych, którzy potwierdzają moje przypadki. I podkreślam nadal, że na Uczelni przepracowałem ponad 30 lat, byłem profesorem uczelnianym i nikt nie będzie mi wciskał kitu o rzeszy szlachetnych lekarzy a jednostkowych hien. Poznałem możliwości umysłowe, moralne lekarzy, adiunktów, profesorów. Pracując z ludźmi na granicy życia i śmierci trzeba mieć niezwykle odporny charakter, aby nie czerpać z tego korzyści. To staje się normalnością. A dlaczego nie naśladować Pana Boga i selekcjonować pacjentów? Przecież mam władzę nad ich życiem. A z drugiej strony, na jakiej podstawie można mówić o całej rzeszy uczciwych lekarzy - czy mojego widzimisię, czy były badania tego ewenementu? Czy to też "przypadek jednostkowy", czy może rzeczywistość życzeniowa? Pozdrawiam,

Dariusz Galasiński pisze...

Po komentarzu z 1.55 musze zadac pytanie prof. Pluskiewiczowi. Skad sie biora takie komentarze? Spisek? Pacjenci uwzieli sie na biednych i szlachetnych pacjentow? Pechowcy jacys? Znow jakis niekulturalny (jak ja) czlowiek, nieszanujacy Pana perspektywy?

Co do tego, po co jest ta dyskusja? Z cala pewnoscia nie po to, zeby cokolwiek rozwiazac. Stawialbym na to, ze jest kilka powodow dyskusji. Np:
a. wyrzucic z siebie zal
b. zepsuc humor lekarzom
c. pokazac, ze nie macie Panstwo patentu na madrosc
d. dac odpor tej koszmarnej lukrowanej rzeczywistosci, w ktorej winna jest rejestratorka!

jak przystalo na praktyki medyczne, pozostaje z z powazaniem i wieloma literkami:

prof.dr hab Dariusz Galasiński