Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

piątek, 20 listopada 2015

Zawód lekarz, część szósta: poczucie humoru

Poczucie humoru ważną częścią postawy lekarza?! Czy to jakiś żart? Po co lekarzowi poczucie humoru? Nie, to nie żart, spróbuję opisać parę sytuacji z mego życia zawodowego, gdy właśnie ta cecha okazała się ważna. Kiedyś w czasie obchodu profesorskiego z moim ówczesnym szefem Profesorem Edmundem Rogalą jeden z pacjentów na jego widok krzyknął: „To pan, panie profesorze? to pan jeszcze żyje?!” A Profesor, wcale niezmieszany spokojnie przystąpił do zwykłych czynności i zbadał pacjenta, jakby nigdy nic. Innym razem na pytanie Profesora skierowane do pacjenta o palenie papierosów pacjent z oburzeniem odpowiedział: „panie profesorze, jak pan może mi proponować papierosa na sali, tu bym nigdy nie zapalił!” Miałem kiedyś pacjenta z dużym problemem dotyczącym oddawania stolca. Zebrałem odpowiednie dane i umieściłem je w historii choroby sądząc, że ten fragment wywiadu został wyczerpany. Następnego dnia ten sam pacjent w czasie porannej wizyty wręczył mi liczący 3 strony opis swych problemów związanych z defekacją. Byłem zszokowany, tym bardziej, że pacjent prawie zmusił mnie do natychmiastowego przeczytania tego elaboratu i zajęcia stanowiska. Nie wiedziałem co zrobić, dla tego pacjenta sprawa była śmiertelnie poważna, ale cała sytuacja była nieco komiczna. Udało mi się jakoś zachować kamienną powagę. Zajmuję się zawodowo i naukowo osteoporozą i kiedyś na pytanie skierowane do pacjentki czy miała kiedykolwiek jakieś złamanie usłyszałem: „Tak, miałam złamane serce”. Trudno się nie uśmiechnąć, choć, być może takie wspomnienie, wcale dla tej pani nie musiało być miłe.

12 komentarze:

Anonimowy pisze...

"Wielka nauka i medycyna" , a report OECD podaje jak jest naprawdę:


"Dziennik Gazeta Prawna": na zdrowie?
"Autorzy raportu OECD w podsumowaniu blisko 300-stronnicowego opracowania piszą, że rosną długość życia, jakość opieki, dostęp do nowoczesnych leków. Jednym z niewielu wyjątków - wymienionych explicite we wstępie - jest Polska - pisze "Dziennik Gazeta Prawna"

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/dziennik-gazeta-prawna-na-zdrowie/zbp5qe

Portier pisze...

Bardzo dziękuję, że napisał Pan o tym aspekcie pracy lekarza. To jest nic nie kosztujący drobiazg, który dla pacjenta znaczy bardzo wiele. Kiedy w 2012 roku leżałem w szpitalu im św. Barbary w Sosnowcu trafiłem na taką "szaloną" panią anestezjolog i to był pierwszy CZŁOWIEK tam, bo wcześniejsi wydawali się bezdusznymi automatami. Uśmialiśmy się najzwyczajniej w świecie i kiedy jej podziękowałem za to ludzkie podejście PRZEPROSIŁA MNIE ZA DRĘTWOŚĆ SWOICH KOLEGÓW. I dla mnie ktoś taki to anestezjolog idealny. Zamiast faszerować pacjenta "głupimi Jasiami" zwyczajnie go rozśmieszy i pozwoli inaczej spojrzeć na czekającą go operację.

Anonimowy pisze...

Cytat z artykuły z pierwszego komentarza:

"We wszystkich państwach OECD, z wyjątkiem Grecji, USA i Polski, istnieje powszechny dostęp do służby zdrowia", albo: "dzięki wcześniejszej diagnozie w większości państw zwiększyła się długość przeżycia przy zachorowaniu na raka. Wyjątkiem są Polska i Chile" – "DGP" cytuje raport.

Piękne słowa o wspaniałych naukach medycznych są w sprzeczności z opinią w reporcie OECD. Pacjent powinien być największym dobrem, nie nauka...

Anonimowy pisze...

"Expose Szydło: Lekarze i inni pracownicy zawodów medycznych muszą być wysoko wynagradzani". Ani słowa o naukowcach. Widać, jak rząd nisko ocenia badaczy. Oni nie istnieją dla systemu, mogą głodować...

Anonimowy pisze...

Prowadzenie badań i publikowanie to takie bardzo drogie hobby, za które cenę płaci się na emeryturze, za minimum przeżycia.

Anonimowy pisze...

Bo też te badania nie zawsze reprezentują poziom światowy. Czasami lepiej będzie i z pożytkiem dla pacjentów, jeżeli lekarz zajmie się pogłębianiem wiedzy medycznej. Specjaliści są bardzo potrzebni, bo trzeba czekać na wizytę kilka miesięcy, albo i lat. Dlatego sprawami nauki nieodzownej przecież w medycynie powinni zajmować się nieliczni, ale za to najzdolniejsi i posiadający żyłkę badacza. I nie rozpraszać swojej inwencji na inne sprawy. Tymczasem tak nie jest. Nauczyciel akademicki nie musi być wielkim naukowcem. Wystarczy, żeby umiał leczyć, był dobrym specjalistą i przekazywał swoją wiedzę studentom. Omnibusem od wszystkiego nikt nie jest, dlatego efekty są marne.

Anonimowy pisze...

Dokładnie tak, w innych krajach lekarz leczy, a nie bawi się w publikacje. Fakt, że w np. Niemczech po prostu docenia się podstawową pracę lekarza, a u nas ciągła pogoń za stopniami/tytułami wymuszona przez aburdalny system i wymagania.

Anonimowy pisze...

Mobbing w Ministerstwie Zdrowia. Szokujące informacje !. Współczujemy która przez to przeszła.

http://www.medexpress.pl/start/mobbing-w-ministerstwie-zdrowia-jest-raport/62097/

"Reporterzy dziennika „Fakt” oraz programu „Uwaga” TVN dotarli do osób, które opowiedziały o koszmarze, jaki przeżyły, pracując w resorcie zdrowia.
- Generalnie to mnie torturowały. To doprowadziło do tego, że ja w zasadzie bałam się odbierać telefony. Zwykle ten telefon zwiastował zaproszenie na seans gorącego krzesła – opisuje jedna z urzędniczek MZ. Na czym polegał sens gorącego krzesła? Kobieta była wzywana do gabinetu zastępczyni dyrektora MZ, gdzie słyszała, że jest nieporadna, że wszystko robi źle, nie dotrzymuje terminów. Na takie seanse była zapraszana średnio dwa razy w tygodniu. Wychodziła z nich roztrzęsiona, często w trakcie płakała. – Później już zazwyczaj to wyglądało tak, że one mówiły, a ja siedziałam i płakałam – relacjonuje pokrzywdzona.
Jedna z byłych pracownic MZ musiała poddać się leczeniu psychiatrycznemu. Kiedy wróciła po terapii, została zwolniona. Przed sądem pracy walczy przeciw resortowi o bezprawne zwolnienie i mobbing.
- Na koniec pokazano mi, że nic nie znaczę – mówi ze łzami w oczach inna kobieta, która w Ministerstwie Zdrowia pracowała ponad 20 lat".

Anonimowy pisze...

Jak można tak traktować pracownika ? Dlaczego do tego doszło ? Kto na to pozwolił ?

Anonimowy pisze...

Jeżeli to prawda odnośnie mobbingu, kto jest odpowiedzialny za tą sytuację ???

Anonimowy pisze...

Widać przykład idzie z góry. Wielu pracowników SUM w ostatnich latach też musiało się leczyć z powodu mobbingu , presji i nagonki na naszym uniwersytecie. Wiele z tych spraw było nagłośnione, ale kto się tym przejął. Pracownika się zwolniło i już.

Anonimowy pisze...

Tak, mobbing w naszej uczelni stosowała i stosuje nadal kuraszewska. Wcześniej za zgodą i wiedzą rektorki, teraz też za zgodą i wiedzą, skoro ją trzymają po tylu skargach i autentycznej krzywdzie ludzkiej. Zwalnianie ludzi i pomiatanie pracownikami, arogancja, kłamliwe oskarżenia itd., to sposób działania kuraszewskiej. Komu wychodzi to na dobre, skoro naszej uczelni nie wyszło? Kiedy wreszcie nadejdzie dzień, że będzie nami rządził ktoś z kulturą osobistą oraz darzący szacunkiem swoich podwładnych? Można byłoby wtedy znacznie więcej zrobić dla nauki i poprawy stosunków międzyludzkich. Dla wszystkich z korzyścią. Nie wspominam nawet o kroczącej biurokracji i wszechobecnych procedurach, czyli utrudnianiu pracy wszystkim wokoło.