Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

środa, 10 lutego 2016

O nauce słów kilka...

Chciałbym dziś podzielić się z Czytelnikami moimi najświeższymi spostrzeżeniami dotyczącymi publikowania prac naukowych. Dotąd opublikowałem 79 prac oryginalnych na łamach periodyków naukowych z tzw. Listy Filadelfijskiej. Pierwsza moja publikacja znalazła uznanie w czasopiśmie Ultrasound in Medicine and Biology w 1997 roku, zatem moje osobiste doświadczenia obejmują blisko dwie dekady. Kolejne badania publikowałem w różnych zagranicznych pismach zajmujących się zagadnieniami szeroko pojmowanego metabolizmu kostnego. Cykl publikowania zawsze był długi i trudny, poprawianie prac zgodnie z uwagami recenzentów było mozolne i pracochłonne. Niejedna praca była wysyłana wielokrotnie do różnych redakcji, ale korekty wprowadzane zgodnie z uwagami zawartymi w kolejnych recenzjach poprawiały jej poziom naukowy. Aż wreszcie otrzymywaliśmy list z upragnionym słowem: Accepted!
Opisuję ten pewnie znany wielu Czytelnikom proces z powodu ostatnich doświadczeń związanych z publikowaniem prac naukowych. Coraz częściej, już prawie jako reguła, pojawia się odpowiedź z redakcji, która odmawia wysłania pracy do recenzji. Zamiast merytorycznej oceny recenzentów otrzymujemy sztampową odpowiedź redaktora technicznego, że praca nie będzie poddana „peer review”. Zdarzyło mi się dwukrotnie, że praca wysłana wieczorem już o 8 rano następnego dnia była odrzucona! Czyżby redakcje pracowały całą dobę?!
Ostatnia wysłana praca w zamian za możliwość rozważenia oceny jakości pracy poprzez poddanie jej cyklowi oceny przez recenzentów otrzymała ofertę opublikowania pracy w bliźniaczym piśmie (oczywiście bez IF) za jedynie 1500 USD…Kwestia opłat pobieranych przez redakcje za publikowane prace zaczyna odgrywać coraz większą rolę. Wiele redakcji, także polskich czasopism, żąda wysokich kwot za publikowane artykuły. Tego zjawiska, przynajmniej w takiej skali dotąd nie obserwowałem. Mając odpowiednie środki finansowe można publikować prace, które niekoniecznie prezentują odpowiedni poziom naukowy.

Biznes przede wszystkim, pieniądz niszczy naukę…

9 komentarze:

Anonimowy pisze...

Parafrazując: "Biznes w jednostkach opieki zdrowotnej i uczelniach przede wszystkim, brak pieniędzy na uczelni niszczy naukę"

Anonimowy pisze...

A może inaczej - sami się niszczymy brnąc w tzw. naukę...

Anonimowy pisze...

W obecnie funkcjonującym systemie i tak nic nie ma sensu - obojętne, czy ktoś ma jedną publikację z IF czy sto publikacji z IF. Fenomen na skalę świata. Rozliczani za naukę (za którą nic nie dostają), a wynagradzani za dydaktykę.

Anonimowy pisze...

Bardzo ciekawy wpis znaleziony w internecie:

Z dotacji dydaktycznej nie wolno finansować wydatków nie związanych z kształceniem stacjonarnym, rozwojem kadry naukowej, czy remontami. Z czesnego można jedynie pokrywać koszty związane z prowadzeniem studiów niestacjonarnych – nie może ono generować zysku. W odniesieniu do dydaktyki – uczelnia może zarabiać jedynie na prowadzeniu studiów podyplomowych, kursów, czy szkoleń.

Anonimowy pisze...

Na co wydaje się czesne - setki tysięcy złotych- od studentów płacących ???

Anonimowy pisze...

Czy z tego czesnego od studentów niestacjonarnych, są jakiekolwiek inwestycje dla dydaktyki ? Czy pokrywa się tylko koszty związane z prowadzeniem studiów ?

Anonimowy pisze...

Wniosek: zgodnie z przepisami prawa, czesne płacących studentów nie może generować zysku, nie może być wydawane na nic innego poza kosztami związanymi z prowadzeniem studiów niestacjonarnych (pomoce dydaktyczne, wyposażenie, materiały dla studentów, itp.) !

Anonimowy pisze...

"Mimo że pańszczyzna została zniesiona 150 lat temu, polski folwark trwa – w miejscu pracy"
Zdaniem Jacka Santorskiego dotyczy to całej administracji, szkolnictwa wyższego i służby zdrowia oraz 80 proc. firm prywatnych. Pańszczyzna, jak wiadomo, była liczona w dniówkach. Chłop był zobowiązany pracować bez wynagrodzenia na polu pana przez określony czas. Więc pracował tak nieefektywnie, jak tylko możliwe. Chłopi na Zachodzie mieli kwotowy podatek, po zapłaceniu którego byli wolni. Mieli motywację, żeby swój czas wykorzystywać efektywnie.

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1650838,1,panszczyzna-i-kulawe-przetargi--zaskakujace-jak-silny-jest-to-zwiazek.read

Anonimowy pisze...

Czesne płacone przez część studentów to miliony złotych rocznie.